Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larissa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larissa. Pokaż wszystkie posty

1.01.2020

Wyrzucenie

W dniu dzisiejszym żegnamy: 
Larissa Davis
Irene Catherine Harvey

Powodem jest brak opowiadań i/lub ignorowanie wiadomości administracji.

Znalezione obrazy dla zapytania goodbye gif





2.12.2019

Od Larissy CD Liama

Zajęcie się czymś, czymkolwiek w tej sytuacji było najlepszym wyjściem. Nie potrafiłam patrzeć na chłopaka, choć wyczuwałam na sobie jego przeszywający wzrok.
Nawet nie próbował udawać, że mu przykro. Chociaż z drugiej strony mi również nie było. Trudno mi było ukryć przed samą sobą fakt, że najchętniej powtórzyłabym ten teatrzyk jeszcze raz, a nawet i kilka razy. Do tej chwili czułam jego ciepłe, miękkie usta, język...
Szlak...
- on ci się podoba - wykrzyczała Vaness piskliwym głosem
Spiorunowałam ją morderczym wzrokiem, ale to Vaness na niej nic nie robi wrażenia. Rozsiadła się wygodnie na parapecie i z otwartymi ustami chłonęła całą sytuację. Starałam się ją ignorować, co czasami bywało naprawdę bardzo trudne.
Wzięłam duży łyk herbaty.
- Ktoś nas śledził? - odważyłam się podnieść wzrok i spojrzeć na chłopaka.
Skinął powoli głową, lecz nic nie powiedział.
Może to i dobrze.
Jak mogłam tego nie zauważyć?
Odkąd zaczęłam posiadać artefakt jestem bardzo ostrożna. Nie daje się tak łatwo podejść.
Więc co się ze mną dziś dzieje?
Po pierwsze zaprosiłam nieznajomego do mieszkania przyznając się do posiadania przedmiotu. Po drugie nie zauważam prześladowcy, zaprowadzając go prosto pod dom. Chwila nie uwagi może się źle skończyć. Pod antykwariatem miałam tego dowód. Oni nie cofną się przed niczym.
- coś mi tu nie pasuje - skomentowałam głośno myśląc - był zdezorientowany i nie wiedział kogo właściwie śledzi - powtórzyłam jego słowa
- takie sprawiał wrażenie - przytaknął chłopak, wzdrygając się lekko, kiedy Vaness przechodząc specjalnie go dotknęła.
Czyżby coś się zmieniło?
- wcześniej nigdy nie zdarzyło się, żeby, żeby wzięli jakiegoś nowicjusza - mruknelam - dobra nieważne na przyszłość po prostu mnie uprzedź. - dopiero skończywszy myśl dotarło do mnie jak musiała zabrzmieć.
Po co ja to właściwie powiedziałam?
- da się załatwić - skomentował chłopak z lubieżnym uśmiechem, od którego zrobiłam się czerwona po czubki uszu. Odwróciłam wzrok wpatrując się w Vaness nie wiem może oczekiwałem jakiejś przyjacielskiej porady. Czasem bywała naprawdę inteligentna i pomocna, ale bywały chwilę jak ta, kiedy była typową siedmiolatką i robiła psikusy jedynej istocie, która ją wyczuwała i nie olewała.
Odstawiłam kubek i wstałam.
Błagam, jeżeli robię źle niech wreszcie któryś ze zwierzchników się wtrącił. Jak mogłam się spodziewać nic się nie stało. Nikt nie zapukał do drzwi, nie poczułam niepokoju ani żadnego wezwania. Cisza jakby wszystko zmarło w oczekiwaniu na mój ruch. Może właśnie tak miało być? Może moja rola w tym wszystkim jest inna? Może miałam zaufać chłopakowi? No bo przecież gdyby miało być inaczej pojawiliby się zwierzchnicy, wezwaliby mnie do siebie.
Westchnęła cicho i skierowałam się do szafki na korytarzu. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że szafka na buty ma drugie dno no przynajmniej nie przyszło do głowy to ludziom, którzy się do mnie włamali.
- chyba nie zamierzasz mu tego oddać? - wyszeptała zszokowana duszka materializując się obok mnie
- sama mówiłaś, abym się tego pozbyła - przypomniałam szeptem
- nie jestem pewna czy możemy mu zaufać.
Naprawdę nie wiem czemu szeptała przecież chłopak i tak nie mógł jej usłyszeć.
Wyciągnęłam delikatnie stary pergamin stworzony, że skóry. Zawsze, kiedy dotykałam tego przedmiotu miałam cicho nadzieję, że skóra wcześniej nie należała do człowieka.
Wróciłam na miejsce i położyłam pergamin między nami rozwijając tak by miał możliwość zobaczenia ciąg dziwnych znaków.
- skąd to masz? - spytał uważnie oglądając znalezisko, lecz go nie dotykając.
Miał raczej wypadało powiedzieć jakim cudem stałam się dumną posiadaczką tego czegoś, ale jakoś nie do końca wiedziałam, od czego zacząć. Gdybym zaczęła mówić prawdę mógłby uznać, że sobie z niego żartuję.
- jaką chcesz usłyszeć prawdę? - spytałam uważnie oceniając możliwości chłopaka.
- prawdziwą - wypalił przekręcając lekko głowę. Sprawiał wrażenie naprawdę zainteresowanego.
- dobra najpierw skontaktuj się z przyjacielem niech umówi nas z tym znawcą najszybciej jak da radę - powiedziałam, miałam dziwne wrażenie, że im szybciej dowiemy się co skrywa pergamin, tym lepiej.
Nie wiem, czy Liam popierał moje zdanie, ale ostatecznie wyciągnął telefon i wybrał czyjś numer. Po krótkiej wymianie zdań odłożył go z powrotem do kieszeni.
- mamy czekać na informacje - wyjaśnił
- wierzysz w świat astralny? - spytałam od tej odpowiedzi zależało jak dużo mu powiem. I ile z historii zostawię dla siebie.

