Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anzai&Estera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anzai&Estera. Pokaż wszystkie posty

11.07.2020

Od Anzaia CD Estery

Wszystkie kobiety to uparte babki, po prostu, można im mówić tłumaczyć, a one i tak zawrze stawiają na swoim. Jak widać Estera nie widziała problemu, który dla mnie był oczywisty. Nie podlegał dyskusji, to moja praca, ona ma swoją. Nie powinna mieszać się w nie swoje sprawy.
To nieprofesjonalne pozwalać mieszać się osobą z zewnątrz w swoją pracę. Chociaż z całych sił starła się być, ona przekonująca musiałem wybić jej to z głowy.
- Przykro.. nie możesz mieszać się w sprawy policji i wydziału. Od tego są wykwalifikowani ludzie. Ja nie mógłbym naciskać aby nagle robić operacje zwierzętom bo to nie jest moja profesja. Wiem, że czujesz się bezsilna, ale pozostaw to profesjonalistom.
Chyba dotarło chociaż widziałem jak bardzo jest rozczarowana, że nie udało się jej nic ugrać. Nie mogłem ryzykować. Każdy w tym mieście ma swoje zadania i obowiązki i powinien się ich trzymać. To sprawia, że cała społeczność funkcjonuje poprawnie. Dolałem sobie jeszcze odrobinę whisky.
-No dobra ...  odpowiedziała mało zachwycona obrotem sprawy.
Rozglądając się po willi zasiadła do pianina.
- Grasz czy to tylko ozdoba ?
- Gram...
- Może byś coś zaprezentował, bo dość ciężko mi w to uwierzyć. - spojrzała na mnie z uśmieszkiem.
- Chcesz tego słuchać ? jesteś pewna ?
- Tak jestem.
Usiadłem więc do instrumentu otworzyłem klapę i zacząłem grać a po chwili cicho śpiewać.
gdy skończyłem zerknąłem na dziewczynę.
- Prosze bardzo możesz mnie teraz zlinczować - uśmiechnąłem się przekornie w jej stronę.

Estera ?

