Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zack. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zack. Pokaż wszystkie posty

30.10.2019

Wyrzucenie


W dniu dzisiejszym żegnamy:
Annabelle Mohtenie
Phoebe Milton
Zack Raines
Megan Alex Monroe


Powodem jest brak opowiadań i/lub ignorowanie wiadomości administracji.

Znalezione obrazy dla zapytania goodbye gif

12.08.2019

Od Zacka CD Taigi

Po pożywieniu się z pijanego nastolatka mogłem stwierdzić, że najgorszy głód minął. Nie czułem już palącego bólu całego ciała. Nie do końca byłem najedzony, ale wystarczyło, by moje myśli nie krążyły tylko wokół krwi. Odzyskałem jasność myślenia. Odetchnąłem z ulgą. Popatrzyłem na leżącego chłopaka, który powoli oddychał. Zasnął. Nikogo nie zabiłem, ani trwale nie uszkodziłem. Dzisiejszy nieszczęśnik obudzi się z koszmarnym kacem i nic nie będzie pamiętać. Nie musiałem nawet używać hipnozy. Poszło łatwiej, niż myślałem.
Przez chwilę obawiałem się, że nieznajoma, która była świadkiem tego zdarzenia tak po prostu sobie pójdzie i zostawi mnie zaplątanego w łańcuch. Kierowała się w stronę wejścia do klubu. Byłem pewien, że gdybym się nie upomniał, nadal tkwiłbym w tym samym miejscu, gdzie mnie uwięziła. Na szczęście miała choć trochę serca, by mnie uwolnić. Gdybym został tak do rana, byłoby nieciekawie.
Teraz znajdowaliśmy się w środku klubu, a konkretnie przy szatniach. Szatynka odebrała stamtąd swoją skórzaną kurtkę. Chciała wyjść już z budynku, lecz zatrzymałem ją swoim pytaniem. Musiałem wiedzieć, kim tak naprawdę była. Wiedziałem, że to nie dawałoby mi spokoju.
Okazała się być czarownicą. Tak, to do niej pasowało. Ta sztuczka z łańcuchem była imponująca. Zastanawiałem się, czym jeszcze mogłaby mnie zaskoczyć. Nie chciałem jednak tego sprawdzać. Nie wiadomo, jakbym skończył. Rozsądnie było nie pytać. Teraz dziewczyna spieszyła się do domu. Widać było, że nie zamierza spędzić tu ani sekundy dłużej.
- Do domu, powiadasz? - Zastanowiłem się przez chwilę. - A gdzie taka przemiła czarownica jak ty mieszka? Może cię podrzucić?
Usłyszałem ciche prychnięcie. Dziewczyna odwróciła się przodem do mnie i popatrzyła z politowaniem.
- Nie wsiadam do samochodu z nieznajomymi - odparła.
Po tym zdaniu odwróciła się na pięcie i ruszyła do drzwi. Zanim jednak zdołała nacisnąć klamkę, uprzedziłem ją. Przepuściłem ją w drzwiach tak, jak chwilę temu, kiedy tu wchodziliśmy. Nie skomentowała tego. Po prostu ruszyła przed siebie. Poczułem niemały zawód. Nie lubiłem, kiedy mnie się ignorowało. Musiałem przyznać, że rzadko to się zdarzało.
- Strasznie ci się spieszy - powiedziałem, chcąc jakoś wciągnąć ją w rozmowę. Niestety dziewczyna nadal kontynuowała swój marsz.
Nie wiedziałem, czy wracała do swojego domu na pieszo, czy szukała samochodu. Kilka aut było zaparkowanych nieopodal. Pośród nich stał mój samochód.
- Nie lubię, kiedy ktoś mnie śledzi - odparła.
- A ja nie lubię być ignorowany - powiedziałem.
W mniej niż sekundę znalazłem się przed dziewczyną. Nie wyglądała na zaskoczoną. Wampiry były dość popularną rasą nadnaturalnych. Powszechnie wiadomo, że charakteryzowaliśmy się niezwykłą siłą czy szybkością.
- Jestem Zack, właściciel najlepszego klubu nocnego w mieście - przedstawiłem się po chwili. - Już nie jestem nieznajomym. Moja oferta nadal aktualna, chyba, że masz gdzieś tu zaparkowaną miotłę, czarownico. - Uniosłem jedną brew, wpatrując się w nią uważnie.
Musiałem przyznać, że zaciekawiła mnie ta postać. Wolałem mieć w niej przyjaciela, niż wroga. Nigdy nie wiadomo, kiedy musiałbym potrzebować pomocy. Była pierwszą czarownicą, którą spotkałem od kilkudziesięciu lat. Tej pierwszej akurat nie wspominałem zbyt dobrze. Byliśmy zaciekłymi wrogami.
Tai?

