16.06.2020

Nina Amara Markey

The flame is not out, but it is flickering.
AUTOR|| Karen Gillian
DANE || Nina Amara Markey
WIEK || 24 lata

15.06.2020

Od Anzaia C.D Elizabeth

Nie przejęła się tym co jej powiedziałem. Jakby zlała to kompletni, po czym spytała jak może mi pomóc. Czy ja naprawdę wzbudzam we wszystkich takie emocje, dlaczego tak bardzo wszyscy chcą mi pomagać. Estera, Elizabeth, Hanny. Sięgnąłem o popielniczkę i zapaliłem papierosa.
- Nie musisz mi pomagać, nie jesteś mi nic dłużna ani winna. Poradzę sobie sam, zajmij się swoimi sprawami. - mruknąłem.
Nastała cisza którą przerwało warczenie suczki. Nie to nie było na mnie. Odwróciłem się i podszedłem do okna.
- Co jest ?
- Nie wiesz jeszcze prawda ? - spojrzałem w jej stronę.
- O czym ?
- Wampiry, mają swoich ludzkich sługusów, tak zwani łowcy wilkołaków oraz inaczej jeszcze łowcy na łowców wampirów.
- Serio ?
- Tak ? Jednego niedawno schwytano, ale ilu ich jest nie wiadomo. Jeden najwyraźniej poluje na naszą dwójkę.
Elizabeth w momencie się poderwała.
- Doceniam, ale zostań z psami tutaj ja zaraz wrócę. - otworzyłem okno i wskoczyłem na dach swojego domu, aby dokładnie się rozejrzeć po posesji. To nie jest zbyt fajne kiedy obcy chodzą po twoim podwórku. Zobaczyłem jak ktoś czai się przy ogrodzeniu. Zeskoczyłem z dachu znajdując się twarzą w twarz z człowiekiem. Od razu wyrwałem broń z jego ręki. Ten zaś posłał mi uśmiech i wtedy usłyszałem jazgot z wnętrza domu, oraz mocne kopnięcie paralizatora. Cicho syknąłem tracąc równowagę. Do moich uszu dobiegł dźwięk tłuczonego szkła szczekanie psów oraz warczenie. Gdy tylko odzyskałem równowagę wróciłem szybko do pomieszczenia gdzie rozmawiałem z Elizabeth.
Tak jak myślałem na ziemi leżało mnóstwo potłuczone go szkła...

Elizabeth ?

Od Anzaia C.D Estery

Estera posiadła podobny problem z jakim borykałem się ja sam. Również brała zastrzyki aby zapobiec przemianie. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że mogłaby mnie zrozumieć.
Patrzyłem na zwłoki, które pakowano do czarnych worków. Nie czułem współczucia wobec zamordowanych, lecz gniew, że nie zjawiłem się na czas. Zajmując się szeregiem innych spraw, nierealne było bym zjawiał się wszędzie na czas. Zacisnąłem pięści i niemal cały w środku się gotowałem gdy, z tego stanu, wyrwał mnie głos dziewczyny stojącej obok mnie.
- Jak mogłabym Ci pomóc ?
Sam nie nie znałem odpowiedzi na to pytanie. Nie chciałem być oschły wobec niej, ale nie widziałem w tym sensu aby miała się narażać. Jakby niby miała mi pomóc skoro oboje borykamy się z podobnym problemem.
- Nie, pomożesz - oznajmiłem.
- Ale chcę !
- Ja też, wiele bym chciał Estero.
- Mówisz tak bo jestem dziewczyną ?
- To nie ma nic związanego z tym. Jeśli chcesz poznać powód zapraszam do mnie.
Dostrzegłem nadzieję w jej oczach. Widziałem, że jest smutna, przybita tą sytuacją.
Gdy dotarliśmy do mojego lokum, otworzyłem przed nią drzwi.
Dziewczyna rozewrzała się, po czym stwierdziła.
- Musisz chyba sporo zarabiać skoro masz taką wille.
- Nie do końca, ale zaraz wszystkiego się dowiesz... głodna ?
- Po tym widoku nie mam chęci nic jeść.
Skinąłem głową i zająłem miejsce przy barze wyjąłem dwie szklanki i nalałem sobie jak zawsze pełną szklankę whisky.
- Pijesz ?
Pokręciła przecząco głową w odpowiedzi na moje pytanie.
- Dobrze to teraz słuchaj uważnie dlaczego nie powinnaś mieszać się w to wszystko.
- Ludzie i wampiry polują na wilkołaki a ty nim jesteś. Jestem Hybrydą wampira i demona inaczej zwą mnie diabłem. Urodziłem się jako eksperyment, moim przeznaczeniem było zostanie bronią. Jestem gorszy od wampirów. W tej postaci jakiej teraz mnie widzisz wszytko jest w porządku. Ale gdy się przemieniam tracę panowanie nad sobą. Działa na mnie krew niemal każdej istoty, budzi we mnie prawdziwego potwora. Zabijam bez opamiętania, wypijam krew ofiar do ostatniej kropli. Dlatego podawane mi są zastrzyki jeden uspokajający zazwyczaj w momencie kiedy dobieram się do ofiary. Działa tak, że padam na ziemię nie mogę przez kwadrans nic zrobić. Drugi usypiający w momencie gdy już zaczynam pic krew. Usypia mnie na ponad godzinę po to że nie znam umiaru, zaczynam masowo zabijać a gdy przedawkuje mogę umrzeć. Plus jest taki, że ludzka krew pozwala mi się regenerować, dzięki czemu jestem niemal nieśmiertelny. Do mojej przemiany dochodzi gdy, jestem wściekły, czuje krew, lub podniecenie. Kiedyś miałem bliską mi osobę, która kochałem, nie wiedziałem jeszcze wtedy, co do końca powoduje moją przemianę. Zabiłem ją gdy się całowaliśmy wypiłem jej krew, poczułem głód i pozbawiłem życia tej nocy kilkunastu osób. Skoro ty tez bierzesz zastrzyki aby się nie przemieniać, pomyśl co by się stało gdym ja stracił panowanie, potem ty byś się przemieniła, gdybyś uroniła krople krwi z jakiegoś powodu byłby po tobie. Nawet teraz głupie skaleczenie i możesz zostać zjedzona przeze mnie. Mam już partnera do pracy, Hanny ona zawsze trzyma nerwy,wie kiedy podać mi jaki zastrzyk, gdy z nią pracuje zazwyczaj dostarczamy wampiry żywe. zazwyczaj gdy jej nie ma jest to niemożliwe wszystkie zabijam. To teraz odpowiedz mi na pytanie dlaczego ty nie chcesz się przemieniać w wilkołaka ?

