Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phoebe&Valery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phoebe&Valery. Pokaż wszystkie posty

27.09.2019

Od Valerego CD Phoebe

- Bądź cicho - szepnął widząc radiowóz zatrzymujący się niedaleko.
Dziewczyna od razu zamilkła i głośno przełknęła ślinę jakby nie do końca jeszcze mu ufając. Słusznie, bo w końcu jakie mogła mieć teraz o nim zdanie. Valery szybko przyuważył przechodzącą w oddali staruszkę przy lasce, więc ostatecznie zdecydował się na takie posunięcie. Skupiając wszystkie swoje siły i myśli na przemianie, udało mu się przybrać postawę i wygląd ogólny starszej kobiety, a swoją deskę za pomocą iluzji zamienić na laskę. Phoebe przez cały ten czas obserwowała gliniarza, który właśnie skręcił w ślepy zaułek i pewnym krokiem zmierzał w ich stronę. Valery podniósł się z udawanym trudem i od razu zawiesił pomarszczoną dłoń na przedramieniu blondynki. Zdezorientowana dziewczyna zdecydowanie się tego nie spodziewała, więc głośno westchnęłą, ale stłumiła krzyk. Policjant był zbyt blisko i nie było czasu na wyjaśnienia, więc krzyżując spojrzenia zdecydowali się dobrze zagrać. Phoebe pomogła staruszce wstać i zaprzeć się o laskę, na co gliniarz przytrzymał się i nieco zmarszczył brwi.
- Coś się stało panie władzo? - zapytała blondynka z totalnym spokojem, na który pewnie z trudnością się zdobyła.
- Ja… Dostałem wezwanie o brutalnym pobiciu wczoraj przy rampie. Miałem tu zastać właściwie sprawcę, tego dzieciaka… - spojrzał na kobietę z dygoczącymi nogami, która uśmiechnęła się lekko.
- Tylko pomagam tej starszej pani. Nie widziałyśmy nikogo niebezpiecznego w tej okolicy - młodsza pokiwała głową podnosząc plecak Valerego z chodnika.
- Rozumiem. W takim razie proszę mi wybaczyć, pojadę szukać dalej. Poradzą sobie panie? - uśmiechnął się uprzejmie poprawiając swoją czapkę policyjną.
- Tak, dziękujemy - odparła Phoebe, a po tych słowach mężczyzna wrócił do auta.Wtem blondynka odsunęła się od Valerego i cofnęła, aż dotknęła plecami ściany. Widocznie teraz czekała już tylko na wyjaśnienia i nie było mowy, że chłopak się z tego wymiga. Blondyn w mgnieniu oka powrócił do swojej normalnej postaci, a deska znów miała cztery kółka i stała u boku chłopaka. Valery zbliżył się do dziewczyny wyciągając przed siebie dłoń w oczekiwaniu na swój plecak. Dziewczyna przez chwilę na niego patrzyła, po czym szybko pokiwała głową i oddała mu jego własność. Valery zarzucił plecak i jak gdyby nigdy nic odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę głównej ulicy.
- Przepraszam?! Nie należą mi się jakieś wyjaśnienia? - oburzona zagrodziła drogę dżinnowi.
- Nie sądzę? - uniósł lekko jedną brew - Nie wiem co miałbym ci powiedzieć.
- Na przykład czym jesteś i skąd posiadasz swoje moce? - uniosła ramiona jakby to było oczywiste.
- Coś taka ciekawska? Mnie się chyba należą przeprosiny? - zmarszczył gniewnie brwi i zacisnął pięści.
Dziewczyna na widok jego niepokojącej reakcji jakby momentalnie zmieniła zdanie. Valery na widok tego wyluzował i głośno westchnął. Nie chciał jej wystraszyć, ale twierdził, że to on jest tutaj jedynym poszkodowanym. W końcu dostał z jej magii prosto w pierś, co odrzuciło go z ogromną mocą. Miał szczęście, że jego zdolności umożliwiają mu szybszą regenerację.
- Uznajmy, że nic co się przed chwilą wydarzyło, nigdy nie miało miejsca i po sprawie, okej? - pokręcił powoli głową rozmasowując obolałą głowę.
- Myślisz, że to będzie takie proste? - skrzyżowała ramiona odwracając wzrok widocznie chcąc już stąd odejść.
- Słuchaj, jak chcesz o tym pogadać to spoko, ale nie na widoku, bo jak widziałaś szukają mnie i mogą nie spocząć - odparł przewracając oczami przytrzymując deskę jedną nogą.
- Bez przesady, to tylko jedno zgłoszenie o bójce dzieciaków. Myślisz, że będą się aż tak fatygować? - zmarszczyła brwi i spojrzała na blondyna.
- A kto powiedział, że to tylko jedno zgłoszenie? - uniósł brwi i nie mógł powstrzymać głupiego uśmiechu - To jak? Idziemy do mnie czy za bardzo się boisz?

Phoebe? Wybacz, że tak długo

26.08.2019

Od Phoebe CD Valerego

Dziewczyna nie była pewna jak znalazła się w obecnym położeniu. Jeszcze kilka dni temu taka sytuacja wydawałaby się jej absurdalna, a jednak stała z plecami opartymi o ceglaną ścianę. W ciemnej alejce było zdecydowanie zbyt mało osób, a chłopak znalazł się niebezpiecznie blisko, uniemożliwiając blondynce potencjalną ucieczkę. Od biegu ledwo mogła złapać oddech, ale poczuła że sięgniecie po lekarstwo na astmę byłoby słabością. Serce waliło jej jak oszalałe. Phoebe przełknęła głośno ślinę, mając nadzieję, że pomoże jej to udrożnić drogi oddechowe.
— Jesteś jakimś psychopatą, którego cieszy strach innych?! — rzuciła w jego stronę, niestety nieco bardziej piskliwym głosem niż zwykle.
Uśmiechnął się drwiąco, po czym podszedł jeszcze bliżej. Kładąc także drugą rękę na murze, całkowicie odgrodził czarownicę. Valery znalazł się tak blisko niej, że gdyby chciała mogłaby policzyć jego rzęsy.
— Nie odpowiedziałaś na moje pytanie — zauważył, wciąż śmiertelnie poważnie.
Phoebe spojrzała mu prosto w oczy, po czym od razu spuściła wzrok.
— Odsuń się, proszę — wymamrotała pod nosem.
Unosząc brwi, chłopak nieco zwiększył dystans między nimi. Wciąż jednak znajdował się zbyt blisko, a tętno Phoebe wciąż było nienaturalnie podwyższone. Położyła obie dłonie na jego muskularnej piersi i z całej siły spróbowała go odepchnąć, jednak bez skutku.
— Bardziej — wyszeptała błagalnym tonem.
Tym razem zignorował jej słowa, najwyraźniej wciąż wyczekując odpowiedzi na pytanie. Blondynka zamknęła oczy, skupiając się na swoim wewnętrznym źródle energii. Z cichym okrzykiem wyzwoliła sporą część w postaci płomiennej tarczy. Ugodziła Valerego w klatkę piersiową, a siła uderzenia odrzuciła go na przeciwległą ścianę. Phoebe zerwała się do biegu, ale zanim zdążyła wybiec z alejki usłyszała syreny policyjne. Natychmiast zawróciła i opadła na kolana koło nieprzytomnego chłopaka.
— Przepraszam, miałeś rację, przestraszyłam się — powiedziała mu, jednocześnie trącając go w ramię. — Obudź się, policja tu jedzie...
Bezradnie zaczęła wyciągać rzeczy z torebki, ale szybko zauważyła, że cała zawartość jest chwilowo bezużyteczna. Dziewczyna wyglądała nienaturalnie blado, a rozmazany nieco pod oczami tusz do rzęs jedynie to podkreślał. Czas mijał nieubłaganie, a każda mijająca chwila była katorgą dla zszarganych nerwów Phoebe. W końcu, po czasie, który wydawał się wiecznością, Valery poruszył się nieznacznie, a potem otworzył oczy.
— Przepraszam — powtórzyła kolejny raz czarownica. — Ja nie chciałam Ci zrobić krzywdy — dodała, czując potrzebę usprawiedliwienia się.
Podała chłopakowi butelkę wody, którą wcześniej znalazła w torebce. Przyjął ją w milczeniu i wypił kilka łyków. Dziewczyna z niepokojem obserwowała jego poczynania. Nie mogła być pewna, że jej nie zaatakuje. Mężczyzna najwyraźniej miał skłonności do agresji, więc gdyby postanowił użyć przemocy byłoby po niej. Nie mogła też wykluczyć, że Valery należy do jakiejś potężnej rasy i w odwecie za nieprzemyślany atak rzuci na nią klątwę. Wszystkie rozważania zostały przerwane przez tupot stóp, które rozległy się niepokojąco blisko. Chociaż chłopak jeszcze chwilę temu leżał nieprzytomnie na ziemi, teraz jednym zwinnym ruchem wstał. W zasadzie wyglądał zupełnie dobrze, jakby cała sytuacja nie wywarła na niego żadnego wpływu. Phoebe mogła mu tylko pozazdrościć błyskawicznej regeneracji.
— I co teraz? — spytała cichym głosem.