8.08.2019

Od Zacka CD Taigi

Kiedy dziewczyna wyszła ze mną z klubu, byłem zadowolony. Cieszyłem się, że tak gładko poszło, choć z początku się na to nie zapowiadało. Miałem jednak rację, hipnoza zawsze była niezawodna. Powinienem od razu jej użyć, niż bawić się w to całe podrywanie, a szczególnie teraz, kiedy nie miałem na to czasu. Głód był bardzo silny i wiedziałem, że jeśli bym dłużej z tym zwlekał, nie potrafiłbym nad sobą zapanować. To zdarzyło się tylko raz w moim długim życiu. Zaatakowałem wtedy jakiegoś mężczyznę, o mało co go nie zbijając. Nie potrafiłem zapanować nad sobą, silniejsza była żądza krwi. Od tamtej pory przyrzekłem sobie, że nigdy nie dopuszczę siebie do takiego stanu. Przez moje zostawianie wszystkiego na później, znalazłem się w takiej sytuacji, co kilkadziesiąt lat temu. Miałem tylko nadzieję, że nikogo poważnie nie skrzywdzę. Nie byłem mordercą. Krwiopijcą, ale nie mordercą.
Jakie wielkie było moje zdziwienie, kiedy dziewczyna zrobiła unik przed ugryzieniem. Tego się nie spodziewałem. Powoli pochylałem się nad jej szyją, by wgryźć się w nieskazitelną skórę, która skrywała pod sobą najcenniejszą, szkarłatną ciecz - krew. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że hipnoza nie zadziałała. Dziewczyna przecież wyszła ze mną, prawda? Powinna teraz cierpliwie stać i czekać, aż się posilę. Jeszcze bardziej się zdziwiłem, kiedy coś oplątało mi się wokół nogi. Łańcuch? Skąd do cholery wziął się tutaj łańcuch? Wyłonił się z cienia? Czy to jakiś żart?
Spojrzałem rozgniewany na dziewczynę. Ona na pewno nie była zwykłym człowiekiem. Mogłem posądzić ją nawet o to, że była jakimś demonem ciemności. Jej umiejętność nawet by pasowała.
- Podobno bycie na głodzie jest porównywalne do tego, co czuje narkoman, gdy nie ma dostępu do swoich proszków, także powodzenia - Zaśmiała się krótko, kończąc naszą małą wymianę zdań odnośnie mojego trybu życia, a dokładniej picia krwi i polowań.
Nic o mnie nie wiedziała. Porównywanie głodnego wampira do ćpuna było lekkim niedomówieniem. Nie chciałem jednak wdawać się w zbędną dyskusję. Najważniejszy był fakt, że nadal łaknąłem krwi i musiałem naprawdę szybko ją zdobyć. Niestety uniemożliwiał mi to łańcuch zaplątany przy mojej nodze. Gdyby nie on, moja niedoszła ofiara straciła by troszkę krwi.
- Zamierzasz mnie zabić? - zapytałem, gdyż nie potrafiłem nic innego wymyślić.
- Zabić? - powtórzyła, jakby rozważała moje słowa. - Zapewniam cię, że to ostatnie, czego bym w tej chwili chciała.