Estera?

14.06.2020

Od Estery CD Anzaia

Dziewczyna patrzyła jeszcze przez chwilę, jak Anzai wyskoczył przez okno. Trochę zszokowana całą sytuacją spojrzała w sufit i zmarszczyła brwi.
- Czemu takie sytuacje spotykają właśnie mnie? - Spytała na głos i westchnęła, miała ochotę wrócić do domu. Po kilku minutach przyszedł lekarz wyjaśnić jej, w jakim jest stanie. Dowiedziała się, że wypuszczą ją następnego dnia, ale po wyjściu ma siebie oszczędzać i po kilku dniach się zgłosić na kontrolę. Musiała się pogodzić, że będzie siedzieć w domu sama przez kilka dni.

***Trzy dni później po przesłuchaniu niedoszłego zabójcy***

- Dziękuję. - Wyszła przez drzwi komisariatu i wzięła głęboki wdech zimnego powietrza. - Za wszystko, gdyby nie twoja szybka pomoc mogłabym źle skończyć, na przykład z paraliżem. A dziś prawdopodobnie bym zginęła.
- Taką już mam pracę. - Odpowiedział, rozglądając się po parkingu. - Gdzie mieszkasz?
- Pod miastem, ale wezmę taksówkę, chciałam przyjechać swoim samochodem, ale stwierdziłam, że po wstrząsie mogłoby to być nieodpowiedzialne... Przyjechałam tylko po leki. - Patrzyła, jak Anzai wybiera paczkę papierosów z kieszeni.
- Palisz? - Spytał, biorąc papierosa, a dziewczyna pokręciła tylko przecząco głową. Przesunęła się jedynie tak, aby dym nie leciał na nią. - Przyjechałaś tak późno tylko po leki? - Spytał i spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem.
- Tak, jest już lepiej, ale nie potrafię znieść bólu, który czasami się pojawia. Do tego zbliża się pełnia, więc łeb mi będzie pękać, jeśli nie zamierzam się przemieniać. - Powiedziała, wyjmując z torebki pudełeczko z tabletkami przeciwbólowymi. Była na nim przyklejona naklejka z jej imieniem i nazwiskiem. - Mam też gdzieś paragon, jeśli potrzebujesz dowodów. 
- Nie, dzięki. Czym się zajmujesz? - Spytał, spoglądając na dziewczynę. 
- Jestem lekarzem weterynarii, prowadzę gabinet z bratem kilka przecznic dalej. - Odpowiedziała, sprawdzając wiadomości w telefonie. Rozmawiała z bratem zaledwie kilka godzin temu i nie wiedziała, czy mówić mu co się wydarzyło. Po chwili namysłu doszła do wniosku, że nie będzie bratu psuć wyjazdu, opowie mu o tym, jak wróci już do Seattle. - Co cię skłoniło do pracy w policji? 
Anzai zaczął odpowiadać, ale coś rozproszyło myśli Estery. Wzięła kilka głębokich wdechów, szukając zapachu, który zaabsorbował wszystkie jej zmysły.
- Czujesz to? - Spytała, idąc niewidzialnym tropem, wśród zapachów miasta, zapach krwi przebijał się nadzwyczaj mocno. Dziewczyna szła coraz szybciej, a Anzai zgasił papierosa i ruszył za nią. Przeszli może trzysta metrów, gdy trafili do ciemnej uliczki. Widok, który tam zastali wzburzył Esterę, poczuła ukłucie w klatce. Nie mogła pozwolić sobie teraz na przemianę. Ruszyła w alejkę, ale towarzysz chwycił ją za ramię. - Puść mnie. - Powiedziała głośno i stanowczo, wyrywając się i podchodząc do martwych ciał, a mężczyzna w tym czasie wezwał służby. - Starsze rany są od walki, te świeże są od tortur, a strzały w głowę są może sprzed godziny, ale byli też czymś faszerowani, Czujesz też ten dziwny zapach? Coś takiego mógł zrobić tylko jakiś psychol. - Estera poczuła, jak zaczyna się dusić, a kości zaczynają boleć, upadła na czworaka.
- Ej, spokojnie. - Anzai szybko podszedł do dziewczyny.
- W torebce jest zastrzyk, w zewnętrznej kieszeni. - Mężczyzna chyba zrozumiał co ma zrobić, ponieważ szybko znalazł zastrzyk w metalowym pudełeczku i podał zawartość, wbijając w ramię dziewczyny. Estera po kilku sekundach poczuła ulgę, skurcze mięśni ustały, serce zwolniło, a kości przestały boleć. - Dzięki.
- Coś takiego można kupić w aptece? - Spytał, obserwując pustą strzykawkę.
- Nie, sama to zrobiłam tak na wszelki wypadek, ale to jest tylko dla wilkołaków. Powstrzymuje niechcianą przemianę właśnie w takich przypadkach. - Powiedziała, zabierając strzykawkę i schowała ją do torebki. - Anzai, to mogłabym być ja i mój brat. Czemu ktoś to robi? - Spytała, chociaż nie oczekiwała odpowiedzi, było jej żal tych dwóch wilkołaków, którzy zostali wyrzuceni w pustej i ciemnej uliczce. 
Po chwili zjawiła się policja, zagrodzono miejsce zbrodni, chociaż było to tylko miejsce porzucenia ciał. Jakaż policjantka robiła zdjęcia ciał i rzeczy które zwróciły jej uwagę. Anzai rozmawiał z drugim policjantem, a ona stała i wszystko obserwowała. Jej myśli zajmował tajemniczy zapach. "Co oni im podawali?'' Nie potrafiła skojarzyć tego zapachu z niczym co kiedykolwiek czuła. Po kilku minutach podszedł do niej znajomy brunet. 
- Jak mogłabym pomóc? - Spojrzała na mężczyznę i przeniosła swój wzrok na martwe wilkołaki. Nie chciała być w niebezpieczeństwie z powodu swojej rasy. Nie lubiła też być komuś dłużna, a Anzai uratował jej życie prawie dwukrotnie. Czekała na jego odpowiedź, podczas gdy przechodzili obok nich inni policjanci.

