Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phoebe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phoebe. Pokaż wszystkie posty

30.10.2019

Wyrzucenie


W dniu dzisiejszym żegnamy:
Annabelle Mohtenie
Phoebe Milton
Zack Raines
Megan Alex Monroe


Powodem jest brak opowiadań i/lub ignorowanie wiadomości administracji.

Znalezione obrazy dla zapytania goodbye gif

26.08.2019

Od Phoebe CD Valerego

Dziewczyna nie była pewna jak znalazła się w obecnym położeniu. Jeszcze kilka dni temu taka sytuacja wydawałaby się jej absurdalna, a jednak stała z plecami opartymi o ceglaną ścianę. W ciemnej alejce było zdecydowanie zbyt mało osób, a chłopak znalazł się niebezpiecznie blisko, uniemożliwiając blondynce potencjalną ucieczkę. Od biegu ledwo mogła złapać oddech, ale poczuła że sięgniecie po lekarstwo na astmę byłoby słabością. Serce waliło jej jak oszalałe. Phoebe przełknęła głośno ślinę, mając nadzieję, że pomoże jej to udrożnić drogi oddechowe.
— Jesteś jakimś psychopatą, którego cieszy strach innych?! — rzuciła w jego stronę, niestety nieco bardziej piskliwym głosem niż zwykle.
Uśmiechnął się drwiąco, po czym podszedł jeszcze bliżej. Kładąc także drugą rękę na murze, całkowicie odgrodził czarownicę. Valery znalazł się tak blisko niej, że gdyby chciała mogłaby policzyć jego rzęsy.
— Nie odpowiedziałaś na moje pytanie — zauważył, wciąż śmiertelnie poważnie.
Phoebe spojrzała mu prosto w oczy, po czym od razu spuściła wzrok.
— Odsuń się, proszę — wymamrotała pod nosem.
Unosząc brwi, chłopak nieco zwiększył dystans między nimi. Wciąż jednak znajdował się zbyt blisko, a tętno Phoebe wciąż było nienaturalnie podwyższone. Położyła obie dłonie na jego muskularnej piersi i z całej siły spróbowała go odepchnąć, jednak bez skutku.
— Bardziej — wyszeptała błagalnym tonem.
Tym razem zignorował jej słowa, najwyraźniej wciąż wyczekując odpowiedzi na pytanie. Blondynka zamknęła oczy, skupiając się na swoim wewnętrznym źródle energii. Z cichym okrzykiem wyzwoliła sporą część w postaci płomiennej tarczy. Ugodziła Valerego w klatkę piersiową, a siła uderzenia odrzuciła go na przeciwległą ścianę. Phoebe zerwała się do biegu, ale zanim zdążyła wybiec z alejki usłyszała syreny policyjne. Natychmiast zawróciła i opadła na kolana koło nieprzytomnego chłopaka.
— Przepraszam, miałeś rację, przestraszyłam się — powiedziała mu, jednocześnie trącając go w ramię. — Obudź się, policja tu jedzie...
Bezradnie zaczęła wyciągać rzeczy z torebki, ale szybko zauważyła, że cała zawartość jest chwilowo bezużyteczna. Dziewczyna wyglądała nienaturalnie blado, a rozmazany nieco pod oczami tusz do rzęs jedynie to podkreślał. Czas mijał nieubłaganie, a każda mijająca chwila była katorgą dla zszarganych nerwów Phoebe. W końcu, po czasie, który wydawał się wiecznością, Valery poruszył się nieznacznie, a potem otworzył oczy.
— Przepraszam — powtórzyła kolejny raz czarownica. — Ja nie chciałam Ci zrobić krzywdy — dodała, czując potrzebę usprawiedliwienia się.
Podała chłopakowi butelkę wody, którą wcześniej znalazła w torebce. Przyjął ją w milczeniu i wypił kilka łyków. Dziewczyna z niepokojem obserwowała jego poczynania. Nie mogła być pewna, że jej nie zaatakuje. Mężczyzna najwyraźniej miał skłonności do agresji, więc gdyby postanowił użyć przemocy byłoby po niej. Nie mogła też wykluczyć, że Valery należy do jakiejś potężnej rasy i w odwecie za nieprzemyślany atak rzuci na nią klątwę. Wszystkie rozważania zostały przerwane przez tupot stóp, które rozległy się niepokojąco blisko. Chociaż chłopak jeszcze chwilę temu leżał nieprzytomnie na ziemi, teraz jednym zwinnym ruchem wstał. W zasadzie wyglądał zupełnie dobrze, jakby cała sytuacja nie wywarła na niego żadnego wpływu. Phoebe mogła mu tylko pozazdrościć błyskawicznej regeneracji.
— I co teraz? — spytała cichym głosem.

Valery?

9.08.2019

Od Phoebe CD Valerego

Czarownica zmarszczyła brwi, przyglądając się uważnie swojemu towarzyszowi. Opowiedziana przez niego historia nie kleiła się kupy, ale dziewczyna postanowiła nie drążyć tematu.
— Jestem Phoebe — na jej twarzy wykwitł uśmiech, kiedy podała rękę Valeremu.
— To ja idę jeździć — mruknął w odpowiedzi.
— Miłej zabawy.
Blondynka podeszła do ławki stojącej nieopodal i opadła na nią, równocześnie wyciągając z torebki książkę. Zauważyła, że jej nowy znajomy przez chwilę przyglądał jej się z konsternacją, po czym wzruszył ramionami i wskoczył na deskorolkę. Więcej nie obejrzał się za siebie, za to Phoebe obserwowała go z zainteresowaniem. Z jakiegoś powodu Valery ją zaintrygował. Potrząsnęła głową, po czym otworzyła książkę i zaczęła czytać. Co jakiś czas zerkała do góry, patrząc na swojego nowego znajomego. Do chłopaka dołączyło kilku innych ludzi, z którymi najwyraźniej się znał. Wydawali się dobrze bawić, co rozbudziło w czarownicy nostalgiczne uczucie pustki. Kilka razy zauważyła także przechodzącą nieopodal kobietę, która wcześniej ją szarpała, ale na szczęście więcej się nie zbliżała.
— Cześć — usłyszała koło siebie głos, na dźwięk którego się obróciła.
— Witaj — powiedziała, uśmiechając się lekko. — Znamy się?
Na widok nieznajomego chłopaka zmarszczyła brwi. Z wyglądu sprawiał wrażenie tylko trochę starszego od niej. Jego ciepłe brązowe oczy wpatrywały się wnikliwie w dziewczynę.
— Nie sądzę — odpowiedział. — Często tu przychodzisz?
Phoebe zauważyła, że chłopak miał przyjemny sposób wysławiania się. Zapewne należał to przyjaznych osób, które godzinami mogą konwersować na bliżej nieokreślony temat.
W odpowiedzi na pytanie młoda czarownica pokręciła głową.
— Nie jestem typem sportowca. Dzisiaj przyszłam tu trochę przez przypadek... — jej wzrok powędrował w stronę Valerego, który teraz popisywał się na jednej z ramp.
Nieznajomy chłopak podążył za jej spojrzeniem, a kiedy zobaczył na kogo patrzy, roześmiał się.
— Lepiej uważaj. Ma niezły temperament.
— Co masz na myśli? — Phoebe spytała skonsternowana.
— Widzisz tamtego chłopaka? — wskazał dyskretnie palcem na chłopaka z sińcami na twarzy. — Valery wczoraj nieźle go pokiereszował. Aż się zdziwiliśmy, że się tu dzisiaj pojawił, jeszcze wczoraj wyglądał jakby pilnie potrzebował lekarza.
— Wciąż tak wygląda — mruknęła dziewczyna w odpowiedzi.
Blondynka zaczęła się zastanawiać, czy to oznaczało, że jej nowy znajomy był agresywnym psychopatą. Odwracając się w kierunku chłopaka, siedzącego koło niej, zauważyła, że zerka jej w dekolt. Poczuła, jak pieką ją policzki. Nieznajomy zakłopotany odwrócił wzrok. Dziewczyna poczuła się nieco skrępowana, szukając czegoś, co mogłaby powiedzieć.
— W ogóle, jestem Noah — przedstawił się.
— Phoebe — podała mu dłoń.
— Jak długo zamierzasz tu zostać? — zapytał.
— Tego jeszcze nie wiem.
Zapadła niezręczna cisza, którą przerwał odgłos kroków. W ich kierunku zmierzał Valery z deską pod pachą. Najwyraźniej znudziło mu się jeżdżenie na ten moment. Phoebe obserwowała chłopaka z lekkim niepokojem.

