Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter&Etienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter&Etienne. Pokaż wszystkie posty

26.09.2019

Od Etienne CD Petera

Tuż przed wyjściem z sali musiał obmyślić plan. Nie chciał przebywać na ulicy dłużej niż to konieczne, bowiem to mogłoby go narazić na nieprzyjemności ze strony tajemniczego prześladowcy. A przecież auto zostawił dzisiaj ulicę, jak nie dwie dalej, gdyż w sąsiednim budynku odbywały się obchody rocznicy założenia jakiegoś stowarzyszenia, więc zazwyczaj pusty parking był wypełniony po brzegi. Peter wyszedł już jakiś czas temu, więc nie miał nawet jak nakłonić go do odprowadzenia na miejsce. Etienne przeklnął pod nosem. Nic nie zostało mu innego jak szybkie zamknięcie drzwi do sali, a później przebiegnięcie się do pozostawionego pojazdu, licząc, że uda się mu dotrzeć tam w jednym kawałku.
Nie mógł jednak powstrzymać się przed oglądaniem za siebie. Miał wrażenie, jakby ciągle czuł na sobie czyjeś spojrzenie, czy to z ciemnego okna kamienicy czy z bocznej uliczki. Zadygotał aż na całym ciele, przyspieszając i jedną ręką otulając się szczelniej zwiewnym płaszczem. W wolnej dłoni obracał kluczki, chcąc jak najmniej męczyć się z nimi, gdy już znajdzie się na miejscu. Chyba zaczynał panikować. Cholera, nie chciał tego robić. Poczucie bezsilności w stosunku do własnego umysłu, który paraliżuje ciało, nie było zdaniem Belga odczuciem zbyt przyjemnym. Z tego powodu szybko złapał za klamkę jaguara, ciągnąc za nią tak intensywnie, że przez chwilę obawiał się, że wyrwie ją z drzwi. Dopiero gdy usiadł za kierownicą pozwolił sobie na odetchnięcie, a później nawet ciche pociągnięcie nosem. W tamtej chwili nie myślał o tym jak o utracie dumy. Czuł, że potrzebował jakoś upuścić rosnące w nim od pewnego czasu emocje. Nawet jeśli miał to zrobić w postaci wypuszczenia kilku łez na policzki.Oparł więc czoło o kierownicę, wcześniej upewniając się, że zamknął wszystkie drzwi, po czym załkał cicho w pustym aucie.

***

— Miło, że przyszedłeś — Belg uśmiechnął się znad gazety do nastolatka, który to wkroczył do sali, gotowy widocznie do ćwiczeń — Nie zdziwiłbym się, gdybyś znalazł sobie kogoś innego po tamtej akcji. Uprzedzając pytania, wszystko w porządku. Zgłosiłem to na policję.
Kłamstwem było to ewidentnym, przynajmniej dla Etienne, bowiem w okolice komendy nawet się nie wybrał. Cóż, lepiej było jednak uspokoić chłopaka, niż potem odpowiadać na pytania. Młodzieniec wstał ostrożnie z krzesła, po czym rzucił gazetę na parapet. Peter z ciekawości zerknął w tamtą stronę. Chyba znieruchomiał nawet na chwilę, gdyż  Belg nie usłyszał, aby poruszył się czy odezwał.
— Mogę ci potem dać do poczytania. Jest tam jeden artykuł, w sumie, to tylko dla niego to kupiłem. Uwierzysz, że u nas, w Seattle, pojawił się jakiś obrońca z sąsiedztwa? Ktoś wrzucił film na Youtube, jak człowiek lata między budynkami! Nazwali go Człowiekiem - Pająkiem, jak tego, co kiedyś widzieli w Nowym Jorku. Co to za czasy, że po ulicach biegają jacyś przebierańcy.. Ktoś mi jeszcze powie, że wiedźmy i wampiry są prawdziwe, coś podobnego — Etienne zaśmiał się pod nosem i zaczął się powoli rozciągać — Jak tak dalej pójdę, to może znowu wierzący się stanę..

Peter?

12.09.2019

Od Petera CD Etienne

Patrzyłem przez dłuższą chwilę na młodego mężczyznę, nie wypowiadając przy tym ani jednego słowa. Byłem teraz zajęty swoimi własnymi myślami, które zaprzątały moją głowę. Wciąż uważałem, że powinno się tą sprawę zgłosić do służb mundurowych, jednak nie miałem zamiaru przymuszać do niczego Etienne, w końcu jakby nie patrzeć to wszystko zależy od niego i ja nie mam prawa w to bardzo ingerować. Fakt byłoby bezpiecznej, ale coś czuję, że po prostu jasnowłosy ma powody, aby nie powiadamiać o tym policji.
- Nie, dziękuję, wrócę autobusem - odpowiedziałem, wycofując się powoli do wyjścia. Oczywiście miałem w planach wrócić do domu, ale wpierw chciałem się rozejrzeć po okolicy i sprawdzić, czy nie dzieje się tu przypadkiem nic dziwnego. Może natknę się na kogoś podejrzanego? Chyba łudzę się, że w ten sposób pomogę mojemu instruktorowi, mimo że dobrze wiem, iż pewnie sprawca tego całego zamieszania już dawno zniknął i prawdopodobnie gdzieś się ukrył. Poza tym nawet nie wiem kogo miałbym szukać, gdyż tak naprawdę mógłby to być dosłownie każdy.
- W porządku, tylko uważaj na siebie - nie wiedziałem skąd u niego taka troska o moje bezpieczeństwo, ale postanowiłem to zignorować i po prostu uśmiechnąłem się delikatnie.
- Jasne, dam sobie radę - zapewniłem go i już po chwili opuściłem salkę, a następnie wyszedłem na trochę chłodne powietrze. Nie chciałem tracić czasu, dlatego odszedłem kilkanaście metrów od budynku, w którym znajdował się La Fayette, po czym skryłem się w jednej z ciemnych uliczek. Przebrałem się szybko w mój kostium, po czym przyczepiłem plecak do ściany za pomocą sieci. Teraz już mogłem wyruszyć na moje małe zwiady. May pewnie mnie zabije, jak wrócę późno do domu, ale nie mogę nic poradzić na to, że po prostu muszę się upewnić czy wszystko jest w porządku. Tak, więc wspiąłem się po ścianie jednego z budynków mieszkalnych i już po chwili stanąłem na dachu, wsłuchując się w odgłosy jakie wydawało miasto po zmroku.
Miałem nadzieję, że może coś znajdę, jednak poza kilkoma pijaczynami, którzy zaczęli na mnie krzyczeć swoim pijackim bełkotem i czymś tak rzucać, to nie znalazłem niczego pomocnego w obecnej sytuacji. Zawiedziony wróciłem po swój plecak i kiedy już się przebrałem, ruszyłem w drogę powrotną do domu. Wolałem nie narażać się na gniew cioci, poza tym od samego początku wiedziałem, że nic nie znajdę. Najwyżej na następnych zajęciach zapytam Etienne, czy wydarzyło się coś niepokojącego podczas tych wszystkich dni. Jak na razie muszę wrócić do domu i udawać, że jestem zwykłym nastolatkiem.