Liam? 

22.11.2019

Od Larissy cd Liama

   Czułam się całkowicie zagubiona w sytuacji. Przez dłuższą chwilę mogłam tylko oniemiała patrzeć na Liama. Czekając na jakieś wyjaśnienie z jego strony. Targało mną wiele wykluczających się emocji. Byłam zła, nie na chłopaka, bo przywykłam, że ludzie robią dziwne rzeczy. Byłam zła na siebie, bo w jakiś głupi sposób mi się to spodobało. Dlatego właśnie wolę unikać kontaktów z żyjącym ludźmi. Zawsze potrafią mnie zadziwić i sprawić, że z jakiegoś powodu czuje się bardzo nieswojo.
Spuściłam wzrok oblewając się gorącym rumieńcem.
- chodzimy - w to jedno słowo włożyłam wiele wysiłku, aby zabrzmiało swobodnie i naturalnie. Przecież musiał mieć jakiś powód. A w domu wszystko mi wyjaśni. Obym tylko się nie przeliczyłem. Chociaż moja intuicja nigdy jeszcze nie wyprowadziła mnie w pole.
Szliśmy w milczeniu, a cisza stawała się coraz bardziej niezręczna. Przynajmniej ja tak odczuwałam. Bo Liam wydawał się rozluźniony i chyba zadowolony z siebie.
Dupek tak powiedziałabym, gdybym była wredną, pewną siebie jedzą, ale nie byłam. Więc mogłam obrażać go tylko w myślach, ale i to poprawiało mi jakoś humor.
Po kolejnej przecznicy Liam zaczął nucić pod nosem jakoś wesołą melodię.
Wywróciłam oczami, tak ja naprawdę wywróciłam oczami.
- ale ci wesoło - skomentowałam
- bo to bardzo wesoły wieczór - odparł z łobuzerskim uśmiechem.
Pozostawiłam to bez komentarza. I otworzyłam drzwi do klatki bloku, w którym mieszkałam. Chłopak posłusznie podążył za mną na piętro i poczekał na zaproszenie do środka mieszkania. Mały niepokój znów odezwał się w mojej głowie. Czy robię dobrze? Ale uciszyłam ten głosik nim zaczął być zbyt głośny.
I już w progu powstał mały problem, bo Luna za nic nie chciała wejść do środka. Nawet prośby i namowy chłopaka nie przekonały psiny.
- nigdy się tak nie zachowuje - powiedział chłopak uspokajająco głaszcząc psinę po głowie.
No tak, bo biedaczysko nigdy nie było zmuszanie, by wejść do nawiedzonego domu.
Luna ustąpił, dopiero kiedy Liam puścił smycz i sam wszedł do środka. Przywiązanie do Pana zrobiło swoje i Luna weszła do środka.
Patrzyłam na to wszystko zafascynowana. Nigdy nie pomyślałabym, że tak silna więź może połączyć dwie istoty innego gatunku.
Zostawiłam ich samych i sama skierowała się do salonu. Z radia leciała jakiś dziwna, stara melodia, a w pomieszczeniu znajdowały się aż cztery istoty.
No pięknie wyjdź na chwilę a Vaness sprowadzi znajome duchy z okolicy. Jak tak dalej pójdzie niebawem będziemy miały kłopoty z łowcami dusz.
Spojrzałam za siebie upewniając się, że Liam mnie nie usłyszy. Już zapewne uważa mnie za wariatkę co dopiero kiedy zacznę gadać sama ze sobą. To chyba nie jest pozytywnie rozpatrywane nawet w nadnaturalnym świecie.
- Vaness co to ma być - szepnęłam do duszki - co oni tu robią. Wyproś ich w tej chwili.
- tak jak mówiłam - wypaliła dziewczynka kompletnie nie zwracając na mnie uwagę. - widzimy się o północy na strychu
Dom zaczął szybko pustoszeć, gdy znikali jeden po drugim. Dokładnie w tym momencie, kiedy Liam wszedł do salonu.
- nie mówiłaś, że mamy gości - zaćwierkała duszka podchodząc bliżej chłopaka - i przyprowadził pieska - pisnęła klaszcząc w dłonie
Zostawia chłopaka i cało uwagę poświęciła biednej Lunie, która wściekłe zaczęła szczękać.
- Luna cicho, naprawdę nie wiem co w nią wstąpiło
Ja za to dokładnie wiedziałam, i szczerze współczułam psinie mimo to, że początek naszej znajomości był trochę mało przyjemny. Vaness potrafi być uciążliwa.
- napijesz się czegoś? - spytałam chłopaka i nie czekając na jego odpowiedź ruszyłam do kuchni przechodząc obok Luny i ręką odgoniłam Vaness. - albo może od razu powiedz mi co to wszystko miało znaczyć?

