Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tobias&Lena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tobias&Lena. Pokaż wszystkie posty

9.11.2019

Od Leny CD Tobias

+ 18

Lena przejechała spojrzeniem po aparycji kochanka oblizując przy tym górną wargę, założyła jedną nogę na drugą i z uniesioną brwią zatrzymała spojrzenie na srebrnym sygnecie zastanawiając się, czy będzie miała okazję go zwędzić. Cóż... Pewnie był wiele wart. Odetchnęła w podnieceniu, gdy bezpardonowo stanął przed nim od razu rozpoczynając rozbieranie się. Zeskoczyła zgrabnie z miejsca, bezpardonowo stanęła tuż przed kochankiem od razu sięgając do paska przy spodniach. Dłonią przejechała wzdłuż brzucha, nie mogąc przy tym ukryć maślanego wzroku, który skierowała wprost za swoimi palcami, które uchyliły zawartość męskich bokserek. Oj tak, stęskniła się za męskimi przyrodzeniami... 
— Masz rację — uśmiechnęła się zadziornie. — Wtedy będę mogła szybciej po tobie poskakać, kochaniutki
Jednym ruchem rozpięła mu spodnie, w tym samym momencie rozpinając guzik i rozsuwając rozporek, po czym natarła dłońmi na jego ciało popychając go w stronę małżeńskiego łóżka. Gdy był już przy nim, z całych sił odepchnęła go na nie kompletnie nie przejmując się pustym kieliszkiem, który miał w dłoni. W momencie, w którym spadał zerwała z niego spodnie odrzucając je na drugą stronę pokoju i wskoczyła tuż nad jego ciałem w rozkroku lądując przy biodrach. Nie przejmowała się koszulą, najważniejsze miał bowiem w spodniach i do tego zaczęła się namiętnie dobierać ignorując fakt, że przecież wypadałoby się chociaż pocałować... Podgryzła język wystawiając go niewinnie na zewnątrz, gdy dostrzegła jak różowa główka jego męskości wychyliła się z bokserek. O kurwa... 

31.10.2019

OD Tobiasa CD Leny

Człowiek z kieliszkami... Do czego to doszło...
Tobias ładnie podziękował za szkło, które użyczyła mu kuchnia, ostrzegając iż lepiej by ich nie stłukł. Charyzma kuglarza przydawała się dość często, możliwe że bez niej młody magik nie przetrwałby swoich podróży. Podróży, które miały coś w nim zmienić w jego nędznej egzystencji nie-magicznej, cokolwiek, nawet przyzwyczajenia, gusta kulinarne. Rutyna wstawania. Rzucenie papierosów. Kurwa. Zamiast tego, wrócił on niezmieniony, stary dobry Rowe, pożyczający pieniądze na cele o których nie chciał mieć żadnego pojęcia, zapijający mordę co piątek do utraty przytomności, palący aż do momentu w którym nie będzie czego palić. Albo czym.

Stary Tobias, bezpardonowo otworzył drzwi, zastając Lenę już rozebraną do bielizny... Noż w dupę węża. Nawet tej przyjemności mu nie dała. Oddał jej kieliszek kiwając głową, przy okazji zdejmując z siebie płaszcz, który już na korytarzu powodował u niego dyskomfort. Po tym popatrzył na kobietę przez chwilę, wyjmując talię kart z kieszeni. Pod nosem przeprowadził inkantację, po której schował talię w płaszcz, nie przejmując się już kompletnie niczym. Miał przecież dzisiaj wielkie zadanie, może nie wielkie tak jak kobieta by tego chciała, aczkolwiek nie powinna narzekać, szczególnie że wie w co się pakuje i z kim ma zamiar tańczyć ten taniec zmysłowości i doznań... Po raz drugi. A mówią, że nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy...

— Wrażenia?  zapytał Tobi, przy okazji nalewając sobie kieliszek wina, pociągając sobie grzdyla, korzystając z tej kurtuazji własnych, ciężko niezarobionych pieniędzy.  Powiem szczerze, że mnie zaskoczyłaś...  rzucił jej wymowne spojrzenie, kroczące od jej oczu, aż po stanik i brzuch... ciekawy gust co do bielizny, to na pewno miała.
Słysząc żądanie kobiety oblizał usta z kropel czerwonawej substancji, po czym zaczął odpinać koszulę, zaczynając od góry. 
Trzeci guzik już puszczał, gdy nagle kuglarz przestał, podnosząc ręce do góry, chowając je za głową. 
— Hmmm, a może byś mi w tym łaskawie pomogła? Hm? Kurtuazję rozebrania cię do golizny w końcu już mi odebrałaś, kochaniutka...


Lena?

