Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kangsoo&Freya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kangsoo&Freya. Pokaż wszystkie posty

10.07.2019

Od Kangsoo CD Freyi

Pociągnął łyk swojej kawy, będącej zwykłą czarną, ponieważ jakoś miał na nią ochotę. Nachylił się, by odłożyć kubek, a gdy się prostował, spojrzał na Freyę, która przyglądała się śpiącemu szczeniakowi. Tak jak się nieco obawiał, nikt nie wiedział, jak rozpocząć rozmowę. Cisza między nimi była trochę niezręczna, poczuł się jak w jakimś filmie, słabym romansie, w którym dwójka głównych bohaterów siedziała w milczeniu w jednym pomieszczeniu i... Mniejsza.
Podobnie jak ona, zaczął przyglądać się psiakowi. Patrzył na niego, wręcz pochłaniał wzrokiem, jednocześnie myśląc nad tematem rozmów. O czym mogliby rozmawiać? O pogodzie? Nie, to była najgorsza możliwa opcja.
Ale dzisiaj zimno, co?
Nom.
...
...
...
Nawet nie chciał o tym myśleć.
Co więc mogłoby być tematem ich rozmów?
Myślał, myślał, myślał, patrząc na Pancake'a, aż w końcu rzekł:
- Całkiem mu dobrze u mnie.
Freya zamrugała, jakby ocknęła się z czegoś, odwróciła głowę w jego stronę. Spojrzała pytająco, chyba nie do końca wiedząc, o co mu dokładnie chodziło. Szybko się jednak domyśliła, ponieważ po szybkim popatrzeniu na pieska odparła:
- Pewnie musiał się nieźle zmęczyć. Jeszcze te dzisiejsze przeżycia... - westchnęła.
Kangsoo odebrał to jako wypominanie tego, co wcześniej zrobił. Przygryzł dolną wargę, spuścił delikatnie głowę. Dalej było mu z tego powodu źle, bo gdyby nie to, nic złego by się nie działo, a ich spotkanie zakończyłoby się na oddaniu mu pierścienia... W sumie, jak teraz nad tym myślał, to ich poznanie, mimo wszystko, nie było aż takie złe. Nie wiedział, jak Freya, ale on poniekąd lubił zdobywać nowych znajomych. Ale i tak ich początki prezentowały się cienko.
Milczał jakiś czas, w końcu jednak powiedział:
- Przepraszam.
Freya ściągnęła brwi w konfuzji.
- Za co? - zapytała.
- Za wszystko.
- Ach, weź - Kobieta machnęła niezgrabnie ręką. - Każdemu się zdarzają takie rzeczy. A skoro wszystko skończyło się dobrze, nie ma co przepraszać.
Kangsoo podniósł na nią wzrok. Miała rację, nie powinien już do tego wracać. Wydarzyło się - trudno, najważniejsze, że nikt nie ucierpiał. Wyprostował się. Musiał zmienić temat albo chociaż nieco go obrócić. Jak już zaprosił na kawę, to powinien zadbać o atmosferę. W końcu on był tu gospodarzem. Otworzył usta, by coś powiedzieć, lecz Freya go wyprzedziła, mówiąc:
- Ty i Pancake na pewno się zaprzyjaźnicie.
Kangsoo uniósł brwi.
- Tak myślisz?
Kobieta popatrzyła na niego, w oczach miała cień niepewności i czegoś, jakby nie do końca planowała powiedzieć to, co wcześniej. Najwidoczniej jednak postanowiła się tym zbytnio nie przejmować, ponieważ wzięła nieco głębszy wdech, a następnie powiedziała:
- Pancake jest przyjazny wobec wszystkich, ale jeszcze nie widziałam, żeby pobiegł za nowo poznaną osobą aż do jej domu. - Usta na moment wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu.
- Naprawdę? - zdziwił się Kangsoo. - A myślałem, że uciekanie i gonienie za innymi to jego natura - zaśmiał się, po czym upił łyk kawy. - Może wyczuł u mnie to coś?
Znów zaczął pić kawę. Tymczasem Freya zmierzyła go wzrokiem z góry na dół.
- A może to twój pierścień go tak przyciąga? - Przyjrzała się błyskotce. - Jest magiczny?
Wtem Kangsoo zaczął się krztusić. Czym prędzej odłożył kubek na stolik, jednak nie uchroniło to części napoju przez wylaniem się nie tylko na blat, ale też dłoń Koreańczyka, który, cały czas kaszląc, zaczął się uderzać pięścią w pierś. Freya niepewnie zbliżyła się do niego, zapytała, czy wszystko w porządku, unosząc nieznacznie rękę, jakby próbowała pomóc czy coś. Na szczęście po chwili Kangsoo się uspokoił. Wziął głęboki wdech, ostatni raz zakasłał.
- Jest dobrze - rzekł nieco ochrypniętym głosem. - Tylko się poparzyłem.
Obydwoje jakby w duchu odetchnęli z ulgą. Kangsoo wstał i udał się do aneksu kuchennego po ręcznik papierowy. Urwał kilka kawałków, jednym wytarł dłoń, a gdy wrócił, zaczął wycierać dokładnie stolik i kubek. Nieużyty kawałek wykorzystał jako podstawkę. Usiadł, głośno wzdychając. Zbyt gwałtownie zareagował. Jak zwykle. Nie mógł być zimnym facetem, który nawet okiem nie mruga, gdy ktoś wspomni o czymś nieodpowiednim. Musiał, musiał dziwnie reagować niemal zawsze, gdy ktoś powie coś związanego z tym, kim naprawdę był. Ach, uspokój się! Znasz Freyę dopiero kilka godzin, nie wydaj się na pierwszym spotkaniu! Wziął nieco głębszy wdech.
- Szczerze mówiąc, chciałbym, żeby był magiczny - powiedział w miarę wolno, jednocześnie w umyśle studiując każde jego słowo. - Żeby dawał jakiegoś dobrego power upa jak, nie wiem, strzelanie laserem albo telekinezę.
Wykonał lewą dłonią kilka ruchów, pokazujących, jak by to wyglądało, gdyby miał którąś z wcześniej wspomnianych mocy. Uniósł delikatnie kąciki ust, spojrzał na przyglądającą mu się Freyę. Zmierzył ją wzrokiem, uśmiech na jego twarzy znikł. Podjął szybką decyzję zmiany tematu - nie chciał więcej mówić o rzeczach nadnaturalnych. Chwilę myślał, co by tu wyłożyć na stół.
- Ale dalej myślę, że to raczej to coś. - Wyprostował się prawie dumnie. - Jestem wolontariuszem w pobliskim schronisku dla zwierząt, zajmuję się psami całkiem często. Już od początku pracy mnie lubiły, właścicielka schroniska powiedziała, że roztaczam wokół siebie aurę, która mówi psom, że jestem dobrym człowiekiem.
Freya pociągnęła łyk swojej kawy.
- Możliwe - rzekła po chwili. - Ale dalej myślę, że pierścień też miał w tym udział. Pancake od razu się do niego rwał, jak tylko go zobaczył na chodniku, a później jeszcze chciał go zdjąć z twojego palca.
Kangsoo ściągnął brwi w zniesmaczeniu.
- Ach, ten pierścień nawet psy przyciąga...
Zamilkł nagle, zdając sobie sprawę, że powiedział to zdecydowanie za głośno. Okej, szybkie naprostowanie sytuacji za trzy, dwa, jeden...
- Wygląda tak kusząco, że praktycznie wszystkich przyciąga - dodał głośno, uśmiechając się trochę sztucznie. - Hę?
Wystawił nieco rękę, pokazał Freyi pierścień na tyle blisko, by mogła mu się przyjrzeć.

