Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam&Kangsoo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam&Kangsoo. Pokaż wszystkie posty

24.10.2020

Od Kangsoo CD Liama

Kangsoo.
O nie, tylko nie to. Nienawidził tego momentu.
Słyszenie, jak ktoś wypowiada jego imię często było dla niego bardzo niekomfortowe. Mało tego, potrafiły przejść go nieprzyjemne dreszcze, a płuca odmawiały zaczerpnięcia tchu. Wydawało mu się wtedy, że miał zaraz zostać skazany na śmierć. I było podobnie. W sumie nigdy nie wiedział co było gorsze: bycie skazańcem czy zmuszonym do wykonania każdego rozkazu jednej osoby. Nie miał pojęcia. Choć spora część rozkazów nie była taka zła. Ale zdarzały się tak absurdalne i okropne, że w takich chwilach chciał po prostu umrzeć.
– Ja... – zawahał się na moment. – Ja muszę iść.
Liama zdziwiły te słowa. Uniósł brew, posyłając Koreańczykowi pytające spojrzenie, choć wyraz jego twarzy zdradzał zaniepokojenie; zapewne podejrzewał, o co mogło chodzić. I tak było, bowiem po krótkim milczeniu spytał:
– Wzywa cię?
Kangsoo niepewnie przytaknął. Spuścił wzrok na trzymaną w ręku smycz – znajdujący się przy jej drugim końcu pies stał trochę dalej i spoglądał na niego wyczekująco, chcąc iść dalej. Koreańczyk przyjrzał mu się, po czym przeniósł wzrok na Liama.
– Weź go. – Dał mu smycz.
– Na jak długo znikasz? – zapytał pospiesznie przyjaciel.
– Nie wiem. Zależy, co będzie chciał ode mnie.
– Czyli mam nie czekać?
Słysząc to popatrzył prosto w oczy Liama – zmartwione, niepewne, ale jednocześnie mające trochę furii i chęci mordu. Wydawało się, że gdyby teraz się dowiedział, kim jest nowy właściciel pierścienia, jak burza wpadłby do jego domu i rozniósłby cały budynek, rozrywając wszystkich domowników na strzępy.
Kangsoo wziął głęboki wdech.
– Postaram się coś zrobić – rzekł po krótkim namyśle. – Coś, co może nam pomóc. I nie martw się tak o mnie, nie jestem ani nowicjuszem w byciu sługą, ani dzieckiem – skrzywił się nieco.
– Okej – odparł Liam, kąciki jego ust wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. – Ja przez ten czas postaram się coś wymyślić.
– Ty to lepiej zajmij się psami. Mówiłeś, że przydałoby się nauczyć je podstawowych komend – przypomniał mu, krzyżując ręce na piersi. – No, to lecę.
Starał się brzmieć możliwie jak najbardziej spokojnie. Nie chciał pokazywać przyjacielowi, jak bardzo tak naprawdę to wszystko przeżywa i jak źle mu z tym. Wiedział, że wtedy Liam tylko bardziej by się zamartwiał. Wolał więc mu pokazać tę całą sytuację jako coś nielubianego, ale koniecznego i z czym ostatecznie trzeba było żyć. W końcu to była część jego życia. Gdyby nie musiał nikomu służyć, nie byłby Niebiańskim Sługą.
Po krótkim pożegnaniu z Liamem w jednej chwili zniknął z dobrze sobie znanej drogi, pozostawiając po sobie tylko trochę nietrwałych, żółtych iskierek, a pojawił się w jakże nielubianej przez niego posiadłości. To znaczy... Sama posiadłość nie była w sobie zła – w stylu niezbyt nowoczesnym, ale też nie staromodnym. Miała kilka ładnych elementów. Ta niechęć do niej wiązała się bardziej z tym, kto ją zamieszkiwał.
– Co tak długo? – usłyszał nagle.
Spojrzał na wielki obrotowy fotel, w którym siedział średniego wieku mężczyzna i przeglądał jakieś papiery. Zmierzył go wzrokiem z góry na dół.
Od zawsze zastanawiał się, że bogaci szczególnie chcieli się dobrać do pierścienia. Przecież stać ich było na wszystko, mogli mieć przy sobie cały oddział ochrony i wielki zespół służby. Miliony mieli na koncie i miliony ludzi im zazdrościło. A oni jeszcze łapali takiego Niebiańskiego Sługę i trzymali go wyłącznie dla siebie. Po co? Na co im był ktoś taki? Niebiański Sługa nawet nie był lojalny – robił to co musiał, a jeśli dopatrzył się jakichś luk, zaraz je wykorzystywał na swoją korzyść lub by po prostu uciec.
Kangsoo naprawdę tego nie rozumiał. Ale pewnie chodziło o to, że ludzie po prostu byli pazerni i chcieli posiadać coś, czego nie mogli mieć inni.
– Nie mogę tak po prostu rzucić wszystkiego – odparł Kangsoo. – Mówiłem, że w weekendy pracuję w schronisku.
Na te słowa mężczyzna westchnął.
– W tygodniu pracujesz w banku, w weekendy w schronisku to kiedy ja mam cię wzywać? W nocy? W ogóle mam się dostosować do twojego grafiku? Raczej na odwrót.
– Miałem starać się zachowywać naturalnie, żeby nikt nic nie podejrzewał, więc nie mogę tak o – pstryknął palcami – zrezygnować ze wszystkiego. Też aż tak bardzo tu nie jestem potrzebny, w końcu ma... ma pan służbę, sekretarza i w ogóle.
Ach, za jakie grzechy ja muszę być sługą i użerać się z takimi ludźmi?!
Mężczyzna ponownie westchnął. Złożył papiery na jednej kupce, następnie wyciągnął małą karteczkę i zaczął coś pisać na niej wiecznym piórem.
– Sprawdź ten adres – rozkazał mu. – Spotkaj się z mieszkającą tam osobą i później powiedz mi wszystko, czego się o niej dowiesz.
– Czemu? – Kangsoo uniósł brew. – Nie może tego zrobić ktoś inny? Muszę to być ja?
– Ty masz to zrobić i koniec.
Świetnie, kolejna brudna robota. Musiał pójść do kogoś (nawet nie wiedział, kogo) i zdobyć o nim informacje. Naprawdę, miał wrażenie, że w ten sposób tylko się marnuje. Potrafił takie rzeczy, mógł jeszcze więcej mają właściciela, a co on robił? Jakieś głupie zadania, zabawy w chowanego, cokolwiek.
Mężczyzna skończył pisać, odłożył na bok pióro. Już miał dawać karteczkę, gdy nagle po całym gabinecie rozległo się pukanie. Po krótkim: Proszę ze strony właściciela drzwi się otworzyły, a w progu stanęła pokojówka, mając jakąś sprawę do swego pracodawcy.
Kangsoo zmierzył go ukradkiem wzrokiem. Widząc, że ten był zajęty rozmową z kobietą, sam sięgnął po karteczkę. Jednocześnie jego możliwie jak najszybciej zagarnął drugą ręką wieczne pióro tak, by ten tego nie zauważył. Schował do kieszeni, dla niepoznaki zmierzył dokładnie wzrokiem karteczkę.
– Ile mam czasu? – zapytał, gdy pokojówka wyszła.
– Zrób to czym prędzej – odparł niemal od razu mężczyzna.
– Muszę pracować – przypomniał mu tamten, krzywiąc się nieznacznie.
Posłał dosyć wymowne spojrzenie mężczyźnie, który widząc to, podparł ręką czoło, głośno wzdychając. Z dobrą chwilę milczał, w końcu jednak rzekł:
– Trzy dni.
– No dobra – mruknął Koreańczyk. – A jak mam w ogóle się spotkać z tamtą osobą? Co mam mówić?
– Ach, po prostu nie zdradzaj prawdziwych zamiarów. Nie wiem, powiesz, że w jakiejś tam sprawie jesteś, a potem że to pomyłka czy coś. Myśl, Kangsoo, myśl! – jęknął, opierając się o fotel.
Kangsoo nic nie odpowiedział. Nadal myślał, jak bardzo beznadziejna była jego sytuacja. I tu już nie chodziło o to, że ktoś posiadł jego pierścień – taką słabą robotę miał do wykonania, że gdyby miał tu jakieś zdanie czy wolną wolę, nigdy by się na to nie zgodził. Miał wrażenie, że marnował swój czas, którego i tak nie miał jakoś szczególnie dużo.
Niechętnie schował karteczkę do kieszeni.
– Mogę już iść?
– Tak, idź – mówiąc to mężczyzna machnął ręką.
Na te słowa Koreańczyk odwrócił się na pięcie i wielce uradowany w duchu zniknął.
Pojawił się dokładnie tam, gdzie był wcześniej: na drodze niedaleko schroniska. Rozejrzał się dookoła. Nie dostrzegł Liama ani psów, ale nie zdziwił się; przyjaciel pewnie zabrał je i poszedł dalej lub wrócił do schroniska. Wziął nieco głębszy wdech, by zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Wsunął ręce do kieszeni, od razu poczuł w jednej z nich wieczne pióro, które jakimś trafem udało mu się zabrać. Ostrożnie wyciągnął je, przyjrzał mu się uważnie.
Oby się do czegoś przydało.

Liam?

9.10.2020

Od Liama CD Kangsoo

Choć historia Kangsoo była cokolwiek... nietypowa, w głowie zaświtał mi pewien plan. Może nie świadczyło to o mnie za dobrze, ale jakoś nigdy nie przejawiałem jakiś szczególnych uczuć czy poczucia sprawiedliwości wobec osób, których nie znałem. A już szczególnie wobec nieznajomych, przez które cierpiały bliskie mi osoby. Tak jak ten osobnik, roboczo nazywany panem X. Jakoś nie miałem nic przeciwko temu, żeby zupełnym przypadkiem stracił palec, czy nawet całą kończynę... I nie, nawet niekoniecznie chciałem angażować w to Lunę. W smoczej formie sam doskonale bym sobie z tym poradził.
Pogrążony w myślach, nie do końca zwracałem uwagę na psa, który plątał mi się pod nogami. Zwykle spacery z czworonogami sprawiały mi przyjemność, dzisiaj jednak nie mogłem znaleźć w sobie wystarczająco dużo spokoju, by móc cieszyć się chwilą. By móc cieszyć się czymkolwiek. W głowie bez przerwy kołatała mi się tylko jedna myśl: co zrobić? Jak wyzwolić Kangsoo z możliwie najmniejszymi stratami po naszej stronie? Nie było co ukrywać - mogło się to okazać prawdziwym wyzwaniem. Szczególnie zrealizowanie punktu polegającego na odnalezieniu źródła problemów, tego niejakiego pana X. Potem raczej powinno być już z górki. Tylko... naprawdę nie wiedziałem nawet, jak się do tych poszukiwań zabrać.
- O czymś myślisz - to nie było pytanie, jednak nie wiem dlaczego, poczułem się w obowiązku na to odpowiedzieć. Nie wiedziałem tylko, jak. Myślę o twojej sytuacji odpadało, bo zaraz by się obruszył, że nie powinienem, że mam swoje problemy, że sam sobie poradzi i takie tam. Nie chciałem się o to kłócić, bo nie o to chodziło. A nie było opcji, żebym nie pomógł przyjacielowi.
- Zastanawiałeś się kiedyś, czy by nie spróbować wprowadzić tym psom jakiegoś treningu? - zapytałem, mając nadzieję, że uda mi się tym uniknąć prawdziwego tematu, który zaprzątał mi myśli. Może trochę zmienić temat. - Wiesz, nauczyć ich podstawowych komend takich jak chociażby "siad". Nie uważasz, że tak szybciej znalazłyby dom?
Kangsoo spojrzał na mnie przelotnie, a w jego oczach dostrzegłem jakąś trudną do zdefiniowania dla mnie w tamtym momencie emocję. Zaskoczenie? Zawiedzenie? Zainteresowanie? Może po trosze każdą z nich... W każdym razie, zamiast czekać na jakąś konkretniejszą reakcję, kontynuowałem monolog o potencjalnych korzyściach dla bezpańskich psów, jakie wynikałyby z nauczenia się przez nie przydatnych w codziennym życiu umiejętności. Oczywiście genialną opcją dla nich byłby behawiorysta, jednak wiedziałem, że to nie takie hop-siup załatwić jakiegoś za względnie przystępną cenę, którą mogłoby pokryć schronisko. Ale nawet przeszkoleni do tego wolontariusze mogliby się tym zajmować...
I tak minęła nam cała droga powrotna do schroniska. A gdy już odprowadziliśmy psy do ich kojców i pożegnaliśmy płaczące już z tęsknoty za człowiekiem zwierzęta, udaliśmy się do budynku służbowego, żeby odłożyć nasz sprzęt do spacerów. Szliśmy w ciszy, jednak nie krępującej, a naturalnej...
Nagle Kangsoo zatrzymał się gwałtownie. Odwróciłem się do niego, gdy poczułem, że nie ma go koło mnie. Mężczyzna spojrzał na mnie z przerażeniem i przełknął gwałtownie ślinę.
- O co chodzi? - zapytałem zaniepokojony, również przystając.

Kangsoo?

