Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Annabelle&Lucas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Annabelle&Lucas. Pokaż wszystkie posty

18.08.2019

Od Lucasa CD Annabelle

Cała sytuacja wydawała się dla niego absurdalna. Już od samego początku wiedział, że kapitan nie ma zamiaru dawać im wsparcia. Z góry spisał całe przedsięwzięcie na straty. Informacja, że mają na uporanie się ze wszystkim tylko dwa tygodnie, nie sprawiła, że poczuł się lepiej. W milczeniu przypatrywał się przez chwilę, stojącej przed nim dziewczynie. Brunetka z tajemniczym uśmiechem czekała na jego odpowiedź, co tym bardziej nie nastrajało go pozytywnie. Jej osoba napawała go pewnego rodzaju niepokojem. Nadal zastanawiał się nad tym, jak niedawno poznany wampir trafił na jego osiedle. Jednak to nie miało teraz znaczenia. Annabelle miała rację. Skoro mieli ze sobą pracować, musiał jej zaufać i chociaż spróbować nawiązać nić porozumienia.
- Rzadko kiedy, niedawno poszukiwany przestępca, nachodzi mnie pod domem. – Zauważył, krzyżując dłonie na piersi.
- Hej. Tylko nie przestępca. To był akt samoobrony. – Odpowiedziała, udając oburzenie.
- Niech Ci będzie… Jestem nawet skłonny sądzić, że to prawda. W każdym razie… Co masz na myśli, mówiąc o integracji zespołu? – Zapytał, opierając się o stojący za nim blat.
- Oczywiście musimy się lepiej poznać, a ty trochę wyluzować.
- I na czym ma to polegać? Bo zgaduję, że masz już jakieś propozycje. – Stwierdził, patrząc na nią wyczekująco.
- Oczywiście. – Zaśmiała się. – Ubierz się jakoś ładnie, dzisiaj wychodzimy na miasto. Skoczymy do klubu, czy tam baru, trochę się zabawimy. – Oznajmiła, nie pytając się go o zgodę. Mężczyzna już chciał zaprotestować, ale z drugiej strony on sam nie miał lepszego pomysłu.
- Niech będzie. Gdzie się spotykamy i o której?
- Przyjedź po mnie o 19. – Odpowiedziała po chwili zastanowienia i podała adres, a raczej nazwę skrzyżowania, na którym będzie czekać. – Skoro wszystko mamy już ustalone, będę lecieć. – Oznajmiła, kierując się w stronę wyjścia. – Nie przejmuj się, trafię sama. – Dodała, machając mu na pożegnanie. Lucas patrzył, jak ta odchodzi, czując pod skórą, że ten wieczór nie będzie należał do spokojnych. Westchnął cicho i po zabraniu wszystkich potrzebnych mu rzeczy ze swojego biura, udał się do wyjścia. Skoro na razie nie musiał zajmować się żadnymi zgłoszeniami i papierami, mógł równie dobrze przez resztę dnia skupić się na wymyśleniu planu działania. Póki co niezbyt wiele wiedział na temat organizacji, z którą przyjdzie im się zmierzyć. Wszystko spowodowane było tym, że same Sopp zbyt wiele nie był w stanie się dowiedzieć. Miał nadzieję, że to się zmieni. Brunetka wiele ryzykowała, zgłaszając się do nich, więc był pewny, że informacje, jakie posiada, muszą być bardzo wiarygodne. W zamyśleniu opuścił posterunek. Dochodziła już prawie dziesiąta. W powietrzu dało się wyczuć zbliżający skwar. Nadeszło lato, a razem z nim upały. Powolnym krokiem ruszył przed siebie. W tak piękną pogodę większość ludzi nie zamierzała siedzieć w domu, toteż na ulicach był dość spory ruch, a okoliczne lodziarnie cieszyły się dużym zainteresowaniem. Jego wzrok mimowolnie wędrował ku obleganym lokalom. Nie mogąc się oprzeć wizji słodkiego ochłodzenia, wstąpił do jednej z nich. Kolejka na szczęście dość szybko się zmniejszała. Gdy przyszła kolej na niego zamówił trzy gałki lodów o smaku pistacji, sorbetu truskawkowego oraz stracciatella. Zapłacił za zakupiony deser i dorzucając napiwek uprzejmym pracownicom, opuścił budynek. Zanim dotarł do domu, po lodach nie było już śladu. Z ulgą wszedł do klimatyzowanego mieszkania. Luna jak zawsze pełna energii zaczęła witać się z nim już w drzwiach. Poklepał ją po łebku i powoli przeszedł do kuchni. Z ulgą zajął miejsce przy stole, kładąc na nim wypełnioną po brzegi torbę z dokumentami. Większość z nich dotyczyła skąpych ustaleń dotyczących grupy przestępczej, która przez najbliższe dwa tygodnie, miała zajmować jego umysł. Pozostałe natomiast dotyczyły tego, co udało mu się znaleźć odnośnie do Annabelle. Oczywiście tego także nie było zbyt wiele. Nie zastanawiając się dłużej, zaczął przeglądać po raz kolejny wszystkie kopie, robiąc przy okazji własne notatki. Jego myśli cały czas krążyły wokół tajemniczej kobiety. Mimo że podświadomie czuł niepokój, widząc ją, to jednocześnie był jej ciekaw. Nie często zdarzało się, by policja wiedziała tak mało o człowieku. Musiała bardzo dobrze się ukrywać, a przynajmniej swoje dotychczasowe działania. Miał nadzieję, że w czasie dzisiejszego spotkania dowie się czegoś więcej o swojej tymczasowej współpracowniczce i przy okazji może uda mu się przekonać co do niej. Zanim się obejrzał, na zegarku wybiła szesnasta. Przygotował skromny posiłek dla siebie i podał Lunie karmę. Nie śpiesząc się, zebrał wszystkie papiery, niechętnie przyznając przed sobą, że na zbyt wiele mu się to nie przydało. Nadal nie był w stanie wymyślić skutecznego planu działania, szczególnie że nie wiedział jakie informacje posiada Annabelle. Wziął szybki prysznic, by nieco się odświeżyć. Po krótkich poszukiwaniach, na wieczór wybrał standardowo czarne spodnie, dopasowaną białą bluzkę oraz skórzaną kurtkę. Na szczęście wiedział, gdzie znajduje się ulica, którą podała mu dziewczyna, to też nie musiał tracić czasu na wyszukiwanie jej. Zabrał wszystkie potrzebne mu rzeczy i po upewnieniu się, że niczego nie zapomniał, wyszedł z mieszkania, zamykając je na klucz. Nie miał zbyt wielkiego wyboru, jeśli chodziło o transport, to też od razu podszedł do zaparkowanego przed budynkiem motoru i uruchomił maszynę. Powoli skierował się w stronę bramy, skąd z piskiem opon ruszył w umówione miejsce. Zaparkował niedaleko pasów dla pieszych. Zegarek wskazywał, że ma jeszcze jakieś dwadzieścia minut. Wolał jednak być za wcześnie niż się spóźnić. Nie tolerował, gdy ktoś nie przychodził na czas i tak samo nienawidził tego u siebie. Spokojnie czekał na nadejście brunetki, wpatrując się w zamyśleniu w przechodzących ludzi.


