Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianca&Kiera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianca&Kiera. Pokaż wszystkie posty

29.10.2020

Od Bianci CD. Kiery

 - To nie jest żart, poświęcę się - powiedziałam, stukając paznokciami w ucho porcelanowego kubka. Sama byłam po części zszokowana, że to powiedziałam, ale z drugiej strony byłam ciekawa reakcji dziewczyny, przez co na mojej twarzy widniał znikomy - ale jednak zauważalny - uśmiech.

- Dobrze. Jesteśmy w kontakcie. - powiedziała, udając obojętną. W jej oczach jednak było widać zawahanie. Nie dziwiłam się, w końcu jeszcze dziś chciałam ją zabić.

***

Kiedy byłam już praktycznie gotowa, napisałam wiadomość do Kiery z adresem, mając nadzieję, że nie pojawi się za dwie minuty. Nie byłam jakoś szczególnie wystrojona, potrafiłam ubrać się bardziej wyjściowo, jednak dziś nie widziałam takiej potrzeby. Założyłam czarne, przylegające do ciała dżinsy, czerwone body i zwykłe, białe trampki. Po otrzymaniu wiadomości zwrotnej od dziewczyny, rozpuściłam włosy i pomalowałam usta czerwoną szminką. Chwyciłam torbę, pożegnałam się z psem i powoli udałam do wyjścia. Miała być za dwie minuty, więc nie musiałam się spieszyć. Byłam ciekawa, jak przyjdzie ubrana - w końcu nie powiedziałam, gdzie mam zamiar ją zabrać. Zza klatkowych okien widziałam, jak słońce powoli zachodzi, tym samym opuszczając budynek. Od razu w oczy rzuciła mi się długowłosa, oparta o pień drzewa. Nie sądziłam, że odstawi się jak na konferencję prasową. Zmierzyła mnie wzrokiem i wzdychając, podeszła bliżej.

- Gdzie idziemy? - spytała, a ja zaśmiałam się. Naprawdę intrygował mnie fakt, że nie zdążyła domyśleć się tak prostej rzeczy.

- Do klubu. - odpowiedziałam po chwili namysłu. - strój masz jak widzę adekwatny do okazji. - jeszcze raz parsknęłam śmiechem.

- Nie czuję potrzeby się stroić. - rzuciła, a ja już odpuściłam sobie dalsze drwienie z dziewczyny, zobaczymy, czy jest tak pewna siebie podczas picia. Machnęłam ręką, na znak, aby poszła ze mną. Szłyśmy w ciszy, którą chyba obie nie do końca wiedziałyśmy jak przełamać. W końcu dotarłyśmy na miejsce. Na szczęście zdążyłyśmy przed największymi kolejkami, więc praktycznie od razu znalazłyśmy się przy wejściu. Moją twarz ochroniarz poznał praktycznie od razu, więc bez większego pokazywania dokumentów wpuścił mnie do środka - niby nie ma czym się chwalić, ale pojawiałam się tam często, tak samo często brali ode mnie dokumenty, więc chyba nie dziwne, że jestem z nimi na 'ty'. Kierę jednak zatrzymał i zażądał ukazania dokumentu potwierdzającego pełnoletniość. Jakby nie patrzeć, nie byłam pewna, czy dziewczyna ma skończone osiemnaście lat, czy kończy je dopiero za, na przykład, miesiąc, więc postanowiłam zainterweniować.

- Jest ze mną. - rzuciłam na tyle głośno, aby było mnie słychać przez dudniącą ze środka muzykę. Ochroniarz tylko zeskanował ją wzrokiem i skinął niechętnie głową, na znak, że może wejść. Wypuściłam powietrze z klatki piersiowej, zadowolona, że obyło się bez większych ceregieli. Weszłyśmy do pomieszczenia, w którym już na wejście było czuć mocny zapach alkoholu. Oczywiście, mimo dość wczesnej godziny znalazły się pijaczyny, które ledwo trzymały się na nogach i prawie taranowały każdego na swojej drodze. Widziałam, że moja towarzyszka nie odnajduje się w takich miejscach, więc złapałam ją za nadgarstek, żeby w jednym kawałku dotarła mi do baru. Drugą ręką złapałam torebkę w miejscu suwaka, aby przypadkiem coś mi nie "wypadło". Kiera chyba to zauważyła, bo chwilę później zrobiła to samo. Niby nikt nic mi tu nigdy nie ukradł, ale różni ludzie się kręcą. Po chwili znalazłyśmy się w miejscu, w którym można w miarę spokojnie usiąść. Młody mężczyzna podszedł do nas, o dziwo z uśmiechem i standardowym dla niego pytaniem.

