Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathaniel&Hime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathaniel&Hime. Pokaż wszystkie posty

10.02.2020

Od Nathaniela CD Hime

Gdy młoda kobieta wyznała, że jej pies widział sprawcę podpalenia, elf z zaciekawieniem czekał na jakikolwiek rysopis, lecz zamiast tego, uzyskał jedynie stwierdzenie, że czworonóg ma problemy z pamięcią i zapomniał jego wyglądu. Ciemnowłosy tylko krótko westchnął, spoglądając na kobietę oraz na psa, który dość dziwnie na nią spojrzał.
— Cóż, trudno. — delikatnie się uśmiechnął — To mogła być szansa na uratowanie innych mieszkańców. Wystarczająco dużo ludzi już zabił. — dodał, naciskając na ostatnie słowa, co odwróciło wzrok kobiety. — Do zobaczenia i uważajcie na siebie. — posłał lekki uśmiech i odszedł.
Gdy mag zniknął za wozem strażacki, krótkim zaklęciem wytworzył czarnego kruka i zlecił mu zbieranie informacji od młodej kobiety, która choć wyglądała na prawdomówną, to do końca jej nie ufał i wolał mieć ją na oku. Oczywiście mężczyzna może się mylić i owy kruk nic nowego nie zbierze, lecz spróbować nie zaszkodzi.
Minęły trzy dni, a w tym czasie ani jednego pożaru, co było lekkim zaskoczeniem dla służb ratunkowych, zaś z drugiej strony dobrym znakiem. Dało to też czas na zregenerowanie sił oraz uzupełnienie zapasów, czego ostatnio zaczęło brakować.
Gdy w godzinach popołudniowych Nathaniel był już w domu, przyzwał on swojego kruka i wyczytał z niego najistotniejsze informacje. Choć zaklęcie było dokładne, coś poszło nie tak i zamiast uzyskać coś konkretnego, widniała tylko wiadomość "Ona coś wie..", nie licząc przepisów kulinarnych czy planów dnia, co elfa raczej nie interesowało. To też stało się dowodem na to, że młoda kobieta coś ukrywa, a co jest dość mocno karalne. Żeby tego uniknąć, mag postanowił na własną rękę udać się do Hime. Jednakże problem pojawił się wtedy, gdy mężczyzna przypomniał sobie, że kobieta mieszka gdzie indziej, gdyż jej kamienica została poważnie uszkodzona. Wtem przypomniał sobie o kawiarni, w której pracuje rudowłosa i tam też się udał. Gdy wszedł do środka lokalu, zauważył bodajże Rene, która na widok elfa przewrócił oczami.
— Nie ma Hime. — rzekła od razu, gdy brunet się do niej zbliżył.
— A gdzie ją znajdę? — spytał spokojnie.
— A co od niej chcesz?
— Otóż Twoja koleżanka może mieć problemy z prawem. — odpowiedział — A jeśli tak bardzo Ci na niej zależy, powiedz mi proszę, gdzie ją znajdę. — dodał z lekkim westchnięciem.

Hime?

23.12.2019

Od Hime CD. Nathaniela

Cała byłam zestresowana. Pożar, nie miałam jak się wydostać z piwnicy, a potem przyjście strażaka Nathaniela. Cała kamienica została ewakuowana. Cudem zaczepiłam jednego ze strażaków, wspominając, że w moim mieszkaniu znajduje się jeszcze mój zwierzak będący szczurem. Jak na szpilkach czekałam, aż przyniosą moją Mie. Bałam się, że coś jej się stanie.
Na pytanie znajomego mężczyzny nie znałam odpowiedzi. Tak się przejęłam tamtym piromanem, a także moją małą szczurzycą, że w ogóle zapomniałam zadzwonić, czy nawet napisać do kogokolwiek z Copycat z prośbą o przenocowanie.
- Nie wiem – wypaliłam tylko, wypatrując, czy z kamienicy nie wychodzi jeden ze strażaków.
- Jak to nie wiesz? - chyba się zirytował. Wtem ujrzałam poprzedniego mężczyznę, który ewidentnie trzymał coś w dłoniach. Od razu się uśmiechnęłam.
- Mia – wyrwałam, podbiegając, żeby zabrać swojego zwierzaka.
- Hime! - brązowe maleństwo skoczyło w moją stronę, a ja ją złapałam i delikatnie przytuliłam. - Nigdy więcej mnie nie zostawiaj, kiedy wybucha pożar!
- Już tego nie zrobię, przepraszam – odpowiedziałam, delikatnie gładząc ją po grzbiecie. Czyli oprócz zestresowania się nic jej nie jest… Jak ja się cieszę. Podniosłam głowę, chcąc podziękować tamtemu strażakowi, ale jego już nie było. Zamiast tego odwróciłam się z powrotem do Nathaniela.
- Za chwilę zadzwonię do przyjaciół, któreś z nich na pewno mnie przyjmie – rzekłam, pomagając wejść szczurkowi na moje ramię. Mia od razu schowała się wśród moich włosów.
- To twój szczur? - usłyszałam z jego strony. Skinęłam głową.
- Ma na imię Mia – odpowiedziałam, przenosząc wzrok na Kazu pod moimi nogami. Patrzył gdzieś w dal, chyba kompletnie ignorując mnie, jak i znajomego mężczyznę obok. - Kazu – Na dźwięk mojego głosu owczarek dopiero po chwili się odwrócił. - Widziałeś piromana? - spytałam.
- Widział go?? - szatyn jakby się ożywił i zbliżył do mojego psa. Samiec przelotnie na mnie spojrzał, a potem westchnął. Ukucnęłam przed nim i położyłam dłoń na jego głowie, delikatnie go głaszcząc.
- Powiesz mi?
Pies położył uszy ku sobie, spojrzał w jedną stronę, potem w drugą, aż w końcu widziałam, że się poddał.
- Widziałem jego twarz, potem założył maskę – wyznał.
- I co? Wie, jak wygląda? - brązowowłosy mężczyzna za mną stał się lekko niecierpliwy.
- Hime, to był Nelson.
Wtedy wszystkie wspomnienia związane z tym imieniem uderzyły we mnie, jak grom. Młodszy chłopak zaledwie o rok, który zawsze chwalił grę naszego zespołu, Copycat. Chciał założyć swój własny zespół muzyczny, ale… pokłócił się z bratem, z naszym Benjaminem.
Nelson był młodszym bratem Bena, jednak nie łączyły ich więzy krwi. Chłopak został adoptowany przez rodziców lidera, gdy został osierocony po wypadku samochodowym. Podobno zdarzyło się to gdy oboje byli małymi dziećmi.
Oczywiście Benjamin, jak i jego rodzina wiedziała o mocach Nelsona, jakimi było małe kontrolowanie ognia. Młodszy sam nie wiedział o sobie za dużo, a jego nowa rodzina nie miała prawa w to ingerować, skoro sam nic nie wiedział.
Otworzyłam usta w zdziwieniu, jednak nic nie powiedziałam. Nie mogę wydać brata Benjamina… No ale, mam teraz skłamać? Tak po prostu? Innego wyjścia nie mam…
Tak zrobię. A potem zadzwonię do Bena i wypytam o szczegóły. Jeśli cokolwiek wiedział…
Wzięłam głęboki wdech, wstałam z ziemi i odwróciłam do strażaka.
- Kazu od dawna ma problemy z pamięcią i trochę ze wzrokiem… Nie widział go dokładnie, a do tego wszystko w szoku zapomniał.

