17.04.2020

Od Jugheada C.D Angeline

Nigdy wcześniej niczego nie nagrywałem. Angeline wydawała się znajdować w swoim, żywiole nie to, co ja. To trwało bardzo krótko, więc byłem zdziwiony. Nagle dziewczyna skończyła i zaczęła zadawać mi pytania. Dlatego nie znajdę sobie normalnej pracy. Już chciałem jej wyjaśnić wszystko, kiedy w mgnieniu sekundy ktoś wyrwał Angeline torebkę. Odwróciłem się i zobaczyłem uciekającą sylwetkę, bez wahania ruszyłem za zbiegiem. Koleś miał pecha, trafił na kogoś, kto trenował parkour. Przeskoczenie kilku ławek, aby skrócić sobie drogę, nie było dla mnie problemem. Miałem go już na wyciągnięcie ręki, kiedy odwrócił się i psiknął mi gazem pieprzowym prosto w oczy. W momencie się zatrzymałem, zasłoniłem oczy ręką, zaczęły lecieć mi łzy. To piekło jak diabli, ból był niesamowity. Dziewczyna podbiegła do mnie wraz z psami.
- Jughead nic Ci nie jest ?
- Nie.
-Pokarz.
Odsłoniłem oczy i spojrzałem prosto na nią.
- O kurde, masz całe czerwone oczy i twarz.
- Tak wiem, tak działa gaz pieprzowy mamy gdzieś hydrant ?
- Tak tam jest.
Angeline chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła prosto do hydrantu, było to konieczne, bo ja ledwo widziałem na oczy. Puściła zimną wodę, a ja przez dobre kilka minut starałem się, wypłukać to badziewie.
- I jak ?
- Piecze nadal jak cholera-syknąłem dalej przemywając twarz.
- Ale widzisz dobrze ?
- Tak, bardziej jestem zły, że mi uciekł, a było, tak blisko.
- Ważne, że nie straciłeś wzroku.
Gdy już było mi znacznie lepiej, cofnąłem się, do miejsca, gdzie mi się oberwało. Rozejrzałem się, na trawniku spostrzegłem małą przypinkę z symbolem węża.
- Co tam masz ? - spytała zaciekawiona.
- Poszlakę, dzięki której odnajdę drania. - uśmiechnąłem się.
- Nie musisz, miałam tam tylko jakieś drobne w portfelu, ładowarkę nic osobistego.
- Chcesz zabawić się w detektywa ? Bo ja bardzo chce. - puściłem dziewczynie oczko.
- No dobra w sumie, może być to dobra zabawa.
- Sprawdźmy twoje umiejętności w takim razie, weź i przyjrzyj się tej przypince czy coś ci mówi ?
Dziewczyna wzięła ją do ręki, dokładnie obejrzała.
- Nie wiem, widnieje na niej wąż...ty masz węża na kurtce ! Czy to ktoś, kto od ludzi, którzy zawinęli Ci psa ?
- Blisko, ale nie.
Spojrzała na mnie pytająco zdezorientowana.
- Ludzie, którzy ukradli mi psa, nie są z mojego gangu, przypinka ma kształt, ale to jest odbicie lustrzane symbolu. To znaczy, że ktoś chce by, ludzie myśleli, że jest z nami powiązany, a tak naprawdę nie jest, rozumiesz ?
- No tak, czyli jesteśmy w kropce prawda ?
- Nie do końca-odwróciłem przypinkę na drugą stronę i zobaczyłem trzy cyferki „974” były, mocno stratę jakby ktoś, chciał to ukryć.
- Co to oznacza ?
- Zrobione na zamówienie w sklepie.... uwaga !!! .... nie w sklepie, w warsztacie dokładnie znajdującym się cztery przecznice stąd.
- Skąd ty to wszystko wiesz ?
- Nie raz psuł mi się motocykl-puściłem jej oczko.
- Czyli musimy tam iść i dowiedzieć się kto ją zamówił ?
- Brawo dokładnie to zrobimy.
Wzięliśmy nasze psy i udaliśmy się do warsztaty. Co prawda Jared już kończył pracę, jednak postanowił nas wpuścić.
- Cześć mam sprawę wiesz, może do kogo to należy ? - podałem mu spinkę.
Mężczyzna obejrzał ja dokładnie ze wszystkich stron a my gapiliśmy się na niego z niecierpliwością wypisana na twarzy.
- Jakiś chłopak zamówił to u mnie dwa dni temu.
- Wiesz coś o nim ?
-To klient jak każdy inny, przyszedł i zamówił.
- Masz tutaj może kamery ?
- No wiadomo, że mam, ale po co wam to ?
- Musimy odnaleźć tego chłopaka pilnie. - oznajmiła Angeline.
- No dobra, w takim razie za mną.
Poszliśmy za mężczyzną, który zaczął przegladac kamery.
- Zastopuj ! - krzyknąłem.
Facet zatrzymał nagranie, a ja zrobiłem zbliżenie, na numery rejestracyjne pojazdu, którym się poruszał.
Potem dalej puściłem, zatrzymałem ponownie, robiąc zbliżenie na twarz. Dokładnie przyjrzeliśmy się.
- Dobra bardzo dziękujemy Ci-uśmiechnąłem się.
Wyszliśmy wraz z psami. Chwilę myślałem.
- Dobra Angeline odprowadźmy psy do mnie, weźmiemy motocykl.
- Wiesz co to za koleś ?
- Widziałem numery rejestracyjne, na kompie mam program dzięki, któremu dowiemy się, skąd dokładnie jest.
- Ale, że adres ?
- Imię, nazwisko, region tyle mi wystarcza.
Odprowadziliśmy psy do przyczepy, zrobiłem nam herbatę i kanapki przy okazji sprawdzając informacje. „ Thimoty Wang"
- Mamy go-powiedziałem zadowolony, a Angeline spojrzała przez ramię.
- Jedziemy tam ?
- Zakładaj kask i lecimy.
Oboje wyszliśmy z przyczepy i wsiedliśmy na motocykl. Odpaliłem go i ruszyliśmy. Nie musieliśmy jechać daleko. Tak jak myślałem, nasz złodziej znajdował się na jednym z osiedli, siedział z kumplami przy garażach i pił piwo.
Zsiadłem z motocykla, dając znać, aby Angeline została. Podszedłem do grupki osób, na mój widok chłopak lekko się uśmiechnął. Widać, że popijali od dłuższego czasu.
- Przyszedłem odzyskać pewną własność.
- A co gej jesteś, że torebki nosisz-zakpił sobie.
Nie trudno było mnie wkurzyć, złapałem go za kołnierzyk i przyciągnąłem do siebie.
- Tylko dlatego, że jesteś pijany, nie zamierzam ci obić mordy.
Wszedłem do garażu, tak jak myślałem, na wierzchu leżał ich łup, zabrałem go ze sobą, co prawda portfel był pusty. Wyszedłem i ruszyłem w stronę dziewczyny i oddałem jej własność.
- Dziękuje.
- Spoko, będziesz miała co opowiadać żelką-zaśmiałem się.
Wsiedliśmy na motocykl i wróciliśmy do przyczepy, gdzie przywitały nas nasze stęsknione psiaki.
- Nie odpowiedziałem Ci na twoje pytanie, szczerze niekreci mnie taka praca, poza ty nadal się uczę.
- Rozumiem.
- Czemu nagrywasz telefonem ? Nie wolisz kamerą, nie chcesz tego montować, obrabiać, dodawać efekty. Robić jakieś dłuższe tematyczne filmiki ? Wiesz, mógłbym Ci ogarnąć to wszystko.

