Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anzai&Hanne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anzai&Hanne. Pokaż wszystkie posty

13.05.2020

Od Anzaia CD Hanne

Byłem na zły sam na siebie, nie mogłem mieć pretensji do nikogo innego. Hanne weszła do klatki, podniosłem się z ziemi. Spojrzałem na swoje dłonie i zacisnąłem je w pięści. Wyskoczyłem do góry i ruszyłem biegiem, skaczą po dachach budynków i słupach telefonicznych. W końcu znalazłem się w domu, wślizgnąłem się przez otwarte okno. Musiałem się uspokoić, poszedłem do swojego biura i wyjąłem z szuflady woreczek z ładnie pachnącą zieloną rośliną, to była Marihuana. Sięgnąłem po fifkę i nabiłem, po czym podpaliłem. Zaciągnąłem się kilkakrotnie, odpaliłem komputer i zacząłem przeglądać wszystkie nagrania z kamer ulicznych. Spojrzałem na mapę, wiszącą na ścianie, wziąłem kilka pinesek i zacząłem je przypinać w miejscach, gdzie, dochodziło do ataków. Było tego całkiem sporo, ponownie zasiadłem do przeglądania kamer. Wstałem i zszedłem na dół do kuchni, zrobiłem sobie kilka kanapek i wróciłem do komputera. Telefon w mojej kieszeni zabrzęczał, spojrzałem na wyświetlacz to była wiadomość od Kiriko.

Kiriko: Pamiętasz jutro o 10 masz badania w ONLO
Anzai: Tak, pamiętam, będę na czas.


Tak naprawdę na śmierć o tym zapomniałem. ONLO było cztery godziny drogi stąd. Napisałem sms'a więc do Hal'a

Anzai: Nie będzie mnie jutro w pracy, mam badania.
Hal: Wiem, Kiriko wysalał mi e-mail już dwa dni temu, masz wolne.

Wyłączyłem kamery i udałem się pod szybki prysznic, umyłem włosy, wysuszyłem i lekko ułożyłem. Już miałem kłaść się spać, gdy znowu przez słuchawkę odezwała się do mnie baza. Nie miałem czasu, założyłem pierwszą lepszą czarną koszulkę i jeansy. Włożyłem buty na nogi i ponownie wyskoczyłem oknem. Dostałem informacje, że Hanne jet na miejscu. Widziałem jak dziewczyna, puszcza wampira wolno.
- Co ty wyprawisz ! - wydarłem się na nią, ruszając w pościg za zbiegiem.
Co się stało, że nagle Hanne stała się litościwa dla nich. Czy ona na prawdę, nie rozumiała, że jeśli wampiry polują na ludzi, to świat istot nadnaturalnych stanie na obliczu zagłady. Udało mi się go dorwać i zakuć w kajdanki.
- Czy ty myślałeś, że mi uciekniesz-uśmiechnąłem się.
- Wal się Anzai ! Wszyscy się walcie ! - dar ta swoją japę.
- Nie krzycz mam dobry słuch. - oznajmiłem spokojnie.
Poinformowałem bazę o tym, że schwytałem owego osobnika, po czym podjechali i go zgarnęli, ja zaś wróciłem do Hanne która stała przy swoim motocyklu.
- Jutro pracujesz sama, ja mam wolne, muszę jechać na badania do ONLO, nie możesz ich puszczać i być dla nich łaskawa.
- Nie przemieniłeś się. - oznajmiła zdziwiona.
- Przemieniam się, gdy czuje krew lub adrenalinę tak, tutaj była spokojna akcja.
Hanne spojrzała mi w oczy.
- Jarałeś zioło ?
- Tak, czasami lubię, ale wracając do tematu. Jeśli wampiry będą atakować ludzi Ci, wypowiedzą im wojnę. Śmiertelnicy w strachu, zaczną wybijać wszystkich nadnaturalnych, innych lub jak to oni lubią mówić odmieńców. My staramy się utrzymać w tajemnicy nasze istnienie i utrzymać pokój między światem magicznym a tym normalnym. Rozumiesz ?

Hanne?