Freya?
ta rozmowa się klei jak zaschnięty klej do kartki papieru

6.07.2019

Od Freyi CD Kangsoo


Freya nie wiedziała, co ma odpowiedzieć Kangsoo. Dawno już powinna być w domu, a poza tym nie zwykła zostawać u obcych. Nie zwykła cokolwiek z nimi robić. Nawet poznawać. Niewiele osób znała, większości nie lubiła, a w tym mieście już zupełnie nie miała znajomych, jedynie siostrę.
Przygryzła wargę w zamyśleniu.
- Tylko chwila. Szybka kawa... albo herbata... czy co innego.
Spojrzała na Azjatę, który wykonywał ręką ruch podnoszenia filiżanki herbaty.
Akurat dzisiaj tyle nagle zaczęło dziać się w jej dość samotnym życiu! Najpierw ojciec i jego wiadomość, zdjęcie, teraz to.
- No... - przeciągnęła ostatnią literę, cały czas się wahając.
- Kilka minut! Kilka, dosłownie! - namawiał ją Kangsoo.
Czuła się dziwnie, nikt nigdy tak nie nalegał na zwykłe spotkanie czy poznanie jej. Zrobiło się jej głupio, ze względu na wcześniejsze niezbyt miłe zachowanie. Postanowiła zostać, choćby tylko po to, by nie urazić swojego gospodarza, a przy okazji może uda się jej lekko podreperować swój wizerunek w oczach nowopoznanego mężczyzny. Może jednak jeśli zostanie dłużej, zdoła zawrzeć nową znajomość. Bądź co bądź warto spróbować.
- W porządku, okej. W sumie chętnie napiję się kawy.  - odpowiedziała w końcu. Kangsoo zareagował na jej słowa niezwykle radośnie i z zapałem. Zaprosił ją ręką do salonu, a sam rzucił się by w miarę ogarnąć bałagan, jaki tam panował, jak zresztą wszędzie.
- Nie musisz tak sprzątać, spokojnie. Już i tak widziałam. - zaśmiała się lekko. - Zresztą, ja potrafię zrobić gorszy bałagan, gdy czegoś szukam. - zapewniła go siadając na sofie.
Freya wyjęła telefon i szybko napisała siostrze, co zaszło i czemu uprowadziła jej psa na ponad dwie godziny. Kiedy skończyła rozejrzała się, czy Pancake nie zdecydował się wyjść spod łóżka Kangsoo. A tak się złożyło, że zdecydował i to nie z byle jakiego powodu. Dorwał się do trampka mężczyzny i najwidoczniej stwierdził, iż jest on fantastyczną zabawką. Żuł go, a od czasu do czasu decydował się na poszarpanie sznurówek.
Freya zerwała się i pognała w kierunku psiaka, by odebrać mu but. Ten jednak poderwał się i zaczął uciekać. Kobieta zirytowała się momentalnie, mając już serdecznie dość gonitw za szczeniakiem.
- Ty mały, wredny… Niech no ja cię tylko dorwę… Będziesz siedział w kojcu przez tydzień… - powtarzała pod nosem klucząc między meblami za małym pieskiem.
Kiedy w końcu go dorwała i zabrała mu obśliniony trampek, Kangsoo skierował się już z kuchni w stronę stolika do kawy.
- Przepraszam za niego. Znowu. - westchnęła Freya, gdy Azjata odkładał but i zamykał drzwi od sypialni.
- Nic się nie stało. Gdyby był porządek, nic by się nie stało. To w końcu tylko szczeniak.
- No tak…
Usiedli i Freya powoli piła swoje latte. Pancake dostał miskę wody, a teraz spał w kącie, wymęczony spacerem i przeżyciami podczas niego. Zupełnie nie przeszkadzało mu, że jest w zupełnie obcym miejscu, podobnie jak Freyi, jednak ta czuła się lekko nieswojo. Nie wiedziała zbytnio jak ma zacząć rozmowę. Jednak wtedy odezwał się Kangsoo.


Kangsoo?