Angeline ? 

Od Liama CD Kangsoo

Tak jak podejrzewałem, problem aresztowania został rozwiązany niemal w ekspresowym tempie. Joey zgrabnie pociągnął za odpowiednie sznurki, uruchomił potrzebne do zrealizowania swojego celu kontakty, co samo w sobie prawdopodobnie wystarczyłoby do tego, żeby nie dopuścić do mojego aresztowania. Poza nim w mojej sprawie ingerowało Sopportare, więc już w ogóle miałem wolność i oczyszczenie z wszelkich postawionych mi zarzutów zagwarantowane. Niemniej... trwało to i tak dłużej, niżbym przypuszczał. A ja nie miałem zielonego pojęcia, dlaczego.
Cały czas miałem nadzieję, że to nie jest w żaden sposób połączone z tym, z jaką zapalczywością mnie gonili. I tak, była to tak złudna nadzieja, jak to tylko możliwe. Ale jednak.
Na szczęście mimo ewidentnych dowodów przeciwko mnie, jakie przedstawiła nietypowa dwójka federalnych, Sopp miało swoje spojrzenie na tę sprawę. A że to oni zajmowali się sprawami nadnaturalnych... zatem mieli ostatnie słowo w tej sprawie. I zadecydowali o tym, że zostanę wypuszczony, na dość napastliwą prośbę federalnych - pod czasowym nadzorem ich ludzi.
Przynajmniej dostali zakaz gonienia mnie po mieście i naruszania mojej własności. Zatem mogli obserwować, kto do mnie przychodzi i z kim się spotykam, ale nie mogli mnie osobiście napastować.
Cóż, wygląda na to, że mimo wszystko w najbliższym czasie będę się mógł widywać z Kangsoo tylko w kawiarni siostry lub przy udziale osób trzecich...
No właśnie, Kangsoo.
Jak tylko mnie wypuścili i zwrócili kluczyki do samochodu, pojechałem do kawiarnio-cukierni Any, mając nadzieję, że przyjaciel jeszcze nie spanikował. Bo do upłynięcia umówionych dwóch godzin zostało mi raptem piętnaście minut. Szlag. Jeśli będą korki, jedyną nadzieją na jakieś moje wytłumaczenie przed mężczyzną będzie Ana. Pod warunkiem, że jest w kawiarni, bo ostatnio często jej nie było. Mia mówiła, że jest zajęta swoimi sprawami, ale nadal piecze. Po nocach w domu i zamówienia przywozi potem do kawiarni. Swoją drogą, ciekawe, co ją tak zajmowało...
Dotarłem do kawiarni na minutę przed upłynięciem umówionego czasu. Wystrzeliłem z samochodu jak poparzony, natychmiast rzucając się do drzwi wejściowych budynku i... wałem na Kangsoo.
- Hej - wysapałem, zziajany sprintem. Bezceremonialnie wepchnąłem mężczyznę z powrotem do środka. Wzrok mój i stojącej przy kasie Any się spotkały, a dziewczyna pokręciła lekko głową. Po czym klepnęła Mię w ramię i zniknęła na zapleczu. - Przepraszam za spóźnienie - zwróciłem się do mężczyzny, postanawiając później porozmawiać z siostrą, bo miałem dziwne wrażenie, że jest na mnie wkurwiona. Serio. Akurat dzisiaj musiała... No ale mniejsza.
- Wszystko w porządku? - zapytał Kangsoo, idąc za mną do lady. Miałem ochotę na coś słodkiego. I jakąś dobrą kawę Mii, a nie to słodkie ochydztwo ze Starbuckasa.
- Tak, oczyścili mnie z zarzutów - pochyliłem się nad gablotą z dzisiejszymi wypiekami. Zmarszczyłem brwi. Żadne z ciast i ciasteczek nie były zrobione przez moją siostrę. Albo dziewczyna straciła zacięcie do tworzenia tak skomplikowanych wypieków, jak to możliwe, w co jednak szczerze wątpiłem. Czyżby więc dopiero przyszła? Możliwe. Ale... No tak. Kangsoo.
Jednak nie, nie do końca miałem zamiar tłumaczyć mu to, co się stało. Dlaczego mnie w ogóle podejrzewali. Kiedyś... może. A tymczasem... trzeba grać na zwłokę. - Zeszło trochę dłużej, niż sądziłem. Mieli jakiś przestój z załatwianiem spraw aresztantów, niby kogoś niebezpiecznego złapali, czy coś... - tą niebezpieczną osobą byłem ja, no ale nieważne. To było mało istotne. - Ale jestem. Już nic mi nie grozi, bo nic nie znaleźli i nie znajdą przez ten miesiąc obserwacji...
- Jesteś pod nadzorem policyjnym? - Kangsoo wyglądał na przerażonego.
- No... tak wyszło - westchnąłem. - Ale to normalna procedura, nie martw się - starałem się zachować tyle nonszalancji w głosie, ile było możliwe. - Zrobisz mi jakąś dobrą kawę, Mi? - zwróciłem się do czarnowłosej, przywołując na twarz uwodzicielski uśmiech.