12.05.2020

Od Hanne CD Anzaia

Nieprawdopodobne jak mało czasu potrzeba, żeby całe nasze ciało i umysł opanowała nieposkromiona wściekłość. W tamtym momencie właśnie tego doświadczyłam. Wkładając w to jak najwięcej siły potrafiłam, odepchnęłam od siebie mężczyznę. W jednej dłoni przygotowaną miałam już igłę z lekiem, drugą najchętniej wyjęłabym zza skórzanego paska sztylet i wbiła mu w twarz. Gdyby nie fakt, że na dzień obecny obiecałam już więcej nie wstrzykiwać mu tego czegoś i obserwować jak bezwładnie ląduje na ziemi, prawdopodobnie już by leżał. 
-Nigdy. Radzę ci dobrze NIGDY więcej nie wpadać na takie GŁUPIE pomysły! - syknęłam, zapinając szybko zamek skórzanej kurtki. Korzystając z faktu, że oddalił się ode mnie o kilka kroków, wystawiłam rękę przed siebie, aby dobrze mógł przypatrzeć się igle z antidotum na jego demoniczne wybryki. Mówił coś, próbował się wytłumaczyć, ale ja już niczego nie słuchałam. Omijając go ostrożnie, szybkim krokiem ruszyłam w stronę mieszkania. Słysząc za sobą nieustanne Hanne, poczekaj! Ja sam nie potrafię nad tym panować! odwróciłam się tylko na pięcie, ręce wcisnęłam w kieszenie kurtki. 
-Wiesz, w takim razie nastał odpowiedni czas, żeby w końcu się nauczyć! Życie to ciągła walka ze swoimi demonami, Anzai! Im mniej z tym walczysz, tym bardziej zaczynasz je przypominać! - krzyczałam - Nie możesz go spędzić na ciągłym poddawaniu się tej żądzy. - ściszyłam znacznie głos. Miałam takie dziwne przeczucie, że usłyszy mnie nawet pomimo oddzielających nas kilku metrów. Tak właściwie, to sama nie wiedziałam co mówię. To znaczy wiedziałam, ale nie miałam pojęcia jak skuteczny był mój krótki wywód w stosunku do jego postaci. Nic o nim nie wiedziałam. -Nie będę w stanie ci pomóc, jeżeli tak to będzie wyglądać! - dokończyłam, odwróciłam się plecami do niego i weszłam do wnętrza bloku, w którym wynajmowałam mieszkanie. Dziękowałam teraz w myślach twórcom drzwi, które otwierają się tylko po wpisaniu konkretnego kodu. Wchodząc do środka nie odwzajemniłam ciepłego uśmiechu woźnego zajmującego się klatką schodową, jak to byłam w zwyczaju robić, nie zatrzymałam się ani na sekundę słysząc prośby dzieci moich sąsiadów, aby opowiedzieć im co dzisiaj robiłam w pracy. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. 
Już zaledwie po jednym dniu wykonywania nowej misji miałam do niej bardziej sceptyczny nastrój, niż przez całe życie w stosunku do czegokolwiek. 
Nie podobał mi się rozkaz Hal'a, nie podobały mi się stosy strzykawek, które schowałam na jednej z półek w schowku na miotły, nic mi się nie podobało. W głowie nadal dźwięczał mi przerażony głos dziewczyny, kiedy prosiła mnie o to, żebym ją zabiła, zamiast oddawać swojemu szefowi. Mruczałam zrzędliwie pod nosem, plącząc się do późnych godzin po mieszkaniu. Nie pomógł mi nawet gorący prysznic, chyba dawno już nie byłam w tak złym nastroju. 
-Skoro on nie może odejść, to ja to zrobię. - stwierdziłam w końcu zakrywając się cała pod kocem, dopijając kolejny kubek kawy. Już nie miałam ochoty na sen.
W końcu wstałam, ubrałam się odpowiednio, chwyciłam za czarny kask zwisający z wieszaka i wyszłam z mieszkania. Jeździłam długo, bez celu, tak po prostu, żeby móc nacieszyć się szybkością mojej czarnej bestii, kiedy ulice tego pięknego miasta były już prawie puste. W końcu zatrzymałam się na chwilę gdzieś, przy obrzeżach miasta, zdjęłam kask i spojrzałam w ciemne, gwieździste niebo.
-Och Loki, uchroń mnie od takich niespodzianek... - mówiłam cicho, wpatrując się w gwiazdy. Nie na długo mogłam zachwycać się pięknem tutejszego nieba, ponieważ kilka ulic dalej usłyszałam przerywający ciszę krzyk jakiejś kobiety. Wytężyłam zmysły, kierując się w tamtym kierunku. Prawa dłoń na pistolecie przyczepionym do paska. Ktoś przed kimś uciekał. I ten drugi ktoś właśnie tego pierwszego dopadł. Cóż za dziwne zrządzenie losu, że po raz trzeci w ciągu jednej doby przyszło mi spotkać się z tą dziwną rasą, o której wcześniej nie miałam żadnego pojęcia. Zanim napastnik zdążył ostatecznie zaatakować swoją ofiarę, użyłam swojej umiejętności rozpraszania istot w otoczeniu i zbliżyłam się do niego. Pistolet przystawał do jego głowy, zanim nawet zdążył się zorientować. Nie odsuwając broni ani o milimetr, obserwowałam, jak powoli zwalnia z uścisku swoją ofiarę, a ta w mgnieniu oka ucieka.
Obserwowałam, jak unosząc dłonie w celach okazania bezbronności odwraca się twarzą do mnie. Obydwoje wpatrywaliśmy się sobie głęboko w oczy.
-Jesteś od niego....  No dalej. Nie wahaj się. - powiedział wolno, na jego twarzy pojawił się szalony uśmiech - Stań się kolejną zabawką w dłoniach tego psychopaty, który poddaje eksperymentom moich braci i sióstr. Tylko najpierw nie zapomnij wcisnąć spustu i okazać mi łaski, żebym i ja nie musiał tego przeżywać.- zwrócił wzrok w stronę pistoletu.
Wzięłam głęboki oddech. Nigdy nie zabiłam żadnej istoty, której nie musiałam zabić w akcie obrony własnej lub po prostu zwyczajnie sobie na to zasłużyła. A on? Czym on właściwie sobie zasłużył? Milczałam, przez dobre pół minuty wpatrując się w jego nieludzkie tęczówki.
-Masz dziesięć sekund na ucieczkę, inaczej cię namierzą. - powiedziałam, opamiętując się w samą porę.


Anzai? Będziesz na miejscu, czy spotkamy się dopiero podczas jutrzejszej, prawdopodobnie nieudanej rezygnacji Hanne i jej nocna przygoda nie wyjdzie prędko na jaw?

11.05.2020

Od Anzaia CD Hannie

Spojrzałem na Hanne, lekko zmarszczyłem czoło i uniosłem kąciki ust.
- Nie boje się ich, nawet pijany dam sobie radę.
- Nie bądź taki pewny siebie, gdyby nie ja, nie poradziłbyś sobie.
- Gdyby nie ty, to by byli  martwi a Hal nie miałby z nich pożytku.
Dopiłem swojego drinka i zamówiłem kolejnego, obszukałem się po kieszeniach. Wyjąłem paczkę fajek i bez słowa wyszedłem przed bar aby zapalić. Stałem i patrzyłem się przed siebie, myślałem ale w sumie, to sam nie wiem o czym. Wróciłem do środka sięgnąłem po szklankę i upiłem dwa duże łyki po czym przeniosłem wzrok na Hanne.
- Tak sobie mów, tak Ci dobrze- zaśmiała się ironicznie.
Postanowiłem pozostawić to bez komentarza spojrzałem na barman aby ten napełnił mi szklankę.
- A ty nie za dużo pijesz ? Mieliśmy rozmawiać ... - spojrzała zniecierpliwiona.
- Następnym razem Hanne będę dokładniej wypatrywał wrogów, aby nie miała miejsca znowu nieprzyjemna sytuacja. Że kończymy walkę a tutaj następna fala, ataku.
- Ty chciałeś zaatakować wtedy mnie czy wampira ?
Przez chwilę milczałem, lekko opuściłem głowę.
- Nie Wiem ...
Dziewczyna spojrzała na mnie. Na jej twarzy pojawił się grymas.
- Serio... nie jesteś w stanie mi tego powiedzieć ?
- Nie jestem....- złapałem za kolejną szklankę i wypiłem duszkiem.
Zachowywałem się normalnie, jakbym nic nie pił. Nie było widać najmniejszej zmiany w moim zachowaniu i wyglądzie.
- Zaraz wracam. - wstałem z miejsca i udałem się do toalety. Gdy załatwiłem soją potrzebę, wróciłem do Hannie i usiadłem znowu obok niej. Spojrzałem na nią kontem oka, zastanawiając się co może chodzi jej po głowie.
- Co jest ?
- W porządku, powinniśmy już wracać , przynajmniej ja chciałabym nieco móc dłużej pospać.
- Jasne.
Oboje wyszliśmy z baru kierując swoje kroki w stronę miejsca zamieszkania Hannie. Powoli poczułem ,że coś się dzieje, coś jest ze mną nie tak. Zwolniłem krok i rozejrzałem się, Hannie szła przede mną, rzuciłem okiem na jej długie zgrabne nogi i tyłek. Przyspieszyłem kroku aby wyrównać.
- Nie potrzebuje ochroniarza ... - wymamrotała
Nic się nie odezwałem, poczułem dziwne ciepło, znowu zacząłem się zmieniać
- Anzai co jest ? - Hanne nerwowo krzyknęła rozglądając się.
W chwili złapałem dziewczynę i przycisnąłem do ściany, czułem się strasznie podniecony, chyba dawno nie spędzałem tak wiele czasu z kobietą. Zerwałem pazurami jej bluzkę, mało brakowało a bym ją zranił. Przycisnąłem dziewczynę do siebie i wepchnąłem swój długi język do jej ust.

