Mężczyzna dosłownie oszalał na punkcie czarownicy, a gdy ujrzał ją w
czarnej bieliźnie, nie hamował się w swoich czynach, budząc tym swoje
wewnętrzne zwierze. Chciał jak najbardziej zadowolić brunetkę, co po
kilku godzinach udało mu się osiągnąć, a gdy oby dwoje byli wykończeni,
zasnęli wtuleni w swoje nagie ciała.
W godzinach przedpołudniowych
pierwszy obudził się Nathaniel, który przez kilka minut obserwował
śpiącą Taigę. Nie mógł powstrzymać się od patrzenia na nią, lecz miał w
planach przygotowanie dobrego śniadania, tudzież obiadu ze względu na
aktualną godzinę. Delikatnie pocałował ją w czoło i cicho wstał, udając
się do łazienki, w której doprowadził siebie do ładu, biorąc prysznic i
ubierając luźny, lecz dobrze wyglądający, ubiór. Następnie udał się do
kuchni, którą w większości posprzątał i dopiero po tym zabrał się za
posiłek.
Gdy obiadowa potrawa była już gotowa, z łazienki wyłoniła
się Taiga, która samą swoją obecnością wywołała uśmiech na twarzy maga.
— Dzień dobry. — przywitał miło — Jak się spało? — spytał podając do stołu.
— Dobrze. — odpowiedziała spokojnie podchodząc do przyjaciela, którego przywitała delikatnym pocałunkiem.
Po
krótkiej wymianie zdań oby dwoje zasiedli do stołu i przystąpili do
spożycia posiłku, popijając przy tym ciepłą herbatę. Nathaniel od wielu
lat nie czuł się tak dobrze w obecności kobiety, gdyż czuł coś do Taigi,
lecz wolał powstrzymać się od wyznań i upewnić się, że to, co czuje,
jest prawdziwe.
W godzinach popołudniowych, gdy para przyjaciół
odpoczywała w salonie, do domu wszedł Adiel, który w dłoni trzymał
swoją torbę z ciuchami. Gdy młodociany zauważył czarownicę siedzącą obok
elfa, szybkim krokiem skierował się do swojego pokoju, mocno zamykając
za sobą drzwi. Powstały przy tym huk wzdrygnął starszego elfa, który
przeprosił swoją towarzyszkę i ze spokojem udał się za swoim synem.
— Coś się stało? — zapytał, siadając w fotelu naprzeciwko chłopaka.
— Co ona tutaj robi? — spojrzał na ojca.
—
Po pierwsze nie odpowiada się pytaniem na pytanie, po drugie nie "ona"
tylko Taiga, po trzecie Taiga może przebywać w tym domu. — mówił
spokojnie, lecz ze znacznym wzrokiem, który złamał młodocianego.
— Przepraszam. — rzekł po dłuższej chwili.
— Myślę, że Taiga nie jest powodem Twoich nerwów. — powiedział elf uważnie przyglądając się Adielowi.
—
Nie chce teraz o tym rozmawiać. — odpowiedział uciekając wzrokiem od
bruneta — Jestem zmęczony. — dodał, kładąc się na swoje łóżko.
Nathaniel uszanował decyzję syna i opuścił pokój, by ten mógł odpocząć.
— Coś mu się stało? — zapytała ciemnowłosa, wracając wzrokiem na bruneta.
—
Coś na pewno, lecz nic mi nie powiedział. — odpowiedział siadając obok
towarzyszki — Ładna dzisiaj pogoda. — zmienił zaraz temat — Może
przejdziemy się po okolicy? — spytał spokojnie.
Taiga?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathaniel&Taiga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathaniel&Taiga. Pokaż wszystkie posty
2.03.2020
Od Taigi CD Nathaniela
Wino przyjemnie szumiało w mojej głowie, a ciało było odprężone i zrelaksowane. Towarzystwo Natha
tylko potęgowało ten stan. Patrząc na niego, nie mogłam powstrzymać się
od uśmiechu, jak po którymś spotkaniu, miałam świadomość, że przestaje
na niego patrzeć jak na zwykłego kolegę, czy też przyjaciela. Po tych
wszystkich przejściach, po wylanych łzach, godzinach śmiania się,
chwilach spędzonych w ciszy, podczas których po prostu siedzieliśmy
blisko siebie. Różnica wieku, doświadczenia życiowe, to wszystko się
rozmywało, gdy patrzyłam w jego niebieskie, a nawet wchodzące w szarość
oczy. Wstałam z kanapy, chcąc dosięgnąć butelkę wina i dolać nam nieco
trunku do kieliszków, ale niestety delikatnie straciłam równowagę, a
dzięki refleksowi strażaka opadłam idealnie na jego kolana. Włosy
opadały mi na jedną stronę, a mój wzrok szybko spotkał się z jego, w
którym wręcz można było dostrzec żar..
Nie to już nie był żar, a żywy ogień. Każdy jego dotyk, wyszeptane
słowo, sprawiało, że traciłam rozum. Jedyne co miałam w głowie to, to
aby nie przestawał. Dłonie mimowolnie znalazły się na jego torsie, a
zaraz po tym i na brzuchu. Nawet przez koszulkę doskonale czuć było
wszystkie jego mięśnie. Kiedy oderwał się od mojej szyi i raz jeszcze
spojrzał mi głęboko w oczy, doznałam dreszczów, które przeszły przez
całe ciało. Czułam się, jak nastolatka, która zaraz ma zapalić swojego
pierwszego papierosa, przeżyć swój pierwszy raz z kimś, kto przysłania
jej cały świat. Delikatny pocałunek przechodził stopniowo w coraz
bardziej namiętny. Oboje chcieliśmy teraz jednego, jednak żadne z nas
nie chciało tego powiedzieć głośno. Przyległam jeszcze bardziej do jego
ciała, a jedną dłoń zanurzyłam w jego włosach.
- Nathaniel - wyszeptałam mu prosto w usta.
- Tak? - Ciepła męska dłoń przesunęła się po rozpalonym już policzku, wywołując w ten sposób niewielki, a może nawet i nieśmiały uśmiech.
- Wiesz... - Przygryzłam wargę, odgarniając włosy i przybliżając usta do jego ucha - Nie pokazywałeś mi swojej sypialni - Mruknęłam, składając kilka pocałunków na jego szyi, czując piękny, naturalny zapach jego skóry. Zdecydowanie można się od tego uzależnić.
- Jesteś pewna? - Przytulił mnie do siebie.
- Jak niczego innego - Zapewniłam, odsuwając się i wstając. Wysunęłam dłoń w jego kierunku, czekając, aż ją chwycił, co nie trwało długo.
Szybko znaleźliśmy się w jego pokoju, a jeszcze szybciej na wygodnym łóżku. Nathaniel znajdował się nade mną, obsypując szyję i obojczyki pocałunkami i wciąż schodził coraz niżej, w czym przeszkadzał mu materiał sukienki. Gdy jego dłoń znalazła się na moim udzie, nie chciałam już czekać dłużej. Objęłam go nogami w pasie i odpychając się dłońmi, wywinęliśmy się tak, że teraz to on leżał, a ja siedziałam na nim okrakiem. Jednym ruchem pozbyłam się zbędnej sukienki, zostając jedynie w czarnej bieliźnie. Złapałam za kraniec jego koszulki, aby również i tego się pozbyć, ale raz jeszcze mnie powstrzymał.
- Jeśli masz wątpliwości, możemy przestać - Objął moją dłoń, głaszcząc wierzchnią część swoim kciukiem.
- Nathaniel. Myślisz, że jakbym miała wątpliwości, to bym Cię rozbierała? - Uśmiechnęłam się, a wolną ręką odpięłam stanik, rzucając go gdzieś za siebie. - Chce tego tak samo jak Ty - Nachyliłam się, aby go pocałować i teraz już bez problemów pozbyliśmy się jego koszulki... spodni... bokserek... Moje usta wręcz nie mogły się oderwać od jego rozpalonej skóry, pragnęłam go całą sobą, teraz, w tej chwili.
