Brunet w spokoju słuchał przemówienia Artura, który choć wyglądał na pewnego siebie, w jego głowie było słychać strach lub też niepokój. Dla tego właśnie Connor nie reagował agresją, tylko czekał na odpowiedni moment, na który długo czekać nie musiał. Gdy dzieciak chwycił blondynkę za dłoń i dość mocno nią szarpnął, ciemnowłosy uśmiechnął się z ironią.
— Puść ją Artur. — powiedział spokojnym tonem — Widać przecież, że się boisz. Do tego sam prowokujesz tych.. "mutantów". — dodał z uśmiechem, który pojawił się na jego twarzy głównie przez fakt, że czuł strach mężczyzny.
— Ja się boję? — zaśmiał się głośno — Słyszeliście? — rozłożył ręce na bok i spojrzał na innych ludzi — Mutant twierdzi, że się boję. — dodał udając głos ducha, co rozbawiło część zebranych.
— Boisz się. — odparł zaraz Con — Szukasz teraz wsparcia, bo dobrze wiesz, że sam nie dasz sobie rady. — mruknął zbliżając się do Artura, który nerwowo przełknął ślinę.
— Jesteś taki cwany? — szepnął, stojąc dosyć blisko ciemnowłosego — Zapraszam na tyły. Tam się sprawdzimy. — dodał z uśmiechem.
— Z chęcią. — przytaknął.
Artur cicho prychnął i wrócił do swojej przemowy, w której życzył wszystkim miłej zabawy. Nie wspomniał już o parze przyjaciół, która od czasu do czasu czuła na sobie dziwne spojrzenia innych ludzi.
— Jesteś pewny, że chcesz zmierzyć się z Arturem? — spytała cicho blondynka, która stała naprzeciw gada.
— Oczywiście. — odpowiedział krótko — Skoro ojciec nie potrafi go wychować, najwidoczniej potrzeba będzie lekcja życia. — dodał delikatnie się uśmiechając.
— Więc pójdę z Tobą. — stwierdziła zaraz.
— Lepiej nie. Może być niebezpiecznie.
Po krótkiej rozmowie z przyjaciółką, mężczyzna poszedł śladami chłopaka, który zaprowadził na tyły domu. Choć była tylko ich dwójka, Connor widział dookoła pełno polterów, które tylko czekały na rozkaz bruneta. Niektóre z nich zaczepiały młodocianego buntownika, przez co ten nerwowo zerkał na boki.
— Tylko bez żadnych sztuczek, Connor. — powiedział Art, wracając wzrokiem na mężczyznę.
— Nie ma problemu. Zapraszam.
Walka wręcz zaczęła się dosyć szybko i jak można było się domyślić, gad miał większe szansę ze względu na nadludzką siłę, której starał się nie używać. Oczywiście on sam także dostał kilka ciosów, część z nich otworzyła drobne rany, lecz nie stwarzały większego zagrożenia. W pewnym momencie brunet odepchnął od siebie Artura, żeby zaprzestać szczeniackiej bijatyki, lecz młodociany miał całkiem inny plan. Wyjął z kieszeni długi nóż i podbiegł do Connora, od razu wbijając ostrze pod jego żebra. Nie spodziewał się tego ataku, gdyż był z lekka zamroczony ciosami, natomiast teraz, jego gadzi gen aż wrzał.
— Dobranoc, Connorku. — mruknął do jego ucha.
Ból, który czuł, jeszcze bardziej go nakręcił, przez co popadł w lekką furię. Odstąpił na dwa kroki od Artura, po czym wymierzył mu mocny sierpowy prosto w twarz, przez co młodociany osunął się nieprzytomny na ziemię. Natomiast Connor walczył ze swoim genem, aby się nie przemienić, co było jego największym wyzwaniem. Skierował się więc w stronę lasu, gdzie światło z domowych lamp nie dochodziło, gdzie mógł swobodnie opaść na wilgotną trawę. Wtem odpuścił sobie walkę i przemienił się dla własnego dobra, lecz nie było to żadne z leśnych zwierzyn, a dobrze mu znana jaszczura postać. W takiej też formie opuścił teren willi i skrył się między drzewami, obserwując jednocześnie tłumy wokół nieprzytomnego Artura. W tym też tłumie była Manon, która nerwowo szukała wzrokiem swojego przyjaciela, a żeby jej ułatwić poszukiwania, gad cicho zamruczał, co od razu zwróciło uwagę blondynki. Niezauważona skierowała się w stronę płotu, który bez problemu pokonała, po czym spojrzała w jasne ślipia gada.
— Co on Ci zrobił? — mruknęła cicho i zbliżyła się do przyjaciela. — Nie zabiłeś go, prawda? — szepnęła niepewnie, co ten od razu zaprzeczył ruchem pyska.
Gad podszedł do kobiety i głęboko odetchnął, zerkając na tłumy, które zaraz zostały rozproszone przez pogotowie. Spojrzał w oczy przyjaciółki i kiwnął łbem w stronę głębi lasu, żeby oddalić się od tego przeklętego miejsca.
— Tam jest ciemno. — rzekła niepewnie, na co Con wskazał swój grzbiet — Mam wejść? — spytała. Gad przytaknął łbem.
Blondynka zajęła miejsce na grzbiecie przyjaciela, natomiast z kurtki zrobiła dla siebie trzymak, którą owinęła wokół jego szyi. Tak też oby dwoje opuścili leśne zacisze, udając się na klify za miastem, skąd widoki na miasto zapierają dech w piersi. W tym też miejscu Connor mógł dojść do siebie i wrócić do ludzkiej postaci, co zajęło mu blisko godzinę. Nóż, który był wbity w jego brzuch, opadł na ziemię, natomiast rana była okryta łuską w celu regeneracji.
— Arturek taki honorowy, że zabawił się nożem. — mruknął ciemnowłosy — Ważne jednak, że Ty wyszła z tego cało. — dodał, przytulając się do blondynki. Tego obecnie pragnął najbardziej.
— Ale on Cię dźgnął, Connor. Mogło Ci się coś stać.. — zaczęła, gdy spojrzała na mężczyznę. — Przecież..
Kobieta nie dokończyła swojej zmartwionej wypowiedzi, gdyż brunet skutecznie ją uciszył delikatnym pocałunkiem, który złożył na jej ustach.
— Spokojnie Manon, przecież nic mi nie jest. — mruknął z zawadiackim uśmiechem.
Manon? c:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Connor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Connor. Pokaż wszystkie posty
23.11.2019
30.09.2019
Od Connora CD Manon
Gdy mężczyzna był gotów opuścić mieszkanie swojej przyjaciółki, ta nagle chwyciła go za rękę i złożyła delikatny pocałunek na jego ustach, czego Con się nie spodziewał. Oczywiście nie miał nic przeciwko takim pożegnaniom, a nawet mu się to spodobało, lecz czy odważyłby się uczynić to raz jeszcze? Nie wie. Dla tego też, gdy opuścił lokal blondynki, wspomniał sobie te przyjemne momenty, przez co na jego twarzy zawitał delikatny uśmiech z lekkim westchnięciem. To uczucie towarzyszyło mu aż do wyjścia z budynku, gdyż chłodny powiew wiatru pozbawił go rozgrzanego umysłu.
Następnego dnia zjawił się w szkole i choć miał obawy co do swojej zdolności, spokojnie siedział w szkolnej ławce i notował notatki tak, jakby nic się kiedyś nie działo. Od czasu do czasu czuł na sobie wzrok chłopaków z klasy, lecz skutecznie to ignorował, co z czasem poskutkowało spokojem z ich strony. Z drugiej strony, to mogła być cisza przed burzą..
Gdy para przyjaciół opuściła salę chemiczną, Connor poczuł wibracje swojego telefonu, a gdy zerknął na jego wyświetlacz, zauważył powiadomienie o imprezie u Arthura. W myślach od razu odrzucił ten pomysł, lecz jego blondwłosa przyjaciółka miała inne zdanie na ten temat. Między nimi zaczęła się rozmowa odnośnie imprezy i choć mężczyzna zdecydowanie zaprzeczał, stopniowo przekonywał się do tego, lecz postanowił nadal droczyć się z kobietą.
— Wystarczy, że pójdziesz na imprezę z damą w opresji. — dodała zerkając na przyjaciela.
Następnego dnia zjawił się w szkole i choć miał obawy co do swojej zdolności, spokojnie siedział w szkolnej ławce i notował notatki tak, jakby nic się kiedyś nie działo. Od czasu do czasu czuł na sobie wzrok chłopaków z klasy, lecz skutecznie to ignorował, co z czasem poskutkowało spokojem z ich strony. Z drugiej strony, to mogła być cisza przed burzą..
Gdy para przyjaciół opuściła salę chemiczną, Connor poczuł wibracje swojego telefonu, a gdy zerknął na jego wyświetlacz, zauważył powiadomienie o imprezie u Arthura. W myślach od razu odrzucił ten pomysł, lecz jego blondwłosa przyjaciółka miała inne zdanie na ten temat. Między nimi zaczęła się rozmowa odnośnie imprezy i choć mężczyzna zdecydowanie zaprzeczał, stopniowo przekonywał się do tego, lecz postanowił nadal droczyć się z kobietą.
— Wystarczy, że pójdziesz na imprezę z damą w opresji. — dodała zerkając na przyjaciela.
— A wiesz czym to się może skończyć? — podniósł znacznie jedną brew — Nie lubię mieć ludzi na sumieniu. — szepnął tykając delikatnie blondynkę w nos.
— No to.. będziemy się starać, żeby do tego nie doszło. — stwierdziła patrząc na bruneta swoim słodkim spojrzeniem.
— Niech Ci będzie. — mruknął z westchnięciem, na co ucieszona blondynka cicho pisnęła z zadowolenia — Ale teraz chodźmy na zajęcia. — dodał zaraz, poganiając przyjaciółkę.
Po kilku godzinach lekcyjnych, nadszedł czas na sport, który Connor uwielbia, jednakże gdy dowiedział się, że w jego grupie jest także Arthur, trochę się zaniepokoił. Poltery niespokojnie krążyły wokół awanturnika i tylko czekały na jego błąd, choć brunet starał się je uspokoić swoją samokontrolą, co z czasem poskutkowało. Mając spokojną głowę, przystąpili do rozgrzewki, a następnie do gry w ręczną. Przydzielenie grup nie sprawiło większego problemu, gdyż może i Con jest trochę zamknięty w sobie, ale inni uczniowie z chęcią wybierają go do swojej drużyny, nie to co Arthur, który trafił do drużyny przeciwnej. Gdy zaczął się pierwszy mecz, brunet wraz z dwoma członkami jego drużyny, zdobywał punkty za punktami, co nie spodobało się przeciwnikom. Kolejne dwa mecze były bezproblemowe i oczywiście wygrane, co dało rozpoznać się po zmęczeniu Connor'a. Gdy jednak rozpoczął się czwarty, a zarazem ostatni, mecz, mężczyzna czuł, że przeciwna drużyna coś kombinuje, co oczywiście jemu się nie spodobało. W przeciągu zaledwie kilku minut, został dwa razy pchnięty, lecz to nie zdołało wytrącić go z równowagi, lecz to, co zrobił Arthur, zmroziło większości ludzi na sali. Gdy gad był już w powietrzu, żeby oddać rzut do bramki, wtem awanturki uczynił to samo i celowo pchnął bruneta w drewnianą osłonę na ścianę, która pod jego ciężarem dosłownie się rozwaliła. Głośny pisk w jego głowie całkiem go zdekoncentrował i choć chciał się podnieść, nie potrafił utrzymać równowagi nawet na czworaka, co poskutkowało przewróceniem się na plecy. Od razu podbiegli do niego ci normalni uczniowie oraz nauczyciel, który próbował ocucić oszołomionego gada, co zaraz podziałało i ten odzyskał świadomość.
— Dasz radę dalej grać? — spytał nauczyciel, gdyż Con podniósł się z podłogi.
— A chce Pan mieć trupa na sali? — spojrzał na mężczyznę znacznym wzrokiem — Spasuje na dzisiaj. — dodał, po czym zszedł z sali prosto do szatni.
Zajęcia bruneta skończyły się koło godziny pierwszej, lecz jego przyjaciółki kończyła dopiero za godzinę, więc ten postanowił na nią poczekać, żeby omówić całą tą imprezę u awanturnika. Ten czas spędził ma świetlicy, gdzie szkicował dziwne kreatury na kartce w zeszycie, a jednocześnie uspokajał się po niedawnej akcji na sporcie, o której z chęcią by zapomniał.
Z zamysłu wybudził go dźwięk dzwonka, który rozbrzmiał na szkolnym korytarzu. Wtem wstał i skierował się w umówione miejsce, w którym zaraz pojawiła się blondwłosa przyjaciółka.
— Coś Ty taki.. niemrawy? — spytała kobieta przyglądając się brunetowi.
— Sprawdzałem trwałość drewnianej osłony na sali podczas sportu.. — odpowiedział wracając wzrokiem na Manon, która posłała tylko pytające spojrzenie — Arthurowi znowu odwaliło. — dodał wzdychając.
— Ten to się nigdy nie ogarnie. — mruknęła kobieta — Czyli nici z imprezy. — dodała ukrywając smutek.
— Pójdziemy, spokojnie. — zapewnił ją — Właśnie mieliśmy omówić ten temat. — stwierdził zaraz, gdy kierowali się na parking.
— Jesteś pewny? — spojrzała na niego.
— Tak. Najwyżej będzie ciekawiej z polterami. — mruknął cicho prychając — Jako, że nie będę tam spożywał alkoholu, to możemy pojechać do niego Twoim autem, jeśli to nie problem. — dodał wyjaśniając.
— Nie widzę tutaj problemu, więc można tak zrobić. — delikatnie się uśmiechnęła.
Po dogadaniu się co do godziny oraz miejsca spotkania, ich drogi się rozeszły. Connor pojechał od razu do domu, łamiąc po drodze większość przepisów drogowych, żeby choć trochę się wyładować. Na szczęście nie spotkał żadnego patrolu, co znacznie poprawiło humor brunetowi, a poczuł się jeszcze lepiej, gdy zobaczył na swoim koncie pieniądze za ostatnie murale. W pewnym stopniu nawet zapomniał o sytuacji na sporcie, co było dobrym znakiem.
Gdy oby dwoje zjawili się pod domem Arthura, zastali tam kilka aut oraz dość spory tłum ludzi, a sam dom wyglądał na niewielką wille. Widać, że awanturnik jest rozpieszczonym bachorem i nie wie, co to jest prawdziwe życie. Pewnie dla tego tak w szkole cwaniakuje.
— Byleby nie dać się sprowokować. — szepnął brunet, po czym delikatnie dotknął swojej kieszeni od bluzy, gdzie spokojnie spoczywał czarny kastet.
— Idziemy? — spytała nagle Manon.
— Tak. — odpowiedział krótko i delikatnie uśmiechnął się do blondynki.
Manon? c:
— Idziemy? — spytała nagle Manon.
— Tak. — odpowiedział krótko i delikatnie uśmiechnął się do blondynki.
Manon? c:
10.09.2019
Od Connora CD Manon
Gdy brunet mógł znowu objąć swoją blondwłosą przyjaciółkę, na jego
twarzy zawitał delikatny uśmiech, a jego umysł ponownie otworzył się na
czułe gesty. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, lecz została przerwana
przez fakt, że kobieta coś chciała od ciemnowłosego.
— Chcesz się może pobawić w mechanika? Bo tak się składa, że mojemu samochodowi przydałby się taki. — spytała spoglądając na Cona.
— Nie ma problemu — odpowiedział spokojnie — W sumie nawet teraz możemy podjechać do Twojego auta, a później zjemy jakiś obiad. — dodał spoglądając na zegarek.
— W takim razie jedziemy. — uśmiechnęła się zadowolona.
Para przyjaciół zabrała swoje plecaki i skierowała się do wyjścia, w celu opuszczenia akademii, a następnie przeszli na parking, gdzie stała maszyna bruneta. Po założeniu kasków, udali się w centrum miasta, żeby łatwiej dostać się pod mieszkanie kobiety, gdzie stało jej auto. Było to szare volvo, które słynie ze swojej awaryjności i choć ciemnowłosy nie jest mechanikiem z zawodu, postara się pomóc za wszelką cenę.
— Skoczę tylko po klucze. — rzekła Manon zdejmując ze swojej głowy kask, na co Con krótko przytaknął.
Brunet zabezpieczył jednoślad oraz kaski, po czym podszedł do uszkodzonego auta, które wyglądało na z lekka opuszczone, głównie przez fakt, że lakier był pokryty nalotem z kwitnących drzew. Rozejrzał się jeszcze po okolicy, a następnie oparł o bok pojazdu, czekając przy tym na przyjaciółkę. Gdy ta się zjawiła, wręczyła brunetowi klucze od volvo i dała mu wolną rękę w tej sprawie.
Po prawie godzinie udało się zlokalizować usterkę, a konkretnie wypalone świece zapłonowe, przez co mieszanka paliwowo-powietrzna w silniku nie miała iskryjak krzesiwo w zapalniczce,
a za tym nie dochodziło do wybuchu w komorze i silnik nie miał siły do
rozruchu. Gdy przekazał to swojej przyjaciółce, ta krzywo na niego
spojrzała i lekko się uśmiechnęła.
— Czyli co trzeba wymienić? — spytała krzyżując ręce na piersi.
— Świece — odpowiedział pokazując konkretną rzecz. — Tylko żeby to wymienić, to muszę kupić nowe. — dodał kierując się do motocykla.
— Czekaj, ale..
— Żadne ale — zerknął na kobietę — Zaraz będę.
Manon spuściła powietrze z siebie i usiadła na metalowym mocowaniu pod maską, a jedyne co jej zostało, to czekać. Natomiast Connor skierował się do sklepu z częściami samochodowymi, gdzie zakupił potrzebną ilość świec i zaraz wrócił do blondynki, która siedziała w tym samym miejscu, lecz coś przeglądała w telefonie. Gdy usłyszała dźwięk jednośladu, zerknęła w kierunku bruneta, który zatrzymał się naprzeciwko pojazdu. Pozbył się kasku z głowy, a z plecaka wyjął nowe świece, które zaraz zamontował na wyznaczone miejsca, a gdy upewnił się, że wszystko jest dobrze złożone, zerknął na kobietę.
— Spróbujesz odpalić? — spytał przecierając dłonie.
— Jasne. — odpowiedział zaraz i wsiadła do pojazdu.
Connor stanął po boku, żeby mieć na widoku silnik oraz przyjaciółkę, która niepewnie patrzyła na zegary volvo, po czym przekręciła kluczyk w stacyjce. Pomimo długiego stania na parkingu, motor odpalił za pierwszym razem, przez co z ust kobiety wydobył się okrzyk radości. Wyskoczyła z auta i przytuliła bruneta, który delikatnie odwzajemnił gest, żeby nie ubrudzić jej jasnej koszulki swoimi brudnymi dłońmi.
— Dziękuję. — pisnęła prostując się.
— Nie ma za co. — odparł z delikatnym uśmiechem.
— Muszę Ci się jakoś odwdzięczyć.. — zamyśliła się na chwilę.
— Nie musisz, Manon. — powiedział spokojnie brunet, po czym zamknął maskę volvo — Chociaż, trochę zgłodniałem.. — dodał zerkając na kobietę, która szybko się uśmiechnęła.
— Obiad, tak. — przytaknęła zaraz — Gaszę auto i idziemy do góry. — dodała zaraz.
Brunet zaśmiał się w duchu, po czym zabrał swój plecak, a motocykl postawił na miejscu parkingowym, żeby nie mieć problemów z prawem. Po tym udali się do mieszkania jasnowłosej, w którym Connor miał okazję być już wcześniej, więc odnalezienie się w nim nie sprawiło mu większego problemu. Odłożył plecak w bezpieczne miejsce i udał się do łazienki, gdzie zmył ze swoich rąk smar oraz brud silnika, następnie obmył twarz zimną wodą dla lepszego orzeźwienia. Wytarł wodę ciemnym ręcznikiem, po czym wrócił do głównego pomieszczenia, gdzie zastał Manon w kuchni, gotującą jakiś posiłek.
Po obiedzie, oby dwoje siedli na kanapie w celu odpoczynku, oglądając przy okazji coś w telewizji. Gdy jednak z czasem brunet zauważył senność u swojej przyjaciółki, postanowił trochę ją pobudzić, zaczynając od delikatnego dźgania w żebra.
— Nie zaczynaj.. — mruknęła blondynka i zerknęła na przyjaciela.
Ten jednak się nie posłuchał i ponowił swój czyn, przez co kobieta od razu przeszła do ataku na bruneta. Z jednej strony mógł się jej podłożyć, lecz to ona zrobiła się senna, nie on, przez co ten uparcie kontynuował łaskotanie blondynki. Przez śmiech przechodziły wszelkie groźby kierowanego w jego stronę, lecz Con nic sobie z tego nie robił, przez co zaraz zmienili pozycję na kanapie, prawie z niej spadając. Brunet znalazł się nad Manon, której ręce były zablokowane przez niego nad jej głową, natomiast ich ciała znacznie się przybliżyły. Z jednej strony pozycja przypadkowa, z drugiej strony ciemnowłosego coś nakłoniło do jeszcze większego zbliżenia się do przyjaciółki, przez co ich usta złączyły się w delikatny pocałunek. Nikt się tego nie spodziewał, tym bardziej Connor, który walczy z depresją kilka lat i do tego od kilku dni nie brał leków.. Szybko się opamiętał, gdy usłyszał w drzwiach wejściowych przekręcający się zamek, a zaraz za tym przywitanie młodszej siostry Manon. Oby dwoje siedli prosto w kanapie, jakby do niczego właśnie nie doszło, z czego blondynka wstała do kuchni, żeby podać obiad siostrze. Brunet natomiast pogrążył się w głupich myślach i uspokajał swoje wewnętrzne nerwy. Co go podkusiło do takiego czynu? Czyżby to Manon odkopała prawdziwe uczucie z dna jego serca? Czy może to tylko pożądanie? Sam nie mógł siebie rozgryźć.
Manon?
— Chcesz się może pobawić w mechanika? Bo tak się składa, że mojemu samochodowi przydałby się taki. — spytała spoglądając na Cona.
— Nie ma problemu — odpowiedział spokojnie — W sumie nawet teraz możemy podjechać do Twojego auta, a później zjemy jakiś obiad. — dodał spoglądając na zegarek.
— W takim razie jedziemy. — uśmiechnęła się zadowolona.
Para przyjaciół zabrała swoje plecaki i skierowała się do wyjścia, w celu opuszczenia akademii, a następnie przeszli na parking, gdzie stała maszyna bruneta. Po założeniu kasków, udali się w centrum miasta, żeby łatwiej dostać się pod mieszkanie kobiety, gdzie stało jej auto. Było to szare volvo, które słynie ze swojej awaryjności i choć ciemnowłosy nie jest mechanikiem z zawodu, postara się pomóc za wszelką cenę.
