Nasza misja? Powiodła się chociaż rzecz jasna nie obyło się bez licznych obrażeń i chwil zwątpienia. Ashowi póki co chyba odpuścili, w każdym razie dokonał tego, czego tak bardzo chciał, a ja wspierałem go w tym aż do końca. Dzięki temu zrozumiałem, że bez niego moje życie byłoby o wiele gorsze, a gdybym go stracił to moje serce nieodwracalnie rozpadłoby się na miliony kawałków. Na całe szczęście wszystko wróciło do normy, on wrócił do szkoły, ja do pracy, z której o mało mnie nie wylali i życie jakoś toczyło się dalej. Niestety w głowie nadal widniała ta jedna myśl, która nocami nie dawała mi spać, a dniami odwracała moją uwagę od wszystkiego co istotne. Kim byłem, jaki miałem cel w życiu i co miało nastąpić po nim? Dzięki Ashtonowi udało mi się porozumieć z matką, która powiedziała mi o wujku Lucjanie, który ponoć miał rozwiać moje wątpliwości, ale jakoś nie było czasu żeby go odwiedzić. Zdobyłem jego numer już dawno temu, ale nie odważyłem się zadzwonić. Pewnie nie odbierze, nie wiadomo w końcu jak skończył. Nie wiedziałem o nim zupełnie niczego, ale jeżeli matka mnie do niego pokierowała, to chyba można mu zaufać. O, zwłaszcza, że po ostatniej misji z Ashem moje moce magicznie się wyłączyły. No, może nie tak zupełnie. Nadal gdzieś głęboko w sobie czułem moc i siłę, ale nie potrafiłem ponownie wywołać tak wielkiego ognia jak udało mi się to zrobić tamtego dnia. Tym bardziej przyda mi się wizyta u rodzinki, bo przyznam, że zaczynało mnie to niepokoić. Może w końcu przyszedł na to czas?
Stałem oparty o ścianę budynku, w którym przesiadywał Ash i wgapiałem się w ekran z wyświetlonym numerem. Mój palec niepokojąco drżał nie będąc pewnym, czy powinien to naciskać czy nie. Biłem się tak z myślami przez kilka długich minut, gdy z transu wyrwał mnie odgłos dzwonka wprawionego w drzwi przez otwarte drzwi, a z kawiarni kolejno zaczęli wychodzić ludzie. Mijali mnie obojętnie wpatrzeni w telefony lub zajęci rozmową ze znajomymi. Sam nie bardzo przejmowałem się ich obecnością, gdyż obchodziła mnie tu tylko jedna osoba, której czuprynę ujrzałem już niedługo. Brunet szedł spokojnym krokiem wgapiony w jakąś grubą i zapewne ciężką książkę nie zwracając uwagi na to, w którą stronę idzie. Mimo wszystko bezpiecznie dotarł do wyjścia, gdzie zbliżyłem się do niego i położyłem dłoń na stronach księgi, aby odciągnąć od nich Asha. Chłopak lekko zmarszczył brwi, ale nie dałem mu dojść do słowa, gdyż złączyłem nasze usta w czułym pocałunku. Uwielbiałem witać go tak przy wszystkich, a muszę przyznać, że przyciągaliśmy wiele ciekawskich spojrzeń. Mimowolnie uniosłem kąciki ust w końcu się od niego odrywając. Jego rozmarzona mina i rumieniec doprowadziły mnie do śmiechu.
- Co ciekawego tam czytasz, że nie możesz normalnie chodzić? - rozczochrałem jego ładnie ułożone włosy, chociaż jak dla mnie w każdej postaci były cudowne. Zwłaszcza w wersji od razu po przebudzeniu.
- Omawialiśmy głupią książkę o czarodziejach na spotkaniu stowarzyszenia. Nawet nie wiesz jakie głupoty potrafią pisać o czarownikach! Kociołki i spiczaste czapki, też mi coś… - prychnął zamykając książkę i schował ją do torby, po czym odwrócił się w moją stronę.
- Och rozumiem, to straszne - pokiwałem entuzjastycznie głową powstrzymując śmiech przez co dostałem lekkiego kopniaka w łydkę - No już buntowniku. Jedziemy do mnie? - dodałem obejmując go ramieniem i ruszyłem w stronę mojego auta.
- Jasne. Tyle, że dzisiaj będę musiał wcześniej wrócić, bo muszę się załatwić parę spraw - odparł idąc tak blisko, że ocierał się o mnie bokiem.
- Więc nie zostaniesz na noc? - spojrzałem na niego tym swoim specjalnym spojrzeniem, któremu wiedziałem, że nie będzie potrafił się oprzeć.
- Elly, nawet nie próbuj! - westchnął zrezygnowany odwracając głowę w przeciwną stronę żeby uniknąć kontaktu wzrokowego.
- Zobaczymy jak będziesz musiał wychodzić - wzruszyłem ramionami i odsunąłem się od czarownika, po czym otworzyłem auto.
Wsiedliśmy do środka, a zanim zdążyłem odpalić silnik, z tylnych siedzeń wyskoczył na nas Rhino. Skierował się wpierw oczywiście do Asha, gdyż ten ostatnimi czasy stał się jego ulubieńcem i zaczął lizać go po twarzy chcąc skraść mu kilka mokrych całusów. Brunet rozpaczliwie starał się go odepchnąć, ale było to chwilowo niemożliwe. Dopiero gdy to ja skończyłem się śmiać i zawołałem psa, odwrócił się w moją stronę i wrócił na tył wielce obrażony. Przewróciłem oczami wyciągając rękę, aby móc go pogłaskać i ruszyłem ku wyjazdowy z parkingu. Mój ukochany towarzysz zmazał ślinę ze swojej twarzy i wyprostował się na siedzeniu. Uśmiechnięty kierowałem pojazd w stronę swojego mieszkania. Nie miałem okazji widywać się z Ashem codziennie. Od naszej akcji był bardziej zajęty i miał więcej spraw do załatwienia w tym swoim świecie magii, do którego niestety nie miałem wstępu. Dlatego też każda chwila, w której mogłem go widzieć czy z nim porozmawiać i pocałować, była dla mnie wszystkim. Pogrążony we własnych myślach zerknąłem na swoją dłoń usiłując wydusić z niej chociaż iskrę. Miałem nadzieję, że obecność Asha doda mi sił, ale nic się nie stało. Zrezygnowany zmarszczyłem brwi spoglądając ponownie na drogę.
- Nadal nic? - usłyszałem zaniepokojony głos bruneta, który wskazywał na to, że dostrzegł moje bezsilne próby.
- Tia, to nic. Muszę dłużej poczekać i odzyskać siły. - stwierdziłem kiwając powoli głową, gdy to przypomniałem sobie i wujku - Wiesz, przypomniał mi się wujek, o którym mówiła moja matka. Chciałem do niego zadzwonić i ostatecznie go odwiedzić, ale nie miałem odwagi wybrać numeru - dodałem po chwili zerkając na niego.
- Jeżeli twoja matka chciała, żebyś go zobaczył to powinieneś to zrobić. Jak posiada te moce co ty, to pewnie pomoże ci je odzyskać - odparł kładąc dłoń na moim kolanie.
- Może i masz rację - zmrużyłem oczy skupiając się na drodze.
Po kilku minutach byliśmy już w moim mieszkaniu. Rhino od razu pognał do swojej miski, bo chyba nieźle zgłodniał podczas tej jakże długiej wycieczki. Ash zaś rzucił się na kanapę odkładając swoje rzeczy na bok. Widząc jego bezwładną i zachęcającą pozę, nie mogłem się oprzeć i opadłem na niego. Swoim ciężarem wydusiłem z niego ciche sapnięcie, ale gdy zacząłem masować jego plecy, szybko mi to wybaczył. Uwielbiałem wdychać zapach jego ciała i czuć jego ciepło przy sobie. Zawsze niecierpliwie czekałem na te momenty, ale niestety nic nie trwało wiecznie. Ash pokierował swoją dłoń w stronę mojego biodra na co posłałem mu zadowolone spojrzenie, ale on tylko wyciągnął z mojej tylnej kieszeni telefon i podstawił mi go pod nos.
- Dzwoń - odparł stanowczo.
Wiedziałem, że się o mnie martwił i chciał mi pomóc, ale nie musiał tego robić w takim momencie. Wywróciłem oczami i zabrałem mu telefon, żeby wybrać numer wujka Lucjana. Wtulony w Asha dopiero gdy usłyszałem pierwszy sygnał zacząłem panikować. Co ja w ogóle miałem mu powiedzieć?! Zerwałem się do siadu i łapiąc się za głowę miałem nadzieję, że w kilka sekund uda mi się ułożyć kilka sensownych zdań. Niestety, osoba po drugiej stronie odebrała, a ja momentalnie wyprostowałem się jakby ktoś kopnął mnie w plecy.
- Pan Lucjan? - zapytałem niepewnie starając się opanować stres w moim głosie.
- Tak, kto mówi? - usłyszałem męski, spokojny głos.
- Tutaj Eliott. Syn Eweline, twojej siostry?... - zrobiłem dziwną minę czekając na jego reakcję.
- Elly! Całe wieki ciebie nie widziałem! Pewnie wyrosłeś na przystojnego gościa. To ode mnie zawsze dostawałeś najlepsze prezenty, pamiętasz? - ton jego głosu momentalnie zrobił się przyjemniejszy i tak uprzejmy, że miałem ochotę dalej z nim rozmawiać.
- Powaga?! Te świetne auta zdalnie sterowane były od ciebie? - uśmiechnąłem się szeroko na wspomnienie moich ulubionych zabawek z dzieciństwa - Jedno z nich mam chyba gdzieś w mieszkaniu - dodałem, przez co spotkałem się z rozbawionym spojrzeniem Asha.
- Wiedziałem, co dla ciebie najlepsze - zaśmiał się po drugiej stronie słuchawki - Odwiedziłbyś może starego wuja? Słyszałem, że mieszkasz w Seattle, a ja urzęduję raptem parę godzin stamtąd.
- Właściwie to dzwonię w tej sprawie. Wydaje mi się, że będziesz mógł mi pomóc - uznałem zaciskając palce na kanapie.
Po drugiej stronie nastała całkiem długa cisza, przez co musiałem sprawdzić czy mężczyzna się nie rozłączył. Dopiero po chwili uzyskałem odpowiedź.
- Jasne, rozumiem Eliott. Prześlę ci adres i możemy się umówić - odparł tym razem o wiele poważniej niż gdy rozmawialiśmy o zabawkowych autach.
Pokiwałem powoli głową i pożegnałem się z nim po czym rozłączyłem. Od razu wypuściłem z siebie całe wstrzymywane powietrze i spojrzałem na Asha. W końcu dowiem się o sobie czegoś więcej i może przy okazji odzyskam moce. Uśmiechnięty schowałem głowę pod jego koszulką przyciągając go do siebie.
Ash? c:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ashton&Eliott. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ashton&Eliott. Pokaż wszystkie posty
23.06.2020
14.01.2020
Od Ashtona CD Eliotta
Seattle nie było już spełnieniem jego marzeń. Może kiedyś tak było. Na samym początku, kiedy wszystko było łatwiejsze. Kiedy nie miał tylu problemów i nie nosił na plecach ciężaru doświadczeń, przeżyć przez jakie przeszedł w swym krótkim stosunkowo życiu. Krótkim, bo przecież miał ledwie dwadzieścia jeden lat. Chociaż dwójka z przodu bolała go nieco, wizja spędzenia chociaż części czasu, jaki mu pozostał z Eliottem trochę podniósł Ashtona na duchu. Kolejnym pozytywem była na przykład pełnoletność - długo wyczekiwanie wyzwolenie, możliwość rozwinięcia skrzydeł i rozpoczęcia życia na nowo. A przynajmniej spróbowanie tego zrobić. Wciąż chodził do szkoły, mieszkał u brata, żył na jego rachunek. Lecz już teraz snuł plany, gdzie się wyprowadzi, kiedy tylko uzyska taką możliwość. Co będzie robił, aby w końcu być w pełni niezależnym. Najchętniej wyjechałby stąd, jeszcze dalej na północ, do Kanady. Bądź jeszcze lepiej, wyprowadził się do Europy. Wielka Brytania? Szkocja? Irlandia? Wszystkie brzmiały równie interesująco. Nie sądził, aby mógł wybrać jedno z tych miejsc. Zawsze może się wybrać w podróż po całym świecie, z pewnym przystojnym ogarem u boku..
Dłoń czarownika przesunęła się w stronę kieszeni rozpiętej kurtki, w jakiej krył się telefon. Korciło go napisanie, czy nawet zadzwonienie do ukochanego, powiedzenie mu o swych planach i być może wspólne zaplanowanie czegoś. Lecz Elly, w przeciwieństwie do Crowley'a, już rozpoczął to całe "dorosłe życie", innymi słowy - był w pracy, a nie spacerował bez celu ulicami miasta, skupiając się na narzekaniu na nudne, monotonne otoczenie, uciekając z zajęć. Nie chciał mu przeszkadzać. Narzucać się. Irytować.
Bo nie wiedziałby, co by uczynił, gdyby Cartier się na niego obraził, gdyby przestał rozmawiać, pisać co jakiś czas, umawiać na spotkania.
Gdyby po prostu zostawił Ashtona samego. Nie mógłby tego znieść.
Same te myśli sprawiły, że chłopak delikatnie chwycił się za serce, jakby chciał wyrwać z niego wszelkie negatywne myśli. Za bardzo się przejmował. Powoli dochodził do takiego wniosku. Przecież Eliott nie miał powodów, aby zostawić Asha. Miał taką możliwość, czarownik sam to między słowami zasugerował, kiedy rano wyjawił mu ukrywane sekrety.. Lecz nadal, pomimo tego, trwał przy nim.
Dopiero w momencie, kiedy chłopak uniósł nieco głowę, aby spojrzeć przed siebie, na pusty chodnik, co zdziwiło go, ponieważ o tej porze powinno nim iść całkiem sporo mieszkańców miasta, idących czy to na lunch czy po prostu do pracy lub na wykłady, ujrzał migoczącą tuż przed zakrętem ścianę, zniekształcającą nieco zarysy budynków i aut za sobą. Młodzieniec zatrzymał się i rozejrzał wokół, upewniając się, iż został nieświadomie przeniesiony do lustrzanego wymiaru. Westchnął cicho. Miał problem. Tylko nie wiedział jeszcze, jak wielki.
— Bardzo śmieszne, naprawdę — Brunet obejrzał się przez ramię na dwie sylwetki, ubrane wręcz jednakowo, w hebanowe szaty, jakie opadały na chodnik. Nie rozpoznał twarzy przybyszów - kobiety i mężczyzny najpewniej, jednak kiedy na krótką chwilę skrzyżował spojrzenie z jednym z nich, chłodny dreszcz przeszedł po kręgosłupie młodzieńca.
— Złamałeś prawo, ustalone przez Ciemnego Ojca — Głos mężczyzny był szorstki, poznaczony akcentem, według Asha hiszpańskim bądź włoskim — Konklawe nakazało nam sprowadzić cię..
Czarownik nie słuchał więcej tego, co mówił Inkwizytor. Jego niebieskie oczy otworzyły się jeszcze szerzej. Na bogów, przecież zabił Vesa. Zabił go podczas przypływu mocy, z tego wszystkiego ta informacja zupełnie wypadła mu z głowy. W przypływie paniki zebrał na swoich dłoniach magię, jaką w postaci fali energii posłał w stronę wysłanników. Nie widział efektów, gdyż momentalnie odwrócił się i zaczął biec w stronę bariery, aby ją zneutralizować bądź chociaż zacząć to robić. Sądząc po krokach, jakie poczęły się niebezpiecznie do młodziana zbliżać, nie zadziałało to zbytnio na czarowników, przez co kolejny dreszcz wstrząsnął Ashtonem. Nie poradzi sobie z nimi sam, Eliott na pewno nie zdąży przyjść, tak jak Michael.. Nie mówiąc o tym, że by musieli przejść do innego wymiaru.
Chłopak poczuł za swoimi plecami iskry energii, jakby właśnie miał w tamto miejsce uderzyć piorun. Nie będąc pewnym, czy tak przypadkiem się nie stanie, przeniósł się na ulicę, ponownie zaczynając tkać czar. Wtem usłyszał trzask, czy raczej pęknięcie, a z nieba poczęły spadać migoczące jak brokat odłamki materii, jaka wcześniej składała się na lustrzany wymiar.
Ash dostrzegł na twarzy Aleistera, jaki jakby od niechcenia opuścił rękę, cień uśmiechu. Młodzian nieświadomie wyszeptał imię pradziada, który stał na chodniku w swym fizycznym ciele. Widział to po cieniu, jaki rzucał na ziemię, po błysku w wypełnionych jasnofioletową magią oczach. Ludzie też to dostrzegli. Kobieta za kierownicą samochodu, przed jakim właśnie znajdował się Ash, przestała na niego zawzięcie trąbić i spojrzała na Brytyjczyka, a dokładniej na moc w jego rozchylonych dłoniach. Crowley zerknął na swego potomka i skinął głową. Brunet zrozumiał, co mężczyzna ma na myśli, więc poderwał się z asfaltu i zaczął biec w przeciwną stronę od całego zajścia, między budynki i kamienice, gdzie ostatecznie schował się za rogiem jednej z nich. W drżącą rękę wziął telefon i zaczął dzwonić do jedynej osoby, która mogłaby mu teraz pomóc.
***
Czekając na odzew pomiędzy połączeniami, Ashton otoczył się ochronnymi runami. Starał się nie słuchać odgłosów policji czy, co pewniejsze, Sopportare. Nie kontaktował się też z Aleisterem, jaki jeszcze nie powrócił do swej duchowej postaci, miał przeczucie z tyłu głowy, że ktoś może podsłuchać ich rozmowę. Kiedy jednak poczuł wibracje dzwoniącego telefonu, czym prędzej go odebrał, zmuszając się, aby nie wejść w zdanie Elly'ego.
— Mam.. Mam problem. Duży. Nie mogę rozmawiać o tym przez telefon. Gdzie pracujesz? Mogę do ciebie przyjść? — Na jego szczęście, muzyk nie zastanawiał się dłużej i bez większych problemów podał adres. Crowley nieco drżącym głosem zapewnił ukochanego, że wszystko z nim w porządku, że nic mu się nie stanie, dopiero wtedy rozłączając się.
Przy pomocy zdobyczy współczesnych technologii, dotarł pod wskazany adres, wręcz wpadając szybkim krokiem do wnętrza sklepu. Nim się obejrzał, znalazł się w objęciach młodzieńca, którego powitał cichym mruknięciem.
— Przytul mnie i nie puszczaj.. — poprosił szeptem, wtulając się w Eliotta. Przez chwilę milczeli, a Ashton celebrował chwilę, gdy pracownik sklepu oparł podbródek na czubku jego ciemnej głowy.
— Powiesz mi teraz, co się dzieje? — Blondyn położył dłonie na bokach młodszego towarzysza, po czym spojrzał mu w oczy. Czarownik przygryzł z nerwów wargę.
— Nie będę się rozgadywać, bo w sumie sam nie wiem, co dokładnie się stało... Ale chyba ktoś mnie szuka. Musimy jak najszybciej pójść do siedziby sabatu. Źle się czuję, prosząc cię o to.. Ale czy byłbyś gotowy? Na tą noc..?
Eliott? Otwarte zakończenie, przepraszam :c
— Złamałeś prawo, ustalone przez Ciemnego Ojca — Głos mężczyzny był szorstki, poznaczony akcentem, według Asha hiszpańskim bądź włoskim — Konklawe nakazało nam sprowadzić cię..
Czarownik nie słuchał więcej tego, co mówił Inkwizytor. Jego niebieskie oczy otworzyły się jeszcze szerzej. Na bogów, przecież zabił Vesa. Zabił go podczas przypływu mocy, z tego wszystkiego ta informacja zupełnie wypadła mu z głowy. W przypływie paniki zebrał na swoich dłoniach magię, jaką w postaci fali energii posłał w stronę wysłanników. Nie widział efektów, gdyż momentalnie odwrócił się i zaczął biec w stronę bariery, aby ją zneutralizować bądź chociaż zacząć to robić. Sądząc po krokach, jakie poczęły się niebezpiecznie do młodziana zbliżać, nie zadziałało to zbytnio na czarowników, przez co kolejny dreszcz wstrząsnął Ashtonem. Nie poradzi sobie z nimi sam, Eliott na pewno nie zdąży przyjść, tak jak Michael.. Nie mówiąc o tym, że by musieli przejść do innego wymiaru.
Chłopak poczuł za swoimi plecami iskry energii, jakby właśnie miał w tamto miejsce uderzyć piorun. Nie będąc pewnym, czy tak przypadkiem się nie stanie, przeniósł się na ulicę, ponownie zaczynając tkać czar. Wtem usłyszał trzask, czy raczej pęknięcie, a z nieba poczęły spadać migoczące jak brokat odłamki materii, jaka wcześniej składała się na lustrzany wymiar.
Ash dostrzegł na twarzy Aleistera, jaki jakby od niechcenia opuścił rękę, cień uśmiechu. Młodzian nieświadomie wyszeptał imię pradziada, który stał na chodniku w swym fizycznym ciele. Widział to po cieniu, jaki rzucał na ziemię, po błysku w wypełnionych jasnofioletową magią oczach. Ludzie też to dostrzegli. Kobieta za kierownicą samochodu, przed jakim właśnie znajdował się Ash, przestała na niego zawzięcie trąbić i spojrzała na Brytyjczyka, a dokładniej na moc w jego rozchylonych dłoniach. Crowley zerknął na swego potomka i skinął głową. Brunet zrozumiał, co mężczyzna ma na myśli, więc poderwał się z asfaltu i zaczął biec w przeciwną stronę od całego zajścia, między budynki i kamienice, gdzie ostatecznie schował się za rogiem jednej z nich. W drżącą rękę wziął telefon i zaczął dzwonić do jedynej osoby, która mogłaby mu teraz pomóc.
***
Czekając na odzew pomiędzy połączeniami, Ashton otoczył się ochronnymi runami. Starał się nie słuchać odgłosów policji czy, co pewniejsze, Sopportare. Nie kontaktował się też z Aleisterem, jaki jeszcze nie powrócił do swej duchowej postaci, miał przeczucie z tyłu głowy, że ktoś może podsłuchać ich rozmowę. Kiedy jednak poczuł wibracje dzwoniącego telefonu, czym prędzej go odebrał, zmuszając się, aby nie wejść w zdanie Elly'ego.
— Mam.. Mam problem. Duży. Nie mogę rozmawiać o tym przez telefon. Gdzie pracujesz? Mogę do ciebie przyjść? — Na jego szczęście, muzyk nie zastanawiał się dłużej i bez większych problemów podał adres. Crowley nieco drżącym głosem zapewnił ukochanego, że wszystko z nim w porządku, że nic mu się nie stanie, dopiero wtedy rozłączając się.
Przy pomocy zdobyczy współczesnych technologii, dotarł pod wskazany adres, wręcz wpadając szybkim krokiem do wnętrza sklepu. Nim się obejrzał, znalazł się w objęciach młodzieńca, którego powitał cichym mruknięciem.
— Przytul mnie i nie puszczaj.. — poprosił szeptem, wtulając się w Eliotta. Przez chwilę milczeli, a Ashton celebrował chwilę, gdy pracownik sklepu oparł podbródek na czubku jego ciemnej głowy.
— Powiesz mi teraz, co się dzieje? — Blondyn położył dłonie na bokach młodszego towarzysza, po czym spojrzał mu w oczy. Czarownik przygryzł z nerwów wargę.
