Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hime. Pokaż wszystkie posty

12.03.2020

Odejście

Dzisiaj z grona postaci odchodzi postać Hime. Powodem jest brak pomysłu na postać.

19.01.2020

Od Hime cd. Kangsoo

Jak ja dawno nie odczułam takiej ulgi jak teraz.
Najpierw stresowałam się, jak nigdy w życiu, a teraz byłam aż za bardzo wyluzowana. Co się dzieje!
Jednak byłam też bardzo szczęśliwa. Rodzinka nie będzie nagabywać ani marudzić, że przyprowadziłam muzyka. Nawet jakbym zmusiła na przykład Bena, żeby kłamał na temat swoich zainteresowań, to te cwaniaki i tak wyczują. Nie wiedziałam, skąd oni to wiedzieli i nawet nie chcę wiedzieć. To byłoby dla mnie za straszne.
- Zaproszenie dostałam chyba z lekkim poślizgiem, bo wesele ma się odbyć za jakieś dwa tygodnie… Dasz radę załatwić jakieś wolne w pracy, prawda…? - zapytałam z jakąś niepewnością w głosie. Zapomniałam o najważniejszym – sama do końca nie byłam pewna, czy podczas tego wydarzenia nie miałam przypadkiem zmiany w kawiarni. Bo jeśli tak, to będę musiała prędko to zmienić. I Kangsoo również.
- Zobaczę, jak tylko wrócę do domu, obiecuje – odpowiedział. Na te słowa ponownie szeroko się uśmiechnęłam. Aż miałam ochotę go wyściskać! Ale jednak zrezygnowałam z tego pomysłu, nie wiedziałam, czy powinnam. Bo może tak naprawdę chłopak nie lubił być przytulany? No i znowu kwestia tej znajomości. Ledwo zaprosiłam go jako osobę towarzyszącą, a mam się do niego przytulać?
Wtedy poczułam, jak smycz z Sally, którą trzymałam w lewej dłoni, wykręca mi rękę. Momentalnie pisnęłam z bólu, jeszcze szybciej przekładając czarny materiał do prawej dłoni. Przełożyłam ją przez oczko na linię nadgarstka i zajęłam się rozmasowaniem tego drugiego.
- Co się stało? - szatyn stanął zmartwiony obok. Oderwałam wzrok od ręki i spojrzałam w kierunku Sally, która coś obwąchiwała obok krzaków.
- To tylko nadgarstek… - wyznałam, wpatrując się w ciałko suczki, wyraźnie czegoś wypatrującej wśród roślin.
- Alex, zobacz! - zawołała w końcu do jamnika, który zaraz pojawił się obok niej. Ja ze swojego miejsca nic nie widziałam. Muszę podejść.
Podałam chłopakowi smycz, mówiąc, żeby chwilę potrzymał. Podeszłam do psiaków i kucnęłam obok nich. Od razu zasłoniłam twarz dłonią. W krzakach leżało martwe ciało wiewiórki.
Można by też pomyśleć, że normalnie śpi. Ale w krzakach? I z flakami na wierzchu? Wyglądało to strasznie.
Zauważyłam, jak suczka chciała podejść jeszcze bliżej, ale od razu ją zgarnęłam lewą ręką. Zignorowałam piekący ból zranionego nadgarstka i po prostu wzięłam zwierzaki jak najdalej od martwej wiewiórki. Czemu w ogóle tam była? Ktoś musi coś z nią zrobić…
- W krzakach leży zdechła wiewiórka – powiedziałam do szatyna, przekazując mu w dłonie jamnika.
- Co? Skąd się tam wzięła?
- A skąd mam wiedzieć? Trzeba zadzwonić po jakieś służby… Nie może tam zostać. Jakiś zwierzak może podejść i zjeść…
Chwilę później siedzieliśmy na ławce nieopodal z psami blisko, czekając na wezwaną policję przez Kangsoo. Odchyliłam głowę do tyłu, wzdychając.
- Jeden dzień, a tyle wrażeń. A to jeszcze nie koniec – wyznałam. No i dalej czułam bolące pulsowanie lewego nadgarstka. Że też akurat dzisiaj nie wzięłam swoich tabletek. Kazu by na mnie nakrzyczał.

Kangsoo?

27.12.2019

Od Hime cd. Kangsoo

Sally wydawała się dwa rasy weselsza, niżeli jak ją poznałam zaledwie kilka dni temu. Kiedy mnie zobaczyła, od razu wyrwała się Kangsoo ze smyczą i do mnie podbiegła.
- Hime! - zawołała moje imię. Nawet nie zastanawiało mnie, skąd je zna. Pewnie podsłuchała od mojego owczarka.
Ja w odpowiedzi na jej merdający ogon mogłam tylko czule pogłaskać ją po głowie. Z jeszcze większą radością to przyjęła, a następnie wyruszyliśmy na spacer w towarzystwie tego samego jamnika, co ostatnio.
Nie było aż tak zimno, jakby się wydawało. Wszakże słońca nie widziałam, szare chmury skutecznie je zasłaniało, ale brak wiatru sprawiał, że na dworze panowało jako takie ciepło.
Słuchałam tego, co opowiadała Sally. Głównie było to o jakimś wolontariuszu, trochę o Kangsoo i ludziach, oglądających psy do adopcji. Częściowo chyba nawet narzekała, że nikt jej nie chce, ale mówiła to z taką radością w głosie, że już sama nie byłam pewna. Dlatego też głównie przez jej rozmowę siedziałam cicho, chcąc się skupić i w razie wypadku odpowiedzieć na pytanie. Jednak mała zdawała się jakby zapominać o moim istnieniu. W pewnym momencie odezwał się też jej kolega Axel, ale wspominający o tym, żeby suczka „przestała kłapać jęzorem”. Następnie odezwał się Kangsoo.
Częściowo bałam się, że zagada na temat mojego… ponad godzinnego spóźnienia. Cóż, zapomniałam o wysłaniu paczki właścicielowi mojego mieszkania, więc musiałam przeszukać całą sypialnię i salon w poszukiwaniu zepsutego żelazka. Już jakiś czas temu w ogóle nie prasował, napisałam o tym do właściciela i ten nakazał mi odesłać go do niego, bo zna ludzi, którzy naprawiają sprzęty RTV i AGD. A kiedy przedmiot się zepsuł, wcisnęłam go w kąt jakiejś szafy, żeby nie korciła mnie chęć wyprasowania czegoś.
Dlatego poczułam ulgę, gdy Kangsoo wyznał, że cieszy się z naszego kolejnego spotkania i że wzięłam Sally na spacer, bo wyraźnie mnie polubiła. No i przecież ze wzajemnością.
- Ja również się cieszę, że mogę to zrobić – odpowiedziała mu, odwzajemniając jego uśmiech.
No i tym razem nastała cisza. No dobra, niezupełnie. Sally gawędziła sobie z jamnikiem, mimo że ten odpowiadał jej tylko co jakiś czas. Suczka jednak nie rezygnowała z rozmowy, ciągle podejmując się nowych tematów. Teraźniejszy spacer, jego przyszłość, przeszłość… Nie chcąc podsłuchiwać, próbowałam się wyłączyć z ich rozmowy, ale przyznajmy – kiepsko mi szło.
Dlatego postarałam się zająć moją głowę innymi myślami. A dokładnie tego, jak zaprosić Kangsoo na te… wesele kuzyna. NO JAK. Mało brakowało, a zaczęłabym chyba rwać sobie włosy z głowy.
- Coś się stało?
Z dalszych przemyśleń wyrwał mnie w końcu głos chłopaka obok. Otrząsnęłam się z paniki i przeniosłam na niego swoje oczy. Wydawał się zmartwiony. Super, czyli zauważył moje zdenerwowanie. Nie mam odwrotu, kłamać nie będę.
- Tak… jakby… - zaczęłam, nie mogąc znieść presji pod jego spojrzeniem. Przeniosłam wzrok na Sally. - Nie utrzymuję kontaktu z rodzicami od kilku lat – wyznałam. Zamiast czekać, aż szatyn mi przerwie, postanowiłam kontynuować.
- Moi rodzice to ludzie, którzy nienawidzą muzyki. Nie pochwalali tego, że chcę zostać piosenkarką, więc się wyprowadziłam i zerwałam kontakty. Od jakiegoś roku mam spokój… aż do naszego ostatniego spotkania – opowiedziałam, nawet nie mając odwagi, żeby spojrzeć na mojego towarzysza.
Po tamtej kawiarni mama nie zadzwoniła drugi raz. Napisała mi tylko wiadomość, w której umieściła numer do kuzyna Rikiego, aby podać mu imię i nazwisko mojej osoby towarzyszącej.
W domu naszła mnie jeszcze kwestia, skąd Riki znał mój adres. Byłam pewna, że nie podawałam go swoim rodzicom. Jednak po dłuższych przemyśleniach odpuściłam sobie ten temat. Zawsze mogę się go o to zapytać podczas tego całego wesela. I problem rozwiązany!
Wzięłam głęboki wdech, tak dla odwagi, żeby w końcu przejść do sedna – przynajmniej mojej – sprawy.
Stanęłam w miejscu, wiedząc, że nie dam rady zrobić kolejnych kroków pod taką presją.
- Tego samego dnia znalazłam u siebie w skrzynce na listy zaproszenie na ślub i wesele. Od mojego kuzyna. Była w nim mowa o osobie towarzyszącej – Niepewnie podniosłam wzrok na Kangsoo. Nie potrafiłam odczytać emocji z jego twarzy. - Wzięłabym kogoś z Copycat, ale wieść, że na spotkanie z rodziną nielubiącej muzyki przyszłam z muzykiem, nie przyjęłaby się z byt dobrze. Dlatego też moje pytanie, czy… Czy poszedłbyś ze mną? - w końcu wyrzuciłam to z siebie. Przy okazji czułam gorąc na twarzy, więc przy okazji pewnie się zaczerwieniłam ze wstydu. Bardzo fajne spotkanie, nie powiem.

