23.06.2020

Od Eliotta CD Ashtona

       Nasza misja? Powiodła się chociaż rzecz jasna nie obyło się bez licznych obrażeń i chwil zwątpienia. Ashowi póki co chyba odpuścili, w każdym razie dokonał tego, czego tak bardzo chciał, a ja wspierałem go w tym aż do końca. Dzięki temu zrozumiałem, że bez niego moje życie byłoby o wiele gorsze, a gdybym go stracił to moje serce nieodwracalnie rozpadłoby się na miliony kawałków. Na całe szczęście wszystko wróciło do normy, on wrócił do szkoły, ja do pracy, z której o mało mnie nie wylali i życie jakoś toczyło się dalej. Niestety w głowie nadal widniała ta jedna myśl, która nocami nie dawała mi spać, a dniami odwracała moją uwagę od wszystkiego co istotne. Kim byłem, jaki miałem cel w życiu i co miało nastąpić po nim? Dzięki Ashtonowi udało mi się porozumieć z matką, która powiedziała mi o wujku Lucjanie, który ponoć miał rozwiać moje wątpliwości, ale jakoś nie było czasu żeby go odwiedzić. Zdobyłem jego numer już dawno temu, ale nie odważyłem się zadzwonić. Pewnie nie odbierze, nie wiadomo w końcu jak skończył. Nie wiedziałem o nim zupełnie niczego, ale jeżeli matka mnie do niego pokierowała, to chyba można mu zaufać. O, zwłaszcza, że po ostatniej misji z Ashem moje moce magicznie się wyłączyły. No, może nie tak zupełnie. Nadal gdzieś głęboko w sobie czułem moc i siłę, ale nie potrafiłem ponownie wywołać tak wielkiego ognia jak udało mi się to zrobić tamtego dnia. Tym bardziej przyda mi się wizyta u rodzinki, bo przyznam, że zaczynało mnie to niepokoić. Może w końcu przyszedł na to czas?
    Stałem oparty o ścianę budynku, w którym przesiadywał Ash i wgapiałem się w ekran z wyświetlonym numerem. Mój palec niepokojąco drżał nie będąc pewnym, czy powinien to naciskać czy nie. Biłem się tak z myślami przez kilka długich minut, gdy z transu wyrwał mnie odgłos dzwonka wprawionego w drzwi przez otwarte drzwi, a z kawiarni kolejno zaczęli wychodzić ludzie. Mijali mnie obojętnie wpatrzeni w telefony lub zajęci rozmową ze znajomymi. Sam nie bardzo przejmowałem się ich obecnością, gdyż obchodziła mnie tu tylko jedna osoba, której czuprynę ujrzałem już niedługo. Brunet szedł spokojnym krokiem wgapiony w jakąś grubą i zapewne ciężką książkę nie zwracając uwagi na to, w którą stronę idzie. Mimo wszystko bezpiecznie dotarł do wyjścia, gdzie zbliżyłem się do niego i położyłem dłoń na stronach księgi, aby odciągnąć od nich Asha. Chłopak lekko zmarszczył brwi, ale nie dałem mu dojść do słowa, gdyż złączyłem nasze usta w czułym pocałunku. Uwielbiałem witać go tak przy wszystkich, a muszę przyznać, że przyciągaliśmy wiele ciekawskich spojrzeń. Mimowolnie uniosłem kąciki ust w końcu się od niego odrywając. Jego rozmarzona mina i rumieniec doprowadziły mnie do śmiechu.
- Co ciekawego tam czytasz, że nie możesz normalnie chodzić? - rozczochrałem jego ładnie ułożone włosy, chociaż jak dla mnie w każdej postaci były cudowne. Zwłaszcza w wersji od razu po przebudzeniu.
- Omawialiśmy głupią książkę o czarodziejach na spotkaniu stowarzyszenia. Nawet nie wiesz jakie głupoty potrafią pisać o czarownikach! Kociołki i spiczaste czapki, też mi coś… - prychnął zamykając książkę i schował ją do torby, po czym odwrócił się w moją stronę.
- Och rozumiem, to straszne - pokiwałem entuzjastycznie głową powstrzymując śmiech przez co dostałem lekkiego kopniaka w łydkę - No już buntowniku. Jedziemy do mnie? - dodałem obejmując go ramieniem i ruszyłem w stronę mojego auta.
- Jasne. Tyle, że dzisiaj będę musiał wcześniej wrócić, bo muszę się załatwić parę spraw - odparł idąc tak blisko, że ocierał się o mnie bokiem.
- Więc nie zostaniesz na noc? - spojrzałem na niego tym swoim specjalnym spojrzeniem, któremu wiedziałem, że nie będzie potrafił się oprzeć.
- Elly, nawet nie próbuj! - westchnął zrezygnowany odwracając głowę w przeciwną stronę żeby uniknąć kontaktu wzrokowego.
- Zobaczymy jak będziesz musiał wychodzić - wzruszyłem ramionami i odsunąłem się od czarownika, po czym otworzyłem auto.