— Skoczę tylko po klucze. — rzekła Manon zdejmując ze swojej głowy kask, na co Con krótko przytaknął.
Brunet zabezpieczył jednoślad oraz kaski, po czym podszedł do uszkodzonego auta, które wyglądało na z lekka opuszczone, głównie przez fakt, że lakier był pokryty nalotem z kwitnących drzew. Rozejrzał się jeszcze po okolicy, a następnie oparł o bok pojazdu, czekając przy tym na przyjaciółkę. Gdy ta się zjawiła, wręczyła brunetowi klucze od volvo i dała mu wolną rękę w tej sprawie.
Po prawie godzinie udało się zlokalizować usterkę, a konkretnie wypalone świece zapłonowe, przez co mieszanka paliwowo-powietrzna w silniku nie miała iskry
— Czyli co trzeba wymienić? — spytała krzyżując ręce na piersi.
— Świece — odpowiedział pokazując konkretną rzecz. — Tylko żeby to wymienić, to muszę kupić nowe. — dodał kierując się do motocykla.
— Czekaj, ale..
— Żadne ale — zerknął na kobietę — Zaraz będę.
Manon spuściła powietrze z siebie i usiadła na metalowym mocowaniu pod maską, a jedyne co jej zostało, to czekać. Natomiast Connor skierował się do sklepu z częściami samochodowymi, gdzie zakupił potrzebną ilość świec i zaraz wrócił do blondynki, która siedziała w tym samym miejscu, lecz coś przeglądała w telefonie. Gdy usłyszała dźwięk jednośladu, zerknęła w kierunku bruneta, który zatrzymał się naprzeciwko pojazdu. Pozbył się kasku z głowy, a z plecaka wyjął nowe świece, które zaraz zamontował na wyznaczone miejsca, a gdy upewnił się, że wszystko jest dobrze złożone, zerknął na kobietę.
— Spróbujesz odpalić? — spytał przecierając dłonie.
— Jasne. — odpowiedział zaraz i wsiadła do pojazdu.
Connor stanął po boku, żeby mieć na widoku silnik oraz przyjaciółkę, która niepewnie patrzyła na zegary volvo, po czym przekręciła kluczyk w stacyjce. Pomimo długiego stania na parkingu, motor odpalił za pierwszym razem, przez co z ust kobiety wydobył się okrzyk radości. Wyskoczyła z auta i przytuliła bruneta, który delikatnie odwzajemnił gest, żeby nie ubrudzić jej jasnej koszulki swoimi brudnymi dłońmi.
— Dziękuję. — pisnęła prostując się.
— Nie ma za co. — odparł z delikatnym uśmiechem.
— Muszę Ci się jakoś odwdzięczyć.. — zamyśliła się na chwilę.
— Nie musisz, Manon. — powiedział spokojnie brunet, po czym zamknął maskę volvo — Chociaż, trochę zgłodniałem.. — dodał zerkając na kobietę, która szybko się uśmiechnęła.
— Obiad, tak. — przytaknęła zaraz — Gaszę auto i idziemy do góry. — dodała zaraz.
Brunet zaśmiał się w duchu, po czym zabrał swój plecak, a motocykl postawił na miejscu parkingowym, żeby nie mieć problemów z prawem. Po tym udali się do mieszkania jasnowłosej, w którym Connor miał okazję być już wcześniej, więc odnalezienie się w nim nie sprawiło mu większego problemu. Odłożył plecak w bezpieczne miejsce i udał się do łazienki, gdzie zmył ze swoich rąk smar oraz brud silnika, następnie obmył twarz zimną wodą dla lepszego orzeźwienia. Wytarł wodę ciemnym ręcznikiem, po czym wrócił do głównego pomieszczenia, gdzie zastał Manon w kuchni, gotującą jakiś posiłek.
Po obiedzie, oby dwoje siedli na kanapie w celu odpoczynku, oglądając przy okazji coś w telewizji. Gdy jednak z czasem brunet zauważył senność u swojej przyjaciółki, postanowił trochę ją pobudzić, zaczynając od delikatnego dźgania w żebra.
— Nie zaczynaj.. — mruknęła blondynka i zerknęła na przyjaciela.
Ten jednak się nie posłuchał i ponowił swój czyn, przez co kobieta od razu przeszła do ataku na bruneta. Z jednej strony mógł się jej podłożyć, lecz to ona zrobiła się senna, nie on, przez co ten uparcie kontynuował łaskotanie blondynki. Przez śmiech przechodziły wszelkie groźby kierowanego w jego stronę, lecz Con nic sobie z tego nie robił, przez co zaraz zmienili pozycję na kanapie, prawie z niej spadając. Brunet znalazł się nad Manon, której ręce były zablokowane przez niego nad jej głową, natomiast ich ciała znacznie się przybliżyły. Z jednej strony pozycja przypadkowa, z drugiej strony ciemnowłosego coś nakłoniło do jeszcze większego zbliżenia się do przyjaciółki, przez co ich usta złączyły się w delikatny pocałunek. Nikt się tego nie spodziewał, tym bardziej Connor, który walczy z depresją kilka lat i do tego od kilku dni nie brał leków.. Szybko się opamiętał, gdy usłyszał w drzwiach wejściowych przekręcający się zamek, a zaraz za tym przywitanie młodszej siostry Manon. Oby dwoje siedli prosto w kanapie, jakby do niczego właśnie nie doszło, z czego blondynka wstała do kuchni, żeby podać obiad siostrze. Brunet natomiast pogrążył się w głupich myślach i uspokajał swoje wewnętrzne nerwy. Co go podkusiło do takiego czynu? Czyżby to Manon odkopała prawdziwe uczucie z dna jego serca? Czy może to tylko pożądanie? Sam nie mógł siebie rozgryźć.
Manon?
24.08.2019
Od Connora CD Manon
Gdy brunet wybudził się z długiego snu, poczuł na sobie ciepłe
promienie słońca, które dopiero co wschodziło. Przeciągnął się leniwie
na łóżku, lecz zaraz zauważył, że kogoś mu brakuje, a dokładnie Manon,
która musiała wstać wcześniej od niego. Przetarł zmęczoną twarz i
podniósł się do siadu, co nie sprawiło mu większego problemu. Spojrzał
po sobie, a następnie na pokój, który nadal wyglądał tak samo. Wstał z
łóżka i skierował się do wyjścia, a czuły słuch zaprowadził go na
zewnątrz, gdzie spotkał Loren oraz swoją przyjaciółkę.
— Widziałeś? — zaśmiała się nerwowo wracając wzrokiem na swoje czyny.
— Nawet czułem — rzekł po chwili i podszedł do kobiet — To są te twoje czary? — zerknął na rudą.
— Zgadza się. — odpowiedziała krótko.
Jednak gdy ruda chciała coś wyjaśnić, ta z zaniepokojeniem skupiła na czymś swój słuch, co zaraz mógł usłyszeć także Connor, a później Manon. Owym dźwiękiem był stukot końskich kopyt, wraz z którym przybyło nieprzyjemne zimno. Loren od razu pogoniła przyjaciół do domku i kazała siedzieć cicho, choć brunet znał ten dźwięk, miał ochotę wyjść i stanąć naprzeciw Umarłym. Powstrzymała go od tego Manon, która kurczowo trzymała rękę chłopaka, mówiąc przy tym, żeby ten się nie wygłupiał. Odpuścił. Siadł zirytowany na krześle i nasłuchiwał rozmowy, jaką odbyła ruda wraz z umarłymi.
— Myślisz, że to ci sami? — spytała białowłosa.
— Raczej nie — odpowiedział ze wzrokiem wbitym w ścianę — Tamci już by nas nie znaleźli — dodał zaraz.
— A myślisz, że tamci zginęli?
— Mam taką nadzieję — zerknął na kobietę — A jeśli nie, to ich dobiję — dodał wzruszając ramionami, na co blondynka cicho westchnęła.
Gdy drzwi domku nagle się otwarły, w progu stanął niewielkie żołnierz w zbroi Umarłych, lecz ten nie wyglądał wrogo. Zlustrował przyjaciół, a szczególnie Connora, który przywitał obcego niepewnym spojrzeniem.
— Już sobie popatrzyłeś? — mruknęła Loren, która weszła do domku — Zwykła młodzież, nic więcej.
Żołnierz przytaknął i spokojnym krokiem wyszedł, po czym zabrał całą zgraję za sobą.
— Czego chciał? — spytał brunet.
— Upewnić się, że nie posiadam kolejnych nadludzi — odpowiedziała z westchnięciem. — Muszę was odstawić do miasta i to jak najszybciej.
— Nadal nie powiedziałaś, co z nami zrobiłaś — wstał brunet.
— Dowiecie się w akademii.
Para przyjaciół potrzebowała dobrego tygodnia, żeby dojść do siebie i w miarę możliwości się zregenerować. Przez ten czas brunet nie odczuł jakiejś większej zmiany, gdyż i tak widywał poltery w swoim otoczeniu. Czas jednak było wrócić do akademii, odebrać Lokiego i załatwić wszelkie papiery o zajęcia indywidualne, skupiając się głównie na zdolności.
Tego ranka, mężczyzna zjawił się na sali gimnastycznej, gdzie czekał na niego sam dyrektor. Bez zbędnego gadania przeszli od razu do wyjaśnień i tłumaczeń, gdyż sam dyrektor nie mógł rozgryźć zdolności chłopaka.
— Wiem! — odparł nagle mężczyzna, co lekko wzdrygnęło brunetem.
— Słucham więc.
— Zaklęcie zmieniło Ci rasę, ale tak nie do końca — odpowiedział — Poltery zostały, lecz przemiana w jaszczura jest niemożliwa.
— Tyle to wiem.
— Skup się — podszedł do młodego — Pomyśl o.. jakimś leśnym zwierzęciu.
Jak powiedział, tak też zrobił, przez co od razu poczuł dziwny przypływ energii. Ciało Connora w moment przybrało inny wygląd, a dokładnie wilka szarego..
— Leszy jak się patrzy — westchnął mężczyzna.
— Dzień... dobry? — na sali nagle rozległ się głos Manon — Nie przeszkadzam?
— Ależ skąd, zapraszam. Właśnie rozgryzłem zdolność Twojego przyjaciela — odparł dyrektor wskazując na wilka.
— Wilkołak?
— Leszy — odpowiedział zaraz — Cóż, czas na Ciebie, Manon.
Manon? No dawaj Panno od Marihuany.
— Widziałeś? — zaśmiała się nerwowo wracając wzrokiem na swoje czyny.
— Nawet czułem — rzekł po chwili i podszedł do kobiet — To są te twoje czary? — zerknął na rudą.
— Zgadza się. — odpowiedziała krótko.
Jednak gdy ruda chciała coś wyjaśnić, ta z zaniepokojeniem skupiła na czymś swój słuch, co zaraz mógł usłyszeć także Connor, a później Manon. Owym dźwiękiem był stukot końskich kopyt, wraz z którym przybyło nieprzyjemne zimno. Loren od razu pogoniła przyjaciół do domku i kazała siedzieć cicho, choć brunet znał ten dźwięk, miał ochotę wyjść i stanąć naprzeciw Umarłym. Powstrzymała go od tego Manon, która kurczowo trzymała rękę chłopaka, mówiąc przy tym, żeby ten się nie wygłupiał. Odpuścił. Siadł zirytowany na krześle i nasłuchiwał rozmowy, jaką odbyła ruda wraz z umarłymi.
— Myślisz, że to ci sami? — spytała białowłosa.
— Raczej nie — odpowiedział ze wzrokiem wbitym w ścianę — Tamci już by nas nie znaleźli — dodał zaraz.
— A myślisz, że tamci zginęli?
— Mam taką nadzieję — zerknął na kobietę — A jeśli nie, to ich dobiję — dodał wzruszając ramionami, na co blondynka cicho westchnęła.
Gdy drzwi domku nagle się otwarły, w progu stanął niewielkie żołnierz w zbroi Umarłych, lecz ten nie wyglądał wrogo. Zlustrował przyjaciół, a szczególnie Connora, który przywitał obcego niepewnym spojrzeniem.
— Już sobie popatrzyłeś? — mruknęła Loren, która weszła do domku — Zwykła młodzież, nic więcej.
Żołnierz przytaknął i spokojnym krokiem wyszedł, po czym zabrał całą zgraję za sobą.
— Czego chciał? — spytał brunet.
— Upewnić się, że nie posiadam kolejnych nadludzi — odpowiedziała z westchnięciem. — Muszę was odstawić do miasta i to jak najszybciej.
— Nadal nie powiedziałaś, co z nami zrobiłaś — wstał brunet.
— Dowiecie się w akademii.
Para przyjaciół potrzebowała dobrego tygodnia, żeby dojść do siebie i w miarę możliwości się zregenerować. Przez ten czas brunet nie odczuł jakiejś większej zmiany, gdyż i tak widywał poltery w swoim otoczeniu. Czas jednak było wrócić do akademii, odebrać Lokiego i załatwić wszelkie papiery o zajęcia indywidualne, skupiając się głównie na zdolności.
Tego ranka, mężczyzna zjawił się na sali gimnastycznej, gdzie czekał na niego sam dyrektor. Bez zbędnego gadania przeszli od razu do wyjaśnień i tłumaczeń, gdyż sam dyrektor nie mógł rozgryźć zdolności chłopaka.
— Wiem! — odparł nagle mężczyzna, co lekko wzdrygnęło brunetem.
— Słucham więc.
— Zaklęcie zmieniło Ci rasę, ale tak nie do końca — odpowiedział — Poltery zostały, lecz przemiana w jaszczura jest niemożliwa.
— Tyle to wiem.
— Skup się — podszedł do młodego — Pomyśl o.. jakimś leśnym zwierzęciu.
Jak powiedział, tak też zrobił, przez co od razu poczuł dziwny przypływ energii. Ciało Connora w moment przybrało inny wygląd, a dokładnie wilka szarego..
— Leszy jak się patrzy — westchnął mężczyzna.
— Dzień... dobry? — na sali nagle rozległ się głos Manon — Nie przeszkadzam?
— Ależ skąd, zapraszam. Właśnie rozgryzłem zdolność Twojego przyjaciela — odparł dyrektor wskazując na wilka.
— Wilkołak?
— Leszy — odpowiedział zaraz — Cóż, czas na Ciebie, Manon.
Manon? No dawaj Panno od Marihuany.
18.08.2019
Od Connora CD Manon
Ciemnowłosy mężczyzna dość długo czuł bolesną pustkę, która cały czas
przypominała mu tortury oraz zaklęcia rzucane przez Umarłych. Wszystko
to zapętliło się w jego umyśle, uniemożliwiając tym wybudzenie z
letargu, który ogarnął umysł bruneta zaraz po wybuchu w zamku. W pewnym
momencie, jego wzrok zarejestrował jasne promienie światła, które
prowadziły tylko w jedno miejsce, z którego wyjście jest już niemożliwe.
— Zawróć. To jeszcze nie czas na Ciebie, Connor.
Nieznajomy głos rozbrzmiał w jego zakłopotanym umyśle, przez co szybko obrał przeciwny kierunek i choć blask chciał go pochłonąć, ten uparcie dążył do ciemności, za którą skrywało się życie. Mężczyzna od razu poczuł wygodne coś, na czym leżał, a do jego nosa dostał się zapach lasu oraz natury. Wyrównał swój zdenerwowany oddech i delikatnie uniósł powieki, chcąc przyzwyczaić wzrok do nieco jaśniejszego pomieszczenia. Nim uczynił jakikolwiek ruch, wpatrywał się w drewniany sufit i próbował przypomnieć sobie, co się właśnie wydarzyło, a gdy jego myśli wróciły na swoje miejsce, wtem przypomniał sobie o Manon. Gdy chciał podnieść się do siadu, poczuł na tyle ostry ból w klatce piersiowej, że z jego ust wydobyło się ciche syknięcie, lecz na tyle głośne, że usłyszała to jakaś obca kobieta, która zaraz zjawiła się u boku bruneta.
— Nie tak szybko, towarzyszu — odpowiedziała obcym akcentem, lecz bardzo spokojnym tonem — Cud, że w ogóle się obudziłeś — dodała przyglądając się opatrunkom na jego ciele.
Connor boleśnie oparł głowę o poduszkę i cicho westchnął, przymykając przy tym oczy, przez co powieki zrobiły się nadzwyczaj ciężkie.
— Gdzie ona jest? — spytał zachrypniętym głosem.
— W łazience — odpowiedziała krótko rudowłosa — Właśnie, miałam zanieść jej ubrania, a Ty nawet nie myśl o podnoszeniu się — dodała zaraz, wyjmując jakieś ciuchy z szafki, po czym zniknęła za drzwiami pokoju.
Ciemnowłosy oczywiście nie należał do osób, które od razu posłuchają się czyjegoś polecenie, więc i tym razem nie zrobił wyjątku. Zacisnął zęby i zaraz podniósł się do siadu, od razu opierając się plecami o drewnianą ścianę i choć czuł piekielny ból, nie odpuścił obecnej pozycji. Minęło zaledwie kilka minut, a nieprzyjemne uczucie poszło w nie pamięć, dzięki czemu mógł dokładniej przyjrzeć się pomieszczeniu, w którym się znajdował. Zdecydowanie wszystko było zrobione z drewna, a w niektórych miejscach wisiały zasuszone zioła oraz kurze łapki, niczym obrazek wyjęty z bajki o złej czarownicy, która gotowała dzieci w kotle. Mężczyzna tylko cicho westchnął, a gdy usłyszał, że ktoś zbliża się do wejścia, jego zmęczone spojrzenie zatrzymało się na drzwiach. Jednak w progu nie stała rudowłosa kobieta, a sama Manon, która z uśmiechem przywitała swojego przyjaciela. Podeszła do niego tak szybko, jak tylko mogła, siadła obok i mocno wtuliła w ciepłe ciało bruneta. Ten oczywiście odwzajemnił gest i prawie uronił łzę, gdy do pokoju weszła także obca kobieta.
— Wspomniałam coś o nie ruszaniu się? — mruknęła z delikatnym uśmiechem — Chociaż Tobie to pewnie wszystko się zrasta — dodała wzdychając.
— Kim właściwie jesteś? — spytał, gdy blondynka odstąpiła na bok. — I czemu nas.. uratowałaś?
— Loren. Istota magiczna — odpowiedziała rudowłosa — A czemu was uratowałam? Cóż, zainteresował mnie wybuch w zamku Umarłych. Gdy tam weszłam, zauważyłam powalonych żołnierzy oraz was i nie mogłam od tak odejść z tamtego miejsca. — wyjaśniła — Ogólnie, nie czujesz jakiejś zmiany? — spytała zerkając na bruneta.
— Nie bardzo — odpowiedział zaraz.
— Cóż, może kąpiel Ci odświeży umysł — westchnęła rudowłosa — Właściwie to, jak się nazywacie?
— Manon — powiedziała blondynka zmęczonym tonem — A on Connor — dodała wskazując na bruneta.
— Dobra, Connor, spróbuj skupić się na regeneracji, bo to bardzo dobrze znasz — rzekła Loren.
Nie trzeba było długo czekać na pierwsze kroki mężczyzny, gdyż faktycznie pamiętał myśl regeneracji, która w tej sytuacji bardzo mu pomogła. Dzięki temu mógł dotrzeć do łazienki, gdzie wziął porządną kąpiel i ubrał świeże ubrania, przygotowane przez rudowłosą. Gdy brunet opuścił zaparowane pomieszczenie, od razu został zawołany do kuchni na posiłek, którego nie jadł już.. od kilku miesięcy. Wraz z przyjaciółką zjedli to, co podała im kobieta, a gdy byli już syci, mogli wrócił się do sypialni, gdzie oby dwoje rzucili się na skromne łóżko. Jednak nie można było oczekiwać od nich jakiejś rozmowy, gdyż oby dwoje zasnęli z wyczerpania oraz samego posiłku.
Manon?
— Zawróć. To jeszcze nie czas na Ciebie, Connor.
Nieznajomy głos rozbrzmiał w jego zakłopotanym umyśle, przez co szybko obrał przeciwny kierunek i choć blask chciał go pochłonąć, ten uparcie dążył do ciemności, za którą skrywało się życie. Mężczyzna od razu poczuł wygodne coś, na czym leżał, a do jego nosa dostał się zapach lasu oraz natury. Wyrównał swój zdenerwowany oddech i delikatnie uniósł powieki, chcąc przyzwyczaić wzrok do nieco jaśniejszego pomieszczenia. Nim uczynił jakikolwiek ruch, wpatrywał się w drewniany sufit i próbował przypomnieć sobie, co się właśnie wydarzyło, a gdy jego myśli wróciły na swoje miejsce, wtem przypomniał sobie o Manon. Gdy chciał podnieść się do siadu, poczuł na tyle ostry ból w klatce piersiowej, że z jego ust wydobyło się ciche syknięcie, lecz na tyle głośne, że usłyszała to jakaś obca kobieta, która zaraz zjawiła się u boku bruneta.
— Nie tak szybko, towarzyszu — odpowiedziała obcym akcentem, lecz bardzo spokojnym tonem — Cud, że w ogóle się obudziłeś — dodała przyglądając się opatrunkom na jego ciele.
Connor boleśnie oparł głowę o poduszkę i cicho westchnął, przymykając przy tym oczy, przez co powieki zrobiły się nadzwyczaj ciężkie.
— Gdzie ona jest? — spytał zachrypniętym głosem.
— W łazience — odpowiedziała krótko rudowłosa — Właśnie, miałam zanieść jej ubrania, a Ty nawet nie myśl o podnoszeniu się — dodała zaraz, wyjmując jakieś ciuchy z szafki, po czym zniknęła za drzwiami pokoju.
Ciemnowłosy oczywiście nie należał do osób, które od razu posłuchają się czyjegoś polecenie, więc i tym razem nie zrobił wyjątku. Zacisnął zęby i zaraz podniósł się do siadu, od razu opierając się plecami o drewnianą ścianę i choć czuł piekielny ból, nie odpuścił obecnej pozycji. Minęło zaledwie kilka minut, a nieprzyjemne uczucie poszło w nie pamięć, dzięki czemu mógł dokładniej przyjrzeć się pomieszczeniu, w którym się znajdował. Zdecydowanie wszystko było zrobione z drewna, a w niektórych miejscach wisiały zasuszone zioła oraz kurze łapki, niczym obrazek wyjęty z bajki o złej czarownicy, która gotowała dzieci w kotle. Mężczyzna tylko cicho westchnął, a gdy usłyszał, że ktoś zbliża się do wejścia, jego zmęczone spojrzenie zatrzymało się na drzwiach. Jednak w progu nie stała rudowłosa kobieta, a sama Manon, która z uśmiechem przywitała swojego przyjaciela. Podeszła do niego tak szybko, jak tylko mogła, siadła obok i mocno wtuliła w ciepłe ciało bruneta. Ten oczywiście odwzajemnił gest i prawie uronił łzę, gdy do pokoju weszła także obca kobieta.
