Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ira&Taiga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ira&Taiga. Pokaż wszystkie posty

11.07.2019

Od Taigi CD Iry

Spojrzałam na wizytówkę, którą dostałam od dziewczyny, jednak nie skupiłam na niej swojego wzroku, tylko schowałam ją do kieszeni płaszczu, idąc dalej w swoim kierunku. W domu od razu wzięłam się na zrobienie jakieś szybkiej kolacji składającej się z sałatki z kurczaka i lampki wina. Wieczór jak zawsze minął mi spokojnie i dosyć szybko, resztę wina, która mi została, schowałam do szafki, żeby je dokończyć w najbliższych dniach. Nie lubiłam pić wszystkiego na raz, wystarczał mi jeden kieliszek do kolacji raz na jakiś czas, żeby na chwilę poczuć gorycz wina w ustach. Następnego dnia z rana wyszłam w swoim płaszczu i wręcz poczułam uderzenie ciepła. Czułam, że zaczyna się robić cieplej... Kompletnie zapomniałam, że idzie wiosna, a raczej, że już u nas zawitała. Po wczorajszym śniegu nie zostało już nic, a na drzewach, czy krzakach było powoli widać pąki. Zawsze mnie to zastanawiało, jak to możliwe, że jednej nocy wszystko potrafi się tak bardzo zmienić. Czasami się śmiałam, że przyczyna leży w naszej magii, a nie w cudach matki natury. Wróciłam się do mieszkania, zabierając z szafy lżejszą, skórzaną kurtkę, a zimową rzuciłam na kanapę, raz jeszcze tego dnia opuszczając swoje mieszkanie. Kiedy siedziałam w kawiarni, popijając małą kawę, w myślach miałam to, że miałam coś zrobić. Uczucie to nie miło nawet wtedy, gdy miałam pewność, że w kawiarni wszystko jest na swoim miejscu, dziwne emocje mnie nie opuszczały. Dzisiaj ponownie zamykałam cały lokal i machając kluczami, wróciłam do domu. Złapał za płaszcz, chcąc go schować do szafy i w najbliższych dniach oddać do pralni, kiedy z kieszeni wyleciała mała karteczka. Podniosłam ją, chowając swoją kurtkę. Spojrzałam teraz dokładnie na białą wizytówkę. Widniała na niej nazwa studia tatuażu i adresem. Nie było jednak tam żadnych danych na temat dziewczyny. Ciekawiło mnie, jakiej jest rasy, nie często spotykałam osoby, które rzucały na siebie iluzję, widziałam różnego rodzaju przemiany, ale nie to. Kilka razy uderzyłam palcem w wizytówkę, po czym położyłam ją na małym stoliku, na którym również stał telewizor.
Rano nie poszłam do kawiarni, tak jak miałam to w zwyczaju, tylko na ulicę, gdzie znajdowało się studio tatuażu. Oparłam się o zamknięte drzwi i spojrzałam w czyste niebo, czekając na nieznajomą. Nie wiem, co mnie skłoniło do tego, żeby się tutaj znaleźć. Może to, że nie znam wielu ludzi w mieście podobnych do mnie? Takich, którzy posiadają chociaż trochę magii, przy których nie musiałabym udawać kogoś, kim nie jestem. Dziewczyna zjawiła się po kilku minutach, uśmiechając się do mnie delikatnie.
- Akurat o tej porze i to dzień później się ciebie nie spodziewałam - zaśmiała się i otworzyła zamek, zapraszając mnie do środka. Przyjęłam owe zaproszenia i weszłam, gdzie od razu powitały mnie ściany przyozdobione w różnego rodzaju zdjęcia tatuaży. Zapewne to były dzieła osób pracujących tutaj. - Tatuaż? - Zapytała, nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Nie - Powiedziałam od razu, siadając na jednym z wolnych krzesełek - Moje ciało to nie płótno - Dodałam po chwili obojętnie i spojrzałam na nią - Myślę, że wiesz, dlaczego przyszłam.
- Oświeć mnie - Wzruszyła ramionami. Miałam wrażenie, że słowa o ciele i płótnie delikatnie ją uraziły, jednak nie na tym chciałam się skupić.
- Ciekawość - Odpowiedziałam wprost - Jestem ciekawa, jakiej jesteś rasy, że potrzebna Ci iluzja.
- Może nie jest mi potrzebna, a po prostu lubię jej używać - Uśmiechnęła się do mnie, na co parsknęłam.
- Gdyby tak było, to nie narażałabyś się na wykrycie przez łowców, tylko dlatego, że masz taki kaprys, no, chyba że jesteś aż taka głupia i nie wiesz, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie polować na magiczne istoty, czytaj nas - Położyłam nogę na nogę.
- Doskonale wiem, na co niektórzy polują - zmarszczyła brwi, przez co na moich ustach pojawił się sarkastyczny uśmiech.
- Taiga, czarownica - Podałam jej dłoń, wyczekując czy zrobi to samo i czy się przedstawi, co mnie niezwykle ciekawiło.

