Codziennie rano przed oczami mam ten sam widok. Biały, nieskazitelny, czysty sufit. Pomimo upływu lat na pierwszy rzut oka wciąż wydaje się taki sam, jednak nawet i on się zmienia. Przemija jego barwa, powstają pęknięcia, przebarwienia. Nawet jeśli od razu po przebudzeniu potrzebujesz kilku minut, żeby wzrok wrócił do normy, to w końcu to dostrzegasz. Podobnie jest z ludźmi, przy pierwszym spotkaniu mamy wrażenie, że są idealni, czujemy się przy nich gorzej, bo znamy swoje wady, ale u nich nie umiemy ich dostrzec. Z każdym dniem, dowiadujemy się o nowym pęknięciu, o nowej plamie, nawet jeśli potrzeba do tego tygodni, czy nawet miesięcy. Właśnie wtedy, czujemy się pewniej, bo wiemy, że nie tylko my, nie jesteśmy idealni. Wstając, zauważyłam odbicie w lustrze. Ciemne włosy stały w każdym możliwym kierunku, a ubrania były pogniecione, jak każdego poranka. Niechętnie dotknęłam stopami zimnej podłogi, robiąc dwa skłony dla rozprostowania kości. Odgarnęłam niesforne włosy, aby chociaż nie wpadały mi w oczy i przeszłam do kuchni, gdzie od razu wsypałam porcję płatków śniadaniowych do miski. Miałam tak leniwy poranek, że nawet nie grzałam mleka, w końcu podobno zimą, najlepiej jeść zimne posiłki. Po bogatym śniadaniu i szybkim prysznicu wyszłam z mieszkania, poprawiając jeszcze gruby szal.
Tak jak kochałam zimne rzeczy, czy nawet lodowaty prysznic, tak nienawidziłam zimy. Śnieg mógłby dla mnie nie istnieć, a mrozy nigdy się nie pojawiać. Szybkim krokiem ruszyłam do swojej kawiarni, która była już otwarta, kilka osób siedziało w środku, ktoś coś kupował na wynos. Kolejny normalny dzień. Oczywiście weszłam na kuchnię, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, a po drodze wzięłam kawałek ciastka, które wręcz rozpuszczało się w ustach. Zajęłam wolne miejsce przy oknie na tyłach lokalu, wyciągając tablet, aby zrobić nowe zamówienia, zaktualizować stronę internetową czy nasze reklamy. Popijając kawę, którą dostałam w międzyczasie, miałam wzrok wbity w ekran, analizując kolejne zamówienie. W pewnym momencie wyczułam coś znajomego. Dla niektórych jest to dziwne, jednak jeśli w pobliżu jest jakiś nadnaturalny przez moje ciało, przechodzi delikatny dreszcz, być może to znak ostrzegawczy, albo zwykła intuicja, która raczej rzadko kiedy mnie zawodziła. Mimowolnie podniosłam wzrok, aby spojrzeć na wejście do kawiarni. W drzwiach stał młody mężczyzna. Czarne włosy miał delikatnie spięte z tyłu, a na bladej cerze jedyne co mi się rzuciło w oczy to oczy. Nie pamiętam, kiedy widziałam aż tak intensywny błękit albo nosi soczewki, albo jego rasa wręcz z niego wychodzi. Oparłam głowę o dłoń, nie odwracając wzroku od niego. Akurat kupował kawę, stojąc do mnie tyłem. Zaczęłam obstawiać, kim by mógł być. Z pewnością nie wilkołakiem, ma zbyt kościstą posturę, a oni raczej są bardziej barczyści. Blada cera kazała mi myśleć o wampirze, ale oni są bardziej wyraziści. Przyłożyłam filiżankę do ust, pogrążona swoimi myślami, gdy ta sama postać stanęła obok mnie.
- Coś nie tak? - Zapytał bez najmniejszych ogródek, a jego głos nawet nie zadrżał, zupełnie tak jakby mówił do kogoś znajomego, a nie do obcej dziewczyny, którą widzi pierwszy raz w życiu. Podniosłam wzrok, który nie wyrażał żadnych emocji. Jedną dłoń miał schowaną w kieszeni spodni, drugą natomiast trzymał styropianowy kubek z kawą.
- Nie, po prostu nie sądziłam, że ktoś się jeszcze bawi w samuraja - Wzruszyłam ramionami, zwracając uwagę na układ jego włosów.
Ashton?
14.06.2019
Taiga Nagiko
"Szczerze mówiąc, mój drogi, nic mnie to nie obchodzi. "
AUTOR|| Zackary MasonDANE || Taiga Nagiko
WIEK || 22 lat
Od Natalie CD Michaela
Nie wiedziała, kiedy udało jej się zasnąć. Jednak nie
obudziła się w momencie zmiany swojej pozycji. Mruknęła tylko cicho, wciąż
słodko drzemiąc. Tym razem spała spokojnie, nie obawiając się tego, że ktoś
może przyjść i wyrządzić jej jakąkolwiek krzywdę. Nie była pewna swojego snu,
co dokładnie w nim się pokazywało, jakie postacie, wydarzenia, nic z tego nie
zapamiętała. Dlatego spała spokojnie, nie przebudzając się ani razu. Miękka
powierzchnia spowodowała, że sen jasnowłosej znacznie się wydłużył, lecz raczej
nikt nie będzie miał do niej o to problemów, prawda?
Wtulona w kołdrę, której nie puściła ani na chwilę, doskonale
czuła delikatny, lecz dobrze znany zapach Michaela. Dlatego nie odsuwała się, a
tym bardziej nie uchylała powiek, ale jak wiadomo – wszystko kiedyś się kończy.
Tak też dość niechętnie uchyliła powieki, przez co jej sen całkowicie się
skończył. Oczywiście, Miller jeszcze próbowała zasnąć, ale nie przyniosło to
żadnego efektu. Przeciągając się w pozycji leżącej, wygięła swoje plecy, a tym
samym zmuszona była podnieść biodra do góry, wydała z siebie cichy pomruk
zadowolenia, mimowolnie opadając i rozglądając się po pomieszczeniu, w którym
przebywała. Ostatnie co udało jej się zapamiętać, to podróż samochodem. Zapewne
to tam zasnęła, wykończona wszelakimi wydarzeniami ostatnich dni. Czuła się
znacznie lepiej, nie odczuwała aż takiego chłodu, szczególnie po tym, jak spała
na ziemi, a jej przemiana w lykantropa nie była możliwa. Jednak wolała mieć
futro niż odkryte ciało, to raczej nic dziwnego. Przetarła oczy dłońmi, dopiero
wtedy podnosząc się do siadu. Napotkała w wejściu do pokoju mężczyznę,
najprawdopodobniej nie spał już od dawna. Ich wymiana zdań nie trwała jakoś
szczególnie długo. Mogła tylko podziękować za to wszystko, nie pytając jednak o
fakt związany z jej ubraniami.
Nie siedziała w pokoju sama, gdyż do sypialni zawitał kot,
zaraz znajdując się na łóżku. Dziewczyna uwielbiała zwierzęta, więc z chęcią
zaczęła drapać pupila za uszkami, po karku, pod pyszczkiem czy zaczepiając
łapy. Nie trwało to długo ze względu na chęć odświeżenia się po tylu dniach
siedzenia na podłodze, w pomieszczeniu, gdzie niczego nie było. Nie marzyła o
niczym innym jak prysznic, dlatego zabrała swoje ubrania i przeszła do
pomieszczenia. Można było się domyślić, iż trochę zejdzie jej siedzenie w
łazience, aczkolwiek wyszła już z niej całkowicie odświeżona, bez makijażu, w
mokrych kosmykach, które przez te kilka dni zdołały jej się przetłuścić. Co
prawda bez makijażu wyglądała na nieco młodszą, ale i bardziej „uroczą”,
szczególnie kiedy miała na sobie swoją ulubioną bluzę na wzór „miśka”. Dopiero po tym zeszła na dół, nie będąc do
końca pewną, gdzie co się znajduje, zaczęła się rozglądać. Kot, z którym miała
okazję poznać się w sypialni, szedł tuż przed nią, jakby oprowadzając po
mieszkaniu.
- Na pewno lepiej niż w ciągu ostatnich dni – odpowiedziała z
uśmiechem, wiążąc włosy, kiedy miała zabrać się za zjedzenie śniadania. Co
prawda, był to jej pierwszy posiłek od kilku dni, więc nie mogła w siebie
wcisnąć wszystkiego na raz, nawet jeżeli dopisywał jej wilczy apetyt. Starała
się to wszystko konsumować powoli, bez pośpiechu. Popijała ciepły napój,
dokładnie ogrzewając swoje dłonie. Nawet jeżeli jej ciało było ciepłe, ona
odczuwała zimno. Zapewne szybko to minie, aczkolwiek doskwierało to ze względu
na widoczną gęsią skórkę na jej ciele. Nie trwało to szczególnie długo, więc
poprosiła o herbatę. – Dzisiaj będzie pełnia? – zapytała, gdy Michael
przygotowywał dla niej kolejny, gorący napój.
- Nie… ma być jutro – odparł, na co Miller przytaknęła
jedynie głową.
Leniwie sunęła palcami po kręgosłupie kotka, czasami
zaczepiając jej uszy czy łapki. Z chęcią się z nią droczyła, całkowicie
zapominając o reszcie świata. Wydawała się być przyzwyczajona do tak dużej
uwagi, gdyż nie uciekała, wręcz sama zaczepiała, domagając się o kolejną partię
zabawy w tak zwane „paluszki”. Natalie jednak odczuwała pewnego rodzaju
niepokój, którego nie potrafiła wyjaśnić. Była bezpieczna, z dala od swoich „porywaczy”,
ale to uczucie nie chciało jej zostawić nawet na chwilę. Obawiała się kolejnej
takiej sytuacji, tylko jak wtedy będzie to wyglądało. Być może podejdą do tego
w całkiem inny sposób niż ostatnio, kto wie. Nie chciałaby jednak przeżywać
tego po raz kolejny. Może i była szybka reakcja, lecz co jeżeli kolejnym razem,
jeśli do tego dojdzie, choć woli uniknąć takiej sytuacji, nikt nie zareaguje
tak szybko? Nie zorientują się w odpowiednim czasie? Teraz wyglądało to
inaczej, a kolejna tego typu sytuacja? Nigdy nie wiadomo, więc zapewne będzie
trzeba siebie lepiej pilnować.
Wypiła kolejną herbatę, dzięki czemu odczuła większe ciepło
niż wcześniej. Ten stan raczej długo nie potrwa, ciało dziewczyny zacznie się
przyzwyczaja i będzie jak wcześniej.
- Nie zawracam ci głowy? – spytała, gdy tuliła do siebie
kociaka, który zdołał się wkraść pod jej bluzę, przez co wystawała tylko głowa
zwierzaka.
Michael?
Od Michaela CD Natalie
Uważnie słuchałem rozmowy znajomych odnośnie substancji, która nie raz płynęła moimi żyłami, a tym razem znajdowała się ona w ciebie jasnowłosej, która nie była z tego faktu zadowolona. Gdy jednak ten temat ucichł, usłyszałem pytanie od Nat.
— Nie było Ciebie na ostatnim spocie — odpowiedziałem zerkając na kobietę — Później poinformowała mnie Twoja znajoma, że nie odpowiadasz na wiadomości, a Twój telefon milczy — dodałem poprawiając swoje włosy delikatnym ruchem dłoni — Po tym sprawdziłem monitoring i wraz z Amandą doszliśmy do rozwiązania — wyjaśniłem wskazując ruchem głowy na kobietę siedzącą w miejscu pasażera przed nami — Natomiast Jeffrey pomógł z transportem.
— Ale nie byliśmy pewni, gdzie Ciebie trzymają — rzuciła brunetka.
— A że ta grupa Sopp jest leniwa, to wrzucili najbliżej — dodał krótko mężczyzna i lekko się zaśmiał.
— Myślisz, że ponowią tą akcję? — spytałem nawiązując kontakt wzrokowy z Jeff poprzez górne lusterko pojazdu.
— Podejrzewam, że tak — odpowiedział wracając wzrokiem na drogę — Jednakże nie ma co się denerwować. Muszą teraz trochę poczekać na powtórkę. Inaczej generał się skapnie i wszyscy będą mieć problem.
— Dużo o nich wiesz — stwierdziła Nat poprawiając swoją głowę na moim ramieniu.
— Kiedyś służyłem w ich oddziale, ale znudziło mi się krzywdzenie niewinnych.
Po tym rozmowa ucichła, a to tylko dla tego, że obie kobiety zasnęły. Am opierając się o słupek drzwi, natomiast Nat na moim ramieniu. Nie miałem serca jej budzić, gdyż trochę się nacierpiała przez ostatnie dni. Postanowiłem więc zabrać ją do swojego mieszkania, a że Ash gdzieś wyjechał ze szkoły, mam trochę więcej możliwości.