— Wspomniałam coś o nie ruszaniu się? — mruknęła z delikatnym uśmiechem — Chociaż Tobie to pewnie wszystko się zrasta — dodała wzdychając.
— Kim właściwie jesteś? — spytał, gdy blondynka odstąpiła na bok. — I czemu nas.. uratowałaś?
— Loren. Istota magiczna — odpowiedziała rudowłosa — A czemu was uratowałam? Cóż, zainteresował mnie wybuch w zamku Umarłych. Gdy tam weszłam, zauważyłam powalonych żołnierzy oraz was i nie mogłam od tak odejść z tamtego miejsca. — wyjaśniła — Ogólnie, nie czujesz jakiejś zmiany? — spytała zerkając na bruneta.
— Nie bardzo — odpowiedział zaraz.
— Cóż, może kąpiel Ci odświeży umysł — westchnęła rudowłosa — Właściwie to, jak się nazywacie?
— Manon — powiedziała blondynka zmęczonym tonem — A on Connor — dodała wskazując na bruneta.
— Dobra, Connor, spróbuj skupić się na regeneracji, bo to bardzo dobrze znasz — rzekła Loren.
Nie trzeba było długo czekać na pierwsze kroki mężczyzny, gdyż faktycznie pamiętał myśl regeneracji, która w tej sytuacji bardzo mu pomogła. Dzięki temu mógł dotrzeć do łazienki, gdzie wziął porządną kąpiel i ubrał świeże ubrania, przygotowane przez rudowłosą. Gdy brunet opuścił zaparowane pomieszczenie, od razu został zawołany do kuchni na posiłek, którego nie jadł już.. od kilku miesięcy. Wraz z przyjaciółką zjedli to, co podała im kobieta, a gdy byli już syci, mogli wrócił się do sypialni, gdzie oby dwoje rzucili się na skromne łóżko. Jednak nie można było oczekiwać od nich jakiejś rozmowy, gdyż oby dwoje zasnęli z wyczerpania oraz samego posiłku.
Manon?
12.08.2019
Od Connora CD Manon
Mężczyzna dokładnie wsłuchał się w wypowiedź przyjaciółki, lecz ta
nie zdołała go ani trochę uspokoić. Nadal czuł gniew oraz nienawiść,
które jeszcze bardziej pobudzały bruneta, a gdy chciał wybuchnąć,
opanował się w ostatniej chwili, przez co między parą zapadła nerwowa
cisza. Connor zaczął uspokajać swój oddech i powoli odzyskiwał logiczne
myślenie, czego do teraz mu brakowało. Odetchnął głęboko i oparł się o
kamienną ścianę, a gdy poczuł głowę blondynki na swoim ramieniu,
przypomniał sobie jej słowa. Dopiero teraz one do niego dotarły i
zrozumiał, że co Manon jest jego powodem do życia. Może nie czuł od razu
wielkiej miłości, gdyż w depresji ciężko o to uczucie, lecz wiedział,
że kobieta jest dla niego kimś znacznie ważniejszym.
— Rozumiem — mruknął po dość długiej chwili, a jego głos był jeszcze bardziej zachrypnięty — Wpakowałem nas w ten cały syf, więc teraz muszę nas stąd wyciągnąć — dodał, powoli ruszając swoimi stawami.
— Co chcesz zrobić? — spytała blondynka odrywając głowę od ramienia mężczyzny.
— Uciec stąd — odpowiedział krótko. — I tak czeka nas to samo, więc zawsze można spróbować.
Doczołgał się kluczy, które wcześniej zabrał strażnikowi, następnie uwolnił swoje kończyny z łańcuchów i podszedł do Manon, którą także uwolnił. Gdy obydwoje stali na równych nogach, para przyjaciół nie mogła powstrzymać się od ciepłego przytulenia, którego brakowało im obu. Oby dwoje cicho syknęli ze względu na posiadanie obrażenia, które dość długo się goiły, a szczególnie u blondynki. Gdy ich czas czułości dobiegł końca, podeszli do kraty i zerknęli na korytarz, który wyglądał na pusty. Sam gad nie słyszał kroków czy rozmów, więc odważnie prowadził do prawdopodobnego wyjścia.
— Myślisz, że się odda?
— Wystarczy, że zacznie się przemiana, a duch od razu opuści jego ciało.
— A moc będzie nasza.
Krótka wymiana zdań należała do dwóch głównych czarowników, którzy już świętowali swoje "zwycięstwo", a owa rozmowa wydobyła się w pomieszczenia, obok którego przyjaciele musieli przejść. Na szczęście uczynili to na tyle cicho, że nikt tego nie usłyszał, dzięki czemu mogli iść dalej. W połowie swojej drogi dostrzegli wielkie wrota, które mogły być wyjściem na zewnątrz i choć mieli je na wyciągniecie ręki, nie udało im się do nich dotrzeć. Jeden z trzech czarowników musiał zauważyć brak więźniów, przez co ten nie oszczędzał swojej magii i dość wysokim natężeniem prądu poparzył bruneta, który po raz kolejny utracił przytomność. Jego przyjaciółkę spotkał podobny los, lecz stosowali słabsze taktyki, żeby "przypadkiem" nie zabić osoby, która może doprowadzić bruneta do przemiany.
Kolejny przepływ silnego napięcia doprowadził ciemnowłosego do wybudzenia, lecz nie znajdował się przed bramą wyjściową, tylko w chłodnym lochu, który przepełniony był zapachem śmierci. Sam mężczyzna był przypięty do ściany z rękoma po bokach, a nogami spętanym wzdłuż, natomiast jego tors został całkowicie pozbawiony koszulki, gdyż właśnie tam znajdował się wypalony znak umarłych. Mężczyzna szybko rozejrzał się po pomieszczeniu, a jego niespokojny wzrok zatrzymał się na krześle, na którym siedziała blondwłosa przyjaciółka. Kobieta zaraz odzyskała przytomność i choć próbowała wyrwać się ze skórzanych zapięć, robiła to marne tracąc jedynie siły.
— Przepraszam Manon — rzekł cicho mężczyzna — Tylko jedna może wyjść stąd żywa — dodał i gdyby tylko miał an to siły, uroniłby kilka ciężkich łez.
— Nie, damy radę wyjść stąd oboje — stwierdziła uparcie.
— Nie, nie damy.. — jęknął gad, gdy tylko usłyszał kroki czarowników.
Gdy pancerni weszli ciężkim krokiem do lochu, para przyjaciół poczuła na sobie nieprzyjemny chłód, który zawsze towarzyszył umarłym. Od razu przystąpili do bolesnego rytuału, używając jedynie magii, a konkretnie stopniowego stwarzania bólu w ciele ciemnowłosego. Żeby efekt przemiany był pewny, przystąpili także do tortury nad Manon, której nieprzyjemny jęk jeszcze bardziej rozwścieczał Connora, i choć ten chciał coś powiedzieć, nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa, oprócz bolesnego krzyku.
Po pewnym czasie, gdy czarownicy uznali, że to trwa zbyt długo, zwiększyli poziom bólu u obu więźniów, przez co głos mężczyzny przybrał barwę warczenia. To wtedy jeden z trzech umarłych wypowiedział zaklęcie dość donośnym tonem, a ciało ciemnowłosego delikatnie się uniosło. Siła magii była na tyle duża, że cały teren zamku zaczął się trząść.. lecz nagle wszystko ucichło. Cisza przed wybuchem, a następnie sam wybuch, który skutecznie pozbawił przytomności trzech czarowników oraz wszystkich ich żołnierzy w zamku. Ciało nieprzytomnego Connora bezwładnie zawisło na łańcuchach, a głowa skierowała się ku dołu, przez co łatwo było dostrzec stróżkę krwi, która powoli spływała z ust ciemnowłosego..
Manon?
— Rozumiem — mruknął po dość długiej chwili, a jego głos był jeszcze bardziej zachrypnięty — Wpakowałem nas w ten cały syf, więc teraz muszę nas stąd wyciągnąć — dodał, powoli ruszając swoimi stawami.
— Co chcesz zrobić? — spytała blondynka odrywając głowę od ramienia mężczyzny.
— Uciec stąd — odpowiedział krótko. — I tak czeka nas to samo, więc zawsze można spróbować.
Doczołgał się kluczy, które wcześniej zabrał strażnikowi, następnie uwolnił swoje kończyny z łańcuchów i podszedł do Manon, którą także uwolnił. Gdy obydwoje stali na równych nogach, para przyjaciół nie mogła powstrzymać się od ciepłego przytulenia, którego brakowało im obu. Oby dwoje cicho syknęli ze względu na posiadanie obrażenia, które dość długo się goiły, a szczególnie u blondynki. Gdy ich czas czułości dobiegł końca, podeszli do kraty i zerknęli na korytarz, który wyglądał na pusty. Sam gad nie słyszał kroków czy rozmów, więc odważnie prowadził do prawdopodobnego wyjścia.
— Myślisz, że się odda?
— Wystarczy, że zacznie się przemiana, a duch od razu opuści jego ciało.
— A moc będzie nasza.
Krótka wymiana zdań należała do dwóch głównych czarowników, którzy już świętowali swoje "zwycięstwo", a owa rozmowa wydobyła się w pomieszczenia, obok którego przyjaciele musieli przejść. Na szczęście uczynili to na tyle cicho, że nikt tego nie usłyszał, dzięki czemu mogli iść dalej. W połowie swojej drogi dostrzegli wielkie wrota, które mogły być wyjściem na zewnątrz i choć mieli je na wyciągniecie ręki, nie udało im się do nich dotrzeć. Jeden z trzech czarowników musiał zauważyć brak więźniów, przez co ten nie oszczędzał swojej magii i dość wysokim natężeniem prądu poparzył bruneta, który po raz kolejny utracił przytomność. Jego przyjaciółkę spotkał podobny los, lecz stosowali słabsze taktyki, żeby "przypadkiem" nie zabić osoby, która może doprowadzić bruneta do przemiany.
Kolejny przepływ silnego napięcia doprowadził ciemnowłosego do wybudzenia, lecz nie znajdował się przed bramą wyjściową, tylko w chłodnym lochu, który przepełniony był zapachem śmierci. Sam mężczyzna był przypięty do ściany z rękoma po bokach, a nogami spętanym wzdłuż, natomiast jego tors został całkowicie pozbawiony koszulki, gdyż właśnie tam znajdował się wypalony znak umarłych. Mężczyzna szybko rozejrzał się po pomieszczeniu, a jego niespokojny wzrok zatrzymał się na krześle, na którym siedziała blondwłosa przyjaciółka. Kobieta zaraz odzyskała przytomność i choć próbowała wyrwać się ze skórzanych zapięć, robiła to marne tracąc jedynie siły.
— Przepraszam Manon — rzekł cicho mężczyzna — Tylko jedna może wyjść stąd żywa — dodał i gdyby tylko miał an to siły, uroniłby kilka ciężkich łez.
— Nie, damy radę wyjść stąd oboje — stwierdziła uparcie.
— Nie, nie damy.. — jęknął gad, gdy tylko usłyszał kroki czarowników.
Gdy pancerni weszli ciężkim krokiem do lochu, para przyjaciół poczuła na sobie nieprzyjemny chłód, który zawsze towarzyszył umarłym. Od razu przystąpili do bolesnego rytuału, używając jedynie magii, a konkretnie stopniowego stwarzania bólu w ciele ciemnowłosego. Żeby efekt przemiany był pewny, przystąpili także do tortury nad Manon, której nieprzyjemny jęk jeszcze bardziej rozwścieczał Connora, i choć ten chciał coś powiedzieć, nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa, oprócz bolesnego krzyku.
Po pewnym czasie, gdy czarownicy uznali, że to trwa zbyt długo, zwiększyli poziom bólu u obu więźniów, przez co głos mężczyzny przybrał barwę warczenia. To wtedy jeden z trzech umarłych wypowiedział zaklęcie dość donośnym tonem, a ciało ciemnowłosego delikatnie się uniosło. Siła magii była na tyle duża, że cały teren zamku zaczął się trząść.. lecz nagle wszystko ucichło. Cisza przed wybuchem, a następnie sam wybuch, który skutecznie pozbawił przytomności trzech czarowników oraz wszystkich ich żołnierzy w zamku. Ciało nieprzytomnego Connora bezwładnie zawisło na łańcuchach, a głowa skierowała się ku dołu, przez co łatwo było dostrzec stróżkę krwi, która powoli spływała z ust ciemnowłosego..
Manon?
31.07.2019
Od Connora CD Manon
Gdy brunet ujrzał ciemność, wiedział, że z tej sytuacji nie ma już
wyjścia. W duchu był rozbity na milion kawałków, winił siebie za całą tą
akcję z Umarłymi, bo gdyby nie jego nagła chęć towarzystwa, wszystko
byłoby po staremu. Gdyby mógł, krzyczałby i płakał w złości, niszcząc
przy tym pobliską ścianę swoją pięścią, lecz teraz mógł tylko czekać,
czekać na wybudzenie.
W pewnym momencie poczuł znajomy zapach, który w moment pobudził jego jaszczurze serce, a jasne powieki odsłoniły jego bursztynowe spojrzenie. Te od razu skierowało się na kobietę, która siedziała obok niego, a gdy jego wzrok wyostrzył się, zauważył, że to Manon. Nie wierzył w to, co widzi, lecz szybko sobie przypomniał sytuację przed utratą przytomności, przez co mruknął cicho przy tym warcząc.
— Conn... Connor? To ty, prawda? — zapytała niepewnie blondynka, obserwując przy tym opancerzone ciało gada.
Mężczyzna nie mógł wydobyć z siebie ludzkiego głosu, więc w odpowiedzi przyjemnie mruknął i przysunął łeb pod dłoń kobiety. Jego nozdrza łapczywie łapały jej zapach, a powieki skryły jasne oczy, bo gdyby mógł, uroniłby łzy z nienawiści do samego siebie. Gdy brunet poczuł się spokojniejszy, jego puste spojrzenie powędrowało na pobliskie ściany, a gdy uniósł łeb, zauważył, że jego ciało jest spętane licznymi łańcuchami oraz kajdanami, czego oczywiście się spodziewał. Obrócił się z bocznej pozycji na brzuch, lecz jego obolała szyja nie była w stanie dłużej utrzymać ciężkiego łba, przez co został zmuszony oprzeć ją o przednie łapy. Connor czuł się wycieńczony oraz mocno obolały, lecz widział, że to dopiero początek męczarni. Gdyby mógł, wypytałby Manon o wszystko oraz mocno do siebie przytulił, po czym zwyzywałby samego siebie, lecz w chwili obecnej mógł tylko czekać. Dokładnie słyszał, jak blondynka przysuwa się do jego osoby i obejmuję jego ciepłą szyję, co dla mężczyzny było jak zastrzyk adrenaliny. Czuł jakąś motywację, coś, co kazało mu walczyć i zacząć tą walkę właśnie teraz. Oddech gada zaraz przyspieszył, a jego źrenice znacznie się powiększyły. Gdy kobieta odsunęła się od przyjaciela, ten podniósł się i podjął próbę uwolnienia swojej osoby, ciągnąc z całej siły za łańcuchy, który dość słaby były przytwierdzone do kamiennego podłoża. Wpadł w przysłowiową furię, co szybko dodało mu siły, a zaraz jeszcze bardzie osłabiło, choć łańcuchy same w sobie pokruszyły się przy łapach gada. Otrzepał swoje ciało i dokładniej rozejrzał się po kamiennym lochu, podszedł ostrożnie do żeliwnych krat i wsłuchał się w otoczenie, a gdy do jego uszu wkradły się kroki strażnika, wycofał się i zerknął na Manon. Gdyby mógł, ostrzegłby ją, lecz mógł tylko skryć się w cieniu lochu i wtopić się w kamienną ścianę. Strażnik od razu zauważył jego brak, lecz zapomniał o zdolnościach gada, gdyż zaraz wszedł za kraty i niewielką pochodnią pomachał w obie strony. Gdy chciał wyjść, długi ogon jaszczura owinął się wokół ciała strażnika i mocno ścisnął, powodując tym krwotok wewnętrzny, a następnie śmierć człekokształtnego. Dla czego to zrobił? Chciał się wyżyć, lecz to spowodowało, że jego uwaga skupiła się na strażniku i całkiem zapomniał o innych osobnikach, które pędem ruszyły w kierunku ich celi. W ostatniej chwili usłyszał ich kroki, przez co szybkim ruchem pyska chwycił za klucze i odrzucił je w ciemny kąt, lecz na samo schowanie było już za późno. Czarownik poraził jego ciało prądem o wysokim napięciu, co normalnego człowieka doprowadziłoby do śmierci, tak gada jedynie mocno poparzyło.
— Nie ładnie tak mordować moich ludzi — rzekł z irytacją umarły. — Ale dobrze, że już się wybudziliście — dodał zerkając na Manon.
Podszedł do niej spokojnie, jego zbroja przecierała się z każdym jego krokiem, a stalowe buty uderzały o kamienne podłoże, które w moment lodowaciało. Brunet próbował szybko się ocucić, wsłuchując się w jego kroki, co w pewnym stopniu zadziałało, gdyż ten podniósł się na łapach i chwiejnym krokiem zbliżył się do umarłego, lecz jego drugi kolega ponowił zaklęcie w prądem, jednocześnie ciskając jego ciałem o ścianę.
— Ostrożniej z nim — rzucił czarownik, który stał przy blondynce — Chyba nie chcesz go zabić — dodał półszeptem.
— Ale trochę zabawy nie zaszkodzi — odparł z upiornym śmiechem.
— A czemu panienka nie ma związanych dłoni? — spytał pierwszy umarły.
— Musiała się sama uwolnić — odpowiedział drugi, który zbliżył się do leżącego jaszczura — Ja bym za to ukarał — dodał zerkając na kobietę.
Wtem czarownik chwycił blondynkę za szyję i przyszpilił do ściany, oczywiście używając do tego zaklęcia, po czym szybkim ruchem dłoni uderzył kobietę w twarz. Jej cichy jęk bólu zirytował gada, lecz jego ciało było tymczasowo sparaliżowane, przez co mógł tylko patrzeć, jak umarły oddaje jeszcze dwa takie ciosy w jej delikatną twarz.
— Zostaw ją — odezwał się trzeci czarownik, który stał w wejściu do celi — Później ich pomęczycie.Teraz zabezpieczanie gada i zabierzcie zwłoki strażnika. Po ty wróćcie do sali. — dodał, zaraz oddalając się od lochu.
Umarły, trzymający blondynkę, od razy ją puścił, natomiast drugi chwycił za ciało jaszczura i miotnął nim bliżej łańcuchów, tworząc przy tym kolejne rany na jego ciele. Czarownik dokładnie spętał jego kończyny oraz dłonie kobiety, po czym opuścili loch, zamykając go za sobą.
Oby dwoje siedzieli sporo czasu, zanim doszli do siebie, a szczególnie Connor, który zaczął wracać do ludzkiej formy. Bursztynowe spojrzenie po raz ostatni zatrzymało się na Manon, po czym skryło się pod jasnymi powiekami, a donośne warczenie zamieniło się w krzyk mężczyzny. Towarzyszył mu nie tylko ból samej przemiany, ale także wszelkie rany, otarcia oraz stłuczenia, przez co brunet zdarł sobie struny głosowe, pozostając bez głosu. W ciszy dokończył cały rytuał, kuląc się w sobie i raniąc swoje ciało palcami, które kurczowo zaciskały się na ramionach. Przeleżał w łańcuchach kolejne kilka minut lub nawet godzin, czego on kompletnie nie odczuwał. Podniósł się do siadu i oparł o ścianę, która na szczęście znajdowała się blisko niego. Jego zmęczone spojrzenie znowu zatrzymało się na blondynce, która dopiero teraz odwróciła na niego wzrok, przez co na twarzy bruneta pojawił się zdenerwowany uśmiech.
— Nie powinnaś tutaj być — rzucił mężczyzna zachrypniętym głosem — Miałaś uciekać z tego parku.. — dodał, nie mogąc powstrzymać samotnej łzy, która spłynęła po jego policzku.
— Con.. ja.. — zaczęła.
— Nic nie mów, proszę Cię.. — szepnął brunet — Nie powinniśmy się poznać.. Wiesz dla czego chodziłem wszędzie sam i nie nawiązywałem znajomości? — mruknął nerwowo przełykając ślinę — Ze względu na Umarłych. Dyrektor dobrze o tym wiedział, ale uznał to za mit..
— Nie żałuje naszej znajomości..
— Nie rozumiesz.. To moja wina, że tutaj jesteś — jęknął mężczyzna i zbliżył się do kobiety — Gdybyś mnie nie poznała, byłabyś teraz w domu.. w pieprzonym, kurwa, domu — dodał zalewając się nerwowymi łzami.
Brunet zgiął nogi w kolanach i oparł o nie ręce, natomiast w dłoniach skrył swoją twarz, która była każdego wieczoru, gdy za dnia nie brał leków. W tym przypadku nie brał ich od ponad dwóch miesięcy, przez co wszelką winę przyjmuję na siebie, a samo oddanie mocy uczyni z wielką chęcią, nawet jeśli to jego zabije..
Manon?
W pewnym momencie poczuł znajomy zapach, który w moment pobudził jego jaszczurze serce, a jasne powieki odsłoniły jego bursztynowe spojrzenie. Te od razu skierowało się na kobietę, która siedziała obok niego, a gdy jego wzrok wyostrzył się, zauważył, że to Manon. Nie wierzył w to, co widzi, lecz szybko sobie przypomniał sytuację przed utratą przytomności, przez co mruknął cicho przy tym warcząc.
— Conn... Connor? To ty, prawda? — zapytała niepewnie blondynka, obserwując przy tym opancerzone ciało gada.
