Wystarczyło, że rozgrzany od tak długiego przebywania w pobliżu wesoło trzaskającego ognia policzek Ashtona dotknął twardego posłania z trawy i co to tam było, aby zmorzyła go senność. Nim zasnął na dobre, prewencyjnie położył pod sobą kurtkę. Decyzja może i nie była inteligentna, jednak wierzył, że Taiga utrzyma ognisko w stanie użyteczności dostatecznie długo, żeby nie zamarzł. Z resztą, nie wiedział, jakie stworzenia chodzą po ziemi w tym dziwnym świecie, wolał mimo wszystko przeżyć tę noc w jednym kawałku, a nie zostać pożartym przez cukrowe chrabąszcze. Nastolatek ułożył się tylko ostrożnie na boku i już poczuł, że odpływa od całego, ogarniającego go zmęczenia, prosto w objęcia Morfeusza.
Na początku nic się nie działo. Dosłownie nic. Żadnych snów, żadnych zawstydzających wspomnień. Tylko ciemność.
Później gdzieś w pobliżu rozległ szelest, jakby coś przedzierało się przez krzaki. Ashton wsłuchał się w przestrzeń, licząc, że usłyszy budzącą go Taigę czy jej zdenerwowany głos. Poczuł budzący się w jego sercu niepokój, narastający z każdym kolejnym dźwiękiem, bowiem do szelestu dołączyło także szuranie i kapanie, a raczej mokre odgłosy kroków. Ktoś definitywnie znajdował się wokół ich obozu. Brunet szybko otworzył powieki i dostrzegł przed sobą oślepiającą wręcz biel. Szybko się zorientował, że leży na lustrzanej podłodze. Wyglądała na materialną, jednak podświadomie czarownik wiedział, iż taki stan rzeczy może się zmienić w każdej chwili. Podobnie było z pewną myślą, jaka zaczęła obijać się o jego umysł jak uwięziona osa. Nie odwracaj się.
Oczywistym było, że mięśnie chłopaka już się spieły, aby, pchane ciekawością, obejrzeć się za siebie, więc ich właściciel musiał z całych swych sił opanować się. Żeby ułatwić sobie to zadanie, wstał i ruszył przed siebie, licząc, że w końcu z bieli coś się wyłoni. Coś, co powie mu, gdzie się się znajduje. Ku swemu przerażeniu, usłyszał za sobą ten sam szelest, połączony z szuraniem, co wcześniej w lesie. Tym bardziej chciał się odwrócić, przez co Ash z coraz większym trudem powstrzymywał się przed spojrzeniem na tajemniczego prześladowcę. Przyspieszył kroku, w końcu zaczynając biec. Serce miotało się mu w piersi, a oczy otworzyły szerzej, gdy dostrzegł drzwi przed sobą. Crowley parł przed siebie, dysząc, prawie wręcz tracąc dech. Już prawie był na miejscu, wyciągnął dłoń w stronę klamki.
Nagle upadł, gdy śliska macka oplotła jego nogę. Legł jak długi, po czym spróbował złapać się paznokciami czegokolwiek, gdy stworzenie zaczęło go ciągnąć w tył, w mrok. Dopiero wtedy się odwrócił, a wrzask na widok masy wijących się, pozbawionych kości kończyn, przypominających wrzucone do kwasu ośmiornice, jakie złączyły się w to jedno wielkie, potworne stworzenie, ugrzązł mu w gardle. Ujrzał też dziesiątki, jak nie setki, ochrowożółtych oczu, mrugających raz po raz, jakby przyglądały się z ciekawością złapanemu Ashtonowi. Nastolatek automatycznie począł się szarpać, zwłaszcza w chwili, gdy kolejne odnóża chwytały go za nadgarstki czy talię.
— Zostaw mnie! — krzyknął na całe gardło, przerażony jak nigdy dotąd — Zostaw mnie! Proszę!
— Młody Crowley zawitał w Obliwionie — Z ciemności wyłonił się wysoki, umięśniony mężczyzna, który mógłby zostać uznany za człowieka, gdyby nie posiadał ogromnych bawolich rogów, wyrastających ze skroni, a także dodatkowych kilku par oczu. Nie mówiąc o smagającym powietrze jak bicz ogonie czy racicach zamiast nóg. Po chwili w okolicy rozszedł się piekielny śmiech demona.
— Przybywasz po moc, tak jak twój ojciec oraz zdradziecki pradziad, czyż nie?
— Puść mnie, proszę... Ja chcę tylko wrócić do domu.. — Ash załkał cicho i pociągnął nieelegancko nosem. Demon westchnął, po czym stanął okrakiem nad chłopakiem i przystawił mu do gardła ostrze bojowego topora, jaki zmaterializował się w jego dłoni.
— Dzieci powinny odpokutowywać za błędy swych przodków, Ashtonie Crowley'u — Broń wzniosła się gwałtownie. Czarownik odruchowo zamknął powieki, gdy usłyszał świst powietrza.
Obudził się zlany potem, podnosząc się gwałtownie do pozycji siedzącej. Obmacał swoje ciało, sprawdzając, czy wszystkie członki są na miejscu, a w piersi nie zionie rana po głowicy topora. Jak się okazało, nie dostrzegł niczego na pierwszy rzut oka, więc wyszedł ostrożnie z ich małego schronu i rozejrzał się w poszukiwaniu Taigi. Siedziała po drugiej stronie ogniska, jedząc jagody czy inne owoce. Uniósł lekko dłoń, aby ją powitać, lecz szybko schował ją za plecami, gdy dostrzegł na nadgarstku czerwone otarcia oraz ślady po przyssawkach. Zadrżał na samo wspomnienie dziwnego.. snu? Wizji?
— Cześć — powiedział, po czym usiadł na przeciwko czarownicy — Wszystko okay? Nic się nie działo?
Taiga?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taiga&Ashton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taiga&Ashton. Pokaż wszystkie posty
10.08.2019
9.08.2019
Od Taigi CD Ashtona
Spojrzałam, jak chłopak odchodzi, nie bardzo rozumiejąc nagłą zmianę w
jego zachowaniu. Kilka godzin temu, pokazywał swój strach, później
starał się zachować twarz "dorosłego"
po czym powiedział kilka słów o sobie i z obrazą odszedł. Nie miałam
zamiaru go gonić i dopytywać, nie interesowały mnie jego wewnętrzne
rozterki. Mogłam zrozumieć, że ciężko mu mówić o przeszłości. Rodzice
oddali jego i całe rodzeństwo do obcych ludzi, bez podawania
jakiegokolwiek powodu. To musiało zaboleć, zwłaszcza że zapewne był
wtedy jeszcze dzieciakiem, który absolutnie nie był stabilnie
emocjonalnie. Im dłużej o tym rozmyślałam, tym bardziej układało się to w
jasną całość. Jego przeszłość najwyraźniej miała duże odbicie na jego
aktualny styl bycia, a także i charakter. W końcu, czy to normalne, że
ludzie bez powodu odchodzą z nieznanego nikomu miejsca, z miejsca, gdzie
jest ognisko, druga osoba i można jako tako czuć się bezpiecznym? Cóż,
nie mi oceniać takie zachowania, nie ja jestem psychologiem, żeby z nim
rozmawiać i bawić się w sklejanie jego ran powstałych przez trudno
przeszłość. W końcu równie dobrze może być zwykłym kretynem...
Najprawdopodobniej tego będę się trzymać. Zbliżyłam się do ognia i
wyciągnęłam do niego dłonie, żeby jeszcze się ogrzać. Kilka razy nawet
ziewnęłam, oczy zaczynały mi się już kleić, zatęskniłam za swoim
wygodnym łóżkiem, ciepłą kołdrą i miękkimi poduszkami. Chociaż nie
lubiłam ognia, a wręcz się go bałam, to wiedząc, iż jest on pod
kontrolą, nie miałam zbyt wielu obaw, aby siedzieć bliżej niego, chociaż
wciąż kotłowała się we mnie myśl, że może on wymknąć się spod kontroli a
co więcej, że mógłby mnie dosięgnąć. Przyciągnęłam nogi do siebie i
ułożyłam podbródek na kolanach. Znudzona, patrzyłam, jak w mojej dłoni
powstają mały wiry powietrza, które znikają zaraz po tym, jak zaciskam
palce. Ciężko stwierdzić, czy minęło kilka minut, czy może nawet i
godzina, kiedy chłopak wrócił do naszego niewielkiego obozu.
- Ochłonąłeś? - Zapytałam, widząc, jego mokre włosy, które były przeczesane do tyłu. Młody mężczyzna, jedynie westchnął, postanawiając zignorować moje pytanie.
- Idziesz spać? - Usiadł blisko ogniska, dokładając kilka mniejszych patyków, żeby podtrzymać ogień.
- Jeśli chcesz, możesz iść pierwszy - Dopiero teraz, mogłam zauważyć jego zmęczenie wymalowane pod oczami.
- Nie jestem dzieckiem - Fuknął, na co parsknęłam śmiechem.
- A czy Ty myślisz, że ja się martwię o Ciebie? - Podniosłam jedną brew - Jeśli uśniesz i coś Cię zeżrę w nocy, to mnie też zaatakuje i w najgorszym przypadku zginę obok Ciebie - Przewróciłam oczami. Idąc do tymczasowego schronu, zgarniając liście na wzór poduszki - Obudź mnie tylko w krytycznej sytuacji - Ułożyłam się wygodnie, zamykając oczy. Brakowało mi tego. Nie śniłam. Rzadko kiedy miewam jakiekolwiek sny, zazwyczaj widzę zwyczajną pustą czerń, a jeśli zdarza mi się już wyobrażać jakieś obrazy po zaśnięciu, to nie są one przyjemne i po kilku krótkich godzinach przebudzam się, odpuszczając sobie dalsze spanie. Tym razem na szczęście nie widziałam nic, dzięki czemu miałam spokojny sen. Obudziło mnie delikatne szturchanie. Niechętnie się odwróciłam na plecy i przeciągnęłam.
- Stało się coś? - Ziewnęłam, niezbyt chętna do wstawania.
- Oczywiście, że tak. Zmiana. Też chce pospać - Burknął czarnowłosy, stojąc nade mną. Na jego sarkastyczny ton zdołałam jedynie westchnąć. Niechętnie podniosłam się ze swojego jakże wygodnego łoża stworzonego z liści i usiadłam nieopodal ogniska, opierając się o drzewo. Schyliłam się do naszego niewielkiego źródełka, skąd zaczerpnęłam trochę wody, a także opłukałam sobie twarz, dzięki czemu zdołałam się obudzić. Kiedy doszłam już do siebie, chłopak spał, a przynajmniej leżał z zamkniętymi oczyma. Zaczynałam mieć już po dziurki w nosie tego świata.
Ash?
- Ochłonąłeś? - Zapytałam, widząc, jego mokre włosy, które były przeczesane do tyłu. Młody mężczyzna, jedynie westchnął, postanawiając zignorować moje pytanie.
- Idziesz spać? - Usiadł blisko ogniska, dokładając kilka mniejszych patyków, żeby podtrzymać ogień.
- Jeśli chcesz, możesz iść pierwszy - Dopiero teraz, mogłam zauważyć jego zmęczenie wymalowane pod oczami.
- Nie jestem dzieckiem - Fuknął, na co parsknęłam śmiechem.
- A czy Ty myślisz, że ja się martwię o Ciebie? - Podniosłam jedną brew - Jeśli uśniesz i coś Cię zeżrę w nocy, to mnie też zaatakuje i w najgorszym przypadku zginę obok Ciebie - Przewróciłam oczami. Idąc do tymczasowego schronu, zgarniając liście na wzór poduszki - Obudź mnie tylko w krytycznej sytuacji - Ułożyłam się wygodnie, zamykając oczy. Brakowało mi tego. Nie śniłam. Rzadko kiedy miewam jakiekolwiek sny, zazwyczaj widzę zwyczajną pustą czerń, a jeśli zdarza mi się już wyobrażać jakieś obrazy po zaśnięciu, to nie są one przyjemne i po kilku krótkich godzinach przebudzam się, odpuszczając sobie dalsze spanie. Tym razem na szczęście nie widziałam nic, dzięki czemu miałam spokojny sen. Obudziło mnie delikatne szturchanie. Niechętnie się odwróciłam na plecy i przeciągnęłam.
- Stało się coś? - Ziewnęłam, niezbyt chętna do wstawania.
- Oczywiście, że tak. Zmiana. Też chce pospać - Burknął czarnowłosy, stojąc nade mną. Na jego sarkastyczny ton zdołałam jedynie westchnąć. Niechętnie podniosłam się ze swojego jakże wygodnego łoża stworzonego z liści i usiadłam nieopodal ogniska, opierając się o drzewo. Schyliłam się do naszego niewielkiego źródełka, skąd zaczerpnęłam trochę wody, a także opłukałam sobie twarz, dzięki czemu zdołałam się obudzić. Kiedy doszłam już do siebie, chłopak spał, a przynajmniej leżał z zamkniętymi oczyma. Zaczynałam mieć już po dziurki w nosie tego świata.
Ash?
7.08.2019
Od Ashtona CD Taigi
Nie czuł się zbyt komfortowo, z rękoma pokrytymi krwią upolowanego stworzenia, szkarłatnymi cętkami na twarzy i ubrudzonymi ubraniami. Próbował jakoś odrzucić od siebie te myśli, głównie oscylujące wokół możliwości zakażenia się jakimiś nieznanymi dla ludzkiej nauki chorobami czy, już nieco bardziej abstrakcyjne, wszelkie te plamy pozostaną na jego ciele jak symbole grzechów, jakich dokonał. Z tego powodu, zadrżał na pniu, na jakim siedział, po czym przechylił się w stronę ognia, aby udać, że zrobiło się mu zimno. Wolał nie ukazywać swej delikatniejszej części własnej natury przed kimś, kto mógł to wykorzystać. Wystarczyło, że już wcześniej pozwolił jej wyciec na zewnątrz i przebić ustalony wokół jego osoby mur, kiedy spanikowany złapał Taigę za rękę. Potrząsnął delikatnie głową, nie chcąc o tym wszystkim myśleć.
— Mieszkałem na początku w okolicy — zaczął, podciągając jedną z nóg do swej piersi i obejmując ją później ramionami. Ashton wbił spojrzenie w biegające po drwach płomienie, po czym oparł policzek o kolano. Z każdą chwilą czuł, że coraz trudniej jest mu trwać w jednej pozycji czy utrzymywać otwarte powieki. Nawet poczucie obowiązku, mówiące mu, iż jeśli nie zachowa pełnej świadomości, zarówno on jak i jego jedyna towarzyszka w tym świecie poniosą tego poważne konsekwencje. Dlatego zacisnął paznokcie na widocznym skrawku skóry, przez co pod wpływem bólu nieco się rozbudził.
— Ja i mój brat, Michael, zostaliśmy adoptowani przez starsze małżeństwo, gdy nasi rodzice oddali nas pod ich opiekę. Nie wiem, dlaczego. Nigdy tego nie wyjawili. Wiem tyle, że oddali Elizabeth oraz Zacharemu wszystkie swoje cenniejsze rzeczy i zniknęli — Crowley przerwał na chwilę, układając resztę wypowiedzi w głowie. Taiga obserwowała w ciszy nastolatka. Być może też chciała się odezwać, lecz szukała odpowiedniego początku. W końcu, nie było to typowe wyznanie. Brunet jednak nie miał ochoty na nią spoglądać, przez co nie był w stanie ocenić, na ile jego przypuszczenia były prawidłowe.
— Potem, kiedy rozpocząłem naukę w Akademii, przeniosłem się do mieszkania starszego brata. Do Seattle — zakończył ostatecznie, nie chcąc odnosić się do wszelkich szczegółów ze swego życia — I to wszystko. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
Nim zdołała chociaż otworzyć usta, Ashton podniósł się z kłody i otrzepał ubrania. Poczuł nagle, jak ogarnia go złość, zdawać by się mogło, bez wyraźnego źródła. Na nieszczęście jego oraz kobiety, z powodu ostatnich wydarzeń oraz stanu, w jakim się znajdował, młodzianowi niezwykle trudno było mu utrzymać je na wodzy, przez co szybko jego postawa zaczęła wyrażać irytację, a w oczach rozbłysła wrogość.
— Idę nad rzekę — mruknął, czy raczej warknął w stronę czarownicy, wciskając dłonie do kieszeni spodni — Wrócę.
