Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daewon&Ashton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daewon&Ashton. Pokaż wszystkie posty

1.09.2019

Od Daewona CD Ashtona

   Czas mijał niemiłosiernie szybko. Mijani ludzie, zadania do wykonania, i wiele innych rzeczy, które można by wymieniać, a końca nie widać. Daewon był naprawdę tym już przygnębiony, zirytowany, zaś jego humor… było go tyle, co nic. Leniwym ruchem dłoni przesunął po jasnych kosmykach, które wymagałyby odświeżenia w postaci wizyty u fryzjera. Niestety, chłopak zapominał o takich drobnostkach, decydując się na nie w ostatnim momencie. Pokręcił zrezygnowany głową, rozglądając się po okolicy, w której się znajdował, czyli przy swojej pracy. To tutaj miał się spotkać z chłopakiem, z którym nie zaczął w dość… typowy sposób znajomości. Nie potrafił ukryć swojego rozbawienia, tego do jakiego momentu przyciągnęło go życie. Czy spodziewał się takiego obrotu spraw? Oczywiście, że nie. Raczej nie przypuszczał, iż mógłby spotkać osobę, która tak naprawdę nadepnęła Kangowi na odcisk. No ale, życie lubiło zaskakiwać. Nie mógł z tym nic zrobić, a przynajmniej w tak dużym stopniu, jakby pragnął. Dlatego przyzwyczaił się, czasami stawiając na swoim.
   Słońce na niebie idealnie świeciło, oślepiając przez to młodego demona, który zmuszony był zasłonić oczy dłonią. Nie wiedział, ile czasu pozostało do ich umówionej godziny. Zbyt leniwy by sięgnąć po telefon w kieszeni spodni, zdecydował się poczekać, co jakiś rozglądając się. Raczej wiadome, że nie chciałby zostać wystawionym do wiatru w kwestii spotkania, ponieważ mógłby znacznie lepiej wtedy spożytkować swój czas.
Azjata miał pewne wątpliwości. W końcu Ash nie wydawał się tak do końca typową osobą, która chciałaby się spotykać z ludźmi. Miał wrażenie, że potrafiłby wystawić człowieka do wiatru. Tylko, właśnie, to wrażenie, a nie należy oceniać książki przez okładkę, prawda? Może taki wizerunek miał młody chłopak, i tyle. Ciche westchnienie uciekło spomiędzy warg jasnowłosego, gdy na nowo się rozejrzał, tym samym dostrzegając młodszego. Nie potrafił powstrzymać się od delikatnego uśmiechu, spostrzegając jego ubiór, który nie był adekwatny do pogody. No cóż, lubiła z ludzi robić idiotów, więc nie było to szczególne zaskoczenie dla demona. W końcu sam nie należał do najmądrzejszych, ubierając jeansy, i to czarne. Chociaż miał jasny t-shirt, więc to go w sumie ratowało i nie było aż tak tragicznie. Na przywitanie jedynie przytaknął głową, obserwując ciemnowłosego.
- Właściwie, nawet nie sprawdzałem godziny, więc twoje spóźnienie nie jest odczuwalne – przyznał, podchodząc bliżej niższego towarzysza. Co prawda nie dzieliło ich szczególnie dużo centymetrów wzrostu, aczkolwiek dostrzec można było, iż to Azjata jest wyższy. Na jego propozycję przystał.
   Nie czekali szczególnie długo, aby stąd ruszyć, gdyż nie chcieli przykuwać uwagi przechodniów. Droga nie będzie trwała w nieskończoność, lecz wystarczająco, aby móc chociaż zacząć jakikolwiek temat, nie chciał by była pomiędzy nimi niekomfortowa cisza. Tak też Daewon zaczął od najprostszego pytania, czym było jak minęły dni chłopakowi. Co prawda, nie było to ambitne, lecz pewnego rodzaju wprowadzenie do dalszej konwersacji, gdy młodszy wspomniał o swoich pupilach, co automatycznie wzbudziło w blondynie pewnego rodzaju ciekawość tego, jakie są pupile. Sam nie miał zwierząt przez brak czasu i swoje bycie niezorganizowanym pod tym względem, lecz jego współlokator posiadał pupila, dzięki czemu mógł milo spędzać czas.
- Nie chciałbyś mieć własnego psa? – pytanie Ashtona lekko zaskoczyło Azjatę, który nerwowo podrapał się po policzku, mimowolnie przenosząc wzrok na drogę.
- Chciałbym, ale nie byłbym dobrym właścicielem. To nawet nie byłby dobry pomysł – przyznał, posyłając lekki uśmiech w stronę towarzysza.

Ashton?

25.08.2019

Od Ashtona CD Daewona

— Myślę, że spotkanie się tutaj, to znaczy, przed kawiarnią, będzie chyba najlepszym rozwiązaniem dla nas obu — Ashton położył na blacie pieniądze za swoje zamówienie. Można było powiedzieć, że czuł się lepiej. Typowe dla początku dnia otępienie odeszło w niepamięć, gdy poziom cukru w żyłach czarownika podniósł się, a i nieco uspokoił się poprzez myśl, że Daewon nie ma chyba mu aż tak za złe tego, co się wydarzyło w metrze. To znaczy, nie spytał o to tak do końca, nie chciał drążyć tematu, zwłaszcza, że sam zajął się sprawą pozbycia się nieprzyjemnego osobnika ze swego życia w nieco inny sposób, lecz miał wrażenie, że oboje uznali to za temat w pewnym sensie tabu. Tak było chyba najlepiej.
Sprzedawca pokiwał głową, przystając na propozycję bruneta, po czym oboje się pożegnali, a młodzian wziął rzeczy z krzesła obok i po krótkim pożegnaniu wyszedł na ulicę. Z obawy, że może zapomnieć adresu, zapisał go na telefonie i dopiero potem dziwnie lekki na duchu skierował się w miasto, aby tam spędzić resztę dnia na arcyważnych, czarnomagicznych sprawach, wcale nie dotyczących rzucania nieprzyjemnych klątw na niemiłych nauczycieli.

***

Kłamstwem byłoby powiedzieć, że nie stresował się w chwili, gdy po leniwym przebudzeniu z rana dostrzegł, że przyszedł już piątek. Nie chodziło nawet o sprawdzian z matematyki, ten na pewno zostanie przełożony, gdyż ciemnowłosy zadbał już o to, aby profesor została zmuszona do zostania w domu przez tajemniczą plagę czyraków oraz innych obrzęków. Myśl ta z początku napełniała nastolatka specyficznym poczuciem satysfakcji, jakie szybko minęło, gdy przypomniał sobie o spotkaniu. Cóż, Ash z natury był raczej niezbyt towarzyski, w dodatku propozycję spotkania podsunął demonowi w chwili, gdy dał się ponieść ogólnemu rozluźnieniu, jakie już zniknęło w przeciągu tych kilku dni. Zastanawiał się nawet, co by się stało, gdyby się po prostu nie zjawił. Znał przecież zaklęcia odsyłające piekielne stworzenia do otchłani, poradziłby sobie.
Cholera. Czułby się jak śmiertelnik bez honoru, gdy tak zrobił, w dodatku, dziadek Aleister nie byłby zadowolony z faktu, że jego potomek w ten sposób kala ich znane przecież nazwisko. Chcąc nie chcąc, musiał przeżyć dzień w szkole i pójść na spotkanie o ustalonej godzinie, nawet jeśli nerwy ściskały mu żołądek. Dodatkowo pogoda postanowiła zakpić z młodzieńca, który, ubrany w długą i ciemną koszulę, szybko przekonał się w trakcie drogi do kawiarni, że szare chmury na niebie były tylko przelotnym wybrykiem natury, a wkrótce spomiędzy nich wyjrzało słońce. No cóż, nie miał już czasu wracać, więc jedynie przyspieszył kroku, chcąc dotrzeć na miejsce z jak najmniejszym spóźnieniem.
— Cześć, wybacz, że czekałeś. Mały zator był trzy przecznice stąd — Czarownik zaśmiał się pod nosem i przywitał się szybkim uniesieniem dłoni z czekającym na niego Azjatą. Nastolatek poprawił włosy, tym razem opuszczone i równą kaskadą opadające na jego ramiona (musiał jak najszybciej je ściąć, bo jeśli pogoda się nie zmieni..), po czym chwycił się pod boki.
— To co? Mamy jakiś plan? Możemy też się przejść w stronę Great Wheel, do doków i zobaczyć, czy coś nas zainteresuje po drodze.

Daewon?

22.08.2019

Od Daewona CD Ashtona

   Daewon przyglądał się chłopakowi, wyczekując na jego odpowiedź, którą w końcu uzyskał. Delikatny uśmiech doskonale był widoczny na ustach Azjaty, ponieważ tak przystawało w pracy. Z czasem stało się to męczące i rutynowe, a niejednokrotnie chłopak miał z tego powodu obolałą szczękę. Nie był przyzwyczajony do tak często uśmiechania się, lecz tutaj nie miał wyjścia. Dobry wizerunek firmy, no i panie z kontroli, które potrafiły każdego wyprowadzić z równowagi. Jednak w tej chwili nie był to powód do zmartwień. Podał zamówienie, na nowo stając w swoim ulubionym miejscu, czyli za ladą, mając na nowo swój notatnik.
Tak naprawdę, był w stanie się zamyślić, ponieważ zaczynał rozmyślać o tym, co miało miejsce kilka dni temu przed kawiarnią. Awanturujący się mężczyzna, w dodatku będący pod wpływem alkoholu. Nic przyjemnego. Na całe szczęście został wyrwany z tego wspomnienia, jednocześnie wracając do rzeczywistości. Spojrzał na Asha, który zaproponował... spotkanie? Tak może to określić? Dość niepewnie przyglądał się młodzieńcowi, jakby próbował znaleźć w jego spojrzeniu coś, co wskazywałoby na plan czy cokolwiek podobnego.
- Piątek mam akurat wolny - przyznał po dłuższej chwili zastanowienia. Nie mógł powiedzieć, że zajmuje się swoimi zwierzętami, dziećmi czy czymkolwiek innym. Zwierząt nie miał, bo często by o nich zapominał. Wolał na razie nie mieć dodatkowych domowników. Nie kiedy jego praca nie była tak do końca stabilna. Oczywiście, jego współlokator miał psa, co mu nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, odpowiadało, ponieważ z kimś mógł spędzać czas. - Jest wiele ciekawszych miejsc niż kino czy teatr - dopowiedział, delikatnie się uśmiechając w kierunku chłopaka. Co innego miał powiedzieć, co zaproponować? Powinien był rozwinąć jakiś temat? Sam nie wiedział. Tak jak z początku dość dobrze, o ile można to tak nazwać, wypowiadał się, był pewny siebie... to obecnie zaczynał się gubić i miał wrażenie, że za chwile powie coś, co nie będzie na miejscu, tym samym miła atmosfera przemieni się w niekomfortową, wręcz niezręczną.
Dlatego Kang zdecydował się życzyć już tylko smacznego klientowi, wracając do swoich obowiązków, czym było zmywanie zalegających naczyń. Nawet nie wiedział kiedy tyle ich się uzbierało. Co jakiś czas spojrzeniem wracał do chłopaka, jakby upewniając się, że cały czas tutaj siedział, nigdzie nie uciekł. Może było to zabawne, a nawet i dziecinne zachowanie, lecz cóż mógł poradzić Daewon na swoją naturę ciekawskiego dziecka? Nie zawsze to przejawiał, jednak Ashton wzbudzał w nim wiele sprzecznych emocji, jednocześnie powodując, iż stawał się ciekawym "obiektem" dla demona. W końcu mało kiedy można spotkać osobę, które wywołuje w kimś niechęć, ale i dziwnego rodzaju ciekawość, a tym samym wzbudza chęć poznania. I blondyn nie wiedział do końca, co powinien był z tym zrobić. Najprawdopodobniej, spotkanie w piątek może być czymś, co przełamie pewnego rodzaju barierę między dwójką. Choć, kto wie, w życiu różnie bywało.
Kiedy po raz kolejny spojrzał w kierunku chłopaka, spostrzegł, że ten dopiero kończy jeść ciasto. Nie wiedział, ile minęło czasu, odkąd mu je podał, lecz wystarczająco dużo by w kawiarni pozostało niewielu klientów. Kambion cicho odetchnął, podchodząc bliżej blatu, tym samym ponownie znajdując się dość blisko nowo poznanej osoby.
- W takim razie, widzimy się w piątek? - spytał, jakby dla pewności, a otrzymując pozytywną odpowiedź w postaci kiwnięcia głową z jego strony, ciepły uśmiech wręcz namalował się na ustach Azjaty. - Tylko... gdzie moglibyśmy się spotkać, by ostatecznie podjąć decyzję dokąd pójdziemy? - kolejne pytanie. Czasami bywało to denerwujące, lecz chłopak wolał wiedzieć, niż się domyślać czy nie zostanie wystawiony do wiatru.