<Liam? >

4.11.2019

Od Larissy CD Liama

Weź się w garść dziewczyno! Nie bądź histeryczką. Wiedziałaś, doskonale wiedziałaś, że będą kłopoty, mimo to brnęłaś w to nadal.
Skoro zwierzchnicy jeszcze się nie pojawili, znaczy, że to wszystko ma głębszy sens. Może tak właśnie miało być.
Byłam wdzięczna chłopakowi za to drobne kłamstwo. Nie chciałam być odpowiedzialna za czyjąkolwiek śmierć... Życie jest tak kruche, a ludzie tak bardzo podatni na sugestie...
Śmierć tego człowieka była dokładnie tym, czego potrzebowałam. Byłam tak przejęta sytuacją, że nie zobaczyłam możliwości, jaką otworzyła.
Wystarczyło znaleźć ducha zmarłego, a znając istoty astralne to on znajdzie mnie. Pierwszy raz miałam możliwość dowiedzenia się komu tak bardzo zależy na pergaminie, jakim istotom tak bardzo zalazłam za skórę.
Czułam się niezręcznie, że przez moje załamanie nerwowe Liam był zmuszony mnie nieść. Przecież właściwe się nie znamy, równie dobrze mógł mnie tam zostawić i nie przejmować się nieznajomą.
Chłopak zwolnił nieco, by całkowicie przystanąć w jakiejś bocznej uliczce. Delikatnie postawił mnie na ziemi i upewniwszy się, że pewnie trzymam się na nogach schował dłonie do kieszeni. Cisza, jaka zapadła między nami była lekko niezręczna. Powoli zaczęliśmy iść przed siebie w nieznanym mi kierunku. Mieszkałam tu od niedawna nie znałam większości miasta.
Przed nami przejechały dwa radiowozy. Nie było trudno zgadnąć gdzie jadą.
- będziemy mieli kłopoty? - szepnęłam cicho.
- nie większe niż do tej pory - zauważył logicznie chłopak - tamci ludzie znałaś ich? Bo oni znali cię.
Uważnie przyjrzałem się chłopakowi, sprawiał wrażenie mało zainteresowany, ale ciężko miałam interpretować cudze zachowania.
- nie spodziewałam się, że tak szybko tu za mną przyjadą - Wyznałam. Po czym dyskretnie rozejrzałam się dookoła - mam coś, czego oni chcą - powiedziałam, upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu. Nadal do końca nie wiedziałam, czy mogę ufać chłopakowi. Zbyt łatwo poradził sobie z opętańcami jak na zwykłego człowieka. - stary artefakt spisany w nieznanym mi języku - ciągnęłam mimo wątpliwości. To wszystko zaszło już za daleko. Złamałam wszelkie reguły, nawet nie chce myśleć co zrobią ze mną zwierzchnicy. - chcesz to zobaczyć? - spytałam - Może będziesz umiał to rozczytać?