16.06.2020

Od Estery CD Anzaia

Dziewczyna poczuła się zobowiązana do wyjawienia powodów, przez które wolała unikać niechcianych przemian. Na szczęście Anzai zostawił butelkę z whisky i szklankę, wzięła alkohol i uzupełniła naczynie do połowy. Wzięła łyk, szukając najciekawszych aromatów.
- Zacznę od tego, że mogę kontrolować przemianę, oczywiście o ile jej chcę. Wtedy jest wszystko w porządku, włażę w swoją drugą skórę i tyle. Niestety, gdy pojawia się jakaś nieciekawa sytuacja na przykład taka jak dziś i nie zapanuje nad przemianą... Przedstawię może to może na przykładzie sprzed kilku lat. Był sobie jeden chłopak, który mi się bardzo podobał, kilka razy się spotkaliśmy, otworzyłam się przed nim i pewnego dnia nastąpił rozłam. Uczyliśmy się w tej samej szkole, więc wieści o jego zaginięciu bardzo szybko się rozniosły. - Estera poczuła, jak wodnista ślina napływa jej do ust, ponownie wzięła łyk whisky i opowiadała dalej. - Mój brat bliźniak był w tym czasie na treningu szkolnej drużyny, a ja odpoczywałam w ogrodzie. Od razu po otrzymaniu wiadomości dałam się ponieść emocjom i zaczęła się przemiana. Po kilku dniach obudziłam się nad jeziorem, jak się później okazało, trzysta kilometrów na północ od Seattle. Chcąc wrócić do domu, ponownie się przemieniłam w wilka i szłam swoim śladem. Drugiego dnia szłam przez jakąś dziką plażę, był tam nie tylko mój zapach, znalazłam rozszarpany namiot i dwie martwe dziewczyny, miały może po osiemnaście lat. Były całe we krwi, wszędzie miały rany, rozszarpane gardła... - Wypiła końcówkę alkoholu ze szklanki i spojrzała na bruneta. Nie wiedziała, czy jest jej wstyd, czy szukała u niego zrozumienia. Mężczyzna tylko patrzył na nią, popijając zawartość swojej szklanki. Opuściła wzrok, wpatrując się w szklane naczynie, w swojej dłoni zaczęła mówić dalej. - Wszędzie były moje ślady, mój zapach, ich i moja krew. Nie wiedziałam co zrobić, więc uciekłam dalej po swoich śladach, na trzeci dzień trafiłam do domu. Oczywiście musiałam się wytłumaczyć, czemu tak nagle zaginęłam, ojciec z policją wiedzą, że byłam u swojej przyjaciółki w domku letniskowym. Prawdę zna tylko mój brat i przyjaciółka... I teraz też ty. Często myślę o tych dziewczynach, o tym, że nie zapanowałam nad sobą i przez to straciły życie. Nie znam ich