Kangsoo?

23.12.2019

Od Hime CD. Nathaniela

Cała byłam zestresowana. Pożar, nie miałam jak się wydostać z piwnicy, a potem przyjście strażaka Nathaniela. Cała kamienica została ewakuowana. Cudem zaczepiłam jednego ze strażaków, wspominając, że w moim mieszkaniu znajduje się jeszcze mój zwierzak będący szczurem. Jak na szpilkach czekałam, aż przyniosą moją Mie. Bałam się, że coś jej się stanie.
Na pytanie znajomego mężczyzny nie znałam odpowiedzi. Tak się przejęłam tamtym piromanem, a także moją małą szczurzycą, że w ogóle zapomniałam zadzwonić, czy nawet napisać do kogokolwiek z Copycat z prośbą o przenocowanie.
- Nie wiem – wypaliłam tylko, wypatrując, czy z kamienicy nie wychodzi jeden ze strażaków.
- Jak to nie wiesz? - chyba się zirytował. Wtem ujrzałam poprzedniego mężczyznę, który ewidentnie trzymał coś w dłoniach. Od razu się uśmiechnęłam.
- Mia – wyrwałam, podbiegając, żeby zabrać swojego zwierzaka.
- Hime! - brązowe maleństwo skoczyło w moją stronę, a ja ją złapałam i delikatnie przytuliłam. - Nigdy więcej mnie nie zostawiaj, kiedy wybucha pożar!
- Już tego nie zrobię, przepraszam – odpowiedziałam, delikatnie gładząc ją po grzbiecie. Czyli oprócz zestresowania się nic jej nie jest… Jak ja się cieszę. Podniosłam głowę, chcąc podziękować tamtemu strażakowi, ale jego już nie było. Zamiast tego odwróciłam się z powrotem do Nathaniela.
- Za chwilę zadzwonię do przyjaciół, któreś z nich na pewno mnie przyjmie – rzekłam, pomagając wejść szczurkowi na moje ramię. Mia od razu schowała się wśród moich włosów.
- To twój szczur? - usłyszałam z jego strony. Skinęłam głową.
- Ma na imię Mia – odpowiedziałam, przenosząc wzrok na Kazu pod moimi nogami. Patrzył gdzieś w dal, chyba kompletnie ignorując mnie, jak i znajomego mężczyznę obok. - Kazu – Na dźwięk mojego głosu owczarek dopiero po chwili się odwrócił. - Widziałeś piromana? - spytałam.
- Widział go?? - szatyn jakby się ożywił i zbliżył do mojego psa. Samiec przelotnie na mnie spojrzał, a potem westchnął. Ukucnęłam przed nim i położyłam dłoń na jego głowie, delikatnie go głaszcząc.
- Powiesz mi?
Pies położył uszy ku sobie, spojrzał w jedną stronę, potem w drugą, aż w końcu widziałam, że się poddał.
- Widziałem jego twarz, potem założył maskę – wyznał.
- I co? Wie, jak wygląda? - brązowowłosy mężczyzna za mną stał się lekko niecierpliwy.
- Hime, to był Nelson.
Wtedy wszystkie wspomnienia związane z tym imieniem uderzyły we mnie, jak grom. Młodszy chłopak zaledwie o rok, który zawsze chwalił grę naszego zespołu, Copycat. Chciał założyć swój własny zespół muzyczny, ale… pokłócił się z bratem, z naszym Benjaminem.
Nelson był młodszym bratem Bena, jednak nie łączyły ich więzy krwi. Chłopak został adoptowany przez rodziców lidera, gdy został osierocony po wypadku samochodowym. Podobno zdarzyło się to gdy oboje byli małymi dziećmi.
Oczywiście Benjamin, jak i jego rodzina wiedziała o mocach Nelsona, jakimi było małe kontrolowanie ognia. Młodszy sam nie wiedział o sobie za dużo, a jego nowa rodzina nie miała prawa w to ingerować, skoro sam nic nie wiedział.
Otworzyłam usta w zdziwieniu, jednak nic nie powiedziałam. Nie mogę wydać brata Benjamina… No ale, mam teraz skłamać? Tak po prostu? Innego wyjścia nie mam…
Tak zrobię. A potem zadzwonię do Bena i wypytam o szczegóły. Jeśli cokolwiek wiedział…
Wzięłam głęboki wdech, wstałam z ziemi i odwróciłam do strażaka.
- Kazu od dawna ma problemy z pamięcią i trochę ze wzrokiem… Nie widział go dokładnie, a do tego wszystko w szoku zapomniał.

Nathaniel?