9.10.2019

Od Leny CD Tobias

Lena po wyjściu Tobiasa z pokoju spojrzała w stronę łóżka, kremowej pościeli zastanawiając się, ile jeszcze razy w życiu trafi w to miejsce, zanim nie wpierdoli się samochodem w drzewo pod wpływem zbyt silnych emocji. Cztery razy? Pięć? Spojrzała w stronę lustra wiszącego tuż prze małżeńskim łożem. Ile razy odbijał się w nim pieprzących się niczym zwierzęta ludzi? Sięgnęła palcami do zamka z tyłu sukienki, zgrabnie rozpięła zabezpieczenie, a materiał bezszelestnie opadł przy stopach kobiety. Pozostała w pożółkłej, dawniej śnieżnobiałej koronce i z uśmiechem ruszyła do radia stojącego na szafce nocnej. Muzyka cicho rozbrzmiała po sypialni, ruszyła w stronę zasłon chcąc dopilnować tego, by wszystkie były zasłonięte. Drzwi otworzyły się, a w nich pojawił się Thomas z dwoma kieliszkami. Lena, bez zbędnej krępacji ruszyła powoli w jego stronę, odebrała szkło muskając przy tym prowokująco szorstką dłoń mężczyzny i odwróciła się do niego tyłem kierując wprost do niskiego stoliczka. Pochylając się nalała do kieliszków wino, odwróciła się i upiła łyk spoglądając w stronę kochanka z uśmiechem. 
— Jak wrażenia? — szepnęła, wskakując tyłkiem na stoliczek, założyła nogę na nogę rozplątując włosy z niewymuszoną ponętnością. Brązowe, nieco podniszczone włosy opadły kaskadą na wąskie plecy i jedno ramię oblizując przy tym wargi, gdy pozostała na nich kropla trunku. Nie była spięta, jedynie niecierpliwa wrażeń i tego, co niedługo ją spotka. Była wygłodniała, najchętniej już zaczęłaby po nim skakać niczym rozjuszone zwierzę. Kurwa...
— Rozbierz się, też chcę popatrzeć — zażądała, odchylając się przy tym lekko w tył. Nie była pruderyjna, nie bała się prosić o to, czego pragnęła. A teraz chciała jedynie widzieć jego nagie, umięśnione ciało, to jak mięśnie będą się napinać pod wpływem przyjemności i jego kutasa, między swoimi udami. 

Od Tobiasa CD Leny

Mężczyznę zaintrygowały słowa kobiety do tego stopnia, że cofnął rękę od kobiety. Zaciekawiła go do tego stopnia, że na razie spróbował nie kusić kobiety, miał zamiar się chociaż trochę zabawić. Migrujący ból głowy już dawno przestał, w jego miejsce pojawiło się lekkie otumanienie, ale Tobi nie narzekał. Mimo wszystko szykował się ciekawy wieczór...

Patrzył tylko przez okno, próbując określić swoje położenie. Znał tą dzielnicę, często nocował tutaj w trakcie pamiętnych alkoholizacji. Nikt go tutaj nie znał, może parę osób z szemranego towarzystwa było w stanie rozpoznać jego niecodzienną aparycję, z uwagi kupowanie substancji psychotropowych w przeszłości. Nie minęło dużo czasu, aż opuścili wątpliwej jakości wehikuł. Przy recepcji jedynie użyczył kobiecie swojej karty debetowej, czekając aż triumfalnie przejdą do rzeczy już w pokoju.

Wchodząc zdjął płaszcz, wieszając go na stojaku w małym hallu, pokoik może i wydawał się mały, lecz ściany w kolorze beżowym dobrze współgrały z bielą mebli oraz pościeli, do tego ciepłe światło z żyrandola nadawało przytulną, ciepłą atmosferę. Kobieta zaczęła przeczesywać go wzrokiem, on jedynie patrzył w jej oczy z uwagą, jakby szukał w nich czegoś... Refleksji, zawahania, czegokolwiek, co miałoby uchronić ją przed tym, co zaplanowali. Nie znalazł jednak nic, westchnął tylko, zdejmując buty. Przejechał sygnetem po talii kart, metal rozgrzał się do czerwoności, jednak sam brunet nawet nie mrugnął. Przyłożył sygnet do szyjki butelki, natomiast drugą ręką obracał wino, przez co korek pod wpływem rozszerzalności temperaturowej sam wyskoczył z szyjki. Pierścień zgasł, ponownie przybierając połyskujący, srebrny kolor. Mężczyzna postawił otwarte wino na stoliku, puścił oczko Lenie, po czym wyszedł z pokoju rzucając przelotne "Idę po kieliszki.". Kiedy opuścił pokój, wziął głęboki wydech, i udał się do recepcji powolnym krokiem...

8.10.2019

Od Leny CD Tobiasa

Lena nie skrępowała się czując na swoim odkrytym udzie dłoń mężczyzny, wręcz przeciwnie, bo przez to ochota na brudne igraszki zwiększyła się znacznie. Nie przeszkadzałby jej w tym nawet przestarzały van, skóra schodząca z jego siedzeń, zapach piwa w środku ani brak prezerwatywy. Chociaż to ostatnie... Nie chciała czegoś się nabawić, a z wyciąganiem w porę również było u niej kiepsko. Oblizała wargi uśmiechając się mimowolnie. 
— Mam nadzieję, że szczęśliwie też będzie za kilka godzin jak spuścisz się nie tylko ty — spojrzała wymownie na mężczyznę. — Albo za dziewięć miesięcy — dodała, bardziej szeptem. Bardziej do siebie. Nie chciała kończyć jak swoja matka, która wpadła ze swoim pierwszym chłopakiem, a później na świat przyszła ona. Cudowne rozpoczęcie dorosłego życia, nie ma co. Skręciła w stronę moteli, nie daleko autostrady w której zatrzymywało się bardziej szemrane towarzystwo dzięki czemu była pewna, że nikt nie pozna jej w tej wątpliwej sytuacji. Musiała rozładować hormony, bo nie miała nikogo od... Kurwa. Miesięcy. Czuła, że już teraz bielizna przesiąka sokami na samą myśl o tym, że będzie miała kogoś takiego między nogami. Ogoliła się? Nogi? Założyła tą fajną bieliznę? Nie pamiętała. Miała to gdzieś, byleby dostać wymarzony od miesięcy orgazm nie przeżywany w samotności własnej sypialni. Samotne zabawy ją nudziły, zbyt długo musiała się w nie bawić. Dojechała do motelu, zaparkowała na tyłach i wykupiła pokój na jedną noc za pieniądze towarzysza. W tym wszystkim starała się wyjść na jak najbardziej luźną, spokojną, ale najchętniej rozszarpałaby mężczyznę już na parkingu, zdjęła mu spodnie i usiadła mu na biodrach kurwiąc się jeszcze bardziej. Cóż, bywa. Miała też swoje potrzeby. 
Gdy tylko znaleźli się w pokoju Lena odrzuciła swoją torebkę i kluczyki na bok, na obdrapany stoliczek po czym zsunęła ze stóp lekkie sandałki i spojrzała wymownie na mężczyznę marszcząc przy tym podbródek, jakby oceniała ponownie całą prezencję dawnego kochanka. Był niezły. Kurwa, starszy. No i miał brodę... Dostanie z nim orgazmu jak nic. 
— Odpieczętujesz butelkę rękoma, czy mam iść na recepcję po korkociąg? — spytała, ruchem głowy wskazując na winiacza, którego dzierżył w dłoni. — Pijasz z kieliszków, czy jak menel? 