Hannie?

10.05.2020

Od Hanne CD Anzaia

Z przerażeniem obserwowałam jak bezwładne ciało Anzai'a upada na betonową podłogę  i z impetem o nią uderza. Jego zdesperowane, wołające o pomoc oczy powoli wypełniały się  łzami i przypuszczam, że powodem tego wcale nie była igła z narkotykiem, którą tak bezmyślnie wbiłam mu w udo. Ścisnęłam jeszcze mocniej chude ramię rudowłosej wampirki, której ciało całe trzęsło się już ze strachu. Niemalże zaraz po tym niezbyt ciekawym incydencie, obydwie dostrzegłyśmy zbliżające się z oddali światła samochodu dostawczego. 
-Nie wiesz, co oni nam tam robią! Już lepiej, żebyś zabiła i mnie.... - usłyszałam jej błagalny głos, który sprowadził mnie na ziemię i spowodował ciarki na całym moim ciele. Spojrzałam w jej spanikowane oczy. Wcześniej na to nie zwróciłam uwagi, ale miała niezwykłe, pomarańczowe tęczówki. Ogarnął ją taki paraliż, że przez ułamek sama przeraziłam się tego, co czeka na tę biedną dziewczynę. Więcej czasu nie miałam, gdyż dwie furgonetki z piskiem opon zatrzymała się tuż obok i tyle było z naszej wspólnej przygody. Dwoje zamaskowanych mężczyzn zabrało wampirzycę do tej bardziej oddalonej, dwoje kolejnych zajęło się transportem ciała czarnowłosego demona do bliższego samochodu. Z wnętrza wyłoniła się dobrze znana mi sylwetka Hal'a, który i mnie zaprosił do wnętrza. Będąc w środku usiadłam na siedzeniu, a już po chwili w moim kierunku podeszła nieśmiało kobieta z wodą utlenioną w jednej ręce i wacikami gazowymi w drugiej. Zdjęłam z dłoni skórzane, bezpalcowe rękawiczki i  bez pytania wyciągnęłam pustą dłoń w jej kierunku. Co jak co, ale z gorszych ran się wychodziło. 
-Lepiej będzie, jak zajmiesz się nim. - oznajmiłam, zwracając wzrok w stronę rannego, który faktycznie potrzebował pomocy i który powoli zaczynał wracać już do siebie. 
-Dobrze, pani Hanne. - odpowiedziała cichutko, po czym dołączyła do dwójki ludzi, którzy byli już w trakcie opatrywania mojego nowego współpracownika. Przykładając gazę opatrunkową do skroni, w ciszy obserwowałam, jak rozwija się kłótnia pomiędzy nim, a Hal'em. Odynie, o czym oni w ogóle rozmawiali? 
-Anzai, o czym on mówi? - odezwałam się w końcu, kiedy zostaliśmy tylko my, nieśmiała dziewczyna obserwująca jego poszarpane ramię i kierowca tej bardzo modernistycznej furgonetki. -Jego wyjaśnienia wgniotły mnie w podłogę. - Anzai... Czy ty w ogóle chcesz, tego co teraz robisz...? - powiedziałam cicho, obserwując jego reakcję - To nie jest wolność... - nie wiedziałam, czy powinnam to mówić, chociaż w tamtej chwili uważałam to za najbardziej słuszną opcję. Istota, która nie może podejmować najważniejszych decyzji dotyczących swojego życia, nigdy nie była, nie jest i nie będzie istotą wolną. Co do tego nie miałam żadnych wątpliwości. A on wydawał się całkiem młody, niedawno zresztą wspominał coś o tym, że dopiero w wieku dwudziestu jeden lat odkrył tę swoją uprzykrzającą życie moc, o ile można tak to nazwać. W takim wieku to i nie dziwię się, że nie chce albo nie ma odwagi sprzeciwiać się komuś, kto tak go ogranicza.
-Idziemy na drinka. - zignorował moje pytanie, zmieniając całkowicie temat -Trzeba uczcić sukces w postaci 4 na 5 żywych wampirów.
-Co? Że niby teraz? - odpowiedziałam. Byłam trochę zawiedziona brakiem odpowiedzi, ale w porównaniu do poprzednich naszych rozmów, tego nie miałam mu za złe. Jego życie, jego sprawa. - Muszę wrócić do mieszkania. Popatrz na mnie! Popatrz na siebie!
-Teraz. Twoje przydupasy zajmą się tobą na komendzie, tak jak wczoraj. Weźmiesz prysznic, jeżeli tak bardzo ci na tym zależy i idziemy na do baru, gdzie spokojnie będziemy sobie mogli  spokojnie porozmawiać. - wpatrywał się we mnie intensywnie, naciskając nacisk na ostatnie słowa. Okej, przekaz chyba do mnie dotarł.
-Nie mogę wpadać tam codziennie i im tak rozkazywać.... - mruknęłam pod nosem, krzyżując ramiona na piersi. Obydwoje jednak doskonale wiedzieliśmy, że mogę. No cóż, czasem muszę udać, że jestem chociaż trochę skromna. 
Furgonetka odstawiła nas dopiero w garażu budynku. 
-Ktoś tu chyba nie chciał, żeby nas tak zobaczonooo... - powiedziałam rozbawionym głosem, obracając głowę we wszystkich kierunkach, aby móc rozejrzeć się po pomieszczeniu. Nigdy tutaj nie byłam. Nie zwlekając, bez żadnego już słowa skierowałam się w kierunku damskiej części pomieszczenia dla pracowników i tam doprowadziłam się do porządku. Jak dobrze, że mają tutaj zapas ubrań roboczych i że nie należą do nich tylko te okropne, granatowe uniformy. 
Wychodząc z szatni zaobserwowałam, że i Anzai nieco ogarnął się wizualnie. Ciekawe za czyim rozkazem... Miałam wrażenie, że obserwuje nas ponad połowa pracowników, kiedy wspólnie kierowaliśmy się w kierunku wyjścia. 
-Nie ładnie tak się gapić! - krzyknęłam na wychodne, z uśmiechem na ustach obserwując w odbiciu szklanych drzwi, jak niektórzy podskakują z przestraszenia. Ach, ci ludzie!
Droga do baru przeszła szybko i bez zbędnej wymiany zdań. Jak to się mówi... Mowa jest srebrem, a milczenie złotem? Jestem w stanie udzielić rozgrzeszenia każdemu, kto nie gada bezsensownie, kiedy to nie jest specjalnie potrzebne.
-Witamy w naszych skromnych progach naszego stałego bywalca i jego nową towarzyszkę! - powiedział pogodnym głosem mężczyzna z wczoraj, kiedy tylko usiedliśmy na wysokich krzesłach brzy barze. Udając, że równie cieszę się na jego widok (nie cieszyłam), również uśmiechnęłam się w jego kierunku. Anzai zamówił coś mocniejszego dla siebie, ja w ramach wyjątku postawiłam na razie na wodę. Teraz, kiedy wiedziałam, że te wampiry mogły czyhać dosłownie wszędzie, jakoś nie w smak było mi drinkowanie. Nie, żeby jakoś specjalnie działał na mnie tutejszy alkohol. Smak jego natomiast przysparzał mnie o ból głowy...
-Jak to możliwe, że chce ci się pić tak po prostu, ze świadomością, że w każdej chwili coś może skoczyć ci na głowę i zaatakować? Nawet mnie powiedziałam zdumiona. Postanowiłam, że na razie nie będę odwoływać się do pogadanki z furgonetki, bo zdaje się, że barowi podsłuchiwacze nie powinni dowiadywać się niektórych rzeczy. Chociaż bardzo chciałam. I ze zniecierpliwieniem czekałam, aż nadejdzie taki moment. Na co ja głupia czekałam..? Gdyby to on zapytał mnie o takie sprawy, nigdy bym mu nie odpowiedziała. A przynajmniej nie prędko. 


