9.11.2019

Od Taigi CD Nathaniela

Byłam zaskoczona tym, jak dobrze przebiegała znajomość z elfem. Potrafiliśmy pisać ze sobą do późnych godzin nocnych, a tematy mimo to nam się nie kończyły. Było to zaskakująco miłe. Nie raz pisałam z kimś wiadomości i tematy po dwóch dniach się urywały, a co za tym idzie i cały kontakt szedł do kosza. Tym razem było inaczej. Pomimo tego, iż spędziłam w jego domu trochę czasu, to tak naprawdę nie mieliśmy, kiedy się poznań. Jedyne, o czym rozmawialiśmy to czarodziej, który chciał nas zabić, nikt nawet nie pomyślał, żeby pytać o to, jak idzie w pracy, czy po prostu porozmawiać o filmie, który wyszedł ostatnio w kinie. W końcu wtedy w grę wchodziło życie, a co więcej miałam wrażenie, że w tamtej chwili byliśmy jedynie partnerami w walce.
W restauracji czekaliśmy cierpliwie na naszą pizzę, gdyż napoje dostaliśmy już po kilku minutach podane w kolorowych szklankach ze zdobieniami.
- W kawiarni - Powtórzyłam - Dobrze, o dziwo nie upadła na ten czas, co mnie nie było - Zaśmiałam się cicho - Chociaż nie ukrywałam, miałam trochę do nadrobienia.
- Domyślam się, jednak to Twój biznes - Przytaknął - Ale widziałem, że mieszkanie wróciło do normy, jednak dałaś radę je uporządkować.
- Co prawda kilka rzeczy musiałam wymienić, ale dałam radę - Potwierdziłam - Swoją drogą, wybrałeś ciekawą knajpkę, czytałam trochę o niej - Rozejrzałam się po wnętrzu, które było bardzo ciekawe. Ściany w jasnych barwach z cytatami o jedzeniu, a także zdjęcia jak miewam ich pizz i makaronów.
- Również, opinię miała bardzo dobre, więc mam nadzieję, że będzie Ci smakować - Złapał za szklankę, przykładając do niej usta - Swoją drogą, nigdy nie mówiłaś, w jakiej kuchni gustujesz. Pizza to Twoje ulubione danie? - Podniósł jedną brew, na co lekko się zaśmiałam.
- Uwielbiam pizze, ale czy to moje ulubione danie, raczej nie. Lubię ostre jedzenie, makarony, różnego rodzaje pierożki, ale nie mam jednej wybranej kuchni, którą mogłabym ubóstwiać, każda ma swoje zalety i wady.
- Dyplomatyczna odpowiedź - Z jego twarzy nie schodził uśmiech, przez co sama nie potrafiłam go pohamować. Po takim pisaniu nawet trochę się cieszyłam, że możemy się spotkać i porozmawiać twarzą w twarz. Temat zszedł na filmy i książki, gdzie również odkryliśmy podobny gust, wiele tytułów oboje znaliśmy, co ułatwiało rozmowę. Po 30 minutach wylądowała przed nami, ciepła i pachnąca pizza. Widać było, że ciasto jest idealnie wypieczone, a składniki świeże. Kiedy wzięłam pierwszy kęs, mimowolnie z moich ust wydobył się krótki dźwięk mmmm. Brakowało mi tak dobrej pizzy, tym bardziej że ostatnio będąc więcej w kawiarni niż w domu, jadłam raczej na szybko jakieś kanapki, jajecznice, coś z paczki czy kebaba, który sprzedają za rogiem.
- Rozumiem, że Ci smakuje - Z uśmiechem wgryzł się w swój kawałek.
- Jest pyszna - Nie zwracając uwagi w sumie na to, że cały czas na mnie patrzy, zajęłam się jedzeniem sporego kawałka.
- Jesteś urocza z takim dużym kawałkiem pizzy - Słysząc jego cicho śmiech, odwróciłam wzrok, przewracając oczami, jednak, pomimo iż w ustach wciąż miałam kawałek pizzy, to kącik delikatnie drgnął mi w górę. Kiedy w końcu go połknęłam, ponownie na niego spojrzałam.
- Czy to było dwuznaczne? - Podniosłam jedną brew, na co się zaśmiał, a ja mogłam zobaczyć w pełni jego uśmiech. Zauważyłam, że nie jest to zbyt częste, raczej jak się uśmiecha to skromnie, na krótko.
- Nie wiem, jakie Ty masz myśli.
- Ja? Lepsze pytanie będzie, jakie Ty je masz - Podniosłam zadziornie kącik ust, po czym zanurzyłam zęby w placku z ciągnącym się serem.

Nath?