3.07.2019

Od Kangsoo CD Freyi

Widząc, jak Geum w jednej chwili rzuca się na Freyę aż zamarł. Nie potrafił pojąć, dlaczego ptak ją zaatakował, i to w tak brutalny sposób... Okej, miał on swoje humorki, ale dzisiaj był wyjątkowo zły i niegrzeczny. Żeby tak Kangsoo mógł w jakiś sposób dojść z nim do porozumienia, odgadnąć jego myśli i przemówić do rozumu, nauczyć, co wolno, czego nie, jak się ma zachowywać i tak dalej... Ale to durne ptaszysko potrafiło być okrutne i brutalne.
Nigdy nie miał dobrego refleksu, nie zareagował na tyle szybko, by chociażby uchronić nowo poznaną kobietę przed upadkiem. Patrzył, jak ta ląduje na ziemi i puszcza szczeniaka, który od razu czmychnął z powrotem pod łóżko. Papuga zaś usiadła na biurku, machnęła skrzydłami, jakby szykowała się do kolejnego ataku. I zapewne zrobiłaby to, gdyby nie krzyk Kangsoo, który ją unieruchomił:
- GEUM!
Podszedł do ptaka i go chwycił. Uniósł do góry, Geum pisnął, a następnie bez zawahania wbił dziób w jego dłoń. Kangsoo próbował jakoś wytrzymać, ale nie mógł - puścił go. Zwierzę pofrunęło i usiadło na najbliższej półce.
- Geum! - znów krzyknął Kangsoo. - Co to za zachowanie?! Jak możesz tak bezpodstawnie rzucać się na gościa?!
Opieprzył go z góry na dół, z powodu nerwów zaczął na tyle szybko nawijać, że jego koreański częściowo przeistoczył się w bełkot. Wymachiwał rękami w tę i wew tę, ganiąc ptaka. Po pewnym czasie westchnął ciężko, uspokajając się trochę. Znów wziął papugę do rąk, ignorując jej opory odwrócił się do kobiety, która zdążyła się podnieść.
- Naprawdę przepraszam za niego - rzekł smutno. - On... on dzisiaj jest jakiś nieswój. - Jęknął przy ostatniej sylabie, bowiem ptak znów wbił mu w rękę koniec dzioba.
Freya spojrzała wpierw na Geuma, potem na Kangsoo.
- Luz - odparła. - Jak widziałeś wcześniej, Pancake też potrafi sprawiać problemy.
Koreańczyk ponownie westchnął.
- Ach, te zwierzaki.
Dzisiaj chyba wszystkie coś szalały. Najpierw on został zaatakowany przez Geuma, przez co prawie zgubił pierścień, potem uciekł pies Freyi i trzeba było go gonić. Gdy już go dopadli, użarł się na pierścieniu. Jeszcze pobiegł za Kangsoo, gdy ten wracał do domu. A teraz znów Geum zaatakował, ale nie jego, a Freyę. Oby to był już koniec, nie chciał się więcej borykać z takimi problemami. Myślał, że będzie miał spokojny dzień wolny od pracy. Ale oczywiście, coś się musiało spieprzyć.
Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, poznał nową osobę. Co prawda, nie był pewien, czy ta znajomość będzie dłuższa niż ten jeden pełny wypadków dzień - pewnie gdy już każdy pójdzie w swoją stronę, Freya opuści jego mieszkanie i wróci do siebie, wszystko się skończy, życie dalej się potoczy jakby nigdy nic, a jeśli dane im było kolejne spotkanie, to najpewniej będzie to znowu jakieś niefortunne zdarzenie, które ściągnie ich obu do jednego miejsca i postawi w niełatwej sytuacji - ale samo poznawanie ludzi to coś.
A może nie będzie tak źle? W sumie nigdy nie wiadomo, co kogo czeka.
Po wpuszczeniu Geuma do stojącej w kącie pokoju dziennego klatki i zamknięciu jej obydwoje ponownie przez pewien czas męczyli się z wyciągnięciem szczeniaka spod łóżka. Na szczęście, poszło szybciej niż poprzednim razem. Freya wzięła psiaka na ręce, wyprostowawszy się przeleciała wzrokiem po pokoju, jakby upewniała się, że nic jej już nie zaatakuje znienacka. Zaczęła odwracać się w stronę wyjścia, gdy wtem Kangsoo zapytał:
- Może napiłabyś się czegoś?
Zakończenie ich spotkania poprzez wygonienie Freyi z mieszkania wydawało mu się głupie i nie na miejscu. Zwykle, jak ktoś już wszedł, to się gospodarze proponowali coś do picia, czasem też częstowali jakimiś ciastkami albo innymi przekąskami. Wypadałoby, żeby i on tak postąpił. W końcu był dobrym, wychowanym człowiekiem, znającym kulturę i w ogóle. Musiał się pokazać z tej lepszej strony, nawet jeśli szansa na ponowne ich spotkanie nie była zbyt duża (w końcu połączył ich ciąg niefortunnych zdarzeń). Ten jeden raz musiał zrobić coś dobrego, bo dotychczas... no... jakoś za dobrze mu nie szło.
Freya spojrzała na niego pytająco, po chwili popadła w głębokie zamyślenie. Nie wyglądała na pewną, zapewne rozważała wszystkie za i przeciw. Kangsoo przyglądał się jej nieustannie. Po postawie i ledwo widocznym skrzywieniu, które pojawiło się tylko na chwilę, wywnioskował, że może się nie zgodzić. Przeleciał wzrokiem po sypialni, później zajrzał do pokoju dziennego. No tak, bałagan. Mieszkanie dzisiaj prezentowało się w złym świetle, więc może dlatego kobieta się wahała. Z trudem powstrzymał się przed złapaniem się za głowę, jedynie wydobyło się z niego ciche, prawie niesłyszalne jęknięcie. Ach, dlaczego akurat w takich okolicznościach muszę mieć syf w domu?
Minęła chwila, która wydawała się dla niego na tyle długa, że postanowił powiedzieć:
- Tylko chwila. Szybka kawa... albo herbata... czy co innego. - Wykonał ręką gest, jakby trzymał w niej niewidzialną filiżankę i podnosił do ust.
Freya wzięła nieco głębszy wdech.
- No... - przeciągnęła ostatnią literę.
- Kilka minut! - Tu zaczął nieświadomie napierać. - Kilka, dosłownie!

Freya?

30.06.2019

Od Freyi CD Kangsoo

- Pancake, zostaw! Nie wolno gryźć! - próbowała przemówić szczeniakowi do rozsądku Freya. - Ależ ty na niego działasz. Normalnie jest kluską, która klei się do każdej napotkanej osoby i tylko by chciał, żeby go głaskać. - te słowa kobieta skierowała do Azjaty, który szarpał się z małym corgim. Jednak po chwili zauważyła, że maluch po prostu chce się z nim bawić, a nawet wybrał sobie do tego świetną zabawkę. Ów pierścień, który tak bardzo mu się wcześniej spodobał.
- Pankuś, zostaw… - powiedziała wręcz błagalnym głosem, wtórując tym samym szatynowi.
Piesek jednak kontynuował zabawę ze zdejmowaniem błyskotki i w końcu mu się to udało. Odskoczył na tyle, na ile pozwalała mu smycz i ani mu w głowie było oddawać swoją zdobycz. Freya i coraz bardziej trzęsący się z zimna mężczyzna natychmiast złapali psiaka i próbowali zabrać mu nową zabawkę. Kobieta cały czas myślała co się stanie, jeśli mały połknie pierścień i zaczynała lekko panikować. Chwyciła malucha i trzymała go tak, by właściciel błyskotki mógł ją wydobyć z zaciśniętych małych kłów psa.
- Dalej piesku, wypuść go. - powtarzał do niego skupiony Azjata.
Po o wiele za długim, jak na taką wydawałoby się - drobnostkę, czasie, Pancake w końcu wypluł pierścień, który spadł na ziemię. Freya podniosła pieska wyżej i skierowała do siebie, po czym zaczęła mu powtarzać, co też by się mogło z nim stać, gdyby nie puścił tej niebezpiecznej zabawki. Mężczyzna natomiast szybko założył swój pierścień z powrotem i pogłaskał szczeniaka już drugą ręką.
- No mały, chyba starczy już tych wrażeń na dziś, hm? - skończyła swoją wypowiedź Freya i postawiła Pancake’a na ziemi. Ruszyła wraz z psem i nowopoznanym mężczyzną w stronę, z której wcześniej przyszli.
- Bardzo przepraszam raz jeszcze za te kłopoty, w które wplątałem niechcący Ciebie i twojego psiaka. - odezwał się po krótkim czasie towarzysz Freyi.
- To nic, ja powinnam przeprosić, że mało co, a nie zeżarł Ci tego pierścienia. - odparła kobieta.
- Mam na imię Kangsoo. Tyle się działo, że nawet nie zdążyłem się przedstawić. - uśmiechnął się lekko.
- Faktycznie! Ja jestem Freya. - odpowiedziała i po chwili dodała. - Wiem, że średnio ją przypominam. Nic nie poradzę na takie głupie imię. Twoje jest fajne, brzmi trochę jak kangur.
Chłopak wyglądał na skonsternowanego, ale zaśmiał się cicho. Freyi zrobiło się głupio, że być może źle to odebrał. Nie była dla niego zbyt miła przez to całe ich przypadkowe spotkanie, a przecież pobiegł za nią by złapać Pancake’a i to tak ubrany w taki ziąb! Teraz też na pewno marznie, a mimo to idzie razem z nią, a pędzi na łeb na szyję do domu. Palnęła więc pierwsze lepsze „załagodzenie” durnej uwagi jakie przyszło jej do głowy:
- Lubię kangury.
Świetnie. Zabrzmiało jak idiotyczny podryw, albo głupia zaczepka typu „Lubisz chleb? Ja też.” Po prostu wspaniale. Freya coraz bardziej zażenowana swoją postawą uśmiechnęła się jak mogła najprzyjaźniej, ale też bardzo przepraszająco, całość wyszła więc dość mizernie. Ale się starała.
Kiedy doszli do trawnika z którego uciekł Pancake nastała niezręczna cisza. Gdy Azjata głaskał szczeniaka, uważając przy tym, by ten nie znalazł się zbyt blisko jego dłoni z pierścieniem na palcu, Freya myślała nad tym, która to już jest godzina i była zdecydowana zniknąć i więcej nie pokazać się w tych stronach, z powodu kompromitacji i zgaszenia rozmowy z nowopoznanym mężczyzną już w zalążku. Pożegnali się, co w mniemaniu rudowłosej wypadło jakoś dziwnie niezręcznie, Kangsoo podziękował jeszcze raz za pierścień i zniknął w drzwiach budynku. Jednak nie tylko on postanowił zniknąć w tych drzwiach.
Kiedy tylko się zamknęły Freya zorientowała się, że stoi na chodniku trzymając samą smycz i szelki, a jej małego towarzysza nie ma obok. Zauważyła go jak wślizgiwał się do budynku za Kangsoo.
„Świetnie, no po prostu wspaniale. Cudownie. Zajebiście.” pomyślała i czym prędzej pognała do drzwi. Trafiła do klatki schodowej, a po psim zapachu skierowała swe kroki do konkretnych drzwi. Otworzyły się one zanim jeszcze zdążyła zapukać.
- O, to Ty. Te smycz to mu trzeba chyba zmienić. - uśmiechnął się lekko Kangsoo. - Wejdź, schował mi się pod łóżkiem.
Freya weszła i podążyła za Azjatą do sypialni, która wyglądała jakby przeszedł przez nią kompletny kataklizm.
- Łał, a myślałam, że to ja mam bałagan w pokoju. - skomentowała.
- Normalnie jest dużo czyściej, szukałem pierścienia. - odparł szybko w swojej obronie mężczyzna.
- Luz, żartuję przecież. Choć w pierwszym momencie przeraziłam się, że to ten mały rozrabiaka. - zaśmiała się Freya.
Zanurkowali razem pod łóżko i odcinając małemu drogi ucieczki zmusili do wyjścia prosto w ramiona właścicielki.
- Musiał cię naprawdę polubić. Bardzo lubi ludzi, ale jeszcze nigdy nie uciekł za kimś.
- Albo chodzi mu o pierścień. - zaśmiał się szatyn, podnosząc z podłogi.
Freya też zaczęła wstawać, trzymając mocno Pancake’a, ale w pewnym momencie coś mignęło jej przed oczami i nagle walnęło w twarz. Upadła i wypuściła z rąk szczeniaka, zupełnie zaskoczona tym nagłym atakiem.