- Co podać pięknym paniom? - rzucił. 

Podrywacz.

Spojrzałam na Kierę, jednak nie byłam w stanie wyczytać z jej twarzy jednoznacznej odpowiedzi. 

- Pijesz?

- W sumie to nie wiem, mogłabym ale jed...

- To samo co zawsze, tylko dwa razy. - przerwałam jej, zanim jeszcze zaczęła swój monolog egzystencjalny. Odwzajemniłam uśmiech barmana, a ten szybko przygotował kolorowe drinki. Podziękowałam mu, a ten odszedł do innych klientów. Szkoda, że do mężczyzn nie podchodził taki uśmiechnięty. Chwyciłam szklankę i zaczęłam siorbać napój ze słomki, przyglądając się Kierze. Jak na osiemnaście lat, obchodziła się z tym alkoholem naprawdę ostrożnie. Mimo wszystko, opróżniła naczynie dosyć szybko, a ja nie miałam zamiaru pozostać jej dłużna. Powoli zaczęła rozkręcać się jakakolwiek rozmowa, zaczęłyśmy domawiać sobie alkoholu i coraz lepiej bawić. Nie miała ona absolutnie mocnej głowy, ale widziałam, że jeszcze daje radę, więc zaciągnęłam ją na parkiet. Nie chwiałyśmy się jeszcze za bardzo, więc postanowiłam skorzystać z okazji. Początkowo moja towarzyszka nie była do tego za bardzo przekonana, ale w końcu jakoś udało mi się ją rozruszać. Bawiłyśmy się razem naprawdę dobrze, chyba pierwszy raz w życiu. Żadną nowością nie było to, że podeszło do nas dwóch mężczyzn - raczej niedużo starszych od nas. Skończyło się to tak, że wylądowaliśmy na dwóch różnych końcach klubu, mówiąc szczerze przez chwilę zapomniałam o dziewczynie. Poznany chłopak wydawał się naprawdę w porządku, nawet kontrolował położenie rąk podczas tańca, co było wyczynem. Prawie skończyło się to wspólną wizytą w toalecie, jednak stwierdziłam, że przecież jestem tu z kimś i nie powinnam mimo wszystko aż tak się zagalopowywać. Wymieniłam się numerami z niejakim Zackiem, po czym zaczęłam szukać Kiery wzrokiem po pomieszczeniu. Nigdzie jej nie widziałam, więc pomyślałam, że może siedzi przy barze. Tam jednak zastałam tylko barmana, którego poprosiłam o mocniejszego drinka. Szybko go dostałam i wypiłam, więc równie szybko wróciłam do wcześniejszego zajęcia.. W końcu zobaczyłam ją z chłopakiem, z którym wcześniej tańczyła. Wyglądało mi to na dosyć gorącą sytuację, więc przez chwilę się zawahałam, jednak potem zauważyłam, że młoda wcale nie jest zadowolona z tego powodu. Bez większego namysłu ruszyłam w ich stronę, z zamiarem natychmiastowego oddelegowania tego typa do domu. Wpieprzyłam się między nich, przez co ręce chłopaka wylądowały na mnie, jednak ten po zorientowaniu się, co się dzieje, odsunął się nieznacznie.

- Co ty sobie, kurwa, wyobrażasz?! - krzyknęłam, zbliżając się do niego i patrząc prosto w oczy. Ten tylko zaśmiał mi się w twarz.