Liam? 

1.09.2019

Od Larissy CD Liama

Miałam wrażenie jakby czas nagle zwolnił, a każda sekunda trwała w nieskończoność. Brak możliwości złapania oddechu paraliżował mnie strachem. Im bardziej walczyłam, tym dłonie napastnika ciaśniej zaciskały się na mojej szyi. Pierwszą niezbyt przyjemną i pocieszającą myślą było czy prędzej umrę przez uduszenie, czy może przez złamanie karku?
Panicznie bałam się śmierci jak każdy zwyczajny człowiek. Miałam tylko ku temu inne powody. Oni boją się nieznanego ja bałam się tego, że stanę się tylko zwykłym cieniem, że zatracę samą siebie. Podobało mi się w tym świecie. I nie chciałam wracać do świata astralnego przemykając przez nikogo niezauważona czekając, aż zwierzchnicy sobie przypomną o moim istnieniu.
Nigdy nie byłam w takim położeniu, nie wiedziałam jak się zachować. Potrzebowałam Vanessy. Osoby, która powiedziałaby mi co mam robić, ale ona została w domu. Spacer do antykwariatu to był naprawdę głupi pomysł.
Patrzyłam prosto w oczy swojego oprawcy chciałam dobrze zapamiętać osobę, która odebrała mi wszystko, co miała.
Facet puścił mnie niespodziewanie i odkręcił się do mnie tyłem. Łapczywie łapałam powietrze dostając ataku kaszlu.
Oddychaj spokojnie. Nakazałam samej sobie.
Wdech, wydech, wdech, wydech.
Nigdy nie pomyślałabym, że ta naturalna czynność może być tak wyczerpująca.
To była moja chwila. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, lecz ucieczka w takim momencie, kiedy naraziłam Liama, który nie miał z tym nic wspólnego wydawała się... No właśnie Liam.
Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu chłopaka. Najwidoczniej niepotrzebnie się o niego martwiłam. Radził sobie z nimi zdecydowanie lepiej ode mnie. Tylko jakim cudem udało mu się pozbawić przytomność, bo szczerze miałam nadzieję, że tylko pozbawił ich przytomności tylu osób. Nie wspominając zupełnie o tym, że byli to opętańcy.
- gdzie to jest? - ponowił pytanie mój oprawca - oddaj mi, a nikomu nic się nie stanie
- ty tak na serio koleś - roześmiał się Liam przybierając swobodną pozę. Naprawdę zupełnie go to nie ruszało? Miałam wrażenie, że podobne sytuacje to dla niego nic nowego.
Ja niestety nie potrafiłam panować nad swoimi emocjami. I choć naprawdę nie chciałam moja natura wzięła górę i tak cud, że dopiero teraz. Zdematerializowałam się wtapiając w pobliski cień. Byłam tylko cieniem, obserwatorem stojącym z boku. Powinnam czuć wyłącznie błogi spokój. Wiec skąd wzięły się te wyrzuty? Dlaczego czułam się w obowiązku, by coś zrobić?
Mieszkałam z poltergeistem, uczyłam się podnosić przedmioty będąc niematerialna. Tak po prostu, by udowodnić Vaness, że nie tylko ona to potrafi. Okazało się to o wiele trudniejsze niż wcześniej zakładałam. Tylko raz udało mi się przesunąć zapałkę. Czemu ja się oszukuje przecież nie uda mi się trafić w niego kamieniem. Jestem kompletnie beznadziejna. Trzeba było wyrzucić ten przeklęty przedmiot tak jak kazaliby zwierzchnicy. Prawie umarłam to już nie było włamanie, prześladowanie czy zastraszanie. Oni chcieli mojej śmierci i nieważne czy przy okazji zabiją kogoś jeszcze. Wściekłość, strach to właśnie to zmusiło mnie bym podeszła do zakapturzonego i zacisnąć dłonie na jego szyi. Chciałam, by czuł to samo co ja. Nie wiem jak udało mi się pozbawić go tchu, kiedy pozostawałam w świecie astralnym, moje dłonie nie przenikały przez niego, ale jego dłonie nie mogły mnie uchwycić. Puściłam dopiero, wtedy kiedy facet przestał się ruszać.
Złamałam wszelkie zasady zwierzchników. Wszystkie prawa swojej natury, ale udowodniłam, że nie musimy tylko obserwować. Możemy być panami własnego losu.
- nic ci nie jest? - poczułam ciepłą dłoń na swoim ramieniu.
- chyba nie - odparłam zdezorientowana. Nawet nie wiem, kiedy się zmaterializowałam.
Wszystko wydawało się takie nierealne. Spojrzałam w tamto miejsce nie mogłam się powstrzymać - zabiłam go? Powiedz, że go nie zabiłam - poprosiłam cicho łapiąc chłopaka za rękę.
Z dala jak przez mgłę słyszałam syrenę policyjną. Miałam bardzo złe przeczucia.