imion, nie wiem kim były i tak właściwie to wolę nie wiedzieć. Jakoś się po tym pozbierałam i teraz na wszelki wypadek zawsze z sobą noszę zastrzyki. Niestety resztę mam w domu, ale na kilka dni już mam z głowy przemiany. Oczywiście, gdybym teraz zechciała się zmienić, mogłabym to wymusić, ale ból byłby sto razy gorszy niż zwykle. W sumie to nieważne. - Powiedziała, uśmiechając się od niechcenia i ponownie wlała sobie pół szklanki whisky. - Mam nadzieję, że się nie gniewasz, brunet przecząco pokręcił głową i uśmiechnął się przyjaźnie. - Często tak zapraszasz do siebie obcych? - Spytała, rozglądając się ciekawie po otoczeniu, willa była urządzona w bardzo dobrym guście. Chociaż nie widziała reszty pomieszczeń, obstawiała, że nie wyglądają na pewno gorzej od barku i widocznej części salonu.
- Czasem się zdarza i... - Chciał powiedzieć coś więcej, ale Estera zeszła z barowego stołka ze szklanką w dłoni i skierowała się do salonu. Nie było to w ogóle kulturalne, lecz w porównaniu z tym, do czego się przyznała, stwierdziła, że nie nie będzie to aż takie złe.
- Nie myliłam się, masz dobry gust. W moim domu też jest przestronnie i nowocześnie, ale chyba trochę bardziej przytulnie. - Rozglądała się i usłyszała burczenie w brzuchu. Spojrzała na Anzaia i uśmiechnęła się przepraszająco. - Mój żołądek stwierdził, że jednak nie wystarczy mu whisky, a kolację miałam zaplanowaną po powrocie z miasta. Dostanę może jakąś bułkę albo owoc? W sumie to może być cokolwiek. - Spojrzała na Anzaia, który spokojnie stał i wypijał resztki alkoholu ze szklanki. - Przepraszam, pewnie przeszkadzam, ale naprawdę zależy mi na tym, by coś zrobić. Myślę, że gdybym zaczęła drążyć sprawę sama lub z moimi znajomościami to moje przeżycie wahałoby się zapewne w granicach pięćdziesięciu procent. - Powiedziała, lekko marszcząc brwi i zaczęła wracać w stronę barku.
Lekki szum w głowie pozwolił jej się rozluźnić, jednak wiedziała ile może wypić i aby nie zagadać bruneta na śmierć oraz żeby nie stracić na równowadze stwierdziła, że na dziś wystarczy jej szklanka whisky. Dopiła resztkę i zatrzymała się przed mężczyzną.
- To jak będzie? - Spytała, unosząc jedną brew do góry, jakby miało dać jej to kilka punktów przewagi, chociaż wiedziała, że nie będzie łatwo wygrać to starcie.


Anzai?