Nathaniel?

29.11.2019

Od Nathaniela CD Hime

   Pożary, zawalenia oraz zalane mieszkania - wszystko to było spowodowane przez piromanitów, którzy zawitali do spokojnego Seattle. Wszelkie służby ratunkowe miały ręce pełne roboty, do takiego stopnia, że brakowało wszelkich wozów. Chaos ten trwał dobre dwa tygodnie, po tym nastała cisza przed burzą. Mieszkańcy oraz ratownicy mieli tydzień odpoczynku od wszystkiego, niektórzy nawet zapomnieli, co się działo ledwo kilka dni temu. Jednak Nathaniel pamiętał wszystko i wszystko to analizował w swoim biurze, które zapełnione było licznymi rysunkami oraz notatkami. W tym wszystkim pomagał mu Adiel, który z chęcią chłonął wiedzę nowych istot, których wcześniej nie znał. Choć elf jest zwykłym strażakiem, bardzo przejął się sprawą piromanitów i za wszelką cenę chce dopaść podpalacza, który wyrządza tyle szkód w mieście. Do tego nadarzyła się okazja, gdy zmiana Harrisona dostała wezwanie do znanej mu kamienicy - wybuch gazu, a za tym, wielki pożar. Do tego zdarzenia zjechało kilka zastępów straży pożarnej oraz pogotowie ratunkowe z policją, w tym ludzie od gazu, którzy wyłączyli źródło ognia w całej okolicy. To pomogło ogniomistrzom w działaniach, którzy od razu wkroczyli do akcji gaśniczej, a gdy ogień zmalał, weszli do środka budynku. Rozdzielili się na dwie grupy - jedna poszła na piętra, druga natomiast do piwnicy, która była źródłem wybuchu ognia.
— Tam ktoś jest! — krzyknął nagle jeden ze strażaków, wskazując na drugi koniec pomieszczenia.
Harrison odruchowo spojrzał we wskazane miejsce i choć w pomieszczeniu unosił się spory dym, dostrzegł sylwetki dwóch postaci, a raczej człowieka oraz psa. Poszkodowani byli przytomni, lecz ich droga ucieczki była pokryta resztkami ognia oraz stropu, który spadł pod wpływem wybuchu.
— Pomogę im się wydostać. — stwierdził elf, po czym spojrzał na resztę grupy — Sprawdźcie resztę pomieszczeń. — dodał, na co reszta przytaknęła.
Reszta strażaków wiedziała o zdolnościach maga, więc pozwolili mu na samodzielne działanie. W tym momencie liczy się czas, więc bez zwlekania, mężczyzna krótkim zaklęciem oczyścił wąskie ścieżkę i zbliżył się do poszkodowanych. Gdy dym znacznie się rozrzedził, dostrzegł znaną postać, a dokładnie Hime ze swoim psem, którzy, o dziwo, wyglądali dobrze. Od razu ich wyprowadził na zewnątrz, a następnie do karetki, gdzie musieli zostać przebadani pod względem zatrucia lub ewentualnych poparzeń. Tym razem Harrison nie miał czas na rozmowę ze znajomą, gdyż został od razu wezwany z powrotem do budynku.
Cała akcja trwała blisko godzinę i choć nie jest to długo, zdążyło to zmęczyć wszystkie służby ratunkowe, szczególnie strażaków, którzy biegali po schodach z ciężkim sprzętem na sobie. Gdy jednak nastał ten spokój, kapitan wygłosił krótkie przemówienie na temat stanu kamienicy.
— (...) Wybuch spowodował osłabienie konstrukcji budynku, przez co nie można w nim mieszkać. Jednak potrwa to kilka dni, gdy skończy się jego remont. Mieszkańcy proszeni są o zamieszkanie u swoich rodzin lub znajomych, a jeśli ktoś nie ma takiej możliwości, niech zgłosi się do mnie. (...)
W tym czasie Harrison odstawił ciężki sprzęt do wozu bojowego i ściągnął z siebie ciemną kurtkę, by móc założyć lżejszą bluzę. Odruchowo rozejrzał się po mieszkańcach, a gdy dostrzegł Hime z psem, postanowił do niej podejść, bo choć tylko znajomymi, to tylko ich dwójka wie coś na temat piromanitów.
— Będziesz miała u kogo mieszkać na czas remontu? — zapytał spokojnie, dopinając zamek bluzy, po czym zerknął na kobietę.

Hime?