Valery?

18.08.2019

Od Valerego CD Phoebe

    Opuścił dziewczynę i z rozbiegu wskoczył na deskorolkę powoli zbliżając się do zjazdu z rampy. Wiedział, że przemiana w nią nie skończy się dobrze, ale musiał przyznać, że wyszło mu to naprawdę zabawnie. Mina wściekłej macochy plus zakłopotana blondyneczka, można powiedzieć, że był genialny. Cicho podśmiewując pod nosem ćwiczył ostatnio ogarnięte triki i co chwila ukradkiem zerkał na Phoebe. Trzeba przyznać, że była ona ciekawą osobą i coś w jej stylu bycia go w pewnym sensie intrygowało. Jeździł dalej wymijając zwinnie inne osoby, gdy zauważył chłopaka dosiadającego się do dziewczyny. Zmarszczył gniewnie brwi od razu rozpoznając w nim Noah czyli typa, który robił za miłego, a później wiadomo. Może i brzmi podobnie jak Valery, ale ten człowiek zdecydowanie był bardziej podstępny na jakiego nie wyglądał. Valery wykonał jeszcze kilka trików, ale nie mogąc się skupić w końcu zrezygnował i wjechał na górę. Złapał za deskorolkę i zaczął zbliżać się do rozmawiającej dwójki, a na jego twarzy malowała się obojętność, ale i oschłość. Gdy do nich podszedł, młodszy chłopak siedzący na ławce od razu wstał i zbliżył się do dżinna. Zjechał go wzrokiem z pogardą i lekko się uśmiechnął.
- Co? Ktoś tu jest niezadowolony, że zabieram mu zdobycz? - zaśmiał się cicho zerkając na blondynkę, która niepewnie zmarszczyła brwi.
- Zdobycz? Jak możesz tak mówić idioto?! - warknął Valery od razu odpychając go tak, że prawie spadł z rampy.
- No pochwal jej się jaki jesteś - Noah tylko zachichotał widząc minę Phoebe, która teraz już chyba była zdenerwowana.
- Nie gorszy od ciebie - zacisnął pięści nie chcąc posunąć się o krok za daleko - A teraz spieprzaj do swojej żałosnej zgrai i się więcej nie zbliżaj - pogonił go parskając tylko głośno.
Chłopak schował ręce w kieszenie i skocznym krokiem udał się do swojej grupki stojącej nieco dalej, pod małym budynkiem. Valery cicho westchnął i zwrócił się do dziewczyny, która siedziała z założonymi rękami tupiąc lekko butem.
- No co? - uniósł ramiona nie wiedząc co ma jej powiedzieć.
- Jak to ,,no co''? Co to miała być za akcja? - rozłożyła ręce kręcąc powoli głową.
- To było... - zamyślił się w momencie, gdy odprowadzał młodszego wzrokiem.
Zauważył, że podchodzi do dzieciaka, którego Val ostatnio poszkodował i go zagaduje. Gdy wskazał palcem na dżinna, ten przełknął głośno ślinę. Do tej pory chłopak nie wiedział kto mu to zrobił, gdyż Val był rzekomo w innej postaci poza tym nieco namieszał mu w głowie czarami. Teraz jednak zdawało się, że podbitym okiem namierzył blondyna i sięgnął do kieszeni żeby wyjąć telefon. Valery mógł się tylko domyślać gdzie dzwoni i w jakim celu.
- Wiesz mała.. To ja ci może opowiem po drodze? - uśmiechnął się głupio i zaczął powoli się wycofywać.
- Mała? Nigdzie z tobą nie idę - zmarszczyła lekko brwi i podniosła się z ławki spoglądając w stronę chłopaka dzwoniącego na policję.
- Możesz też zostać z nimi - wzruszył ramionami i zaczął biec ku wyjściu ze skateparku.
- Dobra, zaczekaj! - chwilę się wahała, ale udało jej się dogonić starszego chłopaka.
Żeby Phoebe nie została w tyle, Valery pozwolił sobie złapać ją za nadgarstek. Z początku się wyrywała, ale po chwili i tak odpuściła i pozwoliła mu się poprowadzić. Biegli chodnikiem mijając przechodniów, którzy oburzeni tylko się za nimi obracali. Blondyn nie mógł powstrzymać głupiego śmiechu za co został spiorunowany groźnym wzrokiem dziewczyny. Trochę minęło zanim znaleźli bezpieczne miejsce, a mianowicie wąską uliczkę kilka przecznic dalej. Valery w nią skręcił i puścił blondynkę po czym zdyszany oparł się o ścianę jednego z budynków.
- Ale jazda - wydyszał opierając ręce na zgiętych kolanach starając się jakoś uspokoić oddech.
- Więc to ty go pobiłeś? - zapytała poprawiając potargane przez wiatr włosy.
- Tak... Znaczy nie! Niezupełnie byłem to ja - wzruszył tylko ramionami odwracając wzrok.
- Jasne, rozumiem - odparła powoli się cofając jakby miała zamiar albo uciec albo po prostu odejść.
- Chyba się mnie nie boisz? - zmarszczył lekko brwi i podszedł bliżej po czym położył rękę na murze żeby zagrodzić dziewczynie przejście.
Blondynka tylko jak najmocniej wcisnęła się w ścianę odwracając wzrok, a Valery z pełną powagą oczekiwał odpowiedzi.

