Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isaiah. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isaiah. Pokaż wszystkie posty

31.08.2019

Zawieszenie

Tego dnia (tudzież wieczoru), decyzją autorów, Harriet Shepherd, Vergil Svensson i Isaiah Jaffe zostają zawieszeni.
Ich formularze pozostają nienaruszone, a także wizerunki czy imiona są nadal uznawane jako zajęte.


8.08.2019

Od Isaiaha CD Anthony'ego

Isaiah słuchał wypowiedzi mężczyzny w ciszy, zajadając się tiramisu, jakie jeszcze tkwiło przed nim na talerzyku. Oszczędził sobie komentarza dotyczącego tego, jak szybko Anthony zjadł (a raczej pochłonął!) swe zamówienie, skupiając się na spokojnym dziobaniu widelczykiem ciasta. Kiedyś przeczytał w Internecie, że jak je się spokojnie słodycze, te nie idą w brzuch czy w uda. Jako, że był stworzeniem raczej niezbyt chętnym do wykonywania długich, monotonnych procesów, do jakich oczywiście ćwiczenie się zaliczało, wychodził z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć, dlatego, przezornie, stosował się do co mądrzej brzmiących porad, na jakie natrafiał w komputerowych czeluściach.
— Oglądałem kiedyś program w telewizji — powiedział po chwili, odkładając sztuciec na talerzyk i obejmując kubek z kawą dłońmi. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy przyjemne ciepło zalało jego członki po upiciu drobnego łyku — na temat rozpraw sądowych. "Sąd rodzinny" czy coś takiego. Jak tak patrzyłem na sędziów, oskarżonych, adwokatów i tą całą resztę, to pomyślałem "Jakim cudem w takich chwilach ci wszyscy adwokaci oraz prokuratorzy nie wybuchają nagle i nie zaczynają się przekrzykiwać?". Nigdy nie miałem okazji o to spytać nikogo takiego... Więc ty jesteś pierwszy — Szatyn odłożył kubek, zaparł się łokciami o stół i oparł podbródek o wyprostowane palce splecionych dłoni — A więc? Jak to jest?
Na twarzy mężczyzny pojawił się delikatny uśmiech. W zamyśleniu zaczął także poruszać lekko kciukiem łyżeczkę w naczynku po herbacie, przywołując z pamięci wszelkie wydarzenia oraz rozprawy, w jakich brał udział.
— Uwierz mi, czasami naprawdę trudno się powstrzymać przed tym — zaczął, po czym zamilkł i wyjrzał przez okno. Jaffe zrobił to samo, przez co mógł dostrzec błyszczące nieopodal, czerwono - niebieskie światła. Policja? Coś się stało? Wypadek? Kradzież?
W ich ślady poszło także kilku innych gości, ktoś spojrzał na telefon w poszukiwaniu wyjaśnień na lokalnych stronach informacyjnych. Było lecz za wcześnie na takie rzeczy, dlatego jeśli ktoś chciał się przekonać, co się działo, musiałby zbadać to na własną rękę.
A Isaiah chciał to zrobić.
— Pójdziemy to sprawdzić? Może ofiara będzie potrzebować adwokata?
Może nie był to odpowiedni moment na żarty, zwłaszcza, że zaczęły pojawiać się pierwsze plotki o odnalezieniu ciała, jakie przyniósł nowo przybyły gość kawiarni. Jak to się jednak mówiło, bez poczucia humoru wszyscy by poszaleli, a chłopak nie chciał, aby ktokolwiek popadał obłęd w tym i tak wariackim mieście.

Anthony?