Nath?
- Nathaniel - wyszeptałam mu prosto w usta.
- Tak? - Ciepła męska dłoń przesunęła się po rozpalonym już policzku, wywołując w ten sposób niewielki, a może nawet i nieśmiały uśmiech.
- Wiesz... - Przygryzłam wargę, odgarniając włosy i przybliżając usta do jego ucha - Nie pokazywałeś mi swojej sypialni - Mruknęłam, składając kilka pocałunków na jego szyi, czując piękny, naturalny zapach jego skóry. Zdecydowanie można się od tego uzależnić.
- Jesteś pewna? - Przytulił mnie do siebie.- Jak niczego innego - Zapewniłam, odsuwając się i wstając. Wysunęłam dłoń w jego kierunku, czekając, aż ją chwycił, co nie trwało długo.
Szybko znaleźliśmy się w jego pokoju, a jeszcze szybciej na wygodnym łóżku. Nathaniel znajdował się nade mną, obsypując szyję i obojczyki pocałunkami i wciąż schodził coraz niżej, w czym przeszkadzał mu materiał sukienki. Gdy jego dłoń znalazła się na moim udzie, nie chciałam już czekać dłużej. Objęłam go nogami w pasie i odpychając się dłońmi, wywinęliśmy się tak, że teraz to on leżał, a ja siedziałam na nim okrakiem. Jednym ruchem pozbyłam się zbędnej sukienki, zostając jedynie w czarnej bieliźnie. Złapałam za kraniec jego koszulki, aby również i tego się pozbyć, ale raz jeszcze mnie powstrzymał.
- Jeśli masz wątpliwości, możemy przestać - Objął moją dłoń, głaszcząc wierzchnią część swoim kciukiem.
- Nathaniel. Myślisz, że jakbym miała wątpliwości, to bym Cię rozbierała? - Uśmiechnęłam się, a wolną ręką odpięłam stanik, rzucając go gdzieś za siebie. - Chce tego tak samo jak Ty - Nachyliłam się, aby go pocałować i teraz już bez problemów pozbyliśmy się jego koszulki... spodni... bokserek... Moje usta wręcz nie mogły się oderwać od jego rozpalonej skóry, pragnęłam go całą sobą, teraz, w tej chwili.
Nath?
27.12.2019
Od Nathaniela CD Taigi
Gdy Nathaniel wrócił do swojej posiadłości, zajął się dopieszczeniem każdego z pomieszczeń, gdyż jak to elf, lubi żyć w ładzie i porządku, a że sprzątaczka była rano, wszystko zdążyło się z lekka okurzyć. To jednak nie było problemem dla maga, gdyż wspomógł się kilkoma czarami, które nie zużyły za wiele energii. Po zakończeniu porządków zajął się sobą, biorąc długa oraz ciepłą kąpiel, która rozluźniła jego wcześniej spięte ciało. Następnie ubrał na siebie wizytowe, a zarazem luźne ubranie, unikając garnituru oraz ciasnych krawatów, co mogłoby nie pasować do obecnego spotkania. W końcu nie jest to dokładnie randka, a raczej wspólne spotkanie na kolacji. Dobra, każdy wie czym to się skończy, ale nim do tego dojdzie, trzeba jakoś zaimponować kobiecie i pokazać, że mężczyzna w kuchni też jest dobry. Tak więc, gdy stół był już przyszykowany, a potrawy ukończone, w skromnych progach pojawiła się Taiga, której wygląd spowodował uśmiech na twarzy elfa.
— Co u Aidela? Jak trzyma się po ostatniej sytuacji? — zapytała po spożyciu jednego z posiłków.
— Jest dobrze. Jego pamięć wróciła i bardziej siebie kontroluje. — odpowiedział spokojnie — Zaczął nawet jeździć na spotkania elfów, co bardzo mnie cieszy. — dodał z delikatnym uśmiechem.
— To dobrze. Bardziej otworzy się do innych. Nie zdziwiłabym się, gdyby niedługo przyprowadził do domu jakąś ładną elfkę. — stwierdziła spoglądając na przyjaciela.
— Nie widzę w tym problemu. — zaśmiał się cicho — Może być nawet czarownica. — dodał mrugając do kobiety.
Gdy posiłek dobiegł końca, para przyjaciół przesiadła się na kanapę, włączając przy tym jakiś film, który leciał w tle ich rozmów. Tak bardzo się dogadywali, że nie zauważyli już drugiej pustej butelki wina.
— W sumie czemu akurat zawód strażaka? — zapytała po chwili śmiechu.
— Cóż, od zawsze lubiłem pomagać, a że do straży nie potrzeba wielkich szkoleń, przyjęli mnie prawie od razu. — wyjaśnił — Chociaż bardziej wolę wzniecać ogień, niż go gasić. — dodał spoglądając znacznie na czarownicę, która cicho się zaśmiała.
— Tak, tak, piromanie. To chyba nie jest zgodne z zasadami strażaka.. — dodała udając zamyślenie.
Gdy kobieta wstała z kanapy, pewnie w celu rozprostowania się, zrobiła kilka kroków w kierunku bruneta, a że być może za szybko wstała, lekko zachwiała się i wpadła na przyjaciela, a żeby nie nabawić się urazów, ciemnowłosy chwycił czarownicę i wygodnie posadził ją na swoich kolanach.
— Wiesz, zdarza mi się być niegrzeczny.. — powiedział półszeptem, delikatnie sunąc dłońmi po udach przyjaciółki — Tak jak teraz. — dodał z zawadiackim uśmiechem, zatrzymując dłonie na pośladkach kobiety, żeby móc przysunąć ją bliżej siebie.
— A myślałam, że elfy są zawsze grzeczne. — mruknęła opierając dłonie na ramionach bruneta.
— Ależ oczywiście, lecz to się zmienia, gdy pojawia się tak piękna kobieta. — odpowiedział, sunąc dłońmi po plecach brunetki. — Wtedy jest bardzo niebezpiecznie. — szepnął do jej ucha i delikatnie pocałował jej szyję, a gdy spokojnie odetchnął, łapiąc tym piękny zapach kobiety, jego zmysły oszalały.
Nie mógł się powstrzymać i delikatne pocałunki stały się bardziej namiętne, co Taidze chyba się spodobało, ba, nawet nie stawiała oporu, a jej ciało delikatnie drżało pod wpływem czułego dotyku. Gdy ich spojrzenia na nowo się spotkały, mężczyzna złożył delikatny pocałunek na ustach przyjaciółki, gdyż choć jej pragnął i z chęcią zerwałby z niej jej ubranie, to wolał się upewnić, że kobieta nie ma nic przeciwko.
Taiga?
— Co u Aidela? Jak trzyma się po ostatniej sytuacji? — zapytała po spożyciu jednego z posiłków.
— Jest dobrze. Jego pamięć wróciła i bardziej siebie kontroluje. — odpowiedział spokojnie — Zaczął nawet jeździć na spotkania elfów, co bardzo mnie cieszy. — dodał z delikatnym uśmiechem.
— To dobrze. Bardziej otworzy się do innych. Nie zdziwiłabym się, gdyby niedługo przyprowadził do domu jakąś ładną elfkę. — stwierdziła spoglądając na przyjaciela.
— Nie widzę w tym problemu. — zaśmiał się cicho — Może być nawet czarownica. — dodał mrugając do kobiety.
Gdy posiłek dobiegł końca, para przyjaciół przesiadła się na kanapę, włączając przy tym jakiś film, który leciał w tle ich rozmów. Tak bardzo się dogadywali, że nie zauważyli już drugiej pustej butelki wina.