Od Nathaniela CD Taigi

   Minął tydzień od walki ze strażnikiem, którego ciało rozwiało się wraz z wiosennym podmuchem wiatru, co upewniło elfa, że czarownik już nie wróci. Przez ten czas pilnował Adiela, który z dnia na dzień wyglądał coraz lepiej, co było bardzo dobrym znakiem. Jednakże w pracy nie miał lekko, gdyż jeździł od wezwania do wezwania, nie mając nawet chwili na powrót do bazy w celu uzupełniania resztek piany czy wody. Gdy jednak nastąpił dzień wolny, odetchnął z ulgą, mogąc leżeć do południa w swoim łóżku. Z drugiej strony szybko mu się to znudziło i koło dwunastej opuścił swoją sypialnie udając się do łazienki, w celu przygotowania się na resztę dnia. Po kąpieli zjadł także śniadanie i zajął się obiadem, które było gotowe w niecałą godzinę.
W przeciągu tego tygodnia, relację elfa z czarownicą znacznie się poprawiły, a nawet umocniły do takiego stopnia, że zdarzały się dość dwuznaczne wiadomości. Dla tego też, gdy oby dwoje mieli wolny dzień od pracy, umówili się na pizze, którą wcześniej obiecał Nathaniel. Nim jednak zajechał pod jej mieszkanie, wpadł do pobliskiej kwiaciarni, w której zakupił skromny bukiet czerwonych kwiatów i z tym też wrócił do ciemnowłosej. Delikatnie zapukał do drzwi jej mieszkania, a gdy ta je otworzyła, wkroczył spokojnym krokiem do środka i zwrócił się z kwiatami do brunetki.
— Oh. Piękne chwasty. Dzięki. — rzekła Tai i choć brzmiało to wrednie, na jej twarzy zawitał szeroki uśmiech.
— Gdybym Cię nie znał, obraziłbym się. — powiedział elf z delikatnym uśmiechem — Ale nawet tym byś się nie przejęła. — dodał z teatralnym westchnięciem.
— Widzisz, jak dobrze mnie znasz. — przytaknęła brunetka, która stawiała kwiaty do jednego z wazonów.
Gdy Taiga była gotowa do wyjścia, oby dwoje opuścili jej mieszkanie i udali się do pojazdu mężczyzny, którym dostali się do najlepszej pizzeri w mieście. Duży parking dla samochodów świadczył o wysokim poziomie lokalu, do którego zaraz weszli. Przestrzenne pomieszczenie wyglądało bardzo schludnie, a jednocześnie z pazurem, lecz akurat nie to było teraz ważne. Magowie zajęli jedno z wolnych miejsc w rogu lokalu, a następnie zamówili dużą pizze, której na pewno nie zjedzą.
— Jak Adiel? — spytała zaraz brunetka.
— Jest z nim coraz lepiej. Oberwał mocniej od nas, lecz ma młody organizm, który szybko się regeneruje. — odpowiedział mężczyzna, zerkając na towarzyszkę. — Jednak bardziej martwi mnie to, że nie pamięta części zaklęć lub wypowiada je w połowie, przez co dochodzi do byków magicznych. — dodał opierając się o stolik.
— Traci pamięć? — uniosła jedną brew i uczyniła ten sam ruch to brunet.
— Właśnie nie. Pamięta wszystko, tylko nie zaklęcia. — westchnął — Ale.. o tym lepiej rozmawiać w mniej publicznym miejscu. — dodał i dość przypadkiem nawiązał kontakt z mężczyzną, który siedział przy samych drzwiach lokalu. — Powiedz lepiej, jak tam w kawiarni. — wrócił wzrokiem na towarzyszkę.

Taiga? Ale kamlot. xD

Od Taigi CD Nathaniela

Kiedy znalazłam się w domu elfa, nie mogłam zrozumieć, co się właściwie stało. Przez dwie godziny chodziłam, czytałam i starałam się opanować myśli, jednak tego, co się dowiedziałam po ich powrocie, nawet nie mogłam przewidzieć. Słuchałam bardzo uważnie każdego słowa wypowiadanego w moim kierunku. Klątwa.... Inna postać... To wszystko było tak zawiłe, a w głowie miałam mnóstwo pytań.
- Czekaj... Jaka klątwa, skąd, masz ją od urodzenia? - Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam na niego, wyczekując na odpowiedź - Poza tym... Nie miałam pojęcia, że to Ty, oczywiście, że chciałam Cię zabić. - Burknęłam.
- Skąd mogłaś wiedzieć, że to ja - Uśmiechnął się delikatnie, po czym zaraz westchnął - Użyłem zaklęcia zakazanego w moim świecie i oto moja "kara" - Wyjaśnił.
- Jakiego zaklęcia? - Zapytałam od razu, nie dając mu nawet dokończyć.
- Może kiedyś Ci opowiem - Uśmiechnął się delikatnie - Wchłonęłaś jego ogień - Zmienił nagle temat. Chciałam wiedzieć znacznie więcej, ale najwidoczniej dla niego nie był to przyjemny temat. Mogłabym to zrozumieć, ale nie w takiej sytuacji. Co, jeśli również straciłabym przytomność? Skazałby nas wszystkich na śmierć? Gdybym wiedziała, nie byłabym taka lekkomyślna.
- Tak... Tak jakby - Pokręciłam głową - Nie wiem, co się stało dokładnie, ale wyglądało to tak, jakbym po wchłonięciu zmieniła jego ogień na swoją energię. Ciężko powiedzieć, tak czy siak, wciąż w sobie czuje to ciepło.
- Musisz poćwiczyć tę moc, może to nowy żywioł, który uda Ci się opanować - Uśmiechnął się do mnie pocieszająco, na co wręcz zjadłam go wzrokiem.
- Nie zmieniaj tematu! - Wstałam z kanapy, czując rozrywający mnie gniew - Szliśmy razem na pole bitwy, rozumiem, że nie jesteśmy przyjaciółmi, ale nie wydaje Ci się, że fakt, iż zmieniasz się... w inną postać, jest dosyć istotna?! - Wręcz huknęłam na niego.
- Nie sądziłem, że dojdzie do przemiany i...
- I co mnie to! - Przerwałam mu - Co gdybym też leżała, a Ty byś się przemienił, gdybym wiedziała, walczyłabym zupełnie inaczej, bezpieczniej - Zaczęłam, a w moim głosie dało się wyczuć żal. Bez słowa wstał i podszedł do mnie, przyciągając mnie w swoje ramiona. Przytulił mnie, a zapach jego perfum otulił mnie i uspokoił. Bezwładnie oparłam głowę o jego tors, przymykając oczy. Staliśmy tak w ciszy, którą przerwał jego ciepły głos.
- Przepraszam - Szepnął prosto w moje włosy, ciepłe powietrze musnęło mnie po skórze i to chyba dzięki temu cała złość ze mnie opadła.
- Jak kiedyś będziemy razem walczyć to mów mi o takich niespodziankach - Mruknęłam, po czym cicho westchnęłam, wciąż stojąc blisko niego, a raczej się o niego opierając - Muszę się spakować i wrócić do siebie za dużo wam na głowie siedziałam.... I wisisz mi pizze. - Na ostatnie słowa cicho się zaśmiał i zrobił krok w tył, aby na mnie spojrzeć.
- Nikomu nie przeszkadzasz - Zapewnił, ale pokręciłam przecząco głową.
- Nie ma co przeciągać, sama też muszę ogarnąć swoje mieszkanie, wrócić do kawiarni - Wzruszyłam ramionami - Ale tej pizzy Ci nie odpuszczę, nie myśl sobie.
- Napisz, kiedy będziesz mieć czas to się dogadamy - Uśmiechnął się - Pomogę Ci z ubraniami i podrzucę, chociaż pod mieszkanie.
- Nie odmówię - Schowałam dłonie do tylnej kieszeni - A do Ciebie nie zadzwonię - Powiedziałam poważnie, na co podniósł jedną brew - Nie mam Twojego numeru. - Dodałam z lekkim zadziornym uśmiechem.