Anzai? =)

9.05.2020

Od Anzaia CD Hanne

Czemu te cholerne wampiry zawsze atakują drużynowo? Już myśleliśmy, że jest po wszystkim, a tutaj kolejna dwójka postanowiła rzucić się prosto na mnie. Kolejna przemiana to dla mnie piekło. Czasami chciałbym być zwykłym śmiertelnikiem. Za każdym razem, gdy stawałem się diabłem, czułem do siebie niechęć. Hanne znowu stanęła na wysokości zadania, była niesamowita. Nie wiem, jak ona to robiła. Udało się jej się utrzymać przy życiu napastniczkę. Niestety jej kompan nadawał się już tylko do zapakowania w czarny worek. Krew w moich żyłach pulsowała, znowu poczułem głód, niedosyt. Miałem przecież panować nad sobą. Cześć mojej świadomości pragnęła się powstrzymać, zadając pytanie, co tym razem, mnie tak pobudziło. Szedłem w stronę Hanne, patrząc na krew spływającą po jej skroni. Wydawałem z siebie zwierzęcy warkot, jej głos był stłumiony. Wampirzyca patrzyła na mnie z przerażeniem, a ja sam nie byłem pewny, co chcę zrobić. Czy pragnę pozbawić wampirzyce życia, czy może to krew Hanne tak bardzo mnie kusi? Poczułem ukłucie, moje oczy ponownie stały się bardziej ludzkie.
- Kurwa ... - syknąłem, upadając na ziemię.
Ból głowy stał się nie do zniesienia, z oczu poleciały mi łzy, ale to nie były łzy z bólu, raczej z bezradności. Zaczynałem się obwiniać o to, że wciąż dane mi jest być żywym. Nie chciałem pokazywać swojej słabości. W końcu wszystkie wampiry zostały załadowane do furgonetki. Hal spojrzał na mnie niezadowolony, pakując martwego wampira w czarny worek.
- Nie mogę z nią współpracować — syknąłem.
- Znowu zaczynasz—krzyknął Hal.
- Reaguje na jej krew — spuściłem głowę.
- Ona przecież nie jest człowiekiem idioto.
- To, czemu omal się na nią nie rzuciłem ! - wydarłem się.
Hal spojrzał na mnie, po czym kucnął, aby spojrzeć mi w oczy.
- Cały czas się mutujesz, obawiam się, że dla Ciebie po prostu krew to krew. Przestaje mieć znaczenie, czyja ona jest.
Te słowa ani trochę nie poprawiły mi nastroju. Hal jednak nie zmienił zdania, nie skomentował tego. Podniosłem się powoli, chwyciłem go za rękaw i przyciągnąłem do siebie.
- Odchodzę — wycedziłem przez zęby.
- Nie możesz, twój właściciel podpisał papierek. Jesteś własnością policji.
- W takim razie nie karz jej pracować ze mną !
- Bo boisz się, że ją zjesz? Hanne sobie radzi z tobą, jak widać.
- Czy ty masz w dupie jej życie ! Nie rozumiesz nic ! - wydarłem się na niego.
- Anzai ty jesteś bronią, rozumiesz, nie ma osoby, której nie zagrażasz.
Po tych słowach wsiadł do jednego z radiowozów i odjechał.
- O czym on mówi Anzai ?
Spojrzałem na dziewczynę, wziąłem głęboki wdech.
- Pytałaś mnie, dokąd zabierają żywych. To miejsce to ONLO wampiry przechodzą resocjalizacje, potem staja się częścią projektu badawczego w tworzeniu hybryd. To materiał badawczy.
- Czy ty jesteś stamtąd ?
- Jestem nieudanym eksperymentem, własnością ONLO. Własnością Hal'a tego, kto podpisze umowę z moim właścicielem. W zamian za to żyje na wolności, a nie w celi. Taka jest cena bycia odmieńcem. - oznajmiłem.