Ashton?

7.08.2019

Od Ashtona CD Daewona

Wsłuchał się w ton głosu Azjaty, aby zrozumieć, co ten ma mu do przekazania. Poszczególne nazwy zlały się w jedno, monotonnie powtarzane słowo, pozbawione jakiegokolwiek znaczenia czy sensu. Słuchał tylko pozornie, umysł Ashtona przetrawiał w tamtej chwili zupełnie inne informacje, jakie teraz, podczas tego momentu odprężenia i porzucenia stworzonej przez laty maski, wypłynęły z zakamarków pamięci, gdzie zostały zepchnięte.
Uciekał od odpowiedzialności, jaka spoczywała na jego barkach. Nie, to ktoś przeniósł na ramiona Asha brzemię, jakiego nie był w stanie sam unieść, tym samym zmuszając młodziana do wzięcia odpowiedzialności za wszelkie konsekwencje tej decyzji, jakiej przecież nie dokonał. Było tak od początku. Wpierw rodzice, jacy zaginęli z niewiadomych przyczyn, obarczając go w pewien sposób obowiązkiem odkrycia, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego dnia. Później brat w momencie, gdy przemienił się po raz pierwszy w demona, tym samym sprawiając, że czarownik, jedyna osoba, jaka jest w stanie go opanować, musi pilnować, aby ten nie przemienił się w przypływie furii w broń masowego rażenia. Na koniec Aleister. Co do jego osoby, Crowley miał najwięcej zarzutów, jakich jednak nie był w stanie powiedzieć mu podczas rozmowy w cztery oczy. Pradziad, czy to świadomie, czy też nie, zmuszał nastolatka do realizacji własnych planów. Przejęcie władzy nad sabatem, zapewnienie bezpieczeństwa pozostałym czarownikom, co wiąże się z tą rolą, stanie się czarnoksiężnikiem... Zupełnie jakby w idealnej wersji Ashtona, jaka zrodziła się w umyśle Brytyjczyka, nie było miejsca na takie rzeczy jak wolna wola czy własne życie. Do głowy nastolatka przychodziło przeczytane kiedyś określenie "złota klatka". Bowiem czy kiedy człowiek żyje w perfekcyjnej wersji rzeczywistości, potrzebna jest mu wolność?
Zamknął na dłuższą chwilę oczy, kiedy Daewon oddalił się. Odetchnął kilkukrotnie, powracając myślami do rzeczywistości. Opanował się, odrzucił ponownie niepotrzebnie zawracające mu głowę problemy na bok, skupił się na obserwacji pracującego towarzysza. Sam nigdy sobie nie wyobrażał podjęcia jakiegokolwiek zadania tego typu. Aleister często sugerował mu, że jest ponad takie typowo ludzkie zajęcia, a kalanie dłoni wysiłkiem fizycznym byłoby ujmą na honorze. Jest w końcu jednym z Crowley'ów, rodem porównywalnym w magicznych kręgach do szlacheckiego. Wysoko urodzonemu potomkowi nie przystoi zniżać się do poziomu parobków. Czy się z tym stwierdzeniem zgadzał, nie był w stanie określić.
— Sernik — powiedział szybko, gdyż to było jedyne słowo, jakie chyba wyłapał z wypowiedzi Daewona. Ash upił mały łyk czekolady. Przyjemna kakaowa słodycz okryła jego kubki smakowe, tym bardziej wprawiając go w jeszcze lepszy nastrój. Poprawił więc dłonią złośliwe wysuwające się z kucyka włosy, aby te nie sterczały wokół, po czym wyprostował się i zmierzył spojrzeniem młodzieńca. Zdawał się być zmęczony. Bądź zdenerwowany. Albo jedno i drugie. Nie dziwił mu się. Praca z ludźmi na pewno jest męcząca, zwłaszcza, że podczas tego krótkiego pobytu w kawiarni widział, że część gości nie zachowuje się odpowiednio. Prościej mówiąc, są zwykłymi chamami.
— Robisz coś może w piątek? — Spytał po chwili ciszy, ostrożnie wypowiadając poszczególne słowa. Nie chciał przecież przerazić chłopaka bądź wzbudzić w nim bezpodstawne podejrzenia.
— To znaczy, tak sobie pomyślałem, że moglibyśmy gdzieś się przejść. Do teatru, na przykład. Lub, jak nie jesteś tak nudnym człowiekiem jak ja, do kina. Bądź po prostu się przejść po mieście czy po nadbrzeżu.

Daewon?

19.07.2019

Od Daewona CD Ashtona

   Zmęczenie, znużenie i nadmiar pracy. Dlatego Daewon starał się w jakikolwiek sposób urozmaicać sobie ten czas. Nie wiedział jak, przez jakie towarzystwo. Jego towarzysz wydawał się być kimś, kto tak nie do końca potrafi dopuścić do siebie pewne kwestie, pewne, dość istotne, rzeczy. Wciąż zdawało mu się, że chłopak dla siebie jest pępkiem świata, to jego problemy są ważne, a przełamywanie się na świat sprawiało mu dość trudny problem. Kang wszystko odczytywał z oczu, jak z kart. Nie zawsze było to trafne spostrzeżenie, więc nie może się tym kierować, bez wcześniejszego upewnienia się. Obserwował Ashtona, jego gesty, słuchał tego, co mówił, nie oceniał a jedynie wnioskował.
Czuł, jak ten patrzył się na jego dłonie. Na całe szczęście, przywykł do tego typu sytuacji w tutejszej pracy, więc panował nad drżeniem rąk. Cicho westchnął, mimowolnie rozglądając się po lokalu, jakby chcąc mieć pewność, że nie trzeba przyjąć dodatkowego zamówienia czy pozbierać naczyń. Dopiero po tym w pełni skupił się na swoim obecnym zadaniu, które dość szybko zostało wykonane.
- Właściwie. Od wyboru do koloru. Szarlotka, bezy, muffinki, ciastka czekoladowe albo z samą białą czekoladą. Oh… i sernik truskawkowy. Nie wiem, co lubisz, więc nie mogę ci czegoś polecić z gwarancją, że będzie dla ciebie smaczne. Możemy mieć różne kubki smakowe. Każdemu smakuje coś innego – powiadomił z delikatnym uśmiechem, kładąc kubek z gorącą czekoladą przed klientem.
Nie otrzymał odpowiedzi od razu, tak też na nowo sięgnął do swojego notatnika, zapisując w nim kilka, niby przypadkowych, słów, z czym zaczął układać zdania, a tym samym nie potrzeba było szczególnie długo czasu, by chłopak skończył pisać krótki tekst w postaci „wiersza”. Choć nie wiedział, czy później się tego nie pozbędzie. Nigdy nie wiadomo.
Po raz kolejny przeprosił swojego towarzysza, jeszcze nim ten powiedział, co chciałby dodatkowo zjeść. Nie miał wpływu na fakt, że klienci przychodzili, wychodzili… a niektórzy nawet stłukli talerze czy filiżanki, ewentualnie wylali kawę czy spadło im ciasto. Był tym zmęczony, ponieważ dzisiaj praktycznie nikt nie pracował (jak nie harował) poza nim i Natalie. Było to męczące, ale i dołujące. Czuł się z tym źle, dlatego pragnął, by jego zmiana w końcu dobiegła końca, aczkolwiek, jak wiadomo, raczej nie minie mu to tak szybko. Zmuszony udawać, że wszystko jest w porządku. Klient nasz pan. Nienawidził tego powiedzenia, lecz taka była prawda. Dlatego jak tylko wrócił za blat, na nowo znajdując się przy swoim towarzyszu, nawet nie miał chęci pozmywać naczyń czy zabrać się za realizację nowych zamówień. Pulsujący, nieprzyjemny ból głowy negatywnie wpływał na kambiona. Nie był skory do dalszej rozmowy, czuł się przez to wszystko przybity i pragnął w końcu opuścić miejsce swojej pracy, na dzisiaj było to tak przytłaczające, że aż irytujące.
- Wybrałeś już coś, co chciałbyś jeszcze zamówić? – zwrócił się do Ashtona, wysilając się na lekki, słaby uśmieszek. Takie zadanie nie należało do najłatwiejszych, zważywszy na fakt, że Daewon był marnym aktorem w kwestii jego niezadowolenia czy zwyczajnej złości. Starał się to maskować przez uśmiech i skupianiu się na wszystkim innym, byle nie tym, co go wprawiło w ponury nastrój. Zwykle klienci do tego doprowadzają, ale czy ktokolwiek mówił, że będzie łatwo? Nikt nie powiedział, iż jedna praca jest lepsza od drugiej. Wszędzie trafi się ktoś, kto zrujnuje pozytywne nastawienie człowieka, nawet samą swoją egzystencją. Jednak po raz kolejny nie otrzymał odpowiedzi, ponownie przepraszając przez to, że dziecko jednego klienta strąciło ręką wszystkie ciasta, które klienci zwykle mogli brać po wcześniejszym uzgodnieniu z pracownikami lokalu. I cóż, Kang był na granicy swojego zirytowania, mając wrażenie, że nerwy zaraz mu puszczą i nie będzie w stanie nad sobą zapanować, a to go przerażało.