Nath?

Od Nathaniela CD Taigi

   Walka ze strażnikiem okazała się być trudna, lecz właśnie to dawało siły Nathanielowi, który poczuł się jak za dawnych czasów. Każde jego zaklęcie było dobrze wypowiedziane, szczególnie gdy do walki wkroczyły enty oraz mroki czarownicy. Adiel, jak na adepta, radził sobie bardzo dobrze i było widać, że mocno skupia się na swoich zaklęciach, których pomylić w żaden sposób nie może. Natomiast czarownik.. on radził sobie aż za dobrze, szczególnie gdy ten zadał cios młodemu elfowi. To zmusiło mężczyznę do przerwania swojej walki i sprawdzenia stanu chłopaka, który okazał się być nieprzytomny. Choć Nathaniel z natury panuję nad sobą, tak w tym momencie wszelka wola walki go opuściła. Podniósł swojego syna na ręce i nerwowo ściskał dłonie na jego ubraniach, wypowiadając przy tym różne elfie zaklęcia w celu przytrzymania go przy życiu. To też spowodowało, że klątwa z łatwością zawładnęła nad magiem, przemieniając jego wygląd w jasną kreaturę. Gdy jednak wstał z ziemi wraz z Adielem na rękach, spotkał się wzrokowo z czarownicą, która wcześniej nie widziała elfa w takiej postaci. To spowodowało, że brunetka przygotowała się do ataku, do którego oczywiście nie doszło. Starszy elf wytworzył portal pod nogami czarownicy, który skierował ją do jego domu, po czym przepaść zniknęła wraz z czarami brunetki. Ciche westchnięcie wydobyło się z białej kreatury, która udała się w całkiem inne miejsce, niż ciemnowłosa. W miejsce, gdzie Adiel szybciej odzyska przytomność.
   Po blisko dwóch godzinach, Nathaniel wraz z synem, otworzyli bezpośredni portal do domu, który wprowadził ich od razu do salonu posiadłości. Głośny huk rozszedł się zaraz po zamknięciu szczeliny, co spowodowało, że ciemnowłosa kobieta zjawiła się zaraz u boku dwóch magów.
— Gdzie was wywiało?! — rzuciła na wejściu, patrząc raz na starszego, a raz na młodszego. — Gdzie Ty byłeś, jak Adiel oberwał? — zatrzymała wzrok na wyższym mężczyźnie.
— Byłem cały czas na polu walki. — odpowiedział spokojnie, na co kobieta uniosła jedną brew — Tylko w innej postaci. — dodał, co ciężko przeszło mu przez gardło.
— Jak w innej postaci?
— Usiądźmy może. Nie lubię tłumaczyć się na stojąco. — rzekł elf, który skierował się do salonu.
Tak też wszyscy uczynili, no może oprócz Adiela, który postanowił odpocząć w swoim pokoju. Tak więc na jednej kanapie zasiadła czarownica, natomiast mag zajął fotel obok, aby czuć się komfortowo.
— Wracając do "innej postaci". — zaczął mężczyzną, wygodniej siadając w swoim miejscu — Posiadam pewną klątwę, która przemienia mnie, w najmniej odpowiednich momentach, w jasną kreaturę. Co jakiś czas w myślach wypowiadam zaklęcie, które blokuje klątwę, lecz w momencie, gdy Adiel oberwał, przemiana nastąpił przez nagłe emocje. — wyjaśnił krótko i zerknął na brunetkę — Jednak to jest mało istotne. To Ty chciałaś mnie wtedy zabić. — dodał z udawaną powagą, przez co na jego twarzy zawitał delikatny uśmiech — Dobrze widzieć Cię całą i zdrową. — odetchnął ze spokojem.

Taiga?

Od Leny CD Tobias

+ 18

Lena przejechała spojrzeniem po aparycji kochanka oblizując przy tym górną wargę, założyła jedną nogę na drugą i z uniesioną brwią zatrzymała spojrzenie na srebrnym sygnecie zastanawiając się, czy będzie miała okazję go zwędzić. Cóż... Pewnie był wiele wart. Odetchnęła w podnieceniu, gdy bezpardonowo stanął przed nim od razu rozpoczynając rozbieranie się. Zeskoczyła zgrabnie z miejsca, bezpardonowo stanęła tuż przed kochankiem od razu sięgając do paska przy spodniach. Dłonią przejechała wzdłuż brzucha, nie mogąc przy tym ukryć maślanego wzroku, który skierowała wprost za swoimi palcami, które uchyliły zawartość męskich bokserek. Oj tak, stęskniła się za męskimi przyrodzeniami... 
— Masz rację — uśmiechnęła się zadziornie. — Wtedy będę mogła szybciej po tobie poskakać, kochaniutki
Jednym ruchem rozpięła mu spodnie, w tym samym momencie rozpinając guzik i rozsuwając rozporek, po czym natarła dłońmi na jego ciało popychając go w stronę małżeńskiego łóżka. Gdy był już przy nim, z całych sił odepchnęła go na nie kompletnie nie przejmując się pustym kieliszkiem, który miał w dłoni. W momencie, w którym spadał zerwała z niego spodnie odrzucając je na drugą stronę pokoju i wskoczyła tuż nad jego ciałem w rozkroku lądując przy biodrach. Nie przejmowała się koszulą, najważniejsze miał bowiem w spodniach i do tego zaczęła się namiętnie dobierać ignorując fakt, że przecież wypadałoby się chociaż pocałować... Podgryzła język wystawiając go niewinnie na zewnątrz, gdy dostrzegła jak różowa główka jego męskości wychyliła się z bokserek. O kurwa... 