— W sumie czemu akurat zawód strażaka? — zapytała po chwili śmiechu.
— Cóż, od zawsze lubiłem pomagać, a że do straży nie potrzeba wielkich szkoleń, przyjęli mnie prawie od razu. — wyjaśnił — Chociaż bardziej wolę wzniecać ogień, niż go gasić. — dodał spoglądając znacznie na czarownicę, która cicho się zaśmiała.
— Tak, tak, piromanie. To chyba nie jest zgodne z zasadami strażaka.. — dodała udając zamyślenie.
Gdy kobieta wstała z kanapy, pewnie w celu rozprostowania się, zrobiła kilka kroków w kierunku bruneta, a że być może za szybko wstała, lekko zachwiała się i wpadła na przyjaciela, a żeby nie nabawić się urazów, ciemnowłosy chwycił czarownicę i wygodnie posadził ją na swoich kolanach.
— Wiesz, zdarza mi się być niegrzeczny.. — powiedział półszeptem, delikatnie sunąc dłońmi po udach przyjaciółki — Tak jak teraz. — dodał z zawadiackim uśmiechem, zatrzymując dłonie na pośladkach kobiety, żeby móc przysunąć ją bliżej siebie.
— A myślałam, że elfy są zawsze grzeczne. — mruknęła opierając dłonie na ramionach bruneta.
— Ależ oczywiście, lecz to się zmienia, gdy pojawia się tak piękna kobieta. — odpowiedział, sunąc dłońmi po plecach brunetki. — Wtedy jest bardzo niebezpiecznie. — szepnął do jej ucha i delikatnie pocałował jej szyję, a gdy spokojnie odetchnął, łapiąc tym piękny zapach kobiety, jego zmysły oszalały.
Nie mógł się powstrzymać i delikatne pocałunki stały się bardziej namiętne, co Taidze chyba się spodobało, ba, nawet nie stawiała oporu, a jej ciało delikatnie drżało pod wpływem czułego dotyku. Gdy ich spojrzenia na nowo się spotkały, mężczyzna złożył delikatny pocałunek na ustach przyjaciółki, gdyż choć jej pragnął i z chęcią zerwałby z niej jej ubranie, to wolał się upewnić, że kobieta nie ma nic przeciwko.
Taiga?
6.12.2019
Od Taigi CD Nathaniela
Ucieszyłam się na widok Nathaniela
w kawiarni. Przez ostatnie tygodnie stał się dla mnie bliski. Lubiłam
spędzać z nim czas, a przez jego spokojną aurę, nawet najgorszy dzień w
jego obecności odchodził w niepamięć. Dlatego, kiedy ponownie zobaczyłam
go przy ladzie, nawet bez pytania podałam mu jego ulubioną kawę i
ciasto marchwiowe z miodem, które w ostatnich dniach robiło u nas
furorę. Kiedy usłyszałam jego propozycję, a raczej już stwierdzenie, że
mam do niego wpaść na noc, wywołało u mnie cichy śmiech.
- Czy Ty już wszystko zaplanowałeś? - Podniosłam jedną brew, na co tylko włożył kawałek ciasta do ust, unosząc kącik ust - Bo zaraz pomyślę, że na jakąś randkę mnie zapraszasz - Oparłam się o ladę, stojąc po drugiej stronie, tak że miałam przed swoją twarzą jego osobę.
- A nawet jeśli, to czy to byłoby coś złego? - Mówił to swoim spokojnym tonem, przez co ciężko mi było opanować zadziorny uśmiech.
- No wiesz - Zbliżyłam się delikatnie, stając na palcach, niestety wzrostu nie można oszukać, zwłaszcza różnicy, która jest między nami - Proponujesz mi kolację ze śniadaniem, nie wiem, czy jesteś gotowy na takie doznania - Dmuchnęłam, układając powoli usta w niewielki dzióbek, aby pod wpływem ciepłego powietrza, jego włosy się poruszyły.
- Czy Ty mnie nie doceniasz? - Odłożył widelczyk i zbliżył się do mnie, tak że nasze nosy prawie się stykały.
- Taiga.... Mogę Cię prosić, mam problem z ekspresem, coś się zacięło... - Mruknęła jedna z kelnerek, stojąc metr od nas. Odwróciłam głowę w jej stronę i nią skinęłam, stając w normalnej pozycji.
- Już idę. - Odwróciłam się jeszcze do strażaka - Będę o 20, ciasto na koszt firmy - Mrugnęłam do niego, idąc do dziewczyny, która potrzebowała pomocy. Zacięcie nie było niczym problematycznym, ale mimo to musiałam trochę postać przy maszynie, aby znów chodziła jak należy. Gdy wróciłam na główną salę, mojego towarzysza już nie było. Przy jego filiżance, która była już pusta leżała serwetka, z krótkim liścikiem. "Tylko nie jedz kolacji. Nath". Pokiwałam rozbawiona głową i schowałam owy list do kieszeni, wracając do pracy.
W domu byłam jeszcze przed 18, więc miałam sporo czasu, aby się trochę ogarnąć i wybrać odpowiednie ubrania. Po prysznicu stojąc z mokrymi włosami i czarnej bieliźnie zastanawiałam się, co powinnam ubrać. Czy wypada mi iść w zwykłych dżinsach i bluzie? No chyba nie zbyt. Jednak nie ubiorę też obcisłej sukienki i szpilek, wtedy będzie myślał, że chce go tylko zaciągnąć do łóżka. Ostatecznie zdecydowałam się założyć bordową rozkloszowaną spódniczkę, która była przed kolano, do tego zakolanówki i szarą przylegającą bluzkę, z długim rękawem. Do tego czarne buty na słupku. Wyprostowałam także włosy i pomalowałam się, jednak tak, żeby wyglądać na naturalną. Delikatny naszyjnik ze srebra, najlepsze perfumy, jakie miałam w szafce i byłam gotowa do wyjścia. Wzięłam również, kilka rzeczy na jutro, żeby się przebrać, które spakowałam do sportowej torby, którą wrzuciłam do samochodu. Nie często nim jeździłam, gdyż preferowałam spacery, jednak w tej chwili nie miałam ochoty na długie spacery. Zaparkowałam pod jego domem i już po chwili wpuścił mnie do środka.
- Mmm, co gotujesz? Pachnie świetnie - Uśmiechnęłam się, czując od progu cudowny zapach pieczonego mięsa, połączonego z warzywami i czymś jeszcze, czego nie mogłam zidentyfikować.
- W naszej kulturze jest to dosyć popularne danie, co prawda nie miałem wszystkich składników, więc jest kilka zamienników, ale mam nadzieję, że będzie Ci smakować - Uśmiechnął się, zabierając ode mnie skórzaną kurtkę.
- Pachnie nieziemsko, więc aż jestem ciekawa, jak to smakuje - Przyznałam z uśmiechem, patrząc na niego. W salonie były już uszykowane talerze, sztućce, kieliszki do wina, a także kilka świeczek, które stały na środku. Zaczęłam podejrzewać, że naprawdę zaprosił mnie na randkę, a na samą myśl o tym, zaczęłam się uśmiechać.
Nath?
- Czy Ty już wszystko zaplanowałeś? - Podniosłam jedną brew, na co tylko włożył kawałek ciasta do ust, unosząc kącik ust - Bo zaraz pomyślę, że na jakąś randkę mnie zapraszasz - Oparłam się o ladę, stojąc po drugiej stronie, tak że miałam przed swoją twarzą jego osobę.
- A nawet jeśli, to czy to byłoby coś złego? - Mówił to swoim spokojnym tonem, przez co ciężko mi było opanować zadziorny uśmiech.
