Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irene. Pokaż wszystkie posty

1.01.2020

Wyrzucenie

W dniu dzisiejszym żegnamy: 
Larissa Davis
Irene Catherine Harvey

Powodem jest brak opowiadań i/lub ignorowanie wiadomości administracji.

Znalezione obrazy dla zapytania goodbye gif





27.10.2019

Od Irene CD Gwynneth

  Drgnęła lekko na treść zaproponowanej gościny. Nie czuła się komfortowo z takową propozycją, a jednocześnie było to dla niej najwygodniejsze rozwiązanie. Przycisnęła plecak do klatki piersiowej, starając się sprawnie przeanalizować zaistniałą sytuację. W końcu niezdarnie skinęła głową, aczkolwiek gest ten uznała za mało zrozumiały, więc poprawiła się drogą słowną. 
  - Tak. Jeśli nie sprawia ci to problemu, z chęcią skorzystam z tymczasowej... - zamilkła rudowłosa, spostrzegając zmiany w otoczeniu. Autobus stopniowo zwalniał, a ludzie poodrywali się z własnych miejsc i skierowali ku wyjściu. Irene rzuciła przelotne spojrzenie w stronę Gwynneth, która wolnym ruchem ręki dała jej znak do podążania za resztą. Dziewczyna wstała i wlokąc się za tłumem opuściła środek pojazdu.  Następnie swe kroki skierowała za szatynką, pewnie zmierzającą w stronę własnego domu. Rudowłosa cały czas bacznie rozglądała się po środowisku, poznając w ten sposób nowe zakątki miasta. Z początku ruchliwe i pełne życia otoczenie przeistoczyło się w spokojną okolicę z domkami jednorodzinnymi. Przez głowę przeszła jej myśl, czy mądrze i kulturalnie jest zostawać na noc u znanej przez jeden dzień kobiety. Oczywiście Gwynneth sprawiała wrażenie nad wyraz miłej i przyjaznej osoby, za co od samego początku imponowała młodszej dziewczynie.
  - Spróbuję dodzwonić się do brata. Ma auto i  myślę, że mógłby po mnie zajechać - odezwała się w końcu, psując panującą między nimi ciszę. Starała skoncentrować się na drodze i wyszukaniu odpowiedniego numeru w kontaktach. Raz potknęła się o wystającą płytę z chodnika, ale łatwo odzyskała równowagę. W końcu kiedy utworzyła połączenie, odpowiedziała jej poczta głosowa. Warknęła zirytowana i w krótkiej wiadomości streściła przebieg sytuacji.
 - To tutaj - stanęła, rozproszona głosem Gwynneth. - Z góry przepraszam za psy. Bywają energiczne i zdarza im się skakać po ludziach - Irene kiwnięciem głowy wyraziła zrozumienie. Wewnątrz niej wzbudziły się wspomnienia ze schroniska, w których to zdarzały się okazje do natrafienia na niesfornego zwierzaka. Kobieta otworzyła furtkę i zaprosiła rudą na swoją posesję. Nastolatka wstrzymała oddech analizując wielkość domu.
 - Mieszkasz tu sama? - zapytała, zaskoczona gabarytami budynku.
 - Z Nefilim i Tenebrionem.  Poza tym uważam swój dom za zbyt duży - dodała, wyciągając z kieszenie klucze i wkładając je do zamka. Po chwili otworzyła drzwi.  Irene podreptała za kobietą aż do pomieszczenia przypominającego salon. Pierwsze co przykuło jej uwagę, to wbudowany w ścianę kominek. Według opinii rudowłosej, stos drewna za szybą dodawał przyjemnego klimatu. Podobała jej się także kolorystyka i wystrój wnętrza. Wszystko pasowało do siebie.
 - Masz bardzo ładny salon - odezwała się w końcu, wpatrując się w maskę zawieszoną na ścianie.
 - Dziękuję, aczkolwiek uważam go za dosyć przeciętny - uśmiechnęła się do dziewczyny. Irene zdała sobie sprawę, że wciąż ściska w ręku telefon. Przeprosiła na moment towarzyszkę i odeszła na ubocze, jednocześnie starając się nie odchodzić za daleko. Spojrzała na ekran komórki i odczytała otrzymaną od brata wiadomość. Nie był on wstanie zajechać po nią, gdyż miał w pracy ostry dyżur. Nastolatka niepewnie zaczęła obracać elektrycznym urządzeniem w dłoni. Czuła, że zachowuje się nieodpowiednio, mając nocować u dopiero co poznanej kobiety. Z drugiej strony, wciąż uważała to rozwiązanie za najbardziej sensowne w obecnym momencie. Powróciła do salonu, gdzie zastała Gwynneth, szukającą czegoś w swojej torebce. Na dźwięk kroków rudowłosej, kobieta zaprzestała swojej czynności.
 - Coś się stało? - zapytała na jej widok.
 - Mój brat nie będzie w stanie po mnie przyjechać, więc jeśli to naprawdę nie jest problem, to czy mogłabym tu dzisiaj przenocować? - spytała Irene.