— Nie będę się rozgadywać, bo w sumie sam nie wiem, co dokładnie się stało... Ale chyba ktoś mnie szuka. Musimy jak najszybciej pójść do siedziby sabatu. Źle się czuję, prosząc cię o to.. Ale czy byłbyś gotowy? Na tą noc..?
Eliott? Otwarte zakończenie, przepraszam :c
17.11.2019
Od Eliotta CD Ashtona
Chłopak przez cały czas wpatrywał się w jasne oczy czarownika, który objaśniał mu wszystko z wielką determinacją, ale i żalem. Ile ten chłopak musiał już przeżyć i jak trudnych wyborów musiał dokonywać dla dobra swojego, ale i innych mu bliskich czy chociażby niewinnych pobratymców. Eliott nie musiał się długo nad tym zastanawiać, aby wiedzieć, że Ashton chce osiągnąć coś wielkiego i chce pomóc komu się da, a z jego podejściem były na to spore nadzieje. Gdy ręka młodszego spoczęła na dłoni ogara, ten w końcu wyłapał spojrzenie jego oczu i wsłuchał się w ostatnie słowa. Czy nadal jest gotowy go kochać? To może wydać się dziwne, ale Eliott nawet na chwilę się nie zawahał. Był pewien swojej odpowiedzi i swojego wyboru, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Bał się, że przez ich związek Ashtonowi może stać się krzywda i prędzej czy później szczerze tego pożałują. Chociaż, czy to bez ryzyka nie ma zabawy? Takiej najlepszej?
- Ash… Nic ani nikt nie zmieni moich uczuć do ciebie - odparł odwracając dłoń, żeby spleść ich palce razem - Boje się jedynie, że przeze mnie poniesiesz konsekwencje. Nie wybaczę sobie jeżeli to tobie oberwie się za nasze wspólne sprawy.
- To nic, Elly. Nikt mi ciebie nie odbierze i tego będę się trzymał. Ja również nie dam się im tak łatwo dorwać - uśmiechnął się jakby na siłę chcąc po prostu wprowadzić nieco ciepła w ich rozmowę.
- Proste, że nie - odwzajemnił uśmiech i poczuł jak wielka gula w gardle szybko znika, a spoczywała tam przez całą ich konwersację - Chodź tutaj - dodał pociągając chłopaka w swoją stronę.
Ash powoli wstał, żeby zaraz zasiąść blondynowi na kolanach. Eliott nie mógł wytrzymać dystansu pomiędzy nimi jaki trwał od wczorajszego wieczoru. Tyle emocjami targało teraz przede wszystkim Ashtonem, że trzeba było to w końcu odreagować. Ogar mocno objął chłopaka gładząc jego chude plecy i cicho westchnął. Nadal nie mógł pojąć jakim cudem ten chłopak zawładnął jego sercem w tak prosty sposób, bo Elly był zdolny nawet stracić dla niego życie.
- Wiem, że w całej tej twojej sprawie będę miał mały udział, ale chcę cię wspierać. Gdy będziesz czegoś potrzebował, czegokolwiek to proszę, zawsze zwracaj się do mnie - muzyk wydukał cicho tuż obok ucha swojego chłopaka - A teraz wybacz, ale muszę się upewnić czy nadal mam pracę.
- Nieeee - zawył cicho odchylając głowę z rezygnacją.
Eliott zaśmiał się przyciągając do siebie bruneta i złączył ich usta w czułym pocałunku. Bardzo nie chciał go teraz zostawiać, ale bez pracy będzie mu w życiu jeszcze ciężej. Po kilku dobrych minutach czułości musiał z przykrością oderwać się od czarownika i zmusić go do wstania. Udał się do pokoju po ubrania po drodze pakując też potrzebne rzeczy do torby.
- Skończę pewnie pod wieczór o ile nie będę musiał odpracować. Ty lepiej zajedź do siebie i daj bratu jakiś znak życia. Mój SMS mógł nie wystarczyć - odparł rzucając torbę do drzwi i schylił się po buty - Co do treningów, to czuję się już przygotowany i pewny swoich mocy. Może będziemy mogli w końcu zająć się sobą - dodał stając przy drzwiach i niekontrolowanie przygryzł dolną wargę.
- Co z kluczami? - zapytał Ash nieco czerwieniąc się na twarzy.
- Jak się wyszykujesz to zamknij dom i schowaj je pod wycieraczką. Nie ufam tym ludziom, ale są zbyt głupi, żeby wpaść na taki pomysł - zaśmiał się posyłając chłopakowi niewidzialnego buziaka i wyszedł z mieszkania.
Okropnie nie chciał zostawiać chłopaka i nie był zbytnio przygotowany na dzień w pracy. Wolał go spędzić zupełnie inaczej. Całą drogę słuchał jakiejś rockowej playlisty chcąc nieco się pobudzić, ale i to mało mu dało. Gdy dojechał i zajrzał do sklepu, przy półkach stała jego współpracownica, a jak tylko go zobaczyła od razu niebezpiecznie się do niego zbliżyła.
- Gdzie ty byłeś, co? Przez ciebie podwoili mi godziny pracy, a mimo to twoja wypłata wcale nie przeszła na mnie - warknęła podstawiając blondynowi palec pod sam nos.
- Jeny, kobieto uspokój się już. Przecież to nie koniec świata - Eliott przewrócił oczami i wyminął ją, żeby zostawić swoje rzeczy na zapleczu.
- Może dla ciebie! Ty się sobie zapewne świetnie bawiłeś z jakąś panienką, a ja za ciebie harowałam - burknęła idąc za nim.
- A-a. Z zadziwiająco przystojnym młodzieńcem - uśmiechnął się szeroko poprawiając ją od razu - Oj wybacz mi. Odpracuję swoje, a ty będziesz mogła wziąć sobie wolne. Co ty na to?
- Niestety to nie ty podejmujesz takie decyzje - westchnęła znikając przy półkach z instrumentami - A teraz do roboty!
Godziny pracy dłużyły się potwornie, chociaż trzeba przyznać, że jego koleżanka nieco umiliła mu ten czas. Mieli okazję porozmawiać, razem pograć na instrumentach i powygłupiać się jak małe dzieciaki. Eliott pochwalił się jej nawet gorącymi szczegółami z Ashtonem oczywiście zachowując najważniejsze informacje dla siebie, jako ich mały sekret. Gdy zbliżał się wieczór, ogar miał zostać w sklepie sam jeszcze na dwie godziny i nie bardzo wiedział co wtedy miał ze sobą począć. Pożegnawszy już ciemnowłosą, dorwał się do telefonu w celu odezwania się do Asha, ale zauważył, że nie wpadł na to pierwszy. Chłopak próbował się do niego dodzwonić jakieś 5 razy, co szczerze go zaniepokoiło. Od razu oddzwonił, a gdy ktoś po drugiej stronie odebrał, Elliot od razu się odezwał.
- Ash? Coś się stało? - zapytał z troską czekając na odpowiedź.
W końcu co mogło się stać? Eliott powinien odwieźć go do domu zanim udał się do pracy. Idiota… Idiota!
Ashton? W końcuu!
- Ash… Nic ani nikt nie zmieni moich uczuć do ciebie - odparł odwracając dłoń, żeby spleść ich palce razem - Boje się jedynie, że przeze mnie poniesiesz konsekwencje. Nie wybaczę sobie jeżeli to tobie oberwie się za nasze wspólne sprawy.
- To nic, Elly. Nikt mi ciebie nie odbierze i tego będę się trzymał. Ja również nie dam się im tak łatwo dorwać - uśmiechnął się jakby na siłę chcąc po prostu wprowadzić nieco ciepła w ich rozmowę.
- Proste, że nie - odwzajemnił uśmiech i poczuł jak wielka gula w gardle szybko znika, a spoczywała tam przez całą ich konwersację - Chodź tutaj - dodał pociągając chłopaka w swoją stronę.
Ash powoli wstał, żeby zaraz zasiąść blondynowi na kolanach. Eliott nie mógł wytrzymać dystansu pomiędzy nimi jaki trwał od wczorajszego wieczoru. Tyle emocjami targało teraz przede wszystkim Ashtonem, że trzeba było to w końcu odreagować. Ogar mocno objął chłopaka gładząc jego chude plecy i cicho westchnął. Nadal nie mógł pojąć jakim cudem ten chłopak zawładnął jego sercem w tak prosty sposób, bo Elly był zdolny nawet stracić dla niego życie.
- Wiem, że w całej tej twojej sprawie będę miał mały udział, ale chcę cię wspierać. Gdy będziesz czegoś potrzebował, czegokolwiek to proszę, zawsze zwracaj się do mnie - muzyk wydukał cicho tuż obok ucha swojego chłopaka - A teraz wybacz, ale muszę się upewnić czy nadal mam pracę.
- Nieeee - zawył cicho odchylając głowę z rezygnacją.
Eliott zaśmiał się przyciągając do siebie bruneta i złączył ich usta w czułym pocałunku. Bardzo nie chciał go teraz zostawiać, ale bez pracy będzie mu w życiu jeszcze ciężej. Po kilku dobrych minutach czułości musiał z przykrością oderwać się od czarownika i zmusić go do wstania. Udał się do pokoju po ubrania po drodze pakując też potrzebne rzeczy do torby.
- Skończę pewnie pod wieczór o ile nie będę musiał odpracować. Ty lepiej zajedź do siebie i daj bratu jakiś znak życia. Mój SMS mógł nie wystarczyć - odparł rzucając torbę do drzwi i schylił się po buty - Co do treningów, to czuję się już przygotowany i pewny swoich mocy. Może będziemy mogli w końcu zająć się sobą - dodał stając przy drzwiach i niekontrolowanie przygryzł dolną wargę.
- Co z kluczami? - zapytał Ash nieco czerwieniąc się na twarzy.
- Jak się wyszykujesz to zamknij dom i schowaj je pod wycieraczką. Nie ufam tym ludziom, ale są zbyt głupi, żeby wpaść na taki pomysł - zaśmiał się posyłając chłopakowi niewidzialnego buziaka i wyszedł z mieszkania.
Okropnie nie chciał zostawiać chłopaka i nie był zbytnio przygotowany na dzień w pracy. Wolał go spędzić zupełnie inaczej. Całą drogę słuchał jakiejś rockowej playlisty chcąc nieco się pobudzić, ale i to mało mu dało. Gdy dojechał i zajrzał do sklepu, przy półkach stała jego współpracownica, a jak tylko go zobaczyła od razu niebezpiecznie się do niego zbliżyła.
- Gdzie ty byłeś, co? Przez ciebie podwoili mi godziny pracy, a mimo to twoja wypłata wcale nie przeszła na mnie - warknęła podstawiając blondynowi palec pod sam nos.
- Jeny, kobieto uspokój się już. Przecież to nie koniec świata - Eliott przewrócił oczami i wyminął ją, żeby zostawić swoje rzeczy na zapleczu.
- Może dla ciebie! Ty się sobie zapewne świetnie bawiłeś z jakąś panienką, a ja za ciebie harowałam - burknęła idąc za nim.
- A-a. Z zadziwiająco przystojnym młodzieńcem - uśmiechnął się szeroko poprawiając ją od razu - Oj wybacz mi. Odpracuję swoje, a ty będziesz mogła wziąć sobie wolne. Co ty na to?
- Niestety to nie ty podejmujesz takie decyzje - westchnęła znikając przy półkach z instrumentami - A teraz do roboty!
Godziny pracy dłużyły się potwornie, chociaż trzeba przyznać, że jego koleżanka nieco umiliła mu ten czas. Mieli okazję porozmawiać, razem pograć na instrumentach i powygłupiać się jak małe dzieciaki. Eliott pochwalił się jej nawet gorącymi szczegółami z Ashtonem oczywiście zachowując najważniejsze informacje dla siebie, jako ich mały sekret. Gdy zbliżał się wieczór, ogar miał zostać w sklepie sam jeszcze na dwie godziny i nie bardzo wiedział co wtedy miał ze sobą począć. Pożegnawszy już ciemnowłosą, dorwał się do telefonu w celu odezwania się do Asha, ale zauważył, że nie wpadł na to pierwszy. Chłopak próbował się do niego dodzwonić jakieś 5 razy, co szczerze go zaniepokoiło. Od razu oddzwonił, a gdy ktoś po drugiej stronie odebrał, Elliot od razu się odezwał.
- Ash? Coś się stało? - zapytał z troską czekając na odpowiedź.
W końcu co mogło się stać? Eliott powinien odwieźć go do domu zanim udał się do pracy. Idiota… Idiota!
Ashton? W końcuu!
14.10.2019
Od Ashtona CD Eliotta
Nawet jeśli wieczorem czuł się na tyle dobrze, że zasnął na piersi ukochanego bez większych problemów, to z samego rana sytuacja przyjęła zupełnie inny obrót. Kiedy się rozbudził, zerknął po namyśle na najbliższy sobie zegar w formie tego na wyświetlaczu telefonu, upewniając się, iż ponowne zasypianie tylko minie się z celem. Z racji pory roku, a dokładniej zimy, jaka ponownie przychodziła do nich wielkimi krokami, za oknem widział jedynie ciemne niebo i światło ulicznych lamp. Słońce pewnie wzejdzie dopiero za godzinę, może półtora, więc jedyne, co mu zostało, to ułożyć się na powrót na piersi Eliotta. Ash wsłuchiwał się w ciszy w bicie serca partnera, w głowie układając to, co powie. Czy raczej, ile powie. Nie chce go okłamywać, jednak.. Czy ukrywanie prawdy to kłamanie? Raczej nie. To tylko ostrożne omijanie pewnych tematów. Może powie mu później, kiedy będą oboje bardziej zżyci. Bowiem takie wyznania jak te niszczą związki, nawet te najmocniejsze.
Tego dnia odpuścił sobie poranne modlitwy do bóstw. Uznał, że będzie to nieodpowiednie, można nawet powiedzieć, że taka decyzja byłaby hipokryzją ze strony Crowleya. Cóż, stare zwyczaje niezwykle trudno wychodzą z głowy. Zwłaszcza takie, jak te. Młodzieniec, nie mogąc już dłużej leżeć bezczynnie, jak najciszej wstał z piersi Eliotta, aby później pójść do kuchni. Tam stanął przed lodówką, wodząc spojrzeniem po jej zawartości. Nie była ona tak wypełniona jak ta w je... W domu Mike'a. Wywnioskował, swoją tezę popierając dodatkowo ostatnim przygotowanym przez partnera posiłkiem, że chłopak raczej nie gotował za wiele. Dlatego zapewne ucieszy się ze smacznego śniadania, może to pomoże mu pogodzić się z wyznaniem czarownika.
Ashton wyciągnął jajka oraz kilka kawałków szynki, jakie przy pomocy zaklęcia transmutował w paski bekonu. Znamię na dłoni młodzieńca ponownie rozbłysło, przez co ten przygryzł na chwilę wargi. Dopiero kiedy udało się opanować mu nagły wypływ mocy, powrócił już do niemagicznego gotowania, ze skupieniem przygotowując jajecznicę oraz mięso. I widocznie sam zapach miał w sobie jakieś zdolności rozbudzające, bowiem podczas przekładania jednej z porcji na talerz Ash usłyszał odgłos pociągania nosem, jaki dobiegł gdzieś z okolicy salonu. Chłopak uśmiechnął się delikatnie z tego powodu i wtulił policzek w ciemnego goblina, jaki postanowił w międzyczasie zeskoczyć na jego barki.
— Nasz śpioch się obudził, La Llorona — powiedział cicho do swego chowańca, obserwując, jak po pewnej chwili Cartier, nadal rozespany, zjawia się w kuchni. Gdy jego opętany snem umysł pojął, co się przed nim znajduje, ogar uniósł kąciki ust, objął młodzieńca w pasie i oparł podbródek na wolnym ramieniu, zmuszając La Lloronę do zeskoczenia na stół.
— Co tam gotujesz? Oh, to mięso..?
— I jajecznica. Aby ci się poziom białek wyrównał po tych wszystkich treningach — Czarownik pocałował szybko jasnowłosego w policzek, po czym zsunął paski bekonu na ostatni żółty jajeczny pagórek — Weź swoją porcję i chodź do stołu.
Nie zdziwił się, gdy Eliott go nie posłuchał. Zobaczył, jak ten kiedy tylko pochwycił widelec, od razu sięgnął nim po twardy kawałek mięsa. Crowley przewrócił lekko oczami, a następnie odebrał mu talerz, aby postawić go naprzeciwko swego.
Chwilę jedli w ciszy. Ashton spokojnie, zważając na każdy kęs, jakby nie ufał samemu sobie w tej kwestii, Cartier - z zapałem. Zapewne zgłodniał przez nerwy, pomyślał młodzieniec, odkładając widelec obok na wpół pełnego talerza.
— Prosiłeś mnie wczoraj o wyjaśnienia — zaczął nieco niepewnie, od razu odwracając wzrok w stronę okna. Nie zniósłby kontaktu wzrokowego z Elly'm w takim momencie — Postaram się, aby to nie było chaotyczne.
Odetchnął ciężko. Dzięki odbiciu ujrzał, że ogar także odkłada sztućce i opiera podbródek na dłoniach, wcześniej kiwając lekko głową, aby kontynuował.
— Kiedy przyjechałem po raz pierwszy do miasta, byłem, mimo wszystko, zagubiony w tych całych magicznych sprawach. Wiedziałem tylko tyle, ile nauczyłem się z ksiąg mojego pradziada, Aleistera Crowleya. Był niezwykle biegły w magicznych sztuczkach, dokonał rzeczy, o którym wielu się nawet nie śniło — Brunet odetchnął cicho — Ale to opowieść na inny dzień. Najważniejsze z tego, co musisz wiedzieć, to to, że mój ród jest niezwykle szanowany w naszym czarnomagicznym społeczeństwie. Dlatego kiedy dowiedziano się o moim przybyciu, szybko zaproponowano mi wstąpienie do Sabatu Północnego, prowadzonego wtedy przez Salazara Moonpeaka. Jako młody dzieciak, piętnastoletni maksymalnie, przyjąłem tę propozycję, co miałem zrobić? Nigdy nie byłem w sabacie, a wiedziałem, że dzięki temu uzyskam większą moc. Czego mógł więcej aspirujący czarownik chcieć, hah... I było tak. Byłem silniejszy. Poznałem znakomitych czarowników i czarownice, poszerzyłem swoją wiedzę o Demonicznych Arkanach, nawiązałem kontakty... Dopiero po kilkunastu miesiącach zorientowałem się, że przez cały ten czas mnie i dwóm innym rekrutom z tego okresu prano mózgi. Po prostu. To nie był sabat, to był kult w pełnym tego słowa znaczeniu. Kontrolowano każdą chwilę naszego życia. Wypalano na nas żelazem i ogniem zasady, jakie musieliśmy przestrzegać.. To — Ashton uniósł lewą dłoń ze lśniącym znamieniem — wyryto w moim ciele, gdy miałem szesnaście lat w ramach jakiegoś chorego obrzędu. Na oczach wszystkich członków. Patrzyli na to..
Ash poczuł, jak dygocze. Odruchowo podciągnął kolana pod brodę, zaciskając palce na materiale dresów. Eliott wyciągnął dłoń w kierunku ramienia czarownika, lecz kiedy dostrzegł niebieskie iskierki na skórze partnera, zawahał się, ostatecznie kładąc rękę na stole, jakby chciał zasugerować, aby Crowley chwycił ją, gdy będzie gotowy.
— Wytrzymałem tam jeszcze dwa lata. Mimo wszystko, Aleister, który jest ze mną połączony jakąś duchową więzią, mówił, abym po prostu wziął się w garść. Żebym zacisnął zęby, droga ku potędze jest wyłożona wyrzeczeniami...
— Ale nie takimi — wtrącił się cicho ogar. Brunet przytaknął mu.
— Nie takimi.. Wiedziałem, że nie mogłem opuścić tego sabatu sam z siebie. Nie pozwolono by mi.. Dlatego musiałem złamać jakąś z głównych zasad — Ashton zacisnął powieki i zęby, aby nie dodać nic więcej — Od tego momentu jestem Splugawionym. Kimś, na kim Czarne Konklawe przeprowadziło dochodzenie i proces. Ze względu na nazwisko nie została mi odebrana moc, ale nie mogę powrócić do Sabatu Północnego jako członek. Nie mogę pobierać u nikogo nauk, żaden czarownik nie może mnie przyjąć do swojego domu, nakarmić, opatrzeć. O ile nie Mroczny Pan mnie nie oczyści. A dzieje się tak, gdy zostaje się Wysokim Kapłanem.
— Dlatego chcesz przejąć władzę w tym ... No. Wiesz?
— Sabacie, tak. Ale to drugorzędny cel. Chcę po prostu uchronić innych adeptów przed tym, co nas spotkało. Wiem, że jeśli któryś z popleczników tamtego idioty, do Piekła z nim, zgarnie tę posadę przede mną, to cały proces łamania jednostek nigdy nie skończy. Nie mogę do tego dopuścić — Młodzieniec podniósł lewą dłoń na wysokość swych oczu i powiódł palcem po bliźnie — Ukrywałem to zaklęciami. Nie chciałem na to patrzeć. Teraz jednak myślę, że jestem gotowy użyć mocy, jaką posiadam do nieco wyższych celów. Do stworzenia lepszego świata dla takich jak ja. Dla nas, Eliott — Crowley zmusił się do spojrzenia na partnera — W naszym społeczeństwie miłość jest zakazana. Nie istnieje. Jesteśmy zwykłymi hedonistami, którzy żyją z dnia na dzień, których obchodzą tylko comiesięczne orgie ku czci bóstw, za którymi nic się nie kryje. Dlatego sam fakt, że jestem w stanie kogoś pokochać miłością prawdziwą, czystą, najpiękniejszą... Agape.. Czyni mnie odmieńcem. Chciałbym to zmienić. Abyśmy mogli być razem bez strachu o to, czy ktoś nie zapuka do drzwi domu i nie wywlecze nas bogowie wiedzą gdzie. Chcę, abyś to wiedział. Że związek ze mną może być niebezpieczny. Chcę, abyś podjął świadomie decyzję, Elly — Dopiero wtedy Ash nakrył ręką dłoń ukochanego, patrząc mu głęboko w oczy — Czy nadal jesteś gotowy mnie kochać?
Eliott?
12.10.2019
Od Eliotta CD Ashtona
Ogar podczas całego zajścia ledwo utrzymywał przy sobie psa, który w strachu wyrywał się i skomlał. Sam Eliott najchętniej by uciekł, ale przeważyło jego uczucie i chęć pomocy. Zupełnie nie wiedział co dzieje się z Ashtonem, ani co dokładnie ma zrobić, bo przecież moc, którą operował mogła zrobić muzykowi krzywdę. Ten postanowił jednak zaryzykować i zbliżył się wykrzykując imię czarownika i zacisnął mu palce na ramieniu w czuły sposób, jakby chciał mu pokazać, że go wspiera i jest blisko. To na szczęście wystarczyło, żeby Ash się uspokoił, a dziwna siła jaka nim zawładnęła nieco osłabła, aż w końcu opadła. Wszędzie dookoła nastała cisza, pies na szczęście się uspokoił, ale młodszy był w niezłym szoku. Nie zdołał nawet odwzajemnić uścisku Eliotta, ale nie przeszkadzało mu to. Postanowił wziąć go na ręce niczym pan młody swoją nową małżonkę i zanieść spowrotem do swojego mieszkania gdzie będą bezpieczniejsi. Nie było pewności, że dziwny znajomy Asha nie powróci i nie zrobi czegoś gorszego. Elly wydobył z ciała nieco ciepła, żeby ogrzać chłopaka, który nadal zszokowany z kamienną miną wgapiał się w wybrany przez siebie punkt naprzeciwko. Gdy starszy wniósł już bruneta po schodach do swojego mieszkania, posadził go na kanapie i zdjął mu buty odstawiając je przy swoich pod drzwiami. Nawet Rhino był zmartwiony postawą nowego przyjaciela, więc wskoczył na poduszki obok Asha i przylgnął do niego bokiem układając się w ciszy. Gospodarz z początku zupełnie nie wiedział co ma zrobić, żeby otrzymać od chłopaka jakąkolwiek odpowiedź. Z drugiej strony nie chciał go też obsypywać pytaniami, ale długo tak nie wytrzyma. Postanowił więc w między czasie zaparzyć herbatę, z którą dosiadł się do ukochanego obejmując go niepewnie ramieniem.