15.07.2019

Od Isaiaha CD Anthony'ego

Długo studiował menu kawiarni, gdyż co kategoria, to kolejna pozycja przykuwała jego uwagę. To ciasto czekoladowe, to kokosowa Alaska, tort wiśniowy, rogaliki z masłem orzechowym, tarta truskawkowa, crème brûlée, tak wiele możliwości, tak mało czasu. Isaiah musiał naprawdę mocno się skupić, aby przemyśleć swój wybór, upewnić się, że zjedzenie go nie zajmie tak długo, a i nie wybrudzi się zbyt bardzo podczas posiłku, gdyż należał akurat do tej grupy ludzi, której niezwykle łatwo przychodziło gubienie kremów czy polew. Z tego powodu trzymał w kieszeni kurtki, jaką ściągnął po opadnięciu na miejsce, chusteczki. Kiedy ostatecznie zdecydował się na tiramisu oraz cappuccino, wyciągnął prewencyjnie plastikowe opakowanie na stolik, bo nigdy nie wiadomo, kto dotykał tych w podajniku na stole. Wolał uważać na takie rzeczy, nie był przecież odporny na choroby i dolegliwości, a jedynie potrafił manipulować kolorami. Daleko było mu do zmutowanego X - Mena z komiksów, jakie swego czasu namiętnie czytał.
— Poproszę tiramisu i cappuccino czekoladowe, z cukrem trzcinowym, dziękuję — Chłopak z ciepłym uśmiechem oddał swoje menu kelnerce, która odwzajemniła wyraz, obiecała, że zaraz przyniesie zamówienie i oddaliła się do kuchni, po drodze unikając śliniącego się basseta, który podniósł gwałtownie łeb. Isaiah obserwował chwilę psa, nie wiedząc, od czego powinien zacząć rozmowę z teoretycznie nieznajomym. W głowie miał tyle możliwości, z czego każda brzmiała tak samo ciekawie, dlatego trudno było mu zdecydować się na jedną. Dopiero po chwili przerwał obserwację leniwie sapiącego psa i zwrócił się do Anthony'ego. Jedną ręką zaczął cicho wypukiwać tylko sobie znaną melodię, pewnie z jakiegoś serialu, jaki ostatnio skończył oglądać.
— Twoje psy są bardzo grzeczne. Nie reagują na mijających ich ludzi — Izz pochylił się lekko, aby spojrzeć na "uśmiechnięte" pyski pupili. Lance uniósł kącik ust, po czym zerknął na swoje czworonogi. Następnie wskazał podbródkiem na jednego z nich, dokładniej na tę w większej ilości barw. Młodzian zauważył, że właśnie takiego koloru jak brązowe plamy suczki potrzebuje do skończenia obrazu. Spojrzał na opuszki palców, nie będąc pewnym, czy powinien to zrobić. Czułby się pewnie źle, ale z drugiej strony nie musiałby już iść do sklepu malarskiego. Tylko czy specyficzny wygląd "nadnaturalnej" farby nie zaburzy całokształtu?
Szatyn odepchnął od siebie myśli o pożyczeniu koloru psa i skupił się na swoim towarzyszu, który powrócił do poprzedniej pozycji, kręcąc lekko głową.
— Carmen, ta obok mnie, tylko udaje spokojną. Uwierz mi, jeśli tylko dostanie szansę pokazać swój charakterek, na pewno zmienisz zdanie.
— Już go pokazała, w parku — Jaffe zaśmiał się dźwięcznie — Ale teraz jest zupełnie jak inny pies. Może coś chce? Miałem kiedyś psa, Bruno się nazywał. Zawsze robił duże oczy przy lodówce. Był nieco grubszy, więc nie mogłem dawać mu przysmaków, niestety. Taka była z niego mądra bestia, że podpatrzył, jak otwieramy drzwi, przez co sam nauczył się to robić. I wtedy nic nie było już bezpieczne.
Anthony parsknął cicho pod nosem i podparł podbródek na dłoni, łokciem zapierając się o stół. Isaiah przyjął podobną pozycję, kładąc jednak na blacie obie swoje ręce, jakby był znudzonym uczniem w szkole. Jego wyraz twarzy mówił coś zupełnie innego - chłopak niezwykle chętnie słuchał tego, co Lance miał do powiedzenia.
— Ten drugi pies, biały, to Omen. On byłby w stanie się tego nauczyć. Mądra z niego psina, zna też parę sztuczek.
Student aż jęknął z zachwytu.
— Musisz mi parę pokazać na zewnątrz, proszę. Na pewno musi to być niezwykle urocze.

Anthony?

