10.02.2020

Od Michaela CD Any

   Gdy kobieta nagle przybrała smoczą postać, brunet tylko się domyślił, że poniosły ją emocję lub co najgorsze - utraciła nad sobą kontrolę w miejscu publicznym. Ostatnie wydarzenia dość mocno odbiły się na obu nadludziach, a szczególnie na Anie, która cudem to wszystko wytrwała. W obecnej sytuacji, Michael był gotów kontratakować i dość szybko zapomniał o bólu kręgosłupa, przyjmując bezpieczną pozycję. Bacznie obserwował każdy ruch przyjaciółki, tworząc to coraz więcej ciemności na sali ćwiczeń, lecz to już nie były ćwiczenia, a prawdziwa walka nad swoją osobą.
Gdy smoczyca wykonała ruch atakujący w kierunku przyjaciela, ten również szybko zareagował, wiążąc pysk gada i uniemożliwiając jej jakikolwiek ruch. Pomimo lekkiej agresji ze strony mężczyzny, gdyż uwiąz nie należał do delikatnych, kobieta uspokoiła swoją smoczą naturę, pokazując to swoim "spokojniejszym" spojrzeniem.
— Do sali nikt nie wejdzie. — zaczął ciemnowłosy uważnie patrząc na smoka — Daje Ci czas na samodzielny powrót do ludzkiej postaci, lecz uwiąz pozostaje. — dodał, siadając po turecku naprzeciwko przyjaciółki, przyjmując wyprostowaną pozycję.
Mężczyzna oparł dłonie na swoje łydki, zamknął oczy i oddał się medytacji, spokojnie przy tym oddychając. To, że medytował, nie znaczyło, że nie jest uważny, a wręcz przeciwnie. Podczas tej czynności wszelkie jego demoniczne zmysły się wyostrzają, co uniemożliwia zaatakowanie go znienacka.
   Po pewnym czasie, ciemnowłosy usłyszał ludzki oddech, niespokojny, z lekka spanikowany oddech, który należał do jego przyjaciółki, która wróciła do swojej postaci. Mężczyzna otworzył oczy, od razu zahaczając o nagą kobietę, po czym delikatnie się uśmiechnął, oplatając jej ciało ciemnymi mackami dla jej wygody, żeby nie była naga na środku sali ćwiczebnej.
— Już lepiej? — zapytał, zaraz wstając z pozycji medytującej.
Pomimo pytania, nie uzyskał odpowiedzi, co zrozumiał. Podszedł do niej, pomógł wstać i delikatnie przytulił do swojego ciała.
— Nie wiem jak to się stało.. — wyszeptała cicho.
— Spokojnie. — pogładził ją po jasnych włosach — Utrata kontroli zdarza się każdemu. — dodał spokojnie.
— Ale wcześniej się to nie zdarzało. — spojrzała na twarz bruneta.
— Ale ostatnio dużo się działo. Mafia, wypadek.. Potrzebujesz dużo spokoju, żeby nawet podczas takiego treningu nie tracić kontroli. — wyjaśnił i delikatnie się uśmiechnął — Chodź do pokoju obok. Zadzwoni się do Twojego brata, żeby przywiózł Ci ubrania. — dodał, wskazując jasne drzwi na końcu sali.

Ana?