4.10.2019

Od Tobiasa CD Leny

Zasiadając w Vanie kobiety, rozsiadł się wygodnie, na tyle ile to było możliwe. Może nie był to najbardziej ekskluzywny pojazd w Seattle, tym bardziej nie był to pojazd w jakim Tobias miał zamiar oddawać się uciechom życia seksualnego, dlatego na zgodę o wynajęciu hotelu, mężczyzna przytaknął z lekkim wydechem sygnalizującym ulgę. Nie dość że głowa bolało go niemiłosiernie, to po obudzeniu się w tej jakże wspaniałym bolidzie mógł liczyć na dyskomfort w kręgosłupie, a zależnie od zamiarów kobiety — obudzić się bez nerki i z rozszerzoną odbytnicą... 
Nie zdziwiło go, iż kobieta zrezygnowała z propozycji papieroska — nowe czasy, to i styl życia się zmienia. Bezglutenowe jedzenie, kawa sojowa... Można powiedzieć, że Tobias był zacofany w czasie, przynajmniej mentalnie, jakoby wstrzemięźliwość w jedzeniu i piciu, tym bardziej w stylu życia — to coś co nie przechodziło mu przez gardło, tym bardziej sam koncept na papierze wydawał mu się trefny. Na wspominkę o braku pieniędzy oraz zabezpieczenia... Tobias zaśmiał się, patrząc na kobietę swoim wymownym spojrzeniem zwiastujące dewastację, rozpustę i brak jakichkolwiek pohamowań. Za to kobieta... Jakby się speszyła... Nie nawiązywała z nim kontaktu wzrokowego...

Figlarnie zaznaczył swoją prezencję, poprzez lekkie smaganie dłonią uda Leny, ściskanie, lekkie gładzenie skóry — wiedział że może jej się to spodobać, nie oponował przed tym, poddał się chwili.
— No cóż moja droga, może dzisiaj akurat jest twój szczęśliwy dzień... — powiedział nie ukrywając uśmiechu. Był wysoko na plusie po ostatnich grach... Nie musiała się martwić kompletnie o nic...

Lena?

24.09.2019

Od Lena CD Tobias

Świerzbiło ją, Tobias nie miał nawet pojęcia jak bardzo miała ochotę opaść bezpardonowo na jego kutasa i oddać się dzikim zabawą. Znudziły jej się smutne zabawy z samą sobą pod prysznicem, wręcz przestało sprawiać jej to przyjemność i od dłuższego czasu marzyła o kimś, kto mógł ją zaspokoić. Ktoś idealny pojawił się nagle, niespodziewanie i Lena czuła, jak bielizna na jego widok zrobiła już się cała mokra. Był idealny. Te żylaste dłonie, wystające żyły i... był przystojny, diabelsko przystojny. Zaprowadziła go do jej vana, włączyła silnik z głośniejszym oddechem, wsłuchując się w działanie silnika. Spojrzała na paczkę kręcąc przecząco głową. 
— Nie, nigdy nawet nie paliłam fajki — przyznała się, a słysząc o hotelu szybko obróciła twarz w jego stronę. Długo zastanawiała się nad odpowiedzią, na chwilę nawet jej pewność siebie przygasła. Ostatecznie pokiwała głową. — No dobra. — westchnęła głośno wyjeżdżając z parkingu. — Obyś miał tylko pieniądze i gumki... nie mam ani jednej z tych rzeczy. — zaśmiała się nerwowo, kompletnie nie zwracając uwagi na nowego towarzysza. 

Od Tobiasa CD Leny

Mężczyzna wyjął z kieszeni paczkę papierosów, odpalając jednego jakąś tanią zapalniczką znalezioną gdzieś na back-stage'ach któregoś z tutejszych kasyn... Tobi sam nie wiedział którego, jakby jego dni się zlewały w ciąg wspomnień i przeżyć po alkoholu i narkotykach. Pod pachą trzymał wino, a jego torba... nie miał jej przy sobie, a przynajmniej nie pod ręką. Schował ją, w miejsce tak niepozorne...
— Masz szczęście. Akurat takowe zakupiłem. — Powiedział, wręcz odwarknął. Pociągnął dłuższego bucha z Camela, po czym rzucił okiem na niebagatelny ruch bioder kobiety spowodował u niego mimowolny uciech, jak i ruch pewnej partii ciała. Świerzbi ją. Świerzbi ją strasznie. Ciekawe...
Nie chciał pytać o to, jak kobieta ma zamiar prowadzić vana, szczególnie po odpieczętowaniu butelki. Prawdopodobnie miała na to jakiś plan... Tobias westchnął ciężko, mrucząc coś zgryźliwego pod nosem, kiwając przy tym przecząco głową. Gdy stanęła przed nim, ten zlustrował jej ciało, jak i oczy, po czym chciał udać się do auta, lecz kobieta nie wydawała się skora do natychmiastowego oddalenia się z tego miejsca.  Wysunął dłoń z paczką w jej stronę, po czym zaczął zagadywać z czymś niezwiązanym z... nieubłaganym stosunkiem.
— Palisz? — powiedział lekko wstrząsając paczką. — Jeżeli chcesz to równie dobrze można zamówić jakiś hotel w okolicy... to nie jest żaden problem. Wypicie wina w nie polowych warunkach także ma swoje zalety...