- W porządku? Masz, rozgrzeje cię - zapytał troskliwym głosem i podsunął mu pod nos kubek z parującym napojem.
- Dziękuję, Eliott - odparł tylko cicho, po czym wziął łyk herbaty i ułożył głowę na ramieniu starszego.
- Odpocznij trochę. Ja posiedzę i ciebie popilnuję - odparł z lekkim i dość wymuszonym uśmiechem, gdyż był zbyt zmartwiony żeby szczerze się cieszyć.
Ash już nic nie odpowiedział tylko wypił do połowy herbatę i ułożył się wygodnie. Przez kilka chwil leżał z otwartymi oczyma, które jakimś czasie przymknął i prawdopodobnie zasnął. Eliott usiadł mu w nogach i przesunął powoli rękę w stronę jego kieszeni od spodni. Wysunął z niej telefon chłopaka, w którym wyszukał numer do jego starszego brata. Przecież trzeba było go poinformować. Eliott i tak prawdopodobnie nie zrobił na nim dobrego wrażenia, więc wolał mu bardziej nie podpaść. Wystukał wiadomość:
~ Nocuję dzisiaj u kolegi, więc nie martw się o mnie. Słodkich snów, braciszku.
Wysłał i odłożył komórkę na stolik po czym odwrócił się do czarownika. Nasunął koc pod samą jego szyję i nachylił się ostrożnie, żeby ucałować go w czoło i nos. Odsunął się, ale nie mógł oderwać wzroku od twarzy ukochanego. Nadal malował się na niej nikły niepokój, ale widać było, że Ashowi potrzeba chwili regeneracji. Eliott obserwował jak kosmyki jego ciemnych włosów opadają mu na twarz i podwiewają lekko do góry, gdy ten oddycha. W ten sposób minęła godzina jak nie krócej i Ash w końcu otworzył zmęczone powieki. Nie wypoczął jeszcze wystarczająco, ale najwidoczniej tyle wystarczyło. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, gdzie właściwie przebywa i gdy to zrozumiał, zerwał się szukając telefonu w kieszeni.
- Muszę iść, Mike się będzie martwił - powiedział szybko będąc gotowym już wstać.
- Spokojnie, napisałem już do niego, że zostajesz na noc - uspokoił go Eliott podając mu telefon ze stolika - Nie pozwolę ci wracać o tej porze, zwłaszcza po tym co się stało.
- Słodkich snów braciszku? - ciemnowłosy skrzywił dziwnie brwi, gdy odczytał treść wiadomości.
- No co? Nie tak się pisze do brata? - przechylił lekko głowę i wydawało mu się, że w wiadomości nie było nic złego.
- A ty piszesz w ten sposób z bratem? - zapytał z lekkim uśmiechem, który już dawno tam nie widniał.
- Ja z nim nie rozmawiam - spoważniał na moment odwracając obojętny wzrok.
Po tych słowach nastała cisza, gdyż Ashton zapewne nie wiedział co powiedzieć, a Eliott nic już mówić na ten temat nie chciał. Zamiast tego gospodarz podniósł się z kanapy i wysunął rękę do czarownika proponując mu coś na zmianę do spania w jego szafie. Młodszy podał dłoń ogarowi i wstał, żeby udać się do szafy i coś sobie wybrać, po czym odwiedził łazienkę żeby się umyć i przebrać. Muzyk w tym czasie też się przebrał i położył na kanapie zaglądając do telefonu. Było już całkiem późno, a w jego skrzynce nie widniała żadna wiadomość. No tak, bo od kogo mógł się jakiejś spodziewać. Na pewno nie od brata czy ojca. Westchnął cicho odkładając telefon na podłogę w momencie, gdy Ash wyszedł z łazienki. Przebrał się w jego T-shirt i dresy i powolnym krokiem zbliżał się do Eliotta. Ogar nie był przygotowany na ruch ciemnowłosego, który ze zmęczenia opadł na jego klatkę piersiową.
- Na miłość boską, Ash - zaśmiał się ciężko i położył ręce na jego plecach po chwili powoli je masując.
- Wiem, że nie masz pojęcia co się stało, ale pozwól wytłumaczyć mi to z samego rana - odparł cicho układając brodę na jego piersi i smutno spojrzał mu w oczy.
- Nie ma sprawy. Już się tym nie przejmuj - podniósł głowę, żeby długo pocałować chłopaka w ciepłe usta i nakrył ich kocami.
Dłonią zmierzwił wilgotne jeszcze włosy chłopaka i przytulił go do siebie jakby w obawie, że w nocy ktoś mu go odbierze lub skrzywdzi.
- Dobranoc, Ashie - szepnął wzdychając zmartwiony.
Ash? c:
- W porządku? Masz, rozgrzeje cię - zapytał troskliwym głosem i podsunął mu pod nos kubek z parującym napojem.
- Dziękuję, Eliott - odparł tylko cicho, po czym wziął łyk herbaty i ułożył głowę na ramieniu starszego.
- Odpocznij trochę. Ja posiedzę i ciebie popilnuję - odparł z lekkim i dość wymuszonym uśmiechem, gdyż był zbyt zmartwiony żeby szczerze się cieszyć.
Ash już nic nie odpowiedział tylko wypił do połowy herbatę i ułożył się wygodnie. Przez kilka chwil leżał z otwartymi oczyma, które jakimś czasie przymknął i prawdopodobnie zasnął. Eliott usiadł mu w nogach i przesunął powoli rękę w stronę jego kieszeni od spodni. Wysunął z niej telefon chłopaka, w którym wyszukał numer do jego starszego brata. Przecież trzeba było go poinformować. Eliott i tak prawdopodobnie nie zrobił na nim dobrego wrażenia, więc wolał mu bardziej nie podpaść. Wystukał wiadomość:
~ Nocuję dzisiaj u kolegi, więc nie martw się o mnie. Słodkich snów, braciszku.
Wysłał i odłożył komórkę na stolik po czym odwrócił się do czarownika. Nasunął koc pod samą jego szyję i nachylił się ostrożnie, żeby ucałować go w czoło i nos. Odsunął się, ale nie mógł oderwać wzroku od twarzy ukochanego. Nadal malował się na niej nikły niepokój, ale widać było, że Ashowi potrzeba chwili regeneracji. Eliott obserwował jak kosmyki jego ciemnych włosów opadają mu na twarz i podwiewają lekko do góry, gdy ten oddycha. W ten sposób minęła godzina jak nie krócej i Ash w końcu otworzył zmęczone powieki. Nie wypoczął jeszcze wystarczająco, ale najwidoczniej tyle wystarczyło. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, gdzie właściwie przebywa i gdy to zrozumiał, zerwał się szukając telefonu w kieszeni.
- Muszę iść, Mike się będzie martwił - powiedział szybko będąc gotowym już wstać.
- Spokojnie, napisałem już do niego, że zostajesz na noc - uspokoił go Eliott podając mu telefon ze stolika - Nie pozwolę ci wracać o tej porze, zwłaszcza po tym co się stało.
- Słodkich snów braciszku? - ciemnowłosy skrzywił dziwnie brwi, gdy odczytał treść wiadomości.
- No co? Nie tak się pisze do brata? - przechylił lekko głowę i wydawało mu się, że w wiadomości nie było nic złego.
- A ty piszesz w ten sposób z bratem? - zapytał z lekkim uśmiechem, który już dawno tam nie widniał.
- Ja z nim nie rozmawiam - spoważniał na moment odwracając obojętny wzrok.
Po tych słowach nastała cisza, gdyż Ashton zapewne nie wiedział co powiedzieć, a Eliott nic już mówić na ten temat nie chciał. Zamiast tego gospodarz podniósł się z kanapy i wysunął rękę do czarownika proponując mu coś na zmianę do spania w jego szafie. Młodszy podał dłoń ogarowi i wstał, żeby udać się do szafy i coś sobie wybrać, po czym odwiedził łazienkę żeby się umyć i przebrać. Muzyk w tym czasie też się przebrał i położył na kanapie zaglądając do telefonu. Było już całkiem późno, a w jego skrzynce nie widniała żadna wiadomość. No tak, bo od kogo mógł się jakiejś spodziewać. Na pewno nie od brata czy ojca. Westchnął cicho odkładając telefon na podłogę w momencie, gdy Ash wyszedł z łazienki. Przebrał się w jego T-shirt i dresy i powolnym krokiem zbliżał się do Eliotta. Ogar nie był przygotowany na ruch ciemnowłosego, który ze zmęczenia opadł na jego klatkę piersiową.
- Na miłość boską, Ash - zaśmiał się ciężko i położył ręce na jego plecach po chwili powoli je masując.
- Wiem, że nie masz pojęcia co się stało, ale pozwól wytłumaczyć mi to z samego rana - odparł cicho układając brodę na jego piersi i smutno spojrzał mu w oczy.
- Nie ma sprawy. Już się tym nie przejmuj - podniósł głowę, żeby długo pocałować chłopaka w ciepłe usta i nakrył ich kocami.
Dłonią zmierzwił wilgotne jeszcze włosy chłopaka i przytulił go do siebie jakby w obawie, że w nocy ktoś mu go odbierze lub skrzywdzi.
- Dobranoc, Ashie - szepnął wzdychając zmartwiony.
Ash? c:
4.10.2019
Od Ashtona CD Eliotta
Czarownik zatrzymał się nagle na ścieżce, kiedy słowa Eliotta wywołały u niego falę lodowatych dreszczy na całym ciele. Obejrzał się szybko na partnera, jakby chciał odnaleźć na jego obliczu znak, iż ten kłamie, że w nieco nieprzyjemny sposób postanawia zażartować z Asha. Młodzieniec jednak niczego takiego dostrzegł. Nawet jeśli, smutek bijący z oczu ukochanego zakrył jakiekolwiek inne sygnały, jakie mógł niewerbalnie wysyłać w stronę bruneta.
Naprawdę myślał, że Ashton zostawiłby go? Że wykorzystałby go jako zabawkę i porzucił gdzieś w kącie na poczet nowego obiektu zainteresowań? Że mógłby go okłamać?
Pomyślał przelotnie, niezwykle samolubnie, iż musiało to być znakiem jakże niskiego myślenia Cartiera na temat osoby chłopaka. Przecież powinien mu ufać. Powinien go kochać mimo wszystko, wiedział, że Crowley darzy takim uczuciem tylko jego. Nikogo innego. Przez krótką chwilę Ash chciał nawet odnieść się do tego. Kiedy jednak powoli zbliżył się do muzyka, aby złapać go za dłonie, spojrzał mu ponownie w oczy. Chodziło o coś innego. Czuł to w ten obcy nadal dla młodzieńca sposób, zwany dalej empatią. Z tego, co wiedział, ogar stracił najbliższą mu osobę. Nie wiedział kiedy, może po prostu przegapił tę informację. Nie zmieniało to faktu, iż problem tkwił w doświadczeniach partnera, w przeszłości, która rozpościerała swą bolesną aurę nawet teraz, na nowe dni, jakie miały nadejść.
— Elly — Czarownik zniżył głos do szeptu, po czym objął zimne od wiejącego wiatru dłonie towarzysza w swoje. Nieświadomie począł głaskać ich wierzch kciukami, jakby chciał nieco rozgrzać Eliotta — Dlaczego miałbym cię zostawić? Kocham cię. Naprawdę. Szczerze. Całym sobą.
— Wiem. Mówiłeś mi — Muzyk wciął się mu w zdanie, wyraźnie przestając panować nad emocjami. Głos zadrżał mu, jakby powstrzymywał się przed nagłym wybuchem. Zęby zacisnęły się na wardze, a paznokcie wbiły się w skórę Ashtona, kiedy palce złapały te jego. Blondyn nadal unikał kontaktu wzrokowego. Mimo, że czarownik wolałby odczytywać go dokładniej w ten sposób, tylko zbliżył się do młodzieńca na tyle, aby czuć ciepło bijące od jego piersi — Ale co jeśli.. Jeśli zmienisz zdanie? Jeśli coś ci się odwidzi, to przecież szczeniacka miłość, ha.. Głupia miłość — Cartier zaśmiał się krótko, chociaż na próżno było tam odnaleźć jakikolwiek cień radości — Możesz mieć każdego. Dosłownie każdego. A wybrałeś mnie. Starego kolesia z psem, który nie potrafi ułożyć sobie nawet własnego życia.
— Może widzę w tobie coś, czego ty nie widzisz? — Ash złożył długi pocałunek na czole ogara — Jesteś dla mnie ważny. Masz w sobie wszystko to, o co bym mógł chcieć w mężczyźnie. Czuję się przy tobie bezpiecznie. Pewnie. Czuję się kochany. Tak, kiedyś próbowałem kogoś znaleźć.. Kogokolwiek, kiedy hormony uderzały do głowy.. Lecz nikt nie był odpowiedni. Ty za to? Jesteś idealny. Jesteś moim perfekcyjnym płomyczkiem.
Nie był pewien, czy Eliott zrozumiał, co chciał mu przekazać. Wszystkie słowa, które chciał wypowiedzieć, zdawały się być nieodpowiednie w tej chwili, gdy powinien okazać się z najbardziej surowej strony. Tej bez żadnych masek i bez odgrywania ról. Bez przyjmowania persony, jaką wykreował. Żywy, odarty z całej otoczki.
Jednak nie mógł.
Rola, jaką na siebie wziął, przywarła do niego przez te wszystkie lata na tyle mocno, że nawet teraz nie był w stanie jej odrzucić. Zabolało to młodzieńca w głębi serca. Zapewne nawet rozpłakałby się żałośnie przed ogarem, gdyby nie gest z jego strony. Nawet jeśli był delikatny, prawie niezauważalny, w chwili gdy Ash poczuł muśnięcie na policzku i oddech muzyka, momentalnie rozluźnił się, a przynajmniej na tyle, ile był w stanie. Podniósł nawet wzrok na teraz wyprostowanego blondyna. Po szybkim pocałunku w usta oboje wstali. Mimo to, wydawało się czarownikowi, iż jego towarzysz unika nawiązywania bezpośredniego kontaktu wzrokowego.
— A więc.. Zaczynamy, tak?
Skinął tylko delikatnie głową w odpowiedzi.
***
Kiedy skończyli zaplanowany trening, słońce już zniknęło za horyzontem, zmuszając czarownika do przywołania tańczących i migoczących kulek energii, jakie zaczęły wokół nich lewitować, rzucając trochę ciepłego światła na okolice wokół nich. Bowiem żaden nie chciał przewrócić się na samotnym korzeniu i upaść twarzą kto wie gdzie, było to pewne. Ash szybko oplótł ramię ukochanego swoim, przywierając do boku towarzysza, głównie po to, aby ogrzać się przy pomocy jego nadal gorącego ciała. Nim wyruszyli w powrotną drogę, rozmawiali jeszcze chwilę na temat efektów ich dzisiejszej pracy. Nagle Crowley podniósł głowę i rozejrzał się wokół. Widząc to, Cartier uniósł delikatnie brwi.
— To Rhino. Nie bój się — Na potwierdzenie swych słów, ogar zagwizdał krótko, przez co oboje usłyszeli odgłos przedzierania się przez trawę oraz psie dyszenie. Lecz to nie było to. Adept uniósł ku górze jeden palec i machnął nim w kierunku, z którego miał wrażenie, że dociera do niego nieprzyjemne wrażenie bycia obserwowanym. Jedna z kul zawirowała pospiesznie, aby później ze świstem przeszyć powietrze. Pomarańczowa łuna oświetliła okoliczne pnie drzew, zostawiając za sobą delikatną smugę, która skończyła się w chwili, gdy płomień zatrzymał się między palcami stojącego w pewnej odległości człowieka. Nim ogień zniknął, pochłonięty przez ciemną masę, jaka wydobyła się ze znamienia na dłoni nieznajomego, czarownik dostrzegł znany mu już ubiór, w głównej mierze składający się z czarnych elementów ubioru, ciemnofioletowej kamizelki oraz brudnogranatowego płaszcza, obszytego srebrną jak promienie księżyca nicią. Niczego więcej nie potrzebował.
— Kto..? Jak? Jak się tam znalazł? — Eliott odruchowo zaczął przesuwać młodszego partnera za siebie, lecz Ash powstrzymał go przed tym.
— Czarownicy mają swoje sposoby na pozostanie niezauważonym, tak samo jak na pojawianie się w najmniej spodziewanych miejscach.
— A więc.. To twój znajomy? — Brunet wyczuł w głosie ukochanego nutę wskazującą na to, iż trapiące go również wcześniej sprawy powracają. Złapał go mocniej za rękę.
— Nawet nie wiesz, jak się mylisz.
Łamiesz nie tylko zasady sabatu, ale także naszego całego społeczeństwa. A wyglądasz tak niepozornie. Nazwisko takie jak twoje widocznie zobowiązuje, czyż nie, Crowley?
Młodzieniec skrzywił się. Nigdy nie lubił, kiedy ktoś wdzierał się w taki sposób do jego nieprzygotowanego umysłu. Zawsze towarzyszyło temu nieprzyjemne uczucie odnóg, zaciskających się na jego głowie. Czuł się bezbronny i pozbawiony jakiejkolwiek prywatności.
Nie jestem zainteresowany rozmową.
Bo nie był. Już od kilku miesięcy. Od momentu, gdy opuścił sabat Moonpeaka, wybierając ścieżkę samotnika, gdy powiedziano mu, żeby nie wracał. Część jednak osób nie zgadzała się z ówczesnym Kapłanem i jego decyzją o wygnaniu młodzieńca, zamiast podjęcia poważniejszych kroków. I nawet jeśli Ashton nie widział oblicza przybysza, wiedział, że ma do czynienia z Vesem. Będąc dokładnym, pełne imię czarownika brzmiało Ronan Vesperum, który według plotek był efektem cudzołożenia przywódcy z jedną z czarownic. Z racji tego, że nikt nie przyznał się do porzuconego w głównej sali niemowlęcia, nadano mu nazwisko, jakie uzyskują wszystkie dzieci o nieznanych danych, tudzież bękarty. A jako że Crowley posiada personę istoty złośliwej, postanowił zwracać się do rówieśnika mianem dlań niemiłym. Być może to przez to Ronan stał się takim zażartym przeciwnikiem młodego dziedzica magicznego rodu.
Wiesz, co się stanie, jak Konklawe się dowie o tym, co robisz? O tym, co zrobiłeś? Dusza Salazara już trafiła do Mrocznego Pana... Zgadnij, po kogo przyjdą w sprawie Fiony?
Przyszedłeś mi mówić o rzeczach, które wiem czy naprawdę nie masz co robić, że mnie śledzisz? Ułożyłem sobie życie, wyobraź sobie. Nie potrzebowałem was do tego. Nie wrócę do was, abyście mnie ukarali, skoro nie ma Kapłana. Nie, jeśli mam wrócić, to na pewno nie jako byle członek.
Ashton pociągnął dłoń Eliotta w stronę drogi. Młodzieniec, do tego momentu obserwujący ze zdziwieniem niemą wymianę słów między czarownikami, bez protestów pozwolił na to towarzyszowi.
— Nie oglądaj się, nie zatrzymuj. — poinformował go cichym głosem Crowley, przedzierając się przez chaszcze. Korzystając z okazji, że Rhino znalazł się przy jego nodze, muzyk wziął psa na smycz. Pokiwał następnie głową na znak, iż przyjął do wiadomości słowa chłopaka. Ash nie musiał się oglądać, aby wiedzieć, jak trudne to musi być dla blondyna. Gdy wyszli na ubity teren, chciał mu nawet podziękować za posłuszeństwo pocałunkiem, kiedy to poczuł za swymi plecami powiew powietrza.
Ah, mówiąc o wyborach.. Ja właśnie też w tej sprawie. Pozwól mi tylko najpierw..
— Nie zbliżaj się! — Pełen złości krzyk czarownika rozszedł się echem po lesie. Adept wyprostował lewą rękę w kierunku, gdzie wiła się ciężka ciemność. Zasklepiona już rana otworzyła się ponownie, a granatowa energia opuściła wyryte przed laty szczeliny. Języki magii oplotły palce czarownika, po czym posnuły się po ramieniu młodzieńca aż na jego barki, wkrótce rozświetlając całą sylwetkę Crowleya nadnaturalną aurą. Ogar odruchowo cofnął się, trzymając z całej siły szarpiącego się Rhino. Widząc, jak uniesiona dłoń dygocze, akolita złapał się drugą ręką za nadgarstek. Ciemne okręgi rozświetliły jego tęczówki, kiedy cała zebrana w młodzieńcu moc zaczęła opętywać ciało.
Ronan zmaterializował się w miejscu zbierającej się ciemności, z wyraźnym szokiem na twarzy obserwując czarownika. Widać było wyraźnie, iż do takich widoków przyzwyczajony nie był. Do tego stopnia, że wpatrywał się w świetlistą otoczkę w takim skupieniu, iż nie usłyszał kolejnego ostrzeżenia, które padło z ust czarownika. Ledwie parę chwil potem wiązka energii wystrzeliła ze znamienia wprost w pierś młodzieńca. Pełen cierpienia wrzask płonącego błękitnym ogniem człowieka zdawał się nie mieć wpływu na adepta. Dopiero w chwili, gdy usłyszał znajomy głos i ktoś odważył się dotknąć jego ramienia, zamrugał kilkukrotnie, jakby wychodząc z transu. Spojrzał na rozmazaną twarz, którą rozpoznał tylko dzięki znanemu tonowi. Nieświadomie zarejestrował jak energia powraca przez ranę w dłoni do jego ciała.
— E-Eliott — wyjąkał cicho, nie mogąc ułożyć logicznego zdania. Całokształt sytuacji nadal do niego nie docierał w pełni, lecz elementy, jakie pojmował, dostatecznie przeraziły młodzieńca, który zadygotał w miejscu — To nie tak.. To nie powinno.. Bogowie, to niemożliwe..— Ashton obejrzał dłonie, jakby nagle zaczęły należeć do kogoś innego. Posłusznie pozwolił się objąć partnerowi, nie odwzajemniając jednak uścisku. Stał po prostu tam jak słup soli, drżąc i dysząc w stanie zupełnego szoku.
Eliott?
1567 słów, y'all.
Naprawdę myślał, że Ashton zostawiłby go? Że wykorzystałby go jako zabawkę i porzucił gdzieś w kącie na poczet nowego obiektu zainteresowań? Że mógłby go okłamać?
Pomyślał przelotnie, niezwykle samolubnie, iż musiało to być znakiem jakże niskiego myślenia Cartiera na temat osoby chłopaka. Przecież powinien mu ufać. Powinien go kochać mimo wszystko, wiedział, że Crowley darzy takim uczuciem tylko jego. Nikogo innego. Przez krótką chwilę Ash chciał nawet odnieść się do tego. Kiedy jednak powoli zbliżył się do muzyka, aby złapać go za dłonie, spojrzał mu ponownie w oczy. Chodziło o coś innego. Czuł to w ten obcy nadal dla młodzieńca sposób, zwany dalej empatią. Z tego, co wiedział, ogar stracił najbliższą mu osobę. Nie wiedział kiedy, może po prostu przegapił tę informację. Nie zmieniało to faktu, iż problem tkwił w doświadczeniach partnera, w przeszłości, która rozpościerała swą bolesną aurę nawet teraz, na nowe dni, jakie miały nadejść.