24.08.2020

Od Kangsoo CD Liama

– Ja... – zamilkł nagle.
Już nie widział sensu w próbowaniu odsunięcia Liama od tego całego problemu. Przyjaciel wyraźnie zakomunikował, że pomoże nieważne, jak skomplikowane to będzie. I choć z początku Kangsoo był niepewny, teraz w głębi duszy dziękował mu za wszystko. Liam był pierwszą osobą, która dowiedziała się o jego prawdziwej tożsamości i zwyczajnie to zaakceptowała, mało tego, postanowił mu pomóc w trudnej chwili. Gdyby Sungkoon taki był... Może nigdy nie poznałbym Liama...
– Dziękuję... za twoje wsparcie – wymruczał cicho pod nosem.
Przez moment myślał, że przyjaciel tego nie usłyszy, ale zapomniał o jego wyostrzonych zmysłach. Mężczyzna uniósł nieco brwi, po czym jego usta wykrzywiły się w ciepłym uśmiechu.
– Od tego są przyjaciele! – zawołał wesoło.
Klepnął go w plecy, próbując poprawić atmosferę. I całkiem nieźle mu wyszło, ponieważ na twarzy Kangsoo również pojawił się uśmiech, choć nie był on tak szeroki. Na większy nie było go w tym momencie stać, aczkolwiek przynajmniej był szczery.
Chwilę przesiedzieli w ciszy, każdy pogrążony we własnych myślach. Kangsoo nadal skupiony był na problemie z pierścieniem, rozważając najważniejszą kwestię: opracowanie planu. Jak już połączyli siły to teraz musieli wymyślić jakąś dobrą taktykę, a przede wszystkim sprawić, by Liam dowiedział się czegokolwiek o nowym właścicielu. Koreańczyk miał wręcz ogromną chęć podania chociażby nazwiska, to już byłby jakiś trop, ale nie mógł. Co więc miał zrobić? Może wypaliłoby gdyby Liam go śledził? Nie, jak pan go wezwie to się teleportuje i nici ze szpiegowania. Ach, czemu to jest takie trudne?!
Z zamyślenia wyrwał go nagły ruch, który dostrzegł kątem oka. Odwrócił głowę, spojrzał na Liama, który w tym momencie się przeciągał, głośno ziewając. Oparłszy się z powrotem o oparcie kanapy, mężczyzna popatrzył na Koreańczyka.
– Już późno, obydwoje jesteśmy zmęczeni, więc może zostawimy obmyślanie planu na jutro? – zaproponował. – Akurat mamy pracę w schronisku, a świeże powietrze może jakoś nam pomóc w burzy mózgów. – Posłał mu uśmiech.
Kangsoo chwilę zastanawiał się nad jego słowami, aż w końcu uznał, że to najlepsze, co mogą na najbliższy czas zrobić. Tego wieczoru trochę się wydarzyło, więc myślenie nie szło im za dobrze, a jak się z tym prześpią i jutro trochę popracują z psami to może coś im przyjdzie do głowy. Tak, to był plan.
– Okej – odparł po chwili. – Jakby mnie nie było to znaczy, że mnie wezwał – dodał z pewnym skwaszeniem na twarzy.
Liam przytaknął.



Miał tyle szczęścia, ponieważ rano nie musiał iść do swego pana. I dobrze, bo po powiedzeniu o wszystkim Liamowi uspokoił się na tyle, że mógł się całkiem nieźle wyspać i miał lepszy humor niż dnia poprzedniego.
Szybkim, ale nie za bardzo, krokiem ruszył w kierunku schroniska. Liam wczoraj proponował mu – jak zazwyczaj zresztą – że po niego przyjedzie, ale odmówił; dzisiaj koniecznie musiał się przejść, zaczerpnąć świeżego powietrza, też trochę pobiegać, by zadbać nieco o formę. Tak więc ponad pół godziny zajęło mu dotarcie na miejsce, aczkolwiek nie żałował tego w ogóle. W końcu ruch to zdrowie.
Wyszedł znacznie wcześniej, na tyle, że w schronisku był przed przyjacielem. Nie czekając na niego wziął potrzebne rzeczy i zabrał się za sprzątanie klatek. Długo jednak nie pobył sam, ponieważ kilka minut później dołączył do niego Liam.
– O, już jesteś! – zawołał mężczyzna, dostrzegając Kangsoo.
Na te słowa Koreańczyk odwrócił się i popatrzył na niego.
– Nom – odparł spokojnie, prostując się.
Obydwoje zabrali się do pracy. Z racji, że przez pewien czas kręciła się przy nich właścicielka schroniska, zagadując wolontariuszy, za bardzo nie mogli rozmawiać o planie odzyskania pierścienia. Później jakoś zbyt mocno skupili się na sprzątaniu, więc dopiero wyprowadzając pierwsze dwa psy postanowili wreszcie poruszyć ten temat.
– Wpadłeś na jakiś pomysł co do odzyskania pierścienia? – spytał Liam, przekładając smycz z jednej ręki do drugiej.
Kangsoo pokręcił delikatnie głową.
– Jak szedłem do schroniska to przez pewien czas o tym myślałem, ale nie przyszło mi do głowy nic konkretnego – odpowiedział.
– Hm... – Liam popadł na moment w zamyślenie. – A wcześniej jak sobie radziłeś?
– Cóż, po prostu byłem posłuszny i czekałem, aż nadarzy się okazja do zabrania pierścienia. Po pewnym czasie zaczyna uwierać w palec, więc trzeba go na trochę zdjąć. Też większość poprzednich właścicieli z przyzwyczajenia zdejmowała go, gdy szła się myć. – Zwilżył językiem usta. – Jednemu pies odgryzł palec, akurat ten z pierścieniem.
Słysząc ostatnie zdanie, Liam otworzył szeroko oczy. Trudno było określić, co go zdziwiło bardziej: sytuacja czy spokój, z jakim to Kangsoo o niej opowiedział (pewnie oba). Nastała cisza, Koreańczyk od razu ją zauważył. Podniósł nieco głowę, spojrzał na przyjaciela. Widząc jego minę speszył się, spuszczając wzrok, po chwili jednak powrócił nim na mężczyznę.
– Żeby nie było, ja też to przeżywałem – rzekł pospiesznie. – W pewnym momencie się popłakałem, ponieważ działałem pod presją i nie miałem czasu, więc złapałem palec i z nim zaciśniętym w ręce uciekłem.
Podniósł na wysokość brzucha dłoń, popatrzył na nią, gdy wtem przeszedł go nieprzyjemny dreszcz.
– To była tragedia – westchnął.

Liam?

8.08.2020

Od Liama CD Kangsoo

Mimo zapewnień przyjaciela jakoś tego nie widziałem. "Tego" znaczy prostego rozwiązania dla tej sytuacji. Dla tak skomplikowanej sytuacji nie mogło być prostego rozwiązania. Mimo, że Kangsoo próbował mi to wmówić. Niby zachowywał spokój, mówił bez większych emocji i raczej nie okazywał sobą większego zdenerwowania, jeśli chodzi o mowę werbalną... Odkąd przyszedł do mnie, siedział jak na szpilkach. Denerwował się. Ta sytuacja nie była dla niego w żaden sposób komfortowa... z resztą, jakże by mogła być, tak prawdę mówiąc. Kto by się czuł komfortowo wiedząc, że w każdej chwili może zostać wezwany i zmuszony do zrobienia czegoś, czego zdecydowanie nie zrobiłby w innych okolicznościach.
To było chore.
A radzić sobie z tym problemem samemu? Nie ma nawet, kurwa, mowy. Może wcześniej, kiedyś, był sam. Musiał sobie sam z tym radzić. Ale teraz nie. Już nie.
- Może i dałbyś sobie radę sam - zacząłem powoli, pochylając się w stronę mężczyzny, żeby złapać z nim kontakt wzrokowy i nadać mojej wypowiedzi siłę. Pokazać, że w tej chwili nie żartuję. - Ale po co? Po co masz się męczyć, zajmować sobie czas, kiedy masz kogoś, kto może ci pomóc, skrócić czas, w jakim będziesz sobie radził z tym problemem? Bo to jest problem, nie ma co ukrywać. I to cholernie duży.
Kangsoo nie odpowiedział, jedynie patrzył na mnie, nerwowym ruchem obracając na palcu pierścień, który w najmniejszym stopniu nie przypominał tego, który sprawiał, że osoba nosząca go zyskiwała władzę nad siedzącym przede mną mężczyzną. Nie rozumiałem, jak mogłem początkowo dać się oszukać. Dlaczego od razu nie zauważyłem, że coś jest nie tak. Bo powinienem był. Zainteresować się. Od jak dawna nie miał pierścienia? Jak długo nie zauważałem tego faktu? Jak długo Kangsoo musiał sobie radzić z tym wszystkim sam?
Prawdę mówiąc, bałem się poznać odpowiedzi.
- Nie musisz radzić sobie z tym sam, bo masz mnie - powiedziałem cicho, spokojnym tonem. Nie chodziło mi o to, żeby wzbudzić w przyjacielu wyrzuty sumienia, że mi nie powiedział wcześniej. Chciałem tylko, by wiedział, że już nie jest w tym sam. Że jestem tu, gotowy w każdej chwili rzucić wszystko, by wyciągnąć go z bagna, w które jakimś cudem wpadł. Bo, cóż, nie miałem wątpliwości, że nawet jeśli teraz jeszcze się na to nie zapowiada, w końcu ostatecznie okaże się ta cała sytuacja jednym, wielkim bagnem, kupą gówna, w którą już zdecydowałem się wejść za przyjacielem, a z której potem obydwoje będziemy musieli się wydostać. Miałem tylko nadzieję, że po tym odór tej sprawy nie będzie się za nami za długo ciągnął.

Kangsoo?
Znowu meh, plasiam, mordko, ale coś mi nie idzie pisanie ostatnio ;-;

28.07.2020

Od Kangsoo CD Liama

Spojrzał wprost w oczy Liama, lecz wtem odwrócił wzrok. Było mu głupio. Głupio, że tak łatwo się wydał. Chciał sam ogarnąć całą tą sprawę, w najlepszym przypadku zrobiłby to tak, że przyjaciel nawet by tego nie spostrzegł. W końcu to nie jego pierwszy raz, kiedy ktoś przejął nad nim kontrolę. Z różnymi osobami miał do czynienia i jak widać od każdej z nich uciekł. Teraz więc również mogło się udać. I niekonieczne było wsparcie. Z tego właśnie powodu źle się z tym czuł, że wciągnął w to wszystko Liama. Jakby on mało miał problemów. Na pewno było wiele spraw i kwestii, z którymi on się nie chciał dzielić, a tu jeszcze kłopot Koreańczyka.
Nie odpowiadał przez pewien czas, ponieważ na moment zapomniał o pytaniu przyjaciela. Gdy jednak sobie o nim przypomniał, popadł w zamyślenie.
– Cóż, wszystko zależy od tego, jak dokładny będzie rozkaz – powiedział wolno, próbując brzmieć całkiem spokojnie. – Na przykład jeśli właściciel każe mi zdobyć dla niego samochód a nie określi, jakim sposobem to mogę kupić jak i też ukraść.
– Nie możesz wyczarować auta, prawda? – spytał pospiesznie Liam, lecz nagła zmiana wyrazu twarzy wskazała, że tak naprawdę nie chciał tego robić.
Kangsoo zmrużył nieco oczy.
– Ja to sługa, nie dżin. – Oparł się plecami o kanapę. – Jestem od służenia i chronienia, nie spełniania zachcianek. Gdyby ktoś mi kazał sprawić, żeby był zdrowy, to co najwyżej mógłbym go umówić na wizytę u lekarza. – Wzruszył ramionami.
Liam trochę niepewnie pokiwał głową.
– A czy są jakieś rozkazy, których nie można ci dać lub których nie musisz wykonać? – zapytał po chwili.
– Są. – Kangsoo pokiwał głową. – Nie można mi rozkazać niczego, co mogłoby wywołać poważny uszczerbek na moim czy właściciela zdrowiu. Nie możesz mi kazać skoczyć z wieżowca ani żebym cię zabił – podał dwa przykłady, lecz wtem zamilkł.
Splótł ze sobą dłonie, przygryzł dolną wargę, spuszczając wzrok.
Po co ja to wszystko mówię? To tylko bardziej wciągało Liama. Dlaczego nie odmówił? Dlaczego nie powiedział, że sam sobie da radę? Dotychczas wychodziła mu ucieczka to czemu teraz coś miałoby pójść nie tak? Może to chodziło o nowego właściciela. W końcu wydawał się on wiedzieć o Niebiańskim Słudze zdecydowanie za wiele. Zdobył wiedzę od któregoś z poprzednich właścicieli? Dobrał się do jakichś informacji, których Kangsoo nie znalazł? Nie wiedział. Nie miał bladego pojęcia. Mógł tylko się domyślać.
Między dwójką przyjaciół nastała cisza. Trwała ona trochę czasu, Kangsoo w końcu uznał, że nie ma co dalej drążyć ten temat. Chciał odsunąć Liama od tej sprawy. Powinien teraz pożegnać się i wyjść. Ku jednak jego zdziwieniu nie potrafił. Myślał o powrocie do domu a nie mógł nawet wstać z kanapy. Nadal siedział. Czemu? Czyżby coś w głębi jego duszy mówiło, że miał mimo wszystko pozwolić Liamowi się przyłączyć? Ale on miał swoje zmartwienia...
Może tu chodziło o to, że z nim Kangsoo wreszcie nie musiałby tylko na siebie liczyć.
– Ja... – zaczął. – Ja myślę, że mógłbym sam sobie z tym poradzić. Cóż, choć żyję stosunkowo krótko na tym świecie to trochę doświadczenia nazbierałem i poprzednim właścicielom jakoś uciekłem. Więc tym razem raczej też dam sobie radę. – Na chwilę zamilkł. – Pierścienia nie da się nosić w nieskończoność, w końcu trzeba go zdjąć na trochę. A wtedy mam okazję go zabrać i uciec... więc moja sytuacja nie jest taka tragiczna.
Zebrał w sobie siły, by unieść kąciki ust w delikatnym uśmiechu, który posłał Liamowi.

Liam?