— O której? Chcę pójść spać — Ciemnowłosa obejrzała się przez ramię na towarzysza, ale się nie ruszyła, widocznie uznając ekscesy Ashtona za coś niewartego jej uwagi. Chłopak wzruszył w odpowiedzi ramionami, po czym zniknął w ciemnościach, aby na podstawie odbieranych bodźców odnaleźć drogę do szumiącego w dole strumienia. Przystanął obok znajdującego się przy brzegu kamienia, gdzie powoli ściągnął z siebie ubrania, brudną koszulkę oraz spodnie wkładając do wody. Aby nie odpłynęły, przycisnął je kamieniami i dopiero wtedy zanurzył się w całkiem głębokiej rzece, chcąc na chwilę zapomnieć o obozie, znajdującej się tam prawie zupełnie nieznajomej dziewczynie i możliwości, że już nigdy nie powróci do domu.
Taiga?
— Mieszkałem na początku w okolicy — zaczął, podciągając jedną z nóg do swej piersi i obejmując ją później ramionami. Ashton wbił spojrzenie w biegające po drwach płomienie, po czym oparł policzek o kolano. Z każdą chwilą czuł, że coraz trudniej jest mu trwać w jednej pozycji czy utrzymywać otwarte powieki. Nawet poczucie obowiązku, mówiące mu, iż jeśli nie zachowa pełnej świadomości, zarówno on jak i jego jedyna towarzyszka w tym świecie poniosą tego poważne konsekwencje. Dlatego zacisnął paznokcie na widocznym skrawku skóry, przez co pod wpływem bólu nieco się rozbudził.
— Ja i mój brat, Michael, zostaliśmy adoptowani przez starsze małżeństwo, gdy nasi rodzice oddali nas pod ich opiekę. Nie wiem, dlaczego. Nigdy tego nie wyjawili. Wiem tyle, że oddali Elizabeth oraz Zacharemu wszystkie swoje cenniejsze rzeczy i zniknęli — Crowley przerwał na chwilę, układając resztę wypowiedzi w głowie. Taiga obserwowała w ciszy nastolatka. Być może też chciała się odezwać, lecz szukała odpowiedniego początku. W końcu, nie było to typowe wyznanie. Brunet jednak nie miał ochoty na nią spoglądać, przez co nie był w stanie ocenić, na ile jego przypuszczenia były prawidłowe.
— Potem, kiedy rozpocząłem naukę w Akademii, przeniosłem się do mieszkania starszego brata. Do Seattle — zakończył ostatecznie, nie chcąc odnosić się do wszelkich szczegółów ze swego życia — I to wszystko. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
Nim zdołała chociaż otworzyć usta, Ashton podniósł się z kłody i otrzepał ubrania. Poczuł nagle, jak ogarnia go złość, zdawać by się mogło, bez wyraźnego źródła. Na nieszczęście jego oraz kobiety, z powodu ostatnich wydarzeń oraz stanu, w jakim się znajdował, młodzianowi niezwykle trudno było mu utrzymać je na wodzy, przez co szybko jego postawa zaczęła wyrażać irytację, a w oczach rozbłysła wrogość.
— Idę nad rzekę — mruknął, czy raczej warknął w stronę czarownicy, wciskając dłonie do kieszeni spodni — Wrócę.
— O której? Chcę pójść spać — Ciemnowłosa obejrzała się przez ramię na towarzysza, ale się nie ruszyła, widocznie uznając ekscesy Ashtona za coś niewartego jej uwagi. Chłopak wzruszył w odpowiedzi ramionami, po czym zniknął w ciemnościach, aby na podstawie odbieranych bodźców odnaleźć drogę do szumiącego w dole strumienia. Przystanął obok znajdującego się przy brzegu kamienia, gdzie powoli ściągnął z siebie ubrania, brudną koszulkę oraz spodnie wkładając do wody. Aby nie odpłynęły, przycisnął je kamieniami i dopiero wtedy zanurzył się w całkiem głębokiej rzece, chcąc na chwilę zapomnieć o obozie, znajdującej się tam prawie zupełnie nieznajomej dziewczynie i możliwości, że już nigdy nie powróci do domu.
Taiga?
17.07.2019
Od Taigi CD Ashtona
Wysłuchałam dokładnie chłopaka, obserwując wszystkie jego ruchy. Nie
było to nie wiadomo jak skomplikowane, jednak nigdy wcześniej tego nie
wykonywałam. Nie interesowały mnie tego typu zaklęcia. Swoje
umiejętności używałam jedynie wtedy, gdy stawałam do walki, lub musiałam
szybko się zmyć, kiedy robiła się zbyt gorąco, a nie chciałam
ucierpieć. Ucieczka nigdy nie leżała w mojej naturze, zawsze byłam
zdania, że lepiej walczyć i zginąć na polu walki, lecz często w takim
sytuacjach dochodziło do mnie, że nie warto tak tego kończyć. Zawsze
mogę spotkać raz jeszcze swoich przeciwników, będąc w lepszej kondycji i
wtedy zakończyć to kolejnym zwycięstwem na swoim koncie. Skupiłam się
na tym, co miałam zrobić. Oczywiste jest, że męczyłam się z tym gównem
przez co najmniej 15 minut. Kiedy po raz kolejny nie udało mi się
osiągnąć wymierzonego celu, rzuciłam patykiem, tak że odbił się od
kamienia. Zaczęłam nerwowo chodzić w kółko, klnąc pod nosem. Ostatecznie
wzięłam kilka głębokich wdechów i spróbowałam jeszcze dwa razy. Za
drugim razem zaczęło się tworzyć coś na wzór małego źródełka. Nie było
to wielkie, powiedziałabym, że jutro o tej porze zostanie z tego zwykła,
sucha dziura, ale i tak byłam zadowolona z rezultatów. Z uśmiechem
złożyłam dłonie na kształt łódeczki i zanurzyłam je w świeżej wodzie,
biorąc kilka łyków. Nie ugasiłam do końca swojego pragnienia, ale nie
chciałam również wypijać zbyt wiele, nie byłam tutaj sama, a nie
wiedziałam, czy umiałabym powtórzyć czar. Biorąc głęboki oddech,
usiadłam przy ognisku, do którego wyciągnęłam dłonie.
- Nigdy więcej - Chłopak usiadł obok mnie z równymi kawałkami miejsca, które zaraz zaczęliśmy opiekać.
- Tak jakbyś pierwszy raz widział krew - Mruknęłam, patrząc na mięso, które zaczynało się rumienić, byłam tak głodna - Swoją drogą, napij się. Szału nie ma, ale do jutra wystarczy - Wpatrywałam się w upolowaną przez chłopaka zdobycz. Byłam już taka głodna, że wręcz czułam smak mięsa w ustach.
- Nie wygląda źle, jak na pierwszy raz - Wzruszył ramionami, nachylając się nad źródłem. Podobnie do mnie wziął tylko kilka łyków, najwidoczniej oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że musimy oszczędzać to, co mamy. Do momentu, aż mięso nie przybrało odpowiedniego koloru, nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu podzieliliśmy się jedzeniem, a resztę udało nam się jakoś schować, aby mieć co jeść jutro rano. Ugryzłam kawałek, żeby nie doznać szoku smakowego. Na nasze szczęście nie było ono słodkie, jak wszystko dookoła, chociaż nie było ono takie, jak w naszym świecie.
- Całkiem dobre - Odezwałam się, przełykając następny kawałek.
- Słodkawe - Zauważył, przecierając usta - Chociaż - Podniósł głowę i wzrokiem rozejrzał się po okolicy - Jednak, chyba po tym, co widać, nie ma się co dziwić.
- Byłabym zaskoczona, jakby było słone - Zaśmiałam się krótko.
- Dlaczego przeprowadziłaś się do naszego miasta? - Spojrzał na mnie, najwyraźniej znudzony ciszą, albo też chciał się dowiedzieć czegoś, żeby wykorzystać to w walce... Jednak w czym miałaby mu pomóc taka informacja?
- Dziwne pytanie - Wzruszyłam ramionami - Było daleko od mojego rodzinnego miasta, wydawało się też ciekawe no i jest całkiem spore, łatwo tutaj rozkręcić własny biznes - Wymruczałam, przeciągając się. - Trzeba ustalić warty, lepiej, żebyśmy oboje nie spali, nie wiadomo co jeszcze się tutaj kręci.- Rozejrzałam się, jakbym chciała się upewnić, że nic, ani nikt nas nie podsłuchuje.
- Mogę pilnować, jako pierwszy, dla mnie bez różnicy - Czarnowłosy wzruszył ramionami, szukając ciepła przy niewielkim ognisku. Skupiłam na nim swój wzrok. Jego włosy stały dosłownie w każdym możliwym kierunku, najwidoczniej zapomniał o tym, żeby je, chociaż spróbować ułożyć dłonią. Po mimice nie dało się zbyt wiele wyczytać, choć miałam przez chwilę wrażenie, że i w nim panuje niepokój. Zresztą, dlaczego jestem zaskoczona? Tak naprawdę nie wiemy, czy uda nam się wrócić do naszego świata, kontynuować nasze życie, a nawet jeśli, jaką mamy pewność, że czas na ziemi nie leci szybciej? Możemy wrócić i choć dla nas minie zaledwie kilka dni, dla naszych bliskich może minąć kilka lat. Odgoniłam od siebie takowe myśli i wróciłam do tego, o czym rozwialiśmy przed chwilą.
- A jak jest z Tobą - Zaczęłam, opierając się o drzewo - Od urodzenia jesteś w Seattle? - Podniosłam jedną brew.
Ash?
- Nigdy więcej - Chłopak usiadł obok mnie z równymi kawałkami miejsca, które zaraz zaczęliśmy opiekać.
- Tak jakbyś pierwszy raz widział krew - Mruknęłam, patrząc na mięso, które zaczynało się rumienić, byłam tak głodna - Swoją drogą, napij się. Szału nie ma, ale do jutra wystarczy - Wpatrywałam się w upolowaną przez chłopaka zdobycz. Byłam już taka głodna, że wręcz czułam smak mięsa w ustach.
- Nie wygląda źle, jak na pierwszy raz - Wzruszył ramionami, nachylając się nad źródłem. Podobnie do mnie wziął tylko kilka łyków, najwidoczniej oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że musimy oszczędzać to, co mamy. Do momentu, aż mięso nie przybrało odpowiedniego koloru, nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu podzieliliśmy się jedzeniem, a resztę udało nam się jakoś schować, aby mieć co jeść jutro rano. Ugryzłam kawałek, żeby nie doznać szoku smakowego. Na nasze szczęście nie było ono słodkie, jak wszystko dookoła, chociaż nie było ono takie, jak w naszym świecie.
- Całkiem dobre - Odezwałam się, przełykając następny kawałek.
- Słodkawe - Zauważył, przecierając usta - Chociaż - Podniósł głowę i wzrokiem rozejrzał się po okolicy - Jednak, chyba po tym, co widać, nie ma się co dziwić.
- Byłabym zaskoczona, jakby było słone - Zaśmiałam się krótko.
- Dlaczego przeprowadziłaś się do naszego miasta? - Spojrzał na mnie, najwyraźniej znudzony ciszą, albo też chciał się dowiedzieć czegoś, żeby wykorzystać to w walce... Jednak w czym miałaby mu pomóc taka informacja?
- Dziwne pytanie - Wzruszyłam ramionami - Było daleko od mojego rodzinnego miasta, wydawało się też ciekawe no i jest całkiem spore, łatwo tutaj rozkręcić własny biznes - Wymruczałam, przeciągając się. - Trzeba ustalić warty, lepiej, żebyśmy oboje nie spali, nie wiadomo co jeszcze się tutaj kręci.- Rozejrzałam się, jakbym chciała się upewnić, że nic, ani nikt nas nie podsłuchuje.
- Mogę pilnować, jako pierwszy, dla mnie bez różnicy - Czarnowłosy wzruszył ramionami, szukając ciepła przy niewielkim ognisku. Skupiłam na nim swój wzrok. Jego włosy stały dosłownie w każdym możliwym kierunku, najwidoczniej zapomniał o tym, żeby je, chociaż spróbować ułożyć dłonią. Po mimice nie dało się zbyt wiele wyczytać, choć miałam przez chwilę wrażenie, że i w nim panuje niepokój. Zresztą, dlaczego jestem zaskoczona? Tak naprawdę nie wiemy, czy uda nam się wrócić do naszego świata, kontynuować nasze życie, a nawet jeśli, jaką mamy pewność, że czas na ziemi nie leci szybciej? Możemy wrócić i choć dla nas minie zaledwie kilka dni, dla naszych bliskich może minąć kilka lat. Odgoniłam od siebie takowe myśli i wróciłam do tego, o czym rozwialiśmy przed chwilą.
- A jak jest z Tobą - Zaczęłam, opierając się o drzewo - Od urodzenia jesteś w Seattle? - Podniosłam jedną brew.
Ash?
15.07.2019
Od Ashtona CD Taigi
Jak trudne może być polowanie, pomyślał na początku swej podróży w głąb lasu, aby znaleźć, jak to było powiedziane, coś normalnego do jedzenia. Po długim czasie przesuwania się między drzewami jak najciszej był w stanie już czuł, że nie jest stworzony do takich rzeczy. Był prostym człowiekiem, tudzież czarownikiem. Chodził do sklepów i restauracji po jedzenie, a nie ganiał za nim po zmierzchu, jak nie już w środku nocy. Musiał jednak zdobyć cokolwiek, bo i jemu już nieco mruczało coś w brzuchu, a kawa, jaką wypił, była tylko dalekim wspomnieniem. Jakimś cudem powstrzymał się przed tęsknym westchnięciem i usiadł pod jednym z drzew, rosnącym na pagórku ponad dolinką. W palcach przewracał granatowy płomień, czekając, aż tylko coś się poruszy w przestrzeni w dole.
Nie wiedział, ile czekał, nim jego przyzwyczajone do ciemności oczy dostrzegły ruch. Zareagował instynktownie, wyprostowując dłoń w kierunku źródła dźwięku, bowiem dodatkowo usłyszał, jakby coś łamało swym ciężkim ciałem drobne patyki. Ognisty pocisk przeleciał między smukłymi pniami, rozświetlając je wraz ze swym ruchem, aż ostatecznie wbił się w samą pierś czegoś, co wyglądało jak obdarzony dwiema parami rogów jeleń. Zwierzę wydało z siebie wysoki kwik, po czym spróbowało uciec, ale języki ognia ogarnęły jego ciało, przez co ten runął martwy na cukrową trawę. Chłopak poderwał się z ziemi i zbiegł do swojej ofiary. Widząc w świetle płomieni martwe oczy, poczuł, jak jego serce zaczyna miotać się gwałtownie w piersi. Nigdy nie zabijał tak dużych zwierząt. Jedynie kury, gołębie, jeden kozioł czy szczury, jeśli potrzebował krwi do rytuałów bądź obrządków religijnych. Im dłużej patrzył się na ciemny zarys jelenia, tym bardziej uświadamiał sobie, iż będzie musiał ubrudzić swoje ręce, gdyż nie znał zaklęcia do ćwiartowania innych istot, a jedynie do przywołania na chwilę widmowego ostrza. Z resztą, musiał oszczędzać energię magiczną na rytuał Daru Ziemi, jaki miał, jeśli się oczywiście powiedzie, zagwarantować jemu i Taidze źródło pitnej wody. Dlatego, chcąc nie chcąc, chwycił stworzenie za rogi i zaczął je ciągnąć do obozu, z którego biła słaba (jednak jakaś nadal) łuna. Taiga siedziała przy ognisku, ale podniosła głowę, gdy usłyszała szelest leśnej ściółki. Czarownik rzucił truchło na wolny skrawek ziemi między kamienną otoczką a przewalonym pniem, na którym zmęczony usiadł.
— Czyli mamy jedzenie, ale kto je obrobi? — Kobieta obejrzała przyniesione ciało, zatrzymując się dłużej na ranie po ognistym pocisku na piersi stworzenia. Ash wzruszył ramionami.
— Mogę to zrobić. Tylko potrzebujemy też wody. A nie rzucę dwóch wymagających zaklęć naraz. Dlatego, co wolisz? Wodę czy jedzenie?
Brunetka zamyśliła się na chwilę. Nie słysząc odpowiedzi, nastolatek z westchnięciem wstał z drzewa, przywołując do rąk migoczące ostrze. Aby nie nabrudzić, zaczął przeciągać zwierzaka nieco dalej od obozu. Akurat w chwili, gdy wchodził między drzewa, Taiga odchrząknęła, więc chłopak zerknął na nią przez ramię.