Kangsoo?

16.04.2020

Od Angeline CD Jugheada

Byłam szczęśliwa, że Jughead zgodził się i przystał na moją propozycję wspólnego nagrywania. Teraz musiałam tylko trzymać kciuki, żeby Żelki go polubiły i znosiły to, że będzie się u mnie pokazywał. Inaczej klapa i mój pomysł łeb strzeli. Cieszył mnie również widok Hot Doga bawiącego się z Judy. Suczka miała dzisiaj na sobie kremową bluzę z fioletowym grzbietem dinozaura i jak zwykle ubranko nie przeszkadzało jej w figlach z mopsem. Uroczo to wyglądało, moja energiczna Judy i leniwszy Hot Dog, któremu fałdki zabawnie podrygiwały przy prawie każdym ruchu.
Zanim odpowiedziałam Juheadowi na zadane pytanie, zdołałam wyjąć telefon i cyknąć brykającym pieskom zdjęcie.
- Co masz robić? - zwróciłam się chłopaka, delikatnie się uśmiechając. Zdążyłam jeszcze włączyć aparat i skierować go w moją stronę. - Bądź sobą – zaśmiałam się.
Odgarnęłam część włosów z twarzy, podniosłam wyciągniętą dłoń z telefonem i nacisnęłam przycisk do nagrywania.
- Cześć moje Żelki. Dzisiaj nietypowo, bo w plenerze, ale to nic nie szkodzi, prawda? - przywitałam się z moimi „widzami” i zrobiłam obrót wokół własnej osi, żeby pokazać im, gdzie dokładnie byłam. Mój wzrok padł na chłopaka stojącego nieco w tyle. Wyglądał mizernie i jakby się stresował.
- Mamy też dzisiaj gościa. Za mną stoi Jughead, o którym wam ostatnio wspominałam – ciemnowłosy dosyć niepewnie podniósł w górę dłoń jako oznakę przywitania. - Przyprowadził też ze sobą swojego psa! - zawołałam, po czym zmieniłam aparat. Pokazałam biegającą Judy z Hot Dogiem. Choć akurat wtedy mops dosłownie padł na ziemię z wyciągniętym językiem. Zaśmiałam się, po czym powróciłam do pokazywania mojej twarzy.
- Ogólnie to postanowiłam zrobić jutro Live i zabawimy się w Q&A, więc przygotujcie sobie na kartkach pytania. Do usłyszenia – pomachałam dłonią i wyłączyłam nagrywanie.
Odwróciłam się do wyraźnie zdezorientowanego Jugheada. - Już.
- I już?!
- No, tak – zaśmiałam się. - Nie no, żartuję. To pierwsza część. Nagrywam różne rzeczy w różnych miejscach, zależy od dnia. Więc… następnym razem nie stój jak kołek za mną, a staraj się coś opowiedzieć – wyjaśniłam mu, po czym delikatnie uderzyłam go w brzuch z pięści. Jednak zaraz po tym pogroziłam mu palcem. - Jest jedna zasada. Nigdy nie kłam na filmiku. Wolę się potem nie tłumaczyć Żelkom.
- Żelkom? Tak ich nazywasz? Żelki?
- Od „Jelly” w mojej nazwie! - zawołałam oburzona. Jak się nie podoba, to ma problem! Mnie nazwa bardzo przypadła do gustu.
Ruszyliśmy z Jugheadem i naszymi pupilami w głąb parku. Zaczęłam opowiadać mu o moich różnych spotkaniach z Żelkami oraz jak dokładniej moje filmiki wyglądają. Ani razu mi nie przerwał i słuchał mnie w zamyśleniu. Cieszyło mnie to, oznaczało to przecież, że jednak zależy mu na „zmianie”.
- Słuchaj, a nie możesz też po prostu znaleźć jakiejś pracy? Jak w sklepie? Lub w jakiejś restauracji? Masz motocykl, mógłbyś zawozić jedzenie.
To pytanie tak gwałtownie zrodziło się w moim umyśle, że postanowiłam od razu o tym wspomnieć. Potem bym pewnie zapomniała, a wolałam tego uniknąć. Widziałam, jak Jughead myśli nad odpowiedzą i ja również na nią czekałam. I wtedy poczułam gwałtowne szarpnięcie.
Nim się zdążyłam zorientować, torebka została wyrwana z mojego ramienia przez obcego mężczyznę, który w następnej kolejności zaczął z nią uciekać. Złodziej?!

Jughead?