14.07.2020

Od Liama CD Kangsoo

Zabrali mu pierścień.
Myśl ta odbijała się echem w mojej głowie, raz za razem wracając, coraz bardziej docierając do mnie, a w raz z tą świadomością - co to oznacza. I nie było to nic pozytywnego. Choćbym nie wiem, jak bardzo się starał, nie widziałem w tej cholernej sytuacji żadnego pozytywizmu, żadnej drogi wyjścia z sytuacji... Byliśmy w dupie.
Tak, byliśmy. Nie miałem zamiaru zostawiać w tym przyjaciela samego.
Nie mógł powiedzieć mi, co się stało z pierścieniem. Nie mógł zdradzić mi, kto go zabrał, a zatem teraz posiada. Nie wiedziałem nic, nie miałem żadnego punktu zaczepienia, by próbować jakoś zareagować, zrobić coś, by wyciągnąć Kangsoo z tego bagna.
Z resztą, nawet jeśli w jakiś sposób dowiedziałbym się, kto jest teraz w posiadaniu pierścienia mężczyzny, nie mogłem wydać mu bezpośrednio wojny czy, nie wiem, zaatakować go w jego domu i zażądać zwrotu przedmiotu. Nie byłem głupi, to nie wyglądałoby tak, że wpadłbym do jego domu czy miejsca, w którym by aktualnie przebywał, zrobił rozpierdol i sobie po prostu ten pierścień zabrał, by oddać go przyjacielowi. Prawdopodobnie nawet nie stanąłbym przeciwko niemu, nie dopuściłby do tego, by coś mu się przypadkiem stało. Wysłałby na pierwszy ogień swojego Niebiańskiego Sługę. A z Kangsoo nie miałem zamiaru walczyć.
Trzeba było to rozegrać inaczej. Problem polegał na tym, że nie do końca miałem pomysł, jak. Tego typu akcje były skomplikowane, wiedziałem to po przeżyciach z moją byłą znajomą, która była dżinem. Opowiadałem już o niej kiedyś Kangsoo. Tylko ona była wredna, potrafiła się postawić i gotowa była zrobić wszystko, żeby spełnić życzenie tego, kto znalazł jej lampę, w taki sposób, by jeszcze pożałował, że zapragnął wykorzystać jej zdolności wbrew jej woli. Kangsoo taki nie był. Z resztą, jego zdolności nie pozwalały na aż takie naginanie wydanych mu rozkazów... A przynajmniej tak wynikało z wiedzy, którą na ten temat posiadałem. A była ona, prawdę mówiąc, dość szczątkowa.
Mimo wszystko, tego, że niewiele wiedziałem na temat sytuacji i prawdopodobnie niewiele więcej się dowiem, jeśli Kangsoo dostał zakaz mówienia o tym. Patowa sytuacja. Jednak wierzyłem, że z tej sytuacji na pewno znajdzie się jakieś wyjście. Musi się znaleźć.
- Jak bardzo możesz naginać rozkazy, które zostały ci wydane? - zapytałem cicho, spokojnie, nie odrywając wzroku od ręki mężczyzny, na której nie spoczywał znajomy pierścień z kamieniem. Ten widok przejmował mnie nieopisanym wręcz lękiem. To nie był zwyczajny problem, kabała jak te, w które często sam się wpakowywałem. Obawiałem się, że szczęśliwy koniec tej historii może być o wiele trudniej osiągalny, niż mogło by się zdawać.
Mimo to byłem gotowy poruszyć niebo i ziemię, żeby się udało. Żeby Kangsoo znowu był wolny. A w osiągnięciu tego... Mogła nam pomóc moja stara znajoma. Co prawda dotarcie do niej może okazać się kłopotliwe, mimo to... z pomocą Joeay'a... mogło się udać.
Może dżin nie był tym samym, co Niebiański Sługa, jednak w pewnych kwestiach byli podobni. Tak mi się przynajmniej wydawało. Może dziewczyna mogła nam pomóc, podpowiedzieć, co zrobić.
Żeby Kangsoo znowu był niezależny.

Kangsoo?

11.07.2020

Od Kangsoo CD Liama

Odetchnął w duchu. Pytanie Liama nie dotyczyło jego tylko Any. Mimo to zbyt gwałtownie zareagował. Powinien zachować spokój. Wiedział, że raczej nie pójdzie mu łatwo, ale musiał jakoś dopilnować, żeby Liam nic nie zauważył. Albo żeby chociaż nie domyślił się, o co może chodzić.
Odwrócił głowę, rzucił szybkie spojrzenie Anie, która odbierała właśnie pizzę od dostawcy, po czym powrócił wzrokiem na przyjaciela.
– Nie wiem – odparł wolno, wzruszając ramionami. – Może to praca? Albo z kimś ma problem lub coś do załatwienia?
Na te słowa Liam uniósł brwi.
– Z kimś? – zapytał cicho pod nosem, mrużąc oczy.
Zaraz potem wróciła Ana z pizzą, przez co rozmowa została przerwana. Kobieta położyła na stoliku pudełko i sosy, a następnie je otworzyła. Liam pierwszy sięgnął po kawałek, zrobił to na tyle szybko, że Kangsoo aż poczuł delikatny powiew wiatru. Wszyscy zabrali się do jedzenia, rozmawiając ze sobą już na w miarę zwykłe i zupełnie nieważne tematy. Ana niewiele mówiła, więcej czasu zdając się poświęcać komórce niż konwersacji. Liam co chwilę na nią spoglądał, z czasem jego spojrzenie stawało się coraz bardziej zmartwione i podejrzliwe. Gdy siostra to zauważyła, postanowiła skupić się na rozmowie.
Kangsoo powoli żuł jeden kawałek pizzy, będąc na krawędzi delektowania się i zwlekania z jedzeniem. Rękę z pierścionkiem cały czas miał zakrytą rękawem bluzy niemal po koniuszki palców. Starał się udzielać w rozmowie, jednak szło mu to trudniej niż się wydawało. Nie potrafił zapomnieć o swoich problemach; tak bardzo pilnował, by się nie wydać, że wyglądało to aż nienaturalnie.
Gdy wreszcie zjadł ten jeden kawałek, Ana oznajmiła, że powinna już iść. Liam wyprostował się nagle, pytając ją o powód, ona tylko odparła, że już późno, a jutro rano musi jechać do cukierni. Zabrała swoje rzeczy, rzuciła szybkim pożegnaniem, Kangsoo jeszcze pomachała, a następnie wyszła z mieszkania. Tak oto dwójka przyjaciół została sama (no jeszcze ze zwierzyńcem).
Koreańczykowi niezbyt się to podobało. Z Aną to czuł się jakoś bezpieczniej. Z bólem to przyznawał, ale korzystał z faktu, że Liam martwił się o siostrę i bardziej zwracał uwagę na jej zachowanie. Ale za to teraz myślał, że już w ogóle nie chciał niczego mu mówić. Nie dość, że Ana, to jeszcze on. Nie zamierzał ściągać na przyjaciela jeszcze więcej zmartwień. Chyba powinien też się zbierać...
– Ostatni kawałek twój.
Wzdrygnął się lekko, wyrwany z zamyślenia. Spojrzał na Liama, który ruchem głowy wskazał pudełko. Odwrócił głowę, popatrzył na samotnie leżący kawałek pizzy.
– Ach, nie, ty go zjedz – odparł pospiesznie.
– Ja już zjadłem trzy, a ty tylko jeden – bąknął Liam. – Ten jest twój.
– Nie no...
– No weź!
Popędził go ręką, Kangsoo szybko schylił się w stronę pudełka.
– No dobra – jęknął, wyciągając rękę po ostatni kawałek.
Wziął pierwszy gryz, dosyć spory, by mieć już tą pizzę za sobą. Nim jednak zdążył go dobrze przeżuć i połknąć, usłyszał:
– Co to za pierścionek?
W jednej chwili zadławił się, zaczął okropnie kaszleć, uderzając się pięścią w mostek. Odruchowo odłożył kawałek, potrzebował trochę czasu, zanim się uspokoił. Liam przyglądał mu się uważnie z pewnym zdziwieniem, ale też zmartwieniem.
– Co? – zapytał Kangsoo nieco zachrypniętym głosem.
– No ten pierścionek. – Liam ruchem głowy wskazał jego dłoń.
Koreańczyk spuścił na nią wzrok, mimowolnie zakrył ją drugą dłonią, zaraz potem naciągając na palce rękaw. Kaszlnął raz, skrzywił się mocno. Uciekł gdzieś spojrzeniem, jego twarz pobladła. Przygryzł dolną wargę. Świetnie, wspaniale, idealnie. Dokładnie tak, jak chciałem! Nie mógł uwierzyć, że w tak prosty sposób się wydał. Może istniała jeszcze jakaś szansa? Wystarczyło, że coś wymyśli. Coś, w co Liam uwierzy.
– Przeglądałem swoje stare rzeczy i akurat go znalazłem – powiedział wolno, myśląc nad każdym słowem. – Tak o założyłem... i zapomniałem zdjąć.
Liam przyjrzał mu się uważnie, marszcząc brwi. Nie wyglądał, jakby od razu to kupił. Kangsoo spojrzał na niego, uciekł wzrokiem, lecz po chwili powrócił nim. Wziął głęboki wdech. Sekunda wydawała mu się trwać godzinę – miał wrażenie, że siedział tu pół dnia, a przyjaciel przez cały ten czas w milczeniu pochłaniał go wzrokiem. Powstrzymał się przed zamknięciem oczu. Spokój, spokój. Jest jeszcze nadzieja, jest...
– Pokaż dłonie.
Słysząc to otworzył szeroko oczy, posłał Liamowi pytające spojrzenie.
– Hę? – wyrwało mu się z ust.
– No pokaż dłonie – głos Liama stawał się coraz poważniejszy.
Nie ma nadziei, nie ma!
– Po co? – Ściągnął brwi, jeszcze bardziej blednąc.
– Ach, po prostu pokaż.
Nim się Kangsoo obejrzał, Liam szarpnął go za ramię i odkrył dłoń. Przyjrzał się jej dokładnie, później sprawdził drugą. Kangsoo próbował się jakoś wyswobodzić, ale nie dał rady; przyjaciel był od niego znacznie silniejszy. Gdyby nie to, że chodziło o bardzo ważną sprawę, w tym momencie poczułby się wyjątkowo żenująco. Odwrócił głowę, syknął pod nosem, po czym mocniej przygryzł dolną wargę.
Liam szukał pierścienia. To było pewne. Szukał, ale go nie znalazł. Zdając sobie z tego sprawę otworzył szerzej oczy, unosząc brwi w zdziwieniu. Spojrzał na kieszenie bluzy Koreańczyka, wyciągnął w ich stronę wolną rękę, lecz wtem zrezygnował i ją cofnął.
– Gdzie masz pierścień? – zapytał, starał się mieć poważny głos, lecz zdradzał on pewne zaniepokojenie.
Kangsoo zwlekał z odpowiedzią. Jego umysł w jednej chwili stał się pusty. Nie miał pojęcia, co robić. Czuł tylko, że stres i obawy zaczynały go ogarniać. I co teraz? Co miał zrobić? Wątpił, że kłamanie coś da. Ale nie mógł powiedzieć prawdy. Nie wiedział, czy cokolwiek mógł powiedzieć.
Liam od razu dostrzegł stres w oczach Kangsoo. Nie potrzebował długiego namysłu, by nabrać podejrzeń. Puścił jego rękę i nachyliwszy się nieco w jego stronę, niemal zaszokowanym tonem zapytał:
– Zgubiłeś go?
– Nie... – odparł cicho Kangsoo, spuszczając wzrok.
– To co się z nim stało?
– Nie mogę powiedzieć.
Nastała cisza. Liam nieustannie wbijał swój wzrok w Koreańczyka, przy czym wyglądał, jakby zaraz miał wystrzelić z kanapy niczym z procy.
– Jak to, nie możesz? – spytał. – Kangsoo, powiedz, no...!
– Nie mogę! – Kangsoo niemalże krzyknął. – Nie mam takiego prawa.
Naprawdę nie mógł powiedzieć, co dokładnie się stało. Pan mu zabronił mówić komukolwiek czy w inny sposób przekazywać, że zabrano mu pierścień. Nie mógł nawet podać imienia nowego właściciela. Jakim cudem on jest tak przygotowany? Skąd on wiedział? Jak?!
Powstrzymał się przed schowaniem twarzy w dłoniach, za to odchylił głowę lekko do tyłu.
– Ach, jeśli chcesz wiedzieć, to musisz się domyślić! – jęknął. – Spójrz! – Pokazał swoje dłonie. – Nie ma, ale go nie zgubiłem. Co się więc z nim stało?

Liam?