10.11.2019

Od Hime cd. Nathaniela

- Skończone! Jak sytuacja wygląda u ciebie, Hime?
Wstałam z zakurzonej podłogi i otarłam czoło z potu. Uśmiechnęłam się do siebie i odwróciłam do Rene za mną.
- U mnie też! - odpowiedziałam jej. Następnie odłożyłam wałek na podłogę i otrzepałam spodnie.
Byłam znowu w kawiarni i pomagałam Rene w odmalowywaniu. A raczej to ona pomagała mi. W każdym razie lokal miał niedługo znowu ruszyć z działalnością. Nowe meble były już zamówione. To tylko kwestia tygodnia, gdy klienci zaczną schodzić się na nowo. Od pożaru minęły już cztery dni.
- Na dzisiaj koniec – rzekła brunetka, podchodząc do mnie. Zaśmiałam się na widok plamy niebieskiej farby na jej policzku. Dziewczyna długo się nie zastanawiała, domyślając się powodu mojego śmiechu i próbowała zetrzeć kleksa rękawem bluzy. Nie poszło jej, ale nawet o tym nie wiedziała.
- Idziesz do domu? - zagadała do mnie, gdy kierowałyśmy się do szatni dla pracowników. Skinęłam jej głową, na co odpowiedziała tylko „Dobrze”. Obie przebrałyśmy się z zakurzonych i poplamionych dresów w nasze codziennie ciuchy, którymi były dżinsy i zwykłe koszulki. Wyszłyśmy razem przed kawiarnię, aby następnie się pożegnać i rozstać w dwie przeciwne strony. Gdyby nie to, że basistka musiała zajść do sklepu muzycznego po nowe struny, pewnie by mnie odprowadziła i nawet posiedziała ze mną w domu. No ale miała inne plany. Mnie zresztą też było to na rękę, miałam ochotę pobyć trochę sama z pupilami. Teoretycznie miałam tak codziennie, no ale...
Spokojnie szłam przy ulicy, wdychając samochodowe spaliny, żeby z głównej drogi wejść w jedną z bocznych, ale nie mniej ruchliwych uliczek. Znajdował się tu jeden z popularniejszych sklepów, a także budka z dobrym kebabem.
Następnie weszłam przez drzwi do kamienicy, w której mieszkałam. Pokonałam schody na pierwsze piętro i zaczęłam szukać klucza od mieszkania. Przy okazji od razu wyjdę z Kazu na dwór, trochę mnie nie było.
- No w reszcie! - samiec od razu wyszedł mi na przywitanie, obchodząc mnie wkoło z ogonem w ruchu.
- Tak, jestem już, jestem – odpowiedziałam, tarmosząc go po głowie. Zdążyłam jeszcze chwycić jego smycz z wieszaka przy drzwiach, zamknęłam je i wyszliśmy na chwilę się przejść.
Wróciliśmy już po piętnastu minutach. I od razu wyłapałam na klatce dziwny zapach.
- Czujesz to? - odezwałam się do samca, robiąc pierwszy krok na piętro. Wtem budynkiem coś wstrząsnęło. Upadłam na schody, a z sufitu posypał się kurz.
- Gaz – rzucił owczarek, po czym zawrócił, kierując się do piwnicy pod schodami.
- Kazu, czekaj! - zawołałam, idąc za nim. O dziwo drzwi, zamykane na specjalny klucz, stały szeroko otwarte, a z dołu dochodziło jakieś światło. Następne, co usłyszałam, był czyjś krzyk. Nie czekałam ani chwili dłużej i zeszłam do piwnicy. Gdy skręciłam za drzwi z całą instalacją elektryczną, przywitał mnie ogień, a także Kazu szczerzący kły do jakiegoś człowieka w środku. Z postury wydawał mi się być mężczyzną, w całości ubranym na czarny. A przynajmniej tak mi się wydawało.
- Kim pan jest? - zapytałam. Nie odzyskałam odpowiedzi. Zamiast tego coś gruchnęło i pojawiło się więcej ognia. Zasłoniłam oczy rękoma, a gdy je zabrałam, mężczyzny już nie było. Chwilę stałam osłupiała, gdy do moich myśli doszło jedno – ogień. Pożar! Szybko rozejrzałam się na boki. Przecież kiedyś tu to widziałam! Wyszłam z jednego pomieszczenia do drugiego i zauważyłam to, czego szukałam. Mała, czerwona gaśnica w kącie pomieszczenia. Chwyciłam ją, odblokowałam i skierowałam w stronę buchających płomieni. W ciągu tego wszystkiego zapomniałam o Kazu, który na szczęście odsunął się na bezpieczną odległość od ognia. Mam nadzieję, że któryś z sąsiadów zaciekawił wybuch i postanowił po kogoś zadzwonić. Przy okazji mogę stwierdzić, że cała sytuacja bardzo przypominała mi tą z kawiarni.

Nathaniel?

8.11.2019

Od Nathaniela CD Hime

   Mężczyzna przyglądał się owczarkowi, który ze skupieniem biegł za rzuconym mu patykiem. Widać było, że lubi tego typu zabawę i zna też otoczenie, gdyż każdy swój krok stawiał dosyć pewnie. Z tego też zamysły został wyrwany przez głos kobiety, znajdującej się obok strażaka.
— Nie zastanawia cię moje porozumiewanie się ze zwierzętami?
Brunet delikatnie się uśmiechnął i zerknął na kobietę, która także spoglądnęła na elfa. Cicho westchnął, a następnie wrócił wzrokiem na czworonoga. 
— Na początku byłem trochę zaskoczony. — zaczął spokojnym tonem — Szybko jednak zrozumiałem w jakim świecie żyjemy i wszelkie nadludzkie zdolności są na porządku dziennym. — powiedział, chowając zaraz dłonie w kieszenie kurtki — Jednak rozmawianie jest zwierzętami jest czymś pięknym, chociaż domyślam się, że jest też męczącym. — dodał, zerkając na rudowłosą. 
— Miło mi to słyszeć. — rzekła zerkając na strażaka — I faktycznie, zdarzają się napady migreny, lecz dzieje się to coraz rzadziej. — wyjaśnia krótko.
— To dobry znak. Znaczy, że potrafisz siebie kontrolować. — delikatnie się uśmiechnął.
Rozmowa dwójki znajomych ucichła w momencie, gdy wysokimi drzewami zabujał mocny wiatr, którego raczej nikt się nie spodziewał. To też przyprowadziło ciemne chmury, które przekonały mężczyznę do opuszczenia tego miejsca. 
— Chyba będzie padać. — powiedziała kobieta, która zaraz zawołała swojego pupila. 
— Ostatnia śnieżyca. — cicho westchnął — Mieszkam zaraz za lasem. Mogę was podrzucić do domu, bo wątpię, żebyście zdołali dojść w bezpieczne miejsce. — dodał zaraz spokojnie i wskazał na jedną z leśnych ścieżek. 
Rudowłosa kobieta spojrzała zaskoczona na bruneta, gdyż możliwe, że nie spodziewała się takiej propozycji z jego strony, a on to robi tylko z dobrego serca. Elfiego serca. Szybko jednak otrząsnęła swoje myśli i przyjęła propozycję podwózki, co chyba owczarkowi się nie spodobało, gdyż kobieta zaczęła coś mu tłumaczyć. Strażak tylko wsłuchiwał się w słowa Hime i próbował domyślić się, co mówił jej pupil. Widać, że dba o swoją panią. 
Gdy cała trójka opuściła leśne zacisze, z pomiędzy drzew wyłonił się domek elfa, natomiast przed garażem stał jego jedyny środek transportu w postaci czarnego mercedesa. Kobieta niepewnie spojrzała na auto, a następnie na bruneta, który właśnie wrócił się z kluczykami od pojazdu. 
— Pies śmiało może zająć tylną kanapę. — powiedział Nath, otwierając tylne drzwi auta. 
— Spokojnie Kazu. Będę siedzieć zaraz przed Tobą. — rzekła do owczarka, który zaraz wskoczył na wcześniej wspomniane miejsce. 
Mężczyzna zamknął drzwi za psem, a następnie otworzył drzwi rudowłosej, która w odpowiedzi delikatnie się uśmiechnęła, a następnie usiadła na miejscu pasażera. Gdy oby dwoje zajęli swoje miejsce, strażak zasiadł za kierownicą, następnie opuścił podjazd garażu i skierował się do miasta. Kobieta zaraz podała adres zamieszkania, gdzie też się udali, po czym między nimi zapadła luźna cisza. 
— Nie przeszkadza Ci pies na siedzeniu? — spytała po chwili kobieta, na co brunet lekko się uśmiechnął. 
— Dla mnie każde zwierzę jest członkiem rodziny. — odpowiedział przyjaźnie — Sam posiadam dwie alpaki oraz wałacha i choć nie wiem, co do mnie mówią, to rozumiem je bez słów. — dodał zerkając krótko na rudowłosą. 
— Mowa ciała. — dodała krótko.
— Dokładnie. — przytaknął — Dla tego nie zbliżam rąk do Twojego czworonoga, gdyż widzę, że ten nie przepada za obcymi. — dodał i spojrzał w środkowe lusterko, w którym zaraz pojawił się psi łeb.
— Zgadza się. — zaśmiała się spokojnie — Ale jest kochanym owczarkiem. 
— W to nie wątpię. — rzekł z uśmiechem. 
Rozmowa znajomych zeszła na luźniejsze tematy, jak obecna pogoda czy jutrzejszy dzień, gdyż podczas dojazdu do miasta, nastąpiło oberwanie chmury oraz zerwał się mocniejszy wiatr, co było czuć po kołyszącym się mercedesie. W betonowym lesie strażak szybko dojechał pod wskazany adres i zaparkował tak, żeby kobieta jak najkrócej przebywała na zimnym deszczu. Podziękowała radośnie, po czym opuściła pojazd wraz ze swoim czworonogiem i biegiem skierowała się do drzwi kamienicy. Wtem mężczyzna odjechał spod budynku i sam udał się z powrotem do domu. 