Ira?

9.07.2019

Od Iry CD Taigi

Chciałam po prostu w spokoju wrócić do domu i zając się swoimi sprawami - czy to jest aż tak trudne? Najwyraźniej w moim wypadku tak. Nie zwróciłam nawet uwagi na to zamieszanie w sklepie, lecz dziewczyna, która na mnie wpadła dziwnie mi się przyglądała. Za długo i za bardzo. Dlatego odwróciłam się czym prędzej i zapłaciłam należną kwotę za zakupy, od razu szybko wychodząc. Kawałek od sklepu zaczęłam iść wolniejszym krokiem, przecież to tylko kolejny człowiek, który mi się przygląda. Choć coś mi się w niej nie podobało, nie pachniała jak człowiek. Dzięki swoim wyczulonym zmysłom poczułam od niej lekki zapach metalu - to właśnie tak wyczuwałam magię. To prawda, że po tak długim przebywaniu wśród ludzi zapach zanika, choć magia nadal zostaje, to zastanawiałam się czym jest. 
Idąc przed siebie i wpatrując się w biały chodnik przede mną, poczułam przy sobie obecność owej damy ze sklepu. Była grubo opatulona i przed chwilę się nie odzywała.
- Ładna iluzja, prawie dałam cię nabrać - zabrała głos gdy tylko zdjęła chustę z ust i mrugnęła do mnie. Udałam zaskoczoną i przystanęłam, uważnie się jej przyglądając.
- Hm, twój zapach też o tobie wiele mówi - podeszłam bliżej, jeszcze mocniej zaciągając powietrze wokół niej - Parasz się magią, prawda?
Nie odpowiedziała, ale na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, wręcz sarkastyczny. Westchnęłam i przechyliłam głowę. Nie wiedziałam po co postanowiła do mnie zagadać. Przecież mogła iść przed siebie, wrócić do własnego życia, bez zaczepiania mnie.
- Cóż nie jesteś zbyt rozmowna - mruknęłam i wykrzywiłam usta w grymasie - A ja nie mam zbyt dużo czasu. Jeśli chcesz coś ode mnie, a nie chcesz tego teraz to mogę ci dać to, żebyś mogła się ze mną skontaktować - włożyłam dłoń do kieszeni i wyjęłam jedną z wizytówek salony tatuażu. Wyciągnęłam ją w jej stronę, a ona powoli wyciągnęła ją spomiędzy moich palców. Dokładnie ją obejrzała zanim włożyła ją do kieszeni. 
Kiwnęła głową i odeszła. Jeszcze przez chwilę patrzyłam jak jej postać znika zza rogiem. Coś czułam, że to nie było nasze ostanie spotkanie. 

~*~

- Już jestem - oznajmiłam, gdy tylko przekroczyłam próg domu. Samuel od razu przyszedł się przywitać. Wcześniej puściłam go samego i kazałam wrócić do domu, wiedziałam, że nic mu nie będzie - runa przypięta do obroży skutecznie go chroniła. Pogłaskałam go po pysku i wzięłam znów reklamówki do dłoni by zanieść je do kuchni, skąd usłyszałam głos cioci. 
- Skarbie, nie musiałaś tego targać. Przecież bym sobie poradziła - pogłaskała mnie po policzku i jednocześnie zajęła się rozpakowywaniem. Wzięłam ze stołu jabłko i zaczęłam je powoli konsumować - Jak tam w pracy?
- W porządku. Wzięłam kilka dni wolnego i chciałam spędzić je u rodziców. Nie masz nic przeciwko? - zapytałam ze względu na jej stan zdrowia. Wiedziałam, że nie czuła się zbyt dobrze, ale już poprosiłam sąsiadkę by do niej zaglądała. Zaprzeczyła, widziałam, że trochę posmutniała, ale musi się do tego przyzwyczaić. Jeszcze trochę i znajdę własne mieszkanie, nie będzie mnie już przy niej. 
Nawet będę za nią tęsknić. Nie znałam żadnych innych elfów, oprócz moich rodziców, z którymi mogłabym porozmawiać. W sumie ogólnie nie miałam zbyt dużo znajomych. I właśnie dlatego zaczęłam coraz bardziej doceniać ludzi, którzy sami do mnie legli. Czasem nie były to "dobre" znajomości, ale nie żałowałam tego. Mogłam poznać ich lepiej, pomimo tego, ze wychowywałam się wśród nich od dziecka. A niektóre osobniki nadal mnie zaskakują. 

