Po pożywieniu się z pijanego nastolatka mogłem stwierdzić, że najgorszy
głód minął. Nie czułem już palącego bólu całego ciała. Nie do końca
byłem najedzony, ale wystarczyło, by moje myśli nie krążyły tylko wokół
krwi. Odzyskałem jasność myślenia. Odetchnąłem z ulgą. Popatrzyłem na
leżącego chłopaka, który powoli oddychał. Zasnął. Nikogo nie zabiłem,
ani trwale nie uszkodziłem. Dzisiejszy nieszczęśnik obudzi się z
koszmarnym kacem i nic nie będzie pamiętać. Nie musiałem nawet używać
hipnozy. Poszło łatwiej, niż myślałem.
Przez chwilę obawiałem się, że nieznajoma, która była świadkiem tego
zdarzenia tak po prostu sobie pójdzie i zostawi mnie zaplątanego w
łańcuch. Kierowała się w stronę wejścia do klubu. Byłem pewien, że
gdybym się nie upomniał, nadal tkwiłbym w tym samym miejscu, gdzie mnie
uwięziła. Na szczęście miała choć trochę serca, by mnie uwolnić. Gdybym
został tak do rana, byłoby nieciekawie.
Teraz znajdowaliśmy się w środku klubu, a konkretnie przy szatniach.
Szatynka odebrała stamtąd swoją skórzaną kurtkę. Chciała wyjść już z
budynku, lecz zatrzymałem ją swoim pytaniem. Musiałem wiedzieć, kim tak
naprawdę była. Wiedziałem, że to nie dawałoby mi spokoju.
Okazała się być czarownicą. Tak, to do niej pasowało. Ta sztuczka z
łańcuchem była imponująca. Zastanawiałem się, czym jeszcze mogłaby mnie
zaskoczyć. Nie chciałem jednak tego sprawdzać. Nie wiadomo, jakbym
skończył. Rozsądnie było nie pytać. Teraz dziewczyna spieszyła się do
domu. Widać było, że nie zamierza spędzić tu ani sekundy dłużej.
- Do domu, powiadasz? - Zastanowiłem się przez chwilę. - A gdzie taka przemiła czarownica jak ty mieszka? Może cię podrzucić?
Usłyszałem ciche prychnięcie. Dziewczyna odwróciła się przodem do mnie i popatrzyła z politowaniem.
- Nie wsiadam do samochodu z nieznajomymi - odparła.
Po tym zdaniu odwróciła się na pięcie i ruszyła do drzwi. Zanim jednak
zdołała nacisnąć klamkę, uprzedziłem ją. Przepuściłem ją w drzwiach tak,
jak chwilę temu, kiedy tu wchodziliśmy. Nie skomentowała tego. Po
prostu ruszyła przed siebie. Poczułem niemały zawód. Nie lubiłem, kiedy
mnie się ignorowało. Musiałem przyznać, że rzadko to się zdarzało.
- Strasznie ci się spieszy - powiedziałem, chcąc jakoś wciągnąć ją w rozmowę. Niestety dziewczyna nadal kontynuowała swój marsz.
Nie wiedziałem, czy wracała do swojego domu na pieszo, czy szukała
samochodu. Kilka aut było zaparkowanych nieopodal. Pośród nich stał mój
samochód.
- Nie lubię, kiedy ktoś mnie śledzi - odparła.
- A ja nie lubię być ignorowany - powiedziałem.
W mniej niż sekundę znalazłem się przed dziewczyną. Nie wyglądała na
zaskoczoną. Wampiry były dość popularną rasą nadnaturalnych. Powszechnie
wiadomo, że charakteryzowaliśmy się niezwykłą siłą czy szybkością.
- Jestem Zack, właściciel najlepszego klubu nocnego w mieście -
przedstawiłem się po chwili. - Już nie jestem nieznajomym. Moja oferta
nadal aktualna, chyba, że masz gdzieś tu zaparkowaną miotłę, czarownico.
- Uniosłem jedną brew, wpatrując się w nią uważnie.
Musiałem przyznać, że zaciekawiła mnie ta postać. Wolałem mieć w niej
przyjaciela, niż wroga. Nigdy nie wiadomo, kiedy musiałbym potrzebować
pomocy. Była pierwszą czarownicą, którą spotkałem od kilkudziesięciu
lat. Tej pierwszej akurat nie wspominałem zbyt dobrze. Byliśmy
zaciekłymi wrogami.
Tai?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zack&Taiga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zack&Taiga. Pokaż wszystkie posty
12.08.2019
9.08.2019
Od Taigi CD Zacka
Patrzyłam na wampira, który z minutę na minutę stawał się coraz bardziej
poirytowany, chociaż nie, jego wręcz ogarniała wściekłość, widząc, że
nie może się ruszyć. Zabić. Zabawne. Nie miałam powodów, aby zabijać
nadnaturalnych. W końcu, nawet
jeśli każdy z nas pochodzi z innej rasy, to wszystkich nas coś łączy.
Każdy z nas ma swoich wrogów, niektórzy pragną naszej śmierci, inni
robią wszystko, żeby rzucać nam kłody pod nogi i patrzeć jak się o nie
potykamy. W pewnym momencie chłopak zaczął się oglądać przez ramię.
Najwyraźniej coś przykuło jego uwagę. Sama zmarszczył nieco brwi,
starając się zobaczyć, a może usłyszeć to samo co on. Niestety nie
posiadam w rodzonych umiejętności dobrego słuchu czy wzroku. Może nie
jest on przeciętny, ale też niesokoli. Chciałam się nawet zaśmiać, że
przez głód zaczyna mieć omamy, albo widzi już swoją śmierć, która po
niego idzie. Zanim zdążyłam rzucić kolejnym kąśliwym żartem, usłyszałam
pijacki śmiech. Skupiłam się na jednym punkcie. W naszą stronę szedł
młody chłopak, nie wiem nawet, czy miał skończoną osiemnastkę, ale z
pewnością nie kojarzył się dzieje wokół niego. Był totalnie zalany.
Stanął wręcz na wyciągnięcie ręki od wampira i miał już wyciągać swojego
przyjaciela ze spodni, gdy zauważył moją osobę. Co dziwne, nawet nie
zwrócił uwagę na bruneta.
- Ooooo, ładna panieneczkaaa. Chcesz zobaczyć, co ja tutaj mam? - Uśmiechnął się i zatoczył. Jednak zanim którekolwiek z nas zdążyło zareagować, został chwycony za kaptur od bluzy i pociągnięty w tył. Widziałam, jak śnieżnobiałe kły wbijają się z jego szyję, a z ust nieszczęśnika wydobył się cichy, prawie że niemy krzyk. Całe widowisko trwało zaledwie kilka sekund, jednak kiedy to widziałam, miałam wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność. Nie byłam zdegustowana, raczej trochę zafascynowana. Nie miałam okazji do bezpośredniego kontaktu z wampirem, a co za tym idzie, nigdy nie widziałam, jak wygląda w ich wykonaniu ugryzienie. Było to dosyć brutalne, jednak nawet kropla krwi nie spadła na zimny beton. Pijaczek upadł na ziemię i wyglądał tak, jakby zwyczajnie usnął.
- Żyje - Dopiero głos krwiopijcy wyrwał mnie z moich przemyśleń. Uniosłam wzrok, podnosząc jedną brew.
- A po co mi ta informacja? - Zapytałam obojętnie. - Nawet jeśli, ktoś znajdzie tutaj trupa, to przyjdą do właściciela tego burdelu, nie do mnie, czyż nie? - Odwróciłam się na pięcie, idąc w kierunku głównego wejścia, miałam ochotę już wyjść, ale niestety zostawiłam w szatni swoją kurtkę.