Etienne? <:

2.09.2019

Od Etienne CD Petera

Nie spodziewał się, że chłopak powróci. Usłyszał przecież, jak za Peterem zamykają się drzwi, na jego miejscu zapewne poszedłby dalej, nie zawracając sobie głowy takimi rzeczami jak samopoczucie innych. Zdziwiło go to. Bardzo. Do tego stopnia, że emocje rozbrzmiały echem na jego twarzy w postaci lekkiego grymasu. Dlatego w chwili, gdy chłopak zadał to proste, jednak z drugiej strony nieco personalne pytanie, Etienne zamilkł na dłuższą chwilę, analizując, czy powinien się w ogóle odezwać. A raczej, ile powinien powiedzieć, aby przedstawić w zrozumiałym stopniu sytuację, ale też nie obnażyć przed nastolatkiem swej najczulszej strony — rasy, do jakiej należy.
— Na pewno zdajesz sobie sprawę, że niektórzy ludzie są... inni — zaczął, podchodząc do parapetu sali tanecznej, gdzie położył pudełko. Nie musiał spoglądać na nastolatka, aby wyczuć, iż ten przesunął się ze wcześniej zajmowanej przez siebie pozycji pod drzwiami w okolice Belga, najpewniej tak, żeby móc dostrzec, jak ten wyciąga powoli co poniektóre zdjęcia i rozkłada je na drewnianej powierzchni. Przedstawiały one głównie młodzieńca w zwykłych sytuacjach, w jakich spotkać można normalnego mieszkańca Seattle. Te nieco bardziej odbiegające od normy zręcznie odwrócił tyłem do góry.
— I ci ludzie, jeśli chcą kogoś lepiej poznać lub, jeśli obdarzyli tego kogoś jakimiś uczuciami, mogą robić dziwne rzeczy. Takie jak stalking czy też, jak widzisz..
— Fotografowanie z ukrycia — dokończył Peter, biorąc zdjęcie najbliżej siebie w dłonie i unosząc je na wysokość swej twarzy. Chwilę się mu przyglądał, po czym sięgnął po kolejne.
— Dokładnie tak. Z tego co widzę, ta osoba musiała podążać za mną już od jakiegoś czasu — La Fayette westchnął ciężko, oparł się o parapet i zamknął oczy — Nie chcę cię w to wciągać.
— Może policja powinna się tym zainteresować?
Młodzieniec pokręcił głową. Zaśmiał się nawet krótko, jednak nadal nerwowo. Nie, ani policja, ani Sopportare nic z tym nie zrobi. Ba, gdyby dowiedzieli się o prawdziwym sednie sprawy, być może stanęliby po zupełnie innej stronie.
— Oni nic nie zrobią. To nie są dostatecznie silne dowody, aby kogoś zamknąć. Nie ma też odcisków palców, pewnie użył rękawiczek czy czegoś takiego. Albo ja je już zakryłem swoimi. Cholera... — Etienne zatrzymał się na chwilę — Może odwiozę cię do domu? Zrozumiem, jak nie będziesz chciał. Ale poczuję się pewniej wiedząc, że nic ci się nie stanie po drodze.
Sam nie był pewny, dlaczego zachowywał się w taki opiekuńczy jak na krytyka sposób. Może chciał mieć jakieś alibi. Albo po prostu ten specyficzny nastolatek tak na niego działał.

Peter?

1.09.2019

Od Petera CD Etienne

Odkąd Etienne wrócił do środka z tym tajemniczym pudełkiem, zaczął zachowywać się wyjątkowo dziwnie. Może nie byłoby to na tyle niepokojące, gdyby nie to, że mężczyzna wcale nie odpowiadał na moje pytanie. Pokręcił tylko głową, a ja nie do końca wiedziałem, jak mam to interpretować. Na moje oko, to raczej w porządku raczej w ogóle nie było i nie wiedziałem co w tej sytuacji mam zrobić. Zaproponować pomoc? Zadać więcej pytań, na które pewnie nie dostanę odpowiedzi? Postanowiłem koniec końców podejść do jasnowłosego i zajrzeć mu przez ramię, aby dowiedzieć co znajduje się w pudełku. Niestety nie było mi dane się dowiedzieć, gdyż Etienne najwyraźniej wyczuł, że się do niego zbliżam i szybko zakrył pudełko pokrywką. Zmarszczyłem lekko brwi, teraz już wiedząc, że to na pewno nie wróżyło nic dobrego.
- Wybacz, ale na dzisiaj musimy już skończyć... Mam coś... Do załatwienia ,z wypowiadał te słowa niezbyt pewnie, ale postanowiłem tego nie komentować. Jasno dał mi do zrozumienia, że nie powinno mnie tu być, że powinienem odejść.
- Dobrze, dziękuję i czy widzimy się za tydzień? - dopytałem, chcąc mieć po prostu pewność, co do tego.
- Tak, tak - odpowiedział pospiesznie i podrapał się lekko po głowie. Nie miałem zamiaru  przedłużać już tej chwili, dlatego skierowałem się do szatni, gdzie przebrałem się, a następnie zajrzałem jeszcze do młodego mężczyzny, który zdawał się zachowywać normalnie, jednak ja wiedziałem, że coś musi być na rzeczy. Odetchnąłem ciężko i odsunąłem się od drzwi, postanawiając wracać już do domu, gdzie pewnie od razu walnę się na łóżko, choć biorąc pod uwagę dzisiejsze wydarzenia to trochę trudno będzie mi zasnąć. Może za bardzo wszystkim się martwię, ale po prostu taki już jestem i nic na to nie mogę poradzić. Przyzwyczaiłem się do bycia zbytnio przewrażliwionym na pewnych punktach. No nic ruszyłem w drogę powrotną do domu, wiedząc że prędzej czy później będę musiał tam wrócić, by May się nie martwiła i nie latała po jakiś komendach.
Byłem już przed budynkiem, kiedy nagle zatrzymałem się, zdając sobie sprawę, że ja nie potrafię tak po prostu odejść. Ja muszę coś zrobić, inaczej będzie mnie to dręczyć przez cały tydzień. Doszedłem do wniosku, że zapytam się Etienne o co chodzi z tym pudełkiem i nie obchodzi mnie jak zareaguje, po prostu muszę to zrobić to dla spokoju własnego sumienia.
- Przepraszam, ale ja nie mogę - oznajmiłem na dzień dobry, wbijając nagle do sali, gdzie dalej znajdował się jasnowłosy, który w tym momencie patrzył na mnie zaskoczonym wzrokiem. Wziąłem głębszy wdech i podszedłem do mojego nauczyciela tańca.
- Mam wrażenie, że coś się stało... A dokładniej to myślę, że te pudełko wzbudziło w tobie niepokój, tylko nie wiem dlaczego. Chciałbym ci jakoś pomóc, jeśli oczywiście tego chcesz... - spojrzałem na niego niewinnie w głębi duszy mając nadzieję, że uchyli dla mnie rąbek tajemnicy.