1.07.2019

Od Isaiaha CD Anthony'ego

Kiedy usłyszał trzeszczenie śniegu pod czyimiś butami, podniósł się z kucek i, trzymając psa za obrożę, zwrócił się w kierunku idącego w jego stronę mężczyznę. Nim ten do niego dotarł, mógł się mu nieco dokładniej przyjrzeć. Posiadał jasne włosy, które po prześwietleniu przez promienie wychylającego się zza chmur słońca miały prawie białą barwę. Do tego oczy, te skupiające na sobie wszystkie spojrzenia niebieskie oczy, przez co przybysz, najpewniej właściciel czworonoga, wyglądał jak lodowy żywiołak czy inne śnieżne stworzenie, jakie postanowiło zjawić się między ludźmi. Izz uśmiechnął się na początku delikatnie, tylko do swoich myśli rodem z powieści fantasy, gdyż ostatnio to w jednej książce z tego rodzaju się zaczytywał wieczorami, później szerzej, gdy uznał, że nieznajomy może już go dostrzec. Milczał grzecznie do chwili, aż właściciel psa opanuje oddech, gdyż wyraźnie był zmęczony biegnięciem za nieposłusznym husky. Ten natomiast aż wyrywał się do opiekuna, więc Jaffe musiał wzmocnić uścisk na obroży, aby czworonóg się nie wymsknął i nie pobiegł dalej, bo miał wrażenie, że ten biedny blondyn dalej nie będzie w stanie już gonić za czymkolwiek.
— Dziękuję za złapanie jej. Pewnie pobiegłaby jeszcze gdzieś o wiele dalej. Chyba daje mi do zrozumienia, że powinienem zacząć rano biegać — Mężczyzna zaśmiał się krótko, jakby sprawiało mu to problem. Szatyn pomógł mu zapiąć psa na smycz, a następnie w pełni się wyprostował, przez co mógł zauważyć, że pomiędzy nimi jest całkiem spora różnica we wzroście. Zdawało się mu to nie przeszkadzać. Jak zwykle. Nie bez powodu jego rodzina nazywała go małym promykiem szczęścia.
— Nie wiem, jak mógłbym się odwdzięczyć. Może jakaś kawa, herbata? — Brew studenta, gdy dotarła do niego taka propozycja, aż powędrowała w górę — Mam teraz jeszcze półtorej godziny, zanim będę zbierać się do pracy, a jeśli nie, to o osiemnastej kończę.
— Próbowałem tylko pomóc. To ja powinienem podziękować za możliwość spotkania z taką uśmiechniętą mordką jak ten pies — Aby podkreślić swe słowa, Isaiah poczochrał ponownie psa za uchem, dopiero wtedy wracając spojrzeniem do blondyna — To bardzo miłe z twojej strony, zapraszać kogoś obcego z parku na kawę. Chętnie przyjmę jednak to zaproszenie, mam i tak luźny dzień.
W młodzianie zaiskrzyła myśl, że być może w ten sposób znajdzie lokalnego znajomego, który pokaże mu tajemnice miasta, skróty czy boczne uliczki, jakie ułatwią mu życie w Seattle.  A może i oswoi go z tymi wysokimi budynkami, aby nie obawiał się podróżowania samemu. Oczywiście, przeoczył negatywne aspekty jak możliwość porwania lub wdanie się w toksyczną znajomość. Jak zwykle, tęczowe klapki na oczach odgradzały go od rzeczy, które by mogły zaburzyć jego malutki światek.
— Widziałem kafejkę, przyjazną zwierzętom — Jaffe wskazał kciukiem za siebie, w kierunku, z którego przybył — Jak tamtędy przechodziłem, była otwarta. To oczywiście tylko moja propozycja.

Anthony?