Ahston?

15.07.2019

Od Ashtona CD Daewona

Kiedy dostrzegł znaną już sobie, kobiecą twarz, i to w dodatku blisko siebie, poczuł jak ogarnia go zazdrość. Nawet jeśli ta zrodziła się głęboko w jego duszy, nie zarażając sobą wierzchniej, spokojnej powłoki uśmiechniętego chłopaka, poczęła trawić wnętrzności oraz serce Ashtona od środka. Było to, oczywiście, bezpodstawne. W końcu jego brat spotykał się z wieloma dziewczynami, w pracy czy to na mieście. Każde przypadkowe chociaż mijanie się na ulicy nie znaczy, że mężczyzna zostawi brata dla byle chwilowej kochanki, prawda?
Może i dla zwykłego człowieka było to logiczne, lecz jak zwykle umysł nastolatka postanowił przeinaczyć dostarczane do niego informacje. I teraz nawet chwilowe spotkanie z kimś obcym, nawiązanie lepszej relacji czy zbyt częste uśmiechanie się sprawiało, że chłopak drżał w duchu ze strachu bycia samotnym, pozostawionym na pastwę tego złego i okrutnego świata, w jakim żył. Poza Michaelem nie miał przecież nikogo, w końcu Iris i Olivier są Samael wie gdzie, Elizabeth i Zachary już są jedną nogą w grobie, pewnie nie dożyją następnego lata, a Aleister? Ze względu na jego chłodne podejście, trudno było go określić mianem bliskiej osoby. Dlatego to od Asha zależało, czy będzie bronił ostatniej persony, jaka była dla niego ważna, nawet jeśli znaczyłoby to odcięcie jej od wszelkich innych znajomych czy romansów. Tak, był zaborczy, ale czy można było go winić w tej sytuacji?
Odprowadził Natalie wzrokiem, zamyślając się na tematy ważne i ważniejsze. Z natłoku nieprzyjemnych myśli wyrwał go dopiero głos Daewona, który musiał być z tą dziewczyną w całkiem dobrych stosunkach, skoro pozwalał jej na takie uwieszanie się na ramieniu bądź inne zachowania w tym stylu. Uznać by mógł nawet, że byli uroczy i gdyby nie ewidentna różnica w wyglądzie, uznałby ich za rodzeństwo.
— Próbuję odciąć się od kofeiny — wyznał, przypominając sobie swoje nagłe postanowienie sprzed kilku dni, jakie już oczywiście złamał, lecz tym razem postanowił spróbować je wskrzesić. W końcu idea była światła, zwłaszcza dla jego zdrowia. Przydałoby się coś z nim zrobić.
— Dlatego może gorąca czekolada będzie najlepsza. Dziękuję.
Typowym już dla siebie zwyczajem kiedy tylko sprzedawca postanowił zabrać się za przygotowywanie zamówienia młodzieniec splótł dłonie na blacie i zaczął patrzeć mu na ręce. Obawę przed otruciem zaszczepił w nim Aleister już jakiś czas temu. Czarnoksiężnik w czasie swojego życia w żywym, materialnym ciele popełnił kilka błędów, a także spróbował złapać parę srok za ogon - Uznał, że jeśli rzuci na siebie odpowiednio silne zaklęcie maskujące, będzie mógł uzyskać od kilku różnych demonów oferowane przez nich rodzaje mocy czarnomagicznej, dzięki czemu stanie się najpotężniejszym użytkownikiem magii swego czasu. I, jak głosi legenda, udało się mu to aż za bardzo, gdyż mimo upływu lat nikomu nie udało się powtórzyć wyczynu mężczyzny, który po rozzłoszczeniu piekielnych bestii zmuszony został porzucić i zniszczyć ciało, pozostając jedynie tym, czym jest teraz. Ni to duch, ni to dusza, nikt, nawet Ash, nie jest pewien kim on tak naprawdę był. Wiedział jednak, że Crowley stał się niezwykle nerwowy i obawiał się zamachu z każdej możliwej strony. Idąc zasadą "Z kim przystajesz takim się stajesz" z czasem także nastolatek począł patrzeć dokładniej na podsuwane mu posiłki.
— Tylko z cukrem trzcinowym, dobrze? Macie może jeszcze coś do zjedzenia czy raczej nie?

Daewon?

8.07.2019

Od Daewona CD Ashtona

Starał się pomóc Natalii, tym samym odciągając trochę obowiązków z ich barków. Jednakże, jak wiadomo, nie szło to tak szybko, jakby chcieli, gdyż każdy nagle zaczynał coś wymyślać, coś domawiać. Jak wiadomo – klient nasz pan. I Daewon, nawet jeżeli pragnął wrócić do zmywania naczyń, miał to uniemożliwione. Dlatego zmuszony był biegać po lokalu, w myślach wyklinając na lenistwo reszty pracowników, którzy poszli usiąść na zapleczu, pozostawiając dwójkę na pastwę losu przy największym ruchu.
W końcu wrócił do swojego towarzysza, który właściwie zabierał mu czas, a jednocześnie sprawiał, że chciało się pracować, ponieważ wszystko działo się znacznie szybciej. Słuchał słów nieznajomego, dokładnie mu się przyglądając. Nie miał nawet co narzekać, czego krytykować. Jeżeli linia szczęki zostałaby rozmazana, nie mógłby narzekać. Wszystko ma swój sens, posiada swoją historię i powstało w określonym celu.
- Każdy ma talent. Większy czy mniejszy, wystarczy mieć potencjał, to on jest w głównej mierze najważniejszy. Motywacja sama w sobie również dużo działa. A jak wiadomo, każdy obraz ma swój urok, posiada własną historię i nadaje temu jeszcze większą wartość. Może nie dla muzeum, ale dla samego autora. Prace mają podobać się tobie, nie społeczeństwu. W tej kwestii powinieneś być egoistyczny. Tak samo jest z twoim charakterem. Masz podobać się sobie pod tym względem, nie innym. To ty żyjesz z własną osobowością, możesz co najwyżej ją czasami dopasowywać do otoczenia, aby nie wyjść na chamskiego dupka. Czasami pewne rzeczy należy odpuścić, na inne naciskać, lecz wszystko robisz z głową – powiedział, a delikatny uśmiech zagościł na ustach kambiona, który oparł się o blat, ponownie sięgając po ołówek, aby raz jeszcze poprawić cieniowanie. Dla niego każdy obraz czy rysunek miał swoją wartość, posiadał swój urok i był godzien uwagi, bez wyjątku, czy mu się podobał, czy nie. Jeżeli autor jest zadowolony, to on, jako widz, również będzie usatysfakcjonowany. – Daewon – odparł, spoglądając na towarzysza. – Zależy na kogo trafię. Zazwyczaj mówię mało, ponieważ nie jestem osobą nazbyt otwartą, a tym samym sprawiam wrażenie zamkniętego. Po części jest to prawda, jednak… przez taką pracę jestem zmuszony być bardziej otwartym na rozmowy – dodał, wzruszając delikatnie ramionami.
Po kilku minutach, kiedy już uznał swój szkic za skończony, efekt końcowy mu się podobał. Dlatego na dole zapisał jedynie datę, swój podpis, a także imię osoby, która została przedstawiona. Rysowanie sprawiało mu niewyobrażalnie wielką frajdę, przez co czuł się jak małe, szczęśliwe dziecko. Ash wydawał się być całkiem inną osobą niż poprzedniego, feralnego dnia. Nie potrafił do końca go zrozumieć, czy stwierdzić jaki jest. Jedna rozmowa nie może spowodować, iż będzie miał wykreowany jego wizerunek w swoich oczach.
Nie dane było mu się za długo zastanawiać, ponieważ Natalie uczepiła się ramienia Azjaty, chcąc zobaczyć jego rysunek, tym samym zaczepiając blondyna niczym starsza siostra. Dwójka miała ze sobą dość dobry kontakt, więc nawet nie mógł narzekać, a jedynie korzystać. Stworzenie różnych tatuaży dla dziewczyny było czymś przyjemnym, gdyż dzięki temu rozwijał pasję i wyobraźnię.
To po kilku sekundach maltretowania prawego policzka Kanga, w końcu spojrzała na osobę, z którą cały czas rozmawiał w czasie pracy. Niemalże od razu zauważył jej uśmiech, ponieważ sama przyznała, że znała Asha, gdyż był to brat… kogoś tam. Tak, nie miał głowy do imion. Dlatego zerknął na dwójkę, cicho wzdychając.
- Właściwie. Chciałbyś coś wypić? – zapytał, zamykając w końcu swój szkicownik, jednocześnie uwalniając się od swojej współpracowniczki. – Kawa? Herbata? Gorąca czekolada? – zadał kolejne pytanie, wsuwając ołówek za ucho, dokładnie obserwując Asha.

Ash?