Etienne?

29.08.2019

Od Etienne CD Petera

Gdy tylko dłonie Belga uwolniły się z uścisku rąk Petera, młodzian sprężystym krokiem podszedł do okna, skąd wziął butelkę z wodą. Z uśmiechem na twarzy oparł się o ścianę, po czym upił kilka głębszych łyków, delektując się smaczną mieszaniną mięty oraz cytryny, jaka zawsze orzeźwiała go czy to po lekcjach, czy po spacerze z psem. W dodatku, pomagała się mu uspokoić i opanować. W końcu mało kto wyglądał dobrze, dysząc i nie mogąc złapać oddechu, prawda? Dla dodatkowych doznań przy pomocy swej mocy schłodził nieco ciecz, tylko troszkę, nie chciał przecież zamrozić napoju na oczach nastolatka. Zerknął w stronę młodzika, który to przysiadł na krześle obok wieży. Białowłosy chwilę się zastanawiał, czy powinien się odezwać. Niby nie wierzył w bezstresowe nauczanie czy pozytywne wzmacnianie, lecz w tym przypadku, gdy miał do czynienia z Wyznaczonym uznał, że najodpowiedniejszą opcją będzie pochwalenie go. Chociaż krótkim zdaniem.
— Dobrze ci poszło — La Fayette uśmiechnął się delikatnie do swych myśli, po czym upił większy łyk z butelki — Ale nadal musisz ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Jednak wierzę, że uda mi się nauczyć ciebie wielu rzeczy.
Peter zerknął na siwka z na wpół zadowolonym, na wpół zdziwionym wyrazem twarzy.
— Dziękuję — "Tak myślę?", to zapewne cisnęło się nastolatkowi na usta, sądząc po zawahaniu na końcu swej wypowiedzi. Z niewiadomych dla Etienne powodów postanowił przemilczeć te słowa. Cóż, jego wybór. Kolejne minuty przerwy spędzili na niezobowiązującej rozmowie na temat pracy, tudzież szkoły, czy dzisiejszego dnia. Dopiero gdy oboje nieco odpoczęli, nauczyciel włączył ponownie utwór na wieży, ustawił się na środku sali z uczniem i rozpoczął kolejny taniec. Tym razem Peter wyraźnie skupił się bardziej na swych krokach i ogólnym całokształcie, przez co, zdaniem Belga, szło mu lepiej niż wcześniej. Pozwolił sobie w międzyczasie nawet na kilka pozytywnych komentarzy, sunąc z chłopakiem po deskach. Zaczął nawet z powodu rozluźnienia nucić melodię Mariage d'Amour, gdy to instynktownie poczuł, że powinien się odwrócić. Szybkie obejrzenie się przez ramię zaburzyło cały rytm tańca, przez co młody chłopak przed mężczyzną zatrzymał się i uniósł brwi.
— Panie La Fayette? — spytał z nutką podejrzliwości. Pierre jednak nie odpowiedział, a jedynie wpatrywał się w ciemne ulice za oknem. Wkrótce usłyszał krótkie pukanie do głównych drzwi, zapewne niesłyszalne dla zwykłego człowieka przez dźwięki muzyki.
— Zaczekaj tutaj — odparł krytyk, po czym puścił nastolatka z niepokojem w dwukolorowych oczach. Bez dalszych wyjaśnień wyszedł z sali, drżąc na całym ciele. Dłuższą chwilę wpatrywał się w ciężkie, drewniane drzwi, nim pociągnął za metalową klamkę. Jego wzrok, nastawiony na szukanie zagrożenia, zatrzymał się na stojącym na szczycie prowadzących do środka schodów pudełku. Wyglądało, jakby wcześniej znajdowały się w nim buty, sądząc po wymiarach, jednak ktoś zadał sobie trud, aby owinąć je tasiemką jak jakiś tani prezent pod choinkę. Mechanicznym ruchem, nie zastanawiając się nad zawartością dziwnego podarunku, La Fayette wrócił do wnętrza sali, powoli otwierając pudełko. Na widok starannie ułożonych w dorobionych przegródkach zdjęć, a także kilku kartek oraz kasety, zadygotał ponownie i musiał zamknąć oczy, aby nie dać się ponieść emocjom. Udawało się mu to do momentu, gdy usłyszał ponownie głos Petera. Najpewniej pytał, czy wszystko w porządku. Ludzie zawsze tak mówili, chociażby z grzeczności. Lecz z Etienne nic nie było w porządku. Nawet nie chciał tego obracać w żart. Pokręcił tylko głową. Jak w końcu można czuć się dobrze, gdy znajduje się plik własnych zdjęć w miejscach, gdzie, jak zdawać by się mogło, mężczyzna był sam?

Peter?