- Nie zapomniałaś o czymś? - Usłyszałam za sobą wołanie,
na co westchnęłam. Niby wampir, a upierdliwy, jak każdy inny człowiek.
Machnęłam dłonią, aby łańcuchy rozpuściły się w mroku. Powoli ludzie
opuszczali budynek, było już po 2 w nocy, więc każdy szukał transportu
do domu. Drzwi przede mną otworzył mężczyzna, który jeszcze chwilę temu
chciał wypić moją krew.
- Czego chcesz? - Weszłam do środka, podając numerek od szatni, dzięki czemu dostałam swoją skórzaną kurtkę. Odwróciłam się do chłopaka, który najraźniej czekał, aż kilka osób od nas odejdzie.
- Kim jesteś?
- Kobietą - Uśmiechnęłam się ironicznie, a zarazem niewinnie.
- Pytam o rasę - Wziął głęboki oddech, najwyraźniej zdając sobie sprawę z tego, że nie należę do osób miłych i otwartych. - Demon, wiedźma?
- Dużo gorsza od nich - Skrzyżowałam dłonie na piersi - Ta wiedza jest Ci zbędna... Ale okej, jestem czarownicą, którą spieszy się do domu.
Zack?
- Ooooo, ładna panieneczkaaa. Chcesz zobaczyć, co ja tutaj mam? - Uśmiechnął się i zatoczył. Jednak zanim którekolwiek z nas zdążyło zareagować, został chwycony za kaptur od bluzy i pociągnięty w tył. Widziałam, jak śnieżnobiałe kły wbijają się z jego szyję, a z ust nieszczęśnika wydobył się cichy, prawie że niemy krzyk. Całe widowisko trwało zaledwie kilka sekund, jednak kiedy to widziałam, miałam wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność. Nie byłam zdegustowana, raczej trochę zafascynowana. Nie miałam okazji do bezpośredniego kontaktu z wampirem, a co za tym idzie, nigdy nie widziałam, jak wygląda w ich wykonaniu ugryzienie. Było to dosyć brutalne, jednak nawet kropla krwi nie spadła na zimny beton. Pijaczek upadł na ziemię i wyglądał tak, jakby zwyczajnie usnął.
- Żyje - Dopiero głos krwiopijcy wyrwał mnie z moich przemyśleń. Uniosłam wzrok, podnosząc jedną brew.
- A po co mi ta informacja? - Zapytałam obojętnie. - Nawet jeśli, ktoś znajdzie tutaj trupa, to przyjdą do właściciela tego burdelu, nie do mnie, czyż nie? - Odwróciłam się na pięcie, idąc w kierunku głównego wejścia, miałam ochotę już wyjść, ale niestety zostawiłam w szatni swoją kurtkę.
- Nie zapomniałaś o czymś? - Usłyszałam za sobą wołanie,
na co westchnęłam. Niby wampir, a upierdliwy, jak każdy inny człowiek.
Machnęłam dłonią, aby łańcuchy rozpuściły się w mroku. Powoli ludzie
opuszczali budynek, było już po 2 w nocy, więc każdy szukał transportu
do domu. Drzwi przede mną otworzył mężczyzna, który jeszcze chwilę temu
chciał wypić moją krew.- Czego chcesz? - Weszłam do środka, podając numerek od szatni, dzięki czemu dostałam swoją skórzaną kurtkę. Odwróciłam się do chłopaka, który najraźniej czekał, aż kilka osób od nas odejdzie.
- Kim jesteś?
- Kobietą - Uśmiechnęłam się ironicznie, a zarazem niewinnie.
- Pytam o rasę - Wziął głęboki oddech, najwyraźniej zdając sobie sprawę z tego, że nie należę do osób miłych i otwartych. - Demon, wiedźma?
- Dużo gorsza od nich - Skrzyżowałam dłonie na piersi - Ta wiedza jest Ci zbędna... Ale okej, jestem czarownicą, którą spieszy się do domu.
Zack?
8.08.2019
Od Zacka CD Taigi
Kiedy dziewczyna wyszła ze mną z klubu, byłem zadowolony. Cieszyłem się,
że tak gładko poszło, choć z początku się na to nie zapowiadało. Miałem
jednak rację, hipnoza zawsze była niezawodna. Powinienem od razu jej
użyć, niż bawić się w to całe podrywanie, a szczególnie teraz, kiedy nie
miałem na to czasu. Głód był bardzo silny i wiedziałem, że jeśli bym
dłużej z tym zwlekał, nie potrafiłbym nad sobą zapanować. To zdarzyło
się tylko raz w moim długim życiu. Zaatakowałem wtedy jakiegoś
mężczyznę, o mało co go nie zbijając. Nie potrafiłem zapanować nad sobą,
silniejsza była żądza krwi. Od tamtej pory przyrzekłem sobie, że nigdy
nie dopuszczę siebie do takiego stanu. Przez moje zostawianie
wszystkiego na później, znalazłem się w takiej sytuacji, co
kilkadziesiąt lat temu. Miałem tylko nadzieję, że nikogo poważnie nie
skrzywdzę. Nie byłem mordercą. Krwiopijcą, ale nie mordercą.
Jakie wielkie było moje zdziwienie, kiedy dziewczyna zrobiła unik przed ugryzieniem. Tego się nie spodziewałem. Powoli pochylałem się nad jej szyją, by wgryźć się w nieskazitelną skórę, która skrywała pod sobą najcenniejszą, szkarłatną ciecz - krew. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że hipnoza nie zadziałała. Dziewczyna przecież wyszła ze mną, prawda? Powinna teraz cierpliwie stać i czekać, aż się posilę. Jeszcze bardziej się zdziwiłem, kiedy coś oplątało mi się wokół nogi. Łańcuch? Skąd do cholery wziął się tutaj łańcuch? Wyłonił się z cienia? Czy to jakiś żart?
Spojrzałem rozgniewany na dziewczynę. Ona na pewno nie była zwykłym człowiekiem. Mogłem posądzić ją nawet o to, że była jakimś demonem ciemności. Jej umiejętność nawet by pasowała.
- Podobno bycie na głodzie jest porównywalne do tego, co czuje narkoman, gdy nie ma dostępu do swoich proszków, także powodzenia - Zaśmiała się krótko, kończąc naszą małą wymianę zdań odnośnie mojego trybu życia, a dokładniej picia krwi i polowań.
Nic o mnie nie wiedziała. Porównywanie głodnego wampira do ćpuna było lekkim niedomówieniem. Nie chciałem jednak wdawać się w zbędną dyskusję. Najważniejszy był fakt, że nadal łaknąłem krwi i musiałem naprawdę szybko ją zdobyć. Niestety uniemożliwiał mi to łańcuch zaplątany przy mojej nodze. Gdyby nie on, moja niedoszła ofiara straciła by troszkę krwi.
- Zamierzasz mnie zabić? - zapytałem, gdyż nie potrafiłem nic innego wymyślić.
- Zabić? - powtórzyła, jakby rozważała moje słowa. - Zapewniam cię, że to ostatnie, czego bym w tej chwili chciała.
- Więc czego chcesz? - zapytałem wprost. - Może jesteś łowcą wampirów, hm? To wszystko to była gra, tak? Od początku wiedziałaś, że użyłem hipnozy, by się na tobie posilić. Od jak dawna mnie obserwowałaś i planowałaś to wszystko?
- Przeceniasz mnie, wampirku - zaśmiała się. - Nie uganiam się za krwiopijcami, a na pewno ich nie uśmiercam. Możesz spać spokojnie.
- Skoro hipnoza na ciebie nie działa, po co to wszystko? Dlaczego ze mną wyszłaś?
- Nie wiem... może z nudów? - odparła z uśmiechem. - W życiu przyda się trochę zabawy, nie sądzisz?