5.07.2019

Od Ashtona CD Daewona

Czarownik wsłuchiwał się w ciszy w słowa demona, kiwając jedynie nieznacznie głową w miejscach, jakie wydawały się mu do tego odpowiednie. Nie komentował, co do niego niepodobne, a jedynie słuchał i analizował, co ten mówi. Co mówi na jego temat, zwłaszcza. Te stwierdzenie o rozpuszczonym dzieciaku uderzyło go najbardziej. Nigdy nie słyszał tego mówionego na poważnie. To znaczy, jak tak teraz zaczął nad tym myśleć, wpatrując się tylko w czubek poruszającego się po kartce ołówka, zapewne ci wszyscy ludzie, którzy określali go gnojkiem czy rozpieszczonym gnojkiem naprawdę mieli to na myśli, lecz Ashton, zapatrzony w czubek swego nosa, przesuwał ich słowa pod kategorię żartów. Bowiem ktokolwiek mógłby uznać, że coś jest z nim nie tak? Przecież był idealnym przykładem kogoś, przy którego boku aż chce się iść. Chce się wychodzić na spacery, na imprezy czy po prostu spędzić czas. Czarownik był zbyt zapatrzony w siebie, aby dostrzec, że jego znajomi znikają. Jeden po drugim, aż w końcu telefon zamilkł na dobre, a żadna nowa wiadomość nie pojawiała się na pasku powiadomień. Dopiero wtedy zaczął czuć samotność. Jeszcze na początku myślał, że to chwilowe problemy, że wszystko się ułoży. Lecz to nadal się ciągnęło, więc Crowley zaczął się zastanawiać. Co takiego im się stało, że go zostawili? Coś im się odwidziało? Zostali zmanipulowani?
Nie dopuszczał myśli, że coś może być nie tak z nim, a nie z innymi. Aż do momentu, gdy spotkał tego pracownika kawiarni, na którego wpadł przypadkiem. Nie mógł na niego wpłynąć nazwiskiem, swym stanem czy innymi rzeczami, jakie prezentował ludziom, spotkanych na wystawnych sabatowych przyjęciach. Stał przed nim ogołocony ze wszystkich dóbr, jakie dawały mu początkowo lepszy start w poszczególnych relacjach. Przekonał się, że nie działa na niego taka sama taktyka, jaką dotychczas stosował.
— Masz rację — powiedział cicho, gdy Azjata oddalił się w głąb kawiarni, aby najpewniej wykonać swoją pracę. Brunet pokręcił lekko głową i przymknął oczy, dziwnie piekące go w kącikach. Był w tej chwili mieszaniną emocji. Po raz pierwszy od wielu lat znalazł się w takiej sytuacji, kiedy nie wiedział, co miał zrobić, co uczynić, co dalej począć. Spiął się lekko na stołku i zerknął przez ramię na drzwi. Mógłby wyjść, nie oglądać się już za siebie i zapomnieć o tym chłopaku, który był w stanie przejrzeć jego iluzję. Mógł też uczynić coś, co byłoby dla niego jeszcze trudniejsze niż wyrzucenie z umysłu tego spotkania.
Odetchnął cicho i uniósł delikatnie kąciki ust. Podniósł powieki, aby przejrzeć się w ekranie zablokowanego telefonu. Nie, to nadal wyglądało zbyt sztywno. Jeszcze raz spróbował się uśmiechnąć. Lekko, ciepło, naturalnie. Po jakimś czasie, akurat w chwili gdy słyszał, że demon oraz kobieta, jaką znał z domu, Natalie, kończą rozmawiać z ostatnimi gośćmi, był zadowolony z efektu. Może był to mały gest, pewnie nic nie znaczący dla typowego człowieka, lecz dla Ashtona był jak krok milowy na drodze w stronę bycia chociaż troszkę lepszą osobą. Lepszą przynajmniej, niż był teraz. Następnie rozejrzał się, chłonąc spojrzeniem wystrój tego miejsca. Był przyjemny dla oka, można powiedzieć, że przytulny. Przyjrzał się nieco dłużej dekoracjom, pochwalił w duchu zamysł ich autora i wyczucie. Walczył ze sobą, aby nie wtrącić niczego krytycznego, co było niesamowicie trudne po tak długim wcielaniu się w zupełnie inną, niezdolną do tego personę. Wtedy nadszedł sprzedawca, więc brunet podniósł na niego wzrok i uśmiechnął się nieco szerzej.
— Miło, że już wróciłeś — powiedział czarownik, po czym nieco speszony przeniósł wzrok na rysunek, z jakim zdołał się już zapoznać — Naprawdę masz talent. O wiele większy niż ja. To cieniowanie.. — Młodzian przesunął lekko palcem nad wybranym obszarem, uważając, aby drżącą lekko ręką nie zmazać starannie narysowanych linii — Bardzo mi się podoba.
Brunet zamilkł na dłuższą chwilę, nie wiedząc, co powiedzieć. Aby nie wyjść na gbura czy kogoś podobnego, udał, że studiuje dokładniej szkic, nie odnosząc się do postaci, jaką przedstawiał.
— Chyba ci się nie przedstawiłem, prawda? Nazywam się Ash. A ty? — Nastolatek zaśmiał się nieśmiało i przeciągnął mechanicznie zgiętym palcem po policzku — Kiedyś łatwiej przychodziło mi nawiązywanie nowych znajomości... Nie wiem jak ty, ale zawsze to jest dla mnie stresujące. Możesz powiedzieć za mało, lub za dużo. Nie jestem pewien, co jest gorsze.

Daewon?

3.07.2019

Od Daewona CD Ashtona

   Daewon nie był do końca jasny i klarowny, posiadał swoje tajemnice, gorsze chwile, jak każdy człowiek. Nikt nie był prosty, nie z każdego można było czytać, jak z otwartej księgi. Na jednych wystarczyło spojrzeć i z łatwością stwierdzić, jak wygląda ich życie, gdyż z tym się odnoszą do całego świata, chcąc być w centrum zainteresowania. Pragną, by ludzie żyli tylko ich życiem, nie mając swojego. Jest to dość toksyczne, aczkolwiek, jak wiadomo, takie osoby zyskują dużo uwagi, ale wciąż nie jest ona wystarczająca, żeby przestali się odnosić z tym, co się u nich dzieje.
Jednak z chłopakiem, które dane było mu poznać, było całkowicie inaczej. Kang wywnioskował jego przyjście tutaj na podstawie doświadczenia w pracy w kawiarni. Zwykle ludzie robili to spontanicznie, decydując się na spotkanie ze znajomymi tutaj. Choć, jak wiadomo, powodów było znacznie więcej.
Nie znał życia obcego, nie wiedział czy miał znajomych, czy nie. Był szczęśliwy, a może nie? Kto wie, ten wie, ale do tych osób nie należał kambion. Nie interesował się cudzym życiem na tyle, aby nagle przestać żyć własnym. W dodatku, ten chłopak był mu całkowicie obcy. Nie wiedział czego można się po nim spodziewać, do czego jeszcze jest zdolny. Dowiedział się ostatnio, po co ściągał demona, ale czy na takiej podstawie powinien go całkowicie oceniać, tym samym skreślając? Nie. To nie był dobry powód. Właściwie, to nie był żaden powód. Miał prawo się zirytować, źle się poczuć przez jego zachowanie, aczkolwiek każdy taki jest z jakiegoś powodu; charakter, doświadczenie, a może jeszcze coś innego? Różnie bywało w życiu. Często potrafiło zaskoczyć człowieka, pozytywnie albo negatywnie.
W tym wieku doskwierała samotność, a często nawet i depresja, która potrafiła doprowadzić do sytuacji, gdzie człowiek kończy ze swoim życiem, nie mając siły walczyć dalej, zaś osoby wokół nich, tak naprawdę potrafią nie dostrzegać problemów, z którymi ktoś się zmaga. Często łatwo jest to ukrywać, nie pokazywać, udawać szczęśliwego czy korzystać z życia, jak najwięcej było to możliwe. Daewonowi z przykrością się na to patrzyło, szczególnie kiedy wiedział, iż ktoś miewał problemy w kontaktach między ludzkich, najbardziej oddając się relacji z kimś z rodziny. A jak wiadomo, każdy kiedyś odchodzi, ma swoje życie, ma inną osobę, na której również im zaczyna zależeć i chcą także poświęcić uwagę i czas jej.
- Kawiarnia jest i dla ludzi, i dla takich jak my. Mało kto tutaj zwraca na to uwagę. Mówisz im tyle, ile chcesz, to twoja osobista sprawa. Możesz powiedzieć wszystkie sekrety własnej rasy, a możesz tego nie robić. Jedni cię szanują, inni szkalują. Każdy jest inny i każdemu powiesz to, co chcesz. Prawda czy kłamstwo, nie ocenią tego ci, którzy nic nie wiedzą o twojej rasie – oznajmił spokojnie, co jakiś czas spoglądał na chłopaka, chcąc się upewnić, że dobrze rysuje kształt jego szczęki, poprawiając to bez żadnego zmazywania, a tym samym tworzył z tego cień. Nie chciał mazać po kartce, bo zwykle wtedy źle to wyglądało i nie podobało mu się to w żadnym stopniu. – Nie chodzę do żadnej akademii. Wolę sam się uczyć. Zresztą, rysuję od dziecka. Maluję, rysuję, tworzę swoją własną sztukę. Nie ograniczam się do kartek i płótna, ale chyba nie wypada mieć malunków na udach w czasie pracy, prawda? – mruknął, zaczynając rysować oczy chłopaka, mimowolnie w nie zaczął spoglądać. Może i było to peszące, czy denerwujące, aczkolwiek Daewon chciał mieć wszystko zrobione jak najdokładniej. Oczy młodzieńca wydawały się być puste, niewyrażające za wiele poza pustką, która była przybijająca. Oczywiście, poza tym dostrzec można było nutkę ciekawości. I Kang domyślał się o co się rozchodziło. Nie wiedział, co robił kambion, ze swojej perspektywy nie było to możliwe. Dlatego czuł pewnego rodzaju satysfakcję. – Malowanie wyraża człowieka. Możesz namalować nawet prostą, co prawda głupią, kreskę, a może wyrażać więcej myśli niż się tego spodziewasz. Zawsze coś w tym jest. Każdy kształt ma swoje znaczenie, powstał w jakimś celu czy w konkretnych okolicznościach. A jeśli chodzi o to, co piszę, można na to patrzeć. Mogłeś przeczytać, mogłeś komuś o tym powiedzieć. Tylko wcześniej pyta się o zgodę, a nie wyrywa z rąk właściciela. Stwarzanie pozorów rozpuszczonego dzieciaka nie jest niczym przyjemnym. Odstraszasz od siebie ludzi, zniechęcasz do bliższego poznania – przyznał, będąc całkowicie szczerym z tym, co mówił. Jednak to nie był koniec potoku jego myśli, aczkolwiek został przerwany przez Natalie, która zawołała go, żeby pomógł jej w przygotowaniu zamówień.
Położył notatnik tuż koło chłopaka, nie dbając o to, aby go zamknąć. Zostawił otwarty na stronie, gdzie doskonale był widoczny szkic. Przeprosił ciemnowłosego, lekko się kłaniając, co było nawykiem ze swojego kraju, a po tym od razu poszedł pomóc swojej współpracowniczce w realizowaniu wszystkiego, co pozamawiali klienci.

Ashton?