Kangsoo? Przepraszam, że tak dużo czasu mi to zajęło );

20.06.2019

Od Kangsoo CD Freyi

O matko, odzyskał go!
Gdy tylko pierścień znalazł się w jego dłoniach, poczuł napływającą radość. W jednej chwili się uspokoił, strach zniknął, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Dawno się tak bardzo nie cieszył, okazywał to więc prawie całym sobą. Wcześniej bał się, że kobieta nie będzie chciała mu go oddać albo, co gorsza, postanowi przymierzyć (sporo pań ma to do siebie, że lubią przymierzać biżuterię, nieważne, czy jest ich, czy kogoś innego). Co by się wtedy działo, o tym nawet nie chciał myśleć. Naprawdę lubił swoje obecne życie bez właściciela, wcale nie narzekał, naprawdę. Och, kamień z serca!, przeszło mu przez myśl, gdy odetchnął z ulgą.
Założył pierścień na palec wskazujący lewej dłoni. Nie zwlekając dłużej zaczął dziękować kobiecie, nieznacznie się przy tym kłaniając. Prostując się, jeszcze raz odetchnął, gdy nagle poczuł okrutne zimno. Przeszedł go nieprzyjemny dreszcz, przestąpił z nogi na nogę. No tak - zima, a on stał na dworze w samym dresie i klapkach. Zmarznięty przez chwilę niezbyt zwracał uwagę na to, co kobieta mówiła (wina zimna, wina zimna!), zareagował dopiero, gdy zapytała go, co się właściwie stało. Wziął nieco głębszy wdech.
Już zaczął się tłumaczyć, ale popełnił głupi błąd, z którego nie zdał sobie sprawy - odruchowo się zbliżył do rozmówczyni, co niestety wystraszyło towarzyszącego jej małego szczeniaka, a ten nagle wyrwał się jej i pognał gdzieś w nieznanym nikomu kierunku.
Niemałe zszokowanie zagościło na twarz Kangsoo. Zupełnie się nie spodziewał takiego obrotu spraw, podobnie jak kobieta, która po skarceniu go ruszyła pędem za szczeniakiem. Gonił za nią wzrokiem, ale tylko chwilę, bowiem naraz zerwał się i pobiegł za nią. Czuł się winny temu zdarzeniu, więc postanowił w jakikolwiek sposób pomóc. Dlaczego musiało mu się coś takiego przytrafić? Dzisiaj chyba nie był jego dzień. Nie zgub się!, błagał w myślach, cały czas śledząc wzrokiem psa, by czasem nie zniknął gdzieś.
Obydwoje biegli za zwierzakiem ponad minutę, może dwie, a może i nawet trzy, nim udało im się go dopaść. Kobieta czym prędzej wzięła go na ręce i, siadając, zaczęła coś do niego mówić. Kangsoo dogonił ją po kilku sekundach, cały czas był w tyle z winy klapków, które nie pozwalały na szybkie bieganie, szczególnie po drodze miejscami przykrytej śniegiem i lodem. Starał się jednak ignorować wszelakie trudy, przez co nie przejął się bardzo, gdy w którymś momencie jeden klapek zjechał z jego stopy i upadł gdzieś na bok.
Zatrzymał się kawałek za nią, oparł ręce na kolanach, dysząc ciężko. Zakasłał parę razy, co zwróciło uwagę psa. Szczeniak nastawił uszu, popatrzył na niego. Po chwili i kobieta, odwróciwszy głowę, spojrzała na Azjatę. W oczach dało się dostrzec pewien błysk, mówiący, że choć gdzieś tam podejrzewała, nie do końca spodziewała się tu jego obecności.
Gdy się nieco uspokoił, a oddech się wyrównał, wyprostował się, mówiąc:
- Jak dobrze, że nie przepadł - westchnął. - Przepraszam. To moja wina, ja naprawdę nie chciałem...
Kobieta wzięła nieco głębszy wdech.
- Najważniejsze, że się znalazł - odparła po chwili.
Zaczęła się podnosić, Kangsoo zaoferował pomoc, ale odmówiła, mówiąc, że da sobie radę. Postawiła szczeniaka na ziemi, ścisnęła mocno w dłoni smycz, by znów jej nie uciekł, drugą zaś strzepała z ubrań brud. Wyprostowawszy się, odwróciła się w kierunku wyjścia ze ślepego zaułka.
Kangsoo stał i patrzył na pieska, który niepewnie na niego spoglądał, jakby wciąż się go bojąc. Zrobił krok w jego stronę, widząc, jak ten się nagle cofa, stanął bez ruchu. Więcej się do niego nie zbliżając, kucnął, wyciągając lewą dłoń. Trwał, starając się nie ruszać, delikatnym uśmiechem próbował dać zwierzakowi znać, że mimo wszystko nie był kimś złym, kto mógłby mu zaszkodzić. I chyba podziałało, ponieważ mały corgi wolno (ale jednak) zaczął się do niego zbliżać. Twarz Azjaty rozpromieniła się, oczy odbiły światło słońca, które po raz kolejny zdecydowało się na trochę wyjrzeć zza szarych chmur i odrobinę ogrzać ziemię.
- Nie jest ci zimno?
Słysząc to pytanie, podniósł głowę. Spojrzał na rudowłosą kobietę, która przyglądała mu się z pewnym zaciekawieniem. W tym momencie przeszedł go kolejny dreszcz, ale nie był do końca pewien, czy to było od zimna, czy jej spojrzenia.
- Jest - odpowiedział, w tym momencie pobiegł myślami do swojego klapka, który zaginął w akcji.
Kobieta uniosła nieco brwi w konfuzji.
- To czemu, nie wiem, nie wrócisz do domu czy co?
- Zaraz to zrobię...
Nagle coś nim szarpnęło. Spuścił głowę, ujrzał szczeniaka z wbitymi kiełkami w jego palec... wróć, pierścień na nim. Zaskoczony próbował zabrać rękę, ale malec zażarcie trzymał i najwidoczniej nie zamierzał puścić. Ponowił próbę, gdy wtem zastygnął w bezruchu, bowiem poczuł, jak pierścień przesuwa się po palcu. Dopadła go myśl, że jak zacznie zabawę (o ile tak to można było nazwać), całkowicie się on zsunie, po czym wpadnie w zęby psa i, nie daj Boże, zwierzak jakimś trafem się nim zadławi.
- Proszę - jęknął zakłopotanym głosem - puść. Bądź dobrym pieskiem i puść!