Anzai?

13.06.2020

Od Elizabeth CD Anzaia

- Nie jestem bezbronną kaczuszką - burknęłam, upijając kolejny łyk trunku. Miałam wrażenie, że już mu to kiedyś mówiłam. Widziałam, jak Link rzuca mi zaniepokojone spojrzenie. Czuła się nieswojo. Jeśli mężczyzna wykonałby teraz jakiś nieautoryzowany ruch, mogłaby zaatakować. Widząc to, powinnam założyć suczce kaganiec... Nadal się jednak obawiałam, że Anzai faktycznie mógłby mi coś zrobić. Szczególnie po słowach, które wypowiedział na końcu...
Nie bez powodu to zignorowałam. Pomijając fakt, że wyskakiwanie z tym jak Filip z konopi było cokolwiek nietypowe. Czułam się po prostu niekomfortowo, słysząc takie słowa, szczególnie z ust mężczyzny, którego w zasadzie nie znałam. Przyzwyczaiłam się do tego, że faceci nie zwracali na mnie uwagi, a nawet jeśli któremuś się zdarzyło, Aaron albo Thommy szybko takiego delikwenta pacyfikowali. Teraz jednak... Nie wiedzieli o Anzaiu. Zaczynałam się zastanawiać, czy to lepiej, czy wręcz przeciwnie.
- Elizabeth... Jeśli stracę kontrolę, nie masz ze mną szans. Widziałaś z resztą - mężczyzna nie dawał za wygraną. Zastanawiałam się, jak bardzo musieli go zniszczyć w tym... Dziale badań, eksperymentów? Cokolwiek to było, dokąd zabrali go ludzie, którzy odciągnęli go ode mnie kilka dni temu. Co mu robili? Jakie bzdury wmawiali? Co sprawiło, że zachowywał się teraz przy mnie jak wrak człowieka...?
Mimo, że sama nie narzekałam na brak problemów w życiu, chciałam mu pomóc. Zrobić coś dla niego, co pomogłoby mu się wyrwać z tego stanu samonienawiści... Bo doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, jak parszywe to jest uczucie i nikomu nie życzyłam przeżywania niczego podobnego. A już na pewno nie mężczyźnie, któremu, mimo wszystko, sporo zawdzięczałam.
- Potrafię ugryźć - uśmiechnęłam się krzywo, zachowując całkowity sposób, choć wiedziałam, jak to mogło zabrzmieć. Nie miało to jednak znaczenia. Nie w tej chwili, w tej sytuacji. - Nie tak łatwo mnie zabić, a, uwierz mi, wielu już próbowało.
Patrzył na mnie bez wyrazu, chyba niezbyt zadowolony tym, że średnio się przejęłam tym, co mi powiedział. Ale... co miałam powiedzieć? Przywykłam do podobnych tekstów rzucanych w moją stronę. Fakt, on mógł mnie zabić, większość pozostałych adoratorów, jakich do tej pory spotykałam, raczej nie. Nie skutecznie. Bo próbować oczywiście mogli. Jednak zwykły chłopek roztropek nie był w stanie zrobić mi znaczącej krzywdy. Wilkołaka nie tak łatwo zabić.
- Nie boisz się mnie - nie byłam pewna, czy to było pytanie. Nie byłam pewna, czy mam na to coś odpowiadać. Ale zrobiłam to, rzuciwszy uprzednio ukradkowe spojrzenie na Link, która właśnie próbowała ugryźć siedzącego obok Ghosta w ucho. Warknęłam cicho i natychmiast przestała.
- Tego nie powiedziałam - uspokoiwszy psy, zwróciłam się do mężczyzny. Złapał ze mną kontakt wzrokowy, który wilk we mnie za wszelką cenę chciał utrzymać, pokazać, że nie z nim takie numery, jednak zmusiłam się do odwrócenia wzroku. Dla jego i swojego dobra, żeby go nie prowokować. Bądź co bądź byłam u niego w domu. Nikt z moich bliskich o tym nie wiedział. Nieroztropnie byłoby ryzykować irytowanie go w ten czy inny sposób. - Niemniej, chcę ci pomóc. Powiedz mi tylko, jak.

Anzai?