Dziewczyna przeszła kilka kroków, cały czas nie spuszczając ze mnie swojego uważnego wzroku. Była zbyt pewna siebie, to fakt. Skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej i przyglądałem się jej uważnie. Nie wiedziałem, na co ją stać. Nie wiedziałem nadal, kim była. Podejrzewałem, że być może spotkałem na swej drodze jakiegoś maga. W swoim życiu nie spotykałem za dużo nadnaturalnych, można było powiedzieć, że od nich stroniłem. To ludzie mnie zachwycali. To z nich mogłem się posilić. Nadnaturalni byli dość... kłopotliwi. Nigdy nie wiedziałem, czego się mogę po nich spodziewać. Najbardziej nienawidziłem wilkołaków. Między moją rasą a ich od wieków toczyły się walki. A ja nie zamierzałem tego zmieniać. Wnerwiały mnie.
- O tak, uwielbiam się dobrze zabawić - odparłem, posyłając jej przesłodzony uśmiech, ukazując przy tym kły. - Ale niestety nie dziś, piękna. Tak jakby troszkę przymieram głodem. A musisz wiedzieć, że gdy jestem głodny, robię się strasznie drażliwy.
Po wypowiedzeniu ostatniego słowa, chwyciłem za łańcuch, próbując się z niego wyswobodzić. To przeklęte żelastwo nie chciało ustąpić. Szarpnąłem mocniej licząc, że to cokolwiek da. Nawet moja wampirza siła na nic się zdała. Oddychałem coraz szybciej. Już nie byłem zły. Byłem wściekły. Zwykle starałem się wyglądać na opanowanego, lecz nie tym razem. Nie było mi do śmiechu. Zamknąłem oczy, próbując ochłonąć. W oddali słyszałem głosy rozbawionych nastolatków, którzy opuszczali klub.
- Próbujesz przemienić się w nietoperka? - zapytała po chwili nieznajoma, drwiąc sobie ze mnie.
Całkowicie ją zignorowałem. Słyszałem kroki zbliżającej się osoby. Sądząc po nawoływaniach innych, był to młody chłopak. Odłączył się od grupy, aby się odlać. Jak milutko. Zwykle pożywiałem się na młodych dziewczynach, lecz będąc w obecnej sytuacji, nie narzekałbym nawet, gdyby zjawił się tu jakiś bezdomny. Jego kroki były coraz głośniejsze. Otworzyłem oczy, spoglądając w tamtą stronę. Jeśli zbliżyłby się dość blisko, tak, aby łańcuchy mnie nie blokowały, mógłbym go dorwać.
Tai?
Jakie wielkie było moje zdziwienie, kiedy dziewczyna zrobiła unik przed ugryzieniem. Tego się nie spodziewałem. Powoli pochylałem się nad jej szyją, by wgryźć się w nieskazitelną skórę, która skrywała pod sobą najcenniejszą, szkarłatną ciecz - krew. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że hipnoza nie zadziałała. Dziewczyna przecież wyszła ze mną, prawda? Powinna teraz cierpliwie stać i czekać, aż się posilę. Jeszcze bardziej się zdziwiłem, kiedy coś oplątało mi się wokół nogi. Łańcuch? Skąd do cholery wziął się tutaj łańcuch? Wyłonił się z cienia? Czy to jakiś żart?
Spojrzałem rozgniewany na dziewczynę. Ona na pewno nie była zwykłym człowiekiem. Mogłem posądzić ją nawet o to, że była jakimś demonem ciemności. Jej umiejętność nawet by pasowała.
- Podobno bycie na głodzie jest porównywalne do tego, co czuje narkoman, gdy nie ma dostępu do swoich proszków, także powodzenia - Zaśmiała się krótko, kończąc naszą małą wymianę zdań odnośnie mojego trybu życia, a dokładniej picia krwi i polowań.
Nic o mnie nie wiedziała. Porównywanie głodnego wampira do ćpuna było lekkim niedomówieniem. Nie chciałem jednak wdawać się w zbędną dyskusję. Najważniejszy był fakt, że nadal łaknąłem krwi i musiałem naprawdę szybko ją zdobyć. Niestety uniemożliwiał mi to łańcuch zaplątany przy mojej nodze. Gdyby nie on, moja niedoszła ofiara straciła by troszkę krwi.
- Zamierzasz mnie zabić? - zapytałem, gdyż nie potrafiłem nic innego wymyślić.
- Zabić? - powtórzyła, jakby rozważała moje słowa. - Zapewniam cię, że to ostatnie, czego bym w tej chwili chciała.
- Więc czego chcesz? - zapytałem wprost. - Może jesteś łowcą wampirów, hm? To wszystko to była gra, tak? Od początku wiedziałaś, że użyłem hipnozy, by się na tobie posilić. Od jak dawna mnie obserwowałaś i planowałaś to wszystko?
- Przeceniasz mnie, wampirku - zaśmiała się. - Nie uganiam się za krwiopijcami, a na pewno ich nie uśmiercam. Możesz spać spokojnie.
- Skoro hipnoza na ciebie nie działa, po co to wszystko? Dlaczego ze mną wyszłaś?
- Nie wiem... może z nudów? - odparła z uśmiechem. - W życiu przyda się trochę zabawy, nie sądzisz?
Dziewczyna przeszła kilka kroków, cały czas nie spuszczając ze mnie swojego uważnego wzroku. Była zbyt pewna siebie, to fakt. Skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej i przyglądałem się jej uważnie. Nie wiedziałem, na co ją stać. Nie wiedziałem nadal, kim była. Podejrzewałem, że być może spotkałem na swej drodze jakiegoś maga. W swoim życiu nie spotykałem za dużo nadnaturalnych, można było powiedzieć, że od nich stroniłem. To ludzie mnie zachwycali. To z nich mogłem się posilić. Nadnaturalni byli dość... kłopotliwi. Nigdy nie wiedziałem, czego się mogę po nich spodziewać. Najbardziej nienawidziłem wilkołaków. Między moją rasą a ich od wieków toczyły się walki. A ja nie zamierzałem tego zmieniać. Wnerwiały mnie.
- O tak, uwielbiam się dobrze zabawić - odparłem, posyłając jej przesłodzony uśmiech, ukazując przy tym kły. - Ale niestety nie dziś, piękna. Tak jakby troszkę przymieram głodem. A musisz wiedzieć, że gdy jestem głodny, robię się strasznie drażliwy.
Po wypowiedzeniu ostatniego słowa, chwyciłem za łańcuch, próbując się z niego wyswobodzić. To przeklęte żelastwo nie chciało ustąpić. Szarpnąłem mocniej licząc, że to cokolwiek da. Nawet moja wampirza siła na nic się zdała. Oddychałem coraz szybciej. Już nie byłem zły. Byłem wściekły. Zwykle starałem się wyglądać na opanowanego, lecz nie tym razem. Nie było mi do śmiechu. Zamknąłem oczy, próbując ochłonąć. W oddali słyszałem głosy rozbawionych nastolatków, którzy opuszczali klub.
- Próbujesz przemienić się w nietoperka? - zapytała po chwili nieznajoma, drwiąc sobie ze mnie.
Całkowicie ją zignorowałem. Słyszałem kroki zbliżającej się osoby. Sądząc po nawoływaniach innych, był to młody chłopak. Odłączył się od grupy, aby się odlać. Jak milutko. Zwykle pożywiałem się na młodych dziewczynach, lecz będąc w obecnej sytuacji, nie narzekałbym nawet, gdyby zjawił się tu jakiś bezdomny. Jego kroki były coraz głośniejsze. Otworzyłem oczy, spoglądając w tamtą stronę. Jeśli zbliżyłby się dość blisko, tak, aby łańcuchy mnie nie blokowały, mógłbym go dorwać.
Tai?