Valery? Przepraszam, że mi tak długo zajęło, ale moja wena chyba wybrała się na wakacje...

1.08.2019

Od Phoebe CD Lucasa

Zegar na ścianie tykał, co kojarzyło się Phoebe z natrętną muchą. Leżała na plecach, próbując znów zasnąć. Po kilku minutach z rezygnacją odrzuciła kołdrę. Po wstaniu z łóżka w pierwszej kolejności ruszyła do ekspresu i nastawiła kawę. Kiedy cichy pisk oznajmił, że napój już się zaparzył, dziewczyna przelała go do dużego kubka. Blondynka wypiła duży łyk, parząc sobie przy tym język. Ból przypomniał jej wydarzenia poprzedniego dnia, o których usilnie starała się nie myśleć. Czarownica powoli zaczęła szykować się do wyjścia na komisariat. Nie była do końca pewna, jak powinna się ubrać, wcześniej nigdy nie znalazła się jeszcze w sytuacji podobnej do obecnej. Ostatecznie zdecydowała się na butelkowozieloną koszulę oraz czarne jeansy, a żeby całość nie wyglądała zbyt oficjalnie, narzuciła na wierzch skórzaną kurtkę. Skończywszy pić kawę i robić makijaż, Phoebe wyszła z domu. Panująca na zewnątrz pogoda wyjątkowo sprzyjała spacerowi, dlatego dziewczyna z lekkim uśmiechem na ustach minęła przystanek autobusowy. Ku swojemu zdziwieniu udało jej się trafić na posterunek policji już za pierwszym razem, co w jej wykonaniu było niezmiernie dużym osiągnięciem. W świetle dnia budynek wydawał się niemal zwyczajny, jednak emanowała od niego ciemna aura, która nieco niepokoiła Phoebe. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka. Najwyraźniej emocje po wczorajszym wydarzeniu zdążyły już nieco opaść, bo po komisariacie kręciło się mniej ludzi. Blondynka wolnym krokiem podeszła do biurka, wyglądającego na recepcję.
— Dzień dobry, w czym mogę Pani pomóc? — zwróciła się do niej z uśmiechem kobieta, która zajmowała miejsce za stołem.
— Dzień dobry, nazywam się Phoebe Milton — odpowiedziała czarownica, również uśmiechając się uprzejmie. — Byłam ofiarą wczorajszej napaści. Powiedziano mi, że mam się stawić na komisariacie dzisiaj w ciągu dnia, żeby złożyć zeznania.
Kobieta skinęła głową i poprawiła okulary na nosie. Wskazała na krzesła dla gości.
— Proszę poczekać, poinformuje odpowiednie osoby, że Pani przyszła.
Dziewczyna usiadła na jednym ze wskazanych krzeseł i wyjęła telefon komórkowy. Zauważyła na wyświetlaczu dwa nieodebrane połączenia od swojej matki. Zmarszczyła brwi, po czym na powrót schowała telefon do kieszeni.
— Phoebe — rozległ się nad nią głos, w którym rozpoznała Lucasa. — Cześć — mężczyzna posłał jej ciepły uśmiech.
— Cześć, miło Cię widzieć — odpowiedziała, rzeczywiście tak myśląc.
— Chodź ze mną — poprowadził ją korytarzem. — Jak się czujesz?
— Dobrze, biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności.
— Bardzo się cieszę. Takie przeżycia mogą być traumatyczne.
Przez moment zapadła krępująca cisza, ale już po chwili dotarli do odpowiedniego pokoju. Lucas otworzył drzwi przed Phoebe, ale nie wszedł za nią do środka.
— Nie wejdę z Tobą — oznajmił. — Jako świadek mógłbym wpłynąć na Twoje zeznania. Poczekam na zewnątrz.
Dziewczyna skinęła głową i zamknęła za sobą drzwi. W pomieszczeniu czekało dwóch policjantów, jedna kobieta oraz jeden mężczyzna. Obaj mieli raczej srogie miny, rozmawiając między sobą ściszonym głosem. Kiedy dostrzegli obecność blondynki, w milczeniu skinęli głowami, na co ta odpowiedziała tym samym. Przesłuchanie zajęło nieco ponad czterdzieści minut. Phoebe zaczęła od opowiedzenia swojej wersji zdarzeń, a następnie odpowiedziała na wszystkie zadane pytania. Wszystko nagrywane było dyktafonem, a co jakiś czas któreś z funkcjonariuszy notowało coś także na papierze. Kiedy w końcu opuściła pokój, nieco bolała ją głowa. Zgodnie z obietnicą przed drzwiami czekał na nią Lucas. Zanim zdążył zadać dziewczynie jakiekolwiek pytanie, zaczęła mówić.
— Wydaje mi się, że wczoraj niedostatecznie wyraziłam swoją wdzięczność za to, że mnie uratowałeś. W ramach podziękowania chciałabym Cię zaprosić dzisiaj wieczorem na kolację — zanim zdążył zaprotestować, dodała. — Nalegam.
Czarownica miała nadzieję, że będzie mogła wyświadczyć mężczyźnie tę przysługę. Gdyby nie jego wczorajsza interwencja, cała sytuacja mogła skończyć się dla niej znacznie gorzej. Uśmiechnęła się i wyczekująco spytała na Lucasa.

Lucas?