Mężczyzna nie mógł wydobyć z siebie ludzkiego głosu, więc w odpowiedzi przyjemnie mruknął i przysunął łeb pod dłoń kobiety. Jego nozdrza łapczywie łapały jej zapach, a powieki skryły jasne oczy, bo gdyby mógł, uroniłby łzy z nienawiści do samego siebie. Gdy brunet poczuł się spokojniejszy, jego puste spojrzenie powędrowało na pobliskie ściany, a gdy uniósł łeb, zauważył, że jego ciało jest spętane licznymi łańcuchami oraz kajdanami, czego oczywiście się spodziewał. Obrócił się z bocznej pozycji na brzuch, lecz jego obolała szyja nie była w stanie dłużej utrzymać ciężkiego łba, przez co został zmuszony oprzeć ją o przednie łapy. Connor czuł się wycieńczony oraz mocno obolały, lecz widział, że to dopiero początek męczarni. Gdyby mógł, wypytałby Manon o wszystko oraz mocno do siebie przytulił, po czym zwyzywałby samego siebie, lecz w chwili obecnej mógł tylko czekać. Dokładnie słyszał, jak blondynka przysuwa się do jego osoby i obejmuję jego ciepłą szyję, co dla mężczyzny było jak zastrzyk adrenaliny. Czuł jakąś motywację, coś, co kazało mu walczyć i zacząć tą walkę właśnie teraz. Oddech gada zaraz przyspieszył, a jego źrenice znacznie się powiększyły. Gdy kobieta odsunęła się od przyjaciela, ten podniósł się i podjął próbę uwolnienia swojej osoby, ciągnąc z całej siły za łańcuchy, który dość słaby były przytwierdzone do kamiennego podłoża. Wpadł w przysłowiową furię, co szybko dodało mu siły, a zaraz jeszcze bardzie osłabiło, choć łańcuchy same w sobie pokruszyły się przy łapach gada. Otrzepał swoje ciało i dokładniej rozejrzał się po kamiennym lochu, podszedł ostrożnie do żeliwnych krat i wsłuchał się w otoczenie, a gdy do jego uszu wkradły się kroki strażnika, wycofał się i zerknął na Manon. Gdyby mógł, ostrzegłby ją, lecz mógł tylko skryć się w cieniu lochu i wtopić się w kamienną ścianę. Strażnik od razu zauważył jego brak, lecz zapomniał o zdolnościach gada, gdyż zaraz wszedł za kraty i niewielką pochodnią pomachał w obie strony. Gdy chciał wyjść, długi ogon jaszczura owinął się wokół ciała strażnika i mocno ścisnął, powodując tym krwotok wewnętrzny, a następnie śmierć człekokształtnego. Dla czego to zrobił? Chciał się wyżyć, lecz to spowodowało, że jego uwaga skupiła się na strażniku i całkiem zapomniał o innych osobnikach, które pędem ruszyły w kierunku ich celi. W ostatniej chwili usłyszał ich kroki, przez co szybkim ruchem pyska chwycił za klucze i odrzucił je w ciemny kąt, lecz na samo schowanie było już za późno. Czarownik poraził jego ciało prądem o wysokim napięciu, co normalnego człowieka doprowadziłoby do śmierci, tak gada jedynie mocno poparzyło.
— Nie ładnie tak mordować moich ludzi — rzekł z irytacją umarły. — Ale dobrze, że już się wybudziliście — dodał zerkając na Manon.
Podszedł do niej spokojnie, jego zbroja przecierała się z każdym jego krokiem, a stalowe buty uderzały o kamienne podłoże, które w moment lodowaciało. Brunet próbował szybko się ocucić, wsłuchując się w jego kroki, co w pewnym stopniu zadziałało, gdyż ten podniósł się na łapach i chwiejnym krokiem zbliżył się do umarłego, lecz jego drugi kolega ponowił zaklęcie w prądem, jednocześnie ciskając jego ciałem o ścianę.
— Ostrożniej z nim — rzucił czarownik, który stał przy blondynce — Chyba nie chcesz go zabić — dodał półszeptem.
— Ale trochę zabawy nie zaszkodzi — odparł z upiornym śmiechem.
— A czemu panienka nie ma związanych dłoni? — spytał pierwszy umarły.
— Musiała się sama uwolnić — odpowiedział drugi, który zbliżył się do leżącego jaszczura — Ja bym za to ukarał — dodał zerkając na kobietę.
Wtem czarownik chwycił blondynkę za szyję i przyszpilił do ściany, oczywiście używając do tego zaklęcia, po czym szybkim ruchem dłoni uderzył kobietę w twarz. Jej cichy jęk bólu zirytował gada, lecz jego ciało było tymczasowo sparaliżowane, przez co mógł tylko patrzeć, jak umarły oddaje jeszcze dwa takie ciosy w jej delikatną twarz.
— Zostaw ją — odezwał się trzeci czarownik, który stał w wejściu do celi — Później ich pomęczycie.Teraz zabezpieczanie gada i zabierzcie zwłoki strażnika. Po ty wróćcie do sali. — dodał, zaraz oddalając się od lochu.
Umarły, trzymający blondynkę, od razy ją puścił, natomiast drugi chwycił za ciało jaszczura i miotnął nim bliżej łańcuchów, tworząc przy tym kolejne rany na jego ciele. Czarownik dokładnie spętał jego kończyny oraz dłonie kobiety, po czym opuścili loch, zamykając go za sobą.
Oby dwoje siedzieli sporo czasu, zanim doszli do siebie, a szczególnie Connor, który zaczął wracać do ludzkiej formy. Bursztynowe spojrzenie po raz ostatni zatrzymało się na Manon, po czym skryło się pod jasnymi powiekami, a donośne warczenie zamieniło się w krzyk mężczyzny. Towarzyszył mu nie tylko ból samej przemiany, ale także wszelkie rany, otarcia oraz stłuczenia, przez co brunet zdarł sobie struny głosowe, pozostając bez głosu. W ciszy dokończył cały rytuał, kuląc się w sobie i raniąc swoje ciało palcami, które kurczowo zaciskały się na ramionach. Przeleżał w łańcuchach kolejne kilka minut lub nawet godzin, czego on kompletnie nie odczuwał. Podniósł się do siadu i oparł o ścianę, która na szczęście znajdowała się blisko niego. Jego zmęczone spojrzenie znowu zatrzymało się na blondynce, która dopiero teraz odwróciła na niego wzrok, przez co na twarzy bruneta pojawił się zdenerwowany uśmiech.
— Nie powinnaś tutaj być — rzucił mężczyzna zachrypniętym głosem — Miałaś uciekać z tego parku.. — dodał, nie mogąc powstrzymać samotnej łzy, która spłynęła po jego policzku.
— Con.. ja.. — zaczęła.
— Nic nie mów, proszę Cię.. — szepnął brunet — Nie powinniśmy się poznać.. Wiesz dla czego chodziłem wszędzie sam i nie nawiązywałem znajomości? — mruknął nerwowo przełykając ślinę — Ze względu na Umarłych. Dyrektor dobrze o tym wiedział, ale uznał to za mit..
— Nie żałuje naszej znajomości..
— Nie rozumiesz.. To moja wina, że tutaj jesteś — jęknął mężczyzna i zbliżył się do kobiety — Gdybyś mnie nie poznała, byłabyś teraz w domu.. w pieprzonym, kurwa, domu — dodał zalewając się nerwowymi łzami.
Brunet zgiął nogi w kolanach i oparł o nie ręce, natomiast w dłoniach skrył swoją twarz, która była każdego wieczoru, gdy za dnia nie brał leków. W tym przypadku nie brał ich od ponad dwóch miesięcy, przez co wszelką winę przyjmuję na siebie, a samo oddanie mocy uczyni z wielką chęcią, nawet jeśli to jego zabije..
Manon?
27.07.2019
Od Connora CD Manon
Gdy blondynka opuściła mieszkanie bruneta, ten ciężko westchnął i
oparł leniwie głowę o oparcie kanapy. To, co się niedawno wydarzyło,
przerosło go samego, przez co miał tego wszystkie dosyć. Z drugiej
strony nie miał też sił na to wszystko, lecz wiedział, że nie może się
tak łatwo poddać. Zacisnął nerwowo pięści i ciężko odetchnął, podnosząc
się do równego siadu. Musiał działać, lecz nie jutro, nie za tydzień, a
teraz. Szybkim krokiem podszedł do swojej szafy, chwycił za czarną torbę
i wpakował do niej najważniejsze ubrania, po czym sam przebrał się w
wygodniejsze ciuchy. Zerknął na Lokiego, który dość niepewnie przyglądał
się brunetowi.
— Przyjdzie po Ciebie jeszcze dzisiaj — szepnął, głaszcząc zwierzaka pod pyszczkiem. — Wrócę, jak wszystko się skończy — dodał, uśmiechając się w duchu.
Ciemnowłosy ogarnął jeszcze mieszkanie, po czym siadł z telefonem w dłoni i wybrał numer do dyrektora. Nie chciał do niego dzwonić, więc napisał zaszyfrowaną wiadomość i zablokował jego numer, po czym przełożył przez ramię, oraz chwycił za kask z rękawicami, a następnie opuścił mieszkanie. Przy motocyklu ubrał ochraniacze na siebie, poprawił torbę zawieszając ją na plecach, po czym wsiadł na jednoślad i wyjechał spod bloku. Skierował się do swojej starej kryjówki, która znajduje się w strzeżonym parku narodowym, oddalonym pół godziny drogi od Seattle, lecz to bezpieczniejsze, niż przebywanie w wielkim mieście. Dostanie się do samego lasu wymagało pchania motocykla przez kilka kilometrów pod górkę, żeby nie narobić niepotrzebnego hałasu. Gdy dotarł na miejsce, zastał drewnianą chatkę, która zdążyła już zarosnąć tutejszymi roślinami. Odstawił jednoślad pod krzaki, jednocześnie go w nich chowając, po czym wszedł do środka domku. Jego wnętrze było takie same, jakie zostawił kilka lat temu, więc nikt normalny nie zapuszczał się w te tereny. Brunet zamknął za sobą drzwi, rzucił torbę na materac i usiadł na drewniany krześle. Wyjął ze skórzanej kurtki swój telefon, wybrał numer do Manon, lecz od razu do niej nie zadzwonił, a wpatrywał się w jej nazwę kilka minut. Gdy w końcu ułożył logiczny tekst wyjaśnień, kliknął zieloną słuchawkę i czekał, aż kobieta odbierze. To jednak nie nastąpiło, więc postanowił zostawić wiadomość głosową..
— Nie powinienem już do Ciebie dzwonić, wiem, ale musisz coś wiedzieć. Wyjechałem z miasta dość daleko i nawet mnie nie szukaj.. — westchnął niepewnie — To.. to dla.. Twojego bezpieczeństwa. Zapomnij o mnie i żyj, jakbyś mnie nie poznała.. — zakrył usta dłonią, tłumiąc tym oddech płaczu — Uważaj na siebie, Manon — dodał szeptem i rozłączył połączenie, po czym wyłączył całkiem telefon.
Oparł się łokciami o kolana i pozwolił uwolnić się emocją, wylewając łzy irytacji i nerwów, które tak długo w nim tkwiły. Przetarł twarz i zerknął na pustą ścianę, na której zaraz wylądowało drewniane krzesło.
Przez dwa tygodnie praktykował medytację, żywiąc się jedzenie długoterminowym oraz wodą, co po części osłabiło siłę fizyczną bruneta. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nagły przypływ chłodu, który wybudził Connora z transu medytacji. Szybko podniósł się z drewnianej podłogi, ubrał na siebie bluzę i wyszedł na zewnątrz. Jego oczom ukazało się trzech czarowników, którzy odwiedzili go już wcześniej w mieszkaniu.
— Myślałeś, że Cię nie znajdziemy? — zaśmiał się umarły i podszedł do mężczyzny — To Twoja ostatnia szansa — mruknął i mocno chwycił gada za szyję.
— Nie poddam się — jęknął brunet, przez co zaraz oberwał cios w brzuch.
Mógł się tego spodziewać, że ci go znajdą i znów skatują, lecz nie wiedział, że dojdzie do tego tak szybko. Oberwał kilka razy w brzuch, tors oraz kończyny, głównie ręce, które chroniły obolałą głowę.
— Zostaw go — rzekł jeden z umarłych — Pójdziemy po jego złotowłosą — dodał z cichym śmiechem.
Mężczyzna chciał ich powstrzymać, lecz ci zraz zniknęli w portalu, przez co Connor opadł bezsilnie na podłodze. Nie mógł teraz nic zrobić, lecz do jego głowy wpadł dość głupi pomysł.
— Chcecie przemiany..? To ją dostaniecie. — pomyślał brunet i oddał się jaszczurczemu genowi.
Z chatki wydobył się głośny krzyk bólu, połączony z żałosnym płaczem, który usłyszał prawie cały park narodowy. Po kilku minutach, krzyki zamieniły się w ciche warczenie, które pobudzały Lacertilia do życia, a gdy jego ślepia nagle się otworzyły, Connor ujrzał całkiem inny świat. Szybko przypomniał sobie, po co to zrobił, po czym przybrał niewidzialność postać i biegiem ruszył w kierunku miasta. Po drodze teleportował się dwa razy, po czym trafił do bezludnego parku, w którym znajdowała się Manon, wraz z trójką czarowników. Stali naprzeciwko niej i coś tłumaczyli, lecz ona sama nie mogła nic zrobić, jakby była zablokowana magią. To jeszcze bardziej pobudziło gada, który z dużą siłą skoczył na jednego z umarłych, aby rozproszyć ich zaklęcie, tkwiące na blondynce.
— Lacertilia.. — mruknął jeden z czarowników.
Connor powoli ukazał swoją gadzią postać, a bursztynowe ślepia zatrzymały się na umarłych, którzy patrzyli na niego, jak na swoje dzieło.
— Trzeba było tak od razu — rzekł czarownik, który wcześniej został powalony przez gada.
Brunet widział, co robi, i że robi to, co trzeba. Swoją osobą odciągnął oprawców od blondynki, która wycofała się z pola walki, natomiast ciemnowłosy uciekł w las, ciągnąć za sobą mroźny konwój umarłych. Skończyło się to tym, że Lacertilia został brutalnie schwytany i zabrany do zamku czarowników. Jednakże z jaszczurki mocy nie wyciągną, więc będą musieli przywrócić jego ludzką postać, a następnie wymusić jego ponowną przemianę..
Manon?
— Przyjdzie po Ciebie jeszcze dzisiaj — szepnął, głaszcząc zwierzaka pod pyszczkiem. — Wrócę, jak wszystko się skończy — dodał, uśmiechając się w duchu.
Ciemnowłosy ogarnął jeszcze mieszkanie, po czym siadł z telefonem w dłoni i wybrał numer do dyrektora. Nie chciał do niego dzwonić, więc napisał zaszyfrowaną wiadomość i zablokował jego numer, po czym przełożył przez ramię, oraz chwycił za kask z rękawicami, a następnie opuścił mieszkanie. Przy motocyklu ubrał ochraniacze na siebie, poprawił torbę zawieszając ją na plecach, po czym wsiadł na jednoślad i wyjechał spod bloku. Skierował się do swojej starej kryjówki, która znajduje się w strzeżonym parku narodowym, oddalonym pół godziny drogi od Seattle, lecz to bezpieczniejsze, niż przebywanie w wielkim mieście. Dostanie się do samego lasu wymagało pchania motocykla przez kilka kilometrów pod górkę, żeby nie narobić niepotrzebnego hałasu. Gdy dotarł na miejsce, zastał drewnianą chatkę, która zdążyła już zarosnąć tutejszymi roślinami. Odstawił jednoślad pod krzaki, jednocześnie go w nich chowając, po czym wszedł do środka domku. Jego wnętrze było takie same, jakie zostawił kilka lat temu, więc nikt normalny nie zapuszczał się w te tereny. Brunet zamknął za sobą drzwi, rzucił torbę na materac i usiadł na drewniany krześle. Wyjął ze skórzanej kurtki swój telefon, wybrał numer do Manon, lecz od razu do niej nie zadzwonił, a wpatrywał się w jej nazwę kilka minut. Gdy w końcu ułożył logiczny tekst wyjaśnień, kliknął zieloną słuchawkę i czekał, aż kobieta odbierze. To jednak nie nastąpiło, więc postanowił zostawić wiadomość głosową..
— Nie powinienem już do Ciebie dzwonić, wiem, ale musisz coś wiedzieć. Wyjechałem z miasta dość daleko i nawet mnie nie szukaj.. — westchnął niepewnie — To.. to dla.. Twojego bezpieczeństwa. Zapomnij o mnie i żyj, jakbyś mnie nie poznała.. — zakrył usta dłonią, tłumiąc tym oddech płaczu — Uważaj na siebie, Manon — dodał szeptem i rozłączył połączenie, po czym wyłączył całkiem telefon.
Oparł się łokciami o kolana i pozwolił uwolnić się emocją, wylewając łzy irytacji i nerwów, które tak długo w nim tkwiły. Przetarł twarz i zerknął na pustą ścianę, na której zaraz wylądowało drewniane krzesło.
Przez dwa tygodnie praktykował medytację, żywiąc się jedzenie długoterminowym oraz wodą, co po części osłabiło siłę fizyczną bruneta. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nagły przypływ chłodu, który wybudził Connora z transu medytacji. Szybko podniósł się z drewnianej podłogi, ubrał na siebie bluzę i wyszedł na zewnątrz. Jego oczom ukazało się trzech czarowników, którzy odwiedzili go już wcześniej w mieszkaniu.
— Myślałeś, że Cię nie znajdziemy? — zaśmiał się umarły i podszedł do mężczyzny — To Twoja ostatnia szansa — mruknął i mocno chwycił gada za szyję.
— Nie poddam się — jęknął brunet, przez co zaraz oberwał cios w brzuch.
Mógł się tego spodziewać, że ci go znajdą i znów skatują, lecz nie wiedział, że dojdzie do tego tak szybko. Oberwał kilka razy w brzuch, tors oraz kończyny, głównie ręce, które chroniły obolałą głowę.
— Zostaw go — rzekł jeden z umarłych — Pójdziemy po jego złotowłosą — dodał z cichym śmiechem.
Mężczyzna chciał ich powstrzymać, lecz ci zraz zniknęli w portalu, przez co Connor opadł bezsilnie na podłodze. Nie mógł teraz nic zrobić, lecz do jego głowy wpadł dość głupi pomysł.
— Chcecie przemiany..? To ją dostaniecie. — pomyślał brunet i oddał się jaszczurczemu genowi.
Z chatki wydobył się głośny krzyk bólu, połączony z żałosnym płaczem, który usłyszał prawie cały park narodowy. Po kilku minutach, krzyki zamieniły się w ciche warczenie, które pobudzały Lacertilia do życia, a gdy jego ślepia nagle się otworzyły, Connor ujrzał całkiem inny świat. Szybko przypomniał sobie, po co to zrobił, po czym przybrał niewidzialność postać i biegiem ruszył w kierunku miasta. Po drodze teleportował się dwa razy, po czym trafił do bezludnego parku, w którym znajdowała się Manon, wraz z trójką czarowników. Stali naprzeciwko niej i coś tłumaczyli, lecz ona sama nie mogła nic zrobić, jakby była zablokowana magią. To jeszcze bardziej pobudziło gada, który z dużą siłą skoczył na jednego z umarłych, aby rozproszyć ich zaklęcie, tkwiące na blondynce.
— Lacertilia.. — mruknął jeden z czarowników.
Connor powoli ukazał swoją gadzią postać, a bursztynowe ślepia zatrzymały się na umarłych, którzy patrzyli na niego, jak na swoje dzieło.
— Trzeba było tak od razu — rzekł czarownik, który wcześniej został powalony przez gada.
Brunet widział, co robi, i że robi to, co trzeba. Swoją osobą odciągnął oprawców od blondynki, która wycofała się z pola walki, natomiast ciemnowłosy uciekł w las, ciągnąć za sobą mroźny konwój umarłych. Skończyło się to tym, że Lacertilia został brutalnie schwytany i zabrany do zamku czarowników. Jednakże z jaszczurki mocy nie wyciągną, więc będą musieli przywrócić jego ludzką postać, a następnie wymusić jego ponowną przemianę..
Manon?
18.07.2019
Od Connora CD Manon
Gdy brunet wrócił do świata żywych, jego ciało w moment przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a temperatura organizmu wzrosła dość niebezpiecznie. W głowie słyszał jedynie ostry pisk, któremu towarzyszyły niezłe zawroty oraz mdłości. Widział, że blondynka coś do niego mówi, lecz nie rozumiał ani jednego słowa. Wstał chwiejnym krokiem i podszedł do swojego barku, gdzie trzyma kilka mocniejszych trunków. Chwycił za butelkę drogiego whiskey, odkręcił ją i duszkiem upił kilka sporych łyków, co po chwili ocuciło mężczyznę. Z hukiem odłożył zakręconą butelkę i oparł się o szafkę, chcąc uspokoić swój nierówny oddech.
— Connor.. — usłyszał nagle głos przyjaciółki, która obserwowała czyny bruneta. — Co się dzieje..? — spytała niepewnie.
— Nic.. nic poważnego — odpowiedział i usiadł niedaleko kobiety.
— Wpadają do mieszkania jacyś obcy ludzie, rozpoczynają kłótnie, po czym Ty lądujesz z rozerwanym torsem na ziemi — wyrzuciła zaniepokojona, a zarazem zirytowana — Do tego Twoje rany znikają, budzisz się i pierwsze co robisz, to sięgasz po alkohol — kontynuowała — I to nazywasz nic poważnego?
— Dobrze wiesz, że nie jestem człowiekiem — mruknął zerkając na blondynkę — Poltergeisty to jest nic w porównaniu do mojej przemiany, której nie kontroluje i mało brakowało, aby by do tego doszło — uniósł znacznie ton — Wtedy połowa miasta mogłaby tonąć w ofiarach, kurwa — jęknął zdenerwowany i wstał, nerwowo chwytając swoje włosy.
W tym momencie coś w nim pękło. Coś, co oddzielało załamie psychiczne od codziennego życia, coś, co zawsze chciał trzymać w ukryciu. Oparł się o ścianę i osunął się na podłogę, chowając przy tym twarz w dłonie, które zaraz zjechały na włosy, a jego słabe spojrzenie skryło się pod ciemnymi powiekami. Chciał zostać sam, a jednocześnie, żeby ktoś przy nim był. Toczył walkę sam ze sobą, choć na zewnątrz wyglądał na całkowicie załamanego, co jeszcze bardziej go irytowało. Nie chciał unieść tonu na Manon, lecz wtedy stracił kontrolę nad sobą, za co teraz wini siebie jeszcze bardziej. Wtem poczuł delikatny dotyk na swoim kolanie, a gdy podniósł wzrok, ujrzał swoją przyjaciółkę, która niepewnie się uśmiechnęła.
— Nie powinnam zadawać tylu pytań — mruknęła i pomogła wstać mężczyźnie.
— Nie, Manon, ja... ja siebie już nie kontroluję — wyjaśnił powstrzymując się od nerwowego płaczu.
— Nic nie mów — odparła kobieta i objęła mocno bruneta, który zaraz odwzajemnił gest.
Upuścił nerwowo powietrze z płuc i wtulił się w kobietę, której zapach uspokoił rozgrzanego Connora. Jego oddech wrócił do normy, tak samo jak tętno oraz głupie myśli, które w nerwowych sytuacjach nie odpuszczają ciemnowłosemu.
— Dziękuję Manon — szepnął Con i zluzował uścisk.
Gdy przyjaciele byli bardziej spokojni, a mieszkanie posprzątane po odwiedzinach niezapowiedzianych gościu, siedli na kanapę z chłodnymi napojami w dłoni.