10.07.2020

Od Liama CD Kangsoo

- Luna po prostu nie przepada za gadami - powiodłem spojrzeniem za wzrokiem Kangsoo, który przyglądał się owczarkowi. Po chwili mów wzrok spoczął jednak na Anie, która dalej pisała coś zawzięcie w telefonie. Miałem ochotę zapytać, kto jest tak zajmujący, że nawet nie raczy zwrócić na nas uwagi, ale chyba nie chciałem znać odpowiedzi. Z resztą, po chwili takiego mojego wpatrywania się w nią, skończyła stukać zapamiętale w ekran komórki, zablokowała ją i odłożyła na bok. O dziwo nie podnosząc nawet wtedy, gdy wydała sygnał przychodzącej wiadomości.
- Czuje się z nimi niepewnie - rzuciła, chyba odpowiadając na pytanie Soo, bo to na niego spojrzała. - Niby do mieszkania z Puszkiem jest przyzwyczajona, ale gady nie posługują się taką mową ciała, jaką mają psy. Luna nie wie, czego się po nich spodziewać, nie potrafi odczytać, czy w danym momencie są złe, czy chcą się bawić - spojrzała na owczarka z lekkim, współczującym uśmiechem. - Dopóki jest koło niej Liam wierzy, że w razie czego jej pomoże. O dziwo - teraz zgromiła mnie wzrokiem, a ja skrzywiłem się lekko. - Bo ten dzban nie zawsze reaguje, gdy jego pies czuje się zestresowany w towarzystwie pozostałych zwierząt.
- Muszą się jakoś dogadywać - powiedziałem natychmiast, próbując się wytłumaczyć. Nie wiem dlaczego, ale opinia mojej siostry na temat mojego sposobu dogadywania się z moimi zwierzętami zawsze bardzo mnie obchodziła. Może dlatego, że Ana faktycznie wiedziała, co mówi. A ja nigdy nie chciałem krzywdzić zwierząt. - Zwykle nie ma między nimi większych sprzeczek.
- Bo masz takiego psa, który się wycofa, gdy coś mu nie pasuje, zamiast atakować - mruknęła. - Przynajmniej względem innych zwierząt. Myślałeś kiedyś o tym, że może swoją frustrację, która nagromadza się w niej w domu wyładowuje na obcych ludziach, stąd u niej zachowania agresywne?
- A tak jest? - spytałem zdziwiony, bo pierwszy raz słyszałem o takiej opcji... I pierwszy raz w ogóle o niej pomyślałem.
- Nie, raczej nie - odetchnąłem z ulgą, choć jednocześnie miałem ochotę w coś przywalić. Po co Ana to w ogóle powiedziała? - Ale mogłoby tak być. Gdyby chodziło o innego psa.
- Znają się prawie od zawsze - zauważyłem ostrożnie. - Na pewno do pewnego stopnia nauczyła się rozumieć, co Puszek ma do przekazania.
- Ale Ciapka nie zna - siostra wzruszyła ramionami, by ponownie wrócić uwagą do mojego przyjaciela, ponownie włączając go do rozmowy, z której na moment wypadł ze względu na temat, w jaki na moment odbiegliśmy. - Raczej w końcu się przyzwyczai. Poza tym wątpię, żeby wąż był tak samo chętny do łażenia po mieszkaniu, jak Puszek. Prawdopodobnie nie będzie się jej więc narzucał za bardzo.
Soo skinął powoli głową. I dokładnie w tej chwili zadzwonił domofon.
- Pewnie pizza - Ana wstała z kanapy, łapiąc porzucony do tej pory telefon i momentalnie się do niego przyklejając, gdy ruszała w kierunku korytarza i drzwi wejściowych. Westchnąłem cicho i pokręciłem głową z niedowierzaniem. Naprawdę nie wiedziałem, o co chodziło z tymi wiadomościami, co było takie pilne, że koniecznie musiała poświęcać temu niemal całą swoją uwagę. Niemniej starałem się tym za bardzo nie przejmować. Może chodziło po prostu o pracę? Mieli w cukierni spory ruch ostatnio, całkiem możliwe, że szukała nowego pracownika albo w końcu zdecydowała się zlecać robienie tortów innym pracownikom, a teraz czuła się w obowiązku ciągłego trzymania ręki na pulsie... Z resztą, kto tam Anę wiedział. - Pójdę odebrać - zaoferowała i nie czekając na reakcję moją czy Kangsoo, zniknęła nam z pola widzenia.
- Wydaje mi się, czy ona się jakoś dziwnie zachowuje? - zapytałem cicho, by siostra na pewno nas nie usłyszała. Nie oczekiwałem nawet jakiejś konkretnej odpowiedzi od przyjaciela, nie znał jej w końcu za bardzo. Musiałem po prostu komuś zadać to pytanie.
Przy okazji zauważyłem również, że nie tylko ona dziwnie się zachowywała... Mężczyzna drgnął nerwowo, słysząc moje pytanie, dopiero po chwili uspokoił się, jakby ucieszony, że nie pytam o niego. Zmarszczyłem lekko brwi.
Co jest, do cholery?

Kangsoo?

8.07.2020

Od Kangsoo CD Liama

Spojrzał na wijącego się na ręce Liama węża, powoli opuszczając dłoń, którą wcześniej przybił z Aną piątkę. Normalnie zaraz skomentowałby jego imię, jednak w obecnym stanie jakoś tak nie zwrócił na nie uwagi. Obecne problemy, jakie miał na głowie sprawiały, że zapominał o wielu rzeczach i kwestiach. Ale co tu się dziwić – na jego miejscu niejedna osoba czułaby się podobnie.
Zmierzył wzrokiem Ciapka. Jedynym tego typu gadem, z którym miał wcześniej do czynienia była tamta kobra, przygarnięta przez przyjaciela na parę dni. Niemiło wspomina tamte czasy, najchętniej to by o nich całkiem zapomniał. Z tego powodu niezbyt pozytywnie zareagował na nowego lokatora w domu Liama. Co jak znowu coś się stanie? Co jak tym razem Kangsoo nie będzie mógł pomóc? Cóż, w obecnej sytuacji za bardzo nie miał jak.
– On nie ma jadu, prawda? – zapytał trochę niepewnie, wciąż lustrując zwierzę wzrokiem.
– Nie, to pyton – odparł wesoło Liam, głaszcząc delikatnie węża po grzbiecie.
Ciapek popatrzył na Koreańczyka, podniósł nieco głowę, gdy wtem zaczął się wyciągać jakby chciał na niego wpełznąć. Kangsoo zwilżył językiem usta, wziął nieco głębszy wdech. Spokojnie, raczej nie masz się czym stresować. Wąż mały, nie ma jadu, nic ci nie zrobi.
Liam spostrzegł od razu ruch węża. Uniósł brew, lecz zaraz potem zbliżył się do przyjaciela, ułatwiając zwierzakowi zadanie.
– Patrz, chce do ciebie – stwierdził z szerokim uśmiechem. – Może go weźmiesz na ręce?
To pytanie niezbyt spodobało się Kangsoo. Potrzebował trochę czasu na przyzwyczajenie się do nowego towarzysza Liama, zwłaszcza, że węże jakoś go do siebie nie przekonywały. Mimo to z nieznanych dokładnie sobie przyczyn postanowił wziąć go na ręce. Powoli nastawił dłoń, by Ciapek mógł bez większego problemu wpełznąć na nią i owinąć się wokół jak gdyby to była gałąź. Kangsoo skorzystał z okazji, że miał go bardzo blisko, przyglądając mu się dokładnie. Musiał przyznać, że wąż był całkiem ładny. I uroczy. Nie wyglądał na takiego, co by z chęcią go pozbawił życia. Robił wrażenie przyjaznego. Tylko...
– Nie urośnie duży, nie? – zapytał, podnosząc wzrok na Liama.
Mężczyzna stał i patrzył na niego, gdy nagle na jego twarz wskoczył pewien niecodzienny uśmieszek. Koreańczyk zmierzył go wzrokiem, na moment wstrzymał oddech.
– Nie? – Kąciki jego ust uniosły się w delikatnym uśmiechu, jednak oczy zdradzały pewne zmartwienie.
– No to pyton, do tego królewski – odparł Liam, krzyżując ręce na piersi. – Oczywiście, że urośnie duży. Z jakieś półtora metra będzie miał...
Te słowa sprawiły, że Kangsoo otworzył szeroko oczy.
– Liam, serio? Nie było większego?
– Zawsze mogłem kupić anakondę.
W tym momencie Kangsoo podparłby czoło ręką, ale powstrzymał się, bowiem na jednej miał węża, a na palcu drugiej tanie i marne zastępstwo swojego pierścienia. Patrząc na Liama, który był cały w skowronkach, podjarany zakupem nowego okazu do swego zwierzyńca, uznał, że nie będzie ściągał na niego swoich kłopotów. Sam to załatwi. Nie wiedział jeszcze jak, ale coś wymyśli. W końcu niejeden raz udało mu się wydostać z tej niewoli.
Gdy wróciła z kuchni Ana, która skończyła zamawianie pizzy, Kangsoo oddał Liamowi Ciapka. Siostra przyjaciela, przechodząc obok, spojrzała na węża, po czym ruchem głowy wskazała przygotowany dla gada nowy dom. Liam bez słowa poszedł schować zwierzaka.
Po chwili cała trójka siedziała na kanapie, czekając, aż przyjedzie dostawca pizzy. Ciszę, która pojawiła się na moment, przerwał Kangsoo poprzez zadawanie Liamowi różnorakich pytań dotyczących Ciapka. Nie chciał, by przyjaciel zauważył jego niecodzienne zachowanie, próbował więc rozmową na wszelkie tematy niezwiązane z nim samym odwrócić od tego jego uwagę. I tak nie mogę mu nic powiedzieć.
– A reszta twojego zwierzęcego towarzystwa akceptuje Ciapka? – zapytał, naciągając rękawy na palce w celu ich zakrycia. – Jak tak patrzę na Lunę, to widzę, że ona chyba jeszcze nie przywykła.
Posłał krótkie spojrzenie siedzącej dalej suczki, która co pewien czas spoglądała w kierunku terrarium węża.

Liam?

4.07.2020

Od Liama CD Kangsoo

Na pytanie o zwierzaka, uśmiechnąłem się ciepło.
- Pyton - rzuciłem wesoło. Kątem oka dostrzegłem, jak Kangsoo obraca się nieznacznie w moją stronę, patrząc na mnie z lekko wytrzeszczonymi oczami.
- Proszę...? - wydawał się nie dowierzać temu, co usłyszał. Zaśmiałem się. Jego reakcja była urocza.
- Pytona królewskiego - powtórzyłem, włączając kierunkowskaz, by zasygnalizować skręt w parking przed moim blokiem. O dziwo dość szybko udało mi się znaleźć wolne miejsce, co o tej porze dnia było raczej niespotykane. Wysiedliśmy z przyjacielem z samochodu i ruszyliśmy w kierunku wejścia do mojej klatki. - Przyszedł dzisiaj pocztą, Ana go mniej więcej udomawia. Mniej więcej, bo węże nigdy nie będą grzecznymi zwierzątkami domowymi.
Kangsoo skinął lekko głową, jednak nic nie powiedział. Może gdybym nie był aż tak podekscytowany nowym zwierzakiem, zauważyłbym wcześniej, że coś jest nie tak. Że mój przyjaciel zachowuje się inaczej, niż zwykle, jakby coś go trapiło. Być może szybciej zapytałbym o powód takiego układu rzeczy. Jednak tego nie zrobiłem. Zamiast tego, cały w skowronkach, wbiegłem przed nim po schodach, przeskakując co drugi stopień, i pierwszy znalazłem się pod drzwiami mieszkania. Ledwo je otworzyłem, przywitała mnie merdająca ogonem Luna, która co jakiś czas oglądała się za siebie. Jak na razie kolejny gadzi lokator również średnio przypadł jej do gustu. Podejrzewałem, że Ciapek razem z Puszkiem wprowadzą terror w domu. Dwa wielkie gady kontra duży pies... I papuga. Ale Tokka zawsze była przyjaźnie nastawiona do wszystkich.
- Jesteśmy! - rzuciłem od progu, na co odpowiedziało mi posępne burknięcie siostry. Naprawdę nie wiedziałem, jaki był powód takiego samopoczucia u niej, ale sądząc po jej minie, jak pytałem jej o cokolwiek, nawet jakbym zapytał, co się stało, raczej by mi przywaliła, niż odpowiedziała.
Czasami naprawdę miałem problem ze zrozumieniem jej. A przecież wychowywaliśmy się razem.
Od razu po zamknięciu za Kangsoo drzwi, skierowałem się do salonu, zobaczyć, co z Ciapkiem. Ku mojemu zaskoczeniu, zwinął się na brzuchu Any i tak sobie leżał, gdy dziewczyna przerzucała kartki zeszytu ze szkicami. Zastanawiałem się, czy nie odłożyć go do terrarium, ale skoro Ana jeszcze tego nie zrobiła... To znaczy, że prawdopodobnie tak było mu dobrze. Akurat w kwestii zwierząt siostrze ufałem jak nikomu innemu.
- Możemy zamówić pizzę, co wy na to? - zaproponowałem, patrząc przez ramię na Kangsoo, który jakoś dziwnie wolno zdejmował buty. Zmarszczyłem lekko brwi, ale szybko zapomniałem o jakichkolwiek wątpliwościach. Spojrzałem na Anę, która wzruszyła ramionami, odłożyła zeszyt i sięgnęła zamiast niego po telefon, na którym zaczęła coś szybko pisać.
- Jaką chcecie? - zapytała, odklejając na moment plecy od kanapy, by wygiąć się tak, żeby zobaczyć Koreańczyka. Nie wiem, czy jej się to udało, ale dość szybko wróciła do poprzedniej pozycji.
- Obojętnie - odpowiedzieliśmy z przyjacielem niemal równocześnie. Uśmiechnąłem się na to, a siostra prychnęła, znowu zaczynając klikać w telefon. Wybrała numer, pewnie do pizzerii, zdjęła sobie Ciapka z brzucha, dając mi na ręce i polecając, bym go schował, a sama wstała i poszła do kuchni. Gdy mijali się z Kangsoo w przejściu, wyciągnęła do mężczyzny rękę do przybicia piątki. Ich dłonie na moment się spotkały, Ana mruknęła szybkie "Cześć", po czym całą uwagę skupiła na osobie mówiącej po drugiej stronie słuchawki, która w tamtym momencie akurat odebrała.
- Dzień dobry, chciałabym zamówić... - usłyszałem jeszcze jej głos, zanim przestałem zwracać na nią uwagę. Spojrzałem za to na Kangsoo, posyłając mu promienny uśmiech i wyciągając zwisającego mi z rąk pytona nieco w przód.
- No, Kangsoo - spojrzałem na przyjaciela. - Poznaj Ciapka.

Kangsoo?