23.09.2019

Od Leny CD Tobiasa

Lena oddałaby teraz wszystko, żeby wydostać się z tego piekła zwanego pracą tylko po to, by móc spojrzeć na Tobiasa w innych warunkach, niż to obskurne miejsce przy barze. Na przykład na tyłach jej samochodu, w samych bokserkach w momencie, gdy zabawia się pomiędzy jej wątłymi udami. Wydęła dolną wargę patrząc na niego z mocno wymuszonym błyskiem w oku, po rozliczeniu się z restauracją napiwek włożyła pod koszulkę, prostu w biustonosz w taki sposób, by Tobias to widział. Widział to również Marcel, jej współpracownik, który właśnie zastąpił ją na zmianie. Klepną ją w pośladek poruszając brwiami. 
— Co to było za ciasteczko, mała? — zaśmiał się, podgryzając dolną wargę. 
Kobieta rzuciła mu wymowne spojrzenie. 
— Mój bilet na darmowe śniadanie — zdjęła z bioder fartuch.— Przekazałam ci już wszystkie rachunki, są pod blatem jak zawsze. Kuchnia ma dziś lepszy humor, więc nie powinni robić dymów, a... Mogę się spóźnić jutro do pracy na poranną zmianę, zastąpisz mnie prawda? — spytała. Marcel już otwierał usta w ramach sprzeciwu, Lena tylko pocałowała wydepilowany policzek, po czym wyszła tylnymi drzwiami wcześniej przebierając się w swoją sukienkę. 
Przeczesała włosy palcami tuż przed wyjściem z pracy, a na widok Tobiasa uśmiechnęła się prowokująco od razu zaczynając kręcić bioderkami. Wiedziała, iż posiada w sobie pewien seksapil, do tego miała niesamowite ciało, prowokacyjny uśmiech i niebywałą pewność siebie. 
— Oby było wytrawne — zachichotała, stając tuż przed nim. W ręku miała kluczyki do samochodu, którymi brzęczała prowokacyjnie. To tam zmierzali, tam miała zacząć się cała zabawa i... Lena chciała to nieco przeciągnąć. Dać mu nadzieję, odebrać ją natychmiast, by chwilę później ściągnąć mu spodnie i ujeżdżać go niczym dzikie zwierzę. 

21.09.2019

Od Tobiasa CD Leny

Patrzył na nią, wręcz pożerał ją wzrokiem - gdy się prężyła i uśmiechała i gdy w jej oczach zaświeciło się podniecenie godne bogini uwodzenia... Cholera, jak ja mogłem o niej zapomnieć...
Nie minęło dobre piętnaście minut, a chęć rozłożenia jej nóg przyszła sama z siebie... To jak się zachowywała, ta pewność siebie, jak i żartobliwość i bezpardonowość... Naprawdę działała na jego wyobraźnię, ból głowy odszedł w zapomnienie, a na jego miejsce pojawiła się dawka euforii i podniecenia, jakoby obudziło się w nim coś więcej niż apetyt. Zagryzł wargę gdy puściła do niego oczko, a oczy mężczyzny przykuło jakże zgrabne zakończenie jej pleców. odebrał zestaw obiadowy, dłonie złapały za sztućce, a Tobi rzucił jeszcze komentarzem:
— Uwierz, viagra raczej nie będzie nam potrzebna.  powiedział z uśmiechem, po czym oddał się konsumpcji obiadu, który spałaszował w mgnieniu oka, popijając jeszcze kieliszkiem wódki. Zdrowie ładnej pani... - toast może i niemy, lecz kieliszek substancji rozlał się po jego gardle, po czym szybko został zajedzony. Tobi spojrzał na zegarek, po czym spojrzał na kobietę.
— Piętnaście minut do końca twojej zmiany... będę czekał przy tylnym wyjściu.  rzucił i wyjął z portfela pięćdziesiąt dolarów, i karteczkę z napisem "reszty nie trzeba". Po tym wyjął kartę z talii, która zaczęła mienić się błękitnym blaskiem, Tobi puścił Lenie oczko, po czym zdematerializował się, znikając wraz ze swoją torbą z knajpy.

Stara sztuczka, jedna z bardziej efektownych w jego rękawie... Mężczyzna znalazł się przed wspomnianym monopolowym, kupując czerwone wytrawne wino - nie przebierał w pieniądzach, szczególnie iż był przy kasie, dlatego wino było z... wyższej półki...
Po tych jakże krótkich zakupach, Tobi udał się na tyły rudery, w której kobieta pracowała, ze zniecierpliwieniem patrząc na zegarek.