Gdy mężczyzna zatrzymał się przy odpowiednim wieżowcu, wziąłem kobietę na ręce i wszedłem do budynku. Na szczęście winda stała na dole, więc bez czekania udałem się nią na górę. Dobrze też, że nie spotkałem żadnych sąsiadów czy gapiów, bo mogliby uznać, że kogoś porwałem.
Po wejściu do mieszkania skierowałem się od razu do mojej sypialni, a na obecnym tam łóżku położyłem Nat, która lekko drgnęła, lecz się nie obudziła. Z jej stóp zdjąłem buty, natomiast z górnej partii ciała kurtkę, która na pewno by jej przeszkadzała podczas snu, po czym zaniosłem je na dół koło drzwi. Sam pozbyłem się swoich ubrań i przygotowałem się do snu, gdyż zmęczenie dawało powoli do głowy.
Obudziłem się wczesnym rankiem, gdy za oknem było jeszcze ciemno, lecz nie miałem ochoty na dłuższy sen. Postanowiłem się ogarnąć i pojechać po jakieś ubrania dziewczyny, która na pewno chciałaby się odświeżyć i zjeść normalny posiłek, co zdecydowanie chcę uczyć. Gdy przed wyjściem zerknąłem do sypialni, w której znajduję się Nat, smacznie spała wtulona w kołdrę, a jej funkcję życiowe były bardzo dobre. Uspokojony tym faktem pojechałem do jej mieszkania i pomimo nie posiadania kluczy do drzwi, zdołałem się tam dostać swoimi sposobami, co nie było łatwe, ale skuteczne. W ten sam sposób opuściłem pomieszczenie i z ubraniami udałem się do siebie, a że drogi były puste przez tak poranną porę, cała ta akcja zajęła około pół godziny.
Będąc z powrotem w mieszkaniu, zająłem się cichymi porządkami jak ścieranie kurzy czy odkładanie naczyń ze zmywarki do szafki. W międzyczasie wsypałem karmę kotu oraz sam zjadłem śniadanie, gdyż mój żołądek zaczął odprawiać dziwne rytuały głosowe. Do tego wypiłem kubek kawy i nie mając nic więcej do roboty, podszedłem do regału z książkami i sięgnąłem po jedną z nich, po czy siadłem wygodnie w fotelu i zacząłem czytać.
Słysząc budząca się Nat, zerknąłem na zegarek, który wskazywał godzinę prawie dziewiątą rano. Odłożyłem lekturę na stolik i spokojnym krokiem udałem się do sypialni, gdzie zastałem kobietę w pozycji siedzącej.
— Zaszalałaś z tym snem — powiedziałem opierając się o futrynę drzwi.
— Tak, wyspałam się — mruknęła, przez co oby dwoje lekko się zaśmialiśmy.
— Na fotelu są Twoje ubrania, obok łazienka, jakbyś chciała się odświeżyć. Ręczniki są złożone na szafce — wyjaśniłem — Czuj się jak u siebie, a ja pójdę przygotować śniadanie — dodałem odrywając się od futryny i kierując się na dół, natomiast Siwa radośnie wbiegła po schodach na górę, pewnie przywitać nową osobę w domu.
Wiedziałem, że Nat trochę w łazience pobędzie, więc sam posiłek zacząłem robić trochę później, przez co wszystko było gotowe na czas. Jasnowłosa zeszła ostrożnie do salonu rozglądając się po mieszkaniu.
— Lepiej się już czujesz? — spytałem, podając na blat ciepłe śniadanie wraz z ciepłym napojem.
Natalie?
— Nie było Ciebie na ostatnim spocie — odpowiedziałem zerkając na kobietę — Później poinformowała mnie Twoja znajoma, że nie odpowiadasz na wiadomości, a Twój telefon milczy — dodałem poprawiając swoje włosy delikatnym ruchem dłoni — Po tym sprawdziłem monitoring i wraz z Amandą doszliśmy do rozwiązania — wyjaśniłem wskazując ruchem głowy na kobietę siedzącą w miejscu pasażera przed nami — Natomiast Jeffrey pomógł z transportem.
— Ale nie byliśmy pewni, gdzie Ciebie trzymają — rzuciła brunetka.
— A że ta grupa Sopp jest leniwa, to wrzucili najbliżej — dodał krótko mężczyzna i lekko się zaśmiał.
— Myślisz, że ponowią tą akcję? — spytałem nawiązując kontakt wzrokowy z Jeff poprzez górne lusterko pojazdu.
— Podejrzewam, że tak — odpowiedział wracając wzrokiem na drogę — Jednakże nie ma co się denerwować. Muszą teraz trochę poczekać na powtórkę. Inaczej generał się skapnie i wszyscy będą mieć problem.
— Dużo o nich wiesz — stwierdziła Nat poprawiając swoją głowę na moim ramieniu.
— Kiedyś służyłem w ich oddziale, ale znudziło mi się krzywdzenie niewinnych.
Po tym rozmowa ucichła, a to tylko dla tego, że obie kobiety zasnęły. Am opierając się o słupek drzwi, natomiast Nat na moim ramieniu. Nie miałem serca jej budzić, gdyż trochę się nacierpiała przez ostatnie dni. Postanowiłem więc zabrać ją do swojego mieszkania, a że Ash gdzieś wyjechał ze szkoły, mam trochę więcej możliwości.
Gdy mężczyzna zatrzymał się przy odpowiednim wieżowcu, wziąłem kobietę na ręce i wszedłem do budynku. Na szczęście winda stała na dole, więc bez czekania udałem się nią na górę. Dobrze też, że nie spotkałem żadnych sąsiadów czy gapiów, bo mogliby uznać, że kogoś porwałem.
Po wejściu do mieszkania skierowałem się od razu do mojej sypialni, a na obecnym tam łóżku położyłem Nat, która lekko drgnęła, lecz się nie obudziła. Z jej stóp zdjąłem buty, natomiast z górnej partii ciała kurtkę, która na pewno by jej przeszkadzała podczas snu, po czym zaniosłem je na dół koło drzwi. Sam pozbyłem się swoich ubrań i przygotowałem się do snu, gdyż zmęczenie dawało powoli do głowy.
Obudziłem się wczesnym rankiem, gdy za oknem było jeszcze ciemno, lecz nie miałem ochoty na dłuższy sen. Postanowiłem się ogarnąć i pojechać po jakieś ubrania dziewczyny, która na pewno chciałaby się odświeżyć i zjeść normalny posiłek, co zdecydowanie chcę uczyć. Gdy przed wyjściem zerknąłem do sypialni, w której znajduję się Nat, smacznie spała wtulona w kołdrę, a jej funkcję życiowe były bardzo dobre. Uspokojony tym faktem pojechałem do jej mieszkania i pomimo nie posiadania kluczy do drzwi, zdołałem się tam dostać swoimi sposobami, co nie było łatwe, ale skuteczne. W ten sam sposób opuściłem pomieszczenie i z ubraniami udałem się do siebie, a że drogi były puste przez tak poranną porę, cała ta akcja zajęła około pół godziny.
Będąc z powrotem w mieszkaniu, zająłem się cichymi porządkami jak ścieranie kurzy czy odkładanie naczyń ze zmywarki do szafki. W międzyczasie wsypałem karmę kotu oraz sam zjadłem śniadanie, gdyż mój żołądek zaczął odprawiać dziwne rytuały głosowe. Do tego wypiłem kubek kawy i nie mając nic więcej do roboty, podszedłem do regału z książkami i sięgnąłem po jedną z nich, po czy siadłem wygodnie w fotelu i zacząłem czytać.
Słysząc budząca się Nat, zerknąłem na zegarek, który wskazywał godzinę prawie dziewiątą rano. Odłożyłem lekturę na stolik i spokojnym krokiem udałem się do sypialni, gdzie zastałem kobietę w pozycji siedzącej.
— Zaszalałaś z tym snem — powiedziałem opierając się o futrynę drzwi.
— Tak, wyspałam się — mruknęła, przez co oby dwoje lekko się zaśmialiśmy.
— Na fotelu są Twoje ubrania, obok łazienka, jakbyś chciała się odświeżyć. Ręczniki są złożone na szafce — wyjaśniłem — Czuj się jak u siebie, a ja pójdę przygotować śniadanie — dodałem odrywając się od futryny i kierując się na dół, natomiast Siwa radośnie wbiegła po schodach na górę, pewnie przywitać nową osobę w domu.
Wiedziałem, że Nat trochę w łazience pobędzie, więc sam posiłek zacząłem robić trochę później, przez co wszystko było gotowe na czas. Jasnowłosa zeszła ostrożnie do salonu rozglądając się po mieszkaniu.
— Lepiej się już czujesz? — spytałem, podając na blat ciepłe śniadanie wraz z ciepłym napojem.
Natalie?
12.06.2019
Od Natalie CD Michaela
Ciemność, brak obrazu, brak kontaktu z rzeczywistością. Zagłuszone głosy dochodzące nie wiadomo skąd. Dziewczyna jedyne, co pamiętała, to dwójka mężczyzn, którzy wstrzyknęli jej coś, a po tym już nic nie pamiętała.
Powoli otwierała oczy, lecz wciąż widziała ciemny obraz, gdzieś w oddali było światło wpadające do pomieszczenia, w którym się znajdowała. Kiedy poderwała się do siadu, chcąc się podnieść i jak najszybciej wybiec przez źródło światła, w tym przypadku były to otwarte - niemalże od razu jej uwagę przyciągnęły sznury obwiązane wokół dłoni, jak i nóg. Nie mogła z tym nic zrobić, a próba przemiany w lykantropa kilkukrotnie, poszło na marne. Wzrokiem przebiegła po pomieszczeniu, starając się cokolwiek dostrzec. Niestety, przez panującą ciemność, jaka właśnie zapadła, było to znacznie trudniejsze, szczególnie kiedy cały czas widziała czarny obraz, nic innego. Dlatego w momencie pojawienia się jakiejś sylwetki, automatycznie starała się przesunąć do tyłu, do pobliskiej ściany. Dopiero wtedy zostało zapalone światło w pokoju, dzięki czemu dziewczyna mogła zapoznać się z układem. Pusta przestrzeń, jedno wejście, i tylko tyle.
- Nawet nie masz, co próbować się przemienić - powiadomił mężczyzna, który pchnął w jej kierunku tace, na którym było tylko jabłko.
- Pieprz się - mruknęła, nie mając zamiaru skorzystać z tego, co jej oferowano. Nie chciała od nich niczego, nie potrzebowała tego. Wolała sobie odpuścić w tej kwestii. Cóż, raczej nie spodziewała się, że zostanie potraktowana paralizatorem.
- Może pojawi się twój wybawca - powiadomił, zostawiając dziewczynę w ciemnościach.
To kolejnego dnia, gdy została przywitania przez tego samego mężczyznę, który wstrzyknął jej substancje uniemożliwiającą przemianę, dał jej jedynie wodę do picia, lecz i to wydało jej się cholernie podejrzane.
Przez różne pyskówki czy kłótnie, w końcu zamknęli jej buzie w skuteczny dla nich sposób - dzięki kneblu nie wydostało się ani jedno słowo czy dźwięk z jej ust, tym samym wyciszyli ją na dobre. Nie wiedziała nawet, czy ktokolwiek zainteresował się jej zniknięciem... nie była pewna ile minęło już czasu, jaka pogoda panowała na zewnątrz. Tak naprawdę - nic nie wiedziała. Była w jednej, wielkiej kropce. Co prawda, wielka krzywda jej się nie działa, lecz była sama, zamknięta w czterech ścianach, bez możliwości skontaktowania się z kimkolwiek, a jej przemiana w lykantropa była niemożliwa. W tamtym momencie nawet nie myślała o jedzeniu czy piciu. Potrzebowała tylko kontaktu ze światem, żeby ktokolwiek jej pomógł się stąd wydostać. Wzrok mundurowego skierowany na Miller wydawał się jej być jakby pełen pogardy, ale i pewnego rodzaju pożądania. Nie do końca pewna, jak powinna to odbierać, zwyczajnie unikała jakiegokolwiek zawieszenia wzroku na nieznajomym. Powtórzyło się kilka sytuacji z wstrzyknięciem substancji uniemożliwiającej jej przemianę, a ona czuła się tym przytłoczona, a także zirytowana.