12.12.2019

Od Hime cd. Kangsoo

Szczerze? Zrobiło mi się trochę cieplej na duszy. Dawno ktoś się tak nie martwił o to, jak się czuję, przebywając w miejscach, gdzie mogło znajdować się dużo zwierząt. Odkąd powiedziałam Copycat, że głowa przestaje mnie już boleć przy tylu głosach, to niekoniecznie się tym już przejmowali. Mnie też to szło na rękę, bo nie lubiłam, gdy zmienialiśmy plany przez moją moc.
I pomimo tego, że zrobiło mi się milej, poczułam się tak, jakbym wpływała na Kangsoo i jego decyzje. Daj spokój, Hime. Byłaś tyle razy w miejscach, gdzie znajdowało się o wiele więcej zwierzaków i głowa bolała cię dwa razy mocniej, a narzekasz w zwykłej kawiarni?
No i ta herbata z miodem by się zmarnowała.
- Już przestaje boleć. To nic wielkiego. Poza tym nie wypiłam herbaty – odpowiedziałam na propozycję szatyna naprzeciwko mnie. Zaraz potem wyciągnęłam dłoń po filiżankę z herbatą i upiłam kilka łyków. Napój dobrze mnie rozgrzewał i być może leczył już z lekka zdarte struny głosowe.
Dalej dostrzegałam niepokój na twarzy chłopaka i w oczach widziałam chęć ponownej próby wyprowadzenia mnie z Clare’s Home.
- Właśnie – zaczęłam, próbując w ten sposób zmienić temat na jakkolwiek inny. - Gdybym wiedziała, że przyjdziesz tak elegancko ubrany, sama nałożyłabym sukienkę.
W odpowiedzi tylko się uśmiechnął.
- Musiałem zostać dłużej w pracy i nie opłacało mi się wracać do domu, aby się przebrać – wyjaśnił, upijając trochę swojej kawy. - A tobie naprawdę jest zimno pomimo herbaty? - Sama cicho się zaśmiałam, zerkając na napis na bluzie. No racja. „Zimno mi”.
- Na szczęście mnie rozgrzało – szeroko się uśmiechnęłam. Kangsoo powtórzył czynność.
- Jak w ogóle powrót z Sally do schroniska? - zapytałam, przypominając sobie sunię, z którą wczoraj go widziałam i miałam okazję trzymać w rękach. W końcu jak się dowiedziałam, do odważnych nie należała i miałam nadzieję, że obyło się bez żadnych przygód, gdy wracali.
Mężczyzna oparł się o tylne oparcie kanapy.
- Bez problemu, choć czasami miałem wrażenie, jakby się zatrzymywała i spoglądała za siebie, czy za nami nie idziesz – odpowiedział. - To było dosyć urocze – dodał.
- Ona cała jest urocza… - wyznałam, marzycielsko wpatrując się w ciemną herbatę. - Pewnie, gdyby nie Kazu i Mia, to pomyślałabym nad kolejnym psem. Choć i tak jestem w trakcie oszczędzania na jednego – opowiedziałam, dolewając sobie napoju. - Od dawna marzy mi się owczarek szwajcarski. Wiesz, takie białe owczarki. Kazu jest czarny, on byłby biały. Miałabym w domu prawdziwe Yin i Yang – zaśmiałam się, upijając łyka ciepłej herbaty.
- Ciekawe marzenie, choć rasowe psy do tanich nie należą. A tak poza tym, kto to Mia?
- Mój szczurek – odpowiedziałam. Następnie sięgnęłam do tylnej kieszeni spodni, chcąc wyciągnąć telefon. - Mam chyba kilka jej zdjęć, to ci pokażę.
- W takim razie poproszę – odparł. Po chwili już byłam w galerii i weszłam w album podpisany „Mia”. Miałam pełno różnych folderów, każdy inaczej nazwany. Na przykład „Kazu”, „Copycat”, „Koncerty”, „Przepisy” i tym podobne. Łatwiej było mi się wtedy rozejrzeć, gdzie co miałam.
Odwróciłam ekran w stronę ciemnookiego, przekazując mu przedmiot.
- Możesz przesunąć na następne zdjęcia, jeśli chcesz – rzekłam, z uśmiechem przyglądając się reakcji Kangsoo. Wyglądał na chyba zachwyconego, ale potem zauważyłam zdziwienie na jego twarzy. Od razu oddał mi telefon, a ja zauważyłam na wyświetlaczu napis „mama”. Westchnęłam głęboko.
Natychmiast nacisnęłam czerwoną słuchawkę, wyłączyłam dźwięk i schowałam telefon. Przy okazji humor mi się nieco pogorszył.
- Jeśli chcesz, to możesz przecież odebrać… - zaczął chłopak z naprzeciwka. Popatrzyłam na niego spod byka, ale w miarę szybko się opanowałam.
- Przepraszam – rzuciłam, zrzucając wzrok znowu na moją herbatę. - Nie chcę odbierać. Nawet nie zamierzam – odpowiedziałam. Wypiłam resztę mojego napoju. No i zakończyła się też moja ochota na spędzenie czasu i lepsze zapoznanie się z Kangsoo. Dzięki, mamo…
- Chcesz już stąd iść?
Podniosłam oczy na prawdopodobnie zmartwionego szatyna i szepnęłam pod nosem dość ciche „Przepraszam”.
Po kilku minutach staliśmy w ciszy na dworze zaraz obok wejścia do kawiarni Clare’s Home. Zrobiło mi się głupio, że taka mała głupota, jak próba skontaktowania się mojej mamy ze mną, zakończyła nasze spotkanie.
Wzięłam głęboki wdech.
- Chciałbyś może wymienić się numerem telefonu? - odważyłam się zapytać, spoglądając dosyć niepewnie na mężczyznę obok. - Mogłabym kiedyś potowarzyszyć ci przy kolejnym spacerze z Sally. No i dawałabym ci znać o wszelkich koncertach Copycat – wyjaśniłam. Jednak pomimo tego nie miałam odwagi, żeby wyciągnąć komórkę z torebki, więc na szybko podałam numer chłopakowi.
- Do następnego, Kangsoo – pożegnałam się z nim i odeszłam.
Czy mogę jeszcze jakoś naprawić ten wieczór? Może wspólnym filmem z Kazu i Mią? Mogłabym im też coś ugotować… Jestem pewna, że nie mieliby nic przeciwko. Jak to zwierzaki.
Minęło pół godziny, nim dotarłam do kamienicy z drobnymi zakupami w ręku. „Drobnymi”. Chrupki serowe, mrożona pizza – oczywiście serowa. Moje domowe zjadacze sera się ucieszą.
Zamknęłam drzwi od budynku, powoli kierując się do schodów.
Dawno nie sprawdzałam skrzynki na listy. Zatrzymałam się jeszcze przy niej, kluczykiem otworzyłam metalowe pudełko i wyjęłam parę kopert. Włożyłam je tylko pod pachę i ruszyłam po schodach w górę.
Po wejściu do mieszkania i odstawieniu torby z zakupami przywitał mnie Kazu żwawo merdający ogonem.
- W końcu jesteś! Ile można czekać! - obwąchiwał mnie, jednocześnie próbując polizać mój policzek.
- Też się cieszę, że cię widzę – delikatnie się uśmiechnęłam. Wtem owczarek znieruchomiał, opadł na podłogę i usiadł. Zaczął się we mnie wpatrywać.
- Co się stało? - zapytał. - Ten chłopak nie przyszedł? Wystawił cię? Rozmawiał z kimś innym? Mówiłem, że powinnaś to odwołać!
- Nie gadaj głupot. Kangsoo przyszedł i rozmawialiśmy ze sobą. Mama zadzwoniła… - wyjaśniłam, zabierając torbę do kuchni i położyłam ją na blacie. Zaraz potem jednak wróciłam do szafki w przedpokoju po wszelkie listy i koperty, które pewnie były rachunkami lub innymi reklamami.
- Marina dzwoniła? Chyba sobie ze mnie żartujesz – w jego głosie nie było ani krzty zadowolenia. Uwierz kochany, też bym wolała sobie z ciebie pożartować.
Trzy rzeczy były w skrzynce. List od właściciela mieszkania, gazetka marketu znajdującego się w mieście i… jeszcze jeden list. Otworzyłam go, a w środku ujrzałam zaproszenie. Ale nie byle jakie.
- Kazu… - jęknęłam.
- Co?
- Dostałam zaproszenie na ślub… - Otworzyłam kartkę i spojrzałam na poniższy podpis. - Ślub kuzyna Rikiego od strony mamy…
- Żartujesz.
O wiele bardziej chciałabym sobie żartować. Wróciłam do treści zaproszenia.
- „Chcielibyśmy zaprosić panią Hime Tayuki, córkę ciotki pana młodego Mariny Tayuki, wraz z osobą towarzyszącą” - zacytowałam. Skamieniałam totalnie. „Osobą towarzyszącą”? Nie, ja muszę usiąść.
Opadłam na kanapę, jeszcze raz przyglądając się zaproszeniu. Riki był moim kuzynem, którego widziałam zaledwie z trzy razy w życiu. Dlaczego zaprosił mnie na swoje wesele?
To jest głupie pytanie, może być wiele powodów. Ciekawiło mnie jednak to, kogo miałabym wziąć ze sobą! Teoretycznie mogłabym iść sama i byłoby po problemie. Z drugiej strony jednak wiem, jak moja rodzina krzywo patrzy na samotne osoby na tego typu uroczystościach. No to co, pewnie ktoś z Copy… No chyba oszalałam! Większość rodziny nie znosi muzyki i miałabym iść do nich w towarzystwie muzyka?
O losie…
Wtem do głowy wpadł mi Kangsoo. Tak, zaproś prawie obcą osobę na wesele. No ale to jest jednak jakieś wyjście z sytuacji. Jednak czy się zgodzi? Nie wiem, póki nie zapytam. Tylko nie zrobię tego przez telefon, nie wypada. Na naszym następnym spotkaniu, tak. Tylko… kiedy ono miałoby się odbyć?

Kangsoo?

12.11.2019

Od Hime cd. Kangsoo

Byłam zmęczona po porannej pracy w kawiarni. A jeszcze czekała mnie próba. O której zapomniałam umawiając się z Kangsoo do kawiarni. Obyśmy nie skończyli zbyt późno, bo się spóźnię.
Weszłam do domu Bena jak do siebie. Drzwi wejściowe zawsze były otwarte, gdy mieliśmy przyjść na próbę. Zeszłam do garażu, tym razem nie towarzyszył mi nawet Kazu. Do pracy nie mogłam go zabierać, a gdybym miała specjalnie zajść po niego do domu, to z kolei spóźniłabym się na autobus do domu Bena. W końcu miałam się zjawić jak najszybciej, więc spacer nie wchodził w grę. Szczerze, i tak się spóźniłam.
- Cześć wam – rzuciłam do reszty członków Copycat, na co chórem odpowiedzieli mi tym samy. Od razu podeszłam do półek za perkusją, zgarniając swój mikrofon, żeby następnie go podłączyć. Zapomniałam wczoraj go zwinąć, ale najwidoczniej lider zajął się tym za mnie. Gdy ogarniałam swoje kable, postanowiłam się zapytać.
- Do której dzisiaj ćwiczymy? - rzuciłam jakby od niechcenia. Oby do siedemnastej. Było koło piętnastej.
- Zależy. Trochę ćwiczyliśmy sami, więc nie jest tak źle. Siedemnasta. Może przed – odpowiedział mi Benjamin. Skinęłam głową, prostując się. Otrzepałam tylko jeszcze moją czarną bluzę z jakimś napisem i odwróciłam się do zespołu, żeby ich widzieć. Pora zacząć próbę.

~*~

Byłam już spóźniona dziesięć minut, a nawet nie wysiadłam jeszcze z autobusu. Do tego nieźle zaludnionego jak na godzinę siedemnastą. Nie spodziewałam się, że tyle osób będzie jechało do centrum. Dobrze, że stałam przy oknie. Dzięki temu cały czas orientowałam się, gdzie znajdował się autobus i mogłam kontrolować przystanki. Właśnie dostrzegłam miejsce, gdzie musiałam wysiąść. Zaczęłam przepychać się do wyjścia, powtarzając „Przepraszam”.
Gdy wyszłam z pojazdu, potknęłam się i o mało co nie upadłam na ziemię. Odgarnęłam włosy z twarzy, poprawiłam torebkę i ruszyłam szybszym krokiem do kawiarni Clare’s Home, gdzie byłam umówiona z Kangsoo. Ciekawe, jak długo już czeka.
Wypatrzyłam lokal już z daleka i z głośniej bijącym sercem otworzyłam drzwi, tym samym wchodząc do środka. W moich uszach rozległ się dzwonek przymocowany do wejścia. Nie zdążyłam dobrze się rozejrzeć, gdy dostrzegłam machającego do mnie szatyna. Zaraz po tym się uśmiechnął, co odwzajemniłam. Od razu przeleciałam wzrokiem po jego ubraniu. Koszula, marynarka i płaszcz. Okey, tego się nie spodziewałam. Cicho zaklęłam w duchu moją nieco za dużą czarną bluzę z napisem „Zimno mi” i stare zniszczone Nike’i. Gdybym wiedziała, że tak będzie ubrany, to również może bym się postarała. Hime, o czym ty myślisz.
- Hej, długo już czekasz? - zagadałam, zajmując miejsce naprzeciwko.
- Nie… - odpowiedział, przesuwając w moją stronę menu. A, no tak.
- Zamówiłeś już coś? - kolejne pytanie padło z moich ust. Zaraz po tym niemiło odchrząknęłam i automatycznie złapałam się za gardło. Struny głosowe, tylko nie dzisiaj, proszę.
- Czekałem na ciebie.
- Ej, a widziałaś ten serial wczoraj, co leciał?
Podniosłam głowę na chłopaka. Jaki serial? Zaraz, to nie był jego głos.
- Niestety nie widziałam, Jessy wyszła ze mną na spacer.
Odwróciłam się za siebie. Dostrzegłam dwie panie ze swoimi pieskami obok. Od razu nie zwróciłam na to uwagi, ale do moich uszu docierało naprawdę wiele głosów. I to wszystkie naraz, w zdecydowanie większości przypadkach. Oby nie zaatakowała mnie migrena.
Wtem do stolika mojego i Kangsoo podeszła jedna z kelnerek z pytaniem, co zamawiamy. Szatyn ruchem głowy wskazał, żebym była pierwsza. Wzięłam jedną z herbat z miodem, głównie ze względu na gardło. Chłopak wziął jakąś kawę. Kobieta zabrała od nas menu, po czym sobie poszła.
- Nie jesteś dzisiaj ze swoim psem? - zapytał Kangsoo. Odgarnęłam włosy za ucho, delikatnie się uśmiechając.
- Rano szłam do pracy i nie mogłam go wziąć. Potem miałam od razu próbę zespołu, więc nie miałam, nawet kiedy zajść po niego – odpowiedziałam. Oby nie był mocno na mnie zły. Wczoraj, kiedy wracaliśmy do domu, namawiał mnie, żebym zrezygnowała z tego spotkania. Głupi Kazu. Chłopak wydał się jakby zmartwiony.
- To może jednak powinniśmy to przełożyć…
- Spokojnie, nic się nie stało – zaśmiałam się tylko. - Kazu jest przyzwyczajony do zostawania długo w domu. Najwyżej tylko będzie na mnie krzyczał, nic nowego – dopowiedziałam, przenosząc wzrok na jedną z klientek, która trzymała fretkę na kolanach. Miała słodkie szelki ze skrzydełkami. Może bym znalazła coś podobnego dla mojego owczarka? Obraziłby się na mnie na jakiś tydzień.
- Krzyczeć? W sensie szczekać - Kangsoo jakby mnie nie zrozumiał. A, nie mówiłam mu… Znowu się zaśmiałam, poprawiając swoje włosy za uchem.
- Wiesz… Ja rozumiem mowę zwierząt. Nie pamiętam, żebym słyszała, jak pies typowo szczeka.

