Czas mijał niemiłosiernie szybko. Mijani ludzie, zadania do wykonania, i wiele innych rzeczy, które można by wymieniać, a końca nie widać. Daewon był naprawdę tym już przygnębiony, zirytowany, zaś jego humor… było go tyle, co nic. Leniwym ruchem dłoni przesunął po jasnych kosmykach, które wymagałyby odświeżenia w postaci wizyty u fryzjera. Niestety, chłopak zapominał o takich drobnostkach, decydując się na nie w ostatnim momencie. Pokręcił zrezygnowany głową, rozglądając się po okolicy, w której się znajdował, czyli przy swojej pracy. To tutaj miał się spotkać z chłopakiem, z którym nie zaczął w dość… typowy sposób znajomości. Nie potrafił ukryć swojego rozbawienia, tego do jakiego momentu przyciągnęło go życie. Czy spodziewał się takiego obrotu spraw? Oczywiście, że nie. Raczej nie przypuszczał, iż mógłby spotkać osobę, która tak naprawdę nadepnęła Kangowi na odcisk. No ale, życie lubiło zaskakiwać. Nie mógł z tym nic zrobić, a przynajmniej w tak dużym stopniu, jakby pragnął. Dlatego przyzwyczaił się, czasami stawiając na swoim.
Słońce na niebie idealnie świeciło, oślepiając przez to młodego demona, który zmuszony był zasłonić oczy dłonią. Nie wiedział, ile czasu pozostało do ich umówionej godziny. Zbyt leniwy by sięgnąć po telefon w kieszeni spodni, zdecydował się poczekać, co jakiś rozglądając się. Raczej wiadome, że nie chciałby zostać wystawionym do wiatru w kwestii spotkania, ponieważ mógłby znacznie lepiej wtedy spożytkować swój czas.
Azjata miał pewne wątpliwości. W końcu Ash nie wydawał się tak do końca typową osobą, która chciałaby się spotykać z ludźmi. Miał wrażenie, że potrafiłby wystawić człowieka do wiatru. Tylko, właśnie, to wrażenie, a nie należy oceniać książki przez okładkę, prawda? Może taki wizerunek miał młody chłopak, i tyle. Ciche westchnienie uciekło spomiędzy warg jasnowłosego, gdy na nowo się rozejrzał, tym samym dostrzegając młodszego. Nie potrafił powstrzymać się od delikatnego uśmiechu, spostrzegając jego ubiór, który nie był adekwatny do pogody. No cóż, lubiła z ludzi robić idiotów, więc nie było to szczególne zaskoczenie dla demona. W końcu sam nie należał do najmądrzejszych, ubierając jeansy, i to czarne. Chociaż miał jasny t-shirt, więc to go w sumie ratowało i nie było aż tak tragicznie. Na przywitanie jedynie przytaknął głową, obserwując ciemnowłosego.
- Właściwie, nawet nie sprawdzałem godziny, więc twoje spóźnienie nie jest odczuwalne – przyznał, podchodząc bliżej niższego towarzysza. Co prawda nie dzieliło ich szczególnie dużo centymetrów wzrostu, aczkolwiek dostrzec można było, iż to Azjata jest wyższy. Na jego propozycję przystał.
Nie czekali szczególnie długo, aby stąd ruszyć, gdyż nie chcieli przykuwać uwagi przechodniów. Droga nie będzie trwała w nieskończoność, lecz wystarczająco, aby móc chociaż zacząć jakikolwiek temat, nie chciał by była pomiędzy nimi niekomfortowa cisza. Tak też Daewon zaczął od najprostszego pytania, czym było jak minęły dni chłopakowi. Co prawda, nie było to ambitne, lecz pewnego rodzaju wprowadzenie do dalszej konwersacji, gdy młodszy wspomniał o swoich pupilach, co automatycznie wzbudziło w blondynie pewnego rodzaju ciekawość tego, jakie są pupile. Sam nie miał zwierząt przez brak czasu i swoje bycie niezorganizowanym pod tym względem, lecz jego współlokator posiadał pupila, dzięki czemu mógł milo spędzać czas.
- Nie chciałbyś mieć własnego psa? – pytanie Ashtona lekko zaskoczyło Azjatę, który nerwowo podrapał się po policzku, mimowolnie przenosząc wzrok na drogę.
- Chciałbym, ale nie byłbym dobrym właścicielem. To nawet nie byłby dobry pomysł – przyznał, posyłając lekki uśmiech w stronę towarzysza.
Ashton?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daewon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daewon. Pokaż wszystkie posty
22.08.2019
Od Daewona CD Ashtona
Daewon przyglądał się chłopakowi, wyczekując na jego odpowiedź, którą w końcu uzyskał. Delikatny uśmiech doskonale był widoczny na ustach Azjaty, ponieważ tak przystawało w pracy. Z czasem stało się to męczące i rutynowe, a niejednokrotnie chłopak miał z tego powodu obolałą szczękę. Nie był przyzwyczajony do tak często uśmiechania się, lecz tutaj nie miał wyjścia. Dobry wizerunek firmy, no i panie z kontroli, które potrafiły każdego wyprowadzić z równowagi. Jednak w tej chwili nie był to powód do zmartwień. Podał zamówienie, na nowo stając w swoim ulubionym miejscu, czyli za ladą, mając na nowo swój notatnik.
Tak naprawdę, był w stanie się zamyślić, ponieważ zaczynał rozmyślać o tym, co miało miejsce kilka dni temu przed kawiarnią. Awanturujący się mężczyzna, w dodatku będący pod wpływem alkoholu. Nic przyjemnego. Na całe szczęście został wyrwany z tego wspomnienia, jednocześnie wracając do rzeczywistości. Spojrzał na Asha, który zaproponował... spotkanie? Tak może to określić? Dość niepewnie przyglądał się młodzieńcowi, jakby próbował znaleźć w jego spojrzeniu coś, co wskazywałoby na plan czy cokolwiek podobnego.
- Piątek mam akurat wolny - przyznał po dłuższej chwili zastanowienia. Nie mógł powiedzieć, że zajmuje się swoimi zwierzętami, dziećmi czy czymkolwiek innym. Zwierząt nie miał, bo często by o nich zapominał. Wolał na razie nie mieć dodatkowych domowników. Nie kiedy jego praca nie była tak do końca stabilna. Oczywiście, jego współlokator miał psa, co mu nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, odpowiadało, ponieważ z kimś mógł spędzać czas. - Jest wiele ciekawszych miejsc niż kino czy teatr - dopowiedział, delikatnie się uśmiechając w kierunku chłopaka. Co innego miał powiedzieć, co zaproponować? Powinien był rozwinąć jakiś temat? Sam nie wiedział. Tak jak z początku dość dobrze, o ile można to tak nazwać, wypowiadał się, był pewny siebie... to obecnie zaczynał się gubić i miał wrażenie, że za chwile powie coś, co nie będzie na miejscu, tym samym miła atmosfera przemieni się w niekomfortową, wręcz niezręczną.
Dlatego Kang zdecydował się życzyć już tylko smacznego klientowi, wracając do swoich obowiązków, czym było zmywanie zalegających naczyń. Nawet nie wiedział kiedy tyle ich się uzbierało. Co jakiś czas spojrzeniem wracał do chłopaka, jakby upewniając się, że cały czas tutaj siedział, nigdzie nie uciekł. Może było to zabawne, a nawet i dziecinne zachowanie, lecz cóż mógł poradzić Daewon na swoją naturę ciekawskiego dziecka? Nie zawsze to przejawiał, jednak Ashton wzbudzał w nim wiele sprzecznych emocji, jednocześnie powodując, iż stawał się ciekawym "obiektem" dla demona. W końcu mało kiedy można spotkać osobę, które wywołuje w kimś niechęć, ale i dziwnego rodzaju ciekawość, a tym samym wzbudza chęć poznania. I blondyn nie wiedział do końca, co powinien był z tym zrobić. Najprawdopodobniej, spotkanie w piątek może być czymś, co przełamie pewnego rodzaju barierę między dwójką. Choć, kto wie, w życiu różnie bywało.
Kiedy po raz kolejny spojrzał w kierunku chłopaka, spostrzegł, że ten dopiero kończy jeść ciasto. Nie wiedział, ile minęło czasu, odkąd mu je podał, lecz wystarczająco dużo by w kawiarni pozostało niewielu klientów. Kambion cicho odetchnął, podchodząc bliżej blatu, tym samym ponownie znajdując się dość blisko nowo poznanej osoby.
- W takim razie, widzimy się w piątek? - spytał, jakby dla pewności, a otrzymując pozytywną odpowiedź w postaci kiwnięcia głową z jego strony, ciepły uśmiech wręcz namalował się na ustach Azjaty. - Tylko... gdzie moglibyśmy się spotkać, by ostatecznie podjąć decyzję dokąd pójdziemy? - kolejne pytanie. Czasami bywało to denerwujące, lecz chłopak wolał wiedzieć, niż się domyślać czy nie zostanie wystawiony do wiatru.
Ashton?
Tak naprawdę, był w stanie się zamyślić, ponieważ zaczynał rozmyślać o tym, co miało miejsce kilka dni temu przed kawiarnią. Awanturujący się mężczyzna, w dodatku będący pod wpływem alkoholu. Nic przyjemnego. Na całe szczęście został wyrwany z tego wspomnienia, jednocześnie wracając do rzeczywistości. Spojrzał na Asha, który zaproponował... spotkanie? Tak może to określić? Dość niepewnie przyglądał się młodzieńcowi, jakby próbował znaleźć w jego spojrzeniu coś, co wskazywałoby na plan czy cokolwiek podobnego.