10.06.2020

Od Anzaia CD Estery

Wstałem z łózka zegarek, pokazywał czwartą rano. Za oknem nadal było ciemno. Zszedłem na dół do kuchni i zaparzyłem sobie kawę. Sięgnąłem po patelnie, wyjąłem z lodówki jajka oraz masło. Pokroiłem paprykę,kiełbasę oraz posiekałem sałatę. Rozgrzałem patelnie wrzuciłem masło, potem mięso  i warzywa, następnie rozbiłem cztery jajka i wyszedł mi z tego całkiem spory pożywny omlet.
Wróciłem na górę sięgnąłem po szare dresy i ciepła bluzę po czym zabrałem wszytko na werandę. Patrzyłem jak ziemie powoli otula biały puch. Spokojnie zjadłem śniadanie popijając kawą a na koniec rytuału, sięgnąłem do kieszeni po paczkę fajek. Wyjąłem jednego i zapaliłem, powoli zaciągając dym do płuc i wypuszczając. Nic nie działało na mnie aż tak odprężająco. Pozbierałem naczynia ze stolika i wstawiłem wszystko do zmywarki. Skierowałem kroki do swojego domowego biura, odpaliłem wszystkie komputery i zacząłem przeglądać nagrania z całego miasta. Na jednej ze ścian wisiał jego plan, przypinałem pinezkę w miejscach gdzie dochodziło do ataków. Wampiry nie wiedzą kiedy należy zaprzestać. Pomimo, że ta zabawa trwała od dwóch miesięcy nie zapowiadało się aby miała prędko się zakończyć. Zegar pokazywał siódmą rano, był to najwyższy czas aby zbierać się do pracy. Niksa temperatura nie robiła na mnie wrażenia, nie musiałem zakładać wielu warstw jak zwykli śmiertelnicy. Jeansy, zimowe buty, czarna koszulka na krótki rękaw i z skórzana kurtka podszyta futerkiem z materiałowym kapturem w zupełności wystarczały. Włożyłem do ucha słuchawkę bluetooth i wyszedłem z domu zamykając za sobą drzwi. Skierowałem swoje kroki na posterunek. Przed wejściem zatrzymałem się aby zapalić papierosa. Wszedłem do środka gdy usiadłem za biurkiem na zegarze wybiła równa ósma rano. Nie zdążyłem nawet odpalić komputera gdy Hal już stał nad moją głową.
- Anzai jak nagrania z kamer miejskich ?
- Wykluczam zaplanowane ataki...zjawiają się w przypadkowych miejscach, nie są zorganizowani.
- Starają się nas zaskoczyć.- Stwierdził, czekając na moją reakcje.
Skinąłem głową po czym dodałem.
- Wyłapie ich wszystkich, martwi mnie jednam morderstwo z przed dwóch dni.
- Tak, nasi ludzie są przekonani, że to człowiek, nie ma związku z wampirami.
Ponownie przytaknąłem.
- Mam go schwytać ? - spojrzałem na niego przymrużając oczy.
- Zostawmy to innemu gliniarzowi.
Hal opuścił moje biuro i pozwolił mi spokojnie zająć się papierkową robotą. Po południu udałem się na patrol jak zawsze. W międzyczasie schwytałem dwóch złodziei i zabrałem ich na komisariat. Około czternastej miałem już wolne, polowanie na wampiry zwykle zaczynam około dwudziestej. Spacerowałem po ulicy paląc papierosa gdy nagle zobaczyłem jak jakaś dziewczyna upada na zimie.
Podszedłem do niej nachyliłem się.
- Ile palców widzisz- pokazałem jej trzy palce.
W odpowiedzi dostałem tylko jakieś bełkotanie.
- Nic Ci nie jest.
Znowu odpowiedzią był bełkot.
Wziąłem głęboki wdech i podniosłem dziewczynę. W powietrzu uniósł się zapach. Tak to był wilkołak. Pozostawienie jej na ulicy nieprzytomnej sprowadziłoby tylko bandę wampirów.
Trzymając ją na rekach wskoczyłem na dach budynku i ruszyłem biegiem skacząc po dachach. Gdy byłem na dachu szpitala zeskoczyłem i wszedłem do środka oddając dziewczynę lekarzom. Zastanawiałem się czy ja zawsze muszę, zjawiać się w miejscach gdzie dochodzi do jakichś wypadków. Może to właśnie ja przyciągałem te złe zdarzenia. Zasiadłem na fotelu obok jej łóżka. Lekarze ją zbadali i podali kroplówkę. Po zaledwie chwili pacjentka odzyskała przytomność. Wzrok dziewczyny padł na mnie a z jej ust już nie wybrzmiewał bełkot a normalne pytanie.
- Kim.. jesteś ?
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.
- Anzai, widzę, że już Ci lepiej, przewróciłaś się i straciłaś przytomność, przyniosłem Cię tutaj, ale skoro już odzyskałaś świadomość pora abym wrócił do pracy.
Po tych słowach otworzyłem okno i wyskoczyłem.
W słuchawce co chwila rozbrzmiewały alarmy. To była pracowita noc, miałem ponad sześć wezwań. Wraz z moją wspólniczką Hanny udało nam się schwytać kilku osobników, ale nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. Około czwartej rano wróciłem do domu, wziąłem szybki prysznic i poszedłem spać.
Dobrze że miałem tego dnia dopiero na siedemnastą.