Od Floriana CD Pheobe

Przyznaję, że dziewczyna mnie zaskoczyła. Przez chwilę aż zaniemówiłem, co dostrzegł Nico i ledwo zachowywał powagę.
- Khmm... to kiedy? - spytałem, a wszyscy, nawet ta zapatrzona oceniającym wzrokiem baba, gapili się na mnie i tą uśmiechniętą dziewczynę.
- Kiedy będziesz miał czas. Dam ci mój numer - błyskawicznie wyciągnęła kartkę i ołówek kreśląc pochyłe cyfry. Widocznie była bardzo pewna siebie i dobrze się czuła w tej sytuacji. Natomiast ja wręcz przeciwnie. Nie lubię być w centrum uwagi.
- Tylko nie każ i czekać zbyt długo - dodała i od razu skierowała się do wyjścia, zostawiając dwie jeszcze ocalałe kawy. Czułem, że w jakiś sposób zostałem pokonany jakkolwiek głupio to brzmi. Teraz chyba kolej na mój ruch.
- Poczekaj! - krzyknąłem, szybko omijając bar i zgarniając napoje z lady. Wybiegłem za dziewczyną, która zniknęła za drzwiami. Kobieta przy szybie uśmiechała się pod nosem. Nie widziałem reakcji mojej ekipy, ale wyobrażałem sobie ich miny. Gdy dobiegłem do szatynki, która odwróciła się powoli z lekkim uśmiechem - weź je.
Była wyraźnie zdziwiona.
- To znaczy...? - była zbita z tropu. Teraz ja przejąłem rozmowę.
- Że nikt nie wyjdzie z mojej kawiarni bez kawy - odparłem już dużo łagodniej. Musiałem się uśmiechnąć, bo dostrzegłem w jej oczach odpowiednią reakcję. Muszę przyznać, że była rozbrajająca - A tak poza tym to...
- Phoebe - szybko podała mi rękę - to do później.
Odwróciła się i szybko wsiadła do nadjeżdżającego białego Porsche. Za kierownicą rozpoznałem jej znajomego, Connora bodajże.
Szczerze bałem się wracać do lokalu, bo od razu zostałbym rozszarpany. Tak też się stało.
***
- Powiesz mi dokąd idziesz? - Malia opierała się o framugę drzwi łazienki - tylko mi nie wciskaj żadnego kitu. Masz randkę?
Zerknąłem w lusterko, dokładnie przejeżdżając maszynką do golenia, zgarniając sporą ilość kremu. Ignorowałem Malię o ile to było możliwe, niestety jej ciekawość rosła z każdą chwilą i z każdym pytaniem bez odpowiedzi. Czułem, że opór jest bezsensowny.
- Tak, tak trudno w to uwierzyć? - przewróciłem oczami. Pawie skończyłem golenie. Zawsze wolałem zwykłą maszynkę od golarki.
- W twoim przypadku tak - wzruszyła ramionami - jestem jej dość ciekawa. Dawno żadnej dziewczynie nie udało się nic z tobą zrobić, a tu proszę. Jak się nazywa?
Wyszedłem z łazienki i poszedłem się ubrać do pokoju.
- To nie tak. To rodzaj rekompensaty - wyjaśniłem zapinając koszulę - z resztą to był jej pomysł, Phoebe.
- A ty tak łatwo się zgodziłeś - Malia przysunęła się do mnie poprawiając klapy marynarki - ładnie wyglądasz. Gdzie idziecie?
- Jeszcze nie wiem. Jesteśmy w kontakcie - wziąłem komórkę i zerknąłem na ekran. Nic na nim nie było.
Malia również to zauważyła.
- Zawiedziony?- rzuciła roześmianym głosem. Mam wrażenie, że ostatnio ludzie widzą na mojej twarzy wyłącznie to co chcą zobaczyć.
- Nieważne, widzimy się później - zabrałem portfel i włożyłem do kieszeni. Wyminąłem siostrę nie łapiąc kontaktu wzrokowego i wyszedłem.

Phoebe?