23.08.2019

Od Petera CD Etienne

Jego słowa rozbrzmiewały głośno w mojej głowie, aż w końcu całkowicie ucichły, pozostawiając mnie w osłupieniu. Muszę przyznać, że jestem zaskoczony, jednak nie miałem zamiaru na nic narzekać, w końcu można powiedzieć, iż Etienne zlitował się nade mną, a na dodatek udziela mi tych lekcji całkowicie za darmo. Dlatego skinąłem potulnie głową, postanawiając zignorować to, że jasnowłosy chwilę wcześniej przerwał mi w środku zdania. Może nie było to grzeczne, ale wolałem nie zwracać uwagi komuś starszemu ode mnie, poza tym sam jestem nie lepszy i często wchodzę ludziom w słowo.
- Dobrze, wpierw powiedz mi, czy rozpoznajesz utwór lecący w tle? - zapytał, a ja dopiero teraz usłyszałem muzykę, którą najwyraźniej pochodziła z wieży. Niby miałem wyostrzone zmysły, ale za pierwszym razem nie wychwyciłem, że coś w ogóle leci z głośników. Najwyraźniej byłem na tyle zestresowany dzisiejszą lekcją, że nie zwróciłem na to uwagi.
- Podejrzewam, że jest to "Mariage d'amour"... - zastanowiłem się chwilę dłużej, próbując przypomnieć sobie autora tego tytułu, jednak coś nie do końca potrafiłem go przypisać konkretnej osobie. - Wiem tylko, że był błędnie uznany za dzieło Fryderyka Chopina.
La Fayette pokiwał twierdząco głową, a ja odetchnąłem w duchu z ulgą, ciesząc się, że udało mi się powiedzieć co nieco prawidłowego o utworze. Jakoś nie chciałem doprowadzić młodego mężczyzny do złości, tak jak miałem przyjemność to zrobić ostatnim razem. Dotąd pamiętam, jak na mnie nakrzyczał i przyznam, że tak troszkę mam ciary na samo wspomnienie, dlatego wolę nie powtarzać niepotrzebnie sytuacji.
- Dobrze, zacznijmy więc od podstaw - oznajmił Etienne i nagle chwycił moje dłonie, na co zaskoczony, uniosłem jedną brew. Mimo to nie miałem ani chwili do zastanowienia, gdyż młodzieniec od razu ustawił moją pozycję, a ja nie mając innego wyjścia po prostu dostosowałem się do jego instrukcji. Całkowicie wyciszyłem w głowie wszystkie dźwięki i skupiłem się na głosie jasnowłosego, które dawał mi proste, ale z drugiej strony trochę skomplikowane wskazówki. Muszę przyznać, że przebywając tak blisko mężczyzny, czułem się lekko onieśmielony, ale starałem się nie dopuścić do tego, aby moje policzki przybrały delikatny różowy odcień. To byłoby niezmiernie żenujące i nie chciałem przez to przechodzić, dlatego skupiłem się na słowach padających z ust La Fayette.
- Skup się na muzyce i przestań się tak spinać - Etienne poinstruował mnie, patrząc na mnie uważnym wzrokiem, na co od razu poprawiłem swoją sylwetkę, starając się aż tak nie napinać i bardziej się rozluźnić. Nie było to łatwe, ale kiedy w końcu zrozumiałem, na czym polega wsłuchanie się w aktualnie lecący utwór. Próbowałem poczuć ciałem muzykę i wtedy zauważyłem, że szło mi znacznie lepiej. Oczywiście dalej robiłem wiele błędów i deptałem młodzieńcowi po stopach, ale przynajmniej nie byłem już tak spięty. Wręcz czerpałem z tego zabawę. Jednak nie uśmiechałem się jak głupi, tylko z opanowaną miną, wpatrywałem się w twarz mężczyzny, tylko od czasu do czasu rzucając sporadyczne spojrzenia na nasze nogi, które w równym tempie uginały się i przemieszczały się z jedną ze stron.
- Dobra, zróbmy sobie przerwę - odparł nagle Etienne i puścił moje dłonie, odsuwając się ode mnie. Odetchnąłem cicho i przetarłem rąbkiem koszulki trochę spoconą twarz. Byłem ciekaw tego, jak mi dzisiaj poszło, jednak trochę się bałem zapytać o to jasnowłosego, nie mogąc rozczytać z jego zachowania, czy jest zadowolony, czy nie. Ja szczerze to z trudem hamowałem uśmiech, który cisnął mi się już od dłuższego czasu na usta.


Etienne?

15.08.2019

Od Etienne CD Petera

W całej karierze nauczyciela tańca, chociaż była ona raczej krótka, żaden z nowych podopiecznych nie zaprzątał do tego stopnia myśli Etienne. Mówiąc szczerze, nie chodziło tutaj już nawet o samego Petera, bowiem ten nie wpasowywał się w gusta Belga, lecz o sam fakt, że został Wyznaczony. Wymyślił ten termin sam, po kilku ekscesach podobnych do tego, jaki miał miejsce na sali tanecznej. Jeśli pamięć go nie myliła, wydarzyło się to w szkole podstawowej, gdy to po kłótni ze swego rodzaju najlepszym przyjacielem, zdenerwowany chłopiec dostrzegł spokojnie opadające pióro, jakie zdawało się pojawić znikąd. Pchany dziwnym przeczuciem, pobiegł przeprosić obrażonego na niego ucznia.. Dzięki czemu ten pod koniec szkoły pomógł Pierre'owi w zaliczeniu trudnego dla chłopaka testu, jaki miał zaważyć na ocenie końcowej La Fayette. Od tamtego momentu, w życiu młodzieńca pojawiło się jeszcze pięciu Wyznaczonych i każdy z nich, prędzej czy później, okazywał się być dla niego przydatnym. Z tego powodu logicznym było, że podekscytował się, gdy do tego małego grona dołączył także Peter. Cóż chłopak miał w sobie takiego, iż los postanowił go podkreślić w ten sposób? Może posiada jakieś powiązania, o jakich sam jeszcze nie wie, a później, gdy odkryje prawdę, w przebłysku geniuszu przypomni sobie o swym nauczycielu tańca, poznanego przez laty? Może któregoś wieczoru zjawi się niespodziewanie w ciemnej alejce, w której polujący na antychrysta człowiek zagoni młodzieńca w kozi róg?
Etienne, stojąc przed wysokim oknem w swym biurze, przesunął palcami po chorągiewce, gdyż, jak to kiedyś wyczytał podczas badania swego własnego pióra, tak się właśnie nazywa sztywna część w tym wypadku długiej lotki. Po chwili zamyślenia, młodzian westchnął cicho, by później unieść obiekt na wysokość oczu. Definitywnie nie należało do niego. Było zbyt duże, a w dodatku pod odpowiednim kątem dało się dostrzec srebrno - złote przebłyski cienkich promyków. Przez głowę przechodziło mu tylko jedno wyjaśnienie, lecz dla spokoju ducha, postanowił o nim nie myśleć i skupić się na ważniejszych sprawach.

***

Na miejsce Pierre postanowił przyjść nieco wcześniej niż ostatnim razem. Bynajmniej nie dlatego, że odczuwał wyrzuty sumienia po ostatnim spóźnieniu. O nim można śmiało powiedzieć, iż zapomniał w chwili, gdy tylko on i chłopak wkroczyli do środka sali. Chciał po prostu przygotować się na przybycie ucznia. Liczył w duchu, iż to spotkanie potoczy się lepiej niż poprzednie, gdy to nerwy Etienne puściły, a on wyżył się nieco na nastolatku. Cóż, takie są konsekwencje pobierania nauk u Belga i prawie każdy, z kim ćwiczył, był tego świadomy od początku. Widocznie Peter nie słyszał tego ostrzeżenia.
W ramach przygotowania, wsunął pendrive'a z muzyką do wieży, przez co po chwili w drewnianej, starej sali, której ściana na przeciwko wysokich okien wypełniona była antycznymi lustrami, rozległy się pierwsze takty Mariage d'Amour, utworu, jaki Pierre darzył pozytywnym uczuciem. Z uśmiechem na twarzy związał włosy kawałkiem rzemienia, po czym tanecznym krokiem ruszył przed siebie, sprzątając pobieżnie podłogę przy pomocy miotły, od czasu do czasu udając, że ta jest jego partnerką na królewskim przyjęciu. Wizja ta pochłonęła go tak bardzo, że nie usłyszał, jak główne drzwi się otwierają, a ktoś wchodzi do środka. Tylko kątem oka dostrzegł za przeszklonymi drzwiami twarzy Petera, który następnie skierował się do szatni. Parę chwil po przybyciu ucznia, młodzieniec zatrzymał się i z westchnięciem odłożył miotłę na jej miejsce w rogu sali.
— Witaj, mój drogi, witaj — Belg przywitał się z chłopakiem lekkim skinięciem głowy — Gotowy na dzisiejszą lekcję?
— Wydaje mi się..
— Ah, to cudownie! — Tancerz klasnął w dłonie — Nauczę cię dzisiaj podstawowych kroków walca angielskiego. Zaczniemy więc od początków. Pasuje?