- Więc czego chcesz? - zapytałem wprost. - Może jesteś łowcą wampirów, hm? To wszystko to była gra, tak? Od początku wiedziałaś, że użyłem hipnozy, by się na tobie posilić. Od jak dawna mnie obserwowałaś i planowałaś to wszystko?
- Przeceniasz mnie, wampirku - zaśmiała się. - Nie uganiam się za krwiopijcami, a na pewno ich nie uśmiercam. Możesz spać spokojnie.
- Skoro hipnoza na ciebie nie działa, po co to wszystko? Dlaczego ze mną wyszłaś?
- Nie wiem... może z nudów? - odparła z uśmiechem. - W życiu przyda się trochę zabawy, nie sądzisz?
Dziewczyna przeszła kilka kroków, cały czas nie spuszczając ze mnie swojego uważnego wzroku. Była zbyt pewna siebie, to fakt. Skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej i przyglądałem się jej uważnie. Nie wiedziałem, na co ją stać. Nie wiedziałem nadal, kim była. Podejrzewałem, że być może spotkałem na swej drodze jakiegoś maga. W swoim życiu nie spotykałem za dużo nadnaturalnych, można było powiedzieć, że od nich stroniłem. To ludzie mnie zachwycali. To z nich mogłem się posilić. Nadnaturalni byli dość... kłopotliwi. Nigdy nie wiedziałem, czego się mogę po nich spodziewać. Najbardziej nienawidziłem wilkołaków. Między moją rasą a ich od wieków toczyły się walki. A ja nie zamierzałem tego zmieniać. Wnerwiały mnie.
- O tak, uwielbiam się dobrze zabawić - odparłem, posyłając jej przesłodzony uśmiech, ukazując przy tym kły. - Ale niestety nie dziś, piękna. Tak jakby troszkę przymieram głodem. A musisz wiedzieć, że gdy jestem głodny, robię się strasznie drażliwy.
Po wypowiedzeniu ostatniego słowa, chwyciłem za łańcuch, próbując się z niego wyswobodzić. To przeklęte żelastwo nie chciało ustąpić. Szarpnąłem mocniej licząc, że to cokolwiek da. Nawet moja wampirza siła na nic się zdała. Oddychałem coraz szybciej. Już nie byłem zły. Byłem wściekły. Zwykle starałem się wyglądać na opanowanego, lecz nie tym razem. Nie było mi do śmiechu. Zamknąłem oczy, próbując ochłonąć. W oddali słyszałem głosy rozbawionych nastolatków, którzy opuszczali klub.
- Próbujesz przemienić się w nietoperka? - zapytała po chwili nieznajoma, drwiąc sobie ze mnie.
Całkowicie ją zignorowałem. Słyszałem kroki zbliżającej się osoby. Sądząc po nawoływaniach innych, był to młody chłopak. Odłączył się od grupy, aby się odlać. Jak milutko. Zwykle pożywiałem się na młodych dziewczynach, lecz będąc w obecnej sytuacji, nie narzekałbym nawet, gdyby zjawił się tu jakiś bezdomny. Jego kroki były coraz głośniejsze. Otworzyłem oczy, spoglądając w tamtą stronę. Jeśli zbliżyłby się dość blisko, tak, aby łańcuchy mnie nie blokowały, mógłbym go dorwać.
Tai?