Gwynneth?

2.10.2019

Od Irene CD Gwynneth

  Rudowłosa odczuła sporą ulgę, kiedy to nieznajoma kobieta nie zareagowała negatywnie na jej wybryk. Odwzajemniła gest, jakim był delikatny i szczery uśmiech. Rumieńce zawstydzenia znikały powoli z jej zaczerwienionych policzków, kiedy to dziewczyna krótko skinęła głową na pożegnanie. Mocniej zacisnęła wątłe dłonie na rączce koszyka, obracając się powoli. Nie miała w planach demolować reszty produktów z półek sklepowych, toteż trzymała się środka alejki. Przed kasami rzuciła spojrzenie na skład własnych zakupów. Paczka gum do żucia, mrożone warzywa na patelnię, butelka wody i podpaski. Miała wszystko, czego potrzebowała.
  - Stoi pani w tej kolejce? - szturchnęła ją starsza kobieta, jednocześnie mierząc dziewczynę przenikliwym wzrokiem. Irene wybudziła się z chwilowego transu i bez odpowiedzi stanęła w dość długiej linii ludzi. Zza pleców dobiegł ją odgłos damskiego warknięcia, przez co lekko się skuliła. Wystawiła swoje produkty na taśmę sklepową i wraz z nimi przesuwała się do przodu. Uprzejmie przywitała się z młodą kasjerką, która leniwie sięgnęła po pierwszy przedmiot.
  - Kartą czy gotówką? - mruknęła znużona, spoglądając na pozostałe osoby w kolejce.
  - Gotówka -odparła rudowłosa i niemalże od razu podała odliczoną sumę. Sprawnym ruchem zgarnęła swoje produkty i wrzuciła je do wnętrza plecaka. Rzuciła spojrzenie na rachunek, upewniając się, czy wszystko zostało poprawnie naliczone. Zaraz po tym, opuściła market, a swe kroki skierowała w stronę przystanku autobusowego. Wystarczyła chwila, by mogła ujrzeć go, przecinającego pobliskie skrzyżowanie. Ruszyła biegiem w jego stronę i wsiadła jako ostatnia, nim dźwięk pikania oświadczył o ich zamknięciu. Rozejrzała się i przejechała spojrzeniem po pustych miejscach. Jej wzrok utknął na siedzeniu, które zajmowała poznana przez nią wcześniej pani. Irene uznała, iż warto byłoby zamienić z nią kilka słów. Nieznajoma sprawiała wrażenie miłej, a wynosząca najpewniej dziesięć lat różnica wieku, nie miała dla niej najmniejszego znaczenia. Rudowłosej o wiele łatwiej szło dogadywać się z bardziej dojrzałymi od siebie osobami. Zawsze mogła się od nich wiele nauczyć, stanowiły dla niej wzór do naśladowania. Powoli zbliżyła się do upatrzonego miejsca i przysiadła na nim. Teraz dopiero miała okazję przyjrzeć się kobiecie. Już przy regale sklepowym dostrzegła ich podobieństwo we wzroście. Z pewnością uwagę Irene zwróciły ciemnobrązowe włosy i oczy o tej samej barwie. Kobieta musiała odczuć na sobie cudzy wzrok, gdyś obróciła głowę w stronę rudowłosej. Dziewczyna zamarła na moment zawstydzona, ale delikatny uśmiech ze strony brunetki ją uspokoił.