Peter?

10.08.2019

Od Petera CD Etienne

Gdy tylko Etienne zakończył swoją wypowiedź pytaniem skierowanym w moją stronę, na moich ustach automatycznie pojawił się rozmarzony uśmieszek. Na początku czułem się trochę przygnębiony i smutny, biorąc sobie do serca krytykę starszego mężczyzny. Może nie zraniło mnie to dogłębnie, ale dało mi to do myślenia. I to dużo do myślenia. Przez większość czasu, kiedy czekałem na werdykt La Fayette, analizowałem jego słowa, próbując zrozumieć, co poszło nie tak. Najwyraźniej wszystko, ale nic nie poradzę na to, że akurat do takiej muzyki, miałem tylko i wyłącznie taki taniec w głowie.
Jednak teraz to wszystko odepchnąłem na boczny bok i szczęśliwy miałem ochotę uściskać jasnowłosego, ale uznałem, że lepiej chyba będzie nie naruszać jego strefy intymnej.
- Z wielką przyjemnością przyjmę twoją ofertę, ale kiedy dokładnie chciałbyś się ze mną spotykać na te lekcje tańca? - przychyliłem delikatnie głowę na bok, przyglądając się uważnie mężczyźnie, starając się zapamiętać każdy możliwy szczegół.
- Jaki niecierpliwy - Etienne westchnął cicho i wywrócił lekko oczami, krzyżując ramiona na wysokości klatki piersiowej. Nie moja wina, że chcę wiedzieć wszystko, co i jak, w końcu też mam swoje życie i muszę to sobie jakoś to poukładać. Całe szczęście, że nie jest to płatne, inaczej bym od razu podziękował i stąd wyszedł.
- Będziemy się spotykać co tydzień w soboty, pasuje ci? Jeśli po kilku lekcjach stwierdzę, że się masz to coś, to nawet zwiększymy systematyczność, ale to wszystko zależy od ciebie i twoich umiejętności - wskazał na mnie palcem, a ja pokiwałem energicznie głową. Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Następnym razem postaram się lepiej coś zatańczyć i na pewno nie w tak wulgarny sposób... Mężczyzna miał rację, trochę przesadziłem. Ha, zdecydowanie.
- Jak dla mnie idealnie - odpowiedziałem dopiero wtedy, gdy wiedziałem, że Etienne przestał mówić. Nie chciałem mu wejść w słowo jak poprzednio.
- Dobrze, a teraz zmykaj, jak na razie nic już od ciebie nie chcę - wykonał dziwny gest dłonią, który bardziej przypominał mi odganianie się od upierdliwej muchy. Mimo to grzecznie podziękowałem mu za dzisiaj i poszedłem jeszcze szybko do szatni, aby przebrać się, a także zgarnąć swoje rzeczy. Nie spodziewałem się po sobie zbyt wiele. Chciałem mieć po prostu miejsce, gdzie mógłbym od czasu do czasu dla odprężenia coś porobić. Nie mam jakiś wybitnych celów, by stać się gwiazdą tańca. Wystarczy mi tylko to, że czerpię z tego radość i też pieniądze, gdy przyjdzie co do czego i trzeba zatańczyć w barze. Właśnie w drodze powrotnej do domu wstąpię do przyjaciółki cioci i spytam się jej czy nie znajdzie dla mnie jakiejś roboty w następnym tygodniu.
Także nawet zadowolony z dzisiejszego wieczoru, wyszedłem z budynku i odetchnąłem nie do końca czystym powietrzem. Gdyby tak się przyjrzeć temu, co lata razem z naszym ważnym tlenem, to trudno powiedzieć, że powietrze tutaj jest dobre do oddychania. Jednak jakby nie patrzeć jest to duże miasto i na razie nikt się nie otruł tym, co wdycha, więc można żyć dalej.
Nie przejmując się już tymi jakże przyrodniczymi sprawami, ruszyłem w końcu w drogę powrotną do domu, chcąc jeszcze zahaczyć o pewne miejsce, gdzie miałem sprawę do załatwienia. Potem już tylko domek i spanko. Muszę wypocząć, aby móc jutro się pouczyć i ruszyć na patrol, z którego dzisiaj zrezygnowałem. A na dodatek znając życie Ned będzie wydzwaniał do mnie cały dzień, żeby tylko się dowiedzieć, jak było. Eh... Muszę się na to psychicznie przygotować, bo dobrze wiem, że nie da mi spokoju, póki nie opowiem mu wszystkiego ze szczegółami.

Etienne?