Phoebe?

9.08.2019

Od Phoebe CD Valerego

Czarownica zmarszczyła brwi, przyglądając się uważnie swojemu towarzyszowi. Opowiedziana przez niego historia nie kleiła się kupy, ale dziewczyna postanowiła nie drążyć tematu.
— Jestem Phoebe — na jej twarzy wykwitł uśmiech, kiedy podała rękę Valeremu.
— To ja idę jeździć — mruknął w odpowiedzi.
— Miłej zabawy.
Blondynka podeszła do ławki stojącej nieopodal i opadła na nią, równocześnie wyciągając z torebki książkę. Zauważyła, że jej nowy znajomy przez chwilę przyglądał jej się z konsternacją, po czym wzruszył ramionami i wskoczył na deskorolkę. Więcej nie obejrzał się za siebie, za to Phoebe obserwowała go z zainteresowaniem. Z jakiegoś powodu Valery ją zaintrygował. Potrząsnęła głową, po czym otworzyła książkę i zaczęła czytać. Co jakiś czas zerkała do góry, patrząc na swojego nowego znajomego. Do chłopaka dołączyło kilku innych ludzi, z którymi najwyraźniej się znał. Wydawali się dobrze bawić, co rozbudziło w czarownicy nostalgiczne uczucie pustki. Kilka razy zauważyła także przechodzącą nieopodal kobietę, która wcześniej ją szarpała, ale na szczęście więcej się nie zbliżała.
— Cześć — usłyszała koło siebie głos, na dźwięk którego się obróciła.
— Witaj — powiedziała, uśmiechając się lekko. — Znamy się?
Na widok nieznajomego chłopaka zmarszczyła brwi. Z wyglądu sprawiał wrażenie tylko trochę starszego od niej. Jego ciepłe brązowe oczy wpatrywały się wnikliwie w dziewczynę.
— Nie sądzę — odpowiedział. — Często tu przychodzisz?
Phoebe zauważyła, że chłopak miał przyjemny sposób wysławiania się. Zapewne należał to przyjaznych osób, które godzinami mogą konwersować na bliżej nieokreślony temat.
W odpowiedzi na pytanie młoda czarownica pokręciła głową.
— Nie jestem typem sportowca. Dzisiaj przyszłam tu trochę przez przypadek... — jej wzrok powędrował w stronę Valerego, który teraz popisywał się na jednej z ramp.
Nieznajomy chłopak podążył za jej spojrzeniem, a kiedy zobaczył na kogo patrzy, roześmiał się.
— Lepiej uważaj. Ma niezły temperament.
— Co masz na myśli? — Phoebe spytała skonsternowana.
— Widzisz tamtego chłopaka? — wskazał dyskretnie palcem na chłopaka z sińcami na twarzy. — Valery wczoraj nieźle go pokiereszował. Aż się zdziwiliśmy, że się tu dzisiaj pojawił, jeszcze wczoraj wyglądał jakby pilnie potrzebował lekarza.
— Wciąż tak wygląda — mruknęła dziewczyna w odpowiedzi.
Blondynka zaczęła się zastanawiać, czy to oznaczało, że jej nowy znajomy był agresywnym psychopatą. Odwracając się w kierunku chłopaka, siedzącego koło niej, zauważyła, że zerka jej w dekolt. Poczuła, jak pieką ją policzki. Nieznajomy zakłopotany odwrócił wzrok. Dziewczyna poczuła się nieco skrępowana, szukając czegoś, co mogłaby powiedzieć.
— W ogóle, jestem Noah — przedstawił się.
— Phoebe — podała mu dłoń.
— Jak długo zamierzasz tu zostać? — zapytał.
— Tego jeszcze nie wiem.
Zapadła niezręczna cisza, którą przerwał odgłos kroków. W ich kierunku zmierzał Valery z deską pod pachą. Najwyraźniej znudziło mu się jeżdżenie na ten moment. Phoebe obserwowała chłopaka z lekkim niepokojem.

Valery? Przepraszam, że mi tak długo zajęło, ale moja wena chyba wybrała się na wakacje...