25.06.2019

Od Isaiaha do Anthony'ego

Mieszkając w tym mieście dopiero od dwóch miesięcy, Isaiah nadal nie był zbytnio zorientowany w rozmieszczeniu ulic czy instytucji, nie licząc bezpiecznego otoczenia bloku, w jakim przebywał. Dlatego nim wyszedł gdziekolwiek poza bezpieczne wnętrze mieszkania, zmuszony był udać się po poradę internetowego, robotycznego guru, który wskazywał mu trasę to do sklepu, to do restauracji, to na uczelnię, jeśli gdzieś po drodze akurat postanowiono rozpocząć roboty. Ten dzień pod tym względem nie różnił się od innych. Wszystko zaczęło się w chwili, gdy Isaiah pochylił się na stołku, aby sięgnąć do stojącego na skrzyni pudła, gdzie trzymał swoje akrylowe farby, jakich aktualnie używał do malowania obrazu na małym płótnie. Akurat skończył się mu burgund na ubrudzonej palecie, więc sięgnął po tubkę. Po wyczuciu jej palcami, zorientował się, że jest tylko ściśniętą skorupą samej siebie. Aż ściągnął brązowe brwi, zastanawiając się, kiedy to ostatnio uzupełniał swoje zapasy. No tak. Przed przyjazdem do Seattle. Izz odłożył z westchnięciem pędzel oraz podkładkę na stół, po czym obrócił się na krześle w kierunku pudełka. Jak się przekonał, z każdą chwilą zagłębiania się w kolorowe odmęty, coraz więcej pustych lub prawie pustych opakowań znajdował. Chcąc nie chcąc, położył je na blacie stołu, po czym spisał nazwy kolorów na kartce. Gdy spojrzał ostatecznie na niezbyt długą (ale nadal) listę, spomiędzy jego ust wydobyło się westchnięcie. W ten zimowy dzień nie miał zbytnio ochoty na opuszczanie ciepłego domu, lecz musiał skończyć obraz, nad jakim pracował, do końca tego weekendu. Mimo wszystko nadal był studentem, a w dodatku jego osobowość nie pozwalała mu żyć tylko i wyłącznie z pieniędzy rodziców, więc jakiś czas temu zamieścił ogłoszenie w internecie, że chętnie namaluje czy narysuje portrety bądź inne rzeczy za opłatą. Teraz, kiedy w końcu ktoś się zgłosił z prośbą uwiecznienia swego kota oraz psa na płótnie, nie mógł zawieść czy się spóźnić. Dlatego powoli posnuł się do wieszaka, po drodze biorąc Bon-Bon na ręce. Królik wrócił ponownie do klatki, co spotkało się z niezadowolonym piskiem zwierzaka. Jaffe sięgnął więc pospiesznie po kawałek marchewki, jaki wsunął przez metalowe pręty, w międzyczasie starając się założyć buty bez przewrócenia się na podłogę.
— Wrócę za chwilę — obiecał zwierzęciu, uśmiechając się, jakby ten był prawdziwym, potrzebującym pocieszenia człowiekiem. Chyba rzeczywiście powinien wychodzić częściej do ludzi.
Okryty puchową kurtką, owinięty szalikiem i ze zmiętoloną kartką w dłoni, w końcu był gotowy wyjść na zewnątrz. Zimno od razu go uderzyło, niosąc na wietrze białe płatki śniegu. Isaiah wyciągnął na krótką chwilę z kieszeni telefon, wpisując w wyszukiwarkę frazę o najbliższych sklepach artystycznych. Kiedy w końcu trasa została wytyczona, z nosem w ekranie zaczął kierować się według niej, obawiając się, że jakiekolwiek przejście między budynkami sprawi, że zgubi się raz na zawsze, a jego zamarznięte ciało zostanie odkryte dopiero na wiosnę. 
Ku jego szczęściu, mapy poprowadziły go przez park, w którym czuł się bezpieczniej niż na ulicy, bowiem tam była znacznie mniejsza szansa na to, że ktoś go potrąci. To znaczy, jakaś oczywiście istniała, a jak ktoś jest wybitnie utalentowany, to i w domu skończyłby pod kołami..
Jaffe potrząsnął ośnieżoną głową i pozwolił sobie na podniesienie wzroku znad telefonu. Rozejrzał się wokół, wodząc wzrokiem za jakimiś samotnymi dziećmi, bawiącymi się w białych zaspach, a także ich rodzicach, wyraźnie chcących wrócić do domu jak najszybciej. W kierunku tych ostatnich Isaiah posłał spojrzenie pełne współczucia i empatii. Wtedy jednak jego uwagę przykuło coś innego. Pędzący po drodze kształt, który okazał się brązowo - białym psem, sprawił, że student zatrzymał się w obawie, że zwierzę go zaatakuje. Jak się okazało, czworonóg przystanął na chwilę, aby obwąchać nogę chłopaka i już szykował się do odbiegnięcia, gdy młodzian dostrzegł ciągnącą się po ziemi smycz. Pupil więc musiał się komuś zerwać, co znaczyło, że właściciel zwierzaka powinien lada chwila przyjść. Dlatego złapał za husky'ego za obrożę i kucnął obok niego, szukając kogoś, kto by wyglądał na dostatecznie zaniepokojonego, aby uznać go za właściciela puchatego psa.
— Spokojnie, mały. Zaraz cię zaprowadzę do pana.. Lub pani. — Izz podrapał zwierzaka za uchem, uśmiechając się szeroko — Chyba nie pójdziesz dzisiaj na samotną wycieczkę, co?

Anthony?

18.06.2019

Isaiah Ambroise Jaffe

Don't ever be afraid to shine. Remember, the sun doesn't give a fuck if it blinds you.

AUTOR||  Gehe (@geheichou na Instagramie)
DANE || Isaiah Ambroise Jaffe. Niektórzy sądzą, że rodzice skrzywdzili go takimi imionami, lecz pasują one do tak artystycznej duszy jak on. Znajomy czasami nazywają go Iz, Izzy czy Roise, chociaż chłopakowi żadne kombinacje nie przeszkadzają.
WIEK || Dwadzieścia lat od niedawna.
Szablon
synestezja
panda graphics