Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larissa&Liam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larissa&Liam. Pokaż wszystkie posty

9.12.2019

Od Liama CD Larissy

- Dobra, najpierw skontaktuj się z przyjacielem, niech umówi nas z tym znawcą najszybciej, jak da radę.
Nie spuszczając wzroku z dziewczyny, sięgnąłem do tylnej kieszeni jeansów po telefon, który następnie odblokowałem odciskiem palca. Znalezienie odpowiedniego kontaktu nie zajęło mi wiele czasu. Zatrzymałem palec nad ikonką kontaktu opisanego Ojciec Mafiozo. Podejrzewam, że mimo tak oczywistej nazwy, gdyby ktoś wziął mój telefon jako dowód w jakiejś sprawie i natrafił na ten kontakt, w życiu nie domyśliłby się, że w jego rękach znalazł się numer telefonu do najważniejszej osoby w lokalnej mafii (po przeprowadzce do Seattle zdobyłem kilka bliższych kontaktów z lokalnym półświatkiem).
Odebrał po zaledwie kilku sygnałach.
- Da? - rozległ się szorstki głos po drugiej stronie linii.
- Cześć szefuńciu - rzuciłem swobodnie, pilnując się, by odruchowo nie zdracić imienia przyjaciela. Bądź co bądź nie znałem tej dziewczyny. Mimo wszystko mogła chcieć zdobyć jakieś informacje... choć szczerze w to wątpiłem, jeśli mam być szczery. - Mam sprawę.
Coś po drugiej stronie słuchawki zaskrzeczało, pewnie Sean zasłaniał mikrofon dłonią. Potem padło kilka krótkich, ostrych słów, które oczywiście i tak usłyszałem, nie wiem więc, dlaczego w ogóle się fatygował. Pewnie dla zachowania pozorów.
- Pilnuj ich. Jak będą czegoś próbować, zabij natychmiast. Poradzę sobie bez nich, a nie jestem dzisiaj w nastroju na przepychanki słowne - rozległ się odgłos kroków, a potem trzaśnięcie drzwi. - O co chodzi, Liam?
Wytłumaczyłem, możliwie najbardziej streszczając, całą sytuację. Nie chciałem denerwować Seana zbyt długimi wyjaśnieniami, jemu i tak nie były potrzebne, a widać był zajęty. Poza tym, jeśliby mu zależało na szczegółowych informacjach, sam byłby w stanie je zdobyć, nie potrzebował do tego mnie.
- Czyli mam ci znaleźć kogoś, kto będzie w stanie przetłumaczyć tekst spisany dziwnym językiem - podsumował, gdy zamilkłem. - Do tego nie naszym alfabetem.
Milczał, więc uznałem, że oczekuje potwiedzenia.
- Tak.
- Co dostanę w zamian?
Odruchowo zacisnąłem dłoń w pięść, szybko się jednak opanowałem, by nie martwić Larissy. Chwila, w ogóle dlaczego mnie to obchodziło...? No ale nieważne. Nie to jest teraz najważniejsze.
- Liczyłem na przyjacielską przysługę - udałem niedbały, nieco może żartobliwy ton.
- Nie jestem dzisiaj w nastroju na udawanie dobrego wujka. Nawet dla ciebie, brachu, przykro mi - powiedział to tak bezpłciowym tonem, że aż mnie zmroziło. Cholera. Naprawdę zły moment wybrałem... - Znajdę ci kogoś odpowiedniegi, ale za drobną przyjacielską przysługę.
- No tak... - mruknąłem, stukając palcem o krawędź mojego kubka, w którym herbata zdążyła już ostygnąć. - Zależy, na czym by ta pomoc miała polegać.
- Na tym, co zawsze. Nic się nie zmieniło - padła zimna odpowiedź. Kurwa. Serio ma gorszy dzień. Żadnego żarciku, kąśliwej uwagi...?
Przełknąłem z niejakim trudem ślinę. Spojrzałem ukradkiem na Lar, która patrzyła gdzieś w bok i nie mogła zobaczyć zdenerwowania, które pokazywałem całym sobą. Dobrze.
Cholera, muszę się ogarnąć.
- W porządku - mruknąłem w końcu.
- Wspaniale. W przeciągu pół godziny powinienem znaleźć kogoś odpowiedniego. Zadzwoni do ciebie. A co do przysługi... później dowiesz się, kiedy i gdzie - i po tych słowach się rozłączył.
Odłożyłem telefon z powrotem do kieszeni, starając się wrócić do stanu równowagi emocjonalnej. Chyba mi się to nawet udało, bo Larissa nic nie powiedziała. A gdy oświadczyłem, że musimy czekać na informacje, zapytała tylko:
- Wierzysz w świat astralny?
Nieco wybiła mnie tym pytaniem z plątaniny rozmyślań, w jaką wpadłem po niezbyt pomyślnej rozmowie telefonicznej. Zmarszczyłem lekko brwi i spojrzałem na Lunę, która nadal wpatrywała się w jedno miejsce z niejakim lękiem. Świat astralny... duchy... Cóż, to mogłoby być jakieś wyjaśnienie.
Tylko czemu dziewczyna mieszka w nawiedzonym domu?
- Widziałem już tyle rzeczy, że myślę, że teorię istnienia świata astralnego przełknę bez problemu - ponownie spojrzałem dziewczynie w oczy i uśmiechnąłem się lekko.

Larissa?