9.02.2020

Od Malii


Wysiadłam z zatłoczonego autobusu, przeciskając się przez uczniów, którzy podobnie jak ja byli zmęczeni i wracali do domu ze szkoły. Ze słuchawkami na uszach poprawiłam pasek torby na ramieniu i ruszyłam w stronę domu. Niebo było bezchmurne, a słońce powoli zmierzało ku zachodowi. Po pięciu minutach byłam już pod blokiem i wstukiwałam kod do klatki. Szybko przemierzyłam schody i dotarłam do drzwi mieszkania. Sięgnęłam do pojemnej kieszeni kurtki po klucz. Nie znalazłam nic prócz paczki chusteczek, pomadki i kilku paragonów. Właśnie, muszę jeszcze iść do sklepu, co miałam również zrobić wczoraj. Rozsunęłam tylną kieszonkę torebki. Odetchnęłam z ulgą, wsuwając mały klucz do zamka. Przekręciłam i weszłam do mieszkania. Rzuciłam torbę z książkami na korytarz. Kira już czekała na mnie pod drzwiami i nim zdążyłam się zorientować, rzuciła się na mnie z radości.
- Cześć Kirka - podrapałam "małą'' po głowie - chcesz iść na spacer?
Kira od razu zaczęła szaleć i kręcić się wokół mnie. Zgarnęłam czerwoną smycz z górnej półki nad lustrem. Przy okazji zerkając na swoje odbicie. Makijaż nie był już tak dobry jak rano, a lawendowa pomadka zniknęła z ust. Przeczesałam ręką gęste włosy, które już trochę oklapły. Kira drapnęła mnie łapą ponaglająco.
- Dobra, dobra już się zbieram - powiedziałam, podpinając smycz do obroży tego samego koloru. Wzięłam torbę na zakupy,poskładałam i włożyłam do kieszeni. Wyciągnęłam portfel ze szkolnej torby i wyszłyśmy. Po chwili byłyśmy na dole. Zegarek na mojej lewej ręce wskazywał 17'20. Mam jeszcze sporo czasu, zanim Florian wróci do domu. Poszłam do niewielkiego sklepu, kupiłam kilka najbardziej potrzebnych produktów. Sprzedawczyni była na tyle obojętna, że mogłam wejść z Kirą do sklepu.
Kiedy wracałam, było już ciemno. Włączyłam "I'm a wanted man" by poczuć się pewniej i szybkim krokiem ruszyłam przed siebie. Na ulicy nie było już prawie nikogo. Od czasu do czasu minęłam pojedynczą osobę lub parę. Kira szła blisko mnie. W pewnym momencie, gdy zerknęłam na telefon, ktoś na mnie wpadł. Postać była w kapturze i poruszała się szybko. Dostałam 'z bara' i już miałam rozmówić się z nieuważnym przechodniem, ale ten zniknął za rogiem.
- To było dziwne - powiedziałam do Kiary, która patrzyła na mnie jakimś wymownym wzrokiem i zerwała mi się tak, że omal nie wyrwała mi ręki ze stawu. Nie udało mi się jej utrzymać. Pognała za tamtą osobą. Zdjęłam słuchawki i włożyłam je do kieszeni. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie mam w niej portfela. Co prawda głupotą było okradzenie osoby, która dopiero co wydała wszystkie pieniądze na jedzenie. Jednak w portfelu były moje dokumenty. Zerwałam się do biegu za domniemanym złodziejem, po drodze zostawiając zakupy pod drewnianą ławką, patrząc uważnie pod nogi. Niewykluczone, że po prostu zgubiłam mój portfel i oskarżyłam niewinnego człowieka o kradzież. Tak czy inaczej, musiałam odnaleźć Kiarę.
Przebiegłam spory kawałek drogi bez zadyszki, kiedy w oddali zauważyłam jak ktoś okłada torebką mojego psa i nazywa go diabelskim pomiotem i bestią. Właściwie nie dziwię się jej. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby mała tak kogoś napadła. Odruchowo krzyknęłam na nią i odciągnęłam od leżącego na ziemi chłopaka. Już całkiem pokiereszowanego.
- Ten pies jest niebezpieczny! Jakim prawem chodzi bez kagańca!! - wydarła się nieźle przestraszona młoda dziewczyna. Chciałam zachować spokój, niestety gdy zobaczyłam, że przy chłopaku, który już się podnosił, leży mój portfel.
- Ten pies gonił złodzieja, który leży właśnie tu!! I ja nie zamierzam tego tak zostawić - powiedziałam, zgarniając szybko własność z ziemi. Kira cały czas była napięta. Oddaliłam się z nią od obojga w bezpiecznej odległości. Wyciągnęłam telefon, by zadzwonić na policję.
- Czekaj - zaczął chłopak - może się jakoś dogadamy...

