28.06.2020

Od Liama CD Niny

Nie pierwszy raz uznałem, że niczego sobie pomysłem będzie dorobienie sobie nieco na pracy popołudniami jako ratownik wodny. Zwykle zatrudniałem się do pilnowania plaży, jednak tym razem, z uwagi na porę roku, jaką mieliśmy, zdecydowałem się na pracę na basenie. Zwykle przynosiła ona z resztą mniej stresu, w grę nie wchodziły żadne prądy morskie, które mogły kogoś porwać, a mnie zmusić do skakania za nim, by pomóc mu się wydostać, żadne fale, za którymi ludzie znikali, często umyślnie zanurzając się pod wodę, mając chyba za cel przyprawić ratownika na plaży o zawał. To niezdecydowanie - skakać za nimi, czy nie skakać - było chyba najgorsze w takiej codziennej pracy. Chyba, że trafiła się jakaś niebezpieczna sytuacja, podtopienie... Taka sytuacja plasowała się mimo wszystko o wiele wyżej w kategorii "Sytuacje z życia ratownika, których raczej nikt nie chce uświadczyć, a i tak większości się zdarzają".
Na basenie było zwykle spokojniej. Szczególnie takim, jak ten, na który zatrudniłem się z Aną na jakiś czas, gdzie był w sumie tylko duży basen olimpijski i kilka mniejszych, plus pojedyncza zjeżdżalnia. Niewiele miejsc do popisywania się przed kumplami i robienia głupot. Większość osób przychodziła tu po prostu popływać, w ramach uprawiania jakiejś dyscypliny sportowej czy rehabilitacji. Więc albo uważali, albo potrafili pływać, zatem rzadko kiedy była potrzeba, żebym musiał wskakiwać do wody. Jak już, upomnienie z brzegu zwykle działało.
Tym razem wyszło jednak tak, że było, o dziwo, inaczej.
To znaczy, nie zrozumcie mnie źle. Do wody wskakiwać i tak nie musiałem. Siostra mnie wyręczyła, bo ona pierwsza zobaczyła, że dziewczyna, która dopiero co przyszła na basen, coś długo nie wypływa na powierzchnię...
Ja bym pewnie poczekał chwilę dłużej. Ale Ana to Ana. W gorącej wodzie kąpana. Zanim zdążyłem jej powiedzieć, że może nie ma potrzeby od razu rzucać się na ratunek, że może ma pojemne płuca i tak sobie tylko siedzi pod wodą, rozkoszuje się czasem wolnym... Siostra w kilku susach dopadła do basenu, wyuczonym przez wiele lat ćwiczeń skokiem wskoczyła z nóg na główkę do wody... Dla porządku poszedłem za nią, resztę basenu obserwował jeszcze jeden ratownik, który skinął mi głową, że mogę iść. Pokręciłem lekko głową, idąc w kierunku siostry, która już wyciągnęła topiącą się dziewczynę ponad powierzchnię wody i właśnie holowała ją ku brzegowi.
Schyliłem się, by pomóc jej wyciągnąć niedoszłą denatkę z wody. Natychmiast ułożyłem ją płasko na ziemi, zanim jednak zdążyłem sprawdzić funkcje życiowe, z wody wygrzebała się Ana. Dopadła dziewczyny, niemal odpychając mnie od niej, i sama przyłożyła ucho do nosa dziewczyny, z twarzą zwróconą ku jej klatce piersiowej. Westchnąłem, prostując się i zakładając ręce na piersi. Zaczynałem współczuć Mike'owi, który od kilku miesięcy (z tego, co się orientowałem) niemal codziennie musiał znosić zmienne nastroje mojej siostry. W sumie... w ostatnim czasie za każdym razem, gdy żartem pytałem jej, czy jest w ciąży, że ma takie humorki, próbowała zabić mnie wzrokiem, więc może coś było na rzeczy...
Nie był to jednak czas na tego typu rozważania. Mieliśmy potencjalną topielicę na głowie.
- Nie musisz mi jej wyrywać. Też mógłbym jej pomóc - zauważyłem, lekko rozbawionym tonem. Tak, tak, sytuacja może niezbyt dogodna do żartów. Co nie zmieniało faktu, że podejście mojej siostry w kwestii ratowania innych niezmiennie mnie bawiło.
- No to dawaj, bohaterze - wysyczała, przez zaciśnięte zęby, obdarzając mnie morderczym spojrzeniem. - Wykonaj oddechy ratownicze, skoro tak wszystko wiesz najlepiej.
Prychnąłem, machnąłem od niechcenia ręką, jednocześnie sięgając po żywioł, którym się posługiwałem. Pchnąłem powietrze w płuca nieprzytomnej dziewczyny, zastępując nim zalegającą tam wodę... Niedoszła topielica otworzyła gwałtownie oczy, a Ana w ostatniej chwili przechyliła ją na bok, tak, by woda, którą zwróciła zaraz potem, nie wpłynęła jej z powrotem do gardła. Ruda - choć teraz jej włosy, przez wodę, były ciemniejsze, niż gdy widziałem ją, jak wchodziła na pływalnię - rozkaszlała się po tym spazmatycznie. Ana poklepała ją posuwistym ruchem w górę po plecach, ja nadal tylko stałem i patrzyłem, jak się sprawy dalej potoczą...
I nagle, gdy adrenalina spowodowana dość niebezpieczną sytuacją, opadła, a ja zacząłem zwracać uwagę na inne bodźce, niż to, czy dziewczyna jeszcze żyje, w moje nozdrza uderzył dziwny zapach.
Cuchnie zmokłą kurą, usłyszałem w głowie głos siostry. Spojrzałem na nią. Patrzyła na dziewczynę krzywo. Niemal widziałem, jak impulsy nerwowe w jej mózgu przemieszczają się z zabójczą prędkością, próbując połączyć szczątkowe informacje w całość... I chyba coś wykminiły, bo dziewczyna pokręciła głową z niedowierzaniem, mruknęła pod nosem "idiotka" i wstała z klęczek. Klepnęła mnie w ramię, przechodząc obok, i rzuciła krótkie:
- Zajmij się nią, bo ja jej przyłożę za głupotę.
I, nie dodając nic więcej, wróciła na swoje stanowisko obserwacyjne przy basenie. Patrzyłam za nią chwilę, mrugając z niedowierzaniem. Dopiero po chwili przypomniałem sobie o, przed chwilą jeszcze półmartwej, dziewczynie, która dalej leżała na kafelkach. Westchnąłem ciężko, przykucając przy niej i pomagając jej się podnieść do pozycji siedzącej.
- Czyli co, wygląda na to, że zostaliśmy sami - rzuciłem swobodnym tonem. - Nie wiem, skąd u niej taka reakcja, ale chyba musisz jej wybaczyć. Ma ostatnio gorszy okres w życiu - zaśmiałem się, wskazując ruchem głowy moją siostrę, która już jak gdyby nigdy nic rozsiadła się na swoim krześle, patrząc wszędzie, tylko nie na nas. Westchnąłem ciężko i spojrzałem ponownie na Rudą. - Nic ci nie jest?

Nina?

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Szablon
synestezja
panda graphics