Od Taigi CD Nathaniela

Chodziliśmy po lesie, coraz bardziej zapuszczając się w jego głąb. Im dłużej tak chodziliśmy, tym miałam większe wrażenie, że to jest bez sensu. Nikogo nie było, ani nawet nie było śladów, żeby ktokolwiek tutaj przebywał w ostatnim czasie.
- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? Chodzimy po lesie, jak idioci, nikogo tutaj nie ma - Westchnęłam, siadając na jednym głazie. Byliśmy akurat nieopodal wodospadu, który wydawał przyjemny szum.
- Od czegoś trzeba zacząć - Westchnął, podchodząc do mnie, co jakiś czas rozglądał się po otoczeniu, podczas kiedy ja wzięłam mniejszy patyk i rysowałam coś w mokrej ziemi. Mój rysunek był już prawie gotowy, gdy poczułam energiczne pociągnięcie na prawy bok. Nie wiele brakowało, abym znalazła się na ziemi, przez co chciałam już unieść głos, ale wtedy obok nas przeleciała kula ognia, która po spotkaniu z drzewem została rozproszona. A więc jednak przyszedł... Nie wiem, jak nas znalazł, czy może na nas czekał, wyczuł, czy cokolwiek innego. Uniosłam wzrok w kierunku, gdzie powinien znajdować się ten cały czarodziej. Powoli zbliżał się w naszym kierunku z uśmiechem na ustach. Walczył już z nami, wie, że nasza moc nie powstrzyma jego, podejrzewam, że stąd jego niepohamowana radość na nasz widok.
- W końcu - Rzucił ledwo słyszalnym szeptem. Czekał na nas? Nie mogłam pojąć, jak to możliwe, że z całego miasta uwziął się właśnie na nas, nie jesteśmy jedynymi nadnaturalnymi w tym mieście. A jednak. Przez mi przeszło, że chodzi tutaj tylko i wyłącznie o Nathaniela, a ja dostałam jedynie rykoszetem. Jednak to nie był czas, żeby o tym myśleć. Mieliśmy naprzeciwko siebie potężnego przeciwnika. Kiedy obok mnie stanął syn Nathaniela, podniosłam tylko jedną brew. Byłam tak skupiona na czarodzieju, że nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy mężczyzna otworzył portal, o którym mówił wcześniej. Młody elf wyrzucił kilka słów w nieznanym mi języku, co spotkało się ze śmiechem obcego, który po powiedzeniu trzech słów, ruszył na nas spokojnie. Widziałam, że Nathaniel hamował swojego syna, aby ten nie rzucił się w przypływie emocji na wroga, który nie jest kolesiem spod dyskoteki, którego można pokonać jednym ruchem ręki.

Zrobiłam krok w tył, aby wejść w cień drzewa, który zaraz znalazł się na większej powierzchni mojego ciała. Rozprostowałam palce, gotowa do ataku.
Dłonie czarnowłosego w jednej chwili zaczęły zmieniać swój kolor, wyglądały niczym rozgrzane węgle. Na samo wspomnienie tego bólu, jaki potrafi zadać jednym dotykiem, poczułam dreszcz. Czarodziej najwyraźniej wyczuł, że dla Nathaniela największą słabością jest Adiel, gdyż to do niego pokierował swoje pierwsze ataki. Strażak od razu rzucił się w jego kierunku, przyjmując na swoje ciało, pierwsze ciosy. Widziałam na jego twarzy grymas bólu, jednak mimo to nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zza naszych pleców wysunęły się dwa grube korzenia, które owinęły się wokół czarnowłosego, mając go unieruchomić. Korzystając z okazji, stworzyłam z cienia kilka łańcuchów, które oplotły także jego nogi, jednak zanim dotarły do rąk, ten zdążył dotknąć zieleni, która w sekundę zmieniła się w popiół. Adiel nie czekając na kolejny atak i wysuwając dłoń do przodu, podniósł kilkadziesiąt kamieni, które z powalającą siłą ruszyły na mężczyznę. Nie chcąc stać bezużytecznie, wypuściłam z dłoni cienie, przypominające małe noże, które były równie ostre, jak te z metalu. Po saldzie ataku usłyszeliśmy jedynie śmiech. Czarodziej miał na sobie, jedynie kilka otarć. Nie stało mu się praktycznie nic. Nie wiem, kiedy i jak zdołał to wszystko uniknąć. Wykonując kilka szybkich ruchów nad jego głową, znalazło się kilka małych kuli ognia, które rzucił w naszą stronę. Starałam się nas wszystkich ochronić tarczą mroku, niestety nie wszystko zostało zatrzymane.
Młody elf odleciał kilka metrów w tył, uderzając o konar starego drzewa. Nathaniel nie zwracając uwagi na otoczenie, podbiegł do niego, kucając przy nim. Niestety nasz przeciwnik od razu chciał to wykorzystać. Spojrzałam na rodzinę i przeklęłam pod nosem. Stanęłam pomiędzy nimi a nim, przyjmując na siebie kulę ognia, powtarzając w głowie kilka zaklęć, które zdołałam zapamiętać. O dziwo nie odrzuciło mnie, wręcz przeciwnie poczułam, jakbym dostała zupełnie nową energię, jakbym odblokowała w swoim ciele elementy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Na kilka sekund mnie zamroczyło. Spojrzałam na swoje dłonie, były całe pokryte niebieskim ogniem. Spojrzałam na mężczyznę, który patrzył na mnie z zaskoczeniem.
Tym razem to ja się uśmiechnęłam, a czując w sobie rozrywającą mnie energię, pozwoliłam jej ze mnie wyjść. Czułam jedynie ciepło, a otoczenie wokół mnie zmieniło kolor na niebieski, który mieszał się z mrokiem. Zbliżyłam dłonie, po czym powoli je od siebie odsuwałam, pomiędzy nimi powstawała niebieska kula ognia. Tym razem to ja miałam przewagę. Zaczęłam rzucać tą energią w czarodzieja, nie dając mu czasu na uniki, czy też wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Kiedy leżał na ziemi, a ja opadłam na kolana ze zmęczenia, nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Odwróciłam głowę do chłopaków.
- Chyba się uda.... - Ostatnie słowo utknęło mi w gardle. Widziałam dużą białą postać ze skrzydłami, biel w niektórych miejscach była przerwana krwistą czerwienią, a zamiast twarzy posiadał on coś w rodzaju maski. - Co - Jęknęłam, nie mogłam z siebie wydusić nic więcej, w pierwszej chwili poczułam strach, dopiero co pokonaliśmy jednego wroga, a widzę przed sobą postać, która wydaje się jeszcze potężniejsza. Na dodatek trzymał w swoich ramionach Adela. Szybko zaczęłam rozglądać się za Nathanielem, jednak bezskutecznie.
- Puść go - Wstałam na równe nogi, pomimo iż drżały od wykorzystanej energii. Nie czułam się gotowa do kolejnej walki, ale nie mogłam też zostawić nieprzytomnego chłopaka sama. Korzystając z tego, że wciąż czułam w sobie płomienie, przywołałam je do swoich dłoni, dodatkowo z głębi lasu zaczęły wychodzić cienie, które pełzając po ziemi, zbliżały się do mnie - Nie zawaham się zaatakować, dobrze Ci radzę go zostawić - Przygotowałam się do ataku.