***** Trzy dni później *****

Była godzina dwudziesta trzecia kolejne wezwanie, tym razem jakiś facet z bronią napadał na przechodniów. Ruszyłem więc aby go schwytać. Moja wspólniczka Hanny miała wolne tego wieczoru, więc byłem sam i miałem pełne ręce roboty. Biegłem, przeskakując z dachu na dach. W końcu znalazłem podejrzanego. Zeskoczyłem prosto przed dziewczynę do której mierzył bronią. Padł strzał kula przedziurawiła moje prawe płuca. Wyplułem krew z ust i zakryłem ręką ranę z której ciekła czarna krew. Spojrzałem prosto w oczy faceta. Poczułem jak adrenalina zaczyna buzować w moich żyłach. Już po zaledwie sekundzie z moich pleców wyrosły skrzydła,paznokcie i kły wydłużyły się, oczy zmieniły barwę na krwistą czerwień. Ruszyłem w jego stronę, mężczyzna wykonał dwa kolejne strzały trafiając mnie w bark i brzuch. Tego było za wiele, rzuciłem się na niego wytrącając broń z jego ręki. Szybkim ruchem zakułem go w kajdanki, choć potrzebowałem krwi aby się zregenerować i już miałem zatapiać je w jego szyi, poczułem ukłucie w plecach.
- W samą porę- uśmiechnąłem się.
Jerry szybko przechwycił ode mnie niedoszłego mordercę. Ja zaś upadłem na ziemię. Po dostaniu leków na uspokojenie moja przemiana ustąpiła, Facet zniknął w jednym z radiowozów. Zaś mną i dziewczyną zajęła się nasza służba zdrowia. W karetce wyjęto ze mnie kule i podano mi kilka mililitrów ludzkiej krwi. Dzięki temu szybko odzyskałem siły a moje rany zniknęły.
Dziewczynie którą zasłoniłem własnym ciałem, na szczęście nic się nie stało. Wyszedłem z karetki i ruszyłem spokojnym krokiem w stronę komisariatu, trzeba było jak najszybciej przesłuchać tego kolesia.
- Anzai...dziękuje - usłyszałem za sobą kobiecy głos.
Odwróciłem się dopiero teraz zobaczyłem, że to była ta sama dziewczyna którą kilka dni temu zabrałem do szpitala.
- Jesteś wilkołakiem prawda ?
- Czemu pytasz ?
- To ważne, ten facet może nie jest wampirem ale kto wie, dla kog pracuje, to dziwne czemu z pośród tylu ludzi zaatakował akurat Ciebie... Jak Ci na imię ?
- Estera.
- Choć na komisariat, będę go przesłuchiwał, może czegoś się dowiemy.
Dziewczyna skinęła głową i ruszyła za mną. Po drodze wyjąłem papierosa i zapaliłem, gdyż ta cała sytuacja mocno mnie irytowała.
Po dotarciu na miejsce nasz podejrzany siedział za przeszklonymi drzwiami. Wszedłem do środka i usiadłem na przeciwko niego.
- To dla kogo pracujesz ? - poniosłem jedną brew.
- Bez adwokata nie odpowiem na żadne pytanie.
- Spytam ostatni raz dla kogo pracujesz - Mój ton już nie był taki spokojny i miły.
- Nic nie powiem.
- Okey, sam się o to prosisz.
Wstałem podniosłem go za szyje lekko podduszając
- Polujesz na wilkołaki ! - Druga ręką uderzyłem go z pięści w brzuch. Ponownie zadałem pytanie i dostał kolejny cios za milczenie. Moja cierpliwość dobiegła końca rzuciłem nim o ścianę.
- Odpowiadaj ! - zacisnąłem rękę w pięść i wymierzyłem mu dwa ciosy w głowę. w końcu facet pękł i zaczął mi wszystko mówić.
- Tak pracuje dla grupy wampirów, nie pamiętam imion mam im pomóc pozabijać wilkołaki.
- Ty czy ktoś jeszcze ?
- Jest nas ośmiu - jego głos drżał.
- Imiona i nazwiska już !!
- Nie znam, pracujemy osobno !!
- Imię szefa !
- Jared J. Mówimy na niego JJ przysięgam nic więcej nie wiem.
Zostawiłem go i wyszedłem, dziewczyna bacznie mnie obserwowała, jednak nie obchodziło mnie co sobie pomyśli. Wszystkie informacje podałem Halowi. Resztą mieli się zająć pozostali członkowie policji. Wróciłem do Estery.
- Chodź odprowadzę Cię, facet poluje na wilkołaki, pozostała siódemka jego kolegów jest na wolności do tego jeszcze te wampiry. Będziesz bezpieczniejsza w moim towarzystwie. - oznajmiłem otwierając przed nią drzwi.

Estera?
(1180 słów)