9.08.2019

Od Etienne CD Petera

Powstrzymał się przed otwartą krytyką. Usiadł po prostu na stojącym pod oknem krześle, zarzucając nogę na nogę tak zamaszyście, że aż mebel zatrzeszczał ostrzegawczo. Potrząsnął głową tak, aby włosy odsłoniły w pełni twarz Etienne i dopiero wtedy w pełni skupił się na tym, co się działo przed jego oczyma. To prawda, młodzik miał talent, głęboko ukryty, co prawda, lecz w dodatku tłumiony był przez... Sam nie wiedział co to miało być. Poruszał się w rytm muzyki, to prawda. Jednak to potrafią robić także małe dzieci czy papugi, a Peter na żadne z nich nie wyglądał. Do tego szpilki. La Fayette kiedyś tańczył w podobnym obuwiu, ale tylko dla kochanka i to z kilkoma promilami alkoholu we krwi. Nie, nie, jego dusza artysty tego nie mogła znieść, po prostu nie mogła! Toż to abominacja dla tanecznej sztuki, te wszystkie tańce współczesne dla popularnej muzyki. Przypominał mu się komentarz znajomej, będącej nauczycielką rysunku, kiedy to oglądała prace swojej młodzieży, w dużej mierze składającej się ze znanej metody mangowej: "Nie powinno się rysować zniekształconej wersji rzeczywistości, jeśli nie jest się w stanie stworzyć czegoś, co znajdowało się na początku, u jej źródeł". Belg podparł opartym o parapet łokciem głowę, w ciszy oglądając pokaz nastolatka. Jego ciało aż rwało się do podejścia do wieży i wyłączenia tego jazgotu. Przelotnie w umyśle Etienne pojawiła się myśl, że jest tego wieczoru jakoś nienaturalnie poddenerwowany. Bardzo prawdopodobnym było, że nadchodziła pora linienia, czego serdecznie nienawidził.
Muzyka dobiegła końca, a dyszący chłopak zatrzymał się i wbił spojrzenie w bardziej doświadczonego tancerza. Ten milczał. Po prostu tkwił w miejscu z zamkniętymi oczami, oddychając powoli i głęboko. W co on się wpakował..
— Peter, to było ... — zaczął Pierre, jednak przerwał i potrząsnął głową. Drugą ręką ucisnął nasadę swojego nosa. Pstryknął palcami w bliżej nieokreślonym kierunku. Podniósł głowę, zmierzył wzrokiem nastolatka i westchnął ponownie. Wskazał na szpilki.
Ils sont horrible — Gdy się denerwował, a próbował to stłumić, zawsze przechodził na swą ojczystą mowę — Mettez-les. Odłóż je, schowaj, zrób z nimi cokolwiek, nie chcę na nie patrzeć. 
Szatyn w ciszy wykonał polecenie. Nawet u istoty z tak niskim poziomem empatii jak Etienne z łatwością mógł wyczuć, że ten jest raczej w przygaszonym, jak nie smutnym nastroju. Mężczyzna nie skupił się na tym zbytnio.
— Powiedz mi, co to miało być? No co? Tańczyłeś jak tania kurewka z klubu u Aleksija, doceniam twoje zaangażowanie do tańca, lecz tutaj przesadziłeś. To po pierwsze. Po drugie, tańczyłeś kiedykolwiek coś innego niż współczesne rzucanie się jak epileptyk po parkiecie? — Belg tylko przelotnie wyłapał hipokryzję w swoich własnych słowach. Odtrącił natrętną myśl, powstając z krzesła. Nie mógł już usiedzieć z tych emocji w jednym miejscu, musiał się po prostu przejść. Peter natomiast stał jak ten zbity szczeniak tam gdzie stał, zapewne układając odpowiedź w głowie.
— Tańczyłem coś tam z baletu.. — zaczął niepewnie, chcąc się wcisnąć w przerwę między wypowiedziami Etienne. Okazało się to nieskuteczne, gdyż Belg jedynie uniósł wyprostowany palec.
— Nie skończyłem — warknął, obracając się na pięcie — Za kogo mnie uważasz, co? Kolesia, który nie ma lepszych rzeczy do roboty niż siedzenie wieczorami z jakimś młodzikiem, obrażającym taką wielką sztukę jaką jest taniec? Masz talent, czuję to. Ale jesteś jak brylant, rzucony w błoto. Sam to sobie zrobiłeś. Wiesz co? Wyjdź na korytarz. Potrzebuję chwili na przemyślenie tego.
Machnął ręką, jakby odpędzał natrętnego robaka, pająka czy inną muchę. Poczekał, aż drzwi za nastolatkiem się zamkną i dopiero wtedy stanął na środku sali. Długą chwilę wpatrywał się w pustą przestrzeń przed sobą. Po prawie kwadransie był już gotowy wydać negatywny werdykt, kiedy to zauważył kątem oka, jak coś wiruje w powietrzu. Zwrócił się w tym kierunku w samej chwili, aby dostrzec, jak długie, białe pióro opada na wysłużone panele. Etienne przykucnął i złapał je w dwa palce. Obejrzał dokładnie obiekt, po czym podniósł się i w kilku krokach znalazł się przy drzwiach. Kiedy wyszedł na korytarz, dostrzegł na szczęście młodego adepta tam, gdzie nakazał mu czekać.
— Podjąłem decyzję, że będę uczył cię tańca, ale na moich zasadach. A wiedz, że moi uczniowie tańczą na scenach w Londynie czy Moskwie, więc fakt, że nie będę pobierał za to opłat uznaj za akt mojej dobrej woli. Przyjmujesz tę ofertę?

Peter?

Od Petera CD Etienne

Gdy tylko zobaczyłem mężczyznę, wydał mi się on pełen energii. Wnioskowałem to po jego pewnym siebie chodzie i tego, jak mówił. Jak już jestem przy mowie, to teraz bardzo się cieszę, z dodatkowych zajęć z francuskiego. Dzięki tym podstawom potrafiłem wyłapać pojedyncze słowa, które Etienne do mnie kierował. Byłem ciekaw czy to jego ojczysty język, a może też się go uczył w szkole tak jak ja? Nie, nie... Bardziej prawdopodobne jest to, że wychował się w kraju, gdzie językiem urzędowym jest właśnie francuski. Jednak nie powinienem się w to zbytnio zagłębiać i skupić się na tym, co jest, bo aktualnie stoję w miejscu jak ten ciołek, z lekko uchylonymi wargami. Z boku może to wyglądać, jakbym był amebą umysłową i chyba właśnie tak jest, bo zauważyłem rozbawiony uśmieszek na ustach mojego towarzysza.
Odchrząknąłem cicho pod nosem i pospiesznie ruszyłem w kierunku szatni, nie chcąc przez przypadek jeszcze bardziej się zbłaźnić. Kiedy znalazłem się sam w czterech ścianach, od razu zacząłem się przebierać w wygodne ubrania. Nie były one jakiejś super jakości i nie były prestiżowej marki, ale najważniejsze dla mnie było to, że czułem się w nich wygodnie. Pozostawiłem na miejscu swoje rzeczy i tym razem poszedłem do sali, gdzie zastałem Etienne siedzącego na krzesełku i przeglądającego coś na komórce. Póki moja obecność nie została zauważona, poświęciłem ten czas na rozejrzeniu się po sali. Drewniany parkiet, idealny do tańca i cała ściana pokryta podłużnymi lustrami robiły na mnie wrażenie. Cóż... Mnie czasem byle co potrafi zadziwić.
- O już jesteś, copain - z oglądania sali wyrwał mnie głos jasnowłosego młodzieńca, który patrzył na mnie wyczekującym wzrokiem. Skupiłem całą swoją uwagę na nim, uważając, że dalsze rozglądanie się mogłoby byś trochę niegrzeczne.
- Tak, możemy zaczynać - odparłem z delikatnym uśmiechem na twarzy. Nie wiedzieć czemu akurat teraz poczułem podekscytowanie budujące się w całym moim ciele. Oczywiście również czułem lekko stres, bojąc się tego, jak La Fayette skrytykuje mój taniec. Spodoba mu się? A może będzie to dla niego kompletna porażka i marnotrawstwo jego czasu. No cóż, zaraz się najwyżej dowiem.
- Bien, w takim razie może opowiedz mi wpierw jakie masz doświadczenie w dziedzinie, jaką jest taniec?
Zastanowiłem się przez chwilę, próbując znaleźć jakieś dobre przykłady. Na szczęście miałem ich kilka.
- Od czasu do czasu chodzę na kółko taneczne, jednak są tam same dziewczyny i czasem po prostu trudno mi tam wytrzymać. Poza tym tańczę dorywczą w pewnym barze i w wolnych chwilach układam sobie jakieś kroki, ale zazwyczaj to nic wielkiego - odpowiedziałem zwięźle i na temat. Starszy ode mnie mężczyzna pokiwał ze zrozumieniem głową, po czym podszedł do wieży stereo, gdzie powciskał kilka guziczków, a z głośników zaczęła lecieć dobrze mi znana muzyka.
- Mógłbyś coś do tego zatańczyć? - zapytał, wyłączając na ten moment muzykę, na co odpowiedziałem twierdząco. Potrzebowałem tylko jednej rzeczy, a mógłbym wtedy zatańczyć dobrze mi znany układ, który ostatnio wykonałem w pracy. Na moje szczęście w pomieszczeniu znalazły się stojące pod ścianą szpilki. Szybko do nich potruchtałem i cieszyłem się, jak głupi, że są mojego rozmiaru.
- Mogę zaczynać - uśmiechnąłem się szeroko i stanąłem na środku sali, w głowie powtarzając sobie kroki. Gdy tylko z głośników zaczęła płynąć muzyka, moje ciało naturalnie zaczęło się wyginać w różne strony i wiedziałem, że nawet jeśli nie zrobi to na mężczyźnie wrażenia, to przynajmniej będę się dobrze bawił.