Annabelle?

27.07.2019

Od Annabelle CD Lucas

Przywitała go przyjaznym uśmiechem i jednym ruchem ręki odgarnęła włosy, które pod wpływem wiatru usilnie próbowały przylec do jej twarzy.
-Już zaczynam się martwić o swoje wynagrodzenie, skoro najsłynniejszy funkcjonariusz chodzi do pracy pieszo. - zaśmiała się
Na powitanie odpowiedział uśmiechem. Wyglądał na niezapokojonego jej obecnością w tej okolicy, a zwłaszcza, że wydawała się specjalnie czekać na niego. Jednak Annabelle nie zamierzała mu tłumaczyć ani skąd, ani jak trafiła pod jego osiedle.
-Mam do omówienia warunki naszej pracy z twoim kapitanem. Stwierdziłam, że jak sama tam zawitam to prędzej mnie skują i zamkną niż pozwolą dojść do słowa, a więc liczę, że zaprowadzisz mnie do jego gabinetu i zaaranżujesz miłą rozmowę.-powiedziała otwarcie- Możesz mi to załatwić prawda?
-Tak, jasne.- kiwnął głową zamyślony- Nie ma problemu.
Wolnym spacerem dotarli na posterunek. Całą drogę towarzyszyła im napięta atmosfera i sztywne konwersacje, które prowadzone były jedynie by zabić niezręczną ciszę. Niezliczone próby Annabelle mające na celu rozluźnienie panującego klimatu okazały się nieudolne. W końcu weszli do dużego, przeszklonego budynku, w którym panował totalny haos. To była pierwsza i prawdopodobnie jedyna okazja Annabelle, aby zobaczyć posterunek od środka i nie zamierzała jej zmarnować. Wnętrze aż rozbrzmiewało od dzwoniących telefonów, gorączkowych rozmów, czy wciąż uruchamianego ekspresu do kawy. Gdy Lucas zatrzymał się przy recepcji, aby zapytać o kapitana, brunetka odeszła kawałek, rozglądając się. Zatrzymała ją ściana obwieszona dyplomami, statuetkami i fotografiami. Na jednej z nich widniał znajomy jej brunet. Był w mundurze, uśmiechnięty, a tuż przy jego nodze stał zadowolony z siebie czworonóg. Chwilę stała, dokładnie przyglądając się zdjęciu, gdy z transu wyrwało ją silne szarpnięcie. Był to Lucas, który chwycił ją za dłoń i szybko poinformował, że kapitan jest w biurze i może przyjąć Annabelle na krótką i rzeczową rozmowę. W ostatniej chwili udało jej się złapać lukrowego pączka z talerza stającego na ladzie recepcji.
-Tylko błagam żadnych gierek.- poprosił- On naprawdę nienawidzi marnować czasu.
Lucas spojrzał na dziewczynę, która zajadała się pączkiem bez zbędnego przejęcia powagą chwili. Mężczyzna westchnął i zabrał słodycz z rąk brunetki, na co odpowiedziała gniewną miną.
-Cała moja kariera zależy teraz od ciebie. Nie spieprz tego.- powiedział poważnie
Otwierając drzwi do pokoju jeszcze zlizywała z kącików ust resztki po lukrze. Pomieszczenie nie było duże, urządzone w naturalnych kolorach. Przy dużym biurku siedział mężczyzna, zaznaczający coś w papierach, który usłyszawszy dziewczynę uniósł wzrok. Z kamienną miną wskazał na fotel stojący po drugiej stronie jego stanowiska. Usiadła na wskazanym miejscu, ciekawsko rozglądając się po gabinecie. Jej uwagę przykuła fotografia rodzinna, dumnie zdobiąca biurko. Pewnym ruchem wyciągnęła rękę w jej kierunku, lecz nim zdążyła choćby  dotknąć przedmiotu, kapitan przerywając swoją dotychczasową pracę trzepnął ją po dłoni. Annabelle zmarszczyła brwi w niezadowoleniu i niczym zbuntowana nastolatka oparła się o fotel ze skrzyżowanymi dłońmi. Dopiero teraz mężczyzna poświęcił jej całkowicie swoją uwagę, odsuwając papiery na bok, a na ich miejscu opierając ręce. Nim się odezwał przeskanował ją wzrokiem od stóp do głowy i westchnął.
-Słyszałem o twojej ofercie od funkcjonariusza Lucasa Fletchera - zaczął oficjalnie- Nie chce mi się słuchać co cię skłoniło do jej złożenia, czy skąd masz wszystkie informacje o nich. Interesuje mnie tylko w jaki sposób masz zamiar rozbić zorganizowany gang w dwie osoby, bo z góry mówię- nie mam zamiaru przeznaczać na ten cel więcej osób.
Brunetka kręcąc kosmyk włosów palcem całą jego mowę, uśmiechnęła się w budzący niepokój sposób.
-Powiedzmy, że to tajemnica służbowa.- mrugnęła zalotnie- Powinieneś się martwić komu obciąć pensję na moje wynagrodzenie.
-Naprawdę nie mam czasu na prowadzenie takich rozmów, Pani Annabelle.- powiedział ze spokojem
-Panno, chwilowo jestem panną.- poprawiła go z niemałym ubawem- Zatem przejdźmy do konkretów.
Po 10-cio minutowej konwersacji ustaliła niezbędne informacje i podpisała wszelkie papiery, które zapewniły jej chwilowe umorzenie sprawy. Zadowolona odszukała Lucasa, aby go powiadomić, na czym oboje stoją.
-Mamy dwa tygodnie na rozwiązanie sprawy. W tym czasie nie musisz się pokazywać na komisariacie i od razu mówię, że będziemy odwiedzali wiele klubów, melin i sąsiednich miast, czyli w skrócie- przygoda życia i masa dobrej zabawy. Oczywiście na ten czas rozstajesz się z mundurem. - wypaliła na jednym tchu
-Dwa tygodnie?- zapytał zaskoczony
-Tak, ale najpierw dwa dni na integracje zespołu. Jeśli mamy współpracować musisz przestać się mnie bać, a stres czuć od ciebie na dwa kilometry.
Lucas?