— Nauczysz mnie tego zaklęcia, a ja odprawię rytuał — powiedziała, na co ciemnowłosy uniósł brwi. Nagiko przewróciła oczami i podeszła do Crowley'a.
— Też jestem czarownicą. Nie powinno być problemu, abym rzuciła jakiś tam czar, tak? Więc pokaż mi go, a potem wracaj do bawienia się w bebechach.
— Całkiem dobra myśl — przyznał młody Aleister, puszczając rogi, a następnie prowadząc Taigę na poletko przy szałasie. Po drodze zerwał dwie gałązki, jakie zgiął na kształt różdżek. Te podał kobiecie.
— Przejdź się tutaj i patrz, czy się nie zginają na kształt krzyżyka. Wskażą miejsce, gdzie jest żyła wodna. Gdy to zrobisz, przeciągnij na to miejsce kamień, po czym skup się. Jak umiesz uwalniać energię, narysuj nad tym miejscem taki znak — Ash wyciągnął ze swojej torby szkolnej marker i narysował symbol na wewnętrznej części dłoni niezadowolonej Taigi — Jak nie potrafisz, narysuj go na kamieniu i wyobraź sobie, że wyciągasz coś z ziemi. Druga metoda trochę potrwa, ale efekt jest ten sam. Pojawi się tu źródełko. Rozumiesz?
— Jak coś, to ci powiem — mruknęła pod nosem. Chłopak pokiwał głową i skierował się do zwierzęcia, próbując jako-tako je pokroić, a także nie zwymiotować na widok ciepłych, parujących w zimnym powietrzu jelit.
Taiga?
Nie wiedział, ile czekał, nim jego przyzwyczajone do ciemności oczy dostrzegły ruch. Zareagował instynktownie, wyprostowując dłoń w kierunku źródła dźwięku, bowiem dodatkowo usłyszał, jakby coś łamało swym ciężkim ciałem drobne patyki. Ognisty pocisk przeleciał między smukłymi pniami, rozświetlając je wraz ze swym ruchem, aż ostatecznie wbił się w samą pierś czegoś, co wyglądało jak obdarzony dwiema parami rogów jeleń. Zwierzę wydało z siebie wysoki kwik, po czym spróbowało uciec, ale języki ognia ogarnęły jego ciało, przez co ten runął martwy na cukrową trawę. Chłopak poderwał się z ziemi i zbiegł do swojej ofiary. Widząc w świetle płomieni martwe oczy, poczuł, jak jego serce zaczyna miotać się gwałtownie w piersi. Nigdy nie zabijał tak dużych zwierząt. Jedynie kury, gołębie, jeden kozioł czy szczury, jeśli potrzebował krwi do rytuałów bądź obrządków religijnych. Im dłużej patrzył się na ciemny zarys jelenia, tym bardziej uświadamiał sobie, iż będzie musiał ubrudzić swoje ręce, gdyż nie znał zaklęcia do ćwiartowania innych istot, a jedynie do przywołania na chwilę widmowego ostrza. Z resztą, musiał oszczędzać energię magiczną na rytuał Daru Ziemi, jaki miał, jeśli się oczywiście powiedzie, zagwarantować jemu i Taidze źródło pitnej wody. Dlatego, chcąc nie chcąc, chwycił stworzenie za rogi i zaczął je ciągnąć do obozu, z którego biła słaba (jednak jakaś nadal) łuna. Taiga siedziała przy ognisku, ale podniosła głowę, gdy usłyszała szelest leśnej ściółki. Czarownik rzucił truchło na wolny skrawek ziemi między kamienną otoczką a przewalonym pniem, na którym zmęczony usiadł.
— Czyli mamy jedzenie, ale kto je obrobi? — Kobieta obejrzała przyniesione ciało, zatrzymując się dłużej na ranie po ognistym pocisku na piersi stworzenia. Ash wzruszył ramionami.
— Mogę to zrobić. Tylko potrzebujemy też wody. A nie rzucę dwóch wymagających zaklęć naraz. Dlatego, co wolisz? Wodę czy jedzenie?
Brunetka zamyśliła się na chwilę. Nie słysząc odpowiedzi, nastolatek z westchnięciem wstał z drzewa, przywołując do rąk migoczące ostrze. Aby nie nabrudzić, zaczął przeciągać zwierzaka nieco dalej od obozu. Akurat w chwili, gdy wchodził między drzewa, Taiga odchrząknęła, więc chłopak zerknął na nią przez ramię.
— Nauczysz mnie tego zaklęcia, a ja odprawię rytuał — powiedziała, na co ciemnowłosy uniósł brwi. Nagiko przewróciła oczami i podeszła do Crowley'a.
— Też jestem czarownicą. Nie powinno być problemu, abym rzuciła jakiś tam czar, tak? Więc pokaż mi go, a potem wracaj do bawienia się w bebechach.
— Całkiem dobra myśl — przyznał młody Aleister, puszczając rogi, a następnie prowadząc Taigę na poletko przy szałasie. Po drodze zerwał dwie gałązki, jakie zgiął na kształt różdżek. Te podał kobiecie.
— Przejdź się tutaj i patrz, czy się nie zginają na kształt krzyżyka. Wskażą miejsce, gdzie jest żyła wodna. Gdy to zrobisz, przeciągnij na to miejsce kamień, po czym skup się. Jak umiesz uwalniać energię, narysuj nad tym miejscem taki znak — Ash wyciągnął ze swojej torby szkolnej marker i narysował symbol na wewnętrznej części dłoni niezadowolonej Taigi — Jak nie potrafisz, narysuj go na kamieniu i wyobraź sobie, że wyciągasz coś z ziemi. Druga metoda trochę potrwa, ale efekt jest ten sam. Pojawi się tu źródełko. Rozumiesz?
— Jak coś, to ci powiem — mruknęła pod nosem. Chłopak pokiwał głową i skierował się do zwierzęcia, próbując jako-tako je pokroić, a także nie zwymiotować na widok ciepłych, parujących w zimnym powietrzu jelit.
Taiga?
12.07.2019
Od Taigi CD Ashtona
Patrzyłam na chłopaka, który wręcz zwijał się z bólu i nie miałam
pojęcia, jak mogłabym mu pomóc. Próbowałam, chociaż go uspokoić, ale nie
byłam w stanie. Za każdy razem, gdy go dotykałam, przez moje ręce
przechodził bolesny prąd, który mnie od niego odpychał. Po kilku
minutach sytuacja wróciła do normy, a Ashton zaczął oddychać normalnie, a
także jego ruchy i głos wróciły do stanu sprzed tej dziwnej sytuacji.
Jego ostatnie słowa mnie zszokowały. Nie znałam go, aczkolwiek sądziłam,
że robi wszystko, aby dążyć do jak największej mocy, że to jest właśnie
to, co jest w jego życiu najważniejsze.
- Przejścia między planami mogą otwierać stworzenia czerpiące magię z pradawnych źródeł. Faerie do takich należą. Dodatkowo było ich sporo. Ja, abym to uczynił, musiałbym stać się czarnoksiężnikiem. A co za tym idzie, sprzedać jakiemuś wyższemu demonowi, aby stał się moim partonem. Na pewno się domyślasz, że nie chcę tego uczynić. Są pewne granice na drodze do mocy, których starałbym się nie przekraczać. - ostatnie zdanie wciąż obijało mi się o uszy. Sprzedać się demonowi, dla wyższej mocy. Nie wierzę, że ludzie wciąż są gotowi to robić tylko po to, żeby uzyskać dodatkową siłę magiczną. Jest tyle innych sposób, żeby stać się silniejszym. Czując na sobie wzrok chłopaka, wróciłam myślami na ziemię, o ile mogę tak to nazwać.
- Rozumiem - Westchnęłam, po tej dłuższej chwili ciszy - Więc pozostaje nam uprowadzić kilka tych istot i zmusić do wytworzenia portalu, bo wątpię, żeby zgodziły się to załatwić polubownie - Zauważyłam, wstając z trawy, jeśli chcieliśmy się stąd wydostać, musieliśmy w końcu ruszyć się do przodu.
- Polubownie - Powtórzył za mną, również wstając i otrzepując się - Prędzej nas zamkną w jakieś klatce, niż zechcą porozmawiać - Skrzyżował dłonie, a ja rzuciłam na niego okiem.
- Więc pozostaje pierwotny plan, porywamy i później coś wymyślimy - Wzruszyłam ramionami - Jakiś pomysł gdzie ruszać?
- Nie mam kompasu w głowie - Mruknął, na co przewróciłam oczami - Poza tym... Nie ma sensu iść całą noc, dobrze będzie zrobić tymczasowe schronienie - Na jego władczy ton, aż się skrzywiłam. Nienawidziłam, jak ktoś wydawał mi rozkazy. Chociaż faktem było, że jeśli pójdziemy całą noc i w końcu kogoś spotkamy, to będziemy bez sił, aby chociaż się bronić, a co dopiero, żeby kogokolwiek złapać.
- Warto też znaleźć wodę pitną i coś do jedzenia, co nie jest słodkie - Zaznaczyłam, na co skinął głową. Szliśmy jakieś trzy, może nawet i cztery godziny. Czasami jakieś zwierze przebiegło niedaleko nas, wyglądało na takie, które można normalnie zjeść, więc może będzie coś, co nie składa się z całości z cukru. Cała podróż mnie nużyła. Wszędzie było to samo, czasami tylko pojawiały się jakieś nowe rośliny, które różniły się od siebie kolorem, czy kształtem. Jednak wszystkie były cukrowe. W końcu stanęliśmy przy jednym z drzew, które było trochę większe, okolica również wyglądała jakby wcześniej była tutaj burza, ponieważ było trochę porozrzucanych gałęzi, liści, można było nawet zauważyć większe kamienie i dziury w ziemi. Im bardziej się temu przyglądałam, tym mniejszą miałam pewnością, czy to aby na pewno była burza, a nie jakiś stwór, mieszkający w tych lasach.
- Pójdę zobaczyć czy znajdę coś do jedzenia - Chłopak poprawił włosy, które były już w całkowitym nieładzie.
- To ja w tym czasie zrobię jakiś szałas i rozpalę ognisko, zaczyna się robić chłodno. - Podwinęłam rękawy i wzięłam się za zbieranie gałęzi, a także tych większych liści, które mogłyby robić za dach, w razie nocnych opadów. Nie byłam nigdy dobra w budowaniu szałasów, kryjówek czy innych prowizorycznych obozów, jednak ostatecznie byłam zadowolona ze swojej pracy. Na pierwszy rzut oka, przypominało to małe tipi, ale w środku było wystarczająco miejsca na dwie osoby, zresztą i tak nie możemy spać jednocześnie, mam wątpliwości czy te okolice są na pewno bezpieczne. Usiadłam się na trawie, krzyżując nogi. Po ustawieniu kilku suchych gałęzi zaczęłam pocierać jeden o drugim, aż w końcu poszło kilka iskier, co dało mały, przyjemny płomień. Nachyliłam się nad płomykiem i zaczęłam delikatnie go podmuchiwać, aby ogień mógł się rozprzestrzenić. Całe ognisko zabezpieczyłam kamieniami, gdyż nie chciałam, żeby się rozprzestrzeniło. Lepiej nie zdradzać swojego położenia, możliwość ataku z zaskoczenia to w tej chwili jedyne co mamy.
Ash?
- Przejścia między planami mogą otwierać stworzenia czerpiące magię z pradawnych źródeł. Faerie do takich należą. Dodatkowo było ich sporo. Ja, abym to uczynił, musiałbym stać się czarnoksiężnikiem. A co za tym idzie, sprzedać jakiemuś wyższemu demonowi, aby stał się moim partonem. Na pewno się domyślasz, że nie chcę tego uczynić. Są pewne granice na drodze do mocy, których starałbym się nie przekraczać. - ostatnie zdanie wciąż obijało mi się o uszy. Sprzedać się demonowi, dla wyższej mocy. Nie wierzę, że ludzie wciąż są gotowi to robić tylko po to, żeby uzyskać dodatkową siłę magiczną. Jest tyle innych sposób, żeby stać się silniejszym. Czując na sobie wzrok chłopaka, wróciłam myślami na ziemię, o ile mogę tak to nazwać.
- Rozumiem - Westchnęłam, po tej dłuższej chwili ciszy - Więc pozostaje nam uprowadzić kilka tych istot i zmusić do wytworzenia portalu, bo wątpię, żeby zgodziły się to załatwić polubownie - Zauważyłam, wstając z trawy, jeśli chcieliśmy się stąd wydostać, musieliśmy w końcu ruszyć się do przodu.
- Polubownie - Powtórzył za mną, również wstając i otrzepując się - Prędzej nas zamkną w jakieś klatce, niż zechcą porozmawiać - Skrzyżował dłonie, a ja rzuciłam na niego okiem.
- Więc pozostaje pierwotny plan, porywamy i później coś wymyślimy - Wzruszyłam ramionami - Jakiś pomysł gdzie ruszać?
- Nie mam kompasu w głowie - Mruknął, na co przewróciłam oczami - Poza tym... Nie ma sensu iść całą noc, dobrze będzie zrobić tymczasowe schronienie - Na jego władczy ton, aż się skrzywiłam. Nienawidziłam, jak ktoś wydawał mi rozkazy. Chociaż faktem było, że jeśli pójdziemy całą noc i w końcu kogoś spotkamy, to będziemy bez sił, aby chociaż się bronić, a co dopiero, żeby kogokolwiek złapać.
- Warto też znaleźć wodę pitną i coś do jedzenia, co nie jest słodkie - Zaznaczyłam, na co skinął głową. Szliśmy jakieś trzy, może nawet i cztery godziny. Czasami jakieś zwierze przebiegło niedaleko nas, wyglądało na takie, które można normalnie zjeść, więc może będzie coś, co nie składa się z całości z cukru. Cała podróż mnie nużyła. Wszędzie było to samo, czasami tylko pojawiały się jakieś nowe rośliny, które różniły się od siebie kolorem, czy kształtem. Jednak wszystkie były cukrowe. W końcu stanęliśmy przy jednym z drzew, które było trochę większe, okolica również wyglądała jakby wcześniej była tutaj burza, ponieważ było trochę porozrzucanych gałęzi, liści, można było nawet zauważyć większe kamienie i dziury w ziemi. Im bardziej się temu przyglądałam, tym mniejszą miałam pewnością, czy to aby na pewno była burza, a nie jakiś stwór, mieszkający w tych lasach.
- Pójdę zobaczyć czy znajdę coś do jedzenia - Chłopak poprawił włosy, które były już w całkowitym nieładzie.
- To ja w tym czasie zrobię jakiś szałas i rozpalę ognisko, zaczyna się robić chłodno. - Podwinęłam rękawy i wzięłam się za zbieranie gałęzi, a także tych większych liści, które mogłyby robić za dach, w razie nocnych opadów. Nie byłam nigdy dobra w budowaniu szałasów, kryjówek czy innych prowizorycznych obozów, jednak ostatecznie byłam zadowolona ze swojej pracy. Na pierwszy rzut oka, przypominało to małe tipi, ale w środku było wystarczająco miejsca na dwie osoby, zresztą i tak nie możemy spać jednocześnie, mam wątpliwości czy te okolice są na pewno bezpieczne. Usiadłam się na trawie, krzyżując nogi. Po ustawieniu kilku suchych gałęzi zaczęłam pocierać jeden o drugim, aż w końcu poszło kilka iskier, co dało mały, przyjemny płomień. Nachyliłam się nad płomykiem i zaczęłam delikatnie go podmuchiwać, aby ogień mógł się rozprzestrzenić. Całe ognisko zabezpieczyłam kamieniami, gdyż nie chciałam, żeby się rozprzestrzeniło. Lepiej nie zdradzać swojego położenia, możliwość ataku z zaskoczenia to w tej chwili jedyne co mamy.
Ash?
9.07.2019
Od Ashtona CD Taigi
Podniósł się z lepkiej trawy prawie w tym samym momencie to Taiga, nie chcąc, aby ta była nad nim dłużej niż to konieczne. Może nie miało to zbyt dużego sensu, bowiem jego męska duma na pewno by nie ucierpiała z tak błahego powodu, jednak często ludzie robią rzeczy tylko po to, żeby coś sobie udowodnić. Ta sytuacja właśnie podpadała pod tę kategorię.
Słów kobiety, chociaż przyjął je do wiadomości i postanowił spisać, kiedy uda im się wrócić do ich prawdziwego świata, nie skomentował, ponieważ dostrzegł zmianę wyrazu jej twarzy. Nie był w stanie dokładnie określić, jakie uczucia ją opanowały ją w tamtej chwili. Zniknęły zbyt szybko, a Nagiko na powrót stała się taką samą zołzą, jaką była wcześniej. Czarownik wsunął dłonie do kieszeni spodni tuż po tym, jak rzucił proste zaklęcie transmutacji na płaszcz, który przyjął na najbliższe kilka godzin postać parki.
