Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elizabeth&Jaerim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elizabeth&Jaerim. Pokaż wszystkie posty

19.07.2020

Od Jaerima CD Elizabeth

  Jaerim nie wiedział tak naprawdę, co się zaczęło dziać. Wszystko przeleciało mu przed oczami. A on zaczynał się obawiać, czy na pewno jego życie zaraz się nie skończy. Nim jednak do tego doszło, został zabrany przez swojego szofera (a jednocześnie opiekuna) z miejsca, w którym przebywali. Czyli z domu. Został siłą wsadzony do auta, ponieważ chciał zobaczyć, co tam się działo. Do czego doszło? Dlaczego został stamtąd zabrany? Jak do tego wszystkiego doszło? Co tam dokładnie się wydarzyło? Będąc w szoku, do końca wszystkiego nie zakodował. Wzdychając dość głośno, spoglądał na swojego szofera, który postanowił go stad zabrać. Zapewne udadzą się do drugiego apartamentu, który s wodował się zaledwie kilka minut stąd.
- A co z tą dziewczyną? - spytał, spoglądając na swojego towarzysza. 
- To teraz nieważne. Później wszystko wyjaśnię. Najważniejsze, żebyś był bezpieczny. - odpowiedź nie była zadowalająca, lecz nie protestował. - Miała rację do tego twojego zwierzątka. Tyle Ci mogę na ten moment powiedzieć. 
  Trasa do kolejnego apartamentu zajęło zaledwie osiem minut. Niestety, lecz Jaerim został sam w wielkim budynku. Jego szofer postanowił wrócić po dziewczynę. Koreańczyk nie mógł mu towarzyszyć. A kłótnia o to nie miała sensu. I tak by z nim nie wygrał. Dlatego też postanowił pójść do sypialni, gdzie tuż po położeniu się na łóżku - zasnął niczym małe dziecko. 

***

  Z rana obudził się dość wcześnie, niemalże ze wschodem słońca. Było to dość niecodzienne, lecz nie miał zamiaru z tego nie skorzystać. Trzeba było wstać i zabrać się za wszystko, co miał dzisiaj do zrobienia. Może i nie było tego za wiele, lecz sam fakt, iż coś było - na samą myśl o tym było mu niedobrze. Nie chciało mu się wykonywać żadnych zadań. No ale, nie miał wyjścia. Po wyjściu z pokoju, pierwsze co zrobił, to udał się do łazienki, gdzie załatwił potrzeby fizjologiczne, a następnie wziął szybki, orzeźwiajacy prysznic. Zaledwie po kilku minutach, wracał do sypialni z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Musiał się już tylko ubrać, a potem już miał do zrobienia to, co sobie zaplanował. Oczywiście, wciąż myślał o tym, co się wydarzyło wczorajszego wieczoru. Zastanawiał się, co się stało z dziewczyną, która go ostrzegała i upierała przy swoim, a Jaerim i tak nie posłuchał. No cóż, jego błąd, prawda? Prawda. Podśpiewując cicho pod nosem piosenkę, która mu się przypomniała, przebrał się w czyste ubrania i udał do kuchni, gdzie zastal Chae stojącego przy lodówce. Zapewne chciał przygotować jakiś posiłek, ale niezbyt mu się to udało. Nie było za wiele rzeczy do zjedzenia. W owym apartamencie nikt nie przebywał. A jak już - to bardzo rzadko i częściej sprzątaczki można było tutaj spotkać niż samych właścicieli. No chyba, że mowa o imprezach firmowych, to właśnie tutaj to się najczęściej odbywało przez lokalizacje i wielkość. 
- Widzę, że już wstałeś. - słowa wyższego zaskoczyły Songa, który stał ukryty za jedną ze ścian, aby ukryć swoją obecność. - Dziewczyna śpi w sypialni obok, a tamto... coś, co próbowało Cię zabić, trafiło w odpowiednie ręce. Gdyby nie nasz gość, mogłoby Ci się coś stać. Powinieneś jej chociaż podziękować. 
Koreańczyk stęknął na samo słowo „przeprosić”. Nigdy tego nie robił i nie odczuwał takowej potrzeby, aby coś takiego robić. Jednak w kwestii swojego szofera... było mu trudno dojść do porozumienia. Obaj mieli trudne charaktery, a przez swój wiek, to Song czuł respekt i ustępował. No chyba, że naprawdę nie miał na coś ochoty, to wcale tego nie zrobił. Choćby się paliło i waliło - nie odpuści.   
- No dobra... ale to później! Teraz mam dużo ważniejsze rzeczy na głowie. - burknął niezadowolony, wychodząc za ściany, a jego mina wykazywała, iż nie podobało mu się to, że musiał komuś podziękować. 
- Nie wiedziałem, że liczy się dla Ciebie szkoła. - parsknięcie ze strony Chae jeszcze bardziej obudziło nastolatka, który odwrócił się z prychnięciem i udał się do swojego pokoju po telefon, jak i torbę, w której trzymał laptopa. Nic więcej mu nie było potrzebne. To właśnie po zabraniu wszystkiego, zadzwonił po taksówkę, wytykając język starszemu. Tak, dokładnie, nie miał zamiaru skorzystać z tego, żeby zawiózł go do szkoły. Wolał dotrzeć tam na własną rękę. Ubrał buty i luźniejszą bluzę, a następnie opuścił apartament. Może jak wróci, to dziewczyny nie będzie? A co za tym by szło? Nie musiałby jej dziękować! Tak, to jest myśl... o ile się uda. Nieważne. Trzeba spróbować. Wszystkie sposoby się liczą. 

