Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vinona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vinona. Pokaż wszystkie posty

24.08.2019

Wyrzucenie

W dniu dzisiejszym żegnamy:

Ilias Isaiah Ivicki
Ira Itor
Vinona Louise Cavendish


Powodem jest brak opowiadań i/lub ignorowanie wiadomości administracji.

1.08.2019

Od Vinony CD Etienne

- Z jednego szpanerskiego auta do drugiego. - mruczy jeszcze nie do końca świadoma Cheryl, gdy mościmy się na tylnych siedzeniach jaguara. - Nieeeźle.
- Zamknij się.
Nie ukrywam złości. Całkiem dobra impreza przeistoczyła się w koszmar, najpierw z powodu moich mocy, a teraz próby porwania Cheryl. Wiem, że nie powinnam się tak wściekać, nawet pomimo jej lekkomyślności, bo to zły człowiek próbował ją skrzywdzić. Nie jestem jednak już w stanie panować nad emocjami. Odgarniam włosy do tyłu, drugą dłonią przeciągając po chłodnym ramieniu dziewczyny, jakbym upewniała się, że jest cała. Dłoń bezwiednie opada mi na siedzenie i przez chwilę gładzę przyjemną skórę tapicerki. Jednocześnie oddycham głęboko, wciagając w płuca ostry zapach, z wyraźną nutą zioła. Cóż, przynajmniej mam pewność co do tego, kto jest właścicielem luksusowego samochodu.
Jakby wskutek moich myśli, tylne drzwi od strony Cheryl otwierają się i do środka wciska się kwiecisty tors Etienne. Wyciągam dłoń i łapię skórzany pasek swojej torebki. Na kolanach mojej przyjaciółki ląduje intensywnie różowa, jak jej koszulka kopertówka.
- Dzięki. - rzucam i drzwi zatrzaskują się z powrotem, przy akompaniamencie nieartykułowanego pomruku. Kiedy tylko trafiliśmy do samochodu, grzecznie poprosiłam Belga o przyniesienie naszych rzeczy, i choć wydawało się to nieco niestosowne ze względu na naszą krótką znajomość, a i chłopak nie wyglądał na zbyt szczęśliwego, nie mogłam się zmusić, żeby zostawić Cheryl i iść po nie sama.
Etienne wsiada ponownie od strony kierowcy i odwraca głowę w naszą stronę. Jestem pochłonięta gorączkowym przetrząsaniem torebki w poszukiwaniu butelki wody i nie podnoszę wzroku, gdy podaję resztki płynu przyjaciółce. Obserwuję jak jej grdyka porusza się, gdy pije.
- Lepiej? - pyta chłopak, a ja kiwam głową.
- Przeżyje. - odpowiadam za Cheryl, która oddaje mi nieco pogniecioną butelkę i układa głowę na moim ramieniu. Jestem pewna, że jutro będzie umierać. - Dziękuję za wszystko.
- Drobiazg. - Etienne macha ręką, jakby odganiał się od muchy i wkłada kluczyk do stacyjki. Udaje mu się po drugiej próbie.
- Jesteś pewien, że możesz prowadzić?
Niemal czuję energię, jaką poświęca, żeby odwrócić się do mnie i rzucić mi protekcjonalne spojrzenie.
- Ja nie wlałem w siebie połowy baru tego wieczora. - wciąż na mnie patrząc, przekręca kluczyk i spod maski tego pięknego samochodu wydobywa się głębokie mruczenie. - Dokąd?
Cała droga mija nam w obojętnym milczeniu, oraz miarowym pochrapywaniu Cheryl. Co chwila popatruję na nią, ciesząc się, że wszystko skończyło się... w miarę dobrze. I drżę na myśl o tym, jak mogło się skończyć.
Pomimo wypalonych skrętów jestem pod wrażeniem, że Etienne przekracza podwójną ciągłą zaledwie dwa razy. Pod Emerald parkuje ładnie na zatoczkę, czego ja nie jestem w stanie zrobić perfekcyjnie, nawet kiedy jestem trzeźwa. Kilka chwil zajmuje mi dobudzenie Cher, która ułatwia mi zadanie i wytacza się z pojazdu niczym katapulta, mrucząc coś, co brzmi jak "nazie". Obserwuję jej trzepoczące na wietrze włosy, gdy wchodzi do budynku.
- Miło było Cię poznać. - ciszę przerywa odgłos budzącego się do życia silnika. Jestem niemal pewna, że Etienne niezwłocznie wróci na imprezę. Albo do innego klubu.
- Ciebie również. - odpowiadam i wysiadam z jaguara na równo przystrzyżony trawnik. - Jeszcze raz dziękuję.
Powinnam już odejść, ale trzymam drzwi, jakbym podświadomie czuła, że coś jeszcze nie zostało dokończone, nie zostało dopowiedziane. Patrzę na mężczyznę, który unosi brwi w niemym pytaniu i znów czuję tę dziwną atmosferę. Jakbym patrzyła przez zniekształcone szkło.
- Ty... - zaczynam, ale słowa gubią się gdzieś w mojej czaszce.
- O co chodzi? - pyta Etienne, marszcząc brwi.
Kręcę tylko głową. Nie, zdawało mi się. To przez tę aurę Emerald, która gromadzi wszystkich nadnaturalnych mam wrażenie, że cały świat jest pełen odmieńców. Takich jak ja. Etienne jest normalny, to po prostu... obcokrajowiec.
Do głowy wpada mi za to inny pomysł, więc ruchem ręki proszę Belga, żeby jeszcze chwilę zaczekał. Wyciągam z torebki kawałek papieru, długopis i w pośpiechu skrobię kilka cyfr.
- Gdybyś czegoś potrzebował. - podaję mu papier. - Mam u Ciebie dług.
Mierzy mnie spojrzeniem, które pyta, czego może chcieć od małolaty, ale ku mojej uldze nic nie mówi, chowając jedynie skrawek do schowka. Może już nigdy go nie spotkam, ale jeśli tak się stanie, to będę mieć przyjaciela.
Na pożegnanie wykonuje jakiś bliżej nieokreślony gest w moim kierunku i odjeżdża, a ja odwracam się, by wtopić się w cienie korytarzy Emerald.