29.06.2019

Od Ashtona CD Daewona

Młodzieniec uniósł brwi, słysząc aż tak trafne stwierdzenie, jakie padło z ust demona. Aż tak było po nim widać, że jest sam jak palec? Że z całego zepsutego serca pożądał kogokolwiek, chociaż na jedną noc, jak to mieli w zwyczaju przedstawiciele jego gatunku?
Sam nie wiedział, z czego to wynika, lecz w prawie każdej księdze na temat swej rasy, jaką czytał, musiała pojawić się co najmniej jedna wzmianka o rozwiązłości czarowników i czarownic, którzy celebrowali swą cielesność podczas różnorodnych świąt czy obrzędów. Nie mówiąc już o poligamii czy otwartych związkach. Na szczęście dla chłopaka, takie rzeczy zazwyczaj działy się w szczelnych murach sabatów. Nie wyobrażał sobie uprawiania masowej orgii z wszystkimi kapłanami, którzy zazwyczaj byli starszymi, ale też potężniejszymi osobami. Na samą tę myśl po jego ciele aż przeszedł dreszcz obrzydzenia i swoistego przerażenia taką wizją. Dlatego zacisnął dłoń brzegu blatu, aby w ten sposób dać upust swoim emocjom, a także powstrzymać się przed okazywaniem ich całym sobą. Nie lubił, kiedy ludzie czytali z niego jak z otwartej księgi, tym samym rozpędzając delikatną otoczkę tajemnicy wokół jego osoby. Zwłaszcza, gdy się okazało, że to stworzenie przed nim, którego imienia albo nie poznał, albo nie zapamiętał (obydwie opcje były prawdopodobne), było w stanie rozgryźć go bez większych problemów. Zaczął unikać przez to bezpośredniego spoglądania mu w oczy, bo może to w kontakcie z nimi w jakiś magiczny sposób jego umysł się otwierał. Wszystko to, aby nie przyznać się przed sobą w duchu, że jest kolejnym żałosnym emocjonalnym nastolatkiem, których na tym świecie było niestety wielu.
— Skoro spytałeś, powinienem ci odpowiedzieć, prawda? — Ashton zaśmiał się cicho pod nosem i zerknął na menu, jakie oferowała kawiarnia, jakie zaczął pilnie studiować. O braku porządnego śniadania przypominał mu nagły ucisk w brzuchu. Krótkotrwale zniwelował go rzuceniem zaklęcia na niesforny narząd, chociaż miał w głowie to, że zaraz będzie musiał i tak spojrzeć na sprzedawcę i zamówić cokolwiek — Można powiedzieć, że jestem samotny. Na swój sposób. A może uda mi się natrafić kogoś, z kim będę mógł normalnie porozmawiać. Z kim będę mógł pogłębić relację. Trudno znaleźć teraz ludzi, jakim można zaufać. Zwłaszcza, że zwykli ludzie — Crowley opuścił nieco głos i pochylił się nieznacznie, jakby obawiał się, że ktoś niepowołany może usłyszeć jego słowa — Nie przepadają zbytnio za takimi jak ja czy ty. Trzeba uważać, ile się im mówi i co mówi. Inaczej możesz skończyć źle. Dlatego podchodzę do nich z dystansem.
Brunet dopiero po chwili zdobył się na zerknięcie na Azjatę. Ukradkiem bo ukradkiem, jednak spojrzał. Nie dostrzegł dokładnie, co robi, gdyż jedyne, co widział ze swojej perspektywy to ołówek przesuwający się na kartce. Aby to zrobić, musiałby się wyprostować i podnieść nieco głowę. Ale wtedy rysownik na pewno by dostrzegł, że jest obserwowany i by sobie pomyślał jeszcze jakieś niestworzone rzeczy, że Ash jest jakimś podglądaczem, co nie potrafi usiąść w miejscu bądź niepokojącym mężczyzną z rodzaju tych, którzy wpatrują się w innych bez mrugania oczami i oddychają ciężko, niczym zwierzęta. Takie zachowanie na pewno odbiłoby się na jego reputacji, bo przecież musi takową posiadać (prawda?), dlatego powstrzymał się od ruszenia z miejsca, chociaż całym ciałem korciło go do zerknięcia chociaż na chwileczkę do notatnika pracownika kawiarni.
— Chodzisz do jakiejś Akademii Sztuk Pięknych czy artystyczne rzemiosła to tylko twoje zainteresowanie? Wtedy, w metrze, widziałem przez chwilę, że coś piszesz... Spokojnie, nie czytałem dokładniej żadnego z nich, więc nikomu tego nie powiem. Ale zainteresowało mnie to, przyznam. Sam głównie maluję. Od czasu do czasu, ale maluję.

Daewon?

24.06.2019

Od Daewona CD Ashtona

Daewon czuł się źle od momentu spotkania z osobą, która pragnęła go wykorzystać do swojego planu w akcie zemsty na pewnej osobie. Całą noc miał nieprzespaną, nawet na chwile nie był w stanie zmrużyć oka, gdyż głos w jego głowie, cały czas przypominał o tym młodym chłopaku, którego czyny zirytowały, wręcz wyprowadziły kambiona z równowagi. I pomimo wypierania się, że na pewno było to przypadkowe spotkanie - coraz bardziej uświadamiał się w tym, iż było to zaplanowane. Nie chciał mieć nic wspólnego ze swoją demoniczną postacią. Niestety, wyparcie się tego było niemożliwe.
To dzięki pracy czuł się znacznie lepiej, nie miał chwili na przemyślenia, zmartwienia. Zmuszony był się poświęcić temu, co się działo wokół klientów, sprzątać po nich, obsługiwać kolejnych czy ich witać. Cieszył się, że mógł na spokojnie oddać się w wir pracy niż przypominanie sobie o sytuacji, w której dane było mu poznać osobę, która ani trochę nie zyskała w jego oczach. Starając się oddać swoim zadaniom, nawet nie miał chwili na zerknięcie w stronę baru, kogo tam przyniosło. Jednak, jak wiadomo, w końcu musiał tam podejść, gdyż zebrał brudne naczynia i ktoś powinien je pozbierać i pozmywać za jednym razem. Zadanie przypadło na blondyna, aczkolwiek nie miał co narzekać, chwilowa izolacja od ciągłych rozmów z ludźmi pozytywnie na niego wpłynie. A przynajmniej takie miał założenie, ponieważ zostało ono zniszczone przez osobę siedzącą przy barze i wystukującą jakiś rytm, tak to brzmiało dla samego kambiona. Wkładając naczynia do zlewu, mimowolnie przeniósł spojrzenie na klienta, co było dużym błędem ze względu na to, że prawie upuścił talerz. Nie był przyzwyczajony do tego rodzaju "niespodzianek". Na całe szczęście, w porę złapał naczynie, co prawda ogonem, ale uniknął zepsucia go. Musiał przyznać, ogon czasami bywał przydatny, szczególnie kiedy nie musiał całkowicie się przemieniać, aby się pojawił.
- Nie musimy wracać już do tamtej sytuacji, było... minęło. Uznaj to za przyjęcie przeprosin - powiedział, posyłając krótkie spojrzenie w kierunku chłopaka, również delikatnie się uśmiechając do niego. Pragnął zapomnieć o całej tej sytuacji, wystarczyło go nie zmuszać do ów uczynku, i może na spokojnie odetchnąć z ulgą. Pomycie wszystkiego nie zajęło mu dużo czasu, a dzięki temu mógł na chwilę odpocząć i nie zabierać się za kolejne zadania. To Natalie teraz biegała po kawiarni, przyjmując zamówienia, a także je realizując w trybie natychmiastowym. - Przypadkowo tutaj trafiłeś? - zapytał, dokładnie obserwując chłopaka. Otrzymał pozytywną odpowiedź w postaci kiwnięcia głowy. - To teraz mi powiedz, czy jest coś specjalnego, że tutaj przyszedłeś? Nie licząc obsługi w kwestii otrzymania kawy czy ciasta - dopowiedział, mając dziwne wrażenie, że ciemnowłosy nie przyszedł tutaj również bezinteresownie, nawet jeśli trafił tutaj przypadkowo... coś mu podpowiadało, iż nie tylko o to chodzi. - Samotność ci doskwiera? - kolejne pytanie. Mało kto przychodził do kawiarni sam, zwykle mieli jakieś interesy, czy to spotkania z klientami, praca, czy zwykły brak znajomych, z którymi można spędzić przyjemnie czas poza domem. Ewentualnie chęć przebywania w samotności. Stąd były wnioski kambiona. - Jeśli nie chcesz, to nie musisz odpowiadać. Zmuszać cię nie będę do konwersacji - westchnął, wyciągając swój notatnik, który również służył jako szkicownik. Nie wiedział do końca, co narysować, czy napisać, dlatego zawiesił spojrzenie na czarowniku, a wolną dłonią sięgnął po ołówek, zaczynając rysować pierwsze zarysy jego szczęki. Cóż, nie wiedział dlaczego padło na niego, jednak, jak można się domyślić, każdy "artysta" ma swoją muzę, swoje natchnienie, dzięki czemu chęć rysowania czy pisania potrafi przyjść od tak, na pstryknięcie palców i niezbyt da się to wszystko racjonalnie wytłumaczyć. To najlepiej doświadczyć, by wiedzieć, o co dokładnie się rozchodzi.

Ashton?