2.12.2019

Od Larissy CD Liama

Zajęcie się czymś, czymkolwiek w tej sytuacji było najlepszym wyjściem. Nie potrafiłam patrzeć na chłopaka, choć wyczuwałam na sobie jego przeszywający wzrok.
Nawet nie próbował udawać, że mu przykro. Chociaż z drugiej strony mi również nie było. Trudno mi było ukryć przed samą sobą fakt, że najchętniej powtórzyłabym ten teatrzyk jeszcze raz, a nawet i kilka razy. Do tej chwili czułam jego ciepłe, miękkie usta, język...
Szlak...
- on ci się podoba - wykrzyczała Vaness piskliwym głosem
Spiorunowałam ją morderczym wzrokiem, ale to Vaness na niej nic nie robi wrażenia. Rozsiadła się wygodnie na parapecie i z otwartymi ustami chłonęła całą sytuację. Starałam się ją ignorować, co czasami bywało naprawdę bardzo trudne.
Wzięłam duży łyk herbaty.
- Ktoś nas śledził? - odważyłam się podnieść wzrok i spojrzeć na chłopaka.
Skinął powoli głową, lecz nic nie powiedział.
Może to i dobrze.
Jak mogłam tego nie zauważyć?
Odkąd zaczęłam posiadać artefakt jestem bardzo ostrożna. Nie daje się tak łatwo podejść.
Więc co się ze mną dziś dzieje?
Po pierwsze zaprosiłam nieznajomego do mieszkania przyznając się do posiadania przedmiotu. Po drugie nie zauważam prześladowcy, zaprowadzając go prosto pod dom. Chwila nie uwagi może się źle skończyć. Pod antykwariatem miałam tego dowód. Oni nie cofną się przed niczym.
- coś mi tu nie pasuje - skomentowałam głośno myśląc - był zdezorientowany i nie wiedział kogo właściwie śledzi - powtórzyłam jego słowa
- takie sprawiał wrażenie - przytaknął chłopak, wzdrygając się lekko, kiedy Vaness przechodząc specjalnie go dotknęła.
Czyżby coś się zmieniło?
- wcześniej nigdy nie zdarzyło się, żeby, żeby wzięli jakiegoś nowicjusza - mruknelam - dobra nieważne na przyszłość po prostu mnie uprzedź. - dopiero skończywszy myśl dotarło do mnie jak musiała zabrzmieć.
Po co ja to właściwie powiedziałam?
- da się załatwić - skomentował chłopak z lubieżnym uśmiechem, od którego zrobiłam się czerwona po czubki uszu. Odwróciłam wzrok wpatrując się w Vaness nie wiem może oczekiwałem jakiejś przyjacielskiej porady. Czasem bywała naprawdę inteligentna i pomocna, ale bywały chwilę jak ta, kiedy była typową siedmiolatką i robiła psikusy jedynej istocie, która ją wyczuwała i nie olewała.
Odstawiłam kubek i wstałam.
Błagam, jeżeli robię źle niech wreszcie któryś ze zwierzchników się wtrącił. Jak mogłam się spodziewać nic się nie stało. Nikt nie zapukał do drzwi, nie poczułam niepokoju ani żadnego wezwania. Cisza jakby wszystko zmarło w oczekiwaniu na mój ruch. Może właśnie tak miało być? Może moja rola w tym wszystkim jest inna? Może miałam zaufać chłopakowi? No bo przecież gdyby miało być inaczej pojawiliby się zwierzchnicy, wezwaliby mnie do siebie.
Westchnęła cicho i skierowałam się do szafki na korytarzu. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że szafka na buty ma drugie dno no przynajmniej nie przyszło do głowy to ludziom, którzy się do mnie włamali.
- chyba nie zamierzasz mu tego oddać? - wyszeptała zszokowana duszka materializując się obok mnie
- sama mówiłaś, abym się tego pozbyła - przypomniałam szeptem
- nie jestem pewna czy możemy mu zaufać.
Naprawdę nie wiem czemu szeptała przecież chłopak i tak nie mógł jej usłyszeć.
Wyciągnęłam delikatnie stary pergamin stworzony, że skóry. Zawsze, kiedy dotykałam tego przedmiotu miałam cicho nadzieję, że skóra wcześniej nie należała do człowieka.
Wróciłam na miejsce i położyłam pergamin między nami rozwijając tak by miał możliwość zobaczenia ciąg dziwnych znaków.
- skąd to masz? - spytał uważnie oglądając znalezisko, lecz go nie dotykając.
Miał raczej wypadało powiedzieć jakim cudem stałam się dumną posiadaczką tego czegoś, ale jakoś nie do końca wiedziałam, od czego zacząć. Gdybym zaczęła mówić prawdę mógłby uznać, że sobie z niego żartuję.
- jaką chcesz usłyszeć prawdę? - spytałam uważnie oceniając możliwości chłopaka.
- prawdziwą - wypalił przekręcając lekko głowę. Sprawiał wrażenie naprawdę zainteresowanego.
- dobra najpierw skontaktuj się z przyjacielem niech umówi nas z tym znawcą najszybciej jak da radę - powiedziałam, miałam dziwne wrażenie, że im szybciej dowiemy się co skrywa pergamin, tym lepiej.
Nie wiem, czy Liam popierał moje zdanie, ale ostatecznie wyciągnął telefon i wybrał czyjś numer. Po krótkiej wymianie zdań odłożył go z powrotem do kieszeni.
- mamy czekać na informacje - wyjaśnił
- wierzysz w świat astralny? - spytałam od tej odpowiedzi zależało jak dużo mu powiem. I ile z historii zostawię dla siebie.

Liam? 

28.11.2019

Od Liama CD Larissy

Uśmiechnąłem się jednym tylko kącikiem ust, podążając wzrokiem za blondynką. Luna nadal wyglądała na mocno zestresowaną, patrzyła z uporem i niezadowoleniem w jedno miejsce, gdzieś przed sobą. Jakby widziała coś, czego ja nie mogłem dostrzec.
Ciekawe.
- Jeśli to nie problem, napiłbym się herbaty - zwróciłem się do dziewczyny, która zniknęła w kuchni. Nie widziałem jej, ale słyszałem otwierające i zamykające się szafki oraz stukot przesuwanych naczyń. Po chwili dopiero oderwałem wzrok od miejsca, na które patrzyła suczka i, potrząsnąwszy głową, jakbym sam siebie chciał przekonać, że tam naprawdę nic nie ma, odpiąłem smycz od szelek owczarka i ruszyłem do kuchni, by tam dołączyć do blondynki. Pies posłusznie podreptał za mną, choć nadal mową ciała dawała mi znać, że jej się tu nie podoba.
No cóż, mnie też przepełniał irracjonalny niepokój, ale chwilowo nie mieliśmy alternatywy. Musieliśmy tu przeczekać, aż na pewno pozbędziemy się ogona.
- A co do tłumaczenia... - podszedłem do dziewczyny, która właśnie, stojąc przy zlewie, nalewała wodę do czajnika elektrycznego, żeby ją zagotować. Przez moment przypomniałem sobie, jak Ana, gdy jeszcze mieszkaliśmy razem w naszym rodzinnym domu, zawsze gotowała wodę na herbatę bezpośrednio w kubku. Przy użyciu własnych dłoni. Niejednokrotnie źle oceniwszy temperaturę rozsadzała naczynie... Zamrugałem szybko, żeby odgonić sprzed oczu widmo wybuchającego kubka. Westchnąłszy, oparłem się biodrem i wyspę kuchenną i założyłem ręce na piersi. - Od czego mam zacząć...? - zapytałem, w zasadzie nie oczekując odpowiedzi. Jednak otrzymałem ją w znaczącym spojrzeniu. Uśmiechnąłem się lekko na widok furii w oczach dziewczyny. No tak, mogłem się tego spodziewać. - Już już, nie krzycz na mnie - zaśmiałem się. Przekrzywiłem lekko głowę, zakotwiczając wzrok na pełnych ustach Larissy.
Szybko spłonęła rumieńcem i odwróciła wzrok, a kąciki moich ust uniosły się w triumfalnym uśmiechu.
Specjalnie zacząłem więc nie od tej części wyjaśnień, niż widocznie dziewczyna oczekiwała.
- Zwojem zajmiemy się, jak już się napijemy - zaproponowałem. - Prawdopodobnie nie będę potrafił ci pomóc osobiście, bo znam raczej tylko języki nowożytne. Ale mam znajomości, dzięki którym na pewno znajdę kogoś, kto będzie potrafił ci pomóc.
Dziewczyna skinęła powoli głową, wbijając wzrok w czajnik, z którego zaczęła się już wydobywać para. Gdy nie podniosła wzroku, dodałem:
- Zważywszy na sytuację najlepiej by było, gdyby o całej sprawie wiedziało jak najmniej osób. Porozmawiam z przyjacielem, może będzie w stanie skierować nas do odpowiedniej osoby bez włączania w to innych pośredników.
Między nami zapadła krępująca cisza. Nie chciałem jej przerywać, wolałem dać blondynce czas na przetrawienie sytuwacji. W końcu byłem dla niej w zasadzie obcy. A wychodziło na to, że będzie musiała zawieżyć mi ważną dla siebie rzecz... czy nawet życie, wnioskując po wydarzeniach mających miejsce raptem kilkadziesiąt minut temu.
- Ktoś za nami szedł - odezwałem się jednak w końcu. Żeby w końcu wytłumaczyć jej moje średnio dżentelmeńskie zachowanie. - Jednak, jak się okazało, nie do końca wiedział, kogo śledzi. Nie mogliśmy okazać zaniepokojenia, bo wzbudzilibyśmy jego podejrzenia. A musiałem zobaczyć, kto to jest, żeby być w stanie go później zidentyfikować albo przynajmniej wiedzieć, czy mam szansę w bezpośredniej walce z nim, czy lepiej od razu uciekać - usłyszałem, jak Luna cicho warczy, ale tym razem ją zignorowałem. Wypowiadając następne słowa, złapałem z Larissą kontakt wzrokowy. Uśmiechnąłem się lekko. - Udawanie zakochanej pary było najłatwiejszym sposobem osiągnięcia mojego celu. Przepraszam - dodałem z grzeczności, ale w głosie nie było słychać skruchy.