Nath?

Od Nathaniela CD Taigi

   Poranna pobudka nastała znacznie wcześniej, niż zwykle, głównie dla tego, że Nathaniel chciał szybciej przygotować wcześniej zapisane notatki o strażniku zagłady. Uczynił to od razu po porannej kąpieli, nie myśląc nawet o śniadaniu, które także powinien przygotować. Po krótszej chwili, do elfa dołączył jego syn, który o dziwo, z chęcią pomagał w rozgryzieniu przeciwnika. Cóż, nastoletni bunt bywa.. dziwny. Czynili to w ciszy, analizując notatki zapisane w elfim języku, gdyż dla ich dwójki to najwygodniejsze rozwiązanie.
Po dłuższej chwili zjawiła się Taiga, która wyglądała jak nowo narodzona, a o tym też świadczył humor, który od wieczora jej nie opuścił. 
— W sumie przydałoby się coś zjeść. — przyznał elf i zerknął na syna, który krótko przytaknął.
— A co tam macie? — spytała kobieta, podchodząc do stolika z notatkami. 
— Spisaliśmy najistotniejsze informację. — odpowiedział, po czym zerknął na brunetkę, która tylko krótko westchnęła, widząc elfi język. — Wyjaśnię Ci wszystko podczas przygotowania śniadania. — dodał spokojnie, żeby nie rozdrażnić czarownicy. 
— Mów więc, co takiego ciekawego masz do powiedzenia. — zaczęła brunetka, która usiadła na krześle przy wysepce. 
— Więc. Jak wiemy, strażnik zagłady jest czarownikiem, lecz posługuje się tylko ogniem. — lekko westchnął i zerknął na ciemnowłosą — Nasze zaklęcia będą go tylko osłabiać, a zabić można tylko kontratakiem. 
— Jak mamy wykonać kontratak? — spytała od razu kobieta, na co elf cicho westchnął.
— Najlepiej silnym zaklęciem, przez które nie przejdzie siła ognia. — wyjaśnił krótko.
— Albo zamknąć go w kuli, gdy ten będzie atakować. — dodała Tai, na co elf przytaknął.
Gdy posiłek był już gotowy, Nath nałożył go na trzy talerze, a następnie podał do stołu, przy którym zasiadła cała trójka magów. Spożywali śniadanie w ciszy, dzięki czemu elfy mogły się wyciszyć oraz uspokoić, aby podczas walki nie stracić nad sobą kontroli. 
— Adiel. — zaczął elf, gdy puste talerze umieścił w zmywarce — Pójdę z Taigą na poszukiwania strażnika, Ty za ten czas zerknij do zwierząt..
— Czemu nie mogę iść z wami? — spytał przerywając starszemu. 
— Gdyby doszło do ataku na ten dom, Ty mnie poinformujesz. — odpowiedział spokojnie — Gdy jednak my znajdziemy naszego czarownika, otworzę Tobie portal. — dodał z takim spokojem, że sam Adiel zrezygnował ze swojego buntu i przytaknął na słowa ojca, na co ten lekko się uśmiechnął. 
Nathaniel skierował się do swojej sypialni, gdzie miał przygotowane ubranie na dzień dzisiejszy, choć już dawno powinien te ciuchy spalić. Bo jak można się domyślić, elf nie został od razu strażakiem po wkroczeniu do tego świata i skądś musiał mieć pieniądze na taki dom lub też auto. O tym jednak brunet nie rozmawiał i nie miał też zamiaru wracać do tej mrocznej przeszłości. Ubrał więc czarne spodnie oraz szarą koszulkę, na to narzucił skórzaną kurtkę, buty natomiast wybrał także w czarnym odcieniu. Choć były to normalne ciuchy, Nathaniel miał złe wspomnienia z tym związane, jednakże nie chciał się wyróżniać swoimi jaśniejszymi ubraniami. 
— Gotowy? — usłyszał nagle głos brunetki, która ukradkiem wkroczyła do jego sypialni. 
— Tak. — przytaknął od razu i zerknął na kobietę. — Ja zawsze jestem gotowy. — dodał z lekkim uśmiechem, aby zamaskować złe wspomnienia. 
— W takim razie idziemy, bo noc nas zastanie. — rzekła na wyjściu, lecz było słychać, że na jej twarzy widnieje uśmiech. 
Dwójka znajomych opuściła dom magów i skierowała się w las, czyli tam, gdzie ostatnio widziano strażnika. Szli w ciszy, nasłuchując otoczenia, które co chwile ulegało zmianie. 

Taiga?