9.06.2020

Od Estery do Anzaia

Płatki śniegu przykrywały coraz większe powierzchnie, ale wyjątkiem była ulica, na której robiła się brzydka i szara breja. Estera popatrzyła jeszcze chwilę przez okno z biura na piętrze, wiedziała, że na dole czekają klienci ze swoimi zwierzętami. Wzięła klucze i wyszła z pomieszczenia, natychmiast zrobiło się głośno. Dziewczyna podejrzewała, że w poczekalni pojawił się pies małej rasy, który postanowił zapanować nad resztą. Nie myliła się, kudłaty stworek podskakiwał nerwowo w każdą stronę, ujadając niemożliwie głośno. Najbardziej nie podobał mu się królik, tupiący w dno transportera. Wzięła wdech i poszła do sali zabiegowej, w której była już pani z młodym, ale nie małym kundelkiem. 
- Jak się trzyma nasza młoda pacjentka? - Spytała, przeglądając kartę suczki, znaleziona pod miastem, wychudzona i poraniona. Jej brat na poprzedniej wizycie zlecił badania, a ich wyniki były w karcie. - Widzę, że Holly ma się już lepiej, ponownie pobierzemy krew i zostajemy przy ustalonej diecie. Czy zaobserwowała pani coś niepokojącego?
- Nie, Holly jest bardzo radosna i ciągle głodna. - Właścicielka suczki poprawiła torbę na ramieniu i przyglądała się każdemu ruchowi Estery.
- W takim razie drugi lekarz przyjdzie i pobierze krew, proszę zostawić Holly jeszcze tydzień na diecie, myślę, że za kilka dni będziemy mogli zwiększyć dawkę. - Powiedziała z uśmiechem i opuściła pomieszczenie, poklepała mężczyznę w kilcie po ramieniu. - Liczę, że pójdziesz do tamtej pacjentki i pobierzesz krew, a ja będę mogła już się zebrać. 
- Nie ma problemu, już idę. Miłych zakupów. - Eliot posłał jej szelmowski uśmieszek, wiedział, jak nie lubiła gdy czytał w myślach. 
- Dostaniesz dyżur w sobotni wieczór, zobaczysz jeszcze. - Dziewczyna posłała mu oczko i wzięła swoje rzeczy, nałożyła płaszczyk oraz wzięła torebkę. Miała zamiar kupić już prezent dla brata, nie chciała zostawiać tego na ostatnią chwilę, chociaż do świąt miała jeszcze trochę czasu. Była to jednak dobra okazja, ponieważ Estevan wyjechał na kilka dni ze znajomymi.
Minęło pół godziny od momentu jak wyszła z gabinetu, było jeszcze wczesne popołudnie, a na ulicach było dużo ludzi. Była w kilku pobliskich sklepach, ale nic tam nie znalazła, co mogłoby się spodobać Estevanowi. Pojechała do galerii, gdzie nie brakowało sklepów, ubrania, książki, gry... Rzeczy na przyszłe prezenty nie brakowało, ostatecznie wybrała książkę z gatunku fantasy. Schowała ją do reklamówki i poszła na parking, siedząc w samochodzie, przypomniała sobie, że jej brat zgubił latem zegarek. 
Była w kilku sklepach jednak żaden nie przyciągnął jej uwagi. Zatrzymała się na kolejnym parkingu i włączyła lokalizację w telefonie, po drugiej stronie ulicy zobaczyła szyld z nazwą sklepu. Ruszyła w tamtą stronę, śnieg padał coraz mocniej, a ludzi na ulicy zrobiło się zdecydowanie mniej. Była już kilkanaście metrów od sklepu, gdy poczuła, jak leci do tyłu i jej głowa spotyka się z twardym chodnikiem. Ostry ból w głowie nie pozwolił, skupić się na tym, co właśnie się wydarzyło. Usłyszała czyjś głos, ale nic nie zrozumiała, otworzyła oczy i jedyne co zobaczyła to rozmazany obraz, który ciągle się kręcił. Zamknęła oczy, próbując zebrać siły, ale jedynie słyszała jak, ktoś dalej coś mówił. Głos ucichł, a Estera poczuła, jak ktoś ją podnosi, chciała się ruszyć, ale ciało odmawiało posłuszeństwa, a gdy spróbowała coś powiedzieć, to z jej ust wydobył się niezrozumiały bełkot. Ból w głowie nasilił się jeszcze bardziej, a ona zaczęła odpływać.
***
Esterę obudził ból głowy i dziwny zapach, otworzyła oczy, potrzebowała minuty, żeby zrozumieć gdzie jest. W domu nie miała tylu białych ścian i przy łóżku nigdy nie znajdowała się kroplówka. Ktoś siedział na fotelu przy oknie, dziewczyna nie mogła skojarzyć kim jest mężczyzna.
- Kim... Jesteś? - Powiedziała z znacznym trudem, mówienie sprawiało ból i mdłości, których wolałaby unikać. Mężczyzna otworzył oczy i spojrzał na Esterę.

Anzai?

2.06.2020

Od Anzaia CD Elizabeth

Byłem na siebie wściekły, miałem dość. Chciałem zrezygnować z pracy, wynieść się z tego miasta. Jednak to nie zależało ode mnie Według Kiriko, stawałem się coraz lepszą bronią. Nie patrzono na mnie jak na istotę, żywą, czującą i myślącą. Byłem tylko narzędziem, nie mogłem tego zmienić.
W pewnej chwili usłyszałem dzwonek do drzwi nie spodziewałem się gości. Nie miałem chęci się z nikim widywać. Zaciągnąłem nosem powietrze znałem ten zapach. To była Elizabeth, nie była sama. Zastygłem nieruchomo, bałem się otworzyć drzwi, a z drugiej strony tak bardzo chciałem ją zobaczyć. Przez myśl przeszło mi, jak się na nią rzucam, zamknąłem oczy o zobaczyłem obraz swojej martwej miłości. Drżałem cały, poszedłem do łazienki, opłukałem twarz zimną wodą. Serce biło mi jak szalone, wahałem się. Podszedłem do drzwi oparłem się o nie plecami.
- Kto tam ? - spytałem.
- Anzai to ja... otwórz.
Wziąłem głęboki wdech, otworzyłem zamki i złapałem za klamkę. Ujrzałem dziewczynę a obok niej dwa psy. Suczka stała bez kagańca, miała najeżoną sierść i obserwowała każdy mój ruch. Pies był spokojniejszy po prostu stał.
- Wejdź, widzę, że masz obstawę. - uśmiechnąłem się.
Elizabeth weszła a wraz nią jej czworonogi.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć Anzai, dziękuje. - szepnęła.
- Nie powinnaś, to ja przepraszam, napijesz się czegoś ?
- Tak ...
Suczka cały czas miała mnie na celowniku. Chyba ona sprawiała, że oboje czuliśmy się znacznie bezpieczniej i chwała jej za to.
Położyłem na blacie baru szklankę.
- Wybieraj, tutaj jest samo obsługa, z resztą to już wiesz.
- Przy pierwszym spotkaniu zrugałeś mnie za picie alkoholu a teraz sam mnie częstujesz nim na wejściu.
- Nie musisz pić jeśli nie chcesz.
- Czemu zniknąłeś ? - szybko zmieniła temat, sięgając po jedną z butelek.
- Musiałem dowiedzieć się, czemu tak się stało.
- Dlaczego ?
- Jestem gorszy niż wampiry, działa na mnie każda krew.
- Nadal będziesz na nich polował ?
- Nie chce, jestem gorszy od nich, to oni powinni mnie zgładzić. - oznajmiłem.
- Czyli chcesz aby to na Ciebie polowali ?
- Chciałbym odejść... jednak nie mogę.
- Czemu ?
- Mój szef, się uparł.
- Postaw się im !
- Jestem tylko bronią, a nie człowiekiem, działam w rękach właścicieli, z resztą nie ważne.
- Czemu nie pijesz ?
- Po co ma  otępiać umysł i narażać Ciebie, że coś mi odwali ?
- Czemu miało by ?
Uświadomiłem sobie, że jeśli wyznam jej coś, to ona mnie odrzuci. Dzięki temu, łatwiej mi będzie się od niej odciąć. Musiałem ratować ją i siebie.
- Elizabeth, podniecasz mnie...sama obecność twoja napawa mnie strachem, przed przemianom. Nie chce abyś skończyła pod ziemią. - uśmiechnąłem się lekko.