- Właśnie prawie przeleciałem tą laskę, możesz mi nie przeszkadzać? - z niedokońca wiadomych mi przyczyn, coś się we mnie zagotowało. Pchnęłam do tyłu brunetkę stojącą za mną i zamachnęłam się, uderzając pięścią w twarz zboczeńca z niewyparzoną gębą.

Nie miałam zamiaru być damą w opałach.


Kiera ?

8.09.2020

Od Kiery cd. Bianci


Wiadomo jak to jest w okresie jesienno-zimowym. Uciążliwe przeziębienia, anginy i inne grypy. Większość klasy zadowolił fakt z przełożonego egzaminu ze sprawności fizycznej i początku zajęć koło jedenastej. Również mi to nie przeszkadzało. Większość nauczycieli, czemu się nie dziwie postanowiło pozostać z katarem pod pierzyną. Jako iż byłam w pełni zdrowa - jak na razie, zaraz po powrocie wczoraj do domu zadzwoniłam do szefa. Każdy pieniądz jest ważny oraz istotny dla mnie, a dodatkowe godziny pracy szczególnie z dość niezdarną i spóźnialską Biancą szła mu na rękę. Nie zalicza się do osób posiadających mój większy szacunek i jakiekolwiek pozytywne relacje, ale jej towarzystwo nie było najgorsze. Dość znośne, chociaż zależy kiedy miała nastrój, dama.
Wstałam rano, wpół do siódmej i wprost wyruszyłam do kuchni. Zjadłyśmy z Madd śniadanie, przeglądając jakieś magazyny na różne tematy, począwszy od mody na motoryzacji skończywszy. Pośmiałyśmy się z paru głupich obrazków zamieszczonych w środku i idiotycznych, zmyślonych plotek, po czym nastała pora na wychodzenie z domu.
Przebrałam się, wykonałam rutynę, spięłam włosy w niechlujnego koka i nieco podkreśliłam rzęsy. Wzięłam najpotrzebniejsze przedmioty i wyruszyłam do auta Maddison. Zazwyczaj, gdy obie mamy więcej czasu ona mnie podwozi przed pracą, za co jestem wdzięczna. Szczególnie dziś - pełne ulice, ludzie praktycznie na sobie na chodniku. Nie wyobrażam sobie przejechać tędy rowerem. Oczywiście mówię o głównych ulicach miasta - na poboczu jak to zwykle bywa jest dość spokojnie i nie tłoczno. Uwielbiam to.
Jak można było przewidzieć, w pracy byłam pierwsza. Moja współpracowniczka jak zwykle się spóźniła. Powinna być zaskoczona, że kawiarnia jest otwarta. Szczególnie, że nie bywam tutaj we wczesnych godzinach w ciągu tygodnia. Zaśmiałam się nieznacznie ze swoich przemyśleń i od razu skierowałam się na zaplecze.
Przebrałam się w odzież roboczą. W między czasie słyszałam, że ktoś przyszedł, więc postanowiłam wyjść za ladę, w razie gdyby odwiedził nas pierwszy zainteresowany. Za drzwiami czekała na mnie Bianca, o dziwo z jednym ze szklanych wazonów w rękach z pozycją do samoobrony. Chciało mi się śmiać, nie powiem, ale dusiłam to w sobie. Starałam się przynajmniej. Spojrzałam na nią dopiero, gdy zaczęła głęboko wzdychać.
- Trzeba było być punktualnie - pomyślałam, przewracając oczami.
- Ty jesteś niepoważna - odparła brunetka wyraźnie podirytowana.
- Niby dlaczego? Nie mogę już przyjść z rana do pracy marzeń, jaką jest ta kawiarnia? - odpowiedziałam.
- Nie powinno być cię teraz w szkole dziewczynko? - widziałam po niej, że czuje się być na wygranej pozycji. Nie tym razem słońce.
- Może powinnam tam być, ale jestem tu. Przeszkadza Ci to? - nie zamierzałam się tłumaczyć.
- Tak - odpowiedziała krótko i wyminęła mnie kierując się na zaplecze. Ja w tym czasie wzięłam dla siebie jeden kubek i go wymyłam, aby jak najszybciej nalać sobie kawy. Potrzebuje tej dawki energii, w sytuacji kiedy nie korzystam z wolnego w czasie intensywnej nauki, a pracuje na 'lepsze życie'. Dlatego też kofeina to najlepsze rozwiązanie z możliwych. 
Wzięłam ręcznik papierowy z półki, w trakcie kiedy Bianca rozpoczęła myć stoliki. Nie powiem, zdziwiłam się. Zazwyczaj jest to ogarnięte już wieczorem, po zamknięciu. Więc szczególnie w sytuacji kiedy zawsze może pojawić się klient, kawiarnia powinna być w stu procentach czysta. Szef raczej nie chce zaniżać sobie opinii wśród miejscowych.
- Dopiero teraz się za to bierzesz? - zapytałam. W tej z góry się coś zagotowało, rzuciła ścierką i podeszła bliżej mnie, krzyżując ręce. Ten gest nie czyni jej bardziej poważną czy zdenerwowaną, ale to tylko moje zdanie. Bardziej jak małe, rozwydrzone dziecko któremu matka nie chciała kupić drogiej zabawki z najwyższej półki.
- Też tu wczoraj byłaś, więc jeśli nie podoba Ci się, że sprzątam dopiero teraz, trzeba było zrobić to samemu wczoraj - odparła, bardzo wkurzonym głosem. Ja tylko podniosłam brew, patrząc na nią pytająco.
- Ja w przeciwieństwie do... - zaczęłam mruczeć pod nosem, gdy do lady podszedł średniego wieku mężczyzna. Staram się zawsze pałać pomocą z daleka do nieznajomych, więc moja twarz rozpromieniła się w ciągu sekundy. Bianca musiała wracać do poprzedniej czynności, rezygnując z dogryzania mojej osobie. 