- No wiesz - Zbliżyłam się delikatnie, stając na palcach, niestety wzrostu nie można oszukać, zwłaszcza różnicy, która jest między nami - Proponujesz mi kolację ze śniadaniem, nie wiem, czy jesteś gotowy na takie doznania - Dmuchnęłam, układając powoli usta w niewielki dzióbek, aby pod wpływem ciepłego powietrza, jego włosy się poruszyły.
- Czy Ty mnie nie doceniasz? - Odłożył widelczyk i zbliżył się do mnie, tak że nasze nosy prawie się stykały.
- Taiga.... Mogę Cię prosić, mam problem z ekspresem, coś się zacięło... - Mruknęła jedna z kelnerek, stojąc metr od nas. Odwróciłam głowę w jej stronę i nią skinęłam, stając w normalnej pozycji.
- Już idę. - Odwróciłam się jeszcze do strażaka - Będę o 20, ciasto na koszt firmy - Mrugnęłam do niego, idąc do dziewczyny, która potrzebowała pomocy. Zacięcie nie było niczym problematycznym, ale mimo to musiałam trochę postać przy maszynie, aby znów chodziła jak należy. Gdy wróciłam na główną salę, mojego towarzysza już nie było. Przy jego filiżance, która była już pusta leżała serwetka, z krótkim liścikiem. "Tylko nie jedz kolacji. Nath". Pokiwałam rozbawiona głową i schowałam owy list do kieszeni, wracając do pracy.
W domu byłam jeszcze przed 18, więc miałam sporo czasu, aby się trochę ogarnąć i wybrać odpowiednie ubrania. Po prysznicu stojąc z mokrymi włosami i czarnej bieliźnie zastanawiałam się, co powinnam ubrać. Czy wypada mi iść w zwykłych dżinsach i bluzie? No chyba nie zbyt. Jednak nie ubiorę też obcisłej sukienki i szpilek, wtedy będzie myślał, że chce go tylko zaciągnąć do łóżka. Ostatecznie zdecydowałam się założyć bordową rozkloszowaną spódniczkę, która była przed kolano, do tego zakolanówki i szarą przylegającą bluzkę, z długim rękawem. Do tego czarne buty na słupku. Wyprostowałam także włosy i pomalowałam się, jednak tak, żeby wyglądać na naturalną. Delikatny naszyjnik ze srebra, najlepsze perfumy, jakie miałam w szafce i byłam gotowa do wyjścia. Wzięłam również, kilka rzeczy na jutro, żeby się przebrać, które spakowałam do sportowej torby, którą wrzuciłam do samochodu. Nie często nim jeździłam, gdyż preferowałam spacery, jednak w tej chwili nie miałam ochoty na długie spacery. Zaparkowałam pod jego domem i już po chwili wpuścił mnie do środka.
- Mmm, co gotujesz? Pachnie świetnie - Uśmiechnęłam się, czując od progu cudowny zapach pieczonego mięsa, połączonego z warzywami i czymś jeszcze, czego nie mogłam zidentyfikować.
- W naszej kulturze jest to dosyć popularne danie, co prawda nie miałem wszystkich składników, więc jest kilka zamienników, ale mam nadzieję, że będzie Ci smakować - Uśmiechnął się, zabierając ode mnie skórzaną kurtkę.
- Pachnie nieziemsko, więc aż jestem ciekawa, jak to smakuje - Przyznałam z uśmiechem, patrząc na niego. W salonie były już uszykowane talerze, sztućce, kieliszki do wina, a także kilka świeczek, które stały na środku. Zaczęłam podejrzewać, że naprawdę zaprosił mnie na randkę, a na samą myśl o tym, zaczęłam się uśmiechać.
Nath?
1.12.2019
Od Nathaniela CD Taigi
Gdy mężczyzna wysłuchał najgorszej randki swojej przyjaciółki, wzdrygnął się niewidocznie i cicho westchnął, delikatnie się uśmiechając.
— Cóż. Widać, że romantyzm nie był jego mocną stroną. — powiedział mag, spoglądając na towarzyszkę — Nam by nawet coś takiego przez myśl nie przeszło, żeby wręczać kobiecie taki.. podarunek. — dodał spokojnie, lekko przy tym wzdychając.
— Normalny człowiek nie daje takich prezentów. — zaśmiała się cicho, zerkając zaraz na elfa — A Ty, miałeś w swoim życiu również dziwne spotkania z kobietami? — zapytała zaraz.
— U nas trochę inaczej to wygląda. — zaczął — A przynajmniej tak jest w moim świecie, gdzie mężczyzna łączący się z jedną kobietą na całe życie. On uwodzi ją głosem, przyjemnym tonem.. — mówił, prezentując wyćwiczoną tonację głosu, co spowodowało uśmiech na twarzy brunetki — Oraz licznymi podarunkami w postaci kwiatów, klejnotów lub innych świecidełek. Natomiast Ona.. nie musi robić nic. Wystarczy, że jest. — dodał, kończąc tym swoją wypowiedź.
— A jeśli kobieta nie przyjmowała prezentów? — spytała z ciekawości.
— Szukało się innej lub walczyło się o serce wybranki. — odpowiedział — Odkąd jestem tutaj, nie trzymam się tych zasad. Odzwyczaiłem się, a nikt też mnie za to nie ukaże. — dodał z krótkim śmiechem.
— Fakt. Tutaj jest większa swoboda pod tym względem. — przyznała, zerkając na bruneta.
Gdy temat randek dobiegł końca, przyjaciele przeszli na inne tematy, kontynuując tym swoją rozmowę. Widać było, że dobrze czują się w swoim towarzystwie i nawet nie przeszkadzały im momenty ciszy, które kilka razy zapadły. Słoneczna pogoda podtrzymywała przyjaciół w świetnym humorze, co poskutkowało licznym śmiechem z różnych historii z życia wziętych i choć niektóre były naprawdę głupie, oni się tym nie przejmowali. Rozmawiali ze sobą, jakby znali się co najmniej kilka lat.
— Nie boisz się reakcji Adiela, gdy poznasz jakąś kobietę? — zapytała Taiga, kontynuując zaczęty temat.
— Na pewno będzie się buntował, ale z czasem mu przejdzie. — odpowiedział spokojnie — Był bardzo przywiązany do Valeríí, swojej matki, że po jej śmierci zamknął się w sobie na kilka miesięcy. Do dzisiaj ją wspomina i mówi, że nie chce mieć obcej kobiety za matkę. — dodał, ciężko przy tym wzdychając.
— Pogodzi się z tym, na pewno. — powiedziała brunetka.
— Coś planujesz? — zerknął z uśmiechem na kobietę, które zaraz skryła swoje rumieńce, odwracając wzrok przed siebie.
— Co? Niee. — odpowiedziała, co wywołało przyjemny śmiech u maga — Tak tylko mówię, dobra? — dodała, szturchając z lekka rozbawionego mężczyznę.
— No dobrze. Już się tak nie denerwuj, bo zmarszczki Ci od złości wyjdą. — powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
— A Ty co się tak szczerzysz? — stanęła naprzeciw bruneta.
— Bo mogę, niziołku. — odpowiedział przyjemnym tonem — Tego mi nie zabronisz. — dodał pół szeptem, zbliżając się do kobiety.
W tym też momencie zrobiło się dość gorąco, lecz nie przez pogodę, a raczej przez delikatny romans przyjaciół i prawie doszłoby do pocałunku, gdyby nie przerwał im nagły wystrzał z broni palnej. Była to broń myśliwska, a za tym myśliwi, którzy postanowili popolować sobie w pobliskim lesie. To też zniszczyło przyjemną atmosferę, co zmusiło dwójkę kochanków do zawrócenia w kierunku parku, gdzie wcześniej doszło do spotkania.