7.08.2019
Od Taigi CD Zacka
Spojrzałam z rozbawieniem na wampira, który myślał, że marna hipnoza w
jakikolwiek sposób na mnie wpłynie. Fakt, że z początku po jego słowach,
miałam myśl, żeby jak na skrzydłach za nim polecieć, jednak sama
również byłam chroniona zaklęciami, dzięki którym takie sztuczki na mnie
nie działały. Powinnam go wyśmiać i odejść spokojnie w swoim kierunku,
jednak coś mnie tknęło. Wieczór był długi i nudny, sama byłam już
zmęczona monotonnymi wieczorami, lub chwilami, kiedy musiałam się
bronić, przed narwanymi łowcami. Miałam do wyboru wrócić do domu i
spokojnie iść do łóżka albo znowu siedzieć na kanapie z książką,
laptopem na kolanach czy też wgapiając się w telewizor, ale mogłam
również zabawić się z narwanym, pewnym siebie i być może nieco
narcystycznym wampirem. Włożyłam kosmyk włosów opadający niesfornie na
czoło za ucho, po czym raz jeszcze na niego spojrzałam, tym razem
wysilając się na mały uśmiech.
- Dobrze - Powiedziała niemal od razu i równie pewnie, jak on, aby się nie zorientował. Z początku na jego twarzy malowało się zaskoczenie, ale zaraz po nim ukazała się zwycięska mimika.
- Więc, Panie przodem - Skinął dłonią, na co bez słowa poszłam w kierunku przez niego wskazanym. Jak się okazało, było to ustronne miejsce za klubem. Z oddali widziałam parking i ludzi, którzy szli przed siebie zupełnie tak, jakby nas nie widzieli. Magia iluzji? Nie byłam co do tego przekonana, nic nie wyczuwałam, ani nic nie mogłam dostrzec, przez co w mojej głowie rodziła się niepewność. Równie dobrze ludzie z daleka, mogli być podpici i zbyt zajęci sobą, aby odwracać wzrok w naszą stronę i próbować, chociaż nawiązać ze mną kontakt wzrokowy. Cała sytuacja wydawała się nawet zabawna. Powinno być tutaj mnóstwo nastolatków szukających właśnie takiego miejsca, aby wyskoczyć na jeden mały i szybki numerek, a jest tutaj idealna cisza.
- Więc - jego dłoń znalazła się tuż obok mojej głowy, opierając się o cegły budynku. Nawet nie spojrzał na mnie, tylko od razu chciał zbliżyć swą głowę do mej szyi. - Ładnie pachniesz - Wyszeptał, a gdy widziałam, że otwiera usta, kucnęłam delikatnie, przechodząc przez jego ramię, dzięki czemu nie byłam już blisko niego.
- Nie ładnie tak naciągać kobiety na piękne oczy i hipnozę, po czym wysysać z nich krew - Skrzyżowałam dłonie na piersi, trochę obawiałam się jego gniewu, więc nim zdążył zrobić krok w moją stronę, jego nogę oplątał jeden z łańcuchów, który wyłonił się z cienia. Spojrzał najpierw na swoją nogę, a później na mnie.
- Każdy żyje jak może, czyż nie? - Podniósł jedną brew.
- Ale nie kosztem innym, czyż nie? - Zrobiłam podobny gest, jednak doszedł do tego minimalny uśmiech, nieco drwiący. - Cóż - Ziewnęłam, układając obydwie dłonie na karku - Podobno bycie na głodzie jest porównywalne do tego, co czuje narkoman, gdy nie ma dostępu do swoich proszków, także powodzenia - Zaśmiałam się krótko i cicho. Nie miałam zamiaru oddawać mu swojej krwi, ale też nie miałam powodów, żeby się mieszać w jego życie. Skoro w taki sposób żyje, tak się odżywia to, czy jest to moja sprawa? Powinnam go wypuścić i podziwiać ze śmiechem jak podrywa kolejną ofiarę, która idzie za nim potulnie niczym baranek. Jestem ciekawa tylko, czy jestem pierwszą nadnaturalną, na którą trafił podczas swoich łowów.
Zack?
- Dobrze - Powiedziała niemal od razu i równie pewnie, jak on, aby się nie zorientował. Z początku na jego twarzy malowało się zaskoczenie, ale zaraz po nim ukazała się zwycięska mimika.
- Więc, Panie przodem - Skinął dłonią, na co bez słowa poszłam w kierunku przez niego wskazanym. Jak się okazało, było to ustronne miejsce za klubem. Z oddali widziałam parking i ludzi, którzy szli przed siebie zupełnie tak, jakby nas nie widzieli. Magia iluzji? Nie byłam co do tego przekonana, nic nie wyczuwałam, ani nic nie mogłam dostrzec, przez co w mojej głowie rodziła się niepewność. Równie dobrze ludzie z daleka, mogli być podpici i zbyt zajęci sobą, aby odwracać wzrok w naszą stronę i próbować, chociaż nawiązać ze mną kontakt wzrokowy. Cała sytuacja wydawała się nawet zabawna. Powinno być tutaj mnóstwo nastolatków szukających właśnie takiego miejsca, aby wyskoczyć na jeden mały i szybki numerek, a jest tutaj idealna cisza.
- Więc - jego dłoń znalazła się tuż obok mojej głowy, opierając się o cegły budynku. Nawet nie spojrzał na mnie, tylko od razu chciał zbliżyć swą głowę do mej szyi. - Ładnie pachniesz - Wyszeptał, a gdy widziałam, że otwiera usta, kucnęłam delikatnie, przechodząc przez jego ramię, dzięki czemu nie byłam już blisko niego.
- Nie ładnie tak naciągać kobiety na piękne oczy i hipnozę, po czym wysysać z nich krew - Skrzyżowałam dłonie na piersi, trochę obawiałam się jego gniewu, więc nim zdążył zrobić krok w moją stronę, jego nogę oplątał jeden z łańcuchów, który wyłonił się z cienia. Spojrzał najpierw na swoją nogę, a później na mnie.
- Każdy żyje jak może, czyż nie? - Podniósł jedną brew.
- Ale nie kosztem innym, czyż nie? - Zrobiłam podobny gest, jednak doszedł do tego minimalny uśmiech, nieco drwiący. - Cóż - Ziewnęłam, układając obydwie dłonie na karku - Podobno bycie na głodzie jest porównywalne do tego, co czuje narkoman, gdy nie ma dostępu do swoich proszków, także powodzenia - Zaśmiałam się krótko i cicho. Nie miałam zamiaru oddawać mu swojej krwi, ale też nie miałam powodów, żeby się mieszać w jego życie. Skoro w taki sposób żyje, tak się odżywia to, czy jest to moja sprawa? Powinnam go wypuścić i podziwiać ze śmiechem jak podrywa kolejną ofiarę, która idzie za nim potulnie niczym baranek. Jestem ciekawa tylko, czy jestem pierwszą nadnaturalną, na którą trafił podczas swoich łowów.
Zack?
5.08.2019
Od Zacka CD Taigi
Spodziewałem się, że dzisiejszy wypad do klubu będzie taki sam, jak
inne. Myliłem się. Niestety. W końcu natrafiłem na kogoś, kto uniósł
wysoko poprzeczkę. Nie byłem przygotowany na porażkę.
Wpatrywałem się teraz w szklankę na swojej dłoni. Musiałem przyznać, że ta dziewczyna miała charakter. Na mojej twarzy pojawił się firmowy uśmieszek. Wiedziałem, że z nią nie pójdzie mi tak łatwo. Była bystra i niezwykle inteligenta, bez wątpienia rozpoznała moje intencje. Nie zachowywała się jak te wszystkie dziewczyny, które jadły mi z ręki po rzuceniu kilku miłych słówek i komplementów. Wątpiłem, by była zwykłym człowiekiem. Uważałem ich za słabą rasę, podatną na sztuczki nadnaturalnych. Ona taka nie była. Zawiódł nawet mój urok osobisty, co było mi w niesmak, lecz nie chciałem tego pokazać. Jeszcze się nie poddawałem.