14.04.2020

Thomas James Austin

"To, co wydaje się straszne, można przetrwać, ponieważ jesteśmy tak niezniszczalni, jak nam się wydaje"
AUTOR|| Mathew Bell
DANE || Thomas James Austin
WIEK || 25 lat

Od Floriana CD Estery

- Nie będę Cię zatrzymywać - powiedziała. Była przemoczona i trzęsła się, a szczęka drgała w niekontrolowany sposób.
- Właściwie to szedłem do domu. Mieszkam parę kroków stąd - wskazałem na uliczkę pełną bloków. Estera zerknęła tylko w tamtym kierunku. I tak pewnie wielkie krople deszczu ograniczały widoczność. W oddali rozległ się grzmot.
- Ulewa jeszcze potrwa - stwierdziłem - jeśli nie masz lepszego pomysłu, to może zajdziesz do nas i przeczekasz burzę? Kira na pewno będzie zadowolona - dodałem, obserwując jak psina dokładnie wącha spodnie Estery. Byłem prawie pewien, że się nie zgodzi. Przecież nawet mnie nie znała. Jednak pomyliłem się. Dziewczyna skinęła tylko głową, więc złapałem Kirę na smycz i ruszyłem w stronę domu. Pomyślałem, że zapewne nie zna okolicy, zwłaszcza, że dookoła widać było tylko bloki i niewielkie spożywczaki. Szliśmy szybko, żeby nie zmarznąć aż tak bardzo. Oboje byliśmy tylko w bluzach. Przez te zepsute lampy było ciemno jak diabli, więc musieliśmy mieć włączone latarki. Po chwili jedna zgasła. Byliśmy już pod blokiem.
- Szlag - mruknęła pod nosem, naciskając kilkakrotnie boczny przycisk telefonu - rozładował się.
- Jak wyjdziemy do środka dam Ci ładowarkę - powiedziałem, wystukując kod do klatki. Kilka stopni później byliśmy w mieszkaniu. Kira od razu pobiegła do pokoju Malii.
- Zapomniałem Ci powiedzieć, że nie mieszkam sam - powiedziałem. Dziewczyna zdołała wydusić tylko "och".
Zciągnąłem bluzę i powiesiłem na wieszak, wziąłem też bluzę Estery i powiesiłem na wieszak. Zajrzałem do pokoju siostry. Spała ze słuchawkami w uszach, a Kira już leżała skulona koło jej nóg. Zamknąłem drzwi.
- Mieszkam z siostrą. Śpi - dodałem.
Nie wiem czy ta informacja dała coś Esterze, ale dziewczyna uśmiechnęła się lekko - A łazienka jest obok, możesz wysuszyć włosy. Napijesz się czegoś ciepłego?
- Chętnie - skierowała się do łazienki - gorąca herbata byłaby super. Dzięki.
Gdy drzwi się zamknęły poszedłem przebrać się w suche ubrania do mojego pokoju. Później zrobiłem nam dwie herbaty i poszukałem ładowarki. Dziewczyna po paru minutach wyszła z łazienki, rozglądając się po wnętrzu.
- Masz mnóstwo roślin - stwierdziła, wchodząc do kuchni.
- Tak, są pomocne. Wnoszą energię do pomieszczenia.
Podałem jej kubek herbaty.
- Mam ładowarkę, powinna być dobra.
Estera podała mi telefon, podłączyłem i położyłem go na parapecie. Burza nie ustępowała.
- Mam nadzieję, że nie wyłączą prądu - powiedziała, spadając na jednym z krzeseł przy stole.
Nie minęła minuta, a w całym mieszkaniu nastała ciemność. Parsknąłem śmiechem, z drugiej strony usłyszałem tylko jęk niedowierzania.
- Co powiedziałaś?

<Estera?>

Od Jugheada C.D Angeline

Nie rozumiałem tego jej pomysłu z filmikami, nie wyobrażałem sobie, jak niby miałbym na to zarobić. Jednak, na pewno to coś lepszego niż złodziejstwo. Wsiadłem na motocykl i wróciłem do przyczepy. Po wejściu do środka wyprowadziłem psa na spacer i udałem się do pobliskiego sklepu. Kupiłem produkty pierwszej potrzeby, za skradzioną kasę, po czym wróciłem i przyszykowałem sobie kolacje. Przez cały czas myślałem o dziewczynie i o tym, co mi powiedziała. Zrobiło mi się nawet smutno, że nie miała rodziny. Chociaż może to i lepiej, że nie musiała wychowywać się w patologii, jaką ja miałem na co dzień.Usiadłem do laptopa, aby nieco rozeznać się na temat filmików, chociaż nie wiele mi to wszystko mówiło.Wstawiłem sobie wodę na kawę i, pomimo że byłem zmęczony, zabrałem się do pisania na maszynie.Napisałem zaledwie dwie strony, kiedy poczułem jak, zasypiam na siedząco. Zdjąłem z siebie ciuchy i wskoczyłem do łóżka, przykrywając się kołdrą. Zasnąłem. Obudził mnie dziwek budzika, zjadłem na szybko dwie kanapki i wypiłem kawę, spakowałem do plecaka książki i zeszyty, wsiałem szybki prysznic, ubrałem się i założyłem plecak. W pospiechu wyszedłem z psem na szybki spacer, po czym zamknąłem go w przyczepie. Wsiadłem na motocykl i pojechałem do szkoły.Lekko spóźniony zająłem miejsce przy ławce. Gdy nauczyciel od francuskiego wszedł, z radością oznajmił, że mamy dzisiaj sprawdzić. Jako że totalnie o nim zapomniałem, to nie była dobra wiadomość z samego rana. Rozdał na testy, postanowiłem liczyć na szczęście i trochę postrzelałem, oddając prace jako pierwszy. Moja mina była bezcenna gdy, dowiedziałem się, że mam to zaliczone. Na moje szczęście pozostałe lekcje były spokojniejsze, poza tym, że na matmie poproszono mnie do tablicy, a na chemii musiałem, pokazać swoją pracę domową, pisaną zaledwie dwie minuty, przed końcem przerwy. Zerwałem się, z ostatniej godziny, gdyż nie przepadałem za zajęciami tanecznymi. Wyjąłem telefon i napisałem do Angeline.