Hanne?

8.05.2020

Od Hanne CD Anzaia

Parasol. Najwspanialszy wynalazek ludzkości. Muszę załatwić sobie parasol... - gdyby ktoś zastanawiał się o czym myśli kobieta, której właśnie powierzono misję ratowania ludzkości przed wampirami i w dodatku współpracę z kolejnym wampirem, to właśnie macie odpowiedź. Że też ja nigdy nie wpadłam na parasol... Niestety tylko przez krótki odstęp pomiędzy budynkiem komisariatu, a barem, miałam okazję nacieszyć się swobodą, jaką dawała mi ta mała, wspaniała rzecz. I znów musiałam skupić się na tym czarnowłosym, przemoczonym demonie. Swoją drogą, miałam wrażenie, jakby nigdzie mu się nie śpieszyło. Rozmowa z barmanem, popijanie drinków - zupełnie jakbyśmy zaraz mieli urządzić sobie randkę w ciągu dnia, a nie omawiać tę straszliwie ważną misję, o której wspominał Hal. Spoglądając to raz na swojego towarzysza, to raz na szklankę Whishey, którą raczył mi postawić, ze skupieniem i uwagą zadawałam pytania. Lekko nie będzie.... - myślałam z satysfakcją. Dawno już nie podchodziłam do takiego wyzwania, w którym w gruncie rzeczy nie wiedziałam, z kim mam do czynienia.
No i lekko nie było - ale jak zwykle sobie poradziłam. No i Anzai też sobie poradził, chociaż leki (które dziwnym zrządzeniem losu w wielkich ilościach znalazły się wczoraj w mojej skrzynce pocztowej - dzięki Hal!) poszły w ruch. Nie mogę ukryć, że kiedy już te dziwne i istoty zakułam w kajdanki i furgonetka je zabrała, z rozbawieniem obserwowałam znieruchomiałego mężczyznę. Z takim wewnętrznym rozbawieniem, bo na twarzy gościł mi spokój. Miał bardzo ładne skrzydła. W sumie to nawet przez chwilę poczułam względem jego współczucie. To musi być okropne uczucie, nie być w stanie kontrolować samego siebie. 
- Jesteś naprawdę dobra, poradziłaś sobie z tym wampem sama, ogarnęłaś mnie i do tego zakułaś wszystkich, dostarczając ich żywych. - taką pochwałę usłyszałam, kiedy w końcu był w stanie się ruszać. 
- Lata praktyki. I ty się spisałeś. W walce jesteś prawdziwą bestią. - odezwałam po kilku sekundach, a w ramach odpowiedzi na jego twarzy zaobserwowałam pewny siebie uśmieszek.
-Mówiłem, jestem najlepszy. 
-Szkoda tylko, że Hal nie posłał mi wczoraj niczego, co mogłoby mi pomóc w opatrzeniu twoich ran. -mruknęłam pod nosem, obserwując jego zakrwawione ramię. 
-Nie musisz się tym przejmować, za moment przyjedzie kolejna furgonetka, zabiorą nas stąd i wszystkim się zajmą. - oznajmił, jakby to było coś najbardziej oczywistego na świecie. Wow, o mnie tak nigdy nie dbali. 
-Czyli tak po prostu siedzimy tutaj i na nich czekamy?- zapytałam ze zdziwieniem. Nie wiedzieć czemu, inaczej sobie to wszystko wyobrażałam. Nie tak zgrabnie, płynnie i bez możliwości wyboru, co będzie dalej. Tutaj wszystko było z góry ustalone. Od nie zabijania tych dziwnych istot, do samochodów, które nas odbierają. Coś zaczynało mi się tutaj nie podobać. Obserwując rannego, który skinieniem głowy potwierdził, że właśnie tylko będziemy siedzieć i czekać, oparłam się o mur opuszczonego budynku, obok którego właśnie zakończyliśmy walkę. -Hej, tak właściwie to nie wydaje ci się to dziwne, że nasz przełożony potrzebuje ich żywych? - odezwałam się po chwili.
-Dlaczego ty jesteś taka niedoinformowana w każdej kwestii? Skąd się urwałaś? - westchnął głośno, wlepiając we mnie swoje ciemne oczy. Ze zdziwieniem zaobserwowałam, że jego źrenice w jednej sekundzie zrobiły się szersze, a ciało całe się spięło. Tak jakby poczuło coś, co jeszcze nie dotarło do mózgu.
-Refleks! - krzyknęłam, po czym z paska przyczepionego do spodni wyjęłam pistolet i rzuciłam w jego kierunku. Chyba sam zorientował się co jest na rzeczy, bo złapał natychmiastowo. Jednocześnie chwyciłam za swój sztylet, przygotowując się na atak. Okazało się, że było ich jeszcze dwóch. Siłą jednak przewyższali tych troje, z którymi dane było zmierzyć się nam wcześniej. Obydwoje rzucili się na rannego Anzai'a, rozpoznając w nim swojego największego wroga. Wściekłość panowała w ich oczach, żądza zemsty po utracie kompanów bez reszty zapanowała ciałem. Tylko jednego udało się nam utrzymać przy życiu.
-Jeszcze wszyscy zostaniemy pomszczeni, bracie! - krzyczała zajadle przerażająco blada kobieta, kiedy pakowałam ją w kajdanki. Ze łzami w oczach wpatrywała się w martwe ciało swojego kompana. Nie zwracałam wcale uwagi na jej krzyki i jęki. Serce biło mi jak szalone.
-Nie było innej opcji, kurwa, nie było. - mruknęłam pod nosem, po czym również spojrzałam na martwego wampira, a później z powrotem na Anzai'a. Widać było, że walczy ze samym sobą. Jego oczy powoli zaczęły wypełniać się krwią.
-Już po wszystkim. Anzai! - powiedziałam, mocno trzymając rudowłosą kobietę za ramię, żeby przypadkiem nie wpadła na pomysł ucieczki. Na nic były moje słowa. Okolica cała przesiąknięta była zapachem krwi. I ja poczułam, jak z mojej skroni toczy się cienka, ciemnoczerwona stróżka cieczy. Pierwszy raz miałam z nim do czynienia podczas misji, a on coraz bardziej zbliżał się do mnie i żadne moje krzyki nie pomagały. Nie mogłam przecież z nim walczyć, nie mogłam pozwolić naszej zdobyczy uciec. No to co miałam zrobić? Zapodałam mu kolejną dawkę uspokajacza.
Znieruchomiał, a jego gałki oczne z powrotem zaczęły nabierać ''ludzkich'' kolorów. Usłyszałam tylko jeszcze ciche, krótkie przekleństwo z jego ust, zanim upadł na ziemię.