Sięgnąłem drugą dłonią po szklankę, odkładając ją na bok. Opuszkami palców rozmazałem ślad szminki. Konkretnie była to krwistoczerwona szminka. Co za ironia losu...
Zacząłem poważnie zastanawiać się nad tym, jak zdobyć dzisiaj świeżą krew. Nie mogłem dłużej czekać. Musiałem się napić, i to wcale nie mówiłem o alkoholu. Odchyliłem się na barowym stołku, czując nieprzyjemne mrowienie w całym ciele. Przejechałem językiem po ostrych kłach, tak spragnionych krwi. Uderzyłem dłonią o blat, chcąc przywrócić jasność myślenia. Jeszcze trochę, a rzuciłbym się na przypadkową osobę w klubie. To byłoby zbyt ryzykowne, zbyt dużo świadków. Ja tak nie działałem. Nie chciałem również się narażać.
- Coś nie tak? - zapytała ta sama dziewczyna, uśmiechając się promiennie. Wyczuwałem w tym fałsz.
Przełknąłem ciężko ślinę i spojrzałem w jej stronę. Opierała swoją głowę na ugiętej ręce. Wyglądała, jakby miała niezły ubaw z mojego zachowania. Byłem pewien, że doskonale zdawała sobie sprawę z mojej sytuacji. Co za przebiegła istota. Ignorując okropny ból w dłoni, słodko się uśmiechnąłem.
- Wszystko w jak najlepszym porządku, nieznajoma - odparłem. - Wspominałaś, że piłaś lepsze drinki, z czym muszę się nie zgodzić. Podobno Icarus Falls to najlepszy klub nocny w tej okolicy...
Cały czas nie odrywałem spojrzenia od jej bursztynowych oczu. Mogłem wykorzystać na niej jedyną umiejętność, jaką była hipnoza. Czasem żałowałem, że nie miałem więcej umiejętności, lecz jako wampir nie potrzebowałem ich zbyt wiele. Hipnoza była zawsze skuteczna i nie raz ratowała mnie z opresji. Dlaczego nie miałaby podziałać i tym razem?
- Tak twierdzi tylko jego zarozumiały właściciel? - zapytała widocznie znudzona.
- Myślę, że gdybyś tylko ze mną poszła, zmieniłabyś zdanie. Chodźmy się przekonać...
<Tai?>
Wpatrywałem się teraz w szklankę na swojej dłoni. Musiałem przyznać, że ta dziewczyna miała charakter. Na mojej twarzy pojawił się firmowy uśmieszek. Wiedziałem, że z nią nie pójdzie mi tak łatwo. Była bystra i niezwykle inteligenta, bez wątpienia rozpoznała moje intencje. Nie zachowywała się jak te wszystkie dziewczyny, które jadły mi z ręki po rzuceniu kilku miłych słówek i komplementów. Wątpiłem, by była zwykłym człowiekiem. Uważałem ich za słabą rasę, podatną na sztuczki nadnaturalnych. Ona taka nie była. Zawiódł nawet mój urok osobisty, co było mi w niesmak, lecz nie chciałem tego pokazać. Jeszcze się nie poddawałem.
Sięgnąłem drugą dłonią po szklankę, odkładając ją na bok. Opuszkami palców rozmazałem ślad szminki. Konkretnie była to krwistoczerwona szminka. Co za ironia losu...
Zacząłem poważnie zastanawiać się nad tym, jak zdobyć dzisiaj świeżą krew. Nie mogłem dłużej czekać. Musiałem się napić, i to wcale nie mówiłem o alkoholu. Odchyliłem się na barowym stołku, czując nieprzyjemne mrowienie w całym ciele. Przejechałem językiem po ostrych kłach, tak spragnionych krwi. Uderzyłem dłonią o blat, chcąc przywrócić jasność myślenia. Jeszcze trochę, a rzuciłbym się na przypadkową osobę w klubie. To byłoby zbyt ryzykowne, zbyt dużo świadków. Ja tak nie działałem. Nie chciałem również się narażać.
- Coś nie tak? - zapytała ta sama dziewczyna, uśmiechając się promiennie. Wyczuwałem w tym fałsz.
Przełknąłem ciężko ślinę i spojrzałem w jej stronę. Opierała swoją głowę na ugiętej ręce. Wyglądała, jakby miała niezły ubaw z mojego zachowania. Byłem pewien, że doskonale zdawała sobie sprawę z mojej sytuacji. Co za przebiegła istota. Ignorując okropny ból w dłoni, słodko się uśmiechnąłem.
- Wszystko w jak najlepszym porządku, nieznajoma - odparłem. - Wspominałaś, że piłaś lepsze drinki, z czym muszę się nie zgodzić. Podobno Icarus Falls to najlepszy klub nocny w tej okolicy...
Cały czas nie odrywałem spojrzenia od jej bursztynowych oczu. Mogłem wykorzystać na niej jedyną umiejętność, jaką była hipnoza. Czasem żałowałem, że nie miałem więcej umiejętności, lecz jako wampir nie potrzebowałem ich zbyt wiele. Hipnoza była zawsze skuteczna i nie raz ratowała mnie z opresji. Dlaczego nie miałaby podziałać i tym razem?
- Tak twierdzi tylko jego zarozumiały właściciel? - zapytała widocznie znudzona.
- Myślę, że gdybyś tylko ze mną poszła, zmieniłabyś zdanie. Chodźmy się przekonać...
<Tai?>
29.07.2019
Od Taigi CD Zacka
Kolejny dzień minął mi w spokoju i jak kilka dni poprzednich. Cały czas
miałam coś do załatwienia, więc nawet nie mogłam pomyśleć o chwili
wytchnienia dla samej siebie. Dopiero w piątkowy wieczór, zamykając
kawiarnie, poczułam, że coś trzeba ze sobą zrobić. Nie chciałam
kolejnego wieczora spędzać przed telewizorem, czy też z książką w dłoni
otoczona czterema ścianami. Wróciłam do mieszkania zamyślona, tym co
mogłabym tego wieczoru porobić. Nawet napisałam do kilku osób, jednak
każda z nich miała już swoje plany, a co za tym idzie, pozostawało mi
albo znowu złapać za książkę, albo w samotności wyjść na miasto. Stojąc
przed szafą i przeglądając wzrokiem ubrania, już wiedziałam, że to nie
będzie nudny wieczór. Po długich 15 minutach, w których czasie zdążyłam
wejść pod prysznic i wysuszyć włosy zdecydowałam się na klasyczną czerń.
Czarna, mała i nieco kusa sukienka, a do niej pasujące czarne szpilki z
wiązaniami, dzięki czemu bardziej przypominały sandałki, a dodatkowo
były niezwykle wygodne. Raz jeszcze spojrzałam na swoje odbicie w
lustrze, żeby poprawić krwistoczerwoną szminką usta i przeczesać włosy.
Przerzuciłam przez ramię małą torebeczkę, w której miałam jedynie
telefon, portfel oraz klucze od mieszkania. Zadowolona wyszłam z
mieszkania i chociaż sama to bez strachu udałam się do pobliskiego klubu
nocnego. Zajęłam miejsce przy barze, zamawiając jednego drinka. Nie
chciałam przesadzać z alkoholem, ale i bez niego byłoby zbyt nudno.