- Tak słucham, co mogę panu podać? - powiedziałam uprzejmie, czekając na zamówienie.
- Dzień dobry, poproszę jedną czarną kawę - odpowiedział jednym tchem.
- Oczywiście, to wszystko dla uprzejmego klienta? - irytował mnie powoli już ten zbytni optymizm, ale praca jak praca.
- Owszem, młoda damo - Kiera - harmonia, pamiętaj. Nie zaczynaj bezsensownych sporów, zwłaszcza w pracy.
- Już robię - wyszczerzyłam się aż nad to, spoglądając na współpracowniczkę.
Podeszłam do maszyny i zaczęłam przygotowywać gorący napój, przy okazji szykując się na zrobienie drugiego - dla mnie. Po dłużej chwili sięgnęłam po zamówienie, po czym postawiłam na ladzie.
- Należy się 5,50 – oznajmiłam, podając rachunek.
- Reszty nie trzeba, zachowaj dla siebie panienko - odparł mężczyzna kładąc na specjalnym plastikowym podstawku pieniądze. Wziął napój i odszedł w stronę stolika. Przy okazji zaczerpnęłam już po moją kawę. Niezbyt patrząc przed siebie, wyszłam zza lady. Nie spodziewałam się Bianci zaraz przede mną. Wpadłyśmy na siebie, a zawartość kubka wylądowała na naszych klatkach piersiowych. Spojrzałam się na dziewczynie, po chwili zaczynając się śmiać z jej nieuwagi. Uspokoiłam się, jednakże uśmiech tym razem jak najbardziej szczery nie zszedł mi z twarzy.
Ta natomiast obarczyła mnie piorunującym wzrokiem. Już szykowałam się na niezłą aferę, aż ona z niewiadomych przyczyn dołączyła do mnie. Obie się śmiałyśmy - a to oznacza coś dziwnego i nienormalnego w naszej jako takiej relacji.
- Jesteś pojebana - powiedziała.
- Nie bardziej jak ty - puściłam dziewczynie oczko, kierując się w stronę moich rzeczy. Niestety koszulka z logiem kawiarni doszczętnie się zalała, więc byłam zmuszona chodzić w normalnych ubraniach. Po chwili weszła do tego samego pomieszczenia Bianca. Ja powróciłam za ladę, wykonując powierzoną mi robotę.
- Nie obrażę się za więcej takich śmiesznych wpadek, czy tam akcji z waszej strony dziewczęta - odparł widocznie zadowolony ze swojego tekstu klient i wyszedł z lokalu. Jak można zauważyć poczuł się zbyt pewnie, że nawet nie mam ochoty tego komentować.
- Robisz mi następną kawę i nie ma, że nie - oznajmiłam, wskazując na prawie pusty kubek. Szybko wypiłam resztę odratowanej zawartości.  
- Jeszcze czego, pracuję dla szefa, nie dla ciebie małolato - parsknęła, wracając do mycia stolików. Przed tym jeszcze zmyła z podłogi niewielki rezultat całego incydentu. Zdecydowanie bardziej oberwało się nam.
- Uważaj kogo nazywasz małolatą, jestem tylko rok młodsza od ciebie - uśmiechnęłam się szyderczo, przygotowując znowu taką samą kawę.
- To wystarczy, by udowodnić kto jest dojrzalszy pod każdym względem - odpowiedziała, siadając niedaleko mnie. Prawdopodobnie też chciała sobie coś zaparzyć.
- Szkoda, że gołym okiem można dostrzec kto tutaj jest łamagą i niedorajdą - wzięłam kubek i tym razem ostrożniej trzymałam z daleka od Bianci. - I ciekawe kto rzucił naukę dla alkoholu oraz imprez...
- Skąd ty o tym wiesz? - podniosła się zdziwiona, a ja wpadłam w śmiech. Mina jej pobledniała, a oczy rozszerzyły się na prawdopodobnie maksymalną wielkość.
- Mniejsza o to, chciałam podkreślić sam fakt - wzruszyłam obojętnie ramionami, aż zawitała nasza następna klientka. Ponownie stałam się tą wesołą i kulturalną wobec obcych Kierą.
- To skoro jesteś taka mocna w rozmowie, to udasz się ze mną dziś wieczorem i przekonasz się, że jesteś w błędzie? – powiedziała, biorąc łyka świeżo nalanej herbaty owocowej. Mnie aż zatkało i musiałam odkaszlnąć, bo prawie bym się udusiła. Czy ona chce ze mną spędzić wieczór? Postanowiłam zignorować propozycje i ugościć kobietę.
- Witamy! Czym pani jest zainteresowana, tego jesiennego, wietrznego dnia? – wstałam i skierowałam się w jej stronę, wzbudzając zaciekawienie i uwagę klientki. Właśnie tak to się robi.
- Poproszę ciastko – wskazała palcem na szklanej szybie, którą teraz ktoś będzie musiał umyć. – Na wynos najlepiej.
- Pewnie, już szykuję – sięgnęłam z wystawy po jedno z czekoladowych specjałów i ostrożnie włożyłam do papierowej torebki. Wydrukowałam paragon i podałam całość na ladzie. Kobieta zapłaciła i w szybkim tempie ruszyła w drugą stronę alejki na zewnątrz.
- Do widzenia! – krzyknęłam, choć na marne. Usiadłam z powrotem, licząc że temat się rozwinie.
- To nie jest żart, poświęcę się – odrzekła, obijając paznokciami o porcelanowe ucho kubka. Spojrzałam na jej profil twarzy, wciąż nie dowierzając.
- Dobrze – odpowiedziałam krótko. – Jesteśmy w kontakcie.