Hime? 

25.10.2019

Od Hime cd. Nathaniela

- Że też dzisiaj zachciało ci się wieczornych spacerów, Kazu… - rzekłam, omijając z gracją ledwo widoczny korzeń wystający z ziemi.
- I tak nie mieliśmy nic do roboty w domu. Poza tym dawno nas tu nie było – odpowiedział. Robiło się coraz ciemniej i coraz trudniej było mi obserwować ciało owczarka. Czarna sierść łatwo znika.
No i w zasadzie samiec miał rację. Nudziliśmy się w domu, więc gdy tylko Mia zasnęła i zamknęłam ją w klatce, Kazu zaproponował wyjście do lasku na naszą małą łąkę. Zgodziłam się, bo czemu nie. Szkoda tylko, że nie wzięłam latarki. Jedna na szczęście znajdowała się w moim telefonie, który o dziwo ze sobą wzięłam. A zastanawiałam się nad tym, żeby go zostawić. Dobrze, że tego nie zrobiłam.
Kazu prowadził mnie na niewielką łączkę, na której znajdował się duży kamień. Po drodze jednak odchodził na niewielkie odległości, żeby znowu do mnie wrócić.
- Czego szukasz? - zagadałam do niego.
- Patyka. Przecież nie będę tam bezczynnie siedział - odpowiedział od razu. Uśmiechnęłam się, skupiając na ziemi pode mną. Wszędzie jakieś gałęzie, kopce i korzenie, na które musiałam uważać, żeby się nie potknąć i coś sobie zrobić. Wtem dostrzegłam jednak, jak Kazu staje i nasłuchuje.
- Tam ktoś jest – szepnął po chwili. Podniosłam swój wzrok, kierując go tam, gdzie owczarek. Przy linii drzew unosiła się delikatna mgła i można było dostrzec za nią jakiś ruch. Zrobiłam ostrożny krok bliżej. Może nie powinnam tego robić, bo nie wiadomo, co się tam czai, ale ciekawość wygrywała. Kazu czuwał zaraz obok, pewnie gotów zaatakować. Wtem poczułam na sobie czyjś wzrok. I wówcza dostrzegłam postać za mgłą. Mężczyzna. I to dziwnie znajomy. Zaczęłam się do niego zbliżać, chcąc mu się przyjrzeć.
- Co tutaj robisz? - usłyszałam ten sam głos, który zaczepił mnie kilka godzin temu w kawiarni. Strażak od przesłuchań. Oparłam się o jedno z drzew przed łączką, żeby przyjrzeć się mężczyźnie. - W okolicy nie jest bezpiecznie – dodał zaraz.
- Nie wiem, jeszcze nic nigdy mnie nie zaatakowało – odpowiedziałam, dostrzegając na jego twarzy delikatny uśmiech. Chyba przyglądał się Kazu.
- Kto to jest? - zapytał owczarek. Ciekawe, czy już warczy. Zwróciłam się do pupila, kładąc mu dłoń na głowie.
- Strażak, o którym ci mówiłam – odpowiedziałam. Usłyszałam z jego strony tylko „Mhm” i usiadł przede mną, jakby chciał mnie osłonić. Poklepałam go po łbie i ponownie zwróciłam się do ciemnowłosego.
- Poza tym spaceruję z psem, lubimy to miejsce – dodałam. Strażak jakby skinął głową. - A pan co tu robi? - teraz moja kolej na pytania. Najpierw jednak ruszyłam się z miejsca, aby wyjść na małą łąkę i usiąść na kamieniu. Minęłam mężczyznę wraz z Kazu u boku, wyraźnie oddzielającego mnie od niego.
- Też… wybrałem się na spacer – odpowiedział po chwili milczenia. Sama nic nie dodałam, zajmując miejsce na zimnym przedmiocie i podniosłam głowę, żeby przyjrzeć się niebu. Miało kolor fioletu i granatu, a księżyc w kształcie rogalika coraz to mocniej nabierał swojego srebrzystego blasku.
- Masz ten patyk? - zwróciłam się do psa.
- Nie, póki ten gość tu jest – I obrócił głowę w drugą stronę.
- Nie przejmuj się, nic mi nie zrobi. Idź, szukaj – rzekłam, tarmosząc go po głowie. Niechętnie, ale sobie odpuścił i poszedł szukać odpowiedniego kija do aportowania.
- Jego też rozumiesz? - zaraz obok mnie pojawił się ów strażak. Tylko trochę przestraszyłam się jego obecnością przy mnie, bo nie słyszałam szeleszczącej trawy, ale po chwili już się uspokoiłam.
- Tak – odpowiedziałam na jego pytanie. Wpatrywałam się w sylwetkę owczarka niedaleko. Coraz słabiej udawało mi się go odróżnić. Będę musiała niedługo chyba włączyć latarkę.
- Kazu, co powiesz na lasagnę na obiad? - rzuciłam do niego, na tyle głośno, żeby i po drugiej stronie łączki mnie usłyszał. Po chwili podbiegł do mnie z patykiem w pysku, wyczekując, aż go wezmę i mu rzucę. Odebrałam od niego ów przedmiot.
- Mi pasuje – udzielił odpowiedzi, a następnie pobiegł za kijem, który rzuciłam. Między mną a strażakiem nastała cisza. Na szczęście luźna, a nie pełna spięcia. Może to i dobrze, że milczeliśmy, przynajmniej mogłam skupić się na Kazu, odbierając od niego patyk, żeby potem mu go rzucić. Chyba brakowało owczarkowi sporo ruchu. W pewnym momencie jednak spojrzałam się na mężczyznę i dostrzegłam, jak przyglądał się buszującemu w trawie pupilowi.
- Nie zastanawia cię moje porozumiewanie się ze zwierzętami? - spytałam, tylko trochę ciekawa, jak na to zareagował.

Nathaniel? Jakie skradać, wypraszam sobie.