Elizabeth?   

9.04.2020

Od Elizabeth CD Jaerima

Było już późno, ale jakoś nadal nie mogłam zmusić się do zaśnięcia. Cały czas miałam gdzieś z tyłu głowy, że jestem w zupełnie obcym miejscu, w dodatku z jakimś zmiennokształtnym z ulicy. Którego całkiem możliwe, że wydałam temu dzieciakowi, mimo że ewidentnie uznał mnie za wariatkę i nie uwierzył w ani jedno moje słowo. Choć prawdopodobnie powinien.
Myślałam też o Aaronie, który na pewno teraz umierał z nerwów. Albo i nie. Być może był teraz zajęty swoją dziewczyną i zwyczajnie stwierdził, że próba, po której wszyscy poszliśmy do baru, się przedłużyła i zdecydowałam się nocować u Tommy'ego. Nic niezwykłego, można rzec. A że nie odbieram telefonu o ile w ogóle dzwonił? Pewnie upiłam się do nieprzytomności, a telefon gdzieś rzuciłam i zbytnio się nim nie przejmowałam. Także nic niezwykłego.
Przez chwilę przez głowę przeszła mi myśl, że jestem dla moich przyjaciół tylko utrapieniem, nie zrobiłam dla nich nic, a oni ciągle robią dla mnie tyle, że cokolwiek bym nie zrobiła, nigdy nie zdołam im się odwdzięczyć. Dlaczego? Co takiego we mnie widzieli? Jestem nieudacznikiem, który nie jest w stanie nic w życiu osiągnąć...
Zanim pesymistyczne myśli zdążyły przejąć nade mną kontrolę, usłyszałam kroki na korytarzu. Nadstawiłam uszu, starając się dosłyszeć coś jeszcze... Kroki drugiej osoby. A zaraz potem niepewny głos, wołający "Sun?".
Jeśli za dzieciakiem nie szedł jego lokaj, to...
Wyjrzałam z sypialni, do której zaprowadził mnie Sun. Starałam się zachowywać tak cicho, jak tylko się dało, nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, co było szczególnie istotne, jeśli moje przypuszczenia były słuszne. Uchyliłam jedynie drzwi, przez wąską szparę wyjrzałam na zewnątrz, by się upewnić...
Nie lubiłam mieć racji w takich sytuacjach.
Powstrzymując cisnące się na usta przekleństwo, cofnęłam się do pokoju. Jeśli by to kogoś interesowało, przemiana w wilka pod wpływem różnych środków odurzających jest zwykle łatwiejsza. Przynajmniej w moim przypadku. Jakby mój wilk miał mocniejszą głowę ode mnie...
W rekordowo szybkim tempie przemieniłam się i rzuciłam się w kierunku drzwi, które otworzyłam wpychając łapę w szparę, jaką specjalnie zostawiłam, i otwierając uchylone drzwi na oścież. Nie było już sensu zachowywać ciszy, dźwięk pazurów drapiących posadzkę jest charakterystyczny, dość głośny i, niestety, trudny do zakamuflowania. Szczególnie, że do tej pory nie zdołałam do końca opanować sztuki poruszania się po kafelkach czy parkiecie bez choćby minimalnego poślizgu.
Podejrzewam, że do chłopaka dotarłam w ostatni momencie. Gdyby nie to, skończyłby pewnie z rozszarpanym gardłem, widziałam bowiem, zbliżając się do niego i zmiennokształtnego, jak ten drugi płynnie przechodzi z postaci ludzkiej w jakiegoś dużego kota. W półmroku nie byłam w stanie stwierdzić, jakiego, a że zmiennokształtni w każdej postaci pachną tak samo, nos również na niewiele się zdał w tym przypadku.
Widziałam za to, jak mężczyzna, teraz wielki kot, napręża mięśnie do skoku.
Byłam szybsza. W kilku susach pokonałam dzielącą nas odległość i z głośnym warknięciem, żeby zwrócić uwagę Jaerima, skoczyłam intruzowi do gardła. Przetoczyliśmy się po posadzce, zdążyłam jakimś cudem uniknąć przy okazji przygniecenia przez ciężkie, ze dwa razy ode mnie większe cielsko. Przejechałam kawałek po posadzce, wyhamowując tuż pod nogami chłopaka. Najeżyłam sierść i warknęłam ostrzegawczo, nie spuszczając wzroku z, chyba, tygrysa, przesuwając się tak, by zasłonić chłopaka.
Miałam nadzieję, że ten jego lokaj, czy kto to tam był, przyjdzie, zanim zmiennokształtny namyśli się, by zaatakować. I że potrafi się posługiwać bronią, albo przynajmniej ma parę w rękach. Bo sama w moim dość niepewnej trzeźwości stanie mogłam sobie nie poradzić bez oddawania całkowitej kontroli wilkowi, który już teraz zażarcie walczył, by jego instynkty przejęły władzę na moim rozumem. A to przejęcie kontroli przez mojego wilka mogło się bardzo, bardzo źle skończyć, nie tylko dla zmiennokształtnego, ale i dla pozostałej dwójki, której w zasadzie nie znałam, a więc wilk mógł uznać ich za zagrożenie.