Od Leny CD Tobiasa

Lena oblizała prowokacyjnie wargi, gdy zrobił gest dłonią na który zbliżyła się od razu, bez zbędnych gestów czy gadania. Pochyliła się obok niego, tak bardzo, że ciemnowłosy miał teraz doskonały wgląd na jej kształtne, pełne piersi otoczone zbrukaną przez szmat czasu koronką.  Tuż nie daleko prawej piersi miała bliznę od poparzenia i mimo faktu, że była ona dość obszerna — miała swój urok. Uśmiechnęła się szerzej słysząc o łamaniu krzeseł, a dalsze słowa spowodowały charakterystyczne motylki w brzuchu przez które miała ochotę unieść się nad ziemię. A raczej usiąść mu na twarzy w szale nagłego podniecenia; oczy rozbłysły, tyłek wypiął się bardziej w tył, a kręgosłup wygiął w ten charakterystyczny sposób ukazując nienaganną gibkość, którą ćwiczyła od lat.
— Już myślałam, że nie zaproponujesz — zamruczała, patrząc po nim jak rozjuszona kotka przed którą rozleniwiała się nowa ofiara. — Na razie jestem w pracy, ale za niecałe pół godziny kończę, więc... Możemy gdzieś wyskoczyć. Za budynkiem mam vana, nie daleko jest ekspresówka... Niedaleko jest monopolowy, więc jak kupisz butelkę wina, to może osiądę nawet niżej niż na twarzy.
Puściła mu oczko prostując się nagle, rzuciła zwykłe "zaraz wracam", po czym zniknęła za drzwiami zaplecza lecz powróciła równie szybko z talerzem pełnym aromatycznego jedzenia. postawiła przed nim talerz, obok ułożyła sztućce wraz z dwiema serwetkami. Trzecią, nie złożoną zaczęła zaginać w odpowiednich miejscach tak, jak uczyła ją kiedyś matka. 
— Nie dosypałam niczego, prócz viagry. Spoko, możesz jeść ze smakiem. 

20.09.2019

Od Tobiasa CD Leny

Przyjął kartę dań jedną dłonią, drugą zaś nadal wykręcał kartę z niezwykłą gracją. Lubił bawić się kartami w momentach, gdy jego mózg pracował na wyższych obrotach. Pomagało mu to w koncentracji, jak i wyglądało to do dosyć efektownie, zwłaszcza, gdy obserwator był pod wpływem substancji wyskokowych.
Nawet nie przejrzał menu w całości, tylko kiwnął głową na propozycję Leny, odłożył kartę na stół, ponownie zakotwiczając swoje ślepia na jej oczach. Oblizał w dobrej manierze swoje usta, po czym odłożył kartę z powrotem do talii. Wzmianka o jego mięsie spowodowała lekką konsternację Tobiego, nie spodziewał się takiej pewności siebie, szczególnie iż okres ich "rozłąki" był co najmniej za długi, by brunet spamiętał imię kobiety...
— W wielkim świecie to samo, wszędzie złodzieje i pierdoleni oportuniści, jak to z ludźmi już bywa... a z Vegas... szkoda gadać, mało co się nie ochajtałem z pawianem, a to urodziwa nadrzędna była... — powiedział kręcąc głową, samemu jakby nie wierząc w to co mówi. Po chwili jednak dał gest kobiecie, by przybliżyła się do niego. Gdy to już zrobiła, mężczyzna przestał bawić się w ceregiele, szepcząc jej do ucha.
— Mam opowiadać dalej, czy może połamać każde krzesło w tym budynku, byś już nie mogła usiąść nigdzie indziej niż na mojej mordzie? — wyszeptał chichocząc, oddalając głowę tym samym od kobiety, niewinnie spoglądając na swój zegarek, po czym jedynie uśmiechnął się do niej, wyczekując jej wyboru.

19.09.2019

Od Leny CD Tobiasa

Kobieta przygryzła kciuk w figlarnym geście jeszcze mniej pruderyjnie obserwując mężczyznę wzrokiem, który mógł mówić, to jak bardzo była głodna tego mięsa, które trzymał teraz między udami. Wzięła głęboki wdech, jakby chciała wyczuć od niego smród testosteronu i skwaśniałej spermy, ale jedyne co dotarło do nozdrzy to męskie perfumy i woda kolońska. I pot, i ciało, o które chciała się tak brutalnie obijać tak jak wtedy, gdy pieprzył ją na tym samochodzie. Wzrok szybko przeniosła na menu, oblizała dolną wargę wyjmując z jego rąk kartę i przekartkowała stronę w poszukiwaniu czegoś konkretnego.  
— Proponuje makaron z sosem śmietanowym, z ziołami, kurczakiem i szparagami. I jeszcze jeden shot wódeczki, na drugą nóżkę. Za zdrowie ładnej pani. — oddała mu prosto w ręce menu, lekko kciukiem smagając po wierzchu dłoni z prowokacyjnym uśmieszkiem. — Opowiadaj jak w wielkim świecie. Byłeś już w Vegas? — uniosła brew ku górze. — Słyszałam o twoim wyjeździe, nawet zatęskniłam za twoim mięsem. Nie było to jednak długo, bo nie przyjęli mnie na wydział sztuki, do liceum na Brooklynie. Kurwa, ich strata.
Wzruszyła ramionami, szybko zamawiając posiłek, który wybrał brunet. 