Od Taigi CD Nathaniela

Kiedy zamknęłam za sobą drzwi od niewielkiej sypialni, wręcz jak długa opadłam na łóżko, zakrywając dłońmi twarz. Głupia, jak mogłaś zacząć się czerwienić, myśl ta chodziła mi po głowie cały czas, dopóki sama nie postanowiłam się ogarnąć. Nie raz widziałam tors mężczyzny, ba nawet nie raz takowy dotykałam, więc dlaczego teraz po prostu go nie zignorowałam? Nie można mu ująć tego, że jest dobrze zbudowany, ale to tylko i wyłącznie kompan do walki i ewentualny towarzysz do posiłków. Ułożyłam się wygodnie w łóżku i założyłam słuchawki, pogrążając się w muzyce i własnych myślach, które zaczęły krążyć wokół nieznajomego, który na nas poluje. Pytanie, jak można go pokonać, było dla mnie największą zagadką. Nagle drzwi od pokoju delikatnie się uchyliły, a ja ściągnęłam słuchawki, aby spojrzeć na Nathaniela. Jego pytanie było dla mnie zaskakujące, może i nie czułam się najlepiej, ale nie byłam najgorszą czarownicą, trochę na podleczeniu również się znałam, a przynajmniej na tyle, żeby przez kilka godzin czuć się w pełni sił. Taką przynajmniej mam nadzieję.
- Mamy w ogóle jakiś plan? - Usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego, przechylając głowę. Byłam ciekawa, jego koncepcji, w końcu on miał dużo większą wiedzę na temat naszego kochanego przyjaciela, aniżeli ja.
- Próbować go pokonać - Uśmiechnął się delikatnie, na co pokręciłam głową.
- Spróbujmy oblać go wodą, jak będzie używał swojej magi, no w końcu wodą gasicie pożary czyż nie panie strażaku? - Nieco rozbawiona podniosłam jedną brew, w odpowiedzi uniósł głowę i westchnął ni to rozbawiony, ni to załamany. - Ej jestem młodsza, nie ma się co śmiać, mam mniejszą wiedzę - Pokazałam mu koniuszek języka.
- Wypominasz mi, że jestem stary? - Oparł się o jedną z szafek.
- Stary to mało powiedziane, Twój syn jest mniej więcej w moim wieku, to z nim powinnam teraz siedzieć jako by nie patrzeć - Zaśmiałam się.
- Tak w sumie to będzie z 10 lat starszy - Na jego twarzy pojawił się nieznośny uśmiech, co spotkało się z moim grymasem.
- Jadłam kolację ze starcami - Prychnęłam - Jeśli to przeżyjemy, wiszę wam przysługę za nocleg - Złapałam za słuchawkę, żeby móc się nią bawić, nigdy nie byłam dobra w dziękowaniu, a tym bardziej w przepraszaniu.
- Przypuszczasz, że możemy nie przeżyć? - Usiadł na moim łóżku, patrząc na mnie, w jednej chwili zrobiło się poważnie.
- Różnie bywa - Wzruszyłam ramionami - Pierwszy raz będę walczyć z kimś, kto ma w sobie taką moc, sama też nie rozwinęłam swoich umiejętności do końca, mimo wszystko wciąż się uczę, a nawet nie mieliśmy czasu na trening, poznanie swoich mocy nawzajem, ale Ty się nie masz co przejmować, chodzisz po tym świecie ze 100 lat! Jeśli normalny człowiek tyle przeżyje, to pomniki mu się buduje - Zaśmiałam się, żeby skończyć przykry temat śmierci.
- Jeszcze 100 chciałbym pożyć - Posłał w moją stronę miły uśmiech.
- Taki to ma dobrze. W takim razie nie daj się jutro zabić - Wzruszyłam ramionami.
- To samo tyczy się Ciebie.
- Może mały zakład? - Zaproponowałam z szatańskim uśmiechem - Kto padnie pierwszy, ten stawia pizze.
- Jedzenie jest ważniejsze niż życie? - Zaśmiał się, na co nadęłam policzki.
- Bez jedzenia i tak umierasz, więc jest ważniejsze niż życie. Jeśli masz jeden kawałek mięsa i dwóch ludzi co nie jedli 3 dni, to nawet jeśli to przyjaciele to zabiją się nawzajem, za to jedzenie. Dlatego jest ważniejsze niż życie - Pokazałam mu język - Pracuje w gastronomii, nie dyskutuj ze mną.
- Śpij dobrze - Posłał mi jeszcze uśmiech na pożegnanie i wyszedł z pokoju, a ja sama ponownie założyłam słuchawki, żeby móc się jeszcze odprężyć.
Rano wstałam wyjątkowo wcześnie, a co dziwne nie czułam nic. Żadnego strachu, gniewu, żalu, podekscytowania. Był to zwykły poranek. Szybki prysznic, ubranie wygodnych czarnych dżinsów i bluzy, czary-mary przed lustrem dla wzmocnienia organizmu. Stanęłam w salonie, gdzie siedział już Nat ze swoim synem.
- To co, śniadanie i ruszamy na łowy? - Uniosłam rękę i zacisnęłam pięść "chwaląc" się swoimi mięśniami, a także pokazałam rząd białych zębów.

Nath?

8.11.2019

Od Natalie CD Michaela

   Była zmęczona, a w dodatku zaczęła odczuwać ból głowy, który nie był jej do niczego potrzebny. Liczyła na to, iż przejdzie po tym, jak pójdzie spać. I wszystko wydawałoby się wręcz idealne, ale jak zawsze – coś musiało pójść inaczej.
Wyrwana ze snu, bez większej motywacji, ze znużeniem zwróciła się do swojego towarzysza, pragnąc dalej spać. No ale, co to dało, skoro i tak wstała? Nie była zadowolona z tego powodu, więc i jej humor nie należał do najlepszych. Blondynka nie odczuwała większego głodu, więc wolałaby się na nowo położyć, ignorując swojego towarzysza, co było jednym z trudniejszych zadań. Dlatego zmuszona była siedzieć, wpatrując się w tacę z jedzeniem, na które ani trochę nie nabrała ochoty.
- Chcesz, to jedz. Ja nie jestem głodna. – oznajmiła, podnosząc się z łóżka, ruszając do łazienki w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych, ale też chcąc nieco się ogarnąć. Domyślała się, że wyglądała źle… a raczej tragicznie, o czym się przekonała się w toalecie, podczas spoglądania w lustro. Zdecydowała się upiąć swe włosy w luźnego koka, nie mając zamiaru walczyć z prostownicą, którą musiałaby odnaleźć w swoich rzeczach.
Wracając do pokoju, zastała Michaela, który dobrał się do jedzenia, zostawiając nieco dla Natalie. Dziewczyna jednak nie miała zamiaru z tego korzystać. Zawsze będzie zdania, że nic na siłę się nie je. Choć to jej strata, tak dla niej było to obojętne na tę chwilę. Co z tego, że nie zje nic w samolocie, skoro może to zrobić, jak znajdą się na miejscu? Zapewne będzie jakiś sklep, więc zakupi potrzebne produkty i przygotuje to, na co ma ochotę.
Tak też jasnowłosa zgarnęła kołdrę z podłogi, dokładnie się nią opatulając, zaś następnie przylgnęła do pleców Michaela, opierając podbródek na jego ramieniu, przez które spoglądała na „ucztę”. Nic nie przyciągało jej spojrzenia, żeby nabrała na to ochoty, a żołądek nawet się nie odezwał, więc utwierdziła się tylko w tym, iż nie był to czas na posiłek.
- Nie udław się. Jeszcze trochę chcę cię pomęczyć. – mruknęła z delikatnym uśmiechem. – Poza tym. Ile jeszcze będziemy lecieć? – zapytała, gdyż nie orientowała się ile godzin już lecą, a za ile mają dotrzeć na miejsce.
- Jakieś sześć godzin? Coś koło tego. Jak tylko dolecimy na miejsce, to będziemy mieli jeszcze spotkanie z jedną osobą. Później pojedziemy do naszego tymczasowego mieszkania, gdzie będziesz mogła trochę się ogarnąć a potem się zobaczy. Może już nadarzy się okazja by zacząć załatwiać sprawę, która czeka. – odpowiedź padła niemalże natychmiast, będąc bardziej rozwiniętą niż oczekiwała Nat, aczkolwiek nie miała co narzekać, tak też niczego nie skomentowała a tylko przytaknęła głową.
Nie odsunęła się od bruneta, wręcz przeciwnie, wciąż przylegała do jego pleców, obserwując jak je to, co zostało przygotowane. I choć ciągnęło ją do ponownego zaśnięcia, tak do tego nie dopuściła. Później będzie tylko gorzej i będzie chciała cały czas spać.

