Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harriet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harriet. Pokaż wszystkie posty

31.08.2019

Zawieszenie

Tego dnia (tudzież wieczoru), decyzją autorów, Harriet Shepherd, Vergil Svensson i Isaiah Jaffe zostają zawieszeni.
Ich formularze pozostają nienaruszone, a także wizerunki czy imiona są nadal uznawane jako zajęte.


23.07.2019

Od Harriet CD Lucasa

   Jeszcze tego samego dnia, białowłosa postanowiła, że odwiedzi swojego współpracownika w szpitalu, który ponoć leży tam od samego zakończenia akcji. Nadal było jej szkoda mężczyzny, lecz nie czuła żadnej większej więzi. Wolała być po prostu pewna, że żyje i ma się lepiej, niż podczas tortur. Więc gdy tylko słońce zaszło, korytarze spowiła ciemność, a ludzi było znacznie mniej, wampirzyca sprytnie dostała się do sali, w której leży sam Lucas. Gdy na niego zerknęła, poczuła lekki ucisk w klatce piersiowej, a widząc, że śpi, podeszła do dużego okna i wpatrywała się w czyste niebo, będąc w połowie medytacji. 
Gdy brunet się obudził, nie dowierzał w to, co widzi i zaczął od razu od pytań, na co jasnowłosa była przygotowana. Delikatnym ruchem przesunęła krawędź kołdry w kierunku nóg mężczyzny, po czym usiadła na materacu, zakładając nogę na nogę. Lekko się uśmiechnęła i poprawiła kosmyk swoich włosów, zaciągając go za ucho. 
— Dobrze wiesz, że nie jest człowiekiem — zaczęła kobieta — Mogłeś też zauważyć, że preferuję samotne misje, niż współpracę. Samej mogę bardziej skupić się na swoich nadludzkich możliwościach, które lubią wychodzić spod kontroli — dodała kończąc lekkim westchnięciem. 
— Do rzeczy, Harr — mruknął zniecierpliwiony brunet. 
— Nie zmuszaj mnie do odpowiedzi — rzekła spokojnie — Myślę, że dowiesz się w swoim czasie. Teraz.. teraz odpoczywaj — dodała szybko.
Nie udzieliła konkretnej odpowiedzi, gdyż nie zdążyła, ponieważ dobrze słyszała zbliżające się kroki. Gdy drzwi od sali żołnierza się otworzyły, wampirzyca od razu zniknęła, a gdyby tego nie uczyniła, mogłaby mieć niezłe problemy. Z dołu widziała, że światło w owym pomieszczeniu było zapalone i długo nie chciało gasnąć, więc kobieta odpuściła już dalszej rozmowy i udała się do swojego domu. Postanowiła odwiedzić go w bardziej porannych godzinach, a jednocześnie dać mu więcej czasu na wyzdrowienie, gdyż teraz może odebrać to źle lub nawet obrać wampira za cel. W końcu ta rzuciła focha na całe Sopportare, lecz znając życie, ci niedługo rzucą jej propozycję nie do odrzucenia.
   Przez następne cztery dni, kobieta skupiła się mocno na swoich treningach, głównie zdolności, choć większość z nich kontroluje, woli mieć je opanowane do perfekcji. Tak bardzo się na nich skupiła, że nie zauważyła swoich gości, którzy nagle pojawili się na tyłach domu. Blondynka oczywiście chciała zacząć z nimi rozmowę, lecz ci, w rosyjskim języku, zaczęli mówić coś między sobą. Ich twarze były skryte pod maskami, a ciało okryte ciemnymi ciuchami, przez co nie była do końca pewna, kto tam jest i czy aby na pewno są to ludzie. Gdy sięgnęła po rozproszenie ich, ci rozmyli się, niczym iluzja, co z lekka zirytowało kobietę. Obeszła cały dom oraz okolice, lecz nie ujrzała nic podejrzanego czy niebezpiecznego. Postanowiła więc zajechać do miasta, a przy okazji odwiedzić Lucasa, już tak legalniej, żeby nie robić jakiś zgrzytów pomiędzy personelem.
Gdy stanęła naprzeciwko wejścia do budynku i zauważyła tłumy ludzi, cicho westchnęła i podeszła pod okno bruneta, które na szczęście było otwarte. Skupiła się na obecnym tam balkonie i bezpiecznie wylądowało w owym miejscu, zaraz wchodząc do sali mężczyzny.
— Masz wyczucie czasu — rzuciła mężczyzna poprawiając się w siadzie.
— Wiem, wyćwiczone — lekko się zaśmiała — Ktoś był? — spytała, gdy wyczuła zapach młodej krwi.
— Rodzice z siostrą byli — odpowiedział zerkając na blondynkę.
— Siostra pewnie młodziutka.. — rzekła jakby sama do siebie. Tak, zapach dziewczynki znacznie podrażnił nos wąpierza, gdyż krew młodej osoby jest strasznie słodka, a krwiopijny mają do takiej słabość. — Widzę, że lepiej się czujesz — dodała siadając na krześle.
— Na pewno jest lepiej — powiedział z delikatnym uśmiechem — Może wrócimy do przerwanej nam rozmowy?
— Ah, no tak — westchnęła i wsłuchała się w otoczenie, czy aby na pewno nikt nie podsłuchuje — Więc.. pewnie Cię to nie zaskoczy, ale jestem wampirem po jednej poważnej mutacji — powiedziała, choć z trudem — Wampira nie może zabić ludzka głupota, dla tego przetrwałam tortury.. — dodała wyjaśniając i cicho odetchnęła.
— A co może zabić? — spytał nie odrywając wzroku od kobiety.
— Gdybym Ci powiedziała, to tak jakbym dała Ci broń i pozwoliła strzelić w moją głowę — rzekła z naturalnym spokojem — Kodeks zabrania mi mówić więcej na ten temat — dodała, gdy poczuła piekący ból na nadgarstku. — Powiedz lepiej, jak mijając Ci dni tutaj? Spotkałeś już jakąś ładną pielęgniarkę? — zarzuciła zmianą tematu i oparła się wygodniej o oparcie.

Lucas?

22.07.2019

Od Harriet CD Vergila

Wampiry uważnie przyglądały się młodej dziewczynie oraz berserkowi, który zaczął przesłuchiwać niedoszłą morderczynię. Kobieta dokładnie zapamiętywała słowa wypowiadane przez szatynkę i gdyby nagle nie zaczęła grozić śmiercią, można byłoby uznać, że jest normalna. Jednak nie można tego było stwierdzić, gdyż ta zachowała się, jakby wstąpił w nią szatan. Ucichła wraz z ciosem w głowę, który zadała jasnowłosa. Zirytowała się jej zachowaniem, lecz właśnie tego można było spodziewać się po człowieku z kultu. Wampirzyca podeszła do niedźwiedziego przyjaciela i wysłuchała informacji, których on dowiedział się od tej całej Melanie.
— Miałoby to sens — stwierdziła kobieta i zerknęła na szatynkę — Ivar był za spokojny.. — dodała trochę ciszej i lekko westchnęła.
— Właśnie, "był".. — podkreślił brunet — Nic więcej się od niej nie dowiemy — stwierdził zaraz z nutką rezygnacji w głosie, po czym usiadł na czerwono złotym fotelu.
Białowłosa miała jednak inny plan co do szatynki, przez co lekko uśmiechnęła się pod nosem. Podeszła do spętanej i sprawdziła, czy aby na pewno żyje, po czym zerknęła na wampira.
— Kevan, wspomniałeś ostatnio o nowej zdolności — zaczęła i podeszła do przyjaciela.
— No manipulowanie umysłem — przyznał lekko marszcząc brwi — Czy Ty...
— Oczywiście — skrzyżowała ręce na piersi — Może coś nowego powie.
Wampir wzruszył ramionami i podszedł do kobiety kultu, a wraz z nim jasnowłosa, która zaciekawiona obserwowała spętaną. Podniosła głowę, następnie powieki, za którymi kryły się białka oczne, jej usta lekko się rozwarły, a oddech znacznie przyspieszył, natomiast Kevan tylko kucnął przy niej, nawiązując z nią kontakt umysłowy.
— Zadawaj jej krótkie pytania.. — mruknął wampir z lekka wzdychając.
— Kto to Arne? — rzuciła pierwsze pytanie, na co szatynka cicho jęknęła.
— Arne miał wizję.. prawy.. zdradziecki syn.. on miał zginąć.. — mówiła nerwowo, zaciskając dłonie w pięści.
— Kto to prawy..?
— On ma żyć.. zabić zdrajcę.. zabić.. zdrajcę! — krzyknęła chcąc się wyrwać, lecz mocne uwiązy uniemożliwiły jej tego czynu.
— Kto jest waszym panem? — spytała ostrzej białowłosa.
— On was zabije — szepnęła — Zabije wszystkich, których kochacie — zaśmiała się tracąc zaraz przytomność.
Gdy tylko Kevan utracił kontakt z szatynką, siadł na podłogę i chwycił się za głowę, lecz gdy w powietrzu uniosła się krew, wiedziała, że mężczyzna przesadził ze swoją mocą. Kucnęła przy nim, w celu sprawdzenia jego stanu, lecz ten słabo przytaknął i oparł się o fotel za nim. Musiał odpocząć, więc spojrzenie Harriet powędrowało na zamyślonego Vergila, który nadal siedział w tym samym miejscu.
— Nie powiedziała nic nowego — mruknął norweg wpatrując się w podłogę.
— Przeszła niezłe pranie mózgu — westchnęła wampirzyca i usiadła w fotelu obok przyjaciela.
Między całą trójką zapadła totalna cisza, która czasami była przerywana odgłosami spadających książek lub skrzypiących drzwi, co nie było w stanie wytrącić przyjaciół ze stanu zamyślenia. Trwali tak kilka ładnych minut, a owy spokój przerwał Kevan, który znacznie chrząknął.
— Jedyna myśl, jaka mi teraz chodzi po głowie.. — zaczął zerkając przed siebie — To że Vergil jest ich "zdrajcą", a Ivar tym "prawym" — dodał wyjaśniając i zerknął na przyjaciół — Oczywiście taką są moje domysły i mogę się mylić.. — mruknął wracając wzrokiem przed siebie.
Białowłosa przez chwilę rozmyślała nad słowami wampira, lecz i tak nie było tego pewna. Postanowiła jednak pozostawić tą myśl berserkowi, gdyż on bardziej zna losy swojej rodziny i być może szybciej przeanalizuje myśl Kevana.


Vergil?