Jug: Przemyślałem, 15 widzimy się. 
Angeline: Super, weź ze sobą psa. 
Jug: Jasne. 

Wsiadłem na motocykl i wróciłem do przyczepy, zjadłem na szybko obiad, odgrzany w mikrofali. Odświeżyłem się lekko i przebrałem.Biała koszulka, ciemne jeansowe spodnie, skórzana kurtka gangu oraz moja ulubiona czapka w tych ciuchach czułem się najbardziej swobodnie. Sięgnąłem po obroże i smycz psa, po czym założyłem mu na szyje i wyszliśmy z przyczepy, udając się na umówione miejsce.Na szczęście zjawiłem się tam jako pierwszy, nie musieliśmy długo czekać, już po kilku minutach Hot Dog machał ogonem na widok Judy. Oba psiaki powracały się, po czym energiczna suczka pragnęła zaprosić psa do zabawy.
- Chyba się polubiły. - stwierdziłem.
- Tak, miłość od pierwszego wejrzenia-zaśmiała się dziewczyna.
Kucnąłem i spuściłem psiaka ze smyczy, Angeline zrobiła to samo. Od razu zaczęły razem biegać.
- Dawno nie widziałem Hot Doga biegającego.
- Wygląda komicznie.
- To fakt, pewnie zaraz będzie miał dość. No dobra to, co bierzemy się za te filmiki. Musisz mi jakoś to rozjaśnić co mam robić ?

Angeline? 

Od Angeline CD Jugheada

Myślałam, że będzie gorzej. W sensie…
Z tyłu mojej głowy tkwiła myśl, że z Jugheadem będziemy się czuli bardzo niezręcznie po tej naszej sprzeczce odnośnie do kradzieży. Myślałam też, że po niezbyt chętnym zgodzeniu się na kawę, wróci po prostu do domu. A ku mojemu zdziwieniu został, dał się namówić na „pokazanie pokoju” i w końcu oglądaliśmy nawet razem film! A raczej bajkę.
Leżeliśmy obok siebie na łóżku, a między naszymi nogami mój laptop, z którego leciał „Ostatni jednorożec”. Po skończeniu seansu wyszliśmy nawet z Judy na spacer.
Wtedy nadeszła prośba chłopaka, żebym coś więcej mu o sobie opowiedziała.
- Ty przynajmniej miałeś rodzinę… Jestem sierotą – westchnęłam, wzruszając ramionami. - Całe życie spędziłam w domu dziecka, a po skończeniu pełnoletności znalazłam mieszkanie u Cynthi.
- Nie… nie wiedziałem… - usłyszałam w jego głosie skruchę. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Skąd mogłeś wiedzieć? Teraz ci to mówię – zaśmiałam się. Przeniosłam swój wzrok na Judy, drepczącą po trawie i obwąchującą niektóre miejsca. - Skończyłam też szkołę fryzjerską, więc jak będziesz chciał, mogę się zająć twoimi włosami. I to za darmo!
- Dzięki, zapamiętam – chłopak odwzajemnił mój uśmiech. Poczułam, jak zalewa mnie fala zmęczenia. Uniosłam ręce w górę i się przeciągnęłam, ziewając.
- Jutro mamy wtorek… Masz jakieś plany?
- Tylko żeby przeżyć.
- Ale ty zabawny… - wymamrotałam. Wtedy zawołałam do siebie Judy, bo przyszła pora na powrót do domu. A w mojej głowie zaświtał pewien pomysł.
- Mam pomysł odnośnie do twoich „zarobków”, ale nie wiem, czy się zgodzisz – powiedziałam, podnosząc yorka na ręce. Po minie Jugheada domyśliłam się, że trochę go zainteresowałam. Jednak spojrzenie mówiło: „Blefujesz”. Na mojej twarzy zagościł chytry uśmieszek.
- Wbrew pozorom nie zarabiam tak mało na moich filmikach. Choć, przyznaję, dopiero od niedawna – wyjaśniłam, robiąc powolne kroki w stronę powrotną do domu. Jednak po tym zamilkłam i czekałam na reakcję ciemnowłosego. Zagrodził mi drogę, nie pozwalając wejść do klatki schodowej i wyczekując dalszych objaśnień.
- Do sedna, Angeline. Do sedna – założył ręce na torsie i przez chwilę wyglądał jak jakiś ochroniarz, niepozwalający mi wejść do klubu, bo byłam za młoda. Od razu wybuchnęłam śmiechem, odwracając się od chłopaka. Byłam pewna, że akurat wtedy czuł się zdezorientowany i się w zasadzie mu nie dziwiłam.
Opanowałam się po minucie śmiania. Wzięłam kilka głębokich oddechów i odstawiłam Judy na ziemię.
- Możesz przez pewien okres ze mną współpracować. W sensie, nagrywać ze mną filmiki. Wtedy mogę ci dawać część pieniędzy – minęłam Jugheada i po wpisaniu kodu do domofonu, otworzyłam drzwi do bloku. Chłopak spoglądał mi prosto w oczy. Dostrzegłam u niego zawahanie i niepewność, ale nic mi na to nie odpowiedział. Oczywiście mógł wiedzieć albo nie, ale kryłam za tym chęć kontynuowania naszej znajomości, która rozpoczęła się w dość gwałtowny sposób, a, kto wie, mogła się rozwinąć w cokolwiek innego.
- Pomyślę nad tym – odpowiedział w końcu. Skinęłam na to głową. Domyśliłam się, że musi na ten temat pomyśleć, ale w duchu oczekiwałam pozytywnej odpowiedzi.
- Jeśli się zdecydujesz, to spotkajmy się w Pioneer Square o piętnastej. Obok food trucków przy Occidential Square. Możesz przyjść z Hot-Dogiem.
Skinął głową jako odpowiedź. Wtedy też się pożegnaliśmy.
Wróciłam z Judy do mieszkania, w progu przywitały mnie chytre uśmiechy Miami oraz Filipa. Powtórka z rozrywki…
- Już ze sobą chodzicie? - Miami poszła prosto z mostu. Starałam się zachować spokój, żeby nie zdradzić, jak to pytanie mogło na mnie wpłynąć, ale tym razem kiepsko mi chyba wyszło.
- Idę spać! - zawołałam jako pretekst, żeby dali mi spokój. Minęłam ich i weszłam po schodach na górę, żeby następnie zamknąć się w pokoju i przygotować do snu.