15.06.2020

Od Anzaia C.D Estery

Estera posiadła podobny problem z jakim borykałem się ja sam. Również brała zastrzyki aby zapobiec przemianie. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że mogłaby mnie zrozumieć.
Patrzyłem na zwłoki, które pakowano do czarnych worków. Nie czułem współczucia wobec zamordowanych, lecz gniew, że nie zjawiłem się na czas. Zajmując się szeregiem innych spraw, nierealne było bym zjawiał się wszędzie na czas. Zacisnąłem pięści i niemal cały w środku się gotowałem gdy, z tego stanu, wyrwał mnie głos dziewczyny stojącej obok mnie.
- Jak mogłabym Ci pomóc ?
Sam nie nie znałem odpowiedzi na to pytanie. Nie chciałem być oschły wobec niej, ale nie widziałem w tym sensu aby miała się narażać. Jakby niby miała mi pomóc skoro oboje borykamy się z podobnym problemem.
- Nie, pomożesz - oznajmiłem.
- Ale chcę !
- Ja też, wiele bym chciał Estero.
- Mówisz tak bo jestem dziewczyną ?
- To nie ma nic związanego z tym. Jeśli chcesz poznać powód zapraszam do mnie.
Dostrzegłem nadzieję w jej oczach. Widziałem, że jest smutna, przybita tą sytuacją.
Gdy dotarliśmy do mojego lokum, otworzyłem przed nią drzwi.
Dziewczyna rozewrzała się, po czym stwierdziła.
- Musisz chyba sporo zarabiać skoro masz taką wille.
- Nie do końca, ale zaraz wszystkiego się dowiesz... głodna ?
- Po tym widoku nie mam chęci nic jeść.
Skinąłem głową i zająłem miejsce przy barze wyjąłem dwie szklanki i nalałem sobie jak zawsze pełną szklankę whisky.
- Pijesz ?
Pokręciła przecząco głową w odpowiedzi na moje pytanie.
- Dobrze to teraz słuchaj uważnie dlaczego nie powinnaś mieszać się w to wszystko.
- Ludzie i wampiry polują na wilkołaki a ty nim jesteś. Jestem Hybrydą wampira i demona inaczej zwą mnie diabłem. Urodziłem się jako eksperyment, moim przeznaczeniem było zostanie bronią. Jestem gorszy od wampirów. W tej postaci jakiej teraz mnie widzisz wszytko jest w porządku. Ale gdy się przemieniam tracę panowanie nad sobą. Działa na mnie krew niemal każdej istoty, budzi we mnie prawdziwego potwora. Zabijam bez opamiętania, wypijam krew ofiar do ostatniej kropli. Dlatego podawane mi są zastrzyki jeden uspokajający zazwyczaj w momencie kiedy dobieram się do ofiary. Działa tak, że padam na ziemię nie mogę przez kwadrans nic zrobić. Drugi usypiający w momencie gdy już zaczynam pic krew. Usypia mnie na ponad godzinę po to że nie znam umiaru, zaczynam masowo zabijać a gdy przedawkuje mogę umrzeć. Plus jest taki, że ludzka krew pozwala mi się regenerować, dzięki czemu jestem niemal nieśmiertelny. Do mojej przemiany dochodzi gdy, jestem wściekły, czuje krew, lub podniecenie. Kiedyś miałem bliską mi osobę, która kochałem, nie wiedziałem jeszcze wtedy, co do końca powoduje moją przemianę. Zabiłem ją gdy się całowaliśmy wypiłem jej krew, poczułem głód i pozbawiłem życia tej nocy kilkunastu osób. Skoro ty tez bierzesz zastrzyki aby się nie przemieniać, pomyśl co by się stało gdym ja stracił panowanie, potem ty byś się przemieniła, gdybyś uroniła krople krwi z jakiegoś powodu byłby po tobie. Nawet teraz głupie skaleczenie i możesz zostać zjedzona przeze mnie. Mam już partnera do pracy, Hanny ona zawsze trzyma nerwy,wie kiedy podać mi jaki zastrzyk, gdy z nią pracuje zazwyczaj dostarczamy wampiry żywe. zazwyczaj gdy jej nie ma jest to niemożliwe wszystkie zabijam. To teraz odpowiedz mi na pytanie dlaczego ty nie chcesz się przemieniać w wilkołaka ?

Estera?

14.06.2020

Od Estery CD Anzaia

Dziewczyna patrzyła jeszcze przez chwilę, jak Anzai wyskoczył przez okno. Trochę zszokowana całą sytuacją spojrzała w sufit i zmarszczyła brwi.
- Czemu takie sytuacje spotykają właśnie mnie? - Spytała na głos i westchnęła, miała ochotę wrócić do domu. Po kilku minutach przyszedł lekarz wyjaśnić jej, w jakim jest stanie. Dowiedziała się, że wypuszczą ją następnego dnia, ale po wyjściu ma siebie oszczędzać i po kilku dniach się zgłosić na kontrolę. Musiała się pogodzić, że będzie siedzieć w domu sama przez kilka dni.