Larissa?

22.11.2019

Od Larissy cd Liama

   Czułam się całkowicie zagubiona w sytuacji. Przez dłuższą chwilę mogłam tylko oniemiała patrzeć na Liama. Czekając na jakieś wyjaśnienie z jego strony. Targało mną wiele wykluczających się emocji. Byłam zła, nie na chłopaka, bo przywykłam, że ludzie robią dziwne rzeczy. Byłam zła na siebie, bo w jakiś głupi sposób mi się to spodobało. Dlatego właśnie wolę unikać kontaktów z żyjącym ludźmi. Zawsze potrafią mnie zadziwić i sprawić, że z jakiegoś powodu czuje się bardzo nieswojo.
Spuściłam wzrok oblewając się gorącym rumieńcem.
- chodzimy - w to jedno słowo włożyłam wiele wysiłku, aby zabrzmiało swobodnie i naturalnie. Przecież musiał mieć jakiś powód. A w domu wszystko mi wyjaśni. Obym tylko się nie przeliczyłem. Chociaż moja intuicja nigdy jeszcze nie wyprowadziła mnie w pole.
Szliśmy w milczeniu, a cisza stawała się coraz bardziej niezręczna. Przynajmniej ja tak odczuwałam. Bo Liam wydawał się rozluźniony i chyba zadowolony z siebie.
Dupek tak powiedziałabym, gdybym była wredną, pewną siebie jedzą, ale nie byłam. Więc mogłam obrażać go tylko w myślach, ale i to poprawiało mi jakoś humor.
Po kolejnej przecznicy Liam zaczął nucić pod nosem jakoś wesołą melodię.
Wywróciłam oczami, tak ja naprawdę wywróciłam oczami.
- ale ci wesoło - skomentowałam
- bo to bardzo wesoły wieczór - odparł z łobuzerskim uśmiechem.
Pozostawiłam to bez komentarza. I otworzyłam drzwi do klatki bloku, w którym mieszkałam. Chłopak posłusznie podążył za mną na piętro i poczekał na zaproszenie do środka mieszkania. Mały niepokój znów odezwał się w mojej głowie. Czy robię dobrze? Ale uciszyłam ten głosik nim zaczął być zbyt głośny.
I już w progu powstał mały problem, bo Luna za nic nie chciała wejść do środka. Nawet prośby i namowy chłopaka nie przekonały psiny.
- nigdy się tak nie zachowuje - powiedział chłopak uspokajająco głaszcząc psinę po głowie.
No tak, bo biedaczysko nigdy nie było zmuszanie, by wejść do nawiedzonego domu.
Luna ustąpił, dopiero kiedy Liam puścił smycz i sam wszedł do środka. Przywiązanie do Pana zrobiło swoje i Luna weszła do środka.
Patrzyłam na to wszystko zafascynowana. Nigdy nie pomyślałabym, że tak silna więź może połączyć dwie istoty innego gatunku.
Zostawiłam ich samych i sama skierowała się do salonu. Z radia leciała jakiś dziwna, stara melodia, a w pomieszczeniu znajdowały się aż cztery istoty.
No pięknie wyjdź na chwilę a Vaness sprowadzi znajome duchy z okolicy. Jak tak dalej pójdzie niebawem będziemy miały kłopoty z łowcami dusz.
Spojrzałam za siebie upewniając się, że Liam mnie nie usłyszy. Już zapewne uważa mnie za wariatkę co dopiero kiedy zacznę gadać sama ze sobą. To chyba nie jest pozytywnie rozpatrywane nawet w nadnaturalnym świecie.
- Vaness co to ma być - szepnęłam do duszki - co oni tu robią. Wyproś ich w tej chwili.
- tak jak mówiłam - wypaliła dziewczynka kompletnie nie zwracając na mnie uwagę. - widzimy się o północy na strychu
Dom zaczął szybko pustoszeć, gdy znikali jeden po drugim. Dokładnie w tym momencie, kiedy Liam wszedł do salonu.
- nie mówiłaś, że mamy gości - zaćwierkała duszka podchodząc bliżej chłopaka - i przyprowadził pieska - pisnęła klaszcząc w dłonie
Zostawia chłopaka i cało uwagę poświęciła biednej Lunie, która wściekłe zaczęła szczękać.
- Luna cicho, naprawdę nie wiem co w nią wstąpiło
Ja za to dokładnie wiedziałam, i szczerze współczułam psinie mimo to, że początek naszej znajomości był trochę mało przyjemny. Vaness potrafi być uciążliwa.
- napijesz się czegoś? - spytałam chłopaka i nie czekając na jego odpowiedź ruszyłam do kuchni przechodząc obok Luny i ręką odgoniłam Vaness. - albo może od razu powiedz mi co to wszystko miało znaczyć?