19.07.2019

Od Harriet CD Lucasa

Gdy białowłosa zapadła w długi sen, każdy stawiał przysłowiowy krzyżyk, gdyż kobieta nie dawała żadnego znaku życia. Jej serce pompowało krew, a płuca prowadziły wymianę tlenową, lecz zwykły człowiek nie jest w stanie tego wyczuć. Była jakby w stanie uśpienia, lecz jedynie, co widziała, to ciemność.
Po dojechaniu karetki do szpitala, brunet został zabrany od razu na oddział, gdzie grupa lekarzy odpowiednio się nim zajęła. Gdy jednak chwycili za ciało kobiety, stanął za nimi obcy mężczyzna, który delikatnie potarł dłońmi.
— Ona idzie ze mną — mruknął, mrożącym krew w żyłach, tonem.
— Niestety w chwili obecnej nie możemy oddać ciała — odpowiedział ratownik, po czym zerknął na obcego człowieka.
— To był rozkaz — rzekł pół szeptem i posłał nieznaczny uśmiech, ukazując przy tym osiem wampirzych kłów.
Ratownicy spojrzeli po sobie, lecz nie odpuszczali, przez co krwiopijca musiał zadziałać bardziej drastycznie i jednym ruchem dłoni odrzucił mężczyzn od karetki. Wampir w moment spoważniał i delikatnie podniósł bladą Harriet, po czym okrył się czarnym dymem i zniknął spod szpitala, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Nawet pamięć lekarzy została wymazana, co dla tego typu wąpierza, było czymś banalnym i bardzo ratującym.
Wspomnianym mężczyzną okazała się być wampirem ukryty, który dba o swoich podopiecznych, nawet, jeśli ci „umierają” przez ludzką głupotę. Nad regeneracją jej ciała i organizmu spędził blisko tydzień, lecz nawet, gdy ta odzyskała przytomność, była wyczerpana przez samoregeneracje. Leżała na łóżku dwa dni, gdzie dnia trzeciego postawiła swoje pierwsze kroki. Nie szło jej to najlepiej, lecz czuwał przy niej Kevan, jej przyjaciel z poprzednich lat, który zawsze służył jej pomocą.
— Jak się czujesz? — spytał z powagą wampir ukryty.
— Zdecydowanie lepiej — odpowiedziała lekko zachrypniętym głosem — Dziękuję — dodała zerkając na wampira.
— Zdążysz się odwdzięczyć — stwierdził spokojnie — Teraz odpoczywaj — dodał i luźnym krokiem opuścił sypialnie.
Kobieta ciężko westchnęła i oparła się o ramię Kevana, który siedział obok niej. Miała ona jeszcze wiele do zregenerowania, lecz z drugiej strony wolałaby opuścić wymiar ukrytego i wrócić do swojego domu.
— Co z Lucasem? — spytała zerkając na bruneta.
— Żyje — odpowiedział krótko wampir — Jest z nim lepiej, niż podczas tortur — wyjaśnił po chwili.
— Dobrze wiedzieć — westchnęła.
Regenerację zakończyła się pięć dni później, a zliczając wszystkie dni, kobieta spędziła u ukrytego ponad dwa tygodnie, z czego tylko Vergil był powiadomiony o tym, żeby się nie martwił. Wraz z przyjacielem teleportowała się z wymiaru wampira i wróciła do swojego domu, gdzie przywitała ją jej zwierzęca gromadka. Na przytulaniu i głaskaniu ich, spędziła godzinę czasu, odpoczywając i relaksując się przy tym. Po tym zjadła syty posiłek i wzięła dłuuugą kąpiel z wielką pianą, przy której towarzyszyły jej zwierzaki, w tym mokry szop, który został zepchnięty do wody przez rudą pandę. Nietoperz postanowił strzelić drzemkę w wiklinowym koszu z miękkim kocem, co było już jego naturą. Resztę dnia spędziła standardowo w domu, w towarzystwie zwierząt oraz Vergila, który zdecydowanie się za nią stęsknił. Dopiero następnego dnia, z samego rana ruszyła załatwić wszelkie formalności, w tym poinformowaniu władz o tym, że jednak białowłosa wampirzyca żyje. Na końcu zostawiła sobie Sopportare, do którego musiała się teleportować wraz z Kevanem, żeby ten mógł ją uspokoić, jeśli ta straciłaby nad sobą kontrolę. Z hukiem pojawiła się w biurze kapitana i gdy tylko zauważyła jego uśmiechniętą buźkę, podeszła do niego i chwyciła go za szyję, przybijając go od razu do ściany.
— Widzę, że jest pan zadowolony — mruknęła zaciskając uścisk na jego szyi.
— Ha.. Ha.. Harriet — wydusił z niedowierzaniem.
— We własnej osobie — zaśmiała się oschle i puściła mężczyznę — Przyszłam podziękować na moją śmierć oraz jakże świetną akcję, w której do tego doszło — dodała wyjaśniając.
— Ja.. ja nie wiedziałem, że do tego dojdzie — stwierdził podnosząc się z ziemi.
— Dobrze wiedziałeś. Poprzedni szpiedzy mieli te same nadajniki, ale nie chciało Ci się ruszać tam żołnierzy — warknęła — Więc wolałeś wysłać mutanta i policjanta. Ja jeszcze z tego wyszłam, ale co jeśli to Lucasowi by się stało?
— Spokojnie, zapłacę Ci za to — uspokajał.
— Uwierz, że gdyby to on zginął, miałbyś przejebane do końca swojego życia — syknęła i oddaliła się od mężczyzny — A Twoje pieniądze nie przywrócą mi dwóch tygodni męczarni — dodała stając obok przyjaciela.
— Shepherd, wybacz, że do tego doszło — kontynuował zbędne uspokajanie — Wynagrodzę Ci to… — dodał, lecz jego wypowiedź została przerwana.
Białowłosa nie wytrzymała i ponownie chwyciła kapitana za koszulkę, po czym pchnęła go na stół, którym sunął na jego koniec i wpadł na biurko z komputerem, za którym spadł, ciągnąć za sobą całe okablowanie. Narobiło się przy tym trochę hałasu, lecz wampirzycy to nie przeszkadzało.
— Nigdy już do mnie dzwoń, rozumiesz? — syknęła, po czym zaraz zniknęła z jego biura.
Zirytowana kobieta pojechała na dobry fastfood wraz z Kevanem, po czym zamknęła się w swoim domu w celu odpoczęcia po spotkaniu tej parszywej mordy kapitana. Tylko, co teraz powie Lucasowi..?

Lucas?

18.07.2019

Od Harriet CD Lucasa

Gdy białowłosa ponownie uniosła ciężkie powieki, ujrzała miejsce tortur, przepełnione krwią i zapachem gnijącego mięsa. Zdecydowanie nie tak wyobrażała sobie misje szpiegowską, która miała zakończyć się na bankiecie, a nie w jakimś dziwnym lochu. Może gdyby nie poszła do tej cholernej łazienki, skończyłoby się to zdecydowanie lepiej. Jednakże nie ma co gdybać, tylko działać.. o ile by się dało. Wampirzyca dopiero po chwili zauważyła, że jest przywiązana do krzesła, a obok niej siedzi także spętany Lucas, który przechodzi początek swoich tortur. Kobieta nie była w pełni świadoma, co się właśnie dzieje, głównie przez substancję, którą wstrzyknęli jej do żył, jednak zdążyła zauważyć cierpienie swojego towarzysza. To w pewnym stopniu ją obudziło, lecz i tak nie mogła nic więcej zrobić, oprócz patrzenia na cierpiącego mężczyznę. Nie minęło zbyt wiele czasu, gdy oprawcy zbliżyli się do białowłosej, chcąc oczywiście odpowiedzi na pytanie, które zadawali także brunetowi.
— (...) Więc ślicznotko… Co masz mi do powiedzenia? — pyta blondyn, uśmiechając się do wampirzycy.
Kobieta podniosła zmęczony wzrok na oprawcę i zlustrowała jego twarz, po czym zerknęła na w pół przytomnego Lucasa, który ledwo łapał oddech. Pomimo iż nic nie czuła do mężczyzny, czuła wielki ból w duszy, przez co jej oczy delikatnie się zaszkliły. Zaraz ponownie spojrzała na blondyna i nim zdążyła coś powiedzieć, oberwała solidnego ciosa w twarz. To z lekka ją oszołomiło, a głośny pisk rozległ się w jej obolałej głowie, który uświadomił ją o faktycznym zagrożeniu.
— Wiesz co Ci powiem? — mruknęła po chwili — Pierdol się — wysyczała trzymając kontakt wzrokowy z napastnikiem.
— Pyskata — zaśmiał się — A gdyby tak.. — wyszeptał, kładąc dłoń na jej udzie i powoli kierował ją w wyżej położoną część ciała — Zawsze mogę pierdolić się z Tobą — dodał z obleśnym uśmiechem.
— Ale nim do tego przejdziemy, zadam po raz kolejny to samo pytanie — odparł ciemnowłosy — Dla kogo pracujecie? — stanął przy białowłosej z nożem w dłoni. Blondyn podniósł się z przykucnięcia i obserwował swojego towarzysza.
— Dla nikogo — jęknęła z niezadowolenia.
— Każdy tak mówi — parsknął ciemnowłosy i stanowczym ruchem wbił nóż w przedramię wampira.
W pomieszczeniu rozległ się zduszony krzyk Harriet, która mimo wszystko, miała już tego dosyć. Była odporna na tortury, lecz psychicznie już nie wyrabiała, przez co gniew opanował jej umysł. Jednakże na nożu się nie skończyło, gdyż napastnicy nieźle się rozkręcili, biczując delikatne ciało wampirzycy. Oni mieli z tego niezłą frajdę, natomiast ona gotowała się w sobie, a gdyby tylko mogła, eksplodowałaby. Wszystko jednak ucichło, gdy jeden z delikwentów stanął naprzeciwko wampira i z całej siły kopnął w jej klatkę piersiową, przez co krzesło, na którym siedziała, przewróciło się na oparcie.
— Zostawmy ich na razie — rzucił rozbawiony mężczyzna i zabrawszy swojego kolegę, opuścił pokój tortur.
Gdy drzwi zamknęły się za oprawcami, w sali nastała martwa cisza. Białowłosa leżała bez oddechu, ze łzami w oczach, a z jej ust wypłynęła stróżka ciemnej krewi. Jej towarzysz, mocno zachrypniętym głosem, wołał kobietę jej imieniem, lecz nie dostał żadnej odpowiedzi.

Lucas?

14.07.2019

Od Harriet CD Vergila

   Gdy norweg odpłynął do krainy snu, wampirzyca wróciła do trójki przyjaciół, którzy rozsiedli się wygodnie w salonie, popijając przy tym ciepłą herbatę.
— Gdzie Vergil? — spytała Nelka zerkając na białowłosą.
— Musi odpocząć — odpowiedziała krótko i przeszła do kuchni, skąd zabrała kubek przygotowanej kawy — Sama widziałaś, kto był na zdjęciach.. — dodała wracając do salonu.
— Widziałam — prychnęła blondynka.
— Nie jest Ci go szkoda? — zerknęła na kobietę.
— Szkoda? — zaśmiała się krótko — Znika bez słowa, po czym okazuję się, że należy do jakiegoś kultu debili — dodała ciężko wzdychając.
— Lepiej bym tego nie ujął — chrząknął wampir.
Grupa przyjaciół przeszła do spokojniejszych tematów, żeby choć na chwilę wyluzować i zapomnieć o kulcie, który tak naprawdę muszą znaleźć i powstrzymać. Pomimo tego, wampirzyca była niespokojna i czasami zawieszała się w swoich myślach, lecz ukrywała to krótkimi przytaknięciami lub uśmiechem. W jej głowie ciągle siedział obraz Ivara oraz uciekającego berserka, który w pełnym załamaniu siedział pod ścianą. Ten widok bolał ją tak samo, jak za pierwszym razem, lecz dobrze to w sobie chowała. W pewnym momencie chciała nawet wrócić do sypialni i sprawdzić, czy wszystko u niego w porządku, lecz Kevan zapewniał ją, że jest dobrze i nie ma potrzebny budzenia berserka.
   Gdy białowłosa podeszła do dużego okna z widokiem na tył domu, cicho westchnęła krzyżując ręce na klatce i z wlepionym spojrzeniem w ciemny las, wsłuchała się w otoczenie posiadłości. Był to jej jakby trans, którego nie da się normalnie przerwać, chyba, że usłyszy coś naprawdę niepokojącego. Jak na przykład kroki nie pasujące do kroków jej przyjaciół oraz nagłe powalenie na podłogę, co nie jest codziennością w jej domu. Nastąpiło to kilka minut po zajściu w trans, więc jej reakcja była natychmiastowa. Wampirze spojrzenie przeleciało po wnętrzu budynku, a jej zmysły rejestrowały każdy dźwięk oraz ruch, w tym samego Kevana, który musiał usłyszeć to samo. Oby wbiegli na poziom sypialni, a gdy weszli do pokoju, gdzie spał Vergil, zastali powaloną kobietę przyciśniętą przez samego norwega. Gdy białowłosa usłyszała, że ta kobieta chciała zabić jej przyjaciela, wkurzyła się do takiego stopnia, że jej mgła od razu przybrała wygląd macek, które od razu splotły ciało włamywacza.
— Przynieś proszę merytę — rzekła nadzwyczaj spokojnym, ale jakże przepełniony gniewem, tonem wampirzyca, kierując te słowa do Kevana.
Mężczyzna krótko przytaknął i udał się po wspomnianą substancję, białowłosa natomiast podeszła do berserka, który nie wyglądał na zranionego czy, w jakikolwiek sposób, uszkodzonego. Wskazał jednak rytualne ostrze, które musiała posiadać obca kobieta.
— Trzymaj — powiedział Kevan wchodząc ponownie do sypialni.
Brunet wręczył wampirzycy strzykawkę zakończoną grubą igłą, po czym kobieta podeszła do włamywacza i z wielka chęcią wstrzyknęła substancję do jej ciała.
— Człowieka nie zabije, a mutant obezwładni — mruknęła Harriet, gdy kultysta stracił tymczasowo przytomność — Kevan, zabierz ją proszę do ciemni.
— Jesteś pewna? — zerknął na przyjaciółkę.
— Zadajesz głupie pytania — mruknęła w odpowiedzi.
Wampir cicho westchnął i podniósł nieprzytomną kobietę, po czym teleportował się do wspomnianego miejsca. Białowłosa natomiast spojrzała na nóż, którzy leżał niewinnie na podłodze obok łóżka. Sięgnęła po niego i przyjrzała się z bliska, lecz nic nowego na nim nie widziała.
— Co to jest ta ciemnia? — spytał po chwili norweg.
— Miejsce nie mające stałego miejsca — odpowiedziała Harr i spojrzała na przyjaciela — Miejsce otwarte dla wampirów, stare jak świat, dla tego jest zapomniane i opuszczone. Kevan zawsze mnie tam teleportował, gdy traciłam kontrolę nad strzygą — zaśmiała się nerwowo — Możemy się tam udać teraz, chyba, że wolisz jeszcze odpocząć — dodała bardziej troskliwym tonem, patrząc uważnie na Vergila.