***Trzy dni później po przesłuchaniu niedoszłego zabójcy***

- Dziękuję. - Wyszła przez drzwi komisariatu i wzięła głęboki wdech zimnego powietrza. - Za wszystko, gdyby nie twoja szybka pomoc mogłabym źle skończyć, na przykład z paraliżem. A dziś prawdopodobnie bym zginęła.
- Taką już mam pracę. - Odpowiedział, rozglądając się po parkingu. - Gdzie mieszkasz?
- Pod miastem, ale wezmę taksówkę, chciałam przyjechać swoim samochodem, ale stwierdziłam, że po wstrząsie mogłoby to być nieodpowiedzialne... Przyjechałam tylko po leki. - Patrzyła, jak Anzai wybiera paczkę papierosów z kieszeni.
- Palisz? - Spytał, biorąc papierosa, a dziewczyna pokręciła tylko przecząco głową. Przesunęła się jedynie tak, aby dym nie leciał na nią. - Przyjechałaś tak późno tylko po leki? - Spytał i spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem.
- Tak, jest już lepiej, ale nie potrafię znieść bólu, który czasami się pojawia. Do tego zbliża się pełnia, więc łeb mi będzie pękać, jeśli nie zamierzam się przemieniać. - Powiedziała, wyjmując z torebki pudełeczko z tabletkami przeciwbólowymi. Była na nim przyklejona naklejka z jej imieniem i nazwiskiem. - Mam też gdzieś paragon, jeśli potrzebujesz dowodów. 
- Nie, dzięki. Czym się zajmujesz? - Spytał, spoglądając na dziewczynę. 
- Jestem lekarzem weterynarii, prowadzę gabinet z bratem kilka przecznic dalej. - Odpowiedziała, sprawdzając wiadomości w telefonie. Rozmawiała z bratem zaledwie kilka godzin temu i nie wiedziała, czy mówić mu co się wydarzyło. Po chwili namysłu doszła do wniosku, że nie będzie bratu psuć wyjazdu, opowie mu o tym, jak wróci już do Seattle. - Co cię skłoniło do pracy w policji? 
Anzai zaczął odpowiadać, ale coś rozproszyło myśli Estery. Wzięła kilka głębokich wdechów, szukając zapachu, który zaabsorbował wszystkie jej zmysły.
- Czujesz to? - Spytała, idąc niewidzialnym tropem, wśród zapachów miasta, zapach krwi przebijał się nadzwyczaj mocno. Dziewczyna szła coraz szybciej, a Anzai zgasił papierosa i ruszył za nią. Przeszli może trzysta metrów, gdy trafili do ciemnej uliczki. Widok, który tam zastali wzburzył Esterę, poczuła ukłucie w klatce. Nie mogła pozwolić sobie teraz na przemianę. Ruszyła w alejkę, ale towarzysz chwycił ją za ramię. - Puść mnie. - Powiedziała głośno i stanowczo, wyrywając się i podchodząc do martwych ciał, a mężczyzna w tym czasie wezwał służby. - Starsze rany są od walki, te świeże są od tortur, a strzały w głowę są może sprzed godziny, ale byli też czymś faszerowani, Czujesz też ten dziwny zapach? Coś takiego mógł zrobić tylko jakiś psychol. - Estera poczuła, jak zaczyna się dusić, a kości zaczynają boleć, upadła na czworaka.
- Ej, spokojnie. - Anzai szybko podszedł do dziewczyny.
- W torebce jest zastrzyk, w zewnętrznej kieszeni. - Mężczyzna chyba zrozumiał co ma zrobić, ponieważ szybko znalazł zastrzyk w metalowym pudełeczku i podał zawartość, wbijając w ramię dziewczyny. Estera po kilku sekundach poczuła ulgę, skurcze mięśni ustały, serce zwolniło, a kości przestały boleć. - Dzięki.
- Coś takiego można kupić w aptece? - Spytał, obserwując pustą strzykawkę.
- Nie, sama to zrobiłam tak na wszelki wypadek, ale to jest tylko dla wilkołaków. Powstrzymuje niechcianą przemianę właśnie w takich przypadkach. - Powiedziała, zabierając strzykawkę i schowała ją do torebki. - Anzai, to mogłabym być ja i mój brat. Czemu ktoś to robi? - Spytała, chociaż nie oczekiwała odpowiedzi, było jej żal tych dwóch wilkołaków, którzy zostali wyrzuceni w pustej i ciemnej uliczce. 
Po chwili zjawiła się policja, zagrodzono miejsce zbrodni, chociaż było to tylko miejsce porzucenia ciał. Jakaż policjantka robiła zdjęcia ciał i rzeczy które zwróciły jej uwagę. Anzai rozmawiał z drugim policjantem, a ona stała i wszystko obserwowała. Jej myśli zajmował tajemniczy zapach. "Co oni im podawali?'' Nie potrafiła skojarzyć tego zapachu z niczym co kiedykolwiek czuła. Po kilku minutach podszedł do niej znajomy brunet. 
- Jak mogłabym pomóc? - Spojrzała na mężczyznę i przeniosła swój wzrok na martwe wilkołaki. Nie chciała być w niebezpieczeństwie z powodu swojej rasy. Nie lubiła też być komuś dłużna, a Anzai uratował jej życie prawie dwukrotnie. Czekała na jego odpowiedź, podczas gdy przechodzili obok nich inni policjanci.