14.10.2019

Od Nathaniela CD Hime

   Na widok małej myszy, mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie, gdyż ten nie ukrywał, że kocha zwierzęta każdego gatunku. Po za tym, chyba każdy elf tak ma, co też ciężko zaprzeczyć. Jednak w tej sytuacji bardziej zainteresowało go skupienie rudowłosej kobiety, która choć mówiła normalnie, jak człowiek do zwierzęcia, tak elf czuł, że nie jest to zwykła rozmowa. Oczywiście mógł się mylić, jego umysł mógł wprowadzić go w błąd, przez co zaraz może wyjść na głupka.
— Rozumiesz go? — spytał brunet, zerkając na rudowłosa kobietę.
— Tak. — odpowiedziała niepewnie — Mówi, że zostawił tutaj kawałek sera.. — delikatnie się uśmiechnęła — I że podpalacz mu groził, że go spali. — dodała już bardziej zaniepokojona.
— Interesujące. — powiedział w zamyśle mężczyzna — Byłoby to dziwne, gdybym zapisał świadka jako mysz. — dodał, na co Hime zareagowała uśmiechem.
— Bez sera nic nie powie. — stwierdziła zaraz kobieta.
— Ależ ser jest. — zapewnił i otworzył pięść, w której zalazł się kawałek świeżego sera — Mogłabyś przekazać nam informację? — spytał, na co rudowłosa przytaknęła.
Jak się okazało, mysz wiedziała to, czego nie wiedzieli inni, dzięki czemu wszystko zaczęło składać się w całość. W głowie elfa zaczął tworzyć się jeszcze lepszy rysopis, a kwestia podpalenia upewniła mężczyznę, że podpalacz jest nadnaturalną istotą. Gdy zanotował najważniejsze informację, sięgnął po kawałek sera ze stołu, po czy kucnął i wręczył nagrodę myszce, która z zadowoleniem opuściła kuchnię. Widok ten ponownie spowodował uśmiech u elfa, ale także u Hime, która dodatkowo zrozumiała mowę stworzenia.
— W takim razie to już wszystko. — powiedział ciemnowłosy, zbierając swoje rzeczy — Raz jeszcze dziękuję i w razie niepewności, proszę zgłaszać się do Moore na głównej komendzie. — dodał dla uzupełnienia formalności.
Po tych słowach, opuścił lokal i wsiadł do swojego auta, w którym raz jeszcze przyjrzał się wybranemu szkicowi podpalacza. Sięgnął po ołówek schowany w podłokietniku i doszkicował swoją wizję, która złożyły rysunek w całość.
— Piromanita.. — mruknął sam do siebie — Przecież.. nie możliwe.
Z wieloma myślami w głowie skierował się do domu, w którym od razu przystąpił do poszukiwania ksiąg plemiennych oraz nadludzkich kultów, w celu zabrania najważniejszych informacji. Nawet Adiel, jego syn, postanowił pomóc starszemu elfowi i zaznaczał wszystko, co było związane z Piromanitami.
— (...) Stary kult czczący ogień. Należeli do niego głównie drowie, czyli mroczne elfy, oraz upadli aniołowie, którym nie udało się w podniebnym świecie. Ostatni osobnik Piromanita zmarł sto osiem lat temu w świecie elfów. — przeczytał młodociany elf — Mógł się odrodzić?
— Mógł, ale po co? — wzruszył ramionami Nath — I czemu pojawił się w ludzkim świecie? Czytaj dalej.
— (...) Piromanici są nazywani feniksami, gdyż są w stanie powstać z popiołu, co dla zwykłej istoty żywej jest niemożliwe. Moc młodych kultystów jest znacznie większa, a ich charaktery agresywniejsze, niż posiadali ich przodkowie. — zerknął do ojca — Powodu nie podali. — dodał zaraz.
— (...) Osłabić ich można wodą oraz lodem, lecz zabicie jest prawie niemożliwe. Feniksy mają to do siebie, że zawsze powstaną, chyba, że proch Piromanita spali się w magmie. — doczytał brunet w trzymanej przez siebie księdze.
— Więc co teraz? — spytał Adiel, który niepewnie spojrzał na stertę książek.
— Zajmę się tym. — odpowiedział i delikatnie się uśmiechnął — Możesz odejść, dziękuję. — dodał zaraz i powrócił do czytania.
Zebrane informację postanowił zostawić dla siebie, gdyż właściciele lokalu i tak nie zrozumieją tego dziwnego kultu, który w elfim świecie był dosłowną zarazą.
Ciemnowłosy resztę popołudnia spędził na szkicowaniu oraz notowaniu informacji o kultystach, co dla niego było trochę powtórką z lat młodości, gdy to rodzina Ásgrímsson'ów zajęła się wybiciem Piromanitów. Jak widać, poskutkowało to, lecz do czasu, jednakże czemu kult ten postanowił się odrodzić? Tego w chwili obecnej nikt nie wie.
   Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, a Nathaniel zakończył swoją zabawę w detektywa, jego klątwa postanowiła przemienić elfa w uskrzydloną istotę, co zmusiło mężczyznę do opuszczenia domu. Z tego powodu nie czuł się źle, gdyż w planach i tak miał wieczorny spacer, gdzie lot w chwili obecnej pomoże w zlokalizowaniu ewentualnego zagrożenia.
Czas ten jednak szybko się skończył i gdy brunet wyczuł wyczerpanie, z gracją wylądował na niewielkiej łączce wśród drzew, gdzie mógł wrócić do ludzkiej postaci. Unosząca się przy tym jasna mgła zasłoniła moment przemiany, co dało elfowi większy komfort. W spokoju otrzepał swoje ubranie i głęboko odetchnął, lecz gdy zerknął przed siebie, zauważył jakąś osobę, która wnet zaczęła zbliżać się do ciemnowłosego.
— Co tutaj robisz? — spytał spokojnie elf, gdy ujrzał rudowłosą kobietę wyłaniająca się zza drzew — W okolicy nie jest bezpiecznie. — dodał zaraz, a na widok czworonożnego przyjaciela kobiety, delikatnie się uśmiechnął. 

Hime? Nie ładnie tak po nocach się skradać. 