Po dotarciu na miejsce, oby dwoje przycupnęli na drewnianej ławce, by móc trochę odpocząć i dotlenić zmęczone mięśnie. Oczywiście rozwinęli jakiś temat, co spowodowało, że w parku spędzili kolejne pół godziny, głównie na droczeniu się, co magowi bardzo się podobało. Gdy jednak było czas wrócić do swoich domów, pożegnali się i rozeszli się w swoje strony.
Następny tydzień był dość pracowity, a szczególnie dla elfiego strażaka, który jeździł od wezwania do wezwania, nie mając chwili na odpoczynek. To jednak nie krzyżowało jego planów, gdyż po pracy często odwiedzał Taigę w jej kawiarni, gdzie mógł wypić smaczną kawę lub zjeść lekki kawałek ciasta. Owe spotkania jeszcze bardziej umocniły więź maga z czarownicą, przez co mężczyzna nie mógł przestać o niej myśleć, a gdy ją widział, na jego twarzy zawsze było widać szczery uśmiech.
Gdy nadszedł upragniony weekend, który dla Harrisona był oczywiście wolny, przed południem wstąpił do kawiarni przyjaciółki, która od razu przywitała go ciepłą kawą.
— Masz wyczucie czasu. — rzekła brunetka, opierając się o ladę.
— To przez doświadczenie. — powiedział pół szeptem, mrugając do przyjaciółki. — Ogólnie mam dla Ciebie propozycję. — zaczął, po upiciu łyku kawy.
— Zamieniam się w słuch.
— Ze względu na fakt, że mam wolny weekend, proponuję Ci noc u mnie. — powiedział — Tu dzież zapraszam Cię na noc w mojej skromnej posiadłości. — dodał z uśmiechem.
— I co będziemy robić w Twojej skromnej posiadłości? — spytała, unosząc przy tym brew.
— Może jakiś film, gry czy inne zabawy, gdzie uczestniczą głównie dwie osoby. — odpowiedział — Wspomnę tylko, że syna w domu nie będzie. Wyjechał na trzy dni z elfią akademią, więc moja skromna posiadłość będzie cała dla nas. Może nawet w chowanego się pobawimy, jak będziesz chciała. — dodał, kończąc lekkim śmiechem. — Czy Pani Nagiko przyjmuje zaproszenie? Dodam, że w sumie nie możesz tego odrzucić. — zaśmiał się krótko, powodując także śmiech u brunetki.
Pani Nagiko?
— Cóż. Widać, że romantyzm nie był jego mocną stroną. — powiedział mag, spoglądając na towarzyszkę — Nam by nawet coś takiego przez myśl nie przeszło, żeby wręczać kobiecie taki.. podarunek. — dodał spokojnie, lekko przy tym wzdychając.
— Normalny człowiek nie daje takich prezentów. — zaśmiała się cicho, zerkając zaraz na elfa — A Ty, miałeś w swoim życiu również dziwne spotkania z kobietami? — zapytała zaraz.
— U nas trochę inaczej to wygląda. — zaczął — A przynajmniej tak jest w moim świecie, gdzie mężczyzna łączący się z jedną kobietą na całe życie. On uwodzi ją głosem, przyjemnym tonem.. — mówił, prezentując wyćwiczoną tonację głosu, co spowodowało uśmiech na twarzy brunetki — Oraz licznymi podarunkami w postaci kwiatów, klejnotów lub innych świecidełek. Natomiast Ona.. nie musi robić nic. Wystarczy, że jest. — dodał, kończąc tym swoją wypowiedź.
— A jeśli kobieta nie przyjmowała prezentów? — spytała z ciekawości.
— Szukało się innej lub walczyło się o serce wybranki. — odpowiedział — Odkąd jestem tutaj, nie trzymam się tych zasad. Odzwyczaiłem się, a nikt też mnie za to nie ukaże. — dodał z krótkim śmiechem.
— Fakt. Tutaj jest większa swoboda pod tym względem. — przyznała, zerkając na bruneta.
Gdy temat randek dobiegł końca, przyjaciele przeszli na inne tematy, kontynuując tym swoją rozmowę. Widać było, że dobrze czują się w swoim towarzystwie i nawet nie przeszkadzały im momenty ciszy, które kilka razy zapadły. Słoneczna pogoda podtrzymywała przyjaciół w świetnym humorze, co poskutkowało licznym śmiechem z różnych historii z życia wziętych i choć niektóre były naprawdę głupie, oni się tym nie przejmowali. Rozmawiali ze sobą, jakby znali się co najmniej kilka lat.
— Nie boisz się reakcji Adiela, gdy poznasz jakąś kobietę? — zapytała Taiga, kontynuując zaczęty temat.
— Na pewno będzie się buntował, ale z czasem mu przejdzie. — odpowiedział spokojnie — Był bardzo przywiązany do Valeríí, swojej matki, że po jej śmierci zamknął się w sobie na kilka miesięcy. Do dzisiaj ją wspomina i mówi, że nie chce mieć obcej kobiety za matkę. — dodał, ciężko przy tym wzdychając.
— Pogodzi się z tym, na pewno. — powiedziała brunetka.
— Coś planujesz? — zerknął z uśmiechem na kobietę, które zaraz skryła swoje rumieńce, odwracając wzrok przed siebie.
— Co? Niee. — odpowiedziała, co wywołało przyjemny śmiech u maga — Tak tylko mówię, dobra? — dodała, szturchając z lekka rozbawionego mężczyznę.
— No dobrze. Już się tak nie denerwuj, bo zmarszczki Ci od złości wyjdą. — powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
— A Ty co się tak szczerzysz? — stanęła naprzeciw bruneta.
— Bo mogę, niziołku. — odpowiedział przyjemnym tonem — Tego mi nie zabronisz. — dodał pół szeptem, zbliżając się do kobiety.
W tym też momencie zrobiło się dość gorąco, lecz nie przez pogodę, a raczej przez delikatny romans przyjaciół i prawie doszłoby do pocałunku, gdyby nie przerwał im nagły wystrzał z broni palnej. Była to broń myśliwska, a za tym myśliwi, którzy postanowili popolować sobie w pobliskim lesie. To też zniszczyło przyjemną atmosferę, co zmusiło dwójkę kochanków do zawrócenia w kierunku parku, gdzie wcześniej doszło do spotkania.
Po dotarciu na miejsce, oby dwoje przycupnęli na drewnianej ławce, by móc trochę odpocząć i dotlenić zmęczone mięśnie. Oczywiście rozwinęli jakiś temat, co spowodowało, że w parku spędzili kolejne pół godziny, głównie na droczeniu się, co magowi bardzo się podobało. Gdy jednak było czas wrócić do swoich domów, pożegnali się i rozeszli się w swoje strony.
Następny tydzień był dość pracowity, a szczególnie dla elfiego strażaka, który jeździł od wezwania do wezwania, nie mając chwili na odpoczynek. To jednak nie krzyżowało jego planów, gdyż po pracy często odwiedzał Taigę w jej kawiarni, gdzie mógł wypić smaczną kawę lub zjeść lekki kawałek ciasta. Owe spotkania jeszcze bardziej umocniły więź maga z czarownicą, przez co mężczyzna nie mógł przestać o niej myśleć, a gdy ją widział, na jego twarzy zawsze było widać szczery uśmiech.
Gdy nadszedł upragniony weekend, który dla Harrisona był oczywiście wolny, przed południem wstąpił do kawiarni przyjaciółki, która od razu przywitała go ciepłą kawą.
— Masz wyczucie czasu. — rzekła brunetka, opierając się o ladę.
— To przez doświadczenie. — powiedział pół szeptem, mrugając do przyjaciółki. — Ogólnie mam dla Ciebie propozycję. — zaczął, po upiciu łyku kawy.
— Zamieniam się w słuch.
— Ze względu na fakt, że mam wolny weekend, proponuję Ci noc u mnie. — powiedział — Tu dzież zapraszam Cię na noc w mojej skromnej posiadłości. — dodał z uśmiechem.
