Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angeline&Jughead. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angeline&Jughead. Pokaż wszystkie posty

14.07.2020

Od Angeline CD Jugheada

Moje serce nie chciało się uspokoić. Waliło mi w piersi jak po jakimś maratonie. A przecież Jughead tylko mnie pocałował…
Pisnęłam w duszy, nie chcąc budzić całego budynku.
Może i był to tylko delikatny całus, ale jednak sprawił, że moje ciało płonęło. I w pewien sposób nie chciałam, żeby tylko na tym się skończyło. Czułam się dziwnie. Tak, jak kiedyś, kilka dobrych lat temu. Zanim miałam swojego pierwszego chłopaka.
Nie mówcie, że się zakochałam.
Po pocałunku może i spojrzałam się na niego jak na idiotę. Może i nastała między nami niezręczna cisza. Ale nie chciałam, żeby się ode mnie odsuwał. Od razu zrobiło mi się zimniej.
Oddał mi telefon, mówiąc, że znowu mogę z niego korzystać. Darowałam sobie zaglądanie w wiadomości, bo nie chciałam wiedzieć, co Podglądacz wypisywał do mnie… lub do Jugheada.
Delikatnie przeskanowałam ekran główny, dopatrując jakichś zmian, ale żadnej nie zauważyłam.
Za to zmartwiła mnie inna rzecz. Już pomijając moje wcześniejsze zbliżenie z brunetem.
- Jughead… nawet nie wiesz, jaka jestem ci wdzięczna. Ale nie musisz tego robić. To za dużo…
- A wolisz, żeby dalej podglądał cię przy rozbieraniu?
- No… nie… Ale nawet nie wiem, jak mogłabym ci się odwdzięczyć – Czułam się bezsilna i zadłużona.
- Nie musisz. Ty również wiele dla mnie zrobiłaś. Jutro będzie po wszystkim.
- A moje zdjęcia, które miał wrzucić do internetu? - zmartwiłam się. Przecież groził, że je udostępni, jak tylko zniszczą kamerkę.
- Nie ma takiej odwagi – powiedział. Usiadłam na łóżku i głęboko odetchnęłam. Czułam wewnętrzną ulgę. Bardzo się ucieszyłam, że miałam takiego znajomego, jak Jug. No i nie żałowałam, że mu powiedziałam o tym podglądaczu.
Wtedy drzwi do mojego pokoju się uchyliły, a do środka weszła Judy. Przez tę sprawę kompletnie o niej zapomniałam. Sunia podeszła do mnie i cicho zaskomlała, siadając pod moimi nogami. Schyliłam się i wzięłam ją na kolana. Szczęśliwa zamerdała ogonkiem, podnosząc się i chcąc mnie polizać po twarzy. Czule ją gładziłam, a ona się cieszyła. Tego mi było trzeba, nie ukrywam.
- Jug, idziesz ze mną na spacer? Wypadałoby wyprowadzić Judy – zapytałam chłopaka. Głównie dlatego, żeby jeszcze nie wracał do siebie. Chciałam spędzić z nim jeszcze trochę czasu.
- Jasne, czemu nie.
- A więc wyjdź na chwilę, muszę się przebrać – zaśmiałam się, szeroko uśmiechając.

Jughead?

11.07.2020

Od Jugheada CD Angeline

Angeline nie wyglądała najlepiej była przerażona. Przytuliłem ją i zacząłem głaskać po głowie aby ją uspokoić. Co chwila przychodziły wiadomości od podglądacza. Czułem się bezradny w tej sytuacji. Nie mogłem jej jednak tego okazać, potrzebowała mojego oparcia, a ja byłem gotów zrobić wszystko by czuła się bezpiecznie. Zdziwiła mnie jej propozycja, uśmiechnąłem się tylko i delikatnie pocałowałem ją w czoło.
- Śpij, o mnie się nie martw wszystko ogarnę.
Dziewczyna położyła się na łózko a ja zasłoniłem okna. Wziąłem jej telefon do reki i poprosiłem by podała mi hasło. Zrobiła to bez wahania, sięgnąłem kartkę i długopis usiadłem przy biurku zapalając lampkę i spisałem numer. Odpaliłem laptopa dziewczyny i podłączyłem do niego telefon. Tak jak się spodziewałem, podglądać miał do niego dostęp. Wyciszyłem go aby Angeliny nie budziły kolejne przychodzące wiadomości. Przeszukałem dokładnie jej pokój a następnie całe mieszkanie. Starając się nie obudzić jej współlokatorów. Przez niemal całą noc usiłowałem odciąć dostęp podglądaczowi. Nad ranem powiadomiłem o tym Filipa był on znacznie lepszy w tych informatycznych sprawach niż ja. Piliśmy razem kawę i pracowaliśmy nad złamaniem kodu. Około dziewiątej rano wszyscy wstali i zebrali się na śniadanie które przygotowała Mia dość mocno zaskoczeni moją obecnością. jednak nikt nie miał zamiaru tego komentować. nagle Filip krzyknął.
-Mamy to Jug !
Spojrzałem na niego posyłając mu uśmiech, teraz pozostało mi tylko odnaleźć podglądacza. Jedno było pewne telefon, i komputer Angeline były czyste a kamery ukryte w mieszkaniu zniszczone.
Po śniadaniu wraz z Angeline udałem się do jej pokoju, odsłoniłem zasłony i uchyliłem okno aby nieco wywietrzyć pokój.
- Jest dobrze - oznajmiłem i posłałem je ciepły uśmiech.
Dziewczyna podeszła do mnie objęła mnie i przyłożyła głowę do mojej klatki.
- Dziękuje Jug. - szepnęła i spojrzała mi w oczy.
Poprawiłem kosmyk włosów z jej twarzy i zobaczyłem jak jej policzki lekko się rumienią.
Nie wiele myśląc lekko podniosłem jej podbródek i przybliżyłem swoją twarz poczułem jak serce zaczyna mi walić jak szalone. Delikatne musnąłem ustami jej usta, składając na nich lekki pocałunek. Ponownie spojrzałem w jej oczy.
- Nie musisz dziękować. - szepnąłem a między nami nastała niezręczna cisza.
Odsunąłem się od niej usiadłem przy biurku i oddałem jej telefon.
- Możesz śmiało już korzystać, znajdę tego kolesia, i wybije mu z głowy takie zabawy.

Angeline?

6.07.2020

Od Angeline CD Jugheada

Kiedy spojrzałam na wyświetlacz komórki, żeby przeczytać kolejną wiadomość od Podglądacza, łzy stanęły mi w oczach. Zasłoniłam usta dłonią, żeby tylko nie wydobyć z siebie szlochu. Głos ledwo wydobywał się z mojego gardła.
- „Jeśli zniszczysz tę kamerę lub zawiadomisz policję, wstawię do internetu twoje zdjęcia w bieliźnie. Przecież wiesz, że takie mam, Kiciu”…
Po moim ciele przeszły dreszcze. Nie wiem, czy to ze strachu, czy stresu, było mi wszystko jedno. Miałam tylko nadzieję, że to jakiś mój sen i po chwili się obudzę w łóżku z Chudym obok.
- Ma takie zdjęcia? - padło pytanie ze strony Jugheada. Po screenach rozmowy z nim, które wcześniej mu wysyłałam, powinien wiedzieć, że tak. Chociaż sama teraz nie byłam pewna. Po chwili znowu poczułam wibracje w moim telefonie, a do mnie przyszła kolejna wiadomość od Podglądacza. A raczej zdjęcie. Moje zdjęcie…
- Cholera! - krzyknęłam i rzuciłam telefon na łóżko. Natychmiastowo zakryłam dłońmi swoje usta, w nadziei, że nie obudziłam swoich współlokatorów. A potem rozpłakałam się na dobre. Poczułam, jak ktoś mnie obejmuje i mocno do siebie przytula. To musiał być Jughead, nikogo innego ze mną nie było. Wzięłam dłonie z twarzy i objęłam nimi jego ciało. Pozwoliłam łzom wsiąkać w koszulkę chłopaka. Czułam, jak kładzie swoją rękę na mojej głowie i delikatnie ją gładzi. W ten sposób pewnie chciał mnie uspokoić. Dobrze mu szło. Po kilku minutach już nie płakałam, ale nie miałam najmniejszej ochoty odklejać się od szatyna, żeby potem spojrzeć w telefon i po raz kolejny się rozpłakać. Czułam się z tym fatalnie i nie wiedziałam, co zrobić.
- To, co zrobimy? - zapytałam. Miałam nadzieję, że mój głos dał radę przebić się do uszu motocyklisty.
- Coś na pewno. Nie może przecież to tak zostać.
- Mhm…
Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze.
- Nie zostawiaj mnie dzisiaj samej… - szepnęłam, ale bardziej do siebie, niżeli Jugheada. Gdyby to usłyszał, nie tylko bym się zawstydziła, ale również nie mogłabym spojrzeć mu w oczy.
Czułam się słaba. Bardzo słaba, a na dodatek mała. Niczym muszka, która wpadła w pajęczynę pająka. Nie mogę się ruszyć ani odlecieć, a za chwilę pojawi się pajęczak, żeby mnie zjeść. I mnie nie będzie. Zniknę z tego świata i nikt się nie przejmie, bo byłam zwykłą muchą.
Robiło mi się coraz goręcej, więc powoli zaczęłam się odklejać od ciała chłopaka. Z drącą ręką sięgnęłam po telefon leżący na łóżku i sprawdziłam godzinę. Było bardzo późno. Zaczęło robić mi się głupio, że ściągnęłam go o tak późnej – lub teraz „wczesnej” - porze.
- Chcesz zostać u mnie i się trochę zdrzemnąć? - zapytałam, podnosząc nieśmiało głowę, żeby spojrzeć na motocyklistę.

Jughead?