- Piątek mam akurat wolny - przyznał po dłuższej chwili zastanowienia. Nie mógł powiedzieć, że zajmuje się swoimi zwierzętami, dziećmi czy czymkolwiek innym. Zwierząt nie miał, bo często by o nich zapominał. Wolał na razie nie mieć dodatkowych domowników. Nie kiedy jego praca nie była tak do końca stabilna. Oczywiście, jego współlokator miał psa, co mu nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, odpowiadało, ponieważ z kimś mógł spędzać czas. - Jest wiele ciekawszych miejsc niż kino czy teatr - dopowiedział, delikatnie się uśmiechając w kierunku chłopaka. Co innego miał powiedzieć, co zaproponować? Powinien był rozwinąć jakiś temat? Sam nie wiedział. Tak jak z początku dość dobrze, o ile można to tak nazwać, wypowiadał się, był pewny siebie... to obecnie zaczynał się gubić i miał wrażenie, że za chwile powie coś, co nie będzie na miejscu, tym samym miła atmosfera przemieni się w niekomfortową, wręcz niezręczną.
Dlatego Kang zdecydował się życzyć już tylko smacznego klientowi, wracając do swoich obowiązków, czym było zmywanie zalegających naczyń. Nawet nie wiedział kiedy tyle ich się uzbierało. Co jakiś czas spojrzeniem wracał do chłopaka, jakby upewniając się, że cały czas tutaj siedział, nigdzie nie uciekł. Może było to zabawne, a nawet i dziecinne zachowanie, lecz cóż mógł poradzić Daewon na swoją naturę ciekawskiego dziecka? Nie zawsze to przejawiał, jednak Ashton wzbudzał w nim wiele sprzecznych emocji, jednocześnie powodując, iż stawał się ciekawym "obiektem" dla demona. W końcu mało kiedy można spotkać osobę, które wywołuje w kimś niechęć, ale i dziwnego rodzaju ciekawość, a tym samym wzbudza chęć poznania. I blondyn nie wiedział do końca, co powinien był z tym zrobić. Najprawdopodobniej, spotkanie w piątek może być czymś, co przełamie pewnego rodzaju barierę między dwójką. Choć, kto wie, w życiu różnie bywało.
Kiedy po raz kolejny spojrzał w kierunku chłopaka, spostrzegł, że ten dopiero kończy jeść ciasto. Nie wiedział, ile minęło czasu, odkąd mu je podał, lecz wystarczająco dużo by w kawiarni pozostało niewielu klientów. Kambion cicho odetchnął, podchodząc bliżej blatu, tym samym ponownie znajdując się dość blisko nowo poznanej osoby.
- W takim razie, widzimy się w piątek? - spytał, jakby dla pewności, a otrzymując pozytywną odpowiedź w postaci kiwnięcia głową z jego strony, ciepły uśmiech wręcz namalował się na ustach Azjaty. - Tylko... gdzie moglibyśmy się spotkać, by ostatecznie podjąć decyzję dokąd pójdziemy? - kolejne pytanie. Czasami bywało to denerwujące, lecz chłopak wolał wiedzieć, niż się domyślać czy nie zostanie wystawiony do wiatru.
Ashton?
19.07.2019
Od Daewona CD Ashtona
Zmęczenie, znużenie i nadmiar pracy. Dlatego Daewon starał się w jakikolwiek sposób urozmaicać sobie ten czas. Nie wiedział jak, przez jakie towarzystwo. Jego towarzysz wydawał się być kimś, kto tak nie do końca potrafi dopuścić do siebie pewne kwestie, pewne, dość istotne, rzeczy. Wciąż zdawało mu się, że chłopak dla siebie jest pępkiem świata, to jego problemy są ważne, a przełamywanie się na świat sprawiało mu dość trudny problem. Kang wszystko odczytywał z oczu, jak z kart. Nie zawsze było to trafne spostrzeżenie, więc nie może się tym kierować, bez wcześniejszego upewnienia się. Obserwował Ashtona, jego gesty, słuchał tego, co mówił, nie oceniał a jedynie wnioskował.
Czuł, jak ten patrzył się na jego dłonie. Na całe szczęście, przywykł do tego typu sytuacji w tutejszej pracy, więc panował nad drżeniem rąk. Cicho westchnął, mimowolnie rozglądając się po lokalu, jakby chcąc mieć pewność, że nie trzeba przyjąć dodatkowego zamówienia czy pozbierać naczyń. Dopiero po tym w pełni skupił się na swoim obecnym zadaniu, które dość szybko zostało wykonane.
- Właściwie. Od wyboru do koloru. Szarlotka, bezy, muffinki, ciastka czekoladowe albo z samą białą czekoladą. Oh… i sernik truskawkowy. Nie wiem, co lubisz, więc nie mogę ci czegoś polecić z gwarancją, że będzie dla ciebie smaczne. Możemy mieć różne kubki smakowe. Każdemu smakuje coś innego – powiadomił z delikatnym uśmiechem, kładąc kubek z gorącą czekoladą przed klientem.
Nie otrzymał odpowiedzi od razu, tak też na nowo sięgnął do swojego notatnika, zapisując w nim kilka, niby przypadkowych, słów, z czym zaczął układać zdania, a tym samym nie potrzeba było szczególnie długo czasu, by chłopak skończył pisać krótki tekst w postaci „wiersza”. Choć nie wiedział, czy później się tego nie pozbędzie. Nigdy nie wiadomo.
Po raz kolejny przeprosił swojego towarzysza, jeszcze nim ten powiedział, co chciałby dodatkowo zjeść. Nie miał wpływu na fakt, że klienci przychodzili, wychodzili… a niektórzy nawet stłukli talerze czy filiżanki, ewentualnie wylali kawę czy spadło im ciasto. Był tym zmęczony, ponieważ dzisiaj praktycznie nikt nie pracował (jak nie harował) poza nim i Natalie. Było to męczące, ale i dołujące. Czuł się z tym źle, dlatego pragnął, by jego zmiana w końcu dobiegła końca, aczkolwiek, jak wiadomo, raczej nie minie mu to tak szybko. Zmuszony udawać, że wszystko jest w porządku. Klient nasz pan. Nienawidził tego powiedzenia, lecz taka była prawda. Dlatego jak tylko wrócił za blat, na nowo znajdując się przy swoim towarzyszu, nawet nie miał chęci pozmywać naczyń czy zabrać się za realizację nowych zamówień. Pulsujący, nieprzyjemny ból głowy negatywnie wpływał na kambiona. Nie był skory do dalszej rozmowy, czuł się przez to wszystko przybity i pragnął w końcu opuścić miejsce swojej pracy, na dzisiaj było to tak przytłaczające, że aż irytujące.
- Wybrałeś już coś, co chciałbyś jeszcze zamówić? – zwrócił się do Ashtona, wysilając się na lekki, słaby uśmieszek. Takie zadanie nie należało do najłatwiejszych, zważywszy na fakt, że Daewon był marnym aktorem w kwestii jego niezadowolenia czy zwyczajnej złości. Starał się to maskować przez uśmiech i skupianiu się na wszystkim innym, byle nie tym, co go wprawiło w ponury nastrój. Zwykle klienci do tego doprowadzają, ale czy ktokolwiek mówił, że będzie łatwo? Nikt nie powiedział, iż jedna praca jest lepsza od drugiej. Wszędzie trafi się ktoś, kto zrujnuje pozytywne nastawienie człowieka, nawet samą swoją egzystencją. Jednak po raz kolejny nie otrzymał odpowiedzi, ponownie przepraszając przez to, że dziecko jednego klienta strąciło ręką wszystkie ciasta, które klienci zwykle mogli brać po wcześniejszym uzgodnieniu z pracownikami lokalu. I cóż, Kang był na granicy swojego zirytowania, mając wrażenie, że nerwy zaraz mu puszczą i nie będzie w stanie nad sobą zapanować, a to go przerażało.
Ahston?
Czuł, jak ten patrzył się na jego dłonie. Na całe szczęście, przywykł do tego typu sytuacji w tutejszej pracy, więc panował nad drżeniem rąk. Cicho westchnął, mimowolnie rozglądając się po lokalu, jakby chcąc mieć pewność, że nie trzeba przyjąć dodatkowego zamówienia czy pozbierać naczyń. Dopiero po tym w pełni skupił się na swoim obecnym zadaniu, które dość szybko zostało wykonane.
- Właściwie. Od wyboru do koloru. Szarlotka, bezy, muffinki, ciastka czekoladowe albo z samą białą czekoladą. Oh… i sernik truskawkowy. Nie wiem, co lubisz, więc nie mogę ci czegoś polecić z gwarancją, że będzie dla ciebie smaczne. Możemy mieć różne kubki smakowe. Każdemu smakuje coś innego – powiadomił z delikatnym uśmiechem, kładąc kubek z gorącą czekoladą przed klientem.
Nie otrzymał odpowiedzi od razu, tak też na nowo sięgnął do swojego notatnika, zapisując w nim kilka, niby przypadkowych, słów, z czym zaczął układać zdania, a tym samym nie potrzeba było szczególnie długo czasu, by chłopak skończył pisać krótki tekst w postaci „wiersza”. Choć nie wiedział, czy później się tego nie pozbędzie. Nigdy nie wiadomo.
Po raz kolejny przeprosił swojego towarzysza, jeszcze nim ten powiedział, co chciałby dodatkowo zjeść. Nie miał wpływu na fakt, że klienci przychodzili, wychodzili… a niektórzy nawet stłukli talerze czy filiżanki, ewentualnie wylali kawę czy spadło im ciasto. Był tym zmęczony, ponieważ dzisiaj praktycznie nikt nie pracował (jak nie harował) poza nim i Natalie. Było to męczące, ale i dołujące. Czuł się z tym źle, dlatego pragnął, by jego zmiana w końcu dobiegła końca, aczkolwiek, jak wiadomo, raczej nie minie mu to tak szybko. Zmuszony udawać, że wszystko jest w porządku. Klient nasz pan. Nienawidził tego powiedzenia, lecz taka była prawda. Dlatego jak tylko wrócił za blat, na nowo znajdując się przy swoim towarzyszu, nawet nie miał chęci pozmywać naczyń czy zabrać się za realizację nowych zamówień. Pulsujący, nieprzyjemny ból głowy negatywnie wpływał na kambiona. Nie był skory do dalszej rozmowy, czuł się przez to wszystko przybity i pragnął w końcu opuścić miejsce swojej pracy, na dzisiaj było to tak przytłaczające, że aż irytujące.