Liam?

28.08.2019

Od Larissy CD Liama

Odkąd tylko weszłam do środka antykwariatu odczuwałam mały niepokój, a z doświadczenia nauczyłam się, by nie bagatelizować swojej intuicji. Szkoda tylko, że nigdy nie wiedziałam, przed czym mnie przestrzega. W środku wszystko było na swoim miejscu. Nic nie wskazywało na to by ktokolwiek prócz mnie tu był.
Przynajmniej tyle dobrego.
Niestety niemiłe uczucie pozostało nadal nawet jak opuściłam budynek w pośpiechu. Stapianie się w cień było tak naturalne, a uczucie spokoju, jakie mnie wtedy ogarniało sprawiło, że niemal zapomniałam o chłopaku, który pozostał na zewnątrz.
Stał nadal wpatrując się uważnie w witrynę, którą jeszcze nie zdążyłam umyć. No pięknie nawet w tych ciemnościach widać było cały ten kusz. To był głupi pomysł, żeby dziś tu przychodzić.
Pytanie, jakie zadał mi Liam wydawało się proste, niepozorne, ot zwyczajna ludzka ciekawości. Tylko czy aby na pewno? Przyjrzałam mu się uważnie. Nie pasował do jednego z nich, ale wiedziałam, że ludzie, przed którymi uciekam od 2 lat są zdolni do wszystkiego. Wiedziałam również, że każdego niezależnie od rasy da się zastraszyć bądź przekupić. Nie jednokrotnie byłam tego świadkiem.
- od niedawna - wyznałam po chwili ukradkiem oglądając się dookoła - przeprowadziłam się z Portland jakieś 3 tygodnie temu. Interes się nie kręcił pomyślałam, że warto spróbować gdzie indziej.
- starocie nie cieszą się popularnością - trafnie odgadł chłopak.
To był największy problem takich działalności, przez co antykwariatów jest coraz mniej. Ludzie w większości nie doceniają wartości starych przedmiotów, a kolekcjonerów nie jest zbyt wielu.
- nie każdy potrafi docenić takie perełki jak moje unikaty - wypaliłam dumnie. - Zbierałam tę kolekcję wiele lat. Większość kupuje na garażowych wyprzedażach nawet nie wyobrażasz sobie co ludzie sprzedają za bezcen. Niekiedy przedmioty mają ogromną wartość - miałam również przedmioty z milionową wartość tę przedmioty zazwyczaj dostawałam od zwierzchników. Miałam je wszystkie skatalogowane, ubezpieczone i przechowywane w skrytkach bankowych, lecz taktowanie to pominęłam - Ludzie nie wiedzą co mają i jak najszybciej chcą się tego pozbyć...- zamilkłam nagle. Zaskoczona sama sobą. Nie byłam typem gaduły, nie potrafiłam rozmawiać z ludźmi. Pewniej czułam się przy bytach astralnych. - pewnie cię zanudzam...Przepraszam - powiedziałam skruszona. - studiowałam historię i archeologię zanudzanie mam wyuczone do perfekcji. A ty czym się zajmujesz? - spytałam, by jak najszybciej zmienić temat.
Znów posłał mi ten swój uroczy uśmiech.
- pracuje w sklepie zoologicznym z egzotycznymi gatunkami
- więc może pomożesz mi znaleźć zwierzątko domowe, które nie zechce mnie zjeść na miejscu? - nie wiem, dlaczego to powiedziałam. Czułam jak rumienie się po czubki uszu. Przecież zwierzęta mnie nie lubią, a nawet gdyby jakieś mnie zaakceptowało nie zaakceptuje Vanessy. Zwierzęta to nie jest najlepszy pomysł, kiedy w domu ma się poltergeista. Już raz próbowałam z rybkami. W niewyjaśnionych okolicznościach po dwóch dniach u mnie w domu pływały martwe do huty brzuchami.
- jasne służę radą i wszelką pomocą - zaoferował się Liam
Tak dobrze mi się z nim rozmawiało, że zupełnie zapomniałam o swoim niepokoju. Aż do czasu kiedy stał się tak ogromny, że dłonie zaczęły mi się pocić, przeszły mnie ciarki i rozbolał brzuch. Na początku pomyślałam, że to może z nerwów, że gadam takie głupoty do nieznajomego chłopaka, ale teraz wiedziałam, że to jednak coś większego. Liam również przestał mówić jakby wyczuwając moje zdenerwowanie. Długo nie musiałam czekać na rozwój sytuacji. Już parę minut później zauważyłam z dala grupkę 5 mężczyzn w kapturach na głowie. Spojrzałam za siebie z tamtej strony również szło ich koło 4. Mój instynkt kazał mi jak najszybciej uciekać. Moja natura kazała mi jak najszybciej się zdematerializować. Powstrzymałam ten odruch i wzięłam głęboki wdech nie mogłam wiecznie uciekać, a już na pewno nie mogłam narażać przypadkowych ludzi.
Zbliżyli się do nas w błyskawicznym tempie nawet nie spojrzeli na chłopaka i wściekłe szczekającą Lunę.
- gdzie to jest? - warknął jeden z nich bez ostrzeżenia łapiąc mnie za szyję i przyciskając do ściany budynku. Nie mogąc złapać oddechu zaczęłam panikować. - gdzie to jest?
Nie wiem co się stało z Liamem, martwiłam się, że mogli mu coś zrobić, ale znalazłam się w tak feralnym położeniu, że nie bardzo miałam możliwość zobaczenia czegokolwiek poza swoim oprawcą, który coraz bardziej zaciskał dłoń. Dokładnie widziałam jego twarz, jego oczy. Był pod wpływem silniejszej istoty, był opętany.

Liam?