Michael?

Od Any CD Michaela

Obudziłam się z potwornym bólem głowy.
Jęknęłam, próbując się poruszyć, ale okazało się, że głowa to nie jedyna rzecz, której daleko teraz do stanu używalności. Bolał mnie chyba każdy mięsień, do tego dochodziły rany zgarnięte podczas walki...
Kiedy usiosłam rękę, by odgarnąć sobie włosy z czoła, zauważyłam na raz dwie rzeczy.
Pierwsza - ktoś mnie opatrzył. Niemal całą rękę miałam w bandażach, z resztą zaraz przekonałam się, że nie tylko ją. Słowiem - nieźle się poharatałam.
Druga... to że byłam naga.
Zerwałam się jak oparzona, ale zaraz znowu opadłam z jękiem na poduszki, bo odezwał się przeszywający ból głowy. Zdążyłam już nawet uznać, że dobra, pewnie to Mike, albo nawet sama się rozebrałam, w końcu niebardzo pamiętałam ostatnie kilka... godzin, dni? Spojrzałam na zegarek przy łóżku. Od naszej akcji minął cały dzień. Nieźle...
- Królewna już się obudziła? - moje rozmyślania przerwał nagle obcy głos. Choć miałam wrażenie, że już go wcześniej gdzieś słyszałam.
Gdy otworzyłam oczy i ujrzałam nad sobą jego twarz, nagle trybiki w mózgu wskoczyły na swoje miejsce.
Mężczyzna, który w tym akurat momencie znajdował się stanowczo zbyt blisko, jak na przelotną znajomość, jaka nas łączyła, był tym demonem, który nam pomógł. Wszystko super, fajnie, tylko...
- Niezłą masz figurę, swoją drogą - zagaił swobodnie, jakbyśmy się znali od zawsze, a nie zamienili ze sobą raptem kilka zdań...
Zaraz zaraz.
- Czy... - głos miałam schrypnięty, więc odkaszlnęłam i spróbowałam jeszcze raz. - Czy ty mnie...
- Opatrzyłem? Tak - uśmiechnął się do mnie promiennie. A temperatura mojego ciała momentalnie skoczyła. I nie, to nie z podniecenia. - Nie musisz mi dziękować, to była dla mnie...
- Czyli mam rozumieć, że to ty mnie rozebrałeś - każdy, kto mnie choć trochę zna, wyczułby już w tonie mojego głosu ostrzegawczą nutę. Ale on mnie nie znał, więc nawijał dalej.
- Owszem. I miałem co podziwiać - mrugnął do mnie zalotnie.
A we mnie zagotowało się z wściekłości.
Nie zrozumcie mnie źle, generalnie nagość mi nie przeszkadza. Ciężko się tym przejmować, gdy jest się istotą, bądź co bądź, zmiennokształtną. Z czasem po prostu się do tego przyzwyczajasz.
Jednak wizja, że ktoś zupełnie obcy mnie dotykał, gdy byłam nieprzytomna...
Zerwałam się na równe nogi, całkowicie zapominając o bólu. Mężczyzna chciał mnie przytrzymać, położył rękę na moim ramieniu zapewne z intencją popchnięcia mnie z powrotem na materac. Jednak moja skóra zdążyła się już tak rozgrzać, że w odtuchu bezwarunkowym natychmiast zabrał rękę.
Natychmiast dopadłam do szafy, z której wyciągnęłam pierwszą lepszą, zakładaną przez głowę bluzę. Trafiłam akurat na tę, która była na tyle duża, że mogła robić za tunikę. Dość krótką co prawda... ale przynajmniej nie musiałam już dłużej paradować nago.
Wciągnęłam ją szybko przez głowę, po czym natychmiast odwróciłam się na pięcie, by jak najszybciej znaleźć się w innym niż ten pozbawiony skrupułów facet, pomieszczeniu.
Ale on oczywiście musiał poleźć za mną.
- Czy ty się dobrze czujesz? - wrzasnęłam, gdy po dotarciu do salonu nie znudziło mu się łażenie za mną. I gapienie na mój tyłek, czy przynajmniej w jego okolice, bo gdy odwróciłam się z nadludzką szybkością, nie zdążył podnieść wzroku. Krańcem świadomości zarejestrowałam wystraszone popiskiwanie Archera. Jeśli ten debil coś mu zrobił... - Nie masz instynktu samozachowaczego czy co jest z tobą nie tak?!
- Nie rozumiem, o co ci... - zaczął, nagle poważniejąc i marszcząc brwi w konsternacji.
- Och, doprawdy? Nie wiesz, o co mi chodzi? - syknęłam. - To może użyj mózgu i pomyśl! Co mogło mi się nie spodobać?!
Facet postąpił krok do przodu, unosząc ręce w uspokajającym geście. No cóż, niestety na mnie to nie podziałało.
Kątem oka dostrzegłam leżący na stoliku kawowym pistolet, który musieliśmy tam zostawić z Michaelem przed wyruszeniem na akcję.
Poniosło mnie, wiem. Ale złapałam ten cholerny pistolet i wystrzeliłam. Nie w nieznajomego, oczywiście. Tylko w bok. Chciałam tylko pokazać, że nie żartuję.
Trzeba będzie zafundować sobie jakiś obraz, żeby zasłonić dziurę w ścianie...
- Nie dotykaj mnie - syknęłam, gdy huk wystrzału przebrzmiał. Odrzuciłam zabezpieczoną na powrót broń na stolik, z którego ją wzięłam, a w mężczyznę wbiłam mordercze spojrzenie. - Nie masz prawa bez pozwolenia wchodzić do mojej sypialni. Nawet nie próbuj się więcej do mnie...
- Czy was pojebało?