- Wybrałeś już coś, co chciałbyś jeszcze zamówić? – zwrócił się do Ashtona, wysilając się na lekki, słaby uśmieszek. Takie zadanie nie należało do najłatwiejszych, zważywszy na fakt, że Daewon był marnym aktorem w kwestii jego niezadowolenia czy zwyczajnej złości. Starał się to maskować przez uśmiech i skupianiu się na wszystkim innym, byle nie tym, co go wprawiło w ponury nastrój. Zwykle klienci do tego doprowadzają, ale czy ktokolwiek mówił, że będzie łatwo? Nikt nie powiedział, iż jedna praca jest lepsza od drugiej. Wszędzie trafi się ktoś, kto zrujnuje pozytywne nastawienie człowieka, nawet samą swoją egzystencją. Jednak po raz kolejny nie otrzymał odpowiedzi, ponownie przepraszając przez to, że dziecko jednego klienta strąciło ręką wszystkie ciasta, które klienci zwykle mogli brać po wcześniejszym uzgodnieniu z pracownikami lokalu. I cóż, Kang był na granicy swojego zirytowania, mając wrażenie, że nerwy zaraz mu puszczą i nie będzie w stanie nad sobą zapanować, a to go przerażało.
Ahston?
8.07.2019
Od Daewona CD Ashtona
Starał się pomóc Natalii, tym samym odciągając trochę obowiązków z ich barków. Jednakże, jak wiadomo, nie szło to tak szybko, jakby chcieli, gdyż każdy nagle zaczynał coś wymyślać, coś domawiać. Jak wiadomo – klient nasz pan. I Daewon, nawet jeżeli pragnął wrócić do zmywania naczyń, miał to uniemożliwione. Dlatego zmuszony był biegać po lokalu, w myślach wyklinając na lenistwo reszty pracowników, którzy poszli usiąść na zapleczu, pozostawiając dwójkę na pastwę losu przy największym ruchu.
W końcu wrócił do swojego towarzysza, który właściwie zabierał mu czas, a jednocześnie sprawiał, że chciało się pracować, ponieważ wszystko działo się znacznie szybciej. Słuchał słów nieznajomego, dokładnie mu się przyglądając. Nie miał nawet co narzekać, czego krytykować. Jeżeli linia szczęki zostałaby rozmazana, nie mógłby narzekać. Wszystko ma swój sens, posiada swoją historię i powstało w określonym celu.
- Każdy ma talent. Większy czy mniejszy, wystarczy mieć potencjał, to on jest w głównej mierze najważniejszy. Motywacja sama w sobie również dużo działa. A jak wiadomo, każdy obraz ma swój urok, posiada własną historię i nadaje temu jeszcze większą wartość. Może nie dla muzeum, ale dla samego autora. Prace mają podobać się tobie, nie społeczeństwu. W tej kwestii powinieneś być egoistyczny. Tak samo jest z twoim charakterem. Masz podobać się sobie pod tym względem, nie innym. To ty żyjesz z własną osobowością, możesz co najwyżej ją czasami dopasowywać do otoczenia, aby nie wyjść na chamskiego dupka. Czasami pewne rzeczy należy odpuścić, na inne naciskać, lecz wszystko robisz z głową – powiedział, a delikatny uśmiech zagościł na ustach kambiona, który oparł się o blat, ponownie sięgając po ołówek, aby raz jeszcze poprawić cieniowanie. Dla niego każdy obraz czy rysunek miał swoją wartość, posiadał swój urok i był godzien uwagi, bez wyjątku, czy mu się podobał, czy nie. Jeżeli autor jest zadowolony, to on, jako widz, również będzie usatysfakcjonowany. – Daewon – odparł, spoglądając na towarzysza. – Zależy na kogo trafię. Zazwyczaj mówię mało, ponieważ nie jestem osobą nazbyt otwartą, a tym samym sprawiam wrażenie zamkniętego. Po części jest to prawda, jednak… przez taką pracę jestem zmuszony być bardziej otwartym na rozmowy – dodał, wzruszając delikatnie ramionami.
Po kilku minutach, kiedy już uznał swój szkic za skończony, efekt końcowy mu się podobał. Dlatego na dole zapisał jedynie datę, swój podpis, a także imię osoby, która została przedstawiona. Rysowanie sprawiało mu niewyobrażalnie wielką frajdę, przez co czuł się jak małe, szczęśliwe dziecko. Ash wydawał się być całkiem inną osobą niż poprzedniego, feralnego dnia. Nie potrafił do końca go zrozumieć, czy stwierdzić jaki jest. Jedna rozmowa nie może spowodować, iż będzie miał wykreowany jego wizerunek w swoich oczach.
Nie dane było mu się za długo zastanawiać, ponieważ Natalie uczepiła się ramienia Azjaty, chcąc zobaczyć jego rysunek, tym samym zaczepiając blondyna niczym starsza siostra. Dwójka miała ze sobą dość dobry kontakt, więc nawet nie mógł narzekać, a jedynie korzystać. Stworzenie różnych tatuaży dla dziewczyny było czymś przyjemnym, gdyż dzięki temu rozwijał pasję i wyobraźnię.
To po kilku sekundach maltretowania prawego policzka Kanga, w końcu spojrzała na osobę, z którą cały czas rozmawiał w czasie pracy. Niemalże od razu zauważył jej uśmiech, ponieważ sama przyznała, że znała Asha, gdyż był to brat… kogoś tam. Tak, nie miał głowy do imion. Dlatego zerknął na dwójkę, cicho wzdychając.
- Właściwie. Chciałbyś coś wypić? – zapytał, zamykając w końcu swój szkicownik, jednocześnie uwalniając się od swojej współpracowniczki. – Kawa? Herbata? Gorąca czekolada? – zadał kolejne pytanie, wsuwając ołówek za ucho, dokładnie obserwując Asha.
Ash?
W końcu wrócił do swojego towarzysza, który właściwie zabierał mu czas, a jednocześnie sprawiał, że chciało się pracować, ponieważ wszystko działo się znacznie szybciej. Słuchał słów nieznajomego, dokładnie mu się przyglądając. Nie miał nawet co narzekać, czego krytykować. Jeżeli linia szczęki zostałaby rozmazana, nie mógłby narzekać. Wszystko ma swój sens, posiada swoją historię i powstało w określonym celu.
- Każdy ma talent. Większy czy mniejszy, wystarczy mieć potencjał, to on jest w głównej mierze najważniejszy. Motywacja sama w sobie również dużo działa. A jak wiadomo, każdy obraz ma swój urok, posiada własną historię i nadaje temu jeszcze większą wartość. Może nie dla muzeum, ale dla samego autora. Prace mają podobać się tobie, nie społeczeństwu. W tej kwestii powinieneś być egoistyczny. Tak samo jest z twoim charakterem. Masz podobać się sobie pod tym względem, nie innym. To ty żyjesz z własną osobowością, możesz co najwyżej ją czasami dopasowywać do otoczenia, aby nie wyjść na chamskiego dupka. Czasami pewne rzeczy należy odpuścić, na inne naciskać, lecz wszystko robisz z głową – powiedział, a delikatny uśmiech zagościł na ustach kambiona, który oparł się o blat, ponownie sięgając po ołówek, aby raz jeszcze poprawić cieniowanie. Dla niego każdy obraz czy rysunek miał swoją wartość, posiadał swój urok i był godzien uwagi, bez wyjątku, czy mu się podobał, czy nie. Jeżeli autor jest zadowolony, to on, jako widz, również będzie usatysfakcjonowany. – Daewon – odparł, spoglądając na towarzysza. – Zależy na kogo trafię. Zazwyczaj mówię mało, ponieważ nie jestem osobą nazbyt otwartą, a tym samym sprawiam wrażenie zamkniętego. Po części jest to prawda, jednak… przez taką pracę jestem zmuszony być bardziej otwartym na rozmowy – dodał, wzruszając delikatnie ramionami.
Po kilku minutach, kiedy już uznał swój szkic za skończony, efekt końcowy mu się podobał. Dlatego na dole zapisał jedynie datę, swój podpis, a także imię osoby, która została przedstawiona. Rysowanie sprawiało mu niewyobrażalnie wielką frajdę, przez co czuł się jak małe, szczęśliwe dziecko. Ash wydawał się być całkiem inną osobą niż poprzedniego, feralnego dnia. Nie potrafił do końca go zrozumieć, czy stwierdzić jaki jest. Jedna rozmowa nie może spowodować, iż będzie miał wykreowany jego wizerunek w swoich oczach.
Nie dane było mu się za długo zastanawiać, ponieważ Natalie uczepiła się ramienia Azjaty, chcąc zobaczyć jego rysunek, tym samym zaczepiając blondyna niczym starsza siostra. Dwójka miała ze sobą dość dobry kontakt, więc nawet nie mógł narzekać, a jedynie korzystać. Stworzenie różnych tatuaży dla dziewczyny było czymś przyjemnym, gdyż dzięki temu rozwijał pasję i wyobraźnię.
To po kilku sekundach maltretowania prawego policzka Kanga, w końcu spojrzała na osobę, z którą cały czas rozmawiał w czasie pracy. Niemalże od razu zauważył jej uśmiech, ponieważ sama przyznała, że znała Asha, gdyż był to brat… kogoś tam. Tak, nie miał głowy do imion. Dlatego zerknął na dwójkę, cicho wzdychając.
- Właściwie. Chciałbyś coś wypić? – zapytał, zamykając w końcu swój szkicownik, jednocześnie uwalniając się od swojej współpracowniczki. – Kawa? Herbata? Gorąca czekolada? – zadał kolejne pytanie, wsuwając ołówek za ucho, dokładnie obserwując Asha.