Oglądałam postacie przechadzające się obok mnie, niektórzy bacznie mi
się przyglądali z uśmiechem, inni próbowali podejść i wyciągnąć na
parkiet, na jego szczęście mój wzrok i stanowczy ton szybko odpychał
owych amantów i nie musiało dochodzić do żadnych rękoczynów, czy
podobnych ataków agresji. Kończąc swojego drinka, czułam się już
znudzona, miałam ochotę wyjść, pójść na długi spacer i położyć się do
łóżka. Wtedy obok mnie usiadł mężczyzna, który wręcz emanował swoją
pewnością. Od razu zaczął rozmowę z nonszalanckim uśmiechem, na co tylko
przewróciłam oczami. Sądziłam, że to kolejny natręt, który odpuści,
widząc moją niechęć, a także sygnały, że potrafię być nieprzyjemna. Nie
zwracałam na niego większej uwagi, dopóki nie usłyszałam ostatnich kilku
słów wypowiedzianych z jego ust.
- Nie jesteś człowiekiem. Ani wilkołakiem, nie śmierdzisz psem jak oni, kim jesteś? - Jego wzrok był wręcz we mnie wbity, a ja marszcząc brwi, dopiero teraz na niego spojrzałam. Młody chłopak, z delikatnym zarostem i jednym blond pasemkiem na włosach, które chyba najbardziej w tej chwili rzucało się w oczy. Spokojnie przyłożyłam usta do szklanki, pozostawiając na niej ślad swojej szminki. Cóż, można powiedzieć, że to swego rodzaju oznaczanie terenu, przez większość kobiet.
- Za to Ty nawet nie próbujesz się ukryć ze swoją rasą. Wampirku - Uśmiechnęłam się sarkastycznie i prześmiewczo zarazem. Nie rozumiałam nigdy tej odwiecznej wojny pomiędzy wampirami a wilkołakami, ale to już ich sprawa. Swoją drogą, teraz już wiem, dlaczego nie odszedł po pierwszym spławieniu. Nie jest zainteresowany mną, jako kobietą, a jedynie moją krwią, którą przy takiej bliskości zapewne już wyczuwał.
- Nie mam się czego wstydzić - Wzruszył z uśmiechem ramionami.
- Za to ja, nie mam zamiaru Ci odpowiadać - Raz jeszcze przechyliłam szklankę, wypijając wszystko, co się w niej znajdowało. - Średni, piłam lepsze -Położyłam szklankę na wierzchniej stronie jego dłoni, która spokojnie leżała na barze.
Zack?
- Nie jesteś człowiekiem. Ani wilkołakiem, nie śmierdzisz psem jak oni, kim jesteś? - Jego wzrok był wręcz we mnie wbity, a ja marszcząc brwi, dopiero teraz na niego spojrzałam. Młody chłopak, z delikatnym zarostem i jednym blond pasemkiem na włosach, które chyba najbardziej w tej chwili rzucało się w oczy. Spokojnie przyłożyłam usta do szklanki, pozostawiając na niej ślad swojej szminki. Cóż, można powiedzieć, że to swego rodzaju oznaczanie terenu, przez większość kobiet.
- Za to Ty nawet nie próbujesz się ukryć ze swoją rasą. Wampirku - Uśmiechnęłam się sarkastycznie i prześmiewczo zarazem. Nie rozumiałam nigdy tej odwiecznej wojny pomiędzy wampirami a wilkołakami, ale to już ich sprawa. Swoją drogą, teraz już wiem, dlaczego nie odszedł po pierwszym spławieniu. Nie jest zainteresowany mną, jako kobietą, a jedynie moją krwią, którą przy takiej bliskości zapewne już wyczuwał.
- Nie mam się czego wstydzić - Wzruszył z uśmiechem ramionami.
- Za to ja, nie mam zamiaru Ci odpowiadać - Raz jeszcze przechyliłam szklankę, wypijając wszystko, co się w niej znajdowało. - Średni, piłam lepsze -Położyłam szklankę na wierzchniej stronie jego dłoni, która spokojnie leżała na barze.
Zack?
22.07.2019
Od Zacka do Taigi
Nieznośne promienie słońca zaczęły wpadać przez niezasłonięte roletą okna. Skrzywiłem się na tę jasność i zasłoniłem oczy przedramieniem. Nienawidziłem wczesnych pobudek. Spałem dziś mniej niż pięć godzin, gdyż wróciłem niedawno ze swojego klubu, więc się nie wyspałem. Westchnąłem głośno, a po chwili usłyszałem odgłos uderzania psich pazurów o podłogę. Po chwili do odgłosu dołączyło dyszenie. Coś ciężkiego wskoczyło na łóżko, zwalając się na mnie całym ciężarem.
- Blue... - mruknąłem, próbując zrzucić z siebie psa. - Daj mi chwilkę, zaraz wyjdziemy.
Pies jednak nie dawał za wygraną, tylko złapał za kołdrę i zaczął ją ciągnąć. Przez chwilę się siłowaliśmy, w końcu odpuściłem. Jeszcze tego było mi potrzeba, aby zniszczył kolejną rzecz. Blue zadowolony z odniesionego zwycięstwa zaczął potrząsać materiałem, który miał w pysku. Spojrzałem na niego uważnie, decydując się usiąść.
- Choć tu łajzo - przywołałem go, a po chwili zwierzak znalazł się obok mnie, dopominając się o pieszczoty. - Jeśli znów zsikałeś się na dywan, porzucę cię w parku.
Blue przekrzywił głowę, co wyglądało komicznie. Czasami zastanawiałem się, czy rozumiał co do niego mówiłem.
Zgoniłem go z łóżka i sam skierowałem się do łazienki. Zażyłem orzeźwiający, zimny prysznic. Jak zwykle najdłużej zajmowałem się włosami, aby ułożyć je po umyciu, by jakoś wyglądały. Nie mogłem wyjść rozczochrany z mieszkania. Nawet jeśli planowałem pobiegać. Tak. O tej porze znajdzie się jeszcze kilku maniaków biegania poza mną, nie mogłem wyglądać koszmarnie. Gdy suszyłem swoje włosy suszarką, Blue jak zwykle zaczął wyć. Nigdy nie mogłem zrozumieć tego psa. Po bieganiu wezmę prysznic jeszcze raz, więc po raz kolejny będę zmuszony słuchać jego psich arii. Przebrany i gotowy do wyjścia czekałem przy drzwiach na psa. Powolnym krokiem podszedł do mnie i usiadł, cierpliwie czekając, aż założę mu obrożę.
W parku, tak jak myślałem było kilku biegaczy. Liczyłem, że będzie ich znacznie mniej. Gdy obok mnie przebiegały dwie młode kobiety zacząłem zastanawiać się, czy nie mógłbym zjeść śniadania trochę szybciej. Wizja smacznej, świeżej krwi była kusząca. Nie przepadałem za zimnymi zapasami z mojej lodówki. Krew to nie wino, że im starsze tym lepsze. Ja preferowałem świeżutką i ciepłą szkarłatną ciecz. Najchętniej wysysałem je z młodych dziewcząt, które lepiły się do mnie ilekroć znajdowałem się w klubie. Czasem były dość uciążliwe, ale nie mogłem narzekać. Nie zawsze miałem takie szczęście.
Po kilkunastu minutach postanowiłem wrócić. Blue wyglądał na zmęczonego, już się wybiegał. Dyszał ciężko z jęzorem na wierzchu, spoglądając co chwila na mnie. Zwolniłem, a po paru chwilach zacząłem spokojnie iść. Cieszyłem się na nadchodzącą wiosnę. Nie było tak okropnie zimno, a przede wszystkim zniknęło śnieżne błoto, które było uciążliwe. Na drzewach pojawiły się pąki, świat w końcu odżywał. Nawet słońce było o wiele przyjemniejsze, gdy ogrzewało skórę nikłymi promieniami.