Ktoś?

Od Kangsoo CD Liama

Zmierzył wzrokiem siedzącego obok Liama. Nie spodziewał się tej historii z jego strony. Od razu do niego dotarła, na co wziął głęboki wdech. Ta, nie jestem jedynym, który ma przewalone w życiu. Gdyby miał wybierać, to nie wiedziałby, czy wolałby być Niebiańskim Sługą, czy dżinem. Obydwie rasy miały swoje wady i zalety, do tego były do siebie bardzo podobne. Może gdyby był nierozważny ani by o tym nie pomyślał, to wybrałby dżina, ale po zdobyciu pewnych informacji... cóż, sam już nie wiedział.
Jeszcze chwilę przyglądał się Liamowi, po czym spuścił wzrok na kufel z piwem bezalkoholowym. Wziął go do ręki, wolno pociągnął łyk, nieco się krzywiąc. Niby napój smakował jak piwo, jednak nie czuł tego czegoś, co miał alkohol. Dzisiaj wyjątkowo chciał się upić, niestety nie mógł. Normalnie to taki jeden kufel mógłby go zbić z nóg, a że następnego dnia musiał iść do pracy, to trzeba było zrezygnować.
- Dziękuję - rzekł wolno, odkładając kufel na blat.
Liam spojrzał na niego, unosząc nieco brwi.
- Za co? - zapytał.
- Ech, za bardzo nie chcę tego wyjaśniać - westchnął. - Ale powinieneś się domyślić.
Mężczyzna wziął do ust krewetkę. Zaczął wolno przeżuwać, wpatrując się w tylko sobie znany punkt. Po chwili jednak powrócił wzrokiem na Koreańczyka.
- To drobiazg - powiedział, kąciki jego ust uniosły się nieco.
Kangsoo mimowolnie również się delikatnie uśmiechnął. Westchnął jakby z ulgą, mówiąc:
- Cieszę się, że mam kogoś takiego jak ty. Obecnie jesteś jedyną osobą, z którą mogę o tym porozmawiać.
Na te słowa Liam się nieco zdziwił.
- Jedyną? Nie masz nikogo innego? Przyjaciela, rodziny?
Koreańczyk pokręcił głową.
- Nie mam rodziny. - Spuścił wzrok na kufel, zaczął palcem jeździć po jego uchu. - Przyjaciela miałem... ale coś nie wyszło. Zareagował inaczej na to, kim jestem niż ty. Nie mam też poparcia w pobratymcach, bo ich prawdopodobnie nie ma. Przez całe swoje krótkie życie nie natknąłem się na drugiego takiego jak ja ani nie znalazłem informacji o mojej rasie.
Liam siedział odrobinę pochylony do przodu, uważnie wsłuchując się w słowa Kangsoo. Gdy tamten skończył, wolno przytaknął, jakby w pewnym zamyśleniu.
- Wiesz, ale jak jesteś jedyny, to ludzkość za bardzo o tobie nie wie - powiedział. - Jak na przykład ja. Nie miałem pojęcia o twoim gatunku, dopóki o nim nie powiedziałeś. Czyli dopóki się nie wydasz lub nie powiesz, to raczej jesteś bezpieczny.
- Niby tak - rzekł Kangsoo - ale szczerze mówiąc chciałbym, by poza mną była jeszcze choć jedna osoba. Ktoś, kto mógłby mi doradzić, jak mam sobie z tym radzić, co robić w danych sytuacjach... albo chociaż powiedzieć: Kangsoo, spójrz na mnie, ja sobie radzę, więc ty też sobie poradzisz.
Nastała między nimi cisza - nawet Liam przestał chrupać. Kangsoo wbił wzrok w swoje odbicie w piwie, westchnął ciężko. Dlaczego to wszystko musiało się jemu przytrafić? Dlaczego musiał być jakimś Niebiańskim Sługą? Czemu nie mógł wieść spokojnego życia? Już nawet wolałby nie mieć żadnych nadnaturalnych zdolności i być najzwyklejszym szarym człowiekiem. Nie lubił być Sługą. Gdyby tak wiedział, co z tym zrobić! Rozmyślając nad tym długo doszedł do wniosku, że najlepiej by było zniszczyć pierścień. Tylko jak i czym? Dotychczas nic nie dało żadnego skutku, nawet nie porysowało! Aż Kangsoo bał się, że pierścień jest niezniszczalny. Nawet nie mógł o tym myśleć.
Cisza trwała, dopóki Koreańczyk nie postanowił się odezwać:
- Bycie mną ssie, co nie?
Spojrzał na Liama, na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, jednak oczy zdradzały smutek i w pewnym stopniu ból.