29.06.2020

Od Kangsoo CD Liama

Milczał. Z komórką przyłożoną do ucha rozglądał się uważnie po swoim mieszkaniu jakby nie był u siebie lub coś miało zaraz wyskoczyć z cienia i go zaatakować. Spojrzał na Geuma, który jak gdyby nigdy nic bawił się w zrzucanie patyczka z samej góry klatki, by zaraz potem po niego zlecieć. Cóż, on to nie miał czym się przejmować – był ptakiem, który miał wszystko, czego potrzebował, a nawet więcej, do tego nie musiał się martwić, że ktoś na niego nieustannie czyha, czekając na dobrą okazję, by go złapać i wykorzystać do swoich własnych celów. Jeśli Kangsoo miał być szczery, to momentami pojawiała się w jego głowie myśl, że chciałby być na miejscu Geuma.
– Em... – popadł w zamyślenie, skupiając się z powrotem na rozmowie z przyjacielem.
Liam zaprosił go do siebie. Trochę niecodzienna pora, bo był już nie taki wczesny wieczór, ale Kangsoo to nie przeszkadzało. Czemu więc tak zwlekał? Co go powstrzymywało?
Spuścił wzrok na wolną dłoń. Popatrzył na każdy palec po kolei jakby czegoś szukał, ale tego nie znalazł. Uniósł rękę, przejechał nią po drugiej, która trzymała komórkę. Powinien przywyknąć. Parę dni. A on nadal czuł, że jego ręce były takie gołe. Brakowało im czegoś. Próbował czymś innym to zastąpić. Ale niewiele dawało. Uczucie podobne, lecz oczu oraz tak zwanego szóstego zmysłu już nie potrafił oszukać.
– Kangsoo?
Zamrugał parę razy, gwałtownie się wyprostował. Wyczuł pewne zmartwienie w głosie przyjaciela, dlatego czym prędzej rzucił na szybko wymyśloną wymówką:
– Ach, wybacz, musiałem sprawdzić co u Geuma.
Chwila ciszy.
– Rozumiem – odparł Liam całkiem spokojnie. – To jak?
– Em, mogę wpaść.
Obawiał się, że jeśli się nie zgodzi, to Liam zacznie coś podejrzewać. Chociaż może lepiej byłoby odmówić?
Pokręcił delikatnie głową. Tak czy siak teraz już było za późno.
– To przyjadę po ciebie, co? – usłyszał.
– Nie no, nie musisz – zaprzeczył. – Sam mogę się udać. Może akurat trafię na autobus...
– A tam! Przyjadę, tak będzie znacznie szybciej. Serio, dla mnie to żaden problem. Ciągnę cię do siebie to chociaż daj mi się w zamian zawieść – dodał szybko.
Na te słowa Kangsoo cicho westchnął. Miał wrażenie, że za każdym razem dokonywał złej decyzji i wpadał coraz głębiej do bagna. Aż poczuł pewne widmo ukłucia, jak ostatecznie przystał na propozycję.
– Niech ci będzie. – Na moment zamilkł. – Będę czekał pod blokiem.
– Okej! – odparł dosyć żywiołowo Liam. – Przyjadę najszybciej jak mogę.
Normalnie Kangsoo skomentowałby jego wypowiedź i kazałby mimo wszystko zachować ostrożność, by znowu nie wpaść w kłopoty z policją. Ale tym razem nie odezwał się ani słowem. Gdzieś tam w głębi duszy żałował, że się zgodził na to spotkanie. Mógł odmówić, podać jakiś w miarę realny powód. Wystarczyłoby rzucić coś o jakimś obowiązku, który miał do wykonania. Cokolwiek.
Tak jak wcześniej nie chciał, by się obaj omijali z powodu tamtych gliniarzy, tak teraz nie potrafił myśleć, że miał zaraz się znaleźć w domu Liama. Bogowie, żeś się musiał zgodzić!
Pocieszał się tym, że gdyby odmówił, Liam mógłby zacząć coś podejrzewać, zwłaszcza po tych pauzach i milczeniach, jakie Kangsoo zrobił podczas ich rozmowy. A tak to przyjdzie, pokaże, że wcale nic z nim nie jest. W najlepszym przypadku przyjaciel niczego nie zauważy.
Odczekał trochę, po czym zaczął się zbierać. Ubrał na siebie bluzę z długim rękawem, zabrał potrzebne rzeczy i założył buty, a następnie wyszedł z mieszkania. Zamknął za sobą drzwi, gdy nagle coś sobie przypomniał. Szybko przeleciał wzrokiem po dłoniach sprawdzając czy miał ze sobą pierścień, lecz wtem prychnął. Chciałbym go teraz mieć. Skrzywił się mocno, spoglądając na najzwyklejszy srebrny pierścionek znajdujący się na środkowym palcu. Po chwili naciągnął na dłonie rękawy, niemal całkiem je zakrywając.
Oby tylko mnie nie wzywał! Proszę, niech mnie nie wzywa! Niech dzisiaj da mi spokój!
Zszedłszy na sam dół stanął kawałek od wejścia. Po paru minutach zjawił się znajomy Mercedes.
– Hej! – zawołał wesoło Liam, gdy Koreańczyk wsiadał do środka.
– Hej – odparł Kangsoo, starając się zachować spokój.
Zamknąwszy drzwi zapiął pasy. Poprawił szybko rękawy, bardziej je naciągając.
– Po zmroku jest zimniej jak za dnia – mruknął, próbował zachowywać się naturalnie.
Liam pokiwał głową. Przekręcił kierownicę, zmienił bieg i ruszył w kierunku głównej drogi. Przez chwilę jechali w milczeniu, ciszę zagłuszały jedynie dźwięki z zewnątrz i cicho grające radio. Kangsoo przyjrzał się dokładnie Liamowi, który akurat skupiony był na kierowaniu. Mężczyzna jednak poczuł na sobie jego spojrzenie, bowiem rzucił mu szybkie spojrzenie, unosząc nieco brew.
Koreańczyk powstrzymał się przed odwróceniem głowy.
– No pochwal się, co to za nowy zwierzak? – odezwał się w końcu, posyłając mu lekki uśmiech.
Pamiętał, że Liam raz (a może i więcej) wspominał coś, że zamierza kupić nowego pupila. Nie mógł sobie jednak przypomnieć, o co mu dokładnie chodziło. Jakaś jaszczurka? Pająk? Kameleon? Miał nadzieję, że Liam pociągnie temat. Nie wyobrażał sobie w tym momencie jazdy w ciszy. Nerwy, zmartwienia i obawy wyżarłyby go do tego stopnia, że przyjaciel musiałby być ślepy, by tego nie zauważyć.
A w sumie nawet jakby zauważył, to Kangsoo i tak nie mógł o tym powiedzieć.
Po prostu nie mógł.

Liam?

25.06.2020

Od Liama CD Kangsoo

Minęło kilka tygodni od tego szalonego dnia, kiedy goniła mnie z Kangsoo policja. Jak mnie zatrzymano i poddano obserwacji... Osobiście starałem się raczej unikać zbyt częstych spotkań z Kangsoo, choć zapytany, zawsze odpowiadałem, że nie, że mu się wydaje. Tak tak, potrafił się bronić, mógł zadbać o siebie. Mimo to czułem się w pewien sposób za niego odpowiedzialny. I za to wszystko, co się wydarzyło. Może gdybym inaczej to rozegrał, to by nie zwrócili na nas w ogóle uwagi...
Dobra, tak, tak, wcale w to nie wierzyłem. Przysraliby się do mnie jak nie o to, że zacząłem uciekać, to o coś innego. A tak mogłem chociaż próbować uciec.
Tymczasem, jednak... Przyszła zamówiona przeze mnie przesyłka.
- Zamawiałeś pytona? - usłyszałem lekko zdziwiony głos Cole'a, który wyłonił się zza jednego z regałów w sklepie, wskazując ruchem głowy paczkę termiczną, oznaczoną znakiem "uwaga, szkło". - Kurier właśnie przywiózł.
Uśmiechnąłem się odruchowo, wstając gwałtownie z zajmowanego do tej pory przeze mnie krzesła, przy komputerze przy kasie. Prawie się przy tym przewróciło, w ostatniej chwili przytrzymałem je mocą i, powiewem powietrza wróciłem je do prawidłowego położenia, czyli tak, by stało na wszystkich czterech nogach. Podszedłem podekscytowany do współpracownika, odbierając od niego paczkę.
- Puszek ci nie wystarczy? - zapytał rozbawiony mężczyzna, patrząc, jak sięgam po nóż, którym zwykle odpakowywaliśmy paczki. Był poręczny i ostry, doskonale się więc sprawował w tej roli. Zacząłem wprawnymi ruchami przecinać zamykającą paczkę taśmę.
- Zawsze chciałem mieć węża - odpowiedziałem. Kolejna ścianka kartonu została uwolniona od krępującej je taśmy.
- Twój ci nie wystarczy? Niewystarczająco długi?
Prychnąłem tylko w odpowiedzi, patrząc na niego z politowaniem. A gdy taśma sklejająca ostatnią ściankę została w końcu rozcięta... Otworzyłem pudełko i zacząłem wyjmować z niego gazety, folię bąbelkową, hitpacki... I w końcu.
Właściwy, styropianowy pojemnik z moim nowym pupilkiem.
- Hej, Ciapek... - zagruchałem, uchylając wieko pojemnika, by zajrzeć do środka. Zwinięty wewnątrz gad poruszył się, widziałem, jak zwoje jego ciała zaczynają się prześlizgiwać po sobie, gdy wąż zmieniał położenie... Zamknąłem pokrywkę, postanawiając, że wypuszczę go dopiero w mieszkaniu. Żeby na pewni nie uciekł ani żeby nic mu się nie stało.

***

- Hejka, Kangsoo - rzuciłem do słuchawki, gdy usłyszałem po drugiej stronie znajomy głos. - Mam dla ciebie propozycję.
Chwila ciszy. A potem:
- Tak?
- Zdecydowanie - zaśmiałem się. Spojrzałem na Ciapka, który właśnie zwiedzał mieszkanie. Wpełzł na kanapę, rzucając spojrzenia Anie, która siedziała tuż obok, przeglądając coś w komórce. Koło niej leżał brulion ze szkicami projektów na torty, na który po chwili wpełzł wąż, by znaleźć się jeszcze bliżej dziewczyny. Która jak na razie całkowicie go ignorowała. - Przyszedł dzisiaj do mnie nowy zwierzak. Pomyślałem, że może chciałbyś go poznać.
Kolejna chwila ciszy, przerywanej od czasu do czasu skrzeczeniem Geuma w tle. Spojrzałem pytająco na Anę, gdy ta na moment podniosła wzrok znad urządzenia, by spojrzeć na mnie, jak nie usłyszała natychmiastowej odpowiedzi z ust mojego przyjaciela. Siostra wzruszyła ramionami, rzuciła krótkie spojrzenie na pytona i wróciła do klikania w ekran telefonu.
- Mogę po ciebie przyjechać - zaproponowałem, gdy cisza się przedłużała. Było już późno, szukanie transportu o tej godzinie mogło być w istocie dość kłopotliwe. A dla mnie nie było to większym problemem. - Dla mnie to żaden problem.

Kangsoo?
Plasiam, że takie meh ;-;

1.06.2020

Od Kangsoo CD Liama

Wziął głęboki wdech, popadając w zamyślenie. Liam poniekąd miał rację – nie wiedział, na co tamtych policjantów tak naprawdę było stać. Jeśli rzeczywiście byli szaleni i mogli zrobić niemalże wszystko, on sam również mógłby w tym całym zamieszaniu oberwać, nawet jeśli w zasadzie nie robił nic. Czy to oznaczało, że na pewien czas on i Liam musieli się od siebie odsunąć? Nie miał pojęcia. W duchu starał się wierzyć, że jest jakieś wyjście z tej sytuacji, tylko jeszcze go nie odnalazł.
Zwilżył językiem dolną wargę. Jakiś czas poświęcił na myślenie o tym wszystkim, w końcu jednak zebrał się w sobie na tyle, by powiedzieć:
– Jeśli przeznaczone mi jest dostanie rykoszetem, to to się wydarzy, czy tego chcę, czy nie.
Miał wzruszyć ramionami, lecz w połowie gestu zastygł w bezruchu. Nieco go zdziwiły jego własne słowa. Nie do końca o to mu chodziło. Musiało to dziwnie zabrzmieć, zwłaszcza z jego ust. W końcu o ile dobrze pamiętał on nie był typem, który z chęcią się pakował w kłopoty – wręcz przeciwnie, starał się je unikać jak tylko było to możliwe. Skąd więc ta nagła zmiana poglądów i myśli?
Otworzył usta z zamiarem cofnięcia swych słów, jednakże nie wydobył się z nich żaden, nawet najcichszy dźwięk. Właśnie w tym momencie pojawiła się dla niego nowa, zupełnie inna droga. Przez tyle lat ukrywał swoją prawdziwą tożsamość najlepiej jak mógł, by inni jej nie odkryli. Ale przecież ludzie nie wiedzieli o nim. Nie zdawali sobie sprawy z istnienia kogoś takiego jak Niebiański Sługa. Kangsoo sam szukał informacji o swoim przypadku gdzie się dało i na nic nie natrafił. On przynajmniej wiedział, czego mniej więcej poszukuje, a co mają powiedzieć inni? Gdyby teraz krzyknął na całą kawiarnię, że jest Niebiańskim Sługą, to chyba nikt by nie zareagował na to w konkretny sposób, wszyscy pomyśleliby sobie: O co mu chodzi?. Ludzie technicznie nie wiedzieli o jego istnieniu.
Ach, czemu nie przyszło mi to do głowy wcześniej?!
Spojrzał na Liama, który właśnie dokańczał swój napój.
– Trudno, najwyżej zostanę aresztowany – rzekł spokojniej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. – I tak po pewnym czasie będą musieli mnie wypuścić, bo nic na mnie nie znajdą.
Słowa te zdziwiły Liama. Mężczyzna uniósł brwi, otwierając szeroko oczy. Chwilę przyglądał się Koreańczykowi, po czym powiedział:
– Ale mówiąc przymkną mam na myśli, że mogliby cię sprzątnąć.
– Nah, nie tak łatwo mnie zabić.
Liam uniósł brwi jeszcze wyżej.
– Nie? – zapytał, bardziej zaciekawiony aniżeli zdziwiony. – Masz jakąś niebiańską zdolność regeneracji?
Kangsoo możliwie jak najciszej prychnął. Niebiańską zdolność...
– Coś koło tego. – Podparł głowę prawą ręką.
– Chwila – Liam nagle zdał sobie z czegoś sprawę. – Ty nie masz szybkiej regeneracji. Jak cię Luna ugryzła, to twoja rana normalnie się goiła – Zmrużył podejrzliwie oczy.
Na te słowa Kangsoo wziął nieco głębszy wdech, jego usta przemieniły się w wąską kreskę. Pokiwał delikatnie głową, po czym się wyprostował. Zgrabnym ruchem podwinął rękaw białej, cienkiej bluzy, by pokazać przyjacielowi prawe przedramię. Tamten przyjrzał mu się, gdy wtem uniósł brwi.
– No tak – rzekł ni do siebie, ni do niego. – Nie zostają blizny.
– Mhm. – Przytaknął Kangsoo, opuszczając rękaw. – Do tego nie da się mnie zabić, przynajmniej w normalny sposób. Nie pytaj, skąd wiem – dorzucił nieco ciszej.
Oparł się o krzesło, wsuwając dłonie do kieszeni bluzy. Westchnął cicho, przeleciał wzrokiem po kawiarni. Ludzie zajmowali się swoimi sprawami, nikt nie raczył choćby spojrzeć na nich. I dobrze. Tak powinno być. Każdy zajęty sobą, nikt nie wnika w cudze problemy.
– A co z twoją tożsamością? – usłyszał.
Odwrócił głowę, popatrzył na Liama, unosząc brew.
– Ludzie o mnie nie wiedzą – odparł, wzruszając ramionami. – Sam przeszukałem niejedną książkę i niejedną stronę internetową, ale nie natknąłem się na nic konkretnego. Możesz czuć się wyjątkowy, bo należysz do znacznej mniejszości, która zna Niebiańskiego Sługę. – Posłał mu delikatny uśmiech.
Liam lekko przytaknął. Na pewien czas popadł w zamyślenie, w końcu jednak powiedział:
– Dobra, ale co z pierścieniem? Jeśli tamci policjanci zabiorą go tobie, to odkryją, kim jesteś.
– O ile zabiorą – zaznaczył Kangsoo, mrużąc oczy. – Czemu mieliby to zrobić? To tylko element ubioru.
– Sam powiedziałeś, że przyciąga innych.
Na te słowa Koreańczyk zmarszczył brwi. Dobra, masz punkt. Ale się jeszcze nie poddaję.
– Cóż, niektórzy ludzie uznają, że przyciąga, bo wygląda na drogi. Poza tym nie zwraca na siebie aż tak uwagi, dopóki go noszę. – Na chwilę zamilkł. – Dlatego nie będę się pod tym względem ukrywać. Szanse na tragedię są niewielkie. Zresztą, nie jestem aż tak bezużyteczny. Jako Niebiański Sługa muszę mieć jakieś zdolności, nie?