— Nie powinniśmy sprawdzić, czy nie ma czegoś w miejscu, w jakim się pojawiliśmy? — Ashton wskazał podbródkiem na wypalone miejsce na trawie, która w tamtym miejscu, a jakże zaczęła się topić, przyjmując postać czegoś, co przypominało karmel. Chłopak od razu przypomniał sobie teledysk do pewnej znanej piosenki popowej artystki, co wywołało u niego krótki śmiech. Taiga, która niechętne poszła za towarzyszem, spojrzała na niego, unosząc brwi, ale na szczęście nastolatka nie skomentowała tego chichotu.
— Co byś chciał tutaj znaleźć? — Kobieta szturchnęła lekko nogą stopioną trawę. Crowley nakazał jej gestem przerwać czynność, a następnie zamknął oczy i wyprostował ręce przed sobą. Przypominał sobie pewne zaklęcie, a dokładniej jego część, jakie podsłuchał u Aleistera, gdy ten zjawiał się u niego w materialnej formie. Skupił się więc na wyłapaniu palcami nici szczeliny, jaka na jego szczęście jeszcze była otworzona. Fala potężnej energii niczym prąd wody uderzyła go w dłonie, przez co ten uniosły się gwałtownie. Brunet syknął cicho, spinając całe swe ciało, aby powrócić do dawnej pozycji i w takowej pozostać. Zaczął następnie mamrotać zapamiętane słowa, łapiąc stopniowo zerwane nici między wymiarami, aby odtworzyć most.
Szybko się zorientował, że przekroczył pewną granicę. Podświadomie wyczuł, jak jego dłonie zaczynają się trząść, aż w końcu dreszcze opanowały ręce i poczęły przebiegać po kręgosłupie. Przygryzł wargę do krwi. Wkrótce na podbródku poczuł lepką wilgoć. Zmarszczył czoło. Przecież nie mógł się ugryźć tak mocno, że aż zaczął krwawić w taki sposób, prawda? Ashton zachwiał się w miejscu, gdy opanowały go zawroty głowy. Spróbował przerwać rytuał, lecz nim zdołał puścić zebrane już nici, coś z wielką siłą uderzyło go w pierś. Z krótkim krzykiem upadł na trawę, wyginając się od przepływającej przez niego celestialnej energii w łuk. Nie mógł rozewrzeć oczu, ale czuł, że Taiga pochyliła się nad nim i spróbowała ułożyć w nieco normalniejszej pozycji. Wtedy napięcie przeskoczyło także na dłonie czarownicy, przez co ta je także cofnęła. Ponowiła jeszcze raz próbę, z podobnym skutkiem.
Po chwili nastolatek opadł zupełnie na ziemię, dysząc przez pokryte wypływającą z nosa krwią usta i zaciskając powoli pokryte zaczerwienioną skórą palce na trawie. Zdołał jakoś otworzyć zaszklone oczy, wpatrując się przez pewien czas w wirujące niebo.
— To się nie uda — szepnął cicho. Nagiko musiała pochylić się lekko, aby usłyszeć jego słowa.
— Widzę, że coś się nie uda, ale nie wiem co, boś ty wystrzelił jak dureń, nic mi nie mówiąc — Brunetka odetchnęła ciężko i po raz kolejny tego dnia usiadła na trawie, zerwała źdźbło i włożyła je do ust. Roślina szybko rozpuściła się w jej ustach, barwiąc wargi dziewczyny na delikatny, zielony odcień.
— Chciałem otworzyć zaklęciem to przejście, jakim tutaj trafiliśmy... Wbrew naszej woli — wyjaśnił chłopak, po czym kaszlnął i starł wierzchem dłoni krew spod nosa — Robiłem już tak kiedyś. Otworzenie wrót między sub - wymiarem a naszym światem tak, jest męczące, ale nigdy... Do tego stopnia. — Ashton zamilkł na dłuższą chwilę, zagłębiając się w przemyśleniach. Taiga wpatrywała się w ścianę drzew przed sobą, co jakiś czas wkładając kolejne źdźbło do ust. Nastolatek uczynił po krótkim namyśle to samo i z zaskoczeniem uznał, że trawa jest całkiem dobra. Miała słodki smak, przypominający "lodowe" cukierki, podszyte nutą karmelu. Nie mógł się powstrzymać przed myślą spróbowania wszystkiego w okolicy. Co jeśli wszystko smakuje tak dobrze?
— Skoro nie mogłem tego przejścia otworzyć, znaczy, że jestem za słaby — Ash uciszył spojrzeniem dziewczynę, bo ta na pewno szykowała się do kąśliwego komentarza — Czyli jesteśmy w innym wymiarze. Alternatywnym świecie. Nie jestem pewien.
— Ale te wróżki, nimfy, jak to się nazywa, przecież otworzyły portal, tak? Ty nie możesz? Przecież uczyłeś się magii w tej Akademii całej, tak?
Brunet odwrócił spojrzenie i podniósł się ostrożnie na trawie.
— Przejścia między planami mogą otwierać stworzenia czerpiące magię z pradawnych źródeł. Faerie do takich należą. Dodatkowo, było ich sporo. Ja, abym to uczynił, musiałbym stać się czarnoksiężnikiem. A co za tym idzie, sprzedać jakiemuś wyższemu demonowi, aby stał się moim partonem. Na pewno się domyślasz, że nie chcę tego uczynić. Są pewne granice na drodze do mocy, których starałbym się nie przekraczać.
Taiga?
— Co byś chciał tutaj znaleźć? — Kobieta szturchnęła lekko nogą stopioną trawę. Crowley nakazał jej gestem przerwać czynność, a następnie zamknął oczy i wyprostował ręce przed sobą. Przypominał sobie pewne zaklęcie, a dokładniej jego część, jakie podsłuchał u Aleistera, gdy ten zjawiał się u niego w materialnej formie. Skupił się więc na wyłapaniu palcami nici szczeliny, jaka na jego szczęście jeszcze była otworzona. Fala potężnej energii niczym prąd wody uderzyła go w dłonie, przez co ten uniosły się gwałtownie. Brunet syknął cicho, spinając całe swe ciało, aby powrócić do dawnej pozycji i w takowej pozostać. Zaczął następnie mamrotać zapamiętane słowa, łapiąc stopniowo zerwane nici między wymiarami, aby odtworzyć most.
Szybko się zorientował, że przekroczył pewną granicę. Podświadomie wyczuł, jak jego dłonie zaczynają się trząść, aż w końcu dreszcze opanowały ręce i poczęły przebiegać po kręgosłupie. Przygryzł wargę do krwi. Wkrótce na podbródku poczuł lepką wilgoć. Zmarszczył czoło. Przecież nie mógł się ugryźć tak mocno, że aż zaczął krwawić w taki sposób, prawda? Ashton zachwiał się w miejscu, gdy opanowały go zawroty głowy. Spróbował przerwać rytuał, lecz nim zdołał puścić zebrane już nici, coś z wielką siłą uderzyło go w pierś. Z krótkim krzykiem upadł na trawę, wyginając się od przepływającej przez niego celestialnej energii w łuk. Nie mógł rozewrzeć oczu, ale czuł, że Taiga pochyliła się nad nim i spróbowała ułożyć w nieco normalniejszej pozycji. Wtedy napięcie przeskoczyło także na dłonie czarownicy, przez co ta je także cofnęła. Ponowiła jeszcze raz próbę, z podobnym skutkiem.
Po chwili nastolatek opadł zupełnie na ziemię, dysząc przez pokryte wypływającą z nosa krwią usta i zaciskając powoli pokryte zaczerwienioną skórą palce na trawie. Zdołał jakoś otworzyć zaszklone oczy, wpatrując się przez pewien czas w wirujące niebo.
— To się nie uda — szepnął cicho. Nagiko musiała pochylić się lekko, aby usłyszeć jego słowa.
— Widzę, że coś się nie uda, ale nie wiem co, boś ty wystrzelił jak dureń, nic mi nie mówiąc — Brunetka odetchnęła ciężko i po raz kolejny tego dnia usiadła na trawie, zerwała źdźbło i włożyła je do ust. Roślina szybko rozpuściła się w jej ustach, barwiąc wargi dziewczyny na delikatny, zielony odcień.
— Chciałem otworzyć zaklęciem to przejście, jakim tutaj trafiliśmy... Wbrew naszej woli — wyjaśnił chłopak, po czym kaszlnął i starł wierzchem dłoni krew spod nosa — Robiłem już tak kiedyś. Otworzenie wrót między sub - wymiarem a naszym światem tak, jest męczące, ale nigdy... Do tego stopnia. — Ashton zamilkł na dłuższą chwilę, zagłębiając się w przemyśleniach. Taiga wpatrywała się w ścianę drzew przed sobą, co jakiś czas wkładając kolejne źdźbło do ust. Nastolatek uczynił po krótkim namyśle to samo i z zaskoczeniem uznał, że trawa jest całkiem dobra. Miała słodki smak, przypominający "lodowe" cukierki, podszyte nutą karmelu. Nie mógł się powstrzymać przed myślą spróbowania wszystkiego w okolicy. Co jeśli wszystko smakuje tak dobrze?
— Skoro nie mogłem tego przejścia otworzyć, znaczy, że jestem za słaby — Ash uciszył spojrzeniem dziewczynę, bo ta na pewno szykowała się do kąśliwego komentarza — Czyli jesteśmy w innym wymiarze. Alternatywnym świecie. Nie jestem pewien.
— Ale te wróżki, nimfy, jak to się nazywa, przecież otworzyły portal, tak? Ty nie możesz? Przecież uczyłeś się magii w tej Akademii całej, tak?
Brunet odwrócił spojrzenie i podniósł się ostrożnie na trawie.
— Przejścia między planami mogą otwierać stworzenia czerpiące magię z pradawnych źródeł. Faerie do takich należą. Dodatkowo, było ich sporo. Ja, abym to uczynił, musiałbym stać się czarnoksiężnikiem. A co za tym idzie, sprzedać jakiemuś wyższemu demonowi, aby stał się moim partonem. Na pewno się domyślasz, że nie chcę tego uczynić. Są pewne granice na drodze do mocy, których starałbym się nie przekraczać.
Taiga?
8.07.2019
Od Taigi CD Ashtona
Kiedy czarownik zatoczył błękitny krąg, moje wargi bezzwłocznie
zacisnęły się w wąską linię, a postawa zmieniła się na obronną. Bacznie
oglądałam każdy jego ruch, wyczekując na atak, który mógł nadejść z
każdej strony. Kiedy zauważyłam te niewielkie istoty, a ich przeraźliwy
wrzask dotarł do moich uszu, wręcz padłam na ziemię, zakrywając swoje
uszy, chcąc je w ten sposób chociaż trochę ochronić. Chciałam jak
najszybciej użyć wygłuszenia, ale wtedy owe istoty zerwały się,
porywając mnie ku górze. Spojrzałam jeszcze na chłopaka z mieszanymi
uczuciami. Z jednej strony miałam ochotę się wyrwać i skoczyć mu do
gardła, za taki atak, a z drugiej nie mogłam zrozumieć, jakiej on magi
używa, co wywoływało frustrację, rozgoryczenie, ale także i zaskoczenie i
podziw.
Przed moimi oczami stanęła wysoka, piękna z kruczoczarnymi włosami kobieta, uśmiechająca się do mnie łagodnie i pogodnie, nie od razu rozpoznałam w niej najważniejszą dla mnie osobę. Stała pośród drzew, aż jej nogi samoczynnie zaczęły się poruszać w moim kierunku. Dopiero gdy jej twarz była metr ode mnie, odnalazłam w jej wyrazie, ten sam uśmiech, który był ze mną przez kilka krótkich lat, usta, które szeptały mi do snu kołysanki w obcym dla mnie języku. Moja mama. Rzuciłam się na nią, niczym głodne zwierzę. Nie chciałam jednak jej śmierci, krwi, czy krzywdy, pragnęłam jedynie ponownie poczuć ciepło, którego od czasu jej śmierci nikt inny nie mógł mi zapewnić. "Żyj... Żyj, ale nie dla innych, żyj kochanie dla siebie" głos dotarł do mnie jak zza szyby i sprawił, że powoli zaczęłam otwierać ciężkie powieki, a raczej próbowałam to zrobić. Pierwsze co zauważyłam, to miękka trawa, która dotykiem przypominała bardziej watę cukrową, aniżeli prawdziwą trawę, która zawsze nas otaczała. Wzięłam głęboki oddech, aby wyczuć słodkawy zapach. Magia iluzji? Lecz czy byłby w stanie sprawić, aby iluzja była tak realistyczna, a zarazem nierzeczywista? Wiem, że tu jestem, ale to, co mnie otacza, kłóci się ze wszystkim, co znam, z każdym prawem, jaki nasz świat sam sobie stworzył. Jednak, jeśli rzeczywiście jego moc jest na tyle silna, to dlaczego akurat świat cukru? Powinien mnie ustawić na jakimś krześle do tortur i czekać, aż zacznę błagać go o litość, co swoją drogą byłoby durne, nigdy nie upadłabym tak nisko, żeby błagać, szlochać, czy kajać się przed kimkolwiek. Odwróciłam głowę w stronę głosu, który wymówił już chyba dwukrotnie moje nazwisko. Powoli, jednak z pewnością otworzyłam oczy, a mój chłodny wzrok utkwił w twarzy chłopaka, który kurczowo trzymał moją rękę.
- Obudź się, proszę, jesteśmy w jakimś dziwnym miejscu, bardzo dziwnym. Potrzebuję cię... Taiga, wstań, proszę... - Jego głos różnił się od tego, którym mówił do mnie, gdy staliśmy naprzeciwko siebie w lesie. Był zdecydowanie mniej pewny siebie, mogłabym nawet powiedzieć, że męski głos zaczynał się łamać.
- Jeśli jeszcze raz mną potrząśniesz, to Ci wyjebie w ten Twój pusty łeb - Mruknęłam, siadając na trawie. Pomimo iż miałam władzę w nogach, to na tę chwilę były zbyt sparaliżowane, aby mówić tutaj o wstawaniu. Podniosłam wzrok, aby zorientować się, gdzie w ogóle jestem. Skoro nawet on spuścił z tonu, to nie wydaje mi się, aby celowo "wysłał" nas w takie miejsce. Obraz przede mną przypominał świat z książek dla dzieci. Wszędzie łagodne pastelowe odcienie, przewaga różu, jakieś kolorowe wymyślne owoce na drzewach, nawet liście na drzewach w niczym nie przypominały tych z naszego miasta...a raczej naszego świata. Ułożyłam dłonie na głowie, starając się pozbierać myśli, chciałam zrozumieć, co się dzieje, ale miałam jedną wielką pustkę. Z westchnieniem przeczesałam włosy, a wzrok ponownie znalazł się na chłopaku, który siedział niedaleko mnie i wpatrywał się w horyzont, zamyślony. Pomiędzy nami panowała głucha cisza, aż nie zorientował się, że na niego patrzę.
- Rozumiem, że to nie Ty? - Zapytał, na co wręcz parsknęłam ironicznym śmiechem.
- Serio myślisz, że wysłałabym Cię tutaj własnym kosztem? - Podniosłam brew, po czym ugryzłam się w język, aby nie mówić nic więcej. - Skoro pytasz, to domyślam się, że i Ty nie masz za wiele z tym wspólnego. Dobra pierwsze co - Wyciągnęłam do niego rękę, podczas gry drugą opierałam się o to coś, co przypominało trawę. - Proponuje chwilowe zawieszenie broni i nie mów mi po nazwisku, jestem po prostu Tai.
- Ash, wyjątkowo się tutaj zgodzę - Uścisnął moją dłoń, po czym ją cofnął. Najwyraźniej jego pewność siebie wróciła do pierwotnego stanu. W tej chwili może to i lepiej dla naszej dwójki. Co więcej, nie wygląda mi na typa, który lubi pokazywać swoje słabości. - Zanim się tutaj znaleźliśmy, pojawiły się małe, skrzydlate istoty, nie jestem pewny co do ich rasy, ale sądząc po tym, gdzie jesteśmy mogły to być wróżki lub też nimfy - Podniósł się na równe nogi, pomimo iż na jego twarzy malował się grymas bólu, który skrzętnie próbował ukryć.