Anzai? =)

6.05.2020

Od Anzaia CD Hanne

Oboje mieliśmy to samo podejście. Nie byliśmy zdolni do współpracy. Odstawiliśmy niezły teatrzyk u Hal'a. Gdy wyszliśmy dziewczyna była naprawdę wkurzona. Widać, wzbudzała respekt, gdyż ktoś jej jednak przyniósł suche ubranie. Spojrzałem na Franka, który zachował się jak typowy wafel. Ten to lubił wchodzić innym w tyłek. Gdy dziewczyna poszła do łazienki się przebrać, rzuciłem facetowi pogardliwe spojrzenie.
- No co ? Ona jest naprawdę straszna. - oznajmił.
- Serio ? Już do niższego poziom to nie mogłeś zejść.
- Zobaczysz.
- Lepiej idź lizać innym tyłki. - zaśmiałem się pogardliwie.
Rzucił mi równie gniewne spojrzenie. Odszedł, znikając mi z oczu.
Gdy Hannie wróciła, zatrzymała się przede mną.
- To, co powiesz mi coś o tych wampirach ?
- Tak, ale nie tutaj, choć do baru naprzeciwko.
- Alkoholik z Ciebie ?
- Lubie rozmawiać przy szklance whisky. - oznajmiłem spokojnie, nie zwracając uwagę na jej docinki.
-Dobra chodźmy.
Ruszyliśmy do wyjścia, przy drzwiach stała czarna parasolka wziąłem ją więc i podałem dziewczynie i otworzyłem drzwi. To był dżentelmeński gest. Przeszliśmy na drugą stronę ulicy.
- Nie chcesz się schować przed deszczem ?
- Nie mi nie przeszkadza. - mruknąłem.
Gdy doszliśmy do baru, ponownie otworzyłem przed nią drzwi. Siedliśmy przy stole.
- Cześć Anzai jak tam znowu ciężki dzień ?
- Tak, to co zawsze dwa razy poproszę. - uśmiechnąłem się do barmana.
- Widzę, że często musisz tutaj bywać.
Barman postawił przed nami dwie szklanki whisky z lodem. Sięgnąłem swoją i upiłem łyk.
- Słuchaj uważnie, nie lubię się powtarzać. Wampir to istota demoniczna, zazwyczaj pijąca krew ludzi.
- Czemu ?
-W ten sposób demon odżywia swoje martwe ciało i powstrzymuje proces jego rozkładu.
- Czyli to żywe trupy ?
- Tak było kiedyś z pradawnymi wampirami, teraz większość z nich to gatunek żywy jak my.
- Co masz, na myśli ?
- Jeśli dwa wampiry połączą się w parę i mają potomka, jest on istotą żywą. I właśnie z takimi mamy do czynienia. Są silniejsze genetycznie, słońce ich nie zabija a może, lekko osłabia, dlatego polują nocą, lub w pochmurne deszczowe dni. Mitem jest to, że działa na nie srebro lub czosnek. Ich pokarmem jest ludzka lub zwierzęca krew. Nienawidzą wilkołaków i urządziły sobie na nie polowanie. Jeśli raz zamaskują ludzkiej krwi, nie poprzestaną. Są szybkie, silne, do tego bezwzględne.
- Ale przecież z tego, co Hal mówił, masz ten sam problem.
Lekko wzdrygnąłem się, upijając kolejny łyk.
- Jestem hybrydą, Demona i wampira, z tą różnicą, że staje się diabłem, dopiero gdy wyczuje krew. To moi bliscy kuzyni, tylko że moim celem jest powstrzymać ich.
- Nie potrafisz panować nad sobą ?
- Niestety jeszcze nie, w wieku 21 lat dopiero zacząłem przejawiać swoje diabelskie oblicze, nadal je poznaje.
- Czyli od jutra stajemy się łowcami wampirów, dostarczamy je żywe-bardzo mocno, podkreśliła słowo żywe.
- Tak.
Nasze obie szklanki zostały opróżnione a rozmowa, dobiegła końca. Wyszliśmy z baru, Hanne rozłożyła parasolkę. Odprowadziłem ją do domu, po czym wskoczyłem na dachy budynków i wróciłem do siebie. Przyszykowałem sobie kolacje, wziąłem szybki prysznic, wstawiłem pranie, rozwiesiłem przemoczone ubranie. Wszedłem do swojego pokoju, położyłem się na łóżku i zasnąłem.
Niestety nie było mi dane spać tej nocy długo. Wróg nigdy nie śpi. Przeklęte urządzenie wyrwało mnie ze snu o trzeciej w nocy. Szybko się ubrałem, wyskoczyłem z domu przez okno i udałem się na miejsce, niemal w tej samej chwili zjawiła się Hanne. No tak już nie pracowałem sam.
- Długo się nie widzieliśmy-zaśmiałem się.
- Widzę, że humor Ci dopisuje. Skup się lepiej gdzieś tutaj mamy trzech osobników, musimy ich jak najszybciej namierzyć.
Rozejrzałem się, po chwili zobaczyłem cień przemykający tuż za plecami Hannie.
- Za tobą !
Dziewczyna obróciła się, ja zaś spojrzałem w górę, tak jak myślałem, obserwowali nas. Wyskoczyłem na dach. Oba wampiry ruszyły prosto na mnie, adrenalina skoczyła w górę i już po chwili znowu nie byłem sobą. Cios za ciosem, ich uderzenia i atak z dwóch stron. Moje pięści uderzały a t w głowę, a to w brzuch. Czułem jak zęby jednego wbijają się w mój bark, rozszarpując skórę. Usiłowałem go z siebie zrzucić i dostałem pięść od drugiego na twarz. Ból sprawił, że jeszcze bardziej mnie to wkurzyło. Skrzydła wylazły mi z pleców, zrzucając nieproszonego gościa. Teraz byłem szybszy i silniejszy rzucałem nimi jak zabawkami, pozostawiając wgniecenia na dachu. Było dużo hałasu, krzyku i łamanych się kości. Gdy jeden leżał na ziemi, postanowiłem dobić drugiego, już złapałem go za głowę i powoli odrywałem od ciała, gdy poczułem ukłucie. To była Hannie, w ostatniej chwili zareagowała. Usiadłem na ziemi, dziewczyna zakuła obydwu w kajdanki. Nie mogłem się ruszyć przez kwadrans, w tym czasie podjechały dwie furgonetki i zabrały cała zakuta żywą trójkę w kajdanki. Gdy środek przestał działać, podniosłem się i złapałem ręką za rozszarpany bark. Spojrzałem na dziewczynę, która miała kilka zdrapań.
- Jesteś naprawdę dobra, poradziłaś sobie z tym wampem sama, ogarnęłaś mnie i do tego zakułaś wszystkich, dostarczając ich żywych. - powiedziałem z uznaniem. 