— I co będziemy robić w Twojej skromnej posiadłości? — spytała, unosząc przy tym brew.
— Może jakiś film, gry czy inne zabawy, gdzie uczestniczą głównie dwie osoby. — odpowiedział — Wspomnę tylko, że syna w domu nie będzie. Wyjechał na trzy dni z elfią akademią, więc moja skromna posiadłość będzie cała dla nas. Może nawet w chowanego się pobawimy, jak będziesz chciała. — dodał, kończąc lekkim śmiechem. — Czy Pani Nagiko przyjmuje zaproszenie? Dodam, że w sumie nie możesz tego odrzucić. — zaśmiał się krótko, powodując także śmiech u brunetki.
Pani Nagiko?
24.11.2019
Od Taigi CD Nathaniela
Nie spodziewałam się tego, że miał żonę. Chociaż z drugiej strony, miał
pełnoletniego syna, a sam już przeżył całkiem sporo, więc nie mogłam
oczekiwać, że nigdy nie próbował sobie ułożyć życia. Poczułam się przy
nim trochę jak dziecko. Brak większego doświadczenia sercowego, brak
bliższej rodziny. Współczułam i zazdrościłam mu jednocześnie. Spojrzałam
na las, który nas otaczał. Godzina nie była jeszcze najpóźniejsza, więc
zawsze fajnie będzie zrobić sobie jeszcze spokojny spacer po okolicy.
- W sumie, ja bym się jeszcze przeszła. Już na spokojnie po ścieżce - Wzruszyłam ramionami, odpychając się od głazu, aby zacząć powoli iść w kierunku drzew, za którymi po chwili oboje zniknęliśmy.
- Wydawałaś się zaskoczona, jak powiedziałem, że mam żonę - Przerwał ciszę, która towarzyszyła nam podczas spacerowania.
- Czasami zapominam, że dzieli nas spory kawał czasu - Przyznałam z lekkim uśmiechem - Staruszku- Pokazałam mu koniuszek języka.
- Tak w sumie to nic nie wiem o Tobie - Spojrzał na mnie, unosząc kącik ust. Zastanowiłam się chwilę, czy powinnam mu mówić wszystko o sobie, w końcu moja historia nie jest do końca wesoła.
- No to, co chcesz wiedzieć - Rozłożyłam ręce, jakby w geście poddania, na co zaśmiał się delikatnie.
- Może takie podstawy, pochodzisz z tego miasta?
- Nie - Pokiwałam od razu głową - Mieszkam tutaj od jakiś 3 lat. Wcześniej byłam w niewielkim mieście pod miastem, ale tak ciężko było stworzyć coś własnego, jednak za mało ludzi. A ogólnie pochodzę... wręcz ze wsi - Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie o wczesnym dzieciństwie.
- O, a więc też od małego byłaś bliską z naturą - Uśmiechnął się, na co odpowiedziałam mu tym samym.
- Miałam nawet własnego królika.
- A co z Twoją rodziną? Nigdy o niej nie wspominałaś, masz rodzeństwo? - Przechylił głowę, na co tylko westchnęłam.
- Jestem jedynaczką. Raczej nie mam za wiele cioć, czy jakiegoś kuzynostwa, zresztą nie pamiętam, kiedy ich ostatnio widziałam - Zaśmiałam się - Moja mama nie żyje, była znaną czarownicą, były to jeszcze czasy, kiedy polowania na nas były normą, zginęła na polu walki, a tata był zwykłym człowiekiem. Zabraniał mi używać swoich zdolności, jednak ja nie chciałam z tego rezygnować i udawać, że jestem kimś innym, więc mnie wyrzucił z domu - Wzruszyłam ramionami.
- Przykro mi. Niepotrzebnie pytałem - Nathaniel ułożył dłoń na karku, wyraźnie zmieszany. Dla mnie przeszłość, była już tylko przeszłością, nie rozdrapywałam ran. Nie myślał o tym, po prostu żyłam tym, co jest tu i teraz. Szturchnęłam go lekko łokciem, a gdy na mnie spojrzał, to posłałam mu delikatny uśmiech.
- Ze spokojem, to tylko przeszłość. Każdy jakąś posiada - Zapewniłam - Ale za to miałam ciekawe związki - Zaczęłam już ze śmiechem.
- Aż boje się teraz pytać - Spojrzał na mnie, udając strach, czym mnie rozbawił.
- Chociaż związki to za dużo powiedziane, bardzo często kończyło się na jednej kolacji, tylko kolacji, żeby nie było jakiś brudnych myśli - Zaznaczyłam, grożąc mu palcem.
- No dawaj najgorszą randkę.
- Gościu dał mi kawałek swojej skóry, która mu zeszła podczas opalania. W takim czerwonym pudełeczku. Uważał, że w ten sposób, okazuje mi swoją miłość, bo zawsze będę go nosić przy sobie - Okazałam swoje obrzydzenie, pokazując język.
Nathaniel?
- W sumie, ja bym się jeszcze przeszła. Już na spokojnie po ścieżce - Wzruszyłam ramionami, odpychając się od głazu, aby zacząć powoli iść w kierunku drzew, za którymi po chwili oboje zniknęliśmy.
- Wydawałaś się zaskoczona, jak powiedziałem, że mam żonę - Przerwał ciszę, która towarzyszyła nam podczas spacerowania.
- Czasami zapominam, że dzieli nas spory kawał czasu - Przyznałam z lekkim uśmiechem - Staruszku- Pokazałam mu koniuszek języka.
- Tak w sumie to nic nie wiem o Tobie - Spojrzał na mnie, unosząc kącik ust. Zastanowiłam się chwilę, czy powinnam mu mówić wszystko o sobie, w końcu moja historia nie jest do końca wesoła.
- No to, co chcesz wiedzieć - Rozłożyłam ręce, jakby w geście poddania, na co zaśmiał się delikatnie.
- Może takie podstawy, pochodzisz z tego miasta?
- Nie - Pokiwałam od razu głową - Mieszkam tutaj od jakiś 3 lat. Wcześniej byłam w niewielkim mieście pod miastem, ale tak ciężko było stworzyć coś własnego, jednak za mało ludzi. A ogólnie pochodzę... wręcz ze wsi - Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie o wczesnym dzieciństwie.
- O, a więc też od małego byłaś bliską z naturą - Uśmiechnął się, na co odpowiedziałam mu tym samym.
- Miałam nawet własnego królika.
- A co z Twoją rodziną? Nigdy o niej nie wspominałaś, masz rodzeństwo? - Przechylił głowę, na co tylko westchnęłam.
- Jestem jedynaczką. Raczej nie mam za wiele cioć, czy jakiegoś kuzynostwa, zresztą nie pamiętam, kiedy ich ostatnio widziałam - Zaśmiałam się - Moja mama nie żyje, była znaną czarownicą, były to jeszcze czasy, kiedy polowania na nas były normą, zginęła na polu walki, a tata był zwykłym człowiekiem. Zabraniał mi używać swoich zdolności, jednak ja nie chciałam z tego rezygnować i udawać, że jestem kimś innym, więc mnie wyrzucił z domu - Wzruszyłam ramionami.
- Przykro mi. Niepotrzebnie pytałem - Nathaniel ułożył dłoń na karku, wyraźnie zmieszany. Dla mnie przeszłość, była już tylko przeszłością, nie rozdrapywałam ran. Nie myślał o tym, po prostu żyłam tym, co jest tu i teraz. Szturchnęłam go lekko łokciem, a gdy na mnie spojrzał, to posłałam mu delikatny uśmiech.
- Ze spokojem, to tylko przeszłość. Każdy jakąś posiada - Zapewniłam - Ale za to miałam ciekawe związki - Zaczęłam już ze śmiechem.