2.06.2020

Od Jugheada CD Angeline

Odwiozłem Angeline do domu, chwile czekałem aby upewnić się, że bezpiecznie wejdzie do mieszkania. Odpaliłem motocykl po czym wróciłem do swojej przyczepy. Odwiesiłem kurtkę na wieszak. Usiadłem na kanapie i wziąłem psa na kolana. Uświadomiłem sobie, że na prawdę polubiłem tą dziewczynę. Przestałem czuć się samotny, chciało mi się wstawać rano z łózka, chodzić do szkoły, pisać. Czułem się szczęśliwszy, gdy była obok mnie, złapałem się na tym, że co jakiś czas zerkałem na telefon czy aby nie napisała. Przeglądałem jej filmiki i nie mogłem doczekać się kolejnego spotkania. Gdy nagle mój telefon zabrzmiał, spojrzałem od razu na wyświetlacz. Tak to była wiadomość od niej.
Angeline: Kiedy nasza 2 próba do nagrywarek ? 
Uśmiechnąłem się sam do siebie, szybko przemyślałem odpowiedź. Nie mogłem zawalić szkoły, ani mojego pisania, opowiadań. Chociaż chciałbym z nią spędzać każdą wolną chwilę. Tak uświadomiłem sobie, że naprawdę ta dziewczyna mi się podoba. 
Jughead: Hmm...Jutro mam zajęcia, potem chciałem popisać trochę opowiadań, gdyż dzisiaj już nie mam na to siły. 
Angeline: Rozumiem, to kiedy by Ci pasowało, nie musi być jutro przecież. 
Jughead: Jeśli chcesz może jutro pójdziemy na spacer z psami wieczorem razem ? 
Angeline: Dobra, tylko nie wiem czy mam wolny wieczór ale spiszemy się jeszcze okey ?
Jughead: Jasne ! 
Odłożyłem telefon na bok wstałem i wyszedłem na dwór wraz z mopsem. Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem paczkę papierosów. Wziąłem jednego i zapaliłem. Pies w tym czasie szybko załatwił swoje potrzeby. Wróciłem do środka, wstawiłem wodę na herbatę i poszedłem się wykąpać. Zasiadłem do swoich opowiadań. Moje zdziwienie było ogromne gdy o trzeciej w nocy na wyświetlaczu mojego telefonu pojawiła się wiadomość od dziewczyny. 
Angeline: Jug śpisz ? 
Jughead: Nie... pisze opowiadania, coś się stało ?
Angeline: Nie, spać nie mogę. 
Jughead: Dlaczego ? 
Angeline: Mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, zaczynam się bać. 
Jughead: Może to twoja wyobraźnia ?
Angeline: Nie ...*screen rozmowy z obserwującym*
Czytałem i byłem przerażony, dlaczego nie powiedziała mi o tym od razu. To pisanie z typem trwało dobre kilka godzin i wiadomości były coraz bardziej przerażające. Poderwałem się szybko ubrałem i wsiadłem na motocykl, w tej sytuacji chyba jutro nie zjawie się w szkole. Byłem na miejscu już po kilku minutach. 
Jughead: Otwórz okno !
Zobaczyłem jak dziewczyna podchodzi o otwiera okno, wspiąłem się po rynnie po czym wlazłem do jej pokoju. Coś do mnie mówiła, ale ja od razu zabrałem się do przeszukiwania jej pokoju. Nic nie mogło umknąć mojej uwadze, po chwili znalazłem małą ukrytą kamerkę na oknie była sprytnie schowana w doniczce. W tej samej chwili telefon Angeline zawirował. Spojrzałem na nią.
- To on prawda ? 
Skinęła głową po czym zaczęła czytać wiadomość podglądacza na głos. 

Angeline?

16.05.2020

Od Angeline CD Jugheada

Stałam jak wmurowana w beton z delikatnie otwartą buzią i jak zwykle nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Czy kiedyś słowa Jugheada aż tak mnie nie zdziwią i będę mogła mu normalnie dać odpowiedź? W końcu delikatnie się uśmiechnęłam, zakładając pasmo włosów za ucho.
- Nie zależy mi, żeby moje filmy były nie wiadomo jak skomplikowane. Chcę po prostu opowiadać o moim życiu naturalnie, a nie sztucznie. Poza tym nie nagrywam na YouTube, tylko na Snapa i Instagrama – wyjaśniłam. Zdążyłam również wziąć Judy na swoje kolana i delikatnie gładzić ją po głowie. - Tyle mi wystarczy.
- No dobra, jak wolisz – szybko odparł. Zrobił nam jeszcze po kawie, gdy ja w tym czasie przeglądałam portfel. Oprócz drobniaków, nic mi raczej nie zginęło. Nawet karta kredytowana siedziała w swoim miejscu, zapakowana między inne wizytówki i kartki, które kiedyś podostawałam i nie chciałam wyrzucać. Może zlękli się takiej ilości i postanowili sobie darować? Dla mnie to i tak lepiej. Chociaż…
- Nie wiem, czy nie powinniśmy zgłosić tamtych ludzi na policję… - zaczęłam i poczułam czyjś wzrok na sobie. Ciemnowłosy wpatrywał się we mnie z uniesionymi brwiami.
- No co? W końcu to była kradzież…
- Daj już spokój. Odzyskaliśmy torebkę i twój portfel, a najwyżej sam dam im potem nauczkę.
- Nie zgadzam się.
Woda na kawę zaczęła się gotować, więc chłopak wyłączył czajnik.
- Dlaczego? - zapytał, wlewając do kubków przygotowany wrzątek.
- A po co masz to robić? Policja może ich aresztować.
- Lub olać bez dowodów. W końcu odzyskałaś swoje rzeczy. Naprawdę chcesz się ze mną sprzeczać w tej sprawie?
Nie mam najmniejszej ochoty… A więc z westchnięciem schowałam swój portfel do torby i położyłam ją na podłodze. Oparłam się o kanapę i odchyliłam nieznacznie głowę do tyłu.
Być może wcześniej tego nie dostrzegłam, ale w przyczepie Jugheada było nawet spokojnie. I dosyć przyjemnie.
Ziewnęłam, a wtedy chłopak przystawił mi pod nos parujący kubek z kawą.
- Dziękuję – rzekłam. Podmuchałam w parujący napój i upiłam mały łyk. Od razu się skrzywiłam i ignorując yorka na kolanach, podeszłam z kubkiem do kuchennego blatu.
- Co nie pasuje? - za mną rozbrzmiał głos Jugheada.
- Gorzka – odpowiedziałam tylko i sięgnęłam po cukier. Wsypałam kilka łyżeczek i zamieszałam. Druga próba – idealna. Wróciłam na swoje miejsce, obok bruneta i mimowolnie oparłam głowę na jego ramieniu.
- Tylko nie zaśnij – powiedział mi nad uchem.
- Kawa powinna mi nie pozwolić.
A więc siedzieliśmy obok siebie, z kubkami w dłoniach, a moja głowa leżała sobie na ramieniu Jugheada. Co jakiś czas jednak się prostowałam, żeby napić się kawy, a gdy już ją wypiłam, odstawiłam kubek na ziemię. Wtedy poczułam znużenie i tylko siłą woli próbowałam nie zamykać oczu, żeby przypadkiem nie zasnąć. Powiedzmy sobie szczerze, jak zwykle kiepsko mi to wychodziło.
Dlatego, kiedy poczułam mocne szturchnięcie w ramię, zdziwiłam się, otwierając oczy i przeciągając. Wyrzuciłam ręce w górę i szeroko ziewnęłam.
- Witam śpiącą królewnę.
Chwilę przesiedziałam w ciszy, taksując pomieszczenie spojrzeniem, trawiąc słowa chłopaka i przypominając sobie, gdzie jestem.
- To my już jesteśmy na takim etapie znajomości, że mnie królewną nazywasz?
- „Takim etapie znajomości” powiadasz?
Wtedy dotarły do mnie moje słowa i poczułam ogarniające mnie zewsząd ciepło. Niech nie kontynuuje tego tematu, proszę.
- Późno już. Jeśli nie chcesz znowu spędzić nocy u mnie, to cię szybko odwiozę – Na szczęście zmienił temat. Sięgnęłam po telefon leżący nieopodal i sprawdziłam godzinę. Dziewiętnasta. Powinnam już chyba dawno być w domu i nagrywać coś dla Żelków. Kurde.
A więc wstałam z kanapy i od razu zakręciło mi się w głowie. Nogi się pode mną ugięły, ale przed bliskim spotkaniem z podłogą, uchroniły mnie ręce Jugheada.
- Ups… - jęknęłam, powoli się podnosząc.
- Duże ups. Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Niedawno przecież wstałam… Już powinno być dobrze.
Powoli wyszliśmy z przyczepy, podchodząc do motocykla. Jak zwykle założyłam kask na głowę, ale tym razem zgarnęłam jeszcze Judy do torebki, zamierzając przełożyć ją przed siebie.
- Tylko nie odpłyń podczas jazdy – usłyszałam uwagę bruneta, a potem zastukał w kask. Zajęłam miejsce za nim, obejmując go mocno, ale nie na tyle, żeby nie zgnieść psa. Nim się obejrzałam, już byliśmy pod moim blokiem. Zgrabnie zsiadłam z maszyny, zdejmując hełm z głowy.
- Dziękuję za dzisiaj – rzekłam. - I za odzyskanie torebki… - dodałam. A wtedy przybliżyłam się do Jugheada, pocałowałam go w policzek i oddałam kask. Bez słowa go przyjął, a ja tylko pomachałam mu na pożegnanie i szybkim krokiem poszłam w stronę domu. Kiedy za mną ucichł dźwięk motocykla, zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu klucza. Wydobyłam go z cichym okrzykiem zwycięstwa, po czym weszłam do klatki.

~*~

- Nawet nie wiecie, jak się ciesze, że nic nie zginęło! Naprawdę. Mimo że byłam przekonana, iż nic wartościowego tam nie jest i przez chwilę sama chciałam dać sobie spokój z szukaniem tego… No a wam jak minął dzisiejszy dzień? Do zobaczenia jutro, paa – pomachałam dłonią przed telefonem i przestałam nagrywać. Szybko wysłałam nagranie z moją dzisiejszą historią, po czym odrzuciłam telefon na bok i wstałam z łóżka. Podeszłam do mojej wnękowej szafy i wyciągnęłam z niej czarną koszulkę z szortami, służącymi mi za piżamę. Przebrałam się, schowałam zdjęte ubrania i wtedy usłyszałam dźwięk z telefonu, informujący mnie o nowej wiadomości.
Odgarniając włosy do tyłu, wróciłam do łóżka, chwytając telefon i go odblokowując. Treść wiadomości wielce mnie zaskoczyła.
„Masz piękne ciało ;)”
Co jest?! Gwałtownie rozejrzałam się po pokoju, ale nie dostrzegłam niczego, co mogłoby choć trochę przypominać kamerę. A może to był po prostu blef?
Kolejna wiadomość.
„Nie rozglądaj się tak, i tak nie dostrzeżesz moich kamer”
Jeszcze jedna…?
„Pasują ci koronkowe majtki”
Tego było dla mnie za wiele. Zdesperowana natychmiast schowałam się pod kołdrą i otworzyłam konwersację z Jugheadem. Nie wiedziałam, czy był to dobry pomysł, ale nic innego nie przychodziło mi aktualnie do głowy. Moja wiadomość do niego była krótka i rzeczowna: „Ktoś mnie podgląda w pokoju”. Jednak przed wysłaniem jej, coś mnie zatrzymało. Nie powinnam mu o tym pisać. Nie znamy się aż tak dobrze...
Szybko usunęłam wiadomość i zastąpiłam ją inną:„Kiedy nasza 2 próba do nagrywania?”. Dodałam na końcu emotikonę płaczącą ze śmiechu. Czekając na wiadomość zwrotną, dostałam kolejną od „Podglądacza”.
„Ej no, nie chowaj się przed mną~”

Jughead?