  - Przepraszam, zapatrzyłam się - wykrztusiła z siebie, starając się ukryć kolejne tego dnia zmieszanie. 
   - Nic się nie dzieje - odparła spokojnie - Często podróżujesz tą linią autobusową? - zagadnęła uprzejmie. 
   - Nie bardzo. Preferuję bardziej przemieszczanie się rowerem, ale akurat dzisiaj nie miałam ochoty na dłuższą wyprawę - wytłumaczyła, wpatrując się w niewielką grupkę młodych osób, wchodzących do wnętrza pojazdu. Z dala mogła wyczuć od nich smród papierosów i alkoholu. Mimowolnie przekręciła oczami, wiedząc, jak bezmyślnie tracą życie i niszczą sobie zdrowie. - A ty? - spytała.
   - Zazwyczaj tak, korzystam ze środków komunikacji miejskiej, bądź zamawiam taksówkę. Jak widać, zdecydowałam się dzisiaj na gorszą opcję - oświadczyła. Rudowłosa zaśmiała się cicho. 
   - To może głupie, ale chyba lepiej będzie, jeśli się sobie przedstawimy - wyrzuciła niespodziewanie nastolatka. Zdała sobie sprawę, że ani razu nie użyła zwrotu "pani" wobec kobiety, co mogłoby zostać odebrane jako brak szacunku do starszych. Mimo to Irene w rozmowie z nią, nie odczuwała tej sporej różnicy wieku. - Nazywam się Irene Catherine Harvey - powiedziała cicho, aby zbyt dużo osób w autobusie tego nie usłyszało. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, iż podała drugie imię.
   - Gwynneth Hope Shelby - brunetka wyciągnęła w jej stronę rękę, toteż rudowłosa uścisnęła ją krótko. Nie wypytywała o szczegóły, po prostu zaingerowała w swobodną pogawędkę. 
   - Wspominałaś wcześniej, że masz psy - mruknęła. Zawsze planowała przygarnąć któregoś kundla ze schroniska, ale obecna sytuacja nie pozwalała jej na to. Cudem było, iż miała kota. 
   - Tak, dwa pudle duże. - odparła - Jestem uczulona na sierść, więc tylko taką rasę mogłam przygarnąć. 
   - Opowiedziałabyś o nich coś więcej? - zapytała. Spostrzegła, iż za około piętnaście minut, będzie jej przystanek. Poza tym nie wiedziała, gdzie wysiada jej towarzyszka. Przyjemna rozmowa pochłonęła ją aż nazbyt bardzo. 