Niedługo po tym zbierałam się do domu. Gdy już dotarłam taksówką, szybko się przebrałam, poprawiłam makijaż i wzięłam pod ramie najpotrzebniejsze podręczniki na dzisiejszy dzień.
Dzień w szkole, jak zwykle przeminął dość nudno, aczkolwiek szybko. Tym bardziej dziś, kiedy to miałam zaledwie cztery godziny lekcyjne z dość prostych dziedzin. Dopytywałam różnych osób, czy chcieliby iść ze mną. Niestety, bądź stety większość mnie wyśmiała, twierdząc że nie starcza im doby w czasie szkoły, a jak ja chce zawalić semestr to proszę bardzo. Może Madd mi się uda wyciągnąć. Oby… Szczególnie że Bianca z pewnością zajmie się sobą, a ja będę piątym kołem u wozu, podpierając ściany w najcichszym zakątku. Rzeczywiście, powinnam podciągnąć oceny, bo sama sprawność fizyczna mi nie wystarczy na wzorowe zdanie tej szkoły. Przyjdzie i na to pora, mimo że w moim mniemaniu wiedza jest bardzo istotna. 
Po wyjściu szybkim krokiem weszłam do jakiejś piekarenki. Kupiłam mocno tuczącego pączka na przegryzkę. Nie zdrowo, jednakże smacznie. Pobiegłam na przystanek autobusowy, żeby nie czekać zbytnio. Tutaj rozkład jazdy różni się bardzo, szczególnie w moje rejony. Gdy tylko przeleciałam tabliczkę wzrokiem, dostrzegłam godzinę piętnastą czterdzieści osiem, czyli za dwie minuty. Nim się obejrzałam, podjechał nieduży bus, szokująco pusty jak na zbliżający się szczyt godzinowy.
W głowie cały czas miałam zaproszenie Bianci. Czy to oby na pewno dobry pomysł, żeby tam jechać? Mogłabym zostać w moim domowym zaciszu, pouczyć się, a później może pooglądać jakieś nowo nagrane materiały eksploracyjne. Ale nie.. Doskonale wiem, że ona mnie nie trawi. Co jest nie tak?