Liam?

23.05.2020

Od Liama CD Kangsoo

Potok słów, które wyrzucił z siebie Kangsoo niemal w jednym momencie sprawił, że zaniemówiłem. Odruchowo rzuciłem błagalne spojrzenie Anie, ponad ramieniem przyjaciela. Stała w pewnej odległości od nas, nadal przy kasie, jednak dzięki smoczym zmysłom miała szansę usłyszeć naszą rozmowę, nawet mimo dość sporego ruchu, a zatem i obecnego w kawiarni szumu wielu głosów. Miałem nadzieję, że mi pomoże czy coś... Niestety, była jednak widocznie zbyt zirytowana na mnie albo na kogoś innego, a w tym drugim przypadku postanowiła akurat w tej chwili wyżyć się na mnie... Ta kobieta doprowadzała mnie momentami do szału. No ale cóż, rodziny się nie wybiera.
- Cóż, jak tak to przedstawiasz... - zacząłem ostrożnie. - To faktycznie zjebałem. Przepraszam. Nie chciałem cię denerwować ani nic... po prostu nie chciałam, żeby złapała cię policja. A założyłem, że gdy tylko się dowiesz, o co chodzi policjantom, każesz mi się zatrzymać i natychmiast zająłbyś się mediacjami... Które prawdopodobne zakończyłyby się aresztowaniem nas obojga. Ta dwójka nie należała do tych skłonnych do rozmów, widziałeś z resztą - odetchnąłem głęboko. - Tyle mam na swoje usprawiedliwienie. Jeszcze raz przepraszam. A odpowiadając na twoje pytanie... Nie wiem. Naprawdę nie wiem, jak ta sytuacja się rozwinie - bałem się, że po moim telefonie Joey będzie chciał się ze mną skorzystać. W jakiś sposób. Jaki? Nie miałem pojęcia. Gdyby przyczaił, że znam Kangsoo, możliwe, że próbowałby to osiągnąć przez niego... Tyle niewiadomych, tak mało pewnych informacji czy przypuszczeń, na których mogłem się teraz opierać.
Jak dłużej będzie się to ciągnęło, wpadnę w paranoję. Jak nic.
- Ci agenci, którzy mnie zgarnęli, są nienormalni. Nie ręczę za nich - mruknąłem po chwili. - Obawiam się, że mogą każdą moją rozmowę z kimkolwiek uznać za potencjalnie podejrzaną, w wyniku czego przymkną mojego rozmówcę... Biedne kasjerki - westchnąłem ciężko. Przeniosłem powoli wzrok na Kangsoo. - To zależy od ciebie. Czy chcesz ryzykować, czy wolisz odsunąć się na jakiś czas. Żeby cała ta sytuacja się na tobie nie odbiła rykoszetem.

Kangsoo?
Przepraszam, że tak bardzo, bardzo krótko. Mea culpa ;-;

16.05.2020

Od Kangsoo CD Liama

Spuścił nieco głowę, otworzył usta, jednak nie wydobył się z nich żaden, nawet najcichszy dźwięk, nie licząc ledwo słyszalnego westchnienia. Nie mógł teraz tego komentować. Musiał sobie wszystko dobrze przemyśleć, przestudiować niczym dział do ważnego testu. Nie chciał tak od razu, bez żadnego namysłu zareagować. Obawiał się, że mógłby powiedzieć coś nieodpowiedniego. Poza tym, był zdania, że czasem lepiej podejść do czegoś bardziej logicznie aniżeli emocjonalnie.
Dobrze, więc Liam był dilerem... to znaczy był parę lat temu, ale z tym skończył. I w sumie to powinno być tyle. Co innego, gdyby dalej handlował narkotykami, ale z racji, że już tego nie robił, Kangsoo za bardzo nie miał jak na to reagować. To jak, jakby Liam mu powiedział, że był na coś chory, ale się wyleczył... To chyba złe porównanie. Ale w każdym razie Koreańczyk nie powinien przejmować się czymś, co było i minęło. Zresztą, znał już z dobre parę miesięcy Liama i szczerze mówiąc zaprzyjaźnił się z nim. Zdawał sobie sprawę, że czas, jaki z nim spędził, mimo wszystko nie należy do wystarczająco długich i pewnie jest jeszcze wiele rzeczy związanych z przyjacielem, o których Kangsoo nie wie (i w drugą stronę). Nieco ignorował jednak ten fakt, uważając mężczyznę za dobrą osobę, a przynajmniej dla niego.
Musiał sporo czasu poświęcić na rozmyślanie, bowiem Liam zaczął mu posyłać niepewne spojrzenia z miną, jakby zaczął żałować swojej decyzji. Zapewne chciał, by Koreańczyk wreszcie coś powiedział, cokolwiek, byleby wiedział, czy naprawdę źle postąpił, czy może jednak dobrze. Mógłby w sumie nieco go pogonić, ale chyba bał się, że w ten sposób go tylko spłoszy, bowiem trwał bez ruchu. Na szczęście nie musiał czekać jeszcze dłużej, ponieważ Kangsoo w końcu podniósł na niego wzrok, mówiąc:
– To nic.
Wypowiedź jego była trochę nagła i raczej niespodziewana. Liam zamrugał kilkukrotnie, po czym spojrzał na niego, unosząc brwi w lekkim zdziwieniu. Kangsoo zmierzył go wzrokiem, dopiero teraz zdając sobie z czegoś sprawę.
To źle zabrzmiało.
– To znaczy... – pospieszył z tłumaczeniem – em... Mam na myśli, że poniekąd akceptuję to, kim jesteś... to znaczy byłeś. Nie handlujesz już, do tego od kilku lat, więc tak naprawdę nie mam co się wypowiadać w tej kwestii. Poza tym, nie jestem typem osoby, która odwróciłaby się od przyjaciela od razu po tym, jak usłyszałaby od niego, że robił kiedyś coś nie do końca legalnego.
Na te słowa Liam rozluźnił się, opierając się o oparcie krzesła. Wyglądał, jakby wszelki stres zszedł z niego, kamień spadł z serca. Siedział tak, a po chwili popatrzył na Kangsoo i posłał mu szeroki uśmiech.
– Cieszę się, że rozumiesz – rzekł, głos zdradzał ulgę.
– A ja się cieszę, że w końcu coś wiem – westchnął Kangsoo, gdy wtem posłał mu gniewne spojrzenie, zdając sobie z czegoś sprawę. – Ya, naprawdę przez to całe zamieszanie? Policja cię goniła, bo pomyślała sobie: O, ten cały Balanchine kiedyś tam, dawno temu handlował, to pewnie nas doprowadzi do szefa. – Z każdą chwilą mówił coraz szybciej. – Nie mogłeś jakoś dwie godziny temu o tym powiedzieć? Musiałeś to trzymać w sobie niczym skarb w jakiejś podwodnej jaskini, do której nikt nie ma dostępu?! Oszczędziłbyś mi stresu, nerwów, stresu i zmartwień! Ya, ty wiesz, jak ja to wszystko przeżywałem?! Przez dobre ponad dwie godziny nie miałem zielonego pojęcia, co się tu na bogów dzieje, zastanawiałem się, coś ty musiał odwalić, że policja za tobą pędzi na złamanie karku i się nie poddaje albo czy cię oni czasem nie próbowali usilnie w coś wrobić, nie wiem, cokolwiek, a ty mi mówisz, że heh, no bo ja kiedyś tam dilowałem i tak jakoś się złożyło! Ja tu siedziałem i umierałem z nerwów, myślałem, że zaraz wystrzelę stąd jak z procy i polecę cię ratować, choćby cały komisariat miał poznać moją prawdziwą tożsamość! Ya, nawet nie mogę sobie wyobrazić, jak bardzo byłbym zażenowany, gdybym wpadł jak wir na policję, narobił zamieszania i dowiedział się, że chodzi o narkotyki, których nie ma!
Wziął kilka głębokich wdechów, próbując się uspokoić. Przygryzł dolną wargę, opuścił ręce, którymi wcześniej żywo gestykulował, łapiąc dwoma palcami za pierścień i szybkim ruchem przekładając go na inny palec. Jego oczy na moment rozbłysły żółtym światłem, podobnie jak cytryn. Liam spojrzał na kamień, potem na Koreańczyka.
– Ja... – zaczął, uciekając wzrokiem na bok. – Ja po prostu... Nie chciałem cię w to wszystko wciągać...
– To mogłeś mi powiedzieć wtedy jak uciekaliśmy, aish! – odparł Kangsoo, wzdychając. – Mogłeś powiedzieć: Słuchaj, Kangsoo, ja myślę, że oni mogą mnie gonić, bo kiedyś tam byłem dealerem. Ja bym wtedy powiedział: Dealerem? Ya, Liam!, a ty byś odpowiedział: Kiedyś! Już porzuciłem to, mało tego, pracuję dla Sopportare. Ja: Na pewno?, ty: Tak, a teraz proszę, uciekaj, ja stworzę iluzję, żeby cię nie nakryli i załatwię to sam, dwie godziny i będę z powrotem. Mogłeś tak to rozegrać!
Oparł się o oparcie krzesła, znów westchnął. Naprawdę, za dużo nerwów się w nim nazbierało i teraz potrzebował się wyładować. Trochę źle się z tym czuł, że padło na Liama, ale miał nadzieję, że to przynajmniej mu pokaże, jak bardzo się o niego martwił. Nie lubił, jak bliskie mu osoby ukrywały coś przed nim i w takich sytuacjach jak tamta z policją pozostawiały go bez wiedzy. Jak znał życie, przyjaciel pewnie nie powiedział wszystkiego, ale mógł chociaż wyjawić tyle, co teraz.
– Nie za bardzo mi ufasz, co? – jęknął.
Te słowa zaskoczyły Liama. Otworzył szeroko oczy, naraz się wyprostował, mówiąc:
– Kangsoo...
– Ach, w sumie nie znamy się, nie wiadomo, ile – przerwał mu Koreańczyk. – Masz prawo nie ufać mi w pełni. – Na chwilę zamilkł. – Ale nie myśl sobie, że to tak pozostawię. To, że mi nie ufasz, nie znaczy, że nie powinniśmy się przyjaźnić, a wręcz przeciwnie: musimy spędzić ze sobą więcej czasu, żebyś mógł w końcu powiedzieć, co naprawdę czujesz, jakie masz zmartwienia i tak dalej. I jakaś tam policja nam w tym nie przeszkodzi. Mamy zachować dystans niczym na jakiejś kwarantannie? Jesteśmy przyjaciółmi, nie możemy się spotykać jak normalni przyjaciele?
Posłał pytające, ale też trochę wymowne spojrzenie Liamowi.

Liam?