31.07.2019

Od Valerego CD Phoebe


    Chłopak siedział w pracy od samego rana i po zaledwie kilku godzinach miał ochotę się zabić. Klientów było bardzo dużo, więc musiał latać w tą i z powrotem przez co bardzo się namęczył i stracił jakiekolwiek chęci do dalszej pracy. Dostał nawet kilka uwag za jego nieodpowiednie podejście i postawę, ale mało wziął je sobie do serca. Udało mu się nawet podebrać coś z kuchni i bez wiedzy nikogo się tym pożywić. Godziny mijały, a Valery w końcu doczekał się końca swojej zmiany. Nie żegnając się z nikim po prostu zabrał swoje rzeczy i wyszedł z budynku. Tego dnia zamiast motoru wziął ze sobą deskę, gdyż po pracy chciał się odstresować na pobliskim skateparku. Zarzucił plecak z rzeczami na plecy, założył beanie doprowadzając tym samym swoje włosy to jakiegoś ładu i rozpędzając się ruszył w stronę parku. Jechał z całkiem dużą prędkością co chwila odpychając się nogą od chodnika, ale miał czas na obserwowanie tego, co dzieje się wokół niego. Gryzące się psy, całująca się parka, bijące się kobiety. Zaraz, jedną z tych kobiet blondyn znał aż za dobrze. Zmarszczył brwi i zawrócił żeby szybko podjechać do dwóch panienek. Zszedł z deski podbijając ją w górę żeby złapać ją ręką i podszedł z wielkim uśmiechem.
- Drogie panie, czy jest jakiś problem? - zaśmiał się patrząc na jego macochę.
Niska dziewczyna, z którą korespondowała okazała się być tą samą, którą Valery wczoraj podwiózł oraz tą, która ''wylądowała w jego łóżku''. Zrobił wielkie oczy patrząc na jej zdezorientowaną twarzyczkę, po czym odepchnął ją na bok.
- Poczekaj tu, zaraz ci wszystko wyjaśnię - powiedział szybko kładąc jej ręce na ramiona, po czym podszedł do Emmy.
- Co to ma być?! - warknęła krzyżują ręce na piersi i zaciskając je tak, jakby chciała sama siebie udusić.
- Pani mamusiu, pomyliłaś moją randkę z inną, a teraz bezczelnie napadasz na bezbronne dziewczynki. Mój ojciec jest prawdziwym szczęściarzem - zamyślił się udając, że bardzo przejmuje się zaistniałą sytuacją.
- Ale to ta gówniara była dzisiaj w twoim łóżku - wskazała na nią, czym zwróciła uwagę blondynki - Nie jestem głupia, co tu jest grane?
- Jesteś głupia, właśnie to jest grane - pokręcił głową z rezygnacją - Spadam, bo twoje urojenia zaraz jeszcze przejdą na mnie - dodał i machnął na nią ręką po czym odszedł.
Macocha tylko śmiesznie fuknęła i odeszła głośno uderzając obcasami o chodnik. Valery odetchnął z ulgą i wrócił do dziewczyny, która stała i wciąż czekała na wyjaśnienia. Nie wiedział jak jej to wyjaśnić, a nie chciał od razu wyskakiwać z informacją, że jest dżinnem. Głośno przełknął ślinę i poszedł zmierzyć się z sytuacją, której najbardziej się obawiał.
- Hej, mogę wyjaśnić ci wszystko w drodze na skatepark, jeżeli nie masz nic przeciwko - zagadał drapiąc się po karku.
- W sumie mam jeszcze trochę czasu - zerknęła na zegarek i wzruszyła ramionami.
Valery pokiwał głową z lekkim uśmiechem, co prawda zakłopotanym, ale uśmiechem. Złapał deskorolkę pod pachę i ruszył przodem. Dziewczyna wkrótce dorównała mu kroku patrząc w zimie. Szli raczej w ciszy, dopóki Val nie ułożył sobie w głowie odpowiedniego scenariusza. Byli już niedaleko parku, gdy chłopak w końcu się odezwał.
- Chodzi o to, że ta baba weszła mi do pokoju, gdy byłem w łazience, a że w łóżku leżała dziewczyna podobna do ciebie to zwyczajnie cię pomyliła. Rozumiesz, kobieta ma swoje lata i wzrok jej szwankuje - wyjaśnił parskając śmiechem
- Wyglądała mi raczej na młodą kobietę - zmarszczyła podejrzanie brwi spoglądając na blondyna.
- Taak hehe, ale to tylko moc kosmetyków. Bez makijażu wygląda jak stara szkapa wierz mi. Ojciec zresztą chyba też jest ślepy - dodał po chwili odwracając wzrok.
Doszli już na skatepark i nie wiedział czy dziewczyna chciała zostawać czy miała może inne plany, więc przytrzymał się na ulicy stając jej naprzeciw. Przeprosił ją jeszcze raz za całe zajście tłumacząc się wciąż głupotą jego macochy co po części było prawdą. Z drugiej strony nie powinien się przemieniać w osoby, które mógł jeszcze kiedyś spotkać. Postanowił sobie następnym razem najpierw myśleć, potem dopiero robić. Choć z Valerym nigdy nie wiadomo i zapewne w mgnieniu oka zapomni o swoich dobrych postanowieniach. Stał tak naprzeciw dziewczyny, która nagle spojrzała przez jego ramię w głąb parku po czym lekko się skrzywiła.
- Ale oberwał… jakiś wypadek na rampie? - zapytała wskazując głową na chłopaka, którego Valery wczoraj nieco startował.
- Eee… Tak. Musiał się wywalić jak zjeżdżał, to częste tutaj - szybko pokiwał głową, strzelając w stronę dziewczyny kolejnym kłamstwem.
Miał tylko nadzieję, że wychodzi mu to dosyć wiarygodnie i nie wzbudzi u dziewczyny żadnych podejrzeń. Odwrócił swoje spojrzenie od poobijanego chłopaka i zwrócił się do niskiej blondynki.
- Tak swoją drogą to jestem Valery. Jeszcze raz sorry za tamtą idiotkę - wysunął rękę w jej stronę co często się nie zdarzało, ale musiał grać miłego. Tak po prostu wypadało.

Phoebe?

23.07.2019

Od Phoebe CD Valerego

Czarownica siedziała w kąpieli z pianą. Od kiedy zsiadła z motoru nieznajomego mężczyzny, zdążyła się już nieco uspokoić. Serce w piersi dziewczyny biło już niemal normalnym rytmem. Kiedy woda w wannie stała się już nieprzyjemnie chłodna, Phoebe niezgrabnie wyszła z wanny, dokładnie wytarła się ręcznikiem, a następnie przywdziała jedwabną koszulę nocną. Układając się wygodnie w łóżku, pomyślała jeszcze, że chętnie poczytałaby książkę. Szybko jednak okazało się, że jej powieki są zbyt ciężkie, a głowa pełna wrażeń minionego wieczoru. Dziewczyna zasnęła, kiedy tylko przyłożyła głowę do poduszki.
~~*~~
Phoebe obudziło jasne światło słoneczne wpadające do pokoju przez rozchylone zasłony. Powoli usiadła na łóżku, po czym się przeciągnęła. Dopiero kiedy zerknęła na zegar, blondynka uświadomiła sobie, że zaspała. W pośpiechu podbiegła do szafy, aby wyciągnąć odpowiednie ubrania. Żeby oszczędzić trochę czasu, zaczęła się malować w kuchni przy ekspresie do kawy. Przelewając gorącą kawę do kubka termicznego, rozlała nieco płynu. Dziewczyna z irytacją pstryknęła palcami na ścierkę, która posłusznie zaczęła zmywać plamę. W tym czasie dokończyła robić makijaż, założyła buty, po czym złapała księgę czarów i torebkę, wybiegając z mieszkania. Po chwili wróciła do środka, żeby zabrać zaparzoną wcześniej kawę, a następnie znów popędziła do drzwi. Droga na przystanek nie była daleka, ale kiedy Phoebe tam dotarła, już brakowało jej tchu. Z ulgą zobaczyła nadjeżdżający autobus. Tym razem udało jej się zdążyć. Już w pojeździe, zajęła miejsce pod oknem i obserwowała widoki za oknem, równocześnie popijając ciepły napój. Oderwała wzrok od szyby dopiero, gdy usłyszała dźwięk nadchodzącego SMSa. Szybko wygrzebała telefon z torebki i odczytała wiadomość od mamy.
Przyjedź wieczorem, niestety wypadło mi ważne spotkanie.
Czarownica z westchnieniem schowała telefon. Jej matka często przekładała umówione lekcje, ale dzisiejszego ranka wyjątkowo ją to zirytowało. Gdyby wiedziała wcześniej, nie musiałaby wybiegać z domu jak kot z pęcherzem. Może nawet zdążyłaby zjeść śniadanie. Zamiast wysiąść na zwykłym przystanku, dziewczyna wysiadła w centrum. Ruszyła przed siebie wolnym krokiem, przyglądając się ludziom spieszącym do pracy. Niestety już po chwili jej spacer został zakłócony przez nieznajomą kobietę.
— Witaj, młoda damo — powiedziała do Phoebe z uśmiechem na twarzy. — Nie chciałabym zdusić Twojej miłości w zarodku, ale musisz na siebie uważać. Valery cierpi na wiele chorób, nie można wykluczyć także tych wenerycznych. HIV, rzeżączka, kiła, chlamydia... Nie można także wykluczyć wszy łonowych. My, kobiety, musimy się pilnować wzajemnie. Muszę też przyznać, że masz specyficzny gust, jest tyle przyzwoitych kawalerów do wzięcia... Z jakąś porządną pracą, żeby trochę pieniędzy do domu przynosił. Ten Valery to taki nierób... — westchnęła, teatralnie kończąc swoją wypowiedź.
Czarownica zamrugała, zdezorientowana.
— Słucham? Ja nie znam żadnego Valerego, nie mam pojęcia, o czym Pani do mnie mówi — odpowiedziała, starając się zabrzmieć uprzejmie.
Tym razem nieznajoma wydawała się skonfundowana.
— Ale jak to..? — zaczęła, po czym jej oczy się zwęziły. — Ty mała ździro! Pieprzysz Harolda! Mogłam się domyślić, trzeba przyznać, że dobrze to rozwiązał... Chowanie dziwki u tego dzieciaka to naprawdę przemyślane zagranie! — kobieta przysunęła się bliżej, aż Phoebe poczuła na twarzy drobinki śliny. — Pewnie z chęcią rozłożyłaś nogi przed moim chłopakiem, niech ja tylko Cię dopadnę!
Czując się niekomfortowo, blondynka zaczęła się cofać. Zanim zdążyła znaleźć się w bezpiecznej odległości, kobieta wyciągnęła w jej kierunku rękę. Złapała rozczapierzonymi palcami za jej torebkę i zaczęła ją szarpać.
— Chyba zaszło jakieś nieporozumienie... — nieporadnie zaczęła się tłumaczyć Phoebe, ale szybko została zagłuszona.
— Zobaczymy czy Twoja twarzyczka dalej będzie wyglądała tak uroczo z podbitym okiem! — zaskrzeczała kobieta. — Pokaże Ci, gdzie Twoje miejsce!
Czarownica bezskutecznie spróbowała się oswobodzić. Desperacko poparzyła czubki palców swojej napastniczki, na co ta odsunęła się nieco, wydając przy tym dźwięk przypominający skomlenie. Po chwili ujrzała coś nad ramieniem Phoebe, przez co źrenice jej się rozszerzyły.
— Drogie Panie — dziewczyna usłyszała za sobą głos. — Czy jest jakiś problem?
Blondynka obróciła się na pięcie, stając twarzą w twarz z chłopakiem, który wczoraj podwiózł ją na motorze.