Nie wiedziała ile dokładnie już tutaj siedziała, zamknięta, bez kontaktu ze światem zewnętrznym, lecz w momencie spostrzeżenia jakiejś sylwetki, była tego niepewna, odsuwając się do tyłu, jakby chcąc uniknąć spotkania z osobą, której w pierwszej chwili nie skojarzyła. W momencie kiedy pozbył się sznurów, przy okazji pozbywając się knebla z ust, wyczuła zapach Michaela, nie powstrzymując się od przytulenia do jego ciała w geście podziękowania. Nie miała pojęcia w jaki sposób się dowiedział, ale było to skuteczne by tutaj się pojawił, a ty chyba było najważniejsze. Została jednak na nowo sama, więc rozejrzała się po pomieszczeniu, postanawiając się po nim przejść i zabrać swój plecak, w którym wszystko miała... aczkolwiek nic tam nie było poza kluczami od domu, co oczywiście wzięła, nic innego tam nie było, a przedmiotu zdecydowała się nie brać. W momencie powrotu mężczyzny z planem ucieczki, dokładnie go wysłuchała, i nie było co czekać, więc w szybkim tempie znaleźli się w wentylacji, którą pokonali w miarę przyzwoitym czasie. Jak można było się domyślić, nie było chwili na wytchnienie, gdyż zmuszeni byli przebiec te kilkanaście metrów do samochodu, gdzie wskoczyli na tylnie siedzenia. Tym razem się udało, lecz skoro taka sytuacja miała miejsce jeden raz, to pewnie jeszcze kilka razy może się powtórzyć. Nie musi tak być, aczkolwiek nigdy nie wiadomo, a przezorny zawsze ubezpieczony. Poprawiając jasne kosmyki, przeniosła swoje spojrzenie na towarzysza, następnie na resztę osób znajdujących się w aucie, ostatecznie jednak spoglądając na widok za oknem.
- W miarę dobrze, tylko frustrująca jest substancja, która jest w moim ciele – powiadomiła, delikatnie wzruszając ramionami. Nie czuła się z tym najlepiej, w szczególności, że niedługo miała być pełnia, a ona odczuwała to już znacznie wcześniej, a przez to z jej ciała emanowało ciepło, zapewne temperatura jej ciała była wyższa od zwykłego, przeciętnego człowieka. No chyba, że miał gorączkę, to wtedy inna kwestia.
- Jaka substancja? – zapytała kobieta, spoglądając na Nat z widocznym zainteresowaniem, jakby wydała się być pewnego rodzaju „nadzieją”.
- Uniemożliwianie przemiany – odpowiedział kierowca, na co ta przytaknęła głową. – Nie wiem z czego dokładnie się składa, ale utrzymuje się dwanaście godzin, więc dawka jest podawana dwa razy dziennie – dodał, co Miller tylko potwierdziła. – A przynajmniej nie wiem, co jest w nowej formule, podobno jest znacznie lepsza od starej.
- Więc istnieje możliwość sprawdzenia, co tam dokładnie się znajduje, bo jest w jej krwi – mruknęła kobieta, a Nat dostrzegła jej uśmiech, czego jednak nie skomentowała, jedynie układając dłoń na skroni, marszcząc brwi. Nieprzyjemnie pulsujący ból dawał się we znaki. Być może wszystko było spowodowane tym, że od kilku dni nic nie jadła i praktycznie nic nie piła, poza wodą.
Nie chcąc jednak niczego mówić, czy niepotrzebnie męczyć się z bólem, oparła głowę o ramię Michaela, przymykając powieki, a ciche westchnienie opuściło jej usta.
- Ktoś ci powiedział o moim zniknięciu? – zapytała, zaczesując jasne kosmyki do tyłu.
Michael?
Powoli otwierała oczy, lecz wciąż widziała ciemny obraz, gdzieś w oddali było światło wpadające do pomieszczenia, w którym się znajdowała. Kiedy poderwała się do siadu, chcąc się podnieść i jak najszybciej wybiec przez źródło światła, w tym przypadku były to otwarte - niemalże od razu jej uwagę przyciągnęły sznury obwiązane wokół dłoni, jak i nóg. Nie mogła z tym nic zrobić, a próba przemiany w lykantropa kilkukrotnie, poszło na marne. Wzrokiem przebiegła po pomieszczeniu, starając się cokolwiek dostrzec. Niestety, przez panującą ciemność, jaka właśnie zapadła, było to znacznie trudniejsze, szczególnie kiedy cały czas widziała czarny obraz, nic innego. Dlatego w momencie pojawienia się jakiejś sylwetki, automatycznie starała się przesunąć do tyłu, do pobliskiej ściany. Dopiero wtedy zostało zapalone światło w pokoju, dzięki czemu dziewczyna mogła zapoznać się z układem. Pusta przestrzeń, jedno wejście, i tylko tyle.
- Nawet nie masz, co próbować się przemienić - powiadomił mężczyzna, który pchnął w jej kierunku tace, na którym było tylko jabłko.
- Pieprz się - mruknęła, nie mając zamiaru skorzystać z tego, co jej oferowano. Nie chciała od nich niczego, nie potrzebowała tego. Wolała sobie odpuścić w tej kwestii. Cóż, raczej nie spodziewała się, że zostanie potraktowana paralizatorem.
- Może pojawi się twój wybawca - powiadomił, zostawiając dziewczynę w ciemnościach.
To kolejnego dnia, gdy została przywitania przez tego samego mężczyznę, który wstrzyknął jej substancje uniemożliwiającą przemianę, dał jej jedynie wodę do picia, lecz i to wydało jej się cholernie podejrzane.
Przez różne pyskówki czy kłótnie, w końcu zamknęli jej buzie w skuteczny dla nich sposób - dzięki kneblu nie wydostało się ani jedno słowo czy dźwięk z jej ust, tym samym wyciszyli ją na dobre. Nie wiedziała nawet, czy ktokolwiek zainteresował się jej zniknięciem... nie była pewna ile minęło już czasu, jaka pogoda panowała na zewnątrz. Tak naprawdę - nic nie wiedziała. Była w jednej, wielkiej kropce. Co prawda, wielka krzywda jej się nie działa, lecz była sama, zamknięta w czterech ścianach, bez możliwości skontaktowania się z kimkolwiek, a jej przemiana w lykantropa była niemożliwa. W tamtym momencie nawet nie myślała o jedzeniu czy piciu. Potrzebowała tylko kontaktu ze światem, żeby ktokolwiek jej pomógł się stąd wydostać. Wzrok mundurowego skierowany na Miller wydawał się jej być jakby pełen pogardy, ale i pewnego rodzaju pożądania. Nie do końca pewna, jak powinna to odbierać, zwyczajnie unikała jakiegokolwiek zawieszenia wzroku na nieznajomym. Powtórzyło się kilka sytuacji z wstrzyknięciem substancji uniemożliwiającej jej przemianę, a ona czuła się tym przytłoczona, a także zirytowana.
Nie wiedziała ile dokładnie już tutaj siedziała, zamknięta, bez kontaktu ze światem zewnętrznym, lecz w momencie spostrzeżenia jakiejś sylwetki, była tego niepewna, odsuwając się do tyłu, jakby chcąc uniknąć spotkania z osobą, której w pierwszej chwili nie skojarzyła. W momencie kiedy pozbył się sznurów, przy okazji pozbywając się knebla z ust, wyczuła zapach Michaela, nie powstrzymując się od przytulenia do jego ciała w geście podziękowania. Nie miała pojęcia w jaki sposób się dowiedział, ale było to skuteczne by tutaj się pojawił, a ty chyba było najważniejsze. Została jednak na nowo sama, więc rozejrzała się po pomieszczeniu, postanawiając się po nim przejść i zabrać swój plecak, w którym wszystko miała... aczkolwiek nic tam nie było poza kluczami od domu, co oczywiście wzięła, nic innego tam nie było, a przedmiotu zdecydowała się nie brać. W momencie powrotu mężczyzny z planem ucieczki, dokładnie go wysłuchała, i nie było co czekać, więc w szybkim tempie znaleźli się w wentylacji, którą pokonali w miarę przyzwoitym czasie. Jak można było się domyślić, nie było chwili na wytchnienie, gdyż zmuszeni byli przebiec te kilkanaście metrów do samochodu, gdzie wskoczyli na tylnie siedzenia. Tym razem się udało, lecz skoro taka sytuacja miała miejsce jeden raz, to pewnie jeszcze kilka razy może się powtórzyć. Nie musi tak być, aczkolwiek nigdy nie wiadomo, a przezorny zawsze ubezpieczony. Poprawiając jasne kosmyki, przeniosła swoje spojrzenie na towarzysza, następnie na resztę osób znajdujących się w aucie, ostatecznie jednak spoglądając na widok za oknem.
- W miarę dobrze, tylko frustrująca jest substancja, która jest w moim ciele – powiadomiła, delikatnie wzruszając ramionami. Nie czuła się z tym najlepiej, w szczególności, że niedługo miała być pełnia, a ona odczuwała to już znacznie wcześniej, a przez to z jej ciała emanowało ciepło, zapewne temperatura jej ciała była wyższa od zwykłego, przeciętnego człowieka. No chyba, że miał gorączkę, to wtedy inna kwestia.
- Jaka substancja? – zapytała kobieta, spoglądając na Nat z widocznym zainteresowaniem, jakby wydała się być pewnego rodzaju „nadzieją”.
- Uniemożliwianie przemiany – odpowiedział kierowca, na co ta przytaknęła głową. – Nie wiem z czego dokładnie się składa, ale utrzymuje się dwanaście godzin, więc dawka jest podawana dwa razy dziennie – dodał, co Miller tylko potwierdziła. – A przynajmniej nie wiem, co jest w nowej formule, podobno jest znacznie lepsza od starej.
- Więc istnieje możliwość sprawdzenia, co tam dokładnie się znajduje, bo jest w jej krwi – mruknęła kobieta, a Nat dostrzegła jej uśmiech, czego jednak nie skomentowała, jedynie układając dłoń na skroni, marszcząc brwi. Nieprzyjemnie pulsujący ból dawał się we znaki. Być może wszystko było spowodowane tym, że od kilku dni nic nie jadła i praktycznie nic nie piła, poza wodą.
Nie chcąc jednak niczego mówić, czy niepotrzebnie męczyć się z bólem, oparła głowę o ramię Michaela, przymykając powieki, a ciche westchnienie opuściło jej usta.
- Ktoś ci powiedział o moim zniknięciu? – zapytała, zaczesując jasne kosmyki do tyłu.
Michael?
Od Michaela CD Natalie
Minęły trzy dni od ostatniego spotkania Sopportare, co z lekka mnie uspokoiło. Z drugiej strony trochę jest to niepokojące, gdyż Ci zawsze szukali jakiejś zaczepki, szczególnie kapitan, który z czasem dostanie za swoje.
Ze względu na pierwszy, dość porządny, opad śniegu, grupa zmotoryzowanych zorganizowała wieczornego spota, na którym odbędzie się zwykłe spotkanie i ewentualnie kilka driftów wokół wysepki. Większość młodych gniewnych na pewno się ucieszy.
Będąc na miejscu, zająłem swoje miejsce przy krukach i obserwowałem zebranych ludzi, którzy byli bardzo zajęci rozmową między sobą. Gdy miałem już wysiadać z auta, na miejsce pasażera wsiadła młoda kobieta, która nie wyglądała na "panią lekkich obyczajów", a raczej na zwykłą pasjonatkę.
— Słyszałam, że dobrze zapoznałeś się z Natalie — rzuciła domykając za sobą drzwi.
— Być może — zerknąłem na blondynkę — A.. po co mi to mówisz?
— Boo.. Jestem Karo, bliska znajoma Natalie. Zawsze spotykamy się na spotach i w razie czego informuje nas o swojej nieobecności — wyjaśniła siedząc bokiem w fotelu — Ale dzisiaj nic nie wspomniała — dodała wzdychając — Wiesz coś na ten temat?
— Nic mi nie wiadomo. Dzwoniliście do niej? Pisaliście? Byliście zobaczyć mieszkanie? — skupiłem swój wzrok na blondynce.
— Tak, ale telefon nie ma sygnału, a mieszkanie jest puste. Nawet jej auto.. od trzech dni stoi w tym samym miejscu — odpowiedziała coraz bardziej nerwowym tonem — Nigdy wcześniej nie znikała.. tak bez słowa.
— Popytam swoich ludzi, może oni gdzieś ją widzieli — oznajmiłem po krótkiej chwili namysłu.
— Jak będziesz coś wiedział, informuj nas o tym — powiedziała podając mi kartkę z dwoma numerami — Dzwoń pod ten pierwszy, drugi jest Nat, jakbyś potrzebował.
— Jasne. Dzięki za informacje..
Gdy blondynka opuściła pojazd, spisałem numery z kartki do telefonu i pomimo iż stwierdzili, że jej telefon nie odpowiada, wykonałem do niej połączenie. Sygnału faktycznie nie było, jakby ktoś wyłączył jej urządzenie. Wiem, że teraz nie mieliśmy kontaktu przez tydzień, ale jeśli jej znajomi pytają się mnie odnośnie dziewczyny, to musiało się coś stać.
Po kilku minutach namysłu, wysiadłem z auta i podszedłem do Amandy, z którą porozmawiałem odnośnie Natalie. Okazało się, że brunetka ją kojarzy z wyglądu oraz pamięta jej auto jak i start na odcinku, lecz również nie wie, co się z nią stało. Z tego względu postanowiłem sobie odpuścić resztę spotu i opuściłem miejsce zgromadzenia udając się do miasta.