17.04.2020

Od Jugheada C.D Angeline

Nigdy wcześniej niczego nie nagrywałem. Angeline wydawała się znajdować w swoim, żywiole nie to, co ja. To trwało bardzo krótko, więc byłem zdziwiony. Nagle dziewczyna skończyła i zaczęła zadawać mi pytania. Dlatego nie znajdę sobie normalnej pracy. Już chciałem jej wyjaśnić wszystko, kiedy w mgnieniu sekundy ktoś wyrwał Angeline torebkę. Odwróciłem się i zobaczyłem uciekającą sylwetkę, bez wahania ruszyłem za zbiegiem. Koleś miał pecha, trafił na kogoś, kto trenował parkour. Przeskoczenie kilku ławek, aby skrócić sobie drogę, nie było dla mnie problemem. Miałem go już na wyciągnięcie ręki, kiedy odwrócił się i psiknął mi gazem pieprzowym prosto w oczy. W momencie się zatrzymałem, zasłoniłem oczy ręką, zaczęły lecieć mi łzy. To piekło jak diabli, ból był niesamowity. Dziewczyna podbiegła do mnie wraz z psami.
- Jughead nic Ci nie jest ?
- Nie.
-Pokarz.
Odsłoniłem oczy i spojrzałem prosto na nią.
- O kurde, masz całe czerwone oczy i twarz.
- Tak wiem, tak działa gaz pieprzowy mamy gdzieś hydrant ?
- Tak tam jest.
Angeline chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła prosto do hydrantu, było to konieczne, bo ja ledwo widziałem na oczy. Puściła zimną wodę, a ja przez dobre kilka minut starałem się, wypłukać to badziewie.
- I jak ?
- Piecze nadal jak cholera-syknąłem dalej przemywając twarz.
- Ale widzisz dobrze ?
- Tak, bardziej jestem zły, że mi uciekł, a było, tak blisko.
- Ważne, że nie straciłeś wzroku.
Gdy już było mi znacznie lepiej, cofnąłem się, do miejsca, gdzie mi się oberwało. Rozejrzałem się, na trawniku spostrzegłem małą przypinkę z symbolem węża.
- Co tam masz ? - spytała zaciekawiona.
- Poszlakę, dzięki której odnajdę drania. - uśmiechnąłem się.
- Nie musisz, miałam tam tylko jakieś drobne w portfelu, ładowarkę nic osobistego.
- Chcesz zabawić się w detektywa ? Bo ja bardzo chce. - puściłem dziewczynie oczko.
- No dobra w sumie, może być to dobra zabawa.
- Sprawdźmy twoje umiejętności w takim razie, weź i przyjrzyj się tej przypince czy coś ci mówi ?
Dziewczyna wzięła ją do ręki, dokładnie obejrzała.
- Nie wiem, widnieje na niej wąż...ty masz węża na kurtce ! Czy to ktoś, kto od ludzi, którzy zawinęli Ci psa ?
- Blisko, ale nie.
Spojrzała na mnie pytająco zdezorientowana.
- Ludzie, którzy ukradli mi psa, nie są z mojego gangu, przypinka ma kształt, ale to jest odbicie lustrzane symbolu. To znaczy, że ktoś chce by, ludzie myśleli, że jest z nami powiązany, a tak naprawdę nie jest, rozumiesz ?
- No tak, czyli jesteśmy w kropce prawda ?
- Nie do końca-odwróciłem przypinkę na drugą stronę i zobaczyłem trzy cyferki „974” były, mocno stratę jakby ktoś, chciał to ukryć.
- Co to oznacza ?
- Zrobione na zamówienie w sklepie.... uwaga !!! .... nie w sklepie, w warsztacie dokładnie znajdującym się cztery przecznice stąd.
- Skąd ty to wszystko wiesz ?
- Nie raz psuł mi się motocykl-puściłem jej oczko.
- Czyli musimy tam iść i dowiedzieć się kto ją zamówił ?
- Brawo dokładnie to zrobimy.
Wzięliśmy nasze psy i udaliśmy się do warsztaty. Co prawda Jared już kończył pracę, jednak postanowił nas wpuścić.
- Cześć mam sprawę wiesz, może do kogo to należy ? - podałem mu spinkę.
Mężczyzna obejrzał ja dokładnie ze wszystkich stron a my gapiliśmy się na niego z niecierpliwością wypisana na twarzy.
- Jakiś chłopak zamówił to u mnie dwa dni temu.
- Wiesz coś o nim ?
-To klient jak każdy inny, przyszedł i zamówił.
- Masz tutaj może kamery ?
- No wiadomo, że mam, ale po co wam to ?
- Musimy odnaleźć tego chłopaka pilnie. - oznajmiła Angeline.
- No dobra, w takim razie za mną.
Poszliśmy za mężczyzną, który zaczął przegladac kamery.
- Zastopuj ! - krzyknąłem.
Facet zatrzymał nagranie, a ja zrobiłem zbliżenie, na numery rejestracyjne pojazdu, którym się poruszał.
Potem dalej puściłem, zatrzymałem ponownie, robiąc zbliżenie na twarz. Dokładnie przyjrzeliśmy się.
- Dobra bardzo dziękujemy Ci-uśmiechnąłem się.
Wyszliśmy wraz z psami. Chwilę myślałem.
- Dobra Angeline odprowadźmy psy do mnie, weźmiemy motocykl.
- Wiesz co to za koleś ?
- Widziałem numery rejestracyjne, na kompie mam program dzięki, któremu dowiemy się, skąd dokładnie jest.
- Ale, że adres ?
- Imię, nazwisko, region tyle mi wystarcza.
Odprowadziliśmy psy do przyczepy, zrobiłem nam herbatę i kanapki przy okazji sprawdzając informacje. „ Thimoty Wang"
- Mamy go-powiedziałem zadowolony, a Angeline spojrzała przez ramię.
- Jedziemy tam ?
- Zakładaj kask i lecimy.
Oboje wyszliśmy z przyczepy i wsiedliśmy na motocykl. Odpaliłem go i ruszyliśmy. Nie musieliśmy jechać daleko. Tak jak myślałem, nasz złodziej znajdował się na jednym z osiedli, siedział z kumplami przy garażach i pił piwo.
Zsiadłem z motocykla, dając znać, aby Angeline została. Podszedłem do grupki osób, na mój widok chłopak lekko się uśmiechnął. Widać, że popijali od dłuższego czasu.
- Przyszedłem odzyskać pewną własność.
- A co gej jesteś, że torebki nosisz-zakpił sobie.
Nie trudno było mnie wkurzyć, złapałem go za kołnierzyk i przyciągnąłem do siebie.
- Tylko dlatego, że jesteś pijany, nie zamierzam ci obić mordy.
Wszedłem do garażu, tak jak myślałem, na wierzchu leżał ich łup, zabrałem go ze sobą, co prawda portfel był pusty. Wyszedłem i ruszyłem w stronę dziewczyny i oddałem jej własność.
- Dziękuje.
- Spoko, będziesz miała co opowiadać żelką-zaśmiałem się.
Wsiedliśmy na motocykl i wróciliśmy do przyczepy, gdzie przywitały nas nasze stęsknione psiaki.
- Nie odpowiedziałem Ci na twoje pytanie, szczerze niekreci mnie taka praca, poza ty nadal się uczę.
- Rozumiem.
- Czemu nagrywasz telefonem ? Nie wolisz kamerą, nie chcesz tego montować, obrabiać, dodawać efekty. Robić jakieś dłuższe tematyczne filmiki ? Wiesz, mógłbym Ci ogarnąć to wszystko.

Angeline ? 

16.04.2020

Od Angeline CD Jugheada

Byłam szczęśliwa, że Jughead zgodził się i przystał na moją propozycję wspólnego nagrywania. Teraz musiałam tylko trzymać kciuki, żeby Żelki go polubiły i znosiły to, że będzie się u mnie pokazywał. Inaczej klapa i mój pomysł łeb strzeli. Cieszył mnie również widok Hot Doga bawiącego się z Judy. Suczka miała dzisiaj na sobie kremową bluzę z fioletowym grzbietem dinozaura i jak zwykle ubranko nie przeszkadzało jej w figlach z mopsem. Uroczo to wyglądało, moja energiczna Judy i leniwszy Hot Dog, któremu fałdki zabawnie podrygiwały przy prawie każdym ruchu.
Zanim odpowiedziałam Juheadowi na zadane pytanie, zdołałam wyjąć telefon i cyknąć brykającym pieskom zdjęcie.
- Co masz robić? - zwróciłam się chłopaka, delikatnie się uśmiechając. Zdążyłam jeszcze włączyć aparat i skierować go w moją stronę. - Bądź sobą – zaśmiałam się.
Odgarnęłam część włosów z twarzy, podniosłam wyciągniętą dłoń z telefonem i nacisnęłam przycisk do nagrywania.
- Cześć moje Żelki. Dzisiaj nietypowo, bo w plenerze, ale to nic nie szkodzi, prawda? - przywitałam się z moimi „widzami” i zrobiłam obrót wokół własnej osi, żeby pokazać im, gdzie dokładnie byłam. Mój wzrok padł na chłopaka stojącego nieco w tyle. Wyglądał mizernie i jakby się stresował.
- Mamy też dzisiaj gościa. Za mną stoi Jughead, o którym wam ostatnio wspominałam – ciemnowłosy dosyć niepewnie podniósł w górę dłoń jako oznakę przywitania. - Przyprowadził też ze sobą swojego psa! - zawołałam, po czym zmieniłam aparat. Pokazałam biegającą Judy z Hot Dogiem. Choć akurat wtedy mops dosłownie padł na ziemię z wyciągniętym językiem. Zaśmiałam się, po czym powróciłam do pokazywania mojej twarzy.
- Ogólnie to postanowiłam zrobić jutro Live i zabawimy się w Q&A, więc przygotujcie sobie na kartkach pytania. Do usłyszenia – pomachałam dłonią i wyłączyłam nagrywanie.
Odwróciłam się do wyraźnie zdezorientowanego Jugheada. - Już.
- I już?!
- No, tak – zaśmiałam się. - Nie no, żartuję. To pierwsza część. Nagrywam różne rzeczy w różnych miejscach, zależy od dnia. Więc… następnym razem nie stój jak kołek za mną, a staraj się coś opowiedzieć – wyjaśniłam mu, po czym delikatnie uderzyłam go w brzuch z pięści. Jednak zaraz po tym pogroziłam mu palcem. - Jest jedna zasada. Nigdy nie kłam na filmiku. Wolę się potem nie tłumaczyć Żelkom.
- Żelkom? Tak ich nazywasz? Żelki?
- Od „Jelly” w mojej nazwie! - zawołałam oburzona. Jak się nie podoba, to ma problem! Mnie nazwa bardzo przypadła do gustu.
Ruszyliśmy z Jugheadem i naszymi pupilami w głąb parku. Zaczęłam opowiadać mu o moich różnych spotkaniach z Żelkami oraz jak dokładniej moje filmiki wyglądają. Ani razu mi nie przerwał i słuchał mnie w zamyśleniu. Cieszyło mnie to, oznaczało to przecież, że jednak zależy mu na „zmianie”.
- Słuchaj, a nie możesz też po prostu znaleźć jakiejś pracy? Jak w sklepie? Lub w jakiejś restauracji? Masz motocykl, mógłbyś zawozić jedzenie.
To pytanie tak gwałtownie zrodziło się w moim umyśle, że postanowiłam od razu o tym wspomnieć. Potem bym pewnie zapomniała, a wolałam tego uniknąć. Widziałam, jak Jughead myśli nad odpowiedzą i ja również na nią czekałam. I wtedy poczułam gwałtowne szarpnięcie.
Nim się zdążyłam zorientować, torebka została wyrwana z mojego ramienia przez obcego mężczyznę, który w następnej kolejności zaczął z nią uciekać. Złodziej?!