Vergil. Przesłuchanie w blasku księżyca, czemu nie.

12.07.2019

Od Harriet CD Lucasa

   Gdy rozmowa została podsłuchana, a zadanie wykonane, Harriet musiała pilnie udać się do łazienki w celu potwierdzenia akcji. Sprawnie przedostała się do wspomnianego pomieszczenia, a gdy zaczęła sprawdzać kabiny, do łazienki wszedł wysoki mężczyzna, który wcale nie pomylił toalet. Przyparł jasnowłosą do ściany i szybkim ruchem coś wstrzyknął do jej ciała, lecz substancja nie zadziała od razu, przez co ta zdołała się uwolnić z uścisku i uderzyć obcego mężczyznę. Dopiero po chwili, widoczny dla niej obraz zaczął się zamazywać, nogi zrobiły się jak z waty, a przed upadkiem osłonił ją ten sam mężczyzna. Delikatnie położył ją na chłodnej podłodze i pożegnał krótkim śmiechem, po czym wampirzyca całkiem odpłynęła.
Zimna podłoga, wilgotne ściany bez okien, tytanowe kraty i brak naturalnego światła. To ten obraz przywitał ledwo świadomą kobietę, która z trudem uniosła zmęczone powieki. Jej usta były skutecznie zakneblowane, a ręce mocno skute za jej plecami. Siedziała oparta o ścianę z zgiętymi nogami w kolanach, co zaraz objawiło się zdrętwieniem kończyn. Intuicyjnie je wyprostowała, lecz czując kolejne kajdany na kotkach, cicho jęknęła. Na szczęście nikt tego nie usłyszał, przez co też nikt się nie zjawił, dzięki czemu jasnowłosa miała więcej czasu na dojście do siebie. Nadal miała na sobie suknie balową, lecz ta zdążyła lekko się podrzeć i pobrudzić, co było nieuniknione. Przy prawej ścianie siedział Lucas, który dopiero teraz wrócił do rzeczywistości, lecz nie mógł zrobić nic więcej, gdyż i ten był skuty. Harriet pokiwała głową na boki i pomimo wyczerpania, zaczęła pobudzać w sobie cząsteczki magii, aby te umożliwiły jej używania swoich zdolności.
— Obudziły się gołąbeczki — mruknął nagle jakiś mężczyzna, a pomimo tego, że ten powiedział to dość cicho, jasnowłosa lekko się skrzywiła, gdyż ta usłyszała to znacznie głośnej. — Już myślałem, że będą kolejne trupy — dodał wchodząc do pomieszczenia.
Wampirzycy cisnęły się już słowa na usta, lecz ta nie mogła nic wypowiedzieć, oprócz zduszonych jęków. Obcy mężczyzna zaśmiał się i podszedł do niej, nie zwracając większej uwagi na bruneta.
— Oszczędzaj siły — rzucił kucając naprzeciw kobiety — Jęczeć dopiero zaczniesz — szepnął obrzydliwie się uśmiechając i nachylając się do jej szyi.
To wystarczyło do wkurzenia jasnowłosej, przez co cząsteczki magii w jej ciele dosłownie eksplodowały, oddając przy tym jej zdolności. Zerwała metalowe obręcze na swoich nadgarstkach i nim mężczyzna zdołał cokolwiek zrobić, ta przeszyła go na wylot swoimi pazurami, przebijając przy tym jego płuca oraz serce, przez co śmierć nastąpiła od razu. Drugą ręką chwyciła za jego bark i przy pomocy nóg, odepchnęła oprawcę od siebie, wyjmując z  jego ciała lekko zakrwawione pazury. Zaraz skryła swoje narzędzie zbrodni i pozbyła się knebla z usta oraz kajdan z nóg, po czy głęboko odetchnęła. Krew. Czuć było krew, która dla wampirzycy jest jak alkohol dla alkoholika, lecz tym razem musiała powstrzymać swoje uzależnienie i pomóc swojemu współpracownikowi. Wstała z chłodnej podłogi i podeszła do mężczyzny, którego również zaraz uwolniła.
— Im mniej wiesz, tym lepiej dla Ciebie — mruknęła wampirzyca, po czym zerknęła na siebie.
Suknia, która była dosyć długa, zrobiła się niepotrzebna i niewygodna, więc Harriet zerwała ją z siebie. Oczywiście miała tutaj Asa w rękawie, gdyż pod nią znajdowały się przyległe ubranie w postaci czarnej koszulki oraz krótkich spodenek.
— Musimy znaleźć pozostałych szpiegów i uciec z tego.. czegoś — mruknęła wampirzyca w monologu — Nie czuć magi, więc to zwykłe więzienie. Ludzie też nie wyglądają na mutantów — dodała zerkając na Lucasa — Jak się trzymasz ? — kucnęła przy brunecie.

Lucas.

11.07.2019

Od Harriet - Event

   Gdy jasnowłosa przeglądała pierdoły na portalach społecznościowych, nagle na jej pocztę przyszła dobrze zakodowana wiadomość, którą otworzyć mogła tylko poprzez znane jej hasło. Był to mail od Sopportare, lecz nie przysłali jej kolejnego zlecenia, a poinformowali o zebraniu w pobliskiej akademii, gdyż chodzi ponoć o coś bardzo ważnego. Zapewnili nawet, że jest to wagi światowej, przez co wampirzyca nie mogła tego zignorować. W treści wiadomości zauważyła także wzmianki o jakiś portalach oraz sferach, co trochę zainteresowało, a jednocześnie zaniepokoiło białowłosą.
Kobieta przygotowała się na spotkanie, ubierając raczej ciemne ubranie, a gdy wybił odpowiednia godzina, opuściła swoje miejsce zamieszkania i dzięki swojemu audi, skierowała się do akademii. Na miejscu zastała sporą ilość Sopportare, która bacznie pilnowała wejścia oraz kilka grup miejskich mediów, którzy wyglądali, jakby liczyli na cuda. Wampirzyca widząca owy tłum przed sobą, cicho westchnęła i pod postacią mgły przeleciała ponad ludzi, aby dotrzeć do miejsc siedzących. Tam wróciła do ludzkiej formy i delikatnie poprawiła swoją kurtkę, po czym zerknęła na krzesła, gdzie na jednym z nich siedział znajomy jej berserk. Lekko się uśmiechnęła i zajęła miejsce obok niego, krótko się witając. Między nimi rozpoczęła się luźna rozmowa, która tylko przyspieszyła czas oczekiwania na dyrektora. Gdy mężczyzna się zjawił, na sali zapadła totalna cisza, po czym brunet przeszedł do rzeczy, tłumacząc całą zaistniałą sytuacje. 
   Gdy wszystko było już jasne, po ciele jasnowłosej przez dreszczyk niepewności, gdyż nigdy wcześniej nie brała udziału w takiej akcji, która ma wagę światową. Z drugiej strony brakowało jej trudnego zadania, gdzie mogłaby się wyładować i sprawdzić swoje możliwości. Teraz nadarzyła się takowa okazja, której nie może nawet opuścić. Następnie dyrektor wyczytał cztery grupy zbiorowe, a gdy przemowa dobiegła końca, każdy opuścił wielką salę. Jasnowłosa mając pewien plan, zebrała ludzi należących do tej samej grupy, co ona, a gdy chciała przejść do tematu, stanęła przed nią szatynka, która od razu się przedstawiła. Reszta zebranych uczyniła to samo, po czy przeszliśmy do tematu naszych zdolności. Taiga, która okazała się być czarownicą, uczyniła to jako pierwsza, co nawet mi się spodobało. Kobieta nie kryję się i jest odważna, aby powiedzieć coś na forum.
— Jestem wampirem wyższym, trochę silniejsza od zwykłego, lecz znacznie słabsza od elity. Do obrony używam czarnej mgły, która dobrze zadziała jako mur, z czasem mgła przyjmuję formę macek. Atakuję głównie paraliżem, lecz przy obecnych przeciwnikach nie będzie to możliwe, dla tego mogę też przemienić się w strzygę — wyjaśniła białowłosa i zerknęła na rudowłosą kobietę — Freya?