<Liam? >

11.11.2019

Od Liama CD Larissy

Patrzyłem na dziewczynę w bezruchu, podczas gdy ona wyrzucała z siebie wyjaśnienia. Cała ta sytuacja zdawała się surrealistyczna. Cholera, przecież ja tylko wyszedłem na spacer z psem... A tu takie akcje. Najpierw walka z tymi opętańcami, potem ucieczka przed policją... teraz jeszcze jakiś zwój zapisany w jakimś nieznanym dziewczynie języku.
Wszystko składało się na konkluzję, że możesz próbować odgrodzić się od przeszłości, ale ona zawsze się o siebie upomni. Najczęściej gdy najmniej się tego spodziewasz.
- Nie tutaj - odpowiedziałem szybko. Odruchowo chciałem się rozejrzeć i upewnić, że nikt nas nie podsłuchuje, ale dostatecznie szybko zreflektowałem się, że to mogłoby tylko zwrócić na nad uwagę. A u boku miałem Lunę. Gdyby ktoś się do nas zbytnio zbliżył, ona pierwsza by to zobaczyła i mnie ostrzegła, w ten czy inny sposób. - Nie teraz, kiedy mogą deptać nam po piętach.
Dziewczyna skinęła powoli głową na znak, że rozumie. I już chciała odwrócić głowę, pewnie by się rozejrzeć, gdy wydarzyły się dwie rzeczy na raz.
Luna szarpnęła się, warcząc i kierując wzrok gdzieś w ciemność za nami. A moich uszu dobiegł odgłos potkniecia i stłumione, zaskoczone sapnięcie.
Kurwa.
- Przestań Luna, co tam zobaczyłaś? - rzuciłem nazbyt głośno, udając swobodny, nieco rozbawiony ton. - Daj spokój, tam nic nie ma - położyłem dłoń na głowie suczki, przejeżdżając po niej powoli palcami, by ją uspokoić. Drugą dłonią natopiast złapałem Larissę za rękę, przyciągając ją nieco bliżej siebie. Dziewczyna popatrzyła na mnie zaskoczona. Już chciała coś powiedzieć, ale byłem szybszy.
Pochyliłem się do niej i zamknąłem jej usta pocałunkiem.
Dziewczyna osłupiała, zatrzymała się w pół kroku. I w tym momencie przestałem zwracać na nią uwagę, wykonując automatycznie ruchy ustami i językiem, a wzrokiem, korzystając z sytuacji, zacząłem badać ciemność za nami. Musiałem wiedzieć, z kim mamy do czynienia, żeby ocenić nasze szanse. Czy ryzykować konfrontację, czy lepiej się ulotnić.
Typ, który za nami szedł, sam rozwiał moje wątpliwości. Zobaczyłem, jak się zatrzymuje w cieniu pobliskiego budynku. Patrzył chwilę na nas, po czym odwrócił się i odszedł spokojnym krokiem.
Gdy tylko zniknął mi z pola widzenia, odsunąłem się od blondynki, postępując dodatkowo krok w tył, żeby móc uniknąć ewentualnego ataku z jej strony. Który nie nadszedł. Dziewczyna wyglądała na całkowicie osłupiałą.
- Możemy iść do ciebie - rzuciłem. Może i widziałem, jak gościu odchodzi, ale nie mogłem mieć pewności, czy nadal nas nie słyszy. Musiałem więc dalej grać. - Pokażesz mi to, o czym mówiłaś - uśmiechnąłem się lubieżnie, ale spojrzenie pozostało poważne. Wpatrywałem się nim w oczy dziewczyny, próbując przekazać jej "graj ze mną, potem ci wytłumaczę".

Larissa?

4.11.2019

Od Larissy CD Liama

Weź się w garść dziewczyno! Nie bądź histeryczką. Wiedziałaś, doskonale wiedziałaś, że będą kłopoty, mimo to brnęłaś w to nadal.
Skoro zwierzchnicy jeszcze się nie pojawili, znaczy, że to wszystko ma głębszy sens. Może tak właśnie miało być.
Byłam wdzięczna chłopakowi za to drobne kłamstwo. Nie chciałam być odpowiedzialna za czyjąkolwiek śmierć... Życie jest tak kruche, a ludzie tak bardzo podatni na sugestie...
Śmierć tego człowieka była dokładnie tym, czego potrzebowałam. Byłam tak przejęta sytuacją, że nie zobaczyłam możliwości, jaką otworzyła.
Wystarczyło znaleźć ducha zmarłego, a znając istoty astralne to on znajdzie mnie. Pierwszy raz miałam możliwość dowiedzenia się komu tak bardzo zależy na pergaminie, jakim istotom tak bardzo zalazłam za skórę.
Czułam się niezręcznie, że przez moje załamanie nerwowe Liam był zmuszony mnie nieść. Przecież właściwe się nie znamy, równie dobrze mógł mnie tam zostawić i nie przejmować się nieznajomą.
Chłopak zwolnił nieco, by całkowicie przystanąć w jakiejś bocznej uliczce. Delikatnie postawił mnie na ziemi i upewniwszy się, że pewnie trzymam się na nogach schował dłonie do kieszeni. Cisza, jaka zapadła między nami była lekko niezręczna. Powoli zaczęliśmy iść przed siebie w nieznanym mi kierunku. Mieszkałam tu od niedawna nie znałam większości miasta.
Przed nami przejechały dwa radiowozy. Nie było trudno zgadnąć gdzie jadą.
- będziemy mieli kłopoty? - szepnęłam cicho.
- nie większe niż do tej pory - zauważył logicznie chłopak - tamci ludzie znałaś ich? Bo oni znali cię.
Uważnie przyjrzałem się chłopakowi, sprawiał wrażenie mało zainteresowany, ale ciężko miałam interpretować cudze zachowania.
- nie spodziewałam się, że tak szybko tu za mną przyjadą - Wyznałam. Po czym dyskretnie rozejrzałam się dookoła - mam coś, czego oni chcą - powiedziałam, upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu. Nadal do końca nie wiedziałam, czy mogę ufać chłopakowi. Zbyt łatwo poradził sobie z opętańcami jak na zwykłego człowieka. - stary artefakt spisany w nieznanym mi języku - ciągnęłam mimo wątpliwości. To wszystko zaszło już za daleko. Złamałam wszelkie reguły, nawet nie chce myśleć co zrobią ze mną zwierzchnicy. - chcesz to zobaczyć? - spytałam - Może będziesz umiał to rozczytać?

Liam? 