11.10.2019

Od Hime cd. Nathaniela

- Twoi rodzice ubezpieczyli kawiarnię? - zagadałam do Renesmee czyszczącą zlew. Siedziałyśmy obie w kuchni, sprzątałyśmy i rozmawiałyśmy.
- Tak. Na szczęście, prawda? - odpowiedziała. Potwierdziłam jej słowa w głowie, otwierając nową lodówkę. Po pożarze zniszczyły się ściany w lokalu, część mebli, a także sprzęt w kuchni. Naszym zadaniem było ustawienie tego, co już zostało zakupione poprzedniego dnia i najwyżej dopisać do listy nowe urządzenia. No i ewentualne czyszczenie przedmiotów z sadzy.
- Wczoraj przekazałam już chłopakom, że zawieszamy próby do następnego tygodnia – dodała Rene. Ciche „Mhm” wydobyło się z moich ust, nic więcej mówić nie musiałam. Mimo że niespecjalnie bolały mnie rany po poparzeniu, to znowu odezwał się mój nadgarstek.
Kiedy wróciłam wczoraj do domu i powiedziałam Kazu o pożarze, zaczął warczeć, chodzić wokół stolika w salonie oraz grozić, że jeśli spotka tego podpalacza, to odgryzie mu obie dłonie. Ciekawą miał koncepcję, przyznaję. Jednak musiałam go zganić – coraz częściej groził ludziom. Mia za to resztę dnia przeleżała mi na ramieniu. Trochę się przestraszyła i nie chciała opuścić mnie na krok. Dzisiaj przed wyjściem do pracy miałam jeszcze małą sprzeczkę z owczarkiem. Chciał iść ze mną, żeby mnie pilnować, a ja mu odmawiałam. Już dawno dostałam zakaz przyprowadzania zwierząt do pracy i oba moje pupile się z tym liczyły. W końcu udało mi się zamknąć drzwi siłą, nie przytrzaskując Kazu ani pyska, ani łapy i udałam się do kawiarni pomimo jego krzyków. Sąsiedzi pewnie nie byli zadowoleni z jego szczekania.
Zaczęłyśmy z Renesmee inny temat, gdy do kuchni weszła jej mama oraz ten sam strażak sprzed dwóch dni, który zajmował się przesłuchiwaniem świadków podpalenia. Szybko wyjaśnił, o co chodzi i wyjął kartki papieru ze swojej teczki.
Myślałam, że moje zeznanie dotyczące wyglądu podpalacza nie będzie wzięte aż tak mocno pod uwagę. Żeby rysować szkic przestępcy z naprawdę niewieloma informacjami? Przecież powiedziałam tylko, że był to najprawdopodobniej mężczyzna z kapturem na głowie i czymś na twarzy. Nic więcej nie widziałam! Ani koloru skóry, ani włosów czy nawet oczu. Widok rysunków wprawił mnie w niemałe zaskoczenie.
- Sporządził pan szkice na podstawie tylko tego, co widziałam i powiedziałam? - spytałam, przyglądając się kartkom papieru. Rysunki były starannie zrobione i dosyć szczegółowe jak na taką ilość „wiadomości” z mojej strony.
- Mówiłem, że to i tak dużo było – odpowiedział.
Leżały cztery kartki. Na pierwszej mężczyzna, z kapturem na głowie zasłaniającym oczy i czarną maską na twarzy. Na innych rysunkach widniało w zasadzie to samo z jednym szczegółem. Zmieniał się element twarzy zasłaniającej usta. Maska jak ta u lekarzy, zwykła bandana, chyba szalik i coś innego, czego nazwy chyba nawet nie znałam. Ale właśnie to ostatnie wydawało mi się najbardziej podobne. Tylko… czegoś brakowało, jakiegoś elementu na twarzy. Przynajmniej tak mi się wydawało. Czy tak było naprawdę? Moja pamięć mnie zwodziła, ale niemal pewna byłam co do jednego – twarz miał zasłoniętą właśnie w taki sam sposób, jak zostało to przedstawione na czwartym rysunku. Wzięłam szkic w dłoń i podałam go strażakowi.
- Nie jestem w stu procentach pewna, ale to chyba było to. Tylko jakby mi czegoś brakowało na jego twarzy – wyznałam. Mężczyzna zabrał ode mnie rysunek, schował resztę, a ten włożył do innej specjalnej przegródki. Pewnie zrobił tak, żeby później go nie szukać. Strażak delikatnie się uśmiechnął.
- A więc dziękuję za pomoc i będę się…
- MYSZ!
Natychmiast odwróciłam się na krzyk mojej przyjaciółki, która po chwili już się do mnie kleiła. Pomimo zadziornego charakteru Renesmee, nie należała do odważnych, kiedy widziała mysz. Jasne, Mię znała i całkiem lubiła, ale szczury nie wprawiały ją w takie stany lękowe, co zwykłe malutkie myszy. Poza tym w kawiarni jej rodziców powinno nie ich być. Ja też nigdy żadnych głosów nie słyszałam. Jednak kiedy szatynka wypowiedziała to słowo, od razu zaczęłam rozumieć jakieś szepty.
- Tu… a może tu… Nie, nie, na pewno nie tu. Może tam? - I tak w kółko. Głos był nieco wysoki, ale męski. Wtedy go zobaczyłam. Drobna szara myszka przemknęła przez środek kuchni, ale zatrzymała się i na nas spojrzała.
- I co się boisz! Niby takie duże, a boi się mnie, jakbym co najmniej tygrysem jakimś był! - zaczął drwić z przytulonej do mnie Renesmee. Cicho parsknęłam śmiechem.
- No i z czego się śmiejesz idiotko! - znowu zawołał, po czym popędził pod ścianę. Znowu się zaśmiałam.
- Gold, powiedz tej myszy, żeby sobie poszła – poprosiła mnie szatynka, ciągnąc za rękaw mojej szary bluzy. Pogłaskałam ją po głowie i odwróciłam się w stronę, gdzie ostatnio widziałam zwierzątko.
- Panie Myszo, mógłbyś już sobie stąd iść? To chyba nie jest twój dom – zagadałam, rozglądając się po całym pomieszczeniu. Szara kulka znowu wystąpiła na środek.
- Zapomnij! Dwa dni temu znalazłem tu duży kawał sera, jednak po tym, jak pojawił się tamten idiota, co wzniecił ogień, groził, że mnie spali i uciekłem, zapominając o nim! Muszę go znaleźć! - odpowiedział i znowu pognał do konta. Dwa dni temu? Podpalacz mu groził? Czyżby ta mysz go widziała?

Nathaniel?