Jae?

2.04.2020

Od Jaerima CD Elizabeth

Nie wierzył dziewczynie. Nie ufał jej. Uważał, że kłamała... w końcu była nieznajomą, w dodatku pijaczka. A gdzie aktualnie przebywała? W jego domu. Powinna była to docenić, a nie jeszcze zachowywać się w taki sposób. Dlatego też nie do końca pojmował, dlaczego mówiła takie rzeczy. Jasne, to zwierzak... ale on też to rozumiał. Sam nie chciałby być obrażanym na miejscu pupila, tak też zasłonił jego uszka dłońmi, mrużąc oczy, jednocześnie wpatrując się w dziewczynę. Nie wydawała się przejmować tym, że go obraża, było inaczej. Ona dalej kontynuowała. Z jednej strony mu się to podobało, w końcu sam tak często się zachowywał, ale z drugiej... przecież... to jego zachowanie takie było. Dlaczego ona też taka była? Nie ukrywając - Jaerim miał naprawdę rzadki kontakt z ludźmi z takiej sfery, jak on. Nie miał za wielu rówieśników. Do szkoły uczęszczał, ponieważ ta, do której się udał, nie oferowała nauczania w domu. No i cóż, zmuszony jest znosić ludzi w klasie, ale tylko kilka godzin. Z nikim nie nawiązywał kontaktu, każdego traktował z góry, wciąż uważając się za lepszego od nich.
Tak też zachowanie dziewczyny było dość... nowe. Dla niego w szczególności, kiedy nie miał z kim rozmawiać dłużej, nie licząc swojego szofera. On był całkiem z innej bajki. Wychowywał się przy nim od dziecka. Z nim mógł rozmawiać o wszystkim, i nie traktował go z góry, choć często zachowanie mężczyzny mu się nie podobało... to Song był pouczany, co niezbyt mu się podobało. No ale, Chae był jaki był, nie pozwalał sobie wejść na głowę. Można by rzec, iż był dla niego jak starszy brat. I to może dlatego nie zachowywał się tak arogancko, jak wobec reszty ludzi? Nie wiadomo. Nie wiedział, co to znaczy mieć przyjaciół, znajomych. Wychowywał się sam, jedynie szofer był jemu najbliższy, poza rodziną. Tak też, to wszystko, co słyszał od (nie)znajomej było niecodzienne, ale i szokujące. Może dlatego nie potrafił do końca się przyzwyczaić, zrozumieć tego wszystkiego? Może i tak, aczkolwiek nigdy nie wiadomo.
Cicho wzdychając, wzruszył ramionami na jej słowa. Kiedy do pomieszczenia zawitał Sungwoon, zaprowadził dzisiejszego gościa do jednej z wolnych, jak i licznych, sypialni gościnnej. To tam miała przenocować. Dzięki temu Koreańczyk został sam na sam ze zwierzakiem. Miział go, drapał za uszkiem, pod pyszczkiem... nawet się bawił, ciepło się przy tym śmiejąc, co nie było codziennym zjawiskiem. Cieszył się takim pupilem i miał nadzieję, że zostanie z nim na dłużej... i nie zapomni go karmić. Choć, zawsze jeszcze jest Chae, który do takiej sytuacji nie doprowadzi. Zabrał pupila do swojego pokoju, gdzie położył go na łóżku i zabrał swoje ubrania, udając się do łazienki. Szybki prysznic pozwolił mu zmyć z siebie nerwy dzisiejszego dnia. Czuł się naprawdę spokojny, ale i zadowolony. Przestał myśleć o tym, co mówiła dziewczyna. I wszystko zapowiadało się naprawdę dobrze, do momentu, jak wrócił do pokoju, susząc ręcznikiem swoje szare włosy, mając przy tym przymknięte powieki. A w chwili, jak wszedł do pomieszczenia na łóżku nie zastał zwierzaka a... jakiegoś nieznajomego mężczyznę, co spowodowało, że osiemnastolatek nie wiedział, co powinien zrobić. Zamknąć drzwi? Krzyczeć? Zawołać swojego szofera? Co zrobić?
Nie wiedział, więc nim się zorientował, nieznajomego już nie było na łóżku, a zamiast tego znajdował się tam... jego zwierzak... czyli... ta wariatka nie kłamała..? Nie trzeba było długo czekać, żeby chłopak udał się na poszukiwania Sungwoona, nie wiedząc, że za nim podąża zwierzak.