Od Tobiasa CD Leny

Ból głowy przeistaczał się w lekką migrenę, przynajmniej w odczuciu mężczyzny, który śniadanie składające się z kieliszka wódki i kawy, pochłonął w oka mgnieniu. Przyzwyczaił się już do tego świdrującego otępienia, które z czasem stawało się mniej doskwierające. On teraz myślał o czym innym... o kimś innym...
- Nie po to dopytuję, by mieć to w dupie... - powiedział, również przybierając uśmiech eksponujący kły, może nie wyglądało to tak ponętnie, jak kobieta to zrobiła, lecz chciał oddać gest. Pobawić się trochę. - No i dobrze, nie ma co robić dodatkowych ekscesów, ważne że się rozstali i mogą stąd... gonić za szczęściem. - dokończył, lekko odwracając wzrok od kobiety, chwilowe przemyślenie nad tym, czym dla niego jest szczęście przebiło się teraz do jego myśli, jakby usilnie ta kontemplacja chciała wymusić się w jego głowie. Dawno temu porzucił normalne życie socjalne, podróże po stanach jakby wymusiły na nim zaprzestanie szukania tzw. spełnienia w osiadaniu w jednym miejscu.
Dlaczego miałoby to go nurtować, w końcu życie w ciągłej trasie go ekscytowało, łapanie chwili i wiatru we włosach to coś, czemu oddał się kompletnie...

Stok myśli, który teraz zakłębił jego umysł rozwiał się, a mężczyzna zwrócił uwagę na menu. które było wypisane na kredowej tablicy... Hmm...
- Polecisz mi może coś z menu? Zjadłbym coś... A i porozmawiałbym ze ślicznotką dłużej... - powiedział odwracając się do Leny powoli, eksponując swoje bielutkie zęby w wymownym uśmiechu. Z talii kart, która leżała na blacie, wyskoczyła jedna karta, po czym zaczęła tańczyć między palcami Tobiasa, eksponując jego zwinne i szybkie palce. Mężczyzna natomiast nadal utrzymywał kontakt wzrokowy z urodziwą kobietą. Hmmm, jakby tu się dostać na zaplecze... z nią... 

17.09.2019

Od Leny CD Tobiasa

Lena zarzuciła dłuższymi włosami na plecy starając się być przy tym niewinnie kokieteryjna, chociaż sam prowokacyjny wzrok i sposób bycia skutecznie jej to uniemożliwiał. Bluzka, którą miała na sobie również nie ułatwiała sprawy; piersi śmiało wyglądy z podłużnego dekoltu tak samo jak pożółkłe ramiączko starego biustonosza, chociaż nieco zużyta koronka mogła dodawać temu wszystkiemu lekkiego powabu. Jednym słowem — prowokowała i nawet nieumyślnie, bo ta czynność była wręcz uczepiona figlarnego charakteru i gdyby zniknęła, wtedy Lena nie czułaby się kompletnie sobą. Dlatego brnęła w tę mętną wodę chcąc dostrzec rezultat w postaci podziwu w oczach bruneta. Oblizała spierzchnięte usta zaróżowionym językiem, a ludzkie, nieco ostrzejsze kły wyszły na światło dzienne w ramach jeszcze większej prowokacji. Działało.
— Mama? Matka miała wyjebane. I tak spotykała się z kimś od miesięcy i... Zresztą. Pewnie masz to w dupie — zaśmiała się cicho, oparła łokcie o lepiący się bar i mimo tego, iż odczuwała brud na własnej skórze, to nie przeszło jej przez myśl, by go wytrzeć. Niedługo kończyła się jej zmiana. Miała wyjebane. — Mi też obeszło to obok chuja, nie moje życie. Mam własny kurwidołek i własne dziwki — poruszyła brwiami, uważnym spojrzeniem śledząc ubiór mężczyzny i zmęczoną twarz chcąc odkryć w niej to wszystko, co ich ostatniej, feralnej nocy. Te głębokie oczy, które wpatrywały się w nią jak w mięso, które miał ochotę pożreć i... Lena patrzyła na niego w ten sam sposób. Tobias należał do jednych z lepszych zdobyczy, jakie miała, nie liczyć jego ojca z którym nawiązała dość bliską relację. Niestety nie seksualną, traktował ją niestety jak córkę kumpla, nie jak kobietę, którą przecież kurwa była. No i był od niej starszy, patrząc po zmarszczkach na twarzy, grubo starszy a co za tym idzie — bardziej doświadczony, i to kurewsko ją pociągało. Minetka od starszego faceta, który chciał sprawić swojej kochance najlepszą noc życia... coś nie do podrobienia. 

16.09.2019

Od Tobiasa CD Leny

Cholera, dobra jest.
Cztery lata... Dla mężczyzny to był szmat czasu, chociaż przy przeglądając jej profil zauważył że jest urodzona w roku 1999... Cholerka była młodsza od niego o osiem lat, spowodowało to drobny uśmiech pod wąsem Tobiego, niewymuszony i trochę skonsternowany... Luki w pamięci nadal nie dawały mu spokoju, a migrujący skurwiel w postaci kaca nadal trzymał magika...
— Niestety kac morderca nawiedza mnie częściej niż świadkowie jehowy... — powiedział, po czym chwycił za kieliszek, przechylając go w ustach. Substancja rozlała się po gardle, a sam Tobias wstrząsnął się. 
Poczekał aż metaliczny smak wódki rozejdzie się, kilka głębokich oddechów wystarczyło, by zatrzymać odruch wymiotny. W końcu w piciu chociaż mu wychodziło...
Chwycił za filiżankę kawy, po czym oddał się powolnej degustacji. Słuchał kobiety z zaciekawieniem, jakoby takie odczucia w nim wzbudzała. Nadal nie pamiętał co dokładnie ich łączyło, przez co był w lekkiej konsternacji, gdy kobieta zapytała o jego ojca, ale gdy wspomniała o swoim rodzicielu, mężczyzna mało co się nie opluł ze śmiechu. Wpadł w niekontrolowany rechot, patrząc w oczy kobiecie. Nie rozśmieszyła go sytuacja, bardziej sposób w jaki kobieta ją przedstawiła.
— Z moim ojcem wszystko w porządku, ostatnio mało nie pobił sąsiedniego maga, bo pokłócili się o ryby... Coś tam krzyczał, że karasie jedzą gówno, czy coś takiego. — Rzekł popijając kawę. — Ale z twoim starszym to lepiej późno, niż w cale... A jak mama to przyjęła? I Ty... — powiedział, odchylając głowę na bok, i zaczesując wąs. Kobieta pobudziła w nim ciekawość, nie ma co do tego dwóch zdań... Ciekawiła go tylko ich wspólna przeszłość... Nie wiedział czy pod wpływem alkoholu nie zrobił czegoś, przez co ona mogła ucierpieć... Nie żeby o to dbał, po prostu ciekawski był z niego koleżka...