Kangsoo?

10.11.2019

Od Hime cd. Nathaniela

- Skończone! Jak sytuacja wygląda u ciebie, Hime?
Wstałam z zakurzonej podłogi i otarłam czoło z potu. Uśmiechnęłam się do siebie i odwróciłam do Rene za mną.
- U mnie też! - odpowiedziałam jej. Następnie odłożyłam wałek na podłogę i otrzepałam spodnie.
Byłam znowu w kawiarni i pomagałam Rene w odmalowywaniu. A raczej to ona pomagała mi. W każdym razie lokal miał niedługo znowu ruszyć z działalnością. Nowe meble były już zamówione. To tylko kwestia tygodnia, gdy klienci zaczną schodzić się na nowo. Od pożaru minęły już cztery dni.
- Na dzisiaj koniec – rzekła brunetka, podchodząc do mnie. Zaśmiałam się na widok plamy niebieskiej farby na jej policzku. Dziewczyna długo się nie zastanawiała, domyślając się powodu mojego śmiechu i próbowała zetrzeć kleksa rękawem bluzy. Nie poszło jej, ale nawet o tym nie wiedziała.
- Idziesz do domu? - zagadała do mnie, gdy kierowałyśmy się do szatni dla pracowników. Skinęłam jej głową, na co odpowiedziała tylko „Dobrze”. Obie przebrałyśmy się z zakurzonych i poplamionych dresów w nasze codziennie ciuchy, którymi były dżinsy i zwykłe koszulki. Wyszłyśmy razem przed kawiarnię, aby następnie się pożegnać i rozstać w dwie przeciwne strony. Gdyby nie to, że basistka musiała zajść do sklepu muzycznego po nowe struny, pewnie by mnie odprowadziła i nawet posiedziała ze mną w domu. No ale miała inne plany. Mnie zresztą też było to na rękę, miałam ochotę pobyć trochę sama z pupilami. Teoretycznie miałam tak codziennie, no ale...
Spokojnie szłam przy ulicy, wdychając samochodowe spaliny, żeby z głównej drogi wejść w jedną z bocznych, ale nie mniej ruchliwych uliczek. Znajdował się tu jeden z popularniejszych sklepów, a także budka z dobrym kebabem.
Następnie weszłam przez drzwi do kamienicy, w której mieszkałam. Pokonałam schody na pierwsze piętro i zaczęłam szukać klucza od mieszkania. Przy okazji od razu wyjdę z Kazu na dwór, trochę mnie nie było.
- No w reszcie! - samiec od razu wyszedł mi na przywitanie, obchodząc mnie wkoło z ogonem w ruchu.
- Tak, jestem już, jestem – odpowiedziałam, tarmosząc go po głowie. Zdążyłam jeszcze chwycić jego smycz z wieszaka przy drzwiach, zamknęłam je i wyszliśmy na chwilę się przejść.
Wróciliśmy już po piętnastu minutach. I od razu wyłapałam na klatce dziwny zapach.
- Czujesz to? - odezwałam się do samca, robiąc pierwszy krok na piętro. Wtem budynkiem coś wstrząsnęło. Upadłam na schody, a z sufitu posypał się kurz.
- Gaz – rzucił owczarek, po czym zawrócił, kierując się do piwnicy pod schodami.
- Kazu, czekaj! - zawołałam, idąc za nim. O dziwo drzwi, zamykane na specjalny klucz, stały szeroko otwarte, a z dołu dochodziło jakieś światło. Następne, co usłyszałam, był czyjś krzyk. Nie czekałam ani chwili dłużej i zeszłam do piwnicy. Gdy skręciłam za drzwi z całą instalacją elektryczną, przywitał mnie ogień, a także Kazu szczerzący kły do jakiegoś człowieka w środku. Z postury wydawał mi się być mężczyzną, w całości ubranym na czarny. A przynajmniej tak mi się wydawało.
- Kim pan jest? - zapytałam. Nie odzyskałam odpowiedzi. Zamiast tego coś gruchnęło i pojawiło się więcej ognia. Zasłoniłam oczy rękoma, a gdy je zabrałam, mężczyzny już nie było. Chwilę stałam osłupiała, gdy do moich myśli doszło jedno – ogień. Pożar! Szybko rozejrzałam się na boki. Przecież kiedyś tu to widziałam! Wyszłam z jednego pomieszczenia do drugiego i zauważyłam to, czego szukałam. Mała, czerwona gaśnica w kącie pomieszczenia. Chwyciłam ją, odblokowałam i skierowałam w stronę buchających płomieni. W ciągu tego wszystkiego zapomniałam o Kazu, który na szczęście odsunął się na bezpieczną odległość od ognia. Mam nadzieję, że któryś z sąsiadów zaciekawił wybuch i postanowił po kogoś zadzwonić. Przy okazji mogę stwierdzić, że cała sytuacja bardzo przypominała mi tą z kawiarni.

Nathaniel?

26.10.2019

Od Hime cd. Kangsoo

- Jeszcze chwila i ją weźmiesz do domu – powiedział owczarek, gdy delikatnie gładziłam Sally po grzbiecie. Była taka malutka i słodka! I chyba mnie polubiła. Niestety, nawet jakbym chciała ją zaadoptować, to najpierw musiałabym uzyskać pozwolenie właściciela mojej kawalerki, a potem dokupić potrzebne dla niej rzeczy. I myślę, że Kazu nie do końca byłby zadowolony, jakby musiał się z nią dzielić moimi rzeczami. No i wiadomo, jak się z Mią dogadują. No właśnie! I jest jeszcze kwestia Mii, która też chyba nie do końca byłaby zadowolona z nowej koleżanki. Poza tym szczurzyca sama za długo u mnie nie była.
Przeniosłam wzrok na chłopaka przede mną, który przyglądał się mojemu owczarkowi. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- A wiesz, że Kazu też jest ze schroniska? - zagadałam, drapiąc za uchem psa w moich ramionach.
- Hime, musisz…
- Naprawdę? - ciemnowłosy wyglądał na trochę zaskoczonego. Skinęłam głową.
- Jego mama trafiła do schronisk, będąc w ciąży i tam się urodził. Mijał miesiąc od śmierci naszego ostatniego psa, a i zbliżały się moje urodziny, więc rodzice szukali prezentu. Stwierdzili, że nowy towarzysz ukoi moje smutki po Doris. No i mieli rację – opowiedziałam, przyglądając się reakcji samca. Siedział cicho, miał odwróconą głowę w drugą stronę i ledwo zauważalnie ogon mu się ruszał. Mimo że ta historia zawsze go onieśmielała, to jakoś dziwnie się również cieszył.
- Czemu jego matka trafiła do schroniska?
- Słyszałam, że jej były właściciel zostawił ją w lesie, gdy dowiedział się o ciąży suki. Nie chciał się nią zajmować, więc wiesz… - wyznałam, znowu skupiając się na małej Sally w moich ramionach.
- Smutne… - szepnęła, wtulając się w moje włosy.
- Co było dalej? - Kangsoo najwidoczniej się zaciekawił losem mamy Kazu. Znowu się uśmiechnęłam.
- Wiem tylko tyle, że z czwórki rodzeństwa Kazu, trójka znalazła dom, a mama trafiła do starszego małżeństwa – odpowiedziałam. Szczerze mówiąc, owczarek nie pamiętał swojej mamy, ani rodzeństwa, jego pamięć do najlepszych nigdy nie należała. Dlatego też nie wie, że zaledwie dwie przecznice od nas mieszka jedna z jego sióstr. Dowiedziałam się tego kiedyś od jednej z pracownic schroniska będącej u nas na wizytacji i sprawdzeniu, jak Kazu radzi sobie u nas w domu. Czasem ją widywałam, ale nie miałam odwagi powiedzieć o niej owczarkowi.
- Może byś tak zmieniła już temat… - zaczął, podnosząc łeb i spoglądając na mnie. Zawstydził się. Zaśmiałam się na to, znowu przenosząc wzrok na Kangsoo. A dokładniej na papugę siedzącą na jego głowie. Zaczęłam się cicho śmiać na ten widok.
- Cookie! - ptak znowu zaskrzeczał, a chłopak jakby się obudził. Wyjął z kieszeni spodni woreczek z ciastkami i podał jedno swojemu pierzastemu koledze. Ciekawie ogólnie wymawiał te dwa słówka. Chodziło mi o to, że barwę głosu miał taką krzykliwą i delikatnie zachrypniętą, jednak kiedy używał swojego „głosu”, to taki już nie był. Tylko raz spotkałam się z gadającą papugą, i to wtedy, gdy miałam z piętnaście lat. Z nią sprawa wyglądała podobnie. To było trochę fascynujące. Ciekawe, czy Kangsoo wie, że jego zwierzak naprzemiennie nazywa go „sługą” i „szefem”.
Po kolejnej minucie byłam zmuszona oddać chłopakowi Sally. Suczka nie do końca wyglądała na zadowoloną, ale nie protestowała za bardzo.
- Będę musiał chyba już z nimi wracać – rzekł w pewnym momencie ciemnowłosy. No tak, to nie jego psy, tylko ze schroniska. Nie może być z nimi na spacerze w nieskończoność.
- Jasne, wybacz, że cię zagadałam – odpowiedziałam, zakładając pasmo włosów za ucho. Było mi trochę szkoda, że musiałam się z nim rozstawać. Mimo że nie znaliśmy się za długo, to w jakiś sposób polubiłam rozmowę z nim.
- Jeśli chcesz go zaprosić na kawę, to zrób to – usłyszałam pod sobą głos Kazu. Szturchnęłam go tylko w odpowiedzi. Nie zrobię tego, zapomnij.
- No to… pa, Kangsoo – rzuciłam, poprawiając swoją torebkę na ramieniu.