Valery?

18.07.2019

Od Valerego CD Phoebe

    Chłopaka szczerze rozbawiła postawa blondynki i cały ten niepokój. Chociaż z drugiej strony ją rozumiał, bo wsiadając na motor obcego faceta nie wiadomo czego można się spodziewać. Jak dobrze, że Valery nie należy do takich, a przynajmniej tej nocy nie miał ochoty płatać innym figli tylko szybko wrócić do mieszkania. Podczas jazdy dziewczyna strasznie ściskała go w pasie co z jednej strony było bardzo niekomfortowe i wkurzające, a z drugiej schlebiało mu to. Jeszcze chyba żadna panienka nie chciała być tak blisko niego. Na tą myśl cicho parsknął śmiechem i spojrzał na dziewczynę przytuloną do latarni mając zamiar w końcu odpowiedzieć na jej pytanie.
- No ten, akademik nie? Jesteś mała, więc pewnie studiujesz w pobliskiej akademii - wzruszył ramionami stukając palcami w kask, który trzymał na kolanie.
- Nie, nie studiuję na akademii i nie jestem mała - oburzyła się powoli puszczając się podpory - Ale tak... Mieszkam tutaj.
- A więc miałem dobre przeczucie - uniósł głupio jeden kącik ust zerkając na zegarek na nadgarstku - Dobra, dojdziesz do domu, bo nogi ci tak drżą jakbyś miała się zaraz wyłożyć? - wskazał na jej jeszcze lekko chybotające się nogi.
- Dam radę, dziękuję - rzuciła od razu prostując kolana i unosząc lekko brodę ku górze, odwróciła się, po czym odeszła.
- Jest za co - odparł tylko cicho w kask, który zdążył założyć i wycofał nie patrząc nawet w lusterka.
Na prostej drodze od razu dodał gazu i jechał tą samą prędkością, co z pasażerem i było to dość szybko. Szczerze, jechał wtedy tak szybko żeby nastraszyć biedną blondynkę. Zupełnie celowo. Podśmiewywał pod nosem, ale jego mina zrzedła, gdy zorientował się, że musi zajechać do ojca. Z jego oszczędnościami nie było ciekawie, gdyż przewalał wszystkie na kluby czy inne cele rozrywkowe. Kochany tatuś na szczęście mało wypytywał o to, na co jego pieniądze są wydawane, po prostu je dawał, za co Valery bardzo go lubił. Właściwie to chyba tylko dlatego. Unikał ojca i jego kochanki najczęściej jak tylko mógł, ale czasami jednak musiał dać o sobie znać i pokazać, że ich los go obchodzi. Zakręcił w ulicę prowadzącą do dość spokojnej dzielnicy, gdzie było bardzo cicho i spokojnie. Za cicho i spokojnie. Valery nie przepadał za takimi okolicami, gdzie słychać cykanie świerszczy czy pojedyncze rozmowy dobiegające z domów tam ustawionych. Dodał więc gazu, żeby warkot silnika nieco stłumił ciszę i nawet nie przejmował się tym, że mógł takim sposobem pobudzić połowę ludzi w okolicy. Niebawem był już pod domem ojca, gdzie na podjeździe zostawił motor i udał się do środka. Miał swoje klucze, więc nie budząc nikogo wszedł do domu, zamykając za sobą drzwi. Zazwyczaj jasne wnętrze teraz ogarniała zupełna ciemność i ciężko było się odnaleźć. Valery chociaż rzadko tu przebywał, to znał drogę do swojego pokoju na pamięć, więc tylko zdjął buty i pomaszerował schodami na piętro. Od razu zamknął się w swoim pokoju, po czym rozebrał się zostając w samych bokserkach i wsunął się pod kołdrę. Nie mając nic innego do roboty, szybko zasnął wtulając się w wielkie poduszki.
    Ze snu wyrwały go głośne śmiechy dochodzące z korytarza i wiedział, że należą one do Emmy, dziewczyny ojca. Miała ona strasznie irytujący dla Valerego głos, a co dopiero śmiech, który swoją częstotliwością mógł zapewne kogoś ogłuszyć. Blondyn warknął i spojrzał złowrogo w stronę drzwi i nasłuchując udało mu się nawet dowiedzieć, o czym rozmawia.
- W holu są buty twojego dzieciaka. Pewnie wrócił, bo potrzebuje kasy - jej głos zza drzwi był tak samo irytujący jakby wrzeszczała wprost do ucha - A myślałam, że już mamy z nim spokój - zaśmiała się idiotycznie.
Przegięłaś, blacharo. Chłopak usłyszał, że kobieta zbliża się do jego pokoju, a w zwyczaju miała wchodzić bez pukania, więc uznał, że da jej małą nauczkę. Zamknął powieki i starał się wyobrazić sobie jakąś dziewczynę, jakąkolwiek. Mogła być nawet ta z parku, ale jedyna jaka teraz przychodziła mu do głowy i jaką widział nie tak dawno, to jego bojaźliwa pasażerka. Uśmiechnął się chytrze i niedługo później po ciele przeszedł go nieprzyjemny, ale znośny dreszcz. Uczucie to można było porównać do kopnięcia prądem, jednak takim łagodniejszym. Niebawem uchylił powieki i spojrzał na swoje nogi, które teraz były mniejsze i trzeba przyznać zgrabniejsze i... Zaraz jednak nakrył się kołdrą po samą brodę nie chcąc wyjść na kogoś nieprzyzwoitego, zresztą ta misja miała kogo innego na celu. Chude dłonie kurczowo trzymały się ciepłej kołdry, gdy do pokoju wparowała kobieta mniej więcej o 10 lat starsza od samego Valerego, a jej mina była nie do opisania. Val w postaci drobnej dziewczyny wysilił się tylko na wystraszony, piskliwy jęk, który wcale nie zabrzmiał tak źle. Na szczęście drzwi jego łazienki były zamknięte, dzięki czemu wychodziło na to, że chłopak właśnie tam się zamknął.
- O matko - wydukała tylko czarnowłosa i od razu zasłoniła sobie oczy ręką - Przepraszam cię... Ja... Chciałam sprawdzić co u... Nie ważne - szybko się wycofała, gdy spaliła buraka i zamknęła drzwi.
Valery odczekał, aż wróci do jej sypialni, a wtem wybuchnął śmiechem, od razu tłumiąc go poduszką. Wymusił przedwczesny powrót do jego ciała czując się coraz gorzej w ciele nastolatki, po czym otarł łzy rozbawienia. Tak, chłopak miał 22 lata i wciąż bawiły go takie akcje. Gdy już się nieco uspokoił, wziął szybki prysznic i przebrał się, bo tego dnia pracował od rana do wczesnego wieczora, więc niebawem miał zjawić się w knajpie. Wychodząc z domu na szczęście nie natknął się na nikogo, a wsiadając na motor modlił się tylko, żeby przypadkiem nie spotkać blondynki, bo wtedy nie powstrzyma ani śmiechu, ani niepodobnego do niego zakłopotania.