Ash?
3.07.2019
Od Daewona CD Ashtona
Daewon nie był do końca jasny i klarowny, posiadał swoje tajemnice, gorsze chwile, jak każdy człowiek. Nikt nie był prosty, nie z każdego można było czytać, jak z otwartej księgi. Na jednych wystarczyło spojrzeć i z łatwością stwierdzić, jak wygląda ich życie, gdyż z tym się odnoszą do całego świata, chcąc być w centrum zainteresowania. Pragną, by ludzie żyli tylko ich życiem, nie mając swojego. Jest to dość toksyczne, aczkolwiek, jak wiadomo, takie osoby zyskują dużo uwagi, ale wciąż nie jest ona wystarczająca, żeby przestali się odnosić z tym, co się u nich dzieje.
Jednak z chłopakiem, które dane było mu poznać, było całkowicie inaczej. Kang wywnioskował jego przyjście tutaj na podstawie doświadczenia w pracy w kawiarni. Zwykle ludzie robili to spontanicznie, decydując się na spotkanie ze znajomymi tutaj. Choć, jak wiadomo, powodów było znacznie więcej.
Nie znał życia obcego, nie wiedział czy miał znajomych, czy nie. Był szczęśliwy, a może nie? Kto wie, ten wie, ale do tych osób nie należał kambion. Nie interesował się cudzym życiem na tyle, aby nagle przestać żyć własnym. W dodatku, ten chłopak był mu całkowicie obcy. Nie wiedział czego można się po nim spodziewać, do czego jeszcze jest zdolny. Dowiedział się ostatnio, po co ściągał demona, ale czy na takiej podstawie powinien go całkowicie oceniać, tym samym skreślając? Nie. To nie był dobry powód. Właściwie, to nie był żaden powód. Miał prawo się zirytować, źle się poczuć przez jego zachowanie, aczkolwiek każdy taki jest z jakiegoś powodu; charakter, doświadczenie, a może jeszcze coś innego? Różnie bywało w życiu. Często potrafiło zaskoczyć człowieka, pozytywnie albo negatywnie.
W tym wieku doskwierała samotność, a często nawet i depresja, która potrafiła doprowadzić do sytuacji, gdzie człowiek kończy ze swoim życiem, nie mając siły walczyć dalej, zaś osoby wokół nich, tak naprawdę potrafią nie dostrzegać problemów, z którymi ktoś się zmaga. Często łatwo jest to ukrywać, nie pokazywać, udawać szczęśliwego czy korzystać z życia, jak najwięcej było to możliwe. Daewonowi z przykrością się na to patrzyło, szczególnie kiedy wiedział, iż ktoś miewał problemy w kontaktach między ludzkich, najbardziej oddając się relacji z kimś z rodziny. A jak wiadomo, każdy kiedyś odchodzi, ma swoje życie, ma inną osobę, na której również im zaczyna zależeć i chcą także poświęcić uwagę i czas jej.
- Kawiarnia jest i dla ludzi, i dla takich jak my. Mało kto tutaj zwraca na to uwagę. Mówisz im tyle, ile chcesz, to twoja osobista sprawa. Możesz powiedzieć wszystkie sekrety własnej rasy, a możesz tego nie robić. Jedni cię szanują, inni szkalują. Każdy jest inny i każdemu powiesz to, co chcesz. Prawda czy kłamstwo, nie ocenią tego ci, którzy nic nie wiedzą o twojej rasie – oznajmił spokojnie, co jakiś czas spoglądał na chłopaka, chcąc się upewnić, że dobrze rysuje kształt jego szczęki, poprawiając to bez żadnego zmazywania, a tym samym tworzył z tego cień. Nie chciał mazać po kartce, bo zwykle wtedy źle to wyglądało i nie podobało mu się to w żadnym stopniu. – Nie chodzę do żadnej akademii. Wolę sam się uczyć. Zresztą, rysuję od dziecka. Maluję, rysuję, tworzę swoją własną sztukę. Nie ograniczam się do kartek i płótna, ale chyba nie wypada mieć malunków na udach w czasie pracy, prawda? – mruknął, zaczynając rysować oczy chłopaka, mimowolnie w nie zaczął spoglądać. Może i było to peszące, czy denerwujące, aczkolwiek Daewon chciał mieć wszystko zrobione jak najdokładniej. Oczy młodzieńca wydawały się być puste, niewyrażające za wiele poza pustką, która była przybijająca. Oczywiście, poza tym dostrzec można było nutkę ciekawości. I Kang domyślał się o co się rozchodziło. Nie wiedział, co robił kambion, ze swojej perspektywy nie było to możliwe. Dlatego czuł pewnego rodzaju satysfakcję. – Malowanie wyraża człowieka. Możesz namalować nawet prostą, co prawda głupią, kreskę, a może wyrażać więcej myśli niż się tego spodziewasz. Zawsze coś w tym jest. Każdy kształt ma swoje znaczenie, powstał w jakimś celu czy w konkretnych okolicznościach. A jeśli chodzi o to, co piszę, można na to patrzeć. Mogłeś przeczytać, mogłeś komuś o tym powiedzieć. Tylko wcześniej pyta się o zgodę, a nie wyrywa z rąk właściciela. Stwarzanie pozorów rozpuszczonego dzieciaka nie jest niczym przyjemnym. Odstraszasz od siebie ludzi, zniechęcasz do bliższego poznania – przyznał, będąc całkowicie szczerym z tym, co mówił. Jednak to nie był koniec potoku jego myśli, aczkolwiek został przerwany przez Natalie, która zawołała go, żeby pomógł jej w przygotowaniu zamówień.
Położył notatnik tuż koło chłopaka, nie dbając o to, aby go zamknąć. Zostawił otwarty na stronie, gdzie doskonale był widoczny szkic. Przeprosił ciemnowłosego, lekko się kłaniając, co było nawykiem ze swojego kraju, a po tym od razu poszedł pomóc swojej współpracowniczce w realizowaniu wszystkiego, co pozamawiali klienci.
Ashton?
Jednak z chłopakiem, które dane było mu poznać, było całkowicie inaczej. Kang wywnioskował jego przyjście tutaj na podstawie doświadczenia w pracy w kawiarni. Zwykle ludzie robili to spontanicznie, decydując się na spotkanie ze znajomymi tutaj. Choć, jak wiadomo, powodów było znacznie więcej.
Nie znał życia obcego, nie wiedział czy miał znajomych, czy nie. Był szczęśliwy, a może nie? Kto wie, ten wie, ale do tych osób nie należał kambion. Nie interesował się cudzym życiem na tyle, aby nagle przestać żyć własnym. W dodatku, ten chłopak był mu całkowicie obcy. Nie wiedział czego można się po nim spodziewać, do czego jeszcze jest zdolny. Dowiedział się ostatnio, po co ściągał demona, ale czy na takiej podstawie powinien go całkowicie oceniać, tym samym skreślając? Nie. To nie był dobry powód. Właściwie, to nie był żaden powód. Miał prawo się zirytować, źle się poczuć przez jego zachowanie, aczkolwiek każdy taki jest z jakiegoś powodu; charakter, doświadczenie, a może jeszcze coś innego? Różnie bywało w życiu. Często potrafiło zaskoczyć człowieka, pozytywnie albo negatywnie.
W tym wieku doskwierała samotność, a często nawet i depresja, która potrafiła doprowadzić do sytuacji, gdzie człowiek kończy ze swoim życiem, nie mając siły walczyć dalej, zaś osoby wokół nich, tak naprawdę potrafią nie dostrzegać problemów, z którymi ktoś się zmaga. Często łatwo jest to ukrywać, nie pokazywać, udawać szczęśliwego czy korzystać z życia, jak najwięcej było to możliwe. Daewonowi z przykrością się na to patrzyło, szczególnie kiedy wiedział, iż ktoś miewał problemy w kontaktach między ludzkich, najbardziej oddając się relacji z kimś z rodziny. A jak wiadomo, każdy kiedyś odchodzi, ma swoje życie, ma inną osobę, na której również im zaczyna zależeć i chcą także poświęcić uwagę i czas jej.
- Kawiarnia jest i dla ludzi, i dla takich jak my. Mało kto tutaj zwraca na to uwagę. Mówisz im tyle, ile chcesz, to twoja osobista sprawa. Możesz powiedzieć wszystkie sekrety własnej rasy, a możesz tego nie robić. Jedni cię szanują, inni szkalują. Każdy jest inny i każdemu powiesz to, co chcesz. Prawda czy kłamstwo, nie ocenią tego ci, którzy nic nie wiedzą o twojej rasie – oznajmił spokojnie, co jakiś czas spoglądał na chłopaka, chcąc się upewnić, że dobrze rysuje kształt jego szczęki, poprawiając to bez żadnego zmazywania, a tym samym tworzył z tego cień. Nie chciał mazać po kartce, bo zwykle wtedy źle to wyglądało i nie podobało mu się to w żadnym stopniu. – Nie chodzę do żadnej akademii. Wolę sam się uczyć. Zresztą, rysuję od dziecka. Maluję, rysuję, tworzę swoją własną sztukę. Nie ograniczam się do kartek i płótna, ale chyba nie wypada mieć malunków na udach w czasie pracy, prawda? – mruknął, zaczynając rysować oczy chłopaka, mimowolnie w nie zaczął spoglądać. Może i było to peszące, czy denerwujące, aczkolwiek Daewon chciał mieć wszystko zrobione jak najdokładniej. Oczy młodzieńca wydawały się być puste, niewyrażające za wiele poza pustką, która była przybijająca. Oczywiście, poza tym dostrzec można było nutkę ciekawości. I Kang domyślał się o co się rozchodziło. Nie wiedział, co robił kambion, ze swojej perspektywy nie było to możliwe. Dlatego czuł pewnego rodzaju satysfakcję. – Malowanie wyraża człowieka. Możesz namalować nawet prostą, co prawda głupią, kreskę, a może wyrażać więcej myśli niż się tego spodziewasz. Zawsze coś w tym jest. Każdy kształt ma swoje znaczenie, powstał w jakimś celu czy w konkretnych okolicznościach. A jeśli chodzi o to, co piszę, można na to patrzeć. Mogłeś przeczytać, mogłeś komuś o tym powiedzieć. Tylko wcześniej pyta się o zgodę, a nie wyrywa z rąk właściciela. Stwarzanie pozorów rozpuszczonego dzieciaka nie jest niczym przyjemnym. Odstraszasz od siebie ludzi, zniechęcasz do bliższego poznania – przyznał, będąc całkowicie szczerym z tym, co mówił. Jednak to nie był koniec potoku jego myśli, aczkolwiek został przerwany przez Natalie, która zawołała go, żeby pomógł jej w przygotowaniu zamówień.