Elizabeth ?

Od Jugheada CD Angeline

Odwiozłem Angeline do domu, chwile czekałem aby upewnić się, że bezpiecznie wejdzie do mieszkania. Odpaliłem motocykl po czym wróciłem do swojej przyczepy. Odwiesiłem kurtkę na wieszak. Usiadłem na kanapie i wziąłem psa na kolana. Uświadomiłem sobie, że na prawdę polubiłem tą dziewczynę. Przestałem czuć się samotny, chciało mi się wstawać rano z łózka, chodzić do szkoły, pisać. Czułem się szczęśliwszy, gdy była obok mnie, złapałem się na tym, że co jakiś czas zerkałem na telefon czy aby nie napisała. Przeglądałem jej filmiki i nie mogłem doczekać się kolejnego spotkania. Gdy nagle mój telefon zabrzmiał, spojrzałem od razu na wyświetlacz. Tak to była wiadomość od niej.
Angeline: Kiedy nasza 2 próba do nagrywarek ? 
Uśmiechnąłem się sam do siebie, szybko przemyślałem odpowiedź. Nie mogłem zawalić szkoły, ani mojego pisania, opowiadań. Chociaż chciałbym z nią spędzać każdą wolną chwilę. Tak uświadomiłem sobie, że naprawdę ta dziewczyna mi się podoba. 
Jughead: Hmm...Jutro mam zajęcia, potem chciałem popisać trochę opowiadań, gdyż dzisiaj już nie mam na to siły. 
Angeline: Rozumiem, to kiedy by Ci pasowało, nie musi być jutro przecież. 
Jughead: Jeśli chcesz może jutro pójdziemy na spacer z psami wieczorem razem ? 
Angeline: Dobra, tylko nie wiem czy mam wolny wieczór ale spiszemy się jeszcze okey ?
Jughead: Jasne ! 
Odłożyłem telefon na bok wstałem i wyszedłem na dwór wraz z mopsem. Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem paczkę papierosów. Wziąłem jednego i zapaliłem. Pies w tym czasie szybko załatwił swoje potrzeby. Wróciłem do środka, wstawiłem wodę na herbatę i poszedłem się wykąpać. Zasiadłem do swoich opowiadań. Moje zdziwienie było ogromne gdy o trzeciej w nocy na wyświetlaczu mojego telefonu pojawiła się wiadomość od dziewczyny. 
Angeline: Jug śpisz ? 
Jughead: Nie... pisze opowiadania, coś się stało ?
Angeline: Nie, spać nie mogę. 
Jughead: Dlaczego ? 
Angeline: Mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, zaczynam się bać. 
Jughead: Może to twoja wyobraźnia ?
Angeline: Nie ...*screen rozmowy z obserwującym*
Czytałem i byłem przerażony, dlaczego nie powiedziała mi o tym od razu. To pisanie z typem trwało dobre kilka godzin i wiadomości były coraz bardziej przerażające. Poderwałem się szybko ubrałem i wsiadłem na motocykl, w tej sytuacji chyba jutro nie zjawie się w szkole. Byłem na miejscu już po kilku minutach. 
Jughead: Otwórz okno !
Zobaczyłem jak dziewczyna podchodzi o otwiera okno, wspiąłem się po rynnie po czym wlazłem do jej pokoju. Coś do mnie mówiła, ale ja od razu zabrałem się do przeszukiwania jej pokoju. Nic nie mogło umknąć mojej uwadze, po chwili znalazłem małą ukrytą kamerkę na oknie była sprytnie schowana w doniczce. W tej samej chwili telefon Angeline zawirował. Spojrzałem na nią.
- To on prawda ? 
Skinęła głową po czym zaczęła czytać wiadomość podglądacza na głos. 

Angeline?