Lena?

Od Leny CD Tobiasa

Lena zarzuciła teatralnie długimi, splątanymi włosami i zaśmiała się cicho kręcąc głową widząc nieszczery uśmiech Tobiasa. Oblizała spierzchnięte wargi, przetarła przekrwione oko, a ciemne oczy wywróciły się jak na zawołanie, gdy usłyszała o niepamięci. 
— Cztery — poprawiła go, poprawiając drobną filiżankę do espresso jakie zamówił. Na twarzy kobiety pojawił się nieco zadziorny uśmiech, gdy dostrzegła ciemne oczy mężczyzny. Pamiętała je zbyt dobrze, chociaż ich ostatnia sceneria była inna. Ten moment, w którym w ciemnościach, w czeluściach garażu te oczy umiejscowione były pomiędzy jej udami. Gdy bździli się wpierw w basenie, później w garażu, a dokładniej — na masce samochodu, organizatora imprezy. Słodkie, wprawione usta, gdy robiły jej dobrze, gdy tego zażądała... Zabawiła się nim wtedy, a ich zabawy śniły jej się tygodniami od ich wyskoku. Później nadszedł jej facet, jego kolejna zdrada i... A reszta była już historią.
— Dzięki za komplement, ty też wyglądasz... niczego sobie. Chociaż, z tego co widzę, albo jesteś chory albo trawi cię kac. Albo masz cukrzycę, bo śmierdzisz alkoholem na kilometr. — zaśmiała się. — Co u mnie? — spytała, odsuwając się od niego. Na małą tackę wzięła całe jego zamówienie i położyła tuż przed nim, pamiętając o zasadach, jakie powinna przy tym zachować. — Nadal jestem w Seattle, to powinno powiedzieć ci wszystko. Stara bieda, stare śmieci... Przynajmniej wyrwałam się od swojego starego. — uśmiechnęła się figlarnie, opierając nie daleko niego łokciami o bar. — Opowiadaj lepiej co u ciebie. Jak ojciec? — zaczęła bawić się kosmykiem włosów oplątując go wokół swojego palca. — Mama? Nadal są małżeństwem? Moi się rozstali, matka wzięła do serca radę twojej mamusi i teraz pracuje w Vegas. Ojciec leci na fiuty, tak się okazało po dziesięciu latach małżeństwa. 

12.09.2019

Od Tobiasa CD Leny

W oczekiwaniu na swoje zamówienie, mężczyzna oddał się przeglądaniu twarzoksiążki, co mogło być dosyć dziwne, z faktu iż nadal miał założone okulary przeciwsłoneczne. Ból głowy nie ustępował, jedynie przestał się rozszerzać, co Tobiego zadowoliło już kompletnie. Był piątek, a on musiał spędzić jakoś to popołudnie, leczenie kaca przy pomocy wódki i kawy to dziwna kombinacja, lecz dla jego umysłu wystarczała by chociaż zahamować skutki uboczne poprzedniej nocy. No i była ona. Znajoma twarz, jakby kuglarz już spotkał się z nią, jakoby wyryła się w jego pamięci dość dobrze... Tylko skąd ja ją znam. Przypatrzył się kobiecie, gdy obsługiwała ekspres. Te charakterystyczne usta... Zadziorne spojrzenie, wykazujące zmęczenie egzystencją, jak i odzwierciedlające charakter... Cholera. Zaczął przeszukiwać listę znajomych, chwilę mu to zajęło, aczkolwiek w końcu zlokalizował profil kobiety. Lena. Imię które niestety nie wyryło mu się w pamięci tak dobrze, jak twarz 20-latki. Zdjął okulary przeciwsłoneczne, złożył je na stoliku, przecierając tym samym obdarty blat z paprochów, prawdopodobnie zostawionych przez poprzednich klientów tego jakże zacnego kurwidołka. Jakby tu nie wyjść na chama i ignoranta jednocześnie...

Mężczyzna uśmiechnął się, ubierając swój uśmieszek, jak i zaczął przeglądać talię kart, w poszukiwaniu właściwego jopka... Układanie pasjansa z tej talii mogło skończyć się wyrwanymi kończynami, lukami w pamięci osób postronnych jak i całkowitą anihilacją zacnej restauracji, dlatego Tobias ostrożnie przeglądał karty, by pod żadnym pozorem nie weszły w kontakt z pierścieniem na jego prawej dłoni, który by je aktywował.
— Dawno żeśmy się nie widzieli... Widzę że się trzymasz nieźle, Leno. — Zaczął powoli. — Ile to już? Dwa? Trzy lata? — mówił dalej, próbował jakoś zacząć konwersację, dla lepszego spędzenia czasu, w końcu miał go pod dostatkiem, tak samo jak i kobieta do której mówił... Brak klientów... Brak świadków... Jedyne co zostało, to migrena i nieszczery uśmiech Tobiasa...
— Opowiadaj co tam u ciebie, jak się trzymasz i tak dalej...