23.07.2019

Od Phoebe CD Valerego

Czarownica siedziała w kąpieli z pianą. Od kiedy zsiadła z motoru nieznajomego mężczyzny, zdążyła się już nieco uspokoić. Serce w piersi dziewczyny biło już niemal normalnym rytmem. Kiedy woda w wannie stała się już nieprzyjemnie chłodna, Phoebe niezgrabnie wyszła z wanny, dokładnie wytarła się ręcznikiem, a następnie przywdziała jedwabną koszulę nocną. Układając się wygodnie w łóżku, pomyślała jeszcze, że chętnie poczytałaby książkę. Szybko jednak okazało się, że jej powieki są zbyt ciężkie, a głowa pełna wrażeń minionego wieczoru. Dziewczyna zasnęła, kiedy tylko przyłożyła głowę do poduszki.
~~*~~
Phoebe obudziło jasne światło słoneczne wpadające do pokoju przez rozchylone zasłony. Powoli usiadła na łóżku, po czym się przeciągnęła. Dopiero kiedy zerknęła na zegar, blondynka uświadomiła sobie, że zaspała. W pośpiechu podbiegła do szafy, aby wyciągnąć odpowiednie ubrania. Żeby oszczędzić trochę czasu, zaczęła się malować w kuchni przy ekspresie do kawy. Przelewając gorącą kawę do kubka termicznego, rozlała nieco płynu. Dziewczyna z irytacją pstryknęła palcami na ścierkę, która posłusznie zaczęła zmywać plamę. W tym czasie dokończyła robić makijaż, założyła buty, po czym złapała księgę czarów i torebkę, wybiegając z mieszkania. Po chwili wróciła do środka, żeby zabrać zaparzoną wcześniej kawę, a następnie znów popędziła do drzwi. Droga na przystanek nie była daleka, ale kiedy Phoebe tam dotarła, już brakowało jej tchu. Z ulgą zobaczyła nadjeżdżający autobus. Tym razem udało jej się zdążyć. Już w pojeździe, zajęła miejsce pod oknem i obserwowała widoki za oknem, równocześnie popijając ciepły napój. Oderwała wzrok od szyby dopiero, gdy usłyszała dźwięk nadchodzącego SMSa. Szybko wygrzebała telefon z torebki i odczytała wiadomość od mamy.
Przyjedź wieczorem, niestety wypadło mi ważne spotkanie.
Czarownica z westchnieniem schowała telefon. Jej matka często przekładała umówione lekcje, ale dzisiejszego ranka wyjątkowo ją to zirytowało. Gdyby wiedziała wcześniej, nie musiałaby wybiegać z domu jak kot z pęcherzem. Może nawet zdążyłaby zjeść śniadanie. Zamiast wysiąść na zwykłym przystanku, dziewczyna wysiadła w centrum. Ruszyła przed siebie wolnym krokiem, przyglądając się ludziom spieszącym do pracy. Niestety już po chwili jej spacer został zakłócony przez nieznajomą kobietę.
— Witaj, młoda damo — powiedziała do Phoebe z uśmiechem na twarzy. — Nie chciałabym zdusić Twojej miłości w zarodku, ale musisz na siebie uważać. Valery cierpi na wiele chorób, nie można wykluczyć także tych wenerycznych. HIV, rzeżączka, kiła, chlamydia... Nie można także wykluczyć wszy łonowych. My, kobiety, musimy się pilnować wzajemnie. Muszę też przyznać, że masz specyficzny gust, jest tyle przyzwoitych kawalerów do wzięcia... Z jakąś porządną pracą, żeby trochę pieniędzy do domu przynosił. Ten Valery to taki nierób... — westchnęła, teatralnie kończąc swoją wypowiedź.
Czarownica zamrugała, zdezorientowana.
— Słucham? Ja nie znam żadnego Valerego, nie mam pojęcia, o czym Pani do mnie mówi — odpowiedziała, starając się zabrzmieć uprzejmie.
Tym razem nieznajoma wydawała się skonfundowana.
— Ale jak to..? — zaczęła, po czym jej oczy się zwęziły. — Ty mała ździro! Pieprzysz Harolda! Mogłam się domyślić, trzeba przyznać, że dobrze to rozwiązał... Chowanie dziwki u tego dzieciaka to naprawdę przemyślane zagranie! — kobieta przysunęła się bliżej, aż Phoebe poczuła na twarzy drobinki śliny. — Pewnie z chęcią rozłożyłaś nogi przed moim chłopakiem, niech ja tylko Cię dopadnę!
Czując się niekomfortowo, blondynka zaczęła się cofać. Zanim zdążyła znaleźć się w bezpiecznej odległości, kobieta wyciągnęła w jej kierunku rękę. Złapała rozczapierzonymi palcami za jej torebkę i zaczęła ją szarpać.
— Chyba zaszło jakieś nieporozumienie... — nieporadnie zaczęła się tłumaczyć Phoebe, ale szybko została zagłuszona.
— Zobaczymy czy Twoja twarzyczka dalej będzie wyglądała tak uroczo z podbitym okiem! — zaskrzeczała kobieta. — Pokaże Ci, gdzie Twoje miejsce!
Czarownica bezskutecznie spróbowała się oswobodzić. Desperacko poparzyła czubki palców swojej napastniczki, na co ta odsunęła się nieco, wydając przy tym dźwięk przypominający skomlenie. Po chwili ujrzała coś nad ramieniem Phoebe, przez co źrenice jej się rozszerzyły.
— Drogie Panie — dziewczyna usłyszała za sobą głos. — Czy jest jakiś problem?
Blondynka obróciła się na pięcie, stając twarzą w twarz z chłopakiem, który wczoraj podwiózł ją na motorze.

Valery?