17.06.2019

Od Ashtona CD Daewona

Jedyne miejsce, jakie wydało się Ashowi odpowiednie, aby przyjść tam po takiej zniewadze ze strony przywołanego przez siebie demona, było mieszkanie, jakie dzielił z Michaelem, a dokładniej pewne pomieszczenie, do którego wstęp miał tylko on sam. Nawet brata przeganiał złośliwym pomrukiwaniem czy nawet blokował drzwi zaklęciami, byleby tylko mógł popracować w spokoju i samotności. Mowa tutaj o pracowni alchemicznej, pełnej pokrętnych rurek, karafek wypełnionych dziwnymi płynami, półek pełnych słoiczków, miseczek, pudełek i talerzy i warsztatów, gdzie można było praktykować jedną z podstawowych umiejętności każdego czarownika. Ashton znajdował ukojenie w kilku godzinnym bawieniu się możliwymi kombinacjami, a także późniejszym testowaniu specyfików na niewinnym Michaelu czy jego gościach. Wspomniał o tym, gdyż kiedy po cichu wszedł do domu, dostrzegł, iż jego brat nie jest sam w salonie. Z kimś rozmawiał, jednak czarownik był zbyt rozsierdzony po spotkaniu z krnąbrnym przybyszem z Piekieł, aby dodatkowo męczyć się podsłuchiwaniem. Wystarczyło mu, iż gdy podszedł do szafki na klucze do znajdującej się na przekształconym strychu pracowni, ujrzał na kanapie nieznaną mu blondynkę i już zechciał jak najszybciej wyjść stamtąd, nim ktokolwiek go zauważy. Jednym z minusów życia z demonem jest fakt, iż ten posiada o wiele bardziej wyczulone zmysły niż przeciętny człowiek, przez co trudno go podejść. Dlatego Ashton od razu poczuł na swych plecach jego spojrzenie, gdy tylko złapał za metalowy klucz. Automatycznie także przewrócił oczami, szykując się na kolejną, prostą rozmowę.
— Już wróciłeś? — spytał, oglądając się przez ramię na ciemnowłosego nastolatka. Crowley skinął delikatnie głową, jednak nie odpowiedział w żaden werbalny sposób. Usłyszał, jak Mike obraca się na sofie, aby zwrócić się twarzą do niego. Uścisk dłoni na kawałku metalu zwiększył się.
— Wszystko w porządku?
— Tak. W jak najlepszym — warknął gniewnie Crowley, odwracając się na pięcie i kierując w stronę drzwi. Demon wstał z kanapy i zaczął kierować się w stronę młodziana, gdy ten zablokował korytarz migotliwą barierą. Dopiero wtedy spojrzał na mężczyznę z nieokreślonym wyrazem twarzy.
— Zajmij się swoją nową koleżanką. Poradzę sobie.
Po tych słowach Ash od razu wyszedł z mieszkania, chcąc jak najszybciej zamknąć się w swym bezpiecznym zakątku. Zbyt wiele się działo tego dnia, musiał odpocząć od ludzi. Od wszystkiego po prostu.
Dopiero po dłuższym czasie, najpewniej godzinie, może dwóch, gdy to za zamkniętymi drzwiami kroił ogony marokańskich jaszczurek ognistych, aby dodać je do eliksiru płynnej odwagi, a jego emocje stopniowo opadły, zaczął się zastanawiać, dlaczego zachował się tak, a nie inaczej. Ostatecznie doszedł do wniosku, że zrobił to z zazdrości. Obawiał się, że ta dziewczyna, z jaką rozmawiał Mike, zabierze mu cały czas, nawet ten, jaki mężczyzna spędzał z Ashem, a tym samym pozostawiając go samego sobie. To była chyba jedna z niewielu rzeczy, jakich czarownik się skrycie obawiał. Bał się samotności i tego, że jest jaki jest, nie znajdzie nikogo, kto mógłby dostarczyć mu odpowiednią ilość atencji, jakiej potrzebował do swej egzystencji. Chłopak odsunął się od deski i oparł się o stół, drżąc na całym ciele z powodu nagłej realizacji, jak bardzo odcięty od innych był. Nie posiadał nawet nikogo, kogo by mógł nazwać obiektem swych westchnień nawet jeśli miał stuprocentowe szanse na znalezienie go z powodu swych preferencji. Był sam, prawie zupełnie sam. I to dobiło go na tyle, że większość nocy spędził na przeglądaniu ksiąg, aby znaleźć zaklęcie, jakie pozwoli zdobyć mu miłość. Nie odnalazł, niestety, niczego, co by odnalazło dla niego idealnego partnera, a jedynie obrzędy, mające rozkochać w nim kogoś, kogo już upatrzył. Znaczyło to tyle, że narcystyczny chłopak będzie musiał zstąpić między ludzi, jakich postrzegał raczej jako chwilowe zabawki niż kandydatów na długoterminowych partnerów. Cóż się jednak nie robi z samotności!
Z powodu zarwanej nocy, obudził się późnym porankiem. Samo spojrzenie na zegar powiedziało mu, że nie ma nawet co się szykować do szkoły, bo i tak powinien dostać już nieobecności. Dlatego uznał taki zbieg okoliczności za znak od bóstw, że powinien go wykorzystać na spełnienie swego skromnego pragnienia. Z tego powodu, po przygotowaniu się do wyjścia, wyruszył na powoli pokrywające się śniegiem miasto, szukając kogoś, kogo by mógł pokochać. Było to trudne, ponieważ gdy wpatrywał się w twarze mijanych osób, nie czuł niczego w swym czarodziejskim sercu. Nic, a nic. Tak chyba nie powinno być, w końcu, na filmach wygląda to inaczej.
W międzyczasie zaglądał także do poszczególnych restauracji i kawiarni, jednak coś kazało mu iść dalej i dalej, w kolejne dzielnice, kolejne ulice pełne ludzi. Dopiero jedna, całkiem przyjemna, skłoniła go do wejścia do środka. Od progu rozejrzał się wokół, być może tutaj czaił się jego przyszły partner, lecz ku swemu zdziwieniu, dostrzegł kogoś innego. Kogoś, kogo widział już wczoraj.
Ashton zajął miejsce przy barze, o którego powierzchnię zaczął uderzać chudymi palcami. Długą chwilę obserwował zachowanie demona, to, jak ten usilnie (a może po prostu go nie widział?) stara się nie patrzeć na przybysza. Podobnie jak przy spotkaniu z pewnym ogarem, czarownik poczuł, że powinien coś powiedzieć.
— W tym miejscu powinienem cię przeprosić, czyż nie? — spytał demona, wzdychając ciężko. Następnie zebrał się w sobie, kilka razy nawet, do powiedzenia tego jednego słowa, którego mówienie miał nadzieję nie wejdzie mu w nawyk — Przepraszam za.. tamto.

Daewon?

7.06.2019

Od Daewona CD Ashtona

Koreańczyk był osobą cichą, spokojną i cierpliwą, raczej mało kto posiadał w sobie tyle cierpliwości, co on. Zazwyczaj dawał innym drugą szansę, bo wiedział, jaki obecnie był świat. Ludzie to materialiści, egoiści, nie widzą niczego poza czubkiem własnego nosa. I to bardzo zrażało, a także obniżało próg cierpliwości, jednak nie w przypadku Daewona. On miał tego w sobie aż za dużo. Jednak istniała pewna granica, której nie należało przekraczać.
Każdy miał swoją własną sferę ciszy, spokoju... prawo do przebywania w samotności czy rozwijania pasji. I takiej strefy nie należało naruszać w żadnym calu, nawet mikroelementy nie miały tutaj prawa bytu. W przypadku kambiona, za taką granicę można było uznać jego wiersze. Nikt nigdy ich nie czytał, nie krytykował, nie trzymając jego notatnik... tak naprawdę, nikt nie miał prawa go trzymać poza nim samym. Może istniały małe wyjątki, pewne osoby, lecz na to trzeba sobie zasłużyć.
Nieznajomy jednak potraktował to w dość obojętny sposób, tym samym trafiając w czuły punkt Azjaty. Każdy interesuję się tym, czym chce. Każdy robi to, co uważa za słuszne. Tak było w każdym przypadku, bez żadnych odchyleń, czy z pewnymi lukami. Dlatego nie rozumiał słów drugiego, który zachował się w oczach chłopaka jak typowy, rozpieszczony bachor. Trzeba podkreślić fakt, iż Kang nie do końca zna swoje wszystkie umiejętności, nie był pewien, do jakiego stopnia może to wszystko się rozwinąć.
Tak też w krótkim czasie znalazł się przy obcym, trzymającym jego własność. Nawet nie zorientował się, kiedy jego ciało zostało pokryte ciemnymi łuskami.
- Chodzę tam, gdzie mi się zachce - powiedział, wyrywając swój notatnik. - Nie wpieprzaj nosa tam, gdzie cię nie chcą. A ja nie chce rozpieszczonego idioty w swoim życiu - dodał, będąc całkowicie zirytowany zachowaniem obcego.
Nie był ani trochę zadowolony. Jego cierpliwość przeszła sama siebie, zniknęła w momencie dotknięcia zeszytu. Niby zwykły przedmiot, niemający większej czy mniejszej wartości, lecz w oczach Daewona było to coś więcej niż tylko "kartki z literkami", to cała jego historia. Od najmłodszych lat, kiedy zaczął interesować się pisarstwem, zdecydował się kupić zeszyt. Nie przyciągał uwagi, miał zwykłą, prostą i jednolitą okładkę, bez żadnych wzorów czy napisów. Zapisywał tam praktycznie wszystko, zaczynając od różnych tekstów do piosenek, które nigdy nie ujrzą światła dziennego, kończąc na wierszach.
Kang był kambionem, nie do końca znający swoje umiejętności czy to, do jakiego stopnia potrafiłby się posunąć. Nie znał siebie od tej strony, tej gorszej. Nie chciał wyrządzić nikomu niepotrzebnej krzywdy, po co mu to było? Nie czułby ani satysfakcji, ani zadowolenia, raczej byłby przygnębiony. A nieznajomy nie znajdował się na jego miejscu, więc jego lekkomyślność negatywnie wpływała na blondyna. I tak wystarczająco długo musiał męczyć się w pracy. Tutaj chciał odpocząć, pobyć przez chwilę sam, jednak nie było mu to dane. Odsunął się po raz kolejny, tym razem nie mając zamiaru już się zatrzymywać, czy pozwolić by chłopak, choć nie wiedział, czy nie powinien określać go mianem chłopca, ponownie pozwolił sobie na więcej, niż należy.
- A teraz, idź poszukać sobie innego demona, szatana, czy czego tam potrzebujesz. I nie wtrącaj swojego szanownego dupska tam, gdzie ci się zachce. Nie jesteś królem świata, raczej głupim sługusem - powiadomił, po tym nie czekał na żadną odpowiedź, nie chcąc kolejnej konfrontacji z drugim. Dlatego w dość krótkim czasie pokonał schody, opuszczając ruiny, a dzięki temu znowu znalazł się na widoku dla innych ludzi. Jednak nie chciał przyciągać szczególnej uwagi w metrze, czy komunikacji miejskiej, więc zdecydował się na spacer do domu. Co prawda blisko nie miał, lecz da radę. Ruch to zdrowie, podobno. A trochę świeżego powietrza mu nie zaszkodzi, może uda mu się całkowicie ochłonąć.
Pragnął całkowicie zapomnieć o zaistniałej sytuacji, o zachowaniu drugiego, jednak było to dość trudne, ponieważ Daewon zaczął odczuwać pewnego rodzaju "nakaz" powrotu tam, gdzie mieli okazję się spotkać. Ignorował to, a przynajmniej próbował. Dopiero po dotarciu do domu, umył się, a następnie powędrował do łóżka, w towarzystwie swojego zeszytu, to wtedy zdał sobie sprawę z tego, że to ich spotkanie wcale nie było przypadkowe. To Kang został wezwany, nawet jeżeli tego nie odczuwał, to tak było. Tylko pytanie brzmi, dlaczego właśnie on?

Ashton? 