10.09.2019

Od Liama CD Larissy

Do moich uszu syrena policyjna dotarła wcześniej, niż do pozostałych obecnych przed antykwariatem. Przymknąłem oczy i warknąłem zirytowany. Niby pracowałem dla Sopportare, ale licencji na zabijanie nie miałem. A wśród powalonych przynajmniej dwóch było permanentnie martwych. W tym tylko jeden załatwiony przeze mnie.
W każdym razie, trzeba było się ewakuować i mieć nadzieję, że nie powiążą mnie z tą rzezią, bo wpadłbym w nielada kłopoty. Dziewczyna nie miała się co martwić... chyba. Nie wyglądała na przestępczynię, wręcz załamała się, gdy zabiła tego człowieka... wątpię, by była aż tak dobrą aktorką, żeby tylko udawać.
Pozostali przy przytomności mężczyźni popatrzyli na siebie w popłochu, ledwie i do nich totarły dźwięki wydawane przez syrenę policyjną. Kilka chwil później już ich nie było, na chodniku zostałem tylko ja i dziewczyna. I trupy.
- Dobra, czas się zmywać - mruknąłem, kucając przy dziewczynie. Ta jednak zdawała się mnie nie słyszeć, bez reszty zaprzątnięta wpatrywaniem się w przestrzeń przed sobą, jakby coś roztrząsała. - Nic ci nie jest? - zapytałem więc, kładąc dłoń na jej ramieniu, by zwrócić jej uwagę na sobie.
- Chyba nie - odpowiedziała. Tak niepewnie, że nie uwierzyłem jej. Ale to nie miało w tamtej chwili znaczenia. Już chciałem wstać, ale dziewczyna przeniosła nagle spanikowany wzrok na mnie i wyszeptała: - Zabiłam go? Powiedz, że go nie zabiłam - złapała mnie za rękę, zatrzymując na chwilę w miejscu.
Uśmiechnąłem się ciepło i poklepałem ją po blondgłówce, tak jak klepię czasami Lunę, gdy chcę ją uspokoić.
- Oczywiście, że nie - skłamałem głatko. Uznałem, że to dla niej ważne. - Tylko stracił przytomność. Dlatego musimy się stąd wynosić, zanim się obudzi. Wściekły - ostatnie słowo zaakcentowałem, wywijając się z uścisku Lar. Poprawiłem rękaw bluzy, na której zaciskała przed chwilą palce. - Musimy się streszczać. Luna!
Owczarek momentalnie zjawił się u mojego boku, posłusznie czekając na kolejne komendy. Wyżyta po pogryzieniu typów w czerni już nawet nie zwracała uwagi na Larissę. Mimo to, dla bezpieczeństwa, ponownie przypiąłem jej szelki do smyczy, drugi koniec mocując do paska spodni, żeby mieć wolne ręce.
Schyliłem się i jednym, płynnym ruchem podniosłem Larissę na nogi. Natychmiast się zachwiała, omal nie londując z powrotem na chodniku. Ze zrezygnowanym westchnięciem złapałem ją więc w pasie i przerzuciłem sobie przez ramię. Mógłbym pewnie złapać ją w jakiś wygodniejszy dla niej sposób, ale ten był najporęczniekszy dla mnie, a w tej chwili chodziło o czas.
Nałożyłem jeszcze na nas prostą iluzję, dzięki której stapialiśmy się z tłem, a zauważenie nas stawało się trudniejsze. Szczególnie w nocy.
- Biegniemy - rzuciłem do Luny.
I pobiegliśmy.

Larissa?

1.09.2019

Od Larissy CD Liama

Miałam wrażenie jakby czas nagle zwolnił, a każda sekunda trwała w nieskończoność. Brak możliwości złapania oddechu paraliżował mnie strachem. Im bardziej walczyłam, tym dłonie napastnika ciaśniej zaciskały się na mojej szyi. Pierwszą niezbyt przyjemną i pocieszającą myślą było czy prędzej umrę przez uduszenie, czy może przez złamanie karku?
Panicznie bałam się śmierci jak każdy zwyczajny człowiek. Miałam tylko ku temu inne powody. Oni boją się nieznanego ja bałam się tego, że stanę się tylko zwykłym cieniem, że zatracę samą siebie. Podobało mi się w tym świecie. I nie chciałam wracać do świata astralnego przemykając przez nikogo niezauważona czekając, aż zwierzchnicy sobie przypomną o moim istnieniu.
Nigdy nie byłam w takim położeniu, nie wiedziałam jak się zachować. Potrzebowałam Vanessy. Osoby, która powiedziałaby mi co mam robić, ale ona została w domu. Spacer do antykwariatu to był naprawdę głupi pomysł.
Patrzyłam prosto w oczy swojego oprawcy chciałam dobrze zapamiętać osobę, która odebrała mi wszystko, co miała.
Facet puścił mnie niespodziewanie i odkręcił się do mnie tyłem. Łapczywie łapałam powietrze dostając ataku kaszlu.
Oddychaj spokojnie. Nakazałam samej sobie.
Wdech, wydech, wdech, wydech.
Nigdy nie pomyślałabym, że ta naturalna czynność może być tak wyczerpująca.
To była moja chwila. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, lecz ucieczka w takim momencie, kiedy naraziłam Liama, który nie miał z tym nic wspólnego wydawała się... No właśnie Liam.
Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu chłopaka. Najwidoczniej niepotrzebnie się o niego martwiłam. Radził sobie z nimi zdecydowanie lepiej ode mnie. Tylko jakim cudem udało mu się pozbawić przytomność, bo szczerze miałam nadzieję, że tylko pozbawił ich przytomności tylu osób. Nie wspominając zupełnie o tym, że byli to opętańcy.
- gdzie to jest? - ponowił pytanie mój oprawca - oddaj mi, a nikomu nic się nie stanie
- ty tak na serio koleś - roześmiał się Liam przybierając swobodną pozę. Naprawdę zupełnie go to nie ruszało? Miałam wrażenie, że podobne sytuacje to dla niego nic nowego.
Ja niestety nie potrafiłam panować nad swoimi emocjami. I choć naprawdę nie chciałam moja natura wzięła górę i tak cud, że dopiero teraz. Zdematerializowałam się wtapiając w pobliski cień. Byłam tylko cieniem, obserwatorem stojącym z boku. Powinnam czuć wyłącznie błogi spokój. Wiec skąd wzięły się te wyrzuty? Dlaczego czułam się w obowiązku, by coś zrobić?
Mieszkałam z poltergeistem, uczyłam się podnosić przedmioty będąc niematerialna. Tak po prostu, by udowodnić Vaness, że nie tylko ona to potrafi. Okazało się to o wiele trudniejsze niż wcześniej zakładałam. Tylko raz udało mi się przesunąć zapałkę. Czemu ja się oszukuje przecież nie uda mi się trafić w niego kamieniem. Jestem kompletnie beznadziejna. Trzeba było wyrzucić ten przeklęty przedmiot tak jak kazaliby zwierzchnicy. Prawie umarłam to już nie było włamanie, prześladowanie czy zastraszanie. Oni chcieli mojej śmierci i nieważne czy przy okazji zabiją kogoś jeszcze. Wściekłość, strach to właśnie to zmusiło mnie bym podeszła do zakapturzonego i zacisnąć dłonie na jego szyi. Chciałam, by czuł to samo co ja. Nie wiem jak udało mi się pozbawić go tchu, kiedy pozostawałam w świecie astralnym, moje dłonie nie przenikały przez niego, ale jego dłonie nie mogły mnie uchwycić. Puściłam dopiero, wtedy kiedy facet przestał się ruszać.
Złamałam wszelkie zasady zwierzchników. Wszystkie prawa swojej natury, ale udowodniłam, że nie musimy tylko obserwować. Możemy być panami własnego losu.
- nic ci nie jest? - poczułam ciepłą dłoń na swoim ramieniu.
- chyba nie - odparłam zdezorientowana. Nawet nie wiem, kiedy się zmaterializowałam.
Wszystko wydawało się takie nierealne. Spojrzałam w tamto miejsce nie mogłam się powstrzymać - zabiłam go? Powiedz, że go nie zabiłam - poprosiłam cicho łapiąc chłopaka za rękę.
Z dala jak przez mgłę słyszałam syrenę policyjną. Miałam bardzo złe przeczucia.