Prawie przejechałabym mój przystanek, ale na szczęście w porę się opamiętałam. W środku jeszcze nie było mojej współlokatorki, zresztą jak zawsze. W tym czasie jest w pracy, koło dziewiętnastej dopiero wraca. Chociaż różnie bywa z jej rozkładem godzin oraz zmian w kinie.
Zalałam wrzącą wodą sobie coś w rodzaju ekspresowych zupek do zjedzenia na szybko, które są jak wiadomo jedynie chemią. Usiadłam przy biurku i zgodnie z radami rówieśników wzięłam się za notatki. Przynajmniej odciągnę się od wielu zadawanych pytań bez jasnych odpowiedzi w mojej głowie. Skupie się na czymś konkretniejszym i co najważniejsze przydatnym.

Sama nie wiedziałam, że tyle jestem skłonna bez większych przerw przesiedzieć nad książkami. Zorientowałam się dopiero, gdy usłyszałam dźwięk kluczy, otwieranych drzwi. Co zabawniejsze, Madd przyjechała akurat po dwudziestej. Znajomy poprosił ją o zastępstwo, z tego co zrozumiałam. 
Po długich namowach nie zgodziła się iść ze mną. Moja ostatnia nadzieja przepadła. Klęłam chwilę pod nosem, aż wzięłam się w garść. Postanowiłam się wyszykować i jakoś w miarę w porządku wyglądać. Umyłam włosy, które samowolnie rozpuściłam, jedynie poprawiając grzywkę. Umalowałam się dość naturalnie, oprócz paru aspektów, które wyjątkowo mocniej podkreśliłam. Założyłam zwykłe spodnie z dziurami oraz biały t-shirt, dorzucając do tego odzież wierzchnią i eleganckie obuwie. Wrzuciłam parę najkonieczniejszych przedmiotów do małej torebki. Usiadłam, biorąc parę porządnych oddechów na łóżku.
Już tylko wyczekiwałam odzewu Bianci. Na początku rozpoczęcia naszej pracy spisywałyśmy do siebie numery, żeby w razie potrzeby mieć stały kontakt. Wtedy jeszcze w miarę się lubiłyśmy. Przynajmniej ja ją, aż stała się wredna na co dzień i tak popsuła swoją opinię. 
Dostałam wiadomość z adresem. Pozostało mi tylko tam się udać. No i przeżyć, jakoś.
Bianca?