Liam?
depresja

7.02.2020

Od Pheobe CD Florian

- Masz na coś ochotę? – spojrzałam na Connora, który wlepiał wzrok w kartę. Czekając aż w końcu coś wybierze przeglądałam Instagrama.
- Dyniowe latte mrożone – spojrzałam na niego lekko zdziwiona. To było totalnie nie w jego stylu.
- No co? – oburzył się totalnie nie wiedząc o co mi chodzi.
- Może jeszcze dodać panu, że prosisz z mlekiem bez laktozy i glutenu? – droczenie się z nim to moje hobby.
- Bardzo śmieszne – przewrócił oczami. – Sama wniesiesz sobie do pokoju zakupy. Na mnie nie licz. Czekam w samochodzie – to był chyba pierwszy raz kiedy nie wiedziałam czy mówi poważnie, czy tylko żartuje. Będę musiała z nim to przedyskutować. Wróciłam do lady, przy której wciąż stał niezbyt sympatyczny ale za to przystojny barista.
- No więc tak. Będzie jedna średnia herbata z hibiskusem, dyniowe latte też na zimno i – na szybko przejrzałam kartę jeszcze raz. Stwierdziłam, że odwiedzę tatusia w pracy. Znając go cały dzień spędził przy biurku bez przerwy na kawkę. – Może być zwykłe, duże latte bez cukru – uśmiechnęłam się delikatnie odkładając menu. Nie odwzajemnił go. Ktoś tu powinien zacząć pracować nad relacjami międzyludzkimi skoro ma z nimi kontakt praktycznie cały czas. Kiedy podyktował mi cenę wyciągnęłam jedną z kilku kart żeby zapłacić za napoje.
- Podam za kilka minut – i odszedł robić swoje. Usiadłam wiec na miejscu, które zajmowałam wcześniej i wróciłam do przeglądania tablicy.
- Dwa razy latte i herbata z hibiskusem! – usłyszałam po chwili. Wstałam żeby odebrać zamówienie. Kiedy chłopak podawał mi kartonową podstawkę na napojami zadzwonił mój telefon. Od razu po niego sięgnęłam co skończyło się upuszczeniem kawy. W większości wylądowała na mojej koszulce.
- Kurwa – przeklęłam.
- Przepraszam, to moja wina – sięgnął po chusteczki.
- Nie nie. To moja nieuwaga – westchnęłam.
- Zaraz zrobię jeszcze jedną porcję.
- Nie trzeba spokojnie – uśmiechnęłam się nieznacznie pokazując śnieżnobiałe zęby. – To tylko kawa spierze się. Ale w sumie możesz mi jakoś wynagrodzić to co się stało – oparłam się o blat na łokciach.
- Słucham? – był widocznie zakłopotany.
- Chodź ze mną na kolację.


Florian?