Etienne?

11.07.2019

Od Vinony CD Etienne

Zabiję ją. Zabiję ją, taka jest moja pierwsza myśl, kiedy mocno napieram na ciężkie drzwi prowadzące na zewnątrz. Chłodny wiatr powiewa moją twarz i czuję, jak część procentów odlatuje w zapomnienie.
- Gdzie teraz, Sherlocku? - Etienne staje koło mnie z rękami w kieszeniach i rozgląda się wkoło. Robię to samo. Nigdzie nie widać wnerwiającego, nieodpowiedzialnego i samolubnego jasnoróżowego swetra. Podwórko jest opustoszałe, z wyjątkiem grupki chłopców palących trawkę. Wśród nich dostrzegam Ollie'go, który mniej więcej dwa razy w miesiącu szczyci na chemii moją ławkę swoją obecnością.
- Chyba mam trop. - rzucam cicho i poprawiając koszulę, ruszam w stronę koła wzajemnej adoracji.
Chłopcy nie darzą mnie przyjaznymi spojrzeniami, wręcz przeciwnie. Patrzą podejrzliwie, jakbym przyszła zabrać im źródło przyjemności.
- Cześć - mówię lekkim tonem, jakbym imprezowała z nimi codziennie. Zapada dziwna cisza, a za plecami czuję obecność Etienne, co jeszcze potęguje wrażenie wyobcowania. No cóż, trzeba będzie sobie z tym jakoś poradzić.
- Za żaden klucz z testu - oznajmia nagle Ollie, wskazując na mnie skrętem. Końcówka wycelowana we mnie jarzy się lekko. - Nie dzielę się ziołem.
- Nie obchodzą mnie wasze zioła.
Etienne przepycha się do przodu.
- Jeśli mógłbym coś wtrącić... - zaczyna, ale szybko mu przerywam.
- Widziałeś tu Cheryl?
Chłopak podnosi papierosa do ust i irytująco powoli zaciąga się. Koło mnie niezadowolony Etienne mruczy coś pod nosem.
- Kogo? - pyta w końcu Ollie.
Mam ochotę go trzasnąć.
- Dziewczyna, metr osiemdziesiąt, jasnoróżowa koszulka. Siedzi z Tobą na angielskim już chyba od pół roku.
- Kto siedzi na angielskim, ten siedzi. - cała grupka wybucha otumanionym śmiechem. Zdaję sobie sprawę z tego, że chyba nic tu nie osiągnę. Chociaż...
Patrzę na swoje dłonie i zastanawiam się. Ostatni raz dzisiaj, podpowiada mi umysł.
- Dzięki za pomoc - odwracam się do mojego nowego belgijskiego znajomego. - Tutaj już chyba poradzę sobie sama.
- Żartujesz? - odpowiada nieco urażonym tonem. - Jesteś mi winna dobrą zabawę. Nie odpuszczam łatwo.
- Innym razem. - proszę go w myślach, żeby sobie poszedł. Ollie zorientuje się, co robię, ale nieznajomych nie muszę w to wciągać. Nie chcę.
Znów odwracam się do grupki i łapię znajomego z chemii za przegub ręki. Patrzy na mnie zaalarmowany, ale ten wyraz znika z jego twarzy, gdy zadaję pytanie.
- Gdzie jest Cheryl?
Widzę w jego oczach. Walczy z bezradnością ogarniającą jego ciało, ale przegrywa.
- Widziałem ją. Wsiadła do samochodu, złoty chevrolet camaro.
Puszczam jego dłoń, a on natychmiast odskakuje. Koledzy patrzą na niego, pytają, czy wszystko w porządku.
Kręci głową. Jest odporniejszy niż Arthur, szybciej wychodzi z dezorientacji.
- Nie rób tego więcej. Cholera!
Rzuca niedopałek na trawę i kieruje się w stronę akademika, trzymając się za głowę. Grupa, po ostrzegawczych spojrzeniach adresowanych do mnie, odchodzi za nim. Biorę jeden, drżący wdech. Dobrze, teraz wystarczy znaleźć żółtego chevroleta, a wraz z nim pieprzoną Cheryl Wsiadam - Do - Obcych - Samochodów. Bułka z masłem.
- Co to, do jasnej, było? - pyta Etienne tonem, w którym słyszę respekt. No jasne, jeszcze ten problem na mojej głowie.