Jughead?

Od Jugheada C.D Angeline

Może niepotrzebnie tak ostro zareagowałem. Chwilę mi zajęło, za nim wściekłość ustąpiła. Angeline pokazała mi swojego pieska imieniem Judy. Była to słodka mała suczka, zdziwiło mnie jej zaproszenie na kawę. Tym bardziej jej reakcja nie dało się ukryć, gdy na jej twarzy pojawiły się urocze wypieki. Zdałem sobie sprawę, że chyba zależało jej, abym przyszedł, choć nie miałem w zwyczaju przyjmować takich zaproszeń, tym razem zrobiłem wyjątek.
- No dobra, nie wypada chyba odmawiać.
Dziewczyna uśmiechnęła się, a jej humor w momencie się poprawił, niemal oboje już zapomnieliśmy o naszym nieporozumieniu.
Wsiedliśmy na motocykl, Judy grzecznie ułożyła się w torebce dziewczyny. Jako że miałem przyjemność ją odwozić już raz do domu, bez problemu trafiliśmy.
- Mam nadzieję, że twoi współlokatorzy nie będą mieli nic przeciwko.
- Nie przecież już znasz Filipa i Miami,jeszcze Cynthia z nami mieszka jest włascicielką.
- No dobra, ale jeśli będzie drętwo, to wychodzimy - uśmiechnąłem się lekko.
- Jasne. - dziewczyna wyjęła Judy z torebki i przeszliśmy się jeszcze, aby suczka nie marudziła zaraz, że znowu chce wyjść na dwór.
- Myślę, że hot- dog by ja polubił, jest w sumie tylko troszkę drobniejsza od niego.
- Możemy kiedyś razem wyjść przecież z naszymi psami razem.
Przez chwilę uciekłem myślami, to zabrzmiało jakby, chciała się ze mną częściej spotykać, w sumie nie miałem nic przeciwko, abyśmy lepiej się poznali. Weszliśmy na klatkę po czy Angelina otworzyła drzwi do mieszkania.
- Cześć już jestem-oznajmiła wesoło.
- Super masz wszystkie zakupy? - krzyknął Filip.
Angeline, jakby się zawiesiła na chwilę.
- Mam nadzieje, że mnie nie powiesisz, ale trochę plany zmodyfikowałam.
Nagle wyszła do nas dziewczyna o jasnych krótkich włosach, jak mogłem się domyślić była to
Cynthia, bo tylko jej jeszcze nie znałem.
- Cynthia to jest mój znajomy Jughead, zaprosiłam go do nas na kawę.
- Cynthia-dziewczyna podała mi rękę.
Poszliśmy wszyscy do kuchni, Miami wstawiła wodę i usiedliśmy do stołu, przez chwilę zrobiło się niezręcznie, jednak temat się nieco ożywił jako, że Cynthia pracowała w jako księgowa. Wspominała coś w międzyczasie o małej biblioteczce w domu, Filip i Miami cały czas dociekliwie dopytywali się, o to co ich ominęło. Angeline zaś podała nam kawę i postawiła na stole kilka ciastek. Gdy nasze filiżanki opustoszały, dziewczyna zwróciła się do mnie ożywiona.
- Może chcesz zobaczyć mój pokój. Pokaże Ci, gdzie nagrywam.
- Jasne. - oboje wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy kroki do jej pokoju.
- Siadaj-dziewczyna wskazała na łózko, sięgnęła laptopa i zajęła miejsce obok mnie.
Pochwaliła się kilkoma filmikami, patrząc na moją reakcje, ja zaś tylko uśmiechałem się lekko, udając zainteresowanego.
- Lubisz oglądać filmy ?
- Tak ...
- Kiedyś jak byłem jeszcze dzieciakiem, to było kino samochodowe, zawsze tam się wkradałem i oglądałem za darmo filmy... Może coś obejrzymy razem ? Jaki gatunek lubisz ?
- Bajki no i komedie. Jak coś mam nawet kolekcje, filmów, możesz sobie przejrzeć.
Przejrzeliśmy razem całą listę i w sumie padło na jedną z ulubionych bajek Angeline. Czasami trzeba się odmóżdżyć, więc mały powrót do dzieciństwa dobrze nam zrobił. Nie obyło się bez kilkukrotnego wparowania zaciekawionej Miami do pokoju, która skutecznie nam przerywała. Było to dość zabawne, gdy bajka dobiegła końca jednogłośnie zdecydowaliśmy udać się na spacer z Judy.
- Dzięki za kawę i bajkę-zaśmiałem się.
- Nie masz, za co to w ramach przeprosin.
- Już się nie gniewam. Może powiesz mi coś więcej o sobie. O mnie już wiesz, że jestem bandytą z rozbitej rodziny i mieszkam w przyczepie.


Angeline ?

