Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Claudia&Liam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Claudia&Liam. Pokaż wszystkie posty

30.03.2020

Od Liama CD Claudii

Uśmiechnąłem się lekko, gdy zobaczyłem dziewczynę. Tak, dziewczynę. To nie przez butelkę, którą przyniosła, chociaż jej zawartość też była niczego sobie. Ale to nie na jej widok się uśmiechnąłem.
Z resztą, co ja plotę.
Podziękowałem i przyjąłem butelkę, bo czemu nie. W końcu dobry trunek nie jest zły. Uśmiechnąłem się przy tym lekko do dziewczyny, która zaraz odpowiedziała tym samym, choć uśmiech dość szybko został zastąpiony przez bardziej poważny wyraz twarzy. Zastukałem palcami o ladę, zastanawiając się, jak pociągnąć dalej rozmowę, by nie wyjść na niewychowanego ani nic w tym rodzaju...
Jednak szybko okazało się, że nie mam się czym przejmować. Claudia dość szybko musiała się pożegnać. Wytłumaczyła, że wpadła tylko przejazdem i nie chce mi przeszkadzać w pracy. Z resztą, mniej więcej gdy kończyła wypowiadać to zdanie, do sklepu wszedł klient, który chciał obejrzeć hodowlę węży, które mieliśmy na stanie. A że to ja, nie Cole, byłem specem od gadów... Westchnąłem ciężko, żegnając znajomą dziewczynę uśmiechem. I wyszedłem zza lady wykonywać swoją pracę.


Kilka dni później...

Zabawna sprawa z tym Sopportare. Niby to tylko jednostka policyjna, zajmująca się sprawami nadnaturalnych, a przy okazji dziwnie często łączyła ze sobą ludzi. Tak było z moją siostrą i wszystko wskazywało na to, że mi także przyjdzie spędzić więcej czasu w towarzystwie innego pracownika tej instytucji. Czy raczej... innej pracownicy.
Dostałem adres Clau właśnie od Sopp. Gdy zostałem przydzielony do asekurowania dziewczyny na jakiejś akcji. Nawet nie bardzo wczytałem się, o co chodzi, gdy dostałem akta sprawy. Tak, całkiem możliwe, że w sprawach Sopp byłem ignorantem. No ale cóż, nikt nie jest idealny.
Pod wieczór, po pracy w sklepie i wyprowadzeniu Luny na spacer, wsiadłem do samochodu i pojechałem pod wskazany adres, żeby dostarczyć te papiery.
Czy muszę opowiadać, jak przyjęła moją, bądź co bądź, niezapowiedzianą, wizytę? Nie? Tak sądziłem. Gdyby Claudia miała cięty język mojej siostry to, sądząc po jej spojrzeniu, skończyłbym martwy albo sam bym się stamtąd wyniósł w cholerę. Ale że dziewczynę cechowała raczej małomówność... Można chyba powiedzieć, że wpakowałam się jej bezceremonialnie do domu.
Jak już jej wytłumaczyłem, po co w zasadzie się tu znalazłem, chyba się trochę uspokoiła. A w każdym razie przestała traktować z oziębłością. Aczkolwiek nie wiadomo jak serdecznie też nie... ale to już chyba była po prostu kwestia jej charakteru.
- Przyniesiesz mi karton z dokumentami z tamtej szafy? - zapytała dziewczyna po pewnym czasie, po tym, jak już zaproponowała mi herbatę, przygotowała ją i, z kubkami z ciepłym napojach w dłoniach, usiedliśmy przy kuchennym stole. Claudia przeglądała dokumenty, a ja rozglądałem się po pomieszczeniu, tylko jednym uchem skupiając się na tym, co dziewczyna mówiła o czekającej nas akcji... Aż nie padła wyżej wspomniana prośba.
Spojrzałem na dziewczynę, a ona ponownie wskazała mebel. Byłem w sumie zdziwiony, że mnie o to poprosiła... jakby, nie spodziewałem się, że będzie chciała pomocy. Czy żebym grzebał jej po szafach.
Wstałem od stołu, wzruszając ramionami.
- Gdzie jest? - dopytałem, już ruszając do sąsiedniego pomieszczenia.
- Na górnej półce. Uważaj, jest ciężki - poinstruowała mnie, powracając do studiowania dokumentów, które przyniosłem.
Przeszedłem cały salon, w zasadzie znikając dziewczynie z oczu. A gdy tylko na totalnym pewniaku, nie spodziewając się żadnych komplikacji, otworzyłem gwałtownie obydwoje drzwi... Wypadł na mnie trup.
W pierwszej chwili co prawda tego nie zauważyłem, odruchowo złapałem gościa pod pachami i już miałem zapytać, czy wszystko w porządku, gdy poczułem, że woni trupem.
Fuck.
Odruchowo, naprawdę odruchowo, odepchnąłem truchło od siebie, z powrotem wsadzając je do szafy i zamykając za nim drzwi. Stałem tak chwilę, opierając ręce na szafie, jakbym się bał, że trup z niego wypadnie bez mojego wsparcia. Po czym, powoli, niepokojąco wręcz spokojnym tonem, nieco podniesionym z powodu odległości, jaka dzieliła mnie od Claudii, rzuciłem:
- Emm... Clau? Chyba mamy gościa. Trochę z niego... sztywniak - wziąłem głęboki oddech, starając się połapać w tym, co się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku sekund. Nie zdołałem. - Zapomniałaś o kochanku? - dodałem, gdy w zasięgu mojego wzroku pojawiła się dziewczyna. Cały czas w ciężkim szoku, nie zmieniłem pozycji, gdy dziewczyna się zbliżyła i musiała w zasadzie dosłownie oderwać moje ręce od szafy, żeby móc ją otworzyć.
Oczywiście trup ponownie z niej wypadł. Dziewczyna była ode mnie drobniejsza, a nieboszczyk znacznie od niej większy, dlatego ugięła się pod ciężarem bezwładnego ciała, lecąc na mnie. A że ja zdecydowanie nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, plus byłem w szczerym szoku wywołanym całą tą sytuacją, jakimś cholernym cudem poleciałem razem z nimi.
Więc ostatecznie, w jakiejś cholernej reakcji domino, wszyscy wylądowaliśmy na podłodze. To znaczy... Ja wylądowałem na podłodze. Clau na mnie, a na Clau trup.
Wspaniale, nie ma co.