— Ci ludzie, którzy weszli do mieszkania — zaczął spokojnie brunet — Nazywa się ich Umarłymi, którzy żywią się silnymi zdolnościami nadludzi.. Gdy raz odda się im swoją moc, ci będą żądać więcej — wyjaśnił i upił łuk napoju — Tobie nic nie zrobią, lecz ja.. ja muszę uważać — dodał zerkając na blondynkę.
— Ale.. pewnie da się ich jakoś powstrzymać — odparła.
— Tego nie wiem — westchnął — Tylko się tym nie przejmuj. Właśnie.. ktoś do Ciebie dzwonił — zmienił zaraz temat — Chyba siostra się za Tobą stęskniła — dodał z lekkim uniesieniem kącika ust.
Manon?
— Connor.. — usłyszał nagle głos przyjaciółki, która obserwowała czyny bruneta. — Co się dzieje..? — spytała niepewnie.
— Nic.. nic poważnego — odpowiedział i usiadł niedaleko kobiety.
— Wpadają do mieszkania jacyś obcy ludzie, rozpoczynają kłótnie, po czym Ty lądujesz z rozerwanym torsem na ziemi — wyrzuciła zaniepokojona, a zarazem zirytowana — Do tego Twoje rany znikają, budzisz się i pierwsze co robisz, to sięgasz po alkohol — kontynuowała — I to nazywasz nic poważnego?
— Dobrze wiesz, że nie jestem człowiekiem — mruknął zerkając na blondynkę — Poltergeisty to jest nic w porównaniu do mojej przemiany, której nie kontroluje i mało brakowało, aby by do tego doszło — uniósł znacznie ton — Wtedy połowa miasta mogłaby tonąć w ofiarach, kurwa — jęknął zdenerwowany i wstał, nerwowo chwytając swoje włosy.
W tym momencie coś w nim pękło. Coś, co oddzielało załamie psychiczne od codziennego życia, coś, co zawsze chciał trzymać w ukryciu. Oparł się o ścianę i osunął się na podłogę, chowając przy tym twarz w dłonie, które zaraz zjechały na włosy, a jego słabe spojrzenie skryło się pod ciemnymi powiekami. Chciał zostać sam, a jednocześnie, żeby ktoś przy nim był. Toczył walkę sam ze sobą, choć na zewnątrz wyglądał na całkowicie załamanego, co jeszcze bardziej go irytowało. Nie chciał unieść tonu na Manon, lecz wtedy stracił kontrolę nad sobą, za co teraz wini siebie jeszcze bardziej. Wtem poczuł delikatny dotyk na swoim kolanie, a gdy podniósł wzrok, ujrzał swoją przyjaciółkę, która niepewnie się uśmiechnęła.
— Nie powinnam zadawać tylu pytań — mruknęła i pomogła wstać mężczyźnie.
— Nie, Manon, ja... ja siebie już nie kontroluję — wyjaśnił powstrzymując się od nerwowego płaczu.
— Nic nie mów — odparła kobieta i objęła mocno bruneta, który zaraz odwzajemnił gest.
Upuścił nerwowo powietrze z płuc i wtulił się w kobietę, której zapach uspokoił rozgrzanego Connora. Jego oddech wrócił do normy, tak samo jak tętno oraz głupie myśli, które w nerwowych sytuacjach nie odpuszczają ciemnowłosemu.
— Dziękuję Manon — szepnął Con i zluzował uścisk.
Gdy przyjaciele byli bardziej spokojni, a mieszkanie posprzątane po odwiedzinach niezapowiedzianych gościu, siedli na kanapę z chłodnymi napojami w dłoni.
— Ci ludzie, którzy weszli do mieszkania — zaczął spokojnie brunet — Nazywa się ich Umarłymi, którzy żywią się silnymi zdolnościami nadludzi.. Gdy raz odda się im swoją moc, ci będą żądać więcej — wyjaśnił i upił łuk napoju — Tobie nic nie zrobią, lecz ja.. ja muszę uważać — dodał zerkając na blondynkę.
— Ale.. pewnie da się ich jakoś powstrzymać — odparła.
— Tego nie wiem — westchnął — Tylko się tym nie przejmuj. Właśnie.. ktoś do Ciebie dzwonił — zmienił zaraz temat — Chyba siostra się za Tobą stęskniła — dodał z lekkim uniesieniem kącika ust.
Manon?
12.07.2019
Od Connora CD Manon
Para przyjaciół dość szybko poczuła zmęczenie, głównie przez wygłupy oraz alkohol, który spożyli w dość sporej ilości. To jednak im nie przeszkadzało, gdyż zachowywali się, jakby znali się już wcześniej, choć tak naprawdę miłą dobry tydzień. Razem położyli się do jednego łóżka i tak też zasnęli.
Poranek, o ile godzinę dwunastą można tak nazwać, nie należał do najłatwiejszych. Connor wybudził się trochę wcześniej i leżał ze wzrokiem wbitym w sufit, natomiast Manon rzuciła na swoją twarz poduszkę i tak też leżała, przez co mężczyzna nie był pewny, czy ta ma dostęp do powietrza. Postanowił to sprawdzić, lecz gdy chciał ściągnąć poduszkę ze swojej towarzyszki, ta jeszcze bardziej ją objęła i wydała z siebie ciche jęknięcie. Znaczyło to, że już nie śpi, więc można byłoby w sumie opuścić już miękkie łoże. Wtem przypomniał sobie, że jasnowłosa ma niezłe łaskotki i można byłoby to wykorzystać do jej pobudzenia, co zaraz uczynił. Podniósł się do siadu i kleknął nad kobietą, blokując przy tym jej nogi, aby ta nie wierzgała. Jego dłonie od razu spoczęły na ciele przyjaciółki, przez co jasnowłosa wydała z siebie śmiech połączony z głośnym jęknięciem. To jednak nie trwało długo, gdyż noga bruneta zsunęła się z łóżka, a jasnowłosa czująca luz, pchnęła go jeszcze bardziej, przez co oby dwoje wylądowali na podłodze. Wyszło to tak, że Manon leżała na Connorze, lecz im to chyba nie bardzo przeszkadzało.
— Wygodna podłoga? — mruknęła z cichym śmiechem blondynka.
— Mhm. Bardzo — jęknął brunet głęboko wzdychając.
Po chwili oby dwoje wstali z jakże wygodnej podłogi i przystąpili do ogarnięcia sypialni, co o dziwo nie skończyło się kolejnymi wygłupami. Przyjaciółka chwyciła za swoje ubrania oraz przygotowany dla niej ręcznik, po czym zajęła łazienkę w celu odświeżenia się. W międzyczasie mężczyzna sprzątnął salon z kuchnią, gdyż tam walało się jeszcze kilka butelek oraz zerknął do lodówki, w celu znalezieniu czegoś na śniadanie. Było kilka opcji, lecz w tym czasie zwolniła się łazienka, z której wyszła Manon, w wilgotnych włosach oraz bez kropli makijażu. Przez to mężczyzna nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, który sam cisnął się na jego twarz. Przyjaciółka krótko się zaśmiała i przeszła do kuchni, gdzie przyszedł nawet Loki.
— Będziesz coś jadła? — spytał brunet.
— Na razie nie — odpowiedziała biorąc na dłonie puchatego zwierzaka.
Mężczyzna zabrał swoje ubrania z szafy i poszedł do łazienki, w której wziął dokładny prysznic i ubrał świeże ciuchy, a pozostałe wrzucił do pralki, przy okazji ją nastawiając. Gdy wyszedł, jasnowłosa nadal bawiła się ze zwierzakiem, który chętnie przyjmował od niej świeże winogrona. Widać było, że sprawiało jej to radość, której brunet nie chciał przerywać, lecz wystarczyło, że Loki ujrzał swojego pana, przez co zaraz wskoczył na jego nogę i wdrapał się na ramię.
Mężczyzna zabrał swoje ubrania z szafy i poszedł do łazienki, w której wziął dokładny prysznic i ubrał świeże ciuchy, a pozostałe wrzucił do pralki, przy okazji ją nastawiając. Gdy wyszedł, jasnowłosa nadal bawiła się ze zwierzakiem, który chętnie przyjmował od niej świeże winogrona. Widać było, że sprawiało jej to radość, której brunet nie chciał przerywać, lecz wystarczyło, że Loki ujrzał swojego pana, przez co zaraz wskoczył na jego nogę i wdrapał się na ramię.
— Mały żarłok z niego — zaśmiała się jasnowłosa.
— On to by wszystko zjadł — rzucił zaraz Con.
Wtem ktoś zapukał do drzwi, przez co oby dwoje spojrzeli po sobie i lekko wzdrygnęli ramionami. Mężczyzna wpuścił futrzaka do kuchni oraz przymknął jej drzwi, po czym podszedł do głównych drzwi i delikatnie je uchylił, lecz widząc zamaskowanych ludzi, chciał je szybko zamknąć. To jednak się nie udało i obcy z hukiem weszli do środka, odpychając przy tym bruneta.
— Czego znów chcecie? — rzucił Connor stojąc przy progu sypialni.
— Dobrze wiesz, czego i albo nam to dasz albo znów będziesz cierpieć — odpowiedział zachrypniętym głosem mężczyzna.
Była ich trójka, lecz to wystarczyło, aby poczuć od nich trupi chłód. Ich twarze były zakryte, a ciało kryło się pod czarnym pancerzem, lecz faktu, że byli umarłymi, nie dało się w żaden sposób ukryć.
— Niczego wam już nie dam — powiedział po chwili brunet — I wypad z mojego domu.
— Jak chcesz...
Umarły chwycił jaszczura za szyję i uniósł na swoją wysokości, po czym trzema ciosami obił jego brzuch, a gdy czuł, że brunetowi nie robi to większej różnicy, drasnął jego tors swoimi pazurami. Mężczyzna wydał zduszony jęk, lecz nie była to oznaka słabości, a znacznej złości. Zaczął się bronić odpychając umarłego nogami, a gdy chciał wykonać kolejny cios, odezwał się poltergeist, który ogłuszył jednego z dwóch umarłych. Drugi truposz ponownie dobrał się do ciemnowłosego i cisnął nim o ścianę, po czym wrzucił do sypialni, rozwalając przy tym drzwi.
— Idziemy.. — syknął umarły do drugiego kolegi i po zabraniu nieprzytomnego trupa, weszli w swój portal.
Brunet leżał obolały na podłodze, a panująca cisza w mieszkaniu, została przerwana przez przesuwne drzwi kuchni. Manon musiała opuścić bezpieczne miejsce, zamknęła główne drzwi od domu i weszła do sypialni, lecz nie wiadomo, co było dalej, gdyż brunet zaraz stracił przytomność.
Manon.
11.07.2019
Od Connora - Event
Gdy Connor podjechał pod budynek akademii, w celu spotkania w sprawie akcji, zauważył kilka wozów Sopportare oraz znacznie więcej pojazdów cywilnych, niż zwykle. Brunet zsiadł ze swojego motocykla, przypiął kask do jego kierownicy i zabezpieczył jednoślad, po czym skierował się na salę. W jej środku było niewielkie zbiorowisko uczniów jak i ludzi z zewnątrz, co znaczy, że szykuje się naprawdę dziwna rozmowa, jak i cała ta "misja". Mężczyzna zajął miejsce siedzące obok, dobrze mu znanej, blodnwłosej przyjaciółki Manon, która przywitała go lekkim uśmiechem. Nie zdążyli nawet zamienić słowa, gdyż zaraz dyrektor zaczął swoją przemowę.
Dyrektor z trudem wszystko im wyjaśnił, po czym puścił mównicę i zniknął z pola widzenia. Wtem każdy opuścił salę, a pod akademią zebrały się wszystkie grupy. Connor wraz z Manon dołączyli do swojej i każdy się przedstawił oraz powiedział swoją zdolność, choć sam brunet musiał wyjaśnić łacińską nazwę i krótko stwierdził, że jest typem jaszczurki.
Po omówieniu planu ze swoją grupą, nie chciał dłużej stać pod akademią i jak najszybciej udał się do domu. Niby nic nie może ruszyć ciemnej duszy bruneta, lecz tym razem, informację dyrektora z lekka go przytłoczyły. Nie wiedział dokładnie, co się będzie dziać, czy to przeżyją i czy na pewno wszystko im się uda. Mężczyzna nadal nie panował nad swoją przemianą, a do tego ten ból, który zniechęca go do uczynienia tego. Musiał jednak szybko decydować i choć raz spróbować przemiany, lecz na decyzję nie trzeba było długo czekać. Wrócił do swojej maszyny i pędem ruszył do lasu, gdzie doszło po kilku próbach, doszło do przemiany w Lacertilia. Connor w duszy płakał z bólu, lecz nie mógł tego okazać w żaden sposób. Głośno westchnął i spojrzał na otaczający go świat. Ostry zapach lasu od razu wdarł się do jego wrażliwego nosa, wzrok zdołał zauważyć przemieszczającego się zająca, a słuch wychwycił przechodzącą kilkadziesiąt metrów dalej sarnę. Samo stawianie kroków było dla niego trudne, gdyż nie był do tego przyzwyczajony. Szybko jednak załapał, przez co zaraz mógł przebiec przez zalesiony teren i choć raz poczuć wolność. Do domu wróciłem kilka godzin później, lecz nim to uczynił, musiał wrócić do ludzkiej postaci. Ta czynność bolała tak bardzo, że łzy same cisnęły mu się do oczu, lecz nie mógł w takiej skórze wrócić do mieszkania. Ważne jednak jest to, że mężczyzna potrafi się przemienić oraz wrócić do postaci człowieka, a ból, którzy temu towarzyszy, można wytrzymać.
Dyrektor z trudem wszystko im wyjaśnił, po czym puścił mównicę i zniknął z pola widzenia. Wtem każdy opuścił salę, a pod akademią zebrały się wszystkie grupy. Connor wraz z Manon dołączyli do swojej i każdy się przedstawił oraz powiedział swoją zdolność, choć sam brunet musiał wyjaśnić łacińską nazwę i krótko stwierdził, że jest typem jaszczurki.
Po omówieniu planu ze swoją grupą, nie chciał dłużej stać pod akademią i jak najszybciej udał się do domu. Niby nic nie może ruszyć ciemnej duszy bruneta, lecz tym razem, informację dyrektora z lekka go przytłoczyły. Nie wiedział dokładnie, co się będzie dziać, czy to przeżyją i czy na pewno wszystko im się uda. Mężczyzna nadal nie panował nad swoją przemianą, a do tego ten ból, który zniechęca go do uczynienia tego. Musiał jednak szybko decydować i choć raz spróbować przemiany, lecz na decyzję nie trzeba było długo czekać. Wrócił do swojej maszyny i pędem ruszył do lasu, gdzie doszło po kilku próbach, doszło do przemiany w Lacertilia. Connor w duszy płakał z bólu, lecz nie mógł tego okazać w żaden sposób. Głośno westchnął i spojrzał na otaczający go świat. Ostry zapach lasu od razu wdarł się do jego wrażliwego nosa, wzrok zdołał zauważyć przemieszczającego się zająca, a słuch wychwycił przechodzącą kilkadziesiąt metrów dalej sarnę. Samo stawianie kroków było dla niego trudne, gdyż nie był do tego przyzwyczajony. Szybko jednak załapał, przez co zaraz mógł przebiec przez zalesiony teren i choć raz poczuć wolność. Do domu wróciłem kilka godzin później, lecz nim to uczynił, musiał wrócić do ludzkiej postaci. Ta czynność bolała tak bardzo, że łzy same cisnęły mu się do oczu, lecz nie mógł w takiej skórze wrócić do mieszkania. Ważne jednak jest to, że mężczyzna potrafi się przemienić oraz wrócić do postaci człowieka, a ból, którzy temu towarzyszy, można wytrzymać.
4.07.2019
Od Connora CD Manon
Z dnia na dzień, znajomość Connora z Manon coraz bardziej się pogłębiała, przez co brunet śmiał zaprosić ją do siebie na noc filmową. Rzadko kiedy zapraszał kogokolwiek do siebie, lecz to z blondynką dogadywał się najlepiej i to ją darzył lekkim zaufaniem. Z drugiej strony bał się, że skrzywdzą ją poltery. W końcu Man jest.. człowiekiem i nie obroni się tak łatwo przed duchami, których nie widać i nie da się zranić. Pomimo tego postanowił zaryzykować, a gdy jasnowłosa się zgodziła na przyjście, ten ucieszył się w duszy.
Będąc już w mieszkaniu bruneta, ten przygotował standardową przekąskę w postaci popcornu, a z lodówki wyjął dobrze schłodzone piwo. Oby dwoje zasiedli na wcześniej rozłożonej kanapie i przystąpili do oglądania filmu kryminalnego, który ponoć mocno mrozi krew w żyłach. W połowie seansu ich dwójka zaczęła komentować poczynania aktorów twierdząc, że Ci zrobiliby to lepiej. Film zakończył się jego ocenianiem, po czym młodzi zaczęli rozmyślać nad horrorem lub komedią, choć żaden z nich nie brzmiał zachęcająco. Gdy Connor wstał do lodówki po kolejny trunek, do salonu wbiegł Loki i widząc swojego pana w kuchni, ten wdrapał się na jego plecy rozglądał się po pomieszczeniu.
— A któż to się zjawił? — powiedziała Man wstając z kanapy — Uroczy jest — dodała zbliżając się do bruneta.
— Nazywa się Loki — wyjaśnił.
Gdy jasnowłosa stała obok towarzysza, mały zwierzak wskoczył na ręce dziewczyny, przez co ta miała zajęcie na dość długi okres czasu. W międzyczasie chłopak zamówił pizze z pizzerii obok jego miejsca zamieszkania, przez co posiłek zjawił się bardzo szybko. Mały Loki postanowił zając się swoim "śniadaniem", gdy ich dwójka wróciła na kanapę z ciepłym jedzeniem oraz chłodnym napojem procentowym. Za oknem powoli robiło się szaro, co wskazywało na nadejście wieczoru, choć młodzi nie zauważyli, kiedy to nadeszło. Byli pochłonięci przez filmy, które leciały w telewizji i o dziwo te bardzo je zainteresowały. Loki zadowolony biegał po linach zawieszony przy suficie, co było jego standardową zabawą, a od czasu do czasu chował się we włosach Manon, której na szczęście to nie przeszkadzało. W tym czasie za oknem zrobiła się totalna ciemnia, a zegar wskazywał godzinę ósmą wieczór, lecz to nie przeszkadzało młodym w rozmawianiu i opowiadaniu sobie dziwny akcji z życia wziętych, choć w telewizji leciał kolejny film, Ci jednak byli bardziej zainteresowani rozmową między sobą. Nadszedł jednak moment, gdzie swoje spojrzenia skupili na ekranie telewizora, gdyż działa się tam dość napięta akcja. Chłopak będąc w mocnym skupieniu, został nagle dźgnięty w żebra prze dziewczynę, a ta widząc jego słaby punkt, kontynuowała swoją czynność w postaci łaskotek. Ten nigdy nie był pewny, czy aby na pewno je posiada, lecz w chwili obecnej się o tym przekonał, przez co na twarzy bruneta zawitał.. uśmiech. Jednak on nie postanowił się poddać i szybko przejął "dowodzenie" w "zabawie", przez co blondynka przez śmiech i płacz błagała, aby ten przestał. To rozbawiło młodych do łez, znaczy, Conn nie potrafił uronić nawet łzy, lecz plus jest taki, że po tylu latach się uśmiechnął.
— Jesteś okrutna — rzucił brunet kładąc się na kanapie.
— To Ty łaskotałeś bez opamiętania! — zaprzeczyła kobieta leżąca na brzuchu obok niego.
— Mhhmmmm — mruknął zerkając na rozbawioną Man — Zawsze mogę to powtórzyć — dodał zrywając się do góry, lecz gdy ten chciał chwycić dziewczynę, ta szybko zbiegła z kanapy.
Jak można się domyślić, Conn pobiegł za nią, lecz gonitwa zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła, gdyż dziewczyna uderzył się małym palcem o futrynę drzwi od sypialni, przez co ta wylądowała na łóżku i trzymała się za stopę. Lecz Connor nie był gorszy i zahaczył barkiem o tą samą futrynę, przez co oby dwój wybuchli śmiechem. Jednak ich zabawę przerwało pukanie do drzwi mieszkania, a Con jako pan domu, musiał w moment wytrzeźwieć i zająć się sprawą. Wstał z łóżka i przeszedł na korytarz, a gdy zerknął przez judasza, na zewnątrz stało dwóch funkcjonariuszy policji, w tym jeden agent Sopportare. Brunet odruchowo poprawił włosy i otworzył drzwi mundurowym. Ci od razu przedstawili się i za zgodą przekroczyli próg mieszkania.
— Coś się stało? — spytał chłopak.
— Doszła do nas informacja o bójce w Pana mieszkaniu — wyjaśnił policjant.
— Nie doszło tutaj do żadnej bójki — odpowiedział spokojnie brunet — Małe wygłupy. Koleżanka uderzył się w mały palec o futrynę, ja zahaczyłem barkiem.. Nic złego się nie dzieje — wyjaśnił lekko wzdychając.
— No tak, piątek to młodzież się bawi — mruknął żołnierz Sopp.
— Ważnie, że nie rozrabiamy na mieście. Kulturalne spotkanie po dłuższym czasie, nic strasznego — powiedział.
— No dobrze, w takim razie nie przeszkadzamy — stwierdził policjant i zaraz oby dwoje opuścili mieszkanie.
Gdy brunet zamknął drzwi za mundurowymi, wrócił do sypialni, w której nadal siedziała Manon i gdy tylko po sobie spojrzeli, lekko się zaśmiali.
— Stwierdzili, że Cię bije — rzucił Con kładąc się na łóżko — Albo prędzej Ty bijesz mnie...— mruknął zerkając na dziewczynę, która spiorunowała go rozbawionym spojrzeniem.
Jak widać, alkohol na ich dwójkę działa pozytywnie, gdyż oby dwoje mogą choć trochę się rozerwać.
Manon.
Będąc już w mieszkaniu bruneta, ten przygotował standardową przekąskę w postaci popcornu, a z lodówki wyjął dobrze schłodzone piwo. Oby dwoje zasiedli na wcześniej rozłożonej kanapie i przystąpili do oglądania filmu kryminalnego, który ponoć mocno mrozi krew w żyłach. W połowie seansu ich dwójka zaczęła komentować poczynania aktorów twierdząc, że Ci zrobiliby to lepiej. Film zakończył się jego ocenianiem, po czym młodzi zaczęli rozmyślać nad horrorem lub komedią, choć żaden z nich nie brzmiał zachęcająco. Gdy Connor wstał do lodówki po kolejny trunek, do salonu wbiegł Loki i widząc swojego pana w kuchni, ten wdrapał się na jego plecy rozglądał się po pomieszczeniu.