Jughead?

14.04.2020

Od Jugheada C.D Angeline

Nie rozumiałem tego jej pomysłu z filmikami, nie wyobrażałem sobie, jak niby miałbym na to zarobić. Jednak, na pewno to coś lepszego niż złodziejstwo. Wsiadłem na motocykl i wróciłem do przyczepy. Po wejściu do środka wyprowadziłem psa na spacer i udałem się do pobliskiego sklepu. Kupiłem produkty pierwszej potrzeby, za skradzioną kasę, po czym wróciłem i przyszykowałem sobie kolacje. Przez cały czas myślałem o dziewczynie i o tym, co mi powiedziała. Zrobiło mi się nawet smutno, że nie miała rodziny. Chociaż może to i lepiej, że nie musiała wychowywać się w patologii, jaką ja miałem na co dzień.Usiadłem do laptopa, aby nieco rozeznać się na temat filmików, chociaż nie wiele mi to wszystko mówiło.Wstawiłem sobie wodę na kawę i, pomimo że byłem zmęczony, zabrałem się do pisania na maszynie.Napisałem zaledwie dwie strony, kiedy poczułem jak, zasypiam na siedząco. Zdjąłem z siebie ciuchy i wskoczyłem do łóżka, przykrywając się kołdrą. Zasnąłem. Obudził mnie dziwek budzika, zjadłem na szybko dwie kanapki i wypiłem kawę, spakowałem do plecaka książki i zeszyty, wsiałem szybki prysznic, ubrałem się i założyłem plecak. W pospiechu wyszedłem z psem na szybki spacer, po czym zamknąłem go w przyczepie. Wsiadłem na motocykl i pojechałem do szkoły.Lekko spóźniony zająłem miejsce przy ławce. Gdy nauczyciel od francuskiego wszedł, z radością oznajmił, że mamy dzisiaj sprawdzić. Jako że totalnie o nim zapomniałem, to nie była dobra wiadomość z samego rana. Rozdał na testy, postanowiłem liczyć na szczęście i trochę postrzelałem, oddając prace jako pierwszy. Moja mina była bezcenna gdy, dowiedziałem się, że mam to zaliczone. Na moje szczęście pozostałe lekcje były spokojniejsze, poza tym, że na matmie poproszono mnie do tablicy, a na chemii musiałem, pokazać swoją pracę domową, pisaną zaledwie dwie minuty, przed końcem przerwy. Zerwałem się, z ostatniej godziny, gdyż nie przepadałem za zajęciami tanecznymi. Wyjąłem telefon i napisałem do Angeline.

Jug: Przemyślałem, 15 widzimy się. 
Angeline: Super, weź ze sobą psa. 
Jug: Jasne. 

Wsiadłem na motocykl i wróciłem do przyczepy, zjadłem na szybko obiad, odgrzany w mikrofali. Odświeżyłem się lekko i przebrałem.Biała koszulka, ciemne jeansowe spodnie, skórzana kurtka gangu oraz moja ulubiona czapka w tych ciuchach czułem się najbardziej swobodnie. Sięgnąłem po obroże i smycz psa, po czym założyłem mu na szyje i wyszliśmy z przyczepy, udając się na umówione miejsce.Na szczęście zjawiłem się tam jako pierwszy, nie musieliśmy długo czekać, już po kilku minutach Hot Dog machał ogonem na widok Judy. Oba psiaki powracały się, po czym energiczna suczka pragnęła zaprosić psa do zabawy.
- Chyba się polubiły. - stwierdziłem.
- Tak, miłość od pierwszego wejrzenia-zaśmiała się dziewczyna.
Kucnąłem i spuściłem psiaka ze smyczy, Angeline zrobiła to samo. Od razu zaczęły razem biegać.
- Dawno nie widziałem Hot Doga biegającego.
- Wygląda komicznie.
- To fakt, pewnie zaraz będzie miał dość. No dobra to, co bierzemy się za te filmiki. Musisz mi jakoś to rozjaśnić co mam robić ?

Angeline? 

Od Angeline CD Jugheada

Myślałam, że będzie gorzej. W sensie…
Z tyłu mojej głowy tkwiła myśl, że z Jugheadem będziemy się czuli bardzo niezręcznie po tej naszej sprzeczce odnośnie do kradzieży. Myślałam też, że po niezbyt chętnym zgodzeniu się na kawę, wróci po prostu do domu. A ku mojemu zdziwieniu został, dał się namówić na „pokazanie pokoju” i w końcu oglądaliśmy nawet razem film! A raczej bajkę.
Leżeliśmy obok siebie na łóżku, a między naszymi nogami mój laptop, z którego leciał „Ostatni jednorożec”. Po skończeniu seansu wyszliśmy nawet z Judy na spacer.
Wtedy nadeszła prośba chłopaka, żebym coś więcej mu o sobie opowiedziała.
- Ty przynajmniej miałeś rodzinę… Jestem sierotą – westchnęłam, wzruszając ramionami. - Całe życie spędziłam w domu dziecka, a po skończeniu pełnoletności znalazłam mieszkanie u Cynthi.
- Nie… nie wiedziałem… - usłyszałam w jego głosie skruchę. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Skąd mogłeś wiedzieć? Teraz ci to mówię – zaśmiałam się. Przeniosłam swój wzrok na Judy, drepczącą po trawie i obwąchującą niektóre miejsca. - Skończyłam też szkołę fryzjerską, więc jak będziesz chciał, mogę się zająć twoimi włosami. I to za darmo!
- Dzięki, zapamiętam – chłopak odwzajemnił mój uśmiech. Poczułam, jak zalewa mnie fala zmęczenia. Uniosłam ręce w górę i się przeciągnęłam, ziewając.
- Jutro mamy wtorek… Masz jakieś plany?
- Tylko żeby przeżyć.
- Ale ty zabawny… - wymamrotałam. Wtedy zawołałam do siebie Judy, bo przyszła pora na powrót do domu. A w mojej głowie zaświtał pewien pomysł.
- Mam pomysł odnośnie do twoich „zarobków”, ale nie wiem, czy się zgodzisz – powiedziałam, podnosząc yorka na ręce. Po minie Jugheada domyśliłam się, że trochę go zainteresowałam. Jednak spojrzenie mówiło: „Blefujesz”. Na mojej twarzy zagościł chytry uśmieszek.
- Wbrew pozorom nie zarabiam tak mało na moich filmikach. Choć, przyznaję, dopiero od niedawna – wyjaśniłam, robiąc powolne kroki w stronę powrotną do domu. Jednak po tym zamilkłam i czekałam na reakcję ciemnowłosego. Zagrodził mi drogę, nie pozwalając wejść do klatki schodowej i wyczekując dalszych objaśnień.
- Do sedna, Angeline. Do sedna – założył ręce na torsie i przez chwilę wyglądał jak jakiś ochroniarz, niepozwalający mi wejść do klubu, bo byłam za młoda. Od razu wybuchnęłam śmiechem, odwracając się od chłopaka. Byłam pewna, że akurat wtedy czuł się zdezorientowany i się w zasadzie mu nie dziwiłam.
Opanowałam się po minucie śmiania. Wzięłam kilka głębokich oddechów i odstawiłam Judy na ziemię.
- Możesz przez pewien okres ze mną współpracować. W sensie, nagrywać ze mną filmiki. Wtedy mogę ci dawać część pieniędzy – minęłam Jugheada i po wpisaniu kodu do domofonu, otworzyłam drzwi do bloku. Chłopak spoglądał mi prosto w oczy. Dostrzegłam u niego zawahanie i niepewność, ale nic mi na to nie odpowiedział. Oczywiście mógł wiedzieć albo nie, ale kryłam za tym chęć kontynuowania naszej znajomości, która rozpoczęła się w dość gwałtowny sposób, a, kto wie, mogła się rozwinąć w cokolwiek innego.
- Pomyślę nad tym – odpowiedział w końcu. Skinęłam na to głową. Domyśliłam się, że musi na ten temat pomyśleć, ale w duchu oczekiwałam pozytywnej odpowiedzi.
- Jeśli się zdecydujesz, to spotkajmy się w Pioneer Square o piętnastej. Obok food trucków przy Occidential Square. Możesz przyjść z Hot-Dogiem.
Skinął głową jako odpowiedź. Wtedy też się pożegnaliśmy.
Wróciłam z Judy do mieszkania, w progu przywitały mnie chytre uśmiechy Miami oraz Filipa. Powtórka z rozrywki…
- Już ze sobą chodzicie? - Miami poszła prosto z mostu. Starałam się zachować spokój, żeby nie zdradzić, jak to pytanie mogło na mnie wpłynąć, ale tym razem kiepsko mi chyba wyszło.
- Idę spać! - zawołałam jako pretekst, żeby dali mi spokój. Minęłam ich i weszłam po schodach na górę, żeby następnie zamknąć się w pokoju i przygotować do snu.

Jughead?