Podjechałem pod blok jasnowłosej i rozglądnąłem się za jej fordem, który stał samotnie na parkingu przykryty grubą warstwą śniegu. Zatrzymałem się naprzeciw niego i podszedłem do szyby kierowcy, aby zaglądnąć do jego środka, lecz raczej Nat nie preferuję nocowanie w aucie przy takiej zimie. Ciężko westchnąłem i rozejrzałem się po blokowisku, lecz nic niepokojącego nie zauważyłem.. no oprócz braku świateł w mieszkaniu kobiety. Może gdyby miała odsłonięte okna, zajrzałbym do środka, lecz w chwili obecnej jest to niemożliwe. Zamyślony wsiadłem do bawarki i spokojnie wyjechałem z osiedla kierując się na leśne tereny w celu poszukiwań.
Do domu wróciłem koło pierwszej w nocy, a z godziny na godzinę moje zaniepokojenie wzrastało. Dla lekkiego uspokojenia, wziąłem ciepłą kąpiel i przy szumie wody wróciłem myślami do naszego ostatniego spotkania, a nadzieją, że coś sobie przypomnę. Po chwili jedyne co miałem w głowie, to sprawdzenie monitoringu pubu i zlokalizowanie w jakim kierunku poszła Nat, a tym tropem dowiedzieć się, co faktycznie się wydarzyło.
Sprawdzenie nagrań nie było skomplikowane, gdyż włączyłem od razu plik z trzech dni wstecz, akurat w momencie opuszczenia lokalu. Kobieta zdecydowanie poszła w kierunku mieszkania, lecz pole kamery nie obejmowało dalszego obszaru, co trochę utrudniało tą cało sytuację.
— Nat, gdzie Cię wywiało.. — mruknąłem sam do siebie patrząc na oddalającą się kobietę.
Po porannych zajęciach i jednym zastępstwie, udałem się do sąsiedniego lokalu naprzeciwko mojego pubu. Dobrze znam obecnego tam szefa i bez problemu uzyskałem dostęp do nagrania z jego kamer, lecz i tam nie było nic nowego - Nat kierowała się do domu. Podziękowałem mężczyźnie i wróciłem do swojego auta, w którym to ponownie się zamyśliłem. Wtem w głowie pojawił się kolejny pomysł - monitoring miejski. Seattle jest monitorowane na każdym kroku, przynajmniej tak mi się wydaje. W tej sprawie skontaktowałem się z krukami, którzy o dziwo mają dostęp do owego urządzenia, ale nie chce wiedzieć jak tego dokonali.
Gdybym był bardziej inteligentny, mógłbym na samym początku sprawdzić ten monitoring, lecz z drugiej strony nie wiedziałem, że Ci mają do niego dostęp. Dobrze było pokazane, jak Nat wchodzi do sklepu muzycznego, a za nią dwóch mężczyzn. Później ta sama dwójka chwyta kobietę i.. ją porywa. Przyznam, że wewnętrznie się zagotowałem i miałem ochotę wysadzić siedzibę kruków, lecz musiałem się od tego powstrzymać. Mając możliwość dłuższego pobytu w tym miejscu, siedziałem z tym nagraniem dobrą godzinę i wyszukiwałem jakiekolwiek znaku porywaczy, lecz bez skutku.
— Musi Ci na niej zależeć — stwierdziła Amanda — Coś was łączy? — spytała.
— Nie — odpowiedziałem krótko z wbitym wzrokiem w nagranie — Dobrze się z nią dogaduje, to tyle — dodałem dając sobie chwilę odpoczynku.
— Kiedy ostatnio się z nią widziałeś?
— Z cztery dni temu w moim lokalu — mruknąłem opierając się o kanapę.
— A z Sopp?
— Też.. cztery dni temu — zmarszczyłem lekko brwi — Od tamtego czasu ich nie widziałem. — spojrzałem na brunetkę.
— Gdzie wcześniej z chęcią Cię odwiedzali.
— Myślisz, że..
— Że oni ją porwali, żeby zaciągnąć Ciebie do ich siedziby, a tym samym Cię wkurzyć — wyjaśniła kobieta — Ale nie mogę tego potwierdzić. Mężczyźni na nagraniu nie mają znaków Sopp.
— Nie mają, bo nie chcieli być rozpoznani — mruknąłem.
Rozmowa na ten temat ciągnęła się kilka ładnych godzin, aż do wieczora, co było dobrą porą na jakiekolwiek działanie w tej sprawie. Miałem w planach wkraść się do ich siedziby i przedostać się do pomieszczenia, gdzie trzymają Nat. W tym momencie byłem też pewny, że ona tam jest, ze względu na "tajemnicze" kontakty Jeffreya, który kiedyś pracował u miśków. Żeby nie być łatwy do wykrycia, wróciłem się do mieszkania i ubrałem ciemne ubrania, ale jednocześnie normalnie wyglądające, żeby nie zwracać na siebie większej uwagi. Mając broń we krwi, zdecydowałem się zostawić pistolet w domu, po czym ponownie udałem się do kruków, którzy postanowili podrzucić mnie do Sopp i jednocześnie dopilnować, aby cała ta akcja zakończyła się pomyślnie.
Siedziałem na tylnej kanapie szarego mercedesa G class, który mknął przez szeroką drogę główną, a że czeka mnie dużo stresu i skupienia, postanowiłem się wyciszyć tak bardzo, jak tylko potrafię.
— Jesteś pewny swojego działania? — spytał Brand siedzący za kierownicą.
— Nigdy nie wycofuję się z podjętej już decyzji — odpowiedziałem zerkając na drogę przed nami.
Z prawej strony ukazał się niewielki budynek miśków, który nie jest ich centrum, a jedną z niewielu siedzib w tej okolicy. Również tutaj przebywa mój ulubiony kapitan, którego z miłości z chęci bym zabił. Gdy pojazd zatrzymał się w bezpiecznej odległości, wysiadłem z niego i bezpiecznie przemieściłem się do środka budynku, w którym roiło się od mundurowych. Tyle dobrego, że gamonie posiadają wiele zacienionych miejsc, przez co mogłem sprawdzać każde z pomieszczeń na piętrze jak i w "piwnicy".
W końcu, po przeleceniu przez kilka pokoi i biur, znalazłem to jedno miejsce, gdzie znajdowała się Nat, spętana od nóg, po ręce oraz usta, a w całej tej ciemności nie zdołała mnie zauważyć. Stanąłem na równe nogi i ostrożnie podszedłem do kobiety, która na początku nie była pewna mojej osoby. Dopiero gdy pozbyłem się jej wiązań, zdołała wstać i mocno mnie przytulić, co również odwzajemniłem.
— Nie wiem czym jesteś i jak to robisz, ale ciesze się, że tutaj jesteś — rzekła cicho kobieta, która nie ukrywała radosnego uśmiechu.
— Może kiedyś się dowiesz — uniosłem lekko kąciki ust — Ale teraz trzeba stąd wyjść — dodałem zerkając na pomieszczenie, w którym obecnie się znajdowaliśmy.
Gdy nagle usłyszałem ciężkie kroki żołnierza, który prawdopodobnie zmierzał w naszym kierunku, skryliśmy się przy drzwiach obok szafy, a mając jeszcze chwilę, rozwaliłem Mrokiem żarówkę, przez co mundurowy zaliczył zdziwienie po wejściu do pokoju. Mężczyzna chwycił więc za latarkę, lecz nim ją włączył, został porządnie ogłuszony mocnym ciosem w tył głowy, natomiast jego ciało złapałem i ostrożnie położyłem na podłodze.
— Poczekaj tutaj — mruknąłem cicho do jasnowłosej, po czym ostrożnie sprawdziłem ewentualną drogę ucieczki.
Nie ważne gdzie poleciałem, wszędzie było pełno mundurowych, nawet na dolnym piętrze, co było trochę irytujące. Po powrocie do pokoju zauważyłem dużą kratkę wentylacyjną, którą również sprawdziłem i szczerze, ta kratka okazała się być najlepszym rozwiązaniem. Wróciłem więc o Natalie i wyjaśniłem swój plan, z którym się zgodziła. Podsunąłem ostrożnie szafkę do kratki i pomogłem wejść dziewczynie do środka, natomiast ja ruszyłem za nią, bo oczywiście kobiety mają pierwszeństwo.. czy coś takiego.
Po przebyciu kilku ostrych zakrętów i przeciśnięciu się przez wąskie, metalowe korytarzyki, udało nam się dojść do głównego wentylatora, który również uszkodziłem, przez co bez większego problemu udało się wyjść na zewnątrz. Dopływ świeżego powietrza dodał mi energii, przez co mogłem od razu ruszyć biegiem do auta, co w obecnej sytuacji było koniecznie ze względu na mundurowych kierujących się w naszym kierunku. Dziewczyna również zauważyła obecne zagrożenie i oby dwoje skierowaliśmy się do mercedesa, który na nasz widok został uruchomiony. Podczas gdy ten powoli ruszył, w biegu wskoczyliśmy na tylną kanapę wozu, przez co mogliśmy odetchnąć z ulgą.
— No Mike, gratulacje — rzekła Amanda siedząca w miejscu pasażera na przodzie.
— Pierwszy raz widzę takie poświęcenie — dodał Jeffrey kiwając głową.
— Nigdy więcej — mruknąłem lekko zdyszany i przyjaźnie się uśmiechnąłem — Ogólnie jak się czujesz? — zerknąłem na Nat, która akurat poprawiała jasne kosmyki włosów.
Natalie?
Ze względu na pierwszy, dość porządny, opad śniegu, grupa zmotoryzowanych zorganizowała wieczornego spota, na którym odbędzie się zwykłe spotkanie i ewentualnie kilka driftów wokół wysepki. Większość młodych gniewnych na pewno się ucieszy.
Będąc na miejscu, zająłem swoje miejsce przy krukach i obserwowałem zebranych ludzi, którzy byli bardzo zajęci rozmową między sobą. Gdy miałem już wysiadać z auta, na miejsce pasażera wsiadła młoda kobieta, która nie wyglądała na "panią lekkich obyczajów", a raczej na zwykłą pasjonatkę.
— Słyszałam, że dobrze zapoznałeś się z Natalie — rzuciła domykając za sobą drzwi.
— Być może — zerknąłem na blondynkę — A.. po co mi to mówisz?
— Boo.. Jestem Karo, bliska znajoma Natalie. Zawsze spotykamy się na spotach i w razie czego informuje nas o swojej nieobecności — wyjaśniła siedząc bokiem w fotelu — Ale dzisiaj nic nie wspomniała — dodała wzdychając — Wiesz coś na ten temat?
— Nic mi nie wiadomo. Dzwoniliście do niej? Pisaliście? Byliście zobaczyć mieszkanie? — skupiłem swój wzrok na blondynce.
— Tak, ale telefon nie ma sygnału, a mieszkanie jest puste. Nawet jej auto.. od trzech dni stoi w tym samym miejscu — odpowiedziała coraz bardziej nerwowym tonem — Nigdy wcześniej nie znikała.. tak bez słowa.
— Popytam swoich ludzi, może oni gdzieś ją widzieli — oznajmiłem po krótkiej chwili namysłu.
— Jak będziesz coś wiedział, informuj nas o tym — powiedziała podając mi kartkę z dwoma numerami — Dzwoń pod ten pierwszy, drugi jest Nat, jakbyś potrzebował.
— Jasne. Dzięki za informacje..
Gdy blondynka opuściła pojazd, spisałem numery z kartki do telefonu i pomimo iż stwierdzili, że jej telefon nie odpowiada, wykonałem do niej połączenie. Sygnału faktycznie nie było, jakby ktoś wyłączył jej urządzenie. Wiem, że teraz nie mieliśmy kontaktu przez tydzień, ale jeśli jej znajomi pytają się mnie odnośnie dziewczyny, to musiało się coś stać.
Po kilku minutach namysłu, wysiadłem z auta i podszedłem do Amandy, z którą porozmawiałem odnośnie Natalie. Okazało się, że brunetka ją kojarzy z wyglądu oraz pamięta jej auto jak i start na odcinku, lecz również nie wie, co się z nią stało. Z tego względu postanowiłem sobie odpuścić resztę spotu i opuściłem miejsce zgromadzenia udając się do miasta.
Podjechałem pod blok jasnowłosej i rozglądnąłem się za jej fordem, który stał samotnie na parkingu przykryty grubą warstwą śniegu. Zatrzymałem się naprzeciw niego i podszedłem do szyby kierowcy, aby zaglądnąć do jego środka, lecz raczej Nat nie preferuję nocowanie w aucie przy takiej zimie. Ciężko westchnąłem i rozejrzałem się po blokowisku, lecz nic niepokojącego nie zauważyłem.. no oprócz braku świateł w mieszkaniu kobiety. Może gdyby miała odsłonięte okna, zajrzałbym do środka, lecz w chwili obecnej jest to niemożliwe. Zamyślony wsiadłem do bawarki i spokojnie wyjechałem z osiedla kierując się na leśne tereny w celu poszukiwań.