— Elly — Czarownik zniżył głos do szeptu, po czym objął zimne od wiejącego wiatru dłonie towarzysza w swoje. Nieświadomie począł głaskać ich wierzch kciukami, jakby chciał nieco rozgrzać Eliotta — Dlaczego miałbym cię zostawić? Kocham cię. Naprawdę. Szczerze. Całym sobą.
— Wiem. Mówiłeś mi — Muzyk wciął się mu w zdanie, wyraźnie przestając panować nad emocjami. Głos zadrżał mu, jakby powstrzymywał się przed nagłym wybuchem. Zęby zacisnęły się na wardze, a paznokcie wbiły się w skórę Ashtona, kiedy palce złapały te jego. Blondyn nadal unikał kontaktu wzrokowego. Mimo, że czarownik wolałby odczytywać go dokładniej w ten sposób, tylko zbliżył się do młodzieńca na tyle, aby czuć ciepło bijące od jego piersi — Ale co jeśli.. Jeśli zmienisz zdanie? Jeśli coś ci się odwidzi, to przecież szczeniacka miłość, ha.. Głupia miłość — Cartier zaśmiał się krótko, chociaż na próżno było tam odnaleźć jakikolwiek cień radości — Możesz mieć każdego. Dosłownie każdego. A wybrałeś mnie. Starego kolesia z psem, który nie potrafi ułożyć sobie nawet własnego życia.
— Może widzę w tobie coś, czego ty nie widzisz? — Ash złożył długi pocałunek na czole ogara — Jesteś dla mnie ważny. Masz w sobie wszystko to, o co bym mógł chcieć w mężczyźnie. Czuję się przy tobie bezpiecznie. Pewnie. Czuję się kochany. Tak, kiedyś próbowałem kogoś znaleźć.. Kogokolwiek, kiedy hormony uderzały do głowy.. Lecz nikt nie był odpowiedni. Ty za to? Jesteś idealny. Jesteś moim perfekcyjnym płomyczkiem.
Nie był pewien, czy Eliott zrozumiał, co chciał mu przekazać. Wszystkie słowa, które chciał wypowiedzieć, zdawały się być nieodpowiednie w tej chwili, gdy powinien okazać się z najbardziej surowej strony. Tej bez żadnych masek i bez odgrywania ról. Bez przyjmowania persony, jaką wykreował. Żywy, odarty z całej otoczki.
Jednak nie mógł.
Rola, jaką na siebie wziął, przywarła do niego przez te wszystkie lata na tyle mocno, że nawet teraz nie był w stanie jej odrzucić. Zabolało to młodzieńca w głębi serca. Zapewne nawet rozpłakałby się żałośnie przed ogarem, gdyby nie gest z jego strony. Nawet jeśli był delikatny, prawie niezauważalny, w chwili gdy Ash poczuł muśnięcie na policzku i oddech muzyka, momentalnie rozluźnił się, a przynajmniej na tyle, ile był w stanie. Podniósł nawet wzrok na teraz wyprostowanego blondyna. Po szybkim pocałunku w usta oboje wstali. Mimo to, wydawało się czarownikowi, iż jego towarzysz unika nawiązywania bezpośredniego kontaktu wzrokowego.
— A więc.. Zaczynamy, tak?
Skinął tylko delikatnie głową w odpowiedzi.
***
Kiedy skończyli zaplanowany trening, słońce już zniknęło za horyzontem, zmuszając czarownika do przywołania tańczących i migoczących kulek energii, jakie zaczęły wokół nich lewitować, rzucając trochę ciepłego światła na okolice wokół nich. Bowiem żaden nie chciał przewrócić się na samotnym korzeniu i upaść twarzą kto wie gdzie, było to pewne. Ash szybko oplótł ramię ukochanego swoim, przywierając do boku towarzysza, głównie po to, aby ogrzać się przy pomocy jego nadal gorącego ciała. Nim wyruszyli w powrotną drogę, rozmawiali jeszcze chwilę na temat efektów ich dzisiejszej pracy. Nagle Crowley podniósł głowę i rozejrzał się wokół. Widząc to, Cartier uniósł delikatnie brwi.
— To Rhino. Nie bój się — Na potwierdzenie swych słów, ogar zagwizdał krótko, przez co oboje usłyszeli odgłos przedzierania się przez trawę oraz psie dyszenie. Lecz to nie było to. Adept uniósł ku górze jeden palec i machnął nim w kierunku, z którego miał wrażenie, że dociera do niego nieprzyjemne wrażenie bycia obserwowanym. Jedna z kul zawirowała pospiesznie, aby później ze świstem przeszyć powietrze. Pomarańczowa łuna oświetliła okoliczne pnie drzew, zostawiając za sobą delikatną smugę, która skończyła się w chwili, gdy płomień zatrzymał się między palcami stojącego w pewnej odległości człowieka. Nim ogień zniknął, pochłonięty przez ciemną masę, jaka wydobyła się ze znamienia na dłoni nieznajomego, czarownik dostrzegł znany mu już ubiór, w głównej mierze składający się z czarnych elementów ubioru, ciemnofioletowej kamizelki oraz brudnogranatowego płaszcza, obszytego srebrną jak promienie księżyca nicią. Niczego więcej nie potrzebował.
— Kto..? Jak? Jak się tam znalazł? — Eliott odruchowo zaczął przesuwać młodszego partnera za siebie, lecz Ash powstrzymał go przed tym.
— Czarownicy mają swoje sposoby na pozostanie niezauważonym, tak samo jak na pojawianie się w najmniej spodziewanych miejscach.
— A więc.. To twój znajomy? — Brunet wyczuł w głosie ukochanego nutę wskazującą na to, iż trapiące go również wcześniej sprawy powracają. Złapał go mocniej za rękę.
— Nawet nie wiesz, jak się mylisz.
Łamiesz nie tylko zasady sabatu, ale także naszego całego społeczeństwa. A wyglądasz tak niepozornie. Nazwisko takie jak twoje widocznie zobowiązuje, czyż nie, Crowley?
Młodzieniec skrzywił się. Nigdy nie lubił, kiedy ktoś wdzierał się w taki sposób do jego nieprzygotowanego umysłu. Zawsze towarzyszyło temu nieprzyjemne uczucie odnóg, zaciskających się na jego głowie. Czuł się bezbronny i pozbawiony jakiejkolwiek prywatności.
Nie jestem zainteresowany rozmową.
Bo nie był. Już od kilku miesięcy. Od momentu, gdy opuścił sabat Moonpeaka, wybierając ścieżkę samotnika, gdy powiedziano mu, żeby nie wracał. Część jednak osób nie zgadzała się z ówczesnym Kapłanem i jego decyzją o wygnaniu młodzieńca, zamiast podjęcia poważniejszych kroków. I nawet jeśli Ashton nie widział oblicza przybysza, wiedział, że ma do czynienia z Vesem. Będąc dokładnym, pełne imię czarownika brzmiało Ronan Vesperum, który według plotek był efektem cudzołożenia przywódcy z jedną z czarownic. Z racji tego, że nikt nie przyznał się do porzuconego w głównej sali niemowlęcia, nadano mu nazwisko, jakie uzyskują wszystkie dzieci o nieznanych danych, tudzież bękarty. A jako że Crowley posiada personę istoty złośliwej, postanowił zwracać się do rówieśnika mianem dlań niemiłym. Być może to przez to Ronan stał się takim zażartym przeciwnikiem młodego dziedzica magicznego rodu.
Wiesz, co się stanie, jak Konklawe się dowie o tym, co robisz? O tym, co zrobiłeś? Dusza Salazara już trafiła do Mrocznego Pana... Zgadnij, po kogo przyjdą w sprawie Fiony?
Przyszedłeś mi mówić o rzeczach, które wiem czy naprawdę nie masz co robić, że mnie śledzisz? Ułożyłem sobie życie, wyobraź sobie. Nie potrzebowałem was do tego. Nie wrócę do was, abyście mnie ukarali, skoro nie ma Kapłana. Nie, jeśli mam wrócić, to na pewno nie jako byle członek.
Ashton pociągnął dłoń Eliotta w stronę drogi. Młodzieniec, do tego momentu obserwujący ze zdziwieniem niemą wymianę słów między czarownikami, bez protestów pozwolił na to towarzyszowi.
— Nie oglądaj się, nie zatrzymuj. — poinformował go cichym głosem Crowley, przedzierając się przez chaszcze. Korzystając z okazji, że Rhino znalazł się przy jego nodze, muzyk wziął psa na smycz. Pokiwał następnie głową na znak, iż przyjął do wiadomości słowa chłopaka. Ash nie musiał się oglądać, aby wiedzieć, jak trudne to musi być dla blondyna. Gdy wyszli na ubity teren, chciał mu nawet podziękować za posłuszeństwo pocałunkiem, kiedy to poczuł za swymi plecami powiew powietrza.
Ah, mówiąc o wyborach.. Ja właśnie też w tej sprawie. Pozwól mi tylko najpierw..
— Nie zbliżaj się! — Pełen złości krzyk czarownika rozszedł się echem po lesie. Adept wyprostował lewą rękę w kierunku, gdzie wiła się ciężka ciemność. Zasklepiona już rana otworzyła się ponownie, a granatowa energia opuściła wyryte przed laty szczeliny. Języki magii oplotły palce czarownika, po czym posnuły się po ramieniu młodzieńca aż na jego barki, wkrótce rozświetlając całą sylwetkę Crowleya nadnaturalną aurą. Ogar odruchowo cofnął się, trzymając z całej siły szarpiącego się Rhino. Widząc, jak uniesiona dłoń dygocze, akolita złapał się drugą ręką za nadgarstek. Ciemne okręgi rozświetliły jego tęczówki, kiedy cała zebrana w młodzieńcu moc zaczęła opętywać ciało.
Ronan zmaterializował się w miejscu zbierającej się ciemności, z wyraźnym szokiem na twarzy obserwując czarownika. Widać było wyraźnie, iż do takich widoków przyzwyczajony nie był. Do tego stopnia, że wpatrywał się w świetlistą otoczkę w takim skupieniu, iż nie usłyszał kolejnego ostrzeżenia, które padło z ust czarownika. Ledwie parę chwil potem wiązka energii wystrzeliła ze znamienia wprost w pierś młodzieńca. Pełen cierpienia wrzask płonącego błękitnym ogniem człowieka zdawał się nie mieć wpływu na adepta. Dopiero w chwili, gdy usłyszał znajomy głos i ktoś odważył się dotknąć jego ramienia, zamrugał kilkukrotnie, jakby wychodząc z transu. Spojrzał na rozmazaną twarz, którą rozpoznał tylko dzięki znanemu tonowi. Nieświadomie zarejestrował jak energia powraca przez ranę w dłoni do jego ciała.
— E-Eliott — wyjąkał cicho, nie mogąc ułożyć logicznego zdania. Całokształt sytuacji nadal do niego nie docierał w pełni, lecz elementy, jakie pojmował, dostatecznie przeraziły młodzieńca, który zadygotał w miejscu — To nie tak.. To nie powinno.. Bogowie, to niemożliwe..— Ashton obejrzał dłonie, jakby nagle zaczęły należeć do kogoś innego. Posłusznie pozwolił się objąć partnerowi, nie odwzajemniając jednak uścisku. Stał po prostu tam jak słup soli, drżąc i dysząc w stanie zupełnego szoku.
Eliott?
1567 słów, y'all.
26.09.2019
Od Eliotta CD Ashtona
Chłopak gładził kciukiem ramię Ashtona i cicho westchnął na wspomnienie treningu. Wciąż mieli sporo pracy i misję do wykonania i choć Eliott nie do końca to wszystko rozumiał, chciał pomóc ukochanemu. Szkoda jedynie, że muszą z tego powodu przerywać swoje popołudniowe leniuchowanie. Co tu kryć, ogar zdecydowanie preferował wylegiwanie się w ciepłym łóżku zamiast jakiejkolwiek pracy fizycznej. Głośno westchnął opierając głowę o rozwaloną czuprynę Asha.
- No tak, trening - mruknął z widocznym niezadowoleniem.
- Wiesz, że nie musisz tego robić, tak? Sam proponowałem ci odstąpienie od tego pomysłu - odparł od razu wtulając się w ramię starszego.
- Nie! Ja chcę to zrobić - po tych słowach blondyn zerwał się na równe nogi przy tym zabierając czarownikowi oparcie, który opadł na poduszki - Kilka chwil stąd jest mały las, gdzie będę mógł poćwiczyć. Wezmę tylko coś do picia, może jedzenia.
Jego głos roznosił się po całym mieszkaniu, gdy łaził i zbierał potrzebne rzeczy do plecaka. Zabrał dwie butelki wody, jakieś ciastka, które znalazł w kuchni i duży koc, gdyby zrobiło się zbyt zimno. Gdy wydawało mu się, że wszystko już wziął, przytrzymał się i spojrzał na bruneta, który lekko, prawie niezauważalnie szczękał zębami. W końcu miał na sobie tylko bawełnianą bluzkę, a za oknami było widać już kolorowe korony drzew. Eliott cmoknął z niezadowolenia i zaraz wrócił do salonu ze swoją dużą, ciepłą bluzą.
- Łapy do góry - nakazał, gdy nad nim stanął z całkiem poważną miną.
Ashton bez większych protestów postąpił jak poprosił go muzyk, dzięki czemu można było nałożyć na niego bluzę. Gdy głowa młodego przeszła przez materiał, jego włosy ułożyły się w bardzo śmieszny, ale jednocześnie słodki sposób. Na ten cały widok Eliott nie mógł powstrzymać głupiego uśmiechu i rumieńca, który zawładnął jego twarzą.
- Przestań być taki uroczy, Ash. To się robi niezdrowe - skomentował kręcąc powoli głową i zarzucił plecak na ramię.
- Nic na to nie poradzę - z uśmiechem wzruszył tylko ramionami i pomaszerował do drzwi, żeby założyć buty.
Niedługo później byli już w drodze do lasu. Przed nimi wesoło hasał Rhino, bo Eliott oczywiście nie miał serca zostawiać go samego. Swymi czasy i tak zbyt często go opuszcza, a później ma przez to wyrzuty sumienia. Obecnie przynajmniej pokazywał im drogę i ostrzegał przed ewentualnymi niebezpieczeństwami w postaci starych pijaków sypiających pod drzewami. Swoją drogą całkiem niedługo miało robić się ciemno, więc nie mieli zbyt wiele czasu, ale wciąż wystarczająco, żeby nieco poćwiczyć. Na miejscu wybranym przez Ashtona, ogar przysiadł na dużym głazie obserwując jak jego ukochany zabiera się za przygotowania do treningu. Obserwując tak każde jego poczynanie uznał się za wielkiego szczęściarza mając kogoś takiego u swego boku, ale jednocześnie bał się, że to tylko chwilowe zauroczenie ze strony młodszego. To wszystko działo się tak szybko i niespodziewanie, że mogło okazać się złudne. Zestresowany Eliott nieco zmarszczył brwi i spuścił wzrok w ziemię nie wiedząc co o tym myśleć. Od dłuższego czasu darzył Ashtona poważniejszym uczuciem i jakby teraz ktoś mu to odebrał pewnie by się nie pozbierał i to przez długi czas.
- Hej? - usłyszał, więc podniósł smutne spojrzenie na czarownika - Coś tak spochmurniał?
- Nic… Po prostu - odwrócił wzrok nie wiedząc co powiedzieć, przecież nigdy nie był dobry w takie rozmowy o uczuciach i to pewnie dlatego nigdy nie był w związku - Boję się, że mnie zostawisz i że to wszystko okaże się nieprawdziwe - dodał pocierając nieco zmarźnięte knykcie.
Z jednej strony nie chciał otrzymywać odpowiedzi od Asha, bo jeżeli okazałaby się negatywna, ten prawdopodobnie by się załamał. W końcu czarownik ma w sobie tyle zalet, że mógłby mieć każdego. Dlaczego więc wybrał akurat żałosnego muzyka, który ledwo na siebie zarabia, a przy sobie nie ma żywej duszy prócz odratowanego psa?
Ashton? Troszku krótkie i długo zwlekane :C
- No tak, trening - mruknął z widocznym niezadowoleniem.
- Wiesz, że nie musisz tego robić, tak? Sam proponowałem ci odstąpienie od tego pomysłu - odparł od razu wtulając się w ramię starszego.
- Nie! Ja chcę to zrobić - po tych słowach blondyn zerwał się na równe nogi przy tym zabierając czarownikowi oparcie, który opadł na poduszki - Kilka chwil stąd jest mały las, gdzie będę mógł poćwiczyć. Wezmę tylko coś do picia, może jedzenia.
Jego głos roznosił się po całym mieszkaniu, gdy łaził i zbierał potrzebne rzeczy do plecaka. Zabrał dwie butelki wody, jakieś ciastka, które znalazł w kuchni i duży koc, gdyby zrobiło się zbyt zimno. Gdy wydawało mu się, że wszystko już wziął, przytrzymał się i spojrzał na bruneta, który lekko, prawie niezauważalnie szczękał zębami. W końcu miał na sobie tylko bawełnianą bluzkę, a za oknami było widać już kolorowe korony drzew. Eliott cmoknął z niezadowolenia i zaraz wrócił do salonu ze swoją dużą, ciepłą bluzą.
- Łapy do góry - nakazał, gdy nad nim stanął z całkiem poważną miną.
Ashton bez większych protestów postąpił jak poprosił go muzyk, dzięki czemu można było nałożyć na niego bluzę. Gdy głowa młodego przeszła przez materiał, jego włosy ułożyły się w bardzo śmieszny, ale jednocześnie słodki sposób. Na ten cały widok Eliott nie mógł powstrzymać głupiego uśmiechu i rumieńca, który zawładnął jego twarzą.
- Przestań być taki uroczy, Ash. To się robi niezdrowe - skomentował kręcąc powoli głową i zarzucił plecak na ramię.
- Nic na to nie poradzę - z uśmiechem wzruszył tylko ramionami i pomaszerował do drzwi, żeby założyć buty.
Niedługo później byli już w drodze do lasu. Przed nimi wesoło hasał Rhino, bo Eliott oczywiście nie miał serca zostawiać go samego. Swymi czasy i tak zbyt często go opuszcza, a później ma przez to wyrzuty sumienia. Obecnie przynajmniej pokazywał im drogę i ostrzegał przed ewentualnymi niebezpieczeństwami w postaci starych pijaków sypiających pod drzewami. Swoją drogą całkiem niedługo miało robić się ciemno, więc nie mieli zbyt wiele czasu, ale wciąż wystarczająco, żeby nieco poćwiczyć. Na miejscu wybranym przez Ashtona, ogar przysiadł na dużym głazie obserwując jak jego ukochany zabiera się za przygotowania do treningu. Obserwując tak każde jego poczynanie uznał się za wielkiego szczęściarza mając kogoś takiego u swego boku, ale jednocześnie bał się, że to tylko chwilowe zauroczenie ze strony młodszego. To wszystko działo się tak szybko i niespodziewanie, że mogło okazać się złudne. Zestresowany Eliott nieco zmarszczył brwi i spuścił wzrok w ziemię nie wiedząc co o tym myśleć. Od dłuższego czasu darzył Ashtona poważniejszym uczuciem i jakby teraz ktoś mu to odebrał pewnie by się nie pozbierał i to przez długi czas.
- Hej? - usłyszał, więc podniósł smutne spojrzenie na czarownika - Coś tak spochmurniał?
- Nic… Po prostu - odwrócił wzrok nie wiedząc co powiedzieć, przecież nigdy nie był dobry w takie rozmowy o uczuciach i to pewnie dlatego nigdy nie był w związku - Boję się, że mnie zostawisz i że to wszystko okaże się nieprawdziwe - dodał pocierając nieco zmarźnięte knykcie.
Z jednej strony nie chciał otrzymywać odpowiedzi od Asha, bo jeżeli okazałaby się negatywna, ten prawdopodobnie by się załamał. W końcu czarownik ma w sobie tyle zalet, że mógłby mieć każdego. Dlaczego więc wybrał akurat żałosnego muzyka, który ledwo na siebie zarabia, a przy sobie nie ma żywej duszy prócz odratowanego psa?
Ashton? Troszku krótkie i długo zwlekane :C
12.09.2019
Od Ashtona CD Eliotta
Chwilę tak jeszcze trwali, siedząc po obu stronach kanapy, trwając w udawanej złości. Jednak im częściej zaglądał ukradkiem na sylwetkę Eliotta, na której tańczyły światła telewizora, im dłużej pozwalał sobie zawiesić spojrzenie w tych głębokich, kuszących oczach, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, iż nie może znieść takiej "rozłąki", nawet jeśli dzieliło ich pół metra, może nieco więcej.
— Elly — powiedział cicho, kiedy podkulił nieco nogi i przewrócił się na bok tak, aby móc ułożyć głowę na udach chłopaka. Tam zamknął oczy i mruknął przeciągle jak kot — Głaszcz mnie.
— Teraz to głaszcz, a wcześniej to co to było? — Ogar zaśmiał się pod nosem, zanurzając palce w ciemne kosmyki i wyuczonym już przez każdego właściciela zwierząt domowych ruchem począł powoli przesuwać dłonią po głowie nastolatka. Ashton odpowiedział mu wzruszeniem ramionami, chcąc tym przekazać, że to, co miało miejsce wcześniej, nie jest warte dyskusji. Chwilę leżał tak, z zadowoleniem poddając się pieszczocie, za jaką tęsknił już od momentu, gdy opuścił dom państwa Highpeak. Uśmiechnął się szerzej na wspomnienie miłych wieczorów, które spędzał wraz z Elizabeth na czytaniu książek czy rozmowach na temat fantastycznych krain, do jakich Ash wędrował w nocy przy pomocy swej wyobraźni. Zawsze chciał wtedy, aby te ich spotkania nigdy nie dobiegły końca. I wierzył w to, dopóki świat nie uderzył go, jak to ma już w zwyczaju, niszcząc dziecinny świat, zostawiając za sobą niezdrowy żal i poczucie pustki. Przecież kobieta była tylko człowiekiem. W dodatku miała swe najlepsze dni już dawno za sobą, mimo, że starała się trzymać głowę wysoko i udawała, że nic się nie dzieje, chłopak widział, iż nogi uginają się pod nią coraz częściej, a w szufladzie w sypialni przybywa leków na coraz to kolejne choroby. Umierała na jego oczach.
Crowley złapał ostrożnie blondyna za wolną dłoń, nakrywając się ręką ukochanego, a także przyciągając ją do swej piersi. Począł ostrożnie dotykać palce, stawy, paznokcie, aż ostatecznie złożył kilka długich pocałunków na wyczuwalnych pod wargami kostkach. Nie chciał go stracić. Nawet jeśli starał się cieszyć chwilą, celebrować fakt, że w końcu udało się mu wyjść na prostą. Oczywiście, złośliwy umysł postanowił wypełnić się myślami, które do tego momentu trzymane były daleko, poza świadomością. Przecież Ash przeżyje Eliotta. Czarownicy żyli długo, o ile nikt nie przeszkodził im w międzyczasie, a później trafiali do piekielnych otchłani na wsze czasy. Chłopak nie wiedział, ile ogary mogą żyć. Czy są nieśmiertelne? Nie starzeją się? Żyją jak normalni ludzie? Co jeśli przyjdzie Ashowi żegnać umierającego ze starości ukochanego, samemu prawie tak samo jak w chwili ich spotkania?