6.07.2019

Od Harriet CD Vergila

   Jasnowłosa wampirzyca dość mocno wsłuchała się w słowa czarowników, przez co w jej głowie zaczęły układać się dziwne plany i nierealne przypuszczenia, szczególnie po ujrzeniu blondwłosego pulpeta w postaci Ivara, który już raczej na takiego nie wyglądał. Kobieta widziała kątem oka zachowanie Nelly, która niegdyś była zauroczona w chłopaku, teraz jednak jej spojrzenie było przepełnione chłodem i w pewnym stopniu obojętnością. Wampirzyca zaraz skupiła się na berserku, którego tętno znacznie przyspieszyło, przez co zaraz opuścił miejsce rozmowy.
— Ver? Gdzie idziesz? — rzuciła wampirzyca oglądając się za przyjacielem, lecz ten szybko zniknął za dużymi drzwiami.
W dużych fotelach ruszył się każdy, lecz gdy ujrzeli teleportującą się Harriet, ci odpuścili biegania za nimi i wrócili do słuchania czarowników. Tych to nawet nie ruszyło i bez większego problemu wrócili do wyjaśniania całej tej akcji z mordercami. Zaniepokojona Vivianne postanowiła wrócić do ciała żywicielki i choć w lekkim stopniu pilnować jej czynów, gdyż nikt nie zna tego miejsca na tyle dobrze, aby błądzić samemu po tylu korytarzach. Jasnowłosa musiała polegać na węchu, a że berserk był pobudzony, jego zapach był ostry i bardzo wyraźny, lecz gdy zapachy kilku osób zmieszały się, ta musiała odpuścić i podążać za krokami lub nierównym oddechem bruneta. Nie ukrywała swojej irytacji i cicho obmyślała plan zamordowania przyjaciela, gdyż ten udał się w nieznane jej miejsce, co było jego największą głupotą. Wszelka złość jednak szybko zanikła, gdy jasnowłosa ujrzała berserka siedzącego przy ścianie i.. płaczącego żałośnie z bezsilności. Twarz miał schowaną w kolana, przez co nie było tego widać, lecz słuch kobiety jeszcze nigdy jej zawiódł. Poczuła, jakby jej serce ktoś chwycił i z całej siły ścisnął, przez co zabrakło jej tchu. Po prostu nie wierzyła w to, co widzi, a widziała cierpiącego przyjaciela. Szybko do niego podbiegła i klęknęła przy jego boku, przez co berserk od razu wtulił się do jej piersi i mocno objął. Jasnowłosa odwzajemniła gest i delikatnym ruchem dłoni mierzwiła włosy bruneta, który nie mógł powstrzymać swoich łez.
— Nie zostawiaj mnie — wyszeptał mężczyzna — Proszę..
— Nie zostawię — rzekła cicho kobieta, lecz pomimo zapewnienia, ten ani trochę się nie uspokoił.
Wampirzyca w pewnym momencie nie wytrzymała i pomimo obiecania sobie, że nigdy więcej tego nie uczyni, uroniła samotną łzę przy mocno zaciśniętych powiekach, lecz w ostatniej chwili powstrzymała się od wybuchu emocji, co raczej nie pasowałoby do charakteru kobiety.
Po dłuższej chwili berserk puścił wampirzycę, lecz ta dla dodania otuchy przyjacielowi, siadła obok niego, dając mu przy tym możliwość oparcia jego głowy o jej ramię. Siedzieli w totalnej ciszy, przy czym Harriet tworzyła z czarnego dymu różne istoty, zaczynając od zwierząt, a kończąc na kreaturach nie z tej ziemi. Z tego powodu jej dłoń z lekka ściemniała, więc musiała odpuścić dalszej zabawy.
— Wracamy do reszty grupy? — spytała spokojnie jasnowłosa, lecz brunet tylko kiwnął przecząco głową.
— Gdzie James? — mruknął przyjaciel zerkając przed siebie.
— Vivianne go gdzieś zabrała — odpowiedziała wampirzyca — Myślę, że powinniśmy już wracać..
— Nigdzie nie idę — przerwał berserk.
— Wracać do domu — dokończyła kobieta powstrzymując się od wrednej odzywki — Pójdę sprawdzić ich rozmowę.
— Nie idź — rzucił mężczyzną i mocno chwycił kobietę za rękę.
Jasnowłosa cicho westchnęła i nie mając większego wyboru, pozostała przy brunecie, lecz nie chciała siedzieć dłużej w tym miejscu, gdyż obecna tutaj magia zaczynała ją mdlić. Jedynym ratunkiem w tej sytuacji było puszczenie mglistego kruka, który krętymi korytarzami doleciał do sali rozmów, a widzący to Kevan, przeprosił towarzystwo i teleportował się do wampirzycy.
— Coś się stało? — rzucił wampir spokojnie podchodząc.
— Skończyliście już gadać? — mruknęła kobieta przeszywając mężczyznę ostrym spojrzeniem, aby ten nie rzucił zaraz jakimś wrednym tekstem.
— Tak, czekaliśmy na was — odpowiedział niepewnie — Możemy już wracać do domu — dodał zaraz.
Kevan chyba zrozumiał zaistniałą sytuację i każde swoje słowo wypowiadał spokojnie, gdyż wiedział, że powiedzenie czegoś złego skończyłoby się męką dla wampira, choć tak naprawdę mężczyzna jest silniejszy, niż białowłosa przyjaciółka, ten jednak wolał z nią nie zadzierać.
Harriet wstała z chłodniej podłogi i pomogła berserkowi uczynić to samo, po czym całą trójką udali się w kierunku otwartego już portalu. Między nimi była kompletna cisza, nawet gdy grupa nadludzi wróciła do swojego świata, a dokładnie w miejsce, z którego wcześniej się teleportowali. Zirytowane tym wampiry zerknęły po sobie, a następnie na berserka oraz Nelly, którzy jeszcze chwilę łapali kontakt z rzeczywistością. Kevan z Harriet chwycili ich za dłonie i wspólną siłą ponownie przeteleportowali się do domu jasnowłosej, co z lekka osłabiło wampirzycę, lecz ta ni trochę się nie zachwiała. Całą czwórką weszli do środka posiadłości i skierowali się do salonu, lecz gdy wampirzyca zauważyła senność berserka, ta zaproponowała mu, aby poszedł się zdrzemnąć..

Vergil.

Od Harriet CD Lucas

   Rozmowa jasnowłosej z mężczyzną przeciągnęła się do zmierzchu, czego oby dwoje kompletnie nie wyczuli, gdyż ci mieli sporo tematów do omówienia. To jednak zakończyło się wraz z zachodem słońca, po czym para znajomych opuściła lokal, natomiast brunet zaproponował kobiecie, że ten ją odprowadzi.
— Jest to niemożliwe — zaczęła i poprawiła swoją skórzaną kurtkę — Mieszkam za miastem, a tutaj stoi auto — dodała wyjaśniając.
— Więc, może innym razem udamy się na wspólny spacer — oznajmił delikatnie unosząc kąciki ust.
— W to nie wątpię — przyznała odwzajemniając uśmiech — Ale za to ja mogę podrzucić Cię do domu. Pogoda zaczyna się pogarszać, a metro strasznie się opóźnia — dodała spokojnym tonem i uważnie spojrzała na bruneta.
— Domyślam się, że nawet jak odmówię, to będziesz nalegać — mruknął Luc kończąc lekkim śmiechem. Jasnowłosa krótko przytaknęła — No dobrze. Prowadź więc — dodał z lekkim westchnięciem.
Para znajomych udała się od razu na parking, gdzie stało tylko jedno auto, a konkretnie szare audi kobiety, które pieszczotliwie nazywa szarakiem lub grafitem. Białowłosa wyjęła klucze z kurki i poprzez pilot otworzyła pojazd, którego światła zabłysnęły jasnym, pulsującym blaskiem, kończąc na świetle pozycyjnym. Oby dwoje zajęli swoje miejsca w aucie, a czując ciepło z nagrzewnicy audi, ci lekko wzdrygnęli. Po odpaleniu szaraka od razu wyjechali z parkingu i udali się tam, gdzie wskazał brunet. Podczas drogi nie mogło zabraknąć rozmów, które jeszcze bardziej rozbawiły parę, a tym samym umocniły ich znajomość. Mimo wszystko, Lucas należy do sopp, przez co białowłosa nie darzy go wielkim zaufaniem i gdyby ten zrobił coś złego względem niej, ta bez problemu mogłaby go "uszkodzić", a dokładnie, nie miałaby wyrzutów sumienia, gdyby coś mu zrobiła. Tego jednak nie robi, gdyż na razie mężczyzna nie stwarza żadnego zagrożenia, jednak uważnie obserwuje jego poczynania.
Gdy oby dwoje dojechali pod miejsce zamieszkania mężczyzny, ci zakończyli rozmowę i pożegnali się tak, jak przystało na znajomych, po czym Luc opuścił pojazd i skierował się do budynku. W tym czasie wampirzyca wyczuła spojrzenie gapiów z apartamentu oraz "osiedlowego monitoringu" siedzącego na dębowych ławkach. Z jednej strony była już do tego przyzwyczajona, z drugiej natomiast coś ją irytowało, przez co szybko opuściła kompleks budynków, pozostawiając za sobą głośny warkot silnika, który odbił się chyba o wszystkie budynki. Z takim pędem skierowała się do swojego domu, w którym zawsze jest bezpieczna, głównie przez barierę Nicodemusa, który zawsze chroni swoją wnuczkę. Z takim też lękiem dojechała do swojego miejsca zamieszkania i tam też się zamknęła, nie wychodząc nawet do garażu, który mi wszystko jest częścią domu.
      Większość następnego dnia spędziła na mocnym treningu, który pomógł jej zapomnieć o wczorajszym lęku, który to jeszcze dzisiejszego ranka ją dręczył. Po tym wszystkim wylądowała w wannie z ciepłą wodą i miała nadzieje, że już nic nie wyrwie ją dzisiejszego dnia. Gdy tylko usłyszała dzwoniący telefon, przeklęła dzień, w którym zawarła umowę z Sopportare, gdyż to właśnie oni wykonali do niej połączenie. Niechętnie je odebrała i przyjęła standardowe informację o wstawieniu się w ich siedzibie. Nie mając większego wyboru, ogarnęła się i ubrała zimowe, lecz lekko opięte ubranie, które dobrze wyglądało i było wygodne, co rzadko idzie w parze. Resztę czynności wykonała również szybko, lecz dokładnie, do czego miała już wprawę. Przy okazji nakarmiła zwierzyniec i opuściła swoją posiadłość.
Gdy policjanci widzieli szare audi wjeżdżające na parking policyjny, wiedzieli, że coś się szykuje, choć inni z wielką chęcią wsadziliby wampirzycę do więzienia i traktowali prądem, jak ostatniego mordercę. Pomimo tego, szybkim krokiem wbiła do biura kapitana i była gotowa ujrzeń kilku żołnierzy, lecz tym razem zauważyła tylko Lucasa oraz kapitana.
— Co tym razem? — mruknęła wampirzyca nawet nie zajmując miejsca siedzącego.
— Potrzebuję szpiegów — rzucił kapitan — Dwóch moich zniknęło podczas akcji i do dzisiaj nie mamy z nimi kontaktu.
— Dobrze, ja sama mogę się tym zająć — odparła krzyżując ręce na piersi — Nie chcę narażać ludzi.
— On Ci będzie potrzebny — westchnął kapitan — Będziecie musieli udać się na bankiet, w którym zaginęli moi szpiedzy...
Mężczyzna wyjaśnił im wszystko na ten temat, co zajęło im blisko pół godziny, natomiast Harriet zdążyła prawie pokłócić się z dowódcą, ale to już chyba żadna nowość. Bankiet ma odbyć się dzisiejszego wieczoru, więc para znajomych nie miała za wiele czasu. Oby dwoje udali się do szatni i tam czekali na zamówionych stylistów wraz z gotowymi ubraniami oraz sprzętem do podsłuchu.
   Gotowi do działania zajechali pod wielką salę, z którego wydobywał się dźwięk klasycznej muzyki, za którą Harriet za bardzo nie przepada. Pomimo tego, musiała tam wejść mając u boku Lucasa, który w garniturze wyglądał dość dobrze. Sama wampirzyca była ubrana w schludną suknię oraz wysokie buty.
— Zrobimy swoje i opuścimy to miejsce — mruknęła cicho kobieta i zerknęła na towarzysza, który lekko przytaknął.

Lucas.

5.07.2019

Od Harriet CD Lucasa

   Gdy wampirzyca minęła próg swojego domu, przywitało ją skromne stadko w postaci szopa, pandy rudej oraz nietoperza, który jako pierwszy wylądował na klatce piersiowej kobiety. Ta z uśmiechem głaskała każde z zwierzaków i przeszła z nimi do kuchni, gdzie podała im ich jedzenie i zajęła się sobą. Weszła do łazienki, gdzie do wanny nalała prawie gorącej wody i pozbyła się swoich ubrań, po czym weszła do ciepłej cieczy. Zanurzyła się do szyi i przymknęła oczy, żeby choć teraz się zrelaksować. Biała piana utworzona z płynu do kąpieli skutecznie zakryła jej ciało, a nagle pojawiający się Kevan zastał widok jedynie jej głowy oraz rąk.
— Mówiłam Ci, żebyś nie teleportował się w losowe miejsca tego domu — rzuciła spokojnie wampirzyca i spojrzała na przyjaciela.
— Myślałem, że jesteś w pracy — westchnął — Nie ważne.. przyszedłem tylko po kilka dokumentów.
— W łazience ich nie znajdziesz. Wypad — wygoniła bruneta z łazienki, który poprzez kolejną teleportację przeniósł się do innego pomieszczenia — Debil — dodała sama do siebie.
— Słyszałem! — krzyknął Kevan będący w biurze obok.
Kąpiel jasnowłosej trwała dość długo, a gdy opuściła ciepłą wannę, jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Od wszelkiego zimna uratował ją jej biały szlafrok, który ubrała na siebie i przeszła do swojej sypialni, gdzie założyła luźniejsze ubranie. Nie miała w planach opuszczać już domostwa, więc do wieczora czytała lub bawiła się ze zwierzakami.
  Następnego dnia obudziła się wypoczęta i pełna energii, przez co humor dopisywał jak nigdy wcześniej. Włączyła swoją ulubioną muzykę i zajęła się sobą zaczynając od długiej kąpieli, a kończąc na porządnym śniadaniu z ciepłą kawą. W międzyczasie nakarmiła swoje stadko, a po przyjęciu sprzątaczki, mogła opuścić posiadłość udając się od razu do miasta. Na miejscu skierowała się od razu do kawiarenki, do której często przyjeżdża, lecz tym razem spotkała swojego towarzysza broni, a dokładnie Lucasa, z którym zasiadła w środku lokalu. Zamówili swoje ulubione napoje i przeszli do tematu, który mieli dokończyć znacznie wcześniej.
— No więc.. Nigdy nie służyłam w jakiejś jednostce i pracowałam jedynie dorywczo w stajni czy w warsztatach samochodowych. Teraz wiesz czym się zajmuję i zdecydowanie mi to pasuje — wyjaśniła krótko jasnowłosa.
— Nie boisz się tego? — spytał brunet.
— Czego mam się bać? — prychnęła z lekkim uśmiechem — Znam swoje możliwości i zawsze trzymam tego asa w rękawie, aby w ostatniej chwili uciec od zagrożenia — dodała spokojnym tonem — Po za tym, miejsca publiczne nie są bezpieczne na takie tematy — westchnęła i chwyciła za kubek z kawą, z którego upiła niewielki łyk.
— Rozumiem — przytaknął brunet i również zaspokoił swoje pragnienie — I też się zgadzam. Ogólnie robisz coś po za.. pracą?
— Mhm — przytaknęła — Rysuje, czytam, czasami jeżdżę na strzelnicę lub trenuje w domowej siłowni, nic szczególnego — wyjaśniła delektując się ciepłą kawą — A Ty? Oprócz ścigania niedobrych mutantów, coś ciekawego czynisz? — spytała zerkając na towarzysza.