Od Jugheada C.D Angeline

Może niepotrzebnie tak ostro zareagowałem. Chwilę mi zajęło, za nim wściekłość ustąpiła. Angeline pokazała mi swojego pieska imieniem Judy. Była to słodka mała suczka, zdziwiło mnie jej zaproszenie na kawę. Tym bardziej jej reakcja nie dało się ukryć, gdy na jej twarzy pojawiły się urocze wypieki. Zdałem sobie sprawę, że chyba zależało jej, abym przyszedł, choć nie miałem w zwyczaju przyjmować takich zaproszeń, tym razem zrobiłem wyjątek.
- No dobra, nie wypada chyba odmawiać.
Dziewczyna uśmiechnęła się, a jej humor w momencie się poprawił, niemal oboje już zapomnieliśmy o naszym nieporozumieniu.
Wsiedliśmy na motocykl, Judy grzecznie ułożyła się w torebce dziewczyny. Jako że miałem przyjemność ją odwozić już raz do domu, bez problemu trafiliśmy.
- Mam nadzieję, że twoi współlokatorzy nie będą mieli nic przeciwko.
- Nie przecież już znasz Filipa i Miami,jeszcze Cynthia z nami mieszka jest włascicielką.
- No dobra, ale jeśli będzie drętwo, to wychodzimy - uśmiechnąłem się lekko.
- Jasne. - dziewczyna wyjęła Judy z torebki i przeszliśmy się jeszcze, aby suczka nie marudziła zaraz, że znowu chce wyjść na dwór.
- Myślę, że hot- dog by ja polubił, jest w sumie tylko troszkę drobniejsza od niego.
- Możemy kiedyś razem wyjść przecież z naszymi psami razem.
Przez chwilę uciekłem myślami, to zabrzmiało jakby, chciała się ze mną częściej spotykać, w sumie nie miałem nic przeciwko, abyśmy lepiej się poznali. Weszliśmy na klatkę po czy Angelina otworzyła drzwi do mieszkania.
- Cześć już jestem-oznajmiła wesoło.
- Super masz wszystkie zakupy? - krzyknął Filip.
Angeline, jakby się zawiesiła na chwilę.
- Mam nadzieje, że mnie nie powiesisz, ale trochę plany zmodyfikowałam.
Nagle wyszła do nas dziewczyna o jasnych krótkich włosach, jak mogłem się domyślić była to
Cynthia, bo tylko jej jeszcze nie znałem.
- Cynthia to jest mój znajomy Jughead, zaprosiłam go do nas na kawę.
- Cynthia-dziewczyna podała mi rękę.
Poszliśmy wszyscy do kuchni, Miami wstawiła wodę i usiedliśmy do stołu, przez chwilę zrobiło się niezręcznie, jednak temat się nieco ożywił jako, że Cynthia pracowała w jako księgowa. Wspominała coś w międzyczasie o małej biblioteczce w domu, Filip i Miami cały czas dociekliwie dopytywali się, o to co ich ominęło. Angeline zaś podała nam kawę i postawiła na stole kilka ciastek. Gdy nasze filiżanki opustoszały, dziewczyna zwróciła się do mnie ożywiona.
- Może chcesz zobaczyć mój pokój. Pokaże Ci, gdzie nagrywam.
- Jasne. - oboje wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy kroki do jej pokoju.
- Siadaj-dziewczyna wskazała na łózko, sięgnęła laptopa i zajęła miejsce obok mnie.
Pochwaliła się kilkoma filmikami, patrząc na moją reakcje, ja zaś tylko uśmiechałem się lekko, udając zainteresowanego.
- Lubisz oglądać filmy ?
- Tak ...
- Kiedyś jak byłem jeszcze dzieciakiem, to było kino samochodowe, zawsze tam się wkradałem i oglądałem za darmo filmy... Może coś obejrzymy razem ? Jaki gatunek lubisz ?
- Bajki no i komedie. Jak coś mam nawet kolekcje, filmów, możesz sobie przejrzeć.
Przejrzeliśmy razem całą listę i w sumie padło na jedną z ulubionych bajek Angeline. Czasami trzeba się odmóżdżyć, więc mały powrót do dzieciństwa dobrze nam zrobił. Nie obyło się bez kilkukrotnego wparowania zaciekawionej Miami do pokoju, która skutecznie nam przerywała. Było to dość zabawne, gdy bajka dobiegła końca jednogłośnie zdecydowaliśmy udać się na spacer z Judy.
- Dzięki za kawę i bajkę-zaśmiałem się.
- Nie masz, za co to w ramach przeprosin.
- Już się nie gniewam. Może powiesz mi coś więcej o sobie. O mnie już wiesz, że jestem bandytą z rozbitej rodziny i mieszkam w przyczepie.


Angeline ?

11.04.2020

Od Angeline CD Jugheada

Kiedy tylko zamknęłam drzwi do mieszkania, Miami rzuciła mi się na szyję, delikatnie mnie w ten sposób dusząc i witając w domu.
- Ange, martwiłam się! Gdzieś ty była? - zapytała, jeszcze mocniej mnie ściskając. Zamiast jej normalnie odpowiedzieć, wycharczałam coś. Dziewczyna od razu mnie przeprosiła i puściła. Teraz trzymała mnie za dłonie i patrzyła prosto w oczy. Nie lubiłam, kiedy tak robiła. Zawsze mnie to krępowało i sprawiało, że się zaczynałam czerwienić. Tak samo było i w tej sytuacji.
Wtem usłyszałam tak dobrze znajomy mi stukot pazurków o drewnianą podłogę i zobaczyłam biegnącą do mnie Judy.
- Judy! - zawołałam, schylając się po psiaka i mocno go do siebie przytulając. Suczka w odpowiedzi gorączkowo lizała mnie po twarzy, jakbyśmy co najmniej tydzień się nie widziały.
- Też za tobą tęskniłam – rzekłam, gładząc jej głowę.
Po kilku minutach siedziałam na kanapie z yorkiem w nogach, obok Miami i Filipem naprzeciwko. Urządzili mi małe przesłuchanie.
Opowiedziałam im o tym, jak z Jugheadem pojechaliśmy do siedziby tamtych mężczyzn, żeby odbić mopsa chłopaka. Wtedy też moi współlokatorzy zauważyli bandaż na mojej dłoni. Do spostrzegawczych to akurat nie należeli. Musiałam też oczywiście im wspomnieć o tym, że nocowałam u ciemnowłosego, na co oboje zareagowali… w dość dziecinny sposób. Aż mnie dreszcz wtedy przeszedł. Kiedy tylko skończyłam opowiadać, zaczęłam ziewać. A więc poszłam od nich na górę, żeby zmyć z siebie resztki makijażu, ogarnąć włosy i się wykąpać. Resztę dnia spędziłam w łóżku, nagrywając Żelkom na szybko wymyśloną relację z klubu. Oczywiście dodałam tam postać Jugheada, ale w trochę innym obrazie, co koniec końców spotkało się z moim poczuciem winy. Za to historia o zranionej dłoni była prosta: Ange weszła do kuchni, postanowiła pomóc Filipowi w obiedzie i się skaleczyła nożem. Nawet prawdopodobne, Filip też nie miał nic przeciwko takiej wersji wydarzeń.

~*~

Następny dzień zapowiadał się tak samo leniwie, jak poprzedni. Tylko tym razem postanowiłam pójść gdzieś na miasto z Judy.
Wróć, ponownie zostałam zmuszona do wyjścia z domu, ale tym razem przez Filipa. Dał mi listę zakupów, tłumacząc się, że on nie może iść, bo ma dużo do zrobienia dla jakiejś tam firmy. Nie znam się kompletnie na jego komputerowych rzeczach. Dostałam też od niego wskazówkę, że wszystko dostanę w dobrych cenach w Pike Place Market. Jak mus, to mus.
Zgarnęłam Judy ze sobą i wyszłam z domu.
I faktycznie, większość rzeczy już kupiłam w ciągu piętnastu minut. Niezły czas.
Wtem zauważyłam postać bardzo przypominającą Jugheada. Byłam pewna, że to on, kiedy odwrócił się w moją stronę. Chciałam coś do niego powiedzieć, bo akurat mnie mijał, ale wtedy dostrzegłam, jak grzebie coś w portfelu, chowa i następnie upuszcza przedmiot na ziemię. Wtedy zrozumiałam i do niego podeszłam, chwytając go za kurtkę.
Zaczęła się nasza sprzeczka.
To było dziwne uczucie. Znałam Jugheada zaledwie jeden dzień i kilka godzin. Pomogłam mu tylko uratować psa z rąk niebezpiecznych ludzi, potem u niego nocowałam. Zjadłam przyrządzone u niego śniadanie, odwiózł mnie do domu i na tym powinno się to skończyć. A jednak los chciał, żebyśmy spotkali się jeszcze raz i to w tak krytycznej sytuacji. I jeszcze coś. W dziwny sposób właśnie w tamtym momencie zależało mi na Jugheadzie tak bardzo, że przestraszyłam się, iż mnie odepchnie i już nigdy się nie spotkamy. Choć to podobno była moja wina.
Spuściłam zmieszana wzrok, puszczając go.
- Przepraszam… - szepnęłam.
- I co ci dadzą te przeprosiny?
- Poczuję się lepiej. Chodź – powiedziałam i chwyciłam go za rękę, wyprowadzając naszą dwójkę z rynku. Wcześniej zdążyłam zauważyć kilka ciekawskich spojrzeń, a szczerze mówiąc, chyba tylko ich nam teraz brakowało. Zaciągnęłam Jugheada w jakąś uliczkę i… nie wiedziałam, co powiedzieć.
Między nami nastała kolejna pełna napięcia cisza i nie miałam zielonego pojęcia, jak mogłabym ją przerwać. Ogólnie stałam ze spuszczonym wzrokiem w ziemię, więc gdy podniosłam go na chłopaka, zauważyłam u niego pewną skruchę. Było mu… przykro?
- Chcesz przyjść do mnie na kawę?
Dopiero po minucie skapnęłam się, że te słowa padły z moich ust. Nawet nie byłam tego świadoma!
Jughead wpatrywał się we mnie zaskoczony, a mi serce biło szalenie ze stresu. O czerwonej twarzy już nie wspomnę. Jednak po kolejnych minutach ciszy, chłopak się zgodził. Kamień spadł mi z serca. I wtedy przypomniałam sobie o moim psie siedzącym w torebce.
- Jughead, poznaj Judy – przedstawiłam mu suczkę, wyjmując ją z torby i kładąc na chodnik. W międzyczasie poprawiłam jej też różową bluzę ze skrzydełkami aniołka. York zamerdał ogonem na widok chłopaka i od razu zaczął się wspinać na jego nogę, domagając się pieszczot. Ciemnowłosy w odpowiedzi tylko się schylił, żeby podrapać ją za uchem.
Po zapoznaniu się mojego psa z Jugheadem, ruszyliśmy powoli w stronę mojego osiedla, oddalając się od Pike Place Market. Kompletnie wtedy zapomniałam o niedokończonej liście zakupów oraz ukradzionych pieniądzach mojego znajomego. Być może gdzieś w głębi chciałam o tym zapomnieć, chcąc też zająć się czymś innym.

Jughead?