Clau? Trup w szafie, ha ha xD

27.03.2020

Od Claudii CD Liama

— Czy Wy jesteście normalni? — rzuciła na wejściu ciemnowłosa kobieta, która z hukiem weszła do sali nieprzytomnej Treskow.
— Ależ proszę opuścić salę! — krzyknęła za nią pielęgniarka — Nie jest Pani spokrewniona z pacjentką. — dodała spokojniej, gdy dogoniła "intruza".
— Jestem zastępcą kapitana z oddziału nadnaturalnych. — odpowiedziała ciemnowłosa, w międzyczasie zasuwając wszelkie rolety oraz zasłony — Widać, że nie potraficie zajmować się nadludzkimi istotami. — dodała, piorunując spojrzeniem pielęgniarkę. — A Pan kim jest, że Pan tutaj siedzi? — spytała, spoglądając na młodego mężczyznę.
— Jej znajomy. To ja dostarczyłem ją do karetki.. — odpowiedział z lekka zdezorientowany.
— No tak, słyszałam o Tobie. — uśmiechnęła się krótko — Jednakże Treskow nic Ci nie mówiła o sobie. Z jednej strony dobrze, z drugiej nie bardzo. — westchnęła opierając dłonie o biodra. — Dobra. Czas to przyspieszyć. — dodała, gasząc również światło, co spowodowało, że na sali zapanowała totalna ciemność.
— Co Pani wyprawia? — warknęła pielęgniarka, która powoli traciła cierpliwość — To niezgodne z prawem..
— Niezgodne z prawem jest to, że Ona nadal jest w śpiączce.
Gdy obie kobiety skakały sobie do gardeł, młoda Treskow zdołała się wybudzić i przywitać zmęczonym spojrzeniem Liama, który nadal siedział na krześle obok niej. Po chwili jej wzrok zatrzymał się na zastępcy, a następnie na pielęgniarce, a gdy panująca ciemność stała się irytująca, jasnowłosa sama zapaliła światło niewielkim pnączem cienia, które zniknęło wraz z zapaleniem się światła.
— Cora. Czy Ty zawsze musisz się awanturować? — mruknęła Clau, powoli podnosząc się do siadu.
Wtem zaczęło się bieganie i latanie wokół dziewczyny, prawie jak przy małym dziecku, co spowodowało wyproszenie Liama z sali oraz zirytowanie samej Treskow.
Gdy zapadła noc, kobieta nie miała zamiaru dłużej siedzieć na intensywnej pod okiem zastępcy oraz dziwnych pielęgniarek, dla tego też postanowiła uciec ze szpitala pod osłoną nocy. Uczyniła to bez żadnego problemu i ze spokojem wróciła do swojego domku, w którym mogła bezstresowo odpocząć. Oczywiście Sopportare zaczęło szukać kobiety, jednakże nim ci zdołali wbić jej do domu, ta zdążyła ich powiadomić o szybkim powrocie do zdrowia.
Kilka dni później.
Claudia przebywała na urlopie, gdyż chciała w pełni dojść do siebie i się zregenerować po szpitalnych lekach, które mało jej pomagały. Miała też w planach odwiedzić swojego znajomego, który po wypadku dostarczył ją do karetki, ratując tym jej życie.
Gdy szykowała się do opuszczenia swojej posiadłości, z wnętrza kolorowej szafy wyjęła czarny komplet ubrań, które ubrała na siebie, a będąc już gotowa, wsiadła do swojego auta i skierowała się do miasta. Dobrze wiedziała, gdzie o tej godzinie znajdzie Liamia i tam też się udała, parkując niedaleko sklepu zoologicznego. Wysiadła z pojazdu, poprawiła kilka kosmyków zwisających jej niewygodnie na twarz, po czym spokojnym krokiem weszła do zwierzyńca. Cichy dzwoneczek rozbrzmiał zaraz po uchyleniu się drzwi, a gdy te się za nią zamknęły, Clau poczuła się nadzwyczaj spokojnie. Przeleciała spojrzeniem po wszelkich klatkach, terrariach oraz akwariach, a żeby nie stać w miejscu jak opuszczona, zaczęła się przemieszczać przyglądając się egzotycznym zwierzętom.
— W czymś pomóc? — usłyszała nagłe pytanie od znajomego mężczyzny.
— Nie ma takiej potrzeby. — odpowiedziała miło na swój sposób — Przyszłam tylko podziękować. — rzekła kierując się do bruneta — Podziękować za ratunek. — dodała stawiając na ladę pudełko z drogim whiskey — I przeprosić za Core wtedy w szpitalu. Kobieta jest po prostu wariatką. — wyjaśniła mówiąc znacznie więcej niż zwykle.