~*~

Dzisiaj była moja kolej otwierania salonu. Wstałam o 4 i powoli zaczęłam się szykować. Poranna toaleta, śniadanie zarówno moje jak i Samuela oraz na końcu ubranie się. Wystarczyło jeszcze dość na miejsce, przygotować miejsca pracy i poczekać na resztę pracowników - nic wielkiego. Było o ciut cieplej niż wczoraj, dlatego zrezygnowałam z szalika i rękawiczek. Narzuciłam na siebie zielony, długi płaszcz i czarne kozaki na obcasie i ruszyłam do pracy. Wyjęłam telefon by przejrzeć trochę światowe wiadomości, choć codziennie można było usłyszeć tylko o polityce i ciągłych kłótniach. Tego nadal nie rozumiałam - po co głosować na jakiegokolwiek człowieka by wybrać mniejsze zło, a później mieć pretensje o jego rządy? Niektórzy nigdy się nie zmienią i w ich życiu najważniejsze będą pieniądze i władza, ale cóż poradzić.
Moje przemyślenia przerwał niespodziewany gość. Gdy wyszłam zza zakrętu skąd widać już było Red Rose, zauważyłam postać opierającą się o kratkę chroniącą drzwi. Była to dziewczyna z wczoraj, która delikatnie potarła swoje zaczerwienione ręce by choć trochę je rozgrzać. 
Gdy byłam już bliżej, uśmiechnęłam się delikatnie i co mnie zadziwiło, nie musiałam nawet tego wymuszać. Jakoś sama chciałam. 
- Akurat o tej porze i to dzień później się ciebie nie spodziewałam - zaśmiałam się i otworzyłam zamek, gdy tylko dziewczyna się odsunęła, zaprosiłam ją oczywiście do środka, wchodząc za nią i zamykając drzwi.
<Taiga?>