Etienne?

9.07.2019

Od Vinony CD Etienne

Hałas, który panuje poza pokojem otacza mnie zaraz, gdy go opuszczam. Nie jestem na to przygotowana. Potrzebuję czasu i spokoju, żeby się skupić, pomyśleć. Mam wrażenie, że głowa zaraz mi pęknie.
Z bałaganu w mojej głowie wyławiam jedną, jasną myśl: znaleźć Cheryl. Wynosić się stąd, do cholery.
Jak na złość, Cheryl nie ma już w tym miejscu, w którym ją zostawiłam - na dywanie leży dwóch, zdrowo naćpanych kolesi, śmiejących się z sufitu.
Biorę wdech i ruszam na poszukiwania. Rozglądam się za wściekle jasnoróżowym swetrem, ale jak na złość, nigdzie go nie widzę. Nic dziwnego, może już go zdjęła.
Wychodzę na korytarz i jakaś część mojego umysłu rejestruje, że ktoś mnie woła. Odwracam się powoli i kieruję wzrok na człowieka, który mnie zatrzymał.
- On ci chyba tego nie zrobił, nie? Mam nadzieję, bo jak wezwiemy policję, to połowa z nas skończy w celi. Ty chyba też, mam takie wrażenie.
Mrugam, żeby oczyścić umysł, bo nie potrafię przypomnieć sobie pierwszych kilku pytań, które mi zadał. Zresztą, sama jego nietypowa aparycja nie daje mi się skupić. Nie to, co ma na sobie, czy że ma pomalowane paznokcie, rzecz jasna. Wielu ekscentryków już widziałam i kolejny nie robi na mnie wrażenia, choć zawsze miło sobie popatrzeć. Chodzi o coś w jego urodzie, może o nietypowy kolor włosów czy jasną karnację, co sprawia, że wydaje się... nierzeczywisty. Jakby nałożyć na siebie dwa negatywy. Już mam posądzić się o omamy, kiedy za pstryknięciem jego palców wrażenie znika i przywraca mnie do świata żywych.
- Hej, słyszysz mnie?
- Lakier Ci się łuszczy.
Chłopak marszczy brwi i patrzy na mnie, jakbym spadła z księżyca. W sumie mu się nie dziwię, sama czuję, jakbym miała bardzo twarde lądowanie. Obojętnym gestem chowa dłoń do kieszeni.
- Pytałem, czy wszystko w porządku.
- Tak. - odpowiadam szybko, może trochę zbyt szybko. - Arthur, on... nic się nie stało, to nie jego wina.
Na pewno brzmię na wariatkę. Rozglądam się wokół i tak zręcznie, jak tylko się da, zmieniam temat.
- Słuchaj, widziałeś tu może taką dziewczynę, metr osiemdziesiąt, jasnoróżowy sweter? - orientuję się, że pokazuję w okolicy klatki piersiowej, jakbym chciała opisać wyjątkowe walory koleżanki. Opuszczam ręce i rumienię się, podczas gdy chłopak uśmiecha się lekko. Cóż, co by nie mówić, to w końcu znak rozpoznawczy Cheryl.
- Twoją koleżankę? - dopytuje, jakby chciał się upewnić. Przelotnie zastanawiam się, skąd się domyślił. Obserwował nas?
- Tak, tak. Widziałeś ją tu gdzieś? Może gdzieś wchodziła? - słyszę desperację w swoim głosie, ale nie jestem w stanie się tym przejmować. Naprawdę potrzebuję znaleźć Cher i wrócić do domu jak najszybciej, żeby uporządkować myśli.
Patrzy na mnie przez chwilę, a potem leniwie rozciąga usta w uśmiechu, jakby wiedział więcej od innych, ale niechętnie się tą wiedzą dzielił.
- Etienne. - rzuca nagle.
- Co?
Śmieje się cicho, jakbym powiedziała coś zabawnego i wyciąga dłoń na powitanie. Zerkam na nią z niepokojem, przypominając sobie, co stało się, gdy dotknęłam czyjejś skóry, ledwie kilka minut temu.
- Nietypowe imię. - przyznaję, niepewnie wyciągając rękę. - Francja?
- Belgia. - odpowiada i potrząsamy dłońmi.
- Blisko. - rzucam i odchrząkam. - Jestem Vinona.
- Miło Cię poznać, Vinono. - uśmiecha się po raz kolejny, znowu powściągliwie, ale ten uśmiech nie za bardzo dodaje mi otuchy. - Chodź, znajdziemy Twoją koleżankę.