Lena?

11.09.2019

Od Leny CD Tobiasa

Była jebaną artystką, mimo to nadal musiała popierdalać do zwykłej roboty niczym nic nie warty śmieć, chociaż przecież miała tyle talentu na którym mogła zarobić. Jednak życie skręciło w tą stronę, której nie chciała i wylądowała... tutaj. Ciemne ślepia dziewczyny prześlizgnęły się po obskurnym barze i z wyższością zaczęła obserwować wszystkich klientów, którzy zasiadali w ogromnych, nieco podniszczonych fotelach. Oblizała spierzchnięte usta opierając się plecami o jedną z drewnianych ścian, mocniej związała włosy. Wtedy przyszedł  on. Znała go doskonale. Jak miałaby go nie poznać? Pierwsze zauroczenie z podstawówki, w którym durzyła się aż do czwartej klasy, gdy założyli jej aparat na zęby i... Kilka lat później pieprzyła się z nim po pijanemu w basenie na jednej z imprez, gdy cała reszta była bardziej zajęta chlaniem niż oglądaniem się po towarzystwie. Pamiętała go, a on najwyraźniej... Zagryzła wargi słysząc powitanie, sama kiwnęła głową i wymusiła uśmiech na twarzy podchodząc bliżej baru. 
Wódka? Na początek dnia? Lena zaśmiała się cicho nabijając do kolby ekspresu sporą ilość kawy, wcisnęła jeden z guziczków i podstawiła białą, drobną filiżaneczkę. 
— Dzień dobry, już się robi wódka z espresso...
Spojrzała po nim z niemałym zainteresowaniem. Pamiętała tę twarz aż nazbyt dobrze, głównie przez fakt, że był drugim facetem z jakim uprawiała seks. Pierwszy był jej chłopak, który rzucił ją tydzień przed seksem z tym jegomościem. A teraz ma już żonę i małą córeczkę. Ona nadal była sama. 

8.09.2019

Od Tobiasa do Leny

Obudziło go powiadomienie z Facebooka... Jakieś wydarzenie w okolicy... Ja pierdolę, przecież ja nawet nie wiem gdzie to jest. No cóż, powrót do snu. Zaraz. Drugie spojrzenie na telefon uświadomiło mężczyźnie, iż doba hotelowa dobiega końca za niecałe 15 minut. Kurwa.
Tobias wstał z łóżka, właściwie to zsunął się z niego leniwie, okrakiem lądując na podłogę. Gdy wyprostował się, piorunujący ból głowy, efekt dnia wczorajszego uderzył w niego niczym dzik szarżujący w paśnik. Ożesz. Kuglarz ledwo utrzymał równowagę w pozycji wyprostowanej, jednak udało mu się otworzyć drzwi do łazienki, jak i dostać się do kabiny prysznicowej, po poprzednim pozbyciu się części garderoby z ciała. Dopiero pod prysznicem rzeczywistość wróciła na odpowiednią oś, taką, którą mężczyzna mógł podążać. Zabalował nieźle, jakoby ból głowy wymieszany był z mętnością towarzyszącą upojeniu alkoholowemu, nie wytrzeźwiał do końca.

Gdy wyszedł z pod prysznica, złapał za suszarkę w celu wysuszenia swoich przydługich czarnych włosów. Te nie miały zamiaru się układać w jakąkolwiek stronę, często właziły mu do oczu, lecz mężczyzna przywykł do tego, odruchowo już poprawiał je na bok. Mężczyzna popatrzył w lustro przez dłuższą chwilę, mianowicie piwne oczy przykuły jego uwagę najbardziej. Boże daj mi siłę, bym kurwa dzisiejszy dzień nie musiał kończyć na czworaka. Kuglarz sam siebie rozśmieszył, od co nie widział w tym nic złego. Wyszedł z łazienki w ręczniku, sprawdził dla pewności czy nie zgubił niczego w amoku alkoholowej rozpusty. Telefon. Portfel. Fajki. Karty. Zawartość kieszeni na szczęście się zgadzała, całe szczęście, bo Tobi nie miał zamiaru wydawać kolejnych paruset dolarów na telefon w razie jego zguby. Albo na odszkodowanie w razie zguby kart.

 Ogarnięcie się i spakowanie rzeczy do torby nie zajęło mu długo, punkt jedenasta zostawił kluczyk do pokoju w recepcji, wymeldowując się tym samym z hotelu. Założył okulary przeciwsłoneczne, jakoby widok promieni słonecznych rozpościerających się po zachmurzonym niebie to coś, co jedynie irytowało jedynie jego światłowstręt i kaca. Wszedł do pubu na rogu, nie zdjął nawet okularów, po prostu położył torbę na krześle przed barem, obdrapane meble jak i ciekawe zapachy nie przeszkadzały mu tak mocno, co migrujący ból głowy. Lekko zerknął spode łba na baristkę, Cholera... Twarz niby znajoma... Po czym wyciągnął z portfela zmiętą dwudziestodolarówkę, kładąc ją przed kobietą.
 — Espresso i... Szota wódki poproszę. Reszty nie trzeba.  — powiedział, po czym obdarował kobietę kiwnięciem głowy, jednocześnie zaczął przeglądać sociale na telefonie.

Lena?
Szablon
synestezja
panda graphics