5.08.2019

Od Zacka CD Taigi

Spodziewałem się, że dzisiejszy wypad do klubu będzie taki sam, jak inne. Myliłem się. Niestety. W końcu natrafiłem na kogoś, kto uniósł wysoko poprzeczkę. Nie byłem przygotowany na porażkę.
Wpatrywałem się teraz w szklankę na swojej dłoni. Musiałem przyznać, że ta dziewczyna miała charakter. Na mojej twarzy pojawił się firmowy uśmieszek. Wiedziałem, że z nią nie pójdzie mi tak łatwo. Była bystra i niezwykle inteligenta, bez wątpienia rozpoznała moje intencje. Nie zachowywała się jak te wszystkie dziewczyny, które jadły mi z ręki po rzuceniu kilku miłych słówek i komplementów. Wątpiłem, by była zwykłym człowiekiem. Uważałem ich za słabą rasę, podatną na sztuczki nadnaturalnych. Ona taka nie była. Zawiódł nawet mój urok osobisty, co było mi w niesmak, lecz nie chciałem tego pokazać. Jeszcze się nie poddawałem.
Sięgnąłem drugą dłonią po szklankę, odkładając ją na bok. Opuszkami palców rozmazałem ślad szminki. Konkretnie była to krwistoczerwona szminka. Co za ironia losu...
Zacząłem poważnie zastanawiać się nad tym, jak zdobyć dzisiaj świeżą krew. Nie mogłem dłużej czekać. Musiałem się napić, i to wcale nie mówiłem o alkoholu. Odchyliłem się na barowym stołku, czując nieprzyjemne mrowienie w całym ciele. Przejechałem językiem po ostrych kłach, tak spragnionych krwi. Uderzyłem dłonią o blat, chcąc przywrócić jasność myślenia. Jeszcze trochę, a rzuciłbym się na przypadkową osobę w klubie. To byłoby zbyt ryzykowne, zbyt dużo świadków. Ja tak nie działałem. Nie chciałem również się narażać.
- Coś nie tak? - zapytała ta sama dziewczyna, uśmiechając się promiennie. Wyczuwałem w tym fałsz.
Przełknąłem ciężko ślinę i spojrzałem w jej stronę. Opierała swoją głowę na ugiętej ręce. Wyglądała, jakby miała niezły ubaw z mojego zachowania. Byłem pewien, że doskonale zdawała sobie sprawę z mojej sytuacji. Co za przebiegła istota. Ignorując okropny ból w dłoni, słodko się uśmiechnąłem.
- Wszystko w jak najlepszym porządku, nieznajoma - odparłem. - Wspominałaś, że piłaś lepsze drinki, z czym muszę się nie zgodzić. Podobno Icarus Falls to najlepszy klub nocny w tej okolicy...
Cały czas nie odrywałem spojrzenia od jej bursztynowych oczu. Mogłem wykorzystać na niej jedyną umiejętność, jaką była hipnoza. Czasem żałowałem, że nie miałem więcej umiejętności, lecz jako wampir nie potrzebowałem ich zbyt wiele. Hipnoza była zawsze skuteczna i nie raz ratowała mnie z opresji. Dlaczego nie miałaby podziałać i tym razem?
- Tak twierdzi tylko jego zarozumiały właściciel? - zapytała widocznie znudzona.
- Myślę, że gdybyś tylko ze mną poszła, zmieniłabyś zdanie. Chodźmy się przekonać...