Etienne?

8.07.2019

Od Vinony

Imprezy w akademikach zawsze zawierają takie elementy, dzięki którym daną imprezę można nazwać imprezą w akademiku. Po pierwsze, event musi odbywać się w akademiku, to jasne. Akademiku pełnym pijanych studentów, oblewających zdane lub nie zdane egzaminy w piątkowy wieczór, który ciągnie się kacem do wtorkowego poranka. Po drugie, trzeba zapewnić duże ilości alkoholu z możliwą dostawą. Wtedy można naszą imprezę nazwać dobrą popijawą. Do imprezy w akademiku brakuje nam ociupinki muzyki. Tak więc po trzecie, karaoke. Najlepiej coś co wszyscy znają, Lady Gaga albo Britney Spears. Zresztą nie ważne, po kilku butelkach i tak już nikt nie rozumie słów.
Po trzecie, obowiązkową atrakcją każdej imprezy w akademiku jest beer pong. Małe, białe piłeczki rzucane do czerwonych... Chwila, trzecie już było? Gdzieś pomiędzy trzecim i czwartym. Okej, tak więc po trzecie i trzy czwarte, beer pong. Niezbyt skomplikowane. Rzucasz piłeczkę do czerwonego kubeczka z piwem, wypijasz. Bez piłeczki, oczywiście. Piłeczkę oddajesz następnej osobie.
Nie wiem co jeszcze... alkohol! Po czwarte, więcej alkoholu. Szczególnie kiedy najładniejszy, ale to najładniejszy chłopak na imprezie pyta Cię "co tam?", a Ty, po kilku niezręcznych sekundach wdychania i wydychania powietrza, co brzmi jak atak astmy, odpowiadasz, "spoko?". Muszę się napić więcej alkoholu.
Kiedy już mamy to wszystko, nadchodzi czas na prawdziwy klasyk imprez w akademikach. Wiecie co? Ja też.
Butelka.
W sensie, kręcenie butelką. Prawda/wyzwanie. No, wszyscy wiedzą o co chodzi, nie muszę tłumaczyć.
W bractwie Uniwersytetu Seattle docieramy właśnie do tego etapu. Wszyscy są już mocno wstawieni, tak że nikt nie kontroluje muzyki, która płynie z głośników. Gruby bass bębni mi w uszach, kiedy Cheryl, moja koleżanka z Emerald pochyla się nad dywanem by zakręcić butelką. Mój wzrok bezwiednie ląduje w okolicy mocno wyciętego dekoltu jej różowego swetra, a gdy napotykam oczy właścicielki, ta mruga do mnie porozumiewawczo.
- Nie dzisiaj, Cavendish! - rzuca i mocno kręci butelką. Wkoło rozlegają się śmiechy.
Kieruję spojrzenie za kręcącą się szybko szyjką butelki. Nie jestem w stanie powiedzieć, co to za marka, etykietka jest zdrapana. Naczynie obraca się wolniej i wolniej, aż w końcu  jej węższa część zatrzymuje się centralnie przede mną.
Śmiechy wybuchają jeszcze głośniej, ktoś coś krzyczy, ale nie jestem w stanie rozróżnić słów. Czuję się otumaniona atmosferą, alkoholem.
- Prawda czy wyzwanie? - głos Cheryl jakimś cudem przedostaje się ponad całym tym rumorem. Patrzymy sobie w oczy i w tym samym momencie parskamy śmiechem.
- Wyzwanie.
Usta dziewczyny rozciągają się w uśmiechu. Rozgląda się wokół, a gdy jej wzrok w końcu znajduje to, czego szukał, widzę w jej oczach błysk szalonego podniecenia.