Kangsoo?

25.10.2019

Od Hime cd. Nathaniela

- Że też dzisiaj zachciało ci się wieczornych spacerów, Kazu… - rzekłam, omijając z gracją ledwo widoczny korzeń wystający z ziemi.
- I tak nie mieliśmy nic do roboty w domu. Poza tym dawno nas tu nie było – odpowiedział. Robiło się coraz ciemniej i coraz trudniej było mi obserwować ciało owczarka. Czarna sierść łatwo znika.
No i w zasadzie samiec miał rację. Nudziliśmy się w domu, więc gdy tylko Mia zasnęła i zamknęłam ją w klatce, Kazu zaproponował wyjście do lasku na naszą małą łąkę. Zgodziłam się, bo czemu nie. Szkoda tylko, że nie wzięłam latarki. Jedna na szczęście znajdowała się w moim telefonie, który o dziwo ze sobą wzięłam. A zastanawiałam się nad tym, żeby go zostawić. Dobrze, że tego nie zrobiłam.
Kazu prowadził mnie na niewielką łączkę, na której znajdował się duży kamień. Po drodze jednak odchodził na niewielkie odległości, żeby znowu do mnie wrócić.
- Czego szukasz? - zagadałam do niego.
- Patyka. Przecież nie będę tam bezczynnie siedział - odpowiedział od razu. Uśmiechnęłam się, skupiając na ziemi pode mną. Wszędzie jakieś gałęzie, kopce i korzenie, na które musiałam uważać, żeby się nie potknąć i coś sobie zrobić. Wtem dostrzegłam jednak, jak Kazu staje i nasłuchuje.
- Tam ktoś jest – szepnął po chwili. Podniosłam swój wzrok, kierując go tam, gdzie owczarek. Przy linii drzew unosiła się delikatna mgła i można było dostrzec za nią jakiś ruch. Zrobiłam ostrożny krok bliżej. Może nie powinnam tego robić, bo nie wiadomo, co się tam czai, ale ciekawość wygrywała. Kazu czuwał zaraz obok, pewnie gotów zaatakować. Wtem poczułam na sobie czyjś wzrok. I wówcza dostrzegłam postać za mgłą. Mężczyzna. I to dziwnie znajomy. Zaczęłam się do niego zbliżać, chcąc mu się przyjrzeć.
- Co tutaj robisz? - usłyszałam ten sam głos, który zaczepił mnie kilka godzin temu w kawiarni. Strażak od przesłuchań. Oparłam się o jedno z drzew przed łączką, żeby przyjrzeć się mężczyźnie. - W okolicy nie jest bezpiecznie – dodał zaraz.
- Nie wiem, jeszcze nic nigdy mnie nie zaatakowało – odpowiedziałam, dostrzegając na jego twarzy delikatny uśmiech. Chyba przyglądał się Kazu.
- Kto to jest? - zapytał owczarek. Ciekawe, czy już warczy. Zwróciłam się do pupila, kładąc mu dłoń na głowie.
- Strażak, o którym ci mówiłam – odpowiedziałam. Usłyszałam z jego strony tylko „Mhm” i usiadł przede mną, jakby chciał mnie osłonić. Poklepałam go po łbie i ponownie zwróciłam się do ciemnowłosego.
- Poza tym spaceruję z psem, lubimy to miejsce – dodałam. Strażak jakby skinął głową. - A pan co tu robi? - teraz moja kolej na pytania. Najpierw jednak ruszyłam się z miejsca, aby wyjść na małą łąkę i usiąść na kamieniu. Minęłam mężczyznę wraz z Kazu u boku, wyraźnie oddzielającego mnie od niego.
- Też… wybrałem się na spacer – odpowiedział po chwili milczenia. Sama nic nie dodałam, zajmując miejsce na zimnym przedmiocie i podniosłam głowę, żeby przyjrzeć się niebu. Miało kolor fioletu i granatu, a księżyc w kształcie rogalika coraz to mocniej nabierał swojego srebrzystego blasku.
- Masz ten patyk? - zwróciłam się do psa.
- Nie, póki ten gość tu jest – I obrócił głowę w drugą stronę.
- Nie przejmuj się, nic mi nie zrobi. Idź, szukaj – rzekłam, tarmosząc go po głowie. Niechętnie, ale sobie odpuścił i poszedł szukać odpowiedniego kija do aportowania.
- Jego też rozumiesz? - zaraz obok mnie pojawił się ów strażak. Tylko trochę przestraszyłam się jego obecnością przy mnie, bo nie słyszałam szeleszczącej trawy, ale po chwili już się uspokoiłam.
- Tak – odpowiedziałam na jego pytanie. Wpatrywałam się w sylwetkę owczarka niedaleko. Coraz słabiej udawało mi się go odróżnić. Będę musiała niedługo chyba włączyć latarkę.
- Kazu, co powiesz na lasagnę na obiad? - rzuciłam do niego, na tyle głośno, żeby i po drugiej stronie łączki mnie usłyszał. Po chwili podbiegł do mnie z patykiem w pysku, wyczekując, aż go wezmę i mu rzucę. Odebrałam od niego ów przedmiot.
- Mi pasuje – udzielił odpowiedzi, a następnie pobiegł za kijem, który rzuciłam. Między mną a strażakiem nastała cisza. Na szczęście luźna, a nie pełna spięcia. Może to i dobrze, że milczeliśmy, przynajmniej mogłam skupić się na Kazu, odbierając od niego patyk, żeby potem mu go rzucić. Chyba brakowało owczarkowi sporo ruchu. W pewnym momencie jednak spojrzałam się na mężczyznę i dostrzegłam, jak przyglądał się buszującemu w trawie pupilowi.
- Nie zastanawia cię moje porozumiewanie się ze zwierzętami? - spytałam, tylko trochę ciekawa, jak na to zareagował.

Nathaniel? Jakie skradać, wypraszam sobie.