Liam?

30.08.2019

Od Liama CD Larissy

Wyczułem powracający strach dziewczyny, jeszcze nim dostrzegłem jego źródło. Luna też musiała coś wyczuć, bo zaczęła kręcić się niespokojnie i powarkiwać.
Gdy dostrzegłem pierwszego napastnika, było już za późno, by zareagować. Dopadł Larissy i przygwoździł ją do ściany antykwariatu.
- Gdzie to jest? - warknął, zbliżając twarz do blondynki, w której oczach widziałem już niekryte przerażenie.
Nim zdążyłem zastanowić się, o co może mu chodzić, albo w jaki sposób zaatakować, by mieć najwyższe szanse na udane uwolnienie dziewczyny, ktoś zaszedł mnie od tyłu i dłonią w rękawiczce zasłonił usta. Napastnik był jednak znacznie niższy ode mnie, dlatego też dość ostateczny w normalnych okolicznościach chwyt wyszedł o wiele słabiej i bez większego problemu się z niego wyswobodziłem. Od razu, wykorzystując rozpęd i nadludzką siłę, wyprowadziłem prawy sierpowy w miejsce, gdzie spodziewałem się głowy gościa w rękawiczkach.
O dziwo trafiłem idealnie. Cios doprawiłem kolanem wbitym w brzuch i przy użyciu wolnej ręki (drugą nadal trzymałem smycz Luny) przerzuciłem go nad nogą tak, że wylądował twardo plecami na betonie. Jego czaszka, uderzając o ziemię, wydała satysfakcjonujący trzask. Czyli miałem go z głowy na jakiś czas, jeśli nie na stałe.
Gdy podniosłem wzrok znad zamroczonego przeciwnika, dostrzegłem, że ten gościu i mężczyzna nadal przypierający Larissę do ściany, nie byli moim jedynym zmartwieniem.
- Wspaniale - westchnąłem. Byliśmy otoczeni przez identycznie ubrane postaci. Wszystkie podobnej postury. Z wszystkich biła podobna, niepokojąca aura, choć najsilniej wyczuwalna była u gościa trzymającego Lar.
I właśnie patrzyli na mnie z jednakową rządzą mordu w lśniących pod kapturami oczach.
- Kurwa - przestałem się nawet przejmować, że koło mnie stała kobieta. Sytuacja wymagała jakiegoś rodzaju rozładowania napięcia, cóż poradzić. Poza tym z doświadczenia wiedziałem, że niektóre przedstawicielki płci żeńskiej klną gorzej od facetów. Weźmy za przykład moją siostrę...
W każdym razie, właśnie znaleźliśmy się z Larissą w dość... nieciekawym położeniu.
Uznałem, że to odpowiednia pora by spuścić Lunę. Niech się dziewczyna choć raz wyżyje.
Gdy sięgałem ręką do zapięcia smyczy przy szelkach owczarka, mężczyźni jak jeden mąż rzucili się na mnie.
Jednak nie docenili przeciwnika.
Odbieranie oddechu jest kłopotliwe. Tym bardziej wielu osobom jednocześnie. Męczące. Ale nie niemożliwe.
Dlatego już chwilę później, nim Luna zdążyła dopaść pierwszego z brzegu mężczyzny, trzech złapało się za gardła i popisowo padło na ziemię. Na wyciągniętej ręce kolejnego zacisnęły się zęby owczarka. Wrzasnął z bólu. Nim zdążył sięgnąć do psa, by odczepić go od siebie, znalazłem się tuż za nim. Wprawnym ruchem złapałem jego głowę i przekręciłem szybko.
Kark pękł jak wykałaczka.
Zostało czterech.
Stali w bezpiecznej odległości ode mnie, przypatrując mi się z zainteresowaniem. Nawet ich, jak podejrzewałem, szef, puścił Larissę, która natychmiast osunęła się na ziemię. Odwrócił się powoli, powiódł wzrokiem po powalonych lub martwych towarzyszach, po czym spojrzał na mnie.
Oddychałem ciężko, odwzajemniając jego spojrzenie. Słyszałem, jak Luna u mojego boku warczy.
Pozbawiony elementu zaskoczenia i zdecydowanie niezdolny już do zabicia czy oszołomienia kogoś jedną myślą, miałem problem. Poważny problem, bo przemiana w tym miejscu, gdzie każdy w każdej chwili mógł przyjść, byłaby ryzykownym posunięciem.

Larissa?