Do domu wróciłem koło pierwszej w nocy, a z godziny na godzinę moje zaniepokojenie wzrastało. Dla lekkiego uspokojenia, wziąłem ciepłą kąpiel i przy szumie wody wróciłem myślami do naszego ostatniego spotkania, a nadzieją, że coś sobie przypomnę. Po chwili jedyne co miałem w głowie, to sprawdzenie monitoringu pubu i zlokalizowanie w jakim kierunku poszła Nat, a tym tropem dowiedzieć się, co faktycznie się wydarzyło.
Sprawdzenie nagrań nie było skomplikowane, gdyż włączyłem od razu plik z trzech dni wstecz, akurat w momencie opuszczenia lokalu. Kobieta zdecydowanie poszła w kierunku mieszkania, lecz pole kamery nie obejmowało dalszego obszaru, co trochę utrudniało tą cało sytuację.
— Nat, gdzie Cię wywiało.. — mruknąłem sam do siebie patrząc na oddalającą się kobietę.
Po porannych zajęciach i jednym zastępstwie, udałem się do sąsiedniego lokalu naprzeciwko mojego pubu. Dobrze znam obecnego tam szefa i bez problemu uzyskałem dostęp do nagrania z jego kamer, lecz i tam nie było nic nowego - Nat kierowała się do domu. Podziękowałem mężczyźnie i wróciłem do swojego auta, w którym to ponownie się zamyśliłem. Wtem w głowie pojawił się kolejny pomysł - monitoring miejski. Seattle jest monitorowane na każdym kroku, przynajmniej tak mi się wydaje. W tej sprawie skontaktowałem się z krukami, którzy o dziwo mają dostęp do owego urządzenia, ale nie chce wiedzieć jak tego dokonali.
Gdybym był bardziej inteligentny, mógłbym na samym początku sprawdzić ten monitoring, lecz z drugiej strony nie wiedziałem, że Ci mają do niego dostęp. Dobrze było pokazane, jak Nat wchodzi do sklepu muzycznego, a za nią dwóch mężczyzn. Później ta sama dwójka chwyta kobietę i.. ją porywa. Przyznam, że wewnętrznie się zagotowałem i miałem ochotę wysadzić siedzibę kruków, lecz musiałem się od tego powstrzymać. Mając możliwość dłuższego pobytu w tym miejscu, siedziałem z tym nagraniem dobrą godzinę i wyszukiwałem jakiekolwiek znaku porywaczy, lecz bez skutku.
— Musi Ci na niej zależeć — stwierdziła Amanda — Coś was łączy? — spytała.
— Nie — odpowiedziałem krótko z wbitym wzrokiem w nagranie — Dobrze się z nią dogaduje, to tyle — dodałem dając sobie chwilę odpoczynku.
— Kiedy ostatnio się z nią widziałeś?
— Z cztery dni temu w moim lokalu — mruknąłem opierając się o kanapę.
— A z Sopp?
— Też.. cztery dni temu — zmarszczyłem lekko brwi — Od tamtego czasu ich nie widziałem. — spojrzałem na brunetkę.
— Gdzie wcześniej z chęcią Cię odwiedzali.
— Myślisz, że..
— Że oni ją porwali, żeby zaciągnąć Ciebie do ich siedziby, a tym samym Cię wkurzyć — wyjaśniła kobieta — Ale nie mogę tego potwierdzić. Mężczyźni na nagraniu nie mają znaków Sopp.
— Nie mają, bo nie chcieli być rozpoznani — mruknąłem.
Rozmowa na ten temat ciągnęła się kilka ładnych godzin, aż do wieczora, co było dobrą porą na jakiekolwiek działanie w tej sprawie. Miałem w planach wkraść się do ich siedziby i przedostać się do pomieszczenia, gdzie trzymają Nat. W tym momencie byłem też pewny, że ona tam jest, ze względu na "tajemnicze" kontakty Jeffreya, który kiedyś pracował u miśków. Żeby nie być łatwy do wykrycia, wróciłem się do mieszkania i ubrałem ciemne ubrania, ale jednocześnie normalnie wyglądające, żeby nie zwracać na siebie większej uwagi. Mając broń we krwi, zdecydowałem się zostawić pistolet w domu, po czym ponownie udałem się do kruków, którzy postanowili podrzucić mnie do Sopp i jednocześnie dopilnować, aby cała ta akcja zakończyła się pomyślnie.
Siedziałem na tylnej kanapie szarego mercedesa G class, który mknął przez szeroką drogę główną, a że czeka mnie dużo stresu i skupienia, postanowiłem się wyciszyć tak bardzo, jak tylko potrafię.
— Jesteś pewny swojego działania? — spytał Brand siedzący za kierownicą.
— Nigdy nie wycofuję się z podjętej już decyzji — odpowiedziałem zerkając na drogę przed nami.
Z prawej strony ukazał się niewielki budynek miśków, który nie jest ich centrum, a jedną z niewielu siedzib w tej okolicy. Również tutaj przebywa mój ulubiony kapitan, którego z miłości z chęci bym zabił. Gdy pojazd zatrzymał się w bezpiecznej odległości, wysiadłem z niego i bezpiecznie przemieściłem się do środka budynku, w którym roiło się od mundurowych. Tyle dobrego, że gamonie posiadają wiele zacienionych miejsc, przez co mogłem sprawdzać każde z pomieszczeń na piętrze jak i w "piwnicy".
W końcu, po przeleceniu przez kilka pokoi i biur, znalazłem to jedno miejsce, gdzie znajdowała się Nat, spętana od nóg, po ręce oraz usta, a w całej tej ciemności nie zdołała mnie zauważyć. Stanąłem na równe nogi i ostrożnie podszedłem do kobiety, która na początku nie była pewna mojej osoby. Dopiero gdy pozbyłem się jej wiązań, zdołała wstać i mocno mnie przytulić, co również odwzajemniłem.
— Nie wiem czym jesteś i jak to robisz, ale ciesze się, że tutaj jesteś — rzekła cicho kobieta, która nie ukrywała radosnego uśmiechu.
— Może kiedyś się dowiesz — uniosłem lekko kąciki ust — Ale teraz trzeba stąd wyjść — dodałem zerkając na pomieszczenie, w którym obecnie się znajdowaliśmy.
Gdy nagle usłyszałem ciężkie kroki żołnierza, który prawdopodobnie zmierzał w naszym kierunku, skryliśmy się przy drzwiach obok szafy, a mając jeszcze chwilę, rozwaliłem Mrokiem żarówkę, przez co mundurowy zaliczył zdziwienie po wejściu do pokoju. Mężczyzna chwycił więc za latarkę, lecz nim ją włączył, został porządnie ogłuszony mocnym ciosem w tył głowy, natomiast jego ciało złapałem i ostrożnie położyłem na podłodze.
— Poczekaj tutaj — mruknąłem cicho do jasnowłosej, po czym ostrożnie sprawdziłem ewentualną drogę ucieczki.
Nie ważne gdzie poleciałem, wszędzie było pełno mundurowych, nawet na dolnym piętrze, co było trochę irytujące. Po powrocie do pokoju zauważyłem dużą kratkę wentylacyjną, którą również sprawdziłem i szczerze, ta kratka okazała się być najlepszym rozwiązaniem. Wróciłem więc o Natalie i wyjaśniłem swój plan, z którym się zgodziła. Podsunąłem ostrożnie szafkę do kratki i pomogłem wejść dziewczynie do środka, natomiast ja ruszyłem za nią, bo oczywiście kobiety mają pierwszeństwo.. czy coś takiego.
Po przebyciu kilku ostrych zakrętów i przeciśnięciu się przez wąskie, metalowe korytarzyki, udało nam się dojść do głównego wentylatora, który również uszkodziłem, przez co bez większego problemu udało się wyjść na zewnątrz. Dopływ świeżego powietrza dodał mi energii, przez co mogłem od razu ruszyć biegiem do auta, co w obecnej sytuacji było koniecznie ze względu na mundurowych kierujących się w naszym kierunku. Dziewczyna również zauważyła obecne zagrożenie i oby dwoje skierowaliśmy się do mercedesa, który na nasz widok został uruchomiony. Podczas gdy ten powoli ruszył, w biegu wskoczyliśmy na tylną kanapę wozu, przez co mogliśmy odetchnąć z ulgą.
— No Mike, gratulacje — rzekła Amanda siedząca w miejscu pasażera na przodzie.
— Pierwszy raz widzę takie poświęcenie — dodał Jeffrey kiwając głową.
— Nigdy więcej — mruknąłem lekko zdyszany i przyjaźnie się uśmiechnąłem — Ogólnie jak się czujesz? — zerknąłem na Nat, która akurat poprawiała jasne kosmyki włosów.
Natalie?
10.06.2019
Od Ashtona CD Eliotta
— Wróciłem — oznajmił od progu Ashton, otwierając ramieniem drzwi do mieszkania Michaela, w jakim pomieszkiwał od dłuższego czasu. Było już dawno po czasie, jaki czarownik wyznaczył sobie jako górną granicę powrotu do domu, więc zapewne ten odchył nie przejdzie bez komentarza ze strony jego starszego brata. W końcu, nie było to normalne, nawet jak na takiego osobnika jak Ash. Brunet jednak nie miał zbyt wielkiej ochoty na jakąkolwiek rozmowę, więc czym prędzej (o ile można w ten sposób określić mozolny proces rozwiązywania wysokich, skórzanych butów) rozebrał się z wierzchnich ubrań i na palcach skierował się do swojego pokoju. Psy w prawie zupełnej ciszy, przerywanej tylko delikatnym stukotem pazurów o podłogę w głównym pokoju, podążyły za przewodnikiem, z czego Teufel o wiele mniej żwawo niż La Llorona. Ciemnowłosy uśmiechnął się delikatnie do towarzyszy, czego rzecz jasna nie dało się dostrzec w mroku, panującym na korytarzu. Traktował ich jak przyjaciół, ufał im prawie bezgranicznie, czego nie robił zbyt często, jeśli chodziło o ludzi. Uważał psy, a raczej chowańce, za byty o wiele lepsze niż jakikolwiek mieszkaniec Seattle, dlatego to je zazwyczaj obdarzał największą uwagą i czułością. Przygotowywał im nawet dostosowane do preferencji pupili śniadania, czego nie robił nawet dla swojego brata. Ash nie przejmował się wybitnie jego zdaniem, tak jak nikogo innego.
Chłopak chwycił za drzwi, aby wpuścić chowańce do środka, gdy to poczuł na plecach wzrok. Po obejrzeniu się przez ramię zamiast głowy Michaela, wyglądającej z sypialni, czego się w głównej mierze spodziewał, dostrzegł obrys ciemnej postaci. Mimo, że młodzian nie był w stanie dostrzec żadnych wyraźnych rysów twarzy, w irracjonalny sposób rozumiał, iż z mroku spogląda na niego niematerialna postać Aleistera. Sam nie wiedział dlaczego takie przekonanie się pojawiło, najpewniej było to związane z więzią, jaka przed laty się między nimi nawiązała. Nie zmieniało to faktu, że Ashton nie wiedział, jak powinien zareagować. Zostać na swoim miejscu? Podejść do aparycji? Wejść do sypialni?
Magiczna sugestia skłoniła go do wkroczenia do pokoju i zasunięcia za sobą drzwi. Teufel od razu legł na swoim legowisku, La Llorona wkrótce do niego dołączyła, czujnie obserwując krzątającego się po sypialni czarownika. Ten pospiesznie oczyścił przy pomocy tlącej się białej szałwi pomieszczenie, mamrocząc pod nosem proste formuły, aby później rozstawić pięć czarnych świec wokół łóżka, tworząc swego rodzaju pentagram. Dopiero wtedy chłopak usiadł po turecku na środku materaca, składając na kolanach otwarty zeszyt wraz z długopisem. Od razu zamknął zmęczone oczy i zaczął chłonąć otaczające go dźwięki i zapachy, przechodząc powoli w stan błogiej medytacji. Nie zwrócił nawet uwagi na nagły spadek temperatury w sypialni, jaki wywołał u niego gęsią skórkę. Blade powieki uniósł dopiero w chwili, gdy zapach książek i pergaminów ogarnął jego nos. Gdy to zrobił, ukazało się mu wnętrze ogromnej biblioteki, której daleki koniec znikał w białawych obłokach mgły. Wysokie regały uginały się od ciężkich ksiąg, zwojów, a czasem nawet artefaktów, które nie mieściły się w stojących pod ścianami gablotach. Ashton wstał z drewnianej, wyłożonej szkarłatno-złotym dywanem podłogi, chłonąc wzrokiem piękne, zdobione zasłony przy gotyckich oknach, za którymi wiła się materia wszechświata. Powoli kroczył przed siebie, dopóki nie usłyszał cichego chrząknięcia człowieka, siedzącego przy jednym ze stołów. Crowley czym prędzej skierował się do mężczyzny i objął go bezceremonialnie, uśmiechając się delikatnie.