20.07.2019

Od Phoebe CD Lucasa

Idąc ze spuszczoną głową koło swojego wybawiciela, Phoebe szumiało w uszach. Ryk syren policyjnych wydawał się jakby odległy, a błyskające światła raziły po oczach zagubioną dziewczynę. Po ucieczce z eleganckiego pokoju, kiedy adrenalina opadła, znów poczuła ból w kolanie. Potęgujący zmęczenie, sprawiał, iż każdy krok wydawał się wyzwaniem. Lucas zaprowadził ją do stojącego nieopodal radiowozu, po czym pomógł jej wsiąść.
— Jedziemy na komisariat — powiedział do niej. — Musimy złożyć zeznania.
Phoebe w odpowiedzi skinęła głową. Najchętniej wczołgałaby się do ciepłego łóżka, ale była gotowa przemęczyć się jeszcze kilka godzin, jeśli to oznaczało, że dranie, którzy się do niej dobrali, nie skrzywdzą już nikogo więcej. Dziewczyna obserwowała przez okno, jak Lucas zwraca się do jednego z funkcjonariuszy, po czym oboje wsiedli do samochodu.
— Posterunek jest niedaleko, jazda zajmie najwyżej kwadrans — powiedział nieznajomy policjant, po czym odpalił silnik. — Zapnij pasy.
Drżącymi rękami, Phoebe usiłowała się przypiąć. Zajęło jej to dużo więcej czasu niż zwykle, ale nikt jej nie pospieszał. Podczas drogi na komisariat wszyscy pasażerowie milczeli. Sytuacja była niezręczna, ale czarownicy odpowiadała cisza. W ten sposób mogła pozbierać myśli. Gdy samochód zaparkował, kierowca ruszył przodem, zostawiając Phoebe i Lucasa samych.
— Dziękuje, że ze mną zostałeś — odezwała się dziewczyna, uśmiechając się lekko.
— Nie mógłbym inaczej — chłopak odwzajemnił uśmiech. — Chodź, zaprowadzę Cię.
Phoebe posłusznie ruszyła za nim na komisariat. W środku, mimo późnej godziny, kręciła się spora ilość osób. Kilkoro z nich witało się skinieniem głowy z Lucasem, ale większość była zbyt zajęta swoimi sprawami.
— Zaczekaj tu — wskazał gestem na krzesło. — Zaraz ktoś się Tobą zajmie. Pójdę pierwszy. Chciałabyś, żeby kogoś wezwano? Rodziców, przyjaciół, chłopaka?
Phoebe pokręciła głową. Była pewna, że jej matce nie spodoba się na posterunku policji, szczególnie o tej porze dnia. Kobieta za wszelką cenę unikała nadmiernego kontaktu z ludźmi. Blondynka mogła sobie nawet wyobrazić swoją rodzicielkę, oskarżającą funkcjonariuszy. Gdyby akurat była w wyjątkowo bojowym nastroju, mogłoby skończyć się to pozwem. Ojciec też czułby się zagubiony, ale z pewnością przyjechałby wesprzeć córkę. Poinformowanie o czymkolwiek jej ojca, bez wiedzy matki, graniczyło jednak z cudem.
Czarownica zmarszczyła brwi, ale skinęła głową. Niemal zapomniała o tym, że Lucas też widział napastników. Posłusznie usiadła na krześle, krzywiąc się przy tym z bólu. Upewniwszy się, że nikt nie patrzy, zamknęła oczy, po czym skupiła całą swoją energię na kolanie i wymamrotała kilka słów po łacinie. Magia lecznicza nigdy nie należała do jej mocnych stron, ale Phoebe udało się złagodzić ból. Po stłuczeniu zostanie na kolanie już tylko wielki siniak, który prawdopodobnie nie będzie już pulsował. Rzucenie czaru kosztowało dziewczynę resztki energii. Poczuła znużenie, które nie pozwoliło jej na powtórne otwarcie oczu. Po chwili odpłynęła w głęboki sen.
~~*~~
Dziewczyna obudziła się w samochodzie, z twarzą przyciśniętą do zimnej szyby. Zamrugała kilka razy, po czym spojrzała na kierowce. Rozpoznała w nim Lucasa. Z jakiegoś powodu się nie przestraszyła. Najwyraźniej uratowanie przed bandą kryminalistów pozwoliło jej zaufać, jeszcze całkiem niedawno obcemu, mężczyźnie.
— Co się dzieje? — spytała Phoebe, ziewając. — Nie muszę jednak składać zeznań?

Lucas?

16.07.2019

Od Phoebe CD Valerego

Podczas studiowania rozkładu jazdy autobusów, między brwiami Phoebe pojawiła się zmarszczka. W miarę jak odczytywała kolejne godziny odjazdów, bruzda stawała się coraz bardziej wyraźna. Powodem jej powstania były autobusy kursujące po Seattle, na których w tym przypadku nie można było polegać. Okazało się bowiem, że ostatni pojazd tego dnia już odjechał, a nocne linie nie zwykły się zatrzymywać na tym przystanku. Dziewczyna na myśl o nocnym spacerze zadrżała. Dojście do akademika zajęłoby jej prawdopodobnie jakieś czterdzieści minut, o ile nie zgubiłaby się gdzieś po drodze, co z kolei było bardzo prawdopodobne. Nocną ciszę przerwał szum silnika, który po chwili na powrót umilkł. Zaskoczona czarownica obejrzała się na motocyklistę, który zaparkował obok przystanku. Kiedy zdjął kask motocyklowy, rozpoznała w chłopaku pracownika fast fooda.
— Podwieźć? — rzucił w jej kierunku pytanie.
Mężczyzna nie wydawał się przyjazny, jednak najwyraźniej Phoebe wzbudziła jego litość, stojąc po ciemku na opuszczonym przystanku.
— Poproszę — odpowiedziała, zanim zdążyła przemyśleć swoją decyzję.
Dziewczyna nigdy wcześniej nie jeździła na motocyklu, nawet jako pasażer. Sama myśl o tym środku transportu mroziła jej krew w żyłach, jednak teraz było już za późno, żeby się wycofać. Odważnie zrobiła kilka kroków w stronę chłopaka, ale po chwili przystanęła, niepewna co powinna dalej zrobić.
— Nie mam drugiego kasku — oznajmił, po czym gestem wskazał na swój. — Weź ten.
Czarownica odebrała to niemal jak drwinę, jakby nieznajomy chciał jej udowodnić, że jest słabsza od niego. Patrząc mu prosto w oczy, Phoebe pokręciła głową. Chłopak w odpowiedzi wzruszył ramionami, po czym na powrót włożył kask. Z jakiegoś powodu dziewczynę zirytował fakt, iż nawet w ochraniaczu na głowę, wciąż wyglądał dobrze. Sama z takim monstrum na głowie prezentowałaby się pewnie jak bałwan.
— Wsiadaj, nie mam całej nocy — mruknął zirytowany.
Jego słowa były tłumione przez kask, ale i tak zrozumiałe. Phoebe zajęła miejsce na motocyklu, obejmując mężczyznę w pasie. Chociaż nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji, z filmów wiedziała mniej więcej, jak powinna się zachować. Czarownica poczuła szarpnięcie, a już po chwili motor mknął po ulicy. Serce z przerażenia zaczęło jej bić mocniej, przez co nieświadomie złapała mocniej chłopaka. Wraz z nabieraną prędkością ogarniał ją coraz większy strach. Przez zaistniałą okoliczność nie zastanowiła się nawet, jak bardzo niezręczna jest cała sytuacja. W wielu czytanych przez nią powieściach ludzie napawali się wiatrem we włosach, ale w jej przypadku było dokładnie na odwrót. Napierające na nią masy powietrza napawały ją absolutnym przerażeniem. Phoebe zamknęła oczy i wtuliła twarz w kurtkę nieznajomego, marząc, żeby ten koszmar się skończył. Przez myśl przemknęło jej nawet, że przecież nie podała mu żadnego miejsca docelowego, a kompletnie obca osoba właśnie wywoziła ją nie wiadomo gdzie, ale nic jej to nie obchodziło. Używając całej swojej siły woli, stworzyła pole ochronne dookoła swojej głowy. W ten sposób nawet bez kasku mogłaby przeżyć potencjalny wypadek. Na sam myśl dostała gęsiej skórki.
Po jakimś czasie, który wydawał się dziewczynie eonami, poczuła delikatne szarpnięcie za ramię.
— Żyjesz? — głos chłopaka wyrażał jedynie lekki niepokój, być może spowodowany tym, że czarownica nieświadomie zacieśniła uścisk, który stał się dla niego niekomfortowy.
— T-t-tak — zająknęła się w odpowiedzi.
Powoli rozluźniła ramiona, zauważając przy tym, że ściskała nieznajomego tak mocno, że aż zbielały jej palce. Ledwo czując napięte ze strachu mięśnie, zsiadła z motocykla. Nogi Phoebe wydawały się jak z waty, musiała przytrzymać się pobliskiej latarni, żeby nie upaść.
— N-nigdy więcej — próbując uregulować oddech, rozejrzała się wokół. — Gdzie jesteśmy?
Ku jej zdziwieniu, chłopak dalej znajdował się przed nią. Na jego miejscu dziewczyna pewnie dawno temu by odjechała, zostawiając po sobie tylko chmurę kurzu. Niemal rozbawiony, nieznajomy obserwował ją z drwiącym uśmiechem.
— Pierwszy raz na motorze? — zapytał.
Wciąż kurczowo trzymając się latarni, odpowiedziała.
— Tak, o ten jeden raz za dużo... Gdzie jesteśmy? — spytała po raz drugi.