1.06.2020

Od Kangsoo CD Liama

Wziął głęboki wdech, popadając w zamyślenie. Liam poniekąd miał rację – nie wiedział, na co tamtych policjantów tak naprawdę było stać. Jeśli rzeczywiście byli szaleni i mogli zrobić niemalże wszystko, on sam również mógłby w tym całym zamieszaniu oberwać, nawet jeśli w zasadzie nie robił nic. Czy to oznaczało, że na pewien czas on i Liam musieli się od siebie odsunąć? Nie miał pojęcia. W duchu starał się wierzyć, że jest jakieś wyjście z tej sytuacji, tylko jeszcze go nie odnalazł.
Zwilżył językiem dolną wargę. Jakiś czas poświęcił na myślenie o tym wszystkim, w końcu jednak zebrał się w sobie na tyle, by powiedzieć:
– Jeśli przeznaczone mi jest dostanie rykoszetem, to to się wydarzy, czy tego chcę, czy nie.
Miał wzruszyć ramionami, lecz w połowie gestu zastygł w bezruchu. Nieco go zdziwiły jego własne słowa. Nie do końca o to mu chodziło. Musiało to dziwnie zabrzmieć, zwłaszcza z jego ust. W końcu o ile dobrze pamiętał on nie był typem, który z chęcią się pakował w kłopoty – wręcz przeciwnie, starał się je unikać jak tylko było to możliwe. Skąd więc ta nagła zmiana poglądów i myśli?
Otworzył usta z zamiarem cofnięcia swych słów, jednakże nie wydobył się z nich żaden, nawet najcichszy dźwięk. Właśnie w tym momencie pojawiła się dla niego nowa, zupełnie inna droga. Przez tyle lat ukrywał swoją prawdziwą tożsamość najlepiej jak mógł, by inni jej nie odkryli. Ale przecież ludzie nie wiedzieli o nim. Nie zdawali sobie sprawy z istnienia kogoś takiego jak Niebiański Sługa. Kangsoo sam szukał informacji o swoim przypadku gdzie się dało i na nic nie natrafił. On przynajmniej wiedział, czego mniej więcej poszukuje, a co mają powiedzieć inni? Gdyby teraz krzyknął na całą kawiarnię, że jest Niebiańskim Sługą, to chyba nikt by nie zareagował na to w konkretny sposób, wszyscy pomyśleliby sobie: O co mu chodzi?. Ludzie technicznie nie wiedzieli o jego istnieniu.
Ach, czemu nie przyszło mi to do głowy wcześniej?!
Spojrzał na Liama, który właśnie dokańczał swój napój.
– Trudno, najwyżej zostanę aresztowany – rzekł spokojniej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. – I tak po pewnym czasie będą musieli mnie wypuścić, bo nic na mnie nie znajdą.
Słowa te zdziwiły Liama. Mężczyzna uniósł brwi, otwierając szeroko oczy. Chwilę przyglądał się Koreańczykowi, po czym powiedział:
– Ale mówiąc przymkną mam na myśli, że mogliby cię sprzątnąć.
– Nah, nie tak łatwo mnie zabić.
Liam uniósł brwi jeszcze wyżej.
– Nie? – zapytał, bardziej zaciekawiony aniżeli zdziwiony. – Masz jakąś niebiańską zdolność regeneracji?
Kangsoo możliwie jak najciszej prychnął. Niebiańską zdolność...
– Coś koło tego. – Podparł głowę prawą ręką.
– Chwila – Liam nagle zdał sobie z czegoś sprawę. – Ty nie masz szybkiej regeneracji. Jak cię Luna ugryzła, to twoja rana normalnie się goiła – Zmrużył podejrzliwie oczy.
Na te słowa Kangsoo wziął nieco głębszy wdech, jego usta przemieniły się w wąską kreskę. Pokiwał delikatnie głową, po czym się wyprostował. Zgrabnym ruchem podwinął rękaw białej, cienkiej bluzy, by pokazać przyjacielowi prawe przedramię. Tamten przyjrzał mu się, gdy wtem uniósł brwi.
– No tak – rzekł ni do siebie, ni do niego. – Nie zostają blizny.
– Mhm. – Przytaknął Kangsoo, opuszczając rękaw. – Do tego nie da się mnie zabić, przynajmniej w normalny sposób. Nie pytaj, skąd wiem – dorzucił nieco ciszej.
Oparł się o krzesło, wsuwając dłonie do kieszeni bluzy. Westchnął cicho, przeleciał wzrokiem po kawiarni. Ludzie zajmowali się swoimi sprawami, nikt nie raczył choćby spojrzeć na nich. I dobrze. Tak powinno być. Każdy zajęty sobą, nikt nie wnika w cudze problemy.
– A co z twoją tożsamością? – usłyszał.
Odwrócił głowę, popatrzył na Liama, unosząc brew.
– Ludzie o mnie nie wiedzą – odparł, wzruszając ramionami. – Sam przeszukałem niejedną książkę i niejedną stronę internetową, ale nie natknąłem się na nic konkretnego. Możesz czuć się wyjątkowy, bo należysz do znacznej mniejszości, która zna Niebiańskiego Sługę. – Posłał mu delikatny uśmiech.
Liam lekko przytaknął. Na pewien czas popadł w zamyślenie, w końcu jednak powiedział:
– Dobra, ale co z pierścieniem? Jeśli tamci policjanci zabiorą go tobie, to odkryją, kim jesteś.
– O ile zabiorą – zaznaczył Kangsoo, mrużąc oczy. – Czemu mieliby to zrobić? To tylko element ubioru.
– Sam powiedziałeś, że przyciąga innych.
Na te słowa Koreańczyk zmarszczył brwi. Dobra, masz punkt. Ale się jeszcze nie poddaję.
– Cóż, niektórzy ludzie uznają, że przyciąga, bo wygląda na drogi. Poza tym nie zwraca na siebie aż tak uwagi, dopóki go noszę. – Na chwilę zamilkł. – Dlatego nie będę się pod tym względem ukrywać. Szanse na tragedię są niewielkie. Zresztą, nie jestem aż tak bezużyteczny. Jako Niebiański Sługa muszę mieć jakieś zdolności, nie?

Liam?
Szablon
synestezja
panda graphics