Gwynneth?

20.09.2019

Od Irene

Chłód przenikał jej ciało, kiedy to siedziała na przystanku autobusowym i ściskała w ręku niewielki plecak. Zaciskała palce na jego materiale, starając się choć trochę rozgrzać. Wychylała się co jakiś czas do przodu, wypatrując transportu publicznego. Zazwyczaj nie miała takich problemów, ponieważ z reguły podróżowała rowerem. Schronisko znajdowało się jednak trochę dalej, toteż dzisiaj zdecydowała się na inną metodę podróży. Teraz jej zdanie uległo zmianie. Środek komunikacji spóźniał się już dobre kilkanaście minut, a ona poważnie rozważała możliwość wycofania się do domu. W końcu jednak na przystanek zajechało srebrne auto, marki Skoda. Irene nie interesowała się samochodami, więc nie była w stanie określić modelu. Dla niej najważniejszym faktem był kierowca. Drzwi pojazdu otworzyły się.
 - Dokąd jedziesz? Podwieźć cię? - zagadnął w jej stronę znajomy, damski głos. Na twarz rudowłosej niekontrolowanie wpłynął lekki uśmiech. Poderwała się z publicznej ławki i wciąż mocno zaciskając palce na plecaku, zbliżyła się. Bez wahania wsiadła na miejsce pasażera, zamykając za sobą szczelnie drzwi. Spojrzała na znajomą z nieukrywaną euforią.
 - Nie udzieliłaś mi odpowiedzi. Skąd wiesz, że  nie jadę w przeciwną stronę, niż ty chcesz? - spytała.
 - Nie wiem, Lucy - odparła - Przeczucie. Próbuje się dostać do schroniska - dodała, sięgając ręką po pas. Zwinnym ruchem pociągnęła za niego i ubezpieczyła swoją podróż. Silnik wciąż warkotał, gdy opony zakręciły się, a auto ruszyło do przodu.
 - Cóż, skręcam co prawda przy urzędzie, ale stamtąd droga minie ci szybko - stwierdziła. Irene tylko skinęła głową, bawiąc się zamkiem swej torby. Dziękowała Bogu za włączone ocieplanie, dzięki czemu miała okazję się rozgrzać. W pewnym momencie wbiła spojrzenie w przyjaciółkę, będącą jednocześnie narzeczoną jednego z jej braci. Jeden z kosmyków brązowego puklu włosów wypadł z niestarannego koka i wpadał kierowcy na nos. Kobieta dmuchnęła, po czym odgarnęła go za ucho. Przycisnęła stopą hamulec, uprzednio zjeżdżając na pobocze.
 - Należy się 100 dolarów - mruknęła, figlarnie spoglądając na dziewczynę. Ta lekko przekręciła oczami i oparła palce na klamce.
 - Za przewóz takiej osobistości jak ja, płaci się mnie samej - mówiąc to puściła z uchwytu plecak i przejechała dłonią po oparciu fotela - Będziesz się  mogła chwalić, że woziłaś samą Irene Harvey.
 - Z pewnością z tego wyżyje - parsknęła i machnęła ręką na pożegnanie, kiedy rudowłosa opuszczała samochód. - Raczej nie spotkamy się w drodze powrotnej, gdyż twój brat zabiera mnie od razu po pracy do wykwintnej restauracji - puściła jej oczko.
 - Niesamowite, że znalazł dla ciebie czas wśród tego nadmiaru pracy i chęci pomagania każdemu człowiekowi - odparła znudzona - To pa i dzięki - mruknęła, zamykając za sobą drzwi. Zarzuciła plecak na właściwe miejsce i korzystając z uroku miasta, ruszyła wolnym krokiem w kierunku schroniska.
******
Po skończonych godzinach wolontariatu, znów miała okazję siedzieć na zimnej ławce i wypatrywać autobusu. Sytuacja była podobna do wcześniejszej, tyle, że tym razem nikt po nią nie podjechał. Na dodatek pachniała... ciekawie. Próba wykąpania jednego psa szamponem nie należała do sukcesywnych. Cała woda o zapachu aloesu wylądowała na jej koszulce. Chodź po długim dniu szło się przyzwyczaić, ludzie w jej towarzystwie z zainteresowaniem wciągali powietrze nosem. A gdy odszukiwali źródło woni, natrafiali na niepełnoletnią dziewczynę. Rudowłosa miała dość ich spojrzeń, więc cały czas trzymała się ubocza. Gdy na przystanku w końcu zjawił się autobus,  zdała sobie sprawę, że miała kupić w sklepie kilka rzeczy. Zirytowana skierowała się w stronę najbliższego marketu. Powrzucała do koszyka potrzebne przedmioty. Na koniec udała się na dział z podpaskami. Akurat najczęściej kupowane przez nią, znajdowały się na wyższej półce. Dosięgnęła je, ale przy okazji strąciła całą resztę, która hurtem wpadła do koszyka osoby obok niej. Irene zastygła w bezruchu, z mocno zaciskającą się na paczuszce ręką.
 - Um... przepraszam? - nie była pewna, czy w ogóle powinna się odzywać. Czuła lekkie zawstydzenie zmieszane z zażenowaniem.

Ktoś? Jakaś dobra duszyczka odpisze?

18.09.2019

Irene Catherine Harvey

AUTOR||  Julia Adamenko
DANE || Irene Catherine Harvey
WIEK || 17  lat
Szablon
synestezja
panda graphics