Położył notatnik tuż koło chłopaka, nie dbając o to, aby go zamknąć. Zostawił otwarty na stronie, gdzie doskonale był widoczny szkic. Przeprosił ciemnowłosego, lekko się kłaniając, co było nawykiem ze swojego kraju, a po tym od razu poszedł pomóc swojej współpracowniczce w realizowaniu wszystkiego, co pozamawiali klienci.
Ashton?
24.06.2019
Od Daewona CD Ashtona
Daewon czuł się źle od momentu spotkania z osobą, która pragnęła go wykorzystać do swojego planu w akcie zemsty na pewnej osobie. Całą noc miał nieprzespaną, nawet na chwile nie był w stanie zmrużyć oka, gdyż głos w jego głowie, cały czas przypominał o tym młodym chłopaku, którego czyny zirytowały, wręcz wyprowadziły kambiona z równowagi. I pomimo wypierania się, że na pewno było to przypadkowe spotkanie - coraz bardziej uświadamiał się w tym, iż było to zaplanowane. Nie chciał mieć nic wspólnego ze swoją demoniczną postacią. Niestety, wyparcie się tego było niemożliwe.
To dzięki pracy czuł się znacznie lepiej, nie miał chwili na przemyślenia, zmartwienia. Zmuszony był się poświęcić temu, co się działo wokół klientów, sprzątać po nich, obsługiwać kolejnych czy ich witać. Cieszył się, że mógł na spokojnie oddać się w wir pracy niż przypominanie sobie o sytuacji, w której dane było mu poznać osobę, która ani trochę nie zyskała w jego oczach. Starając się oddać swoim zadaniom, nawet nie miał chwili na zerknięcie w stronę baru, kogo tam przyniosło. Jednak, jak wiadomo, w końcu musiał tam podejść, gdyż zebrał brudne naczynia i ktoś powinien je pozbierać i pozmywać za jednym razem. Zadanie przypadło na blondyna, aczkolwiek nie miał co narzekać, chwilowa izolacja od ciągłych rozmów z ludźmi pozytywnie na niego wpłynie. A przynajmniej takie miał założenie, ponieważ zostało ono zniszczone przez osobę siedzącą przy barze i wystukującą jakiś rytm, tak to brzmiało dla samego kambiona. Wkładając naczynia do zlewu, mimowolnie przeniósł spojrzenie na klienta, co było dużym błędem ze względu na to, że prawie upuścił talerz. Nie był przyzwyczajony do tego rodzaju "niespodzianek". Na całe szczęście, w porę złapał naczynie, co prawda ogonem, ale uniknął zepsucia go. Musiał przyznać, ogon czasami bywał przydatny, szczególnie kiedy nie musiał całkowicie się przemieniać, aby się pojawił.
- Nie musimy wracać już do tamtej sytuacji, było... minęło. Uznaj to za przyjęcie przeprosin - powiedział, posyłając krótkie spojrzenie w kierunku chłopaka, również delikatnie się uśmiechając do niego. Pragnął zapomnieć o całej tej sytuacji, wystarczyło go nie zmuszać do ów uczynku, i może na spokojnie odetchnąć z ulgą. Pomycie wszystkiego nie zajęło mu dużo czasu, a dzięki temu mógł na chwilę odpocząć i nie zabierać się za kolejne zadania. To Natalie teraz biegała po kawiarni, przyjmując zamówienia, a także je realizując w trybie natychmiastowym. - Przypadkowo tutaj trafiłeś? - zapytał, dokładnie obserwując chłopaka. Otrzymał pozytywną odpowiedź w postaci kiwnięcia głowy. - To teraz mi powiedz, czy jest coś specjalnego, że tutaj przyszedłeś? Nie licząc obsługi w kwestii otrzymania kawy czy ciasta - dopowiedział, mając dziwne wrażenie, że ciemnowłosy nie przyszedł tutaj również bezinteresownie, nawet jeśli trafił tutaj przypadkowo... coś mu podpowiadało, iż nie tylko o to chodzi. - Samotność ci doskwiera? - kolejne pytanie. Mało kto przychodził do kawiarni sam, zwykle mieli jakieś interesy, czy to spotkania z klientami, praca, czy zwykły brak znajomych, z którymi można spędzić przyjemnie czas poza domem. Ewentualnie chęć przebywania w samotności. Stąd były wnioski kambiona. - Jeśli nie chcesz, to nie musisz odpowiadać. Zmuszać cię nie będę do konwersacji - westchnął, wyciągając swój notatnik, który również służył jako szkicownik. Nie wiedział do końca, co narysować, czy napisać, dlatego zawiesił spojrzenie na czarowniku, a wolną dłonią sięgnął po ołówek, zaczynając rysować pierwsze zarysy jego szczęki. Cóż, nie wiedział dlaczego padło na niego, jednak, jak można się domyślić, każdy "artysta" ma swoją muzę, swoje natchnienie, dzięki czemu chęć rysowania czy pisania potrafi przyjść od tak, na pstryknięcie palców i niezbyt da się to wszystko racjonalnie wytłumaczyć. To najlepiej doświadczyć, by wiedzieć, o co dokładnie się rozchodzi.
Ashton?
To dzięki pracy czuł się znacznie lepiej, nie miał chwili na przemyślenia, zmartwienia. Zmuszony był się poświęcić temu, co się działo wokół klientów, sprzątać po nich, obsługiwać kolejnych czy ich witać. Cieszył się, że mógł na spokojnie oddać się w wir pracy niż przypominanie sobie o sytuacji, w której dane było mu poznać osobę, która ani trochę nie zyskała w jego oczach. Starając się oddać swoim zadaniom, nawet nie miał chwili na zerknięcie w stronę baru, kogo tam przyniosło. Jednak, jak wiadomo, w końcu musiał tam podejść, gdyż zebrał brudne naczynia i ktoś powinien je pozbierać i pozmywać za jednym razem. Zadanie przypadło na blondyna, aczkolwiek nie miał co narzekać, chwilowa izolacja od ciągłych rozmów z ludźmi pozytywnie na niego wpłynie. A przynajmniej takie miał założenie, ponieważ zostało ono zniszczone przez osobę siedzącą przy barze i wystukującą jakiś rytm, tak to brzmiało dla samego kambiona. Wkładając naczynia do zlewu, mimowolnie przeniósł spojrzenie na klienta, co było dużym błędem ze względu na to, że prawie upuścił talerz. Nie był przyzwyczajony do tego rodzaju "niespodzianek". Na całe szczęście, w porę złapał naczynie, co prawda ogonem, ale uniknął zepsucia go. Musiał przyznać, ogon czasami bywał przydatny, szczególnie kiedy nie musiał całkowicie się przemieniać, aby się pojawił.
- Nie musimy wracać już do tamtej sytuacji, było... minęło. Uznaj to za przyjęcie przeprosin - powiedział, posyłając krótkie spojrzenie w kierunku chłopaka, również delikatnie się uśmiechając do niego. Pragnął zapomnieć o całej tej sytuacji, wystarczyło go nie zmuszać do ów uczynku, i może na spokojnie odetchnąć z ulgą. Pomycie wszystkiego nie zajęło mu dużo czasu, a dzięki temu mógł na chwilę odpocząć i nie zabierać się za kolejne zadania. To Natalie teraz biegała po kawiarni, przyjmując zamówienia, a także je realizując w trybie natychmiastowym. - Przypadkowo tutaj trafiłeś? - zapytał, dokładnie obserwując chłopaka. Otrzymał pozytywną odpowiedź w postaci kiwnięcia głowy. - To teraz mi powiedz, czy jest coś specjalnego, że tutaj przyszedłeś? Nie licząc obsługi w kwestii otrzymania kawy czy ciasta - dopowiedział, mając dziwne wrażenie, że ciemnowłosy nie przyszedł tutaj również bezinteresownie, nawet jeśli trafił tutaj przypadkowo... coś mu podpowiadało, iż nie tylko o to chodzi. - Samotność ci doskwiera? - kolejne pytanie. Mało kto przychodził do kawiarni sam, zwykle mieli jakieś interesy, czy to spotkania z klientami, praca, czy zwykły brak znajomych, z którymi można spędzić przyjemnie czas poza domem. Ewentualnie chęć przebywania w samotności. Stąd były wnioski kambiona. - Jeśli nie chcesz, to nie musisz odpowiadać. Zmuszać cię nie będę do konwersacji - westchnął, wyciągając swój notatnik, który również służył jako szkicownik. Nie wiedział do końca, co narysować, czy napisać, dlatego zawiesił spojrzenie na czarowniku, a wolną dłonią sięgnął po ołówek, zaczynając rysować pierwsze zarysy jego szczęki. Cóż, nie wiedział dlaczego padło na niego, jednak, jak można się domyślić, każdy "artysta" ma swoją muzę, swoje natchnienie, dzięki czemu chęć rysowania czy pisania potrafi przyjść od tak, na pstryknięcie palców i niezbyt da się to wszystko racjonalnie wytłumaczyć. To najlepiej doświadczyć, by wiedzieć, o co dokładnie się rozchodzi.