Od Anzaia C.D Elizabeth

Nienawidziłem demona w sobie, nienawidziłem siebie. Znowu zrobiłem z siebie kreatyna. Gdy tylko leki przestały działać już na tyle, że mogłem wstać, wsiadłem do auta i ruszyłem. Chciałem jej pomóc, a omal nie wpakowałem ją w śmiertelnie niebezpieczną sytuację. Gdy dotarliśmy na miejsce, zatrzymałem auto.
- To tutaj ? -
- Tak, dzięki za podwózkę.
- Nie masz za co dziękować, przepraszam, że tak wyszło. - schyliłem głowę, usiłując nie patrzeć na dziewczynę.
- Nic się, nie stało.
- Powinnaś już, iść-oznajmiłem spokojnie.
Elizabeth wysiadła z auta i zamknęła za sobą drzwi, po czym skierowała kroki w stronę miejsca swojego zamieszkania. Ruszyłem z powrotem domu. Po drodze słuchałem muzyki i myślałem, naprawdę dużo. Cały czas zastanawiałem się, dlaczego krew wilkołaka zadziałała na moje zmysły. Nie wytrzymałem, zjechałem na bok, wyjąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem do Kiriko. Opowiedziałem mu o całym zdarzeniu. Jego reakcja ani trochę mi się nie spodobała, oznajmił, że muszę jak najszybciej zjawić się w ONLO za nim komuś stanie się krzywda. Zapewnił mnie, że załatwi mi tydzień urlopu, aby mogli mnie spokojnie przebadać. Wsiadłem ponownie do auta, podjechałem do domu, zgarnąłem z niego tylko najpotrzebniejsze rzeczy, po czym ruszyłem w długą trasę. Pi czterech godzinach zrobiłem sobie szybki postój. Zatrzymałem się na stacji, zatankowałem auto i kupiłem coś do jedzenia. Po kolejnych trzech godzinach w końcu dotarłem na miejsce.
Gdy wszedłem na teren obiektu badawczego, czekał tam na mnie już mój doktor.
- Witaj Anzai, dawno Cię tutaj nie było.
- Widocznie zbyt dawno doktorze.
- Kiriko opowiedział mi o sytuacji, którą się martwisz. Twój pokój jest wolny, zaczniemy o świcie badania, musisz być wypoczęty.
- Jasne już tam idę.
Nie miałem zbyt chęci na rozmowę, byłem stresowany. Znałem to miejsce zbyt dobrze, kojarzyło się głównie z bólem i cierpieniem. Niechętnie tutaj wracałem, ale Ci lekarze pomagali mi żyć normalnie, odpowiadali na moje pytania, oraz produkowali lekarstwo. Otworzyłem drzwi i rzuciłem torbę w kąt, położyłem się na łóżko. Te ściany przywoływały wiele wspomnień. Pomimo że ciężko było mi zasnąć, w końcu pozwoliłem sobie na odpoczynek.Gdy pierwsze promienie słońca wpadły i rozjaśniły pomieszczenie, otworzyłem oczy. Wziąłem szybki prysznic, założyłem na siebie białą koszulkę i spodnie oraz sportowe buty, po czym udałem się do specjalnego pomieszczenia. Wyglądało ono jak cela, poniekąd właśnie nią było. - Jak się dzisiaj czujesz ? - spytał Kiriko
- Dobrze, myślę, że jestem gotowy.
Mężczyzna najpierw zmierzył mi ciśnienie i temperaturę, po czym pobrał krew. 
- Wszystko w normie. Temperatura 26 stopni. Teraz Ci wszczepie czipa, który bd monitorował wszystko. - Wziął strzykawkę z grubą igłą, po czym nakłuł mi kark. Wyszedł z pomieszczenia, zamknął kraty, usiadł z komputerem, sprawdzając czy wszystkie dane są przekazywane.
- I jak ? - spojrzałem na niego.
- Powiedz, jak będziesz gotowy.
- Jestem.
Wziął ze skrzynki torebkę wypełnioną krwią. Zrobił w niej małą dziurkę, słodka ciecz kapała na ziemie. Poczułem cholerne ciepło, oczy zaczęły zmieniać kolor, kły i pazury urosły. Szybko zdjąłem koszulkę z pleców wyrosły skrzydła. Czułem głód, rzuciłem się na karty, wydając z siebie warkot, usiłując sięgnąć choć krople, aby ugasić potworne pragnienie. W pewnym momencie usiłowałem zniszczyć karty, byłem gotowy zrobić wszystko.
Nie było mowy o tym, abym się sam uspokoił, chociaż bardzo chciałem. Po ponad godzinie Kiriko wziął broń, strzelił w moją stronę, gdyż powoli kraty zaczynały się uginać i słabnąć. Poczułem ukucie, spojrzałem na nogę, w którą wbiła się strzykawka. Po chwili transformacja zaczęła się cofać, usiadłem na podłodze, oddychając ciężko.
- Twoja reakcja na ludzką krew jest w normie, ale widać nie piłeś dawno, szanuje to.
- Od tamtego wypadku.
- Niestety, wiem, gdybyś nie zasmakował krwi wtedy, byłoby łatwiej.
- Nie chce tego pamiętać-spuściłem głowę.
Kiriko nie był dobrym przyjacielem, drążył temat, przywołując koszmar.
- To przykre, że zabiłeś i wypiłeś ostatnią kroplę krwi ze swojej ukochanej narzeczonej.
Wszystko we mnie się gotowało znowu miałem przed oczami tę scenę.- Dobrze masz godzinę odpoczynku, potem wrócimy do dalszej części testów. - uśmiechnął sie, po czym podał mi tackę z jedzeniem. Był na niej groszek, ziemniaki i kawałek indyka.
- Jasne, dzięki. - Powoli zabrałem się za posiłek, choć nie bylem głodny musiałem mieć siłę. Chciałem jak najszybciej wrócić do pracy i, pomimo że ostrzegano mnie, iż mogę zapaść w śpiączkę przy takim natężeniu transformacji, jakie mnie dzisiaj czekało chciałem zrobić wszystko w jeden dzień zamiast w tydzień.Gdy Kiriko się zjawił, sprawdzaliśmy moje reakcje na kilkanaście innych rodzajów krwi. Jak się okazało, miałem słabość do ludzkiej, i wszelakich mieszanek, czyli jeśli ktoś nawet w małym procencie był człowiekiem, moja transformacja przebiegała wolniej i łagodniej, ale miała ona miejsce. Najdziwniejsze było to, że wszystkie próbki na krew wilkołaków wypadły negatywnie, nie miała miejsce ani jedna transformacja.
- Jesteś pewny, że ta dziewczyna to czysty wilkołak. - spojrzał podejrzliwe na mnie.
- Tak.
- Niestety mam pewną teorie, która Ci się nie spodoba.
- Słucham jaka ?
- To nie był transformacja na jej krew.
- Co, przecież czułem.
- To była powolna transformacja, jak sam powiedziałeś, uważam, że to było pożądanie, to normalne jesteś dorosłym facetem i też potrzebujesz kontaktu fizycznego z kobietą. Jednak dobrze wiesz, że to niemożliwe, zdajesz sobie sprawę,, jak zginęła twoja ukochana. Dla twojego dobra unikaj tej dziewczyny, aby nie skończyła jak Tamara.Wziąłem głęboki oddech, gdy wypuścił mnie z celi, pokazał wszystkie wykresy, wyjaśnił wszystko, to był ponad godzinny wykład. Uświadamiający mnie o powadze sytuacji. Musiałem unikać Elizabeth. Nazajutrz wróciłem do domu, zasiadłem do komputera i zacząłem przeglądać wszystkie dokumenty. Po chwili niemal zamarłem. Wszystko wskazywało na to, że grupa wampirów właśnie rozpoczęła polowanie na wilkołaki. Dotarło do mnie, że Elizabeth, może stać się ich celem. Skontaktowałem się z dwuwładztwem i przekazałem im zebrane informacje. Moje spokojne siedzenie za biurkiem dobiegło końca. Dostałem rozkaz, aby mieć na oku wszystkich, którzy mogli stać się kolejnymi ofiarami.