Phoebe?

16.07.2019

Od Phoebe CD Valerego

Podczas studiowania rozkładu jazdy autobusów, między brwiami Phoebe pojawiła się zmarszczka. W miarę jak odczytywała kolejne godziny odjazdów, bruzda stawała się coraz bardziej wyraźna. Powodem jej powstania były autobusy kursujące po Seattle, na których w tym przypadku nie można było polegać. Okazało się bowiem, że ostatni pojazd tego dnia już odjechał, a nocne linie nie zwykły się zatrzymywać na tym przystanku. Dziewczyna na myśl o nocnym spacerze zadrżała. Dojście do akademika zajęłoby jej prawdopodobnie jakieś czterdzieści minut, o ile nie zgubiłaby się gdzieś po drodze, co z kolei było bardzo prawdopodobne. Nocną ciszę przerwał szum silnika, który po chwili na powrót umilkł. Zaskoczona czarownica obejrzała się na motocyklistę, który zaparkował obok przystanku. Kiedy zdjął kask motocyklowy, rozpoznała w chłopaku pracownika fast fooda.
— Podwieźć? — rzucił w jej kierunku pytanie.
Mężczyzna nie wydawał się przyjazny, jednak najwyraźniej Phoebe wzbudziła jego litość, stojąc po ciemku na opuszczonym przystanku.
— Poproszę — odpowiedziała, zanim zdążyła przemyśleć swoją decyzję.
Dziewczyna nigdy wcześniej nie jeździła na motocyklu, nawet jako pasażer. Sama myśl o tym środku transportu mroziła jej krew w żyłach, jednak teraz było już za późno, żeby się wycofać. Odważnie zrobiła kilka kroków w stronę chłopaka, ale po chwili przystanęła, niepewna co powinna dalej zrobić.
— Nie mam drugiego kasku — oznajmił, po czym gestem wskazał na swój. — Weź ten.
Czarownica odebrała to niemal jak drwinę, jakby nieznajomy chciał jej udowodnić, że jest słabsza od niego. Patrząc mu prosto w oczy, Phoebe pokręciła głową. Chłopak w odpowiedzi wzruszył ramionami, po czym na powrót włożył kask. Z jakiegoś powodu dziewczynę zirytował fakt, iż nawet w ochraniaczu na głowę, wciąż wyglądał dobrze. Sama z takim monstrum na głowie prezentowałaby się pewnie jak bałwan.
— Wsiadaj, nie mam całej nocy — mruknął zirytowany.
Jego słowa były tłumione przez kask, ale i tak zrozumiałe. Phoebe zajęła miejsce na motocyklu, obejmując mężczyznę w pasie. Chociaż nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji, z filmów wiedziała mniej więcej, jak powinna się zachować. Czarownica poczuła szarpnięcie, a już po chwili motor mknął po ulicy. Serce z przerażenia zaczęło jej bić mocniej, przez co nieświadomie złapała mocniej chłopaka. Wraz z nabieraną prędkością ogarniał ją coraz większy strach. Przez zaistniałą okoliczność nie zastanowiła się nawet, jak bardzo niezręczna jest cała sytuacja. W wielu czytanych przez nią powieściach ludzie napawali się wiatrem we włosach, ale w jej przypadku było dokładnie na odwrót. Napierające na nią masy powietrza napawały ją absolutnym przerażeniem. Phoebe zamknęła oczy i wtuliła twarz w kurtkę nieznajomego, marząc, żeby ten koszmar się skończył. Przez myśl przemknęło jej nawet, że przecież nie podała mu żadnego miejsca docelowego, a kompletnie obca osoba właśnie wywoziła ją nie wiadomo gdzie, ale nic jej to nie obchodziło. Używając całej swojej siły woli, stworzyła pole ochronne dookoła swojej głowy. W ten sposób nawet bez kasku mogłaby przeżyć potencjalny wypadek. Na sam myśl dostała gęsiej skórki.
Po jakimś czasie, który wydawał się dziewczynie eonami, poczuła delikatne szarpnięcie za ramię.
— Żyjesz? — głos chłopaka wyrażał jedynie lekki niepokój, być może spowodowany tym, że czarownica nieświadomie zacieśniła uścisk, który stał się dla niego niekomfortowy.
— T-t-tak — zająknęła się w odpowiedzi.
Powoli rozluźniła ramiona, zauważając przy tym, że ściskała nieznajomego tak mocno, że aż zbielały jej palce. Ledwo czując napięte ze strachu mięśnie, zsiadła z motocykla. Nogi Phoebe wydawały się jak z waty, musiała przytrzymać się pobliskiej latarni, żeby nie upaść.
— N-nigdy więcej — próbując uregulować oddech, rozejrzała się wokół. — Gdzie jesteśmy?
Ku jej zdziwieniu, chłopak dalej znajdował się przed nią. Na jego miejscu dziewczyna pewnie dawno temu by odjechała, zostawiając po sobie tylko chmurę kurzu. Niemal rozbawiony, nieznajomy obserwował ją z drwiącym uśmiechem.
— Pierwszy raz na motorze? — zapytał.
Wciąż kurczowo trzymając się latarni, odpowiedziała.
— Tak, o ten jeden raz za dużo... Gdzie jesteśmy? — spytała po raz drugi.

Valery?