Od Floriana do Pheobe

- Florie! Już wychodzę, zamknij drzwi, słyszysz?! - Malia woła z korytarza. Podniosłem się ciężko z łóżka i przeciągnąłem. Ranne wstawanie nigdy nie było moją mocną strona.
- Słyszę - wymamrotałem, i z półprzymkniętymi oczami wyszedłem na korytarz. Wtedy drzwi zatrzasnęły się za Malią. Około 7.30 zawsze wychodzi do szkoły, a ja zawsze zamykam za nią drzwi. Do pracy mam na 9.00. Zostało półtorej godziny.
Siostra wprowadziła się niedługo po mnie, i szybko się zadomowiła. Rodzice próbowali przytrzymać ją jeszcze w domu, ale Malia była nieugięta. Przeważającym argumentem była bliskość szkoły i to, że wiedzą, że ze mną będzie bezpieczna, najedzona i czysta. I tak mieszkamy sami już prawie dwa lata.
Wyjrzałem przez okno mojego pokoju na siostrę. Dziś samochód należy do mnie, więc ona musiała jechać autobusem. Ziewnąłem i poszedłem do łazienki, później się ubrać i zjeść. Niestety lodówka była pusta, bo wczoraj Malia nie zrobiła zakupów, mimo że dałem jej pieniądze. Trzasnąłem drzwiczkami lodówki, zgarnąłem kluczyki od samochodu z blatu i skórzaną kurtkę z wieszaka w korytarzu i wyszedłem.
Zapomniałem. Znów otworzyłem drzwi i wszedłem do mieszkania. Kira pojawiła się z nikąd, czekając, aż ktoś wyjdzie z nią na spacer. Zabrałem ją szybko na dwór, żeby mogła się załatwić i trochę pobiegać. Spojrzałem na zegarek. Miałem jeszcze pół godziny.
Zabrałem Kirę z powrotem, a ona od razu poszła wgramolić się na łóżko Malii. Na dworze było trochę zimno.
Poszedłem jeszcze do mojego pokoju, dość skromnego, za to z dużą ilością roślin, których nazw sam już dobrze nie pamiętam. Wziąłem telefon z biurka i wyszedłem. Zamykając drzwi stałem pod nimi jeszcze chwilę, żeby w razie czego wejść i wziąć lub zrobić coś o czym zapomniałem. W końcu zszedłem 3 piętra w dół, wyszedłem z klatki i skierowałem się do mojego audi. Szybko wsiadłem, włączyłem radio i ruszyłem do pracy.
Lokal zawsze otwierałem ja, kilka minut wcześniej, żeby wszystko ogarnąć. Później pojawiali się inni pracownicy. Niedługo po 9.00 pojawiali się pierwsi klienci. Kawiarnia miała dobrą lokację, więc o każdej porze kręciło się tu sporo ludzi. Wnętrze było w stylu nowoczesnym;szklana ściana frontowa, biel i stonowane kolory szarości, zieleni i błękitu, meble z lekkimi drewnianymi akcentami. Ciemny bar, za którym stałem ja i mój kolega, Nicolas. niektórzy zajmowali miejsca przy stolikach, gdzie obsługiwały ich Helen i Gina, dziewczyny, które ledwo znałem, bo nasza znajomość polegała na wymianie prostych poleceń w czasie pracy. Z Nico trzymałem się lepiej, choć i z nim niewiele rozmawiałem. Miejsca przy barze zazwyczaj były puste.
Około 11.00 w lokalu przerzedziło się, pojedyncze jednostki leniwie sączyły kawę, Nico wycierał szklanki, ja robiłem espresso dla jakiejś eleganckiej pani siedzącej w kącie przy drzwiach, najwyraźniej przyglądała się ludziom oceniając ich. Co chwilę wyginała usta w enigmatycznym uśmiechu. Gina czekała, aż skończę, przewracając oczami i skarżąc się po cichu  Nicowi.
- Wstrętna baba - skwitował. - Dobrze, że stoimy bezpiecznie za barem, co nie Florian?
Podniosłem wzrok podając kawę na ladę. W tym momencie ktoś wszedł do kawiarni. Dziewczyna o złotej cerze i krótkich włosach zbliżała się do baru. Za nią szedł facet, dość rosłej budowy.
- Kawiarnia? Ale przecież.. - zaczął. Dziewczyna uciszyła go machnięciem ręki. Bez trudu usiadła na wysoki stołek i oparła się o blat. Gina poszła podać kawę nielubianej klientce.
- Wiem, wiem - zwróciła się do niego - ale pan tutaj na pewno zaproponuje mi coś ciekawego, prawda panie...- wzrokiem szukała plakietki z imieniem. Daremnie, bo nie mieliśmy takowych.
- Florian - odpowiedziałem automatycznie - wszystkie nasze propozycje są w karcie - powiedziałem, podsuwając jej menu. Była trochę zdziwiona moim sztywnym tonem. Jej kompan usiadł na stołku obok. Po krótkim namyśle złożyli zamówienie.