Valery?

12.07.2019

Od Phoebe - Event

Idąc w kierunku akademii, Phoebe postanowiła zdać w najbliższej przyszłości prawo jazdy. Od kiedy dzisiaj rano dowiedziała się o nadchodzącej misji, zaczęła się do niej przygotowywać, co wiązało się z dużą ilością chodzenia. Teraz przy każdym kroku czuła wszystkie pęcherze i otarcia na stopach. Po porannym telefonie w pierwszej kolejności udała się do domu rodziców, z którego wracała z dużą ilością fiolek z eliksirami. Skórzana torebka, która wnętrze miała specjalnie zaprojektowane do przenoszenia dużej ilości szklanych naczyń, była dosyć ciężka. W celu zregenerowania swojego magicznego źródła nie używała magii przez cały dzień, a nawet wypiła kubek melisy, która rzekomo wspomagała koncentracje. W ostatniej chwili Phoebe przypomniała sobie, że miała zajść także do zielarki. Ta dała jej duży zapas kadzidła, którego zapach także poprawiał koncentracje oraz wzmacniał zdolności magiczne. Otrzymała również nieco suszonej ruty, rzepiku, goździków, białej szałwii oraz arcydzięgiel. Inni uczestnicy prawdopodobnie potraktują ją jak jakąś szamankę lub kapłankę. Dziewczyna na moment przystanęła, poprawiła torbę na ramieniu, po czym ruszyła dalej.
Zaledwie po paru minutach znajdowała się już na sali, na której panował grobowy nastrój. Obserwując uważnie ludzi dookoła, Phoebe zajęła swoje miejsce. Na auli rozpoznała kilka osób, ale zdecydowana większość była jej obca. Niektórzy tak jak ona siedzieli w milczeniu, inni zagadywali swoich sąsiadów, ale czuć było napięcie panujące wokół. Po chwili dyrektor zaczął mówić. Kiedy skończył swoje przemówienie, na sali zaczęło się poruszenie. Wszyscy próbowali zlokalizować swoje grupy. Phoebe zamarła, czekając aż inni się trochę uspokoją, po czym ruszyła w kierunku zebranych ludzi. Już za pierwszym podejściem trafiła na trójki. Oprócz niej do tego zespołu należało dwóch chłopaków oraz dwie dziewczyny. Po krótkim przedstawieniu swoich mocy oraz omówieniu planów, grupa się rozeszła. Wracając chodnikiem w stronę akademików, zaczęła planować, co zabierze ze sobą na misje. Wyposażenie przygotowane przez szkołę było przyzwoite, jednak dosyć bezużyteczne dla użytkowników magii. Przynajmniej plecak wydawał się porządny, pomieści prawdopodobnie wszystkie potrzebne jej rzeczy. Wchodząc po schodach do swojego mieszkania, dziewczyna się potknęła. Zaklęła pod nosem i szybko rozmasowała kolano. Po wejściu do domu wzięła długą, regenerującą kąpiel, a następnie przebalowała wszystkie potrzebne rzeczy. Kilka razy upewniła się, iż zabrała ze sobą lekarstwo na astmę. Kolejnego dnia nie mogła sobie pozwolić na słabość w postaci ataku choroby. Po nastawieniu budzika, wcześnie położyła się do łóżka.
~~*~~
Kwadrans przed piątą nad ranem, czarownice zbudził alarm. Chociaż zwykle niechętnie opuszczała rano ciepłe łóżko, tym razem od razu wstała. Po zjedzeniu porządnego śniadania oraz przywdzianiu ciepłych ubrań w ciemnym kolorze, ruszyła na wyznaczone wcześniej miejsce spotkania.