Liam?

18.01.2020

Od Liama CD Claudii

Wieczorne, rutynowe karmienie mojego zwierzyńca przerwały odgłosy pogoni.
Zamarłem z pęsetą z karaczanem przed pyskiem Puszka, nasłuchując. Luna, do tej pory skupiona na pochłanianiu zawartości swojej miski, także podniosła głowę, strzygąc uszami w kierunku okna wychodzącego na ulicę. Nasłuchiwaliśmy.
Zaraz jednak dźwięki się oddaliły, Luna widocznie straciła zainteresowanie i wróciła do jedzenia. A Puszek szybko przekierował całą moją uwagę na siebie, łapiąc karaczana z pęsety, przy okazji omal nie zahaczając o moje palce. Syknąłem cicho, uciekając ręką w tył w odruchu bezwarunkowym.
Kilka minut później zdążyłem już zapomnieć o niepokojących dźwiękach z zewnątrz. Wypuściłem Tokkę z klatki, otworzyłem terrarium Puszka, a sam usadowiłem się na kanapie z Luną u boku i laptopem na kolanach. Musiałem skończyć rozpisywać zapotrzebowanie do sklepu, bo jutro właściciel chciał złożyć już zamówienie w odpowiedniej hurtowni. Miałem wszystko w notatkach, musiałem teraz tylko to wszystko po kolei przepisać do exela.
I wtedy znowu usłyszałem kroki na ulicy. Teraz spokojne, ale nadal dziwnie znajome. Zmarszczyłem brwi, patrząc odruchowo w stronę okna, chociaż z miejsca, w którym się znajdowałem, i tak nic nie mogłem zobaczyć.
A potem poczułem, jak w pokoju narasta napięcie elektryczne, a włoski na karku stają mi dęba. Wzdrygnąłem się lekko.
Mniej więcej w tym samym momencie ekran laptopa zamrugał i zgasł. Podobnie jak żarówka w lampie.
Cholera.
W przeciągu kilku sekund znalazłem się przy oknie. Spojrzałem na ulicę pod sobą.
I jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem tam tą agentkę Sopp. Prowadzącą... nie, zaraz. Jakaś dziwna istota, stworzona jakby z cieni, prowadziła spętanego, chyba również cieniami, mężczyznę. Zmrużyłem oczy, próbując dopatrzeć się w rysach twarzy tożsamości chyba już aresztowanego. Bo napięcie elektryczne, które mu towarzyszyło, kojarzyło mi się z takim jednym gościem, który zdecydowanie nie powinien znaleźć się w rękach policji. Dla bezpieczeństwa... cholera. Prawdopodobnie większej części lokalnego półświadka.
Ale z drugiej strony, jeśli pracował dla każdego, kto mu zapłacił, podejrzewałem, że dla Sopp również. Poza tym, miałem okazję kiedyś się z nim spotkać - był zbyt mądry, by dać się złapać.
Claudia widocznie nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej aresztant w żadnym wypadku nie zamieżał się poddać. Gromadził energię elektryczną z całej okolicy. Chyba nie chciałem wiedzieć, w jakim celu.
Ale zdecydowanie miało prawo mnie to zaniepokoić.
Chwilę później okazało się, że słusznie.
Patrzyłem, jak dziewczyna z kolegą z cieni i pojmanym elektrykiem zbliża się do oddziałów Sopp, które rozstawiły się na ulicy. Mrugające, niebiesko-czerwone światła zalały ulicę i były szczególnie widoczne teraz, gdy zgasły niemal wszystkie latarnie na ulicy i światła w pobliskich mieszkaniach.
Otworzyłem okno i wychyliłem się na zewnątrz, żeby lepiej widzieć całą sytuację. Zimne powietrze owiało moją twarz, pobudzając zmysły, zwiększając czujność... A w raz z powiewem wiatru do moich nozdrzy dotarł charakterystyczny zapach ozonu.
Hm.
Nadal niedostatecznie zadowolony polem widzenia, jaki uzyskałem, usiadłem na parapecie i przerzuciłem nogi na zewnątrz. Trzymając się rękoma framugi po obu stronach okna, wychyliłem się z niego dość znacznie. Akurat, by zobaczyć, jak kobieta dociera do pozostałych oficerów Sopp. I następuje przekazanie... zbiega? Kto ich tam wiedział.
I wtedy dobitnie mogliśmy zobaczyć, wszyscy obecni tam na dole jak i przyglądający się sytuacji z okien swoich mieszkań, że Sopp jednak nie zawsze może wszystkiemu zapobiec. Tak jak nie zapobiegło temu.
Dziewczyna musiała nie wyczuć tego samego, co ja. Mianowicie wszechobecnego zapachu ozonu. Albo zwyczajnie nie zwróciła na niego uwagi, bo naprawdę wydaje mi się, że każdy mógł go wyczuć. Nawet zwyczajny człowiek z całkiem zwyczajnymi zmysłami. A ona ewidentnie zwyczajna nie była.
Poluzowała macki ciemności, które kojarzyły mi się z tymi, którymi posługiwał się demoniczny przyjaciel mojej siostry. Co skłoniło mnie do zastanowienia się nad naturą Claudii. A gdy tylko zniknęły krępujące elektryka więzy, wybuchł.
Tak, wybuchł. Flakami, krwią... i elektrycznością.
Jakimś cholernym cudem udało mi się postawić wystarszająco szybko barierę powietrza, żeby siła wyładowania elektrycznego nie wepchnęła mnie przez okno z powrotem do mieszkania. A i tak musiałem użyć całej swojej siły, by zaprzeć się ramionami o framugę. Poczułem, jak tynk kruszy mi się pod palcami. Zamknąłem na moment oczy, biorąc głęboki oddech.