Lucas. 

Od Harriet CD Vergila

   Gdy przed zgrupowaniem otworzył się portal, a starszy czarownik wspomniał coś o pobliskim podsłuchu, do uszu Harriet dobiegł dźwięk łamiących się liści oraz ciężki oddech jakiegoś stworzenia. Jasnowłosa lekko zmarszczyła brwi i w skupieniu przeleciała wzrokiem po murze, po czym zatrzymała się na niewielkiej wyrwie, skąd dochodził wcześniej wspomniany dźwięk. Vivianne dostrzegła zaniepokojenie swojej żywicielki, więc i ta skierowała tam swoje obojętne spojrzenie.
— Myślę, że dobrym pomysłem będzie stąd po prostu zniknąć — stwierdziła czarnowłosa wampirzyca i wskazała na wielkie poroże zmutowanego stworzenia, które tylko czekało na odpowiedni moment — Chyba, że ktoś woli stać się czyimś posiłkiem — mruknęła wnet się ulatniając.
— Racja. Idziemy — przyznała Nelly, która jako pierwsza weszła w portal.
Reszta grupy uczyniła to samo, a gdy ostatnia osoba zniknęła za kręgiem magii, zza krzaków wybiegło mocno zmutowane zwierze, które naturalnie nie ma prawa bytu. To jednak nie było już zmartwieniem, gdyż nadludzie znaleźli się w bezpieczniejszym miejscu, lecz bardziej przepełnionym magią, co szczególnie wyczuła Vivianne, rozglądając się po pomieszczeniu.
— Nienawidzę portali — westchnęła Harr i zerknęła na berserka, który tylko wzdrygnął ramionami.
— Usiądźcie tutaj i nie rozchodźcie się — powiedział młodszy czarownik i wskazał na pojedyncze krzesła ustawione w pseudo kręgu.
Młodzi nadludzie usiedli zgodnie z "prośbą", natomiast James z Vivianne stanęli za swoimi "żywicielami", gdyż Ci nie bardzo czuli potrzebę siedzenia. Wystarczyło tylko, aby starsza wampirzyca oparła się o fotel, aby spojrzenie duchowego berserka wylądowało na jej ciele. Widzący to Vergil westchnął z irytacją i spojrzał na jasnowłosą, natomiast ta zerknęła na Jamesa, który skierował wzrok na nią. Duch słabo westchnął, lecz Viv to nawet nie ruszyło, choć Harriet czuła, że jej energia powoli wzrasta. Ciche chrząknięcie starszego czarownika zwróciło na niego uwagę nadludzi, którzy wyczekiwali na jakiekolwiek informację.
— Nim przejdziemy do sprawy — zaczął czarownim — Niech koleżanka się przedstawi — zerknął na Vivianne — Pojawiła się podczas kłótni i tak pozostałaś.
— Jeśli to konieczne — stwierdziła prostując się — Jestem Vivianne Connolly z szlacheckiego rodu arystokratycznego Bernadotte, jedyna córka czarodzieja Bernadotte oraz wampirzycy Vanderbilt. We własnej osobie — wyjaśniła spokojnym tonem trzymając splecione dłonie jak księżna.
— Kojarzę — mruknął starszy czarownik — Powiedz tylko, skąd się tutaj wzięłaś? Wolę mieć pewność, że nie jesteś szpiegiem.
— Oczywiście. Dwadzieścia cztery lata temu, pewna czarodziejka, rzuciła na mnie śmiertelne zaklęcie. Ciało uległo zniszczeniu, natomiast dusza została przypisana do losowego dziecka, które danego dnia się urodziło i cóż, padło to na Harriet. — wyjaśniła wampirzyca — Lecz dopiero teraz, gdy białowłosa zyskała zdolność komunikowania się z duchami, ujawniłam się. — dodała z lekka wzdychając.
— Natomiast czarodziejka została zamordowana — wtrącił się Kevan — Nim jednak do tego doszło, w podobny sposób zabiła wielu ludzi, w tym czarowników i bezbronnych ludzi, po czym została przebita na wylot zatrutą strzałą. Stare czasy.. — westchnął wampir.
— Najlepsze czasy — westchnęła — Prostując. Nie macie mnie za wroga czy szpiega, choć zawsze mogę szpiegować dla was — dokończyła ponownie opierając się o fotel.
— Dobrze wiedzieć — mruknęła Harriet poprawiając się w fotelu i zerkając na Vergila, który rozsiadł się jak u siebie, lecz ze skupienie słuchał całej rozmowy — Jednak nie po to tutaj przyszliśmy. Pomówmy na temat mordercy i całej tej sytuacji.

Vergil.

1.07.2019

Od Harriet CD Vergila

Gdy przyjaciel berserka rozpłynął się w powietrzu, a zdenerwowana dziewczyna znacznie się uspokoiła, skierowali się do wampira oraz nastoletniego czarownika, którzy coś sobie wyjaśniali. Kevan w spokoju tłumaczył całe zajście, przez co i młodociany nie okazywał agresji, jednakże wystarczyło nazwać ich mordercami, aby do rozmowy wtrąciła się Harriet.
— My? Mordercami? — prychnęła białowłosa — Działamy wyłącznie w samoobronie.
— Tak? — młody spojrzał na kobietę — Więc po co tutaj przyszliście?
— Tłumaczyłem Ci już — wtrącił się wampir — Szukamy jakichkolwiek wskazówek odnośnie ostatnich morderstw — wyjaśnił.
— Morderstw, za którymi wy stoicie? — mruknął nastolatek — Zabawne — dodał bez emocji.
— Nie przypominam sobie, aby pozostawiała znaki czarowników na ciałach ofiar — syknęła białowłosa, która powoli zaczynała mieć dosyć młodego bruneta.
— Pozostawiacie je pewnie dla zmylenia — burknął wpatrując się w wkurzoną kobietę.
— Za chwilę ja pozostawię Ci znaki na Twojej młodej buźce — warknęła wampirzyca.
Nim jednak zgromadzenie zdążyło jakkolwiek zareagować, ziemia pod nimi lekko zadrżała, a w niewielkim okręgu zaczęła unosić się smolista mgła. Berserk wraz z wampirem byli pewni, że to sprawka białowłosej, lecz i ta była zaskoczona zaistniałą sytuacją.
— Spokój — rzekła kobieta, która ukazała swą duchową formę za zgromadzonymi ludźmi — Nikt nie będzie obrażał mojej żywicielki — dodała stając obok białowłosej zakładając przy tym ręce na biodra.
— Vivianne — mruknął Kevan, który nie mógł ukryć swojego zaskoczenia — Przecież Ty..
— Zamilcz — warknęła czarnowłosa — A Ty młodociany wróżku, wysłuchaj ich choć raz i skup się na tym.
— Żaden wróżku.. — wtrącił się przyjaciel czarownika — Uważaj sobie na słowa — dodał trochę ciszej.
— Żałosne te groźby — westchnęła duchowa wampirzyca — Tak samo jak wasze przypuszczenia — kontynuowała patrząc na czarowników — Dwa wampiry i berserk szukają znaków ludzi władających magią.. czarną magią. Każda ofiara ma to samo, a ich jest coraz więcej. — rzekła czarnowłosa.
— To nie zmienia faktu... — zaczął wkurzony czarownik.
— Nie chcę się wtrącać.. — zaczęła niepewnie Nelly, której i tak nikt nie słyszał — Halo.. — kontynuowała — Spokój kuurde! — dodała podchodząc ton na tyle, że całe zgromadzenie się uspokoiło i zwróciło wzrok ku niej. Blondynka poprawiła tylko swoje okulary i podeszła bliżej nadludzi. — Nie mamy czasu na kłótnie i wyjaśnienia. Z dnia na dzień jest coraz więcej ofiar, a my stoimy w tym samym miejscu. Musimy działać — wyjaśniła blondynka i poprzez niewielki hologram ukazała znak z ofiar — Ash, znasz ten znak, prawda? — spojrzała na czarownika, który krótko przytaknął — Wiesz, że nie jest on wypalony ani narysowany. Jest stworzony poprzez magię.
— Wampir ani berserk nie posługuje się taką magią — rzekł Kevan — Nie lubię oskarżać, ale wina leży po stronie czarowników — dodał zerkając na młodocianego, który zamknął się w swoich myślach.
— I samo nazywanie ich mordercami nie jest rozwiązaniem — rzekła czarnowłosa wampirzyca.
— A jego wróżkiem — dodał przyjaciel nastolatka.
— Mało istotne, gdyż każdy ma coś za uszami — powiedziała Nelly zerkając na każdego — Musimy się uspokoić i naradzić.. bez duchów — dodała zerkając na zamazane kreatury, których dokładnie nie mogła widzieć.
Białowłosa wampirzyca założyła ręce na piersi i zerknęła na zgromadzenie, które nagle stało się bardzo liczne. Młody czarownik z duchem swojego obrońcy, berserk, który za plecami miał Jamesa oraz sama Harriet, przy której stała Vivianne. Jedynie Kevan z Nelly stali koło siebie i obserwowali zgromadzenie wzięte z mody na sukces — od dramy do dramy. Jednak bardziej ciekawiło białowłosą, skąd wzięła się czarnowłosa wampirzyca, która tak nagle ukazała się u jej boku i stanęła w obronie Harriet. Tego jednak dowiedzą się później, gdyż zaraz duchy postanowiły wrócić do swojego świata i pozostawić śmiertelników samych sobie, aby ci mogli się w końcu dogadać.
— Więc — zaczął Kevan — Wiemy już co to jest za symbol i do kogo należy, jednakże nadal nie wiemy, kto dokładnie jest mordercą — dodał wyjaśniając.
— Ktoś od czarowników.. — wspomniała wampirzyca — I nie mam na myśli Ciebie — dodała patrząc na młodego, który tylko odwrócił wzrok.
— Ale możesz nam coś o tym więcej powiedzieć — odezwał się berserk.
— On wam nie powiedział? — wskazał czarownik na wampira.
— Nie znam do końca czarnej magii i waszego świata — stwierdził — Ale wiem, czyj jest symbol i co oznacza, ale nie znamy sprawcy.. — dodał z lekka powtarzając swoją pierwszą wypowiedź.
— I trzeba wiedzieć, że znak jest zrobiony magią — wtrąciła się blondynka.

Vergil?
Pierwsze opowiadanie w tej trzeciej osobie. Jej.