28.03.2020

Od Jugheada CD Angeline

Chciałem odwieść, Angeline do domu, jednak dziewczyna uznała, że jest bardzo zmęczona. Gdyby nie to, że odwaliła kawał dobrej roboty, zlekceważyłbym ją. Położyła się na kanapie, sięgnąłem z szafki czysty ciepły koc i delikatnie ja przykryłem, po czym zgasiłem światło. Zdjąłem z siebie ciuchy i poszedłem spać w bokserkach. Ledwo co przyłożyłem głowę do poduszki i zasnąłem. Obudziłem się przed południem, wstałem i po cichu udałem się pod prysznic. Wsunąłem czyste gacie i spodnie, po czym zarazem się za najbardziej pospolite śniadanie, jakim była jajecznica. Gdy Angelina się obudziła, podałem jej posiłek i sprawnie odbiłem piłeczkę na zadane mi przez nią pytanie o wiek. Po śniadaniu ogarnąłem naczynia i założyłem na siebie czystą białą koszulkę.
- To...kiedy zamierzasz odwieźć mnie do domu ?
Spojrzałem na nią, potem na śpiącego psa i z uśmiechem odpowiedziałem.
- Właśnie teraz, zbieraj się, czekam przy motocyklu. -oznajmiłem, łapiąc skórzana kurtkę i wychodząc z przyczepy.
Zaledwie po trzech minutach, dziewczyna maszerowała w moją stronę, trzymając w reku kask. Założyła go na głowę i wsiadła na motocykl.
- Musisz mnie nawigować, nie znam jeszcze dobrze tego miasta-oznajmiłem.
- Jasne.
Dojechałem pod wskazany adres, na jedno ze sporych osiedli, zatrzymałem motocykl. Angeline zsiadła oddała mi kask po czym, chwilę myślała.
- Dzięki za podwózkę... - uśmiechnęła się.
- Nie ma za co, na mnie czas. - po tych słowach przy gazowałem maszynę i odjechałem.
Po powrocie do przyczepy wróciłem do swoich zajęć. Wyciągnąłem podręczniki, odrobiłem lekcje, po czym usiadłem do maszyny i zacząłem pisać kolejne rozdziały mojej „książki”. W końcu Hot Dog postanowił się obudzić, podszedł do mnie, wlepił swoje maślane oczy w mą osobę. Podniosłem się i złapałem za smycz, przypiąłem mu  do obroży i wyszedłem na spacer. Założyłem słuchawki na uszy i włączyłem sobie losowe muzyczne utwory jakie. miałem na swojej liście. Myślałem o wczorajszym wieczorze, całej akcji o Angelinie i jej znajomych. Dzięki nim przez jakiś czas będę miał spój od przygód. Cieszyłem się powrotem do normalności, zdawałem sobie sprawę z tego, że to najprawdopodobniej jednorazowa akcja i więcej raczej już nie napotkam dziewczyny i jej znajomych, zwłaszcza, że mieszkamy spory kawałek od siebie. Po powrocie ze spaceru napełniłem obie psie miski, po czym usiadłem do laptopa, z czystej ciekawości zajrzałem na media, gdzie Angeline się udzielała, zaobserwowałem ją i obejrzałem kilka jej filmików oraz relacji. Spojrzałem na zegarek, była już dwudziesta druga, tak to jest, kiedy późno się wstaje, czas leci jak szalony. Przegarnąłem się, po czym położyłem się spać.
Następnego dnia wstałem normalnie tak jak zawsze około godziny ósmej. Zrobiłem sobie tosty na śniadanie, wziąłem szybki prysznic, założyłem pierwsze lepsze ciuchy i udałem na poranny spacer.
Jak zawsze psiak nie miał chęci na ganianie za piłką, a po godzinę wydawał się po prostu zmordowany życiem.
Zobaczysz, kiedyś załatwię sobie jakiegoś owczarka, będzie bardziej aktywny niż ty leniu.
Psiak się nie przejął raczej moimi słowami i ciągnął w stronę przyczepy. Przewróciłem oczami i odprowadziłem go, gdy tylko otworzyłem drzwi ten radośnie, podszedł do miski, aby napić się wody po czym wskoczył na kanapę pościł kilka bąków i zasnął. Otworzyłem lodówkę, a tam stało jedno piwko, cytryna, reszta, kiełbasy. Zamknąłem ją, wkurzony po czym wygrzebałem drobniaki ze skrytek i portfela.
Zajebiście, starczy mi tylko na chleb i może na jakiś ser z promocji.
Usiadłem na łóżko, schowałem twarz w dłonie, nienawidziłem tego, ale musiałem. Usiadłemdo maszyny, napisałem kilka stron, przejrzałem media, czułem jak głód, powoli mnie zjada, od środka. Poderwałem się, założyłem skórzaną kurtkę i wsiadłem na motocykl. Udałem się na Pike Place market, korzystając z tego, że była gadzina szczytu i sporo ludzi tutaj się przewijało. Kilka minut zajęło mi, za nim, dobrze wtopiłem się w tłum obserwując ludzi dokoła mnie, w końcu nadarzyła się okazja, wyciągnąłem portfel z kieszeni jakiegoś faceta, wyjąłem gotówkę chowając ja do kieszeni, odszedłem kilka kroków i upuściłem celowo portfel. Nagle poczułem jak, ktoś chwyta mnie za kurtkę. Spojrzałem za siebie, to była Angeline, posłałem na nią pytające spojrzenie.
Czy ty kradniesz ?
-Ciszej – powiedziałem stanowczo, po czym ruszyłem dalej
-Jughead zaczekaj ! Pogadaj ze mną
Odwróciłem się do niej, złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem ją za sobą, tam gdzie zaparkowałem maszynę.
-Słucham, czego chcesz ? - spytałem, marszcząc brwi.
Co ty robisz? myślisz, że nic nie widziałam, wszystko widziałam, masz oddać tą kasę, natychmiast.
Angeline, nie... Nic nie rozumiesz.
Tak, nie rozumiem, kilka dni temu ratuje z tobą psa, a dzisiaj, widzę jak okradasz ludzi, jesteś złodziejem.
Nie cierpiałem tego słowa, ale to była prawda. Usiłowałem się uspokoić, po czym zacząłem jej wyjaśniać.
- Nie każdego stać na wygodne życie, dobrze wiem jak patrzyłaś na mnie, gdy zobaczyłaś gdzie mieszkam, tak mam dwadzieścia jeden lat, ojca alkoholika, nasrana w papierach, za dzieciaka już byłem w poprawczaku, nie proszę Cie o to, byś mnie rozumiała, nawet nie chce, po prostu nie wtrącaj się, zajmij się filmikami czy tymi innymi fotami. Ja mam swoje życie ty swoje. Spojrzałem na nią chłodnym wzrokiem.
- Chce Ci pomóc.
-Nie potrzebuje twojej pomocy...
-Tak ostatnio też, tak mówiłeś.
-Albo mnie zaakceptujesz, albo mnie zostaw w spokoju !

Angeline?

Od Angeline CD Jugheada

Okey, przyznaję się, nie zauważyłam tej ręki. Chyba adrenalina za bardzo mnie pobudziła i nawet nie poczułam, kiedy się skaleczyłam szkłem pozostałym w oknie. Kiedy Jughead bawił się w pielęgniarkę, chciało mi się trochę piszczeć z bólu. Ale koniec końców poczułam też ulgę, gdy sprawnie owinął mi ją bandażem. Przyjrzałam się materiałowi owiniętemu wokół lewego nadgarstka, przełożonego również przez kciuk. Oby szybko się zagoiło.
Poza tym niespecjalnie zwracałam uwagę na godzinę, póki chłopak nie powiedział mi, że jest czwarta rano. O boże, to ta cała akcja zajęła nam tak długo? Kolejna rzecz tego wieczoru, której się nie spodziewałam.
Jednak odzyskaliśmy psa Jugheada. Okazał się nim być słodki mopsik. Trochę kiepsko, że w całą sprawę z nim wmieszali bezbronnego psa, który, ha, nawet nie próbował się bronić i wrócić do właściciela. Aż się zastanawiam, czy Judy też byłaby taka bierna, gdyby ją porwali. Wolałabym chyba nie wiedzieć.
Na propozycję chłopaka odwiezienia mnie do domu, tylko ziewnęłam, co świadczyło o moim zmęczeniu. Pewnie miałam też niezłą szopę na głowie, a także cały rozmazany makijaż. Praktycznie nic nowego, ale z chęcią wróciłabym już do domu. Istniało jednak pewne "ale".
- Nie wiem, czy nie zasnę po drodze… - odpowiedziałam, zasłaniając usta przy kolejnym ziewnięciu. - A do mojego domu kawałek jest – dodałam. Bo to prawda. Z tego, co zdążyłam zauważyć podczas naszych podróży, to mieszkał na prawie drugim krańcu miasta.
- Czyli chcesz zostać na noc? - zapytał, a po jego tonie głosu zgadłam, że do szczęśliwców teraz nie należał. - Skaranie boskie z tobą.
- Wiem – rzekłam krótko, zdejmując buty i podwinęłam nogi pod siebie, zwijając się w pseudo kłębek na kanapie w przyczepie chłopaka.
- Możesz udawać, że jestem niewidzialna. Tylko łapy przy sobie – dodałam, kładąc sobie poduszkę pod głową i zamykając oczy. Poczułam jeszcze, jak zostaję czymś nakryta, a po chwili rozległ się dźwięk gaszonego światła. Uśmiechnęłam się, przykryłam bardziej kocem i zasnęłam.
Obudził mnie przepyszny zapach… jedzenia. Zamruczałam przez sen, otwierając leniwie oczy i podnosząc się z łóżka. A raczej kanapy. Objęłam swoje nogi i próbując dostosować ostrość wzroku, wpatrywałam się w postać chłopaka przy aneksie kuchennym.
- Księżniczka wstała – stwierdził, rzucając w moją stronę jedno spojrzenie. Przechyliłam ociężale głowę i oparłam ją o zagłówek sofy.
- Tak – wymamrotałam, jeszcze śpiąca. Odpowiedział mi śmiech Jugheada.
W ogóle, zaczęło mnie coś zastanawiać. Ile on ma lat? Czym się zajmuje? I czemu przyczepa? Myślałam nad tymi pytaniami, wpatrując się w jego plecy spod przymrużonych oczu.
- Mam nadzieję, że lubisz jajecznicę.
- Lubie – tym razem moje słowa były wyraźniejsze. Do mojego mózgu chyba już doszła informacja, że nie śpię i pora zacząć normalnie funkcjonować. A przynajmniej próbować.
Chłopak odwrócił się w moją stronę i podał mi talerz świeżo zrobionej jajecznicy. Kiedy pierwszy raz widziałam Jugheada, było ciemno i nie mogłam mu się przyjrzeć. Można również powiedzieć, że wczoraj nie miałam żadnej okazji, żeby zobaczyć, jak wyglądał. Teraz widziałam wszystko w pełnej okazałości, bo był ranek i światło słoneczne miło wpadało do przyczepy chłopaka.
A więc skorzystałam w końcu z okazji i mu się przyjrzałam. Posiadał uroczo zawijające się czarne włosy, a także jasne oczy morskiej barwy. Na lewym policzku i brodzie zauważyłam kilka pieprzyków. Jednak coś mi w jego urodzie nie grało. Wyglądał… młodo. Prawie jak dzieciak, a zdążyłam się wczoraj przekonać, że nim nie był. O ironio, ja sama wyglądam, jakbym dopiero co skończyła osiemnaście lat. No i zachowaniem od tego też nie odstaje.
Przez te różne pytania w mojej głowie, kiedy tylko chwyciłam talerz ze śniadaniem, zamiast mu podziękować, wypaliłam:
- Ile ty masz lat?
Brawo Angeline, jesteś bardzo kulturalną dziewczyną.
- A ty? - natychmiast odpowiedział. Poczułam, jak na moje policzki wpływa rumieniec. Jeden do zera, tę rundę wygrał on. Przemilczałam jego pytanie i zabrałam się do jedzenia. Nie ukrywam, że powstała między nami napięta cisza, co jakiś czas przerywana chrapaniem psa Jugheada. Z tego, co już zdążyłam zauważyć, to mopsik nic sobie nie robił z wczorajszo-dzisiejszych wydarzeń. Ten to ma sielskie życie.
Moje myśli znowu przeszły na yorka, który noc spędził beze mnie, najpewniej w ramionach Filipa. Boże, ja jeszcze muszę nagrać filmik na Instagrama.
Odłożyłam pusty talerz na materiał kocyka, którym byłam przykryta.
- To… kiedy zamierzasz odwieźć mnie do domu?