11.07.2019

Od Phoebe CD Lucasa

Jednym z głównych minusów bycia małym jest bezradność. Mimo że niższy z przeciwników przewyższał ją ledwie o głowę, Phoebe nie dała rady odpędzić od siebie mężczyzny. Z łatwością udało mu się oderwać czarownicę od ziemi, równocześnie zakrywając jej usta. Od obrzydliwego zapachu porywacza zaczęły jej łzawić oczy. Dziewczyna bezskutecznie próbowała kopnąć trzymającego ją mężczyznę, jednak jedynie co udało jej się osiągnąć, był pulsujący ból w okolicach kolana, którym uderzyła o ścianę. Zanim zdążyła spróbować podjąć dalsze próby oswobodzenia się, została zaciągnięta na opuszczoną klatkę schodową. Mężczyzna zaniósł ją do piwnicy, przepychając się między starymi meblami, zardzewiałymi rowerami oraz upiornie wyglądającym wózkiem dla dziecka. W ciemnościach ciężko było dostrzec dokładniejsze szczegóły. Miejsce wyglądało na opuszczone od dawna, a zapach stęchlizny łączył się z wonią gnijącego mięsa. Czarownica była przyzwyczajona do nietypowych zapachów, gdyż już jako małe dziecko pomagała mamie przygotowywać różne eliksiry i wywary. Teraz jednak zaczęły ją przytłaczać, najchętniej uciekłaby na świeże powietrze. Kolejny raz tej nocy pożałowała, iż nie zabrała z domu lekarstwa na astmę. Po chwili dotarł do niej nowy zapach, wydzielany przez szmatkę, którą porywacz przystawił jej pod nos. Phoebe cicho jęknęła. Poczuła jak jej mięśnie się rozluźniają. Po kilku minutach całkowicie straciła świadomość.
~~*~~
Stan błogiej nieświadomości tuż przed ocknięciem był najwspanialszym uczuciem, jakiego czarownica doświadczyła tego dnia. Jej umysł przez chwilę bronił się przed zderzeniem z okrutną rzeczywistością, jednak po chwili odzyskała świadomość. Przewróciła się na bok i zaczęła gwałtownie kaszleć.
— Pomóż jej, bo się udławi — usłyszała za plecami szorstki głos.
Usłyszała stłumione kroki, po czym ktoś niezbyt łagodnie podniósł ją do pozycji siedzącej. Wciąż kaszląc, otarła łzy, które napłynęły jej do oczu podczas ataku. Po chwili jednak udało jej się opanować oddech, po czym zaczęła studiować swoje otoczenie. Nie znajdowała się już w zagraconym pomieszczeniu. Podłoga wyłożona była czerwonym dywanem, wyglądający na elegancki, a ściany zdobiły starodawne świeczniki. Jedyne źródła światła stanowiły tlące się w nich świece. Kilka kroków od niej znajdowało się dwóch mężczyzn. Prawdopodobnie byli to ci sami, którzy wcześniej naskoczyli na nią i Lucasa w alejce. Dziewczyna powędrowała myślami w jego kierunku. Skoro nie było go z nią tutaj, musiało mu się powieść w ucieczce. Ta myśl dała jej nieco nadziei, bo pewnie od razu zgłosił jej porwanie na policję. Ewentualnie sam będzie próbował interweniować, w obu przypadkach jednak miała nadejść potencjalna pomoc. Nie dopuściła do siebie myśli, że Lucas mógłby ją po prostu zostawić. Już po kilkunastu minutach znajomości mogła stwierdzić, że można na nim polegać w kryzysowej sytuacji.
— Kim jest Twój uroczy chłoptaś, który podbił mi oko? — zapytał szyderczo wyższy z porywaczy
Phoebe postanowiła go zignorować. Desperacko myślała nad jakimś planem ucieczki, ale wszystko, co przychodziło jej do głowy, zakładało użycie magii. Biorąc pod uwagę, że dalej kręciło jej się w głowie od środka odurzającego użytego przez porywaczy, ten pomysł musiał na razie poczekać.
— Najwyraźniej jest małomówna — padła odpowiedź, kiedy Phoebe nie pofatygowała się, żeby jej udzielić.
— Zobaczymy czy dalej będzie małomówna za kilka godzin — mruknął.
Oboje zarechotali, jakby właśnie usłyszeli fenomenalny kawał. Czarownicy nie było w ogóle do śmiechu. Mężczyźni opuścili pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi. Dało się słyszeć klucz przekręcany w zamku. Dziewczyna została sama. Powoli wstała i dokładnie zbadała całe pomieszczenie. Poza stojącym w rogu fotelem, kamiennym kominkiem oraz kilkoma obrazami na ścianach, nie znajdowało się tu wiele. Nagle przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Powoli podeszła do kominka uklękła, po czym wczołgała się do środka. Pnący się ku górze szyb kominowy należał raczej do tych węższych, jednak dalej był na tyle szeroki, że mogła się w nim zmieścić drobna dziewczyna. Phoebe niezdecydowana popatrzyła w górę, próbując oszacować swoje szanse.

Lucas?

8.07.2019

Od Phoebe do Valery’ego

Ostatnio wyjątkowo niskie temperatury dawały się Phoebe we znaki. Chociaż zwykle lubiła spędzać czas na świeżym powietrzu, w taką pogodę niechętnie opuszczała ciepłe zakątki swojego mieszkania, a jeżeli stawało się to absolutnie konieczne, zakładała na siebie wiele warstw ubrań. Tym razem bodźcem do wyjścia okazała się pusta lodówka. Unikając dworu za wszelką cenę, spędziła cały weekend czytając książki, ćwicząc inkantacje oraz grając na pianinie. Teraz ze zgrozą uświadomiła sobie, że czeka ją wieczorny spacer w poszukiwaniu jedzenia. Kolejne pół godziny zajęło jej przygotowanie się do wyjścia, do czego zaliczało się między innymi zrobienie idealnych kresek na powiekach i znalezienie nieużywanego przez kilka dni portfela. Kiedy już ubrana w wysokie kozaki i płaszcz o odcieniu ciemnego grafitu stała przed drzwiami, przypomniała sobie jeszcze, żeby zabrać telefon. Wychodząc z akademika nie spotkała żywej duszy. Najwyraźniej uczniowie akademii również spędzali wolne popołudnie u siebie, ucząc się lub odpoczywając. Przynajmniej pod tym względem Phoebe przypominała zwykłego ucznia. Dokładnie zakrywając twarz szalikiem, pchnęła drzwi i wyszła na mroźne powietrze. Idąc chodnikiem zostawiała ślady w świeżym śniegu, który skrzypiał jej pod butami. Na twarzy czarownicy zagościł delikatny uśmiech. Z zaciekawieniem obserwowała świat widoczny dookoła. Chociaż od Świąt Bożego Narodzenia minęło już sporo czasu, a prognozy pogody zapowiadały odwilż oraz ocieplenie temperatury, gdzieniegdzie wciąż można było dostrzec jeszcze ozdoby. Z naprzeciwka nadeszły dwie osoby trzymające się za ręce. Obie posłały dziewczynie ciepłe uśmiechy, które ta po chwili wahania odwzajemniła. Gdy po chwili się odwróciła, postacie zniknęły już w cieniu najbliższej alejki. Skręciwszy w główną ulicę, napotkała więcej ludzi. Niektórzy zmierzali do domów ciasno otuleni puchowymi kurtkami, inni ze śmiechem kierowali się do wciąż jeszcze otwartych pubów, a kilkoro przechodniów wyglądało, jakby wyszli z psem na wieczorny spacer. Phoebe zatrzymała się przy pierwszym znalezionym barze, z uwagą studiując godziny jego otwarcia. Kiedy uświadomiła sobie, iż lokal już od niemal godziny był zamknięty, westchnęła z frustracją. Z burczącym z głodu brzuchem ruszyła w dalsze poszukiwania. Przechodząc koło ciemnych witryn sklepów i jadłodajni, była coraz bardziej przekonana, że będzie musiała powrócić do domu bez kolacji. Niespodziewanie jednak spostrzegła jarzące się w oddali światła fast fooda, do którego od razu skierowała swoje kroki. Stojąc już przed drzwiami, zdała sobie sprawę, iż do zamknięcia zostało zaledwie kilka minut. Zdecydowanie nacisnęła klamkę i przekroczyła próg. Przy kasie stał młodzieniec, który ujrzawszy nowo przybyłą osobę, zmarszczył brwi z irytacją. W lokalu nie było już innych klientów, a wszystko wydawało się już posprzątane.
— Czy mogłabym jeszcze zamówić coś do jedzenia? — spytała, a jej głos zabrzmiał nienaturalnie głośno w panującej ciszy.
— Zaraz zamykamy — mruknął w odpowiedzi chłopak. Wpatrzone w Phoebe niebieskie oczy wydawały się zimne jak lód.
Czarownica nie mogła go winić za brak entuzjazmu. Gdyby była na jego miejscu, sama najchętniej wróciłaby do domu po długim dniu pracy. Unoszący się w powietrzu zapach przypalonego oleju też nie mógł pozytywnie wpływać na pracowników, w szczególności o tej godzinie.
— Zapłacę podwójnie — zaoferowała, chociaż wcale nie była przekonana czy ma przy sobie wystarczającą ilość gotówki. — I pomogę przy sprzątaniu — dodała, chociaż ta perspektywa niezbyt jej się uśmiechała.