<Tai?>

22.07.2019

Od Zacka do Taigi

Nieznośne promienie słońca zaczęły wpadać przez niezasłonięte roletą okna. Skrzywiłem się na tę jasność i zasłoniłem oczy przedramieniem. Nienawidziłem wczesnych pobudek. Spałem dziś mniej niż pięć godzin, gdyż wróciłem niedawno ze swojego klubu, więc się nie wyspałem. Westchnąłem głośno, a po chwili usłyszałem odgłos uderzania psich pazurów o podłogę. Po chwili do odgłosu dołączyło dyszenie. Coś ciężkiego wskoczyło na łóżko, zwalając się na mnie całym ciężarem.
- Blue... - mruknąłem, próbując zrzucić z siebie psa. - Daj mi chwilkę, zaraz wyjdziemy.
Pies jednak nie dawał za wygraną, tylko złapał za kołdrę i zaczął ją ciągnąć. Przez chwilę się siłowaliśmy, w końcu odpuściłem. Jeszcze tego było mi potrzeba, aby zniszczył kolejną rzecz. Blue zadowolony z odniesionego zwycięstwa zaczął potrząsać materiałem, który miał w pysku. Spojrzałem na niego uważnie, decydując się usiąść.
- Choć tu łajzo - przywołałem go, a po chwili zwierzak znalazł się obok mnie, dopominając się o pieszczoty. - Jeśli znów zsikałeś się na dywan, porzucę cię w parku.
Blue przekrzywił głowę, co wyglądało komicznie. Czasami zastanawiałem się, czy rozumiał co do niego mówiłem.
Zgoniłem go z łóżka i sam skierowałem się do łazienki. Zażyłem orzeźwiający, zimny prysznic. Jak zwykle najdłużej zajmowałem się włosami, aby ułożyć je po umyciu, by jakoś wyglądały. Nie mogłem wyjść rozczochrany z mieszkania. Nawet jeśli planowałem pobiegać. Tak. O tej porze znajdzie się jeszcze kilku maniaków biegania poza mną,  nie mogłem wyglądać koszmarnie. Gdy suszyłem swoje włosy suszarką, Blue jak zwykle zaczął wyć. Nigdy nie mogłem zrozumieć tego psa. Po bieganiu wezmę prysznic jeszcze raz, więc po raz kolejny będę zmuszony słuchać jego psich arii. Przebrany i gotowy do wyjścia czekałem przy drzwiach na psa. Powolnym krokiem podszedł do mnie i usiadł, cierpliwie czekając, aż założę mu obrożę.
W parku, tak jak myślałem było kilku biegaczy. Liczyłem, że będzie ich znacznie mniej. Gdy obok mnie przebiegały dwie młode kobiety zacząłem zastanawiać się, czy nie mógłbym zjeść śniadania trochę szybciej. Wizja smacznej, świeżej krwi była kusząca. Nie przepadałem za zimnymi zapasami z mojej lodówki. Krew to nie wino, że im starsze tym lepsze. Ja preferowałem świeżutką i ciepłą szkarłatną ciecz. Najchętniej wysysałem je z młodych dziewcząt, które lepiły się do mnie ilekroć znajdowałem się w klubie. Czasem były dość uciążliwe, ale nie mogłem narzekać. Nie zawsze miałem takie szczęście.
Po kilkunastu minutach postanowiłem wrócić. Blue wyglądał na zmęczonego, już się wybiegał. Dyszał ciężko z jęzorem na wierzchu, spoglądając co chwila na mnie. Zwolniłem, a po paru chwilach zacząłem spokojnie iść. Cieszyłem się na nadchodzącą wiosnę. Nie było tak okropnie zimno, a przede wszystkim zniknęło śnieżne błoto, które było uciążliwe. Na drzewach pojawiły się pąki, świat w końcu odżywał. Nawet słońce było o wiele przyjemniejsze, gdy ogrzewało skórę nikłymi promieniami.
Resztę dnia spędziłem w domu. Skupiłem się na dokończeniu jednego z obrazów, z którym męczyłem się od tygodnia. Pochłonęło to całą moją uwagę. Co chwila Blue wpadał do pracowni, domagając się mojej uwagi. Gdy stał się namolny, przerwałem  i odłożyłem przybory na miejsce. Popatrzyłem na psa i westchnąłem ciężko. Zapewne był głodny i domagał się jedzenia. Jak o tym pomyślałem, doszedłem do wniosku, że sam bym coś przekąsił. Ruszyłem do kuchni i po chwili zapełniłem miskę Blue oraz nalałem świeżej wody do tej drugiej. Gdy otworzyłem lodówkę, spojrzałem sceptycznie na woreczki z krwią, które leżały tu od kilku dni. Czasem zdarzało mi się zapominać o wypiciu krwi, lecz sam organizm się o to dopominał. Gdy byłem na głodzie, całe ciało okropnie paliło, to było okropne uczucie. Dziś nic jeszcze nie piłem, a na zimną krew nie miałem ochoty. Cóż... byłem wybredny. Z powrotem zamknąłem lodówkę i podrapałem się w tył głowy. Musiałem zapolować.