28.08.2019

Od Larissy CD Liama

Odkąd tylko weszłam do środka antykwariatu odczuwałam mały niepokój, a z doświadczenia nauczyłam się, by nie bagatelizować swojej intuicji. Szkoda tylko, że nigdy nie wiedziałam, przed czym mnie przestrzega. W środku wszystko było na swoim miejscu. Nic nie wskazywało na to by ktokolwiek prócz mnie tu był.
Przynajmniej tyle dobrego.
Niestety niemiłe uczucie pozostało nadal nawet jak opuściłam budynek w pośpiechu. Stapianie się w cień było tak naturalne, a uczucie spokoju, jakie mnie wtedy ogarniało sprawiło, że niemal zapomniałam o chłopaku, który pozostał na zewnątrz.
Stał nadal wpatrując się uważnie w witrynę, którą jeszcze nie zdążyłam umyć. No pięknie nawet w tych ciemnościach widać było cały ten kusz. To był głupi pomysł, żeby dziś tu przychodzić.
Pytanie, jakie zadał mi Liam wydawało się proste, niepozorne, ot zwyczajna ludzka ciekawości. Tylko czy aby na pewno? Przyjrzałam mu się uważnie. Nie pasował do jednego z nich, ale wiedziałam, że ludzie, przed którymi uciekam od 2 lat są zdolni do wszystkiego. Wiedziałam również, że każdego niezależnie od rasy da się zastraszyć bądź przekupić. Nie jednokrotnie byłam tego świadkiem.
- od niedawna - wyznałam po chwili ukradkiem oglądając się dookoła - przeprowadziłam się z Portland jakieś 3 tygodnie temu. Interes się nie kręcił pomyślałam, że warto spróbować gdzie indziej.
- starocie nie cieszą się popularnością - trafnie odgadł chłopak.
To był największy problem takich działalności, przez co antykwariatów jest coraz mniej. Ludzie w większości nie doceniają wartości starych przedmiotów, a kolekcjonerów nie jest zbyt wielu.
- nie każdy potrafi docenić takie perełki jak moje unikaty - wypaliłam dumnie. - Zbierałam tę kolekcję wiele lat. Większość kupuje na garażowych wyprzedażach nawet nie wyobrażasz sobie co ludzie sprzedają za bezcen. Niekiedy przedmioty mają ogromną wartość - miałam również przedmioty z milionową wartość tę przedmioty zazwyczaj dostawałam od zwierzchników. Miałam je wszystkie skatalogowane, ubezpieczone i przechowywane w skrytkach bankowych, lecz taktowanie to pominęłam - Ludzie nie wiedzą co mają i jak najszybciej chcą się tego pozbyć...- zamilkłam nagle. Zaskoczona sama sobą. Nie byłam typem gaduły, nie potrafiłam rozmawiać z ludźmi. Pewniej czułam się przy bytach astralnych. - pewnie cię zanudzam...Przepraszam - powiedziałam skruszona. - studiowałam historię i archeologię zanudzanie mam wyuczone do perfekcji. A ty czym się zajmujesz? - spytałam, by jak najszybciej zmienić temat.
Znów posłał mi ten swój uroczy uśmiech.
- pracuje w sklepie zoologicznym z egzotycznymi gatunkami
- więc może pomożesz mi znaleźć zwierzątko domowe, które nie zechce mnie zjeść na miejscu? - nie wiem, dlaczego to powiedziałam. Czułam jak rumienie się po czubki uszu. Przecież zwierzęta mnie nie lubią, a nawet gdyby jakieś mnie zaakceptowało nie zaakceptuje Vanessy. Zwierzęta to nie jest najlepszy pomysł, kiedy w domu ma się poltergeista. Już raz próbowałam z rybkami. W niewyjaśnionych okolicznościach po dwóch dniach u mnie w domu pływały martwe do huty brzuchami.
- jasne służę radą i wszelką pomocą - zaoferował się Liam
Tak dobrze mi się z nim rozmawiało, że zupełnie zapomniałam o swoim niepokoju. Aż do czasu kiedy stał się tak ogromny, że dłonie zaczęły mi się pocić, przeszły mnie ciarki i rozbolał brzuch. Na początku pomyślałam, że to może z nerwów, że gadam takie głupoty do nieznajomego chłopaka, ale teraz wiedziałam, że to jednak coś większego. Liam również przestał mówić jakby wyczuwając moje zdenerwowanie. Długo nie musiałam czekać na rozwój sytuacji. Już parę minut później zauważyłam z dala grupkę 5 mężczyzn w kapturach na głowie. Spojrzałam za siebie z tamtej strony również szło ich koło 4. Mój instynkt kazał mi jak najszybciej uciekać. Moja natura kazała mi jak najszybciej się zdematerializować. Powstrzymałam ten odruch i wzięłam głęboki wdech nie mogłam wiecznie uciekać, a już na pewno nie mogłam narażać przypadkowych ludzi.
Zbliżyli się do nas w błyskawicznym tempie nawet nie spojrzeli na chłopaka i wściekłe szczekającą Lunę.
- gdzie to jest? - warknął jeden z nich bez ostrzeżenia łapiąc mnie za szyję i przyciskając do ściany budynku. Nie mogąc złapać oddechu zaczęłam panikować. - gdzie to jest?
Nie wiem co się stało z Liamem, martwiłam się, że mogli mu coś zrobić, ale znalazłam się w tak feralnym położeniu, że nie bardzo miałam możliwość zobaczenia czegokolwiek poza swoim oprawcą, który coraz bardziej zaciskał dłoń. Dokładnie widziałam jego twarz, jego oczy. Był pod wpływem silniejszej istoty, był opętany.

Liam?

24.08.2019

Od Liama CD Larissy

- Dla tak uroczej damy nie żal nadkładać drogi - posłałem nieznajomej promienny uśmich. - A i tej złośnicy nie zaszkodzi odrobina dodatkowego ruchu - dodałem, wskazując ruchem głowy Lunę. Po chwili zreflektowałem się, że nie miałem jeszcze okazji się przedstawić. - Liam Balanchine.
- Larissa Davis - dziewczyna zarumieniła się uroczo, spuszczając wzrok.
- Czyli co - rzuciłem, udając, że nie zauważyłem tego rumieńca. Człowiek w półmroku panującym w uliczce by go nie zauważył. Ale ja nie byłem człowiekiem. - Prowadź.
Z lekkim ociąganiem, i niepewnym spojrzeniem  rzuconym w stronę Luny, ruszyła w końcu w kierunku, z którego przyszedłem. Cierpliwie podążałem za dziewczyną, cały czas pilnując, by suczka za bardzo się do niej nie zbliżyła.
- A tak właściwie, dokąd idziemy? - zapytałem, gdy przeszliśmy już kilka brzecznic. Tak, wiem, szybki jestem. Ale w pierwszej chwili uznałem, że dziewczyna nie może iść daleko o tej porze, sama, bocznymi uliczkami... Widać się myliłem.
- Do antykwariatu, który prowadzę. Zapomniałam zabrać stamtąd kluczy do mieszkania - wytłumaczyła. - To już niedaleko - dodała przepraszającym tonem. Jakby to była jej wina, że nie zapytałem wcześniej, gdzie tak w zasadzie ją odprowadzam.
Tak jak powiedziała, już kilka minut później zatrzymała się przed drzwiami jakiegoś budynku. Dopiero po chwili, gdy dziewczyna zdążyła już obejść budynek, pewnie by przejść do wejścia na zaplecze, a ja zatrzymałem się przy frontowym wejściu i zapatrzyłem na witrynę, zdałem sobie z czegoś sprawę. Kojarzyłem to miejsce. Często mijałem je na spacerach z Luną i podczas drogi do pracy. Jeszcze nie dalej jak dwa tygodnie temu, w oknie wywieszona była tabliczka z informacją o wystawieniu nieruchomości na sprzedarz.
- Już jestem.
Drgnąłem odruchowo. Nie usłyszałem, jak się zbliżała. Nie słyszałem także, by otwierała drzwi. A musiała to zrobić, by dostać się do środka. Wątpiłem, by klucze zostawiła na ganku.
Zignorowałem jednak falę niepokoju, która mnie zalała. Brak bodźców, które powinienem był odebrać, zrzuciłem na roztargnienie "odkryciem", którego dokonałem.
Nie odrywając wzroku od witryny antykwariatu, rzuciłem swobodnym tonem:
- Nie mieszkasz tu długo, co? - odwróciwszy się do Larissy, dostrzegłem, że na jej twarz powrócił wyraz lęku, choć już nie tak silnego, jak wcześniej. Zaśmiałem się. No tak, mogło zabrzmieć groźnie. - Na pewno nie chodziło mi o to, o czym pomyślałaś, skoro masz taką minę. Po prostu to miejsce - wskazałem kciukiem wolnej ręki budynek - jeszcze niedawno było wystawione na sprzedarz. Co nasuwa podejrzenie, że równie niedawno musiałaś je kupić i albo przenieść antykwariat z innego miejsca w mieście, w co wątpię, bo mieszkam tu już jakiś czas i nie spotkałem się z nim, albo  z innego miasta - wzruszyłem ramionami. - Pytam oczywiście z czystej ciekawości.