- Rzadko kiedy spotyka się kogoś, kto aż tak interesuje się innymi rasami - Przypomniałam sobie sytuację z pokoju gospodarczego, kiedy wypytywał mnie jakiej rasy mogłabym być. - Nie możemy ruszyć - Powiedziałam pewnie, po czym ściągnęłam z siebie kurtkę, w której zaczynałam się pocić. Było tutaj co najmniej 15 stopni na plusie. Nie przejmując się jego postawą, położyłam się na miękkiej ziemi, układając ręce pod głową.
- Że niby co? - Tym razem to z jego ust wydobyło się coś na wzór parsknięcia. Więc chłopaczek nie lubi, jak ktoś inny rządzi, ach zdecydowanie ciężko będzie nam się dogadać.
- A widzisz moje nogi, czy gdzieś po drodze okulary Ci wyparowało? - Zerwałam źdźbło trawy, wkładając je między usta, tak jak przypuszczałam, miało słodki smak. - Twoje również nie są w pełni sprawne, a także zauważyłeś drzewa? - Wskazałam brodą na gęsty las, który nas otaczał, przymykając po tym oczy.
- Drzewa? Jakie, te stojące dwa metry od nas i rozciągają się na jakieś kilkadziesiąt metrów? O no proszę, są - z jego ust wręcz tryskała ironia, bądź też poirytowanie całą tą sytuacją.
- Nie ma cieni - Powiedziałam poważnie - moja moc bazuje między innymi na mroku, lepiej i bezpieczniej poczekać do wieczora, chyba że w razie czego chcesz walczyć sam z hordą wróżek - Podniosłam jedną powiekę, aby na niego spojrzeć. Ash musiał analizować wszystkie za i przeciw, gdyż przez dłuższy czas jedynie się rozglądał, po czym usiadł nieopodal mnie. Ponownie zapanowała cisza. Nie miałam pojęcia jak tu płynie czas, ale minęła może godzina, gdy zaczęłam mieć dosyć tego, że oprócz wiatru nie było słychać nic więcej.
- Jesteś uczniem? Absolwentem? - Podniosłam się na łokciach, aby móc zamienić z nim, chociaż po dwa zdania, w końcu czy to nie na rozmowie czas mija szybciej?
- Uczniem Emerald Academy - Westchnął w odpowiedzi - Jestem w klasie artystycznej - Dodał po chwili, jakby również znudzony jedynie naszym siedzeniem.
- No proszę, siedzę obok artysty - Zaśmiałam się krótko, jednak nie było w tym ani grama szyderstwa. Wręcz przeciwnie podziwiałam takich ludzi, zwłaszcza tych, którzy swoje życie potrafią oddać dla prawdziwej sztuki. - Ale o Twojej szkole nie słyszałam - Wzruszyłam ramionami.
- To najbardziej znana uczelnia w mieście - Jego wzrok mówił jedno wielkie słowo, które chyba aż cisnęło mu się na usta "kretynka", ponownie wywołało to u mnie śmiech.
- Nie każdy jest z tej dziury, jak się tutaj wprowadziłam, to byłam już po szkole... Szczylu - Ostatnie słowo, było z mojej strony przyozdobione aroganckim uśmiechem.
- Nie powiedziałbym - Mruknął.
- Bo kończyłam zwykłą szkołę, gdzie oprócz matematyki nie było żadnej magi - Na samą myśl o nauczycielce starszej niż niektóre zajęcia, na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Pomimo iż byłam inna, mój ojciec uparł się, że powinnam się zachowywać jak normalna dziewczyna, nie żałuje, że poszłam do takiej szkoły, choć patrząc na to z perspektywy czasu, mogłabym się nauczyć znacznie więcej, gdybym była wśród takich jak ja.
- Takie osoby spotyka się jeszcze rzadziej - Wytrącił mnie z przemyśleń, nawiązując do mojej uwagi.
- Każdy jest kowalem własnego losu, każdy decyduje o sobie sam... jednak są wyjątki....wtedy nie mamy nic do powiedzenia.... możemy tylko milczeć i krwawić od wewnątrz.... - Powaga mieszała się z wyraźnym smutkiem, którego nie mogłam w tej sytuacji ukryć. Nie miałam żadnej rodziny, która popierałaby moje decyzje, ktokolwiek kto choć raz poklepałby mnie po ramieniu, mówiąc, że tak jest dobrze, że moje decyzje są cokolwiek warte. Musiałam słuchać się ojca, chociaż wewnątrz powoli umierałam. - Taka rada od starszej czarownicy - Ściszyłam głos, wstając. Otrzepałam się z niewidzialnego kurzu i schowałam ręce do kieszeni bluzy. Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a wokół nas powoli nastawał mrok, za którym czekałam.
Ash?
Przed moimi oczami stanęła wysoka, piękna z kruczoczarnymi włosami kobieta, uśmiechająca się do mnie łagodnie i pogodnie, nie od razu rozpoznałam w niej najważniejszą dla mnie osobę. Stała pośród drzew, aż jej nogi samoczynnie zaczęły się poruszać w moim kierunku. Dopiero gdy jej twarz była metr ode mnie, odnalazłam w jej wyrazie, ten sam uśmiech, który był ze mną przez kilka krótkich lat, usta, które szeptały mi do snu kołysanki w obcym dla mnie języku. Moja mama. Rzuciłam się na nią, niczym głodne zwierzę. Nie chciałam jednak jej śmierci, krwi, czy krzywdy, pragnęłam jedynie ponownie poczuć ciepło, którego od czasu jej śmierci nikt inny nie mógł mi zapewnić. "Żyj... Żyj, ale nie dla innych, żyj kochanie dla siebie" głos dotarł do mnie jak zza szyby i sprawił, że powoli zaczęłam otwierać ciężkie powieki, a raczej próbowałam to zrobić. Pierwsze co zauważyłam, to miękka trawa, która dotykiem przypominała bardziej watę cukrową, aniżeli prawdziwą trawę, która zawsze nas otaczała. Wzięłam głęboki oddech, aby wyczuć słodkawy zapach. Magia iluzji? Lecz czy byłby w stanie sprawić, aby iluzja była tak realistyczna, a zarazem nierzeczywista? Wiem, że tu jestem, ale to, co mnie otacza, kłóci się ze wszystkim, co znam, z każdym prawem, jaki nasz świat sam sobie stworzył. Jednak, jeśli rzeczywiście jego moc jest na tyle silna, to dlaczego akurat świat cukru? Powinien mnie ustawić na jakimś krześle do tortur i czekać, aż zacznę błagać go o litość, co swoją drogą byłoby durne, nigdy nie upadłabym tak nisko, żeby błagać, szlochać, czy kajać się przed kimkolwiek. Odwróciłam głowę w stronę głosu, który wymówił już chyba dwukrotnie moje nazwisko. Powoli, jednak z pewnością otworzyłam oczy, a mój chłodny wzrok utkwił w twarzy chłopaka, który kurczowo trzymał moją rękę.
- Obudź się, proszę, jesteśmy w jakimś dziwnym miejscu, bardzo dziwnym. Potrzebuję cię... Taiga, wstań, proszę... - Jego głos różnił się od tego, którym mówił do mnie, gdy staliśmy naprzeciwko siebie w lesie. Był zdecydowanie mniej pewny siebie, mogłabym nawet powiedzieć, że męski głos zaczynał się łamać.
- Jeśli jeszcze raz mną potrząśniesz, to Ci wyjebie w ten Twój pusty łeb - Mruknęłam, siadając na trawie. Pomimo iż miałam władzę w nogach, to na tę chwilę były zbyt sparaliżowane, aby mówić tutaj o wstawaniu. Podniosłam wzrok, aby zorientować się, gdzie w ogóle jestem. Skoro nawet on spuścił z tonu, to nie wydaje mi się, aby celowo "wysłał" nas w takie miejsce. Obraz przede mną przypominał świat z książek dla dzieci. Wszędzie łagodne pastelowe odcienie, przewaga różu, jakieś kolorowe wymyślne owoce na drzewach, nawet liście na drzewach w niczym nie przypominały tych z naszego miasta...a raczej naszego świata. Ułożyłam dłonie na głowie, starając się pozbierać myśli, chciałam zrozumieć, co się dzieje, ale miałam jedną wielką pustkę. Z westchnieniem przeczesałam włosy, a wzrok ponownie znalazł się na chłopaku, który siedział niedaleko mnie i wpatrywał się w horyzont, zamyślony. Pomiędzy nami panowała głucha cisza, aż nie zorientował się, że na niego patrzę.
- Rozumiem, że to nie Ty? - Zapytał, na co wręcz parsknęłam ironicznym śmiechem.
- Serio myślisz, że wysłałabym Cię tutaj własnym kosztem? - Podniosłam brew, po czym ugryzłam się w język, aby nie mówić nic więcej. - Skoro pytasz, to domyślam się, że i Ty nie masz za wiele z tym wspólnego. Dobra pierwsze co - Wyciągnęłam do niego rękę, podczas gry drugą opierałam się o to coś, co przypominało trawę. - Proponuje chwilowe zawieszenie broni i nie mów mi po nazwisku, jestem po prostu Tai.
- Ash, wyjątkowo się tutaj zgodzę - Uścisnął moją dłoń, po czym ją cofnął. Najwyraźniej jego pewność siebie wróciła do pierwotnego stanu. W tej chwili może to i lepiej dla naszej dwójki. Co więcej, nie wygląda mi na typa, który lubi pokazywać swoje słabości. - Zanim się tutaj znaleźliśmy, pojawiły się małe, skrzydlate istoty, nie jestem pewny co do ich rasy, ale sądząc po tym, gdzie jesteśmy mogły to być wróżki lub też nimfy - Podniósł się na równe nogi, pomimo iż na jego twarzy malował się grymas bólu, który skrzętnie próbował ukryć.
- Rzadko kiedy spotyka się kogoś, kto aż tak interesuje się innymi rasami - Przypomniałam sobie sytuację z pokoju gospodarczego, kiedy wypytywał mnie jakiej rasy mogłabym być. - Nie możemy ruszyć - Powiedziałam pewnie, po czym ściągnęłam z siebie kurtkę, w której zaczynałam się pocić. Było tutaj co najmniej 15 stopni na plusie. Nie przejmując się jego postawą, położyłam się na miękkiej ziemi, układając ręce pod głową.
- Że niby co? - Tym razem to z jego ust wydobyło się coś na wzór parsknięcia. Więc chłopaczek nie lubi, jak ktoś inny rządzi, ach zdecydowanie ciężko będzie nam się dogadać.
- A widzisz moje nogi, czy gdzieś po drodze okulary Ci wyparowało? - Zerwałam źdźbło trawy, wkładając je między usta, tak jak przypuszczałam, miało słodki smak. - Twoje również nie są w pełni sprawne, a także zauważyłeś drzewa? - Wskazałam brodą na gęsty las, który nas otaczał, przymykając po tym oczy.
- Drzewa? Jakie, te stojące dwa metry od nas i rozciągają się na jakieś kilkadziesiąt metrów? O no proszę, są - z jego ust wręcz tryskała ironia, bądź też poirytowanie całą tą sytuacją.
- Nie ma cieni - Powiedziałam poważnie - moja moc bazuje między innymi na mroku, lepiej i bezpieczniej poczekać do wieczora, chyba że w razie czego chcesz walczyć sam z hordą wróżek - Podniosłam jedną powiekę, aby na niego spojrzeć. Ash musiał analizować wszystkie za i przeciw, gdyż przez dłuższy czas jedynie się rozglądał, po czym usiadł nieopodal mnie. Ponownie zapanowała cisza. Nie miałam pojęcia jak tu płynie czas, ale minęła może godzina, gdy zaczęłam mieć dosyć tego, że oprócz wiatru nie było słychać nic więcej.
- Jesteś uczniem? Absolwentem? - Podniosłam się na łokciach, aby móc zamienić z nim, chociaż po dwa zdania, w końcu czy to nie na rozmowie czas mija szybciej?
- Uczniem Emerald Academy - Westchnął w odpowiedzi - Jestem w klasie artystycznej - Dodał po chwili, jakby również znudzony jedynie naszym siedzeniem.
- No proszę, siedzę obok artysty - Zaśmiałam się krótko, jednak nie było w tym ani grama szyderstwa. Wręcz przeciwnie podziwiałam takich ludzi, zwłaszcza tych, którzy swoje życie potrafią oddać dla prawdziwej sztuki. - Ale o Twojej szkole nie słyszałam - Wzruszyłam ramionami.
- To najbardziej znana uczelnia w mieście - Jego wzrok mówił jedno wielkie słowo, które chyba aż cisnęło mu się na usta "kretynka", ponownie wywołało to u mnie śmiech.
- Nie każdy jest z tej dziury, jak się tutaj wprowadziłam, to byłam już po szkole... Szczylu - Ostatnie słowo, było z mojej strony przyozdobione aroganckim uśmiechem.
- Nie powiedziałbym - Mruknął.
- Bo kończyłam zwykłą szkołę, gdzie oprócz matematyki nie było żadnej magi - Na samą myśl o nauczycielce starszej niż niektóre zajęcia, na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Pomimo iż byłam inna, mój ojciec uparł się, że powinnam się zachowywać jak normalna dziewczyna, nie żałuje, że poszłam do takiej szkoły, choć patrząc na to z perspektywy czasu, mogłabym się nauczyć znacznie więcej, gdybym była wśród takich jak ja.
- Takie osoby spotyka się jeszcze rzadziej - Wytrącił mnie z przemyśleń, nawiązując do mojej uwagi.
- Każdy jest kowalem własnego losu, każdy decyduje o sobie sam... jednak są wyjątki....wtedy nie mamy nic do powiedzenia.... możemy tylko milczeć i krwawić od wewnątrz.... - Powaga mieszała się z wyraźnym smutkiem, którego nie mogłam w tej sytuacji ukryć. Nie miałam żadnej rodziny, która popierałaby moje decyzje, ktokolwiek kto choć raz poklepałby mnie po ramieniu, mówiąc, że tak jest dobrze, że moje decyzje są cokolwiek warte. Musiałam słuchać się ojca, chociaż wewnątrz powoli umierałam. - Taka rada od starszej czarownicy - Ściszyłam głos, wstając. Otrzepałam się z niewidzialnego kurzu i schowałam ręce do kieszeni bluzy. Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a wokół nas powoli nastawał mrok, za którym czekałam.
Ash?
5.07.2019
Od Ashtona CD Taigi
Złość opętała czarownika, którego ramiona zostały unieruchomione przez widmowe, lecz wciąż materialne, łańcuchy. Momentalnie zaczął się szarpać w miejscu i wyrywać, ku ciemnowłosej czarownicy, która zdawała się uciekać. Uciekać? Ale dlaczego? Przecież mogłaby go z łatwością wykończyć, gdyby tylko chciała. Był bezbronny, a raczej spowolniony, gdyż kontrolowanie przepływu chaotycznej czasami mocy bez wspomagania się ruchami dłoni było znacznie utrudnione dla młodego Crowleya. Dlatego gdy ta zniknęła mu z pola widzenia, przerwał na chwilę próby uwolnienia się i po prostu powiódł wzrokiem za jej sylwetką, gdzie ostatnio ją dostrzegł. Czując, że ta nie wraca, zaczął przygotowywać zaklęcie teleportujące, lecz wtedy magiczne więzy zaczęły migotać. Ashton zerknął na nie akurat w chwili, gdy zarys rozmył się całkowicie, a chłopak na powrót miał pełną kontrolę nad ciałem. Nie przyglądał się dłużej swym nadgarstkom, w tym wypadku jego stan nie był tak ważny jak dopadnięcie Taigi. Za to wyciągnął z torby długopis i zaczął pisać nim po swych rękach, mamrocząc pod nosem zaklęcie.
— Aliorum oculis abscondam — Spomiędzy palców nastolatka uwolniła się granatowa energia, która niczym kaskada opadła na podłogę i zaczęła powoli wznosić się w postaci wirów ku górze, otaczając Ashtona — Ecce autem quidam delicatus satis Latino sermone tritus intercedant: vide, ut illud magis — Cichy trzask obwieścił gotowość zaklęcia do opadnięcia na czarownika — Ita fiat, quarum sacra fero mari.