Elizabeth?

27.02.2020

Od Elizabeth CD Jaerima

- Powinieneś to odkazić - mruknęłam, odwracając wzrok, który może faktycznie zbyt długo w niego wbijałam. - Nawet jeśli uważasz, że to prawdziwy kot, i na pewno nie mógł cię przez to zarazić HIV - zmiennokształtny syknął na mnie, oburzony, więc wzruszyłam ramionami. - Chyba poczuł się dotknięty, że to w ogóle zasugerowałam, więc pewnie jest czysty... pod tym względem. Bo normalnie sugerowałabym ci od razu terapię antyretrowirusową, miałbyś szansę wyjść z tego bez uszczerbku na zdrowiu, jeśli zgłosiłbyś się na leczenie w przeciągu dwóch dni od kontaktu z wirusem.
Chłopak patrzył na mnie, mrugając powoli, ewidentnie zastanawiając się, co ja plotę. Jeeezu, serio? To była wiedza, którą każdy powinien posiadać. O ile nie chciał stać się wesołym nosicielem wirusa HIV, a w późniejszym czasie, być może, jeszcze weselszym chorym na AIDS.
- Jesteś nienormalna - zawyrokował nagle, odgradzając ode mnie zmiennokształtnego własnym ciałem. Co skurczybykowi widać odpowiadało, bo rozłożył się na podłokietniku kanapy, niczym pan na włościach. Poczułam, jak wilk we mnie szczerzy kły, ale uciszyłam go, nim pozwolił sobie na zbyt wiele. Na przykład przejęcie kontroli nad podpitym umysłem. Chociaż... on też był w takim układzie podpity, aczkolwiek w nim alkohol budził agresję, we mnie otępienie. Idealne połączenie do niekontrolowanych przemian.
Niefajnie by było, gdybym zamieniła się w wilka na oczach tego dzieciaka.
- Jestem tylko pijana - sprostowałam. - I nie na tyle, żeby nie myśleć w dość trzymający się kupy sposób.
- Jesteś nienormalna.
Westchnęłam, odwracając się od chłopaka. No tak. Może byłam. Ale on chyba miał podobnie nierówno pod sufitem. Przygarniać zmiennokształtnego, mimo wyraźnej sugestii, by tego nie robić... trzeba mieć zaburzony instynkt samozachowawczy. Z resztą od razu widać, że coś z tym kotem jest nie tak, bo zachowuje się zbyt... ludzko.
- Jak postanowi zaszlachtować cię we śnie, to żeby nie było, że nie ostrzegałam - mruknęłam.

Jae?