21.07.2019

Od Lucasa CD Annabelle

Lucas przyglądał jej się uważnie, rozważając wszystkie za i przeciw związane z jej propozycją. Musiał niechętnie przyznać, że pierwsza opcja, w której miałby zakuć ją w kajdanki, nie była zbyt rozsądnym rozwiązaniem. Mógłby narazić innych ludzi na niebezpieczeństwo. Dodatkowo nie był pewien czy w ogóle udałoby się mu ją złapać. Mogła nie wyglądać na silną, ale fakt, iż nie tak dawno temu pozbawiła życia dwóch, dość dobrze zbudowanych mężczyzn, mówił sam za siebie. Co do drugiej opcji… Sprawa związana z tajemniczymi handlarzami z opuszczonej hali za bardzo go męczyła. Nie tylko jego, ale także kapitana.
- Najpierw zadam ci jeszcze kilka pytań. – Mówi po chwili, patrząc na nią. – Co dokładnie wydarzyło się tamtego wieczoru? – Pyta. Dziewczyna unosi brew nieco zaskoczona.
- Graliśmy w karty i tamta dwójka, nie była w stanie poradzić sobie z faktem, że przegrali z kobietą. – Oznajmia. – Byli wkurzeni, zaatakowali, mnie więc musiałam się bronić. – Tłumaczy.
- Więc to oni zaczęli pierwsi? – Upewnia się.
- Dokładnie tak było. – Przyznaje, popijając trunku. – Z resztą byli tam ludzie, widzieli przecież, co tam się działo. – Zauważa.
- Jest… wiele wersji wydarzeń. Gdyby w lokalu były kamery, znacznie ułatwiłoby nam to pracę, ale niestety nie mieliśmy tyle szczęścia. – Wzdycha cicho i milknie, wpatrując się w szklane naczynie wypełnione alkoholem. – Zrobimy tak… Porozmawiam z moim kapitanem. Przedstawię mu, jak wygląda sytuacja i jakie możliwości da nam współpraca z tobą. – Dodaje.
- Skąd mam wiedzieć, że mnie nie wystawisz? – Pyta, patrząc na niego podejrzliwie.
- Bo wyglądasz mi na bystrą dziewczynę i nie sądzę, byś dała się łatwo oszukać. Zresztą nie mam pojęcia, gdzie mieszkasz i oprócz twojego imienia, nie mam żadnych dodatkowych danych. – Zauważa. – Więc jeśli chcesz pozbyć się ogona, to albo mi zaufasz, albo jeśli nadal masz szansę, to znikniesz z miasta. – Dodaje. – Więc jaka jest twoja odpowiedź? – Pyta, zerkając na nią.
- Niech będzie.
- W takim razie jak się skontaktujemy? – Pyta.
- Sama cię znajdę. – Oznajmia, dopijając do końca drinka. – Wiem już nieco o Tobie. – Mówi, puszczając mu oczko. Wstaje z miejsca i powolnym krokiem wychodzi z baru. Mężczyzna odprowadza ją wzrokiem i wzdycha cicho, popijając powoli napój.
- Świetnie… - Mruczy do siebie. Chwilę po tym, jak brunetka opuściła lokal, Lucas sam zbiera się do wyjścia i mając nadzieję, że złapie jeszcze kapitana na posterunku, udaje się w stronę przeszklonego budynku policji. Na jego szczęście, czy też nieszczęście, mężczyzna jeszcze siedział w swoim biurze, zapewne nadal męcząc się z raportami zebranymi z przesłuchań świadków. Brunet podchodzi do drzwi pokoju i puka delikatnie. Gdy tylko uzyskuje pozwolenie, wchodzi do środka.
- Streszczaj się Lucas, mam kurewsko dużo roboty. – Mruczy, nawet na niego nie patrząc. W skupieniu przegląda stosy papierów, zapisując co jakiś czas jakieś słowa w notatniku.
- Mam… Dobre i złe wieści. – Zaczyna, na co ten przestaje pisać i na chwile skupia na nim swoją uwagę.
- No to gadaj, o co chodzi. – Mówi zniecierpliwiony, gdy brunet milczy przez dłuższą chwilę.
- Znalazłem dziewczynę, a raczej… Ona mnie. – Zaczyna powoli.
- Świetnie. Zamknąłeś ją, prawda? – Pyta. – Powiedz, że zakułeś ją w kajdanki i przywlokłeś ją na komisariat. – Prosi, gdy ten nic nie mówi.
- Nie… Za to… Przestawiła mi pewną propozycję. Zanim zaczniesz mówić, przynajmniej mnie wysłuchaj, bo myślę, że dobrze na tym wyjdziemy. – Mówi szybko, nie dając mu możliwości dojścia do słowa. – Dziewczyna ma informacje na temat tych handlarzy, których spotkałem w opuszczonej hali. Powiedziała, że pomoże nam, jeśli zawiesimy poszukiwania jej osoby. – Oznajmia.
- Chyba sobie żartujesz. – Prycha, odsuwając się na krześle. – Nie będę do cholery współpracować z cholerną morderczynią. – Warczy, wytrącony z równowagi. – Zabiła dwóch ludzi! – Wrzeszczy.
- Działa w samoobronie. – Mówi podniesionym głosem. – Przecież masz tam zeznania niektórych świadków, którzy potwierdzają jej wersję wydarzeń.
- To nie upoważniało jej do rozerwania im tętnicy. – Zauważa.
- James. Mamy szansę dopaść groźnych przestępców. Co jest ważniejsze teraz? Przymknięcie szajki handlarzy działających prawdopodobnie na skalę całego miasta, jak nie dalej, czy jednej kobiety, która, okay, zamordowała ludzi, ale zrobiła to tylko dlatego, że zaatakowali ją pierwsi. – Mówi. – Z resztą, gdy przestanie być nam potrzebna, zawsze możemy ją zamknąć. – Kapitan przygląda mu się uważnie w ciszy.
- Zdajesz sobie sprawę, co nas czeka, jeśli ta kobieta nas wykiwa? – Pyta. – Będziemy skończeni. To położy się cieniem na całej naszej organizacji. – Mruczy, patrząc na niego poważnie.
- Wiem, jakie mogą być tego konsekwencje. – Zapewnia. – Wezmę wszystko na siebie. Będę ją obserwować. I jeśli będę podejrzewać, że nas oszukuje, zajmę się nią. – Obiecuję. – Daj mi szansę to wszystko naprawić. – Prosi. Harris wzdycha głośno, przeczesując włosy dłonią. Milczy przez dłuższą chwilę, zastanawiając się nad słowami policjanta. Stawką jest mimo wszystko reputacja całego Sopp.
- Jeśli spartolisz tę akcję… Przyrzekam, że nie będę miał zahamowań, żeby cię wyrzucić. – Oznajmia poważnie. – Jesteś teraz odpowiedzialny za to przedsięwzięcie. Chcę mieć raport z każdego spotkania z tą kobietą i osobiście masz mi meldować, kiedy i gdzie się z nią widziałeś. – Dodaje. – Nie możemy sobie pozwolić na niepowodzenie. – Mówi poważnie. – Domyślam się, że nie chce działać za darmo. - Mówi po chwili, patrząc na bruneta.
- A no nie chce. - Przyznaje. Harris wzdycha cicho, odchylając się na krześle.
- Niech powie, ile chce, a ja zastanowię się nad jej... wynagrodzeniem. A teraz znikaj mi z oczu. Już mam dosyć tej cholernej sprawy. – Wzdycha, pocierając skronie. Lucas posłusznie opuszcza biuro szefa i powoli człapie w stronę wyjścia. Dochodziła już prawie północ i jedynym, o czym teraz marzył był tylko sen. Skierował swoje kroki w stronę parkingu i z ulgą wsiadł na swój motor. Założył kask i włączył silnik. Ruszył z piskiem opon sprzed budynku i już kilka minut później wjeżdżał na chronione osiedle, na którym miał przyjemność mieszkać. Zaparkował pojazd i ziewając cicho, wdrapał się na czwarte piętro. Otworzył drzwi od mieszkania i po cichu wszedł do środka, nie chcąc budzić Luny. Pies spał spokojnie na swoim ulubionym miejscu, otoczony poduszkami. Na widok suczki, twarz mężczyzny od razu rozjaśnił uśmiech. Nawet gdy wszystko się chrzaniło, jego pupil był w stanie przywrócić mu nieco optymizmu. Po chwili w pomieszczeniu dało się słyszeć głośne burczenie, dochodzące z brzucha policjanta. Lucas leniwym krokiem przeszedł do kuchni i odgrzał sobie wczorajszy obiad. Szybko zaspokoił głód i nie mając już nawet sił wziąć prysznic, udał się od razu do sypialni, gdzie w ubraniach, rzucił się na łóżko i niemalże od razu zapadł w głęboki sen,z  którego obudził go denerwujący o tak wczesnej porze, dźwięk budzika. Z niezadowoleniem zwlekł się z łóżka, by jak co dzień razem z Luną udać się na poranny bieg wokół parku. Po powrocie do domu wziął długi, orzeźwiający prysznic i po przebraniu się w czyste ubrania i zjedzeniu pożywnego śniadania, wyszedł z mieszkania. Pogoda tego dnia była przepiękna. Wreszcie można było poczuć wiosnę. Dlatego też zdecydował się dostać do pracy na piechotę. Miał to szczęście, że komisariat, znajdował się niecałe trzydzieści minut od jego osiedla. Mężczyzna przekroczył bramę i gdy tylko znalazł się na chodniku, jego uwagę przykuła wysoka brunetka, stojąca kilka metrów dalej. Od razu rozpoznał Annabell. Jej widok wprawił w osłupienie Lucasa. Nie spodziewał się jej tutaj. Teraz jednak był pewny, że kobieta nie żartowała. Wiedziała, gdzie mieszka, a to wystarczyło, by wywołać w nim niepokój. Po chwili wahania podszedł do niej. Jednak uczucie zagrożenia nadal go nie opuszczało, nawet gdy dziewczyna przywitała się z nim, uśmiechając się przyjaźnie.