30.06.2019

Od Harriet CD Lucasa

Rozmowa z nowo poznanym mężczyzną była dość przyjemna, lecz zakończyła się wraz z dotarciem na miejsce. Zatoka była na tyle spokojnym miejscem, że mogłabym już tutaj zostać i wsłuchiwać się w szum fal, które obijają się o pobliskie pale. Jednak to nie był czas na relaks i obijanie się do pełnego zajścia słońca, jest to wykonania zadanie.
Gdy wszystkie skrzynie były już zapakowane, a mundurowi skierowali się do aut, wnet usłyszałam strzały ze strony ludzi dostawcy, którzy najwidoczniej nie chcieli, byśmy tak szybko stąd odjechali. Jednak najgorsze było to, że owe strzały padły w moim kierunku, z czego dwa pociski trafiły w kamizelkę, a odrzut przybliżył się do busa. Przeklęłam w duchu z czystej złości, przez co zaraz przeniosłam się do napastników, którzy jak muchy, padali na betonową posadzkę. Pomimo tego, robiło się ich coraz więcej, a ja miałam ograniczoną ilość energii. Aby się uspokoić, musiałam skryć się za winklem i dosłowną chwilę odetchnąć oraz szybko przemyśleć plan działania.
— Ściągnęłam pierwszych strzelców.. teraz spieprzajcie z tej zatoki — powiedziałam przez radio do kierującego akcją.
— Musisz z nami wrócić — rzekł uparcie mężczyzna.
— Wypad z tej zatoki! To cholerny rozkaz.. 
— Z.. zrozumiano. - rzekł rozłączając się.
Przypięłam radio z powrotem do pasa i wsłuchałam się w dźwięk busów, które pędem skierowały się do wyjazdu z zatoki. Ja, tak dla zabawy, wytworzyłam mgliste opary, przez co napastnicy musieli się wycofać, gdyż inaczej by się podusili. Teraz miałam jedyną okazję do ucieczki, z której oczywiście skorzystałam i biegiem opuściłam zabudowania kierując się w stronę odjeżdżających busów. Oczywiście nie miałam szans dobiec do nich, lecz im bliżej nich będę, tym mniej energii zużyje na teleportację, lecz gdy Ci zaczęli powoli znikać między drzewami, musiałam teraz przenieść się do busa. Tak też uczyniłam, lecz zamiast pojawić się na miejscu pasażera, wylądowałam na skrzyniach z bronią, które nie należały do najwygodniejszych. Cicho jęknęłam i ściągnęłam z siebie kamizelkę, która stała się zbędna i bardzo niewygodna. Oczywiście to nie był czas odpoczynku, więc przeniosłam się na miejsce pasażera, obok Lucasa, który musiał mnie już słyszeć, gdyż nawet się nie wzdrygnął.
— Ktoś oberwał? — spytałam sięgając za butelkę wody, z której upiłam trochę wody.
— O dziwo nie — odpowiedział uważnie przyglądając się drodze — A jak z Tobą? Słyszałem, że Ty oberwałaś.
— Mhm — mruknęłam — Siniaki jak zwykle pozostaną, ale ważne, że kamizelka zatrzymała pociski. — wyjaśniłam zerkając na drogę.
— A ilu było w zabudowaniach? — spytał zerkając na mnie.
— Zdecydowanie za dużo. Sama pozostawiłam wielu przy życiu, czego zazwyczaj nie robię — odpowiedziałam. — Jeśli wyjedziemy na główną, będziemy mieć spokój.. ten las nie wygląda najlepiej.
— Zdążyłem to zauważyć. Łatwo o zasadzkę — przyznał w skupieniu.
Oby dwoje postanowiliśmy trwać w ciszy aż do samego magazynu Sopp, choć wcześniej wspomnieliśmy, że pogadamy trochę na mój temat. Cóż, nie miałam siły ani ochoty na ten temat, gdyż byłam pewna, że akcja rozwinie się znacznie spokojniej.
Gdy tylko bus zatrzymał się pod siedzibą, skierowałam się do kapitana, który wypłacił mi gotówkę za wykonanie zlecenia i podziękował za ochronę jego ludzi. Zrobiłam to w sumie tylko dla pieniędzy, no ale tym razem miałam przyjemnego towarzysza u swego boku w postaci Lucasa. Tego też osobnika spotkałam w szatni, gdy zabierałam stamtąd swoje rzeczy.
— Nigdy tego nie mówiłam, ale dobrze mi się z Tobą współpracowało — powiedziałam kierując spojrzenie na mężczyznę — Do zobaczenia — dodałam kierując się do wyjścia.

Lucas? 

20.06.2019

Od Harriet CD Vergila

  Walka była przyjemna, lecz nie należała do najłatwiejszych. Wszystko działo się bardzo szybko, przez co zakończyła się w takim sam sposób, jak zawsze — utratą przytomności. W ciemnościach myśli krążyłam po nieznanych mi dotąd ścieżkach, które odkrywały się z każdym moim krokiem. Z panującej ciszy zaczęły wydobywać się krzyki, które coraz bardziej narastały, przez co mój oddech znacznie przyspieszył. Zaczęłam biec, lecz to jeszcze bardziej pogorszyło sytuację. Blade, jasne światło zaczęło mocno ocieplać moje ciało, które zaraz paliło się białym ogniem. Niby czułam wielki ból, lecz z drugiej strony powoli budziłam się z nieprzyjemnego "snu". Otworzyłam powoli oczy i pierwsze co zauważyła, to młodego mężczyznę kucającego przy mojej osobie. Nie znałam go i nie miałam też zamiaru poznawać, nawet jeśli dzięki niemu żyję. Uspokoiłam lekko przyspieszony oddech i ciężko westchnęłam podnosząc się do siadu.
— Dzięki — mruknęłam przecierając odruchowo czoło — Gdzie reszta? — spytałam zerkając na boki.
— Poszli gdzieś z jakąś kobietą — odpowiedział wstając — Gdzieś.. tam — wskazał na jedną dziur w ścianie.
Również stanęłam na równe nogi i czując się nadal dziwie, przeszłam tam, gdzie wskazał mężczyzna. Na pierwszym planie zauważyłam.. Nelly, co mocno mnie zdziwiło, choć z drugiej strony trzymała się z Ivarem, który teraz jest poszukiwany.. tak jakby. Następnie pojawił się Kevan, który z uśmiechem do mnie podszedł i chciał objąć, lecz ta taktycznie go wyminęłam.
— Nie ma czasu na przytulanki — mruknęłam poprawiają jasne kosmyki — Gdzie Ver?
— Schował się za murem — odpowiedział poprawiając swoją kurtkę.
Krótko przytaknęłam i skierowałam się w wyznaczone miejsce, lecz w połowie drogi mocno zakręciło mi się w głowie i upadłam na kolana chwytając się przy tym głowy, która zaczęła dość nienaturalnie boleć. Poczułam dotyk wampira, ale zamiast słyszeć jego słowa, które wypowiadał, były tylko liczne zdania wypowiadane przez ludzi, których tak naprawdę nie było. Niby przywykłam do schizofrenii, przez co odstawiłam leki, lecz nie był to chyba najlepszy pomysł.
— Zaraz jej przejdzie. 
— Myślisz, że nas widzi?
— Czemu akurat ona?
— Wyjdzie z tego, spokojnie.

Po krótkiej chwili wszystko się uspokoiło, w tym ból głowy oraz wszelkie zawroty, lecz chyba wolałam posiedzieć pod murem, gdy zauważyłam kilka ludzkich kreatur. Pomasowałam swoje zmęczone oczy i raz jeszcze spojrzałam dookoła, lecz ci nadal znajdowali się w tych samych miejscach. Cicho prychnęłam i lekko zirytowana wstałam z ziemie, a pomimo ostrzeżeń Kevana, poszłam tam, gdzie miałam iść wcześniej. Na miejscu zastałam nie tylko Vergila, ale także kolejnego ducha, który urwał się z lat wcześniejszych, a na takiego przynajmniej wyglądał.
— Albo ten młody szczyl mnie naćpał — zaczęłam dość wybuchowo i podeszłam do berserka — Albo właśnie Ty rozmawiasz z jakimś duchem, który dawno nie przeglądał mody nowoczesnej — dodałam przelatując spojrzeniem na drugiego mężczyznę — Wytłumaczy mi to ktoś? — westchnęłam zerkając na zdziwionego ducha, jak i samego miśka.

Vergil?

4.06.2019

Od Harriet CD Vergila

   Byłam lekko zszokowana słuchając wampirzego przyjaciela, który od tak wyjaśnił wszystko na temat tego dziwnego symbolu. Całą tą wiedzę chłonęłam jak gąbka, gdyż czułam, że nie jest to żaden zbieg okoliczności i podane przez niego informację mogą być bardzo przydatne. Nawet próbowałam skojarzyć sobie drugi symbol, który ukazał Kevan, lecz kojarzył mi się on tylko z fazą księżyca, natomiast berserk postanowił bez słowa wyjść na tył domu, co zdziwiło naszą dwójkę. Wampir z lekka zirytowany przeniósł się do kuchni, aby napić się jakiejś wody, po czym oparł się nerwowo o blat. W tej sytuacji musiałam jak najszybciej uspokoić męskich osobników, a szczególnie kontrolować Kevana, który w gniewie jest dość nieobliczalny. Przybrałam więc mglistą postać i sprawnie przyleciałam do berserka, który klękał na liściastym podłożu. Ukazałam się kilka kroków od niego, tak w razie niekontrolowanego ataku.
— Ver, co się dzieje? — spytałam najspokojniej jak potrafiłam i delikatnie oparłam dłoń na ramieniu mężczyzny, by choć trochę uspokoić jego złość.
— To o mnie im chodzi, Harr. Potrójna Bogini i Rogaty Bóg zawsze idą w parze. Tamte ciało miało jej znak. A ja.. mam jego. — wyjaśnił po ukazaniu tego samego symbolu, który pokazał wcześniej wampir.
Kucnęłam przy brunecie i delikatnie chwyciłam za dłoń, aby bardziej przyjrzeć się symbolowi. Z jednej strony wyglądał jak zwykły tatuaż, z drugiej zaś nikt normalny nie robi sobie takich znaków.
— No nic — mruknęłam wstając — Najwyżej znowu zmierzymy się z jakąś sektą — dodałam lekko unosząc kąciki ust, choć nie było mi łatwo się uśmiechnąć w takiej sytuacji.
Tak, wkurzyłam się tak od środka na to wszystko. Liczyłam już na spokojniejsze życie działając tylko na zlecenia, lecz oczywiście los lubi tworzyć to nowe problemy. Czas więc przygotować się na kolejne dziwadła. Podałam mężczyźnie dłoń, który skorzystał z pomocy i wstał na równe nogi, po czym odwróciliśmy się w kierunku domku. Jednak bardziej zaniepokoił mnie głośny szelest wampirzej smugi, która zmieszała niczym strzała w kierunku berserka. Nie zdążyłam nawet ostrzec bruneta, gdyż ten zaraz został przykuty do szerokiego drzewa przez Kevana. Jego gniew przerosła go samego, a krew w jego żyłach pulsowała w wysokim ciśnieniu. Dłoń, która trzymała szyję Vergila, była "ozdobiona" znacznie dłuższymi paznokciami, które przeistoczyły się w jasne pazury, całe jego ciało stało się napięte jakby zaraz miał przybrać postać furii, natomiast jego oczy... były całe czarne. Jeśli nie zareaguję teraz, może dojść do niekontrolowanej walki, która skończy się śmiercią jednego z nich.
— Kevan, uspokój się — powiedziałam chcąc brzmieć odważnie, lecz głos sam w sobie zaczął się łamać — Nie chce kolejnej walki na tym terenie — dodałam wpatrując się na czarne oczy wampira.
— Od zawsze sprawiał problemy, Harr — rzekł brunet nieludzkim tonem — Chyba czas pozbyć się tej kuli u nogi — dodał jeszcze bardziej zaciskając dłoń na szyi berserka.
Vergil jak to Vergil, zaczął kląć i wyzywać w swoim języku, co w pewnym stopniu rozumiałam. Sama zaczęłam się gotować, co dobrze było widać po unoszącej się w okolicy czarnej mgły, która z sekundy na sekundę robiła się coraz gęściejsza.
— Kevan, calma. — powiedziałam powoli podchodząc do wampira, który niepewnie spojrzał w moim — Déixalo só. — dodałam stopniowo pętając nogi obu mężczyzn.
Nagle druga dłoń przyjaciela skierowała się w moim kierunku i siłą kinetyczną odepchnął mnie między drzewa, a zatrzymałam się dopiero na jednym z nich. Czując mocny ból tylnej części ciała, wydałam z siebie coś na wzór warknięcia, choć wampiry nie robią tego z własnej woli. Długie kły wbiły się w dolną wargę, a czując własną krew, byłam jak po zastrzyku adrenaliny. Podniosłam się szybko z ziemi i gdy chciałam obezwładnić Kevana, ten nagle odleciał od Vergila oczywiście zostawiając na jego szyi ślady pazurów. Obydwoje byli gotowi skoczyć sobie do gardeł, lecz nie na mojej warcie. To była chwila, a mężczyźni padli sparaliżowani na ziemię - wampir jak i berserk. Ja, stojąca między nimi, osunęłam się na kolana i oparłam ręce o chłodną trawę starając się nie wybuchnąć nerwowym płaczem, lecz kilka łez znalazło swoje ujście i spłynęły powoli z policzka na ziemię.
— Pozabijacie się innym razem — mruknęłam na tyle głośno, aby usłyszeli, po czym podjęłam próbę wstania, co oczywiście się udało, lecz nie obyło się bez lekkiego chwiania.
Oparłam się o drzewo obok i obserwowałam mężczyzn, z których powoli schodził paraliż. Do Kevana chyba doszło, co właśnie zrobił i nawet jego wygląd znormalniał, natomiast na jego twarzy wylądowało zaniepokojenie i niepewność.
— Spieprzaj stąd i przyjdź dopiero, jak zmądrzejesz — syknęłam do krwiopijcy, który słusznie posłuchał się komendy dosłownie znikając mi z oczu — A Tobie radzę zastanowić się nad rozwiązaniem Twojego problemu — dodałam zerkając na berserka, który podniósł się do siadu — I ochłonąć przede wszystkim.
Pomimo tych wszystkich nerwów, najbardziej było mi szkoda Vergila, który od tak został zaatakowany przez pół wampira pół bestię. Rozumiem złość Kevana, ale nie trawie jego zachowania oraz czynu, co trudno będzie mi zapomnieć. Natomiast ja, chwiejnym krokiem skierowałam się do domu, lecz w połowie drogi zdecydowałam się przejść w tryb mglisty i udać do salonu, gdzie walnęłam się na dużą sofę. Przyciągnęłam poduchę do siebie i zarzuciłam ją na twarz, żeby zakryć puszczające nerwy. Zwierzaki dobrze wiedziały co obić i cała trójka położyła się obok mnie. Jednak.. nie jestem jeszcze na tyle silna i wytrzymała jak kiedyś, przez co może często dochodzić do takiej reakcji na nerwy. Chcę to już zakończyć.