Nie mógł do tego dopuścić. Cholera, nie mógł!
— Wszystko w porządku? — Blondyn oderwał wzrok od ekranu, po czym obrócił głowę tak, aby móc spojrzeć na oblicze chłopaka — Film ci się nie podoba? Możemy zmienić. Nie ma problemu. I tak nie wiem, o czym to jest, w sumie.
Ciemnowłosy pokręcił szybko głową i ukrył twarz między kolanami Cartiera, nie chcąc, aby ten zobaczył ponownie, że jest bliski płaczu. Wystarczy, że ostatnio pozwolił sobie na kilka łez. Nie chciał, aby jego kochanek widział Crowley'a jako kogoś słabego. Aleister od początku mówił mu, iż nie wypada Ashowi być zbyt emocjonalnym. I mimo tego, że nie zgadzał się z czarnoksiężnikiem w wielu kwestiach, przed od dawna pielęgnowane poczucie dumy ze swego pochodzenia mimowolnie kierował się w życiu podszeptami dziadka. Przez to wszystko prawie zadrżał, ale stłumił tę chęć poprzez poruszenie się na kanapie, jakby starał się umościć wygodniej na niej.
— Pomyślałem o czymś niemiłym, co się wydarzyło w szkole. Nic więcej. Tak to już jest czasami — Głos bruneta prawie zadrżał, głównie przez nagły wyrzut sumienia, związany z okłamywaniem kogoś, kto był dla czarownika ważny. Jakoś to sobie wytłumaczył niechęcią do spoglądania na zmartwione oblicze muzyka. To mu wystarczyło.
— Głowa do góry, Ashie — Jasnowłosy poczochrał włosy ukochanego, który to w próbie obrony jęknął i spróbował złapać Eliotta za nadgarstek.
— Układałem je rano.. Będę musiał iść przez ciebie do łazienki, no.
— Nie możesz — Młodzieniec wykonał w powietrzu nieokreślony ruch ręką — użyć magii?
Nastolatek spojrzał na ogara z mieszaniną niedowierzania i zdziwienia, przez co jego brwi uniosły się.
— Mogę zrobić to.. Dłonią. Mogę rzucić zaklęcie, ale to się będzie mijać z celem. A ta energia zostanie mi na potem, jak może będę jej bardziej potrzebować — Ashton usiadł powoli na kanapie, przywierając do boku partnera, który to objął go chętnie ramieniem. W ramach podziękowania nastolatek skradł mu pocałunek, tym razem w kącik ust.
— Do czego ci się może przydać magia? Chyba mi ufasz, co nie?
Crowley uśmiechnął się ostrożnie.
— Mogę jej używać do naprawdę wielu rzeczy. Mówiąc szczerze, ogranicza mnie tylko wyobraźnia. Kiedyś może ci pokażę, co potrafię. Jak skończymy nasz.. trening.
Eliott?
— Elly — powiedział cicho, kiedy podkulił nieco nogi i przewrócił się na bok tak, aby móc ułożyć głowę na udach chłopaka. Tam zamknął oczy i mruknął przeciągle jak kot — Głaszcz mnie.
— Teraz to głaszcz, a wcześniej to co to było? — Ogar zaśmiał się pod nosem, zanurzając palce w ciemne kosmyki i wyuczonym już przez każdego właściciela zwierząt domowych ruchem począł powoli przesuwać dłonią po głowie nastolatka. Ashton odpowiedział mu wzruszeniem ramionami, chcąc tym przekazać, że to, co miało miejsce wcześniej, nie jest warte dyskusji. Chwilę leżał tak, z zadowoleniem poddając się pieszczocie, za jaką tęsknił już od momentu, gdy opuścił dom państwa Highpeak. Uśmiechnął się szerzej na wspomnienie miłych wieczorów, które spędzał wraz z Elizabeth na czytaniu książek czy rozmowach na temat fantastycznych krain, do jakich Ash wędrował w nocy przy pomocy swej wyobraźni. Zawsze chciał wtedy, aby te ich spotkania nigdy nie dobiegły końca. I wierzył w to, dopóki świat nie uderzył go, jak to ma już w zwyczaju, niszcząc dziecinny świat, zostawiając za sobą niezdrowy żal i poczucie pustki. Przecież kobieta była tylko człowiekiem. W dodatku miała swe najlepsze dni już dawno za sobą, mimo, że starała się trzymać głowę wysoko i udawała, że nic się nie dzieje, chłopak widział, iż nogi uginają się pod nią coraz częściej, a w szufladzie w sypialni przybywa leków na coraz to kolejne choroby. Umierała na jego oczach.
Crowley złapał ostrożnie blondyna za wolną dłoń, nakrywając się ręką ukochanego, a także przyciągając ją do swej piersi. Począł ostrożnie dotykać palce, stawy, paznokcie, aż ostatecznie złożył kilka długich pocałunków na wyczuwalnych pod wargami kostkach. Nie chciał go stracić. Nawet jeśli starał się cieszyć chwilą, celebrować fakt, że w końcu udało się mu wyjść na prostą. Oczywiście, złośliwy umysł postanowił wypełnić się myślami, które do tego momentu trzymane były daleko, poza świadomością. Przecież Ash przeżyje Eliotta. Czarownicy żyli długo, o ile nikt nie przeszkodził im w międzyczasie, a później trafiali do piekielnych otchłani na wsze czasy. Chłopak nie wiedział, ile ogary mogą żyć. Czy są nieśmiertelne? Nie starzeją się? Żyją jak normalni ludzie? Co jeśli przyjdzie Ashowi żegnać umierającego ze starości ukochanego, samemu prawie tak samo jak w chwili ich spotkania?
Nie mógł do tego dopuścić. Cholera, nie mógł!
— Wszystko w porządku? — Blondyn oderwał wzrok od ekranu, po czym obrócił głowę tak, aby móc spojrzeć na oblicze chłopaka — Film ci się nie podoba? Możemy zmienić. Nie ma problemu. I tak nie wiem, o czym to jest, w sumie.
Ciemnowłosy pokręcił szybko głową i ukrył twarz między kolanami Cartiera, nie chcąc, aby ten zobaczył ponownie, że jest bliski płaczu. Wystarczy, że ostatnio pozwolił sobie na kilka łez. Nie chciał, aby jego kochanek widział Crowley'a jako kogoś słabego. Aleister od początku mówił mu, iż nie wypada Ashowi być zbyt emocjonalnym. I mimo tego, że nie zgadzał się z czarnoksiężnikiem w wielu kwestiach, przed od dawna pielęgnowane poczucie dumy ze swego pochodzenia mimowolnie kierował się w życiu podszeptami dziadka. Przez to wszystko prawie zadrżał, ale stłumił tę chęć poprzez poruszenie się na kanapie, jakby starał się umościć wygodniej na niej.
— Pomyślałem o czymś niemiłym, co się wydarzyło w szkole. Nic więcej. Tak to już jest czasami — Głos bruneta prawie zadrżał, głównie przez nagły wyrzut sumienia, związany z okłamywaniem kogoś, kto był dla czarownika ważny. Jakoś to sobie wytłumaczył niechęcią do spoglądania na zmartwione oblicze muzyka. To mu wystarczyło.
— Głowa do góry, Ashie — Jasnowłosy poczochrał włosy ukochanego, który to w próbie obrony jęknął i spróbował złapać Eliotta za nadgarstek.
— Układałem je rano.. Będę musiał iść przez ciebie do łazienki, no.
— Nie możesz — Młodzieniec wykonał w powietrzu nieokreślony ruch ręką — użyć magii?
Nastolatek spojrzał na ogara z mieszaniną niedowierzania i zdziwienia, przez co jego brwi uniosły się.
— Mogę zrobić to.. Dłonią. Mogę rzucić zaklęcie, ale to się będzie mijać z celem. A ta energia zostanie mi na potem, jak może będę jej bardziej potrzebować — Ashton usiadł powoli na kanapie, przywierając do boku partnera, który to objął go chętnie ramieniem. W ramach podziękowania nastolatek skradł mu pocałunek, tym razem w kącik ust.
— Do czego ci się może przydać magia? Chyba mi ufasz, co nie?
Crowley uśmiechnął się ostrożnie.
— Mogę jej używać do naprawdę wielu rzeczy. Mówiąc szczerze, ogranicza mnie tylko wyobraźnia. Kiedyś może ci pokażę, co potrafię. Jak skończymy nasz.. trening.
Eliott?
11.09.2019
Od Eliotta CD Ashtona
Chłopak od razu po przebudzeniu, wstał z łóżka i pomaszerował do łazienki. U niego to zdarza się dosyć rzadko, że z taką chęcią wyłania się spod koców. Zazwyczaj ucina sobie kolejną drzemkę lub leży przez kolejne pół godziny przeglądając internet. Tym razem jednak miał dobry powód, żeby się ruszyć i zacząć ogarniać. Cały czas myślał tylko o tym, aby dobrze ugościć Ashtona i nie sprawić, by pomyślał, że jego dom to jeden wielki chlew. No, jeżeli sam budynek i sąsiedztwo nie zwiastowały najgorszego. Eliott pełen energii wziął szybki prysznic i ubrał się w luźne ubrania, żeby od razu po wysuszeniu włosów pójść na zakupy. Wcześniej kilkakrotnie otwierał lodówkę w poszukiwaniu czegoś, z czego będzie można przyrządzić coś dobrego, ale niczego się nie doszukał. Zabrał więc kluczyki do auta i przy okazji Rhino do towarzystwa, po czym pospiesznie zbiegł po schodach. Wpuścił psa do środka i sam zasiadł na miejscu kierowcy zagapiając się przez chwilę na telefon. Wyszukiwał jakiegoś wytwornego dania, które z łatwością będzie mógł przyrządzić. Bardzo mu zależało na dobrym wrażeniu Asha i żeby posiłek mu posmakował. Co graniczyło z cudem, gdyż Eliott raczej kiepsko gotował. Miejmy nadzieję, że po ich spotkaniu nikt nie skończy z jakimś zatruciem. W końcu ruszył z miejsca doszukując się składników spaghetti po bolońsku. Nie było to jakieś wymyślne danie, ale kto nie lubi makaronu z sosem, prawda?
Eliott. Eliott zdecydowanie nie lubi makaronu z sosem, a stwierdził to, gdy stał nad patelnią pełną mięsa obserwując kuchnię, w której narobił okropnego bałaganu. Blondyn oczywiście nie pomyślał i posprzątał wszystko przed gotowaniem, zamiast po. Warknął głośno, gdy olej prysnął z patelni i poparzył go w rękę. Można powiedzieć, że jego danie popisowe było do wywalenia, gdyż makaron rozgotował się na miękką papkę, a mięso było spalone. W momencie, gdy chciał wrzucać do gotującej się wody kolejną garść makaronu, usłyszał pukanie do drzwi. Zamarł na chwilę zerkając na zegarek. Było już tak późno?! Dopiero co wrócił ze sklepu, a Ashton zjawił się już pod jego drzwiami. Spanikowany zdjął swój obciachowy fartuch w psie kości i rzucił go na krzesło, po czym zapominając wyłączyć kuchenki pognał do drzwi o mało nie uderzając o szafkę. Otworzył chłopakowi i zanim zdążył go przywitać, ten rzucił mu się na szyję jakby w obawie przed czymś. No, nie ma co mu się dziwić. Gdy Eliott wprowadzał się do tego mieszkania, też nie był przekonany do okolic, ale z czasem nauczył sobie z tym radzić. Zaskoczony z zadowoleniem odwzajemnił pocałunek, po czym opuścił dłonie na biodra bruneta przyglądając mu się z uśmiechem.
- Kupiłem coś dla nas. Mam nadzieję, że lubisz słodkie rzeczy, te bezy są najlepsze w całym Seattle. Jaki mamy plan na dzisiaj? - wyjaśnił unosząc reklamówkę z zawartością ku górze.
- Bezy? Jeszcze pytasz? - ujął jego twarz w dłonie i czule ucałował jego czoło, nagle jednak zastygając - O nie! - momentalnie oderwał się od chłopaka i pognał do kuchni.
Jak się można było spodziewać, jedzenie było jeszcze bardziej do wywalenia niż przedtem i nie było żadnych szans na odratowanie go. Eliott powstrzymał się od uderzenia pięścią w blat i tylko wypuścił ciężko powietrze szybko wszystko sprzątając. Postarał się jak najszybciej wrócić do Asha, który już siedział na kanapie i drapał Rhina za uchem. Blondynowi nieco poprawiło to humor, ale nadal zrezygnowany opadł na kanapę obok nastolatka zmuszając psa do zeskoczenia na podłogę.
- Mam nadzieję, że nie lubisz spaghetti? - westchnął z żalem spoglądając na Ashtona.
Tak mu zależało na ciepłym przyjęciu gościa, ale wszystko poszło jak zawsze, czyli do bani. Kto w ogóle nie umie zrobić makaronu z sosem?! Chyba tylko taki nieudacznik jak Eliott.
- Nie przepadam, spokojnie - zauważając jego smutną minę, młodszy lekko go przytulił uśmiechając się pobłażliwie.
- No dobra. W takim razie bezy i filmy? - odsunął się zerkając w jego błękitne oczy, od których zawsze tak ciężko było mu się oderwać.
Młody pokiwał wesoło głową, więc Eliott podniósł się, żeby podłączyć laptopa do dużego telewizora i wyszukać jakiś film, który zaciekawi ich obu. Dopytał się czarownika o zdanie, a gdy otrzymał odpowiedź, włączył zaproponowany film i zajął miejsce obok niego. Przez kolejną godzinę oglądali film zajadając się pysznymi bezami i ogar musiał przyznać swojemu chłopakowi rację. Były one chyba najlepsze na całym świecie, a gdy się skończyły, z żalem obserwował jak Ashton odkłada puste opakowanie. Połowę filmu siedzieli w pewnym odstępie i dopiero teraz zaczęło to blondynowi przeszkadzać. Film nawet go interesował, jednak do czasu, gdy poczuł słodki zapach nastolatka. Cóż, bezy się skończyły, więc musiał wziąć się za kolejną słodycz i to nawet lepszą. Powoli podsunął się do skupionego na akcji filmu Asha i musnął go czubkiem nosa w szyję, po czym uniósł na niego wzrok obserwując jego reakcję. Jak się okazało, ten gest nie wyrwał go z transu, więc muzyk musiał się bardziej postarać. Przysunął się bliżej tym razem składając na szyi chłopaka długi pocałunek, po czym kolejny wyżej, na linii szczęki. Nie przestawał go irytować do momentu, kiedy Ashton się w końcu odezwał.
- Eliott! Oglądaj - zganił go lekko odpychając go jedną ręką.
- Oglądam cały czas - mruknął mu do ucha gdy chciał go objąć.
- Ach tak? W takim razie co powiedział przed chwilą główny bohater? - położył mu rękę na torsie żeby ich rozdzielić i wysoko unosząc brwi oczekiwał na odpowiedź.
- Główny bohater, ta? - przełknął ślinę zerkając kątem oka na telewizor - A który to właściwie? - dodał z głupim uśmiechem.
Ashton tylko odepchnął go tym razem mocniej i odsunął się na drugi koniec kanapy udając urażonego. Eliott cicho się zaśmiał starając się odwzorować jego wkurzoną minę. Czarownik zerkał na niego kątem oka i widocznie powstrzymywał się od śmiechu, ale przecież nie mógł sobie na to pozwolić.
- Ciężko się skupić na filmie jak ktoś taki siedzi obok mnie - dodał po chwili wzruszając ramionami i opierając się o poduszki spojrzał na ekran.
Ashton?
Eliott. Eliott zdecydowanie nie lubi makaronu z sosem, a stwierdził to, gdy stał nad patelnią pełną mięsa obserwując kuchnię, w której narobił okropnego bałaganu. Blondyn oczywiście nie pomyślał i posprzątał wszystko przed gotowaniem, zamiast po. Warknął głośno, gdy olej prysnął z patelni i poparzył go w rękę. Można powiedzieć, że jego danie popisowe było do wywalenia, gdyż makaron rozgotował się na miękką papkę, a mięso było spalone. W momencie, gdy chciał wrzucać do gotującej się wody kolejną garść makaronu, usłyszał pukanie do drzwi. Zamarł na chwilę zerkając na zegarek. Było już tak późno?! Dopiero co wrócił ze sklepu, a Ashton zjawił się już pod jego drzwiami. Spanikowany zdjął swój obciachowy fartuch w psie kości i rzucił go na krzesło, po czym zapominając wyłączyć kuchenki pognał do drzwi o mało nie uderzając o szafkę. Otworzył chłopakowi i zanim zdążył go przywitać, ten rzucił mu się na szyję jakby w obawie przed czymś. No, nie ma co mu się dziwić. Gdy Eliott wprowadzał się do tego mieszkania, też nie był przekonany do okolic, ale z czasem nauczył sobie z tym radzić. Zaskoczony z zadowoleniem odwzajemnił pocałunek, po czym opuścił dłonie na biodra bruneta przyglądając mu się z uśmiechem.
- Kupiłem coś dla nas. Mam nadzieję, że lubisz słodkie rzeczy, te bezy są najlepsze w całym Seattle. Jaki mamy plan na dzisiaj? - wyjaśnił unosząc reklamówkę z zawartością ku górze.
- Bezy? Jeszcze pytasz? - ujął jego twarz w dłonie i czule ucałował jego czoło, nagle jednak zastygając - O nie! - momentalnie oderwał się od chłopaka i pognał do kuchni.
Jak się można było spodziewać, jedzenie było jeszcze bardziej do wywalenia niż przedtem i nie było żadnych szans na odratowanie go. Eliott powstrzymał się od uderzenia pięścią w blat i tylko wypuścił ciężko powietrze szybko wszystko sprzątając. Postarał się jak najszybciej wrócić do Asha, który już siedział na kanapie i drapał Rhina za uchem. Blondynowi nieco poprawiło to humor, ale nadal zrezygnowany opadł na kanapę obok nastolatka zmuszając psa do zeskoczenia na podłogę.
- Mam nadzieję, że nie lubisz spaghetti? - westchnął z żalem spoglądając na Ashtona.
Tak mu zależało na ciepłym przyjęciu gościa, ale wszystko poszło jak zawsze, czyli do bani. Kto w ogóle nie umie zrobić makaronu z sosem?! Chyba tylko taki nieudacznik jak Eliott.
- Nie przepadam, spokojnie - zauważając jego smutną minę, młodszy lekko go przytulił uśmiechając się pobłażliwie.
- No dobra. W takim razie bezy i filmy? - odsunął się zerkając w jego błękitne oczy, od których zawsze tak ciężko było mu się oderwać.
Młody pokiwał wesoło głową, więc Eliott podniósł się, żeby podłączyć laptopa do dużego telewizora i wyszukać jakiś film, który zaciekawi ich obu. Dopytał się czarownika o zdanie, a gdy otrzymał odpowiedź, włączył zaproponowany film i zajął miejsce obok niego. Przez kolejną godzinę oglądali film zajadając się pysznymi bezami i ogar musiał przyznać swojemu chłopakowi rację. Były one chyba najlepsze na całym świecie, a gdy się skończyły, z żalem obserwował jak Ashton odkłada puste opakowanie. Połowę filmu siedzieli w pewnym odstępie i dopiero teraz zaczęło to blondynowi przeszkadzać. Film nawet go interesował, jednak do czasu, gdy poczuł słodki zapach nastolatka. Cóż, bezy się skończyły, więc musiał wziąć się za kolejną słodycz i to nawet lepszą. Powoli podsunął się do skupionego na akcji filmu Asha i musnął go czubkiem nosa w szyję, po czym uniósł na niego wzrok obserwując jego reakcję. Jak się okazało, ten gest nie wyrwał go z transu, więc muzyk musiał się bardziej postarać. Przysunął się bliżej tym razem składając na szyi chłopaka długi pocałunek, po czym kolejny wyżej, na linii szczęki. Nie przestawał go irytować do momentu, kiedy Ashton się w końcu odezwał.
- Eliott! Oglądaj - zganił go lekko odpychając go jedną ręką.
- Oglądam cały czas - mruknął mu do ucha gdy chciał go objąć.
- Ach tak? W takim razie co powiedział przed chwilą główny bohater? - położył mu rękę na torsie żeby ich rozdzielić i wysoko unosząc brwi oczekiwał na odpowiedź.
- Główny bohater, ta? - przełknął ślinę zerkając kątem oka na telewizor - A który to właściwie? - dodał z głupim uśmiechem.
Ashton tylko odepchnął go tym razem mocniej i odsunął się na drugi koniec kanapy udając urażonego. Eliott cicho się zaśmiał starając się odwzorować jego wkurzoną minę. Czarownik zerkał na niego kątem oka i widocznie powstrzymywał się od śmiechu, ale przecież nie mógł sobie na to pozwolić.
- Ciężko się skupić na filmie jak ktoś taki siedzi obok mnie - dodał po chwili wzruszając ramionami i opierając się o poduszki spojrzał na ekran.
Ashton?
8.09.2019
Od Ashtona CD Eliotta
Chyba dopiero w chwili, gdy wszystkie emocje zaczęły opadać, a Ash mógł w końcu myśleć dostatecznie sensownie, pojął, co się tak naprawdę wydarzyło. Nadal odtwarzał w głowie ostatnie momenty, nim drzwi zamknęły się za Eliottem, który zostawił za sobą słodycz drugich ust i rozgrzewające wspomnienie czułych dłoni. Czegóż by nie zrobił, aby zatrzymać kogoś takiego jak on chociaż parę chwil dłużej!
Ashton dotknął jeszcze raz swych warg, a także piersi o brzucha, jakby odtwarzał trasę rąk Cartiera. Uśmiech sam wypłynął na usta czarownika, który to zamknął powoli oczy. Odczucia w połączeniu z żywymi wspomnieniami wywołały u chłopaka nagłą falę dreszczy, prawie tak samo silną jak w chwili, gdy parę minut później podczas wieczornego prysznica usłyszał wibracje telefonu. Jakoś powstrzymał się przed wyskoczeniem spod ciepłych kropli i odczytania wiadomości, przenosząc to na chwilę, gdy ubrany w puchaty szlafrok mógł bez problemów sięgnąć po urządzenie.
Od: 🔥Doggo Boi🔥
Mam nadzieję, że masz jutro czas po szkole. Niżej wysyłam Ci adres. Czeka nas jeszcze pewna misja, pamiętasz? Kocham cię, śpij dobrze ;)
— Ojej — wyrwało się z ust Asha, kiedy zobaczył ostatnie zdanie wiadomości. Spodziewał się go, rzecz jasna, lecz nadal poczuł przyjemne odczucie spełnienia, połączone z miłym ciepłem w okolicy serca. Po poprawieniu ręcznikowego turbanu na głowie zaczął szybko uderzać w klawiaturę.
Ja:
Jasne, że mam c: Chętnie wpadnę do ciebie, nie mogę się doczekać, aby ciebie zobaczyć. Kolorowych snów, księżycku.
Dopiero gdy wysłał wiadomość pomyślał, że może to określenie było zbyt żałosne, nie pasujące do kogoś takiego jak Elly, który zasługuje na o wiele lepsze nazwy. Klnąc pod nosem, zabrał się ponownie za pisanie.
Ja:
Kochanie ^
Cholerna autopoprawa .-.
Dobranoc, do zobaczenia jutro :*
Dopiero wtedy, nieco spokojniejszy, mógł odetchnąć i wrócić do ciepłego łóżka, zupełnym przypadkiem zaciągając się zapachem pościeli.