7.05.2020

Od Liama CD Kangsoo

Skinąłem powoli głową. No tak... Dla mnie takie akcje, uciekanie przed policją, aresztowanie, były może chlebem powszednim, ale dla Kangsoo niekoniecznie. Miał prawo być wytrącony z równowagi czy nawet przerażony...
Westchnąłem ciężko, przeczesując włosy palcami, strosząc je na czubku głowy. Sytuacja była ciężka, nie ma co ukrywać. Szczególnie dla niego, bo nie miał z tym wszystkim nic wspólnego, a zupełnym przypadkiem został w to wkręcony. Dodatkowo w sumie nie miał bladego pojęcia, o co w tym wszystkim chodziło... a ja nie mogłem mu powiedzieć. Dla jego własnego bezpieczeństwa. W tym interesie im mniej wiedzą twoi bliscy, tym lepiej dla nich, szczególnie, gdy ja już czynnie nie uczestniczyłem w interesach Rodziny, więc raczej nikt z półświatka nie powinien próbować mi grozić, porywając członków rodziny i przyjaciół, chociaż...
Mój wzrok powędrował na Anę, która znowu wyszła z zaplecza kuchennego właśnie ucinała sobie pogawędkę z jednym z klientów. Słyszałem, że jakiś czas temu wróciła do interesu. Nie z takim jak wcześniej oddaniem, bardziej ostrożnie podchodziła do powierzanych jej zadań, których też nie było jakoś szczególnie wiele. Musiała odpracować to, że zwróciła się do Joey'a o pomoc z odnalezieniem tego jej przyjaciela-demona, a on jej tej pomocy udzielił zdobywając informację, gdzie świrnięty mężczyzna przebywał. Swoją drogą, nie lubiłem gościa. Zbyt wiele moja siostra dla niego poświęciła, za dużo ryzykowała... Nie miałem już jednak nad Aną żadnej władzy. Była dorosła i już jakiś czas temu wykopała mnie ze swojego życia, odmawiając jakiejkolwiek pomocy, a ograniczając się w zasadzie tylko do spotkań tutaj, w kawiarni i nielicznych odwiedzin w naszych domach. Po prostu zaczęła na dobre swoje życie. A ja musiałem w końcu przyjąć do wiadomości, że nie jest już tą zagubioną dziewczynką, która powtarzała wszystko po starszym bracie, tylko dorosłą kobietą... Kobietą z jajami, która nie bała się postawić na swoim.
Gdy siostra zauważyła, że się na nią gapię, przerwała rozmowę, by ponad ramieniem klienta pokazać mi środkowy palec, uśmiechając się przy tym słodko. Prychnąłem. Cholera, chyba jednak współczułem temu jej chłopakowi czy kim tam dla niej ten demon był...
Wróciłem jednak wzrokiem do Kangsoo, przerywając moje rozmyślania. W końcu dla niego tu byłem, nie dla rozkmin nad życiem mojej siostry. Nadal nie uważałem za dobry pomysł informować go o moich koneksjach z mafią, choć małe napomknięcie czegoś o tym mogło być w obecnej sytuacji całkiem niczego sobie pomysłem. Niby lepiej wiedzieć, z której strony należy obawiać się ataku...
- Dobra... słuchaj - zacząłem, przybierając poważny wyraz twarzy. Mężczyzna siedzący naprzeciwko mnie natychmiast złapał ze mną kontakt wzrokowy, pokazując, że słucha. - Ta cała sprawa... Może nie była aż tak zupełnie z czapy wzięta. To znaczy, ten pościg, w ogóle sam fakt, że zwrócili na mnie uwagę i jeszcze postanowili gonić... Była w tym jakaś logika, choć na mój gust z ich strony dość pokrętna.
Kangsoo nie odezwał się, tylko patrzył na mnie ze skupieniem, bawiąc się pierścieniem, okręcając go na palcu. Zauważyłem, że wraz z upływem czasu coraz mniej uwagi zwracałem na magiczny pierścień, jakbym uodpornił się na jego czar, choć Kangsoo chyba wspominał, że to niemożliwe. A jednak. Po prostu przyjąłem go za element wizerunku przyjaciela i... przyzwyczaiłem się.
- Widzisz... kojarzysz Lou? - gdy mężczyzna skinął głową, kontynuowałem. - Jest dilerką. Można powiedzieć, że sam ją w to wkręciłem... kilka lat temu - do przyjaciela zdawało się jeszcze nie docierać znaczenie moich słów, a przynajmniej tak sądziłem, bo w żaden sposób na to nie zareagował. - I ta dziewczyna z baru, która prosiła mnie o pomoc. Prawdopodobnie również handluje, choć prawdę mówiąc nie bardzo ją kojarzę, więc może zajmować się czymś innym. Ale to nieistotne.
- A ty je znasz - odezwał się w końcu Kaangsoo. - Ale przecież to jeszcze nie przestępstwo!
Przestępstwem było samo to, że nie zgłosiłem tego na policję, no ale nieważne. Tak, z tego, że się kogoś znało, łatwo było się wykpić. W końcu nikt nie zapisuje nikomu w dokumentach, z kim się widuje...
- Nie, to jeszcze nie przestępstwo... - westchnąłem ciężko, znowu zezując na siostrę. Zachowywała się nieco dziwnie... Rozpraszało mnie to. A nie powinno. Przecież jasno dała mi już kilkakrotnie do zrozumienia, że radzi sobie sama i mam się nią nie martwić... a jednak się martwiłem.
Dobra, chłopie, masz teraz własne problemy. I siedzącego przed tobą przyjaciela, któremu wypadałoby coś wyjaśnić.
- Dobra, bo to trudniejsze, niż sądziłem - wziąłem głęboki oddech, odchylając się na krześle. Zastukałem w roztargnieniu palcami o blat stołu. - Kiedyś sam handlowałem. Narkotykami - dodałem, żeby nie było wątpliwości. W tym momencie oczy Kangsoo rozszerzyły się z zaskoczenia, a może i grozy... Kontynuowałem, nie dając mu dojść do słowa. Chciałem to z siebie po prostu wyrzucić i mieć to z głowy. - Ale już z tym skończyłem. Dobrych parę lat temu nie mam z tym nic wspólnego, tylko okazjonalnie wskazuję dobrze zapowiadającym się do tej roboty osobom właściwą instytucję, pod której protektoratem mogą się bardziej w tym rozwijać - przymknąłem na moment oczy, klnąc siebie w myślach za taki dobór słów. Dla mnie była to normalna sprawa, ale dla niego mogło to zabrzmieć co najmniej... dziwnie. - Dlatego mnie kojarzyli. Tamci policjanci. Byłem raczej dość znany w mojej rodzinnej miejscowości... Nawet gdybyśmy nie zaczęli uciekać, zgarnęliby mnie przy okazji, tak dla zasady. No i ciebie również... W każdym razie, jestem na ich czarnej liście i dlatego postanowili mnie aresztować. To byli jacyś fanatycy moim zdaniem. Za cel honoru postawili sobie rozbić lokalny gang narkotykowy - w sumie to ogólnokrajową mafię, ale powiedzmy, że w tym wypadku akurat lepiej zmniejszyć wrażenie niebezpieczeństwa... czy jak to tam się profesjonalnie określa. - No i widocznie uznali, że łapiąc mnie, dotrą do mojego szefa. Trochę naiwne myślenie, no ale tak wyszło - wzruszyłem ramionami. - Generalnie serio nie masz się czym przejmować. Już od dawna nie siedzę w interesie, dodatkowo współpracuję z Sopportare, więc nie znajdą na mnie niczego. Po prostu... przez pewien czas będziemy musieli ograniczyć nieco nasze kontakty. Żeby przypadkiem nie wpadli na genialny pomysł powiązania cię z tym wszystkim - uśmiechnąłem się smutno do przyjaciela, ponownie sięgając po kubek z kawą i upijając z niego łyk.

Kangsoo?

22.04.2020

Od Kangsoo CD Liama

Stojąca za ladą kobieta uśmiechnęła się, jej policzki delikatnie się zarumieniły.
– Oczywiście – odparła.
Liam puścił jej oczko, następnie spojrzał na Kangsoo.
– Też coś chcesz? – zapytał. – Ja stawiam.
Koreańczyk popatrzył na niego, zamrugał parę razy, wyrwany z zamyślenia. Uniósł nieco brwi, dopiero po chwili odpowiedział:
– Nie, przed chwilą wypiłem kawę.
Na te słowa przyjaciel pokiwał głową, rozumiejąc.
Obydwoje zajęli jeden z wolnych stolików pod ścianą, w aż za bardzo strategicznym miejscu. Zasłonięci przez innych klientów, do tego Liam siedział plecami do okna. Kangsoo jednak nie zwrócił na to uwagi, myśli zajęte miał czymś innym.
Przyjaciel zjawił się w ostatniej chwili, w zasadzie równo z czasem, aczkolwiek Koreańczyk się pospieszył. Nie mógł jakimś trafem wysiedzieć, mimo że Ana go uspokajała. Miał wrażenie, że źle postąpił, zostawiając wtedy Liama (i to dwa razy). Autentycznie zamierzał wyjść i pobiec mu na ratunek, narazić się nawet na wyjawienie swojej tożsamości. Miał jednak szczęście, ponieważ przyjaciel wrócił bez szwanku, a on się nie wydał i mógł dalej w miarę bezpiecznie chodzić po mieście.
Dobrze, czyli jedna sprawa z głowy.
Ta, jednej się pozbył, a przyszły kolejne. Liam miał być obserwowany? Dlaczego? Nie mogła policja dać sobie spokój? Miał nadzieję, że nic więcej się nie wydarzy, nic w tym stylu. Również liczył na to, że ta cała obserwacja nie sprawi, że nie będą mogli się spotykać. Chyba tak nie będzie, skoro nic złego nie zrobili? A raczej powinni się spotykać, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Jeśli ich kontakt nagle ograniczy się do minimum, policja może zacząć coś podejrzewać. A tego nikt nie chciał.
I jeszcze te pozostałe myśli. To wszystko zaczynało go przerastać...
– Kangsoo, wszystko w porządku?
Wyrwany z zamyślenia zamrugał kilkukrotnie, po czym posłał pytające spojrzenie siedzącemu naprzeciw niego Liamowi. Mężczyzna przypatrywał mu się uważnie, z pewnym zmartwieniem widocznym na twarzy. Kangsoo zmierzył go wzrokiem.
– Hm? – Uniósł brwi. – Och, tak, w porządku – na chwilę zamilkł. – A co?
Liam przyjrzał mu się z góry na dół, z miną jakby nie za bardzo mu wierzył.
– Cóż, wołałem cię wcześniej z jakoś trzy razy, ale nie reagowałeś.
– Tak? – zdziwił się. – Wybacz, zamyśliłem się. – Spuścił nieco głowę.
Słysząc to, przyjaciel wyprostował się, wzdychając ciężko, a następnie odstawił na stolik kubek z kawą. Mimo takiej odpowiedzi nadal nie wyglądał na przekonanego ani chociażby nasyconego tego typu wytłumaczeniem. Kangsoo od razu się tego domyślił, zwilżył językiem usta, gdy nagle poczuł delikatne pieczenie. No tak, wcześniej sobie rozciął dolną wargę. Powieka lewego oka drgnęła, aczkolwiek nie zareagował w jakiś konkretniejszy sposób. Za to powoli się wyprostował i zaczął obracać pierścień spoczywający na palcu serdecznym (tak, podczas czekania zmienił jego położenie).
– Na pewno wszystko okej? – usłyszał.
Podniósł wzrok na Liama.
– Po prostu sporo się dzisiaj wydarzyło – rzekł powoli – a ja jestem osobą, która dużo nad wszystkim rozmyśla, zwłaszcza nad tego typu rzeczami. Z powodu tego, kim jestem i co mnie w przeszłości spotkało, usilnie próbuję wieść możliwie jak najnormalniejsze życie, więc takie zdarzenia szczególnie przeżywam wewnętrznie. Ale cóż, one to chyba nigdy mnie całkiem nie opuszczą – zaśmiał się gorzko.

Liam?

17.04.2020

Od Liama CD Kangsoo

Tak jak podejrzewałem, problem aresztowania został rozwiązany niemal w ekspresowym tempie. Joey zgrabnie pociągnął za odpowiednie sznurki, uruchomił potrzebne do zrealizowania swojego celu kontakty, co samo w sobie prawdopodobnie wystarczyłoby do tego, żeby nie dopuścić do mojego aresztowania. Poza nim w mojej sprawie ingerowało Sopportare, więc już w ogóle miałem wolność i oczyszczenie z wszelkich postawionych mi zarzutów zagwarantowane. Niemniej... trwało to i tak dłużej, niżbym przypuszczał. A ja nie miałem zielonego pojęcia, dlaczego.
Cały czas miałem nadzieję, że to nie jest w żaden sposób połączone z tym, z jaką zapalczywością mnie gonili. I tak, była to tak złudna nadzieja, jak to tylko możliwe. Ale jednak.
Na szczęście mimo ewidentnych dowodów przeciwko mnie, jakie przedstawiła nietypowa dwójka federalnych, Sopp miało swoje spojrzenie na tę sprawę. A że to oni zajmowali się sprawami nadnaturalnych... zatem mieli ostatnie słowo w tej sprawie. I zadecydowali o tym, że zostanę wypuszczony, na dość napastliwą prośbę federalnych - pod czasowym nadzorem ich ludzi.
Przynajmniej dostali zakaz gonienia mnie po mieście i naruszania mojej własności. Zatem mogli obserwować, kto do mnie przychodzi i z kim się spotykam, ale nie mogli mnie osobiście napastować.
Cóż, wygląda na to, że mimo wszystko w najbliższym czasie będę się mógł widywać z Kangsoo tylko w kawiarni siostry lub przy udziale osób trzecich...
No właśnie, Kangsoo.
Jak tylko mnie wypuścili i zwrócili kluczyki do samochodu, pojechałem do kawiarnio-cukierni Any, mając nadzieję, że przyjaciel jeszcze nie spanikował. Bo do upłynięcia umówionych dwóch godzin zostało mi raptem piętnaście minut. Szlag. Jeśli będą korki, jedyną nadzieją na jakieś moje wytłumaczenie przed mężczyzną będzie Ana. Pod warunkiem, że jest w kawiarni, bo ostatnio często jej nie było. Mia mówiła, że jest zajęta swoimi sprawami, ale nadal piecze. Po nocach w domu i zamówienia przywozi potem do kawiarni. Swoją drogą, ciekawe, co ją tak zajmowało...
Dotarłem do kawiarni na minutę przed upłynięciem umówionego czasu. Wystrzeliłem z samochodu jak poparzony, natychmiast rzucając się do drzwi wejściowych budynku i... wałem na Kangsoo.
- Hej - wysapałem, zziajany sprintem. Bezceremonialnie wepchnąłem mężczyznę z powrotem do środka. Wzrok mój i stojącej przy kasie Any się spotkały, a dziewczyna pokręciła lekko głową. Po czym klepnęła Mię w ramię i zniknęła na zapleczu. - Przepraszam za spóźnienie - zwróciłem się do mężczyzny, postanawiając później porozmawiać z siostrą, bo miałem dziwne wrażenie, że jest na mnie wkurwiona. Serio. Akurat dzisiaj musiała... No ale mniejsza.
- Wszystko w porządku? - zapytał Kangsoo, idąc za mną do lady. Miałem ochotę na coś słodkiego. I jakąś dobrą kawę Mii, a nie to słodkie ochydztwo ze Starbuckasa.
- Tak, oczyścili mnie z zarzutów - pochyliłem się nad gablotą z dzisiejszymi wypiekami. Zmarszczyłem brwi. Żadne z ciast i ciasteczek nie były zrobione przez moją siostrę. Albo dziewczyna straciła zacięcie do tworzenia tak skomplikowanych wypieków, jak to możliwe, w co jednak szczerze wątpiłem. Czyżby więc dopiero przyszła? Możliwe. Ale... No tak. Kangsoo.
Jednak nie, nie do końca miałem zamiar tłumaczyć mu to, co się stało. Dlaczego mnie w ogóle podejrzewali. Kiedyś... może. A tymczasem... trzeba grać na zwłokę. - Zeszło trochę dłużej, niż sądziłem. Mieli jakiś przestój z załatwianiem spraw aresztantów, niby kogoś niebezpiecznego złapali, czy coś... - tą niebezpieczną osobą byłem ja, no ale nieważne. To było mało istotne. - Ale jestem. Już nic mi nie grozi, bo nic nie znaleźli i nie znajdą przez ten miesiąc obserwacji...
- Jesteś pod nadzorem policyjnym? - Kangsoo wyglądał na przerażonego.
- No... tak wyszło - westchnąłem. - Ale to normalna procedura, nie martw się - starałem się zachować tyle nonszalancji w głosie, ile było możliwe. - Zrobisz mi jakąś dobrą kawę, Mi? - zwróciłem się do czarnowłosej, przywołując na twarz uwodzicielski uśmiech.