Etienne?

8.08.2019

Od Etienne CD Petera

Obudziły go drażniące nozdrza Etienne szare smugi papierosowego dymu, przez co skrzywił się nieznacznie i rozciągnął pod ciężką kołdrą, jaka otarła się o jego nagie ciało. Czuł, że to jeszcze nie była odpowiednia pora na przebudzenie się, nie w sobotni poranek, gdy jeszcze sen okalał jego umysł, a zmęczenie po tygodniu pełnym pracy prosiło o chociaż jeszcze parę chwil snu, aby zniknąć, chociaż na chwilę. Nie mówiąc o nieprzyjemnym posmaku alkoholu w ustach, jaki pozostał po piątkowym wyjściu do klubu... Ah, tak. Klub. Oraz Hugo.
— Dzień dobry — mruknął przymilnym tonem głosu, powoli odwracając się twarzą w stronę siedzącego na skraju łóżka mężczyzny. Zmrużył nieznacznie oczy, oślepione nagle wpadającymi do środka promieniami słońca. Belg ponownie przebiegł spojrzeniem po szerokich plecach jednorazowego kochanka, głównie skupiając się na podłużnych, czerwonych śladach, pozostawionych przez nic innego jak jego własne paznokcie upojnej nocy. Aż nie mógł się powstrzymać przed krótkim, cichym chichotem, przez co Hugo przesunął papierosa nad szklanką popielniczkę i zerknął przez ramię na siwowłosego młodzieńca, teraz podciągającego zwiniętą kołdrę pod blady policzek. Zupełnie jakby miał do czynienia ze spragnionym atencji szczeniakiem, zanurzył palce wolnej ręki w jasne kosmyki, ku uciesze Etienne zaczynając je lekko przeczesywać, od czasu do czasu delikatnie ciągnąc co nieco bardziej zakręcone z nich. La Fayette przymknął dwukolorowe oczy, z pełnymi zadowolenia mruknięciami oddając się pieszczocie. Potrzebował tego. Jego ciało już tęskniło za ludzkim dotykiem, nawet chwilowym. Dlatego chciał, aby ten poranek trwał jak najdłużej, aby jeszcze raz kochali się tak, jakby jutro miało nie nadejść, aby jeszcze raz zasmakować ust towarzysza... Jednak nie mógł. Przypomniał sobie, że tego wieczoru jest umówiony na spotkanie z młodym adeptem sztuki tańca, jakiego miał pokierować ku estradom i profesjonalnym pokazom, oczywiście, jeśli będzie miał do tego talent lub jego zaczątki. Takie już miał zasady.
— Chciałbym, żebyś został ze mną jeszcze trochę — wyszeptał Hugo, wpatrując się w młodziana. Ten powoli rozwarł powieki. Na jego twarzy szybko pojawił się wyraz żalu i dogłębnej skruchy.
— Zrobiłbym to, gdybym mógł — Pierre podsunął się na środek łóżka, gdzie usiadł, nie zwracając uwagi na to, że materiał odsłonił jego drobne w porównaniu z wysokim blondynem ciało. Mężczyzna powrócił do poprzedniej pozycji, po czym ponownie wypełnił płuca dymem papierosowym. Etienne objął go czule za szyję, a następnie złapał za podbródek i pocałował w usta, samemu wypełniając je jego częścią. Spojrzenia na chwilę się złączyły, kciuk przesunął się po kilkudniowym zaroście na szczęce.
— Zostawię ci swój numer — Etienne wyjął z dłoni Hugo papierosa i zgasił go w popielniczce. Nie dając kochankowi zbyt wiele czasu na reakcję, pociągnął go na poduszki, samemu szybko usadawiając się na jego umięśnionym brzuchu, przeciągając dłońmi od talii blondyna, przez jego pierś, na barkach kończąc. Musiał nabrać jak najwięcej energii przed wieczornym spotkaniem, dlatego łapczywie pocałował mężczyznę w nadal wilgotne wargi — Ale na razie myślę, że mogę zostać na godzinę czy półtora..

***

Nie próbował zmieniać swoich nawyków dla jednej, nieznajomej w dodatku, osoby, dlatego na spokojnie wyruszył z domu kilka minut przed ustaloną godziną. Zarzucił na ramię torbę z ubraniami, wziął z miski przy drzwiach klucze do wynajmowanej przez niego na takie okazje sali tanecznej, a następnie dopiero wtedy skierował się na poważnie na miejsce spotkania. Kiedy znalazł się w okolicy, dostrzegł czekającego pod lampą chłopaka, na co pomachał mu energicznie ręką.
Bonsoir! — przywitał się z uśmiechem, podchodząc doń z dzwoniącymi w dłoni kluczami — Nazywam się Etienne La Fayette, ty to Peter, prawda? Na pewno musisz nim być. Wybacz moje drobne spóźnienie, zapraszam, zapraszam! — Białowłosy otworzył szerokie drzwi, tym samym wpuszczając nastolatka do środka — Szatnia jest na lewo, sala na prawo, ma cherie. Tam porozmawiamy, oui, oui.

Peter?