***
Każdy w klasie zauważył, że dotychczas spokojny i cichy Ashton zmienił się, przynajmniej na ten dzień. Witał się ze znajomymi, dziękował za pomoc z uśmiechem czy, co było jeszcze bardziej do chłopaka niepodobne, rozmawiał podczas lekcji z osobami z ławki. Ktoś nawet odważył się spytać, cóż takiego się stało, że młody czarownik zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni, lecz, według plotek, żadnej konkretnej informacji nie otrzymał.
Sam młodzieniec natomiast z niecierpliwością czekał, aż ostatnia lekcja skończy się, aby mógł wyjść z budynku Akademii i pójść pod otrzymany wczoraj adres. W przypływie wspaniałomyślności zerknął szybko na aplikację na ukrytym pod podręcznikiem telefonie, aby ocenić, jaką ilością środków dysponuje. Jak się okazało, była ona wystarczająca, aby kupić w znajdującej się niedaleko szkoły piekarni kilka bez, jednych z ulubionych wypieków czarownika. A czy jest coś lepszego niż dzielenie się kruchym szczęściem z kimś, kogo się kocha?
Wkraczając między pierwsze budynki w dzielnicy, młodzieniec pomyślał, że wolałby tutaj nie zaglądać po zmroku. Wodził wzrokiem po fasadach bloków oraz tabliczkach, starając się odnaleźć mieszkanie Eliotta jak najszybciej się dało. Przyspieszał nawet przy każdych drzwiach czy bocznych uliczkach, byleby tylko donieść swój bezowy podarunek w całości... I nie stracić całkiem cennych nerek.
Z tego powodu, gdy stanął pod wskazanymi drzwiami i zapukał w nie, od razu zaczął szykować się do wpadnięcia do środka. Obejrzał się nawet przez ramię, tak na wszelki wypadek.
— Hej, Aaas-- Spokojnie, spokojnie! — Eliott wybuchnął śmiechem, gdy Crowley wskoczył mu w objęcia, zarzucając od razu ręce na szyję, po czym pocałował długo w usta.
— Nie mogłem się doczekać — Wyjaśnił, gdy w końcu stanął na podłodze. Nie odsunął się jednak od kochanka. Muzyk widocznie zrozumiał, czego brunet oczekuje, gdyż przesunął swe dłonie na biodra ciemnowłosego. Jego uwaga szybko została rozproszona przez szelest reklamówki, którą Ash uniósł nieco.
— Kupiłem coś dla nas. Mam nadzieję, że lubisz słodkie rzeczy, te bezy są najlepsze w całym Seattle. Jaki mamy plan na dzisiaj?
Eliott?
Ashton dotknął jeszcze raz swych warg, a także piersi o brzucha, jakby odtwarzał trasę rąk Cartiera. Uśmiech sam wypłynął na usta czarownika, który to zamknął powoli oczy. Odczucia w połączeniu z żywymi wspomnieniami wywołały u chłopaka nagłą falę dreszczy, prawie tak samo silną jak w chwili, gdy parę minut później podczas wieczornego prysznica usłyszał wibracje telefonu. Jakoś powstrzymał się przed wyskoczeniem spod ciepłych kropli i odczytania wiadomości, przenosząc to na chwilę, gdy ubrany w puchaty szlafrok mógł bez problemów sięgnąć po urządzenie.
Od: 🔥Doggo Boi🔥
Mam nadzieję, że masz jutro czas po szkole. Niżej wysyłam Ci adres. Czeka nas jeszcze pewna misja, pamiętasz? Kocham cię, śpij dobrze ;)
— Ojej — wyrwało się z ust Asha, kiedy zobaczył ostatnie zdanie wiadomości. Spodziewał się go, rzecz jasna, lecz nadal poczuł przyjemne odczucie spełnienia, połączone z miłym ciepłem w okolicy serca. Po poprawieniu ręcznikowego turbanu na głowie zaczął szybko uderzać w klawiaturę.
Ja:
Jasne, że mam c: Chętnie wpadnę do ciebie, nie mogę się doczekać, aby ciebie zobaczyć. Kolorowych snów, księżycku.
Dopiero gdy wysłał wiadomość pomyślał, że może to określenie było zbyt żałosne, nie pasujące do kogoś takiego jak Elly, który zasługuje na o wiele lepsze nazwy. Klnąc pod nosem, zabrał się ponownie za pisanie.
Ja:
Kochanie ^
Cholerna autopoprawa .-.
Dobranoc, do zobaczenia jutro :*
Dopiero wtedy, nieco spokojniejszy, mógł odetchnąć i wrócić do ciepłego łóżka, zupełnym przypadkiem zaciągając się zapachem pościeli.
***
Każdy w klasie zauważył, że dotychczas spokojny i cichy Ashton zmienił się, przynajmniej na ten dzień. Witał się ze znajomymi, dziękował za pomoc z uśmiechem czy, co było jeszcze bardziej do chłopaka niepodobne, rozmawiał podczas lekcji z osobami z ławki. Ktoś nawet odważył się spytać, cóż takiego się stało, że młody czarownik zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni, lecz, według plotek, żadnej konkretnej informacji nie otrzymał.
Sam młodzieniec natomiast z niecierpliwością czekał, aż ostatnia lekcja skończy się, aby mógł wyjść z budynku Akademii i pójść pod otrzymany wczoraj adres. W przypływie wspaniałomyślności zerknął szybko na aplikację na ukrytym pod podręcznikiem telefonie, aby ocenić, jaką ilością środków dysponuje. Jak się okazało, była ona wystarczająca, aby kupić w znajdującej się niedaleko szkoły piekarni kilka bez, jednych z ulubionych wypieków czarownika. A czy jest coś lepszego niż dzielenie się kruchym szczęściem z kimś, kogo się kocha?
Wkraczając między pierwsze budynki w dzielnicy, młodzieniec pomyślał, że wolałby tutaj nie zaglądać po zmroku. Wodził wzrokiem po fasadach bloków oraz tabliczkach, starając się odnaleźć mieszkanie Eliotta jak najszybciej się dało. Przyspieszał nawet przy każdych drzwiach czy bocznych uliczkach, byleby tylko donieść swój bezowy podarunek w całości... I nie stracić całkiem cennych nerek.
Z tego powodu, gdy stanął pod wskazanymi drzwiami i zapukał w nie, od razu zaczął szykować się do wpadnięcia do środka. Obejrzał się nawet przez ramię, tak na wszelki wypadek.
— Hej, Aaas-- Spokojnie, spokojnie! — Eliott wybuchnął śmiechem, gdy Crowley wskoczył mu w objęcia, zarzucając od razu ręce na szyję, po czym pocałował długo w usta.
— Nie mogłem się doczekać — Wyjaśnił, gdy w końcu stanął na podłodze. Nie odsunął się jednak od kochanka. Muzyk widocznie zrozumiał, czego brunet oczekuje, gdyż przesunął swe dłonie na biodra ciemnowłosego. Jego uwaga szybko została rozproszona przez szelest reklamówki, którą Ash uniósł nieco.
— Kupiłem coś dla nas. Mam nadzieję, że lubisz słodkie rzeczy, te bezy są najlepsze w całym Seattle. Jaki mamy plan na dzisiaj?
Eliott?
Od Eliotta CD Ashtona
Blondyn nie mógł skupić się na niczym innym jak na pięknych oczach Asha i jego czułych gestach. Jeszcze nikt nie sprawiał mu nigdy takiej przyjemności i nie mówił mu takich słodkich słów. Czarownik sprawiał, że serce ogara wręcz szalało, gdy był blisko i go dotykał.
- I vice versa - szepnął w odpowiedzi, gdy młodszy nazwał go cudownym.
Nie wiadomo jakim sposobem, ale Ashton dobrze wiedział jak wywołać u Eliotta dreszcze, ale nie mogło przecież być tak, że tylko on sprawia mu przyjemność. Jasnowłosy podniósł się na łokciach, żeby w końcu dosięgnąć wilgotnych warg chłopaka, za którymi już się stęsknił. Złożył na jego ustach krótki, ale namiętny pocałunek i opadł ponownie na poduszki. Zsunął obie dłonie z gładkich pleców Asha, na jego biodra i lekko zacisnął palce. Czarownik obdarował go zadowolonym spojrzeniem, na co Eliott przejechał wargami po jego szyi. Po jakimś czasie pchnął jego jedno ramię, żeby teraz brunet znalazł się pod nim, a ogar miał szansę sprawić mu jakąkolwiek chociaż przyjemność. Specjalnie omijając usta nachylił się i ucałował jego żuchwę powoli zjeżdżając niżej. Dłońmi ostrożnie wyznaczał sobie ścieżkę po klatce piersiowej chłopaka ucząc się ciała Asha jakby na pamięć. Chciał je zapamiętać jak najlepiej. Cóż, po tym wszystkim raczej ciężko będzie wymazać jego pociągającą osobę z głowy. No oczywiście nie, żeby tego chciał. Eliott dotarłszy do bladego brzucha czarownika na chwilę przystanął zauważając jakby świecące żyłki pod jego skórą. Przesunął po nich opuszkami z zaciekawieniem mrużąc oczy, po czym przeniósł pytające spojrzenie na zarumienioną twarz chłopaka. Ten tylko uśmiechnął się lekko zaczesując włosy ogara do tyłu. Widocznie ten temat nie był godny uwagi, a z drugiej strony łatwo się domyślić, że to wszystko przez czary. W każdym razie, jasne ścieżki wyglądały fascynująco i nie były widoczne na pierwszy rzut oka. Eliott mógłby obserwować i badać ciało kochanka bez przerwy i zdecydowanie nie znudziłoby mu się to. Muzyk stworzył ścieżkę z pocałunków prowadzącą do szorstkiego materiału spodni Ashtona i zatrzymał się na chwilę. Dokładnie badał wyraz twarzy czarownika, gdy począł rozpinać jego pasek od spodni. Brunet odchylił głowę do tyłu cicho wzdychając, ale Eliott szczerze nie był przekonany. Ash był od niego młodszy i nie wiedział, jakie są jego doświadczenia. Przecież nie chciał go zniesmaczyć na samym początku, a jeżeli to miał być jeden z tych wyjątkowych pierwszy razów, to nie mogło zdarzyć się to przypadkiem. Z drugiej strony chłopak wciąż był skłócony ze swoim bratem i możliwe, że chciał tego przede wszystkim, żeby coś mu udowodnić, albo jakoś go sprowokować. Ogar zdecydował, że cofnie ręce, które wsunął pod rozgrzane plecy młodszego i gwałtownie przyciągnął go do siebie sprawiając, że ich ciała były najbliżej jak to możliwe.
- Dlaczego przestałeś? - Ashton obdarzył go rozczarowanym spojrzeniem, na co Eliott tylko cicho się zaśmiał i zbliżył się żeby zahaczy zębami o jego płatek ucha.
- Cierpliwości, dzieciaku - szepnął uśmiechając się - Psy są wierne swoim właścicielom, wiesz? - dodał spoglądając na niego.
- Idiota - zaśmiał się krótko kładąc mu dłoń na policzku, żeby zakończyć wszystko długim i gorącym pocałunkiem. Eliott z wielkim żalem rozłączył ich usta i powoli się odsunął. Robiło się dosyć ciemno, więc wiadome było, że powinien już wracać. Odszukał swoją koszulkę, którą szybko na siebie założył i udał się w stronę drzwi.
- Trafię sam, odpocznij Ashie - zatrzymał go widząc jak zrywa się z łóżka i uśmiechnął się czule - Do zobaczenia - dodał i wyszedł z pokoju.
Bez problemu trafił do wyjścia po drodze ku jego szczęściu nie napotykając starszego brata jego chłopaka. Hm, mógł już tak mówić? Siedząc już w aucie długo o tym myślał. W sumie to czarownik nazwał go swoim partnerem i na dodatek powiedział, że… Eliott cicho się zaśmiał czując w brzuchu dziwne uczucie, jakiego nigdy nie czuł. Jedyną osobą na świecie, która go kochała była jego matka. Brat i ojciec mieli go głęboko w dupie, a o reszcie nie było co mówić. Jak to możliwe, że jednak nie został na świecie zupełnie sam i jeszcze dla kogoś coś znaczy? Nie mogąc wytrzymać sięgnął po telefon, gdy zatrzymał się pod swoim blokiem i wystukał wiadomość do Asha.
~ Mam nadzieję, że masz jutro czas po szkole. Niżej wysyłam Ci adres. Czeka nas jeszcze pewna misja, pamiętasz? Kocham cię, śpij dobrze ;)
Wysłał SMSa z szerokim uśmiechem opierając się o fotel. Jeżeli się uda, pierwszy raz będzie gościł u siebie Ashtona. Będzie musiał coś ugotować? Posprzątać?
- O kuźwa! - wypadł z auta przypominając sobie jak wygląda jego mieszkanie i jeżeli chciał je ogarnąć do jutra to musiał zacząć natychmiast.
Ashton?
- I vice versa - szepnął w odpowiedzi, gdy młodszy nazwał go cudownym.
Nie wiadomo jakim sposobem, ale Ashton dobrze wiedział jak wywołać u Eliotta dreszcze, ale nie mogło przecież być tak, że tylko on sprawia mu przyjemność. Jasnowłosy podniósł się na łokciach, żeby w końcu dosięgnąć wilgotnych warg chłopaka, za którymi już się stęsknił. Złożył na jego ustach krótki, ale namiętny pocałunek i opadł ponownie na poduszki. Zsunął obie dłonie z gładkich pleców Asha, na jego biodra i lekko zacisnął palce. Czarownik obdarował go zadowolonym spojrzeniem, na co Eliott przejechał wargami po jego szyi. Po jakimś czasie pchnął jego jedno ramię, żeby teraz brunet znalazł się pod nim, a ogar miał szansę sprawić mu jakąkolwiek chociaż przyjemność. Specjalnie omijając usta nachylił się i ucałował jego żuchwę powoli zjeżdżając niżej. Dłońmi ostrożnie wyznaczał sobie ścieżkę po klatce piersiowej chłopaka ucząc się ciała Asha jakby na pamięć. Chciał je zapamiętać jak najlepiej. Cóż, po tym wszystkim raczej ciężko będzie wymazać jego pociągającą osobę z głowy. No oczywiście nie, żeby tego chciał. Eliott dotarłszy do bladego brzucha czarownika na chwilę przystanął zauważając jakby świecące żyłki pod jego skórą. Przesunął po nich opuszkami z zaciekawieniem mrużąc oczy, po czym przeniósł pytające spojrzenie na zarumienioną twarz chłopaka. Ten tylko uśmiechnął się lekko zaczesując włosy ogara do tyłu. Widocznie ten temat nie był godny uwagi, a z drugiej strony łatwo się domyślić, że to wszystko przez czary. W każdym razie, jasne ścieżki wyglądały fascynująco i nie były widoczne na pierwszy rzut oka. Eliott mógłby obserwować i badać ciało kochanka bez przerwy i zdecydowanie nie znudziłoby mu się to. Muzyk stworzył ścieżkę z pocałunków prowadzącą do szorstkiego materiału spodni Ashtona i zatrzymał się na chwilę. Dokładnie badał wyraz twarzy czarownika, gdy począł rozpinać jego pasek od spodni. Brunet odchylił głowę do tyłu cicho wzdychając, ale Eliott szczerze nie był przekonany. Ash był od niego młodszy i nie wiedział, jakie są jego doświadczenia. Przecież nie chciał go zniesmaczyć na samym początku, a jeżeli to miał być jeden z tych wyjątkowych pierwszy razów, to nie mogło zdarzyć się to przypadkiem. Z drugiej strony chłopak wciąż był skłócony ze swoim bratem i możliwe, że chciał tego przede wszystkim, żeby coś mu udowodnić, albo jakoś go sprowokować. Ogar zdecydował, że cofnie ręce, które wsunął pod rozgrzane plecy młodszego i gwałtownie przyciągnął go do siebie sprawiając, że ich ciała były najbliżej jak to możliwe.
- Dlaczego przestałeś? - Ashton obdarzył go rozczarowanym spojrzeniem, na co Eliott tylko cicho się zaśmiał i zbliżył się żeby zahaczy zębami o jego płatek ucha.
- Cierpliwości, dzieciaku - szepnął uśmiechając się - Psy są wierne swoim właścicielom, wiesz? - dodał spoglądając na niego.
- Idiota - zaśmiał się krótko kładąc mu dłoń na policzku, żeby zakończyć wszystko długim i gorącym pocałunkiem. Eliott z wielkim żalem rozłączył ich usta i powoli się odsunął. Robiło się dosyć ciemno, więc wiadome było, że powinien już wracać. Odszukał swoją koszulkę, którą szybko na siebie założył i udał się w stronę drzwi.
- Trafię sam, odpocznij Ashie - zatrzymał go widząc jak zrywa się z łóżka i uśmiechnął się czule - Do zobaczenia - dodał i wyszedł z pokoju.
Bez problemu trafił do wyjścia po drodze ku jego szczęściu nie napotykając starszego brata jego chłopaka. Hm, mógł już tak mówić? Siedząc już w aucie długo o tym myślał. W sumie to czarownik nazwał go swoim partnerem i na dodatek powiedział, że… Eliott cicho się zaśmiał czując w brzuchu dziwne uczucie, jakiego nigdy nie czuł. Jedyną osobą na świecie, która go kochała była jego matka. Brat i ojciec mieli go głęboko w dupie, a o reszcie nie było co mówić. Jak to możliwe, że jednak nie został na świecie zupełnie sam i jeszcze dla kogoś coś znaczy? Nie mogąc wytrzymać sięgnął po telefon, gdy zatrzymał się pod swoim blokiem i wystukał wiadomość do Asha.
~ Mam nadzieję, że masz jutro czas po szkole. Niżej wysyłam Ci adres. Czeka nas jeszcze pewna misja, pamiętasz? Kocham cię, śpij dobrze ;)
Wysłał SMSa z szerokim uśmiechem opierając się o fotel. Jeżeli się uda, pierwszy raz będzie gościł u siebie Ashtona. Będzie musiał coś ugotować? Posprzątać?
- O kuźwa! - wypadł z auta przypominając sobie jak wygląda jego mieszkanie i jeżeli chciał je ogarnąć do jutra to musiał zacząć natychmiast.
Ashton?
6.09.2019
Od Ashtona CD Eliotta
Nie trzeba było być wybitnie utalentowanym psychologiem czy behawiorystą aby zobaczyć, że widok Eliotta, a tym bardziej jego przywitanie, nie spodobało się Michaelowi. Ash powiódł wzrokiem od brata, którego znał już za dobrze, do swego towarzysza z niemą sugestią w oczach, aby nie mówił nic więcej, gdyż może się to nie skończyć zbyt przyjemnie. Muzyk chyba w całym zdenerwowaniu, związanym z tym, co się wydarzyło przed chwilą, a także rozmową ze starszym z Crowley'ów, nie od razu zrozumiał sugestię. Cóż, na jego miejscu czarownik także byłby nerwowy.
— Robiliśmy projekt do szkoły, na przyrodę..— zaczął ogar z szerokim uśmiechem. Nastolatek westchnął prawie bezgłośnie.
— Biologię.
— Tak, biologię, oczywiście. Ale to prawie to samo, prawda?
Mike uniósł dłoń ku górze, uciszającym tym samym blondyna. Mężczyzna mierzył chwilę wzrokiem ich dwójkę, a gdy spojrzał na adepta magii, ten już wiedział, co go czeka. Jedyne, co mu zostało, to mentalne przygotowanie się na zruganie.
— Ashton — zaczął demon spokojnym tonem, jakiego mógł użyć tylko człowiek, w którego wnętrzu aż buzowało od złości — Czy naprawdę sądziłeś, że się nie dowiem?
Zamiast odpowiedzieć, czarownik wbił wyczekujące spojrzenie w oczy brata. Odruchowo przesunął się także w stronę Eliotta.
— Spodziewałem się po tobie wszystkiego, naprawdę, ale nie tego, że zaczniesz sprowadzać mi facetów do domu. Wiem, czarownicy mają to już w genach, ale myślałem, że jesteś inny — Michael przerwał na chwilę, jakby uznał, że nie ma sensu prowadzić rozmowy w tym momencie — Będziemy musieli porozmawiać na ten temat. Wieczorem. Teraz jestem zmęczony. A na ten moment, róbcie co macie robić. Do szkoły czy chuj wie gdzie, ale te wasze zabawy przenieście gdzieś indziej. Poza mój dom.
— Pragnę zauważyć, że ja tutaj też mieszkam. Sam mnie przygarnąłeś, nie było tak? Z resztą, ty sobie sprowadzasz do domu jakieś obce kobiety i ja mam udawać, że to, że spędzasz z nimi więcej czasu niż ze mną mi nie przeszkadza, a kiedy ja znajduję kogoś, to nagle to wielka obraza majestatu? Pod jakim względem Eliott jest gorszy od Natalie? Pod tym, że jest chłopakiem?
— Ashton, powiedziałem, że nie jestem w nastroju na takie rozmowy.
— Chuja, a nie powiedziałeś — wszedł mu w słowo czarownik. Bez większego zastanowienia złapał zdezorientowanego, chociaż posłusznie milczącego blondyna za rękę — Eliott jest moim partnerem czy to ci się podoba czy nie. I jak będę chciał, będę pieprzył się z nim nawet i na tarasie, a tobie nic będzie do tego.
— Wiesz w ogóle, co to słowo znaczy? — Michael machnął z irytacją dłonią, ucinając temat. W chwili gdy odwrócił się, aby pójść do salonu, Ashton, zaciskając usta w wąską kreskę pociągnął za sobą ogara do sypialni. Dopiero tam go puścił, lecz bez słowa wyjaśnień wyciągnął z szafy pudełko z pięcioma świecami.
— Może jednak będzie lepiej jak pójdę, co? — Muzyk podrapał się nerwowo w tył głowy, po czym przysiadł na skraju szafki nocnej, skąd obserwował poczynania czarownika, który to ustawiał poszczególne zapalone świece w na pozór losowych miejscach w pokoju — Nie chcę twojego brata denerwować. Jeśli wiesz, co mam na myśli.
— Nie przejmuj się nim — Młodzieniec postawił ostatnią świeczkę przed drzwiami, a następnie włączył niską wieżę na komodzie. Wkrótce z głośnika popłynęły pierwsze nuty utworu z listy na podłączonym do urządzenia telefonie.
— Nie wejdzie tutaj — Ash ujął twarz ogara w dłonie, składając długi pocałunek na nadal nieco wilgotnych wargach Eliotta. Przymknął nieco oczy, gdy poczuł na nadgarstkach ciepłe opuszki palców młodzieńca, zapewne szukające oparcia po tak nagłym ruchu ze strony bruneta. Po części na oślep czarownik pchnął partnera na łóżko, samemu zostając na nogach. Jasnowłosy zaśmiał się krótko pod nosem, gdy w końcu dostrzegł wzór w ustawionych po pokoju świecach.
— Pentagram. Co za sprytna bestia z ciebie.
— Biały w dodatku — Nastolatek zrzucił z siebie ciemnoszarą koszulkę, odrzucając ją gdzieś na bok. Pod meble. Gdziekolwiek. Nie to było ważne. Spojrzenie, jakim obdarzył go ogar wywołało przyjemne uczucie zadowolenia i satysfakcji w sercu młodzieńca. Nie mógł powstrzymać się przed ostrożnym podejściem do towarzysza, a następnie zajęciu miejsca między jego rozchylonymi nogami. Nim zdołał zareagować, ręce Eliotta znalazły się na plecach chłopaka, badając bladą skórę i muskając wystający kręgosłup. Ashton zamruczał głęboko, wykorzystując tę drobną chwilę pieszczot na delikatny pocałunek, zakończony złapaniem górnej wargi muzyka w zęby. Sprawne dłonie Crowleya przemierzyły drogę od łopatek ukochanego, aż przez jego kark, kończąc na włosach z tyłu głowy.