Od Taigi CD Iry

Wyjątkowo zostałam dzisiaj w kawiarni do samego końca, a co za tym idzie, zamykałam cały ten mój burdel. Spojrzałam w niebo, z którego spadały duże płatki śniegu. Przymknęłam oczy, uśmiechając się delikatnie, gdy tylko zimny, biały puch spotkał się z moją twarzą. Zazwyczaj jako transportu używam po prostu swojego samochodu, jednak raz na jakiś czas, gdy wiem, że mam nieco więcej pracy to wieczorny spacer do domu jest czymś w rodzaju relaksu i oderwania się od rzeczywistości, jakimi są tony papierków, użeranie się z pracownikami, klientami czy dostawcami. Czasami mam ochotę rzucić to wszystko i żyć jedynie ze swojej magi. Niestety to nie byłoby takie łatwe. Odganiając myśli o spokojnym życiu czarownicy, wróciłam do szarej rzeczywistości. Schowałam dłonie do kieszeni i chociaż lubiłam zimno, to pragnęłam schować się do własnego mieszkania, włączyć dobry film i przy lampce wina pomyśleć o tym, co muszę zrobić dnia następnego. W tej chwili stanęłam jak wryta, wypuszczając z ust ciepłe powietrze. Jeśli chce cokolwiek wypić, najpierw wypadałoby mi to iść kupić. Odwróciłam głowę w poszukiwaniu jakiegoś sklepu, w którym mogłabym się zaopatrzyć w czerwony trunek. Po chwili do moich oczu dotarł neonowy znak, który miał przyciągać zbłąkanych klientów, jednak dlaczego miałam w takim wypadku wrażenie, że jest zupełnie na odwrót? Niegdyś żywe kolory, teraz stały się wyblakłe, a jedna z literek od dawna wymagała naprawy. Poprawiłam raz jeszcze chustę na szyi i pewnym krokiem skierowałam się do wypatrywanego przeze mnie budynku. Chodziłam między regałami, aby odnaleźć regał z alkoholem. Po drodze złapałam za małą paczkę z żelkami, które były przeraźliwie twarde i jednocześnie figurowały na mojej liście najlepszych słodyczy. Kiedy tylko ujrzałam niewielką półkę z winami, odczułam wyraźną ulgę i w pewnym stopniu satysfakcje. Wybrałam mało znaną markę czerwonego wina i z delikatnym, ledwo widocznym uśmiechem podeszłam do kasy, gdzie stanęłam za średniego wzrostu dziewczyną o czarnych włosach. Patrzyłam w jakiś punkt, nie myśląc za wiele, jedyne czego teraz chciałam to zapłacić za zakupy i iść dalej do swojego małego mieszkanka. Niespodziewanie poczułam, jak jakiś gówniarz wpadł na mnie, a co za tym idzie również i ja poleciałam na kobietę znajdującą się przede mną. Nawet nie zwróciłam uwagi na wzrok młodej dziewczyny, tylko od razu zwróciłam się do szczyla, który stał za mną z paczką chipsów.
- Ślepy jesteś? - Warknęłam na niego, jeszcze tego by mi brakowało, żebym rozbiła swoją cenną butelkę - Przeproś, bo ja na pewno nie będę tego robić za Ciebie - Dodałam szorstko, odwracając głowę do klienta przede mną.
- Przepraszam - Usłyszałyśmy piskliwy i przestraszony głos dziecka.
- Nic się nie stało - Nieznajoma mruknęła cicho, wracając wzrokiem do swoich zakupów. Nie wiem dlaczego, ale zwróciła moją uwagę. Miała wyjątkową urodę, powiedziałabym nawet, że zbyt idealną jak na nasze realia. Nie miała czerwonych policzków, chociaż jest to normalna reakcja, gdy z dworu gdzie jest co najmniej minus 10 stopni, wchodzi się do pomieszczenia, gdzie jest około 20 na plusie. Idealnie biała cera, jak u porcelanowej laleczki bez żadnej skazy, nawet włosy pomimo opadów układały się wręcz idealnie. Zapewne ci, którzy nie mają pojęcia o magii, uważają ją za szczęściarę, której trafiły się dobre geny, jednak jeśli ktoś siedzi w tym świecie, wie doskonale, że nie jest człowiekiem i z pewnością jej rasa nie jest spokrewniona z moją. Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos ekspedientki, która patrzyła na mnie z podniesioną brwią, czekając, aż zapłacę. Dałam jej do ręki jeden banknot, nie czekając nawet na te kilka groszy reszty. Z daleka zauważyłam znaną mi już sylwetkę, a z uwagi na to, że szłam szybciej od niej, to po kilku minutach znalazłam się z nią na linii prostej, tak jakbyśmy szły obok siebie. Rzuciłam na nią wzrokiem i odsunęłam chustę z ust.
- Ładna iluzja, prawie dałam się nabrać - Mrugnęłam do niej z sarkastycznym uśmiechem.

Ira?