Hanne? 

5.05.2020

Od Hanne CD Anzaia

Nie zajęło mi dużo czasu, żeby wywnioskować, że istota z którą miałam do czynienia, nie była człowiekiem. Coś mrocznego było w jego oczach, tajemniczo przerażającego, nawet kiedy spokojnym głosem wypowiadał to wdzięczne słowo przepraszam. Robiąc lekki krok do tyłu, zaczęłam przyglądać się mu z góry na dół. Duże było moje zdziwienie, kiedy z jego ust padło moje imię. Spojrzałam podejrzliwie na to czarne, plastikowe urządzenie, które miał w uchu. Ach, te ludzkie ustrojstwa. Nigdy nie uważałam, żeby im to służyło. Co najwyżej doprowadzało do uzależnień i godzinnych posiedzeń za tymi kwadratowymi puszkami zwanymi telewizorami i komputerami. Jeszcze większa była moja frustracja, kiedy powiedział coś o jakimś szefie i nie wiadomo gdzie pociągnął mnie za sobą przy użyciu nadgarstka. Na nic były moje próby uwolnienia się. Silny był, skurczybyk. No więc szłam tak za nim, no bo co innego miałam zrobić? Cała zdążyłam przemoknąć aż do suchej nitki, ale jego zdaje się to w tym momencie nie obchodziło.
Uwaga - szoku ciąg dalszy, kiedy okazało się, że znam miejsce, do którego mnie prowadzi, znam jego pracowników i właśnie poznałam moją najnowszą misję. Nie znałam tylko tego czarnowłosego, w ogóle nawet nie miałam pojęcia, że tutaj pracuje. Jak mogłam go wcześniej nie zauważyć?
Ze zniecierpliwieniem i nie małą irytacją wysłuchiwałam poleceń Hal'a i odpowiadałam, jeżeli była taka potrzeba. 
-To jak, mogę na was liczyć, czy nie? - z szoku po usłyszeniu odpowiedzi w postaci '' Ponad ośmiu litrów'' wyrwał mnie głos Hal'a. Kto normalny spożywa osiem litrów krwi? Kanibal mi się trafił! Kanibal zabójca!
-Biorąc pod uwagę, że - z tego co rozumiem - mam pilnować żeby nie zabijał tych... jak to mówicie,  wampirów, kiedy on jest dwa razy większy ode mnie, raz od czasu wstrzykiwać mu w nogę jakieś leki, żeby czasem nie poniosła go fantazja, bronić przed żądnymi zemsty wampirami i jeszcze chodzić, jak piesek za swoim panem? - uniosłam prowokująco brew - Hal, czyżbyś bez mojej wiedzy zdegradował mnie do roli jakiejś niani na tym posterunku? Mowy nie ma. Dzwoń, jeśli przyjdzie nowe zgłoszenie. Z chęcią na kogoś zapoluję. - odwróciłam się na pięcie i skierowałam wyjścia z gabinetu - SAMA! - dokończyłam, chwytając za metalową klamkę szklanych drzwi. Pociągnęłam. Raz, drugi, trzeci - bez skutku. Odwróciłam głowę w stronę mojego pracodawcy, po czym bezradnie spojrzałam na mężczyznę - jak mu było? Anzai'a. Ten z kolei swój gniewny wzrok ciągle zwracał w kierunku szefa. 
-Bez dyskusji! - powiedziałam równocześnie z policjantem za biurkiem. Ja oczywiście głosem przedrzeźniającym, a on tym groźnym, w jego mniemaniu oczywiście. Uśmiechnęłam się ironicznie. Był taki przewidywalny. Chociaż przewidując co zaraz od niego usłyszę, wcale nie powinno mi być tak do śmiechu. - Jesteś jedyną osobą na tym posterunku, Hanne, która zawsze odnajduje swoje ofiary i nigdy nikogo nie zabijasz. Chcesz czy nie, od dziś mu pomagasz! 
-No bo nigdy mi nie pozwoliłeś... - mruknęłam. Kto powiedział, że nie zabijam, bo nie chcę?
-No i jemu też nie pozwalam, ale on rządzi się swoimi prawami!
-No to go po prostu wywal! Znajdziesz sobie takiego łowcę wampirów, który będzie słuchał twoich poleceń, Hal! Nawet ja mogę się tym zająć, tylko nie dokładaj mi dodatkowego balastu! - nie wytrzymałam. Co w tym trudnego? W Asgardzie za niepoprawne wykonanie polecenia już dawno poleciałby na łeb. 
-Za kogo ty mnie masz? -  i wampiro-demon włączył się ponownie do dyskusji. 
-Jaki jest twój problem?! Chyba obydwoje nie chcemy ze sobą współpracować, prawda? - spojrzałam na niego. Gdybym miała taką możliwość, to wypaliłabym mu oczami dziury wielkości pięcio-dolarowej monety. 
-A taki, że mnie nikt nie jest w stanie zastąpić! 
-Nie przeceniaj się Hanne, bo nie wiesz z czym masz do czynienia. Sama nie podołałabyś temu zadaniu. I on sam nie poradzi sobie bez ciebie, bo potrzebujemy ich wszystkich żywych! Koniec rozmowy, zapraszam do wyjścia. Mam na głowie więcej spraw niż dwoje dorosłych, którzy nie chcą stawić czoła powierzonemu im zadaniu, bo nie potrafią współpracować! - wykrzyczał. Drzwi gabinetu otworzyły się na oścież. Te słowa  naprawdę we mnie uderzyły. Ja? Nie potrafię zmierzyć się z powierzonym mi zadaniem? Nie podołam tym całym wampirom? Chyba coś mu się w głowie poprzewracało. Gratulacje. Zmotywowałeś mnie, Hal, jak nigdy. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia z komisariatu. 
-Idziesz czy nie?!- wydarłam się, spoglądając za przezroczyste drzwi. Nadal padało. Nawet nie patrzyłam za siebie, czy faktycznie idzie. -Musisz mi w końcu wytłumaczyć co to właściwie są te wampiry i dlaczego są aż tak groźne, że Hal posunął się o tak absurdalne stwierdzenie. - oparłam się o ścianę i skrzyżowałam ramiona na piersiach. -Niech ktoś mi przyniesie coś suchego do ubrania! - wydarłam się na całą komendę. Nie powiem, czasem zdarzało mi się korzystać z faktu, że niektórzy ludzie tutaj naprawdę się mnie boją. 