Ashton?
7.06.2019
Od Daewona CD Ashtona
Koreańczyk był osobą cichą, spokojną i cierpliwą, raczej mało kto posiadał w sobie tyle cierpliwości, co on. Zazwyczaj dawał innym drugą szansę, bo wiedział, jaki obecnie był świat. Ludzie to materialiści, egoiści, nie widzą niczego poza czubkiem własnego nosa. I to bardzo zrażało, a także obniżało próg cierpliwości, jednak nie w przypadku Daewona. On miał tego w sobie aż za dużo. Jednak istniała pewna granica, której nie należało przekraczać.
Każdy miał swoją własną sferę ciszy, spokoju... prawo do przebywania w samotności czy rozwijania pasji. I takiej strefy nie należało naruszać w żadnym calu, nawet mikroelementy nie miały tutaj prawa bytu. W przypadku kambiona, za taką granicę można było uznać jego wiersze. Nikt nigdy ich nie czytał, nie krytykował, nie trzymając jego notatnik... tak naprawdę, nikt nie miał prawa go trzymać poza nim samym. Może istniały małe wyjątki, pewne osoby, lecz na to trzeba sobie zasłużyć.
Nieznajomy jednak potraktował to w dość obojętny sposób, tym samym trafiając w czuły punkt Azjaty. Każdy interesuję się tym, czym chce. Każdy robi to, co uważa za słuszne. Tak było w każdym przypadku, bez żadnych odchyleń, czy z pewnymi lukami. Dlatego nie rozumiał słów drugiego, który zachował się w oczach chłopaka jak typowy, rozpieszczony bachor. Trzeba podkreślić fakt, iż Kang nie do końca zna swoje wszystkie umiejętności, nie był pewien, do jakiego stopnia może to wszystko się rozwinąć.
Tak też w krótkim czasie znalazł się przy obcym, trzymającym jego własność. Nawet nie zorientował się, kiedy jego ciało zostało pokryte ciemnymi łuskami.
- Chodzę tam, gdzie mi się zachce - powiedział, wyrywając swój notatnik. - Nie wpieprzaj nosa tam, gdzie cię nie chcą. A ja nie chce rozpieszczonego idioty w swoim życiu - dodał, będąc całkowicie zirytowany zachowaniem obcego.
Nie był ani trochę zadowolony. Jego cierpliwość przeszła sama siebie, zniknęła w momencie dotknięcia zeszytu. Niby zwykły przedmiot, niemający większej czy mniejszej wartości, lecz w oczach Daewona było to coś więcej niż tylko "kartki z literkami", to cała jego historia. Od najmłodszych lat, kiedy zaczął interesować się pisarstwem, zdecydował się kupić zeszyt. Nie przyciągał uwagi, miał zwykłą, prostą i jednolitą okładkę, bez żadnych wzorów czy napisów. Zapisywał tam praktycznie wszystko, zaczynając od różnych tekstów do piosenek, które nigdy nie ujrzą światła dziennego, kończąc na wierszach.
Kang był kambionem, nie do końca znający swoje umiejętności czy to, do jakiego stopnia potrafiłby się posunąć. Nie znał siebie od tej strony, tej gorszej. Nie chciał wyrządzić nikomu niepotrzebnej krzywdy, po co mu to było? Nie czułby ani satysfakcji, ani zadowolenia, raczej byłby przygnębiony. A nieznajomy nie znajdował się na jego miejscu, więc jego lekkomyślność negatywnie wpływała na blondyna. I tak wystarczająco długo musiał męczyć się w pracy. Tutaj chciał odpocząć, pobyć przez chwilę sam, jednak nie było mu to dane. Odsunął się po raz kolejny, tym razem nie mając zamiaru już się zatrzymywać, czy pozwolić by chłopak, choć nie wiedział, czy nie powinien określać go mianem chłopca, ponownie pozwolił sobie na więcej, niż należy.
- A teraz, idź poszukać sobie innego demona, szatana, czy czego tam potrzebujesz. I nie wtrącaj swojego szanownego dupska tam, gdzie ci się zachce. Nie jesteś królem świata, raczej głupim sługusem - powiadomił, po tym nie czekał na żadną odpowiedź, nie chcąc kolejnej konfrontacji z drugim. Dlatego w dość krótkim czasie pokonał schody, opuszczając ruiny, a dzięki temu znowu znalazł się na widoku dla innych ludzi. Jednak nie chciał przyciągać szczególnej uwagi w metrze, czy komunikacji miejskiej, więc zdecydował się na spacer do domu. Co prawda blisko nie miał, lecz da radę. Ruch to zdrowie, podobno. A trochę świeżego powietrza mu nie zaszkodzi, może uda mu się całkowicie ochłonąć.
Pragnął całkowicie zapomnieć o zaistniałej sytuacji, o zachowaniu drugiego, jednak było to dość trudne, ponieważ Daewon zaczął odczuwać pewnego rodzaju "nakaz" powrotu tam, gdzie mieli okazję się spotkać. Ignorował to, a przynajmniej próbował. Dopiero po dotarciu do domu, umył się, a następnie powędrował do łóżka, w towarzystwie swojego zeszytu, to wtedy zdał sobie sprawę z tego, że to ich spotkanie wcale nie było przypadkowe. To Kang został wezwany, nawet jeżeli tego nie odczuwał, to tak było. Tylko pytanie brzmi, dlaczego właśnie on?
Ashton?
Każdy miał swoją własną sferę ciszy, spokoju... prawo do przebywania w samotności czy rozwijania pasji. I takiej strefy nie należało naruszać w żadnym calu, nawet mikroelementy nie miały tutaj prawa bytu. W przypadku kambiona, za taką granicę można było uznać jego wiersze. Nikt nigdy ich nie czytał, nie krytykował, nie trzymając jego notatnik... tak naprawdę, nikt nie miał prawa go trzymać poza nim samym. Może istniały małe wyjątki, pewne osoby, lecz na to trzeba sobie zasłużyć.
Nieznajomy jednak potraktował to w dość obojętny sposób, tym samym trafiając w czuły punkt Azjaty. Każdy interesuję się tym, czym chce. Każdy robi to, co uważa za słuszne. Tak było w każdym przypadku, bez żadnych odchyleń, czy z pewnymi lukami. Dlatego nie rozumiał słów drugiego, który zachował się w oczach chłopaka jak typowy, rozpieszczony bachor. Trzeba podkreślić fakt, iż Kang nie do końca zna swoje wszystkie umiejętności, nie był pewien, do jakiego stopnia może to wszystko się rozwinąć.
Tak też w krótkim czasie znalazł się przy obcym, trzymającym jego własność. Nawet nie zorientował się, kiedy jego ciało zostało pokryte ciemnymi łuskami.
- Chodzę tam, gdzie mi się zachce - powiedział, wyrywając swój notatnik. - Nie wpieprzaj nosa tam, gdzie cię nie chcą. A ja nie chce rozpieszczonego idioty w swoim życiu - dodał, będąc całkowicie zirytowany zachowaniem obcego.
Nie był ani trochę zadowolony. Jego cierpliwość przeszła sama siebie, zniknęła w momencie dotknięcia zeszytu. Niby zwykły przedmiot, niemający większej czy mniejszej wartości, lecz w oczach Daewona było to coś więcej niż tylko "kartki z literkami", to cała jego historia. Od najmłodszych lat, kiedy zaczął interesować się pisarstwem, zdecydował się kupić zeszyt. Nie przyciągał uwagi, miał zwykłą, prostą i jednolitą okładkę, bez żadnych wzorów czy napisów. Zapisywał tam praktycznie wszystko, zaczynając od różnych tekstów do piosenek, które nigdy nie ujrzą światła dziennego, kończąc na wierszach.
Kang był kambionem, nie do końca znający swoje umiejętności czy to, do jakiego stopnia potrafiłby się posunąć. Nie znał siebie od tej strony, tej gorszej. Nie chciał wyrządzić nikomu niepotrzebnej krzywdy, po co mu to było? Nie czułby ani satysfakcji, ani zadowolenia, raczej byłby przygnębiony. A nieznajomy nie znajdował się na jego miejscu, więc jego lekkomyślność negatywnie wpływała na blondyna. I tak wystarczająco długo musiał męczyć się w pracy. Tutaj chciał odpocząć, pobyć przez chwilę sam, jednak nie było mu to dane. Odsunął się po raz kolejny, tym razem nie mając zamiaru już się zatrzymywać, czy pozwolić by chłopak, choć nie wiedział, czy nie powinien określać go mianem chłopca, ponownie pozwolił sobie na więcej, niż należy.
- A teraz, idź poszukać sobie innego demona, szatana, czy czego tam potrzebujesz. I nie wtrącaj swojego szanownego dupska tam, gdzie ci się zachce. Nie jesteś królem świata, raczej głupim sługusem - powiadomił, po tym nie czekał na żadną odpowiedź, nie chcąc kolejnej konfrontacji z drugim. Dlatego w dość krótkim czasie pokonał schody, opuszczając ruiny, a dzięki temu znowu znalazł się na widoku dla innych ludzi. Jednak nie chciał przyciągać szczególnej uwagi w metrze, czy komunikacji miejskiej, więc zdecydował się na spacer do domu. Co prawda blisko nie miał, lecz da radę. Ruch to zdrowie, podobno. A trochę świeżego powietrza mu nie zaszkodzi, może uda mu się całkowicie ochłonąć.
Pragnął całkowicie zapomnieć o zaistniałej sytuacji, o zachowaniu drugiego, jednak było to dość trudne, ponieważ Daewon zaczął odczuwać pewnego rodzaju "nakaz" powrotu tam, gdzie mieli okazję się spotkać. Ignorował to, a przynajmniej próbował. Dopiero po dotarciu do domu, umył się, a następnie powędrował do łóżka, w towarzystwie swojego zeszytu, to wtedy zdał sobie sprawę z tego, że to ich spotkanie wcale nie było przypadkowe. To Kang został wezwany, nawet jeżeli tego nie odczuwał, to tak było. Tylko pytanie brzmi, dlaczego właśnie on?