Wsiedliśmy do środka, a zanim zdążyłem odpalić silnik, z tylnych siedzeń wyskoczył na nas Rhino. Skierował się wpierw oczywiście do Asha, gdyż ten ostatnimi czasy stał się jego ulubieńcem i zaczął lizać go po twarzy chcąc skraść mu kilka mokrych całusów. Brunet rozpaczliwie starał się go odepchnąć, ale było to chwilowo niemożliwe. Dopiero gdy to ja skończyłem się śmiać i zawołałem psa, odwrócił się w moją stronę i wrócił na tył wielce obrażony. Przewróciłem oczami wyciągając rękę, aby móc go pogłaskać i ruszyłem ku wyjazdowy z parkingu. Mój ukochany towarzysz zmazał ślinę ze swojej twarzy i wyprostował się na siedzeniu. Uśmiechnięty kierowałem pojazd w stronę swojego mieszkania. Nie miałem okazji widywać się z Ashem codziennie. Od naszej akcji był bardziej zajęty i miał więcej spraw do załatwienia w tym swoim świecie magii, do którego niestety nie miałem wstępu. Dlatego też każda chwila, w której mogłem go widzieć czy z nim porozmawiać i pocałować, była dla mnie wszystkim. Pogrążony we własnych myślach zerknąłem na swoją dłoń usiłując wydusić z niej chociaż iskrę. Miałem nadzieję, że obecność Asha doda mi sił, ale nic się nie stało. Zrezygnowany zmarszczyłem brwi spoglądając ponownie na drogę.
- Nadal nic? - usłyszałem zaniepokojony głos bruneta, który wskazywał na to, że dostrzegł moje bezsilne próby.
- Tia, to nic. Muszę dłużej poczekać i odzyskać siły. - stwierdziłem kiwając powoli głową, gdy to przypomniałem sobie i wujku - Wiesz, przypomniał mi się wujek, o którym mówiła moja matka. Chciałem do niego zadzwonić i ostatecznie go odwiedzić, ale nie miałem odwagi wybrać numeru - dodałem po chwili zerkając na niego.
- Jeżeli twoja matka chciała, żebyś go zobaczył to powinieneś to zrobić. Jak posiada te moce co ty, to pewnie pomoże ci je odzyskać - odparł kładąc dłoń na moim kolanie.
- Może i masz rację - zmrużyłem oczy skupiając się na drodze.
    Po kilku minutach byliśmy już w moim mieszkaniu. Rhino od razu pognał do swojej miski, bo chyba nieźle zgłodniał podczas tej jakże długiej wycieczki. Ash zaś rzucił się na kanapę odkładając swoje rzeczy na bok. Widząc jego bezwładną i zachęcającą pozę, nie mogłem się oprzeć i opadłem na niego. Swoim ciężarem wydusiłem z niego ciche sapnięcie, ale gdy zacząłem masować jego plecy, szybko mi to wybaczył. Uwielbiałem wdychać zapach jego ciała i czuć jego ciepło przy sobie. Zawsze niecierpliwie czekałem na te momenty, ale niestety nic nie trwało wiecznie. Ash pokierował swoją dłoń w stronę mojego biodra na co posłałem mu zadowolone spojrzenie, ale on tylko wyciągnął z mojej tylnej kieszeni telefon i podstawił mi go pod nos.
- Dzwoń - odparł stanowczo.
Wiedziałem, że się o mnie martwił i chciał mi pomóc, ale nie musiał tego robić w takim momencie. Wywróciłem oczami i zabrałem mu telefon, żeby wybrać numer wujka Lucjana. Wtulony w Asha dopiero gdy usłyszałem pierwszy sygnał zacząłem panikować. Co ja w ogóle miałem mu powiedzieć?! Zerwałem się do siadu i łapiąc się za głowę miałem nadzieję, że w kilka sekund uda mi się ułożyć kilka sensownych zdań. Niestety, osoba po drugiej stronie odebrała, a ja momentalnie wyprostowałem się jakby ktoś kopnął mnie w plecy.
- Pan Lucjan? - zapytałem niepewnie starając się opanować stres w moim głosie.
- Tak, kto mówi? - usłyszałem męski, spokojny głos.
- Tutaj Eliott. Syn Eweline, twojej siostry?... - zrobiłem dziwną minę czekając na jego reakcję.
- Elly! Całe wieki ciebie nie widziałem! Pewnie wyrosłeś na przystojnego gościa. To ode mnie zawsze dostawałeś najlepsze prezenty, pamiętasz? - ton jego głosu momentalnie zrobił się przyjemniejszy i tak uprzejmy, że miałem ochotę dalej z nim rozmawiać.
- Powaga?! Te świetne auta zdalnie sterowane były od ciebie? - uśmiechnąłem się szeroko na wspomnienie moich ulubionych zabawek z dzieciństwa - Jedno z nich mam chyba gdzieś w mieszkaniu - dodałem, przez co spotkałem się z rozbawionym spojrzeniem Asha.
- Wiedziałem, co dla ciebie najlepsze - zaśmiał się po drugiej stronie słuchawki - Odwiedziłbyś może starego wuja? Słyszałem, że mieszkasz w Seattle, a ja urzęduję raptem parę godzin stamtąd.
- Właściwie to dzwonię w tej sprawie. Wydaje mi się, że będziesz mógł mi pomóc - uznałem zaciskając palce na kanapie.
Po drugiej stronie nastała całkiem długa cisza, przez co musiałem sprawdzić czy mężczyzna się nie rozłączył. Dopiero po chwili uzyskałem odpowiedź.
- Jasne, rozumiem Eliott. Prześlę ci adres i możemy się umówić - odparł tym razem o wiele poważniej niż gdy rozmawialiśmy o zabawkowych autach.
Pokiwałem powoli głową i pożegnałem się z nim po czym rozłączyłem. Od razu wypuściłem z siebie całe wstrzymywane powietrze i spojrzałem na Asha. W końcu dowiem się o sobie czegoś więcej i może przy okazji odzyskam moce. Uśmiechnięty schowałem głowę pod jego koszulką przyciągając go do siebie.

Ash? c:

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Szablon
synestezja
panda graphics