Anzai?

10.06.2020

Od Anzaia CD Estery

Wstałem z łózka zegarek, pokazywał czwartą rano. Za oknem nadal było ciemno. Zszedłem na dół do kuchni i zaparzyłem sobie kawę. Sięgnąłem po patelnie, wyjąłem z lodówki jajka oraz masło. Pokroiłem paprykę,kiełbasę oraz posiekałem sałatę. Rozgrzałem patelnie wrzuciłem masło, potem mięso  i warzywa, następnie rozbiłem cztery jajka i wyszedł mi z tego całkiem spory pożywny omlet.
Wróciłem na górę sięgnąłem po szare dresy i ciepła bluzę po czym zabrałem wszytko na werandę. Patrzyłem jak ziemie powoli otula biały puch. Spokojnie zjadłem śniadanie popijając kawą a na koniec rytuału, sięgnąłem do kieszeni po paczkę fajek. Wyjąłem jednego i zapaliłem, powoli zaciągając dym do płuc i wypuszczając. Nic nie działało na mnie aż tak odprężająco. Pozbierałem naczynia ze stolika i wstawiłem wszystko do zmywarki. Skierowałem kroki do swojego domowego biura, odpaliłem wszystkie komputery i zacząłem przeglądać nagrania z całego miasta. Na jednej ze ścian wisiał jego plan, przypinałem pinezkę w miejscach gdzie dochodziło do ataków. Wampiry nie wiedzą kiedy należy zaprzestać. Pomimo, że ta zabawa trwała od dwóch miesięcy nie zapowiadało się aby miała prędko się zakończyć. Zegar pokazywał siódmą rano, był to najwyższy czas aby zbierać się do pracy. Niksa temperatura nie robiła na mnie wrażenia, nie musiałem zakładać wielu warstw jak zwykli śmiertelnicy. Jeansy, zimowe buty, czarna koszulka na krótki rękaw i z skórzana kurtka podszyta futerkiem z materiałowym kapturem w zupełności wystarczały. Włożyłem do ucha słuchawkę bluetooth i wyszedłem z domu zamykając za sobą drzwi. Skierowałem swoje kroki na posterunek. Przed wejściem zatrzymałem się aby zapalić papierosa. Wszedłem do środka gdy usiadłem za biurkiem na zegarze wybiła równa ósma rano. Nie zdążyłem nawet odpalić komputera gdy Hal już stał nad moją głową.
- Anzai jak nagrania z kamer miejskich ?
- Wykluczam zaplanowane ataki...zjawiają się w przypadkowych miejscach, nie są zorganizowani.
- Starają się nas zaskoczyć.- Stwierdził, czekając na moją reakcje.
Skinąłem głową po czym dodałem.
- Wyłapie ich wszystkich, martwi mnie jednam morderstwo z przed dwóch dni.
- Tak, nasi ludzie są przekonani, że to człowiek, nie ma związku z wampirami.
Ponownie przytaknąłem.
- Mam go schwytać ? - spojrzałem na niego przymrużając oczy.
- Zostawmy to innemu gliniarzowi.
Hal opuścił moje biuro i pozwolił mi spokojnie zająć się papierkową robotą. Po południu udałem się na patrol jak zawsze. W międzyczasie schwytałem dwóch złodziei i zabrałem ich na komisariat. Około czternastej miałem już wolne, polowanie na wampiry zwykle zaczynam około dwudziestej. Spacerowałem po ulicy paląc papierosa gdy nagle zobaczyłem jak jakaś dziewczyna upada na zimie.
Podszedłem do niej nachyliłem się.
- Ile palców widzisz- pokazałem jej trzy palce.
W odpowiedzi dostałem tylko jakieś bełkotanie.
- Nic Ci nie jest.
Znowu odpowiedzią był bełkot.
Wziąłem głęboki wdech i podniosłem dziewczynę. W powietrzu uniósł się zapach. Tak to był wilkołak. Pozostawienie jej na ulicy nieprzytomnej sprowadziłoby tylko bandę wampirów.
Trzymając ją na rekach wskoczyłem na dach budynku i ruszyłem biegiem skacząc po dachach. Gdy byłem na dachu szpitala zeskoczyłem i wszedłem do środka oddając dziewczynę lekarzom. Zastanawiałem się czy ja zawsze muszę, zjawiać się w miejscach gdzie dochodzi do jakichś wypadków. Może to właśnie ja przyciągałem te złe zdarzenia. Zasiadłem na fotelu obok jej łóżka. Lekarze ją zbadali i podali kroplówkę. Po zaledwie chwili pacjentka odzyskała przytomność. Wzrok dziewczyny padł na mnie a z jej ust już nie wybrzmiewał bełkot a normalne pytanie.
- Kim.. jesteś ?
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.
- Anzai, widzę, że już Ci lepiej, przewróciłaś się i straciłaś przytomność, przyniosłem Cię tutaj, ale skoro już odzyskałaś świadomość pora abym wrócił do pracy.
Po tych słowach otworzyłem okno i wyskoczyłem.
W słuchawce co chwila rozbrzmiewały alarmy. To była pracowita noc, miałem ponad sześć wezwań. Wraz z moją wspólniczką Hanny udało nam się schwytać kilku osobników, ale nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. Około czwartej rano wróciłem do domu, wziąłem szybki prysznic i poszedłem spać.
Dobrze że miałem tego dnia dopiero na siedemnastą.