Larissa?

Od Larissy CD Liama

Dostaje paranoi. Czy zawsze jak spotkam chłopaka w kapturze będę dostawała palpitacji serca? Tak nie da się normalnie żyć. Nie chce zawsze zastanawiać się czy to przypadkowy przechodzień czy może jednak jeden z nich. Byłam kompletnie przerażona i wcale nie pomagał ten okropnie ujadający owczarek. Zwierzęta nigdy mnie nie lubiły, a ja byłam przyzwyczajona do ich agresywnego nastawienia, mimo to naprawdę nie miałam ochoty poczuć tych ostrych zębów na własnej skórze. 
Dopiero jak chłopakowi udało się na dobre uspokoić psa odetchnęłam z ulgą, która niestety nie trwała zbyt długo. Kiedy minęło zagrożenie uświadomiłam sobie, że nadal znajduje się na ziemi. Co zmusiło mnie do przypomnienia sobie jak doszło do tego feralnego położenia. Z paniką spojrzałam za siebie. Jednak mojego prześladowcy już tam nie było.
- Tamten zniknął - powiedział spokojnie chłopak. Tak, chyba już coś podobnego wspominał, ale wtedy byłam zbyt przerażona jego psem. Skinęłam głową i uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Ja...- zaczęłam czując jak pieką mnie policzki. Jak to dobrze, że jest ciemno. - przepraszam powinnam była bardziej uważać.
Chłopak z uroczym uśmiechem wyciągnął rękę w moim kierunku i pomógł mi podnieść się z ziemi. Miał bardzo ciepłe dłonie i ładne oczy... Czemu ja w ogóle pomyślałam coś takiego? Czułam, jak płoną mi policzki.
- Dziękuję - powiedziałam szybko puszczając jego rękę. - i jeszcze raz przepraszam, że na ciebie wpadłam
Chłopak roześmiał się przyjaźnie.
- To może cię odprowadzę jeżeli chciała byś jeszcze raz na kogoś wpaść.
Zapewne bym taktownie odmówiła, ale w tej sytuacji kiedy nawet teraz czułam się stale obserwowana nie chciałam iść sama do antykwariatu. 
- Chyba szedłeś w przeciwną stronę - zauważyłam

Liam?

23.08.2019

Od Liama CD Larissy

W ostatniej chwili udało mi się przytrzymać Lunę. Zakląłem szpetnie, gdy suczka zawarczała ostrzegawczo, po czym rozpoczęła zwyczajową kakofonię szczekania, rzucając się jednocześnie na osobę, która właśnie się o nas obiła.
Jednak zabieranie jej gdziekolwiek bez kagańca, nawet późną porą, kiedy ruch jest mniejszy, jest średnio mądrym pomysłem. Gdybym nie dysponował większą od ludzi siłą, prawdopodobnie nie udałoby mi się jej przytrzymać, a nieostrożny obcy skończyłby pogryziony.
- Spokój - mruknąłem, odciągając ją za uchwyt przy szelkach za siebie. Kątem oka dostrzegłam wtedy postawną, choć nadal niższą ode mnie, postać w cieniach uliczki, z której wybiegła przed chwilą osoba rozłożona teraz przede mną na chodniku.
Założyłem, że pewnie przed nim uciekała. Jednak gdy przeniosłem wzrok bezpośrednio na skrytą w cieniach postać, nie dostrzegłem nikogo.
Zmarszczyłem brwi. Dziwne.
Przeniosłem wzrok na osobę na ziemi, która okazała się niewysoką blondynką. Z przerażeniem doskonale widocznym na twarzy, w szybkim oddechu oraz przyspieszonym biciu serca, przeskakiwała spojrzeniem pomiędzy mną a Luną, która przestała już szczekać, ale nadal szczerzyła na nieznajomą kły, warcząc cicho.
- Najmocniej przepraszam - uśmiechnąłem się do dziewczyny, wyciągając w jej stronę dłoń, by pomóc jej wstać.
Nadal patrzyła na mnie, nie kryjąc przerażenia. Zaczęła się ostrożnie cofać, a na jej ustach zamarł krzyk.
Westchnąłem, zrzucajac kaptur czarnej bluzy, którą miałem na sobie. Był dziś wyjątkowo chłodny wieczór, a ja lubiłem ciepło. Nie sądziłem, że w wyniku losowych wydarzeń, które właśnie miały miejsce, ktoś mnie przez dodatkowy element garderoby weźmie za złoczyńcę czy coś.
- Nic ci nie zrobię - przemówiłem spokojnym tonem, starając się ją uspokoić. - Tamten zniknął - nie wiedziałem co prawda, kim był, ale nietrudno wydedukować, że to przed nim dziewczyna uciekała. W takiej panice, że mnie nie zauważyła. Chociaż, to w sumie było zrozumiałe - ubrany byłem cały na czarno, mogłem zlać się z cieniami ciemnych uliczek. Ale wręcz lśniącego w ciemności bielą sierści, wielkiego psa u mojego boku, nie dało się przeoczyć.
Widząc, że blondynka nadal wpatruje się z przerażeniem w owczarka, cofnąłem się z Luną o krok. Jedną nogę przestawiłem tak, by zasłonić jej nieznajomą.
- Ona też ci nic nie zrobi, trzymam ją - uśmiechnąłem się ciepło, mając nadzieję, że przekonam tym dziewczynę, że nic jej z mojej strony nie grozi.

Larissa?
Szablon
synestezja
panda graphics