Freya?

Od Freyi CD Kangsoo

- Nie było! - wrzasnęła Freya wchodząc z impetem do mieszkania i zatrzaskując za sobą drzwi. Była wściekła, gdyż specjalnie zrywała się rano i przejechała pół miasta, aby dowiedzieć się, iż zajęć z jogi nie będzie, ponieważ nie zebrała się grupa.
- Hmm..? - zaspana Queenie zajrzała do korytarzyka jeszcze w piżamie. Koszulkę w leniwce miała umazaną sosem do sałatek, który zaraz wyczuła i rozpoznała jej siostra.
- Zajęć nie będzie, grupa jest za mała. - poinformowała ją poirytowana Freya. - Jakby nie mogli zadzwonić, czy napisać! Mamy dwudziesty pierwszy wiek, a oni co? Więcej tam nie pojadę, mowy nie ma.
Minęła ziewającą siostrę i zdjęła płaszcz oraz kozaki. „Że też namówiła mnie na takie głupoty. Jasne, że nie zebrała się grupa, kto by chciał chodzić na jakąś jogę. Półtorej godziny marnowania czasu na dziwne pozy i oddychanie, a to wszystko sprzedawane pod postacią lepszego panowania nad własnym ciałem. Ja mogłabym uczyć panowania nad własnym ciałem! Pewnie ci ludzie nawet nie zdają sobie sprawy jak ciężko jest zapanować nad przemianą kiedy się jest tak wkurzonym!” rozmyślała dziewczyna kierując się do kuchni. Siostra podążyła za nią wolnym krokiem, powłócząc nogami.
- Był u nas listonosz… i przyszła paczka z wapnem dla Farashy. - powiedziała ziewając. - Jest też list od ojca.
- Ile ty spałaś, że tak ziewasz? - spytała siostrę rudowłosa karcącym głosem.
- Malowałam do późna. - odparła i przeciągnęła się. - List jest na stole, ja już przeczytałam. Ty też powinnaś…
- Niby po co? - przerwała jej poirytowana Freya. - Doskonale wiem co napisał. Nie mogę przyjechać, mam ważne sprawy, zobaczymy się w święta, tu macie prezenty, bla bla bla, kocham was. - dziewczyna przewróciła oczami. - Nie mam po co czytać te jego arcyważne listy. Żeby chociaż zadzwonił! Ale nie, jest jak to głupie studio jogi.
- Tata nie jest głupi. - powiedziała cicho Queenie.
- Ale sama powiedz, czy nie napisał tego wszystkiego i w tym liście? - zapytała coraz bardziej wściekła siostra,
- Napisał, ale…
- Pewnie wysłał ci też prezent i dopisał, że to dla twojej dalszej edukacji i zgłębiania wiedzy o magii? Założę się, że książkę. - przerwała jej.
- Tak, wysłał mi książkę, ale jest też coś dla ciebie.
- Ha! Widzisz, nic nowego. - triumfalnie odrzekła Freya, jakby zupełnie nie zwracając uwagi na to, iż przyszywana siostra próbuje jej coś ważnego powiedzieć.
- Ale Freyciu, wysłuchaj mnie, proszę. - próbowała dalej różowowłosa niemal błagalnym tonem. - Przysłał też fotografię, na której… chyba jesteś ty i jakaś kobieta, nie wiem, nie czytałam karteczki, która jest do ciebie… Obejrzyj to, proszę. Leży na stole w salonie.
Dziewczyna zamarła. Cała irytacja momentalnie ją opuściła i ustąpiła miejsca szokowi. Szokowi i przedziwnego rodzaju strachowi. Było to pomieszanie zaciekawienia ze strachem, trochę takie, jakie odczuwa się przed zobaczeniem wyników naszej pracy na teście. Nie miało to nic wspólnego z czystym strachem, raczej z obawą o to, że rezultat może się nam nie spodobać. Queenie podeszła do siostry i położyła jej dłoń na ramieniu. Początkowo dziewczyna miała ochotę ją odepchnąć, jednak nic nie zrobiła. Serce biło jej jak oszalałe w piersi, tysiące myśli na sekundę przebiegało pod jej czaszką. Nagle zdała sobie sprawę z tego, jak bliska jest łez. Nie do końca rozumiała, dlaczego. Przez to, że ojciec mógł wpaść na trop jej prawdziwej rodziny? Przez to, że może za chwilę zobaczy to, na co tak bardzo długo czekała… twarz matki…? Może dlatego, że za chwilę okaże się, iż jej przyszywana siostra nie będzie już jedyną rodziną, jaką naprawdę uznaje…
W końcu, po niewiarygodnie długich minutach stania w bezruchu, Freya ruszyła w stronę stołu. Zignorowała otwarty list ze starannym i ozdobnym pismem ojca, rękę skierowała ku grubej, pożółkłej kopercie. Nie wiedziała jak dała radę ją podnieść swoimi drżącymi rękoma, ale jakoś wydobyła z niej starą, poplamioną fotografię i karteczkę, z tym samym co w liście pismem. Przymknęła oczy i zamyśliła się, odwlekając moment zapoznania się z wiadomością. Do jej uszu trafił dźwięk kroków i lekkie skrzypnięcie progu przy drzwiach od łazienki. Została sama ze swoimi myślami i być może częścią swojej historii. Otworzyła oczy i zaczęła przyglądać się fotografii.
Miała postrzępione brzegi i była czarno-biała, co bardzo zdziwiło dziewczynę. Poza brązowymi, cuchnącymi plamami dało się również zauważyć, a raczej wyczuć, iż pokrywają ją plamy z dawno zaschniętego tuszu bądź atramentu. Na pierwszym planie widać było kobietę przytulającą do siebie dziecko stojące na jakimś pniaku. W tle widniał las i zachmurzone niebo. Mała dziewczynka nie kojarzyła się Freyi kompletnie z nią samą, choć po dłuższym wpatrywaniu się, zauważyła podobny nos czy kształt oczu. Jednak to dalej mogłoby dla niej być jakiekolwiek inne dziecko. Kobieta też niczym nie przypominała jej samej. Dziewczyna poczuła zawód, wcześniej była nieomal pewna, iż od razu rozpozna siebie na zdjęciu, a w kobiecie swoją matkę. Nic takiego jednak się nie stało.
Przepełniona odczuciem zawodu, podniosła karteczkę, która była zaadresowana do niej. Jakby ojciec napisał kolejny list, tylko do niej. Dziewczynie przemknęło przez myśl, że być może wie on o tym, iż nie czyta jego listów. Treść wiadomości była bardzo krótka.
Kochana córeczko,
niedawno natknąłem się na tę fotografię, na której, jak wierzę, znajdujesz się Ty. Nie mam jeszcze pewności, co do tożsamości owej kobiety, ale kiedy dowiem się czegoś nowego, natychmiast dam Ci znać. Zdjęcie znajdywało się w jednej z książek z prywatnej biblioteki niejakiego Jurija Wronowa, dostałem je od mojego przyjaciela. Spróbuję dojść również do znaczenia liter czy też inicjałów na odwrotnej stronie, niestety, jak widzisz, część jest rozmyta. Będę robił co w mojej mocy, by dostarczyć Ci więcej informacji.
Kocham Cię,
Tata