Gdy ponownie je otworzyłem, moim oczom ukazał się dość makabryczny widok ulicy skąpanej we krwii i małych cząstkach narządów mężczyzny. Przykra śmierć. Swoją drogą, ciekawe, że wolał umrzeć, niż dać się zamknąć.
Chociaż, co zauważyłem niemal natychmiast, dokonując wyboru samounicestwienia, zabrał ze sobą kilku policjantów. Których, podejrzewałem, nie darzył zbyt ciepłymi uczuciami. Może i zemsta była warta śmierci? Ale nie mnie to oceniać, to nie był mój problem.
Bardziej zastanawiało mnie, gdzie, do cholery, podziała się Claudia. Była najbliżej elektryka, mogła...
Nie wahając się ani chwili, zeskoczyłem na dół. Tak, właśnie - z okna, na dół. Z czwartego piętra.
Mocą załagodziłem swój upadek, po czym natychmiast ruszyłem w kierunku zamieszania na ulicy. Badałem otoczenie wzrokiem, ale szybko zdałem sobie sprawę, że to nie ma sensu. Za dużo ludzi. Wciągnąłem powietrze, szukając jakiegoś tropu w powietrzu. Jeszcze dobrze pamiętałem zapach Claudii z naszego ostatniego spotkania.
I wyczułem go teraz.
Podążając tym tropem, dotarłem w jedną z bocznych uliczek między blokami. A tam, daleko, daleko w głębi, w cieniu, z dala od osób, które mogłyby udzielić jej pomocy, zobaczyłem ją.
I była w raczej kiepskim stanie.
Podszedłem do niej szybko, wołając już z pewnej odległości. Gdy podszedłem bliżej, dopiero zobaczyłem, jak źle z nią było.
Moje nozdrza uderzył metaliczny zapach krwi. Z taką intensywnością, że aż się skrzywiłem. Ukucnąłem przy kobiecie, ostrożnie badając jej ciało, żeby przekonać się, jak rozległe są obrażenia. Przez pierwsze parę chwil kontaktowała na tyle, by podążać nieprzytomnym wzrokiem za moimi ruchami. Potem całkowicie straciła przytomność.
Cholera. Niby miałem przeszkolenie przedmedyczne, ale... no właśnie. Przedmedyczne.
Stan Clau zdecydowanie przerastał moje umiejętności. A gdy sięgnąłem ręką do tylnej kieszeni spodni po komórkę, zdałem sobie sprawę, że nie zabrałem jej z domu.
Kurwa.
Przeczesałem palcami włosy, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu natchnienia. Ostatecznie, nie wymyśliwszy niczego bardziej kreatywnego, starając się jak najmniej dotykać ran na ciele dziewczyny, podniosłem ją z ziemi. I ruszyłem w kierunku cemtrum zamieszania. Ktoś z Sopp musiał mieć telefon.
Gdy tylko zobaczyli mnie z nieprzytomną Claudią na rękach, wyłaniającego się z cieni bocznej uliczki, kilku pobliskich policjantów natychmiast zamarło, w jakiejś imitacji szoku. Zirytowało mnie to lekko, dlatego natychmiast spoważniałem i warknąłem na pierwszego z brzegu mężczyznę:
- Może byś, z łaski swojej, zadzwonił po karetkę? - syknąłem. - Dziewczyna prawdopodobnie ma rozległe obrażenia wewnętrzne.
Zrobił to, trzęsącymi się dłońmi.
Piętnaście minut później dziewczynę zabrała karetka. A ja wróciłem szybko do mieszkania, żeby zamknąć okno i zabrać kluczyki do auta, by pojechać do szpitala upewnić się, że z Claudią wszystko w porządku.
Gdy tylko wszedłem do mieszkania, tym razem zwyczajną drogą, czyli drzwiami wejściowymi (na szczęście ich nie zamknąłem), zauważyłem brak jednego z moich zwierzaków.
- Kurwa mać - syknąłem, podbiegając do okna. Wyjrzałem przez nie, ale nigdzie w pobliżu nie dostrzegłem papugi. Cholerne ptaszysko. Cholerna nieuwaga i brak zdolności logicznego myślenia. Co za tłumok zostawia otwarte okno, jak po mieszkaniu lata luzem papuga...?
Niestety, poszukiwania zguby musiałem przełożyć na później. Przez jakiś czas Tokka sobie poradzi na wolności, a jest na tyle przywiązana do mnie, że raczej nie ucieknie na drugi koniec kraju. Zostanie w okolicy, obrażając każdego przechodnia i prawiąc komplementy napotkanym kobietą. Realnych szkód raczej nie narobi.
Pół godziny później czekałem już w poczekalni na jakiekolwiek informacje w sprawie Clau. Starszą panią w recepcji zbajerowałem kilkoma zaledwie słowami, po których bez marudzenia czegoś o ochronie danych osobowych, przekazała mi informacje o tym, gdzie znajduje się dziewczyna i w jakim jest stanie. A gdy potem całą noc spędziłem na ławce w poczekalni, czekając na wieści, miła starsza pani przynosiła mi kawę. I poczęstowała ciastkiem.
Dopiero nad ranem z sali intensywnej terapii wyszedł lekarz i skinął mi głową na znak, że mogę wejść.
Dziewczyna nadal była nieprzytomna, ale jej stan był stabilny. Przystawiłem sobie krzesło koło łóżka, w którym leżała. I czekałem.