Annabell?

20.07.2019

Od Annabelle CD Lucas

Gdy tylko zniknęła z miejsca, w którym to zaraz miało dojść do przestępstwa, udała się do swojego mieszkania, upewniając się, aby to nikt jej nie śledził. Spodziewała się, że będzie teraz głównym tematem we wszystkich komisariatach, a jej poszukiwania zaczną się już o świcie.
*MORDERCA NA WOLNOŚCI. SOPPORTARE NIE RADZI SOBIE Z OBOWIĄZKAMI???*
Przeczytała nagłówek świeżego artykułu już na pierwszej stronie przeglądarki. Pokręciła głową z dezaprobatą i zamknęła laptopa leżąc na kanapie.
-Morderca?! Ledwo człowieka draśniesz i całe miasto dostaje pierdolca.- westchnęła, niezadowolona ze zdobytej sławy- Nienawidzę XXI wieku.
Prasa na pewno wykorzysta temat ucieczki wampira tuż sprzed nosa policjanta, któremu to całe zdarzenie z pewnością zaszkodzi na karierze. O ile jeszcze żył. Jednak o śmierci policjanta nie było ani jednej informacji, więc ze zdziwieniem Annabelle założyła, że może go uważać jeszcze za żywego. Wiedziała, że nie odpuści, zwłaszcza, że jego posada stała pod znakiem zapytania, a wszystko za sprawą jednego wampira. Będzie ją szukał, ale ona postanowiła znaleźć go pierwszego. Jednak, aby to nie posuwać się do drastycznych środków, które i tak pojawiły się w planie awaryjnym, wpadła na  genialny plan i nie zamierzała zwlekać z jego realizacją.
Za dnia nie opuszczała kamienicy. Dotychczas utrzymany w idealnym porządku apartament oklejony był notatkami i zdjęciami, a pozostałą przestrzeń pokrywały nicie oraz pineski łączące poszczególne kartki, aby nie zgubić danego wątku. Można by powiedzieć, że jej mieszkanie zamieniło się chwilowo w gabinet detektywa-pracoholika. Nocami zaś opuszczała swój lokal składając różnego rodzaju wizyty, zdobywając coraz więcej informacji. Tak minął jej tydzień, a gdy w końcu była gotowa pozostało jej tylko odnalezienie niemartwego policjanta. Nie było to takie trudne. Obserwowała bacznie drzwi, za którymi dopiero co zniknął mężczyzna i odczekując chwilę weszła razem z większą grupą do pubu, unikając zwrócenia na siebie uwagi. Odszukując wzrokiem członka supportare usiadła niedaleko, aby całe pole widzenia skupiło się na funkcjonariuszu. Po chwili, czy dwóch kierowany poczuciem odwrócił się w stronę brunetki, na co szczerze liczyła. Jego twarz przybrała nieco zaskoczony wyraz,  wydawał się zmieszany. Anna wysłała mu sygnał i ruszyła w jego stronę, dosiadając się tuż obok przy barze. Chwila wydawała się napięta, dopóki nie rozbrzmiał męski głos, skierowany do barmana.
-Poproszę drinka dla tej pani.- powiedział
Nim facet stojący za ladą zdążył odejść, kiwając głową na znak przyjęcia zamówienia, brunetka chwyciła go za ramię z uśmiechem na ''słodką idiotkę''.
-Właściwie to dwa.- zachichotała- Strasznie mnie dzisiaj suszy.
Barman spojrzał niepewnie na ciemnowłosego, oczekując przyzwolenia na życzenie jego towarzyszki. Gdy ten jednak odparł, że słyszał słowa kobiety, udał się naszykować trunki.
-Narobiłaś mi kłopotów.- przyznał, nawet nie patrząc na brunetkę
-Właściwie to jestem nawet zdziwiona, że żyjesz.- stwierdziła szczerze- Swoją drogą nazywam się Annabelle. Przez dwa ''n'' i ''l''. Może ci się przydać w poszukiwaniach.
-Lucas.- przedstawił się - Powiedz mi: Co ja mam teraz z tobą zrobić?
-Kierując się rozsądkiem, powinieneś wyjąć swoje urocze kajdany i używając swoich silnych ramion skuć mnie, nim zniknę ci z pola widzenia. Potem udać się na komendę i odbierając nagrodę honorową w postaci całusa od komendanta wsadzić mnie do paki.- mówiła zachowując nietypową dla niej powagę- Jednak ja mam dużo lepszy pomysł.
Lucas zainteresowany spojrzał na dziewczynę, czekając na przedstawienie oferty, jaką ma do zaoferowania. W tym momencie barman przyniósł dwa szklane naczynia i ułożył je na ladzie. Brunetka duszkiem opróżniła zawartość dwóch szklanek i westchnęła.
-Domyślam się, że chciałbyś rozwiązać zagadkę naszych towarzyszy z opuszczonej hali. Jednak jest to gruba ryba i zgaduję, że nie masz za wiele informacji na ich temat.- spojrzała na Lucasa, a gdy ten niechętnie przytaknął postanowiła mówić dalej- Tak się złożyło, że wiem trochę o ich działalności, ale też i członkach, dostarczycielach, współpracownikach, dowodzących, odwalających brudną robotę, transporcie i ich rodzinach- zaczęła wyliczać na palcach- Mogłabym ci pomóc, ale jest tylko jeden problem.
-Jaki?- zapytał zaintrygowany
-Nie pracuję za darmo. A tym bardziej z pościgiem i potencjalnym wyrokiem na ogonie.- spojrzała z powagą- To jak?
Lucas?