24.08.2019

Od Larissy CD Liama

Dostaje paranoi. Czy zawsze jak spotkam chłopaka w kapturze będę dostawała palpitacji serca? Tak nie da się normalnie żyć. Nie chce zawsze zastanawiać się czy to przypadkowy przechodzień czy może jednak jeden z nich. Byłam kompletnie przerażona i wcale nie pomagał ten okropnie ujadający owczarek. Zwierzęta nigdy mnie nie lubiły, a ja byłam przyzwyczajona do ich agresywnego nastawienia, mimo to naprawdę nie miałam ochoty poczuć tych ostrych zębów na własnej skórze. 
Dopiero jak chłopakowi udało się na dobre uspokoić psa odetchnęłam z ulgą, która niestety nie trwała zbyt długo. Kiedy minęło zagrożenie uświadomiłam sobie, że nadal znajduje się na ziemi. Co zmusiło mnie do przypomnienia sobie jak doszło do tego feralnego położenia. Z paniką spojrzałam za siebie. Jednak mojego prześladowcy już tam nie było.
- Tamten zniknął - powiedział spokojnie chłopak. Tak, chyba już coś podobnego wspominał, ale wtedy byłam zbyt przerażona jego psem. Skinęłam głową i uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Ja...- zaczęłam czując jak pieką mnie policzki. Jak to dobrze, że jest ciemno. - przepraszam powinnam była bardziej uważać.
Chłopak z uroczym uśmiechem wyciągnął rękę w moim kierunku i pomógł mi podnieść się z ziemi. Miał bardzo ciepłe dłonie i ładne oczy... Czemu ja w ogóle pomyślałam coś takiego? Czułam, jak płoną mi policzki.
- Dziękuję - powiedziałam szybko puszczając jego rękę. - i jeszcze raz przepraszam, że na ciebie wpadłam
Chłopak roześmiał się przyjaźnie.
- To może cię odprowadzę jeżeli chciała byś jeszcze raz na kogoś wpaść.
Zapewne bym taktownie odmówiła, ale w tej sytuacji kiedy nawet teraz czułam się stale obserwowana nie chciałam iść sama do antykwariatu. 
- Chyba szedłeś w przeciwną stronę - zauważyłam

Liam?