Vergil? 

24.05.2019

Od Harriet CD Vergila

Gdy tylko otworzyłam oczy po udanym śnie, rozciągnęłam zdrętwiałe ręce i poprawiła opadające na twarz włosy. Była o dziwo wypoczęta i wyglądało na to, że humor będzie mi dopisywać cały dzień. Nagle do pokoju wszedł Vergil wraz z moimi zwierzakami, które radośnie wskoczyły na łóżko i przytuliły się do mojego brzucha. Pogłaskałam oba wariaty i zerknęłam na mężczyznę, który nagle postawił przede mną szklankę z czerwoną cieczą. Starałam się nie wąchać napoju, lecz zapach sam wkradł się do mojego nosa. W międzyczasie brunet powiedział coś o nocnych gościach. 
— Po pierwsze zabierz ode mnie tą szklankę — powiedziałam wskazując na naczynie — Po drugie, jakich znowu gości? — spytałam zaraz wracając spojrzeniem na mężczyznę. 
— Sama zobacz — westchnął wychodząc ze szklanką z pokoju. 
Odetchnęłam z ulgą i zerknęłam na zegarek, który pokazywał godzinę chwilę po ósmej. Zsunęłam z siebie kołdrę i postawiłam stopy na chłodnej podłodze, żeby spokojnym krokiem przejść do salonu. Nim jednak poszłam zobaczyć „komitet powitalny” przygotowałam jedzenie dla zwierzaków, które zaraz podałam do ich misek. Żeby od razu nie zamarznąć na dworze, ubrałam czarne legginsy oraz ciemną bluzę, natomiast stopy wsunęłam w swoje trapery. 
— Gdzie masz to.. coś? — spytałam bruneta, który na to pytania skierował się do wyjścia.
Faktycznie przez domem było ludzkie ciało nieżyjącego mężczyzny, które musy być tutaj kilka ładnych godzin. Kucnęłam przy nim i zewnętrzną stroną dłoni dotknęłam jego szyi, aby sprawdzić temperaturę, lecz tej praktycznie nie było.
— Nigdy nie miałam tutaj takich sytuacji — mruknęłam wstając.
— Chyba ktoś narobił sobie wrogów — odparł brunet.
— Każdy ich ma — zerknęłam znacznie na Vergila.
Nagle ze środka domku wydobyły się czyjeś kroki, które brzmiały tak, jakby ta osoba kogoś szukała. Mężczyzna też musiał to słyszeć, gdyż zmarszczył lekko brwi i przyglądał się ścianom. Nie tracąc czasu, weszłam szybkim krokiem do posiadłości, lecz czując znajomy zapach, od razu się uspokoiłam. Cicho westchnęłam, po czym zatrzymałam wzrok na berserku, którego lekko odsunęłam na bok, natomiast w jego poprzednim miejscu pojawiła się oczywiście Kevan.
— Niby dom niewielki, a tak długo trzeba Ciebie szukać — rzucił wampir, który zaraz rzucił spojrzeniem na Vergila — Ooo, kogo ja tutaj widzę? Miś uszatek we własnej osobie — dodał żartobliwie, a jednocześnie dogryzając przyjacielowi — Nie ważne. Przyszedłem sprawdzić, czy wszystko w porządku.
— Ta, jak najbardziej — odpowiedziałam szybko przerywając przy tym berserkowi, który pewnie chciał dogryźć Kevanowi — No prawie — dodałam ciszej.
Świętą trójcą ponownie wszyliśmy na zewnątrz, aby pokazać krwiopijny znalezione dzisiaj zwłoki. Mężczyzna uważnie się im przyglądnął, po czym jedną ze zdolności obrócił zwłoki na druga stronę. Prychnął pod nosem i wskazał na znak, który został wypalony na karku martwego człowieka.
— Potrójna Bogini — mruknął wampir i zerknął na naszą dwójkę.
— Pewnie powinnam to znać.. — westchnęłam przyglądając się symbolowi.
— Mhm. Jest to symbol magów i nie bez powodu mu to zrobili, a tym bardziej przynieśli to pod ten dom. Zabijałaś ostatnio jakiegoś maga? — spytał patrząc na mnie. 
— Nie. Robiłam tylko zlecenia dla Sopportare, a sam wiesz, że tam są sami dziwni mutanci — odpowiedziałam i oby dwoje spojrzeliśmy na Vergila, który stał z założony rękami na torsie. 
— Na mnie nie patrzcie. Niedawno, co przyjechałem do Seattle — wytłumaczył się, co w sumie było prawdą. 
— Nie wnikam, może ktoś się pomylił — westchnął wampir. 
— Wiesz sam, że czarodzieje się nie mylą.. Właśnie — powiedziałam, a w tym samym momencie mnie oświeciło. 
Nim jednak mężczyźni zdołali cokolwiek powiedzieć, obok nas pojawiła się niewielka grupa kruków, które musiały być tutaj przez całą noc. Wzięłam jednego z nich na przedramię i stwierdziła, aby powiedział wszystko, co widział tutejszej nocy. Kevan oczywiście rozumiał owe stworzenie, lecz Vergil nie za bardzo. 
— Nic nie wiedzą.. nieprawdopodobne — mruknęłam puszczając wolno kruka. 
— A cokolwiek powiedział? — spytał berserk.
— Że ktoś podrzucił ciało, ale nie było widać kto. Nie wiadomo, którędy poszedł, kim był i jaki miał cel — wyjaśniłam.
Ze względu na pogorszenie się pogody, nasza rozmowa przeniosła się do kuchni, gdzie to musiałam przygotować dla naszej trójki jakiś posiłek.


Vergil?