13.02.2020

Od Jaerima CD Elizabeth

   Uważał dziewczynę za wariatkę, całkowicie jej nie wierząc. Co się dziwić? Była pod wpływem alkoholu, więc pewnie wygadywała brednie. Prychnął niezadowolony, bardziej tuląc zwierzaka do swojego ciała. Nie mógł to być zmiennokształtny, ah… on nawet nie dopuszczał do siebie takiej myśli. Wypierał ją całkowicie. Dlatego też nie odezwał się do końca drogi. Aż dotarli pod mieszkanie dziewczyny. Jaerim został sam na sam ze swoim nowym towarzyszem, drapiąc go za uszkiem z lekkim uśmiechem.
I naprawdę, nic ani nikt nie mógł zniszczyć jego humoru… przynajmniej tak zakładał, dopóki dwójka nie wróciła do auta. Z czego dziewczyna znowu zajęła poprzednie miejsce. Chłopak był niesamowicie zaskoczony jej obecnością. W końcu mieli ją tylko odwieźć do domu i wrócić do siebie. Nie było mowy o tym, że wróci do samochodu drugi raz. Tak też młodszy zareagował niemalże od razu, odwracając się w stronę szofera, który wytłumaczył mu krótko sytuację, wywołując ogromne oburzenie u nastolatka.
- Nie zgadzałem się na coś takiego. – warknął, odkładając zwierzę na bok, następnie wyciągając swój telefon. – Nie możemy jej odwieźć do jakiegoś hotelu? Nie chce mieć jej w domu. – dodał, wyszukując hoteli w okolicy, po czym pokazał to do chłopaka, który jedynie pokręcił głową.
- Raz nic się nie stanie, jak będziesz miał pod dachem koleżankę. Każdemu zdarza się zapomnieć kluczy od mieszkania. Sam często o nich nie pamiętasz, więc się uspokój i przestań się oburzać. – westchnął starszy. Lecz to wywołało w licealiście jeszcze większe oburzenie.
  W myślach tylko dodał, iż to nie jest żadna koleżanka, tylko jakaś rzygaczka z ulicy. Prychając pod nosem, zajął się graniem w gry, całkowicie ignorując każdego w aucie, nawet kota, który starał się przymilić. Oczywiście, nie działało to, ponieważ chłopak całkowicie poświęcił uwagę grze, nie mając ochoty na nic więcej. Droga do apartamentu trwała dość krótko, przynajmniej w odczuciu nastolatka, gdyż czas niesamowicie szybko mu minął poprzez grę. Wysiadł z samochodu jako pierwszy, zabierając ze sobą zwierzaka, nie przejmując się tym, że torby z zakupami znajdowały się w bagażniku i ktoś będzie musiał je przynieść. Ów zadanie przypadnie Chae, więc Jae nie przejmował się tym jakoś szczególnie.
  Szukał w internecie, co może dać kotu do jedzenia. Wiele rzeczy nie miał nawet w lodówce, czy w mieszkaniu, więc zdał się na dalsze poszukiwania, aż trafił na coś, co może podać zwierzakowi, nie szkodząc mu na żołądek. Rzecz jasna, nowy kompan ze smakiem zjadł posiłek, po którym wpatrywał się z zaciekawieniem w swojego nowego właściciela. To po tym postanowił przygotować prowizoryczną kuwetę… a raczej zlecił to Chae, który zmuszony był się tym zająć, gdy Koreańczyk bawił się z kociakiem na kanapie, jednocześnie przeskakując z kanału na kanał. Dopóki do pomieszczenia nie weszła dziewczyna, która usiadła niedaleko. Reakcja była natychmiastowa – kociak zaczął syczeć w jej kierunku, co zdziwiło licealistę. W końcu w aucie tak nie robił. Tak też starał się położyć zwierzaka z drugiej strony. Nie chciał słyszeć narzekań starszego chłopaka… ale nie spodziewał się, że pupil go podrapie, a następnie ugryzie. Rzecz jasna, nie bolało to jakoś szczególnie, raczej szczypało. Jednak nie nabrał żadnych podejrzeń, bo w końcu zwierzęta czasami się tak zachowują.
  Mruknął tylko niezadowolony, ponieważ było to dla niego dość niecodzienne uczucie. Rzadko wykonywał czynności, przez które mógłby się zaciąć, czy cokolwiek takiego. Może czasami się zdarzyło, jak zaciął się kartką, ale nic więcej.
- Nie patrz się tak na mnie. - westchnął, czując na sobie spojrzenie gościa. - To irytujące, jak ktoś się w Ciebie tępo wpatruje. - dodał, odsuwając się dalej, zachowując większy dystans.

Elizabeth?