19.08.2019

Od Larissy

Stanęłam przed drzwiami własnego mieszkania, gorączkowo szukając kluczy po kieszeniach.
Szlak, musiałam zostawić je w antykwariacie. Byłam tak zmęczona sprzątaniem nowo wynajętego lokalu przez całą noc. Rozpakowywaniem tych wszystkich pudeł. Trzeba było zrobić to jak najszybciej im dłużej antykwariat był zamknięty, tym większe miałam straty. Chociaż nie sądziłam, aby tutaj mój interes cieszył się dużą popularnością.
Nie cierpię przeprowadzek, ale przecież zwierzchników wcale to nie interesuje. Tylko żądają i oczekują natychmiastowej reakcji.
Wróciłam do domu najszybszym i najlepszym sposobem. Tylko nie przemyślałam jednej rzeczy, że wszystkie materialne przedmioty zostają tam, gdzie zrzucam powłokę w tym przypadku na zapleczu antykwariatu.
Często o tym wszystkim zapominam, przez co już parę razy zgubiłam portfel, klucze czy telefon. Muszę być bardziej uważna.
Zapukałam cicho do drzwi mając nadzieję, że ciekawość mojej współlokatorki zwycięży. Jednak przez długi czas nic się nie działo.
Rozejrzałam się dookoła by upewnić się, że na korytarzu jestem sama. Jednak co chwila ktoś się kręcił. Słyszałam zamykane i otwierane drzwi. Nie mogłam ryzykować. Miałam już ruszyć z powrotem do antykwariatu, kiedy przez drzwi wyjrzała przezroczysta główka z długimi loczkami.
- czemu pukasz? - spytała zaskoczona - znów zgubiłaś klucze?
Jak ona dobrze mnie znała. Chociaż po tylu latach wspólnego mieszkania.
- Vaness - zaczęłam szeptem, by nikt nie zwrócił uwagi, że rozmawiam z drzwiami - duszko otwórz proszę drzwi
- są otwarte - odparła chowając się do mieszkania.
Złapałam za klamkę, która faktycznie nie stawiała oporu. Jak mogłam nie zamknąć mieszkania?
Weszłam do środka zrzucając buty. Jedynie, o czym marzyłam to ciepłej kąpieli, gorącej kawie i łóżku.
- Vaness... - zaczęłam wchodząc do pokoju. I stanęłam jak wmurowana. Wszystko z szafek porozrzucane było po podłodze. Meble po przesuwane, nocna szafka połamana leżała na samym środku. A Vanesska siedziała jakby nic na fotelu i patrzyła tępo w wyłączony telewizor. - myślałam, że już to przerobiliśmy - westchnęłam cicho. Naprawdę starałam się by dziewczynka czuła się dobrze. Więc robiłam wszystko by moja mała, niematerialna przyjaciółka się nie nudziła pod moją nieobecność. Ściągałam filmy, które lubiła, włączałam audiobooki.
Był czas, kiedy myślałam, że doszyłyśmy do porozumienia. Najwidoczniej nie da się zmienić poltergeista.
- to nie ja - odparła dziewczynka - ktoś tu był, szukał czegoś
- chcesz powiedzieć, że ktoś włamał się do mieszkania - krzyknęłam. Zupełnie z innej strony spojrzałam na cały bałagan. - gdzie mój telefon - mruknęłam przeszukując kieszenie. - cholera
Biegiem wybiegłam z mieszkania i zapukałam do sąsiadki i właścicielki mieszkania. Po chaotycznych wyjaśnieniach pozwoliła mi skorzystać z telefonu i wraz ze mną wróciła do mieszkania.