- Aż boje się teraz pytać - Spojrzał na mnie, udając strach, czym mnie rozbawił.
- Chociaż związki to za dużo powiedziane, bardzo często kończyło się na jednej kolacji, tylko kolacji, żeby nie było jakiś brudnych myśli - Zaznaczyłam, grożąc mu palcem.
- No dawaj najgorszą randkę.
- Gościu dał mi kawałek swojej skóry, która mu zeszła podczas opalania. W takim czerwonym pudełeczku. Uważał, że w ten sposób, okazuje mi swoją miłość, bo zawsze będę go nosić przy sobie - Okazałam swoje obrzydzenie, pokazując język.
Nathaniel?
Od Nathaniela CD Taigi
Gdy obydwoje dotarli nad wodospad, o którym wcześniej była mowa, lekko zmęczeni usiedli na powalonej kłodzie, w celu chwilowego odpoczynku.
— Droga powrotna już bez czarów. — powiedział elf z delikatnym uśmiechem.
— Zastanowię się. — odparła spoglądając na mężczyznę, odwzajemniając przy tym gest.
Po krótkiej wymianie zdań, między parą przyjaciół zapadła luźna cisza, która przerywana była przez leśne zwierzyny, jak śpiew ptaków czy odgłosy saren oraz lisów. Widać było, że oby dwoje są odprężeni i zrelaksowani, szczególnie elf, który czuł się jak w domu.
— Gdy tutaj przychodzę, czuję się jak w rodzinnym świecie. — zaczął mężczyzna, otwierając przy tym oczy — Tam elfy żyły w zgodzie ze wszystkimi zwierzętami. — dodał, spoglądając na łanie zbliżającą się do wodopoju.
— Musi być tam ładnie. — mruknęła z zamkniętymi oczami.
— Było ładnie. — poprawił brunetkę, przez co ta znacznie spojrzała na mężczyznę, żeby ten kontynuował — Wojna wszystko zniszczyła, harmonia została zaburzona, a elfy przeniosły się na obce tereny.
— To przez to masz tą klątwę? — spytała, uważnie przyglądając się brunetowi. Cicho westchnął.
— Gdy wojna zabrała mi żonę, nie chciałem stracić całej rodziny. Zaklęcie, które wtedy użyłem, uratowało życie wielu elfom, a w nagrodę zyskałem klątwę oraz zostałem skazany na śmierć. — wyjaśnił, spoglądając na zaciekawioną przyjaciółkę.
— Co za niewdzięczne elfy. — prychnęła — Żeby za ratunek zabijać. — dodała, spoglądając przed siebie.
— Takie wtedy było panowanie. — westchnął w odpowiedzi — Wiele zaklęć oraz czarów było zakazane, lecz żyliśmy w takim spokoju, że nikt nie zwracał na to uwagi.
— Myślałeś może nad powrotem do rodziny? — zapytała spokojnie.
— Na początku sam próbowałem ponownie otworzyć portal, ale bez nawigatora nie ma opcji powrotu. — odpowiedział — Później odpuściłem. Postanowiłem żyć tutaj i póki co, jest dobrze. — uśmiechnął się delikatnie, kończąc tym swój temat.
Między przyjaciółmi rozwinęła się kolejna rozmowa, tym razem przyjemniejsza, niż rozdrapywanie starych ran. Wspominali o swoich pracach, opowiadali śmieszne sytuacje z nimi związane, czuli się po prostu dobrze w swoim towarzystwie, a tak bardzo byli pochłonięci rozmową, że nie zauważyli godziny mijających godzin.
— Kiedy ten czas zleciał. — zaśmiał się cicho — Wracamy czy chcesz jeszcze coś zwiedzić? — spytał, wstając z kłody.
Taiga?
— Droga powrotna już bez czarów. — powiedział elf z delikatnym uśmiechem.
— Zastanowię się. — odparła spoglądając na mężczyznę, odwzajemniając przy tym gest.
Po krótkiej wymianie zdań, między parą przyjaciół zapadła luźna cisza, która przerywana była przez leśne zwierzyny, jak śpiew ptaków czy odgłosy saren oraz lisów. Widać było, że oby dwoje są odprężeni i zrelaksowani, szczególnie elf, który czuł się jak w domu.
— Gdy tutaj przychodzę, czuję się jak w rodzinnym świecie. — zaczął mężczyzna, otwierając przy tym oczy — Tam elfy żyły w zgodzie ze wszystkimi zwierzętami. — dodał, spoglądając na łanie zbliżającą się do wodopoju.
— Musi być tam ładnie. — mruknęła z zamkniętymi oczami.
— Było ładnie. — poprawił brunetkę, przez co ta znacznie spojrzała na mężczyznę, żeby ten kontynuował — Wojna wszystko zniszczyła, harmonia została zaburzona, a elfy przeniosły się na obce tereny.
— To przez to masz tą klątwę? — spytała, uważnie przyglądając się brunetowi. Cicho westchnął.
— Gdy wojna zabrała mi żonę, nie chciałem stracić całej rodziny. Zaklęcie, które wtedy użyłem, uratowało życie wielu elfom, a w nagrodę zyskałem klątwę oraz zostałem skazany na śmierć. — wyjaśnił, spoglądając na zaciekawioną przyjaciółkę.
— Co za niewdzięczne elfy. — prychnęła — Żeby za ratunek zabijać. — dodała, spoglądając przed siebie.
— Takie wtedy było panowanie. — westchnął w odpowiedzi — Wiele zaklęć oraz czarów było zakazane, lecz żyliśmy w takim spokoju, że nikt nie zwracał na to uwagi.
— Myślałeś może nad powrotem do rodziny? — zapytała spokojnie.
— Na początku sam próbowałem ponownie otworzyć portal, ale bez nawigatora nie ma opcji powrotu. — odpowiedział — Później odpuściłem. Postanowiłem żyć tutaj i póki co, jest dobrze. — uśmiechnął się delikatnie, kończąc tym swój temat.
Między przyjaciółmi rozwinęła się kolejna rozmowa, tym razem przyjemniejsza, niż rozdrapywanie starych ran. Wspominali o swoich pracach, opowiadali śmieszne sytuacje z nimi związane, czuli się po prostu dobrze w swoim towarzystwie, a tak bardzo byli pochłonięci rozmową, że nie zauważyli godziny mijających godzin.
— Kiedy ten czas zleciał. — zaśmiał się cicho — Wracamy czy chcesz jeszcze coś zwiedzić? — spytał, wstając z kłody.
Taiga?
10.11.2019
Od Taigi CD Nathaniela
- Sugerujesz, że mogę przytyć po jednej pizzy? - Podniosłam rozbawiona jedną brew.
- Nic takiego nie powiedziałem - Spojrzał na mnie, opierając głowę o zagłówek. Ręce wciąż trzymał na kierownicy, tak jakby chciał być pewien, że mu nigdzie nie uciekną, a może to tylko moje myśli i moje ego, które zaczyna być coraz większe?
- Mhmm, oczywiście - Zaśmiałam się, po czym złapałam swoją torebkę gotowa do wyjścia - Oprócz ostatniego incydentu wieczór był bardzo miły, chociaż wiesz, z łatwością bym sobie poradziła - Dodałam pewnie, może nawet zbyt pewnie. Niestety mam to do siebie, że czasami po prostu zapominam wszystkiego, co umiem, właśnie w takich sytuacjach bywa, że zamieniam się w zwykłą dziewczynę, która zapomina o latach treningów. Pomimo pracy nad sobą i tak nie opanowałam tego jeszcze do końca.
- Różnie bywa, poza tym nie lubię takiego zachowania - Wzruszył ramionami - To co, jutro o 8 w parku? - Z uśmiechem zmienił temat, na co przytaknęłam.