Arthur jest na trzecim roku medycyny. Nie da się ukryć, jest ciachem jakich mało. Bujne, brązowe włosy, niebieskie oczy i wysportowana sylwetka to coś, na co chętnie można popatrzeć.
Przełykam nerwowo ślinę, gdy Cheryl nachyla się do niego i szepcze mu coś do ucha. Jego wzrok mnie odnajduje i kiwa zamyślony głową, jakby na coś się zgadzał.
Nagle czas przyspiesza, Arthur wstaje i podchodzi do mnie. W oszołomieniu nie jestem w stanie zareagować, kiedy łapie mnie za nadgarstki i energicznie podnosi w górę. Obejmuje mnie w pasie i odciąga gdzieś na bok. Do jakichś drzwi.
Zanim wchodzimy do pokoju, zdążam jeszcze odwrócić głowę i krzyknąć:
- To miała być butelka, nie siedem minut!
Student wpycha mnie do jakiejś sypialni i zamyka drzwi. Fajnie. Przyciemnione światło i ten zapach.
Chwilę patrzymy na siebie. Potem chłopak, jakby nieśmiało, dotyka mojego policzka.
Nie mija minuta, gdy zaczynamy się całować. Namiętnie, wręcz żarłocznie, jakbyśmy oboje stracili kontrolę. Jego dłonie wędrują pod moją koszulkę, ugniatając miękką skórę. Czuję zgrubienia na opuszkach jego palców. Odrywam usta od jego ust i przenoszę się w okolicę ucha, lekko przygryzając płatek.
- Co powiedziała Cher? - chichoczę, gdy unosi mnie, jakbym nic nie ważyła i kładzie na łóżku.
- Żebym cię rozbawił. - dotyka ustami wrażliwej skóry pod szyją, lekko ją zasysając. Palcami rozpina guziki koszuli, którą mam na sobie.
Teraz już bez wahania wplątuję całe dłonie w jego bujne włosy. Trochę w nich błądzę, potem przenoszę uwagę na jego umięśnione ramiona.
- Czego pragniesz? - pytam go, będąc już na haju rozbuchanych emocji. Zerkam w jego oczy i nieruchomieję. Ma ten mętny wzrok ludzi pozbawionych wolnej woli, świadomości.
Już wiem, że to był błąd, zanim jeszcze otwiera usta, by odpowiedzieć.
- Chcę przelecieć swoją siostrę.
Zamykam oczy i biorę głęboki wdech licząc do dziesięciu, jak uczyła mnie Genevieve. Nie czuję już ciepła jego ciała, za to wypełnia je chłód. Chłód i poczucie wstydu.
To nie jest twoja wina, powtarzam sobie, zakrywając ciało połami koszuli. To nie twoja wina, że ludzie skrywają niekiedy mroczną prawdę.
Patrzę przez chwilę w ścianę, zanim odważam się skierować wzrok na Arthura. Klęczy nieruchomo na łóżku, wpatrując się w swoje ręce. Widzę na jego twarzy ten sam, bolesny wyraz zdezorientowania, który widziałam już tyle razy. I pomimo wszystko nie, nie czuję odrazy. Czuję... smutek. Smutek, że zmusiłam go do tego. Że pozostawiam kolejną osobę z uczuciem wstydu.
Szybko zapinam koszulę na kilka guzików, pewnie krzywo i kieruję się do drzwi, bojąc się tego, co czeka mnie za nimi.


Ktoś?

7.07.2019

Vinona Louise Cavendish

Prawda to cudowna i straszliwa rzecz, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożnie.

AUTOR||  Heather Flannel
DANE || Vinona Louise Cavendish
WIEK || 17 lat
Szablon
synestezja
panda graphics