Jej serce omal nie wyrabiało. Jurij Wronow? Zapewne Rosjanin… Jej znajomość tego języka nie jest przypadkowa, ale czy to nie zwyczajny zbieg okoliczności?... Z drugiej strony ojciec ją rozpoznał na tym zdjęciu, raczej by się nie pomylił. Freya ponownie podniosła zdjęcie i obróciła je. Na dole można było zauważyć litery F. L. I. a pod nimi K. oraz dwie rozmyte. Czyżby F oznaczało Freya?... Myśli kotłowały się w głowie dziewczyny tak nieznośnie, iż czuła, jakby miała ją zaraz rozboleć głowa. Nie chciała jedna zmieniać się w kota, by przeczekać nadchodzącą możliwą migrenę. Postanowiła wybrać się na spacer, by mroźne powietrze pomogło jej zebrać myśli i otrzeźwiło umysł.
Najpierw jednak skierowała się do swojego pokoju, by schować zdjęcie i liścik od ojca. Umieściła je w zdobionym pudełku w szufladzie komody stojącej obok łóżka, w tej, w której trzymała wszelkie ważne dla niej rzeczy. Przysiadła na chwilę na łóżku, po czym natychmiast się z niego poderwała, czując, że jeśli teraz położy się na nim na choćby chwilę, to już nie wstanie.
Kiedy już była w korytarzyku i zawiązywała swoje wysokie kozaki na obcasie, podeszła do niej już przebrana siostra.
- Wychodzisz? - zapytała nieśmiało.
- Tak. - odparła krótko Freya. - Muszę przemyśleć parę spraw. - dodała.
- Ale wrócisz, prawda?.. - spytała zlęknionym głosem Queenie.
- Pewnie, że tak Queenciu. - odpowiedziała zdziwiona tym pytaniem Freya. Podeszła do niej i ją przytuliła. - Tata nie wie, kto jest na tym zdjęciu ze mną, ale z tyłu możliwe, że są moje inicjały. Porozmawiamy o tym jeszcze, ale później, dobrze? Muszę teraz zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Jasne, rozumiem. - tym razem ona ją przytuliła. - Skoro wychodzisz, to może weźmiesz Pancake’a na spacer? Wiesz, jak ciężko mi wyprowadzić na raz i jego, i Foscora…
- W porządku, może jak w końcu pójdzie na dłuższy spacer, to mu się odechce. - zgodziła się Freya. - Pancaaaake! - zawołała psiaka, który natychmiast wyłonił się zza rogu. Po przywdzianiu go w szelki i zaczepieniu smyczy, co zajęło dobre kilka minut, gdyż maluch skakał z radości i nie dawał się uspokoić, był gotowy do wyjścia.
- To cześć! - krzyknęła Freya do siostry, po czym zamknęła drzwi i już musiała gonić małego psiaka po schodach na dół.
Spacerowała ulicami miasta rozmyślając o literach na końcu zdjęcia oraz o liściku od ojca. Po raz pierwszy napisał coś tylko do niej, po raz pierwszy też zauważyła, by podpisał się „tata”. Ciekawiło ją bardzo, kim też mógł być ten cały Jurij i dlaczego miał to zdjęcie u siebie. Może należał do jej rodziny? A może był człowiekiem, który wiedział lub był odpowiedzialny za jej klątwę?...
Kiedy minęła prawie godzina dziewczyna zorientowała się, że chyba pora już wracać. Nie do końca wiedziała, w jakiej części miasta jest, ale była przekonana, że niezbyt blisko centrum, co oznaczało, iż powrót do domu nie będzie raczej trwał krótko. W tym samym momencie, w którym zdecydowała, iż czas wracać do domu szczeniak wyrwał do przodu i usilnie starał się pociągnąć swoją opiekunkę za sobą. Dziewczyna po kilku krokach powstrzymała go, ale zauważyła, co mogło go zainteresować. Na chodniku tuż przed nimi leżał srebrny pierścień z mieniącym się pięknie na słońcu żółtym cytrynem. Przytrzymując swojego nieznośnego towarzysza krótko, by nie zdołał dosięgnąć błyskotki, podniosła pierścień i zaczęła mu się uważnie przyglądać. Wydawał się niezbyt duży, w sam raz na nią. Nagle uszu dziewczyny sięgnął wyjątkowo głośny krzyk.
- NIE!
Freya poderwała głowę, słysząc jak obok cicho zaskomlał przestraszony Pancake. Ujrzała biegnącego w jej stronę Azjatę, w klapkach i dresie, zdecydowanie niepasującego do zimowej przestrzeni wokół niego. Chłopak zatrzymał się przed nią, stojącą bez ruchu w kompletnym szoku i wydusił z siebie:
- To mój pierścień, proszę, mogę go z powrotem?
- Bogowie, zwariowałeś? Drzesz się, straszysz mi psa, wyglądasz jakbyś pomylił pory roku, biegniesz na mnie jakbym ci coś zrobiła. - Freya odrzekła poirytowanym głosem. - Musisz naprawdę kochać tę błyskotkę. - dodała. Pomyślała jednak o tym, jak ona kocha swój mały pierścionek i wyciągnęła rękę z pierścieniem w stronę chłopaka. Nikogo innego na ulicy nie było, a on w tym stroju wyglądał, jakby przed chwilą wyleciał z domu w pośpiechu. Szybko wziął swój pierścień od dziewczyny i zaczął jej dziękować.
- Dobra tam, przecież tylko go oddałam, jakby mój pies go nie zauważył to byś go sam wziął. - skwitowała jago przeprosiny. - Co się właściwie stało, że znalazł się tu a ty, jak sądzę, wybiegłeś za nim z domu tak, jak stałeś..?
- To mój ptak… - zaczął tłumaczyć, ale nie dokończył, bo gdy się zbliżył, to mały corgi zlękniony wyrwał się Freyi i zaczął uciekać między domy.
- No super, jeszcze wystraszyłeś mi psa! - wykrzyknęła z wyrzutem rudowłosa i popędziła za psiakiem. Za sobą słyszała biegnącego chłopaka. Nie wiedząc, czy może wyjątkowo przyspieszyć i kompletnie nie znając okolicy Freya biegła za szczeniakiem przynajmniej minutę, gdy w końcu złapała go, zapędzonego w ślepą wyrwę między kamienicami, zakończoną płotem.
- Mam cię ty mały łobuzie! Niech no tylko Queenie się dowie, co zrobiłeś! Nieładnie, rozumiesz? Niegrzeczny, bardzo niegrzeczny piesek z ciebie! - przemawiała do Pancake’a Freya, siedząc na ziemi i trzymając go przed swoją twarzą. 