***** Trzy dni później *****

Była godzina dwudziesta trzecia kolejne wezwanie, tym razem jakiś facet z bronią napadał na przechodniów. Ruszyłem więc aby go schwytać. Moja wspólniczka Hanny miała wolne tego wieczoru, więc byłem sam i miałem pełne ręce roboty. Biegłem, przeskakując z dachu na dach. W końcu znalazłem podejrzanego. Zeskoczyłem prosto przed dziewczynę do której mierzył bronią. Padł strzał kula przedziurawiła moje prawe płuca. Wyplułem krew z ust i zakryłem ręką ranę z której ciekła czarna krew. Spojrzałem prosto w oczy faceta. Poczułem jak adrenalina zaczyna buzować w moich żyłach. Już po zaledwie sekundzie z moich pleców wyrosły skrzydła,paznokcie i kły wydłużyły się, oczy zmieniły barwę na krwistą czerwień. Ruszyłem w jego stronę, mężczyzna wykonał dwa kolejne strzały trafiając mnie w bark i brzuch. Tego było za wiele, rzuciłem się na niego wytrącając broń z jego ręki. Szybkim ruchem zakułem go w kajdanki, choć potrzebowałem krwi aby się zregenerować i już miałem zatapiać je w jego szyi, poczułem ukłucie w plecach.
- W samą porę- uśmiechnąłem się.
Jerry szybko przechwycił ode mnie niedoszłego mordercę. Ja zaś upadłem na ziemię. Po dostaniu leków na uspokojenie moja przemiana ustąpiła, Facet zniknął w jednym z radiowozów. Zaś mną i dziewczyną zajęła się nasza służba zdrowia. W karetce wyjęto ze mnie kule i podano mi kilka mililitrów ludzkiej krwi. Dzięki temu szybko odzyskałem siły a moje rany zniknęły.
Dziewczynie którą zasłoniłem własnym ciałem, na szczęście nic się nie stało. Wyszedłem z karetki i ruszyłem spokojnym krokiem w stronę komisariatu, trzeba było jak najszybciej przesłuchać tego kolesia.
- Anzai...dziękuje - usłyszałem za sobą kobiecy głos.
Odwróciłem się dopiero teraz zobaczyłem, że to była ta sama dziewczyna którą kilka dni temu zabrałem do szpitala.
- Jesteś wilkołakiem prawda ?
- Czemu pytasz ?
- To ważne, ten facet może nie jest wampirem ale kto wie, dla kog pracuje, to dziwne czemu z pośród tylu ludzi zaatakował akurat Ciebie... Jak Ci na imię ?
- Estera.
- Choć na komisariat, będę go przesłuchiwał, może czegoś się dowiemy.
Dziewczyna skinęła głową i ruszyła za mną. Po drodze wyjąłem papierosa i zapaliłem, gdyż ta cała sytuacja mocno mnie irytowała.
Po dotarciu na miejsce nasz podejrzany siedział za przeszklonymi drzwiami. Wszedłem do środka i usiadłem na przeciwko niego.
- To dla kogo pracujesz ? - poniosłem jedną brew.
- Bez adwokata nie odpowiem na żadne pytanie.
- Spytam ostatni raz dla kogo pracujesz - Mój ton już nie był taki spokojny i miły.
- Nic nie powiem.
- Okey, sam się o to prosisz.
Wstałem podniosłem go za szyje lekko podduszając
- Polujesz na wilkołaki ! - Druga ręką uderzyłem go z pięści w brzuch. Ponownie zadałem pytanie i dostał kolejny cios za milczenie. Moja cierpliwość dobiegła końca rzuciłem nim o ścianę.
- Odpowiadaj ! - zacisnąłem rękę w pięść i wymierzyłem mu dwa ciosy w głowę. w końcu facet pękł i zaczął mi wszystko mówić.
- Tak pracuje dla grupy wampirów, nie pamiętam imion mam im pomóc pozabijać wilkołaki.
- Ty czy ktoś jeszcze ?
- Jest nas ośmiu - jego głos drżał.
- Imiona i nazwiska już !!
- Nie znam, pracujemy osobno !!
- Imię szefa !
- Jared J. Mówimy na niego JJ przysięgam nic więcej nie wiem.
Zostawiłem go i wyszedłem, dziewczyna bacznie mnie obserwowała, jednak nie obchodziło mnie co sobie pomyśli. Wszystkie informacje podałem Halowi. Resztą mieli się zająć pozostali członkowie policji. Wróciłem do Estery.
- Chodź odprowadzę Cię, facet poluje na wilkołaki, pozostała siódemka jego kolegów jest na wolności do tego jeszcze te wampiry. Będziesz bezpieczniejsza w moim towarzystwie. - oznajmiłem otwierając przed nią drzwi.

Estera?
(1180 słów)