— Dziadku Aleisterze — powiedział radośnie, nie zwracając uwagę na ciemnowłosego Wielkiego Czarownika, który wyraźnie wolał studiować księgę niż witać się z potomkiem — Nie spodziewałem się, że cię jeszcze zobaczę w takiej formie. Czym sobie zasłużyłem na to wezwanie? To Biblioteka Wszechświata, prawda? Opisywałeś ją w swym dzienniku.
— Jednak coś zostało w twojej głowie, Ash — Czarnoksiężnik zaśmiał się cicho pod nosem, po czym wskazał dłonią krzesło przed sobą, na którym chłopak z chęcią usiadł, splatając dłonie na chudych kolanach. Mężczyzna bez przedłużania przesunął po cisowym blacie stertę ksiąg. Ashton podniósł jedną z nich i zaczął przeglądać, aż czując pod palcami iskierki magicznej mocy. Niepewnie zerknął na przodka.
— To dla mnie? Kolejne grimuary? Ale to już zaawansowana magia — zaczął szeptem, odkładając książkę na stos — Ja jeszcze nie jestem gotowy. Nie zostałem Naznaczony, nie oddałem się Mrocznemu Panu.
— Kiedyś przyjdzie na to czas, prędzej czy później. Wiesz o tym. A ja bym ci sugerował, abyś zrobił to jak najszybciej — Aleister wrócił do lektury, nie nagradzając już wnuka nawet pobieżnym spojrzeniem — Ktoś musi przejąć przecież władzę w Archiwum po śmierci biednego Moonpeaka. Byłoby przyjemnie, gdyby to był jeden z Crowley'ów. Szkoda, że twój brat stał się tym.. czymś. On mógłby już oficjalnie startować do wyborów. Ty musisz więc sam zdobyć tę posadę. Dlatego między innymi podałem ci tutaj księgę z o wiele bardziej bezpiecznym rytuałem, który pomoże ci zdobyć Większy Klucz Salomona, jakiego tak bardzo pożądasz. Liczę, że zrobisz z niej dobry użytek.
Ashton poczuł, że jego astralne ciało wraca do ludzkiej powłoki. Podniósł się z krzesła i zbliżył do czarnoksiężnika.
— Potrzebuję czegokolwiek o piekielnych ogarach, dziadku Aleisterze. Proszę, masz coś takiego?
Odnalezienie Eliotta przy pomocy dwóch chowańców nie było trudnym wyczynem. Zwłaszcza, że jak się okazało, dzień muzyka zdawał się wyglądać tak samo, no, może z niewielkimi zmianami. Mimo tego, Ashton odczekał kilka dni, nim postanowił któregoś wieczora wyruszyć w okolice klubu, gdzie się spotkali po raz pierwszy, tuląc okrytą szarym papierem księgę do piersi. Tego dnia miał padać śnieg, więc dodatkowo zarzucił na siebie płaszcz z głębokim kapturem z czasów, gdy należał jeszcze do sabatu Moonpeaka. Dzięki piekielnym runom, wyszytym na skraju ciemnego materiału, było pod nim przyjemnie ciepło, a w dodatku białe płatki śniegu nie osadzały się na nim, gdyż roztapiały się w oka mgnieniu. Czarownik przybył na parking za La Lloroną, nie wiedząc, kiedy to blondyn skończy pracę. Dlatego począł kręcić się przed wskazanym samochodem, układając w głowie to, co powie młodzieńcowi, gdy go spotka. A dokładniej, ile zdradzi, gdyż nadal nie ufał jego wytłumaczeniom. Z tego powodu, gdy usłyszał kroki na parkingu, gwałtownie się wyprostował i prawie rzucił zaklęcie paraliżujące.
— Eliott, cześć, to ja, Ashton, Ashton Crowley, ten czarownik, pamiętasz? Myślałem o tobie i o tym, co mi powiedziałeś, o tym, kim jesteś, sam o tobie nie wiedziałem za wiele, ale odwiedziłem Bibliotekę Wszechświata, to takie miejsce na skraju Obliwionu i Międzyświata, gdzie znajduje się cała wiedza znana mieszkańcom unierwsum, i tam mój prapradziadek pomógł mi to znaleźć — Brunet wyciągnął ręce z księgą w kierunku muzyka — I przepraszam jeszcze raz. Proszę, może ci się przyda.
Eliott?
Chłopak chwycił za drzwi, aby wpuścić chowańce do środka, gdy to poczuł na plecach wzrok. Po obejrzeniu się przez ramię zamiast głowy Michaela, wyglądającej z sypialni, czego się w głównej mierze spodziewał, dostrzegł obrys ciemnej postaci. Mimo, że młodzian nie był w stanie dostrzec żadnych wyraźnych rysów twarzy, w irracjonalny sposób rozumiał, iż z mroku spogląda na niego niematerialna postać Aleistera. Sam nie wiedział dlaczego takie przekonanie się pojawiło, najpewniej było to związane z więzią, jaka przed laty się między nimi nawiązała. Nie zmieniało to faktu, że Ashton nie wiedział, jak powinien zareagować. Zostać na swoim miejscu? Podejść do aparycji? Wejść do sypialni?
Magiczna sugestia skłoniła go do wkroczenia do pokoju i zasunięcia za sobą drzwi. Teufel od razu legł na swoim legowisku, La Llorona wkrótce do niego dołączyła, czujnie obserwując krzątającego się po sypialni czarownika. Ten pospiesznie oczyścił przy pomocy tlącej się białej szałwi pomieszczenie, mamrocząc pod nosem proste formuły, aby później rozstawić pięć czarnych świec wokół łóżka, tworząc swego rodzaju pentagram. Dopiero wtedy chłopak usiadł po turecku na środku materaca, składając na kolanach otwarty zeszyt wraz z długopisem. Od razu zamknął zmęczone oczy i zaczął chłonąć otaczające go dźwięki i zapachy, przechodząc powoli w stan błogiej medytacji. Nie zwrócił nawet uwagi na nagły spadek temperatury w sypialni, jaki wywołał u niego gęsią skórkę. Blade powieki uniósł dopiero w chwili, gdy zapach książek i pergaminów ogarnął jego nos. Gdy to zrobił, ukazało się mu wnętrze ogromnej biblioteki, której daleki koniec znikał w białawych obłokach mgły. Wysokie regały uginały się od ciężkich ksiąg, zwojów, a czasem nawet artefaktów, które nie mieściły się w stojących pod ścianami gablotach. Ashton wstał z drewnianej, wyłożonej szkarłatno-złotym dywanem podłogi, chłonąc wzrokiem piękne, zdobione zasłony przy gotyckich oknach, za którymi wiła się materia wszechświata. Powoli kroczył przed siebie, dopóki nie usłyszał cichego chrząknięcia człowieka, siedzącego przy jednym ze stołów. Crowley czym prędzej skierował się do mężczyzny i objął go bezceremonialnie, uśmiechając się delikatnie.
— Dziadku Aleisterze — powiedział radośnie, nie zwracając uwagę na ciemnowłosego Wielkiego Czarownika, który wyraźnie wolał studiować księgę niż witać się z potomkiem — Nie spodziewałem się, że cię jeszcze zobaczę w takiej formie. Czym sobie zasłużyłem na to wezwanie? To Biblioteka Wszechświata, prawda? Opisywałeś ją w swym dzienniku.
— Jednak coś zostało w twojej głowie, Ash — Czarnoksiężnik zaśmiał się cicho pod nosem, po czym wskazał dłonią krzesło przed sobą, na którym chłopak z chęcią usiadł, splatając dłonie na chudych kolanach. Mężczyzna bez przedłużania przesunął po cisowym blacie stertę ksiąg. Ashton podniósł jedną z nich i zaczął przeglądać, aż czując pod palcami iskierki magicznej mocy. Niepewnie zerknął na przodka.
— To dla mnie? Kolejne grimuary? Ale to już zaawansowana magia — zaczął szeptem, odkładając książkę na stos — Ja jeszcze nie jestem gotowy. Nie zostałem Naznaczony, nie oddałem się Mrocznemu Panu.
— Kiedyś przyjdzie na to czas, prędzej czy później. Wiesz o tym. A ja bym ci sugerował, abyś zrobił to jak najszybciej — Aleister wrócił do lektury, nie nagradzając już wnuka nawet pobieżnym spojrzeniem — Ktoś musi przejąć przecież władzę w Archiwum po śmierci biednego Moonpeaka. Byłoby przyjemnie, gdyby to był jeden z Crowley'ów. Szkoda, że twój brat stał się tym.. czymś. On mógłby już oficjalnie startować do wyborów. Ty musisz więc sam zdobyć tę posadę. Dlatego między innymi podałem ci tutaj księgę z o wiele bardziej bezpiecznym rytuałem, który pomoże ci zdobyć Większy Klucz Salomona, jakiego tak bardzo pożądasz. Liczę, że zrobisz z niej dobry użytek.
Ashton poczuł, że jego astralne ciało wraca do ludzkiej powłoki. Podniósł się z krzesła i zbliżył do czarnoksiężnika.
— Potrzebuję czegokolwiek o piekielnych ogarach, dziadku Aleisterze. Proszę, masz coś takiego?
Odnalezienie Eliotta przy pomocy dwóch chowańców nie było trudnym wyczynem. Zwłaszcza, że jak się okazało, dzień muzyka zdawał się wyglądać tak samo, no, może z niewielkimi zmianami. Mimo tego, Ashton odczekał kilka dni, nim postanowił któregoś wieczora wyruszyć w okolice klubu, gdzie się spotkali po raz pierwszy, tuląc okrytą szarym papierem księgę do piersi. Tego dnia miał padać śnieg, więc dodatkowo zarzucił na siebie płaszcz z głębokim kapturem z czasów, gdy należał jeszcze do sabatu Moonpeaka. Dzięki piekielnym runom, wyszytym na skraju ciemnego materiału, było pod nim przyjemnie ciepło, a w dodatku białe płatki śniegu nie osadzały się na nim, gdyż roztapiały się w oka mgnieniu. Czarownik przybył na parking za La Lloroną, nie wiedząc, kiedy to blondyn skończy pracę. Dlatego począł kręcić się przed wskazanym samochodem, układając w głowie to, co powie młodzieńcowi, gdy go spotka. A dokładniej, ile zdradzi, gdyż nadal nie ufał jego wytłumaczeniom. Z tego powodu, gdy usłyszał kroki na parkingu, gwałtownie się wyprostował i prawie rzucił zaklęcie paraliżujące.
— Eliott, cześć, to ja, Ashton, Ashton Crowley, ten czarownik, pamiętasz? Myślałem o tobie i o tym, co mi powiedziałeś, o tym, kim jesteś, sam o tobie nie wiedziałem za wiele, ale odwiedziłem Bibliotekę Wszechświata, to takie miejsce na skraju Obliwionu i Międzyświata, gdzie znajduje się cała wiedza znana mieszkańcom unierwsum, i tam mój prapradziadek pomógł mi to znaleźć — Brunet wyciągnął ręce z księgą w kierunku muzyka — I przepraszam jeszcze raz. Proszę, może ci się przyda.
Eliott?
9.06.2019
Od Natalie CD Michaela
Mogła bez problemu przyznać, że rozmawianie z Michaelem było przyjemne, szczególnie z powodu podobnych zainteresowań, ale także te rozbieżne nie były problemem do komunikacji. Co prawda, nie były jakoś szczególnie zróżnicowane, lecz jak wiadomo, zawsze coś się znalazło różniącego dwójkę. Poruszali różnego rodzaju tematy, niezbyt się przy tym ograniczając, jednak w końcu to zostało przerwane, tym samym chwilowa przerwa wystarczyła, żeby Nat usłyszała o przeniesieniu się do innego pomieszczenia, lecz do tego zwykle ma długi ogon. Jednak widziała, że nie miała co dyskutować. Dlatego w końcu podniosła się z miejsca, przenosząc się tam, gdzie wskazał jej Michael. Zmuszona była poczekać, tym samym nasłuchiwała rozmowy jaka się odbywała. Na sam dźwięk zrzuconego sprzętu, wzdrygnęła się, mimowolnie zagryzając dolną wargę. Niestety, wyjście stąd w takim momencie nie było niczym dobrym, więc trzymała dłoń na klamce, wyczekując tego charakterystycznego dźwięku zamykanych drzwi, a kiedy to się stało, dość szybko wyszła z pomieszczenia, na nowo znajdując się w biurze. Nie zdołała nawet zadać pytania, a dostała odpowiedź zwrotną. Zaczesała jasne kosmyki do tyłu, kręcąc przecząco głową.