- zginęło ci coś kochaniutka? - spytała kobieta. Pytająco spojrzałam na dziewczynkę, która zmieszana bawiła się własnymi włosami.
- nie - odparł duszek - tylko czegoś szukali. Potem wyszli.
- chyba nic nie zginęło - odpowiedziałam, zwracając się do kobiety.
***
Policja przyjechała dopiero po godzinie. Jakoś zupełnie im się nie spieszyło. Popatrzyli, zadali kilka pytań. Nic nie zginęło więc uznali, że był to psikus i najpewniej sprawa zostanie umorzona. Po kolejnej godzinie przyjechali technicy, by zdjąć odciski palców z drzwi i połamanej szafki. Powiedzieli niemalże to samo co ich koledzy i wyszli mówiąc, że ktoś się do mnie odezwie.
- Vaness - mruknęłam - to byli oni?
Ręce zaczęły mi się trząść z nerwów więc zacisnęłam palce na bluzce, którą podniosłam z ziemi.
- nie wiem - wyznała cicho dziewczynka - było ich dwóch. Może powinnaś zgłosić to do zwierzchników?
- nie mogę - powiedziałam stanowczo - czuję, że to nie może dostać się w niepowołane ręce. Im wszystkim za bardzo na tym zależy. Zwierzchnicy kazaliby mi to wyrzucić do pierwszego śmietnika i czekać na rozwój wypadków.
Nadal nie udało mi odczytać pergaminu zapisanego w nieznanym mi języku, ale wiedziałam, że ten artefakt jest zbyt cenny.
Moja intuicja zdecydowanie ostrzegała mnie przed ludźmi, którzy za wszelką cenę chcieli zdobyć pergamin.
Sprzątanie zajęło mi cały dzień. Wyczuwając mój podły nastrój nawet Vaness pomagała poprzesuwać meble na miejsce.
- muszę iść sprawdzić, czy nie włamali mi się do antykwariatu - wyznałam, nagle sobie przypominając.
***
Gdy wyszłam z domu już zmierzchało. Lubiłam tę porę doby. Cienie stawały się długie. Niebo przybierało wtedy najładniejszą barwę. Spacer na pewno dobrze mi zrobi. Rozmyślałam nad pergaminem, nad tym, co może skrywać i dlaczego ci ludzie się nim interesują. Zamyśliłam się nie wiem na jak długo.
Kiedy poczułam się dziwnie nie swoją. Jak bym była obserwowana. Intuicja kazała mi uciekać. Obejrzałam się dyskretnie przez ramię. Parę metrów za mną szedł postawny mężczyzna z kapturem na głowie. Przyspieszyłam znacznie i co jakiś czas spoglądałam za siebie. Choć często zmieniałam kierunki, nagle skręcałam bądź przystawałam. Mężczyzna za każdym razem był za mną cały czas trzymając wyznaczony dystans.
Powoli zaczynałam panikować. Rzadko kto kręcił się tymi ulicami, ale nie wiedziałam kim jest mężczyzna. Wolałam nie ryzykować zrzucania powłoki.
Ruszyłam biegiem przed siebie nie oglądając się na intruza. Właśnie wybiegłam za zakrętu, kiedy niefortunnie na kogoś wpadłam. Grawitacja i prawa fizyki zrobiły swoje, a ja upadłam na chodnik.

Ktoś chętny?

18.08.2019

Larissa Davis

Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, nawet przypadek ma swój cel

AUTOR| Natalie Alyn Lind (aktorka)
DANE || Larissa Davis
WIEK || 27 lat
Szablon
synestezja
panda graphics