29.01.2020

Od Elizabeth CD Jaerima

Oparta o drzwi samochodu nieznajomych, patrzyłam półprzytomnie na siedzącego obok chłopaka. Nie wyglądał na szczególnie zadowolonego moją obecnością, ale byłam zbyt pijana, by się tym faktem przejmować. Jednak coś innego nie dawało mi spokoju.
- Co jedzą koty? Oprócz takich swoich karm. Mogą pić ciepłe mleko? Koty piją mleko… to na pewno ciepłe też mogą, prawda? - spytał nagle srebrnowłosy chłopak, wyrzucając z siebie słowa serią, jak z karabinu maszynowego. Chyba nawet nie brał oddechu między kolejnymi zdaniami. Mimowolnie przewróciłam oczami. A gdy nasze spojrzenia spotkały się, chłopak, ze słyszalną w głosie irytacją, zapytał: - Czemu tak dziwnie na mnie patrzysz?
Gdybym była trzeźwa, od razu skuliłabym się na tak ostre słowa. Jednak że byłam w stanie, w jakim byłam... Odchyliłam głowę do tyłu, opierając ją o zimną szybę, cały czas jednak utrzymując kontakt wzrokowy z jasnowłosym.
- Możesz mu dać cokolwiek - mruknęłam, w pewien, pewnie tylko mi zrozumiały, sposób odpowiadając na zadane pytanie. - A najlepiej wysadzić go w pierwszym dogodnym momencie.
- Razem z tobą? - warknął chłopak, jeszcze bardziej przyciskając domniemane zwierzę do piersi. Zbyt ludzkie oczy w kociej głowie popatrzyły na mnie z pewnym wyrzutem i błyskiem, jakby chciał mi przekazać "zamknij się". - Też znaleźliśmy cię na ulicy i równie dobrze znowu możesz tam wylądować!
Zaśmiałam się lekko, śmiechem pozbawionym wesołości. Ale szybko musiałam zamilknąć, bo poczułam, jak treść żołądka ponownie podnosi mi się do gardła. Zamknęłam szybko oczy, starając się odzyskać panowanie nad organizmem. Po chwili minęło.
- Ja przynajmniej nie udaję słodkiego kotka, żeby cichaczem włamać się do twojego domu - mruknęłam.
- Ona zwariowała - krzyknął chłopak, pewnie do swojego towarzysza siedzącego za kierownicą. Zbyt głośny jak na tak małą przestrzeń i moje wilcze zmysły dźwięk wręcz boleśnie wbił się w moje uszy. Skrzywiłam się odruchowo.
- Jae, bądź dla niej milszy - odpowiedział wyższy spokojnym, wręcz kojącym tonem. - Zobacz, w jakim jest stanie. Nie wie, co mówi.
Nadal wbijałam wzrok w kota, zastanawiając się, czy jego jedynym celem jest znalezienie domu. Stałego dostępu do jedzenia. Czy może... chodzi o coś więcej. Nie wydawał się zadowolony z siebie, jak to zwykle bywało w przypadku innych z jego gatunku, którzy, nie mając domu, udawali czyjeś pupilki, by załapać się na darmowe żarcie i ciepły kąt do spania. Nie podobal mi się.
- To nie jest kot, Jae - imię chłopaka wymówiłam prawie, jak przekleństwo.
- To niby co? Pies? - jasnowłosy się zaśmiał, ponownie zaczynając drapanie "zwierzaka" za uchem.
- Zmiennokształtny - wzruszyłam ramionami. - Nawet nie pachnie jak kot.
Wspomniany nadnaturalny w ciele niegroźnego zwierzaka domowego natychmiast zesztywniał, po czym powoli odwrócił na mnie wzrok. Z pewnym przerażeniem. Widać za bardzo cuchnęłam alkoholem, tytoniem i innymi substancjami, którymi ja lub ludzie z mojego otoczenia raczyliśmy się w klubie, by dało się ode mnie wyczuć zapach wilkołaka. Z resztą, niewprawione nosy zwykle zakładały po prostu, że zapach bierze się stąd, że mamy w domu psy. Podstawowy błąd, który tego tu osobnika mógł dziś wiele kosztować.
- Skąd możesz wiedzieć, jak pachnie, skoro jedyne, co mozna teraz wyczuć w tym samochodzie, to smród twoich wymiocin - chłopak ewidentnie nie był zadowolony, że jego większy, i zapewne również starszy, kolega zaproponował, że mnie podwiozą. Nawet nie próbował tej jawnej niechęci do mnie jakoś zatuszować.
Ale, z drugiej strony, miał rację. Kim byłam, żeby mi pomagać? Mniej problemów bym narobiła, jakby mnie zostawili na tej ulicy. W końcu ktoś by mnie znalazł, albo sama wróciłabym jakoś do domu. Przecież mogłam próbować łapać taksówkę...
- To po prostu nie jest kot - westchnęłan, odwracając się od chłopaka, starając się już na niego nie patrzeć. Kim ja byłam, żeby mówić mu, co ma robić.

Jaerim?