— A któż to się zjawił? — powiedziała Man wstając z kanapy — Uroczy jest — dodała zbliżając się do bruneta.
— Nazywa się Loki — wyjaśnił.
Gdy jasnowłosa stała obok towarzysza, mały zwierzak wskoczył na ręce dziewczyny, przez co ta miała zajęcie na dość długi okres czasu. W międzyczasie chłopak zamówił pizze z pizzerii obok jego miejsca zamieszkania, przez co posiłek zjawił się bardzo szybko. Mały Loki postanowił zając się swoim "śniadaniem", gdy ich dwójka wróciła na kanapę z ciepłym jedzeniem oraz chłodnym napojem procentowym. Za oknem powoli robiło się szaro, co wskazywało na nadejście wieczoru, choć młodzi nie zauważyli, kiedy to nadeszło. Byli pochłonięci przez filmy, które leciały w telewizji i o dziwo te bardzo je zainteresowały. Loki zadowolony biegał po linach zawieszony przy suficie, co było jego standardową zabawą, a od czasu do czasu chował się we włosach Manon, której na szczęście to nie przeszkadzało. W tym czasie za oknem zrobiła się totalna ciemnia, a zegar wskazywał godzinę ósmą wieczór, lecz to nie przeszkadzało młodym w rozmawianiu i opowiadaniu sobie dziwny akcji z życia wziętych, choć w telewizji leciał kolejny film, Ci jednak byli bardziej zainteresowani rozmową między sobą. Nadszedł jednak moment, gdzie swoje spojrzenia skupili na ekranie telewizora, gdyż działa się tam dość napięta akcja. Chłopak będąc w mocnym skupieniu, został nagle dźgnięty w żebra prze dziewczynę, a ta widząc jego słaby punkt, kontynuowała swoją czynność w postaci łaskotek. Ten nigdy nie był pewny, czy aby na pewno je posiada, lecz w chwili obecnej się o tym przekonał, przez co na twarzy bruneta zawitał.. uśmiech. Jednak on nie postanowił się poddać i szybko przejął "dowodzenie" w "zabawie", przez co blondynka przez śmiech i płacz błagała, aby ten przestał. To rozbawiło młodych do łez, znaczy, Conn nie potrafił uronić nawet łzy, lecz plus jest taki, że po tylu latach się uśmiechnął.
— Jesteś okrutna — rzucił brunet kładąc się na kanapie.
— To Ty łaskotałeś bez opamiętania! — zaprzeczyła kobieta leżąca na brzuchu obok niego.
— Mhhmmmm — mruknął zerkając na rozbawioną Man — Zawsze mogę to powtórzyć — dodał zrywając się do góry, lecz gdy ten chciał chwycić dziewczynę, ta szybko zbiegła z kanapy.
Jak można się domyślić, Conn pobiegł za nią, lecz gonitwa zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła, gdyż dziewczyna uderzył się małym palcem o futrynę drzwi od sypialni, przez co ta wylądowała na łóżku i trzymała się za stopę. Lecz Connor nie był gorszy i zahaczył barkiem o tą samą futrynę, przez co oby dwój wybuchli śmiechem. Jednak ich zabawę przerwało pukanie do drzwi mieszkania, a Con jako pan domu, musiał w moment wytrzeźwieć i zająć się sprawą. Wstał z łóżka i przeszedł na korytarz, a gdy zerknął przez judasza, na zewnątrz stało dwóch funkcjonariuszy policji, w tym jeden agent Sopportare. Brunet odruchowo poprawił włosy i otworzył drzwi mundurowym. Ci od razu przedstawili się i za zgodą przekroczyli próg mieszkania.
— Coś się stało? — spytał chłopak.
— Doszła do nas informacja o bójce w Pana mieszkaniu — wyjaśnił policjant.
— Nie doszło tutaj do żadnej bójki — odpowiedział spokojnie brunet — Małe wygłupy. Koleżanka uderzył się w mały palec o futrynę, ja zahaczyłem barkiem.. Nic złego się nie dzieje — wyjaśnił lekko wzdychając.
— No tak, piątek to młodzież się bawi — mruknął żołnierz Sopp.
— Ważnie, że nie rozrabiamy na mieście. Kulturalne spotkanie po dłuższym czasie, nic strasznego — powiedział.
— No dobrze, w takim razie nie przeszkadzamy — stwierdził policjant i zaraz oby dwoje opuścili mieszkanie.
Gdy brunet zamknął drzwi za mundurowymi, wrócił do sypialni, w której nadal siedziała Manon i gdy tylko po sobie spojrzeli, lekko się zaśmiali.
— Stwierdzili, że Cię bije — rzucił Con kładąc się na łóżko — Albo prędzej Ty bijesz mnie...— mruknął zerkając na dziewczynę, która spiorunowała go rozbawionym spojrzeniem.
Jak widać, alkohol na ich dwójkę działa pozytywnie, gdyż oby dwoje mogą choć trochę się rozerwać.
Manon.
30.06.2019
Od Connora CD Manon
Po wejściu do mieszkania kobiety, rozglądnąłem się po otoczeniu i zatrzymałem swoje spojrzenie na obrazach, których autorem musiała być Manon. Rozpoznałem to po charakterystycznych pociągnięciach, które zauważyłem na wcześniejszym obrazie morza. W pewnym momencie wyczułem zapach kota, który zaraz pojawił się obok mnie. Otarł się o moje biodro, a ja lekko go pogłaskałem, przez co ten najeżył się i poszedł w swoim kierunku. Uśmiechnąłem się w duszy i zerknąłem na blondynkę, która akurat podała dwie kawy na niewielki stolik. Usiadłem obok niej i chwyciłem za napój, którego upiłem niewielki łyk i cicho odetchnąłem. W międzyczasie wysłuchałem kobiety, która wspomniała o swoich rodzicach, a raczej braku ich obecności. Widziałem, że unikała tego tematu i nawet ciężko było jej o tym mówić, a nawet jej niespokojne tętno mnie o tym poinformowało.
— Rozumiem — powiedziałem spokojnie i objąłem swój kubek z kawą obiema dłońmi. Jasnowłosa wtem zerknęła na mnie dość pytającym wzrokiem — Sam nie posiadam rodziców. Ani nawet rodziny — wyjaśniłem upijający kolejny łyk napoju — Nawet opiekunowie zerwali ze mną kontakt, gdy się dowiedzieli kim.. czym jestem — dodałem lekko wzdychając.
— Płyniemy na tej samej łodzi — rzekła Manon i posłała lekki uśmiech, który rozproszył wszelkie złe myśli. Nigdy wcześniej tak się nie działo..
— Ważne, żeby nie zboczyć z kursu — dodałem myśl spokojniejszym tonem — Wróćmy jednak do zadania od Pana Grahama. Jak dobrze pamiętam, nie należy ono do najłatwiejszych.
— Tak, właśnie...
Przystąpiliśmy do wcześniej wspomnianej czynności, która zajęła nam więcej czasu, niż przypuszczaliśmy. Setki użytych kartek i wypisany jeden długopis, a wokół nas fale zgniecionego papieru i porozwalane książki wraz z zeszytami. W międzyczasie zdążyła przyjść siostra kobiety, która po obiedzie zamknęła się w swoim pokoju i pewnie zajęła się swoimi rzeczami. Przyznam, że nie czułem się bezpiecznie w jej otoczeniu, a głównie przez to, że ponoć pobiła się z nadludziem. Domyśliłem się co było tego powodem, przez co mój umysł wytworzył wrednego poltergeista, który w pewnym momencie wysadził wszystkie bezpieczniki w mieszkaniu. Przekląłem w duszy i zerknąłem w kierunku ducha, który zaraz się rozpłynął.
— To nie jest śmieszne — mruknęła dziewczyna, która wyszła z pokoju z latarką w dłoni.
— Zaraz to naprawię, Suzz — westchnęła jasnowłosa i oby dwoje wstawiliśmy od wszelkich notatek.
— Mogę Ci z tym pomóc — powiedziałem widząc Manon, która nie pewnie zerknęła na skrzynkę z bezpiecznikami.
Jasnowłosa bez słowa ustąpiła mi miejsca i przyjrzałem się usterce. Koniecznie trzeba było pozbyć się włączników, pod którymi kryły się "korki", a gdy i je ujrzałem, wyjąłem przepalony bezpiecznik. W międzyczasie Manon znalazła nowy, który zamontowałem w miejsce uszkodzonego i złożyłem wszystko do siebie. Włącznikami uruchomiłem prąd w mieszkaniu, przez co na twarzy dziewczyn pojawił się lekki uśmiech.
— Dzięki — powiedziała jasnowłosa — Myślę, że można wrócić do referatu.. — dodała.
— Mam nadzieję, że to się nie powtórzy — westchnęła Suzz, która wróciła do swojego pokoju.
Spojrzeliśmy po sobie i bezradnie wzruszyliśmy ramionami, po czym przeszliśmy do salonu, aby dokończyć nasze zadanie. Jak się okazało, korki strzeliły przed samym końcem, przez co zaraz mogliśmy posprzątać wszelkie papiery i złożyć wszystko w całość.
— Chyba nam się udało to skończyć — rzekła Man patrząc na referat.
— Też tak myślę — przyznałem upijając łyk napoju, który w międzyczasie został zalany, gdyż kawa dość dawno się skończyła. — Pozwól, że już pójdę. Za godzinę zamykają mi sklep i wiesz..
— Jasne, nie ma problemu — uśmiechnęła się i oby dwoje wstaliśmy z kanapy.
Ubrałem swoje ciuchy i zarzuciłem plecak na siebie, po czym zerknąłem na Manon, która wyczekiwała na moją gotowość.
— Jeszcze raz dzięki za te bezpieczniki — powiedziała podchodząc bliżej mnie.
— Nie ma za co — uśmiechnąłem się w duchu — To do jutra — dodałem pogodnie.
Na pożegnanie zostałem przyjaźnie uściśnięty przez kobietę i oczywiście odwzajemniłem gest, co często się nie zdarza. Krótko westchnąłem przyjmując przy tym do swej pamięci zapach Manon, który przyznam, że był nawet przyjemny. Długo jednak nasz uścisk nie trwał, gdyż było to tylko pożegnanie znajomych z klasy. Po tym opuściłem mieszkanie i tą samą windą zjechałem na dół wieżowca, z którego zaraz wyszedłem i wsiadłem na swój motocykl. Widząc pustą prostą pod budynkiem mieszkalnym, dokręciłem trochę gazu, przez co ryk silnika odbił się od wysokich budynków. Ten dźwięk cieszył mnie, jak nowe zabawki dla dziecka, lecz nie było to ani trochę widoczne. Czy ja kiedykolwiek przebije się przez tą barierę smutku i samotności? Mam taką nadzieję.
Zajechałem do apteki, w której miałem być znacznie wcześniej, lecz na szczęście sprzedawczyni posiadała zamówione dla mnie tabletki na depresję. Zapłaciłem zgodnie z umówioną kwotą i opuściłem pomieszczenie wracając do swojej maszyny. Musiałem też wstąpić do zielarskiego, gdzie kupiłem kilka gramów marihuany, a po drodze do domu kupiłem butelkę dobrego whiskey, gdyż w domu oba towary się skończyły. Gdy tylko minąłem próg swojego mieszkania, a drzwi się za mną zamknęły, jeden z polterów rzucił mną o ścianę z taką siłą, że z nosa zaczęła sączyć się krew.
— Pojebane poltery — mruknąłem podnosząc się z podłogi, gdyż moja obecna słabość może rozjuszyć duchy, przez co to nie przestaną mnie dręczyć.
Na szczęście wszystko uspokoiło się tak szybko, jak się zaczęło, przez co mogłem zająć się sobą. Zjadłem lekki posiłek, umysłem się i przebrałem w luźniejsze ubrania, a w międzyczasie popijałem whiskey ze szklanki, a gdy te stało się za mocne, walnąłem się na kanapę i odpaliłem wcześniej skręconego jointa, który dogłębnie mnie wyluzował.
Podczas przeglądania portalu społecznościowego, zauważyłem profil Manon, a że w sumie dobrze mi się z nią rozmawia, zaprosiłem ją i wysłałem do niej wiadomość:
—> Jak tam bezpieczniki? :)
Nie miałem głowy do tworzenia logicznej wiadomości, więc palnąłem pierwsze lepsze. Pewnie dzięki temu uzna mnie za naprawdę rąbniętego gościa.
Manon? c:
— Rozumiem — powiedziałem spokojnie i objąłem swój kubek z kawą obiema dłońmi. Jasnowłosa wtem zerknęła na mnie dość pytającym wzrokiem — Sam nie posiadam rodziców. Ani nawet rodziny — wyjaśniłem upijający kolejny łyk napoju — Nawet opiekunowie zerwali ze mną kontakt, gdy się dowiedzieli kim.. czym jestem — dodałem lekko wzdychając.
— Płyniemy na tej samej łodzi — rzekła Manon i posłała lekki uśmiech, który rozproszył wszelkie złe myśli. Nigdy wcześniej tak się nie działo..
— Ważne, żeby nie zboczyć z kursu — dodałem myśl spokojniejszym tonem — Wróćmy jednak do zadania od Pana Grahama. Jak dobrze pamiętam, nie należy ono do najłatwiejszych.
— Tak, właśnie...
Przystąpiliśmy do wcześniej wspomnianej czynności, która zajęła nam więcej czasu, niż przypuszczaliśmy. Setki użytych kartek i wypisany jeden długopis, a wokół nas fale zgniecionego papieru i porozwalane książki wraz z zeszytami. W międzyczasie zdążyła przyjść siostra kobiety, która po obiedzie zamknęła się w swoim pokoju i pewnie zajęła się swoimi rzeczami. Przyznam, że nie czułem się bezpiecznie w jej otoczeniu, a głównie przez to, że ponoć pobiła się z nadludziem. Domyśliłem się co było tego powodem, przez co mój umysł wytworzył wrednego poltergeista, który w pewnym momencie wysadził wszystkie bezpieczniki w mieszkaniu. Przekląłem w duszy i zerknąłem w kierunku ducha, który zaraz się rozpłynął.
— To nie jest śmieszne — mruknęła dziewczyna, która wyszła z pokoju z latarką w dłoni.
— Zaraz to naprawię, Suzz — westchnęła jasnowłosa i oby dwoje wstawiliśmy od wszelkich notatek.
— Mogę Ci z tym pomóc — powiedziałem widząc Manon, która nie pewnie zerknęła na skrzynkę z bezpiecznikami.
Jasnowłosa bez słowa ustąpiła mi miejsca i przyjrzałem się usterce. Koniecznie trzeba było pozbyć się włączników, pod którymi kryły się "korki", a gdy i je ujrzałem, wyjąłem przepalony bezpiecznik. W międzyczasie Manon znalazła nowy, który zamontowałem w miejsce uszkodzonego i złożyłem wszystko do siebie. Włącznikami uruchomiłem prąd w mieszkaniu, przez co na twarzy dziewczyn pojawił się lekki uśmiech.
— Dzięki — powiedziała jasnowłosa — Myślę, że można wrócić do referatu.. — dodała.
— Mam nadzieję, że to się nie powtórzy — westchnęła Suzz, która wróciła do swojego pokoju.
Spojrzeliśmy po sobie i bezradnie wzruszyliśmy ramionami, po czym przeszliśmy do salonu, aby dokończyć nasze zadanie. Jak się okazało, korki strzeliły przed samym końcem, przez co zaraz mogliśmy posprzątać wszelkie papiery i złożyć wszystko w całość.
— Chyba nam się udało to skończyć — rzekła Man patrząc na referat.
— Też tak myślę — przyznałem upijając łyk napoju, który w międzyczasie został zalany, gdyż kawa dość dawno się skończyła. — Pozwól, że już pójdę. Za godzinę zamykają mi sklep i wiesz..
— Jasne, nie ma problemu — uśmiechnęła się i oby dwoje wstaliśmy z kanapy.
Ubrałem swoje ciuchy i zarzuciłem plecak na siebie, po czym zerknąłem na Manon, która wyczekiwała na moją gotowość.
— Jeszcze raz dzięki za te bezpieczniki — powiedziała podchodząc bliżej mnie.
— Nie ma za co — uśmiechnąłem się w duchu — To do jutra — dodałem pogodnie.
Na pożegnanie zostałem przyjaźnie uściśnięty przez kobietę i oczywiście odwzajemniłem gest, co często się nie zdarza. Krótko westchnąłem przyjmując przy tym do swej pamięci zapach Manon, który przyznam, że był nawet przyjemny. Długo jednak nasz uścisk nie trwał, gdyż było to tylko pożegnanie znajomych z klasy. Po tym opuściłem mieszkanie i tą samą windą zjechałem na dół wieżowca, z którego zaraz wyszedłem i wsiadłem na swój motocykl. Widząc pustą prostą pod budynkiem mieszkalnym, dokręciłem trochę gazu, przez co ryk silnika odbił się od wysokich budynków. Ten dźwięk cieszył mnie, jak nowe zabawki dla dziecka, lecz nie było to ani trochę widoczne. Czy ja kiedykolwiek przebije się przez tą barierę smutku i samotności? Mam taką nadzieję.
Zajechałem do apteki, w której miałem być znacznie wcześniej, lecz na szczęście sprzedawczyni posiadała zamówione dla mnie tabletki na depresję. Zapłaciłem zgodnie z umówioną kwotą i opuściłem pomieszczenie wracając do swojej maszyny. Musiałem też wstąpić do zielarskiego, gdzie kupiłem kilka gramów marihuany, a po drodze do domu kupiłem butelkę dobrego whiskey, gdyż w domu oba towary się skończyły. Gdy tylko minąłem próg swojego mieszkania, a drzwi się za mną zamknęły, jeden z polterów rzucił mną o ścianę z taką siłą, że z nosa zaczęła sączyć się krew.
— Pojebane poltery — mruknąłem podnosząc się z podłogi, gdyż moja obecna słabość może rozjuszyć duchy, przez co to nie przestaną mnie dręczyć.
Na szczęście wszystko uspokoiło się tak szybko, jak się zaczęło, przez co mogłem zająć się sobą. Zjadłem lekki posiłek, umysłem się i przebrałem w luźniejsze ubrania, a w międzyczasie popijałem whiskey ze szklanki, a gdy te stało się za mocne, walnąłem się na kanapę i odpaliłem wcześniej skręconego jointa, który dogłębnie mnie wyluzował.
Podczas przeglądania portalu społecznościowego, zauważyłem profil Manon, a że w sumie dobrze mi się z nią rozmawia, zaprosiłem ją i wysłałem do niej wiadomość:
—> Jak tam bezpieczniki? :)
Nie miałem głowy do tworzenia logicznej wiadomości, więc palnąłem pierwsze lepsze. Pewnie dzięki temu uzna mnie za naprawdę rąbniętego gościa.
Manon? c:
29.06.2019
Od Connora CD Manon
Gdy jasnowłosa w pilnej sprawie opuściła placówkę, ja skierowałem się do otwartej już klasy, gdzie zająłem miejsce w ostatniej ławce, z resztą jak zwykle. Przez następne dwie lekcje był totalny spokój, ze względu na fakt, że Arthur był obecnie u dyrektora i chyba nie zamierzał go za szybko wypuścić. W sumie mało mnie to interesuje. Prędzej czy później chłopakowi się oberwie przez jego głupotę. Szybko udało mi się wyrobić dobrą opinię wśród innych uczniów w "mojej" klasie, gdyż nigdy nie szukam zwad czy kłótni, lecz z drugiej strony unikam kontaktów z ludźmi, a głównie przez poltery, które mogą pojawić się znikąd i skrzywdzić kogoś bez mojej wiedzy. Wtedy oberwie się mi, a nie tym tępym duchom.
Na kolejnej lekcji zjawił się awanturnik, który nawet nie mógł spojrzeć na moją osobę. Czułem od niego strach, lecz nie oczywiście nie okaże tego przy swoich kolegach, bo to przecież wstyd. Uśmiechnąłem się w duchu i wysłuchałem polecenia nauczycielki, która zleciła nam namalowanie czegoś nadzwyczajnego, lecz nie dużego, aby zmieścić się z tym na dwóch godzinach lekcyjnych. Cisza, jaka zapanowała w klasie, pozwoliła mi się skupić na moim rysunku, lecz i to zostało przerwane przez nagłe otwarcie drzwi klasy, przez co lekko się wzdrygnąłem. Jak zwykle słuch wyostrzył się w najgorszym momencie. Zmrużyłem lekko oczy i zerknąłem na osobę, która spóźniona weszła do środka sali. Była to oczywiście Manon, która wzięła ode przykład z rana. Pomiędzy nią a Arthurem wyszła niezdrowa rozmowa, która zakończyła się moją krótka odpowiedzią, przez co chłopak wrócił do swojego zadania. Kobieta natomiast dosiadła się do mnie, a ja dla bezpieczeństwa zrobiłem jej więcej miejsca, gdyż sam od siebie czułem niemiłe napięcie. Zbyt często doszło do użycia zdolności, niestety. Pomimo skupienia się na swojej pracy, nie mogłem powstrzymać się od zerknięcia na malunek blondynki, który przedstawiał morze. Był piękny i taki.. relaksujący, przez co w duchu ponownie zawitał promyk szczęścia. Zaraz jednak Manon wstała i oddała pracę nauczycielce, która również oceniła i wspomniała o pracy na lekcji, którą obecnie musi wykonać.
Obie godziny lekcyjne z rysunku minęły z nadzwyczajnym spokojem, a sam Arthur nawet nie pisnął słowa. Dyrektor musiał mu nieźle nagadać, że chłopak stał się taki potulny. Szkoda, że tylko wobec mnie, gdyż do kobiet nie ma w ogóle szacunku. Tym razem przymknąłem na to oko i skierowałem się do szatni od sali gimnastycznej, gdyż teraz mieliśmy nic innego, jak sport. Oczywiście nie miałem zamiaru ćwiczyć z chłopakami, gdyż to mogłoby się źle skończyć, ani też z dziewczynami, co byłoby.. dziwne. Po przebraniu się w strój sportowy, zabrałem klucze od drugiej części siłowni i zająłem się odpowiednią rozgrzewką, aby zaraz przejść do treningu. W międzyczasie włączyłem muzykę z obecnego radia, natomiast worek treningowy stał się moim dzisiejszym celem.
Po kilku minutach do siłowni wszedł nauczyciel, którego zdołałem poznać już rok temu, a dokładnie starszy Crowley, który postanowił sprawdzić moje umiejętności w walce. Założył odpowiednie ochraniacze na dłonie, po czym przystąpiliśmy do testu. Tak bardzo wczułem się w kroki i ciosy, że mężczyzna swoją zdolnością musiał mnie powstrzymać i uspokoić, gdyż wystarczył teraz jeden cios, a nauczyciel wylądowałby z rozwalonym podbródkiem.