13.07.2019

Od Valerego CD Phoebe

    Valery uwielbiał moment niepewności, gdy zjeżdżał z wysokiej rampy na sam jej dół i bardzo się przy tym rozpędzał. Skatepark był jego drugim, a raczej trzecim już domem i uciekał tutaj, gdy nie miał gdzie się podziać albo co ze sobą zrobić. Triki łatwiejsze czy trudniejsze zawsze skupiały na sobie całą jego uwagę, przez co nie myślał o niczym innym jak o dobrze wykonanym skoku. Na desce czuł się jak ryba w wodzie i można było nawet podejrzewać, że są razem jakoś magicznie połączeni. Nie było oczywiście dni bez porażek i upadków. To noga mogła się podwinąć, to deskorolka odjechała, a on lądował na plecach, tak jak i tego dnia, gdy miał do pracy na późną godzinę. Zjeżdżał właśnie z rampy w celu zrobienia kickflipa na dole, ale osunęła mu się noga i upadł jak długi na beton. Syknął, gdy uderzył plecami o twarde podłoże, ale podziękował sobie, że w porę podniósł głowę, bo nie miał w zwyczaju noszenia kasku. Obolały zaczął powoli zbierać się z ziemi, gdy usłyszał ciche parsknięcie przeobrażające się potem w głupi i donośny śmiech. Podniósł się w końcu i rozejrzał dookoła, a widząc niższego przynajmniej o dwie głowy chłopaka będącego w młodszym wieku, który siedział u góry rampy, zrobiło mu się nawet szkoda. Pokręcił tylko głową i ze sztucznym uśmiechem zniknął z jego pola widzenia, przez co został jeszcze bardziej wyśmiany. Do czasu, chłopaczku, do czasu. Valery skrył się za rampą i rozejrzał po parku nieopodal w poszukiwaniu swojej pseudo ofiary dopóki nie zauważył kobiety w mniej więcej tym samym wieku co on sam. Była niczego sobie, więc jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Dżinn wszedł pod rampę, gdy zlustrował już ładną brunetkę od stóp do głów i zacisnął powieki. Od tego momentu zaczęły się czary. Przez jego ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a skóra niesamowicie go szczypała i swędziała, ale nie trwało to na szczęście długo. Niebawem ponownie otworzył oczy i wystawił ręce przed siebie zauważając, że na paznokciach ma czerwone tipsy i różne pierścionki. Zmarszczył chytrze brwi i wyszedł spod rampy poprawiając również czerwoną sukienkę, po czym ruszył w stronę wcześniej widzianego cwaniaczka. Przeszedł za nim i ''przez przypadek'' uderzył go torebką w głowę, chociaż było to zdecydowanie za lekko.
- Co ty odpier... - zerwał się młodszy, ale gdy zjechał spojrzeniem stojącą przed nią atrakcyjną nastolatkę, od razu złagodniał niczym potulny baranek - No witam - uśmiechnął się obrzydliwie, chociaż on pewnie nie był tego świadomy.
Valery wolał się nie odzywać, gdyż podczas zmian głos pozostawał jego, więc postanowił oczarować smarkacza niesamowitym uśmiechem i palcem poprowadzić go za sobą pomiędzy dwa budynki. Gdy oboje stanęli już w wąskiej uliczce, młody prawdopodobnie spodziewał się czegoś zupełnie innego, ponieważ z jego ust dosłownie skapywała ślina. Żałosny dzieciak. Valery brzydził się, ale postanowił grać dalej więc popchnął chłopaka na mur, a gdy ten przymknął oczy, wbił mu obcas jednej ze swoich szpilek w stopę. Z ust dzieciaka wydobył się głośny jęk bólu, ale nie zdążył pociągnąć go dalej, gdyż dostał z torebki w twarz i zatoczył się na bok. Val nie miał pojęcia co tam było, ale sprawiło, że chłopak przynajmniej na chwilę stracił kontakt z rzeczywistością. Teraz to on pozwolił sobie na głośne parsknięcie śmiechem, chociaż jego przeciwnik nie mógł tego usłyszeć. Blondyn poczuł jak powoli powraca do swojej pierwotnej postaci, więc przeczekał jeszcze chwilę w ciemnym zaułku, po czym wyszedł. Rozejrzał się jeszcze, czy nikt nie miał na wcześniejszą sytuację żadnego podglądu i ruszył w stronę fast fooda, w którym niedługo miał zacząć swoją zmianę. Pewnie ciekawy jest fakt, jak Valery czuł się w kobiecym ciele. On zawsze powtarzał, że z razu na raz jest to coraz lepsze.
    Motorem podjechał pod sam budynek i zostawił go na parkingu dla personelu. Wszedł od zaplecza, gdzie od razu czekało na niego obciachowe wdzianko, a mianowicie fartuch i czapka z daszkiem oraz z logiem firmy. Nie byłoby to nic złego gdyby nie fakt, iż Valery nie przepadał za taką stylówą. Mimo sprzeciwień współpracownikom i tak musiał wbić się w strój i w końcu stanąć przy kasie wymuszając uśmiech na twarzy. Nie umiał szczerzyć się do obcych ludzi, ale jeżeli nie chciał stracić kolejnej pracy, musiał się w końcu jakoś postarać. Miał jeszcze opcję nie zarabiać nic, a mieszkać u ojca i jego dziewczyny, co kompletnie nie wchodziło w grę. Obsłużył sporo osób jak na tak późną godzinę. Taka wieczorna zmiana nie była zła, skoro w mieście nie była organizowana żadna większa impreza, którą mógłby jeszcze przegapić. Do zamknięcia zostało parę minut, a on dostał klucze i nakaz zamknięcia restauracji samodzielnie. Valery sam nie wiedział, czemu tamci ludzie mu ufają, ale wiedział, że nie może spieprzyć i dobrze zająć się tym miejscem. Wszyscy w końcu opuścili budynek, a on miał zamiar zrobić to samo, gdy usłyszał, że ktoś otwiera drzwi, a z jego wejściem do pomieszczenia wpada chmura zimna. Blondyn wzdrygnął się i zmarszczył gniewnie brwi, gdy zobaczył niską blondynkę rozglądającą się niepewnie. Niech tylko coś zamówi.
- Czy mogłabym jeszcze zamówić coś do jedzenia? - zapytała przerywając grobową ciszę.
- Zaraz zamykamy - odburknął od razu piorunując dziewczynę oziębłym spojrzeniem.
Zdecydowanie nie miał teraz ochoty na milutkie rozmowy i przyrządzanie komuś posiłków.
- Zapłacę podwójnie - wciąż nalegała, a Valery był coraz bliższy ustąpienia jej nie wiadomo nawet dlaczego - I pomogę przy sprzątaniu - dodała wzruszając lekko ramionami.
Valery zmrużył oczy w ciszy i spokoju myśląc o propozycji blondynki przy okazji lustrując ją od stóp do głów. Nie wyglądała na zadowoloną, że musi tutaj być o tej porze, możliwe, że też nie miała tego dnia łatwo. Chłopak w końcu westchnął głośno i przesadnie.
- Zapłacisz normalnie, a posprzątam sam - przewrócił oczami odpalając włączając ekran - Co chcesz?
- Poproszę cheeseburgera i małe frytki - spojrzała na menu nad jego głową i zdecydowana zaczęła szukać pieniędzy w portfelu - To może bez frytek... - zmarszczyła brwi, gdy widocznie nie mogła doszukać się wystarczającej ilości pieniędzy.
- Na koszt firmy - warknął i od razu poszedł do kuchni szczerze nie chcąc tracić czasu na to, aż blondynka znajdzie pieniądze i jeszcze ostatecznie się namyśli.
Zgodnie z przepisem knajpy szybko zrobił kanapkę, nasypał frytek, a do zestawu dołożył jeszcze mały napój i wszystko ustawił na tacy. Rzucił plastikową podkładkę na blat przy odbiorze zamówień tak, że prawie wszystko spadło na podłogę, ale dziewczyna w porę złapała tackę.
- Możesz jeść tutaj dopóki nie sprzątnę w kuchni. Tylko nie nabrudź, bo nie chcę znowu latać z mopem po całej sali - oznajmił wpłacając ze swojego portfela pieniądze za jedzenie dziewczyny i zniknął w kuchni, żeby po sobie posprzątać.
Na szczęście musiał ogarnąć tylko swoje wcześniejsze miejsce pracy, gdyż reszta została sprzątnięta przez innych, za co szczerze im dziękował. Może nawet kiedyś zacznie ich dzięki temu szanować. Może. Szybko uporał się z zadaniem i w końcu mógł zdjąć obciachowy fartuch i założyć swoją dużą, bordową kurtkę. Zabrał swoje rzeczy, klucze od lokalu i przeszedł do stolików, a tam przy drzwiach czekała już blondynka. Valery przytrzymał się i zerknął na miejsce, gdzie ta wcześniej jadła i faktycznie było czyściutko, ale dziwne było to, że taca zniknęła, a nie było jej nawet przy koszach. No cóż, jeżeli ją ukradła to prędzej czy później za to zapłaci. Z drugiej strony po co komu plastikowa tacka z fast fooda?
- Dziękuję - skinęła głową, a na jej twarz wpłynął lekki uśmiech.
Valery tylko wzruszył ramionami i razem z blondynką wyszedł na zewnątrz. Pogasił światła i odpowiednimi kluczami zamknął lokal. Nie spoglądając już na byłą klientkę ruszył w stronę parkingu. Miał zamiar jak najszybciej dojechać do swojego mieszkania i walnąć się na wielkie łóżko. Myślał już tylko o tym, a gdy wsiadał na motor poczuł jak bardzo jest wycieńczony. Praca zmęczyła go mniej od deskorolki, ale wciąż. Odpalił swoją maszynę i ciesząc się pustymi ulicami, miał zamiar dodać nieco gazu. Jego zamiary pokrzyżowała jednak ta wcześniejsza, zakłopotana dziewczyna, która stała na przystanku, a czytając rozkład lekko marszczyła nos. Co jeszcze tego dnia? Valery zacisnął ręce na kierownicy i niechętnie podjechał na pobocze przystanku. Zdjął kask i głośno odchrząknął tym samym zwracając uwagę dziewczyny.
- Podwieźć? - zapytał zupełnie bez żadnych emocji czy chociaż dobrych intencji.