7.07.2019

Od Iry

- Dzień dobry - przywitałam kolejnego klienta, który zawitał do naszego salonu. Mężczyzna uśmiechnął się i jako stały bywalec, usiadł na swoim ulubionym miejscu i poprosił o kawę, która w szybkim tempie została mu dostarczona. A ja znów odwróciłam się do kobiety siedzącej na fotelu przede mną i kontynuowałam pracę. 
Nie miała zbyt dużego wymagania - ot, mały kwiatek na nadgarstku, z czerwonymi płatkami. Ale kasa i tak się liczy, a także jej satysfakcja z posiadania tatuażu. Samuel położył głowę na moich kolanach i przypatrywał się jak maszynka raz po razie styka się ze skórą kobiety. Parę razy syknęła, ale widać było, że nie cierpi. Czasem są takie przypadki, że klient już po pierwszym dotknięciu stwierdza, że już nie chce i wychodzi. Ale przecież nie będę za nikim biegała i prosiła by wrócił. Mój szef mi za to nie płaci, ale denerwuje mnie wtedy stracony czas. Przecież najpierw muszę zrobić szkic, nanieść go na skórę, przygotować sprzęt. No, ale koniec rozwodzenia się nad minusami pracy tutaj.
- Dziękuje za cierpliwość i mam nadzieję, że się pani podoba - odparłam, zakańczając swoje dzieło. Kobieto podeszła do lustra i przyjrzała się swojej dłoni z wielkim uśmiechem. Zawsze wkładałam serce w swoją pracę i dawało to doskonałe wyniki. Dlatego jeszcze mnie nie wywalili jak wielu innych przede mną i po mnie. Po setnym podziękowaniu, zapłaceniu i pożegnaniu, w końcu nadeszła chwila odpoczynku. Mój szef, a zarazem dobry kolega postawił obok mnie paczkę z ciastkami doskonale wiedząc, że za słodycze mogę wręcz zabić.
- Czy dzisiaj jest jakaś szczególna okazja? - zapytałam, pociągając nogi i opierając podbródek o kolana.
- Dokładnie dwa lata temu zaczęłaś tu pracować, wstyd! Żebym ja o tym pamiętał, a ty nie - mruknął, udając oburzenie, a ja prychnęłam tylko na jego słowa. Reszta pracowników już przyzwyczaiła się do naszych rzekomych kłótni i teraz tylko śmieli się pod nosem, zresztą jak wszyscy którzy tu przychodzili. Ale nikt z nas nie denerwował się z takich sytuacji - dobrze było od czasu do czasu pośmiać się ze wszystkimi innymi.
- Dobra, ale do rzeczy. Czy będziesz bardzo zły jak poproszę o trzy dni urlopu? Obiecałam rodzicom, że trochę im pomogę. Wiesz, nie chce ich zostawić z tym wszystkim samych, później będą mieć pretensje.
- Po prostu powiedz, że chcesz potrenować do zawodów, wtedy już szybciej ci uwierzę, wiesz?
I tu mnie miał. Co jak co, ale oszukać się go nie da. Spojrzałam w dól na swoje dłonie, z palcami o wiele smuklejszymi od ludzi i westchnęłam. Ciekawe czy wszyscy żartowali sobie ze mną dalej wiedząc kim jestem. Często zadawałam sobie to pytanie, cichutko, w głowie, ale wolałam się o tym nie przekonywać 
- No dobra, masz mnie - wstałam i ruszyłam do czajnika, od razu go włączając - Więc?
Mężczyzna westchnął widząc moją błagalną minę i przetarł twarz dłońmi.
- Które konkretnie dni?
Pisnęłam szczęśliwa i przytuliłam go w nieprzemyślanym odruchu. Szybko się od niego odsunęłam, czerwieniąc się na twarzy i zwiększając dystans.
- Emm...Jeszcze jutro bym przyszła, a później już pojechała bym do rodziców. W takim razie mogę? - spytałam by się upewnić. On tylko kiwnął głową i wpisał do notesu przy ladzie moją nieobecność. 
~*~
Było zimno. Padał śnieg i wiał lekki wiatr, który nieprzyjemnie muskał policzki sprawiając, że prawie się ich nie czuło. Naciągnęłam mocniej czarny kaptur i od razu schowałam ręce głęboko w kieszenie. Teraz tylko szybko do domu i spać. Nie mogłam jednak przyznać, że aurę jaką stwarzał śnieg i ta wieczorna atmosfera miały coś w sobie. I pomimo chęci szybkiego powrotu do domu, moje nogi zaczęły iść wolniej, obserwując otaczający mnie biały puch i powoli gasnące witryny sklepowe. Zawsze gdy wracałam do domu czułam wewnętrzny spokój. Nic się nie działo, droga nigdy nie była zbyt długa, a także nikt nie próbował mnie zaczepiać. Ale widząc, że jeden ze sklepów spożywczych jest nadal otwarty, postanowiłam do niego wstąpić i kupić coś dla cioci. Od kilku dni gorzej się czuła, a nie miałam serca wypuścić ją samej na zakupy. Mogłam użyć runy leczącej, ale wiedząc kim jestem i kim są moi rodzice, stwierdziła, że chce wyzdrowieć naturalnie. Sama stwierdziła, że "używanie magii na zwykłe przeziębienie nie ma sensu". Nie chciałam naciskać, więc się zgodziłam. Ale z dnia na dzień przez to czułam się gorzej z myślą, że chce się od niej wyprowadzić. Rodzice, którzy dość dużo zarabiali chcieli kupić mi dom, ale nie chciałam. Wolałam sama zarobić i kupić mieszkanie dzięki własnej pracy i wysiłkowi. 
Po wejściu do sklepu moje skóra nieco się ogrzała, ale nie zrobiła się czerwona - przez elfią krew moja skóra nigdy nie zmieniała koloru, zawsze była porcelanowo biała, przez co czasem niektórzy pytali mnie czy źle się czuje, bo jestem strasznie biała. Po wybraniu koszyka i dość długim spacerze między półkami wybrałam rzeczy, które moim zdaniem były najbardziej potrzebne i ruszyłam do kasy by zapłacić. Gdy już byłam pierwsza na miejscu poczułam, że ktoś wbiega od tyłu. Upuściłam zakupy, a sama zaparłam się nogami byśmy nie upadli. Zaczęłam powoli się odwracać i pilnowałam, żeby z wściekłości nie zrzucić z siebie iluzji - skrzydlata elfka w ludzkim sklepie spożywczym? Było by ciekawie.

<Ktoś?>
Szablon
synestezja
panda graphics