7.09.2020

Od Bianci do Kiery

Niechętnie zgarnęłam klucze ze stołu, spoglądając jednocześnie na okno i wzdychając. Miałam dość szarości za oknem, zdecydowanie bardziej lubię ciepłe i kolorowe pory roku. Jednakże była to dopiero jesień, przede mną jeszcze zima i początek zimy. Nie miałam innego wyjścia niż przebolenie tej porażki pogodowej. Kucnęłam i uderzyłam się dwa razy w udo, czekając, aż Mailo do mnie podbiegnie. Nie trwało to długo, a kiedy już nastąpiło, podrapałam go za uchem, szeroko uśmiechając.
- Wrócę wieczorem. - westchnęłam ponownie i wstałam, podchodząc do drzwi wejściowych. Mój towarzysz jak zwykle pobiegł za mną, ale zatrzymał i położył przed drzwiami. - Kocham cię. - powiedziałam na odchodne i zamknęłam za sobą drzwi na klucz, następnie chowając pęk do kieszeni. Zbiegłam po schodach, wymijając sąsiadkę i rzucając jej pospieszne „dzień dobry”. Przy wyjściu z bloku stał mój piękny, żółty rumak, przypięty do specjalnej barierki. Klucze ponownie zaczęły brzęczeć w mojej dłoni, później stanie się to już tylko w kawiarni i znowu moim domu, wieczorem. Schowałam wszystko do torby i chwyciłam rower za kierownicę, tuż po wyjściu z klatki wsiadając na niego, skręcając w lewo i wyjeżdżając na główną ulicę. Czwartek rano, godzina 07:53, Bianca jak zwykle spóźniona do pracy. Ruch na drodze również nie sprzyjał mi tego dnia, na ulicy było od groma samochodów a na chodnikach tak samo dużo pieszych. Były oczywiście również ścieżki rowerowe, jednak połowę takowych zajmowały matki z wózkami, próbujące przebić się przez tłum okrężną drogą. Ja niestety nie mogłam sobie pozwolić na okrężną drogę, musiałam jechać jak do pożaru. Znaczy, w teorii nie musiałam, ale szef nie był zadowolony, kiedy przyjeżdżałam dziesięć minut później. Zresztą, reakcja mojej „koleżanki z pracy” też była niczego sobie. Oczywiście przeszkadzało jej to, że musi postać ten niecały kwadrans sama za ladą, mimo że i tak ruch był wtedy znikomy. Nie przepadałam za nią. Mało tego. Wręcz jej nie trawiłam. Młodsza ode mnie o rok ciemnowłosa, ze stałym uśmiechem na ustach. Ja rozumiem, że w naszej pracy mamy stały kontakt z ludźmi, ale żeby aż tak? Jedynym plusem całej sytuacji był fakt, że przychodziła do pracy dopiero po południu, koło 15 czy 16, po lekcjach. Wtedy też ponownie zaczynał się większy ruch, co nie było mi na rękę. Jednak nie miałam wyboru. Z zamyśleń wyrwała mnie klnąca obok kobieta, ewidentnie niezadowolona z powodu mojej egzystencji tuż obok wózka z jej dzieckiem. Spojrzałam tylko na nią i zaśmiałam się, mamrocząc coś pod nosem w jej stronę. Zdenerwowałam się, bo nie robiłam nic złego, jedynie prowadziłam rower powoli do przodu, szukając okazji do przeciśnięcia się przez tłum. W końcu wytworzyło się swego rodzaju przejście, które szybko wykorzystałam i czym prędzej przejechałam rowerem, w obawie, że za chwilę ponownie nie będę miała takiej możliwości. Po fali przechodniów zrobiło się trochę luźniej. Starałam się jechać na tyle szybko, żeby być jak najmniej spóźnioną, i na tyle wolno, żeby się nie zabić, o co z moimi zdolnościami nie trudno. W końcu mogłam się zatrzymać przed budynkiem, w którym mam spędzić swój cały następny dzień. Sięgnęłam po klucze do kieszeni i włożyłam w zamek, jednak nie chciał się on