Był późny wieczór, kiedy wyszedłem z mieszkania. Przedtem zdążyłem po raz kolejny wyjść z psem, aby nie narobił na dywan podczas mojej całonocnej nieobecności. Teraz zmierzałem do swojego klubu. Nie miałem tam daleko, dlatego zrezygnowałem z pomysłu wzięcia samochodu. Nocny spacer był najlepszym sposobem na nudę. Mogłem się tak włóczyć przez kilka godzin, nie przeszkadzało mi to. Przed Icarus Falls jak zwykle stała spora kolejka, klub cieszył się dużą popularnością nie tylko wśród młodzieży, ale i dorosłych, którzy chcieli wyluzować się po pracy. Z dziarskim uśmiechem przemknąłem obok czekających ludzi i przywitałem się z ochroniarzami. Bez przeszkód wszedłem do środka, skąd słychać było już głośną muzykę i rozmowy. Sala tętniła życiem. Czułem się jak ryba w wodzie. Uwielbiałem tłumy, tyle było tu ludzi, tyle krwi... Wystarczyłoby zagadać do jednej z samotnych dam i posiłek miałbym z głowy. Żadna jeszcze mi się nie oparła. I to wcale nie tak, że musiałem używać hipnozy. Żałowałem jednak, że nie działała ona na nadnaturalnych. Słyszałem kiedyś plotkę od pewnego wampira, że najgorsza krew jaką pił, pochodziła od wilkołaka. Nie chciałem jednak tego sprawdzać. Zastanawiałem się natomiast nad smakiem innych istot. Jako wampir nigdy nie posilałem się krwią zwierząt, pozostałem tylko przy ludzkiej. Podszedłem do baru, przeciskając się przez tłumy szalejących ludzi. Jak widać niektórym alkohol uderzył już do głowy i stali się uciążliwi. Nie lubiłem tego, ale to właśnie oni napędzali mój interes. Zawołałem barmana, którypodobnie jak ochroniarze od razu mnie rozpoznał.
- Co podać?
- Kolejka shotów dla wszystkich honorowych dawców krwi! - zawołałem, by ludzie wokół mnie usłyszeli, a tłum wiwatował.
I to nie tak, że wierzyłem, że ci wszyscy, którzy podeszli do baru nimi byli. Kłamcy. To po prostu był sposób na szybkie zdobycie krwi. W tłumie ludzi wypatrywałem jakiejś przesympatycznej osoby, która użyczyłaby mi swojej szyi, bym mógł się napić. Niepotrzebnie z tym zwlekałem przez cały dzień, gdyż zaczynałem odczuwać nieprzyjemne pieczenie w rękach. Znów to samo. Akurat przed moją twarzą pojawiła się niska blondynka w bardzo obcisłych jeansach.  Strzał w dziesiątkę. Teraz wystarczyło trochę poflirtować. Akurat z tym problemu nie miałem, uwielbiałem dobre towarzystwo. Gdy chciałem już się odezwać, pojawił się jakiś chłopak, który objął blondynkę ramieniem i pocałował. Bardzo namiętnie pocałował. Zajęta, tak? Co za pech...
Westchnąłem zawiedziony i starałem się wypatrzeć z tłumu jakąś samotną duszyczkę, którą mógłbym zahipnotyzować. Mój dobry nastrój minął. Nienawidziłem przegrywać, a tym razem poległem już na samym starcie.O ironio! Nawet się nie odezwałem. Może to jej jakiś kuzyn, brat? Próbowałem sobie to wmówić, co było niemożliwe,  ale jedno było pewne, blondynka odpadała. Spojrzałem w lewą stronę i zauważyłem przy barze samotnie siedzącą dziewczynę. Powoli sączyła alkohol. Czekała na znajomych? A może była tu sama? Wyglądała, jakby siedziała tu już przez dłuższy czas. Znudzona, a może trochę podpita?
- Witaj, nieznajoma... - zacząłem, pojawiając się obok niej.
- Żegnaj, nieznajomy - odparowała, nawet nie zaszczycając mnie jednym, nawet przelotnym spojrzeniem.
Była taka... zimna. I to już na samym początku, co nie wróżyło najlepiej. Skrzywiłem się tylko na chwilę, gdyż w następnej cwany uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Starałem się nie wyglądać na zawiedzionego czy zbitego z tropu. Coś czułem, że będę musiał się dzisiaj natrudzić, aby zdobyć pożywienie. Moje ofiary wcale mi w tym nie pomagały. Co za złośliwość losu.
- Czemu od razu musisz być taka niemiła? - wymamrotałem, ruchem ręki przywołując barmana.
Kazałem nalać sobie to samo, co zamówiła dziewczyna. Jej samej szklane naczynie robiło się puste, więc kazałem dolać i jej. Dopiero wtedy spojrzała na mnie, uważnie lustrując moją postać. Czułem na sobie jej palące spojrzenie. I skłamałbym, gdybym powiedział, że się nie wzdrygnąłem.
- Nie jesteś człowiekiem - powiedziałem po chwili zastanowienia. - Ani wilkołakiem, nie śmierdzisz psem jak oni, kim jesteś?

Tai?

17.07.2019

Zack Raines

,,Co cię nie zabije, to cię wzmocni"
AUTOR|| Zayn Malik
DANE || Zack Raines
WIEK ||Wygląda na 24 lata, lecz ma ich znacznie więcej
Szablon
synestezja
panda graphics