— Dobrze sobie radzisz — rzekł brunet — Ale z czasem Cię ponosi, co dla niektórych może źle się skończyć. Zbyt porywcze ciosy, lecz silnie wymierzone — wyjaśnił luzując uwiązy z moich nóg.
— Przynajmniej nie lecą same sierpy, jak rok temu — stwierdziłem, na co mężczyzna przytaknął — Popracuję nad odpowiednią techniką — dodałem zdejmując rękawice z dłoni.
— Tylko pamiętaj, żeby nie przesadzać z siłą, tym bardziej w szkole — powiedział uważnie na mnie patrząc, na co przytaknąłem.
Udałem się do szatki, skąd przeszedłem do łaźni, gdzie mogłem pozbyć się potu ze swojego ciała, a jednocześnie je ochłodzić. Jedynie czego teraz potrzebuje, to wygodnej kanapy i dobrego trunku, ale to później. Po szybkim prysznicu wytarłem się do sucha i ubrałem normalne ubranie, resztę spakowałem do plecaka, aby w domu dokładnie je wyprać. Gdy opuściłem szatnię, zauważyłem grupkę dziewczyn z mojej klasy, które z uśmiechem mi się przyglądały. Zignorowałem te młode istoty i szedłem dalej, lecz jedna z kobiet najwidoczniej miała inny plan wobec mnie.
— Widziałam, jak trenujesz — powiedziała z uśmiechem — I tak pomyślałam.. że może nauczyłbyś mnie kilku technik? Sama do końca nie potrafię, a Ty na pewno się na tym znasz. — dodała i gdybym mógł, wybuchłbym śmiechem, lecz potraktowałem to cichym prychnięciem.
— Jeśli szukasz faceta na chwilę, to źle trafiłaś — stwierdziłem i krótko na nią zerknąłem, a jej oburzona mina mogłaby rozbawić nie jednego.
— Dupek — mruknęła pod nosem i poszła w swoim kierunku.
Ze względu na szacunek do płci przeciwnej, zignorowałem jej komentarz, po czym skierowałem się do klasy, gdzie odbędzie się ostatnia lekcja z samym dyrektorem. Zajęcia z nim zawsze szybki mijały, a głównie przez fakt, że mężczyzna opowiadał bardzo interesujące rzeczy. Przynajmniej ja zamieniałem się w słuch, szkicując przy tym postacie historyczne lub istoty z mitologii opowiadanej przez dyrektora. Gdy zadzwonił ostatni na dzisiaj dzwonek, udałem się do szatni, skąd zabrałem kurtkę oraz kask i skierowałem się do wyjścia, gdzie zaczepiła mnie po drodze Manon.
— Nie pozabijałeś się z Arthurem na sporcie? — spytała zakładając kurtkę na siebie.
— Niestety nie miałem takowej okazji — odpowiedziałem zerkając na blondynkę, która lekko się zaśmiała — Wolałem spokojny trening na siłowni — dodałem.
— Coś dziewczyny opowiadały o twoim treningu.
— Wiem. Jedna mnie zaczepiła i nagle chciała nauczyć się walki. Zabawne. — mruknąłem wzdychając — Może podrzucić Cię do domu? Muszę akurat trochę po mieście pokrążyć. — zaproponowałem gdy zatrzymaliśmy się obok motocykla, na którym spoczywał drugi kask przypięty do tylnej części siedzenia.
Manon? c:
Na kolejnej lekcji zjawił się awanturnik, który nawet nie mógł spojrzeć na moją osobę. Czułem od niego strach, lecz nie oczywiście nie okaże tego przy swoich kolegach, bo to przecież wstyd. Uśmiechnąłem się w duchu i wysłuchałem polecenia nauczycielki, która zleciła nam namalowanie czegoś nadzwyczajnego, lecz nie dużego, aby zmieścić się z tym na dwóch godzinach lekcyjnych. Cisza, jaka zapanowała w klasie, pozwoliła mi się skupić na moim rysunku, lecz i to zostało przerwane przez nagłe otwarcie drzwi klasy, przez co lekko się wzdrygnąłem. Jak zwykle słuch wyostrzył się w najgorszym momencie. Zmrużyłem lekko oczy i zerknąłem na osobę, która spóźniona weszła do środka sali. Była to oczywiście Manon, która wzięła ode przykład z rana. Pomiędzy nią a Arthurem wyszła niezdrowa rozmowa, która zakończyła się moją krótka odpowiedzią, przez co chłopak wrócił do swojego zadania. Kobieta natomiast dosiadła się do mnie, a ja dla bezpieczeństwa zrobiłem jej więcej miejsca, gdyż sam od siebie czułem niemiłe napięcie. Zbyt często doszło do użycia zdolności, niestety. Pomimo skupienia się na swojej pracy, nie mogłem powstrzymać się od zerknięcia na malunek blondynki, który przedstawiał morze. Był piękny i taki.. relaksujący, przez co w duchu ponownie zawitał promyk szczęścia. Zaraz jednak Manon wstała i oddała pracę nauczycielce, która również oceniła i wspomniała o pracy na lekcji, którą obecnie musi wykonać.
Obie godziny lekcyjne z rysunku minęły z nadzwyczajnym spokojem, a sam Arthur nawet nie pisnął słowa. Dyrektor musiał mu nieźle nagadać, że chłopak stał się taki potulny. Szkoda, że tylko wobec mnie, gdyż do kobiet nie ma w ogóle szacunku. Tym razem przymknąłem na to oko i skierowałem się do szatni od sali gimnastycznej, gdyż teraz mieliśmy nic innego, jak sport. Oczywiście nie miałem zamiaru ćwiczyć z chłopakami, gdyż to mogłoby się źle skończyć, ani też z dziewczynami, co byłoby.. dziwne. Po przebraniu się w strój sportowy, zabrałem klucze od drugiej części siłowni i zająłem się odpowiednią rozgrzewką, aby zaraz przejść do treningu. W międzyczasie włączyłem muzykę z obecnego radia, natomiast worek treningowy stał się moim dzisiejszym celem.
Po kilku minutach do siłowni wszedł nauczyciel, którego zdołałem poznać już rok temu, a dokładnie starszy Crowley, który postanowił sprawdzić moje umiejętności w walce. Założył odpowiednie ochraniacze na dłonie, po czym przystąpiliśmy do testu. Tak bardzo wczułem się w kroki i ciosy, że mężczyzna swoją zdolnością musiał mnie powstrzymać i uspokoić, gdyż wystarczył teraz jeden cios, a nauczyciel wylądowałby z rozwalonym podbródkiem.
— Dobrze sobie radzisz — rzekł brunet — Ale z czasem Cię ponosi, co dla niektórych może źle się skończyć. Zbyt porywcze ciosy, lecz silnie wymierzone — wyjaśnił luzując uwiązy z moich nóg.
— Przynajmniej nie lecą same sierpy, jak rok temu — stwierdziłem, na co mężczyzna przytaknął — Popracuję nad odpowiednią techniką — dodałem zdejmując rękawice z dłoni.
— Tylko pamiętaj, żeby nie przesadzać z siłą, tym bardziej w szkole — powiedział uważnie na mnie patrząc, na co przytaknąłem.
Udałem się do szatki, skąd przeszedłem do łaźni, gdzie mogłem pozbyć się potu ze swojego ciała, a jednocześnie je ochłodzić. Jedynie czego teraz potrzebuje, to wygodnej kanapy i dobrego trunku, ale to później. Po szybkim prysznicu wytarłem się do sucha i ubrałem normalne ubranie, resztę spakowałem do plecaka, aby w domu dokładnie je wyprać. Gdy opuściłem szatnię, zauważyłem grupkę dziewczyn z mojej klasy, które z uśmiechem mi się przyglądały. Zignorowałem te młode istoty i szedłem dalej, lecz jedna z kobiet najwidoczniej miała inny plan wobec mnie.
— Widziałam, jak trenujesz — powiedziała z uśmiechem — I tak pomyślałam.. że może nauczyłbyś mnie kilku technik? Sama do końca nie potrafię, a Ty na pewno się na tym znasz. — dodała i gdybym mógł, wybuchłbym śmiechem, lecz potraktowałem to cichym prychnięciem.
— Jeśli szukasz faceta na chwilę, to źle trafiłaś — stwierdziłem i krótko na nią zerknąłem, a jej oburzona mina mogłaby rozbawić nie jednego.
— Dupek — mruknęła pod nosem i poszła w swoim kierunku.
Ze względu na szacunek do płci przeciwnej, zignorowałem jej komentarz, po czym skierowałem się do klasy, gdzie odbędzie się ostatnia lekcja z samym dyrektorem. Zajęcia z nim zawsze szybki mijały, a głównie przez fakt, że mężczyzna opowiadał bardzo interesujące rzeczy. Przynajmniej ja zamieniałem się w słuch, szkicując przy tym postacie historyczne lub istoty z mitologii opowiadanej przez dyrektora. Gdy zadzwonił ostatni na dzisiaj dzwonek, udałem się do szatni, skąd zabrałem kurtkę oraz kask i skierowałem się do wyjścia, gdzie zaczepiła mnie po drodze Manon.
— Nie pozabijałeś się z Arthurem na sporcie? — spytała zakładając kurtkę na siebie.
— Niestety nie miałem takowej okazji — odpowiedziałem zerkając na blondynkę, która lekko się zaśmiała — Wolałem spokojny trening na siłowni — dodałem.
— Coś dziewczyny opowiadały o twoim treningu.
— Wiem. Jedna mnie zaczepiła i nagle chciała nauczyć się walki. Zabawne. — mruknąłem wzdychając — Może podrzucić Cię do domu? Muszę akurat trochę po mieście pokrążyć. — zaproponowałem gdy zatrzymaliśmy się obok motocykla, na którym spoczywał drugi kask przypięty do tylnej części siedzenia.
Manon? c:
26.06.2019
Od Connora CD Manon
Oparłem się o ścianę bloku i zerknąłem na domofon, który zaczął mrugać jasnym światłem. Przycisnąłem swoją ranę, aby drugą ręką wpisać kod, a gdy ten charakterystycznie zabrzmiał, otworzyłem drzwi i wgramoliłem się na piętro swojego mieszkania. Wszedłem do jego środka i z niezłym hukiem wylądowałem na podłodze przedpokoju. Ruchem nogi zamknąłem drzwi wejściowe i ciężko westchnąłem, czując przy tym nieprzyjemny ból lewego żebra. Postanowiłem jednak zdać się na samoregenerację, która oczywiście również jest nieźle bolesna. Samo zrastająca się tkanka dawała w kość, gdy doszło do skóry, myślałem, że zaraz wyzionę ducha. Jednak po jakiejś pół godzinie całą męczarnie miałem za sobą i czując jedynie nieprzyjemny dyskomfort, zająłem się wyczyszczeniem podłogi z krwi oraz wypraniu ciuchów ubrudzonych tą cieczą. Szkoda było mi tylko ciemnej koszulki oraz kurtki, które pozostały z dziurą na boku. Po ogarnięciu także siebie, zjadłem lekki posiłek i położyłem się spać, czego teraz zdecydowanie mi brakowało.
Mając dość dziwny koszmar, obudziłem się cały zgrzany i niemalże zlany potem, a oddech był szybszy niż podczas treningu. Podniosłem się do siadu i cicho zająknąłem chowając twarz w dłonie, gdyż teraz będę miał niezły problem z ponownym zaśnięciem. Mając oczy jak pięć centów, wstałem leniwie i poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem ciepły prysznic, aby nie rozbudzić do końca organizmu. Zmieniłem także ciuch na bardziej suchy i zażyłem pół dawki leku nasennego, przez co zaraz zasnąłem w swoim łóżku.
Gdy ponownie się przebudziłem, leniwie obróciłem się na drugi bok i zerknąłem na zegarek, który wskazywał wpół do ósmej, co pobudziło mnie lepiej niż kawa. Nastawiłem wodę na kawę, której na ogół nie lubię, gdyż wolę tą z kawiarni, lecz teraz nie ma na to czasu, po czym zacząłem się ogarniać i jeść lekkie śniadanie. Popiłem ciepłym napojem i spakowałem pierwsze lepsze książki do plecaka, a gdy wszystko miałem ogarnięte, było za pięć ósma i wiedziałem, że dzisiaj się spóźnię. W pierwszy dzień. Założyłem plecak na siebie, chwyciłem kask z rękawicami, po czym opuściłem mieszkanie udając się od razu na dół. Motocyklem skierowałem się od razu pod szkołę, łamiąc przy tym większość przepisów drogowych jak przejazd pod prąd czy po chodniku, lecz w chwili obecnej nie miałem czasu na myślenie w tej sprawie. Postawiłem maszynę pod placówką, zabezpieczyłem ją i szybkim krokiem wszedłem do środka kierując się do szatni, gdzie pozostawiłem kask oraz kurtkę. Wchodząc do klasy, poczułem na sobie wzrok uczniów, gdyż pojawił się ktoś nowy, a na dodatek spóźniony, lecz wychowawczyni zrozumiała to bez słów i przedstawiła mnie klasie. Nie trwało to dłużej niż kilka sekund, więc szybko mogłem udać się do wolnej ławki i złapać oddech wyjmując przy tym brudnopis. Pani Vasquez zaczęła coś tłumaczyć odnośnie odpowiedniego zachowania oraz zadawała pytania na ten temat.
— Może nowy niech odpowiedzi — stwierdził nagle jeden z chłopaków i spojrzał na mnie, przez co reszta uczniów uczyniła to samo — Niech się wykaże swoją inteligencją.
— Pytanie było bardziej skierowane do Ciebie, Arthur — powiedziała nauczycielka.
— A nowy czemu nie może? Bo jest cicho ciemny? — zaśmiał się chłopak, a wraz z nim jego przydupasy.
Uśmiech z ich twarzy szybko opadł, gdy nagle ławka dowcipnisia wylądowała na ścianie i z hukiem upadła obok niego. Mój wzrok skierował się tylko na zbłąkanego poltergeista, który musiał pojawić się tutaj przypadkowo, przez co zaraz zniknął. Wróciłem spojrzeniem na chłopaka, a następnie na nauczycielkę, która tylko cicho westchnęła.
— Kurwa, mutant — odparł poprawiając swoją ławkę — Takich powinno się wieszać.
— Wychowałeś się w średniowieczu, że stosujesz metodę wieszania? — mruknąłem trzymając na nim złowrogie spojrzenie — Może jeszcze polujesz na czarownice i wyprowadzasz rano świnie z chlewiku? — dodałem resztkami cierpliwości, przez co w klasie pojawiało się coraz więcej poltergeistów.
— Uspokoić się! — uniosła ton nauczycielka — Arthur, idziesz do dyrektora — dodała wskazując na drzwi.
— Doigrasz się na przerwie, mutancie — syknął patrząc non stop na mnie.
Gdy chłopak opuścił klasę, mój spokój w magiczny sposób powrócił, a w klasie nie było ani jednego ducha. Ciężko westchnąłem, a nauczycielka powróciła do tematu zajęć, aby reszta gapiów mogła zając swoje myśli nią. Podczas bazgrolenia coś kazało mi zerknąć na bok i dopiero teraz dostrzegłem siedzącą w ławce Manon, która była świadkiem latającej łatwi. No cóż, przed nią tego faktu już nie ukryje. Gdy tylko zabrzmiał dzwonek, opuściłem klasę i długim korytarzem skierowałem się pod kolejną klasę, gdzie mają odbyć się kolejne zajęcia. Widząc ciemny kąt, oparłem się o ścianę i zjechałem w dół mając nadzieję, że nie pojawi się żaden awanturnik. Zamiast tego, obok mnie usiadła Manon z dość pytającym spojrzeniem.
— Jak Twoja rana? — spytała spokojnie.
— Goi się — odpowiedziałem krótko — Ta akcja w klasie.. zapomnij o niej. Poniosło mnie.
— Nie dziwię Ci się. Ten typ jest strasznie irytujący — stwierdziła lekko wzdychając.
— Zauważyłem — mruknąłem — Wracając wczoraj do domu, nie napotkałaś żadnych natrętów? — spytałem zerkając na blondynkę.
Manon?
Mając dość dziwny koszmar, obudziłem się cały zgrzany i niemalże zlany potem, a oddech był szybszy niż podczas treningu. Podniosłem się do siadu i cicho zająknąłem chowając twarz w dłonie, gdyż teraz będę miał niezły problem z ponownym zaśnięciem. Mając oczy jak pięć centów, wstałem leniwie i poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem ciepły prysznic, aby nie rozbudzić do końca organizmu. Zmieniłem także ciuch na bardziej suchy i zażyłem pół dawki leku nasennego, przez co zaraz zasnąłem w swoim łóżku.
Gdy ponownie się przebudziłem, leniwie obróciłem się na drugi bok i zerknąłem na zegarek, który wskazywał wpół do ósmej, co pobudziło mnie lepiej niż kawa. Nastawiłem wodę na kawę, której na ogół nie lubię, gdyż wolę tą z kawiarni, lecz teraz nie ma na to czasu, po czym zacząłem się ogarniać i jeść lekkie śniadanie. Popiłem ciepłym napojem i spakowałem pierwsze lepsze książki do plecaka, a gdy wszystko miałem ogarnięte, było za pięć ósma i wiedziałem, że dzisiaj się spóźnię. W pierwszy dzień. Założyłem plecak na siebie, chwyciłem kask z rękawicami, po czym opuściłem mieszkanie udając się od razu na dół. Motocyklem skierowałem się od razu pod szkołę, łamiąc przy tym większość przepisów drogowych jak przejazd pod prąd czy po chodniku, lecz w chwili obecnej nie miałem czasu na myślenie w tej sprawie. Postawiłem maszynę pod placówką, zabezpieczyłem ją i szybkim krokiem wszedłem do środka kierując się do szatni, gdzie pozostawiłem kask oraz kurtkę. Wchodząc do klasy, poczułem na sobie wzrok uczniów, gdyż pojawił się ktoś nowy, a na dodatek spóźniony, lecz wychowawczyni zrozumiała to bez słów i przedstawiła mnie klasie. Nie trwało to dłużej niż kilka sekund, więc szybko mogłem udać się do wolnej ławki i złapać oddech wyjmując przy tym brudnopis. Pani Vasquez zaczęła coś tłumaczyć odnośnie odpowiedniego zachowania oraz zadawała pytania na ten temat.
— Może nowy niech odpowiedzi — stwierdził nagle jeden z chłopaków i spojrzał na mnie, przez co reszta uczniów uczyniła to samo — Niech się wykaże swoją inteligencją.
— Pytanie było bardziej skierowane do Ciebie, Arthur — powiedziała nauczycielka.
— A nowy czemu nie może? Bo jest cicho ciemny? — zaśmiał się chłopak, a wraz z nim jego przydupasy.
Uśmiech z ich twarzy szybko opadł, gdy nagle ławka dowcipnisia wylądowała na ścianie i z hukiem upadła obok niego. Mój wzrok skierował się tylko na zbłąkanego poltergeista, który musiał pojawić się tutaj przypadkowo, przez co zaraz zniknął. Wróciłem spojrzeniem na chłopaka, a następnie na nauczycielkę, która tylko cicho westchnęła.
— Kurwa, mutant — odparł poprawiając swoją ławkę — Takich powinno się wieszać.
— Wychowałeś się w średniowieczu, że stosujesz metodę wieszania? — mruknąłem trzymając na nim złowrogie spojrzenie — Może jeszcze polujesz na czarownice i wyprowadzasz rano świnie z chlewiku? — dodałem resztkami cierpliwości, przez co w klasie pojawiało się coraz więcej poltergeistów.
— Uspokoić się! — uniosła ton nauczycielka — Arthur, idziesz do dyrektora — dodała wskazując na drzwi.
— Doigrasz się na przerwie, mutancie — syknął patrząc non stop na mnie.
Gdy chłopak opuścił klasę, mój spokój w magiczny sposób powrócił, a w klasie nie było ani jednego ducha. Ciężko westchnąłem, a nauczycielka powróciła do tematu zajęć, aby reszta gapiów mogła zając swoje myśli nią. Podczas bazgrolenia coś kazało mi zerknąć na bok i dopiero teraz dostrzegłem siedzącą w ławce Manon, która była świadkiem latającej łatwi. No cóż, przed nią tego faktu już nie ukryje. Gdy tylko zabrzmiał dzwonek, opuściłem klasę i długim korytarzem skierowałem się pod kolejną klasę, gdzie mają odbyć się kolejne zajęcia. Widząc ciemny kąt, oparłem się o ścianę i zjechałem w dół mając nadzieję, że nie pojawi się żaden awanturnik. Zamiast tego, obok mnie usiadła Manon z dość pytającym spojrzeniem.
— Jak Twoja rana? — spytała spokojnie.
— Goi się — odpowiedziałem krótko — Ta akcja w klasie.. zapomnij o niej. Poniosło mnie.
— Nie dziwię Ci się. Ten typ jest strasznie irytujący — stwierdziła lekko wzdychając.
— Zauważyłem — mruknąłem — Wracając wczoraj do domu, nie napotkałaś żadnych natrętów? — spytałem zerkając na blondynkę.
Manon?
19.06.2019
Od Connora CD Manon
Spakowałem już puszki do torby i przyjrzałem się filtrom maski, które jeszcze nadawały się na jedno malowanie. Zakodowałem sobie w głowię kupno nowych, po czym zerknąłem na przechodniów, którzy nadal zadowoleni przyglądali się pracy. W tłumie zauważyłem także blondwłosą kobietę z kawiarenki, która również wyglądała na zainteresowaną muralem. Postanowiłem do niej podejść, choć nie jest to w mojej naturze, coś jednak kazało mi to zrobić.
— Widzę, że się podoba — powiedziałem zerkając na ścianę.
— Jest piękne — odpowiedziała z delikatnym uśmiechem — Gdzie się tego nauczyłeś? — spytała wracając na mnie wzrokiem.
— Życie mnie tego nauczyło — odpowiedziałem nawiązując kontakt wzrokowy z kobietą — Wieczorem będzie lepszy efekt, gdy lampy się zaświecą — dodałem uciekając spojrzeniem na mural.
— Jeśli nie zapomnę, zerknę tutaj wieczorem — oznajmiła spokojnie.
Nasz rozmowa zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła, gdyż pojawił się właściciel budynku. Zadowolony moją praca przelał na miejscu pieniądze na konto i podziękował wpatrując się w malowidło. Ja mając jeszcze trochę czasu, wróciłem do domu, aby odłożyć torbę z puszkami oraz maskę, po czym chwyciłem za klucze od motocykla oraz kask. Zszedłem na dół i skierowałem się do maszyny, która stała na pobliskim parkingu. Ubrałem ochraniacz na głowę i wsiadłem na jednoślada, którym ruszyłem na drugi koniec miasta po wcześniej wspomniane filtry do maski. Wolałem mieć je w zapasie, gdyby trzeba by było malować coś znaczeni większego.