Valery? Krótkie trochę, ale nie umiem w początki :<

6.07.2019

Od Phoebe CD Lucasa

Wyraz twarzy dziewczyny świadczył o tym, że przez jej głowę przechodzi tysiące myśli naraz. Zaufanie nieznajomemu nie wydawało się dobrym pomysłem. Wszystkie wątpliwości potęgowało to, że mężczyzna był od niej sporo większy i cięższy, a w przypadku bójki bez problemu zaciągnąłby ją do ciemnej piwnicy, zgwałcił, a na końcu zamordował. Raczej wbrew zdrowemu rozsądkowi było również zadawanie się z obcą osobą, a w szczególności podawanie jej swojego adresu. Chociaż Phoebe planowała pierwotnie przenocować u rodziców, to wymienienie bardziej konkretnego adresu wydawało jej się wyjątkowo lekkomyślne. Na kampusie mogła pozostać jedną z wielu anonimowych studentek. Chłopak nie musiał się dowiedzieć, że sama nie uczęszczała na zajęcia. Mimo wszelkich wątpliwości zdecydowała się zdradzić swoje miejsce zamieszkania. Sprawę przesądził fakt, że czarownica powoli przestawała czuć palce u stóp, a oddech niebezpiecznie jej przyspieszył. Zakaszlała cicho, po czym otuliła się mocniej szalikiem. Znad jego górnej krawędzi można było zobaczyć jedynie parę oczu, które kolorem przypominały niebo nad nimi. Phoebe podała nieznajomemu adres, czując się, jakby nie wyciągnęła żadnych wniosków z bajki o czerwonym kapturku.
— Jeśli nie masz nic przeciwko, mogę cię tam odprowadzić, to trochę daleko stąd. Spokojnie, nie mam zamiaru ci nic zrobić — odrzekł chłopak, a młoda czarownica zmarszczyła brwi w odpowiedzi. Ciekawe ile osób słyszy właśnie takie zdania tuż przed porwaniem. — Jestem policjantem, więc to mój obowiązek zadbać o bezpieczeństwo innych. Więc jeśli nie masz nic przeciwko z chęcią pomogę — jakby nie chciał się narzucać, dodał szybko. — Ale decyzja należy do Ciebie.
Phoebe zadrżała i ponownie poprawiła szalik. Nie była przekonana czy da radę dojść, biorąc pod uwagę odległość, ale musiała chociaż spróbować. Wiedziała, że dom rodziców musiał znajdować się bliżej niż jej własne mieszkanie, jednak nie mogła mieć co do tego całkowitej pewności. Zjawienie się pod drzwiami rodzicielki z całkowicie obcą osobą mogło poskutkować jedynie długą pogadanką, a następnie aresztem domowym. Po raz pierwszy spojrzała mężczyźnie prosto w oczy. Zobaczywszy piwne tęczówki o przyjaznym wyglądzie, nieco się uspokoiła. Z jakiegoś powodu spodziewała się bardziej złowieszczego koloru oczu. Otuchy dodawało również jego rzekome bycie funkcjonariuszem.
— Sama nie mam szans tam trafić, szczególnie o tej godzinie — powiedziała Phoebe. — Byłabym bardzo wdzięczna za pomoc.
Mężczyzna uśmiechnął się ciepło. W przeciwieństwie do dziewczyny, jego można było jeszcze zobaczyć pod warstwami ubrań. Od mrozu jego policzki były zaróżowione, a na sam widok odsłoniętej twarzy, Phoebe zrobiło się zimno. Wciąż się uśmiechając, mężczyzna gestem nakazał jej podążyć za sobą.
— Jestem Lucas — przedstawił się.
— Phoebe — mruknęła, nieco mniej przyjaźnie od swojego towarzysza.
Po wyjściu z wąskiej alejki uderzył ich zimny podmuch wiatru, który na moment odsłonił twarz dziewczyny. Pospiesznie poprawiła szalik po raz kolejny, powoli zaczynając czuć się jak neurotyczka. Odnotowała także smugę podkładu na wewnętrznej stronie szalika. Najwyraźniej nadszedł ten moment, kiedy znów trzeba go wyprać. Poczuła ukłucie w gardle, ale udało jej się powstrzymać kaszlnięcie. Zamiast tego odchrząknęła.
— Od jak dawna tu mieszkasz? — spytała.

Lucas?