— Kocham cię, Eliott — wyszeptał do ucha blondyna, małego promyczka, nie, płomienia, rozświetlającego ogarniające świat ciemności. Dotyk na ciele i przyspieszony oddech ogara doprowadzał czarownika do szaleństwa, sprawiając, iż ten w przypływie ekscytacji pociągnął Cartiera za cienkie kosmyki. Pełne pożądania spojrzenie padło na unoszącą się nieznacznie grdykę, która to stała się następnym celem Asha. Kolejne pocałunki składane na skórze jak niewypowiedziane dotąd słowa obietnic, tych, jakie ugrzęzły głęboko w gardle pod warstwą wstydu. Nieśmiałości. Obu tych rzeczy.
Kiedy opadł na plecy, Ashton poddał się bez protestów ruchowi Eliotta. Puścił jednak włosy, dłoń przenosząc na pierś muzyka, zaciskając chude palce na materiale. Wymienili znaczące spojrzenia. Prawie niewidoczne skinięcie głową i już parę chwil później koszulka muzyka leżała obok nich. Czarownik uśmiechnął się delikatnie, po czym powiódł palcem po ciemnym śladzie na skórze kochanka. Musiał przeczytać litery kilkukrotnie, razem i każde z osobna, nim jego omamiony chwilą umysł zdołał pojąć znaczenie wyrazów.
— Carpe diem — przeczytał, a następnie pocałował czule znamię, dla jednych symbol głupich decyzji w dzieciństwie, dla niego kolejny ołtarz na ciele małego świata Asha — Pasuje do ciebie.
— Bo jestem optymistą? — Ręka starszego chłopaka zwichrzyła włosy Crowleya, który to uniósł spojrzenie na twarz ogara. Na widok lśniących oczu usta czarownika wykrzywiły się w lekkim, lecz szczerym uśmiechu.
— Mmm.. Dziecko szczęścia z ciebie — Brunet otarł się ostrożnie o ciało Eliotta, ciągle obserwując jego reakcję. Nie chciał przecież zrobić jeden z tych kroków, po którym nie jest w stanie już się cofnąć. Nie chciał też, aby Elly go zostawił. Nie teraz. Palce czarownika powróciły do pieszczenia szyi mruczącego cicho muzyka, aby z czasem począć masować okolice uszu. To wywołało wręcz automatyczną reakcję. Nieprzygotowane do takich działań ciało jasnowłosego spięło się pod Ashem, a jego właściciel przygryzł z lekka wargę. Magiczny adept usłyszał jak serce Elly'ego przyspiesza, jeszcze bardziej niż wcześniej. Nieświadomie przesunął policzek nad to miejsce, jakby chciał wsłuchać się w ten rytm, przypominający ptaka zamkniętego w kościanej klatce. Zniewoloną duszę w cielesnej powłoce.
— Jesteś taki cudowny — Opuszki przesunęły się zza ucha na szczękę ogara, oferując mu chwilę odpoczynku, podczas której to Crowley powoli, nieznośnie powoli wręcz, przesuwał się po rysach twarzy, muskając nos, gładząc gorące powieki, drażniąc usta...
Eliott?
— Robiliśmy projekt do szkoły, na przyrodę..— zaczął ogar z szerokim uśmiechem. Nastolatek westchnął prawie bezgłośnie.
— Biologię.
— Tak, biologię, oczywiście. Ale to prawie to samo, prawda?
Mike uniósł dłoń ku górze, uciszającym tym samym blondyna. Mężczyzna mierzył chwilę wzrokiem ich dwójkę, a gdy spojrzał na adepta magii, ten już wiedział, co go czeka. Jedyne, co mu zostało, to mentalne przygotowanie się na zruganie.
— Ashton — zaczął demon spokojnym tonem, jakiego mógł użyć tylko człowiek, w którego wnętrzu aż buzowało od złości — Czy naprawdę sądziłeś, że się nie dowiem?
Zamiast odpowiedzieć, czarownik wbił wyczekujące spojrzenie w oczy brata. Odruchowo przesunął się także w stronę Eliotta.
— Spodziewałem się po tobie wszystkiego, naprawdę, ale nie tego, że zaczniesz sprowadzać mi facetów do domu. Wiem, czarownicy mają to już w genach, ale myślałem, że jesteś inny — Michael przerwał na chwilę, jakby uznał, że nie ma sensu prowadzić rozmowy w tym momencie — Będziemy musieli porozmawiać na ten temat. Wieczorem. Teraz jestem zmęczony. A na ten moment, róbcie co macie robić. Do szkoły czy chuj wie gdzie, ale te wasze zabawy przenieście gdzieś indziej. Poza mój dom.
— Pragnę zauważyć, że ja tutaj też mieszkam. Sam mnie przygarnąłeś, nie było tak? Z resztą, ty sobie sprowadzasz do domu jakieś obce kobiety i ja mam udawać, że to, że spędzasz z nimi więcej czasu niż ze mną mi nie przeszkadza, a kiedy ja znajduję kogoś, to nagle to wielka obraza majestatu? Pod jakim względem Eliott jest gorszy od Natalie? Pod tym, że jest chłopakiem?
— Ashton, powiedziałem, że nie jestem w nastroju na takie rozmowy.
— Chuja, a nie powiedziałeś — wszedł mu w słowo czarownik. Bez większego zastanowienia złapał zdezorientowanego, chociaż posłusznie milczącego blondyna za rękę — Eliott jest moim partnerem czy to ci się podoba czy nie. I jak będę chciał, będę pieprzył się z nim nawet i na tarasie, a tobie nic będzie do tego.
— Wiesz w ogóle, co to słowo znaczy? — Michael machnął z irytacją dłonią, ucinając temat. W chwili gdy odwrócił się, aby pójść do salonu, Ashton, zaciskając usta w wąską kreskę pociągnął za sobą ogara do sypialni. Dopiero tam go puścił, lecz bez słowa wyjaśnień wyciągnął z szafy pudełko z pięcioma świecami.
— Może jednak będzie lepiej jak pójdę, co? — Muzyk podrapał się nerwowo w tył głowy, po czym przysiadł na skraju szafki nocnej, skąd obserwował poczynania czarownika, który to ustawiał poszczególne zapalone świece w na pozór losowych miejscach w pokoju — Nie chcę twojego brata denerwować. Jeśli wiesz, co mam na myśli.
— Nie przejmuj się nim — Młodzieniec postawił ostatnią świeczkę przed drzwiami, a następnie włączył niską wieżę na komodzie. Wkrótce z głośnika popłynęły pierwsze nuty utworu z listy na podłączonym do urządzenia telefonie.
— Nie wejdzie tutaj — Ash ujął twarz ogara w dłonie, składając długi pocałunek na nadal nieco wilgotnych wargach Eliotta. Przymknął nieco oczy, gdy poczuł na nadgarstkach ciepłe opuszki palców młodzieńca, zapewne szukające oparcia po tak nagłym ruchu ze strony bruneta. Po części na oślep czarownik pchnął partnera na łóżko, samemu zostając na nogach. Jasnowłosy zaśmiał się krótko pod nosem, gdy w końcu dostrzegł wzór w ustawionych po pokoju świecach.
— Pentagram. Co za sprytna bestia z ciebie.
— Biały w dodatku — Nastolatek zrzucił z siebie ciemnoszarą koszulkę, odrzucając ją gdzieś na bok. Pod meble. Gdziekolwiek. Nie to było ważne. Spojrzenie, jakim obdarzył go ogar wywołało przyjemne uczucie zadowolenia i satysfakcji w sercu młodzieńca. Nie mógł powstrzymać się przed ostrożnym podejściem do towarzysza, a następnie zajęciu miejsca między jego rozchylonymi nogami. Nim zdołał zareagować, ręce Eliotta znalazły się na plecach chłopaka, badając bladą skórę i muskając wystający kręgosłup. Ashton zamruczał głęboko, wykorzystując tę drobną chwilę pieszczot na delikatny pocałunek, zakończony złapaniem górnej wargi muzyka w zęby. Sprawne dłonie Crowleya przemierzyły drogę od łopatek ukochanego, aż przez jego kark, kończąc na włosach z tyłu głowy.
— Kocham cię, Eliott — wyszeptał do ucha blondyna, małego promyczka, nie, płomienia, rozświetlającego ogarniające świat ciemności. Dotyk na ciele i przyspieszony oddech ogara doprowadzał czarownika do szaleństwa, sprawiając, iż ten w przypływie ekscytacji pociągnął Cartiera za cienkie kosmyki. Pełne pożądania spojrzenie padło na unoszącą się nieznacznie grdykę, która to stała się następnym celem Asha. Kolejne pocałunki składane na skórze jak niewypowiedziane dotąd słowa obietnic, tych, jakie ugrzęzły głęboko w gardle pod warstwą wstydu. Nieśmiałości. Obu tych rzeczy.
Kiedy opadł na plecy, Ashton poddał się bez protestów ruchowi Eliotta. Puścił jednak włosy, dłoń przenosząc na pierś muzyka, zaciskając chude palce na materiale. Wymienili znaczące spojrzenia. Prawie niewidoczne skinięcie głową i już parę chwil później koszulka muzyka leżała obok nich. Czarownik uśmiechnął się delikatnie, po czym powiódł palcem po ciemnym śladzie na skórze kochanka. Musiał przeczytać litery kilkukrotnie, razem i każde z osobna, nim jego omamiony chwilą umysł zdołał pojąć znaczenie wyrazów.
— Carpe diem — przeczytał, a następnie pocałował czule znamię, dla jednych symbol głupich decyzji w dzieciństwie, dla niego kolejny ołtarz na ciele małego świata Asha — Pasuje do ciebie.
— Bo jestem optymistą? — Ręka starszego chłopaka zwichrzyła włosy Crowleya, który to uniósł spojrzenie na twarz ogara. Na widok lśniących oczu usta czarownika wykrzywiły się w lekkim, lecz szczerym uśmiechu.
— Mmm.. Dziecko szczęścia z ciebie — Brunet otarł się ostrożnie o ciało Eliotta, ciągle obserwując jego reakcję. Nie chciał przecież zrobić jeden z tych kroków, po którym nie jest w stanie już się cofnąć. Nie chciał też, aby Elly go zostawił. Nie teraz. Palce czarownika powróciły do pieszczenia szyi mruczącego cicho muzyka, aby z czasem począć masować okolice uszu. To wywołało wręcz automatyczną reakcję. Nieprzygotowane do takich działań ciało jasnowłosego spięło się pod Ashem, a jego właściciel przygryzł z lekka wargę. Magiczny adept usłyszał jak serce Elly'ego przyspiesza, jeszcze bardziej niż wcześniej. Nieświadomie przesunął policzek nad to miejsce, jakby chciał wsłuchać się w ten rytm, przypominający ptaka zamkniętego w kościanej klatce. Zniewoloną duszę w cielesnej powłoce.
— Jesteś taki cudowny — Opuszki przesunęły się zza ucha na szczękę ogara, oferując mu chwilę odpoczynku, podczas której to Crowley powoli, nieznośnie powoli wręcz, przesuwał się po rysach twarzy, muskając nos, gładząc gorące powieki, drażniąc usta...
Eliott?
5.09.2019
Od Eliotta CD Ashtona
Świat Eliotta na chwilę zawirował, a potem jakby gwałtownie zatrzymał się w miejscu. Zamknął oczy nie mając odwagi ich otworzyć, a jego serce biło jak oszalałe praktycznie wyrywając się z jego piersi. Można powiedzieć, że sprawiało mu to ból, ale taki, który czuć mógł w nieskończoność. Mając Ashtona tak blisko siebie mógł spokojnie stwierdzić, że ma wszystko czego potrzebuje i o nic więcej nie musi prosić. Trzeba przyznać, że zachowanie nastolatka bardzo go zszokowało na tyle, że blondyn musiał się na chwilę odsunąć i zbadać, czy to nie stało się przypadkiem. Może Ashton znów robił to z jakiegoś błahego powodu. Nie, jego zawiedziona mina i czerwone policzki, gdy Eliott się oddalił wskazywały tylko na jedno i ogar nie mógł dłużej czekać. Nie chciał hamować swojego pragnienia, które zbierało się w nim od momentu pierwszego pocałunku w lesie. Niby nic nie znaczył, a zawładnął jego sercem bez żadnych trudności i teraz nie miał zamiaru się wycofywać. Spoglądając w oczy czarownika położył swoją dłoń na jego karku i przyciągnął go ponownie łącząc ich usta razem. Poczuł jak po jego kręgosłupie przebiega przyjemny dreszcz, przez co lekko się wzdrygnął. Niekontrolowanie zaczął posuwać się nieco dalej i lekko pchnął Ashtona na poduszki, sam przenosząc się nad niego. Bez pozwolenia pogłębił pocałunek, ale o dziwo młodszego chłopaka wcale to nie zraziło. Eliott mimowolnie się uśmiechnął czując na swoich ustach przyjemny dotyk warg Asha i nie miał serca tego przerywać. W głowie miał zupełną pustkę i nawet się na tym nie skupiał, gdy to po jakimś czasie przeniósł jedną rękę na brzuch bruneta żeby zaraz lekko wsunąć ją pod koszulkę. Ciało czarownika widocznie się spięło, a jego ręce spoczęły na barkach jasnowłosego. Eliott nie wiedział na jak wiele mógł sobie pozwolić i szczerze nie potrafił się kontrolować, ale dźwięk przekręcanych kluczy gdzieś w drugiej części mieszkania, był dla niego jak kubeł zimnej wody. Z początku uznał to za błahostkę i kontynuował ich pocałunek, gdy to poczuł mocne odepchnięcie. Uniósł szeroko brwi czując jak ich wargi się rozłączają, a on spada z łóżka prosto na tyłek. Cicho syknął masując obolały pośladek i obserwował jak wystraszony Ashton wstaje z łóżka i szybko zamyka drzwi do pokoju.
- Co jest? - mruknął niezadowolony ogar.
- Cicho! Mój brat wrócił - uciszył go szybko rozglądając się po pokoju jakby szukając miejsca, gdzie może schować swojego gościa - Jakby się pytał to robimy razem coś do szkoły.
- Ja nie chodzę do szkoły - zmrużył lekko oczy, po czym głośno się zaśmiał - Wyluzuj Ashie - dodał prawie, że szeptem.
- Ciiii! - szybko przy nim ukucnął i położył mu rękę na ustach - Po prostu tu zostań - dodał po chwili ciszy i wyszedł z pokoju przeciskając się przez szczelinę widocznie bojąc się szerzej uchylić drzwi.
Chłopak w końcu podniósł się z podłogi i wyprostował nieco zgniecione ubrania. Z uśmiechem przejechał palcami po ustach przypominając sobie scenę sprzed kilku chwil. Naturalnie ich poniosło, a jemu chciało się teraz tylko skakać i krzyczeć ze szczęścia. Oczywiście, jego radość nie mogła trwać bez końca. No bo co jeżeli to było chwilowe i nigdy się nie powtórzy? Może Ashton będzie uważał, że był to błąd i już nigdy nie będzie chciał się z nim zobaczyć. Chłopak głośno przełknął ślinę obawiając się właśnie takich obrotów akcji i podszedł nieco bliżej drzwi. Przystawił do nich ucho i korzystając ze swojego nadzwyczaj dobrego słuchu starał się wyłapać coś z rozmowy rodzeństwa. Eliott nigdy nie widział starszego brata Asha i nawet mało o nim słyszał. Zupełnie nie wiedział czego mógł się spodziewać, gdy niechcący ręka osunęła mu się na klamkę i wpadł jak potłuczony do salonu. Poczuł na sobie od razu dwa spojrzenia, a gdy uniósł rozkojarzony wzrok ujrzał wysokiego mężczyznę i Ashtona obok, który chował twarz w dłoniach i szybko kręcił głową. Można powiedzieć, że ogar po raz kolejny pochwalił się swoją niezdarnością. Był pewny, że Ash go w końcu przez to znienawidzi.
- Eee… Hej, brachu? - uśmiechnął się głupio od razu prostując się i wyciągając rękę przed siebie na przywitanie.
Chyba jeszcze nigdy jego dłonie nie były tak spocone, a oddech tak niespokojny. Zerknął tylko na Asha, który mocno klepnął się w czoło i już wiedział, jak bardzo spieprzył sytuację.
Ashton? XD
- Co jest? - mruknął niezadowolony ogar.
- Cicho! Mój brat wrócił - uciszył go szybko rozglądając się po pokoju jakby szukając miejsca, gdzie może schować swojego gościa - Jakby się pytał to robimy razem coś do szkoły.
- Ja nie chodzę do szkoły - zmrużył lekko oczy, po czym głośno się zaśmiał - Wyluzuj Ashie - dodał prawie, że szeptem.
- Ciiii! - szybko przy nim ukucnął i położył mu rękę na ustach - Po prostu tu zostań - dodał po chwili ciszy i wyszedł z pokoju przeciskając się przez szczelinę widocznie bojąc się szerzej uchylić drzwi.
Chłopak w końcu podniósł się z podłogi i wyprostował nieco zgniecione ubrania. Z uśmiechem przejechał palcami po ustach przypominając sobie scenę sprzed kilku chwil. Naturalnie ich poniosło, a jemu chciało się teraz tylko skakać i krzyczeć ze szczęścia. Oczywiście, jego radość nie mogła trwać bez końca. No bo co jeżeli to było chwilowe i nigdy się nie powtórzy? Może Ashton będzie uważał, że był to błąd i już nigdy nie będzie chciał się z nim zobaczyć. Chłopak głośno przełknął ślinę obawiając się właśnie takich obrotów akcji i podszedł nieco bliżej drzwi. Przystawił do nich ucho i korzystając ze swojego nadzwyczaj dobrego słuchu starał się wyłapać coś z rozmowy rodzeństwa. Eliott nigdy nie widział starszego brata Asha i nawet mało o nim słyszał. Zupełnie nie wiedział czego mógł się spodziewać, gdy niechcący ręka osunęła mu się na klamkę i wpadł jak potłuczony do salonu. Poczuł na sobie od razu dwa spojrzenia, a gdy uniósł rozkojarzony wzrok ujrzał wysokiego mężczyznę i Ashtona obok, który chował twarz w dłoniach i szybko kręcił głową. Można powiedzieć, że ogar po raz kolejny pochwalił się swoją niezdarnością. Był pewny, że Ash go w końcu przez to znienawidzi.
- Eee… Hej, brachu? - uśmiechnął się głupio od razu prostując się i wyciągając rękę przed siebie na przywitanie.
Chyba jeszcze nigdy jego dłonie nie były tak spocone, a oddech tak niespokojny. Zerknął tylko na Asha, który mocno klepnął się w czoło i już wiedział, jak bardzo spieprzył sytuację.
Ashton? XD
3.09.2019
Od Ashtona CD Eliotta
Słowa ponownie ugrzęzły w gardle młodzieńca. Chciał powiedzieć Eliottowi tak wiele. Tyle słów cisnęło się na język Ashtona, gotowe złożyć się w jedno, szczeniackie wyznanie. Nie mógł się przed nim powstrzymać. Nie w chwili, gdy widział przed swą twarzą na swój sposób kojące oblicze ogara. Przyjaciela. Czy tak mógł go określić? Czy przypadkiem nie czuł...
— Eliott..
...Czegoś więcej?
Jasnowłosy nie odpowiedział. Może działając nieco automatycznie, potrząsnął tylko jeszcze raz twarzą czarownika, czekając, aż ten rozwinie swoją wypowiedź. Bowiem powiedziane w ten sposób, drżącym głosem, słowa nabierać mogą zupełnie innego znaczenia. A w tej sytuacji, pełnej dwuznaczności, dobrze było wiedzieć, na czymś się stoi. Nie chciał kolejnych nieporozumień, dlatego wymusił u siebie słaby uśmiech. Jego cień wręcz.
— Dzisiaj powinieneś sobie odpuścić już trenowanie. Chcę Cię przypilnować, wiesz, żeby się nie okazało, że doszło do jakiś powikłań i zemdlejesz za kierownicą — Mówiąc to, brunet odsunął się ostrożnie od towarzysza, od razu splatając dłonie na piersi. Pozycja zamknięta, tak się to chyba zwało. Kiedy człowiek nie chce przyjąć żadnych argumentów przeciwko swej racji. I tak właśnie było w tej sytuacji. Obudziła się ta bardziej dominująca część osobowości nastolatka, która, w połączeniu z objawiającą się teraz troskliwością i opiekuńczością, stworzyła nietypową dla Crowley'a mieszankę, przez którą muzyk został zmuszony do poddania się propozycji młodzieńca. Dostrzec można to było w nagłym błysku w oczach jasnowłosego, a także krótkim śmiechu, na jaki sobie pozwolił.
— Już nie patrz się tak na mnie, Ash. Spokojnie — powiedział, po czym przysiadł na skraju łóżka, obserwując poczynania czarownika. Ten gestem nakazał mu poczekanie, a następnie otworzył drzwi do pokoju, chcąc pójść do kuchni po dzbanek z wodą, gdyż nadal w pamięci pozostawał mu widok łapczywie pijącego Eliotta. Nim postąpił chociaż krok do przodu, do pokoju wdarły się wpierw psie pyski, a potem i reszta poruszających się wraz z merdaniem ogona ciał czworonożnych chowańców adepta magii. La Llorona jako pierwsza doskoczyła do blondyna, opierając łapy na jego ramionach i na swój sposób witając nowego gościa. Młodzieniec wyszedł na korytarz z przyjemnym ciepłem na sercu, gdy usłyszał śmiech towarzysza, spowodowany psimi pieszczotami.
Kiedy powrócił po kilku minutach z dzbankiem oraz kanapką na talerzu, Eliott starał się zaspokoić potrzebę atencji u obydwu stworzeń, gdyż nawet Teufel, zazwyczaj ociężały i leniwy, zebrał się w sobie do wskoczenia na pościel i ułożenia łba pod ramieniem ogara.
— Chyba cię polubiły — skomentował nastolatek, stawiając na wolnym fragmencie szafki przyniesione naczynia — Mam nadzieję, że nie napastują cię za bardzo?
— Nie, nie, oczywiście, że nie — Muzyk podrapał suczkę za uchem, na co ta przewróciła się na plecy. Zarówno on, jak i Ashton wybuchnęli śmiechem na ten widok. Drugi z nich usiadł obok Eliotta, który to nalał sobie wody do kubka i już nieco mniej zachłannie wypił jego zawartość.
Zapadła między nimi cisza, przerywana tylko odgłosami psiego szczęścia oraz dyszenia leżącego Teufela. W międzyczasie czarownik nieco nerwowo pocierał dłońmi o siebie, nie będąc pewnym, co powinien zrobić. Za wiele myśli przepływało przez umysł młodzieńca, stopniowo odbierając mu zdolność do logicznego myślenia. Może właśnie z tego powodu bez słowa złapał Eliotta za łokieć, zmuszając go do spojrzenia w swoją stronę, aby później pocałować go długo w usta, dygocząc na całym ciele jak zakochana nastolatka na szkolnym balu.
Eliott? ~
— Już nie patrz się tak na mnie, Ash. Spokojnie — powiedział, po czym przysiadł na skraju łóżka, obserwując poczynania czarownika. Ten gestem nakazał mu poczekanie, a następnie otworzył drzwi do pokoju, chcąc pójść do kuchni po dzbanek z wodą, gdyż nadal w pamięci pozostawał mu widok łapczywie pijącego Eliotta. Nim postąpił chociaż krok do przodu, do pokoju wdarły się wpierw psie pyski, a potem i reszta poruszających się wraz z merdaniem ogona ciał czworonożnych chowańców adepta magii. La Llorona jako pierwsza doskoczyła do blondyna, opierając łapy na jego ramionach i na swój sposób witając nowego gościa. Młodzieniec wyszedł na korytarz z przyjemnym ciepłem na sercu, gdy usłyszał śmiech towarzysza, spowodowany psimi pieszczotami.