Ashton?
20.05.2019
Od Daewona CD Ashtona
Nie rozumiał intencji niektórych osób, właściwie: mało kogo intencje rozumiał. Zemsta na kimkolwiek była czymś idiotycznym w mniemaniu Kanga. Dlatego nie powstrzymał się od przewrócenia oczami. Może i nie był osobą nadającą się do konwersacji, lecz czasem zmuszony jest do odpowiadania w jakikolwiek sposób. Nie chciał pokazywać swojej bierności, nie przy obcym, który zdecydowanie mu się nie przypodobał. Niebezpieczny rytuał brzmiało jak głupota z ust młodziaka, wydająca się czymś absurdalnym i wskazującym na jego skrajną nieodpowiedzialność w tej kwestii. Czy wiedział jakie ten miał doświadczenie w spotykaniu istot od szatana? Było to raczej wątpliwe. Kto mądry dokonuje takich wyborów? Zwykle osoby egoistyczne, zapatrzone w swój czubek nosa, nie do końca pojmujący i niechcący pojąć cudzego rozumowania chociażby w małym stopniu.
Mruknął niezadowolony, gdy nieprzyjemne uczucie przeszło po jego ciele, a przez to wpatrywał się w ziemię, nie trwało to szczególnie długo. Ułożył dłoń na karku, na nowo wracając do poprzedniej pozycji. Cofnął się o kilka kroków, zachowując większy dystans niż dotychczas. Nie chciał brać udziału w jakiejś głupiej gierce nieznajomego.
- Jest to niezwykły przejaw głupoty z twojej strony, używając starych i niebezpiecznych rytuałów – przyznał, niezbyt dbając o fakt iż mógłby urazić chłopaka. Nie popierał jego zachowania, dlatego dość ciężko było mu się powstrzymać. Zapewne przejaw czegoś takiego odziedziczył po swoim współpracowniku z którym spędzał dość dużą ilość czasu. A z kim przystajesz, takim się stajesz. – A mój drogi, haczyk jest taki. Nie przyszedłem tutaj na twoje zawołanie czy zadanie od Mrocznego Pana, najwyraźniej ma ważniejsze sprawy niż twoją zemstę na kimś… zapewne ktoś pojawi się znacznie lepszy ode mnie. Bycie kambionem to jedno, wykorzystywanie swojego daru to drugie. Nie jestem mordercą, jak takowego poszukujesz, to masz całe miasto do dyspozycji. Tylko pamiętaj, nic nie jest za darmo. Tak samo usługa jakiegoś powiernika Mrocznego Pana. Coś za coś – powiedział, nie powstrzymując delikatnego uśmiechu. Nie potrafił kłamać, a przez towarzystwo osoby, której nie lubił w swojej pracy, nieświadomie przełamał barierę. Zapewne w mieszkaniu będzie się czuć z tym źle, lecz teraz, póki zyskał choć trochę tej „odwagi” to ją wykorzystał. Domyślał się iż może to nie dotrzeć do drugiego, aczkolwiek to nie była już jego sprawa. – Poszukaj innego głupca. Ja chciałem zrobić coś innego niż pomóc komuś, kto nie pojmuje wielu spraw związanych z demonami – dopowiedział, upewniając się, że wszystko ma, dopiero po tym odwracając się na piecie, aby ruszyć w kierunku schodów, po których niedawno tutaj zszedł. Nie chciał wdać się dłuższą dyskusję z ciemnowłosym, wiedząc, że mógłby później mu ulec. Niestety, taki był jego charakter. Chociaż miał silne cechy, które wykształciły się w nowej pracy, tak wciąż nie był wystarczająco silny by każdemu się sprzeciwiać. Potrzebował kogoś obok, żeby popierał to co mówił, inaczej może postąpić całkowicie inaczej niż mówił, a tego nie chciał.
Ashton?
- Jest to niezwykły przejaw głupoty z twojej strony, używając starych i niebezpiecznych rytuałów – przyznał, niezbyt dbając o fakt iż mógłby urazić chłopaka. Nie popierał jego zachowania, dlatego dość ciężko było mu się powstrzymać. Zapewne przejaw czegoś takiego odziedziczył po swoim współpracowniku z którym spędzał dość dużą ilość czasu. A z kim przystajesz, takim się stajesz. – A mój drogi, haczyk jest taki. Nie przyszedłem tutaj na twoje zawołanie czy zadanie od Mrocznego Pana, najwyraźniej ma ważniejsze sprawy niż twoją zemstę na kimś… zapewne ktoś pojawi się znacznie lepszy ode mnie. Bycie kambionem to jedno, wykorzystywanie swojego daru to drugie. Nie jestem mordercą, jak takowego poszukujesz, to masz całe miasto do dyspozycji. Tylko pamiętaj, nic nie jest za darmo. Tak samo usługa jakiegoś powiernika Mrocznego Pana. Coś za coś – powiedział, nie powstrzymując delikatnego uśmiechu. Nie potrafił kłamać, a przez towarzystwo osoby, której nie lubił w swojej pracy, nieświadomie przełamał barierę. Zapewne w mieszkaniu będzie się czuć z tym źle, lecz teraz, póki zyskał choć trochę tej „odwagi” to ją wykorzystał. Domyślał się iż może to nie dotrzeć do drugiego, aczkolwiek to nie była już jego sprawa. – Poszukaj innego głupca. Ja chciałem zrobić coś innego niż pomóc komuś, kto nie pojmuje wielu spraw związanych z demonami – dopowiedział, upewniając się, że wszystko ma, dopiero po tym odwracając się na piecie, aby ruszyć w kierunku schodów, po których niedawno tutaj zszedł. Nie chciał wdać się dłuższą dyskusję z ciemnowłosym, wiedząc, że mógłby później mu ulec. Niestety, taki był jego charakter. Chociaż miał silne cechy, które wykształciły się w nowej pracy, tak wciąż nie był wystarczająco silny by każdemu się sprzeciwiać. Potrzebował kogoś obok, żeby popierał to co mówił, inaczej może postąpić całkowicie inaczej niż mówił, a tego nie chciał.
Ashton?
Od Daewona CD Ashtona
Nie czuł się ani trochę swobodnie, gdy został w taki sposób przestraszony, w dodatku: nie wiedział kto był tego sprawcą. Dłuższą chwilę był jeszcze sam, starając się uspokoić swoje szybko bijące serce, jego tętno przyśpieszyło przez tak nagłą i niespodziewaną sytuację, że dopiero po chwili spostrzegł iż jego ręka stała się znacznie ciemniejsza niż wcześniej. Oczywiście, ani trochę mu się to nie podobało. Był kambionem i niezbyt uśmiechało mu się, by każdy w mieście o tym wiedział. Wolał był uznanym za cichego, mało wyróżniającego się chłopaka, jak każdy inny. Niestety, ze swoim „darem” było to raczej trudne do ukrycia. Czasami żałował otrzymania czegoś takiego, owoc związku człowieka i inkuba. Nie zdołał nawet zamyślić się na dobre, a został wyrwany przez nieznajomy głos, nazywany diabłem. Uniósł pytająco brew, niezbyt rozumiejąc zachowanie obcego chłopaka, widział go pierwszy raz na oczy, szczególnie w takim miejscu. Kang nie powstrzymał się od zlustrowania chłopaka wzrokiem, dostrzegając dość szybko dziwną zabawkę w jego dłoni. Wydawałoby się, że spotkał jakiegoś świrusa. I właściwie, tak nawet o nim pomyślał w tamtym momencie.
- Kambion, diabeł… w końcu to jedno i to samo - mruknął bardziej do siebie niż drugiego, mimowolnie wywracając oczami na jego nazbyt wielki entuzjazm. Nie był skory do rozmów, dlatego zebrał swoje rzeczy, jeszcze dla pewności poprawiając mitenkę. Niezbyt była pomocna, ponieważ palce Azjaty również pokryły się łuskami w ciemnym odcieniu. – Jakie wezwanie? O czym ty mówisz? – spytał, spoglądając na niego z niezrozumieniem wymalowanym na twarzy. Czy nieznajomy wypowiadał jakieś zaklęcia, żeby przybył diabeł? Prawdopodobieństwo było duże, do normalnych osób zapewne nie należał (szczególna mowa tutaj o dziwnej maskotce, o ile można to tak nazwać, w jego dłoni). Często zastanawiał się, co takimi osobami kierowało by wzywać najmniej przyjazną istotę. Aż tak ich to kręciło czy byli zdolni by coś osiągnąć takim kosztem? Jeżeli nie pojawił się diabeł, istniało prawdopodobieństwo, że brunet został zignorowany bądź jego „sprawa” została odłożona na później. Chcąc nie chcąc, trochę się o tym dowiedział w ciągu tych wszystkich lat, mając okazję do spotkania niejednego kambiona, inkuba, czy jeszcze innej istoty. Wszelakie informacje również dostępne były w sklepach, w których można dowiedzieć się o czarnej magii, a Daewon, skoro chciał wiedzieć na czym opiera się jego „dar”, zmuszony był tam chodzić. Przyglądał się obcemu, wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi z jego strony, ponieważ wolał dowiedzieć się o co dokładniej chodziło… nie powinien się tym interesować, lecz wiadomo, w każdym kiedyś obudzi się ta nuta ciekawości.
Ashton?