3.07.2019

Od Phoebe CD Margo

Przed kwadransem zapaliły się uliczne latarnie, nadając wąskiej uliczce wręcz świątecznego klimatu. Spokój zakłócała jedynie głośna muzyka oraz bijące po oczach światła neonów, zdające się dochodzić z budynku na końcu ulicy. Wiedziona nieznaną wcześniej chęcią poznania nowych ludzi, Phoebe skierowała się właśnie w tamtym kierunku. Zwykle unikała tłumów oraz ciasnych przestrzeni, co wiązało się z utrudniającą życie chorobą, jaką była astma. Tym razem jednak nadzieję dawało to, że klub wyglądał na nowy. W takich przypadkach dziewczyna mogła zazwyczaj liczyć na sprawną klimatyzację. Na jej niekorzyść zaliczał się również fakt, iż zazwyczaj wstęp na imprezy był dozwolony od dwudziestego pierwszego roku życia, których młoda czarownica nadal nie ukończyła. Za pomocą prostej iluzji oraz odrobiny szczęścia mogła zmienić swój dowód, szczególnie jeśli dokument sprawdzał człowiek. Będąc mniej wyczulonym na magiczne fałszerstwa, rzadko zwracali na nie uwagę. Inna czarownica zapewne od razu przejrzałaby tak banalną sztuczkę. Podchodząc bliżej do grupy ludzi tłoczących się przed wejściem, Phoebe wyczuła zapach papierosów mieszających się z charakterystyczną wonią konopi. Po dokładniejszym przyjrzeniu się postaciom stojącym nieopodal, ze zdziwieniem zauważyła, że towarzystwo nie było o wiele starsze od niej. Prawdopodobnie byli studentami z pobliskiej uczelni. Chociaż dziewczyna nie uczęszczała do szkoły, a jej jedyne doświadczenie z jakąkolwiek placówką edukacyjną było niezbyt miłe, starała się być doinformowana w tej kwestii.
— Mała, nie chciałabyś może zapalić z nami zioła? — usłyszała przed sobą męski głos.
Zdziwiona uniosła wzrok na chłopaka, który wymownie poruszył brwiami. Mimo wątłych śladów po trądziku na policzkach mógłby uchodzić za atrakcyjnego.
— Może następnym razem — odpowiedziała niemal obojętnie, po czym ruszyła dalej przez tłum.
Chłopak jeszcze coś za nią zawołał, ale Phoebe się nie odwróciła. Niedawno nabyta chęć zintegrowania się z rówieśnikami została właśnie wystawiona na próbę. Po kilku głębokich wdechach ruszyła jednak dalej. Po chwili stała bezpośrednio przed wejściem. Nad drzwiami do klubu widniał dobrze czytelny napis "Spook". Chociaż z poprzedniej pozycji dziewczyny nie dało się tego dostrzec, teraz zauważyła, że lokal znajdował się na nabrzeżu. Zaledwie parę metrów dalej znajdował się bulwar, prowadzący wzdłuż brzegu. Czarownica wcześniej nie zdawała sobie sprawy, iż znalazła się tak daleko od swojego mieszkania. Postanawiając nie zawracać sobie tym chwilowo głowy, zrobiła kolejnych kilka kroków do przodu. Nieświadoma obecności innej osoby, Phoebe weszła prosto na nią. Zachwiała się, ale udało jej się utrzymać na nogach. Stojąca przed nią wysoka dziewczyna zdawała się również stać stabilnie na nogach.
— Wybacz, nie zauważyłam Cię — mruknęła.
— Nie szkodzi — odpowiedziała nieznajoma.
Blondynka zlustrowała swoją niedoszłą ofiarę. Smukła dziewczyna była od niej sporo wyższa, jednak na jej twarzy gościł podobny wyraz niepewności. Najwyraźniej również nie wiedziała, czy powinna wejść do klubu, czy wręcz przeciwnie. Wybór został im obojgu odebrany, kiedy zirytowany bramkarz odezwał się do nich głębokim basem.
— Wchodzicie albo nie, nie taranujcie przejścia — warknął zirytowany.
Phoebe wyłowiła z kieszeni banknot dziesięciodolarowy oraz dowód osobisty, skupiając całą swoją uwagę na drugim przedmiocie. Iluzje nie należały do trudnych zaklęć, a ich rzucanie nie sprawiało czarownicy większej trudności, w szczególności, jeśli chodziło o tak drobną i krótką zmianę wyglądu. Mężczyzna odebrał od niej oba przedmioty, po czym rzucił jej powątpiewające spojrzenie. Po chwili oddał dokument, chowając do kieszeni pieniądze za wejście. Leniwym ruchem przystawił jej także pieczątkę z nazwą klubu na wewnętrznej stronie nadgarstka. Obejrzawszy się za siebie, Phoebe zauważyła, że brunetka, na którą wcześniej wpadła, również poszła w jej ślady. Z nieznanych sobie powodów, czarownica zaczekała, aż ta ją dogoni, po czym posłała jej delikatny uśmiech.
— Byłaś tu wcześniej? — zapytała Phoebe, uprzednio upewniwszy się, iż natrętny bramkarz ponownie nie zgani ich za tarasowanie przejścia.

Margo?

25.06.2019

Od Phoebe

Chociaż wcześniej dzień zapowiadał się raczej pogodnie, płatki śniegu prószyły z nieba, pokrywając wszystko wokół nową warstwą białego puchu. Phoebe z cichym westchnieniem przysiadła na ławce. Jej krótka przechadzka zmieniła się w długi spacer, który powoli przestawał jej się podobać. Będąc szczera z samą sobą, musiała przyznać, że znów się zgubiła. Zimne powietrze kuło dziewczynę w płuca, co zdecydowanie utrudniało oddychanie. Nie wyciągnąwszy żadnej lekcji z poprzednich porażek nawigacyjnych, w torebce Phoebe ziały pustki. Brakowało telefonu z GPS-em czy chociażby mapy. Nawet lek na astmę, który w tym momencie bardzo ułatwiłby wędrówkę, spoczywał w łazienkowej szafce. Sfrustrowana czarownica westchnęła po raz kolejny, a następnie wstała, otrzepała spodnie, po czym ruszyła przed siebie wolnym krokiem. Jej stopy zostawiały wyraźne ślady w świeżym śniegu. Spojrzawszy przed siebie, ujrzała, że słońce już niemal całkowicie zaszło. Jeśli szybko się nie odnajdzie, będzie musiała wracać po ciemku. W obawie o odmrożenia poprawiła gruby szalik, zasłaniając nim niemal całą twarz. Najchętniej przywołałaby mały płomyk, który zapewniłby jej odrobinę ciepła, ale Phoebe bała się, że ktoś ją zobaczy. Chociaż w XXI wieku nikt nie palił młodych dziewczyn za wykaz magii i tak wolała zachować ostrożność. Naczytała się o tym zbyt wielu powieści, nasłuchała zbyt wielu opowieści i naoglądała zbyt wielu filmów. Obok niej przejechał samochód.
— Znam to miejsce — mruknęła do siebie pod nosem, po czym skręciła w kolejną uliczkę.
Z nadzieją wypisaną na twarzy, dziewczyna ruszyła dalej. Już po kilku krokach w głąb alejki mina jej zrzedła. Nie dość, że na powrót znalazła się w nieznanej okolicy, to jeszcze stała na końcu ślepej uliczki. Po prawej stronie dostrzegła furtkę, ale okazała się zamknięta. Zresztą w jej przypadku chodzenie po ciemnych podwórkach musiało prosić się o kłopoty. Latarnia nieopodal zamigotała, po czym zgasła na dobre. Phoebe została sama w ciemności. Zazwyczaj nie bała się cieni, jednak w tym momencie włoski na karku stanęły jej dęba. Za sobą usłyszała kroki, przytłumione przez świeży śnieg. Małej czarownicy serce przyspieszyło, aż w uszach słyszała jego dudnienie.
— Przepraszam — odezwał się nieznany głos. — Upuściłaś coś.
Phoebe odwróciła się w stronę przybysza, marszcząc nos pod szalikiem.
— Słucham? — spytała zdziwiona.
Osoba stojąca przed nią pokazała na przedmiot trzymany w dłoni. Była to sfatygowana kopia "Opowieści o dwóch miastach" Charles'a Dickensa, która jeszcze niedawno znajdowała się w torebce dziewczyny. Wdzięczna sięgnęła po egzemplarz.
— Dziękuje. To moja ulubiona książka — mruknęła, nie wiedząc, czemu zdradza coś takiego obcej osobie.
Przez moment dwie sylwetki w ciemnej alejce stały w niezręcznej ciszy. Potem Phoebe postanowiła się wreszcie dowiedzieć jak trafić do domu.
— Przepraszam, ale czy nie wiesz może, gdzie jesteśmy?


Ktoś?

Phoebe Milton

Nigdy nie igraj z ogniem

AUTOR || Emma Stone
DANE || Phoebe Milton
WIEK || 19 lat
Szablon
synestezja
panda graphics