23.01.2020

Od Jaerima CD Elizabeth

     Jadąc samochodem, tuż do rezydencji swojego ojca, który pragnął go zobaczyć po długim czasie. Osiemnastolatek nie rozumiał, czego miał się spodziewać, ale w połowie drogi przestał o tym myśleć, skupiając się na telefonie. Grając w różne gry na urządzeniu, wyzywał, czasami nawet odrzucając urządzenie na koniec siedzenia, bardziej zsuwając się z zajmowanego miejsca. Jednak szybko wracał do tego, i grał dalej, starając się przechodzić poziomy. Zadając pytania, za ile będą na miejscu, nie spodziewał się, że właśnie w tamtej chwili zatrzymają się na, dość ogromnej, posiadłości, gdzie znajdowały się najróżniejsze drogie, sportowe samochody, ale i nie tylko. Był do takich widoków przyzwyczajony, w końcu wychowywał się tutaj większość swojego życia. Znał każdy zakątek swojego rodzinnego domu, ale i terenu dookoła. Przeciągając się, po opuszczeniu samochodu, rozejrzał się raz jeszcze, cicho wzdychając. Miał tylko nadzieję, iż spotkanie się szczególnie nie przedłuży i będzie mógł na spokojnie pojechać dalej, tam, gdzie będzie mu się żywnie podobało. Przywitany przez różne osoby, zaczynając od ochroniarza, kończąc po ogrodnika, który wracał ze szklarni, która osadzona była na końcu domu. Czemu tam się znajdowała? Kaprys ojca Jaerima. Młodemu chłopakowi nigdy to nie przeszkadzało, cały układ tego domu... był dość nietypowy, ale co jemu do tego? Mieszkał sam, w całkiem innym miejscu niż jego własny rodzic. Co prawda szofer osiemnastolatka powinien był mieć własne mieszkanie i tam sypiać, ale przez niektóre lęki swojego podopiecznego, rzadko wracał do swoich czterech ścian. To były naprawdę wyjątkowe sytuacje, jak mógł mieć „wolne”.
Jasnowłosy chłopak bawił się guzikami koszuli, jaką miał przyodzianą, zastanawiając się nad tym, czemu jeszcze jej nie oddał do prania. Niby była czysta... jednak coś mu w niej nie pasowało. Pytanie brzmiało: co dokładnie? Wzdychając cicho, podniósł głowę do góry, ponieważ znalazł się przed samymi drzwiami do gabinetu rodziciela. Bez dłuższego zastanowienia się, wszedł do środka, nie pukając, przez co Jaerim dostrzegł, jak jego ojciec obściskuje się z... nawet nie wiedział kim była ów kobieta, lecz na pewno nie była nią obecna żona, jaką znał Koreańczyk. Przewracając jedynie oczami, odchrząknął, tym samym zwracając na siebie uwagę dwójki. Sungwoon, szofer Jae, delikatnie uderzył go łokciem w żebra, tym samym niższy chłopak zwrócił na niego uwagę z widocznym niezadowoleniem wymalowanym na twarzy. Na to wyższy pokręcił w niedowierzaniu głową, mrucząc jedynie pod nosem, że mógł wcześniej zapukać. No ale, młodego nie interesowały takie maniery podczas przebywania w domu swego rodziciela. O ile on gdziekolwiek takie maniery zachowuje, ale to po prostu kwestia wychowania.
- Po co chciałeś mnie zobaczyć? - zapytał, gdy znalazł się przy biurku mężczyzny, siadając naprzeciw w wygodnym fotelu, niemalże od razu się na nim rozsiadając z widocznym zadowoleniem. Założył ręce za głowę, którą odchylił do tyłu, tym samym skupiając wzrok na białym suficie. - Coś się stało? Zazwyczaj nie jesteś zainteresowany tym, co się dzieje z twoim własnym synem. - dopowiedział, nie szczędząc sobie bezpośredniości.
- Jaerim, ja chciałem się tylko dowiedzieć, jak się czujesz, i jak Ci idzie nauka w szkole? Poza tym, nie widziałem Cię dłuższy czas, ale widzę, że znowu straciłeś na wadzę. - słowa ojca jedynie nużyły nastolatka. - Możesz na mnie patrzeć, a nie na sufit? - dopiero wtedy młodszy niechętnie się wyprostował, siadając tak, jak należy, zakładając nogę na nogę, a na kolanie ułożył dłonie. Wpatrując się w oczy rodziciela, pragnął jedynie wyjść z pomieszczenia i pojechać do swojego obecnego mieszkania i pójść spać. Chociaż, mógłby zrobić wiele rzeczy, byle nie musieć tu siedzieć. - Od razu lepiej. To teraz możesz mi grzecznie odpowiedzieć?
- Dobrze. Nie mam żadnych problemów z nauką, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Coś jeszcze? - zapytał, przechylając głowę na bok, wysilając się na uśmiech.
Jak można było się domyślać, rozmowa nie trwała szczególnie długo. Udział w niej brał Chae i pan Song, zaś najmłodszy czekał tylko na to, aż będzie mógł opuścić to miejsce i udać się tam, gdzie tylko zapragnie. W końcu ma szofera, więc niczym szczególnie się przejmować nie musiał. Dlatego, po tym, jak tylko opuścili rezydencję, Jaerim chciał pojechać do jednego ze swoich ulubionych sklepów na zakupy w celu „odreagowania” tegoż niespodziewanego spotkania.