- Kambion, diabeł… w końcu to jedno i to samo - mruknął bardziej do siebie niż drugiego, mimowolnie wywracając oczami na jego nazbyt wielki entuzjazm. Nie był skory do rozmów, dlatego zebrał swoje rzeczy, jeszcze dla pewności poprawiając mitenkę. Niezbyt była pomocna, ponieważ palce Azjaty również pokryły się łuskami w ciemnym odcieniu. – Jakie wezwanie? O czym ty mówisz? – spytał, spoglądając na niego z niezrozumieniem wymalowanym na twarzy. Czy nieznajomy wypowiadał jakieś zaklęcia, żeby przybył diabeł? Prawdopodobieństwo było duże, do normalnych osób zapewne nie należał (szczególna mowa tutaj o dziwnej maskotce, o ile można to tak nazwać, w jego dłoni). Często zastanawiał się, co takimi osobami kierowało by wzywać najmniej przyjazną istotę. Aż tak ich to kręciło czy byli zdolni by coś osiągnąć takim kosztem? Jeżeli nie pojawił się diabeł, istniało prawdopodobieństwo, że brunet został zignorowany bądź jego „sprawa” została odłożona na później. Chcąc nie chcąc, trochę się o tym dowiedział w ciągu tych wszystkich lat, mając okazję do spotkania niejednego kambiona, inkuba, czy jeszcze innej istoty. Wszelakie informacje również dostępne były w sklepach, w których można dowiedzieć się o czarnej magii, a Daewon, skoro chciał wiedzieć na czym opiera się jego „dar”, zmuszony był tam chodzić. Przyglądał się obcemu, wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi z jego strony, ponieważ wolał dowiedzieć się o co dokładniej chodziło… nie powinien się tym interesować, lecz wiadomo, w każdym kiedyś obudzi się ta nuta ciekawości.
Ashton?
19.05.2019
Od Daewona do Ashtona
Życie w kawiarni zawsze wydawało się być inne, jakby czas w niej uciekał znacznie wolniej niż zazwyczaj. Aromat kawy wypełniał lokal, przeplatając się ze słodkościami jakie były tutaj do kupienia. Rozmowy między klientami, pracownikami doskonale słyszane, lecz nikt nikogo nie krytykował, nie wyzywał, czy nie wtrącał się w cudzą dyskusję, a przynajmniej nie na głos. Każdy przychodził tutaj w innym celu, z własnej bądź cudzej inicjatywy. Niektórzy przychodzili tutaj w biegu, inni na spokojnie. Wszystko zależało od ludzi. Pracownicy byli uprzejmi, zwykle rozmawiali między sobą jeżeli nie było klientów. Jedynie Daewon zwykle trzymał się trochę na boku, nie czując się aż tak dobrze w ich towarzystwie. Zazwyczaj siedział na zapleczu, gdzie starał się pisać kiedy tylko najdzie go wena. Nie zawsze miało to miejsce, więc próbował to wykorzystać. Niestety, zwykle przychodziło to w najmniej odpowiednim momencie – podczas obsługi klienta. Nie może odejść od tak, bo ma ważniejsze sprawy. Dlatego zawsze to, co wymyślił gdzieś się zapodziało w jego myślach, a on nie potrafił na nowo tego odtworzyć, całkowicie o tym zapominając.
Obecnie rysował na kartce filiżankę kawy, niezbyt będąc obecnym myślami przy tym, co robił. Zląkł się w momencie kiedy ktoś ułożył dłoń na jego ramieniu, zaglądając co takiego wykonywał przez cały ten czas siedzenia w samotności.
- Klienci przyszli, musisz przerwać swoje rysowanie – zawiadomił Roy, posyłając Azjacie delikatny uśmiech, na co ten westchnął i potaknął głową. Niezbyt był skory do rozmów, w szczególności z mężczyzną. W ostatnim czasie kilkukrotnie doszło między nimi do sprzeczek, więc zdecydował się go unikać jak ognia. Jednak, jak wiadomo, w pracy było to niemożliwe. Zawsze był na pierwszej zmianie bądź cały dzień, dlatego Daewon był skazany na jego towarzystwo. Wyszedł z zaplecza, upewniając się, że miał długopis i notatnik do zapisania zamówienia, a następnie podszedł do jednego stolika, przy którym siedziała kobieta. W swojej pracy zmuszony był do przełamania swoich lęków czy nieśmiałości. Nie mógł przecież stać i wpatrywać się tępo w klientów, wyczekując aż coś powiedzą w jego kierunku.
Na całe szczęście, dzisiejszy dzień w pracy kończył się dla Azjaty o piętnastej. I nawet lepiej, ponieważ przez nerwy, na które największy wpływ miał Roy, na prawej dłoni chłopaka była cała w łuskach, co go irytowało najbardziej. Zmuszony był jednak przestać o tym myśleć, zakładając mitenkę, ponieważ nie chciał przyciągać uwagi. Tylko palce nie były tak pokryte łuską, więc mógł odetchnąć w jakimś stopniu z ulgą. Rozejrzał się po okolicy, poprawiając torbę przewieszoną przez ramię. Mimowolnie jeszcze upewnił się, że wszystko miał, dopiero po tym decydując się na mały spacer. Nie chciał marnować dzisiejszego dnia na siedzenie w domu przed telewizorem. Co prawda nie miał tutaj za dużo znajomych, a samotność nawet dobrze mu służyła. Udał się w kierunku tunelu metra. Nie miał najlepszego nastroju, a tamto miejsce idealnie wszystko odzwierciedla, w szczególności kiedy rzadko kiedy jest przez kogoś odwiedzane. A przynajmniej on nie miał przyjemności nikogo tam spotkać.
Trzymał zeszyt, w którym miał zapisane wszystkie pomysły, długopis miał między wargami, delikatnie przygryzając jego końcówkę zębami. Leniwie schodził po schodach, wpatrując się w kartkę, gdzie był niedokończony, krótki wiersz. Potrafił zacząć, gorzej to skończyć. Kiedy znalazł się przy końcu tunelu metra, zdecydował się na chwilę zatrzymać, żeby coś zanotować. I raczej nie spodziewał się, że coś obok niego uderzy, tym samym wyrywając go ze swoich myśli, a zeszyt znalazł się na samych torach. Nie powstrzymał krótkiego przekleństwa, mimowolnie szybko rozglądając się po okolicy w jakiej się znajdował, żeby doszukać się sprawcy. Mało kogo spotkał, który by się wyróżniał na tle społeczeństwa. W końcu on sam nie należał do najnormalniejszych osób, może pod względem psychicznym tak, aczkolwiek rozchodzi się raczej o jakieś „umiejętności”. Choć dalej uważa iż bycie kambionem to przekleństwo niżeli dar.
Ashton?
Obecnie rysował na kartce filiżankę kawy, niezbyt będąc obecnym myślami przy tym, co robił. Zląkł się w momencie kiedy ktoś ułożył dłoń na jego ramieniu, zaglądając co takiego wykonywał przez cały ten czas siedzenia w samotności.
- Klienci przyszli, musisz przerwać swoje rysowanie – zawiadomił Roy, posyłając Azjacie delikatny uśmiech, na co ten westchnął i potaknął głową. Niezbyt był skory do rozmów, w szczególności z mężczyzną. W ostatnim czasie kilkukrotnie doszło między nimi do sprzeczek, więc zdecydował się go unikać jak ognia. Jednak, jak wiadomo, w pracy było to niemożliwe. Zawsze był na pierwszej zmianie bądź cały dzień, dlatego Daewon był skazany na jego towarzystwo. Wyszedł z zaplecza, upewniając się, że miał długopis i notatnik do zapisania zamówienia, a następnie podszedł do jednego stolika, przy którym siedziała kobieta. W swojej pracy zmuszony był do przełamania swoich lęków czy nieśmiałości. Nie mógł przecież stać i wpatrywać się tępo w klientów, wyczekując aż coś powiedzą w jego kierunku.
Na całe szczęście, dzisiejszy dzień w pracy kończył się dla Azjaty o piętnastej. I nawet lepiej, ponieważ przez nerwy, na które największy wpływ miał Roy, na prawej dłoni chłopaka była cała w łuskach, co go irytowało najbardziej. Zmuszony był jednak przestać o tym myśleć, zakładając mitenkę, ponieważ nie chciał przyciągać uwagi. Tylko palce nie były tak pokryte łuską, więc mógł odetchnąć w jakimś stopniu z ulgą. Rozejrzał się po okolicy, poprawiając torbę przewieszoną przez ramię. Mimowolnie jeszcze upewnił się, że wszystko miał, dopiero po tym decydując się na mały spacer. Nie chciał marnować dzisiejszego dnia na siedzenie w domu przed telewizorem. Co prawda nie miał tutaj za dużo znajomych, a samotność nawet dobrze mu służyła. Udał się w kierunku tunelu metra. Nie miał najlepszego nastroju, a tamto miejsce idealnie wszystko odzwierciedla, w szczególności kiedy rzadko kiedy jest przez kogoś odwiedzane. A przynajmniej on nie miał przyjemności nikogo tam spotkać.
Trzymał zeszyt, w którym miał zapisane wszystkie pomysły, długopis miał między wargami, delikatnie przygryzając jego końcówkę zębami. Leniwie schodził po schodach, wpatrując się w kartkę, gdzie był niedokończony, krótki wiersz. Potrafił zacząć, gorzej to skończyć. Kiedy znalazł się przy końcu tunelu metra, zdecydował się na chwilę zatrzymać, żeby coś zanotować. I raczej nie spodziewał się, że coś obok niego uderzy, tym samym wyrywając go ze swoich myśli, a zeszyt znalazł się na samych torach. Nie powstrzymał krótkiego przekleństwa, mimowolnie szybko rozglądając się po okolicy w jakiej się znajdował, żeby doszukać się sprawcy. Mało kogo spotkał, który by się wyróżniał na tle społeczeństwa. W końcu on sam nie należał do najnormalniejszych osób, może pod względem psychicznym tak, aczkolwiek rozchodzi się raczej o jakieś „umiejętności”. Choć dalej uważa iż bycie kambionem to przekleństwo niżeli dar.
Ashton?
9.05.2019
Daewon Kang
Wait for someone who tells strangers about you.
AUTOR|| Park Daewon.
DANE || Daewon Kang.
WIEK || 22 lata.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