17.07.2019

Od Lucasa CD Anabelle

Z pewnością nie tak wyobrażał sobie zakończenia pościgu za tajemniczą brunetką. I przez myśl mu nie przyszło, że to właśnie on będzie się krył za jednym z urządzeń, umieszczonych w hali. Kobieta przepadła jak kamień w wodę. Jednak sprawę jej złapania musiał zostawić na później, teraz miał zdecydowanie większy problem. W ostatniej chwili udało mu się dobiec do pierwszej lepszej maszynerii, która mogła stać się jego osłoną. Siedział na podłodze, trzymając za pysk swojego psiego kompana, modląc się w duchu, by ich nie zauważyli, żeby tylko tutaj nie podeszli. W pojedynkę nie ma najmniejszych szans z piątką tajemniczych mężczyzn. Nie był też w stanie ocenić, czy są to ludzie, czy może istoty zdecydowanie silniejsze. W każdym razie nie chciał się o tym dowiadywać w czasie ewentualnej walki. Czekał więc na rozwój wydarzeń, gorączkowo, szukając jakiejś drogi ucieczki. Chcąc nie chcąc, zaczął przysłuchiwać się także rozmowie toczonej między obecnymi na hali.
- Umawialiśmy się, na podwójną zapłatę, ze względu na trudności w trakcie drogi. A to do kurwy nędzy, nie jest nawet całość początkowej sumy. – Warczy jeden z nich. W jego głosie słychać wyraźne wzburzenie i niezadowolenie. Widać ich rozmowa zmierza w dość niebezpiecznym kierunku, co bynajmniej nie ucieszyło Lucasa.
- Owszem. Jednak to ty od samego początku nie dotrzymałeś swojej części umowy. – Oznajmia chłodno. – W wozie jest piętnaście skrzyń, a miało być szesnaście. – Zauważa, jak zdawało się policjantowi, dość spokojnym tonem.
- Już ci mówiłem człowieku, że mieliśmy utrudnienia! – Woła. – Musieliśmy zwiewać, jeśli nie chcieliśmy, żeby wszystko przepadło. – Mówi wściekły. Zupełnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
-Co nie zmienia faktu, że towar nie dojechał w całości na miejsce. – Odpowiada powoli. – Albo zadowolisz się, rym co masz, albo zarobisz kulkę w łeb Henry. – Oznajmia poważnie, a po chwili słychać także dźwięk przeładowanej broni. Pies zaczyna poruszać się niespokojnie, wyczuwając narastające zagrożenie. Lucas stara się go uspokoić, gładząc go po łbie wolną ręką. Jeszcze tego mu brakowało, żeby zaczął szczekać. Słychać jak mężczyzna przeklina głośno, a dźwięk kroków, każe sądzić, że ostatecznie tajemniczy Henry przystał na warunki jego rozmówcy. Jednak w budynku nadal pozostało kilka osób, a Lucas nie miał pojęcia, kiedy w końcu stąd wyjdą. Minuty dłużyły się niemiłosiernie, gdy mężczyźni rozmawiali ze sobą przez chwilę przyciszonym głosem. Policjantowi udało się usłyszeć jedynie kilka słów, z których wynikało, że nie mają zamiaru tak po prostu puścić ich, jak się domyślał dilera. W końcu, przy towarzyszącym temu westchnieniu ulgi Lucasa, mężczyźni opuścili halę, pozostawiając go może i bez schwytanej uciekinierki, ale za to z informacjami, które zdecydowanie przydadzą się policji. Odczekał jeszcze chwilę, nim podniósł się z miejsca. Powolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Uchylił ostrożnie drzwi i rozejrzał się dookoła. Na jego szczęście nikogo tam nie było. Wyszedł więc z opuszczonego budynku i czym prędzej powiadomił o całym zajściu jego towarzyszy, czekających na jego powrót w barze.
Oczywiście jak mógł się z resztą domyślić, kapitan nie był zadowolony z jego raportu. Na szczęście informacje na temat tajemniczego spotkania, w którym najprawdopodobniej doszło do wymiany towaru, nieco go udobruchały, jednocześnie sprawiając, że Lucas mógł uniknąć, chociaż częściowo gniewu szefa. Przynajmniej jak na razie. Nadal pozostawała sprawa wysokiej brunetki, która zniknęła policjantowi z oczu. Harris nie miał zamiaru odpuszczać. W końcu chodziło o morderstwo. Ostatecznie sprawy zabójstwa nie prowadził Lucas, jednak to jemu przypadło w zadaniu znalezienie tajemniczej dziewczyny. Przez resztę nocy i kilka następnych dni mężczyzna starał się znaleźć jakiekolwiek poszlaki. Jakikolwiek punkt zaczepienia w zeznaniach świadków. Jedyne czego się dowiedział to fakt, iż kobieta często przychodziła do tamtego baru. Poza tym nie więcej, co niezwykle go irytowało. Zdawał sobie sprawę, że to jego wina, iż dziewczyna zdołała uciec, a na razie nic nie wskazywało na to, by udało im się ją odszukać.
Późnym wieczorem opuścił w końcu komisariat i po chwili namysłu, udał się do znajdującego się całkiem niedaleko pubu. Wyjątkowo tego dnia potrzebował napić się trochę alkoholu. Przeszedł ulicą na drugą stronę i już po chwili stanął przed drzwiami budynku. Wszedł do środka, oświetlonego ciepłym światłem dość staroświeckich już lamp. Pomimo późnej godziny, nadal panował tam względny spokój. Ludzie siedzieli przy stołach, popijając piwo, rozmawiając, czy też grając w karty. Lucas powolnym krokiem skierował się w stronę baru. Zmęczenie nieco przyćmiło jego zmysły, to też nie wyczuł, że ktoś wpatruje się w niego. Zamówił piwo i kierowany przeczuciem, w końcu odwrócił się w stronę sali. Jakie wielkie było jego zdziwienie, gdy to właśnie tajemniczą wysoką brunetkę ujrzał.