Resztę dnia spędziłem w domu. Skupiłem się na dokończeniu jednego z obrazów, z którym męczyłem się od tygodnia. Pochłonęło to całą moją uwagę. Co chwila Blue wpadał do pracowni, domagając się mojej uwagi. Gdy stał się namolny, przerwałem i odłożyłem przybory na miejsce. Popatrzyłem na psa i westchnąłem ciężko. Zapewne był głodny i domagał się jedzenia. Jak o tym pomyślałem, doszedłem do wniosku, że sam bym coś przekąsił. Ruszyłem do kuchni i po chwili zapełniłem miskę Blue oraz nalałem świeżej wody do tej drugiej. Gdy otworzyłem lodówkę, spojrzałem sceptycznie na woreczki z krwią, które leżały tu od kilku dni. Czasem zdarzało mi się zapominać o wypiciu krwi, lecz sam organizm się o to dopominał. Gdy byłem na głodzie, całe ciało okropnie paliło, to było okropne uczucie. Dziś nic jeszcze nie piłem, a na zimną krew nie miałem ochoty. Cóż... byłem wybredny. Z powrotem zamknąłem lodówkę i podrapałem się w tył głowy. Musiałem zapolować.
Był późny wieczór, kiedy wyszedłem z mieszkania. Przedtem zdążyłem po raz kolejny wyjść z psem, aby nie narobił na dywan podczas mojej całonocnej nieobecności. Teraz zmierzałem do swojego klubu. Nie miałem tam daleko, dlatego zrezygnowałem z pomysłu wzięcia samochodu. Nocny spacer był najlepszym sposobem na nudę. Mogłem się tak włóczyć przez kilka godzin, nie przeszkadzało mi to. Przed Icarus Falls jak zwykle stała spora kolejka, klub cieszył się dużą popularnością nie tylko wśród młodzieży, ale i dorosłych, którzy chcieli wyluzować się po pracy. Z dziarskim uśmiechem przemknąłem obok czekających ludzi i przywitałem się z ochroniarzami. Bez przeszkód wszedłem do środka, skąd słychać było już głośną muzykę i rozmowy. Sala tętniła życiem. Czułem się jak ryba w wodzie. Uwielbiałem tłumy, tyle było tu ludzi, tyle krwi... Wystarczyłoby zagadać do jednej z samotnych dam i posiłek miałbym z głowy. Żadna jeszcze mi się nie oparła. I to wcale nie tak, że musiałem używać hipnozy. Żałowałem jednak, że nie działała ona na nadnaturalnych. Słyszałem kiedyś plotkę od pewnego wampira, że najgorsza krew jaką pił, pochodziła od wilkołaka. Nie chciałem jednak tego sprawdzać. Zastanawiałem się natomiast nad smakiem innych istot. Jako wampir nigdy nie posilałem się krwią zwierząt, pozostałem tylko przy ludzkiej. Podszedłem do baru, przeciskając się przez tłumy szalejących ludzi. Jak widać niektórym alkohol uderzył już do głowy i stali się uciążliwi. Nie lubiłem tego, ale to właśnie oni napędzali mój interes. Zawołałem barmana, którypodobnie jak ochroniarze od razu mnie rozpoznał.
- Co podać?
- Kolejka shotów dla wszystkich honorowych dawców krwi! - zawołałem, by ludzie wokół mnie usłyszeli, a tłum wiwatował.
I to nie tak, że wierzyłem, że ci wszyscy, którzy podeszli do baru nimi byli. Kłamcy. To po prostu był sposób na szybkie zdobycie krwi. W tłumie ludzi wypatrywałem jakiejś przesympatycznej osoby, która użyczyłaby mi swojej szyi, bym mógł się napić. Niepotrzebnie z tym zwlekałem przez cały dzień, gdyż zaczynałem odczuwać nieprzyjemne pieczenie w rękach. Znów to samo. Akurat przed moją twarzą pojawiła się niska blondynka w bardzo obcisłych jeansach. Strzał w dziesiątkę. Teraz wystarczyło trochę poflirtować. Akurat z tym problemu nie miałem, uwielbiałem dobre towarzystwo. Gdy chciałem już się odezwać, pojawił się jakiś chłopak, który objął blondynkę ramieniem i pocałował. Bardzo namiętnie pocałował. Zajęta, tak? Co za pech...
Westchnąłem zawiedziony i starałem się wypatrzeć z tłumu jakąś samotną duszyczkę, którą mógłbym zahipnotyzować. Mój dobry nastrój minął. Nienawidziłem przegrywać, a tym razem poległem już na samym starcie.O ironio! Nawet się nie odezwałem. Może to jej jakiś kuzyn, brat? Próbowałem sobie to wmówić, co było niemożliwe, ale jedno było pewne, blondynka odpadała. Spojrzałem w lewą stronę i zauważyłem przy barze samotnie siedzącą dziewczynę. Powoli sączyła alkohol. Czekała na znajomych? A może była tu sama? Wyglądała, jakby siedziała tu już przez dłuższy czas. Znudzona, a może trochę podpita?
- Witaj, nieznajoma... - zacząłem, pojawiając się obok niej.
- Żegnaj, nieznajomy - odparowała, nawet nie zaszczycając mnie jednym, nawet przelotnym spojrzeniem.
Była taka... zimna. I to już na samym początku, co nie wróżyło najlepiej. Skrzywiłem się tylko na chwilę, gdyż w następnej cwany uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Starałem się nie wyglądać na zawiedzionego czy zbitego z tropu. Coś czułem, że będę musiał się dzisiaj natrudzić, aby zdobyć pożywienie. Moje ofiary wcale mi w tym nie pomagały. Co za złośliwość losu.
- Czemu od razu musisz być taka niemiła? - wymamrotałem, ruchem ręki przywołując barmana.
Kazałem nalać sobie to samo, co zamówiła dziewczyna. Jej samej szklane naczynie robiło się puste, więc kazałem dolać i jej. Dopiero wtedy spojrzała na mnie, uważnie lustrując moją postać. Czułem na sobie jej palące spojrzenie. I skłamałbym, gdybym powiedział, że się nie wzdrygnąłem.
- Nie jesteś człowiekiem - powiedziałem po chwili zastanowienia. - Ani wilkołakiem, nie śmierdzisz psem jak oni, kim jesteś?
Tai?
- Blue... - mruknąłem, próbując zrzucić z siebie psa. - Daj mi chwilkę, zaraz wyjdziemy.
Pies jednak nie dawał za wygraną, tylko złapał za kołdrę i zaczął ją ciągnąć. Przez chwilę się siłowaliśmy, w końcu odpuściłem. Jeszcze tego było mi potrzeba, aby zniszczył kolejną rzecz. Blue zadowolony z odniesionego zwycięstwa zaczął potrząsać materiałem, który miał w pysku. Spojrzałem na niego uważnie, decydując się usiąść.
- Choć tu łajzo - przywołałem go, a po chwili zwierzak znalazł się obok mnie, dopominając się o pieszczoty. - Jeśli znów zsikałeś się na dywan, porzucę cię w parku.
Blue przekrzywił głowę, co wyglądało komicznie. Czasami zastanawiałem się, czy rozumiał co do niego mówiłem.
Zgoniłem go z łóżka i sam skierowałem się do łazienki. Zażyłem orzeźwiający, zimny prysznic. Jak zwykle najdłużej zajmowałem się włosami, aby ułożyć je po umyciu, by jakoś wyglądały. Nie mogłem wyjść rozczochrany z mieszkania. Nawet jeśli planowałem pobiegać. Tak. O tej porze znajdzie się jeszcze kilku maniaków biegania poza mną, nie mogłem wyglądać koszmarnie. Gdy suszyłem swoje włosy suszarką, Blue jak zwykle zaczął wyć. Nigdy nie mogłem zrozumieć tego psa. Po bieganiu wezmę prysznic jeszcze raz, więc po raz kolejny będę zmuszony słuchać jego psich arii. Przebrany i gotowy do wyjścia czekałem przy drzwiach na psa. Powolnym krokiem podszedł do mnie i usiadł, cierpliwie czekając, aż założę mu obrożę.