Clau? Koń na białym rycerzu przybył xD

16.01.2020

Od Claudii CD Liama

Kilka dni później.
   Sytuacja w Sopportare stała się napięta, gdyż ze strzeżonego więzienia uciekł niebezpieczny osobnik, który z daleka iskrzy wysokim napięciem. To się jednak zdarza, lecz gorsze jest to, że nikt nie może go znaleźć. Mężczyzna posiada listę policjantów, na których chcę się zemścić i jeśli plotki nie kłamią, Treskow się na niej znajduje, lecz kobieta się tym nie przejęła i przystąpiła do poszukiwań zbiega. Ponoć szef wypłaca większą wypłatę dla mundurowego, który go znajdzie i przy tym nie zginie, co w duszy śmieszy szatynkę, gdyż teraz każdy będzie na siłę szukać przestępcy. Claudii jednak bardziej zależało na utrzymaniu bezpiecznego miasta, niż na pieniądzach, gdyż na ich brak narzekać nie może. Dla tego podjęła się samotnego patrolu miasta, zajmując jeden z nieoznakowanych wozów policyjnych w postaci niepozornej szarej audi, którą wyjechała na ulice zatłoczonego Seattle. Cały czas słuchała znajomych na radiu, którzy wzajemnie informowali się o miejscach, gdzie mógł występować zbieg. Część z nich mówiła faktyczne dane, inni natomiast chcieli zmylić policjantów, czego kobieta nie mogła zrozumieć. Jak można mylić swoich towarzyszy i narażać ich na jeszcze większe niebezpieczeństwo? Chore. Z czasem zirytowana Treskow wyłączyła radio, zaparkowała auto na strzeżonym parkingu i przeszła się pieszo w miejsca, gdzie nie zmieści się żaden pojazd. Takim też sposobem trafiła w okolice elektrowni, do której dotarła dość nieświadomie, lecz coś ją tutaj ciągnęło. Być może intuicja lub głos wroga, który tylko na nią czekał. 
— Ależ witam panią Treskow. — usłyszała męski głos zza jej ramienia. 
— Witaj. — odpowiedziała spokojnie i spojrzała na mówcę — Chyba przydałoby się wrócić tam, gdzie Twoje miejsce. — dodała, odruchowo wysyłając swoje koordynaty do każdego z policjantów. 
— To jest moje miejsce. — rzekł z uśmiechem — Moje miejsce powstania, a zarazem Twoje miejsce śmierci. — dodał pocierając swoje dłonie, co stworzyło dosyć duże napięcie. 
— Muszę Cię zasmucić, ale nie tym razem. — odparła ze sztucznym uśmiechem.
Nim mężczyzna zdążył wykonać swój ruch, szatynka uwięziła go całego w pnączach ciemności, a żeby nie targać męskiego ciała, wytworzyła cienistego pomocnika, który odwalił cięższą robotę. 
— No to w drogę.. — mruknęła do kreatury, która kroczyła zaraz obok niej. 
Gdy dotarli do głównej drogi, czekało na nich kilka patroli Sopp oraz specjalny bus dla nadludzi, który ma zabrać elektryka do więzienia. Jednak mundurowi nie przemyśleli jednego.. Po poluzowaniu uścisku pnączy, mężczyzna naładowany energią wybuchł. Tak, wybuchł i to tak dosłownie. Oprócz krwi i flaków na ścianach, ludziach oraz pojazdach, wszyscy dookoła zostali odrzuceni przez falę elektryczną, uśmiercając tym trzech policjantów. Treskow będąca obok przeżyła, lecz odrzuciło ją najdalej między bloki, po drugiej stronie ulicy. Huk towarzyszący wybuchowi postawił na nogi całe osiedle, jak nie miasto, które zaraz zbiegło się w miejsce zdarzenia. Gdy ludzi sprawdzali policjantów na głównej drodze, Claudia próbowała się ocknąć, leżąc oddalona kilka metrów od tłumu, który mógłby jej pomóc, lecz nikt jej nie widział. Próbowała krzyknąć, lecz nie potrafiła wydusić z siebie nawet słowa, który mógł zwrócić na nią uwagę. Jedyne co była w stanie wykonać, to odruchowo podsunąć się pod ścianę, o którą mogła się oprzeć. Dopiero wtedy zauważyła w jakim jest stanie, że ramiona posiadają liczne zadrapania, a kamizelka kuloodporna jest na totalnym wykończeniu, lecz to właśnie ona uratowała Treskow życie. Pomimo tego, kobieta nie czuła się za dobrze i choć siedziała w zacienionym miejscu, regeneracja nie nadążała za gojeniem ran, a że ślady zewnętrzne nie znikały, coś musiało pęknąć w środku jej ciała. Wtem usłyszała czyjeś kroki, czyjś głos próbował do niej dotrzeć, czyjś dotyk próbował ją ocucić, lecz szatynka już nie komunikowała, osuwając się nieprzytomnie w czyjeś ramiona.. Organizm nie jest w stanie się regenerować, gdy kobieta z czymś walczy, więc ten postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. 