Anabelle?

15.07.2019

Od Annabelle CD Lucas

Gdy mężczyzna z uwagą badał teren, oświetlając wnętrze hali latarką, Annabelle w głowie już wymyślała kilka planów ucieczki. Nie należała do osób, które po wpakowaniu się w kłopoty pilnie szukały wybawcy świecąc uroczo ślepiami. Wolała radzić sobie z nimi sama. Obserwowała bacznie każdy ruch policjanta, licząc, że zrezygnuje on z dalszych poszukiwań wysokiej brunetki odpowiedzialnej za śmierć dwóch osób. A to zaledwie w ciągu jednego wieczora. Wysoki policjant, którego strój dumnie przyozdabiał wizerunek niedźwiedzia, ze zrezygnowaniem skierował się ku wyjścia przywołując do siebie czworonoga. Annabell poczuła ogromną ulgę i wypuściła całe powietrze trzymane przez ten czas w napięciu. Rozluźnione ciało stało się cięższe i mimo niewielkiej wagi dziewczyny belka ugięła się, by po chwili rozlecieć się na kawałki wydając przy tym donośny trzask. Brunetka runęła na ziemię razem z odłamkami drewna tuż przed samym policjantem, który uniósł broń celując w jej kierunku.
- Ręce do góry. – mówi stanowczym tonem
Jego mina z poważnej i surowej zmieniła się w lekko zagubioną, gdy jego oczy ujrzały turlającą się z rozbawienia Annabell, a do uszu dotarł dźwięk naprawdę donośnego śmiechu. Widział wiele rzeczy, ale nie spodziewał się, że ktoś w takich chwili jest w stanie ulec innym emocjom niż strach, czy panika. Nie zdejmując wampira z celownika odczekał chwilę, aż ta podniosła się i otrzepała z kurzu ubrania. Cały czas dało się usłyszeć cichy chichot dobiegający spod nosa.
-Jesteś podejrzana o zabójstwo dwóch mężczyzn.- po chwili powtórzył polecenie- Ręce do góry.
Oczy o niezwykle zimnym odcieniu zatrzymały się na twarzy mężczyzny, podziwiając jego urodę. Śmiech ustał, jednak twarz wciąż zdobił uśmiech pełen rozbawienia. Dwóch? Zdziwiła się w myślach. W planach miał być tylko jeden.
-Myślę, że nie będzie takiej potrzeby.- stwierdziła, utrzymując silny kontakt wzrokowy
-Nalegam jednak, byś uniosła dłonie.- nie odpuszczał
Towarzyszący policjantowi pies, czując narastające napięcie między tą dwójką przyjął pozycję bojową i wydał głośny warkot skierowany w stronę dziewczyny. Ta spojrzała z obrzydzeniem na wilczura, robiąc krok w tył.
-Mógłby pan zapanować nad swoim kundlem? Mam uczulenie.- burknęła tracąc satysfakcję z całej sytuacji
Mężczyzna uciszył psa jednym machnięciem ręki, nie zdejmując wzroku z poszukiwanej. Wiedział, że wystarczy chwila nieuwagi przy wampirze i sytuacja może się skończyć tragicznie. Jeszcze nie wiedział, że Bella grała tylko na zwłokę. Dzięki nadprzyrodzonemu słuchowi doskonale zdawała sobie sprawę, że ktoś się zbliża do opuszczonego budynku. Była to grupa przestępcza nadnaturalnych zajmujących się przemytem broni, czy narkotyków. Nawet Annabelle nie chciała mieć z nimi do czynienia w pojedynkę. W końcu uległa policjantowi i uniosła ręce ku górze. Już w tym momencie ludzkie uszy mogły usłyszeć zamieszanie przy wejściu do budynku. Siedzący do tej pory pies podniósł się i zaczął nasłuchiwać, a brunet chwycił za trzymaną przy boku radiostację, by wezwać posiłki.
-Nie radzę.- odezwała się brunetka- Zanim się tu pojawią będziesz porozrywany na kawałki. Po prostu uciekaj.
Mężczyzna zmarszczył brwi męcząc się nad podjęciem decyzji. Schować broń i wycofać się z misji? Istniało ryzyko, że wampirzyca wykorzystując okazję skręci mu kark nim ten zdąży się odwrócić. Jednak, gdy tu zostanie i skuje dziewczynę prawdopodobnie oboje zginą z rąk bandytów. W końcu zadecydował. Wolnym ruchem zabezpieczył broń i schował za pas. Trwała chwila, wydająca się wiecznością, gdy stróż prawa czekał na reakcję brunetki. Sama wydawała się zdziwiona jego zachowaniem. Spojrzała tylko na pulsujące żyły faceta, którego krew pod wpływem adrenaliny pompowana była ze zdwojoną siłą. Głośno westchnęła, a gdy drzwi do budynku się otworzyły mruknęła pod nosem;
-A był taki przystojny. Eh, nawet mi go szkoda.
Zdążył ledwo obejrzeć się za siebie w poszukiwaniu ewentualnej drogi ucieczki, a gdy jego wzrok wrócił do poprzedzającego punktu, po dziewczynie nie został nawet ślad.