- Nie trzeba - odpowiedziała. Wolała przejść się na piechotę, pogoda dopisywała, co prawda do żadnego parku nie pójdzie ze względu na to, że ludzie mogą tam teraz przebywać, a wciąż nie lubiła pokazywać swojej prawdziwej natury. Nie była przyzwyczajona, że ludzie wiedzieli o istnieniu osób, które nie były ich pokroju. - W tym momencie wolę spacer. Nie chce być wygodnicka - dodała, dostrzegając spojrzenie mężczyzny, posłała mu delikatny uśmiech, zapewniając, że nie potrzebuje podwózki. Zresztą, musiała jeszcze wejść do sklepu muzycznego po nowe kostki do gitary. I być może znajdzie kolejną perełkę do swojej kolekcji.
Z biura wyszła jako pierwsza, a tuż za nią Michael, z którym opuściła lokal. Na pożegnanie się przytulili, a po tym Miller udała się w kierunku domu, gdzie po drodze znajdował się sklep muzyczny. I to do niego weszła najpierw, nie przejmując się tym, że również za nią weszli jacyś mężczyźni. Nie przykuwali uwagi, zapewne zwykli cywile. Dlatego czujność lykantropa została uśpiona. Przeglądała nowe kostki do gitary, decydując się zakupić cztery. Również zapytała o kilka gitar, i po tym na spokojnie mogła wyjść ze sklepu z nowym zakupem, który schowała do plecaka.
Podłączyła słuchawki do telefonu, następnie wkładając je do uszu, dzięki czemu spokojnym tempem kierowała się do swojego mieszkania. Nie znajdowało się tak blisko, więc dodatkowy ruch na świeżym powietrzu było czymś przyjemnym. Tak zakładała do momentu kiedy nie została zaczepiona przez mężczyznę, który wcześniej był także w sklepie muzycznym. Dlatego wyjęła jedną słuchawkę.
- Mógłby pan powtórzyć? - spytała, lustrując obcego wzrokiem, wyszukując jakiegoś charakterystycznego punktu zaczepiania, który mógłby ją zaniepokoić. Nic takiego jednak nie było.
- Czy mogłaby pani pożyczyć mi pieniądze na bilet? - zapytał, na co ta pokiwała głową, przeszukując kieszenie w celu odnalezienia drobnych, a w momencie kiedy wyciągnęła w jego kierunku dłoń, nieznajomy szybkim ruchem usztywnił jej rękę, wbijając strzykawkę z substancją. I Miller nawet nie była w stanie krzyknąć, ponieważ druga osoba przyłożyła jej dłoń do ust, a po tym już urwał jej się film.
Michael?
Od Michaela CD Natalie
Gdy Natalie opuściła biuro, a pracownica odprowadziła ją zazdrosnym spojrzeniem, ja oparłem się o stół i założyłem ręce na tors przyglądając się kobiecie.
— Co tym razem? — spytałem brunetki, która wróciła na mnie wzrokiem.
— Od jakiegoś czasu kręci się typ po lokalu, który uważnie przygląda się naszemu sprzętowi lub obrazom — wyjaśniła wzdychając na końcu.
— No i? — uniosłem pytająco brew.
— No.. to jest chyba trochę dziwne. On nic nie zamawia. Siada przy jednym ze stolików i.. tyle — powiedziała łapiąc się za ramie — Może on coś planuje — dodała trochę ciszej.
— Sprawdzę później monitoring i przypiszę jeszcze jednego pracownika na zmianę — westchnąłem po krótkiej chwili namysłu — Jeśli jeszcze raz się pojawi, prześlij od razu obraz z kamery do mnie — dodałem spokojnie.
— Dobrze — przytaknęła, po czym opuściła biuro.
Nieraz widzi się ludzi, którzy przychodzą od tak do jakiś knajp i po prostu siedzą, bo może lubią takie klimaty lub szukają spokoju w mniej zatłoczonych miejscach. Pomimo tego, wolałem mieć lokal na oku i zapewnić bezpieczeństwo każdemu z pracowników. Nim jednak przypiszę ich dwójkami, sprawdziłem dokładnie monitoring z ostatnich dni, lecz nic niepokojonego nie zauważyłem. Jeśli zobaczę tego osobnika osobiście, dopiero wtedy przydzielę kelnerów dwójkami. Teraz nie ma co niepokoić ludzi.
Po zajęciu miejsca w fotelu, do biura weszła Natalie, która od razu zaczęła tłumaczyć coś o szczurach, co z drugiej strony było dość ciekawe. Pokazała nawet zdjęcie jednego z nich, przez co na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Zaraz kobieta wspomniała o kelnerce, co trochę mnie rozbawiło.
— U niej to normalne — powiedziałem gasząc nadmierny uśmiech — Dla tego niektórzy wchodzą po prostu przez tylne wejście i omijają ją szerokim łukiem. Sama możesz z niego korzystać gdy bawarka będzie stała na parkingu — dodałem.
— Może być to przydatne — lekko się uśmiechnęła.
— Czyli planujesz tutaj częściej przychodzić? — odwzajemniłem gest i uniosłem lekko brew.
— Znaczy..
— Rozumiem — uspokoiłem jasnowłosą — Śmiało możesz tutaj wpadać — dodałem spokojnie — A co do szczurów, są one bardzo mądre, szczególnie to przegryzania kabli w autach — stwierdziłem, przez co oby dwoje parsknęliśmy normalnym śmiechem.
Kolejna rozmowa z Natalie rozwinęła się w dobrym kierunku, gdyż nam obu nie schodził nawet lekki uśmiech, a humor zdecydowanie nam dopisywał. Jak widać, wystarczy mieć dobry sok i bez procentów można dobrze się bawić.
Gdy nastąpiła dosłownie kilkusekundowa przerwa w rozmowie, usłyszałem znajomy głos mężczyzny oraz kroki ze trzech osób, które powoli kierowały się w stronę biura. Kobieta zauważyła moje skupienie na dźwiękach i szybki powrót wzrokiem na nią samą.
— Przejdź za tamte drzwi — powiedziałem szybko, lecz zachowując cichą tonację głosu — Proszę.. — dodałem poganiając jasnowłosą, która niechętnie wykonała prośbę.
Po zamknięciu się drzwi za nią, do biura weszła trójka mężczyzn, którzy byli ubrali po cywilnemu, lecz nie musiałem widzieć mundurów, by rozpoznać ludzi Sopportare. Kapitan grupy przeleciał spojrzeniem po pomieszczeniu i zatrzymał na mojej osobie, opartej o biurko.
— Co tym razem? — spytałem zakładając ręce na tors.
— Rutynowa kontrola — odparł kapitan — Szybko do siebie doszedłeś — dodał z krótkim śmiechem, zaś ja potraktowałem to ciszą — Kogoś ostatnio zabiłeś?
— Nie — odpowiedziałem krótko nawiązując kontakt wzrokowy z mężczyzną.
— To nie dobrze — pokiwał przecząco głową — Czas to zmienić — dodał i szybko do mnie podszedł, po czym swoją dłonią zacisnął moją szyję i mocno nacisnął na tętnice dla zwolnienia pulsu.
Ludzką reakcją obronną jest "oderwanie" ręki wroga, lecz tym razem było to nieskuteczne, a wszelka walka wręcz nie wchodzi w grę. Czując powolną przemianę, uderzyłem kapitana w łokieć dla utraty jego siły, przez co jego uścisk poluzował się i mogłem złapać spokojny oddech. Mężczyźnie się to nie spodobało, gdyż mocno chwycił za moją koszulkę i rzucił na biurko za mną, a że jest ono niewielkie, wylądowałem po jego drugiej stronie zrzucając przy tym osprzęt komputera. Przez moje rozgrzane ciało przeszedł lodowaty dreszcz, który uświadomił mnie o bliskiej przemianie.
— No dawaj, przemieniaj się — rzucił kapitan opierając się o biurko — Czekam..
— Pierdol się — mruknąłem podnosząc się z podłogi — Liczysz na zerwanie umowy? Nie tym razem.
Kapitan wewnętrznie się zagotował i wraz ze swoimi gorylami opuścił biuro trzaskając przy tym drzwiami. Zirytowany tą sytuacją oparłem się rękoma o stół i powoli uspokajałem wewnętrznego demona. Gdyby doszło do przemiany.. skończyłoby się to śmiercią wielu ludzi w okolicy. Zaraz z pokoju obok wyszła Natalie, która od razu podeszła do mojej osoby.
— Tak, wszystko jest w porządku — wyprzedziłem jej pytanie, które była gotowa wypowiedzieć — Jak mówiłem, to tylko małe spotkanie z Sopp.. — mruknąłem podnosząc się z oparcia — Nic szczególnego.
— Właśnie widzę — odparła widząc klawiaturę z myszką oraz monitorem na podłodze.
— To jest nic — zaśmiałem się nerwowo i przetarłem dłonią swoją szyję, na której czułem lekkie pieczenie po uścisku.
— Może lepiej usiądź — stwierdziła jasnowłosa gdy podnosiłem sprzęt z podłogi.
— Później. Teraz.. odwieźć Ciebie do domu czy gdzieś..? — spytałem chwytając za telefon z biurka — Musze coś.. załatwić — dodałem czekając na odpowiedź od jasnowłosej.
Natalie?
— Co tym razem? — spytałem brunetki, która wróciła na mnie wzrokiem.
— Od jakiegoś czasu kręci się typ po lokalu, który uważnie przygląda się naszemu sprzętowi lub obrazom — wyjaśniła wzdychając na końcu.
— No i? — uniosłem pytająco brew.
— No.. to jest chyba trochę dziwne. On nic nie zamawia. Siada przy jednym ze stolików i.. tyle — powiedziała łapiąc się za ramie — Może on coś planuje — dodała trochę ciszej.
— Sprawdzę później monitoring i przypiszę jeszcze jednego pracownika na zmianę — westchnąłem po krótkiej chwili namysłu — Jeśli jeszcze raz się pojawi, prześlij od razu obraz z kamery do mnie — dodałem spokojnie.
— Dobrze — przytaknęła, po czym opuściła biuro.
Nieraz widzi się ludzi, którzy przychodzą od tak do jakiś knajp i po prostu siedzą, bo może lubią takie klimaty lub szukają spokoju w mniej zatłoczonych miejscach. Pomimo tego, wolałem mieć lokal na oku i zapewnić bezpieczeństwo każdemu z pracowników. Nim jednak przypiszę ich dwójkami, sprawdziłem dokładnie monitoring z ostatnich dni, lecz nic niepokojonego nie zauważyłem. Jeśli zobaczę tego osobnika osobiście, dopiero wtedy przydzielę kelnerów dwójkami. Teraz nie ma co niepokoić ludzi.
Po zajęciu miejsca w fotelu, do biura weszła Natalie, która od razu zaczęła tłumaczyć coś o szczurach, co z drugiej strony było dość ciekawe. Pokazała nawet zdjęcie jednego z nich, przez co na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Zaraz kobieta wspomniała o kelnerce, co trochę mnie rozbawiło.
— U niej to normalne — powiedziałem gasząc nadmierny uśmiech — Dla tego niektórzy wchodzą po prostu przez tylne wejście i omijają ją szerokim łukiem. Sama możesz z niego korzystać gdy bawarka będzie stała na parkingu — dodałem.
— Może być to przydatne — lekko się uśmiechnęła.
— Czyli planujesz tutaj częściej przychodzić? — odwzajemniłem gest i uniosłem lekko brew.
— Znaczy..
— Rozumiem — uspokoiłem jasnowłosą — Śmiało możesz tutaj wpadać — dodałem spokojnie — A co do szczurów, są one bardzo mądre, szczególnie to przegryzania kabli w autach — stwierdziłem, przez co oby dwoje parsknęliśmy normalnym śmiechem.
Kolejna rozmowa z Natalie rozwinęła się w dobrym kierunku, gdyż nam obu nie schodził nawet lekki uśmiech, a humor zdecydowanie nam dopisywał. Jak widać, wystarczy mieć dobry sok i bez procentów można dobrze się bawić.
Gdy nastąpiła dosłownie kilkusekundowa przerwa w rozmowie, usłyszałem znajomy głos mężczyzny oraz kroki ze trzech osób, które powoli kierowały się w stronę biura. Kobieta zauważyła moje skupienie na dźwiękach i szybki powrót wzrokiem na nią samą.
— Przejdź za tamte drzwi — powiedziałem szybko, lecz zachowując cichą tonację głosu — Proszę.. — dodałem poganiając jasnowłosą, która niechętnie wykonała prośbę.
Po zamknięciu się drzwi za nią, do biura weszła trójka mężczyzn, którzy byli ubrali po cywilnemu, lecz nie musiałem widzieć mundurów, by rozpoznać ludzi Sopportare. Kapitan grupy przeleciał spojrzeniem po pomieszczeniu i zatrzymał na mojej osobie, opartej o biurko.