— Podążanie za kimś, kto już raz cię obezwładnił, na otwartą przestrzeń, to też niezbyt dobry pomysł — Delikatny uśmiech wkradł się na oblicze ciemnowłosej, która wyprostowała się elegancko, po czym rozłożyła ręce. Cienie wdrapały się po jej nogach ku dłoniom, zbierając się między palcami, muskając je i wiercąc się na jasnej skórze. Nie zaatakowała jednak. Zdawała się czekać na ruch Ashtona, aby wykorzystać chwilę jego słabości. Crowley brał kiedyś udział w walkach magicznych, lecz zazwyczaj miały one miejsce w budynku sabatu, gdzie starsi czarownicy i czarownice czuwali, aby walczącym nic się nie stało. Teraz było zupełnie inaczej. Dlatego aby utrudnić rzucanie ataków obszarowych, nastolatek pstryknął nad swoją głową, wcześniej delikatne kręcąc nadgarstkiem. Wokół nich wyrosły ściany błękitnych płomieni, tym samym tworząc swego rodzaju arenę.
— Aliorum oculis abscondam — Spomiędzy palców nastolatka uwolniła się granatowa energia, która niczym kaskada opadła na podłogę i zaczęła powoli wznosić się w postaci wirów ku górze, otaczając Ashtona — Ecce autem quidam delicatus satis Latino sermone tritus intercedant: vide, ut illud magis — Cichy trzask obwieścił gotowość zaklęcia do opadnięcia na czarownika — Ita fiat, quarum sacra fero mari.
Niewidzialny dla oczu śmiertelnych, czarownik podążył żwawym krokiem za wąską smugą mocy, pozostawionej przez Nagiko. Doprowadziła go ona do lasku czy innego zagajnika, Ashton skupił się głównie na kobiecej sylwetce pośród drzew, nie na ich otoczeniu. Po zbliżeniu się do niej zrzucił z siebie magiczną iluzję, tym samym zwracając na siebie uwagę czarownicy. Zatrzymał się w pewnej odległości od kobiety, wpatrując się jej głęboko w oczy. Starał się wyczytać z niej jak najwięcej się dało. Aby poznać jej słabości. Jej wrażliwe punkty, które byłby w stanie wykorzystać. Obrzeżami świadomości, tej nie opętanej jeszcze przez furię i personalną vendettę, dostrzegł pełznące ku niemu zagrożenie w postaci upiornych cieni, zapewne kontrolowanych przez Taigę. Lecz nie było to ważne. Liczyła się tylko ona, nic więcej.
— Uciekanie z miejsca, gdzie przebywają inni ludzie, nie było zbyt rozsądnym pomysłem, wiesz o tym?
— Podążanie za kimś, kto już raz cię obezwładnił, na otwartą przestrzeń, to też niezbyt dobry pomysł — Delikatny uśmiech wkradł się na oblicze ciemnowłosej, która wyprostowała się elegancko, po czym rozłożyła ręce. Cienie wdrapały się po jej nogach ku dłoniom, zbierając się między palcami, muskając je i wiercąc się na jasnej skórze. Nie zaatakowała jednak. Zdawała się czekać na ruch Ashtona, aby wykorzystać chwilę jego słabości. Crowley brał kiedyś udział w walkach magicznych, lecz zazwyczaj miały one miejsce w budynku sabatu, gdzie starsi czarownicy i czarownice czuwali, aby walczącym nic się nie stało. Teraz było zupełnie inaczej. Dlatego aby utrudnić rzucanie ataków obszarowych, nastolatek pstryknął nad swoją głową, wcześniej delikatne kręcąc nadgarstkiem. Wokół nich wyrosły ściany błękitnych płomieni, tym samym tworząc swego rodzaju arenę.
— Jak do tego doszliśmy.. — zaczął młodzian, lecz wtedy Taiga uniosła lekko palec w górę i rozejrzała się. Ash niepewnie zrobił to samo, a do jego uszu, oprócz trzasków ognia, dobiegły dziesiątki wysokich, piskliwych głosów. A później dostrzegł tyle samo małych uskrzydlonych stworzeń, zataczających szybkie kręgi wokół nich.
— Co jest do kurw.. Taiga?! — Nie zdążył doskoczyć do czarownicy, nim za została wciągnięta przez zielonkawą szczelinę gdzieś, gdzie tylko Mroczny Pan wiedział co się znajduje. Pchany poczuciem magicznej solidarności nastolatek podbiegł w to miejsce. Wtedy jednak pod jego stopami rozbłysło światło, a po chwili wszystko ogarnęła ciemność.
Obudził się na czymś miękkim. Chwilę mu zajęło, nim zdołał otworzyć oczy. Tępy ból z tyłu głowy skutecznie mu to uniemożliwiał, więc musiał poczekać, aż jego ciało przystosuje się do nowej sytuacji. Kiedy tylko uniósł powieki, dostrzegł niebo. Ale nie takie, jak w Seattle. Miało barwę delikatnej brzoskwini. A może różu? Do tego chmury. W fantazyjnych barwach i kształtach, zdobiły nieboskłon. Ashton podniósł się ostrożnie na przedramionach z miętowej trawy. Powiódł wzrokiem po dalekiej linii brązowo - czerwonych drzew. Dopiero w momencie, gdy dostrzegł nieznane mu owoce i kwiaty na części z nich, zaczął myśleć, że coś jest mocno nie w porządku. Taiga leżała kilka metrów od niego, nadal omdlała czy może nieprzytomna. Powoli podczołgał się do niej, gdyż słabe nogi nadal odmawiały mu posłuszeństwa, chociaż czuł, że stopniowo mrowienie przechodzi. Lekko szturchnął ramię dziewczyny, która wydała z siebie bliżej nieokreślony pomruk.
Obudził się na czymś miękkim. Chwilę mu zajęło, nim zdołał otworzyć oczy. Tępy ból z tyłu głowy skutecznie mu to uniemożliwiał, więc musiał poczekać, aż jego ciało przystosuje się do nowej sytuacji. Kiedy tylko uniósł powieki, dostrzegł niebo. Ale nie takie, jak w Seattle. Miało barwę delikatnej brzoskwini. A może różu? Do tego chmury. W fantazyjnych barwach i kształtach, zdobiły nieboskłon. Ashton podniósł się ostrożnie na przedramionach z miętowej trawy. Powiódł wzrokiem po dalekiej linii brązowo - czerwonych drzew. Dopiero w momencie, gdy dostrzegł nieznane mu owoce i kwiaty na części z nich, zaczął myśleć, że coś jest mocno nie w porządku. Taiga leżała kilka metrów od niego, nadal omdlała czy może nieprzytomna. Powoli podczołgał się do niej, gdyż słabe nogi nadal odmawiały mu posłuszeństwa, chociaż czuł, że stopniowo mrowienie przechodzi. Lekko szturchnął ramię dziewczyny, która wydała z siebie bliżej nieokreślony pomruk.
— Hej.. Hej, Nagiko. Obudź się. Nie wiem, co się stało, ale chyba nie jesteśmy u siebie — Brunet złapał ją za rękę i potrząsnął nią, nieco panicznie, jak zagubione dziecko — Obudź się, proszę, jesteśmy w jakimś dziwnym miejscu, bardzo dziwnym. Potrzebuję cię.
Taiga?
2.07.2019
Od Taigi CD Ashtona
Słuchałam, jak chłopak wymienia chyba wszystkie znane mu rasy, które
mają, chociaż minimalne połączenie z magią. Nie powiem, miałam ochotę
wybuchnąć śmiechem i po prostu wyjść, nawet jego ręka wyciągnięta w moją
stronę i gotowa do rzucenia następnego czaru nie zaszczepiła we mnie
najmniejszego strachu, wręcz przeciwnie byłam zaciekawiona, co ów młody
chłopak potrafi, skoro prąd przeszył moje ciało poprzez samo jego
dotknięcie, walka z nim zapewne byłaby ciężka, emocjonująca i nie jestem
pewna czy zwycięstwo stałoby obok mnie. Przypięłam małe karteczki na
tablicę korkową, były to wiadomości do pracowników, kiedy będzie
następny towar, a także co będzie się w nim znajdować.
- Nosisz się, co najmniej jakbyś był u siebie - Oparłam się o biurko, dopiero teraz kierując swój wzrok na niego. Jego mimika twarzy była niezmienna, przez co nie miałam możliwości, aby go przejrzeć. - Po pierwsze to wszystko, co Cię tu otacza, należy do mnie - Mrugnęłam pospiesznie, używając jednej ze swoich mocy. Nie chciałam, żeby ktoś nas usłyszał, więc wygłuszyłam całe pomieszczenie, tak że byliśmy w stanie usłyszeć tylko siebie. Odgłosy samochód zza okna, żarówka, która obijała się o klosz, stare biurko, które pod wpływem mojego ciężaru uginało się, wydając delikatne skrzypienie. Wszystko to umilkło i choć my sami słyszeliśmy tylko nasze głosy, to Ci, co nawet chcieliby stać tuż za drzwiami, nie usłyszeliby nic. Mimo iż nie interesuje mnie zdanie i opinia innych, to ceniłam sobie prywatność i nie chodziłam z bilbordem mówiącym, kim tak naprawdę jestem, a doskonale wiedziałam, że bez prawdy lub walki stąd nie wyjdę.
- Nie interesuje mnie to i nie o to pytałem - Mruknął, jednak tym razem jego twarz przybrała postać bardziej zaciekawionej, wciąż bacznie mnie obserwując, z pewnością zauważył zmianę w naszym otoczeniu.
- Gdyby nie fakt, że jesteśmy w kawiarni, nawet bym nie zamieniła z Tobą zdania - Westchnęłam ciężko, mówiąc to do siebie, aniżeli do niego. Podniosłam oczy ku górze, po czym spojrzałam na niego machając nogami. - Więc szczerość za szczerość i opuść tę łapę, bo zaraz sama zacznę używać magii wobec Ciebie i to nie takiej jak przed chwilą - Zmarszczyłam brwi, jednak jego ciało nie ruszyło się nawet o milimetr.
- Jaką mam pewność, że zaraz nie zginę? - Prychnął, tak jakby to, co powiedział, nawet nie było możliwe.
- Nie masz - Zaśmiałam się - Taiga Nagiko, czarownica - Przedstawiłam się w końcu. Przez chwilę zapanowała zupełna cisza, aż nie westchnęłam, nie było w moim stylu, aby się dopytywać kogokolwiek o jego dane, jednak w tym przypadku byłam zbyt zaciekawiona, kim on jest. - Wypadałoby, żebyś zrobił to samo - Nadęłam usta w niezadowoleniu - Gówniarzy jednak trzeba uczyć kultury.
- Ashton Aleister Crowley, czarownik - Wymruczał, na co skinęłam głową.
- Okej więc skoro już się znamy, to proszę, żebyś wyszedł z pomieszczenia gospodarczego - Zeskoczyłam na ziemie, idąc powoli w jego kierunku, jednak on wciąż ani drgnął. Zaczynałam mieć wątpliwości czy on aby na pewno mnie rozumie. Stanęłam naprzeciwko niego, kiedy gwałtownie podniosłam rękę, szybko zrozumiałam, że to był mój błąd. Chłopak nie zawahał się używać swoich umiejętności, w ułamku sekundy zostałam odepchnięta pod ścianę, od której się odbiłam, chociaż nie upadłam, to poczułam delikatne mrowienie w barkach. Ułożyłam na nich dłoń, wykrzywiając usta w nieznośny grymas.
Tak delikatny czar, który nie powinien zrobić mi tak naprawdę żadnej szkody, okazał się bardzo silny, w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, dlaczego się śmiał, mówiąc o swojej śmierci. Spojrzałam na niego i bez słowa mrugnęłam, mówiąc w głowie jak mantrę kilka słów. Z cienia zza szafy wyłoniły się dwa łańcuchy, łapiąc go za nogę, a także i rękę, z której rzucił czar. Jedna z niewielu rzeczy, którą odziedziczyłam po mamie, możliwość rzucania zaklęć bez ruszania się. Nim zdążył się zorientować, co się dzieje, ja zdążyłam wyjść z pomieszczenia. Ucieczka... Chociaż nie byłam z tego dumna, opanowałam ją wręcz do perfekcji. Poprawiłam jeszcze włosy, wychodząc z pomieszczenia, a czas rzucony jeszcze kilka sekund temu puścił, gdy tylko zrobiłam kilka kroków w stronę lasku, zdecydowanie muszę poćwiczyć dystans mojej magii, im jestem dalej od miejsca rzucenia zaklęcia, tym bardziej ono słabnie. Wchodząc do lasu, ponownie poczułam znajomą mi już osobę. Niechętnie odwróciłam się na pięcie, patrząc na chłopaka, któremu niektóre kosmyki włosów zaczęły wychodzić z upięcia. Cień zaczął przesuwać się pod naszymi stopami, był to jeden z moich żywiołów, nie chciałam walczyć, a przynajmniej nie tutaj, jednak nie wiedziałam, co ma w głowie chłopak, który dzierżył w sobie silną magię i ponownie stanął naprzeciwko mnie.
Ash?
- Nosisz się, co najmniej jakbyś był u siebie - Oparłam się o biurko, dopiero teraz kierując swój wzrok na niego. Jego mimika twarzy była niezmienna, przez co nie miałam możliwości, aby go przejrzeć. - Po pierwsze to wszystko, co Cię tu otacza, należy do mnie - Mrugnęłam pospiesznie, używając jednej ze swoich mocy. Nie chciałam, żeby ktoś nas usłyszał, więc wygłuszyłam całe pomieszczenie, tak że byliśmy w stanie usłyszeć tylko siebie. Odgłosy samochód zza okna, żarówka, która obijała się o klosz, stare biurko, które pod wpływem mojego ciężaru uginało się, wydając delikatne skrzypienie. Wszystko to umilkło i choć my sami słyszeliśmy tylko nasze głosy, to Ci, co nawet chcieliby stać tuż za drzwiami, nie usłyszeliby nic. Mimo iż nie interesuje mnie zdanie i opinia innych, to ceniłam sobie prywatność i nie chodziłam z bilbordem mówiącym, kim tak naprawdę jestem, a doskonale wiedziałam, że bez prawdy lub walki stąd nie wyjdę.
- Nie interesuje mnie to i nie o to pytałem - Mruknął, jednak tym razem jego twarz przybrała postać bardziej zaciekawionej, wciąż bacznie mnie obserwując, z pewnością zauważył zmianę w naszym otoczeniu.
- Gdyby nie fakt, że jesteśmy w kawiarni, nawet bym nie zamieniła z Tobą zdania - Westchnęłam ciężko, mówiąc to do siebie, aniżeli do niego. Podniosłam oczy ku górze, po czym spojrzałam na niego machając nogami. - Więc szczerość za szczerość i opuść tę łapę, bo zaraz sama zacznę używać magii wobec Ciebie i to nie takiej jak przed chwilą - Zmarszczyłam brwi, jednak jego ciało nie ruszyło się nawet o milimetr.
- Jaką mam pewność, że zaraz nie zginę? - Prychnął, tak jakby to, co powiedział, nawet nie było możliwe.
- Nie masz - Zaśmiałam się - Taiga Nagiko, czarownica - Przedstawiłam się w końcu. Przez chwilę zapanowała zupełna cisza, aż nie westchnęłam, nie było w moim stylu, aby się dopytywać kogokolwiek o jego dane, jednak w tym przypadku byłam zbyt zaciekawiona, kim on jest. - Wypadałoby, żebyś zrobił to samo - Nadęłam usta w niezadowoleniu - Gówniarzy jednak trzeba uczyć kultury.
- Ashton Aleister Crowley, czarownik - Wymruczał, na co skinęłam głową.
- Okej więc skoro już się znamy, to proszę, żebyś wyszedł z pomieszczenia gospodarczego - Zeskoczyłam na ziemie, idąc powoli w jego kierunku, jednak on wciąż ani drgnął. Zaczynałam mieć wątpliwości czy on aby na pewno mnie rozumie. Stanęłam naprzeciwko niego, kiedy gwałtownie podniosłam rękę, szybko zrozumiałam, że to był mój błąd. Chłopak nie zawahał się używać swoich umiejętności, w ułamku sekundy zostałam odepchnięta pod ścianę, od której się odbiłam, chociaż nie upadłam, to poczułam delikatne mrowienie w barkach. Ułożyłam na nich dłoń, wykrzywiając usta w nieznośny grymas.