Lucas? Przepraszam, że dopiero teraz

11.07.2019

Od Lucasa CD Annabell

Wraz ze zbliżającym się weekendem na komendzie zawsze było pełno roboty. W piątkowe wieczory telefony dzwoniły bez przerwy, a ludzi przeważnie było za mało, by zająć się wszystkimi zgłoszeniami. Jednak w końcu musiał nadejść ten dzień, stanowiący wyjątek od reguły. Tym razem na posterunku od dobrych kilku godzin nie było słychać ani jednego sygnału dobiegającego z urządzenia komunikacyjnego. Było to tak niesamowite zjawisko, że raz na jakiś czas ktoś sprawdzał, czy na pewno jest zasięg, albo czy kable na pewno są dobrze podłączone. Lucas podobnie jak pozostali siedział na swoim miejscu, już po raz piąty przeglądając stare dokumenty i układając je w równe stosy.
- Luuuu… Nudzi mi się. - Jęczy Mary, podchodząc do niego. Niska blondynka przysiada na skraju jego biurka i wpatruje się w mężczyznę z miną zbitego pieska.
- I co ja mam ci na to poradzić? – Pyta, wzdychając cicho. - Powinnaś się cieszyć, że nic się nie dzieje. – Zauważa, na co dziewczyna przewraca oczami.
- Ale ja już nie wiem co mam ze sobą zrobić. Sprawdziłam wszystkie długopisy i wyrzuciłam te, które nie piszą. Posprzątałam w szufladach i przy okazji znalazłam moje stare karty do gry i ogryzek od jabłka, który zdążył już spleśnieć. W końcu nie mając już nic innego do roboty, zaczęłam się zastanawiać nad sensem życia. – Oznajmia. – Rozumiesz to? Ja zaczęłam myśleć o takich rzeczach. – Mówi, wskazując na siebie. – To już jest katastrofa. – Wzdycha męczeńsko. Lucas śmieje się cicho, patrząc na przyjaciółkę.
-Nie przesadzaj. Jeszcze trochę i niedługo będziesz w domu. Musisz wytrzymać niecałe dwie godziny. – Odpowiada, zerkając na zegarek. – Jak chcesz, możesz przynieść te karty i pogramy. – Dodaje po chwili.
- Naprawdę!? – Pyta ożywiona. – Dobra, nie ruszaj się stąd, już po nie idę. – Oznajmia, schodząc z blatu. Szybkim krokiem kieruję się w stronę swojego stanowiska i wraca w mgnieniu oka, trzymając w dłoni nieco już podniszczoną talię. Mary przysuwa sobie krzesło i siada naprzeciwko niego. Zaczyna rozkładać karty, gdy nagle słychać dźwięk dzwonka dochodzący z gabinetu kapitana. Wszystkie oczy zwracają się w tamtą stronę z niecierpliwością, czekając na to, co ma nastąpić później. Po chwili drzwi od pokoju otwierają się.
- Była bójka w barze. Trzy przecznice stąd. Jedna osoba martwa. Była strzelanina. – Oznajmia kapitan. – Russo, Fletcher, Collins i Davis jedziecie na miejsce zdarzenia. – Mówi, spoglądając na mężczyzn. – Zabierać tyłki i do roboty. Macie mi złapać podejrzaną. Zabierzcie nawet psa, jak ma to wam pomóc zająć się tym syfem. – Mówi tylko i wraca do gabinetu. Widać, że dzisiaj jest w wyraźnie nie najlepszym humorze. Policjanci zerkają na siebie, ale nie chcąc tracić więcej czasu, zbierają się z miejsc i kierują się w stronę wyjścia.
- To niesprawiedliwe! – Woła Mary oburzona. - Też chcę jechać. - Burczy, patrząc obrażona na Lucasa.
- Przykro mi słońce, ale to nie moja wina. – Mówi, uśmiechając się lekko. – Następnym razem. – Dodaje tylko i idzie za pozostałymi. Po chwili wahania zabierają jednego z psów policyjnych i cała piątka pakuje się do dwóch radiowozów. Fletcher razem z Collinsem i wilczurem w jednym, a pozostała dwójka w drugim. Włączają syreny i z piskiem opon ruszają spod budynku. Jako iż lokal nie jest położony daleko, docierają tam w mgnieniu oka. Z bronią w ręku wchodzą do dobrze już im znanego baru. Ludzie natychmiast ustępują im miejsca, odsuwając się na bok. Na ziemi leżały ciała dwóch dość potężnych mężczyzn. Lucas podbiega do nich, sprawdzając tętno, jednak u obu był on niewyczuwalny. W tym samym momencie usłyszał trzask zamykanych drzwi, znajdujących się naprzeciwko niego.
- Musiała tędy uciec. Jak wyglądała? – Pyta, zwracając się do barmana.
- Wysoka brunetka. Była postrzelona, więc pewnie krwawi… Chyba. – Oznajmia nieco skołowany mężczyzna.
- Pobiegnę za nią. – Mówi do swoich towarzyszy i czym prędzej wybiega z budynku. Za nim podąża drugi z funkcjonariuszy. Wybiegają na główną ulicę. Po tajemniczej dziewczynie nie ma jednak śladu.
- Musimy się rozdzielić. Tak jej nie znajdziemy. – Zauważa Fletcher.
- Jak na coś trafisz, zgłoś się od razu. – Mówi mężczyzna i wybiera prawą stronę. Lucas kieruje się w przeciwnym kierunku i razem z psem przedzierają się przez ulicę, omijając przechodniów. Po drodze trafiają na staruszka, który jak się okazuje, widział brunetkę, a co więcej został przez nią potrącony. Opisuje dokładnie jej wygląd i wskazuje, w którą stronę pobiegła. Lucas po podziękowaniu za pomoc, szybkim krokiem pokonuje kilka następnych metrów. Przystaje, rozglądając się na boki, starając się znaleźć jakikolwiek ślad po dziewczynie. W tym samym momencie jego czteronożny towarzysz zwraca na siebie uwagę głośnym szczekaniem i wyrywa się w stronę, stojącej kilkadziesiąt metrów dalej hali.
- Dobry piesek. – Mruczy i razem z wilczurem idą w tamtą stronę. Policjant odbezpiecza broń i powoli wchodzi do środka. W pomieszczeniu panuje zupełna ciemność. Mężczyzna sięga po niewielką latarkę i oświetla nią przestrzeń. Ostrożnie stawia kroki, rozglądając się wokół. Wnętrze jest prawie puste, nie licząc kilku kartonów i jakiś zardzewiałych sprzętów. Po sprawdzeniu ewentualnych miejsc, w których mogła się ukryć podejrzana, Lucas zmierza do wyjścia zawiedziony takim obrotem spraw. W połowie kroku słyszy głośny trzask, a tuż przed nim lądują połamane deski wraz z szukaną dziewczyną. Policjant zaskoczony wpatruje się w nieznajomą, nie będąc początkowo pewny co właściwie robić. Kręci lekko głową i unosi broń, nie mogąc pozwolić dziewczynie na ucieczkę.
- Ręce do góry. – Mówi, celując w nią.