Phoebe? Wybacz, że tyle czekałaś, ale przynajmniej jest długie c:

8.07.2019

Od Phoebe do Valery’ego

Ostatnio wyjątkowo niskie temperatury dawały się Phoebe we znaki. Chociaż zwykle lubiła spędzać czas na świeżym powietrzu, w taką pogodę niechętnie opuszczała ciepłe zakątki swojego mieszkania, a jeżeli stawało się to absolutnie konieczne, zakładała na siebie wiele warstw ubrań. Tym razem bodźcem do wyjścia okazała się pusta lodówka. Unikając dworu za wszelką cenę, spędziła cały weekend czytając książki, ćwicząc inkantacje oraz grając na pianinie. Teraz ze zgrozą uświadomiła sobie, że czeka ją wieczorny spacer w poszukiwaniu jedzenia. Kolejne pół godziny zajęło jej przygotowanie się do wyjścia, do czego zaliczało się między innymi zrobienie idealnych kresek na powiekach i znalezienie nieużywanego przez kilka dni portfela. Kiedy już ubrana w wysokie kozaki i płaszcz o odcieniu ciemnego grafitu stała przed drzwiami, przypomniała sobie jeszcze, żeby zabrać telefon. Wychodząc z akademika nie spotkała żywej duszy. Najwyraźniej uczniowie akademii również spędzali wolne popołudnie u siebie, ucząc się lub odpoczywając. Przynajmniej pod tym względem Phoebe przypominała zwykłego ucznia. Dokładnie zakrywając twarz szalikiem, pchnęła drzwi i wyszła na mroźne powietrze. Idąc chodnikiem zostawiała ślady w świeżym śniegu, który skrzypiał jej pod butami. Na twarzy czarownicy zagościł delikatny uśmiech. Z zaciekawieniem obserwowała świat widoczny dookoła. Chociaż od Świąt Bożego Narodzenia minęło już sporo czasu, a prognozy pogody zapowiadały odwilż oraz ocieplenie temperatury, gdzieniegdzie wciąż można było dostrzec jeszcze ozdoby. Z naprzeciwka nadeszły dwie osoby trzymające się za ręce. Obie posłały dziewczynie ciepłe uśmiechy, które ta po chwili wahania odwzajemniła. Gdy po chwili się odwróciła, postacie zniknęły już w cieniu najbliższej alejki. Skręciwszy w główną ulicę, napotkała więcej ludzi. Niektórzy zmierzali do domów ciasno otuleni puchowymi kurtkami, inni ze śmiechem kierowali się do wciąż jeszcze otwartych pubów, a kilkoro przechodniów wyglądało, jakby wyszli z psem na wieczorny spacer. Phoebe zatrzymała się przy pierwszym znalezionym barze, z uwagą studiując godziny jego otwarcia. Kiedy uświadomiła sobie, iż lokal już od niemal godziny był zamknięty, westchnęła z frustracją. Z burczącym z głodu brzuchem ruszyła w dalsze poszukiwania. Przechodząc koło ciemnych witryn sklepów i jadłodajni, była coraz bardziej przekonana, że będzie musiała powrócić do domu bez kolacji. Niespodziewanie jednak spostrzegła jarzące się w oddali światła fast fooda, do którego od razu skierowała swoje kroki. Stojąc już przed drzwiami, zdała sobie sprawę, iż do zamknięcia zostało zaledwie kilka minut. Zdecydowanie nacisnęła klamkę i przekroczyła próg. Przy kasie stał młodzieniec, który ujrzawszy nowo przybyłą osobę, zmarszczył brwi z irytacją. W lokalu nie było już innych klientów, a wszystko wydawało się już posprzątane.
— Czy mogłabym jeszcze zamówić coś do jedzenia? — spytała, a jej głos zabrzmiał nienaturalnie głośno w panującej ciszy.
— Zaraz zamykamy — mruknął w odpowiedzi chłopak. Wpatrzone w Phoebe niebieskie oczy wydawały się zimne jak lód.
Czarownica nie mogła go winić za brak entuzjazmu. Gdyby była na jego miejscu, sama najchętniej wróciłaby do domu po długim dniu pracy. Unoszący się w powietrzu zapach przypalonego oleju też nie mógł pozytywnie wpływać na pracowników, w szczególności o tej godzinie.
— Zapłacę podwójnie — zaoferowała, chociaż wcale nie była przekonana czy ma przy sobie wystarczającą ilość gotówki. — I pomogę przy sprzątaniu — dodała, chociaż ta perspektywa niezbyt jej się uśmiechała.

Valery? Krótkie trochę, ale nie umiem w początki :<
Szablon
synestezja
panda graphics