8.10.2019

Od Nathaniela CD Hime

   Gdy przesłuchanie dobiegło końca, mundurowi wypuścili uczestników pożaru, po czym uzupełnili braki w notatkach, które powoli zaczęły składać się w całość. Mimo wszystko, czegoś brakowało, a był to wizerunek podpalacza, a do tej pory, widziała go tylko jedna osoba — Hime Tayuki, która widziała znacznie więcej, niż jest tego świadoma. O to postanowił spytać sam strażak, który zdążył zaczepić kobietę, nim ta opuściła budynek medyczny.
— Przejdźmy trochę na bok. — zaczął spokojnie mężczyzna, wskazując boczny korytarz szpitala — Opisz mi proszę wygląd osobnika odpowiedzialnego za podpalenie. — rzekł, dając kobiecie czas na przemyślenie.
— Niewiele pamiętam.. — westchnęła w zamyśleniu, po czym przystąpiła do wyjaśnień. — Wysoki osobnik, sylwetką przypominał raczej mężczyznę. Ciemne ubranie i kaptur na głowie.. — wstrzymała się.
— Może jakieś znaki szczególne?
— Coś miał na twarzy. Może maska lub jakieś malowidło. — odpowiedziała niepewnie — Więcej nie pamiętam.
— To i tak dużo. — delikatnie się uśmiechnął — Dziękuję za udzielenie informacji, a jakbyś coś sobie przypomniała na dniach, przyjdź proszę do Rogera Moore w głównej jednostce policji. — dodał spokojnie, nie chcąc wywołać presji u rudowłosej kobiety.
— Dobrze, zapamiętam. — rzekła, po czym odeszła po pożegnaniu.
Mężczyzna zapisał kilka słów w notesie, a następnie wyłączył dyktafon, który przez ten czas dokładnie nagrywał rozmowę strażaka z kobietą. Poprawił swoją bluzę, po czym opuścił szpital, kierując się do radiowozu Moore, który zawiózł go pod remizę strażacką. Tam elf przebrał się w cywilny ciuch, a następnie wsiadł do swojego auta, którym udał się do domu. Przez następne kilka godzin, mag szkicował wizerunek przestępcy, a że nie miał wszystkich informacji, powstało kilka opcji jego wyglądu. Po tej czynności przygotował się do snu, a gdy położył się do swojego łóżka, zasnął wycieńczony ostatnią akcją.
   Po dwóch kolejnych dniach intensywnej pracy, nadszedł dzień wolny, który elf i tak wykorzystał na pracę. Do południa analizował ostatnie podpalenia, które miały miejsce w kawiarni oraz kamienicy i oba zdarzenia należą do tej samej osoby. Gdy popołudniu przybyła nauczycielka Adiel'a, mag mógł opuścić swoją posiadłość, kierując się w stronę miasta. Odwiedził kilka miejsc, spotkał kilku znajomych, lecz gdy zaparkował wóz niedaleko podpalonej kawiarni, nie mógł przejść obojętnie obok lokalu. Chwycił za teczkę ze szkicami podpalacza, po czym wstąpił do kawiarni, gdzie na wejściu przywitał go zapach świeżej farby.
— Dzień dobry. — przywitał kobietę, która zaraz także przywitała bruneta.
— Co Pana tutaj sprowadza? — spytała właścicielka lokalu.
— Chciałem sprawdzić, jak się Państwo trzyma po pożarze i czy nie doszło do jakiegoś samozapłonu. — odpowiedział spokojnie elf — Ale widzę, że wszystko jest w porządku.
— Jak najbardziej. — delikatnie się uśmiechnęła — Lecz chyba nie tylko w tej sprawie Pan się tutaj zjawił. — dodała zerkając na teczkę.
— Otóż.. posiadam rysopis sprawcy podpalenia. — rzekł z nutką powagi.
— Rozumiem. W tej sprawie może lepiej przejść na zaplecze. Tam też siedzą dziewczyny, które były przy pożarze. — powiedziała kobieta i wstała wskazując na zamknięte drzwi.
Mężczyzna podążył za właścicielką, uważnie przyglądając się pomieszczeniom, które mijał, gdyż może zauważy coś, co wcześniej przeoczyli. Na szczęście nic nowego się nie pojawiło, a gdy weszli do zaplecza, zauważył rudowłosą Hime oraz szatynkę, którą wcześniej spotkał w szpitalu.
— Pan Harrison ma kilka pytań. — powiedziała kobieta krótko zerkając na elfa.
— To Pan jest w końcu strażakiem czy policjantem? — spytała na starcie szatynka, co spowodowało u maga lekki uśmiech.
— Rene.. — jęknęła kobieta.
— Wszelkie informacje zebrane od was są zapisywane w protokołach obu służb. Po za tym, współpracujemy z policją, a że podpalacz posługuje się swego rodzaju magią, straż musi być na bieżąco informowana o właściwościach ognia, żeby wiedzieć, jak działać. — wyjaśnił spokojnie — Do tego przesłuchania w tego typu miejscach lepiej wpływają na świadków, niż w pokój na komendzie. Nie mam też zamiaru naciskać na informację, przez co będziecie czuć się bardziej komfortowo. — dodał kończąc spokojnym uśmiechem. — Przejdźmy jednak do rzeczy — otworzył teczkę ze szkicami i wyłożył na czysty stół — Nie są to pełne szkice, lecz może któraś z Pań coś rozpozna. — odstąpił od stołu, aby nie wywierać presji na młodych kobietach.

Hime? 

6.10.2019

Od Hime cd. Nathaniela

- Gold! Jesteś cała?! - odwróciłam się i ujrzałam biegnącą w moją stronę Rene. Delikatnie się uśmiechnęłam na jej widok. Szatynka od razu mnie objęła z taką siłą, jakby za chwilę miała stać mi się krzywda. Puściła mnie dopiero po kilku minutach, ale dalej trzymała mnie za dłonie.
- Przyjechałam od razu, jak dowiedziałam się od taty, że w kawiarni wybuchł pożar i zabrali cię do szpitala. Jesteś poważnie ranna? - zapytała i od razu zaczęła mi się z uwagą przyglądać.
- Oprócz kilku oparzeń podobno nic mi nie jest – odpowiedziałam, gdy dziewczyna zwróciła uwagę na opatrunki na moich rękach.
- Będziemy musieli chyba zawiesić próby na jakiś czas – szepnęła, po czym się do mnie znowu przytuliła. Również mocno ją objęłam, wzdychając cicho. A tego chciałam właśnie poniekąd uniknąć.
Opowiadanie strażakom swoich wersji z wybuchu pożaru obeszło się bezproblemowo – każda z obecnych wtedy osób mówiła niemal to samo. Było kilka wersji godziny, ale po dłuższej wymianie zdań i udowodnieniu jednej osobie, że się myli, można było ustalić główne rzeczy. Gorzej było ze szczegółami, między którymi wybuchały kolejne sprzeczki. Tylko się im przyglądałam i przysłuchiwałam, siedząc cicho. Z niektórymi się zgadzałam, z innymi nie. Nie próbowałam podjąć dyskusji na żaden temat.
A jak wyglądała moja wersja? Weszłam do kuchni, żeby pogadać z kucharzem na temat jednego zamówienia, gdy dostrzegłam jakąś obcą osobę majstrującą przy kuchenkach. Gdy chciałam coś do niej powiedzieć, coś niby wybuchło, a osoba sama w sobie zniknęła. Na jej miejscu pojawił się za to ogień. Chciałam spróbować sama go ugasić, ale… nie za bardzo mi wyszło. Okazało się, że kucharz poszedł wtedy do toalety i sam niczego nie widział.
- Rene, zabierzesz mnie do domu? Kazu pewnie się martwi – zagadałam do szatynki, gdy w końcu się ode mnie odkleiła.
- Niestety, ale nie może pani jechać jeszcze do domu.
Odwróciłam się w stronę, skąd dobiegł męski głos. Jeden ze strażaków, chyba Nathaniel, który wcześnie nas „przesłuchiwał” stał obok nas i się nam przyglądał. Zauważyłam, jak Rene marszczy brwi.
- A to niby czemu? - zapytała, a jej głos nie brzmiał przyjacielsko.
- Bo jest jedyną osobą, która widziała podpalacza – odpowiedział. Położyłam dłoń na ramieniu mojej przyjaciółki.
- Spokojnie, Rene. Poczekasz na mnie? Jeśli nie, to wrócę sama – ponownie do niej zagadałam, chcąc uniknąć kłótni między dziewczyną a strażakiem. Ta przewróciła oczami, odburknęła „Poczekam”, po czym odeszła.