27.07.2019

Od Petera

Kolejny mój dzień rozpoczął się od wczesnego wstania i pójścia na zajęcia. Nie narzekałem i wstałem w godzinach koło szóstej, zjadłem śniadanie, po czym pożegnałem się z ciocią, wychodząc po tym z domu. Ostatnimi czasu bałem się ją zostawiać całkowicie samą, ale zawsze zapewniała mnie, że da sobie radę. Wciąż była młodą kobietą zaledwie po czterdziestce, ale musiało ją dopaść to cholerne choróbsko. Wiadomo, choroba nie wybiera, ale May zdecydowanie zbyt dużo razy dostała od losu kopa w tyłek. Mimo to opuściłem nasze skromne mieszkanko i do razu skierowałem się na przystanek autobusowy. Nie miałem serca, by prosić ciocię o podwożenie mnie codziennie do szkoły. Przez leczenie jest prawie zawsze zmęczona i nie mam zamiaru jej wykorzystywać, kiedy mam pod nosem coś tak wspaniałego, jak komunikacja miejska.
Wystarczyło tylko poczekać kilkanaście minut, na powiedzmy świeżym powietrzu, a następnie wejść do autobusu, który w tych godzinach, jak zwykle był zatłoczony. Oczywiście ja byłem na to przygotowany. Stanąłem przy najbliższym uchwycie i wepchnąłem do swoich uszu słuchawki, chcąc chociaż trochę umilić sobie tę całą drogę do szkoły. Wyciągnąłem z kieszeni już stary i poobijany telefon, włączając szybkim kliknięciem swoją ulubioną playlistę. Słuchanie muzyki pomagało mi nastawić się na niezbyt przyjemny dzień. Nie jestem pesymistą, jednak znając moje życie, szkołę i szczególnie ludzi uczęszczającej do niej, łatwo było się domyślić, jak dzisiejszy dzień się potoczy.
Także przez następne półgodziny tłukłem się w busie, aż wreszcie dotarłem na swój przystanek. Z cichym westchnięciem opuściłem pojazd i bez ociągania się ruszyłem w stronę dużego budynku, którym była moja szkoła. Na samym wejściu przywitałem się z paroma znajomymi twarzami i delikatnym uśmiechem na ustach, skierowałem się do swojej przydzielonej szafki.
- Kogo my tu mamy? - nim zdążyłem wklepać hasło do szafki, udało mi się słyszeć złośliwy głos tuż za mną. Niechętnie wyjąłem słuchawki z uszu i spojrzałem przez ramię, zauważając rozpieszczonego i bogatego chłopaka w moim wieku. Flash, bo tak miał na imię mój rówieśnik, kierował w moją stronę ten swój obrzydliwie sztuczny uśmiech.
- H-hej, potrzebujesz czegoś? - odwróciłem się w jego stronę, pytając aż nazbyt uprzejmym głosem.
- Tak, chciałem ci tylko przypomnieć, że ubrania się pierze - odparł, jak zwykle pewny siebie i dumny ze swoich słów. - Strasznie śmierdzisz... Nie stać cię na proszek do prania?
- On pewnie nawet pralki nie ma - rzucił jakiś inny śmieszek z jego grupy, a ja trochę poirytowany zacisnąłem palce na ramiączku plecaka. Raniły mnie ich słowa, ale nauczyłem się, by nie przejmować się nimi zbytnio.
- Bardzo śmieszne - mruknąłem pod nosem i ignorując ich głośne śmiechy, postanowiłem w końcu otworzyć szafkę. Jeśli chodzi o szkołę, to stała się dla mnie istnym piekłem przez tych oto osobników. Nie będę ich po kolei przedstawiał, gdyż nie mam na to czasu i nie są tego nawet warci. Niby reszta osób tutaj uczęszczająca tutaj wydaje się spoko, ale niestety większość z nich dzieli się na tych, co wierzą w plotki i tych, co ich nie lubią i uważają za bzdury. Oczywiście ci, co lubią sobie poplotkować, często krzywo na mnie patrzą, ale nie będę im tego przecież zabraniał. Póki mam swoich przyjaciół i kilku innych znajomych, to nic mi nie jest straszne. Mogą mówić o mnie, co chcą, ja i tak wiem swoje.
- Jeśli panowie skończyliście już, to pozwólcie, że oddalę się od was - oznajmiłem po chwili, omijając ich trio, mając już serdecznie dość samego dźwięku ich głosów.
- Ej Penis Parker - krzyknął za mną Flash, ale ja i tak parłem do przodu, nie zwracając na niego większej uwagi. Dotarłem szybko do swojej klasy i zająłem swoje miejsce. Nie długo mi dane było siedzieć samotnie, gdyż po zaledwie kilku minutach dołączył się do mnie mój przyjaciel Ned. Uśmiechnąłem się do niego szeroko i po wymienieniu krótkie "Cześć", zaczęliśmy rozmawiać o bzdurach, które jedynie nas interesowały. Ned był najlepszą osobą to porozmawiania o różnych takich bzdetach i on jedyny z mojego otoczenia wiedział, że to ja jestem Spider-Manem.
- W ogóle wczoraj wieczorem znalazłem coś, co mogłoby cię zainteresować - odparł nagle i wyciągnął telefon, zaczynając pokazywać mi jakieś forum. Z jego szybko składanych wypowiedzi udało mi się wywnioskować, że jest to jakieś forum, gdzie udzielają się tancerze ci bardziej zaawansowani i ci mniej.
- Jest tutaj taki gość, co proponuje lekcję tańca - kontynuował podekscytowanym głosem, a ja zaciekawiony słuchałem go spokojnie.
- Nie mam pieniędzy - skwitowałem, chcąc od razu wylać na niego zimny kubeł wody, zanim zacznie mnie umawiać na jakieś spotkania bez mojej zgody.
- Wiem, ale słuchaj, pisze tutaj, że idziesz do niego i jak zauważy w tobie potencjał to może ci tę lekcję nawet za darmo udzielić - uśmiechnął się do mnie podekscytowany. Domyśliłem się, że dokładnie to przemyślał, skoro jest taki pewny swego.
- No nie wiem... - odwróciłem wzrok, obserwując wchodzących uczniów do klasy. Nie uważałem się za kogoś bardzo utalentowanego, jeśli o taniec. Fakt dorabiałem, tańcząc, jednak nie jestem profesjonalistą.
- Peter, chociaż spróbuj... Może okazać się to fajnym doświadczeniem - położył dłoń na moim ramieniu, a ja niepewnie spojrzałem mu w oczy. - To co...?
Westchnąłem ciężko, czując, że nie mam innego wyboru. Poza tym mój przyjaciel ma rację, być może to będzie coś nowego dla mnie i przede wszystkim lubię taniec, więc będę mógł chociaż trochę się zabawić.
- Niech ci będzie.

***

Ned umówił mnie z mężczyzną z forum na najbliższy weekend w godzinach wieczornych. Kiedy nadszedł czas spotkania, wybyłem z domu, informując May, że wychodzę do Neda. Nie lubiłem jej okłamywać, jednak nie chciałem, żeby niepotrzebnie się o mnie martwiła.
Tak więc pojechałem autobusem na miejsce spotkania, które okazało się nieznanym dla mnie budynkiem. Miałem czekać na mojego towarzysza na zewnątrz, dlatego przystanąłem sobie przy latarni i spokojnie obserwowałem moje otoczenie. Byłem ciekaw czy po dzisiejszej lekcji tańca (o ile do niej dojdzie) będę miał czas, aby wyruszyć na patrol. Być może będę go musiał sobie dzisiaj odpuścić, ale jeszcze zobaczę, jak to będzie. Na razie jestem ciekaw, kim się okaże mój (możliwy) nauczyciel tańca...

Etienne?
Szablon
synestezja
panda graphics