Kangsoo?

16.06.2019

Od Kangsoo

Jeśli w historii mamy sytuację, kiedy ktoś gubi bądź traci coś dla niego cennego, nie jest to w byle jakich okolicznościach. Zazwyczaj są one dosyć tragiczne - pojawia się czarny charakter, atakuje głównego bohatera i pokonawszy go w walce lub w jakiś sposób przechytrzywszy, zabiera jego cenny przedmiot, często na oczach głównego bohatera. Jeszcze to robi tak, by jak najbardziej zabolało serce, by główny bohater rzucał się i darł ze łzami w oczach, ale nie mógł nic z tym zrobić. Potem spektakularnie odchodzi: zwykle spokojnym i triumfalnym krokiem przez główne wyjście lub znika nim ktokolwiek zdąży się obejrzeć. Nie pozostawia po sobie śladu, nie licząc ewentualnego pobojowiska, jakie zrobił walcząc z głównym bohaterem.
Są też takiego typu sytuacje, w których czarny charakter zabiera cenny przedmiot potajemnie, na tak zwanego ,,cichacza". Zakrada się domu głównego bohatera albo korzysta z okazji, że ten na chwilę gdzieś odszedł i przeszukuje rzeczy, jakie pozostawił na miejscu. Główny bohater albo niczego nie zauważa, albo dowiaduje się w ostatniej chwili. Zaczyna działać, niestety mimo wszystko jest o tę chwilę za późno. Czarny charakter zabiera przedmiot i znika.
Jest w sumie całkiem sporo książkowych sytuacji, w których się traci ważną rzecz. I ile by Kangsoo dał, by jedna z nich dotyczyła jego!
Wsunął rękę pod łóżko, dokładnie nią przesuwając po podłodze. Po chwili ją wyciągnął, spojrzał na szarą od kurzu dłoń. Przydałoby się tam zrobić niemały porządek, ale nie to go teraz interesowało. Zmierzył ją wzrokiem, po czym z powrotem wsadził pod łóżko, zagarniając jeszcze więcej kurzu. Badał dokładnie koniuszkami palców podłogę, macał, macał. Na nic jednak się nie natknął, nie licząc sporej ilości mieszaniny martwego naskórka, włókien z ubrań, pyłków i roztoczy. A to nie tylko namnożyło jego obawy, ale też jeszcze bardziej pogoniło serce, które już od pół godziny waliło jak szalone.
Usiadł na podłodze, uderzając drugą pięścią o szarawe panele. Z ust wydał się długi, rozpaczliwy jęk.
- Ach, dlaczego?! - zawył, łapiąc się za głowę.
Szybko zmienił pozycję, zdając sobie sprawę, że właśnie przeniósł kurz na swoje włosy. Jęknął głośno. Dlaczego to się musiało stać?, pomyślał.
Zapewne już się pojawiły podejrzenia, co też się mu przytrafiło, ale żeby być pewnym w stu procentach:
Tak, Kangsoo zgubił swój pierścień.
Tak, ten, który daje nad nim kontrolę.
Jak można dopuścić do czegoś takiego? Nikt się chyba tego nie dowie, włącznie z nim samym. On naprawdę nie wiedział, jak to mogło się stać. Pierścień ściągnął tylko na moment, na chwileczkę. A może nie na moment, skoro ten zdążył się gdzieś zapodziać w jego własnym domu? W każdym razie zgubił go i teraz nie mógł znaleźć. Jeszcze taka tragedia go nie spotkała. Owszem, zdarzało mu się go upuścić gdzieś i tak dalej, ale zawsze szybko go znajdywał nim komukolwiek udało się do niego dobrać. Tym razem jednak poszukiwania szły w naprawdę złym kierunku.
Wziął głęboki wdech, próbując się uspokoić, ale szło mu to dość marnie. Po prostu nie mógł zachować zimnej krwi i rozglądać się po mieszkaniu, jakby to nie było nic szczególnego. Pierścień był po prostu zbyt ważny, by uważać go za coś zwykłego. Nawet, jeśli to był jego dom, nie mógł szukania przełożyć na kiedy indziej. Nigdy nie wiadomo, może akurat dzisiaj do jego mieszkania wparuje jakiś złodziej czy Bóg wie, co jeszcze i ,,przypadkiem" znajdzie pierścień. ,,Przypadkiem", bo dla tego przedmiotu nie ma przypadków. O tym jednak kiedy indziej, bo teraz priorytetem jest znalezienie go.
Powoli wstał, strzepnął z ręki większość kurzu, resztę wytarł o bluzę. Odwrócił się na pięcie z zamiarem kontynuowania poszukiwań, gdy nagle zastygł bez ruchu. Uniósł brwi w zaskoczeniu, bowiem jego oczom ukazał się istny bałagan. Nic nie było na swoim miejscu, rzeczy walały się po podłodze i łóżku. Pogrom, jakiego dawno nie widział. Zwilżył językiem usta. Zdał sobie sprawę, że zdążył przewrócić do góry nogami praktycznie całe mieszkanie. Wszystko. Przeszukał wszędzie gdzie się dało. I wciąż nie znalazł pierścienia.
- To chyba jakiś żart! - krzyknął łamiącym się głosem.
Był już na skraju histerii. Szanse na odnalezienie zguby z każdą sekundą malały, a jego strach z kolei narastał. Nie wiedział już co robić. Przeszukać mieszkanie jeszcze raz? Posprzątać i znów nabałaganić? A może były jeszcze miejsca, do których nie zajrzał? Nie, na pewno nie. Dobrze znał swój dom, wiedział o wszystkich kątach i skrytkach. Nie ma, nie ma miejsca, do którego by nie...
- Kangsoo!
Zamarł. Otworzył szeroko oczy, na kilka sekund wstrzymał oddech. Trwał chwilę bez ruchu, aż wreszcie obrócił głowę. Spojrzał na siedzącą na biurku papugę, która dotychczas w milczeniu przyglądała się swemu właścicielowi, jakby zastanawiając się, po kiego on rozwala całą chałupę. Gdy ich spojrzenia się spotkały, ptak przechylił głowę delikatnie na bok, zamachał skrzydłami. Kangsoo wbił w niego spojrzenie.
- Geum - powiedział poważnym tonem.
Miał pewną myśl. Nie wiedział, czy to było to. Ale skoro nie znalazł nigdzie pierścienia, to było możliwe... możliwe, że jednak...
- Geum - znów rzekł. - Ty chyba nie zjadłeś go, nie?
Ptak wyjątkowo wolno zamrugał.
- Kangsoo - zaskrzeczał.
- Geum...
Zaczął iść w jego stronę, co wyraźnie mu się nie spodobało. Zagwizdał niepewnie, machnął nerwowo skrzydłami, jakby szykując się na najgorsze. Kangsoo wolno się do niego zbliżał, wyglądał jak bezwzględny morderca zmierzający po swoją ofiarę. Cała ta sytuacja wyglądała niczym wyjęta żywcem z horroru, a zachmurzone niebo za oknem tylko namnażało siłę tej mrocznej aury. Papuga stała się niespokojna, zwłaszcza, gdy Kangsoo wyciągnął w jej stronę rękę. Patrząc na zbliżającą się dłoń, nie wytrzymała.