Jughead?

23.03.2020

Od Jugheada CD Angeline

Angeline wsiadła na motocykl i objęła mnie. Ich plan był do zaakceptowania, jednak miałem obawy, że niepotrzebnie narażam grupkę niewinnych ludzi. Jadąc, Do przyczepy, cały czas myślałem, jak rozwiązać ten problem. Gdy dobraliśmy na miejsce, dziewczyna pośpiesznie zsiadła z motocyklu. Spojrzałem na nią, nie potrafiła ukryć, jak bardzo zaskoczona jest faktem, że mieszkam w przyczepie. Miałem ważniejszy kłopot niż to, co sobie pomyśli ona i jej znajomi. W sumie nie wstydziłem się tego, gdzie mieszkam, ani kim jestem. Ruszyłem przodem, otworzyłem jej drzwi i puściłem przodem. Gdy Angeline z całych sił usiłowała, nie skomentować tego, zabrałem się za szukanie w notatniku, zapisanych przeze mnie informacji.
- Wyśle im lokalizacje-oznajmiła Angeline.
- Jasne.
- Już jadą, właśnie mi napisała Mi... Co tam masz ? - zaciekawiona dziewczyna, zajrzała mi przez ramię, patrząc na moje notatki, pisane niestarannym charakterem.
- Zobaczysz, jak nasz plan wypali.
Wyrwałem kartkę, zacząłem pisać szereg cyfr i liter. Pozornie niemających najmniejszego sensu. W końcu do przyczepy wparowała reszta. Filip wszedł i odpalił swojego laptopa, podałem mu kartkę. Dziewczyny nie miały bladego pojęcia, co my robimy. Najważniejsze, że my wiedzieliśmy, nie to, że one były, nam zbędę. Obie przebrały się w wygodniejsze ubrania.
- Angeline, Miami stójcie na czatach przy oknach, nie wychylajcie się. - powiedziałem lekko zdenerwowany.
Wziąłem laptopa, aby pomóc filipowi złamać szyfr. Poderwałem się na równe nogi, po czym złapałem za książkę, leżącą na szafce. Otworzyłem na dwunastej stronie i dalej klikałem cyfry i litery na laptopie. Przesyłałem rozszyfrowane fragmenty na bieżąco Filipowi.
- Chłopaki mamy towarzystwo-Powiedziała zaniepokojona Angeline.
- Jughead, Co teraz ? - Mi, spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
- Filip ile czasu potrzebujesz ?
- Za 15 minut będę miał lokalizację.
- Dziewczyny ukryjcie się w przyczepie, Filip rób swoje, ja odwrócę ich uwagę.
- Idę z tobą ! - oznajmiła Angeline.
Nie miałem czasu, jej wybijać tego z głowy, jeśli do przyczepy, wparuje sześciu kolesi z kijami i metalowymi rurkami to wszyscy skończymy dwa metry pod ziemią. Zarzuciłem na siebie skórzaną kurtkę i wyszedłem, pewnym krokiem z przyczepy, łapiąc metalową rurkę, stojącą przy drzwiach.
- Jug wyszedłeś ze swojej nory, myślałeś, że to koniec ?
- Czekałem na ciebie, co tak długo ? - uśmiechnąłem się, zaciskając ręce na rurce.
Tu już nie było nic do gadania. Porachunki zaszły za daleko Majk i kolesie ruszyli biegiem w moją stronę. Zaczęła się bijatyka. Słychać było charakterystyczny dźwięk uderzenia metalu o metal. Kilka razy dostałem po nogach i żebrach. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, że kiedy omal nie ogłuszono mnie, uderzeniem w głowę Angelina psiknęła dwóm kolesiom gazem pieprzowym, prosto w oczy. To był ten moment, wyjąłem broń z kurtki i strzeliłem trzy razy w górę. Tak za chwilę mogły zjawić się tutaj gliny, więc grzecznie wszyscy spakowali się i zawinęli swoje cztery litery.
- Dzięki...- spojrzałem na chyba lekko wystraszoną dziewczynę.
- Jak to, masz broń ? Nie użyłeś jej wcześniej ?
- Nie chce, oglądać świata przez kraty, broń to nie zabawka. - oznajmiłem.
-Jest mamy to-rozległ się radosny krzyk Filipa.
Oboje wparowaliśmy do przyczepy, chłopak od razu pokazał mi, gdzie znajduje się mój pies, oraz ich kryjówka.
- Dzięki za pomoc ! Teraz już poradzę sobie sam. Możecie wracać do siebie.
Na szczęście nie zaprotestowali, zwinęli swoje manatki i wyszli, odetchnąłem z ulgą. Jednak nie wszyscy postanowili pozostawić mnie samego. Zadowolona z siebie Angeline stała ze skrzyżowanymi rękoma przy moim motocyklu.
- Jadę z tobą !
W tym momencie naprawdę myślałem, że zwariuje przez nią, nie mogła być, jak tamta dwójka. Grzecznie już dać mi spokój. Cofnąłem się trzy kroki i zdjąłem z drzewa kask, który jej podałem, po czym wsiadłem na motocykl. W sytuacjach, kiedy byłem zły lub dużo myślałem, po prostu przestawałem się odzywać. Pojechaliśmy za miasto do opuszczonego starego psychiatryka. To tutaj znajdowała się kryjówka, tych zbirów. Zgasiłem światła i motocykl musieliśmy iść spory kawałek pieszo. Mieliśmy szczęście, nie było świeżych śladów opon, co oznaczało, że jeszcze nie wrócili.
- Ja idę przodem, ty osłaniasz tyły, trzymaj- podałem jej pistolet.
- Co ja nigdy nie strzelałam !
- Spokojnie naciskasz tylko spust, tutaj są ślepaki, robią dużo hałasu, nikomu nie zrobisz tym nawet zadrapania.
Weszliśmy na teren kryjówki przez dziurę w siatce, po czym wślizgnęliśmy się do środka przez otwarte okienko piwnicy. Było tutaj ciemno, wilgotno i powiewało chłodem. Idąc po drewnianych strych skrzypiących schodach do góry. natknęliśmy się na drzwi, okazały się, zamknięte, chwilę pomyślałem.
- Masz wsuwkę ?
Angelina wyjęła wsuwkę z włosów, podając mi ją. Kilka zręcznych ruchów, a zamek w drzwiach odpuścił. Usłyszałem nagle, jak ktoś idzie, w naszym kierunku. Zatrzymałem się i wyciągnąłem rękę, aby dziewczyna została z tyłu. Wyjrzałem zza rogu, jednak przejście było puste. Serce waliło mi jak szalone, gdy ujrzałem psa, którego pilnował jeden koleś.
- Angeline masz gaz ? - szepnąłem.
- Jeszcze mam...- odparła szeptem.
- Ty zostajesz tutaj ... ja wchodzę robie dużo hałasu, jeśli zbiegną się pozostali, odwracam ich uwagę, ty wbijasz, psikasz gazem i zabierasz psa. Pamiętaj, nie wychodź drzwiami głównymi. W piwnicy od wschodniej strony jest wybite okno, uciekniesz prosto do motocykla, jeśli będziesz miała kłopoty, strzelisz dwa razy w niebo jasne ? - spytałem.
- Tak.
- Ruszamy - dałem sygnał.
Przebiegłem przez korytarz, zrzucając kilka rzeczy z półek, które się rozbijały, złapałem ciężką cegłę, wybiłem okno. Po chwili tylko dwóch kolesi stanęło jeden przede mną drugi za mną. W tym momencie Angelina prześlizgnęła się, do pokoju słyszałem krzyk mężczyzny, gdy jeden z kolesi, chciał biec, mu pomóc, ale dostał ode mnie cegłą w tył głowy. Wszystko szło zgodnie z planem, jeden typek mi odpuścił. Dogoniłem Angeline. Razem wyszliśmy oknem. Gdy byliśmy przy motocyklu, zabrałem od niej psa. Schowałem go pod swoją kurtkę, dziewczyna założyła kask, i szybko ruszyliśmy prosto do przyczepy. Gdy byliśmy na miejscu. Oboje odetchnęliśmy z ulgą.
- Dzięki.
- Widzisz, a nie chciałeś, bym z tobą jechała.
Spostrzegłem, że leci jej krew z ręki. Bardzo stała się ukryć fakt, że zraniła się, przy wychodzeniu przez rozbite okno. Weszliśmy do środka, wpuściłem psa, który od razu rzucił się do miski. Wyjąłem apteczkę i bez pytania wziąłem, jej rękę dziewczyny delikatnie odkaziłem ranę, przyłożyłem dwa gaziki i zawinąłem bandażem.
- Odwiozę Cię do domu, zająłem Ci całą noc, jest czwarta rano. - oznajmiłem.

Angeline?

Od Angeline CD Jugheada

- Dobra musimy mieć jakiś plan działania…
Czułam się jak w prawdziwym filmie akcji. Wiecie, gangi, porwania, bójki, zabójstwa… dobra, mam nadzieję uniknąć tego ostatniego. Ale poza tym, chyba wszystko się zgadzało. Matko, nigdy nie myślałam, że będę brała w czymś takim udział. Faktycznie złym wyjściem było dzwonienie po policję.
- Proponuję, żebyśmy pojechali do mnie i tam wszystko omówili.
Filip podniósł rękę w górę.
- Jeśli masz dobry komputer lub laptop, mogę się zgodzić. W przeciwnym razie musimy pojechać do nas – powiedział. No tak, informatyk. Jego umiejętności mogą się przydać, ale do tego potrzebuje swojego sprzętu. - W sumie i tak wolałbym korzystać z mojego laptopa.
- Nie, nie mogę się zgodzić – Jughead wyraźnie zaprzeczył. - Jeśli mam z wami współpracować, nie mogą się tak łatwo dowiedzieć, gdzie mieszkacie. Będziecie kolejnymi obiektami do zemsty na mnie – wytłumaczył. Automatycznie moje myśli powędrowały do Judy. Skoro jemu ukradli psa, to mojego też mogą…? Poza tym jest rasowa, ma nawet rodowód. Nie chcę nic mówić, ale na sprzedaniu mojego yorka mogliby nieźle zarobić.
- To może zrobimy tak – zabrałam głos, podnosząc nieco rękę. - Ja z tobą pojadę do ciebie, a Filip z Miami do nas po laptopa. A potem do nas dołączą. Co ty na to?
Jughead przez dwie minuty trawił moją propozycję i głęboko się nad nią zastanawiał.
- Niech będzie.
Jak zaproponowałam, tak zrobiliśmy. Filip i Mi od razu złapali wolną taksówkę i nią ruszyli. Ja z Jugheadam za to skierowałam się na parking. Chłopak powiedział, że przyjechał swoim motocyklem. Czekała mnie ekscytująca podróż. Szybko zdążyłam napisać jeszcze do Miami, żeby wzięła do jakiejś torby ubrania na zmianę i buty. Przydadzą się, zwłaszcza mi. Moja kostka jeszcze w pełni nie doszła do siebie po ostatnim „wypadku” na parkiecie z udziałem Jugheada.
Wracając, kiedy schowałam już telefon do torebki, chłopak wyczekująco już siedział na swojej maszynie i wpatrywał się we mnie.
- Nie masz kasku? - zapytałam. Trochę niebezpiecznie jest jeździć na motocyklu, bez zabezpieczenia na głowie, nie?
- Niestety nie. Masz jakąś gumkę do włosów? Radziłbym ci je związać. Chyba że chcesz mieć ślady na skórze.
Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, ale w końcu je zamknęłam i posłusznie zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu gumek. A ja, jako profesjonalna fryzjerka, zawsze jakieś miałam. Tylko w którym miejscu??
Znalazłam je w najciemniejszym kącie mojej torby i z ulgą związałam swoje kłaki w przekładanego kucyka. Zaraz potem próbowałam wejść na pojazd ciemnowłosego. Jakimś sposobem mi się udało.
- Obejmij mnie mocno – usłyszałam polecenie przed sobą, zanim motocykl został odpalony. Zdążyłam tylko chłopaka objąć, gdy ruszył spod klubu na drogę.
Tak, przyznaję się. Nie tylko, co go objęłam, ale również się w niego wtuliłam. Ale tylko dlatego, żeby przypadkiem nie spaść, obiecuję! Miami by mnie wyśmiała. Mimo wszystko cała przejażdżka nie była taka zła i mogę przyznać, że całkiem mi się podobało.
Nim się spostrzegłam, maszyna się zatrzymała, a nawet zgasła.
- Jesteśmy – usłyszałam Jugheada. Od razu go puściłam i się wyprostowałam. Obok nas ujrzałam… przyczepę kempingową. Tutaj mieszkał? Tego się nie spodziewałam.