— Co tym razem? — spytałem zakładając ręce na tors.
— Rutynowa kontrola — odparł kapitan — Szybko do siebie doszedłeś — dodał z krótkim śmiechem, zaś ja potraktowałem to ciszą — Kogoś ostatnio zabiłeś?
— Nie — odpowiedziałem krótko nawiązując kontakt wzrokowy z mężczyzną.
— To nie dobrze — pokiwał przecząco głową — Czas to zmienić — dodał i szybko do mnie podszedł, po czym swoją dłonią zacisnął moją szyję i mocno nacisnął na tętnice dla zwolnienia pulsu.
Ludzką reakcją obronną jest "oderwanie" ręki wroga, lecz tym razem było to nieskuteczne, a wszelka walka wręcz nie wchodzi w grę. Czując powolną przemianę, uderzyłem kapitana w łokieć dla utraty jego siły, przez co jego uścisk poluzował się i mogłem złapać spokojny oddech. Mężczyźnie się to nie spodobało, gdyż mocno chwycił za moją koszulkę i rzucił na biurko za mną, a że jest ono niewielkie, wylądowałem po jego drugiej stronie zrzucając przy tym osprzęt komputera. Przez moje rozgrzane ciało przeszedł lodowaty dreszcz, który uświadomił mnie o bliskiej przemianie.
— No dawaj, przemieniaj się — rzucił kapitan opierając się o biurko — Czekam..
— Pierdol się — mruknąłem podnosząc się z podłogi — Liczysz na zerwanie umowy? Nie tym razem.
Kapitan wewnętrznie się zagotował i wraz ze swoimi gorylami opuścił biuro trzaskając przy tym drzwiami. Zirytowany tą sytuacją oparłem się rękoma o stół i powoli uspokajałem wewnętrznego demona. Gdyby doszło do przemiany.. skończyłoby się to śmiercią wielu ludzi w okolicy. Zaraz z pokoju obok wyszła Natalie, która od razu podeszła do mojej osoby.
— Tak, wszystko jest w porządku — wyprzedziłem jej pytanie, które była gotowa wypowiedzieć — Jak mówiłem, to tylko małe spotkanie z Sopp.. — mruknąłem podnosząc się z oparcia — Nic szczególnego.
— Właśnie widzę — odparła widząc klawiaturę z myszką oraz monitorem na podłodze.
— To jest nic — zaśmiałem się nerwowo i przetarłem dłonią swoją szyję, na której czułem lekkie pieczenie po uścisku.
— Może lepiej usiądź — stwierdziła jasnowłosa gdy podnosiłem sprzęt z podłogi.
— Później. Teraz.. odwieźć Ciebie do domu czy gdzieś..? — spytałem chwytając za telefon z biurka — Musze coś.. załatwić — dodałem czekając na odpowiedź od jasnowłosej.
Natalie?
7.06.2019
Od Daewona CD Ashtona
Koreańczyk był osobą cichą, spokojną i cierpliwą, raczej mało kto posiadał w sobie tyle cierpliwości, co on. Zazwyczaj dawał innym drugą szansę, bo wiedział, jaki obecnie był świat. Ludzie to materialiści, egoiści, nie widzą niczego poza czubkiem własnego nosa. I to bardzo zrażało, a także obniżało próg cierpliwości, jednak nie w przypadku Daewona. On miał tego w sobie aż za dużo. Jednak istniała pewna granica, której nie należało przekraczać.
Każdy miał swoją własną sferę ciszy, spokoju... prawo do przebywania w samotności czy rozwijania pasji. I takiej strefy nie należało naruszać w żadnym calu, nawet mikroelementy nie miały tutaj prawa bytu. W przypadku kambiona, za taką granicę można było uznać jego wiersze. Nikt nigdy ich nie czytał, nie krytykował, nie trzymając jego notatnik... tak naprawdę, nikt nie miał prawa go trzymać poza nim samym. Może istniały małe wyjątki, pewne osoby, lecz na to trzeba sobie zasłużyć.
Nieznajomy jednak potraktował to w dość obojętny sposób, tym samym trafiając w czuły punkt Azjaty. Każdy interesuję się tym, czym chce. Każdy robi to, co uważa za słuszne. Tak było w każdym przypadku, bez żadnych odchyleń, czy z pewnymi lukami. Dlatego nie rozumiał słów drugiego, który zachował się w oczach chłopaka jak typowy, rozpieszczony bachor. Trzeba podkreślić fakt, iż Kang nie do końca zna swoje wszystkie umiejętności, nie był pewien, do jakiego stopnia może to wszystko się rozwinąć.
Tak też w krótkim czasie znalazł się przy obcym, trzymającym jego własność. Nawet nie zorientował się, kiedy jego ciało zostało pokryte ciemnymi łuskami.
- Chodzę tam, gdzie mi się zachce - powiedział, wyrywając swój notatnik. - Nie wpieprzaj nosa tam, gdzie cię nie chcą. A ja nie chce rozpieszczonego idioty w swoim życiu - dodał, będąc całkowicie zirytowany zachowaniem obcego.
Nie był ani trochę zadowolony. Jego cierpliwość przeszła sama siebie, zniknęła w momencie dotknięcia zeszytu. Niby zwykły przedmiot, niemający większej czy mniejszej wartości, lecz w oczach Daewona było to coś więcej niż tylko "kartki z literkami", to cała jego historia. Od najmłodszych lat, kiedy zaczął interesować się pisarstwem, zdecydował się kupić zeszyt. Nie przyciągał uwagi, miał zwykłą, prostą i jednolitą okładkę, bez żadnych wzorów czy napisów. Zapisywał tam praktycznie wszystko, zaczynając od różnych tekstów do piosenek, które nigdy nie ujrzą światła dziennego, kończąc na wierszach.
Kang był kambionem, nie do końca znający swoje umiejętności czy to, do jakiego stopnia potrafiłby się posunąć. Nie znał siebie od tej strony, tej gorszej. Nie chciał wyrządzić nikomu niepotrzebnej krzywdy, po co mu to było? Nie czułby ani satysfakcji, ani zadowolenia, raczej byłby przygnębiony. A nieznajomy nie znajdował się na jego miejscu, więc jego lekkomyślność negatywnie wpływała na blondyna. I tak wystarczająco długo musiał męczyć się w pracy. Tutaj chciał odpocząć, pobyć przez chwilę sam, jednak nie było mu to dane. Odsunął się po raz kolejny, tym razem nie mając zamiaru już się zatrzymywać, czy pozwolić by chłopak, choć nie wiedział, czy nie powinien określać go mianem chłopca, ponownie pozwolił sobie na więcej, niż należy.
- A teraz, idź poszukać sobie innego demona, szatana, czy czego tam potrzebujesz. I nie wtrącaj swojego szanownego dupska tam, gdzie ci się zachce. Nie jesteś królem świata, raczej głupim sługusem - powiadomił, po tym nie czekał na żadną odpowiedź, nie chcąc kolejnej konfrontacji z drugim. Dlatego w dość krótkim czasie pokonał schody, opuszczając ruiny, a dzięki temu znowu znalazł się na widoku dla innych ludzi. Jednak nie chciał przyciągać szczególnej uwagi w metrze, czy komunikacji miejskiej, więc zdecydował się na spacer do domu. Co prawda blisko nie miał, lecz da radę. Ruch to zdrowie, podobno. A trochę świeżego powietrza mu nie zaszkodzi, może uda mu się całkowicie ochłonąć.
Pragnął całkowicie zapomnieć o zaistniałej sytuacji, o zachowaniu drugiego, jednak było to dość trudne, ponieważ Daewon zaczął odczuwać pewnego rodzaju "nakaz" powrotu tam, gdzie mieli okazję się spotkać. Ignorował to, a przynajmniej próbował. Dopiero po dotarciu do domu, umył się, a następnie powędrował do łóżka, w towarzystwie swojego zeszytu, to wtedy zdał sobie sprawę z tego, że to ich spotkanie wcale nie było przypadkowe. To Kang został wezwany, nawet jeżeli tego nie odczuwał, to tak było. Tylko pytanie brzmi, dlaczego właśnie on?
Ashton?
Każdy miał swoją własną sferę ciszy, spokoju... prawo do przebywania w samotności czy rozwijania pasji. I takiej strefy nie należało naruszać w żadnym calu, nawet mikroelementy nie miały tutaj prawa bytu. W przypadku kambiona, za taką granicę można było uznać jego wiersze. Nikt nigdy ich nie czytał, nie krytykował, nie trzymając jego notatnik... tak naprawdę, nikt nie miał prawa go trzymać poza nim samym. Może istniały małe wyjątki, pewne osoby, lecz na to trzeba sobie zasłużyć.
Nieznajomy jednak potraktował to w dość obojętny sposób, tym samym trafiając w czuły punkt Azjaty. Każdy interesuję się tym, czym chce. Każdy robi to, co uważa za słuszne. Tak było w każdym przypadku, bez żadnych odchyleń, czy z pewnymi lukami. Dlatego nie rozumiał słów drugiego, który zachował się w oczach chłopaka jak typowy, rozpieszczony bachor. Trzeba podkreślić fakt, iż Kang nie do końca zna swoje wszystkie umiejętności, nie był pewien, do jakiego stopnia może to wszystko się rozwinąć.
Tak też w krótkim czasie znalazł się przy obcym, trzymającym jego własność. Nawet nie zorientował się, kiedy jego ciało zostało pokryte ciemnymi łuskami.
- Chodzę tam, gdzie mi się zachce - powiedział, wyrywając swój notatnik. - Nie wpieprzaj nosa tam, gdzie cię nie chcą. A ja nie chce rozpieszczonego idioty w swoim życiu - dodał, będąc całkowicie zirytowany zachowaniem obcego.
Nie był ani trochę zadowolony. Jego cierpliwość przeszła sama siebie, zniknęła w momencie dotknięcia zeszytu. Niby zwykły przedmiot, niemający większej czy mniejszej wartości, lecz w oczach Daewona było to coś więcej niż tylko "kartki z literkami", to cała jego historia. Od najmłodszych lat, kiedy zaczął interesować się pisarstwem, zdecydował się kupić zeszyt. Nie przyciągał uwagi, miał zwykłą, prostą i jednolitą okładkę, bez żadnych wzorów czy napisów. Zapisywał tam praktycznie wszystko, zaczynając od różnych tekstów do piosenek, które nigdy nie ujrzą światła dziennego, kończąc na wierszach.
Kang był kambionem, nie do końca znający swoje umiejętności czy to, do jakiego stopnia potrafiłby się posunąć. Nie znał siebie od tej strony, tej gorszej. Nie chciał wyrządzić nikomu niepotrzebnej krzywdy, po co mu to było? Nie czułby ani satysfakcji, ani zadowolenia, raczej byłby przygnębiony. A nieznajomy nie znajdował się na jego miejscu, więc jego lekkomyślność negatywnie wpływała na blondyna. I tak wystarczająco długo musiał męczyć się w pracy. Tutaj chciał odpocząć, pobyć przez chwilę sam, jednak nie było mu to dane. Odsunął się po raz kolejny, tym razem nie mając zamiaru już się zatrzymywać, czy pozwolić by chłopak, choć nie wiedział, czy nie powinien określać go mianem chłopca, ponownie pozwolił sobie na więcej, niż należy.
- A teraz, idź poszukać sobie innego demona, szatana, czy czego tam potrzebujesz. I nie wtrącaj swojego szanownego dupska tam, gdzie ci się zachce. Nie jesteś królem świata, raczej głupim sługusem - powiadomił, po tym nie czekał na żadną odpowiedź, nie chcąc kolejnej konfrontacji z drugim. Dlatego w dość krótkim czasie pokonał schody, opuszczając ruiny, a dzięki temu znowu znalazł się na widoku dla innych ludzi. Jednak nie chciał przyciągać szczególnej uwagi w metrze, czy komunikacji miejskiej, więc zdecydował się na spacer do domu. Co prawda blisko nie miał, lecz da radę. Ruch to zdrowie, podobno. A trochę świeżego powietrza mu nie zaszkodzi, może uda mu się całkowicie ochłonąć.
Pragnął całkowicie zapomnieć o zaistniałej sytuacji, o zachowaniu drugiego, jednak było to dość trudne, ponieważ Daewon zaczął odczuwać pewnego rodzaju "nakaz" powrotu tam, gdzie mieli okazję się spotkać. Ignorował to, a przynajmniej próbował. Dopiero po dotarciu do domu, umył się, a następnie powędrował do łóżka, w towarzystwie swojego zeszytu, to wtedy zdał sobie sprawę z tego, że to ich spotkanie wcale nie było przypadkowe. To Kang został wezwany, nawet jeżeli tego nie odczuwał, to tak było. Tylko pytanie brzmi, dlaczego właśnie on?
Ashton?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