Sekunda i ostry dziób wbił się w palec wskazujący.
Druga sekunda, i po mieszkaniu rozległ się krzyk.
Kangsoo odskoczył od Geuma, przybrał postawę obronną. Zaczął zlizywać z palca krew, skrzywił się, czując jej niedobry, metaliczny smak. Spojrzał na ptaka, nie ukrywając szoku.
- Mnie? - zapytał. - Za co? Kiedy ja...!
Wtem usłyszał pukanie. Po chwili też ktoś się odezwał za drzwiami do mieszkania. Kangsoo spojrzał za siebie. Od razu rozpoznał głos. Była to jego sąsiadka z góry, pani Weather. Dobra, ciepła starsza pani, mieszkająca samotnie, odkąd zmarł jej mąż. Jedynym jej towarzystwem były jej koty i on, sąsiad z dołu. Zawsze dla niego była miła, więc Kangsoo nie zamierzał być gorszy.
Nie zwlekając dłużej, podbiegł do drzwi. Czym prędzej je otworzył, ujrzał niską, chudziutką kobietę w beżowym płaszczu i bordowym berecie, zakrywającym spięte w kok siwe włosy. Staruszka, widząc młodzieńca, uśmiechnęła się szeroko, powielając liczbę zmarszczek na jej twarzy. Szybko jednak mina jej zrzedła, gdy dostrzegła znajdujący się za nim bałagan. Wzięła nieco głębszy wdech, chwilę poruszała dziwnie ustami, po czym zapytałam:
- Czy przyszłam w złym momencie?
Kangsoo ściągnął brwi w konfuzji. Spojrzał za siebie, po chwili powrócił wzrokiem na sąsiadkę.
- Ależ skąd! - odparł trochę niepewnie. - To... Mojej papudze trochę odbiło - zaśmiał się nerwowo.
Z głębi mieszkania wydobył się skrzek. Pani Weather jeszcze raz zmierzyła wzrokiem wnętrze mieszkania, a następnie pokiwała głową.
- Rozumiem - powiedziała. - Przyszłam, bo wchodząc po schodach znalazłam coś. Wydaje mi się, że jest twój, ale proszę, przyjrzyj mu się.
Dopiero wtedy Kangsoo zauważył, że kobieta coś trzyma w dłoni. Spojrzał na nią.
- Hyyy! - zapowietrzył się. - Mój pierścień!
Chwycił go dwoma palcami, przyjrzał mu się, choć nie musiał - wszędzie by go rozpoznał. Wyściskał panią Weather, dziękując jej za to. Obiecał, że pewnego dnia się odwdzięczy, ona powiedziała, że nie musi. Po pożegnaniu się ruszyła schodami do swojego mieszkania.
Kangsoo spojrzał na pierścień. W końcu! Nareszcie! Udało się! Znaleziony! Już się zaczął naprawdę martwić, że go nie znajdzie. Nachodziły go nawet myśli, że ktoś już go znalazł i za chwilę miał go założyć. Z przerażeniem czekał, aż pozna swojego nowego pana. Ale miał naprawdę wielkie szczęście. Pani Weather go znalazła. I nie założyła, tylko od razu go zwróciła. Naprawdę dobra z niej istota, skoro nie uległa pokusie.
Ach, jak dobrze, że pierścień powrócił do jego...
Nagłe uderzenie sprawiło, że stracił równowagę. Zachwiał się, przestąpił z nogi na nogę, w ostatniej chwili unikając upadku. Spojrzał na pierścień, który właśnie wyślizgiwał się z jego dłoni; poleciał prawie jak wystrzelony z procy, trafiając idealnie w wąską przestrzeń między schodami. Kangsoo od razu rzucił się na poręcz, spuścił głowę. Gonił wzrokiem za błyszczącym się od lamp na klatce schodowej pierścieniem, dopóki ten po kilku uderzeniach o boki schodów nie zniknął mu z oczu.
- Nie... - z trudem wydusił z siebie.
Odwrócił głowę, popatrzył na Geuma, który lądował na podłodze. Miał ochotę go zganić, nie, wyrwać te jego kolorowe piórka. Dlaczego on mu to zrobił? To było za to wcześniej? Otworzył usta, by go zganić, lecz w ostatniej chwili się przed tym powstrzymał. Teraz było ważniejsze odzyskanie pierścienia.
Odwrócił się na pięcie i rzucił się na dół. Zbiegał po schodach jak szalony, momentami poniekąd spadał. Jakiś mężczyzna wychodził właśnie z klatki schodowej na zewnątrz, gdy nagle usłyszał hałas. Spojrzał za siebie, koło jego nogi coś przeleciało. Nie skupił się na tym, a na pędzącym w ciemnozielonym dresie i czarnych klapkach Azjacie. Wystraszony czym prędzej odskoczył na bok, robiąc mu miejsce. Zamknął oczy, poczuł powiew wiatru i usłyszał: ,,Dziękuję!".
Kangsoo wypadł na chodnik tak nagle, że przechodnie na chwilę zwrócili na niego uwagę. Spuścił głowę, wtem dostrzegł swój pierścień, leżący naprawdę blisko. Nie zwalniając, pobiegł do niego.
Okoliczności w tym momencie były naprawdę beznadziejne. Mroźno, pochmurno, drogi gdzieniegdzie pokryte cienką, acz zabójczą warstewką lodu. I on, biegnący w klapkach. To się nie mogło dobrze skończyć.
Nim się obejrzał, nie biegł, a jechał po lodzie. A nim się z tym oswoił - leciał. Upadł niezwykle boleśnie, a jakby tego było mało, nogą kopnął pierścień, który poleciał gdzieś o, tam. Kangsoo ogarnęło przerażenie, patrzył z otwartymi szeroko oczami, jak jego cenny przedmiot zatrzymuje się parę metrów dalej, kilka centymetrów od krawężnika. Wstrzymał oddech, jakby to miało powstrzymać pierścień od dalszego przemieszczania się. Proszę, nie!, przeszło mu przez myśl.
W tym momencie niebo nieco się przerzedziło, zza chmur wyjrzało słońce. Promienie padły na, co prawda niewielką, powierzchnię, ale trafiły na tkwiący w pierścieniu cytryn, nadając mu przyciągającego wzrok blasku. Kangsoo odetchnął, poczuł nagłe zimno. Przeszedł go niemiły dreszcz. Nic dziwnego, był na zewnątrz w samym dresie i klapkach, a nie miał żadnej specjalnej zdolności pozwalającej mu wytrzymać na mrozie. Nie chcąc więcej marznąć podniósł się.
Popatrzył na leżący na chodniku pierścień.
I wtedy jakaś ręka chwyciła przedmiot.
Kangsoo zamarł, poczuł, jak jego tętno gwałtownie przyspiesza, a oddech staje się płytki i nierówny. Podążył wzrokiem za ręką, ujrzał osobę, która wyprostowawszy się, zaczęła z zaciekawieniem przyglądać się pierścieniowi. Nie mógł znieść tego widoku, czując, że dostanie zawału, jak nic teraz nie zrobi, zerwał się jak poparzony, krzycząc:
- NIE!


Ktoś zaciekawiony błyskotką?
Szablon
synestezja
panda graphics