*** 

   Ile to wszystko trwało? Nie wiedział. Jednak pewien był jednego – spędził ten czas naprawdę dobrze, że nim się obejrzał był już wieczór. Chciał jeszcze przejść się na spacer, więc odłożyli zakupy do samochodu, następnie ruszając w stronę… nawet do końca nie zwracali uwagi, gdzie się kierowali. Jaerim rozmawiał z Sungwoonem o wielu rzeczach, traktował go, jak starszego brata, którego nie miał. Właściwie, Sung był przy Jae praktycznie cały czas, w przeciwieństwie do jego ojca. W późniejszym czasie niezbyt interesował się własnym synem. To macocha poświęcała mu czas wraz z jego szoferem, który woził go do szkoły czy na wspólne rodzinne obiady w drogich restauracjach.
Song wyprzedził swojego towarzysza, gdy spostrzegł małą, szarą kulkę, schowaną w cieniu jednego z samochodów. Oh, niemalże od razu chciał sprawdzić, co to dokładnie jest. Tak też przykucnął dość blisko, delikatnie trącając to coś palcem, zmarszczył brwi, kiedy się poruszyło, a przez to odsunął się do tyłu, z dziecięcą ciekawością obserwując, co się z tym dzieje. Kociak. Nie potrzeba było długo czekać, aby jasnowłosy wziął zwierzątko na ręce, oglądając je z każdej możliwej strony. Nie miał wcześniej do czynienia z pupilami, choć od zawsze marzył o psie. No ale, przecież nie zostawi kotka w takim miejscu, prawda? Prawda. Dlatego też przytulił zwierzaka do swojej klatki piersiowej, następnie podnosząc się z przykucanego i odwrócił się w stronę Chae. Chłopak miał wyczucie czasu, ponieważ akurat w tamtym momencie, dziewczyna, nawet nie wiedział, że taka osoba się tutaj napatoczyła, zwróciła wszystko na buty (zapewne) nieznajomego. Nastolatek nie ukrył swojego niezadowolenia, ale i jednoczesnego obrzydzenia, przez co aż się wzdrygnął, gdy wszystko podeszło mu do gardła. Biorąc parę głębszych wdechów, podszedł do dwójki, żeby odsunąć swojego szofera, a raczej pchnąć go by się cofnął, co ten zrobił z głębokim westchnięciem.
- Weź wyczyść te buty. Fuj. – mruknął, nie ukrywając tego, co odczuwał. Odszedł parę kroków dalej, tym samym mogąc słuchać, o czym zaczęli rozmawiać… a raczej, co zaproponował Chae.
- To nic takiego, nie przejmuj się. Może podwieźć Cię do domu? W takim stanie prędzej coś Ci się stanie, niż wrócisz do własnego mieszkania. – proponuje jej… że podwiezie ją do domu… ale przecież jak tak można?! On był jego szoferem, tylko i wyłącznie. A co, jak ta… rzygaczka, tak postanowił ją nazwać młodszy, jeszcze raz powtórzy sytuacje w aucie?! I to na niego?! Oh, jak bardzo tego nie chciał. Dlatego obrócił się, otwierając usta w celu powiedzenia „Ona z nami nie jedzie”. No ale, nawet nie zdołał nic powiedzieć, ponieważ starszy postanowił jej pomóc dotrzeć do samochodu. – Mieszka niedaleko nas, więc możemy ją podwieźć. Chyba nie chcesz mieć na sumieniu dziewczynę, której mogło coś się stać, jakbyśmy ją tutaj zostawili, co? – spytał, unosząc pytająco brew ku górze. Niestety, albo i stety, Chae miał naprawdę duży wpływ na Jae, który uważał siebie za najważniejszego. Dlatego nawet nie był w stanie się kłócić, nie z nim. Grzecznie szedł do samochodu, głaszcząc zimne futerko kotka, którego znalazł. – To tak, jak ten kociak. Zostawiłbyś go na pastwę losu, żeby umarł z zimna, albo ktoś by go potrącił, czy nie wiadomo, co jeszcze by zrobił? – kolejne pytania, na które chłopak kręcił głową, bardziej przytulając do siebie ciało zwierzaka.
W samochodzie Jaerim usiadł jak najdalej, na ile było to możliwe, od nieznajomej. Nowego towarzysza trzymał na kolanach, głaszcząc jego tułów, czasami drapiąc przy uszach, przez co słychać było ciche mruczenie. Chłopak nigdy wcześniej nie miał zwierzaka, więc też do końca nie wiedział, jak powinien się z nim obchodzić. Na pewno powinien go zabrać do weterynarza, lecz to dopiero jutro. A co takie zwierzątka jedzą? Są specjalne karmy, to wiadomo… ale nigdzie ich nie kupi o takiej porze. Więc co mu da, jak wrócą do domu?
- Co jedzą koty? Oprócz takich swoich karm. Mogą pić ciepłe mleko? Koty piją mleko… to na pewno ciepłe też mogą, prawda? – spytał, w gruncie rzeczy kierując pytanie do swojego szofera. – Czemu tak dziwnie na mnie patrzysz? – mruknął, gdy złapał kontakt wzrokowy z nieznajomą.

Elizabeth? c:
Szablon
synestezja
panda graphics