Phoebe?

6.02.2020

Isla Katya Welsh


AUTOR||  - 
DANE || Isla Katya Welsh
WIEK || 19 lat

4.02.2020

Malia Branwell

AUTOR||  Jade Webber 
DANE || Malia Branwell
WIEK || 18 lat

Florian Eathan Branwell

If you want to have it, you need to take it by yourself

AUTOR||  Froy Gutierrez (na zdjęciu)
DANE || Florian (Florie) Eathan Branwell
WIEK || 22 lata

Od Liama CD Kangsoo

Światło zmieniło się na zielone, o czym poinformowało mnie zirytowane trąbnięcie kierowcy za nami. Powoli, jakby w pewnym zamroczeniu, przeniosłem wzrok z Kangsoo na drogę przed nami i ruszyłem.
- Wow, to... - mruknąłem, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Musisz mieć przesrane.
Inaczej nie potrafiłem tego podsumować. No bo serio? Niebiański Sługa? Nigdy nie słyszałem o tym gatunku, choć nieco przypominał mi w pewnych kwestiach dżiny. Poza tym, że one miały jakieś ograniczenia, może nie co do samego spełniania życzeń, ale przynajmniej co do ich ilości. Nie można ich było podporządkować sobie na wieczność. A Kangsoo... jeśli wszystko, co właśnie powiedział, było prawdą, to naprawdę musi mieć w życiu przesrane.
Miałem nieodparte wrażenie, że mężczyzna wpatruje się we mnie, gdy w milczeniu pokonywałem kolejne dzielnice, zbliżając się nieubłaganie do mieszkania Koreańczyka. Jego zapach się zmienił, wyraźnie wyczuwałem w nim strach. Pewnie czekał na jakąkolwiek reakcję, może że będę chciał siłą lub podstępem odebrać mu ten pierścień... Nie woadomo dpaczego poczułem z tego powodu irytację.
W ostatniej chwili, gdy znajdowaliśmy się już prawie pod domem mężczyzny, zmieniłem jednak kurs, skręcając w przeciwną stronę, niż znajdował się dotychczasowy cel naszej podróży.
- Gdzie jedziesz? - zapytał, chyba lekko spanikowany Kangsoo, oglądając się za siebie, jakby chciał sprawdzić, czy nie przewidziało mu się, że źle skręciłem.
- Nie podoba mi się, że rozstaniemy się na takim etapie tej rozmowy - zaryzykowałem szybkie rzucenie okiem na Koreańczyka, zanim z powrotem przeniosłem spojrzenie na drogę. - Pojedziemy do takiego jednego, całodobowego baru, napijemy się i porozmawiamy. Na spokojnie.
Bo miałem jakieś takie dziwne wrażenie, że jeśli teraz byśmy się rozeszli, moglibyśmy się więcej nie spotkać...