Elizabeth ?

13.04.2020

Od Elizabeth CD Anzaia

Patrzyłam na mężczyznę z niedowierzaniem. Cholera, za dużo informacji jak na jeden raz. Zagryzłam wargę, rozglądając się dookoła, szukając jakiegoś wyjścia z tej sytuacji... dla mnie dość niezręcznej z resztą.
Pomyślałam, czy może nie zadzwonić jednak do Aarona. Mógł po mnie przyjechać, nie zawracałabym już wtedy głowy Anzaiowi, który ewidentnie źle reagował na... mnie. I nie chodziło tu nawet o to, że dla niego to było niefajne, tylko bardziej myślałam w tamtym momencie o tym, że w zasadzie to ja znajdowałam się teraz w niebezpieczeństwie. Dziwny moment sobie wybrał mój instynkt samozachowawczy, żeby przypomnieć o swoim istnieniu.
Wilk we mnie najeżył sierść, a w moim gardle narastał głuchy warkot. Zdołałam jednak stłumić moje wewnętrzne instynkty i nie zrobić z siebie idiotki na oczach... no właśnie.
Spojrzałam w bok. Nie widziałam, by ktoś zainteresował się naszym nagłym postojem. Samochody mijały nas i nawet nie fatygowały się, by zwolnić i zapytać, czy nic się nie stało.
Kochałam tą ludzką empatię.
- Słuchaj... - zaczęłam cicho. Ukucnęłam przy mężczyźnie. - Jeśli dalsza podróż ze mną miałaby być dla ciebie problemem, mogę zadzwonić do przyjaciela. Na pewno przyjedzie, a ty będziesz mógł na spokojnie wrócić do domu...
- Nie, jest w porządku - mruknął, próbując wstać. Zachwiał się jednak przy tym, a ja, próbując go przytrzymać, omal nie poleciałam za nim. Na szczęście udało mi się w końcu jakoś utrzymać równowagę, dzięki czemu żadne z nas nie zaliczyło bliskiego spotkania z ziemią.
Spojrzałam na Anzaia krytycznie. Na moje oko jego stan nie nadawał się do tego, żeby zaraz wsiadał za kierownicę i szczerze wątpiłam, by miało to ulec zmianie w ciągu najbliższych kilkunastu minut. Choć, z drugiej strony, nie miałam bladego pojęcia, jak ten jego lek działa. W ogóle pierwszy raz słyszałam o podobnej jemu hybrydzie, nie miałam więc pojęcia, czego mogę się po nim spodziewać. Gdyby lekarstwo jednak nie zadziałało czy coś...
Powoli zaczynałam żałować, że dzień rozpoczęłam od obalenia połowy butelki whisky. Przede wszystkim myślałabym teraz składniej, ale przy okazji mogłabym wsiąść za kierownicę. Odwieźć Anzaia do domu, po czym jednak zadzwonić do Aarona, żeby mnie odebrał. Miałam jednak obawy, czy będę w stanie jechać prosto...
Westchnęłam ciężko, prostując się i sięgając do tylnej kieszeni spodni po telefon, który tam wcześniej włożyłam. Sprawdziłam godzinę. Dochodziło południe, a moje psy nadal nie były na spacerze. Cholera... Jeszcze chwila i Link rozniesie mieszkanie, a Aaron mnie za to zabije.
No właśnie. W sumie... to dziwne, że jeszcze ani razu nie zadzwonił.
Nie miałam jednak okazji zastanowić się nad tym głębiej, bo mniej więcej w tym momencie Anzai również wstał. Przeczesał włosy palcami i rzucił, ruszając do samochodu:
- Już mi lepiej. Możemy jechać.
Po raz pierwszy mój instynkt samozachowawczy pamiętał o tym, że powinien w podobnej sytuacji zadziałać. Naprawdę nie byłam przekonana, czy wsiadanie do samochodu z osobą, która dopiero co zdawała się zupełnie roztrzęsiona i niezdolna do prowadzenia pojazdów, jest dobrym pomysłem...
Mimo to wsiadłam do samochodu.

Anzai?
Szablon
synestezja
panda graphics