Annabell? Wybacz za te kilka dni zwłoki. Poprawię się. Kolejne będzie lepsze. c:

7.07.2019

Od Annabell do Lucasa

Był zimny piątkowy wieczór. Ulice miasta pokryte były lodem, a z nieba drobnymi płatkami sypał śnieg  prosto na głowy przechodniów. Ludzie ubrani po sam czubek nosa w grube swetry i  szaliki wpatrywali się tylko z poważnymi minami w zaśnieżony chodnik ignorując wszystko, co się działo wokół nich. W głowach panowało jedynie marzenie o łóżku i ciepłym kakao.
Annabelle tą chwilę umilała sobie grą w pokera w znanym z częstych zamieszek barze. Kominek, w którym płomienie subtelnie lizały kawałki drewna zapewniał przyjemny blask oraz darzył gości ciepłem, którego wszyscy potrzebują szczególnie w tę porę roku.
Osiłek siedzący naprzeciw brunetki podrapał się po łysej głowie marszcząc brwi. Wampirzyca uśmiechnęła się patrząc na wysiłek towarzysza. Jego twarz przybierała naprawdę zabawny wyraz, kiedy próbował myśleć. Po chwili namysłu wyciągnął dłoń, aby ułożyć układ kart, a kiedy na stole ukazały się dwie pary oraz karta dodatkowa w postaci króla uśmiechnął się z satysfakcją.
-To chyba mój szczęśliwy dzień- stwierdził z przekonaniem zachrypniętym głosem
Jednak Bella szybko rozwiała jego wszelkie nadzieje na dzisiejszy sukces rozkładając na stole swoje karty. Dwie pary były wręcz identyczne jak przeciwnika, lecz zamiast króla do układu brunetki dołączył as.
-Chyba jednak nie, złotko- mrugnęła zalotnie przygarniając do siebie banknoty leżące przy mężczyźnie
Gdy tylko delikatne dłonie wylądowały na pieniądzach ich właścicielka poczuła mocny ścisk. Silne ręce pokryte aż po ramiona tatuażami ścisnęły nadgarstki kobiety, a jej oczom ukazała się bardzo niezadowolona mina.
-Oszukiwałaś- zarzucił ostrym tonem
-Grałam uczciwie- prychnęła wyrywając dłonie razem z pieniędzmi napastnikowi- Po prostu brak ci farta
-Nie będzie mnie byle baba oszukiwać!- wrzasnął podnosząc się z krzesła, które pod wpływem pchnięcia runęło z hukiem na ziemię
Hałas zwrócił uwagę wszystkich w pomieszczeniu. Mężczyzna, z którym Annabelle miała do czynienia słynął z awantur i licznych bójek zapewniając duży dyskomfort klientom jak i właścicielowi baru. Ludzie spoglądali to na siebie, to na zaniepokojoną obsługę, kończąc na mięśniaku i drobnej brunetce, która ku zdziwieniu wszystkich niezbyt się przejmowała gniewem bandziora. Zadowolona po przeliczeniu wygranych pieniędzy spojrzała w płonące od złości oczy z promiennym uśmiechem.
-Naprawdę?- zapytała zażenowana- Ogrywam tu wszystkich od tygodnia. Na co ty liczyłeś?
Dziewczyna niestety nie uzyskała odpowiedzi, a zamiast tego koło wspólnego stolika pojawiło się dwóch gości potężnej postury. Annabelle przewróciła oczami i z uśmiechem wstała od stołu. Nie zdołała się wystarczająco oddalić, gdy zatrzymał ją dźwięk przeładowanej broni tuż za jej plecami.
-Przecież wszyscy wiemy, że nie strze... - zaczęła
Wypowiedź brunetki przerwał odgłos strzału, a kula, która dopiero co opuściła lufę trafiła prosto w ramię wampirzycy pozostając głęboko w ciele. Momentalnie jasne oczy zaszły czerwienią, a dotychczasowy uśmiech przyozdobiły kły. Wydobywając wywołujący ciarki syk, Bella rzuciła się na jednego z mężczyzn trzymającego broń. Gdyby nie wampirze zdolności dziewczyna nie miałaby najmniejszych szans. Jednak lata nadnaturalnego życia wzmocniło ją i jej siłę. Objęła dużą głowę rękami i wykonując wprawny ruch skręciła jego kark. Mężczyzna padł sztywno na ziemię, ale nim Anna zdążyła zareagować poczuła mocne ciągnięcie za włosy. Osiłek szarpnął ją do tyłu i napinając pięść zamachnął się. Całe szczęście zdążyła wykonać unik i łapiąc napastnika za gardło, zatopiła kły w jego tętnicy. Zdążyła upić kilka kropel wyjątkowo obrzydliwej krwi, gdy pod lokalem zaczęły roznosić się odgłosy policyjnej syreny. Przez duże okna wpadły niebiesko czerwone światła, a do budynku z wielkim hałasem wpadło kilku policjantów. Brunetka spojrzała w kierunku wyjścia dla obsługi i podbiegając jeszcze do stołu, chwyciła gotówkę chowając ją za biustonosz. Wybiegła na mróz nie i oglądając się za siebie wbiegła w wąską uliczkę, wpadając przy tym na starszego pana, który poślizgnął się na lodzie i runął na zaśnieżony chodnik. Chwilę później brunetka zwolniła mając nadzieję, że udało jej się umknąć. Drogę pokonywała przyśpieszonym krokiem, a z jej ust unosiła się para na chłodnym, zimowym powietrzu. Już cieszyła się udanym dniem, gdy usłyszała w oddali szczekanie psów i radiowóz. Wyostrzając zmysł słuchu udało jej się wyłapać fragmenty rozmów jakie policjanci odbywali ze świadkami zdarzenia. Niestety, barmanka, klient baru, czy potrącony staruszek na rogu nie omieszkali się wspomnieć o wysokiej brunetce, która miała swój udział w całym zdarzeniu. Łapiąc głęboki oddech rozejrzała się po okolicy, w jakiej się znajdowała. Tuż obok była duża, opuszczona hala, która teraz robiła za mieszkanie bezdomnych, czy szczurów. Dziewczyna dostała się do środka przez wybite okno i z zadowoleniem stwierdziła, że dzisiejszej nocy hala nie robiła za noclegownie, co oznaczało brak kolejnych świadków.
Nie minęło pięć minut, gdy do ruiny wbiegł policyjny pies, a za nim wysoki, ciemnowłosy policjant, który z przygotowaną bronią przeszukiwał budynek. Nie miał jeszcze pojęcia, że osoba, której szuka znajduję się tuż nad jego głową,  pod sufitem na drewnianej, starej belce modląc się, aby ta nie załamała się pod jej ciężarem.
Lucas?
Szablon
synestezja
panda graphics