Kangsoo?

12.04.2020

Od Kangsoo CD Liama

Stał bez ruchu, nieustannie wbijając wzrok w Liama, który wsiadł z powrotem do radiowozu, przygryzając dolną wargę. Dzisiejszy dzień z pewnością był jednym z tych najdziwniejszych. Praktycznie niczego nie rozumiał; ani dlaczego policja ich usiłowała aresztować, ani skąd się wzięły tamte dziwaczne myśli. Nic nie miało sensu. I jeszcze ta obecna sytuacja.
Dawno się tak nie wahał. Nie wiedział co zrobić. Liam w sumie miał rację – najlepiej dla niego chyba by było po prostu uciec. Jeśli policja go przeszuka i każde dać wszystkie rzeczy, to pierścień zrobi swoje i wymusi na kimś, by go założył, a wtedy sytuacja przybierze jeszcze gorszy obrót. Ale z drugiej strony... nie chciał uciekać od przyjaciela. Już raz to zrobił i do dzisiaj żałował. Nie chciał tego powtórzyć.
W tym momencie wyjątkowo chciał, by ktoś założył pierścień i za niego dokonał tej decyzji.
Poczuł metaliczny posmak krwi, a zaraz po chwili dołączyło delikatne acz nieprzyjemne pieczenie. Świetnie, rozgryzł sobie dolną wargę. Zwilżył językiem usta, przełknął ślinę, krzywiąc się. Krew naprawdę była niedobra. Jak w ogóle wampiry mogły ją pić? Chyba że tylko on miał tak niedobry w smaku płyn ustrojowy. Kolejny fakt, przez który się wyróżniał. Za dużo tego, zdecydowanie za dużo.
Ale nie czas na myślenie o bzdetach. Wziął głęboki wdech. Po dosyć długim namyśle w końcu zebrał się w sobie na tyle, by z bólem podjąć decyzję.
– Trzy godziny – rzekł głosem przepełnionym powagą, spoglądając na Liama. – Jeśli za trzy godziny nie zjawisz się w Balanchine's, wkroczę do akcji.
Wiedział, że tak naprawdę bez posiadania pana niewiele zrobi, jednak mimo to próbował samemu sobie wmówić, że nie jest tak bezużyteczny.
– Mogę być nawet szybciej. – Liam posłał mu uśmiech. – Obiecuję, że do tego czasu wrócę.
Kangsoo zmierzył go wzrokiem. Nic więcej nie mówiąc, odwrócił się na pięcie i wyminął szybkim krokiem radiowóz. Już miał biec, lecz w ostatniej chwili się przed tym powstrzymał. Nie chciał zwracać na siebie uwagi. Postanowił możliwie jak najspokojniej odejść.
Szedł w stronę kawiarni Any, jednak po drodze zatrzymał się w pobliskim parku. Usiadł na ławce niedaleko altany, wzdychając ciężko. Spuścił wzrok na spoczywający na palcu pierścień, którego kamień ładnie odbijał przebijające się przez drzewa promienie słońca. Misterne wzory wyryte w metalu również lśniły. W tym momencie pierścień prezentował się naprawdę okazale. Ale nadal się nie podobał Kangsoo. Bywały dni, kiedy nie lubił go, i to bardzo. Pomyśleć, że jego życie tak naprawdę zależało od takiej małej błyskotki, a w zasadzie tego, kto ją nosił. Żeby chociaż nie ściągał na siebie uwagi, to tyle by było dobrze, ale nie, on musiał magicznie przyciągać innych, by go założyli i przejęli kontrolę nad Niebiańskim Sługą. I jakby tego było mało, to jeszcze ograniczał jego zdolności. Jakby miał wszystkie moce odblokowane, to mógłby zostać z Liamem i wcale nie byłby kulą u nogi.
Zacisnął ręce w pięści, gdy nagle poderwał się niemal niczym poparzony. Jednym ruchem zdjął z palca pierścień, po czym wykonał zamach ręką, zamierzając go wyrzucić jak najdalej. W ostatniej jednak chwili zastygł w bezruchu, nie wypuszczając przedmiotu. Wziął głęboki wdech, wolno opuścił rękę. Otworzył ją, spojrzał na pierścień. Że też nawet nie mogę go wyrzucić ani zakopać, ani nawet nawet rzucić do oceanu.
Aish, co ja zrobiłem w poprzednim życiu, że spotkał mnie taki los?!
Zaklął pod nosem, gdy nagle w jego głowie pojawiła się pewna myśl, która przebijała się między wszystkie inne:
Musisz iść, wciąż jesteś niedaleko drogi, na której stanął radiowóz.
Przygryzł dolną wargę. Znowu to samo. Znów coś mu podpowiadało, co miał robić, jakby już wcześniej miał do czynienia z podobną sytuacją i zdobył jakieś doświadczenie. Ale to nie było możliwe, przecież omijał wszelakie problemy z policją, żył jak prawy człowiek. Skąd więc miałaby się u niego wziąć wiedza dotycząca radzenia sobie w tego typu sytuacjach? Może gdzieś raz coś takiego przeczytał? Nie był pewien, choć czuł, że to nie to. W takim razie co?
– Ach, nie mam siły na takie myślenie! – jęknął do siebie, odchylając głowę do tyłu.
Na razie nie chciał się na tym skupiać. Aczkolwiek to coś miało rację – powinien iść. Dlatego niechętnie założył z powrotem pierścień, a następnie wstał i udał się dalej. Musiał się oddalić od policji. I wolałby znaleźć się w kawiarni pierwszy, przed Liamem.
Oby on tylko jakoś to rozwiązał.

Liam?
Takie sobie, wybacz :T

6.04.2020

Od Liama CD Kangsoo

Wpadliśmy... jak śliwki w kompot. Szczególnie Kangsoo, który nie miał kontaktów w każdej możliwej organizacji, mogącej wyciągnąć go z tej mocno nieciekawej sytuacji. Ja miałem szansę sobie z tym jakoś poradzić, miałem w tym pewne doświadczenie, ale on...?
Cholera, dlaczego musiałem się dowiedzieć o tej całej akcji ścigania ludzi Joey'a teraz? Nie mógł zadzwonić, listu napisać, cokolwiek?! Ograniczyłbym wtedy spotkania z Kangsoo do minimum, żeby go nie narażać niepotrzebnie. A tak to... kurwa.
Siedziałem więc teraz na tylnym siedzeniu radiowozu, z Kangsoo obok siebie, nie mając za bardzo pomysłu, co zrobić. Na dobrą sprawę powinni nas wypuścić, gdy nic nie znajdą w samochodzie, ale biorąc pod uwagę to, że od razu założyli, że coś mam... Westchnąłem ciężko. Chyba mimo wszystko czeka nas wizyta na komisariacie. Byleby nie w areszcie, nie lubiłem jakoś szczególnie tego miejsca. Zawsze siedziały tam szemrane typki, które próbowały ci coś wcisnąć na wymianę.
Poruszyłem nieznacznie dłońmi skutymi kajdankami, rozprostowałem i zgiąłem palce. Kajdanki w żaden sposób nie ograniczały moich zdolności, mogłem ich użyć... tylko jak? Nie byłem moją siostrą, nie mogłem wzniecić jakiegoś niegroźnego pożaru dla odwrócenia uwagi, a w międzyczasie się zmyć. Z powietrzem można było zrobić znacznie mniej przydatnych rzeczy... Chociaż?
Wbiłem wzrok w jednego z policjantów, tego, który stał teraz przy radiowozie. Drugi dalej kręcił się z psem przy moim samochodzie, choć czworonóg ewidentne nie wykazywał zainteresowania pojazdem, co powinno być wyraźnym sygnałem, że nic nie znajdą. Ale cóż, widać byli zdesperowani.
Skupiając się na znajdującym się bliżej policjancie, zacząłem powoli zaciskać palce jednej dłoni. Przyciągnęło to uwagę Kangsoo, który rzucił mi pytające spojrzenie, jednak nie odpowiedziałem. Jeśli faktycznie chciałem się pozbyć policji na dobre, nie mogłem teraz doprowadzić do ich śmierci. Ale do chwilowej utraty przytomności... Równie dobrze mogli się po prostu przegrzać. W końcu w tych mundurach musi im być gorąco w taką pogodę jak dzisiaj.
Najpierw policjant się zatoczył, złapał równowagę opierając się jedną ręką o radiowóz. Zamrugał kilkakrotnie, pewnie "łapiąc ostrość". Na nic mu się to jednak zdało, bo już chwilę później padł jak ścięte zboże, tracąc przytomność.
- Liam? - wyrwało się Kangsoo na głos. Pokręciłem głową, nie patrząc na przyjaciela, przenosząc za to wzrok na drugiego policjanta. Znowu powtórzyłem ruch powolnego zaciskania palców... I drugi z policjantów dołączył do kolegi.
Teraz pozostała kwestia otwarcia drzwi, ale wyrywanie zamków w starych radiowozach to moja specjalność... Nie pytajcie, kiedy miałem okazję się nauczyć. Nie było czego wspominać.
Znalazłszy się na wolności, szybko pozbyłem się kajdanek, nie trudząc się nawet do używania klucza, który bez problemu znalazłbym pewnie przy policjancie. Ze smoczą siłą trzeba się liczyć. Potem przyszła kolej na Kangsoo... W sumie to głównie o niego chodziło. Moja ucieczka w tym momencie sprawiłaby mi więcej kłopotów niż pożytku. Zniknięcie jednego z zatrzymanych dało się jakoś wytłumaczyć, ewentualnie wmówić, że nigdy nie było żadnego drugiego i to kwestia przegrzania... Niemożliwe? Pfff, nie takie rzeczy się wmawiało policji...
- Musisz się stąd ewakuować - powiedziałem spokojnie, otwierając kajdanki Kangsoo. - Serio, poradzę sobie. Góra dwie godziny i mnie tam nie będzie, zobaczysz. A po wszystkim spotkamy się u mojej siostry, ogarnę dla nas jakieś darmowe desery, podobno torty lodowe na sprzedaż zrobiła.
- Dlaczego mam cię zostawić? Przecież żadne z nas nic nie zrobiło, nic nam nie mogą zarzucić... - Kangsoo widocznie nie mógł zrozumieć, jak się w tej sytuacji znalazł. No cóż, w sumie nic dziwnego.
- Ty masz czystą kartotekę. Przynajmniej tak podejrzewam, popraw mnie, jeśli się mylę. Po co masz to psuć przeze mnie? - uśmiechnąłem się lekko. - Mi już niewiele zaszkodzi, poza tym bez problemu się wykpię z tej, w zasadzie śmiesznej, sytuacji.
- Skoro nic nie zrobiliśmy, dlaczego mają nam coś zrobić? - mężczyzna nie dawał za wygraną. Pokręciłem lekko głową.
- Więc może niech cię przekona do zmycia się stąd to, że na pewno zrobią rewizję naszych rzeczy osobistych. Masz przy sobie pierścień, prawda? Któryś z nich może go zachachmęcić dla siebie, a tego, jak zgaduję, nie chcesz - przerwałem na chwilę, by wsiąść z powrotem do radiowozu. Nie chciało mi się skuwać z powrotem, i tak nie zauważą, jak stworzę na sobie jakąś lipną iluzję. Iluzję Kangsoo też mogłem stworzyć na tak długo, jak to będzie konieczne. - Rób jak chcesz, ale daję ci szansę na uniknięcie niebezpiecznej dla ciebie sytuacji. Po prostu pójdź, pojedź, jak chcesz, do kawiarni mojej siostry, możesz jej przy okazji powiedzieć, co się stało, może też się wstawi za bratem, a jak nie, to na pewno cię uspokoi, że z nie takich problemów wychodziłem cało... Mówię ci, góra dwie godziny i mnie wypuszczą. Jak nie Joey mi pomoże, to Sopp. Nic nie ryzykuję, ty mógłbyś bardzo dużo, gdybyś mimo wszystko postanowił zostać - i, uśmiechając się krzywo, zamknąłem drzwi radiowozu, zamykając się w nim, a Koreańczyka zostawiając na zewnątrz. Jak Kangsoo pójdzie, pozostanie mi poczekać, aż policjanci odzyskają przytomność. Potem powinno być już z górki... Pod warunkiem, że Kangsoo nie postanowi zgrywać bohatera i zwyczajnie stąd zwieje.

Kangsoo? ;p
Takie ten, ale coś wena nie współpracuje :c
Szablon
synestezja
panda graphics