~•~

- Dobra, zacznijmy od tego, że w zasadzie to mam gdzieś, że jesteś jakimś tam Niebiańskim Sługą - widząc sceptyczne spojrzenie mężczyzny, westchnąłem ciężko. - Naprawdę. To nic nie zmienia.
- I wcale nie chcesz teraz zdobyć pierścienia dla siebie?
- Nieszczególnie - zastukałem palcami w kufel z piwem bezalkoholowym, który chwilę wcześniej przyniosła nam do stolika kelnerka, razem z koszykiem zamówionych przeze mnie popcorn shrimps. - Dość wysoko cenię sobie ogólnopojętą wolność, czy to moją, czy osób w moim otoczeniu. Nie mam zamiaru przyczyniać się do jej utraty przez kogokolwiek, a już szczególnie osoby, którą naprawdę lubię - rzuciłem znaczące spojrzenie mężczyźnie, po czym uniosłem kufel do ust i pociągnąłem z niego spory łyk.
- I nie będziesz teraz próbował zrobić wszystkiego, żeby zdobyć osobistego, nadnaturalnego sługę? - zadając to pytanie, Kangsoo wydawał się mieć nadzieję na coś, choć nie do końca rozumiałem, na co.
- Nie. Wręcz przeciwnie, wolałbym, żeby wszytko pozostało między nami tak, jak dawniej - sięgnąłem po krewetkę, zanurzyłem ją w sosie śmietanowym i, po obejrzeniu jej z każdej strony, włożyłem do ust. Po przegryzieniu chrupiącego ciasta momentalnie zalała mnie fala wrażeń smakowych. Przymknąłem oczy i westchnąłem lekko. Dawno już nie miałem okazji jeść tego typu niezdrowego jedzenia. - Dobrze wiedzieć, kim jesteś naprawdę. I na co mam uważać - spojrzałem spode łba na chłopaka, jednocześnie sięgając po kolejną krewetkę. - Pomyślałeś, co by było, gdybym przypadkiem założył ten pierścień? Albo gdybyś go zgubił i ktoś inny go założył, po czym musiałabyś zniknąć czy coś... a ja nie miałbym pojęcia, dlaczego, gdzie cię szukać... czy w ogóle cię szukać, bo przecież mógłbyś zwyczajnie uznać, że wystarczy ci już tej znajomości... - westchnąłem ciężko, odchylając się na oparcie krzesła. - Podsumowując, dobrze wiedzieć, kim jesteś. Ale nie, nic to w naszej relacji nie zmienia. Nie chcę, żebyś mi służył, a że mam ku temu również inne powody niż czysta przyzwoitość, to naprawdę nie masz się czego obawiać.
Kangsoo wbijał przez chwilę wzrok w stolik między nami. Pewnie zastanawiając się, co dalej. Nim znowu się odezwał, zdążyłem zjeść już połowę zamówionych krewetek.
- Jakie to są te... inne powody?
Powoli przeniosłem na niego wzrok, zastanawiając się, czy mu mówić. Ale... on też niedawno wyjawił przede mną swoją tajemnicę. A mojej nie mógł wykorzystać w żaden sposób. Nawet te wydarzenia nie były jakoś szczególnie znaczące. Po prostu były osobiste.
- Przez pewien czas... chodziłem z dziewczyną, która nie była zwykłym człowiekiem - zacząłem, ostrożnie dobierając słowa. - Później dowiedziałem się, kim dokładnie była. Dżinem. Oni mają pod wieloma wzgledami lepiej od ciebie, ale... pod równie wieloma jesteście do siebie podobni. Ale do czego zmierzam. Ona nienawidziła tego, że jest, tak naprawdę, uwięziona. Ciągle musiała uważać, pilnować swojej lampy i mieć nadzieję, że nikt jej nie ukradnie, tym samym zniewalając ją. Aż nie spełni dowolnych trzech życzeń posiadacza - zamilkłem na chwilę, by zjeść kolejną krewetkę, nim kontynuowałem. - Ona miała ten limit. Trzy życzenia i sayonara. A już było to dla niej czymś strasznym, czego nie mogła znieść... - westchnąłem cicho, uciekając wzrokiem na bok. - Zabiła się. To było już dobre kilka lat temu, prawie o tym zapomniałem. Ale obiecałem sobie wtedy, że nigdy nie przyczynię się do tego, by ktoś miał cierpieć przez to, kim się urodził, a co ja wykorzystam do własnych celów - uśmiechnąłem się lekko, smutno. - Dlatego nawet mnie nie kusi próba przywłaszczenia sobie tego pierścienia. Że tak powiem: ja podziękuję.
Przeniosłem wzrok na mężczyznę i uśmiechnąłem się do niego pokrzepiająco.

Kangsoo?
Szablon
synestezja
panda graphics