Anzai? 

4.05.2020

Od Anzaia CD Hanne

Minęły dwa tygodnie od mojego zawieszenia a ja znowu mogłem wrócić do pracy. Szedłem ulicą, rozglądając się dookoła i wyostrzając zmysły w poszukiwaniu żywych trupów. Pogoda nie dopisywała, chociaż w sumie nic nie miałem do deszczu. W pewnej chwili poczułem uderzenie. Spojrzałem na kobietę, na którą nieumyślnie wpadłem na ulicy. Chociaż nie ulega wątpliwości, że gdyby ona patrzyła gdzie, idzie ta sytuacja, nie miałaby racji bytu. Spojrzałem jej w oczy, wydawała się nie być zachwycona.
- Przepraszam-powiedziałem spokojnie. Niestety nie usłyszałem jej odpowiedzi, gdyż w urządzeniu włożonym do ucha rozbrzmiał głos mojego przełożonego. - Widzę, że właśnie wpadłeś na Hanne, przyjdź z nią do biura.
- Hanne tak ?
Dziewczyna wytrzeszczyła oczy.
- Skąd wiesz ?
- Mój szef właśnie mi Cię przedstawił, masz iść ze mną na komisariat.
- Ale dopiero co ...
Nie chciałem słuchać jej marudzenia, złapałem ją za nadgarstek i szarpnąłem za sobą, po czym natychmiast spojrzałem kątem oka upewniając się, że dotrzymuje mi kroku.
Gdy dotarliśmy na miejsce, otworzyłem jej drzwi, weszła pierwsza a ja tuż za nią. Weszliśmy do gabinetu Hala.
- Jesteśmy-oznajmiłem.
- Zostałeś już raz zawieszony, To jest Hanne, wezwaliśmy ją tutaj po to, aby Ci pomogła uporać się z wampirami.
- Daje sobie rade sam.
- Masz ich nie zabijać, a na trzydziestu pakowaliśmy dwudziestu ośmiu w czarne worki, Hanne, jeśli się zgodzisz, będziecie przez jakiś czas partnerami.
Spojrzałem na niego gniewnie.
- Czy ty chcesz mi zasugerować, że nie panuje nad sobą ?
- Anzai spójrz prawdzie w oczy, nie panujesz, a my nie jesteśmy w stanie jeździć za tobą i cię usypiać, abyś nie odrywał im głów. Hanne twoim zadaniem byłoby pomagać mu, zawsze będziesz miała przy sobie leki uspokajające lub usypiające Anzaia. Wampiry wiedzą, że na nie polujesz i będą chciały się zemścić, potrzebujesz wspólniczki.
- Czy ja mam robić za jego nianie ? - dziewczyna oburzyła się.
- Nie, masz dostarczać nam żywe zakute w kajdanki wampiry, współpracując z nim, bo jak na razie wszystkie pakujemy w czarne worki-oznajmił Hal.
- Muszę to przemyśleć, dowiedzieć się czemu on tego nie ogarnia- mruknęła.
Chciałem jej wyjaśnić, ale Hal zrobił to za mnie.
- Anzai to hybryda wampira i demona, gdy jest w ciele diabła, nie porozumiewa się ludzkim głosem, traci panowanie, jest w stanie zabić każdego dlatego to broń w naszych rekach. Przemienia się, gdy w kilku przypadkach pierwszy, gdy czuje ludzką krew, drugi, gdy czuje zagrożenie, trzeci, gdy się chłopak za bardzo podnieci.
Spojrzałem karcąco na Hala.
- No co musiałem jej powiedzieć ... - zaśmiał się.
- Super -mruknąłem.
- To jak Hanne, zostaniesz jego partnerem ? Mogę widzieć was razem w pracy ?
- Jeszcze jedno pytanie, jak działają te środki na niego ?
- Uspokajający po prostu nie mogę się ruszyć przez kwadrans i wracam do formy człowieka, usypiający używasz, wtedy gdy zorientujesz się, że zasmakowałem krwi, usypiasz mnie, zakuwasz i niezwłocznie transportujesz do celi.
- Czemu nie możesz pic krwi ?
- Bo wtedy dostaje szału, a od nadmiaru mogę umrzeć nawet.
- Ile to jest dla Ciebie nadmiar ?
- Ponad Osiem litrów.
- To jak mogę na was liczyć czy nie ? - Hal ponowił pytanie.

Hanne?
Szablon
synestezja
panda graphics