12.10.2019

Od Hime cd. Kangsoo

W garażu rozległ się dźwięk talerzy oznaczający koniec piosenki. Cicho dyszałam ze zmęczenia tak samo, jak reszta zespołu. Graliśmy kilka piosenek z rzędu, tym samym sprawdzając naszą wytrzymałość i repertuar na piątek – zostaliśmy zaproszeni jako zespół grający na imprezie szkolnej. Nie szło nam najgorzej, ale i tak się stresowaliśmy – nic w sumie dziwnego.
- Dobra… na dzisiaj chyba koniec. Jest już po osiemnastej – zabrał głos Ben, ściągając z siebie swoją gitarę. Rene i Ken poszli w jego ślady, Miki rzucił tylko pałeczki na podłogę. Sama odłożyłam mikrofon na stojak i podeszłam do Kazu leżącego na schodach prowadzących do piwnicy.
- Mogło być? - spytałam się, podchodząc do owczarka. Ten skinął głową, ruszając dwa razy ogonem. To dobrze. Sięgnęłam do swojej torebki leżącej na wzmacniaczu obok schodów i wyjęłam z niej butelkę wody. Upiłam trzy łyki, po czym ją schowałam.
- Hime, podwieźć cię?
Odwróciłam się na dźwięk głosu Kennetha za sobą. Spojrzałam na niego i biłam się z myślami. Nie chcę z nim jechać. Podwózka do domu? To nie zdarza się codziennie. Spojrzałam na Kazu, oczekując w nim wsparcia. Popatrzył na mnie.
- Wiesz, że ci w tym nie pomogę. To nie mój były chłopak – odpowiedział. A ja mu tak ufałam… Znowu zwróciłam wzrok na gitarzystę.
- Dzięki, Ken, ale… dzisiaj się przejdę. Podobnie nie ma być jeszcze tak zimno, a i Kazu przyda się więcej ruchu.
- Nie wykorzystuj mnie jako wymówki, ejże! - zawołał owczarek. Zignorowałam go, delikatnie uśmiechając się do wilkołaka. Odwzajemnił go grymasem, odpowiadając zwykłe „Spoko”, po czym mnie minął i wyszedł z garażu. Sama chwyciłam swoją torebkę i wyszłam wraz z psem u boku. Drzwi wejściowe stały już otworem. Wyszłam przez nie i stanęłam na kaganku wraz z resztą zespołu.
- To co, jutro o tej samej godzinie co dzisiaj? - zapytał. Podniosłam rękę w górę, żeby każdy mnie zobaczył.
- Mam poranną zmianę w kawiarni, co najwyżej mogę dołączyć po niej – powiedziałam.
- No to przyjdziesz po pracy, nie ma sprawy – odpowiedział z uśmiechem na ustach. Następnie się pożegnaliśmy i ruszyłam w stronę centrum. Okolica, w której mieszkał Ben była typowa. Domy jednorodzinny jeden obok drugiego, ulica i po obu jej stronach chodniki dla pieszych. Miejsce to zawsze było ciche i spokojne, jedyną rozrywką była chyba tylko nasza muzyka rozbrzmiewająca z domu naszego lidera.
- A podobno nie umiesz się obrażać – zagadał Kazu drepczący obok moich nóg. Spojrzałam na niego.
- Przecież nie byłam na niego obrażona! Po prostu mu odmówiłam, dodając, że przydałby ci się spacer – odpowiedziałam, odgarniając włosy z twarzy do tyłu. Samiec parsknął śmiechem. - No powiedz, kiedy ostatni raz byliśmy na dłuższym spacerze? - zapytałam go. Między nami rozległa się chwila ciszy.
- Dawno… - odpowiedział cicho.
- No właśnie – zaśmiałam się i schyliłam, czochrając go po głowie. Mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i znowu szliśmy w ciszy. Skręciliśmy do mniejszego parku na obrzeżach miasta. Do centrum był jeszcze spory kawałek, ale tędy i tak było bliżej. Wtem dostrzegłam nieco dalej, jak mężczyzna mi się przyglądał. Wyglądał całkiem znajomo i od razu zaświtał mi w głowie Kangsoo z poprzedniego dnia. To był on? Raczej tak. Nie spodziewałam się go tutaj zobaczyć. Coś chodziło przy jego nogach, a na ramieniu coś siedziało. Chyba znowu wyprowadzał psy.
- Czy to ten sam fajans od psa, który na ciebie skoczył?
- Tak Kazu, to Kangsoo.
- Dziwne imię – wyznał i znowu umilkł. Chciałam przywitać się z chłopakiem, więc szłam w jego stronę i się uśmiechnęłam. Dostrzegłam, jak ptak z ramienia siada mu na głowie, jednak pomimo tego chłopak i tak odwzajemnił mój uśmiech.
- Hej – zaczął. Odpowiedziałam mu tym samym, przystając zaraz obok. - W ciekawych okolicznościach się spotkaliśmy – dodał. Zaśmiałam się, przyglądając się czerwonawej papudze na jego głowie, która chyba zamierzała uwić sobie gniazdo w jego włosach.
- Tak, racja – odpowiedziałam mu ze śmiechem. On też się zaśmiał. Przesunęłam wzrok na pieska w jego ramionach, jak i jamnika leżącego pod nami. - Psy ze schroniska?
- Tak, ale dzisiaj już ostatnie. A ty skąd idziesz? - zapytał.
- Z próby zespołu – odpowiedziałam.
- Mogą już sobie iść? Boję się… - odezwał się piskliwym głosem zwierzak w jego rękach. A raczej ona. Bała się?
- Mała się boi? - spytałam, chcąc się upewnić. Chłopak odpowiedział, że z natury jest tchórzliwym pieskiem. Wtedy wpadłam na mały pomysł.
- Jak się wabi? - Zajrzałam do swojej torebki, szukając w niej małej paczki z psimi smakołykami. Wszakże nie należały do ulubieńców Kazu, ale kiedy na dłużej wychodziliśmy z domu, zawsze wolałam mieć je przy sobie.
- Sally – odparł Kangsoo. Mruknęłam „Mhm” pod nosem, dalej szukając chrupek.
- Hime, nie mów mi, że chcesz jej dać moje jedzenie… - odezwał się Kazu, wyraźnie niezadowolony z tego, co robię.
- Kupię ci potem chrupki serowe, nie martw się.
- Ale ja nie…
- Mam – wyznałam, wyciągając z torebki psie smakołyki i tym samym przerywając chłopakowi obok mnie wypowiedź. - Przepraszam, co mówiłeś? - zwróciłam się do niego.
- Że nie chcę chrupek serowych… - odpowiedział, a na jego twarzy widziałam zmieszanie.
- Przepraszam, to było do mojego psa. Kazu uwielbia chrupki serowe. Jednak nie mam ich przy sobie, tylko coś innego – Otworzyłam małą paczkę i wyciągnęłam jeden smakołyk, po czym zwróciłam się z nim do suczki w rękach mężczyzny. - Sally, chcesz chrupka? - cicho zapytałam. Kątem widziałam poruszenie u niej.
- Chrupka? - odezwała się i delikatnie do mnie odwróciła. Zwycięstwo?

Kangsoo?

11.10.2019

Od Hime cd. Nathaniela

- Twoi rodzice ubezpieczyli kawiarnię? - zagadałam do Renesmee czyszczącą zlew. Siedziałyśmy obie w kuchni, sprzątałyśmy i rozmawiałyśmy.
- Tak. Na szczęście, prawda? - odpowiedziała. Potwierdziłam jej słowa w głowie, otwierając nową lodówkę. Po pożarze zniszczyły się ściany w lokalu, część mebli, a także sprzęt w kuchni. Naszym zadaniem było ustawienie tego, co już zostało zakupione poprzedniego dnia i najwyżej dopisać do listy nowe urządzenia. No i ewentualne czyszczenie przedmiotów z sadzy.
- Wczoraj przekazałam już chłopakom, że zawieszamy próby do następnego tygodnia – dodała Rene. Ciche „Mhm” wydobyło się z moich ust, nic więcej mówić nie musiałam. Mimo że niespecjalnie bolały mnie rany po poparzeniu, to znowu odezwał się mój nadgarstek.
Kiedy wróciłam wczoraj do domu i powiedziałam Kazu o pożarze, zaczął warczeć, chodzić wokół stolika w salonie oraz grozić, że jeśli spotka tego podpalacza, to odgryzie mu obie dłonie. Ciekawą miał koncepcję, przyznaję. Jednak musiałam go zganić – coraz częściej groził ludziom. Mia za to resztę dnia przeleżała mi na ramieniu. Trochę się przestraszyła i nie chciała opuścić mnie na krok. Dzisiaj przed wyjściem do pracy miałam jeszcze małą sprzeczkę z owczarkiem. Chciał iść ze mną, żeby mnie pilnować, a ja mu odmawiałam. Już dawno dostałam zakaz przyprowadzania zwierząt do pracy i oba moje pupile się z tym liczyły. W końcu udało mi się zamknąć drzwi siłą, nie przytrzaskując Kazu ani pyska, ani łapy i udałam się do kawiarni pomimo jego krzyków. Sąsiedzi pewnie nie byli zadowoleni z jego szczekania.
Zaczęłyśmy z Renesmee inny temat, gdy do kuchni weszła jej mama oraz ten sam strażak sprzed dwóch dni, który zajmował się przesłuchiwaniem świadków podpalenia. Szybko wyjaśnił, o co chodzi i wyjął kartki papieru ze swojej teczki.
Myślałam, że moje zeznanie dotyczące wyglądu podpalacza nie będzie wzięte aż tak mocno pod uwagę. Żeby rysować szkic przestępcy z naprawdę niewieloma informacjami? Przecież powiedziałam tylko, że był to najprawdopodobniej mężczyzna z kapturem na głowie i czymś na twarzy. Nic więcej nie widziałam! Ani koloru skóry, ani włosów czy nawet oczu. Widok rysunków wprawił mnie w niemałe zaskoczenie.
- Sporządził pan szkice na podstawie tylko tego, co widziałam i powiedziałam? - spytałam, przyglądając się kartkom papieru. Rysunki były starannie zrobione i dosyć szczegółowe jak na taką ilość „wiadomości” z mojej strony.
- Mówiłem, że to i tak dużo było – odpowiedział.
Leżały cztery kartki. Na pierwszej mężczyzna, z kapturem na głowie zasłaniającym oczy i czarną maską na twarzy. Na innych rysunkach widniało w zasadzie to samo z jednym szczegółem. Zmieniał się element twarzy zasłaniającej usta. Maska jak ta u lekarzy, zwykła bandana, chyba szalik i coś innego, czego nazwy chyba nawet nie znałam. Ale właśnie to ostatnie wydawało mi się najbardziej podobne. Tylko… czegoś brakowało, jakiegoś elementu na twarzy. Przynajmniej tak mi się wydawało. Czy tak było naprawdę? Moja pamięć mnie zwodziła, ale niemal pewna byłam co do jednego – twarz miał zasłoniętą właśnie w taki sam sposób, jak zostało to przedstawione na czwartym rysunku. Wzięłam szkic w dłoń i podałam go strażakowi.
- Nie jestem w stu procentach pewna, ale to chyba było to. Tylko jakby mi czegoś brakowało na jego twarzy – wyznałam. Mężczyzna zabrał ode mnie rysunek, schował resztę, a ten włożył do innej specjalnej przegródki. Pewnie zrobił tak, żeby później go nie szukać. Strażak delikatnie się uśmiechnął.
- A więc dziękuję za pomoc i będę się…
- MYSZ!
Natychmiast odwróciłam się na krzyk mojej przyjaciółki, która po chwili już się do mnie kleiła. Pomimo zadziornego charakteru Renesmee, nie należała do odważnych, kiedy widziała mysz. Jasne, Mię znała i całkiem lubiła, ale szczury nie wprawiały ją w takie stany lękowe, co zwykłe malutkie myszy. Poza tym w kawiarni jej rodziców powinno nie ich być. Ja też nigdy żadnych głosów nie słyszałam. Jednak kiedy szatynka wypowiedziała to słowo, od razu zaczęłam rozumieć jakieś szepty.
- Tu… a może tu… Nie, nie, na pewno nie tu. Może tam? - I tak w kółko. Głos był nieco wysoki, ale męski. Wtedy go zobaczyłam. Drobna szara myszka przemknęła przez środek kuchni, ale zatrzymała się i na nas spojrzała.
- I co się boisz! Niby takie duże, a boi się mnie, jakbym co najmniej tygrysem jakimś był! - zaczął drwić z przytulonej do mnie Renesmee. Cicho parsknęłam śmiechem.
- No i z czego się śmiejesz idiotko! - znowu zawołał, po czym popędził pod ścianę. Znowu się zaśmiałam.
- Gold, powiedz tej myszy, żeby sobie poszła – poprosiła mnie szatynka, ciągnąc za rękaw mojej szary bluzy. Pogłaskałam ją po głowie i odwróciłam się w stronę, gdzie ostatnio widziałam zwierzątko.
- Panie Myszo, mógłbyś już sobie stąd iść? To chyba nie jest twój dom – zagadałam, rozglądając się po całym pomieszczeniu. Szara kulka znowu wystąpiła na środek.
- Zapomnij! Dwa dni temu znalazłem tu duży kawał sera, jednak po tym, jak pojawił się tamten idiota, co wzniecił ogień, groził, że mnie spali i uciekłem, zapominając o nim! Muszę go znaleźć! - odpowiedział i znowu pognał do konta. Dwa dni temu? Podpalacz mu groził? Czyżby ta mysz go widziała?