9.06.2020

Od Estery do Anzaia

Płatki śniegu przykrywały coraz większe powierzchnie, ale wyjątkiem była ulica, na której robiła się brzydka i szara breja. Estera popatrzyła jeszcze chwilę przez okno z biura na piętrze, wiedziała, że na dole czekają klienci ze swoimi zwierzętami. Wzięła klucze i wyszła z pomieszczenia, natychmiast zrobiło się głośno. Dziewczyna podejrzewała, że w poczekalni pojawił się pies małej rasy, który postanowił zapanować nad resztą. Nie myliła się, kudłaty stworek podskakiwał nerwowo w każdą stronę, ujadając niemożliwie głośno. Najbardziej nie podobał mu się królik, tupiący w dno transportera. Wzięła wdech i poszła do sali zabiegowej, w której była już pani z młodym, ale nie małym kundelkiem. 
- Jak się trzyma nasza młoda pacjentka? - Spytała, przeglądając kartę suczki, znaleziona pod miastem, wychudzona i poraniona. Jej brat na poprzedniej wizycie zlecił badania, a ich wyniki były w karcie. - Widzę, że Holly ma się już lepiej, ponownie pobierzemy krew i zostajemy przy ustalonej diecie. Czy zaobserwowała pani coś niepokojącego?
- Nie, Holly jest bardzo radosna i ciągle głodna. - Właścicielka suczki poprawiła torbę na ramieniu i przyglądała się każdemu ruchowi Estery.
- W takim razie drugi lekarz przyjdzie i pobierze krew, proszę zostawić Holly jeszcze tydzień na diecie, myślę, że za kilka dni będziemy mogli zwiększyć dawkę. - Powiedziała z uśmiechem i opuściła pomieszczenie, poklepała mężczyznę w kilcie po ramieniu. - Liczę, że pójdziesz do tamtej pacjentki i pobierzesz krew, a ja będę mogła już się zebrać. 
- Nie ma problemu, już idę. Miłych zakupów. - Eliot posłał jej szelmowski uśmieszek, wiedział, jak nie lubiła gdy czytał w myślach. 
- Dostaniesz dyżur w sobotni wieczór, zobaczysz jeszcze. - Dziewczyna posłała mu oczko i wzięła swoje rzeczy, nałożyła płaszczyk oraz wzięła torebkę. Miała zamiar kupić już prezent dla brata, nie chciała zostawiać tego na ostatnią chwilę, chociaż do świąt miała jeszcze trochę czasu. Była to jednak dobra okazja, ponieważ Estevan wyjechał na kilka dni ze znajomymi.
Minęło pół godziny od momentu jak wyszła z gabinetu, było jeszcze wczesne popołudnie, a na ulicach było dużo ludzi. Była w kilku pobliskich sklepach, ale nic tam nie znalazła, co mogłoby się spodobać Estevanowi. Pojechała do galerii, gdzie nie brakowało sklepów, ubrania, książki, gry... Rzeczy na przyszłe prezenty nie brakowało, ostatecznie wybrała książkę z gatunku fantasy. Schowała ją do reklamówki i poszła na parking, siedząc w samochodzie, przypomniała sobie, że jej brat zgubił latem zegarek. 
Była w kilku sklepach jednak żaden nie przyciągnął jej uwagi. Zatrzymała się na kolejnym parkingu i włączyła lokalizację w telefonie, po drugiej stronie ulicy zobaczyła szyld z nazwą sklepu. Ruszyła w tamtą stronę, śnieg padał coraz mocniej, a ludzi na ulicy zrobiło się zdecydowanie mniej. Była już kilkanaście metrów od sklepu, gdy poczuła, jak leci do tyłu i jej głowa spotyka się z twardym chodnikiem. Ostry ból w głowie nie pozwolił, skupić się na tym, co właśnie się wydarzyło. Usłyszała czyjś głos, ale nic nie zrozumiała, otworzyła oczy i jedyne co zobaczyła to rozmazany obraz, który ciągle się kręcił. Zamknęła oczy, próbując zebrać siły, ale jedynie słyszała jak, ktoś dalej coś mówił. Głos ucichł, a Estera poczuła, jak ktoś ją podnosi, chciała się ruszyć, ale ciało odmawiało posłuszeństwa, a gdy spróbowała coś powiedzieć, to z jej ust wydobył się niezrozumiały bełkot. Ból w głowie nasilił się jeszcze bardziej, a ona zaczęła odpływać.
***
Esterę obudził ból głowy i dziwny zapach, otworzyła oczy, potrzebowała minuty, żeby zrozumieć gdzie jest. W domu nie miała tylu białych ścian i przy łóżku nigdy nie znajdowała się kroplówka. Ktoś siedział na fotelu przy oknie, dziewczyna nie mogła skojarzyć kim jest mężczyzna.
- Kim... Jesteś? - Powiedziała z znacznym trudem, mówienie sprawiało ból i mdłości, których wolałaby unikać. Mężczyzna otworzył oczy i spojrzał na Esterę.

Anzai?
Szablon
synestezja
panda graphics