W parku, tak jak myślałem było kilku biegaczy. Liczyłem, że będzie ich znacznie mniej. Gdy obok mnie przebiegały dwie młode kobiety zacząłem zastanawiać się, czy nie mógłbym zjeść śniadania trochę szybciej. Wizja smacznej, świeżej krwi była kusząca. Nie przepadałem za zimnymi zapasami z mojej lodówki. Krew to nie wino, że im starsze tym lepsze. Ja preferowałem świeżutką i ciepłą szkarłatną ciecz. Najchętniej wysysałem je z młodych dziewcząt, które lepiły się do mnie ilekroć znajdowałem się w klubie. Czasem były dość uciążliwe, ale nie mogłem narzekać. Nie zawsze miałem takie szczęście.
Po kilkunastu minutach postanowiłem wrócić. Blue wyglądał na zmęczonego, już się wybiegał. Dyszał ciężko z jęzorem na wierzchu, spoglądając co chwila na mnie. Zwolniłem, a po paru chwilach zacząłem spokojnie iść. Cieszyłem się na nadchodzącą wiosnę. Nie było tak okropnie zimno, a przede wszystkim zniknęło śnieżne błoto, które było uciążliwe. Na drzewach pojawiły się pąki, świat w końcu odżywał. Nawet słońce było o wiele przyjemniejsze, gdy ogrzewało skórę nikłymi promieniami.
Resztę dnia spędziłem w domu. Skupiłem się na dokończeniu jednego z obrazów, z którym męczyłem się od tygodnia. Pochłonęło to całą moją uwagę. Co chwila Blue wpadał do pracowni, domagając się mojej uwagi. Gdy stał się namolny, przerwałem i odłożyłem przybory na miejsce. Popatrzyłem na psa i westchnąłem ciężko. Zapewne był głodny i domagał się jedzenia. Jak o tym pomyślałem, doszedłem do wniosku, że sam bym coś przekąsił. Ruszyłem do kuchni i po chwili zapełniłem miskę Blue oraz nalałem świeżej wody do tej drugiej. Gdy otworzyłem lodówkę, spojrzałem sceptycznie na woreczki z krwią, które leżały tu od kilku dni. Czasem zdarzało mi się zapominać o wypiciu krwi, lecz sam organizm się o to dopominał. Gdy byłem na głodzie, całe ciało okropnie paliło, to było okropne uczucie. Dziś nic jeszcze nie piłem, a na zimną krew nie miałem ochoty. Cóż... byłem wybredny. Z powrotem zamknąłem lodówkę i podrapałem się w tył głowy. Musiałem zapolować.
Był późny wieczór, kiedy wyszedłem z mieszkania. Przedtem zdążyłem po raz kolejny wyjść z psem, aby nie narobił na dywan podczas mojej całonocnej nieobecności. Teraz zmierzałem do swojego klubu. Nie miałem tam daleko, dlatego zrezygnowałem z pomysłu wzięcia samochodu. Nocny spacer był najlepszym sposobem na nudę. Mogłem się tak włóczyć przez kilka godzin, nie przeszkadzało mi to. Przed Icarus Falls jak zwykle stała spora kolejka, klub cieszył się dużą popularnością nie tylko wśród młodzieży, ale i dorosłych, którzy chcieli wyluzować się po pracy. Z dziarskim uśmiechem przemknąłem obok czekających ludzi i przywitałem się z ochroniarzami. Bez przeszkód wszedłem do środka, skąd słychać było już głośną muzykę i rozmowy. Sala tętniła życiem. Czułem się jak ryba w wodzie. Uwielbiałem tłumy, tyle było tu ludzi, tyle krwi... Wystarczyłoby zagadać do jednej z samotnych dam i posiłek miałbym z głowy. Żadna jeszcze mi się nie oparła. I to wcale nie tak, że musiałem używać hipnozy. Żałowałem jednak, że nie działała ona na nadnaturalnych. Słyszałem kiedyś plotkę od pewnego wampira, że najgorsza krew jaką pił, pochodziła od wilkołaka. Nie chciałem jednak tego sprawdzać. Zastanawiałem się natomiast nad smakiem innych istot. Jako wampir nigdy nie posilałem się krwią zwierząt, pozostałem tylko przy ludzkiej. Podszedłem do baru, przeciskając się przez tłumy szalejących ludzi. Jak widać niektórym alkohol uderzył już do głowy i stali się uciążliwi. Nie lubiłem tego, ale to właśnie oni napędzali mój interes. Zawołałem barmana, którypodobnie jak ochroniarze od razu mnie rozpoznał.
- Co podać?
- Kolejka shotów dla wszystkich honorowych dawców krwi! - zawołałem, by ludzie wokół mnie usłyszeli, a tłum wiwatował.
I to nie tak, że wierzyłem, że ci wszyscy, którzy podeszli do baru nimi byli. Kłamcy. To po prostu był sposób na szybkie zdobycie krwi. W tłumie ludzi wypatrywałem jakiejś przesympatycznej osoby, która użyczyłaby mi swojej szyi, bym mógł się napić. Niepotrzebnie z tym zwlekałem przez cały dzień, gdyż zaczynałem odczuwać nieprzyjemne pieczenie w rękach. Znów to samo. Akurat przed moją twarzą pojawiła się niska blondynka w bardzo obcisłych jeansach. Strzał w dziesiątkę. Teraz wystarczyło trochę poflirtować. Akurat z tym problemu nie miałem, uwielbiałem dobre towarzystwo. Gdy chciałem już się odezwać, pojawił się jakiś chłopak, który objął blondynkę ramieniem i pocałował. Bardzo namiętnie pocałował. Zajęta, tak? Co za pech...
Westchnąłem zawiedziony i starałem się wypatrzeć z tłumu jakąś samotną duszyczkę, którą mógłbym zahipnotyzować. Mój dobry nastrój minął. Nienawidziłem przegrywać, a tym razem poległem już na samym starcie.O ironio! Nawet się nie odezwałem. Może to jej jakiś kuzyn, brat? Próbowałem sobie to wmówić, co było niemożliwe, ale jedno było pewne, blondynka odpadała. Spojrzałem w lewą stronę i zauważyłem przy barze samotnie siedzącą dziewczynę. Powoli sączyła alkohol. Czekała na znajomych? A może była tu sama? Wyglądała, jakby siedziała tu już przez dłuższy czas. Znudzona, a może trochę podpita?
- Witaj, nieznajoma... - zacząłem, pojawiając się obok niej.
- Żegnaj, nieznajomy - odparowała, nawet nie zaszczycając mnie jednym, nawet przelotnym spojrzeniem.
Była taka... zimna. I to już na samym początku, co nie wróżyło najlepiej. Skrzywiłem się tylko na chwilę, gdyż w następnej cwany uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Starałem się nie wyglądać na zawiedzionego czy zbitego z tropu. Coś czułem, że będę musiał się dzisiaj natrudzić, aby zdobyć pożywienie. Moje ofiary wcale mi w tym nie pomagały. Co za złośliwość losu.
- Czemu od razu musisz być taka niemiła? - wymamrotałem, ruchem ręki przywołując barmana.
Kazałem nalać sobie to samo, co zamówiła dziewczyna. Jej samej szklane naczynie robiło się puste, więc kazałem dolać i jej. Dopiero wtedy spojrzała na mnie, uważnie lustrując moją postać. Czułem na sobie jej palące spojrzenie. I skłamałbym, gdybym powiedział, że się nie wzdrygnąłem.
- Nie jesteś człowiekiem - powiedziałem po chwili zastanowienia. - Ani wilkołakiem, nie śmierdzisz psem jak oni, kim jesteś?
Tai?
Subskrybuj:
Posty (Atom)