Nathaniel?

6.10.2019

Od Hime cd. Nathaniela

- Gold! Jesteś cała?! - odwróciłam się i ujrzałam biegnącą w moją stronę Rene. Delikatnie się uśmiechnęłam na jej widok. Szatynka od razu mnie objęła z taką siłą, jakby za chwilę miała stać mi się krzywda. Puściła mnie dopiero po kilku minutach, ale dalej trzymała mnie za dłonie.
- Przyjechałam od razu, jak dowiedziałam się od taty, że w kawiarni wybuchł pożar i zabrali cię do szpitala. Jesteś poważnie ranna? - zapytała i od razu zaczęła mi się z uwagą przyglądać.
- Oprócz kilku oparzeń podobno nic mi nie jest – odpowiedziałam, gdy dziewczyna zwróciła uwagę na opatrunki na moich rękach.
- Będziemy musieli chyba zawiesić próby na jakiś czas – szepnęła, po czym się do mnie znowu przytuliła. Również mocno ją objęłam, wzdychając cicho. A tego chciałam właśnie poniekąd uniknąć.
Opowiadanie strażakom swoich wersji z wybuchu pożaru obeszło się bezproblemowo – każda z obecnych wtedy osób mówiła niemal to samo. Było kilka wersji godziny, ale po dłuższej wymianie zdań i udowodnieniu jednej osobie, że się myli, można było ustalić główne rzeczy. Gorzej było ze szczegółami, między którymi wybuchały kolejne sprzeczki. Tylko się im przyglądałam i przysłuchiwałam, siedząc cicho. Z niektórymi się zgadzałam, z innymi nie. Nie próbowałam podjąć dyskusji na żaden temat.
A jak wyglądała moja wersja? Weszłam do kuchni, żeby pogadać z kucharzem na temat jednego zamówienia, gdy dostrzegłam jakąś obcą osobę majstrującą przy kuchenkach. Gdy chciałam coś do niej powiedzieć, coś niby wybuchło, a osoba sama w sobie zniknęła. Na jej miejscu pojawił się za to ogień. Chciałam spróbować sama go ugasić, ale… nie za bardzo mi wyszło. Okazało się, że kucharz poszedł wtedy do toalety i sam niczego nie widział.
- Rene, zabierzesz mnie do domu? Kazu pewnie się martwi – zagadałam do szatynki, gdy w końcu się ode mnie odkleiła.
- Niestety, ale nie może pani jechać jeszcze do domu.
Odwróciłam się w stronę, skąd dobiegł męski głos. Jeden ze strażaków, chyba Nathaniel, który wcześnie nas „przesłuchiwał” stał obok nas i się nam przyglądał. Zauważyłam, jak Rene marszczy brwi.
- A to niby czemu? - zapytała, a jej głos nie brzmiał przyjacielsko.
- Bo jest jedyną osobą, która widziała podpalacza – odpowiedział. Położyłam dłoń na ramieniu mojej przyjaciółki.
- Spokojnie, Rene. Poczekasz na mnie? Jeśli nie, to wrócę sama – ponownie do niej zagadałam, chcąc uniknąć kłótni między dziewczyną a strażakiem. Ta przewróciła oczami, odburknęła „Poczekam”, po czym odeszła.

Nathaniel? Tak, zero pomysłów.

4.10.2019

Od Hime cd. Kangsoo

Idąc do toalety, nie spodziewałam się, że zagada do mnie… chłopak ze schroniska. Dalej nie znałam jego imienia i zaczynało mnie to powoli gnębić.
Jednak miło mi się zrobiło, gdy powiedział, że świetnie gramy. Szybko odwzajemniłam jego uśmiech.
- Naprawdę? To świetnie, że ci się podobało! - zawołałam. Może i nie pierwszy raz słyszałam, jak ktoś komplementuje nasze piosenki, jednak za każdym razem cieszy mnie to tak samo. W końcu oznacza to, że nasz trud i próby nie idą na darmo, prawda?
Delikatnie spochmurniałam.
- Szkoda, że musisz iść. Właściciel poprosił, żebyśmy zagrali jeszcze trzy utwory… A-ale bardzo się cieszę, że jednak wpadłeś. W ogóle to jestem Hime – wyciągnęłam do niego dłoń. Kiedyś wypadało się przedstawić, prawda? Złapał moją rękę, delikatnie nią poruszając.
- Kangsoo – odpowiedział. Dziwne imię, na pewno nie typowo amerykańskie... chyba. Poza tym miał urodę innego typu. Pewnie pochodzi z Azji.
- No to co… Do następnego razu. Często tu gramy, na stronie internetowej baru jest rozpiska w czwartki, jakie zespoły występują w weekend i czy nie jest karaoke. Powodzenia też w schronisku. Mocno trzymaj psy następnym razem – dodałam, ponownie się uśmiechając.
- Jasne, postaram się. I postaram się zerkać. A co do psów, to wpadnij może, a jakiś kudłacz ci się spodoba – odpowiedział. Cicho się zaśmiałam, łapiąc odruchowo za lewy nadgarstek. Taak, bardzo dobry pomysł. Ból głowy od dużej ilości głosów zagwarantowany.
- Zastanowię się, ale dzięki za propozycję… - cicho rzekłam. Po chwili pożegnałam się z Kangsoo i poszłam do toalety, przy której się zatrzymaliśmy.

Kangsoo? Przepraszam, że krótko, ale głowa zaczęła mnie boleć przy pisaniu c::

11.09.2019

Od Hime cd. Kangsoo

- Gdzie mój bas!! - zaczęła krzyczeć Rene.
- Zostawiłaś go w kiblu, Rene! - odkrzyknął jej Miki.
- Dzięki!
Pokręciłam głową na ich wymianę zdań, wpatrując się w sufit.
Właśnie byliśmy w barze „Kopytko”, w którym w weekendy odbywały się wieczorki muzyczne. Na nich grały różne zespoły czy solowe osoby z maszyną do karaoke. W tym tygodniu właściciel Robert postawił jednak na nas i jeszcze inną grupę, miej znaną od Copycat. Staliśmy w korytarzu, z którego drzwi prowadziły bezpośrednio na podest robiący za mini scenę. Co chwilę któreś z nas uciekało. A to do toalety, a to się napić, a to na świeże powietrze. Stres, jak zwykle zresztą. Chyba jako jedyna byłam spokojna, ale to z przyzwyczajenia. Dobra, Ken również dzisiaj należał do oaz spokoju. Jednak to chyba dlatego, że niedawno była pełnia i mógł się „wyszaleć”. Jego oczy dalej błyszczały energią, ale twarz wyrażała spokój.
Kiedy gwałtownie zwrócił na mnie wzrok, sama od razu go od niego oderwałam. Już od jakiegoś czasu panowała między nami grobowa cisza, którą żadne z nas nie chciało przerwać. Naprawdę. Nawet Kazu ostatnio zwracał mi na to uwagę, ale go zbywałam.
- Ej, myślicie, że tamten gość ze schroniska przyjdzie? - zagaił Ben, wróciwszy do naszej dwójki wraz z basistką i perkusistą. Wzruszyłam tylko ramionami.
- Mówił, że postara się przyjść – dodałam.
- A teraz zapraszamy na scenę grupę Copycat! - głos właściciela rozniósł się echem po naszym „miejscu spotkania”.
- No to idziemy, ekipa! - zawołał Ben, wpychając się przede mnie, aby wyjść jako pierwszy. Ustawiliśmy się na scenie tak, jak zwykle to robimy. Miki z tyłu, Rene po jego lewej stronie, Ken i Ben po prawej, a ja na tle perkusji. Chwyciłam mikrofon w stojaku, nieco go podnosząc. Wolałam nie ryzykować z wyciąganiem go, zwłaszcza że i w ten sposób wygodniej było mi śpiewać. Głęboki wdech i wydech. Miki zaczął odliczać, uderzając pałeczkami. I z kopyta!
- Like a child, you keep on crying.
Let the tears fall without holding back.
I decide, then and there,
Although it’s unclear what awaits
I gaze up faraway into the summer sky!