Nathaniel? Tak, zero pomysłów.

26.09.2019

Od Nathaniela do Hime

***
Źle układasz palce. Do tego zaklęcia musisz bardziej wyprostować palec wskazujący, kciuk zgiąć w pięćdziesięciu stopniach, a resztę palców zgiąć w drugiej kostce. — tłumaczy elf w stoickim spokoju — Spróbuj jeszcze raz. — dodał spoglądając na syna.
Młody mag w skupieniu wykonał polecenie ojca i gdy był już pewny, że znów coś źle zrobił, opuścił dłonie, lecz w tym samym momencie ukazał się twór zaklęcia, do którego oby dwoje tak długo dążyli.
Dobrze. Pamiętaj jednak o cierpliwości, gdyż każdy układ ma inne zaklęcia i zamiast dobrego bytu, wyczarujesz zły. — wyjaśnił starszy. — Na dzisiaj koniec, odpocznij. — dodał.
Będę pamiętać. Dziękuję. — rzekł Adiel i delikatnie się uśmiechnął, po czym udał się do swojego pokoju.
Tego typu treningi były niemalże codziennie, lecz nie trwały one długo, głównie ze względu na małą odporność na zaklęcia oraz czary adepta, gdzie przeciążenie skutkowałoby utratą przytomności, a do tego elf nie chce doprowadzić. Tak więc po zakończeniu treningu zajął się zwierzętami i przyszykował się do nocy, która nadeszła dosyć szybko.
        Gdy słońce ledwo wschodziło, Nathaniel siedział już za biurkiem w jednostce i uzupełniał wszelką papierologię związaną ze sprzętem strażackim, który ucierpiał podczas ostatniego gaszenia. Nie lubił tego typu zadania, lecz akurat dzisiaj padła jego kolej, a ze sztabowym nie ma co się kłócić. Na szczęście nie zajęło mu to dużo czasu, lecz gdy ledwo odłożył dokumenty do szafki, od razu został wezwany do pierwszej akcji tego dnia. Zaczęło się od ściągania kota z drzewa, który został zabrany do pobliskiej kliniki, spod której zaraz pojechali do palącego się garnka u starszej pani. To działanie było ostatnim na tą chwilę, przez co grupa mogła wrócić do bazy i uzupełnić wóz, szykując go do kolejnej akcji. Długo jednak czekać nie musli, gdyż po niecałej godzinie rozbrzmiał sygnał straży, a sam dyspozytor skierował ich do pożaru kawiarni w centrum.
Na miejsce dojechali po zaledwie kilku minutach i choć jechali łamiąc wszystkie przepisy, ogień zdążył szybko się rozprzestrzenić, tworząc tym gęste kłęby dymu. Straż od razu przystąpiła do ewakuacji pobliskich lokali oraz mieszkań, natomiast grupa ogniomistrzów zajęła się ogniem, którego źródło zlokalizowali na zapleczu kawiarni.
—  Nath, sprawdź z Billim prawe skrzydło. My pójdziemy na lewe. — powiedział kierujący i wskazał na prawą część kawiarni.
Mag krótko przytaknął i wraz z kompanem akcji przeszedł w wyznaczone miejsce. W tym momencie musieli dokładnie sprawdzić lokal i ewentualnie wydostać osoby, które nie dały rady uciec o własnych siłach.
—  Słyszysz? — zauważył nagle Bill.
—  Płytki oddech młodej kobiety. — sprostował elf. — W kuchni. — dodał wskazując na pomieszczenie.
Bez wahania weszli do środka i jedyne co ujrzeli, to kłęby dymu, które uchodziły z niedogaszonego ognia. Gdy Billi powiadamiał resztę grupy o kolejnym źródle ognia, Nath podszedł do kobiety, którą od razu wziął na ręce. Był gotowy już z nią wyjść, lecz gdy usłyszał stękanie butli z gazem, w moment wytworzył wokół siebie osłonę, która osłoniła elfa oraz kobietę od wybuchu, który zaraz nastąpił.
Drugi strażak nie zdążył się uchronić przed zagrożeniem i z dużą siłą uderzył o ścianę, tracąc przy tym przytomność. 
— Bill oberwał. — powiadomił elf przez radio —  Wychodzę z jedną osobą. —  dodał zaraz i tak też uczynił. 
Gdy brunet znalazł się po za lokalem, ratownicy od razu odebrali od niego poszkodowaną kobietę, lecz gdy chciał zawrócić po drugiego strażaka, został zatrzymany przez sztabowego. 
—  Już po niego poszli. —  powiedział szybko —  Odpocznij, Nath. 
Choć elf nie lubi zostawiać swoich kompanów, tak teraz musiał zrobić wyjątek i oddalił się od lokalu kierując się do wozu. Tam pozbył się pustej już butli z pleców oraz maski z twarzy, po czy delikatnie wciągnął świeże powietrze. Nie czuł się najlepiej, ale też nie chciał zawracać głowy ratownikom, którzy właśnie badali poszkodowanych pracowników. Głęboko odetchnął i zerknął na resztki dymu, które ledwo uchodziły przez otwarte drzwi. 
—  Pojedziesz z ratownikami, żeby przepytać pracowników w sprawie pożaru. —  rzekł nagle sztabowy, który wyszedł zza wozu —  Chociaż nie wyglądasz najlepiej..
—  Jest dobrze. Pojadę z nimi. —  powiedział elf zerkając na drugiego mężczyznę. 
W tym też celu, Nath pozbył się ciężkiej kurtki strażackiej i założył cienką bluzę, obmył trochę twarz wodą z wozu i wyrównał swoją wewnętrzną harmonię, żeby nie zacząć się denerwować. 
   Gdy pracownicy zostali przebadani w szpitalu, a następnie wypuszczeni, Nath wraz z policjantem zebrali ową grupę i siedli w miejscu wyznaczonym przez lekarzy —  w sali odpraw. 
— Starszy aspirant Roger Moore oraz Ogniomistrz Nathaniel Harrison. — zaczął policjant od przedstawienia ich dwójki — Sprawa jest dość poważna, gdyż takowych podpaleń było ostatnio bardzo dużo, dla tego też zebraliśmy was właśnie tutaj. — dodał zerkając w notes — Proszę o przedstawienie swoich wersji wydarzeń. 
— Są one dla nas bardzo ważne. — rzekł spokojnie mag, którego wzrok zatrzymał się rudowłosej kobiecie. 

Hime?
Szablon
synestezja
panda graphics