Liam? No dawaj rycerzu. 

7.01.2020

Od Liama CD Claudii

Najpierw zatrzymanie przez Sopp, które dość znacznie rozbiło mój plan dnia, bo te kilka godzin, które spędziłem bezczynnie na komisariacie nic do mojego życia nie wniosły, a mogłem w tym czasie wyjść z Luną na porządny spacer. A potem, gdy postanowiłem odwiedzić siostrę, żeby dać jej znać o zaistniałej sytuacji i żeby szczególnie uważała na to, co robi... do kawiarni wpadł uzbrojony, zamaskowany mężczyzna.
W pierwszej chwili obydwoje z siostrą popatrzyliśmy na niego z jednakowym wyrazem niedowierzania na twarzach. Niedowierzania w rodzaju "co on, do chuja, odpierdala". No bo, bądźmy szczerzy, kto normalny napada na kawiarnię? Ile można zarabiać ze sprzedarzy ciastek i kawy? O tortach nie mówię, bo wiem, że jak się robi je z podobną jak Ana finezją i orofesjonalizmem, to jest to niezły biznes. Ale siostra nie wkłada tych pieniędzy do kasy, tylko przeważnie od razu do portfela.
Tak więc imbecyl, który widać chciał zarobić niewielkim kosztem energetycznym z jego strony (choć i tak się postarał, bo broń znalazł), wszedł do kawiarni jak do siebie, celując w stronę mojej siostry z broni palnej. Odruchowo postawiłem między nimi niewidzialną, nieprzepuszczalną barierę powietrza, choć wątpiłem, żeby wystrzelił. Za napad z bronią w ręku grozi mniej, niż za morderstwo.
Podszedł do kasy, wymachując bronią i żądając pieniędzy. Ana spojrzała na mnie kątem oka niezdecydowana, czy ma go przypalić już teraz, czy jednak jeszcze trochę poczekać. Wzruszyłem ramionami, ale wtedy mój wzrok spoczął na kobiecie, która siedziała w rogu kawiarni, przy drzwiach. Dziwnie znajomej, pięknej kobiecie, którą miałem już dzisiaj okazję poznać...
Zakląłem pod nosem. Wróciłem szybko spojrzeniem na siostrę i energicznie pokręciłem głową. "Nie. Tu jest Sopp." Nie trzeba jej było więcej. Klnąc pod nosem, na czym świat stoi, otworzyła szarpnięciem kasę i, nazbyt demonstrując swoje wkurwienie, by można było uznać jej postawę za wystraszoną i uległą, wepchnęła wszystkie pieniądze do podstawionej jej torby.
Ledwo złodziej odwrócił się, by w pośpiechu opóścić budynek, zerwałem się ze swojego miejsca i ruszyłem na zaplecze, ściskając po drodze siostrę uspokajająco za ramię. Nie powinienem mieć problemu ze złapaniem go, jeśli nie miał zamiaru zwracać na siebie uwagi, idąc środkiem ruchliwej o tej porze dnia. Miał do wyboru tylko jedną boczną uliczkę, na którą, tak się składało, wychodziło tylne wejści z kawiarni.
Miałem go jak na tacy.
I owszem, pojawił się tam, gdzie się go spodziewałem, raptem w kilka minut (i tak za długo, jeśli chciał mieć realne szanse na ucieczkę nawet bez mojej interwencji). Tyle że jednego nie przewidziałem - ta agentka Sopp pobiegła za nim. No ale cóż, mogłem się domyślić, że większość ich oficjalnych pracowników dysponuje czymś takim jak poczucie obowiązku.
Wspólnymi siłami udało nam się powalić złodzieja, choć wcześniej wystrzelił w nas cały magazynek. Przynajmniej jedna kula powinna trafić dziewczynę, a spudłowała wyłącznie dlatego, że gwałtownym ruchem powietrza zmieniłem jej tor lotu i zamiast trafić w ramię, przeleciała bez czynienia żadnych szkód nad głową policjantki. Czy jaką tam funkcję pełniła, bo w sumie nie wiedziałem.
W międzyczasie gliny wpadły w odwiedziny, jak było z resztą do przewidzenia. Zgarnęli niedoszłego kandydata na zbrodnię miesiąca, odbierając mu tym jakiekolwiek szanse na wygraną w tej kategorii. No cóż. Pozostało mu mieć nadzieję na wyróżnienie w pozostałych konkurencjach. Najgłupszy powód aresztowania na przykład...
- To już dzisiaj drugi raz, Balanchine - rzuciła dziewczyna, po tym, jak wróciliśmy razem do kawiarni. Torba z pieniędzmi wyciągniętymi z kasy trafiła już z powrotem do Any, która przestała już psioczyć na cały świat i po prostu wróciła do obsługiwania klientów. - Mam nadzieję, że do trzeciego razu nie dojdzie - dodała, podkreślając wypowiedź uśmiechem.
- Nie miałbym nic przeciwko, gdyby doszło - odpowiedziałem uśmiechem. - Tylko może w nieco innych okolicznościach - dodałem żartem. - A tak w ogóle, ty znasz moje imię, ja nie znam twojego. To trochę nie fair, nie sądzisz?
Patrzyła na mnie przez chwilę, a ja złapałem się na tym, że zbyt wiele uwagi poświęcam podziwianiu koloru jej oczu. Zamrugałem, próbując pozbyć się dziwnego wrażenia. Jak na policjantkę była naprawdę... piękna.
- Claudia Von Treskov - odpowiedziała w końcu, wyrywając mnie tym z zamyślenia.
- Imię ładne jak jego właścicielka - uśmiechnąłem się lekko, opierając biodrem o ladę, przy której stała. Tym sposobem znalazłem się blisko dziewczyny... zdecydowanie bliżej, niż nakazywałyby dobre maniery.
Jeśli sądziłem, że ją tym speszę... tylko trochę się pomyliłem. Nie zareagowała co prawda rumieńcem czy próbą spoliczkowania mnie za zbytnie spoufalanie się, ale nie odpowiedziała też w żaden sposób na mój komentarz. Po prostu rzuciła mi któtkie spojrzenie i wyszła z kawiarni.
Ciekawa osóbka.