3.06.2019

Od Ashtona CD Daewona

Zapewne słowa Azjaty miały na celu zupełnie coś innego, jednak wystarczyło, że pojawił się w nich cień krytyki dla działań Ashtona, aby ten zatrzymał się w miejscu i ściągnął gniewnie brwi, wpatrując się w oblicze przybysza. On go śmiał pouczać. Jego, potomka wielkiego Crowleya, którego imię i nazwisko wpisało się do ogólnej historii kultury złotymi zgłoskami. Przyszłego Wielkiego Czarownika Seattle, przywódcy pierwszego sabatu na terenach tego miasta!
Może nieco z tym wybiegł w przyszłość, lecz będąc porządnie zdenerwowanym, nie myślał logicznie. Stracił nawet w pewnym stopniu kontrolę nad sobą, gdyż zamiast pozostać w bezpiecznej odległości, jaka pozwoliłaby mu rzucić bezproblemowo zaklęcie, a następnie uciec, zbliżył się do kambiona, stając nawet nieco na palcach, aby w specyficzny, jakby zwierzęcy sposób spróbować go zdominować. Co, oczywiście, z boku wyglądało niezwykle żałośnie.
— Nie musisz mnie pouczać w kwestii sztuk czarnomagicznych — powiedział powoli Ashton, chcąc powstrzymać się przed wykrzyczeniem swoich, jedynych prawdziwych rzecz jasna, racji w twarz Azjaty — Wiem więcej, niż możesz to sobie wyobrazić. Obcuję także z demonami można powiedzieć codziennie — Brunet zaśmiał się lekko pod nosem na wspomnienie brata, który przecież też podpadał pod kategorię bestii z otchłani w mniejszym lub większym stopniu — Wiem, jakie wiąże się z tym ryzyko. I wiem, że cena, jaką te istoty żądają, jest dla wielu śmiertelników zbyt wielka. A z resztą — Crowley machnął ręką, odwracając się od gościa i powracając na swoje miejsce, znajdujące się w przyjemnym cieniu ruin dworca metra. Kiedyś się zastanawiał, dlaczego je zamknęli. Nigdzie nie znalazł wzmianek na ten temat, co mogło znaczyć, że mogło być to związane z siłami wyższymi, znanymi także pod mianem mocy nadnaturalnych. Ale to nie było miejsce na takie przemyślenia. Musiał przecież zdecydować, co zrobi z tym niepokornym demonem, który, o dziwo, nie chce słuchać Ashtona. Odesłać do Obliwionu? Zamknąć w pentagramie? Zapieczętować w pudełku jak Dybbuka? Im dłużej brunet spoglądał na oblicze nieznajomego, tym mniej chęci miał do zrobienia czegokolwiek, aż ostatecznie cała złość z niego uciekła, a na jej miejsce wkradło się chłodne opanowanie, podszyte fałszywym zadowoleniem.
— No cóż, muszę więc poczekać na tego prawdziwego sługę, jak mówiłeś — Czarownik uśmiechnął się słabo jakby do siebie, udając, że nie zwraca większej uwagi na ruchy i zachowanie nieznajomego — Jedno mnie tylko zastanawia. Skoro nie przybyłeś tu na moje wezwanie, co tu robisz? Mało kto wie o tym miejscu... A jeszcze mniej osób przychodzi tutaj na spacery. Zwłaszcza o takiej porze. Jesteś jakimś zagubionym podróżnikiem? — Młodzieniec zerknął na zeszyt w dłoni kambiona. Po krótkim namyśle pstryknął palcami, a zręczne pazury goblina, jaki ujawnił się na barkach przybysza, zacisnęły się na grzbiecie notatnika, który następnie znalazł się w rękach Crowleya. Ten zaczął go przeglądać krytycznie, pozwalając chowańcowi usiąść na czubku swej głowy.
— Co to jest, wiersze? Jesteś pisarzem? Muzykiem? Czy po prostu ci się nudzi?

Daewon?

20.05.2019

Od Daewona CD Ashtona

Nie rozumiał intencji niektórych osób, właściwie: mało kogo intencje rozumiał. Zemsta na kimkolwiek była czymś idiotycznym w mniemaniu Kanga. Dlatego nie powstrzymał się od przewrócenia oczami. Może i nie był osobą nadającą się do konwersacji, lecz czasem zmuszony jest do odpowiadania w jakikolwiek sposób. Nie chciał pokazywać swojej bierności, nie przy obcym, który zdecydowanie mu się nie przypodobał. Niebezpieczny rytuał brzmiało jak głupota z ust młodziaka, wydająca się czymś absurdalnym i wskazującym na jego skrajną nieodpowiedzialność w tej kwestii. Czy wiedział jakie ten miał doświadczenie w spotykaniu istot od szatana? Było to raczej wątpliwe. Kto mądry dokonuje takich wyborów? Zwykle osoby egoistyczne, zapatrzone w swój czubek nosa, nie do końca pojmujący i niechcący pojąć cudzego rozumowania chociażby w małym stopniu. 
Mruknął niezadowolony, gdy nieprzyjemne uczucie przeszło po jego ciele, a przez to wpatrywał się w ziemię, nie trwało to szczególnie długo. Ułożył dłoń na karku, na nowo wracając do poprzedniej pozycji. Cofnął się o kilka kroków, zachowując większy dystans niż dotychczas. Nie chciał brać udziału w jakiejś głupiej gierce nieznajomego.
- Jest to niezwykły przejaw głupoty z twojej strony, używając starych i niebezpiecznych rytuałów – przyznał, niezbyt dbając o fakt iż mógłby urazić chłopaka. Nie popierał jego zachowania, dlatego dość ciężko było mu się powstrzymać. Zapewne przejaw czegoś takiego odziedziczył po swoim współpracowniku z którym spędzał dość dużą ilość czasu. A z kim przystajesz, takim się stajesz. – A mój drogi, haczyk jest taki. Nie przyszedłem tutaj na twoje zawołanie czy zadanie od Mrocznego Pana, najwyraźniej ma ważniejsze sprawy niż twoją zemstę na kimś… zapewne ktoś pojawi się znacznie lepszy ode mnie. Bycie kambionem to jedno, wykorzystywanie swojego daru to drugie. Nie jestem mordercą, jak takowego poszukujesz, to masz całe miasto do dyspozycji. Tylko pamiętaj, nic nie jest za darmo. Tak samo usługa jakiegoś powiernika Mrocznego Pana. Coś za coś – powiedział, nie powstrzymując delikatnego uśmiechu. Nie potrafił kłamać, a przez towarzystwo osoby, której nie lubił w swojej pracy, nieświadomie przełamał barierę. Zapewne w mieszkaniu będzie się czuć z tym źle, lecz teraz, póki zyskał choć trochę tej „odwagi” to ją wykorzystał. Domyślał się iż może to nie dotrzeć do drugiego, aczkolwiek to nie była już jego sprawa. – Poszukaj innego głupca. Ja chciałem zrobić coś innego niż pomóc komuś, kto nie pojmuje wielu spraw związanych z demonami – dopowiedział, upewniając się, że wszystko ma, dopiero po tym odwracając się na piecie, aby ruszyć w kierunku schodów, po których niedawno tutaj zszedł. Nie chciał wdać się dłuższą dyskusję z ciemnowłosym, wiedząc, że mógłby później mu ulec. Niestety, taki był jego charakter. Chociaż miał silne cechy, które wykształciły się w nowej pracy, tak wciąż nie był wystarczająco silny by każdemu się sprzeciwiać. Potrzebował kogoś obok, żeby popierał to co mówił, inaczej może postąpić całkowicie inaczej niż mówił, a tego nie chciał.

Ashton?

Od Ashtona CD Daewona

Czarownik zatrzymał się w połowie kroku, słysząc pytanie "wezwanego" demona. Jak to nie wiedział, po co tu przybył? Nikt go nie poinformował? Czy diabły w ogóle muszą być informowane osobiście przez Mrocznego Pana o tym, co mają uczynić? Ash ściągnął ledwie zauważalnie brwi, po czym uśmiechnął się promiennie i przesunął swoją dłonią po ramieniu Azjaty, powoli zsuwając ją w dół, ku zmienionej ręce. Dopiero kiedy ich palce się spotkały, chłopak podniósł spojrzenie na przybysza.
— Odprawiłem pewien stary, aczkolwiek niebezpieczny rytuał — zaczął wyjaśniać brunet, po czym zaśmiał się cichutko pod nosem, puścił kambiona i powrócił do krążenia wokół niego, tym razem jednak bacznie obserwując jego zachowanie. Coś w tym osobniku mu nie pasowało. Nie był jednak w stanie określić, co takiego. Definitywnie był demonem czy innym nadnaturalnym, ta odmienna ręka mówiła sama przez siebie. Istniała szansa, że nie został on tutaj przyciągnięty przez słowa zaklęcia, przecież Ash wiedział z własnego doświadczenia, że diabły - nomadzi czy ci nieświadomi swej rasy krążą po ulicach Seattle w blady dzień. Ten Koreańczyk mógł być jednym z nich.
— Chciałem się zemścić na kimś, kto ostatnio przekroczył pewną granicę.. Ot, taka to ze mnie egoistyczna istotka... Rzucenie klątwy wymaga przywołania innych bytów, zazwyczaj są to małe impy czy inne chochoły. Naprawdę rzadko rzucającemu ukazują się humanoidalne demony z krwi i kości — Korzystając z okazji, Crowley odchylił lekko zaklęciem kark młodzieńca. Na jego obliczu szybko pojawił się uśmiech pełen zrozumienia dla sytuacji. Jego domysły okazały się prawdziwe. Postanowił jednak nie przerywać swej gry. W końcu, gdy los zsyła ci pomocnika, grzechem by było go odrzucić.
Czarownik stanął ponownie przed przybyszem i pokazał mu zrobioną niedawno kukłę przyszłej ofiary.
— Demon, według grymuaru, powinien wykonać wolę przywołującego, w nagrodę otrzymując duszę przeklętego nieszczęśnika... I podobno całkiem interesujące nagrody od Mrocznego Pana. A więc, tutaj przejdę już zgrabnie do konkretów. Chcę, abyś zamordował dla mnie śmiertelnika w chwili, gdy ja będę zakopywał jego kukłę w grobie wisielca.

Daewon? 

Od Daewona CD Ashtona

Nie czuł się ani trochę swobodnie, gdy został w taki sposób przestraszony, w dodatku: nie wiedział kto był tego sprawcą. Dłuższą chwilę był jeszcze sam, starając się uspokoić swoje szybko bijące serce, jego tętno przyśpieszyło przez tak nagłą i niespodziewaną sytuację, że dopiero po chwili spostrzegł iż jego ręka stała się znacznie ciemniejsza niż wcześniej. Oczywiście, ani trochę mu się to nie podobało. Był kambionem i niezbyt uśmiechało mu się, by każdy w mieście o tym wiedział. Wolał był uznanym za cichego, mało wyróżniającego się chłopaka, jak każdy inny. Niestety, ze swoim „darem” było to raczej trudne do ukrycia. Czasami żałował otrzymania czegoś takiego, owoc związku człowieka i inkuba. Nie zdołał nawet zamyślić się na dobre, a został wyrwany przez nieznajomy głos, nazywany diabłem. Uniósł pytająco brew, niezbyt rozumiejąc zachowanie obcego chłopaka, widział go pierwszy raz na oczy, szczególnie w takim miejscu. Kang nie powstrzymał się od zlustrowania chłopaka wzrokiem, dostrzegając dość szybko dziwną zabawkę w jego dłoni. Wydawałoby się, że spotkał jakiegoś świrusa. I właściwie, tak nawet o nim pomyślał w tamtym momencie.
- Kambion, diabeł… w końcu to jedno i to samo - mruknął bardziej do siebie niż drugiego, mimowolnie wywracając oczami na jego nazbyt wielki entuzjazm. Nie był skory do rozmów, dlatego zebrał swoje rzeczy, jeszcze dla pewności poprawiając mitenkę. Niezbyt była pomocna, ponieważ palce Azjaty również pokryły się łuskami w ciemnym odcieniu. – Jakie wezwanie? O czym ty mówisz? – spytał, spoglądając na niego z niezrozumieniem wymalowanym na twarzy. Czy nieznajomy wypowiadał jakieś zaklęcia, żeby przybył diabeł? Prawdopodobieństwo było duże, do normalnych osób zapewne nie należał (szczególna mowa tutaj o dziwnej maskotce, o ile można to tak nazwać, w jego dłoni). Często zastanawiał się, co takimi osobami kierowało by wzywać najmniej przyjazną istotę. Aż tak ich to kręciło czy byli zdolni by coś osiągnąć takim kosztem? Jeżeli nie pojawił się diabeł, istniało prawdopodobieństwo, że brunet został zignorowany bądź jego „sprawa” została odłożona na później. Chcąc nie chcąc, trochę się o tym dowiedział w ciągu tych wszystkich lat, mając okazję do spotkania niejednego kambiona, inkuba, czy jeszcze innej istoty. Wszelakie informacje również dostępne były w sklepach, w których można dowiedzieć się o czarnej magii, a Daewon, skoro chciał wiedzieć na czym opiera się jego „dar”, zmuszony był tam chodzić. Przyglądał się obcemu, wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi z jego strony, ponieważ wolał dowiedzieć się o co dokładniej chodziło… nie powinien się tym interesować, lecz wiadomo, w każdym kiedyś obudzi się ta nuta ciekawości.