Tak delikatny czar, który nie powinien zrobić mi tak naprawdę żadnej szkody, okazał się bardzo silny, w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, dlaczego się śmiał, mówiąc o swojej śmierci. Spojrzałam na niego i bez słowa mrugnęłam, mówiąc w głowie jak mantrę kilka słów. Z cienia zza szafy wyłoniły się dwa łańcuchy, łapiąc go za nogę, a także i rękę, z której rzucił czar. Jedna z niewielu rzeczy, którą odziedziczyłam po mamie, możliwość rzucania zaklęć bez ruszania się. Nim zdążył się zorientować, co się dzieje, ja zdążyłam wyjść z pomieszczenia. Ucieczka... Chociaż nie byłam z tego dumna, opanowałam ją wręcz do perfekcji. Poprawiłam jeszcze włosy, wychodząc z pomieszczenia, a czas rzucony jeszcze kilka sekund temu puścił, gdy tylko zrobiłam kilka kroków w stronę lasku, zdecydowanie muszę poćwiczyć dystans mojej magii, im jestem dalej od miejsca rzucenia zaklęcia, tym bardziej ono słabnie. Wchodząc do lasu, ponownie poczułam znajomą mi już osobę. Niechętnie odwróciłam się na pięcie, patrząc na chłopaka, któremu niektóre kosmyki włosów zaczęły wychodzić z upięcia. Cień zaczął przesuwać się pod naszymi stopami, był to jeden z moich żywiołów, nie chciałam walczyć, a przynajmniej nie tutaj, jednak nie wiedziałam, co ma w głowie chłopak, który dzierżył w sobie silną magię i ponownie stanął naprzeciwko mnie.
Ash?
1.07.2019
Od Ashtona CD Taigi
Chłopak aż parsknął śmiechem, gdy usłyszał propozycję pracy w kawiarni. Za kogo ta dziewczyna go uważała? Za byle plebejusza, który będzie harował za kilka marnych dolarów za godzinę? Na Samaela i wszystkie duchy Geocji, był przecież potomkiem samego Crowleya! Był stworzony do wielkich rzeczy, a nie podawania kawy cuchnącym śmiertelnikom!
Urazę jednak schował głęboko w sobie, uznając, że nie ma co się męczyć przypadkowymi spotkaniami z ludźmi, których zapewne w tak dużym mieście jak Seattle nie spotka ponownie. Następnie ostentacyjnie rozejrzał się wokół, biorąc z papierowego kubka w dłoni duży łyk. Poczuł przyjemne ciepło w gardle, lecz nic poza tym. Dlatego lubił fakt, że nie odczuwał bólu. Mógł pić gorące napoje bez większych problemów, a przynajmniej na czas picia. Konsekwencje, oczywiście, później się pojawiały, ale nie były niczym, z czym by sobie aspirujący czarownik nie poradził. Trochę ziół, trochę księżycowej wody, wszystko zagotowane na wolnym ogniu i remedum na wszelkie dolegliwości było gotowe. Przypomniało mu to, że powinien zostawić na następną pełnię większą ilość wody do naładowania promieniami, bo po ostatnich alchemicznych eksperymentach zostało jej naprawdę niewiele.
— Praca w kawiarni to nie jest spełnienie moich marzeń — odparł po skończeniu obserwacji wnętrza, a raczej pobieżnym oglądaniu udekorowanych ścian.
— Z takim zaangażowaniem to nawet rabatu na kawę ci nie dam — Dziewczyna prychnęła i nim Ashton zdążył się odsunąć, a co za tym szło, uniknąć bezpośredniego kontaktu z obcą przedstawicielką płci żeńskiej, z jakimi nie zadawał się już od dłuższego czasu, ta położyła na ramieniu jego rękę. Od razu poczuł, że coś jest nie tak. Podobnie jak wcześniej, miał wrażenie, że ta tajemnicza pracownica kawiarni jest kimś więcej, niż tylko człowiekiem. Kimś dla niego o wiele bliższym, może wręcz takim samym na którymś z poziomów.
— Ciekawe — powiedziała cicho, patrząc na swoje palce. Ashton najpierw tylko mruknął, zajmując się masowaniem mrowiącego ramienia, aby pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia.
— Owszem, ciekawe — skomentował w zamyśleniu. Zastanawiając się, z kim takim na do czynienia, nie zwrócił nawet uwagi na to, że brunetka wyminęła go i zaczęła iść w jakimś, nieodgadnionym dla niego kierunku. Krótką chwilę zastanawiał się, czy powinien zostać, czy jednak podążyć za nieznajomą. W jego głowie pojawiały się kolejne wątpliwości, jak to już miały w zwyczaju podczas podejmowania jakiejkolwiek decyzji. Co jeśli chce go zwieść? Jeśli jest jakimś ludobójczym potworem? Jeśli go zaprowadzi prosto w łapy myśliwych?
Jego nogi same poniosły go za dziewczyną, dostosowując się do jej kroków. Zapewne zdawała sobie sprawę z jego obecności, ale nie zwracał na to uwagi. Ponownie jak na to, że któryś z gości rzucił do znajomego komentarz, że wygląda jak jakiś wariat, ze wzrokiem utkwionym w plecach pracownicy.
Zatrzymał się dopiero w progu nowego pomieszczenia, do którego ona weszła. Zaklęciem zamknął za sobą drzwi i objął się jedną ręką za bok, układając palce do rzucenia kolejnego czaru. Jeszcze nie był pewien, jakiego.
— Kim jesteś? — spytał bez ogródek, po upewnieniu się, że są sami. Nie wiedział, co to było. Może jakiś schowek czy inne zaplecze — Czarodziejką? Magiczką? Czarownicą? Wiedźmą? Magiem? Druidem? Czy jakimś jeszcze innym stworzeniem?
Taiga?
Urazę jednak schował głęboko w sobie, uznając, że nie ma co się męczyć przypadkowymi spotkaniami z ludźmi, których zapewne w tak dużym mieście jak Seattle nie spotka ponownie. Następnie ostentacyjnie rozejrzał się wokół, biorąc z papierowego kubka w dłoni duży łyk. Poczuł przyjemne ciepło w gardle, lecz nic poza tym. Dlatego lubił fakt, że nie odczuwał bólu. Mógł pić gorące napoje bez większych problemów, a przynajmniej na czas picia. Konsekwencje, oczywiście, później się pojawiały, ale nie były niczym, z czym by sobie aspirujący czarownik nie poradził. Trochę ziół, trochę księżycowej wody, wszystko zagotowane na wolnym ogniu i remedum na wszelkie dolegliwości było gotowe. Przypomniało mu to, że powinien zostawić na następną pełnię większą ilość wody do naładowania promieniami, bo po ostatnich alchemicznych eksperymentach zostało jej naprawdę niewiele.
— Praca w kawiarni to nie jest spełnienie moich marzeń — odparł po skończeniu obserwacji wnętrza, a raczej pobieżnym oglądaniu udekorowanych ścian.
— Z takim zaangażowaniem to nawet rabatu na kawę ci nie dam — Dziewczyna prychnęła i nim Ashton zdążył się odsunąć, a co za tym szło, uniknąć bezpośredniego kontaktu z obcą przedstawicielką płci żeńskiej, z jakimi nie zadawał się już od dłuższego czasu, ta położyła na ramieniu jego rękę. Od razu poczuł, że coś jest nie tak. Podobnie jak wcześniej, miał wrażenie, że ta tajemnicza pracownica kawiarni jest kimś więcej, niż tylko człowiekiem. Kimś dla niego o wiele bliższym, może wręcz takim samym na którymś z poziomów.
— Ciekawe — powiedziała cicho, patrząc na swoje palce. Ashton najpierw tylko mruknął, zajmując się masowaniem mrowiącego ramienia, aby pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia.
— Owszem, ciekawe — skomentował w zamyśleniu. Zastanawiając się, z kim takim na do czynienia, nie zwrócił nawet uwagi na to, że brunetka wyminęła go i zaczęła iść w jakimś, nieodgadnionym dla niego kierunku. Krótką chwilę zastanawiał się, czy powinien zostać, czy jednak podążyć za nieznajomą. W jego głowie pojawiały się kolejne wątpliwości, jak to już miały w zwyczaju podczas podejmowania jakiejkolwiek decyzji. Co jeśli chce go zwieść? Jeśli jest jakimś ludobójczym potworem? Jeśli go zaprowadzi prosto w łapy myśliwych?
Jego nogi same poniosły go za dziewczyną, dostosowując się do jej kroków. Zapewne zdawała sobie sprawę z jego obecności, ale nie zwracał na to uwagi. Ponownie jak na to, że któryś z gości rzucił do znajomego komentarz, że wygląda jak jakiś wariat, ze wzrokiem utkwionym w plecach pracownicy.
Zatrzymał się dopiero w progu nowego pomieszczenia, do którego ona weszła. Zaklęciem zamknął za sobą drzwi i objął się jedną ręką za bok, układając palce do rzucenia kolejnego czaru. Jeszcze nie był pewien, jakiego.
— Kim jesteś? — spytał bez ogródek, po upewnieniu się, że są sami. Nie wiedział, co to było. Może jakiś schowek czy inne zaplecze — Czarodziejką? Magiczką? Czarownicą? Wiedźmą? Magiem? Druidem? Czy jakimś jeszcze innym stworzeniem?
Taiga?
24.06.2019
Od Taigi CD Ashtona
- Co znaczy, że nie będę jednym z wielu. Ja za to nie sądziłem, że ten przybytek nie stać na kamery monitoringu, że musieli zatrudnić ciebie, abyś obserwowała wszystkich, którzy tu wchodzą - Chłopak spojrzał na mnie z uśmiechem, co wywołało, że moje brwi automatycznie się zmarszczyły. Komentarz, pomimo iż absolutnie mnie nie zabolał, to wywołał pewny niesmak. Najwidoczniej młody chłopak nie wiedział, do kogo mówi, jednak skąd mógłby wiedzieć. Dopiero teraz również dostrzegłam, że z daleka wyglądał na starszego. W tym momencie, gdy jego twarz znajdowała się w niewielkiej odległości, mogłam dostrzec, że jego rysy wskazują na to, iż nie ma on więcej niż 20 lat. Przeczesałam dłonią włosy i wygasiłam ekran, na którym znajdowała się lista zakupów, które w przyszłym tygodniu miałam zamówić do kawiarni.
- Najważniejsze w życiu to dobrze się ustawić, siedzę i patrzę, a kasa leci - Podniosłam minimalnie kącik ust, tak że nawet ciężko było to zauważyć. Schowałam wszystko jednym ruchem do torby i wstałam od stołu, przerzucając ją przez ramię. - Jak chcesz to zostaw CV, zobaczę czy się nadajesz i może zaproszę na rozmowę kwalifikacyjną - W moim głosie oprócz ironicznego śmiechu można było wyczuć również delikatną gorycz połączoną z poczuciem wyższości. Była to jedna z moich wad, której w sobie nienawidziłam. Często patrząc na ludzi, którym powodzi się gorzej niż mi, miałam poczucie wyższości, tego, że ja jestem lepsza, na górze, na podium. Miałam tak już od wczesnego dzieciństwa, szybko zrozumiałam, że jest to spora wada, z którą zaczęłam walczyć, robiłam wszystko, żeby nie mieć w głowie myśli "to ja jestem lepsza". Ciężko było to pogodzić z faktem, że rywalizacja zawsze było blisko mnie, jak nie tuż obok.
- Praca w kawiarni to nie jest spełnienie moich marzeń - Rozejrzał się po lokalu, jakby chciał się upewnić, że to, co mówi, jest prawdą. Sama również podążyłam za jego wzrokiem i spojrzałam na ściany, które były minimalistyczne, przyozdobione jedynie delikatnymi naklejkami ściennymi. Zawsze dbałam o to, aby każdy się czuł tutaj swobodnie, sama nie lubiłam przytłaczających miejsc i takowego nie miałam zamiaru tworzyć.
- Z takim zaangażowaniem, to nawet Ci rabatu na kawę nie dam - Prychnęłam, chciałam się już zbierać, jednak z uwagi, że stał mi na drodze, położyłam zwierzchnią część dłoni na jego ramieniu w celu delikatnego odepchnięcia go od siebie. Wtedy poczułam na dłoni przepływ znajomej energii. Od razu cofnęłam dłoń, łapiąc ją drugą. Spojrzałam na swoje palce, którymi powoli zaczęłam poruszać, jakbym chciała sprawdzić, czy one dalej są na swoim miejscu.- Ciekawe - Mruknęłam cicho. Podobne odczucia mam za każdym razem, gdy dotyka jakiegoś innego czarodzieja, chcąc nie chcąc łatwo jest wyczuć swoją radę. Tym razem uczucie było nieco inne, mogę chyba nawet powiedzieć, że mocniejsze. Nie znałam tego chłopaka, ale albo on ma niezwykle silną moc, albo rzucił na siebie jakiś czar, o którym nigdy nie słyszałam.
- Owszem, ciekawe - Dopiero teraz ponownie spojrzałam na chłopaka, który masował miejsce, gdzie jeszcze kilka sekund wcześniej leżała moja dłoń. Ścisnęłam jeszcze dwa razy palce i poprawiłam torebkę, w której miałam wszystkie niezbędne mi rzeczy.
- A teraz suń się, bo jeśli jeszcze nie zauważyłeś, to chciałam przejść, a nie oglądać Ciebie, dziełem sztuki to Ty nie jesteś, żebym Cię miała podziwiać - Raz jeszcze zilustrowałam go wzrokiem i dopiero teraz zwróciłam uwagę na wystającą książkę, był to podręcznik szkolny, więc moje przeczucia co do wieku młodego chłopaka nie były mylne.
Ash?
- Najważniejsze w życiu to dobrze się ustawić, siedzę i patrzę, a kasa leci - Podniosłam minimalnie kącik ust, tak że nawet ciężko było to zauważyć. Schowałam wszystko jednym ruchem do torby i wstałam od stołu, przerzucając ją przez ramię. - Jak chcesz to zostaw CV, zobaczę czy się nadajesz i może zaproszę na rozmowę kwalifikacyjną - W moim głosie oprócz ironicznego śmiechu można było wyczuć również delikatną gorycz połączoną z poczuciem wyższości. Była to jedna z moich wad, której w sobie nienawidziłam. Często patrząc na ludzi, którym powodzi się gorzej niż mi, miałam poczucie wyższości, tego, że ja jestem lepsza, na górze, na podium. Miałam tak już od wczesnego dzieciństwa, szybko zrozumiałam, że jest to spora wada, z którą zaczęłam walczyć, robiłam wszystko, żeby nie mieć w głowie myśli "to ja jestem lepsza". Ciężko było to pogodzić z faktem, że rywalizacja zawsze było blisko mnie, jak nie tuż obok.
- Praca w kawiarni to nie jest spełnienie moich marzeń - Rozejrzał się po lokalu, jakby chciał się upewnić, że to, co mówi, jest prawdą. Sama również podążyłam za jego wzrokiem i spojrzałam na ściany, które były minimalistyczne, przyozdobione jedynie delikatnymi naklejkami ściennymi. Zawsze dbałam o to, aby każdy się czuł tutaj swobodnie, sama nie lubiłam przytłaczających miejsc i takowego nie miałam zamiaru tworzyć.
- Z takim zaangażowaniem, to nawet Ci rabatu na kawę nie dam - Prychnęłam, chciałam się już zbierać, jednak z uwagi, że stał mi na drodze, położyłam zwierzchnią część dłoni na jego ramieniu w celu delikatnego odepchnięcia go od siebie. Wtedy poczułam na dłoni przepływ znajomej energii. Od razu cofnęłam dłoń, łapiąc ją drugą. Spojrzałam na swoje palce, którymi powoli zaczęłam poruszać, jakbym chciała sprawdzić, czy one dalej są na swoim miejscu.- Ciekawe - Mruknęłam cicho. Podobne odczucia mam za każdym razem, gdy dotyka jakiegoś innego czarodzieja, chcąc nie chcąc łatwo jest wyczuć swoją radę. Tym razem uczucie było nieco inne, mogę chyba nawet powiedzieć, że mocniejsze. Nie znałam tego chłopaka, ale albo on ma niezwykle silną moc, albo rzucił na siebie jakiś czar, o którym nigdy nie słyszałam.
- Owszem, ciekawe - Dopiero teraz ponownie spojrzałam na chłopaka, który masował miejsce, gdzie jeszcze kilka sekund wcześniej leżała moja dłoń. Ścisnęłam jeszcze dwa razy palce i poprawiłam torebkę, w której miałam wszystkie niezbędne mi rzeczy.
- A teraz suń się, bo jeśli jeszcze nie zauważyłeś, to chciałam przejść, a nie oglądać Ciebie, dziełem sztuki to Ty nie jesteś, żebym Cię miała podziwiać - Raz jeszcze zilustrowałam go wzrokiem i dopiero teraz zwróciłam uwagę na wystającą książkę, był to podręcznik szkolny, więc moje przeczucia co do wieku młodego chłopaka nie były mylne.
Ash?