Clau? ;P

5.01.2020

Od Claudii do Liama

   Gdy kobieta opuściła salę odpraw, od razu została zaczepiona przez Harrisa, który zaprosił ją do swojego biura. Jak się okazało, mężczyzna miał do niej pewną prośbę, której nie mogła odrzucić czy zostawić na później. Miała za zadanie przetransportować kilka dokumentów oraz broni do mniejszej jednostki policji, oddalonej kilkadziesiąt kilometrów od Seattle. Bez zbędnych pytań zgodziła się i po spakowaniu wspomnianych rzeczy do jej auta, ruszyła w trasę.
Dotarcie na miejsce zajęły jej prawie dwie godziny, a załatwienie formalności z mundurowymi zaledwie kilka minut, więc gdy wszystko było na miejscu, wróciła do swojego pojazdu i skierowała się do Seattle. Jednak droga powrotna nie była już taka spokojna, gdyż kilka kilometrów przed miastem, jej auto zaczęło szwankować, do czego raczej dojść nie powinno. Temperatura silnika niebezpiecznie się podniosła, przez co komputer pokładowy wymusił na kobiecie zatrzymanie pojazdu na poboczu i sprawdzenie stanu silnika. Z cichym westchnięciem opuściła jeepa i otworzyła jego maskę, a gdy poczuła nagły podmuch ciepłego powietrza wiedziała, że ten po prostu się zagotował, ale czemu? Pomimo ograniczonej wiedzy na temat aut, Clau postanowiła na własną rękę zlokalizować usterkę, lecz nim to zrobiła, odczekała kilka minut na ochłodzenie motoru. Gdy ten miał już optymalną temperaturę, zerknęła do jego środka i dość szybko naprawiła uszkodzony element, jakim był poluzowany przewód czujnika temperatury wody. Okurzone dłonie wytarła wilgotnymi ściereczkami, po czym wsiadła w pojazd i skierowała się na komendę.
Gdy tylko jej osoba pojawiła się w biurze, od razu została zabrana na przesłuchanie osoby podejrzanej o kontakty z mafią, co było o wiele lepszą czynnością, niż patrolowanie miasta niewygodnym wozem policyjnym. Będąc w pokoju przesłuchań, blondynka stanęła obok swojego znajomego i przysłuchiwała się rozmowie mężczyzn, spoglądając raz do dowodów raz na przesłuchiwanego.
— Słuchajcie, drodzy panowie detektywi. Ja naprawdę nie wiem, dlaczego jestem zatrzymany. Nic nie zrobiłem. Za to w domu czeka na mnie wnerwiony waran stepowy, papuga i pies. Wszyscy na pewno już głodni, bo zgarnęliście mnie, jak wracałem z pracy i nie miałem kiedy ich nakarmić. Mieliście kiedyś do czynienia z głodnym waranem stepowym? Nie? Uwierzcie, nie chcecie mieć. Ja też nie. Więc proszę, skończmy tę szopkę i rozejdźmy się w pokoju. — powiedział po dłuższym czasie podejrzany.
— To nie on, William. — stwierdziła blondynka po chwili zamyślenia — Rysopis podobny, ale zeznania nie pasują. Do tego akcja działa się w czasie, gdy podejrzany był w pracy. Ma alibi.
— Dobrze Pani mówi. — przyznał brunet, na którym od razu wylądowało spojrzenie obu policjantów.
— Ale jego siostra.. — zaczął Willi.
— Ale jego siostra to inna sprawa i lepiej tego nie mieszajmy. — uśmiechnęła się ironicznie — Odprowadzę Pana do wyjścia.
— Mam nadzieję, że wiesz co robisz, Treskow. — rzekł mundurowy.