Pierwsza piosenka wypadła dobrze, nieco chyba rozgrzaliśmy widownię. Zgarnęłam włosy z twarzy i szeroko się uśmiechnęłam. Obleciałam wszystkie zgromadzone osoby wzrokiem, dostrzegając i pracownika schroniska, no tego od Coala. Jednak przyszedł.
- Cześć wam. Jesteśmy zespół Copycat, jak pewnie wiecie. Pierwsza piosenka miała tytuł „Lovers”, mamy nadzieję, że wam się spodobała. Przed nami jeszcze kilka utworów, więc mamy nadzieję, że będziecie się dobrze bawić. Nie przedłużając, pora na „Talk”.

Kangsoo?

29.08.2019

Od Hime CD Kangsoo

Będąc przygnieciona do ziemi, słyszałam zasapane kilka razy zdanie „Pobaw się ze mną”. Jakiś zwierzak? Mówił to do mnie, czy do Kazu niedaleko?
- Fajnie wyglądasz, pobaw się ze mną – wołał. Jeśli chcesz, żebym się z tobą pobawiła, to najpierw ze mnie zejdź. No i jak na zawołanie już nic mnie nie przyciskało do ziemi, a ja mogłam się podnieść do mojej poprzedniej pozycji. Plecy bolały mnie okropnie. Syknęłam, próbując jakoś złagodzić ich ból. Nie udawało mi się. W międzyczasie słyszałam, jak ktoś mnie przepraszał. Podniosłam wzrok na chłopaka przed sobą. Wyciągał do mnie rękę, nawet nie wiem dlaczego, a w drugiej dłoni trzymał smycz z dość potężnym psem na jej końcu. Miał na sobie kamizelkę, na której z przodu dostrzegłam mały napis z nazwą schroniska. A więc pracownik…
- Zjeżdżaj stąd albo zaraz obetnę ci tę rękę – odezwała się Rene. Zwróciłam na nią swój wzrok. Oj nie była szczęśliwa, mocno się zdenerwowała. Słyszałam też powarkiwania Kazu obok.
- Sam mogę mu ją odgryźć – warknął.
- Kazu! - zwróciłam mu uwagę. Dobrze wiedział, że nie lubiłam gróźb z jego strony. Jeszcze chwila i sprowokuje drugiego psa. Zdarza się to u niego wbrew pozorom dosyć często. Wzięłam głęboki wdech i wydech, kładąc spokojnie dłoń na głowie owczarka, tarmosząc ją. Odwróciłam się do nieznajomego ze schroniska.
- Nic się nie stało, jestem pewna, że gdyby psu poświęcono nieco więcej uwagi, to nie skakałby do ludzi, żeby się pobawić. Można pogłaskać? - rzekłam. Przyjrzałam się nieco uważniej mężczyźnie. Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to skośne oczy. Japonia? Korea? Chiny? Jeszcze się okaże, że żadne.
- Tak… dobra – odpowiedział, nieco zdezorientowany. Uśmiechnęłam się delikatnie i położyłam dłoń na głowie mieszańca.
- Cześć, jestem Coal – rzekł. No proszę jaki przyjazny.
- Miło mi cię poznać, Coal – odpowiedziałam mu, na co tylko usłyszałam prychanie za sobą. Już, Kazu czuł się zazdrosny.
- Chcesz wpaść na nasz koncert?! - krzyk Bena dobiegł zza mnie. A on nigdy nie przepuści okazji, żeby zareklamować nasz zespół.

Kangsoo?

25.07.2019

Od Hime

Zasłoniłam oczy ręką, chcąc uniknąć promieni słońca padających na mnie spomiędzy drzew. Doprawdy, żeby nie można było normalnie się położyć ze zmęczenia na ziemi? Do moich uszu wpadał dźwięk ćwierkających ptaków, dyszenia Kazu oraz próby strojenia gitary basowej przez Rene. Coś dzisiaj jej nie szło.
- Rene, weź w końcu ten stroik, bo nigdy nie zaczniemy – usłyszałam głos Bena. Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że to powie.
- Nie! Dam radę sama! - odkrzyknęła mu szatynka. I znowu te dźwięki. Sięgnęłam drugą ręką do futra Kazu leżącego zaraz obok mnie. Miękkie. I ciepłe. Przyjemne. Instynktownie odwróciłam się na prawy bok, chcąc zanurzyć twarz w czarnej sierści. Zamiast tego usłyszałam tylko basowe „kurwa”, na co automatycznie się podniosłam.
- Przepraszam, Kazu – szepnęłam, sięgając do pyska zwierzaka. Ten jednak się odsunął, wyciągając spod mojej nogi swój ogon.
- Uważaj, gdzie się kładziesz – odpowiedział, wstał i położył się nieco dalej. I się na mnie obraził, super.
- Taka cena, kiedy śpisz na próbie, Hime.
Zwróciłam się do Mikiego, który zręcznie obracał w palcach pałeczki od perkusji. Kiedyś próbowałam zrobić to samo z moimi do jedzenia… Nie za bardzo mi wyszło.
Zmierzyłam go swoim zmęczonym wzrokiem.
- Jeszcze nawet nie zaczęliśmy tej próby – odpowiedziałam, przecierając swoje oczy. Poza tym to nic dziwnego, że zasypiam. Połowy nocy nie przespałam. Kolejny maraton filmowy z Kazu… Tylko on lepiej sobie radzi z małą dawką snu ode mnie.
Czasem zastanawiam się, czy bycie psem nie byłoby lepsze od bycia człowiekiem. Pomyślmy. Dom, ciepłe posłanie, góra zabawek, jedzenie, woda, przytulanie i głaskanie do woli. Zrobisz śliczne oczy i znowu masz jedzenie. Człowiek wychodzi z tobą na dwór, kiedy chcesz, sprząta twoje brudy… Bycie psem musi być wspaniałe!
- Jeśli myślisz o tym, czy życie jako pies jest wspaniałe, to muszę cię zmartwić. Wszystko jest okey, kiedy cię nie ciągną za uszy i ogon i nie mówią do ciebie „słodziaku”.
Kazu jakby normalnie czytał mi w głowie. Sięgnęłam do jego ogona, który zaraz pociągnęłam. Owczarek zwrócił do mnie swój pysk, a jego wzrok nie był przyjacielski.
- Oj dobra już. Kupię ci chrupki na przeprosiny – powiedziałam, czochrając jego grzbiet. Wtem coś usłyszałam. A raczej nie usłyszałam. Zwróciłam twarz w kierunku uśmiechniętej od ucha do ucha Rene, która dumnie prezentowała nam swój nastrojony bas. Już od pięciu lat gra na tym instrumencie, a dalej nie idzie jej z nastrojeniem go. Głównie dlatego, że dla niej to za dużo czasu. I szybko się irytuje.
- W końcu możemy zaczynać – skomentował Ben, chwytając swoją czarną gitarę w dłoń. Wyprostowałam się, siadając po turecku i rozejrzałam się po parku. Liście, drzewa, krzaki i trawa, nic wielkiego. Ludzi nie było za dużo, no chyba, że biegaczy, była w końcu wczesna pora. Dziesiąta rano. Siedzieliśmy sobie w piątkę na dwóch kocach – brązowym i różowym. Oba wzięła Rene, ja zajęłam się naszym „śniadaniem”. Zwykłe kanapki z serem, sałatą, pomidorem i szynką. Pilnowała ich Mia, smacznie drzemiąca w środku. Nie lubiła chleba, więc na spokojnie mogłam ją tam zostawić. Martwiłam się nieco o ser, ale raczej przeżyje.
Śmieszny był mały bębenek Mikiego wzięty na zastępstwo za wielką perkusję. Cóż, nasz perkusista musi jakoś rytm wyznaczać.
Wtem zabrzmiał dźwięk uderzanych o siebie pałeczek wraz z odliczaniem chłopaka. Najpierw zabrzmiała gitara Bena, po chwili dołączył się do niego Ken. Rene również zaczęła grać, ewidentnie dumna z dźwięków, jakie wydawał jej Turbo. Tak, nazwała bas Turbo. Z przymkniętymi oczami zaczęłam wsłuchiwać się w wygrywaną przez nich melodię, czekając na mój moment. Gdy miał już nadejść, a ja wzięłam głęboki wdech, to coś gwałtownie na mnie poleciało, przygniatając całe moje ciało do ziemi. Stęknęłam z bólu i zaskoczenia. Niech to coś ze mnie zejdzie...
Ktoś?

23.07.2019

Hime Tayuki

AUTOR|| Na zdjęciu Lalisa Manoban
DANE|| Hime Tayuki. Często Rene mówi do niej „Gold”, głównie przez kolor włosów.
WIEK|| 19 lat
Szablon
synestezja
panda graphics