Kiedy powrócił po kilku minutach z dzbankiem oraz kanapką na talerzu, Eliott starał się zaspokoić potrzebę atencji u obydwu stworzeń, gdyż nawet Teufel, zazwyczaj ociężały i leniwy, zebrał się w sobie do wskoczenia na pościel i ułożenia łba pod ramieniem ogara.
— Chyba cię polubiły — skomentował nastolatek, stawiając na wolnym fragmencie szafki przyniesione naczynia — Mam nadzieję, że nie napastują cię za bardzo?
— Nie, nie, oczywiście, że nie — Muzyk podrapał suczkę za uchem, na co ta przewróciła się na plecy. Zarówno on, jak i Ashton wybuchnęli śmiechem na ten widok. Drugi z nich usiadł obok Eliotta, który to nalał sobie wody do kubka i już nieco mniej zachłannie wypił jego zawartość.
Zapadła między nimi cisza, przerywana tylko odgłosami psiego szczęścia oraz dyszenia leżącego Teufela. W międzyczasie czarownik nieco nerwowo pocierał dłońmi o siebie, nie będąc pewnym, co powinien zrobić. Za wiele myśli przepływało przez umysł młodzieńca, stopniowo odbierając mu zdolność do logicznego myślenia. Może właśnie z tego powodu bez słowa złapał Eliotta za łokieć, zmuszając go do spojrzenia w swoją stronę, aby później pocałować go długo w usta, dygocząc na całym ciele jak zakochana nastolatka na szkolnym balu.
Eliott? ~
1.09.2019
Od Eliotta CD Ashtona
Ledwo wiedział co dzieje się wokół niego. Był w stanie jedynie wyczuć delikatny dotyk Ashtona, którego ręka spoczęła na jego czole. Starał się zebrać więcej sił żeby szerzej otworzyć oczy, ale był strasznie osłabiony, a z każdym oddechem coraz ciężej było mu nie zemdleć. Wszystko w środku paliło go, jakby rozpalono w nim ognisko, a przecież ugasił się w porę. Z bólu zaciskał szczękę czekając, aż ból przejdzie. Momentalnie jednak poczuł jak coś rozprzestrzenia się po jego ciele i przynosi mi niesamowitą ulgę, o którą tylko cicho się modlił. Odetchnął spokojnie, gdyż przynajmniej już nie cierpiał i z wycieńczenia pozwolił sobie na chwilę przysnąć.
Niespodziewanie poczuł mocne uderzenie w tył głowy, które jednak nie miało zrobić mu krzywdy. Gwałtownie odwrócił się w stronę skąd doszedł cios i zauważył swoją rzekomo zmarłą babkę. Rozejrzawszy się po okolicy stwierdził, że znajduje się w tym samym miejscu, gdzie niegdyś widywał matkę we snach. Była to wielka, kwiecista łąka, na której środku stała samotna wierzba. Jego babcia stała z założonymi rękami, a jej mina nie była zbyt przyjemna.
- Co tutaj robisz? - zmarszczyła brwi przyglądając mu się uważnie.
A więc to tak wita się kochanego wnuczka?
- Babcia? Ja… nie wiem, szczerze powiedziawszy. Chyba mi się przysnęło
A ty? - wzruszył ramionami uśmiechając się ciepło.
- Tyle to wiem! Pytam się jak mogłeś do tego dopuścić? A o mnie nie wypytuj! - westchnęła ciężko po chwili znosząc z tonu - Kim jest ten czarownik?
- To jest.. Mój przyjaciela, ale co to ma do rzeczy? - nie rozumiał zmartwienia u babci.
- Tacy jak on nie są naszymi przyjaciółmi. Jesteś świadomy tego, że chce cie wykorzystać? Jesteś mu potrzebny tylko dlatego, bo magia nie rozwiąże każdego problemu - wyjaśniła biorąc jego twarz w swoje uszkodzone przez wiek dłonie - Martwimy się o ciebie z matką. Nie powinieneś tak się narażać, nie panujesz nad sobą wystarczająco.
- Panuję, jest już lepiej. Ta bariera mnie po prostu przerosła, a ja przesadziłem - tłumaczył spoglądając w jej zawiedzione oczy - Ashton mnie nie wykorzystuje. Chcę mu pomóc bo… On jest dla mnie ważny. - dodał odwracając wzrok.
- Oh Elio - westchnęła babcia jakby zawiedzona - Dokonuj odpowiedzialnych wyborów i rób jak uważasz. Czekamy na ciebie.
Po tych słowach spuściła swoje ręce na jego ramiona, po czym pchnęła go mocno tak, że zatoczył się do tyłu i zaczął jakby spadać. Łąka zniknęła, a teraz otaczała go jedynie ciemność i chłód. Eliott za to był całkiem spokojny i lecąc dalej w otchłań przymknął powieki.
Nie długo musiał czekać na przebudzenie się, ale o dziwo nie znajdował się już z Ashtonem w lesie, a w jego pokoju.
- Tak mi przykro - nastolatek znajdował się tak blisko Eliotta, a jego dotyk bardzo go uspokajał tak samo jak i wargi przyciśnięte do jego czoła - Już nigdy nie pozwolę ci cierpieć. Nie z mojej winy, Elly..
Blondynowi chwilę zajęło zanim mógł poruszyć czymś więcej niż jednym palcem, a gdy się tego doczekał od razu uniósł obie ręce i położył je na plecach Ashtona. Nie mógł dłużej patrzeć i słuchać jak ten stoi nad nim i płacze. Ten widok był dla Eliotta jednym z najgorszych i zdecydowanie już nigdy nie chciał go ujrzeć, a napewno nie przez niego.
- Ash.. Jeżeli robię coś dla ciebie to ból nie ma znaczenia - uśmiechnął się do niego, gdy ten oderwał się od jego czoła, a jego twarz przedstawiała zdziwienie.
- Eliott! - oparł się o jego ramiona i dopiero kiedy blondyn przyciągnął go do siebie, ukrył twarz w jego koszulce - Przepraszam cię. Tak mnie wystraszyłeś..
Ogar już nic nie mówił tylko przytulił młodszego, który uronił ostatnie łzy. Było mu głupio, że tak go wystraszył swoją nieodpowiedzialnością i chciał jak najszybciej to zakończyć. Nagle Ashton podniósł się z łóżka i zniknął z pokoju po czym przyszedł ze szklanką wody, którą wręczył muzykowi. Eliott od razu całą wypił tak, że woda skapywała z jego brody. Szybko wytarł się o rękaw i odstawił szklankę na bok. Uniósł wzrok na Asha, a widząc jego wciąż zmartwioną minę, postarał się wstać, ale po pierwszej próbie od razu opadł na materac.
- Co cię tak dręczy? - zapytał Eliott marszcząc lekko brwi.
- Jeszcze pytasz? Ten plan odpada. Wybacz, że cię do tego w ogóle zmuszałem - odparł od razu chodząc niespokojnie po pokoju
- Przestań się w końcu obwiniać Ash. Miałem własne słowo w tej kwestii i nadal chce ci pomóc. Musimy kontynuować, jestem już gotowy, czuję to - w końcu się podniósł żeby podejść do bruneta i go w końcu zatrzymać stając naprzeciw niego mimo zawrotów głowy.
- Nie rozumiesz. Ta bariera to było jeszcze nic w porównaniu z tym, z czym będziesz musiał się mierzyć. Nie pozwolę ci na to - od razu pokręcił przecząco głową i lekko przymknął powieki.
Eliott skrzyżował ramiona przesadnie okazując swoje urażenie. Wiedział, że chłopak nie wątpi w niego, a zwyczajnie się martwi, ale to nie zmieniało faktu, że ogar był w stanie mu pomóc. Musiał po prostu myśleć bardziej o skuteczności i spokoju niż chęci popisania się przed młodszym jak to zrobił w lesie. Co racja to racja, chciał mu zwyczajnie zaimponować. Oczywiście nie przyzna mu się do tego, bo brunet uzna go za jeszcze większego idiotę. Blondyn w końcu opuścił ręce ze zmęczenia i nie myśląc co robi uniósł dłonie ku twarzy chłopaka. Objął ją w dłonie i lekko potrzasnął jego głową na boki cicho się śmiejąc.
- Dam radę i zrobię to, a ten twój mądry łeb musi to przyjąć do wiadomości - uśmiechnął się do niego usiłując wywołać u niego podobną reakcję.
Niech te smutne oczy już znikną do cholery.
Niespodziewanie poczuł mocne uderzenie w tył głowy, które jednak nie miało zrobić mu krzywdy. Gwałtownie odwrócił się w stronę skąd doszedł cios i zauważył swoją rzekomo zmarłą babkę. Rozejrzawszy się po okolicy stwierdził, że znajduje się w tym samym miejscu, gdzie niegdyś widywał matkę we snach. Była to wielka, kwiecista łąka, na której środku stała samotna wierzba. Jego babcia stała z założonymi rękami, a jej mina nie była zbyt przyjemna.
- Co tutaj robisz? - zmarszczyła brwi przyglądając mu się uważnie.
A więc to tak wita się kochanego wnuczka?
- Babcia? Ja… nie wiem, szczerze powiedziawszy. Chyba mi się przysnęło
A ty? - wzruszył ramionami uśmiechając się ciepło.
- Tyle to wiem! Pytam się jak mogłeś do tego dopuścić? A o mnie nie wypytuj! - westchnęła ciężko po chwili znosząc z tonu - Kim jest ten czarownik?
- To jest.. Mój przyjaciela, ale co to ma do rzeczy? - nie rozumiał zmartwienia u babci.
- Tacy jak on nie są naszymi przyjaciółmi. Jesteś świadomy tego, że chce cie wykorzystać? Jesteś mu potrzebny tylko dlatego, bo magia nie rozwiąże każdego problemu - wyjaśniła biorąc jego twarz w swoje uszkodzone przez wiek dłonie - Martwimy się o ciebie z matką. Nie powinieneś tak się narażać, nie panujesz nad sobą wystarczająco.
- Panuję, jest już lepiej. Ta bariera mnie po prostu przerosła, a ja przesadziłem - tłumaczył spoglądając w jej zawiedzione oczy - Ashton mnie nie wykorzystuje. Chcę mu pomóc bo… On jest dla mnie ważny. - dodał odwracając wzrok.
- Oh Elio - westchnęła babcia jakby zawiedzona - Dokonuj odpowiedzialnych wyborów i rób jak uważasz. Czekamy na ciebie.
Po tych słowach spuściła swoje ręce na jego ramiona, po czym pchnęła go mocno tak, że zatoczył się do tyłu i zaczął jakby spadać. Łąka zniknęła, a teraz otaczała go jedynie ciemność i chłód. Eliott za to był całkiem spokojny i lecąc dalej w otchłań przymknął powieki.
Nie długo musiał czekać na przebudzenie się, ale o dziwo nie znajdował się już z Ashtonem w lesie, a w jego pokoju.
- Tak mi przykro - nastolatek znajdował się tak blisko Eliotta, a jego dotyk bardzo go uspokajał tak samo jak i wargi przyciśnięte do jego czoła - Już nigdy nie pozwolę ci cierpieć. Nie z mojej winy, Elly..
Blondynowi chwilę zajęło zanim mógł poruszyć czymś więcej niż jednym palcem, a gdy się tego doczekał od razu uniósł obie ręce i położył je na plecach Ashtona. Nie mógł dłużej patrzeć i słuchać jak ten stoi nad nim i płacze. Ten widok był dla Eliotta jednym z najgorszych i zdecydowanie już nigdy nie chciał go ujrzeć, a napewno nie przez niego.
- Ash.. Jeżeli robię coś dla ciebie to ból nie ma znaczenia - uśmiechnął się do niego, gdy ten oderwał się od jego czoła, a jego twarz przedstawiała zdziwienie.
- Eliott! - oparł się o jego ramiona i dopiero kiedy blondyn przyciągnął go do siebie, ukrył twarz w jego koszulce - Przepraszam cię. Tak mnie wystraszyłeś..
Ogar już nic nie mówił tylko przytulił młodszego, który uronił ostatnie łzy. Było mu głupio, że tak go wystraszył swoją nieodpowiedzialnością i chciał jak najszybciej to zakończyć. Nagle Ashton podniósł się z łóżka i zniknął z pokoju po czym przyszedł ze szklanką wody, którą wręczył muzykowi. Eliott od razu całą wypił tak, że woda skapywała z jego brody. Szybko wytarł się o rękaw i odstawił szklankę na bok. Uniósł wzrok na Asha, a widząc jego wciąż zmartwioną minę, postarał się wstać, ale po pierwszej próbie od razu opadł na materac.
- Co cię tak dręczy? - zapytał Eliott marszcząc lekko brwi.
- Jeszcze pytasz? Ten plan odpada. Wybacz, że cię do tego w ogóle zmuszałem - odparł od razu chodząc niespokojnie po pokoju
- Przestań się w końcu obwiniać Ash. Miałem własne słowo w tej kwestii i nadal chce ci pomóc. Musimy kontynuować, jestem już gotowy, czuję to - w końcu się podniósł żeby podejść do bruneta i go w końcu zatrzymać stając naprzeciw niego mimo zawrotów głowy.
- Nie rozumiesz. Ta bariera to było jeszcze nic w porównaniu z tym, z czym będziesz musiał się mierzyć. Nie pozwolę ci na to - od razu pokręcił przecząco głową i lekko przymknął powieki.
Eliott skrzyżował ramiona przesadnie okazując swoje urażenie. Wiedział, że chłopak nie wątpi w niego, a zwyczajnie się martwi, ale to nie zmieniało faktu, że ogar był w stanie mu pomóc. Musiał po prostu myśleć bardziej o skuteczności i spokoju niż chęci popisania się przed młodszym jak to zrobił w lesie. Co racja to racja, chciał mu zwyczajnie zaimponować. Oczywiście nie przyzna mu się do tego, bo brunet uzna go za jeszcze większego idiotę. Blondyn w końcu opuścił ręce ze zmęczenia i nie myśląc co robi uniósł dłonie ku twarzy chłopaka. Objął ją w dłonie i lekko potrzasnął jego głową na boki cicho się śmiejąc.
- Dam radę i zrobię to, a ten twój mądry łeb musi to przyjąć do wiadomości - uśmiechnął się do niego usiłując wywołać u niego podobną reakcję.
Niech te smutne oczy już znikną do cholery.
Ashton? c:
30.08.2019
Od Ashtona CD Eliotta
O bogowie, o bogowie.
Tylko ta myśl obijała się o mentalne ściany w umyśle Ashtona, gdy cała akcja niszczenia bariery rozgrywała się przed jego oczyma. Nie wiedział, czy powinien zareagować, czy raczej stać jak ten idiota w miejscu, wpatrując się w płonącego Eliotta. To był głupi pomysł. Cholera, głupi!
Gdy tylko ciało muzyka zaczęło przegrywać ze złośliwą grawitacją, czarownik zebrał się w sobie i podbiegł do towarzysza, klękając przy nim i kładąc głowę ogara na swych kolanach. Spanikowanym wzrokiem wodził po jego sylwetce, szukając widocznych obrażeń czy poparzeń. Nieprzyjemny zapach benzyny drażnił nos młodzieńca, który to, po upewnieniu się, że blondyn nie wykrwawi się na oczach Crowleya, drżącą ręką odgarnął włosy z czoła Elly'ego.
— Eliott.. Na Samaela i wszelkie diabły Geocji... Nie powinieneś.. — Ashton przerwał, gdy poczucie winy ścisnęło mu gardło — Nie powinienem cię o to prosić. Kurwa, nie powinienem ci sugerować, abyś się podpalał po tak krótkim czasie!
— Będzie dobrze.. — powiedział cicho, jakby na płytkim wydechu jasnowłosy, próbując się uśmiechnąć. Był wyraźnie wyczerpany. Kto wie, co się działo wewnątrz ciała młodzieńca, gdy Ash tylko trwał jak słup soli, nie wiedząc, co ma zrobić. Tak bardzo chciał pomóc towarzyszowi, ale wyrzuty sumienia nie pozwalały mu na zrobienie czegokolwiek konkretnego. Zwłaszcza, że jego jedyne na wpół świadome myśli uciekały w złą stronę. Niestety, najlogiczniejszą w tym wypadku.
— Tak bardzo cię przepraszam — Chłopak przesunął dłoń na klatkę piersiową ogara, drugą ręką gładząc ostrożnie jego włosy. Może i przesadzał. Zapewne Eliott po dłuższym odpoczynku doszedłby do siebie, bez całej zabawy w magię czy przenoszenie. Ashton jednak nie myślał do końca trzeźwo, zaślepiał go żal, poczucie winy i obawa, że kolejna osoba, jaka stała się dla niego ważna, zniknie bezpowrotnie. Odejdzie, zostawiając czarownika samego.
Spomiędzy palców Crowleya wpierw wydobyła się typowa dla młodzieńca granatowa energia, jaka wkrótce rozjaśniła się, ostatecznie przyjmując prawie błękitną barwę. Czując nieprzyjemne pieczenie, a później także i trudny do opisania ból w ręce, brunet przygryzł wargę. Nie powinien używać białej magii, przestrzegali go przed nią zarówno nauczyciele, jak i pobratymcy. Nie było innej opcji. Nie widział żadnej.
Ogar spiął się pod wpływem leczniczej energii, wkrótce wydając z siebie ciche westchnienie ulgi. Zamknął nawet oczy, oddając się odprężeniu. Ashton dopiero po dłuższej chwili cofnął zaczerwienioną dłoń, poruszając odruchowo palcami, jakby miało to usunąć nieprzyjemne mrowienie. Jeszcze raz przyjrzał się Eliottowi, po czym przeniósł ich do pokoju nastolatka. Od razu spróbował wstać z łóżka, lecz zachwiał się, gdy magiczne konsekwencje tak dalekiej podróży postanowiły dobić go dodatkowo. Dlatego stanął parę kroków od leżącego na pościeli blondyna, czekając, aż będzie w stanie ruszyć się bez większych problemów. W tym czasie jego umysł wytworzył zwodniczą, podszytą stresem iluzję nieprzytomnego muzyka, na którego ciemnowłosy przeniósł zaszklone spojrzenie.
To przeze mnie to się stało, pomyślał, po czym starł ostrożnie kciukiem samotną kroplę spod oka, gdybym zrobił to inaczej... Dlaczego muszę wszystko niszczyć?
Przypomniał sobie ponownie swych rodziców, jakich napotkał w Zaświatach. Przez swe samopoczucie, wbrew sobie zaczął się przekonywać, że to z jego powodu ci nie żyją. Że to on jest źródłem wszelkich problemów, nawet tych najbardziej wymyślnych i nieprawdopodobnych.
— Tak mi przykro — Crowley pochylił się nad młodzieńcem, a następnie pocałował go długo w czoło, przez co parę łez zniknęło w jasnych włosach — Już nigdy nie pozwolę ci cierpieć. Nie z mojej winy, Elly...
Eliott? ^-^
Tylko ta myśl obijała się o mentalne ściany w umyśle Ashtona, gdy cała akcja niszczenia bariery rozgrywała się przed jego oczyma. Nie wiedział, czy powinien zareagować, czy raczej stać jak ten idiota w miejscu, wpatrując się w płonącego Eliotta. To był głupi pomysł. Cholera, głupi!
Gdy tylko ciało muzyka zaczęło przegrywać ze złośliwą grawitacją, czarownik zebrał się w sobie i podbiegł do towarzysza, klękając przy nim i kładąc głowę ogara na swych kolanach. Spanikowanym wzrokiem wodził po jego sylwetce, szukając widocznych obrażeń czy poparzeń. Nieprzyjemny zapach benzyny drażnił nos młodzieńca, który to, po upewnieniu się, że blondyn nie wykrwawi się na oczach Crowleya, drżącą ręką odgarnął włosy z czoła Elly'ego.
— Eliott.. Na Samaela i wszelkie diabły Geocji... Nie powinieneś.. — Ashton przerwał, gdy poczucie winy ścisnęło mu gardło — Nie powinienem cię o to prosić. Kurwa, nie powinienem ci sugerować, abyś się podpalał po tak krótkim czasie!
— Będzie dobrze.. — powiedział cicho, jakby na płytkim wydechu jasnowłosy, próbując się uśmiechnąć. Był wyraźnie wyczerpany. Kto wie, co się działo wewnątrz ciała młodzieńca, gdy Ash tylko trwał jak słup soli, nie wiedząc, co ma zrobić. Tak bardzo chciał pomóc towarzyszowi, ale wyrzuty sumienia nie pozwalały mu na zrobienie czegokolwiek konkretnego. Zwłaszcza, że jego jedyne na wpół świadome myśli uciekały w złą stronę. Niestety, najlogiczniejszą w tym wypadku.
— Tak bardzo cię przepraszam — Chłopak przesunął dłoń na klatkę piersiową ogara, drugą ręką gładząc ostrożnie jego włosy. Może i przesadzał. Zapewne Eliott po dłuższym odpoczynku doszedłby do siebie, bez całej zabawy w magię czy przenoszenie. Ashton jednak nie myślał do końca trzeźwo, zaślepiał go żal, poczucie winy i obawa, że kolejna osoba, jaka stała się dla niego ważna, zniknie bezpowrotnie. Odejdzie, zostawiając czarownika samego.
Spomiędzy palców Crowleya wpierw wydobyła się typowa dla młodzieńca granatowa energia, jaka wkrótce rozjaśniła się, ostatecznie przyjmując prawie błękitną barwę. Czując nieprzyjemne pieczenie, a później także i trudny do opisania ból w ręce, brunet przygryzł wargę. Nie powinien używać białej magii, przestrzegali go przed nią zarówno nauczyciele, jak i pobratymcy. Nie było innej opcji. Nie widział żadnej.
Ogar spiął się pod wpływem leczniczej energii, wkrótce wydając z siebie ciche westchnienie ulgi. Zamknął nawet oczy, oddając się odprężeniu. Ashton dopiero po dłuższej chwili cofnął zaczerwienioną dłoń, poruszając odruchowo palcami, jakby miało to usunąć nieprzyjemne mrowienie. Jeszcze raz przyjrzał się Eliottowi, po czym przeniósł ich do pokoju nastolatka. Od razu spróbował wstać z łóżka, lecz zachwiał się, gdy magiczne konsekwencje tak dalekiej podróży postanowiły dobić go dodatkowo. Dlatego stanął parę kroków od leżącego na pościeli blondyna, czekając, aż będzie w stanie ruszyć się bez większych problemów. W tym czasie jego umysł wytworzył zwodniczą, podszytą stresem iluzję nieprzytomnego muzyka, na którego ciemnowłosy przeniósł zaszklone spojrzenie.
To przeze mnie to się stało, pomyślał, po czym starł ostrożnie kciukiem samotną kroplę spod oka, gdybym zrobił to inaczej... Dlaczego muszę wszystko niszczyć?
Przypomniał sobie ponownie swych rodziców, jakich napotkał w Zaświatach. Przez swe samopoczucie, wbrew sobie zaczął się przekonywać, że to z jego powodu ci nie żyją. Że to on jest źródłem wszelkich problemów, nawet tych najbardziej wymyślnych i nieprawdopodobnych.
— Tak mi przykro — Crowley pochylił się nad młodzieńcem, a następnie pocałował go długo w czoło, przez co parę łez zniknęło w jasnych włosach — Już nigdy nie pozwolę ci cierpieć. Nie z mojej winy, Elly...
Eliott? ^-^
Subskrybuj:
Posty (Atom)