18.06.2019
Od Ashtona CD Taigi
Chłopak nie mógł spać tej nocy. Za każdym razem, gdy zamykał zmęczone czytaniem i nauką oczy, miał wrażenie, jakby słyszał stukot na korytarzu. Wtedy podnosił się na przedramieniu i wpatrywał w drzwi, oczekując zobaczenia jakiegoś cienia. Zerkał też na psy, które dalej spały, zupełnie nie przejęte faktem możliwego włamania. Ash miał pewność, że gdyby sytuacja była rzeczywista, chowańce nie drzemałyby dalej, tylko już stały przed progiem i warczały, gotowe bronić właściciela za wszelką cenę. Żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła, ale i tak gdy tylko młodzian chciał zapaść w sen te dziwne kroki przebudzały go. Postanowił więc położyć się po prostu na łóżku i wsłuchać w odgłosy, bo może jakoś udałoby mu się odkryć ich źródło bez potrzeby wstawania i budzenia brata. Dopiero po długiej chwili słuchania stukotu, w jego opętanej zmęczeniem głowie pojawiła się jasna, przerażająca myśl nagłego zrozumienia sytuacji. To były kopyta. Kozie kopyta, był tego pewien, chociaż nie widział ich właściciela. To Rogaty Bóg, Mroczny Pan. Nie było innej możliwości. Przecież Ashton nie przywoływał żadnych demonów ostatnimi czasy. Chłopak skulił się bardziej na łóżku, pod kołdrą, starając się być jak najmniej widocznym. Słyszał przecież o nawiedzeniach czarowników i czarownic przez Pana, jednak zdarzało się to rzadko. Czy było to związane z tym, że chłopak nadal nie oddał się w zupełności demonicznemu księciu w zamian za moc? Tylko dlaczego taki potężny, antyczny byt zawracał sobie głowę byle dzieciakiem z Seattle?
Kroki ostatecznie zatrzymały się przed przesuwanymi drzwiami. Drżący już ze strachu Crowley uniósł róg kołdry, aby spojrzeć na ciemny zarys rogatej postaci, wyraźnie czekającej, aż młodzian wstanie i wpuści ją do środka. Ashton powoli, chociaż całe ciało mówiło mu, aby tego nie robił, usiadł na łóżku, przyciągając kołdrę do swej piersi. Chłopak długo wpatrywał się w postać. Za jego plecami rozbłysły piekielne płomienie, wyraźnie mające pospieszyć go. Młodziana jednak sparaliżował strach do tego stopnia, iż jedyne, co mógł zrobić, to ze łzami w niebieskich oczach wpatrywać się w Rogatego Boga, na to, jak wsuwa pazurzaste palce między szparę w drzwiach i przesuwa je powoli na bok...
— Jedną kawę, zwykłą, z mlekiem. Z cukrem trzcinowym — powiedział cicho czarownik do osoby stojącej za ladą, nawet nie siląc się na udawanie miłego człowieka. Jego głos, monotonny i wypełniony wyrzutem pasował do jego ogólnego wyglądu, jaki sobą prezentował. Nieco roztrzepane, leniwie zebrane w kok z tyłu głowy włosy, ozdobione szarawymi cieniami błękitne oczy, kurtka zarzucona na niezbyt elegancką bluzę. Nigdy nie pozwalał sobie wychodzić tak z domu, przecież co ludzie by powiedzieli? Teraz jednak, gdy od kilku tygodni męczą go koszmary, przestał zwracać zbytnio uwagę na swój wygląd. Odwiedzał też często tę nową kawiarnię, akurat po drodze do jego ulubionej cukierni. Zawsze czuł się tam dziwnie jak w domu. Jakby był tutaj pewien znany, rodzinny pierwiastek, który sprawiał, że z chęcią, gdyby był w innej sytuacji, przesiadywałby tutaj z książką całymi dniami. Do tego momentu nie udało się mu określić, co jest źródłem atmosfery, ale gdy podczas rozglądania się po wnętrzu w oczekiwaniu na kawę poczuł na sobie wzrok nieznanej mu dziewczyny, coś powiedziało mu w środku, że być może to ona, jej znajoma aura odpowiadała za te wszystkie doznania. Po otrzymaniu zamówienia, cicho jak cień podszedł do ciemnowłosej dziewczyny, mierząc ją spojrzeniem. Musiał przyznać, była przyjemna dla oka, zwłaszcza męskiego. Przez głowę przebiegła mu myśl, że jak może kiedyś zboczy z tęczowej ścieżki miłości, postanowi spróbować zabiec o jej względy. Co on mówi.. Nie spróbować. Po prostu ją zdobyć. To słowo lubił o wiele bardziej.
— Coś nie tak? — spytał jej, przechylając delikatnie głowę na bok. Jego kącik ust poruszył się nieznacznie, delikatnie, prawie niezauważalnie dla oka, gdy dostrzegł specyficzną surowość w jej oczach. Dogadają się, pomyślał, śmiejąc się w duchu.
— Nie, po prostu nie sądziłam, że ktoś jeszcze bawi się w samuraja — wzruszyła ramionami. Zapewne odnosiła się do fryzury Ashtona. Nie sądził, że zwróci ona czyjąkolwiek uwagę, więc ten komentarz był miłym zaskoczeniem.
— To prawda, mało ludzi tak się teraz czesze — przyznał czarownik, po czym oparł się nonszalancko o pobliską ścianę i zbliżył kubek do ust, aby sprawdzić, czy może napić się już swego naparu. Jak się okazało, ten nadal był zbyt gorący jak na jego gusta — Co znaczy, że nie będę jednym z wielu. Ja za to nie sądziłem, że ten przybytek nie stać na kamery monitoringu, że musieli zatrudnić ciebie, abyś obserwowała wszystkich, którzy tu wchodzą.
Taiga?
Kroki ostatecznie zatrzymały się przed przesuwanymi drzwiami. Drżący już ze strachu Crowley uniósł róg kołdry, aby spojrzeć na ciemny zarys rogatej postaci, wyraźnie czekającej, aż młodzian wstanie i wpuści ją do środka. Ashton powoli, chociaż całe ciało mówiło mu, aby tego nie robił, usiadł na łóżku, przyciągając kołdrę do swej piersi. Chłopak długo wpatrywał się w postać. Za jego plecami rozbłysły piekielne płomienie, wyraźnie mające pospieszyć go. Młodziana jednak sparaliżował strach do tego stopnia, iż jedyne, co mógł zrobić, to ze łzami w niebieskich oczach wpatrywać się w Rogatego Boga, na to, jak wsuwa pazurzaste palce między szparę w drzwiach i przesuwa je powoli na bok...
— Jedną kawę, zwykłą, z mlekiem. Z cukrem trzcinowym — powiedział cicho czarownik do osoby stojącej za ladą, nawet nie siląc się na udawanie miłego człowieka. Jego głos, monotonny i wypełniony wyrzutem pasował do jego ogólnego wyglądu, jaki sobą prezentował. Nieco roztrzepane, leniwie zebrane w kok z tyłu głowy włosy, ozdobione szarawymi cieniami błękitne oczy, kurtka zarzucona na niezbyt elegancką bluzę. Nigdy nie pozwalał sobie wychodzić tak z domu, przecież co ludzie by powiedzieli? Teraz jednak, gdy od kilku tygodni męczą go koszmary, przestał zwracać zbytnio uwagę na swój wygląd. Odwiedzał też często tę nową kawiarnię, akurat po drodze do jego ulubionej cukierni. Zawsze czuł się tam dziwnie jak w domu. Jakby był tutaj pewien znany, rodzinny pierwiastek, który sprawiał, że z chęcią, gdyby był w innej sytuacji, przesiadywałby tutaj z książką całymi dniami. Do tego momentu nie udało się mu określić, co jest źródłem atmosfery, ale gdy podczas rozglądania się po wnętrzu w oczekiwaniu na kawę poczuł na sobie wzrok nieznanej mu dziewczyny, coś powiedziało mu w środku, że być może to ona, jej znajoma aura odpowiadała za te wszystkie doznania. Po otrzymaniu zamówienia, cicho jak cień podszedł do ciemnowłosej dziewczyny, mierząc ją spojrzeniem. Musiał przyznać, była przyjemna dla oka, zwłaszcza męskiego. Przez głowę przebiegła mu myśl, że jak może kiedyś zboczy z tęczowej ścieżki miłości, postanowi spróbować zabiec o jej względy. Co on mówi.. Nie spróbować. Po prostu ją zdobyć. To słowo lubił o wiele bardziej.
— Coś nie tak? — spytał jej, przechylając delikatnie głowę na bok. Jego kącik ust poruszył się nieznacznie, delikatnie, prawie niezauważalnie dla oka, gdy dostrzegł specyficzną surowość w jej oczach. Dogadają się, pomyślał, śmiejąc się w duchu.
— Nie, po prostu nie sądziłam, że ktoś jeszcze bawi się w samuraja — wzruszyła ramionami. Zapewne odnosiła się do fryzury Ashtona. Nie sądził, że zwróci ona czyjąkolwiek uwagę, więc ten komentarz był miłym zaskoczeniem.
— To prawda, mało ludzi tak się teraz czesze — przyznał czarownik, po czym oparł się nonszalancko o pobliską ścianę i zbliżył kubek do ust, aby sprawdzić, czy może napić się już swego naparu. Jak się okazało, ten nadal był zbyt gorący jak na jego gusta — Co znaczy, że nie będę jednym z wielu. Ja za to nie sądziłem, że ten przybytek nie stać na kamery monitoringu, że musieli zatrudnić ciebie, abyś obserwowała wszystkich, którzy tu wchodzą.
Taiga?
14.06.2019
Od Taigi do Ashtona
Codziennie rano przed oczami mam ten sam widok. Biały, nieskazitelny, czysty sufit. Pomimo upływu lat na pierwszy rzut oka wciąż wydaje się taki sam, jednak nawet i on się zmienia. Przemija jego barwa, powstają pęknięcia, przebarwienia. Nawet jeśli od razu po przebudzeniu potrzebujesz kilku minut, żeby wzrok wrócił do normy, to w końcu to dostrzegasz. Podobnie jest z ludźmi, przy pierwszym spotkaniu mamy wrażenie, że są idealni, czujemy się przy nich gorzej, bo znamy swoje wady, ale u nich nie umiemy ich dostrzec. Z każdym dniem, dowiadujemy się o nowym pęknięciu, o nowej plamie, nawet jeśli potrzeba do tego tygodni, czy nawet miesięcy. Właśnie wtedy, czujemy się pewniej, bo wiemy, że nie tylko my, nie jesteśmy idealni. Wstając, zauważyłam odbicie w lustrze. Ciemne włosy stały w każdym możliwym kierunku, a ubrania były pogniecione, jak każdego poranka. Niechętnie dotknęłam stopami zimnej podłogi, robiąc dwa skłony dla rozprostowania kości. Odgarnęłam niesforne włosy, aby chociaż nie wpadały mi w oczy i przeszłam do kuchni, gdzie od razu wsypałam porcję płatków śniadaniowych do miski. Miałam tak leniwy poranek, że nawet nie grzałam mleka, w końcu podobno zimą, najlepiej jeść zimne posiłki. Po bogatym śniadaniu i szybkim prysznicu wyszłam z mieszkania, poprawiając jeszcze gruby szal.
Tak jak kochałam zimne rzeczy, czy nawet lodowaty prysznic, tak nienawidziłam zimy. Śnieg mógłby dla mnie nie istnieć, a mrozy nigdy się nie pojawiać. Szybkim krokiem ruszyłam do swojej kawiarni, która była już otwarta, kilka osób siedziało w środku, ktoś coś kupował na wynos. Kolejny normalny dzień. Oczywiście weszłam na kuchnię, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, a po drodze wzięłam kawałek ciastka, które wręcz rozpuszczało się w ustach. Zajęłam wolne miejsce przy oknie na tyłach lokalu, wyciągając tablet, aby zrobić nowe zamówienia, zaktualizować stronę internetową czy nasze reklamy. Popijając kawę, którą dostałam w międzyczasie, miałam wzrok wbity w ekran, analizując kolejne zamówienie. W pewnym momencie wyczułam coś znajomego. Dla niektórych jest to dziwne, jednak jeśli w pobliżu jest jakiś nadnaturalny przez moje ciało, przechodzi delikatny dreszcz, być może to znak ostrzegawczy, albo zwykła intuicja, która raczej rzadko kiedy mnie zawodziła. Mimowolnie podniosłam wzrok, aby spojrzeć na wejście do kawiarni. W drzwiach stał młody mężczyzna. Czarne włosy miał delikatnie spięte z tyłu, a na bladej cerze jedyne co mi się rzuciło w oczy to oczy. Nie pamiętam, kiedy widziałam aż tak intensywny błękit albo nosi soczewki, albo jego rasa wręcz z niego wychodzi. Oparłam głowę o dłoń, nie odwracając wzroku od niego. Akurat kupował kawę, stojąc do mnie tyłem. Zaczęłam obstawiać, kim by mógł być. Z pewnością nie wilkołakiem, ma zbyt kościstą posturę, a oni raczej są bardziej barczyści. Blada cera kazała mi myśleć o wampirze, ale oni są bardziej wyraziści. Przyłożyłam filiżankę do ust, pogrążona swoimi myślami, gdy ta sama postać stanęła obok mnie.
- Coś nie tak? - Zapytał bez najmniejszych ogródek, a jego głos nawet nie zadrżał, zupełnie tak jakby mówił do kogoś znajomego, a nie do obcej dziewczyny, którą widzi pierwszy raz w życiu. Podniosłam wzrok, który nie wyrażał żadnych emocji. Jedną dłoń miał schowaną w kieszeni spodni, drugą natomiast trzymał styropianowy kubek z kawą.
- Nie, po prostu nie sądziłam, że ktoś się jeszcze bawi w samuraja - Wzruszyłam ramionami, zwracając uwagę na układ jego włosów.
Ashton?
Tak jak kochałam zimne rzeczy, czy nawet lodowaty prysznic, tak nienawidziłam zimy. Śnieg mógłby dla mnie nie istnieć, a mrozy nigdy się nie pojawiać. Szybkim krokiem ruszyłam do swojej kawiarni, która była już otwarta, kilka osób siedziało w środku, ktoś coś kupował na wynos. Kolejny normalny dzień. Oczywiście weszłam na kuchnię, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, a po drodze wzięłam kawałek ciastka, które wręcz rozpuszczało się w ustach. Zajęłam wolne miejsce przy oknie na tyłach lokalu, wyciągając tablet, aby zrobić nowe zamówienia, zaktualizować stronę internetową czy nasze reklamy. Popijając kawę, którą dostałam w międzyczasie, miałam wzrok wbity w ekran, analizując kolejne zamówienie. W pewnym momencie wyczułam coś znajomego. Dla niektórych jest to dziwne, jednak jeśli w pobliżu jest jakiś nadnaturalny przez moje ciało, przechodzi delikatny dreszcz, być może to znak ostrzegawczy, albo zwykła intuicja, która raczej rzadko kiedy mnie zawodziła. Mimowolnie podniosłam wzrok, aby spojrzeć na wejście do kawiarni. W drzwiach stał młody mężczyzna. Czarne włosy miał delikatnie spięte z tyłu, a na bladej cerze jedyne co mi się rzuciło w oczy to oczy. Nie pamiętam, kiedy widziałam aż tak intensywny błękit albo nosi soczewki, albo jego rasa wręcz z niego wychodzi. Oparłam głowę o dłoń, nie odwracając wzroku od niego. Akurat kupował kawę, stojąc do mnie tyłem. Zaczęłam obstawiać, kim by mógł być. Z pewnością nie wilkołakiem, ma zbyt kościstą posturę, a oni raczej są bardziej barczyści. Blada cera kazała mi myśleć o wampirze, ale oni są bardziej wyraziści. Przyłożyłam filiżankę do ust, pogrążona swoimi myślami, gdy ta sama postać stanęła obok mnie.
- Coś nie tak? - Zapytał bez najmniejszych ogródek, a jego głos nawet nie zadrżał, zupełnie tak jakby mówił do kogoś znajomego, a nie do obcej dziewczyny, którą widzi pierwszy raz w życiu. Podniosłam wzrok, który nie wyrażał żadnych emocji. Jedną dłoń miał schowaną w kieszeni spodni, drugą natomiast trzymał styropianowy kubek z kawą.
- Nie, po prostu nie sądziłam, że ktoś się jeszcze bawi w samuraja - Wzruszyłam ramionami, zwracając uwagę na układ jego włosów.
Ashton?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