Natychmiast obydwoje spojrzeliśmy w stronę wejścia do salonu. Stał w nich skonsternowany brunet, rzucając nam znaczące spojrzenie ze swojego miejsca.
- Wkradł się do mojego domu...! - warknęłam. I bez mojej zgody rozebrał do naga i chuj jeden wie, co jeszcze robił, gdy byłam nieprzytomna... Ale tego nie zdążyłam już powiedzieć, bo przerwał mi brunet:
- Poczułaś się lepiej? - spojrzał na mnie. - To super, bo gdyby nie on, gryzłabyś piach - dodał, opierając się o kanapę. - Więc z łaski swojej, ogarnij się.
Kilka wymienionych między sobą uwag później byłam już tak wnerwiona na jednego z drugim i w ogóle na całą tę sytuację, że, jak na dorosłą osobę przystało, odwróciłam się na pięcie i, "pierdoląc to wszystko", ruszyłam do mojej sypialni. Czułam na sobie ich spojrzenie, gdy odprowadzali mnie wzrokiem, ale nie zareagowałam na to. Choć mnie korciło. Kątem oka spojrzałam przy okazji na Archera, który leżał w swojej klatce tam, gdzie go zostawiłam. Patrzył na mnie, wzrokiem prosząc, żebym go wypuściła. Później. Trzeba go będzie zabrać na długi spacer. Teraz nie miałam jeszcze na to siły...
Ledwo znalazłam się w swoim azylu, wydałam z siebie tłumiony okrzyk frustracji i zamachnęłam się na stojącą najbliżej rzecz - padło na wielkiego, pluszowego misia, którego... nie, nie dostałam od chłopaka, który z kolei wygrał to w jakimś parku rozrywki czy coś... sama go sobie wygrałam w takim właśnie parku (życie pozbawione jest tego typu romantyzmu, gdy radzisz sobie lepiej w grach zręcznościowych, niż niejeden facet... ech). W każdym razie, miś przeleciał przez pokój i walnął w drzwi szafy wnękowej znajdującej się naprzeciwko wejścia. Jednak rzucanie pluszakiem nie było wystarczająco satysfakcjonujące. Jego los podzieliły więc zaraz przybory plastyczne, zawalające jedną z półek, książki leżące obok...
Osoby, które mówią, że rzucanie przedmiotami w złości nie pomaga, nigdy tego nie robiły.
- Ej, ale nie musisz od razu demolować tak ładnego domu...
Żeliwna statuetka, która akurat znalazła się pod moją ręką, przeleciała przez pokój. Leo, który wypowiedział te słowa, stając w przejściu, w ostatniej chwili zdołał się uchylić przed śmiercionośną, rozpędzoną ozdobą, przez co ta uderzyła z impetem w ścianę za nim, robiąc w niej pokaźnych rozmiarów dziurę.
Trzeba będzie kupić kolejny obraz...
- Wow - zagwizdał rudy, patrząc z podziwem w miejsce, w które przywaliła statuetka. - Parę w łapach to ty masz.
- Mówiłam ci coś o wchodzeniu do mojej sypialni, jełopie - warknęłam, łapiąc kolejną rzecz, jaka się nawinęła. Mianowicie gitarę, którą zamachnęłam się nad ramieniem, gotowa do zadania ciosu, gdyby facet postanowił się do mnie zbliżyć. Na szczęście nie miałam okazji rozwalić instrumentu, bo naszą kłótnię przerwał przesycony irytacją wrzask.
- Zamknijcie się! Niektórzy próbują tu spać! - wydarł się Mike z sąsiedniego pokoju. Obydwoje momentalnie zamilkliśmy. Przez dobrą chwilę trwaliśmy tak w bezruchu, wpatrzeni w siebie - ja z jawną wściekłością, on z rozbawieniem.
Opuściłam gitarę, oparłam jej pudło rezonansowe o ziemię, a dłoń oparłam na główce. Wycelowałam palec w rudego i syknęłam:
- Spierdalaj.
O dziwo wzruszył ramionami i po prostu sobie poszedł, zamykając za sobą drzwi.
Opadłam ciężko na łóżko, gitarę kładąc koło siebie na materacu i wbiłam wzrok w sufit. Ja pierdolę.
Po kilku minutach usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Nie mając ochoty na konfrontację z żadnym z mężczyzn przebywających akurat w moim domu, postanowiłam udawać, że śpię. Jednak to widać nie zadziałało, bo zaraz drzwi otworzyły się powoli, a do sypialni wsunął się Mike. Zamknął je za sobą i powolnym krokiem podszedł do łóżka od strony, na której leżała gitara. Którą mężczyzna postanowił bestialsko podnieść i odstawić na podłogę (to znaczy, chciał to zrobić delikatnie - sam pomysł odstawienia gitary na ziemię wydawał mi się w tamtej chwili bestialski), by zrobić sobie miejsce.
- Zostaaaaw - jęknęłam teatralnie, łapiąc gitarę i, objąłwszy ją ramionami, przycisnęłam do siebie w uścisku. - To moje dziecko.
- Myślałem, że Archer nim jest - zaśmiał się lekko, a ja na moment przymknęłam oczy, wsłuchując się w tembr jego głosu. Uspokajał mnie. - Swoją drogą, gdzie on jest?
- Pilnuje tego imbecyla, żeby nie narobił kłopotów - mruknęłam, jeszcze mocniej przyciskając do siebie gitarę. - Jak się czujesz? - zapytałam po chwili, gdy w akompaniamencie jęków i postękiwań ułożył się w końcu na wznak koło mnie.

Mike?
Szablon
synestezja
panda graphics