Jughead?

20.03.2020

Od Jugheada CD Angeline

Wszystkie dni zlewały się w jeden ciąg nudnych zdarzeń, przytłaczającej codzienności na którą momentami już przeklinałem. Ciągle problemy z pieniędzmi kilka razy byłem zmuszony okradać innych uczniów aby mieć za co jeść. Nie miałem ani jednego znajomego co mi nie przeszkadzało w sumie. Nikt nie chciałby nawet zadawać się z takim dziwakiem jak ja. Szkoła,biblioteka, kawiarnia i przyczepa to były miejsca dzień w dzień odwiedzane przez mnie. Dawni znajomi się nie odzywali zbyt często, nawet chyba mój ojciec już zapomniał o tym, że istnieje o mamie i siostrze nie wspomnę. Nie miałem z nimi kontaktu od lat. Siedziałem w przyczepie z laptopem pracując nad jakimś ciekawym opowiadaniem kryminalnym na które poświęciłem już wiele godzin i spokojnie można byłoby nazwać to książką. Tylko jaki wydawca zechciałby podpisać kontrakt z niemal bezdomnym nastolatkiem. Wszystko co pisałem szło w jedno miejsce, do szuflady. Odłożyłem laptopa na bok aby wstać i zrobić sobie kawę, gdyż było późne popołudnie i czułem już jak łapie mnie senność. 
- Hot Dog ?! - zawołałem psa, który o dziwo nie zjawił się obok mnie. 
Otworzyłem drzwi i krzyknąłem ponownie jednak wydawało się, że pies zniknął. Spojrzałem na wycieraczkę na której leżała kartka. Podniosłem ją średnim drukiem była tam wiadomość skierowana własnie do mnie. 

" Myślałeś, ze uciekniesz ? chcesz odzyskać swojego pieska ? Ciekawe czy on jeszcze żyje, jeśli chcesz się przekonać widzimy się w klubie o 21.00 tam gdzie ostatnio  lepiej bądź sam bez policji i przyjaciół to może odzyskasz psa "  M.J

Poczułem jak cały się gotuje z wściekłości cofnąłem się złapałem kubek kawy już chciałem cisnąc nim o ziemię ale powtarzałem sobie " pamiętaj tylko spokój Cię ocalić, żadnych pochopnych czynów bo umrzesz " tak każdy a swoje problemy oraz Demony a za niektórymi przeszłość ciągnie się jak stalowy łańcuch przykuty do nogi. Spojrzałem na zegarek była dopiero 17:42 nie zmierzałem stać bezczynnie z kubkiem kawy. Puściłem sobie muzykę mojego ulubionego zespołu po czym poszedłem pod prysznic. Umyłem włosy wysuszyłem je po czym lekko ogarnąłem. Podszedłem do szafy sięgnąłem z niej czyste gacie i skarpetki. Złapałem białą koszulkę po czym wciągnąłem ją na siebie, w pospiechu złapałem jeansowe ciemne spodnie i skórzany pasek. Wciągnąłem na nogi czarne adidasy z nike. Ponownie złapałem kubek już ostudzonej kawy i wypiłem ją duszkiem. odłączyłem laptopa od prądu zapisując tekstu po czym go zamknąłem i schowałem do szuflady przy łóżku. Ponownie spojrzałem na zegarek była 18;03. Wychodząc  z przyczepy złapałem skórzaną kurtkę  z logiem mojego gangu na plecach wężem i napisem " South Side Setpents" Zarzuciłem ja na siebie po czym zamknąłem za sobą drzwi na klucz i wsiadłem na motocykl. Rozległ się warkot silnika puściłem sprzęgło wrzucając bieg i dodałem gazu po czym ruszyłem. nie jechałem szybko powoli szukając jakichkolwiek śladów porywaczy mojego psa. Inicjały zostawione na liście dokładnie wskazywały na sprawcę. Zatrzymałem motocykl po czym zsiadłem z niego przyjrzałem się śladom opon to za pewne jakiś jeep je zostawił. wsiadłem i ruszyłem ich śladem niestety gdy dotarłem na asfalt zdezorientowany nie miałem pojęcia którędy mogli dalej pojechać. Nie było innego wyjścia musiałem pojechać do klubu. nie cierpiałem takich miejsc po pierwsze dużo ludzi, głośna muzyka, alkohol, pijani ludzie. Wjechałem na asfalt i ruszyłem w stronę miejsca od którego zawsze stroniłem. Postanowiłem nie wchodzić tylko czekać na parkingu. powoli dochodziła 20:15 i ludzie zaczęli się zderzać oraz wchodzić do środka. Jedni wchodzili sami inni grupkami a jeszcze inni całymi bandami. Niecierpliwiłem się coraz bardziej nerwowo patrząc na zegarek. Gdy wybiła 20:50 wszedłem do środka miałem nadzieję, że go tam spotkam załatwimy to szybko i wraz z psem wrócę do swojej przyczepy. Szedłem szybkim krokiem przez parkiet gdy trąciłem dość mocno jakąś dziewczynę ta straciła równowagę i omal nie wylądowała na podłodze odruchowo jednak złapałem ją ratując tym samym od upokarzającego upadku.
- Przepraszam - powiedziałem dość nerwowo. nie wiem czy ona chciała coś mi odpowiedzieć gdyż od razu pośpiesznym krokiem poszedłem dalej. Zbiegłem szybko po schodach do piwnicy gdzie znajdował się salon gier. 
- Jestem tak jak chciałeś sam - krzyknąłem stając przedrzeć muzykę. 
- Joghead milo Cię widzieć to co będziesz współpracować ?
- Nie zamierzam sprzedawać waszego przeklętego towaru po którym ludzie tracą zmysły Serpents się tym nie zajmują a ja nie zamierzam ich hańbić
- Jesteś gorszy niż twój staruszek, chłopaki brać go. 
poczułem jak ktoś krepuje mi ręce a ten wilki koleś  wymierza mi cios za ciosem robiąc wyliczankę. Po kilku ciosach w brzuch poczułem jak typ mnie puszcza chciałem złapać równowagę ale wtedy dostałem z pięści protu w twarz i upadłem na podłogę. Dwóch kolesi sprzedało mi kilka kopniaków w żebra. Ledwo co pozbierałem się na nogi wyjąłem kastet i rzuciłem się na Majka okładając gdzie popadnie. Zrobiło się na tyle głośno że ochrona zaczęła wszystkich rozdzielać po czym wyrzucać z klubu na parking. 
- Jeszcze z tobą nie skończyłem Jones ! 
Ponownie rzuciliśmy się na siebie zaślepieni wściekłością nie zorientowaliśmy się kiedy przyjechała policja. Majk w momencie zaprzestał bijatyki po czym rzucił się do ucieczki a ja poczułem jak zostaje zakuty w kajdanki. w momencie gdy wsadzali mnie do wozu zobaczyłem jak wszystkiemu przygląda się pewna dziewczyna nie byłem pewny czy to nie ta sama na która wpadłem. Dość długo zajęło mi tłumaczenie policji co zaszło a mojej sytuacji nie poprawiało ani trochę to że miałem nasrane w papierach. Na szczęście zostałem wypuszczony z radiowozu. miałem zakaz wejścia do klub a nadal nie odzyskałem psa. Wytarłem ciekną krew w białą koszulkę po czym wsiadłem na motocykl.
- Zaczekaj ! - usłyszałem kobiecy głos za sobą 
odwróciłem się w stronę dziewczyny, nadal nie byłem pewny czy to ta sama osoba na którą wpadłem w klubie. 
- Czego chcesz ? 
- Nic Ci nie jest ?
- Nie ! to ty zadzwoniłaś na policje ?
- Tak to ja i moi znajomi. 
- Super następnym razem proponuje nie wtykać nosa w nie swoje sprawy. 
Ponownie zaczęła mi kapać krew z nosa, dziewczyna sięgnęła szybko do torebki i podała mi chusteczkę. 
- Dzięki - zrobiło mi się głupio, że tak na nią nakrzyczałem. 
Zapadła cisz gdy tamowałem sobie krwawienie. 
- Nie wyglądasz dobrze jutro będziesz miał pół sinej twarzy- podsumowała.
- Nie tylko. - zaśmiałem się nerwowo 
- O co poszło ?
 - Nie ważne, koleś rąbnął mi psa w ramach zemsty. 
- Może mogę Ci pomóc ?
- Lepiej się nie mieszaj to już będzie pomoc. 
W pewnej chwili podeszły do nas dwie osoby, po reakcji zrozumiałem, że są to jej znajomi.
 - Jezu jak ty wyglądasz koleś ! jesteś  zakrwawiony -wydarła się dziewczyna. 
- Nic mi nie jest - zapewniłem ją.
- To ty wpadłeś na Angeline w klubie. 
- Tak .. - czyli dobrze myślałem że kojarzę tą twarz a teraz poznałem przypadkowo imię. 
- Jak Ci na imię ? - ciągnęła dziewczyna znajoma Angeline. 
- Jughead. 
- Ja jestem Miami to jest Filip i Angeline. 
- Miło było ale muszę odzyskać psa - oznajmiłem. 
- W takim razie pomożemy Ci wszyscy. - powiedziała Angeline. 
- Nie odpuścisz prawda ?
- Ona nigdy nie odpuszcza - Oznajmiła Miami. 
- Dobra musimy mieć jakiś plan działania.... 

Angeline?

Szablon
synestezja
panda graphics