przekręcić. Użyłam więcej siły i dalej nic to nie dało, więc wyjęłam klucz i pchnęłam drzwi. Spanikowałam, widząc, że kawiarnia jest otwarta, bez nikogo za ladą ani w środku. Cicho i powoli weszłam do środka, sięgając po jakiś szklany wazon ze stołu, w razie konieczności samoobrony. Po chwili znalazłam się przy drzwiach na zaplecze, słysząc czyjeś kroki. Mocniej chwyciłam wazon, wyczekując intruza. W końcu zza drzwi wyparowała czarnowłosa, zadowolona z życia. Gdybym rozpoznała ją sekundę później, miałaby roztrzaskane szkło na tych kręconych włosach. Wzięłam głęboki wdech i odstawiłam narzędzie zbrodni na tyle głośno, że dziewczyna raczyła zaszczycić mnie swoim spojrzeniem.
- Ty jesteś niepoważna. - powiedziałam zirytowana. Skoro ja miałam dziś otwierać, to ja miałam dziś otwierać.
- Niby dlaczego? Nie mogę już przyjść z rana do pracy marzeń, jaką jest ta kawiarnia? - zadrwiła, śmiejąc się pod nosem.
- Nie powinno być Cię teraz w szkole dziewczynko? - odgryzłam, na co dziewczyna przez chwilę nie odpowiedziała. Nie miała co powiedzieć, bo właśnie tam powinna teraz być.
- Może powinnam tam być, ale jestem tu. Przeszkadza Ci to?
- Tak. - odpowiedziałam krótko i wywróciłam oczami, wchodząc na zaplecze, aby odłożyć swoje rzeczy i trochę ogarnąć. Kiera miała niewątpliwie silny charakter, ale kolidował z moim, więc, niestety, nie polubiłyśmy się, takie życie. Po chwili wyszłam, już uspokojona, ze ścierką w ręce, aby przetrzeć stoliki po wczorajszym dniu, póki nikogo nie ma. W teorii nie były brudne, ale nie były też umyte.
- Dopiero teraz się za to bierzesz? - zapytała Kiera, wycierając mokre kubki. Jej ton głosu był zdecydowanie spokojny, jednakże we mnie się gotowało, kiedy słyszałam wypowiedziane tymi ustami zdanie. Jakiekolwiek. Westchnęłam i rzuciłam ścierkę na stół, na pięcie odwracając się w stronę dziewczyny i krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Też tu wczoraj byłaś, więc jeśli nie podoba Ci się, że sprzątam dopiero teraz, trzeba było zrobić to samemu wczoraj. - burknęłam. Miałam jeszcze coś dodać, ale ktoś wszedł do środka. Powróciłam do swojego zajęcia, a Kiera odbyła standardową rozmowę z klientem. Czasem wywracałam oczami, słysząc aż nadto przesłodzone zwroty do mężczyzny zamawiającego kawę. Temu jednak najwyraźniej to nie przeszkadzało, bo po sekundzie usiadł zadowolony przy jednym z - na szczęście - czystych stolików. Cała robota poszło sprawnie zarówno mi, jak i dziewczynie. Kręciłam się po całym lokalu, jednakże nie robiłam tego z zawrotną prędkością, można było mnie zauważyć. W końcu nadszedł moment kulminacyjny, w którym dziewczyna wyszła z kawą zza lady szybko, za szybko. Niestety, źle obliczyłam odległość, co właściwie nie jest żadną nowością, przez co na siebie wpadłyśmy. Obie zostałyśmy oblane gorącym naparem, a ja tylko czułam na sobie i Kierze wzrok tego faceta, wlepiającego wzrok w mokre dekolty. Szybko odbiłam się od dziewczyny i spojrzałam na nią morderczym wzrokiem. Widziałam na jej twarzy cień uśmiechu. Normalnie dostałaby w pysk za śmiech w takiej sytuacji, ale z niewiadomych przyczyn również ja się uśmiechnęłam i chwilę później parsknęłam śmiechem.
- Jesteś pojebana. - powiedziałam, pół żartem, pół serio. 

Kiera?
Szablon
synestezja
panda graphics