Kobieta krótko spojrzała na znajomego, po czym bez problemu odpięła kajdanki Balanchinea i skierowała go do wyjścia. Szli w ciszy, a nawet jakby brunet zaczął o czymś mówić, blondynka nie odezwałaby się słowem. Taka jej natura.
— Staraj się nie zwracać na siebie uwagi. — powiedziała krótko przy drzwiach komisariatu. — I nakarm swoich zwierzęcych przyjaciół. — westchnęła, odchodząc od mężczyzny.
   Gdy praca Treskow dobiegła końca, wróciła do swojego domu w celu umycia się oraz przebrania, żeby nie paradować w mundurze po całym mieście. Czuła się o wiele lepiej w ciuchach cywilnych, gdyż nie zwracała na siebie uwagi ubiorem, jak większość ludzi. Po poprawieniu makijażu opuściła posiadłość i skierowała się do jednej z pobliskich kawiarni, gdzie często lubiła przebywać, szczególnie po godzinach pracy.
W lokalu przywitał ją przyjemny zapach kawy oraz przygotowanych ciast, co od razu uspokoiło jej duszę. Zasiadła wygodnie przy wolnym stoliku i zamówiła to co zawsze, czyli kawę ze skromnym ciastkiem. Gdy spojrzenie blondynki zaczęło wędrować po lokalu, zauważyła ona niejakiego Liama z popołudniowego przesłuchania oraz jego siostrę, która jest właściciel kawiarni. Widać, że rodzeństwo się dogaduje i mają się dobrze. W sumie to.. dobrze.
Gdy kubek kawy został opróżniony, a na talerzyku pozostały tylko okruszki ciasta, młoda Treskow zbierała się do opuszczenia lokalu i pewnie wyszłaby bez większego problemu, oczywiście płacąc wcześniej za kawę, lecz do pomieszczenia wszedł uzbrojony osobnik, który spłoszył garstkę ludzi siedzących przy stolikach. Mężczyzna od razu zażądał pieniędzy, grożąc przy tym bronią palną, którą posiadał w dłoniach. Kobieta stojąca za ladą uczyniła jego rozkaz i pozwoliła bandycie opuścić kawiarnię, lecz Treskow, będąca Sopp, nie mogła pozwolić na coś takiego. Wykorzystała chwilę nieuwagi mężczyzny i ruszyła prosto za nim w pogoń, kierując się w wąską uliczkę. Ucieczka oprawcy zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła, gdyż po drugiej stronie stanął Balanchine, torując tym drogę. Spanikowany złodziejaszek zaczął strzelać serią raz do kobiety, raz do mężczyzny, lecz żadnego z nich nie trafił, co spowodowało wyzerowanie magazynka. Zirytowany rzucił broń na bok i ruszył biegiem na słabszy mur, czyli blondynkę, która była gotowa na wszelki kontratak.
Mężczyznę udało się szybko obezwładnić, choć gdyby nie brunet, mogłoby dojść do użycia zdolności przez Treskow, czego raczej nie chciała czynić. W międzyczasie zdołała zjawić się policja, która zabrała bandytę, a pieniądze w materiałowym worku trafiły do właścicielki.
— To już dzisiaj drugi raz, Balanchine. — powiedziała spokojnie Claudia, która zabrała swoje rzeczy ze stolika, chcąc opuścić lokal — Mam nadzieję, że do trzeciego razu nie dojdzie. — dodała podając pieniądza za kawę, a gdy zorientowała się, że jej słowa mogły źle zabrzmieć, wymusiła u siebie delikatny uśmiech.

Liam? 
Szablon
synestezja
panda graphics