Będąc ciekawy nocnego efektu muralu, opuściłem moje mieszkanie, gdy na ulicy zaświeciły się pierwsze latarnie. Standardowo założyłem kaptur na głowę i przeszedłem na bok budynku, przy którym spacerowała blondwłosa kobieta. Sam zerknąłem na ścianę i wszelkie malunki były w odpowiednim miejscu, przez co blask latarni dodawał ciekawych efektów. Uśmiechnąłem się w duchu i powolnym krokiem przybliżyłem się do kobiety, która zaraz skierowała wzrok na moją osobę.
— Jednak nie zapomniałaś — powiedziałem zatrzymując się obok kobiety.
— Jak widać — lekko się uśmiechnęła — Teraz to wygląda jeszcze lepiej — dodała zerkając na mural.
— Sam nie spodziewałem się takiego efektu — wzruszyłem lekko ramionami — Widziałem Ciebie ostatnio w sklepie malarskim. — dodałem, choć ledwo przeszło mi to zdanie przez gardło.
— Często na siebie wpadamy, gdzie wcześniej Ciebie nie widziałam — stwierdziła — Jestem Manon — dodała wypowiadając swoje imię.
— Connor — powiedziałem wyciągając dłoń w jej stronę, którą lekko uścisnęła.
Gdy zerknąłem w kierunku głównej ulicy, zauważyłem grupkę mężczyzn, którzy rozbawieni szli uliczką i rozmawiali rzucając przy tym licznymi przekleństwami. Moje tętno nerwowo przyspieszyło, a spokojne spojrzenie skierowało się na mural, natomiast z niego na kobietę i ponownie na mężczyzn. Ci zamiast przejść normalnie obok nas, postanowili pozaczepiać i słali niemiłe słowa nie tylko na mnie, ale też na kobietę.
— Coś wam nie pasuje? — mruknąłem nawiązując kontakt jednym z mężczyzn.
— Po ch*j się odzywasz? — parsknął — Chcesz dostać w swoją krzywą buźkę? Taka piękna panna z takim...
— Dobrze, że Ty wyglądasz jak model — rzuciła Manon.
— Hoho pyskata — warknął mężczyzna i chwycił kobietę za nadgarstek, lecz długo to nie trwało.
Używając jeszcze ludzkiej siły, odepchnąłem natręta w kierunku jego grupki, przez co ten zaraz rzucił się z łapami na mnie. Owszem, oberwałem w brzuch, lecz to obudziło we mnie jeszcze większy gniew, a za tym siła z lekka się zwiększyła. Gdy jeden oberwał sierpowym, rzucił się zaraz drugi, który również został obezwładniony, trzeci natomiast zagrał nie fair i wbił niewielki nóż w lewy bok żeber. Nastąpiła chwila spokoju, a gdy ten mnie odepchnął, poczułem przeszywając ból całego torsu ze względu na szybkie wyjęcie ostrza. Jasnowłosa chciała do mnie podbiec, lecz została schwytana przez mężczyzn, przez co nie mogła jakkolwiek zareagować. Oparłem się o ścianę, stojąc zaledwie kilka metrów od napastników, gdy nagle rozległ się krzyk poltergeista. Napastnicy również to usłyszeli, lecz nie mogli zlokalizować źródła dźwięku i pewnie by to zignorowali, gdyby nie fakt, że jeden z ich kolegów wylądował z dużą siłą na ścianie, przez co od razu stracił przytomność. Opuściłem lekko wzrok i cicho się zaśmiałem, lecz nie był to śmiech zadowolenia, a raczej ironiczny, który z lekka przeraził buntowników. Dopiero gdy kolejny duch pchnął kolejnego, ci zorientowali się, że zadarli z mutantem i postanowili odpuścić jakiekolwiek szarpaniny, przez co zabrali swoich kolegów i oddalili się z uliczki. Wtem kobieta podeszła do mnie i oparła rękę na ramieniu, przyglądając mi się.
— Jesteś ranny — rzuciła zerkając na ranę.
— Nie.. wracaj do domu, Manon — powiedziałem czując powolny proces regeneracji.
— Ale nóż..
— Nic mi nie jest — warknąłem, co raczej nie jest w moim typie — Przepraszam.. nic mi nie będzie. Możesz wracać do domu — zerknąłem na kobietę — Idź — dodałem widząc jej nie pewność, lecz nie miała większego wyboru, gdyż to ja pierwszy opuściłem miejsce bójki.
Manon?
— Widzę, że się podoba — powiedziałem zerkając na ścianę.
— Jest piękne — odpowiedziała z delikatnym uśmiechem — Gdzie się tego nauczyłeś? — spytała wracając na mnie wzrokiem.
— Życie mnie tego nauczyło — odpowiedziałem nawiązując kontakt wzrokowy z kobietą — Wieczorem będzie lepszy efekt, gdy lampy się zaświecą — dodałem uciekając spojrzeniem na mural.
— Jeśli nie zapomnę, zerknę tutaj wieczorem — oznajmiła spokojnie.
Nasz rozmowa zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła, gdyż pojawił się właściciel budynku. Zadowolony moją praca przelał na miejscu pieniądze na konto i podziękował wpatrując się w malowidło. Ja mając jeszcze trochę czasu, wróciłem do domu, aby odłożyć torbę z puszkami oraz maskę, po czym chwyciłem za klucze od motocykla oraz kask. Zszedłem na dół i skierowałem się do maszyny, która stała na pobliskim parkingu. Ubrałem ochraniacz na głowę i wsiadłem na jednoślada, którym ruszyłem na drugi koniec miasta po wcześniej wspomniane filtry do maski. Wolałem mieć je w zapasie, gdyby trzeba by było malować coś znaczeni większego.
Będąc ciekawy nocnego efektu muralu, opuściłem moje mieszkanie, gdy na ulicy zaświeciły się pierwsze latarnie. Standardowo założyłem kaptur na głowę i przeszedłem na bok budynku, przy którym spacerowała blondwłosa kobieta. Sam zerknąłem na ścianę i wszelkie malunki były w odpowiednim miejscu, przez co blask latarni dodawał ciekawych efektów. Uśmiechnąłem się w duchu i powolnym krokiem przybliżyłem się do kobiety, która zaraz skierowała wzrok na moją osobę.
— Jednak nie zapomniałaś — powiedziałem zatrzymując się obok kobiety.
— Jak widać — lekko się uśmiechnęła — Teraz to wygląda jeszcze lepiej — dodała zerkając na mural.
— Sam nie spodziewałem się takiego efektu — wzruszyłem lekko ramionami — Widziałem Ciebie ostatnio w sklepie malarskim. — dodałem, choć ledwo przeszło mi to zdanie przez gardło.
— Często na siebie wpadamy, gdzie wcześniej Ciebie nie widziałam — stwierdziła — Jestem Manon — dodała wypowiadając swoje imię.
— Connor — powiedziałem wyciągając dłoń w jej stronę, którą lekko uścisnęła.
Gdy zerknąłem w kierunku głównej ulicy, zauważyłem grupkę mężczyzn, którzy rozbawieni szli uliczką i rozmawiali rzucając przy tym licznymi przekleństwami. Moje tętno nerwowo przyspieszyło, a spokojne spojrzenie skierowało się na mural, natomiast z niego na kobietę i ponownie na mężczyzn. Ci zamiast przejść normalnie obok nas, postanowili pozaczepiać i słali niemiłe słowa nie tylko na mnie, ale też na kobietę.
— Coś wam nie pasuje? — mruknąłem nawiązując kontakt jednym z mężczyzn.
— Po ch*j się odzywasz? — parsknął — Chcesz dostać w swoją krzywą buźkę? Taka piękna panna z takim...
— Dobrze, że Ty wyglądasz jak model — rzuciła Manon.
— Hoho pyskata — warknął mężczyzna i chwycił kobietę za nadgarstek, lecz długo to nie trwało.
Używając jeszcze ludzkiej siły, odepchnąłem natręta w kierunku jego grupki, przez co ten zaraz rzucił się z łapami na mnie. Owszem, oberwałem w brzuch, lecz to obudziło we mnie jeszcze większy gniew, a za tym siła z lekka się zwiększyła. Gdy jeden oberwał sierpowym, rzucił się zaraz drugi, który również został obezwładniony, trzeci natomiast zagrał nie fair i wbił niewielki nóż w lewy bok żeber. Nastąpiła chwila spokoju, a gdy ten mnie odepchnął, poczułem przeszywając ból całego torsu ze względu na szybkie wyjęcie ostrza. Jasnowłosa chciała do mnie podbiec, lecz została schwytana przez mężczyzn, przez co nie mogła jakkolwiek zareagować. Oparłem się o ścianę, stojąc zaledwie kilka metrów od napastników, gdy nagle rozległ się krzyk poltergeista. Napastnicy również to usłyszeli, lecz nie mogli zlokalizować źródła dźwięku i pewnie by to zignorowali, gdyby nie fakt, że jeden z ich kolegów wylądował z dużą siłą na ścianie, przez co od razu stracił przytomność. Opuściłem lekko wzrok i cicho się zaśmiałem, lecz nie był to śmiech zadowolenia, a raczej ironiczny, który z lekka przeraził buntowników. Dopiero gdy kolejny duch pchnął kolejnego, ci zorientowali się, że zadarli z mutantem i postanowili odpuścić jakiekolwiek szarpaniny, przez co zabrali swoich kolegów i oddalili się z uliczki. Wtem kobieta podeszła do mnie i oparła rękę na ramieniu, przyglądając mi się.
— Jesteś ranny — rzuciła zerkając na ranę.
— Nie.. wracaj do domu, Manon — powiedziałem czując powolny proces regeneracji.
— Ale nóż..
— Nic mi nie jest — warknąłem, co raczej nie jest w moim typie — Przepraszam.. nic mi nie będzie. Możesz wracać do domu — zerknąłem na kobietę — Idź — dodałem widząc jej nie pewność, lecz nie miała większego wyboru, gdyż to ja pierwszy opuściłem miejsce bójki.
Manon?
17.06.2019
Od Connora CD Manon
Gdy jasne światło zaczęło przebijać się przez nie zasłonięte okno, obróciłem się w przeciwnym kierunku z zamiarem ponownego zaśnięcia, lecz zimowe słońce miało całkiem inne plany i zaczęło wschodzić jeszcze wyżej. Ktoś, kto wymyślił okna w kierunku wschodzącego słońca, powinien płonąć w piekle. Nie widząc sensu w ciągłym leżeniu, wstałem dość leniwie i ogarnąłem się w łazience obok, a dopiero chłodna woda zdołała w pewnym stopniu mnie obudzić. Po zjedzeniu jakiegoś śniadania, ubrałem się i opuściłem mieszkanie w celu udania się do pobliskiej kawiarenki. Na miejscu zamówiłem czarną z mlekiem, choć przeważnie biorę podwójną. Tym razem postanowiłem oszczędzić swój organizm i czekając na zamówienie, przyglądałem się jasnowłosej kobiecie, która sprawnie wykonywała swoją pracę. Gdy wręczyła mi gotową kawę, zapłaciłem za nią i opuściłem lokal delektując się smakiem ciepłego napoju.
Pomimo dnia wolnego, udałem się do akademii, a dokładnie do sali graficznej, gdzie zasiadłem w wygodnym fotelu i chwyciłem za tablet, aby tworzyć kolejne dziwadła mojej wyobraźni. Widząc, że moja praca jest zbyt.. prosta, wyjąłem słuchawki z kurtki i podpiąłem je do telefonu, natomiast drugie końce kabla wsadziłem do uszu. Różne muzyczne mixy spowodowały, że postać graficzna uzyskała kolejne ozdoby oraz kolory, a mój umysł znacznie się uspokoił. W takim skupieniu trwałem kilka godzin, do momentu wyczucia nieprzyjemnego głodu, który zmusił mnie do wstania i udania się do kolejnego lokalu na jakiś późny obiad.
Po posiłku znów wróciłem do akademii i siedziałem tam aż do wieczora tworząc naprawdę chore kreatury, których świat sobie nie wyobraża. To spowodowało, że w moim ciele zapanował spokój, a zmysły delikatnie skupiały się na otoczeniu. Opuściłem salę graficzną dokładnie ją zamykając, natomiast klucze zaniosłem do pokoju, po czym po prostu przeniosłem się przed mury placówki. Założyłem kaptur na głowę i wsadziłem ręce w kieszenie kurtki ruszając w kierunku mieszkania.
Delektowałem się ciszą spokojniejszej części miasta, do czasu, gdy do moich uszu dobiegł dźwięk menelskiej śpiewaniny, a przy tym odgłosów jakby.. szarpaniny. Skręciłem w tą konkretną ulicę i już z daleka dostrzegłem jasnowłosą kobietę oraz dwóch pijanych mężczyzn, z czego jeden dobierał się do wcześniej wspomnieniowej dziewczyny. Znając swoje możliwości, przyspieszyłem kroku w ich kierunku skupiając swoje spojrzenie na mężczyźnie, który najwidoczniej chciał dobrać się do blondynki. Gdy ta się cofała, lekko oparłem dłoń na jej plecach, zaś drugą chwyciłem za przedramię pijaka, który zaczął coś seplenić pod nosem. Mocno ścisnąłem jego ścięgna, przez co ten był zmuszony puścić swoją ofiarę, a żeby całkiem obezwładnić napastnika, wykonałem szybki obrót jego ręką, przez co ten był plecami do mnie. Nie mając za grosz szacunku do niego, pchnąłem na tyle mocno, że wywrócił się niedaleko swojego kolegi. Otarłem dłoń o dłoń i zerknąłem na kobietę, która masowała swoje przedramię.
— Dziękuję — powiedziała spokojnie kobieta, która z lekkim uśmiechem oddaliła się z miejsca zdarzenia. Pewnie śpieszyła się do domu.
Odprowadziłem ją wzrokiem do pierwszego zakrętu, następnie zerknąłem na chodnik, na którym znajdował prawdopodobnie portfel dziewczyny. Podniosłem go z ziemi i schowałem do kieszeni kurtki, po czym sam udałem się do swojej kawalerki. Nie miałem w zwyczaju okradać ładnych kobiet, więc i tym razem postanowiłem oddać blondynce jej własność.
Z samego rana, gdy tylko zjadłem jakieś śniadanie, udałem się do kawiarni, z nadzieję, że spotkam tam blondwłosą kobietę. Po wejściu do środka lokalu, zdjąłem kaptur poprawiając przy tym ciemne włosy i rozejrzałem się po pomieszczeniu zatrzymując wzrok na wcześniej wspomnianej kobiecie. Spokojnie podszedłem do lady, ignorując przy tym dziwne spojrzenie klientów, po czym stanąłem naprzeciw kobiety, która na mój widok lekko się wzdrygnęła.
— To Ty — mruknęła opierając dłoń na swojej klatce piersiowej i lekko się uśmiechnęła.
— Zgubiłaś to wczoraj — powiedziałem kładąc na ladę jej własność — Nie ma za co — dodałem, po czym opuściłem kawiarnie nie czekając na jakieś tłumaczenia i kolejne dziękowania.
Gdy popołudniu dostałem zgłoszenie od właściciela budynku, że przydałoby się trochę upiększyć jedną ze ścian bloku. Chętnie spakowałem kolorowe puszki sprayu do czarnej torby oraz ciemną maskę do graffiti, aby nie wdychać szkodliwych oparów, po czym zszedłem na dół, gdzie zastałem wcześniej wspomnianego mężczyzny. Powiedział tylko, abym rozświetlił tą ciemną uliczkę i zrobił coś naprawdę kreatywnego. Przyjąłem jego prośbę i przeszedłem do pracy.
Po zapełnieniu połowy ściany bloku, skończyły się dwa kolory, które w chwili obecnej są mi najbardziej potrzebne. Cicho westchnąłem i zdjąłem maskę z twarzy, aby wyglądając choć trochę jak człowiek, po czym udałem się do pobliskiego sklepu z farbami, gdzie zakupiłem potrzebne mi materiały. Nim wyszedłem ze sklepu, zauważyłem blondynkę z lokalu, która przeglądała coś na innych regałach, lecz żeby nie wchodzić z nią konfrontację, opuściłem budynek i wróciłem do swojej pracy.
Byłem tak pochłonięty swoim malowanie, że nie zauważyłem grupki ludzi, który z zachwytem obserwowali skończoną część ściany. Małe dzieci zaczęły "głaskać" zwierzęta, która znajdowały się na muralu, natomiast dorośli obserwowali całokształt. W sumie byłem zadowolony z tego, że komuś podoba się moja praca, przez co w duchu uśmiechnąłem się, lecz na twarzy nadal widniała powaga.
Ostatnie pociągnięcia sprayem pozwoliły ujrzeć ukończony malunek, który również mi strasznie się spodobał. Leciałem na totalnym spontanie i jak widać, czasem się opłaca.
Manon?
Pomimo dnia wolnego, udałem się do akademii, a dokładnie do sali graficznej, gdzie zasiadłem w wygodnym fotelu i chwyciłem za tablet, aby tworzyć kolejne dziwadła mojej wyobraźni. Widząc, że moja praca jest zbyt.. prosta, wyjąłem słuchawki z kurtki i podpiąłem je do telefonu, natomiast drugie końce kabla wsadziłem do uszu. Różne muzyczne mixy spowodowały, że postać graficzna uzyskała kolejne ozdoby oraz kolory, a mój umysł znacznie się uspokoił. W takim skupieniu trwałem kilka godzin, do momentu wyczucia nieprzyjemnego głodu, który zmusił mnie do wstania i udania się do kolejnego lokalu na jakiś późny obiad.
Po posiłku znów wróciłem do akademii i siedziałem tam aż do wieczora tworząc naprawdę chore kreatury, których świat sobie nie wyobraża. To spowodowało, że w moim ciele zapanował spokój, a zmysły delikatnie skupiały się na otoczeniu. Opuściłem salę graficzną dokładnie ją zamykając, natomiast klucze zaniosłem do pokoju, po czym po prostu przeniosłem się przed mury placówki. Założyłem kaptur na głowę i wsadziłem ręce w kieszenie kurtki ruszając w kierunku mieszkania.
Delektowałem się ciszą spokojniejszej części miasta, do czasu, gdy do moich uszu dobiegł dźwięk menelskiej śpiewaniny, a przy tym odgłosów jakby.. szarpaniny. Skręciłem w tą konkretną ulicę i już z daleka dostrzegłem jasnowłosą kobietę oraz dwóch pijanych mężczyzn, z czego jeden dobierał się do wcześniej wspomnieniowej dziewczyny. Znając swoje możliwości, przyspieszyłem kroku w ich kierunku skupiając swoje spojrzenie na mężczyźnie, który najwidoczniej chciał dobrać się do blondynki. Gdy ta się cofała, lekko oparłem dłoń na jej plecach, zaś drugą chwyciłem za przedramię pijaka, który zaczął coś seplenić pod nosem. Mocno ścisnąłem jego ścięgna, przez co ten był zmuszony puścić swoją ofiarę, a żeby całkiem obezwładnić napastnika, wykonałem szybki obrót jego ręką, przez co ten był plecami do mnie. Nie mając za grosz szacunku do niego, pchnąłem na tyle mocno, że wywrócił się niedaleko swojego kolegi. Otarłem dłoń o dłoń i zerknąłem na kobietę, która masowała swoje przedramię.
— Dziękuję — powiedziała spokojnie kobieta, która z lekkim uśmiechem oddaliła się z miejsca zdarzenia. Pewnie śpieszyła się do domu.
Odprowadziłem ją wzrokiem do pierwszego zakrętu, następnie zerknąłem na chodnik, na którym znajdował prawdopodobnie portfel dziewczyny. Podniosłem go z ziemi i schowałem do kieszeni kurtki, po czym sam udałem się do swojej kawalerki. Nie miałem w zwyczaju okradać ładnych kobiet, więc i tym razem postanowiłem oddać blondynce jej własność.
Z samego rana, gdy tylko zjadłem jakieś śniadanie, udałem się do kawiarni, z nadzieję, że spotkam tam blondwłosą kobietę. Po wejściu do środka lokalu, zdjąłem kaptur poprawiając przy tym ciemne włosy i rozejrzałem się po pomieszczeniu zatrzymując wzrok na wcześniej wspomnianej kobiecie. Spokojnie podszedłem do lady, ignorując przy tym dziwne spojrzenie klientów, po czym stanąłem naprzeciw kobiety, która na mój widok lekko się wzdrygnęła.
— To Ty — mruknęła opierając dłoń na swojej klatce piersiowej i lekko się uśmiechnęła.
— Zgubiłaś to wczoraj — powiedziałem kładąc na ladę jej własność — Nie ma za co — dodałem, po czym opuściłem kawiarnie nie czekając na jakieś tłumaczenia i kolejne dziękowania.
Gdy popołudniu dostałem zgłoszenie od właściciela budynku, że przydałoby się trochę upiększyć jedną ze ścian bloku. Chętnie spakowałem kolorowe puszki sprayu do czarnej torby oraz ciemną maskę do graffiti, aby nie wdychać szkodliwych oparów, po czym zszedłem na dół, gdzie zastałem wcześniej wspomnianego mężczyzny. Powiedział tylko, abym rozświetlił tą ciemną uliczkę i zrobił coś naprawdę kreatywnego. Przyjąłem jego prośbę i przeszedłem do pracy.
Po zapełnieniu połowy ściany bloku, skończyły się dwa kolory, które w chwili obecnej są mi najbardziej potrzebne. Cicho westchnąłem i zdjąłem maskę z twarzy, aby wyglądając choć trochę jak człowiek, po czym udałem się do pobliskiego sklepu z farbami, gdzie zakupiłem potrzebne mi materiały. Nim wyszedłem ze sklepu, zauważyłem blondynkę z lokalu, która przeglądała coś na innych regałach, lecz żeby nie wchodzić z nią konfrontację, opuściłem budynek i wróciłem do swojej pracy.
Byłem tak pochłonięty swoim malowanie, że nie zauważyłem grupki ludzi, który z zachwytem obserwowali skończoną część ściany. Małe dzieci zaczęły "głaskać" zwierzęta, która znajdowały się na muralu, natomiast dorośli obserwowali całokształt. W sumie byłem zadowolony z tego, że komuś podoba się moja praca, przez co w duchu uśmiechnąłem się, lecz na twarzy nadal widniała powaga.
Ostatnie pociągnięcia sprayem pozwoliły ujrzeć ukończony malunek, który również mi strasznie się spodobał. Leciałem na totalnym spontanie i jak widać, czasem się opłaca.
Manon?
Connor O'Brian
"Jeśli kiedykolwiek zamierzasz cieszyć się życiem – teraz jest na to czas – nie jutro, nie za rok. Dzisiaj powinno być zawsze najwspanialszym dniem."

AUTOR|| Rafael Miller
DANE || Connor O'Brian
WIEK || 20 lat
Subskrybuj:
Posty (Atom)