Ashton?

Od Ashtona CD Daewona

Jedną z ciekawszych rzeczy w byciu czarownikiem, zdaniem Asha, była możliwość używania magii do własnych potrzeb, nawet tych najmniejszych i najnikczemniejszych. Dodatkowo, od tych wszystkich czarodziejów, którymi swoją drogą gardził, magów i druidów odróżniał go fakt, iż korzystał z mocy o wiele silniejszej, pochodzącej od samego Diabła, jak głosiła doktryna. Czarna magia, równie potężna jak niebezpieczna. Księgi, jakie czytał, ostrzegały go o rzucaniu klątw czy uroków, mających doprowadzić do ciężkiej choroby czy zgonu śmiertelnika. Takie zaklęcia wymagały ofiary, a jeśli jej nie otrzymają, okropne rzeczy mogą się przytrafić rzucającemu. Jednak Ashton był gotowy podjąć to ryzyko. Musiał w końcu ukarać tego cholernego chłopaka, który ośmieszył czarownika na szkolnym korytarzu. Niby to była zwykła, nastoletnia docinka, jedna z wielu od tego osobnika, lecz dopóki pozostawało to na internetowych konwersacjach czy padało tylko podczas dyskusji z dala od innych, Crowley aż tak się tym nie przejmował, ale teraz sprawa się zmieniła.
Wiedząc, że nie może rzucić tego zaklęcia ani w domu, ani w szkole, udał się do starego tunelu metra, gdzie przybywał w podobnych sytuacjach. Bez większych problemów trafił na jego zawalony koniec, aby się tam przecisnąć przez szparę, prowadzącą do czegoś, co musiało być chyba starym magazynem. Po wkroczeniu pstryknął palcami, a setki świec rozbłysły migotliwym, ciepłym światłem. Ashton zbliżył się do pokrytego ciemnymi plamami, kamiennego stołu, na którym postawił torbę z potrzebnymi przedmiotami. Było ich kilka. Para czarnych świec, zdjęcie oraz kartka z imieniem ofiary, pudełko z ręcznie zebraną ziemią z cmentarza. Nie zabrakło też zrobionej wcześniej szmacianej lalki, której pierś nadal nie została zaszyta. Z rozwagą czarownik ułożył je przed sobą, a po krótkiej inwokacji do wszelkich złych duchów w okolicy, rozpocząć rytuał.
Podczas wypełniania lalki ziemią oraz symbolami znienawidzonego chłopaka, przelewał w to wszystko całą swoją złość i chęć zemsty. Dostrzegł nawet kilka granatowych iskierek, jakie przemykały po jego palcach, zbierając się w ciemnym wnętrzu. Na twarzy Crowley'a pojawił się złośliwy uśmiech. Gdy przyszła pora na zaszycie lalki, aż nie mógł ustać w miejscu z nadmiaru ekscytacji. Prawie nawet ukuł się igłą w palec, co by zapewne zniszczyło rytuał. Słowa wymykały się z jego ust w formie śpiewnej inkantacji, roznosząc się po pomieszczeniu cichym echem.
Wij się nitko, wij, w sercu jego gnij — Ash przerwał na krótką chwilę, gdyż, jak się mu zdawało, poczuł, jak coś narusza magiczną granicę wokół tego terenu — Zepsuj jego głowę, zepsuj jego duszę, niechaj cierpi katusze. Ciało jego przywiąż do ziemi, niechaj żyje między swemi. Mroczny Panie, ześlij mi swego sługę, niechaj wypełni swą posługę — Młodzieniec zerwał nić, po czym sięgnął po czarną świecę i zaczął nią zalewać szycie, dodając nieco ziemi z cmentarza. Gdy to uczynił, zamknął oczy i rozłożył ręce, pozwalając mrocznej magii płynąć między swymi palcami, gdzie się ostatecznie skupiała. Powietrze nagle stało się naelektryzowane, jakby miał za parę chwil w to miejsce uderzyć piorun.
Niech wydrapie mu oczy, niech nie szczędzi biczy. Odpowiedz diable na me wezwanie! — Ash uderzył dłońmi w stół, tym samym uwalniając zebraną magię, która momentalnie podpełzła do lalki, sprawiając, że oczy w postaci krzyżyków rozbłysły granatem. Młodzieniec uśmiechnął się z dumą, po czym podniósł figurkę i musnął kciukiem gorący wosk. — Niechaj tak się stanie.
Nagle usłyszał huk. Momentalnie odwrócił się w kierunku, z którego pochodził, lecz nie dostrzegł niczego, co by mogło ten dźwięk wywołać. Czyżby to ten diabeł, o jakim była mowa w zaklęciu?
Czarownik pobiegł do szczeliny, nadal dzierżąc lalkę w dłoni. Usłyszał coś ponownie, tym razem na wzór jakiegoś słowa. Ash podbiegł na palcach do głównej części tunelu i ku swojej radości ujrzał ludzką postać.
— Przybyłeś! — krzyknął z ekscytacją, podbiegając do gościa i od razu się mu przyglądając — Nie masz rogów.. Ani kopyt.. — mruknął czarownik, okrążając Azjatę — Ani nawet ogona. Ale nieważne, nieważne. Liczy się to, że przyszedłeś tak szybko na moje wezwanie! Czy możemy się już zabrać do pracy? Czy musisz się przygotować, diable?

Daewon?

19.05.2019

Od Daewona do Ashtona

Życie w kawiarni zawsze wydawało się być inne, jakby czas w niej uciekał znacznie wolniej niż zazwyczaj. Aromat kawy wypełniał lokal, przeplatając się ze słodkościami jakie były tutaj do kupienia. Rozmowy między klientami, pracownikami doskonale słyszane, lecz nikt nikogo nie krytykował, nie wyzywał, czy nie wtrącał się w cudzą dyskusję, a przynajmniej nie na głos. Każdy przychodził tutaj w innym celu, z własnej bądź cudzej inicjatywy. Niektórzy przychodzili tutaj w biegu, inni na spokojnie. Wszystko zależało od ludzi. Pracownicy byli uprzejmi, zwykle rozmawiali między sobą jeżeli nie było klientów. Jedynie Daewon zwykle trzymał się trochę na boku, nie czując się aż tak dobrze w ich towarzystwie. Zazwyczaj siedział na zapleczu, gdzie starał się pisać kiedy tylko najdzie go wena. Nie zawsze miało to miejsce, więc próbował to wykorzystać. Niestety, zwykle przychodziło to w najmniej odpowiednim momencie – podczas obsługi klienta. Nie może odejść od tak, bo ma ważniejsze sprawy. Dlatego zawsze to, co wymyślił gdzieś się zapodziało w jego myślach, a on nie potrafił na nowo tego odtworzyć, całkowicie o tym zapominając.
Obecnie rysował na kartce filiżankę kawy, niezbyt będąc obecnym myślami przy tym, co robił. Zląkł się w momencie kiedy ktoś ułożył dłoń na jego ramieniu, zaglądając co takiego wykonywał przez cały ten czas siedzenia w samotności.
- Klienci przyszli, musisz przerwać swoje rysowanie – zawiadomił Roy, posyłając Azjacie delikatny uśmiech, na co ten westchnął i potaknął głową. Niezbyt był skory do rozmów, w szczególności z mężczyzną. W ostatnim czasie kilkukrotnie doszło między nimi do sprzeczek, więc zdecydował się go unikać jak ognia. Jednak, jak wiadomo, w pracy było to niemożliwe. Zawsze był na pierwszej zmianie bądź cały dzień, dlatego Daewon był skazany na jego towarzystwo. Wyszedł z zaplecza, upewniając się, że miał długopis i notatnik do zapisania zamówienia, a następnie podszedł do jednego stolika, przy którym siedziała kobieta. W swojej pracy zmuszony był do przełamania swoich lęków czy nieśmiałości. Nie mógł przecież stać i wpatrywać się tępo w klientów, wyczekując aż coś powiedzą w jego kierunku.

Na całe szczęście, dzisiejszy dzień w pracy kończył się dla Azjaty o piętnastej. I nawet lepiej, ponieważ przez nerwy, na które największy wpływ miał Roy, na prawej dłoni chłopaka była cała w łuskach, co go irytowało najbardziej. Zmuszony był jednak przestać o tym myśleć, zakładając mitenkę, ponieważ nie chciał przyciągać uwagi. Tylko palce nie były tak pokryte łuską, więc mógł odetchnąć w jakimś stopniu z ulgą. Rozejrzał się po okolicy, poprawiając torbę przewieszoną przez ramię. Mimowolnie jeszcze upewnił się, że wszystko miał, dopiero po tym decydując się na mały spacer. Nie chciał marnować dzisiejszego dnia na siedzenie w domu przed telewizorem. Co prawda nie miał tutaj za dużo znajomych, a samotność nawet dobrze mu służyła. Udał się w kierunku tunelu metra. Nie miał najlepszego nastroju, a tamto miejsce idealnie wszystko odzwierciedla, w szczególności kiedy rzadko kiedy jest przez kogoś odwiedzane. A przynajmniej on nie miał przyjemności nikogo tam spotkać.
Trzymał zeszyt, w którym miał zapisane wszystkie pomysły, długopis miał między wargami, delikatnie przygryzając jego końcówkę zębami. Leniwie schodził po schodach, wpatrując się w kartkę, gdzie był niedokończony, krótki wiersz. Potrafił zacząć, gorzej to skończyć. Kiedy znalazł się przy końcu tunelu metra, zdecydował się na chwilę zatrzymać, żeby coś zanotować. I raczej nie spodziewał się, że coś obok niego uderzy, tym samym wyrywając go ze swoich myśli, a zeszyt znalazł się na samych torach. Nie powstrzymał krótkiego przekleństwa, mimowolnie szybko rozglądając się po okolicy w jakiej się znajdował, żeby doszukać się sprawcy. Mało kogo spotkał, który by się wyróżniał na tle społeczeństwa. W końcu on sam nie należał do najnormalniejszych osób, może pod względem psychicznym tak, aczkolwiek rozchodzi się raczej o jakieś „umiejętności”. Choć dalej uważa iż bycie kambionem to przekleństwo niżeli dar.

Ashton?
Szablon
synestezja
panda graphics