19.05.2019

Od Harriet cd Vergil

Wsłuchałam się uważnie w słowa przyjaciela, który dość spokojnie tłumaczył swoją przeszłość. Jednak czasami miałam wrażenie, jakby czymś się denerwował, przez co kilka razy odwracał wzrok w kierunku kominka oraz kanapy. W pewnym momencie zleciała mosiężna figurka, lecz wolałam to zignorować i skupić się na mężczyźnie, który zaraz wrócił do zakończenia swojej historii. W tym momencie sama nie wiedziałam co zrobić, co powiedzieć. Znałam Ivara dość dobrze, ale spodziewałabym się czegoś takiego po nim.. po szczupłym blondynie w okrągłych okularach.
— Ver, to.. smutne — rzuciłam szukając lepszych słów — Przykro mi z powodu Twojej mamy — szepnęłam zerkając na ciemne oczy bruneta i pomimo powagi na jego twarzy, oczy kryły smutek.
— Zdążyłem się pogodzić z jej śmiercią, lecz jego czyn jest niewybaczalny — odparł uciekając spojrzeniem na kominek.
— Czasami lepiej jest pogodzić się z przeszłością, żeby przyszłość stała się lepsza — powiedziałam spokojnym tonem i z lekka uniosłam kąciki ust, co przyjaciel również uczynił — A z tym romansem.. czemu był on przelotny? Nie myślałeś nad wzięciem tego na poważnie? — spytałam sięgając po kubek z napojem, z którego upiłam trochę kawy, po czym odstawiłam naczynie na miejsce. Vergil uniósł na mnie wzrok, po czym krótko się zaśmiał.
— Wyczuwam zazdrość w Twoim głosie — mruknął bardziej wyluzowany.
— Ja zazdrość? Proszę Cię — prychnęłam i trzymając Amy na rękach, wstałam, aby odłożyć skrzydlatego na jego legowisko — Po za tym, życzyłabym Ci szczęścia z ową damą — dodałam skupionym tonem.
Przy okazji podeszłam do zrzuconej figurki, którą oczywiście podniosłam i położyłam z powrotem na szafkę. Któreś ze zwierząt musiało ją strącić lub Kevan nie powiedział mi nic o dzikich lokatorach, choć obie opcję mogą być realne.
— A Ty długo przebywałaś u.. — zaczął pytająco, lecz na końcu urwał imię swojego ulubieńca.
— Kevana — dokończyłam za mężczyznę — Tak, trochę u niego siedziałam, ale często wychodził z domu. Czasami był męczący i sama opuszczałam jego domostwo — dodałam kierując się w stronę bruneta, który siedział z założonymi rękoma na torsie — I kto tutaj jest zazdrosny — westchnęłam przechodząc za kanapą, aby wzburzyć dłonią ułożone włosy bruneta.
— Nie jestem zazdrosny — odparł wzdychając — Chciałem się tylko zapytać, nie można?
— A można — rzuciłam spokojnie i przeszłam do kuchni, gdzie otworzyłam szafkę z przekąskami — Co Ty na to, aby włączyć jakiś ciekawy film? — spytałam, gdy to mężczyzna szedł spokojnie do kuchni z dwoma kubkami po kawie.
    Nie trzeba było długo szukać jakiegoś ciekawego tytułu, gdyż na początku playlisty pojawił się premierowy film kryminalno-detektywistyczny, co nam obu skradło serca. Nim jednak ten się zaczął, przygotowałam wcześniej wspomniane przekąski oraz przysunęłam duży podnóżek bliżej kanapy, żeby wygodniej się siedziało. Oczywiście, żeby bardziej się rozluźnić, wybraliśmy czerwone wino, gdyż jedzenie przekąsek na sucho byłoby bardzo.. niewygodne.
   My jak to my, zamiast skupić się na akcji w filmie, komentowaliśmy poczynania aktorów i wyśmiewaliśmy głupie sceny walki, lecz ogólnie film wyglądał ciekawie i coraz bardziej nas wciągał. Gdy między nami zapadła cisza, a nasze spojrzenia były wbite w duży ekran, kątem oka zauważyłam jasną smugę, która momentami przypominała jakby szatę lub długą suknię. Niby byłam do tego przyzwyczajona, gdyż schizofrenia nadal lubiła mnie odwiedzać, lecz ta cała smuga zrobiła się jaśniejsza, a sam kształt zaczął przypominać ludzką figurę. W pomieszczeniu zrobiło się nieprzyjemnie chłodno, albo po prostu to ja tak odczuwam obecność "dzikiego lokatora". Odruchowo spojrzałam w kierunku ludzkiej kreatury, co było raczej złym pomysłem. Moja dłoń, która spoczywała spokojnie na przedramieniu przyjaciela, nagle się zacisnęła, a dźwięk kruszonego szkła, który wydobył się z drugiej dłoni, wyrwał mężczyznę ze skupienia.
— Harr.. Twoja dłoń — powiedział i szybko podniósł wzrok na moją twarz.
— Ona tutaj jest — szepnęłam cicho, a zarazem takim tonem, jakbym zaraz miała krzyczeć.
— Ale kto? — spytał mężczyzna — Harriet, nikogo tutaj nie ma — dodał, gdy nie dostał ode mnie odpowiedzi.
— Masz coś, co do niej należy —  kontynuowałam widząc jasnowłosą kobietę, której ubiór był poplamiony krwią — Warkocz spleciony z blond włosów... — mruknęłam.
Nagle zjawa zniknęła, a mój opętany wzrok zatrzymał się na dłoni Vergila, którą to udało mu się uwolnić z mojego początkowego uścisku. Chłód został zastąpiony ciepłym powietrzem, a wszelkie spięte mięśnie rozluźniły się, jakby nic się nie stało. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że moja druga dłoń jest ozdobiona kawałkami szkła, a spod nich sączy się ciemna krew.
— Nie powinno do tego dojść — powiedziałam siedząc na rogu wanny nadal się uspokajając — Przecież.. nigdy wcześniej tak nie reagowałam — dodałam kierując wzrok na przyjaciela, który nad umywalką wyjmował szkło z mojej dłoni.
— Może to ze zmęczenia — rzekł skupiając się na swojej czynności.
— Bywałam bardziej zmęczona i nie miałam takich jazd — zaprzeczyłam opierając głowę o ścianę.
Cicho westchnęłam i pozwoliłam brunetowi wyjąć ostatnie szkiełka, natomiast rany od razu się goiły. Ciemna krew spłynęła wraz z wodą puszczoną w kranie umywalki, zaś ja czułam się wypruta z wszelkiej energii życiowej.
— Wybacz, że moja schiza zepsuła tak dobrą atmosferę — powiedziałam kierując się do salonu.
— Ależ nic się nie stało, Harr — krótko się zaśmiał — Zawsze mogłaś przywołać jakiegoś Behemota lub innego przyjaciela — dodał spokojnie i posłał przyjazny uśmiech.
Stojąc naprzeciwko mężczyzny, delikatnie objęłam jego tors i oparłam o niego głowę, chcąc po prostu wtulić się w ludzkie ciało. Mężczyzna odwzajemnił czyn i spokojnym ruchem dłoni gładził moje plecy.
— Nie rób tak, bo Ci w rękach zasnę — mruknęłam po chwili i lekko się zaśmiałam odstępując na krok od bruneta — Ale chyba faktycznie pójdę spać, tylko się ogarnę — dodałam zerkając na niego — I oczywiście możesz zostać, jak chcesz. Na górze są jeszcze dwie sypialnie, na dole jedna.. czuj się jak u siebie — wyjaśniłam kończąc krótkim ziewaniem, po czym zniknęłam za drzwiami swojej sypialni.
Gdy zawsze brałam ciepłą kąpiel, tak teraz musiałam skoczyć pod prysznic, po którym wytarłam się do sucha, aby założyć na siebie świeżą piżamę w postaci krótkich spodenek oraz luźnej koszulki. Po tej czynności padłam na łóżko, które zaraz doprowadziło mnie do snu.. głębokiego snu.


Vergil? 

16.05.2019

Od Harriet do Lucasa

Przebywając w swoim domu, miałam wrażenie, jakbym nadal mieszkała w Williston. Datsun nadal stałby pod drewnianym domkiem, Miku łaziłby po okolicznych drzewach, natomiast ja mordowałabym kolejnych dziwnych ludzi.. Szybko jednak wracałam do teraźniejszości, gdy wielkie cielsko Amy wylądowało prosto na mojej klatce piersiowej. Nietoperz często to robił, gdy Miku lub Jake nie dawali mu spać. Biedny nie miał czasem od nich spokoju, więc przytulał się do mnie i spał tyle, ile mógł. Gdy było mi konieczne wstać, kładłam go w swoim pokoju w stercie koców, gdzie w spokoju mógł odpocząć i wyspać się za resztę domowników. Natomiast ja nie miałam dnia bez "tajemniczego telefonu", który zlecał mi zlikwidowanie kolejnych ludzi mafii lub znacznych zagrożeń ludziopodobnych, jednak tym razem odezwało się do mnie Sopportare, co nie było żadną nowością. Gdy tylko się dowiedziałam, że oni funkcjonują w Seattle, od razu postanowiłam się z nimi "zakumplować", aby później nie mieć problemów z moją obecną i raczej niezmienną pracą. Główny dowodzący stwierdził, że czasem trzeba współpracować z "wrogiem", aby sprawniej likwidować nadludzkie zagrożenie. Sama się z tym zgadzam, gdyż widziałam wielu mutantów, którzy zabijali bezbronnych ludzi lub rozwalali kilka dzielnic. Jednak dzisiaj główny dowodzący poprosił mnie o szybkie pojawienie się w bazie, gdyż owa rozmowa nie jest na telefon, choć połączenie jest bardzo dobrze zabezpieczone. Zgodziłam się na to, a że byłam w sumie gotowa do wyjścia, bo oczywiście rano musiałam jechać po zakupy, założyłam na siebie skórzaną kurtkę oraz ciemne trapery damskie, gdyż jesienna pogoda za oknem nie rozpieszczała. Upewniając się, że w domu wszystko jest na swoim miejscu, udałam się do garażu, z którego wyjechałam szarym audi wybierając od razu drogę na główną komendę w Seattle.
  Na szczęście miasto nie było zatłoczone, a na wszelkich skrzyżowaniach pojawiało się zielone światło, przez co gdzie nie gdzie przekroczyłam dozwoloną prędkość. Przynajmniej na czas dojechałam na spotkanie, które było ponoć aż tak pilne. Zaparkowałam szaraka na ich parkingu i spokojnym krokiem weszłam do budynku od razu kierując się do sali odpraw. Na miejscu zastałam dowódcę oddziału Sopp oraz trzech mężczyzn, dokładnie policjantów.
— Co tym razem jest do wykonania? — spytałam po zamknięciu za sobą drzwi.
— Zabezpieczysz moich ludzi podczas odbioru nowej broni od prywatnego dostawcy — powiedział kierując na mnie wzrok — Dwie poprzednie transakcje zakończyły się ostrzałem, lecz nikt z naszych poważnie nie ucierpiał. Tym razem wolę być pewny, że wszyscy wrócą cali.. razem ze skrzyniami.
— Żaden problem — odpowiedziałam krótko — Jak będzie wyglądał odbiór?
— Jadą dwa busy z ludźmi, a między nimi ciężarówka odbierająca skrzynie — wyjaśnił — Ty pojedziesz jako pasażer w ciężarówce, natomiast kierować będzie Fletcher — wskazał na mężczyznę, który krótko przytaknął. Widziałam go już wcześniej, lecz nie miałam okazji poznać nawet nazwiska — Pozostała dwójka będzie prowadzić busy z naszymi ludźmi.
— Wolałabym jechać prywatnym autem, ale odbiór jest pewnie daleko — wróciłam spojrzeniem na dowódcę.
— Niestety tak. Po za tym, w ciężarówce będziesz miała szybszy czas reakcji, natomiast Twoje auto będzie bezpieczne na naszym parkingu — zapewnił — Wyjazd jest za.. pół godziny. Możecie iść się przygotować — zakończył i skinął w stronę drzwi, po czym opuściłam pokój odpraw.
Skierowałam się do szatni Sopp, gdzie wyposażyłam się w pas z bronią na udo oraz w pasie, zaś klatka piersiowa została osłonięta czarną kamizelką kuloodporną, tak żeby wmieszać się w mundurowych. Upewniłam się co do posiadanego pistoletu oraz amunicji, poprawiłam bluzę pod kamizelką, gdyż skórzaną kurtkę musiałam odwiesić, oraz spięłam włosy w luźną kitkę puszczając kilka kosmyków na bok. Będąc gotowa do działania, wyszłam tylnymi drzwiami na kryty parking Sopp, gdzie kilku mundurowych szykowało wcześniej wspomniane pojazdy. Obeszłam dookoła nich, aby choć trochę zapamiętać ludzi, którzy mają wrócić cali z akcji. Nie żeby się o nich martwiła, po prostu im więcej przeżyje, tym lepsza będzie zapłata. W jednej z dwóch grup rozpoznałam kilka mundurów, z którymi miałam okazję już wcześniej działać.
— Wilson, znowu się widzimy — powiedziałam będąc obok mężczyzny.
— Witaj Shepherd — zerknął na moją osobę dość poważnie, co do nas nie bardzo pasowało — Spodziewałem się Ciebie na tej akcji — dodał już znacznie luźniej.
— Ilu ostatnio ucierpiało? — spytałam przypominając sobie słowa dowódcy.
— Pięciu postrzelonych, na szczęście przeżyli — odpowiedział — W tym Moore, ale jak widać, szybko z tego wyszedł — dodał wskazując na mundur notujący coś w notesie.
— Słyszałam, że Garcia i Davis też wylądowali w szpitali. To było podczas tej akcji?
— Tak, ale było to na tyle niebezpieczne uszkodzenie, że kilka dni później wrócili do służby.
— Dobrze to słyszeć — westchnęłam — Jednak bardziej zastanawia mnie.. Fletcher. Wcześniej nie widywałam go na takich działaniach.
— Może dla tego, że często miał kominiarkę — zaśmiał się krótko Wilson — Muszę przyznać, że dobrze się z nim pracuje, choć nie zawsze mam do tego okazję.
— Rozumiem — mruknęłam w zamyśleniu i zerknęłam na zegarek — Czas jechać. Osobiście dopilnuje, żeby każdy wyszedł z tego cało — zapewniłam patrząc na znajomego.
— Ale pamiętaj, że nadal jesteś śmiertelnikiem — wskazał na mnie palcem powoli kierując się do busa.
Lekko się uśmiechnęłam i sama udałam się do ciężarówki, do której właśnie wsiadał wcześniej wspomniany mężczyzna. Przyznam, że wygląda dobrze, a sam mundur dodaje mu męskości. Oczywiście nie będę wzdychać jak kretynka na widok płci przeciwnej, to mnie w moim stylu. Gdy siadłam wygodnie w fotelu pasażera, zapięłam szelkowe pasy i poluzowałam lekko zapięcie od kamizelki, aby te nie ściskało mnie podczas drogi.
— Mam nadzieję, że w pewnym momencie nie odstrzelisz mi łba — rzekł Fletcher i krótko na mnie zerknął.
— Jeśli Ty nie będziesz chciał mnie zabić, nie musisz się martwić o swoje życie — odpowiedziałam spokojnie — Po za tym, nie używam broni palnej do zabijania — dodałam — A ta broń to tylko dla zmyłki — wyjaśniłam uprzedzając wszelkie pytania.
— Rozumiem.
— A jak już razem jedziemy.. — zerknęłam na dane zapisane w teczce — To nazywam się Harriet, a Ty jak widzę jesteś.. Lucas, ciekawe imię — westchnęłam krótko.
— Zgadza się — przyznał.
— Powiedz więc, jak długo siedzisz w Sopportare? Może służyłeś gdzieś wcześniej? — zapytałam zagłuszając ciszę, która mogłaby zaraz powstać. Przy okazji dowiem się co nie co o nowym kompanie działania.

Lucas? :)
Szablon
synestezja
panda graphics