- Jasne, do jutra i dzięki za pizzę, była pyszna - Korzystając
z okazji, że patrzył prosto na ulicę, zbliżyłam się nieco, żeby
delikatnie złożyć pocałunek na jego policzku. Nie było to nic wielkiego,
jednak sama poczułam, miłe mrowienie na wargach. - Cześć - Dodałam
półszeptem, mając usta na wysokości jego ucha i wyszłam z samochodu,
kierując się w stronę kamienicy. Już po 30 minutach leżałam w łóżku,
analizując całe to spotkanie. Przypominając sobie jego uśmiech,
przygryzałam wargę. Wcześniej nawet nie zwracałam uwagi na to, że ma
bardzo kojący głos, może taka natura elfów? Po godzinie może dwóch,
zapadłam w sen, który przerwał budzik w telefonie. Na ekranie widniała
już godzina 7 rano. Usiadłam na łóżku, przeciągając się niczym kot i
wydając podobne dźwięki. Szybkie śniadanie, znalezienie krótkich
spodenek i topu do biegania i byłam praktycznie gotowa do wyjścia.
Spojrzałam jeszcze na termometr, ale wskazywał on już ponad 10 stopni,
więc nawet nie wzięłam bluzy. Za dwie godziny zrobi się o wiele cieplej,
a nie lubię biegać, trzymając coś w dłoni. Punktualnie o 8 byłam w
umówionym miejscu. Nathaniel robił już małą rozgrzewkę.- Hej, zaraz pomyślę, że się spóźniłam - Podeszłam do niego, poprawiając włosy, które były spięte w kucyka.
- Cześć, lubię być trochę wcześniej - Wyjaśnił, uśmiechając się do mnie. - Masz jakieś konkretne ścieżki do biegania? - Zapytał od razu, na co wzruszyłam ramionami.
- Zazwyczaj biegam po lesie albo do wodospadu i z powrotem, albo trochę dalej, zależy od humoru i pogody - Wyjaśniłam.
- Wodospad brzmi dobrze, możemy tak sobie zrobić przerwę - Ułożył dłonie na biodrach, na co przytaknęłam.
Biegliśmy spokojnym truchtem, rozmawiając trochę o jego synu i tym, jak się czuje, a także o rzeczach mniej istotnych.
- To co kto pierwszy ten lepszy - Zaśmiałam się i nieco przyspieszyłam, odwracając się jeszcze, żeby pokazać mu język.
- Chcesz się gonić? - Zaśmiał się i słyszałam tylko, jak przyśpiesza.
- A czemu nie? - Zrobiłam to samo, jednak niespodziewanie zostałam klepnięta w ramie, a sam elf wyprzedził mnie. Nie powiem, moja dusza zwyciężczyni ucierpiała i chociaż nie lubię oszukiwać, to w takim przypadku wręcz nie miałam wyjścia. Zaczęłam tworzyć niewidzialne dla oka stopnie, po których wchodziłam, szybko będąc nad elfem, kiedy widziałam, jak się ogląda, wykorzystałam sytuację i zeskoczyłam, lądując przed nim.
- To już jest oszustwo - Zawołał, jednak dało się wyczuć w jego głosie śmiech.
- Biegasz z czarownicą, czego się spodziewałeś? - Również się zaśmiałam.
Nath? kto śpi, ten śpi xD
Od Nathaniela CD Taigi
Gdy na twarzy mężczyzny ukazał się szeroki uśmiech, jego serce zabiło mocniej, jakby wielki głaz życia spadł w odmęty przeszłości. Odetchnął głęboko i spojrzał na kobietę siedzącą obok niego, po czym pomyślał nad jej pytaniem.
— Jakie ja mam myśli? — uniósł jedną brew — Myślę, że to nie jest odpowiednie miejsce na taki temat. — mruknął i mrugnął do brunetki, która zaraz odwróciła wzrok od mężczyzny.
— No tak. Ludzie mogliby pomyśleć, że uciekłeś z pobliskiego szpitala psychiatrycznego. — rzekła po przełknięciu kawałkami ciasta.
Zamówiona przez nich pizza zniknęła szybciej, niż została przyniesiona przez kelnera, lecz oby dwoje nie żałowali takiego jedzenia. Oparli się wygodnie o oparcie kanapy i popijali kolejne napoje, które zamówili w trakcie posiłku. W międzyczasie kelner zabrał drewnianą tacę i podał rachunek, na którym nadal widniała dwucyfrowa suma, co znaczy, że pizza nie należała do drogich, a bardzo smakowała oby magom.
— Skoczę tylko do łazienki. — powiedziała spokojnie Tai i skierowała się we wspomniane miejsce.
Mężczyzna krótko przytaknął i postanowił zaczekać w obecnym miejscu na powrót przyjaciółki, która zaraz zniknęła za rogiem wąskiego korytarza. Oczywiście nie mógł powstrzymać się od trzymania wzroku na jej ciele, które od tyłu wygląda.. zachęcająco. Ta myśl wywołała u bruneta lekki uśmiech, który dosyć szybko zniknął. Otóż słyszał głos kobiety oraz jakiegoś mężczyzny, który dobiegał z łazienki i nie interesowałby się tym za bardzo, gdyby nie fakt, że głos należał do Taigi. Nathaniel postanowił od razu zareagować i ukradkiem wszedł do damskiej toalety, gdzie zastał obcego faceta, który niebezpiecznie zbliżał się do czarownicy. Mag nie czekał na wyjaśnienia, chwycił oprycha za bluzę i wymierzył mu lewy sierpowy, co skutecznie go ogłuszyło.
— Nic Ci nie zrobił? — spytał elf, patrząc uważnie na przyjaciółkę.
— Nie. Nie zdążył nawet do mnie podejść.. — odpowiedziała i zaraz się uspokoiła — Sama bym go powaliła, Nath.
Ciemnowłosy w odpowiedzi cicho westchnął i spojrzał na oprycha, który ledwo tamował krew z nosa. Wzrostem dorównywał samemu elfowi, lecz był znacznie od niego szerszy, niczym typowy bramkarz w klubach nocnych. Mimo iż obcy chciał skrzywdzić brunetkę, Nath jako strażak musiał udzielić pomocy. Wyrwał kilka listków ręczników papierowych i podał obcemu, który nawet nie spojrzał na elfa.
— A teraz wypad. — powiedział mag — Albo wzywamy policję. — dodał, obserwując mężczyznę.
— Pierdol się. — mruknął przez papier i uczynił rozkaz bruneta.
Po tym zdarzeniu, Nathaniel był zmuszony poinformować kierownica lokalu o zaistniałej sytuacji i żeby uważniej przyglądali się ludziom odwiedzających ich restaurację. Chwilę po tym, para przyjaciół opuściła pizzerie i choć mieli udać się na spacer, woleli wrócić do auta.
— To co. Jutro widzimy się na porannym bieganiu. — spojrzał na kobietę — Pizza sama się nie spali. — dodał, gdy poczuł na sobie spojrzenie ciemnowłosej.
Taiga? Biegamy, nie śpimy.
— Jakie ja mam myśli? — uniósł jedną brew — Myślę, że to nie jest odpowiednie miejsce na taki temat. — mruknął i mrugnął do brunetki, która zaraz odwróciła wzrok od mężczyzny.
— No tak. Ludzie mogliby pomyśleć, że uciekłeś z pobliskiego szpitala psychiatrycznego. — rzekła po przełknięciu kawałkami ciasta.
Zamówiona przez nich pizza zniknęła szybciej, niż została przyniesiona przez kelnera, lecz oby dwoje nie żałowali takiego jedzenia. Oparli się wygodnie o oparcie kanapy i popijali kolejne napoje, które zamówili w trakcie posiłku. W międzyczasie kelner zabrał drewnianą tacę i podał rachunek, na którym nadal widniała dwucyfrowa suma, co znaczy, że pizza nie należała do drogich, a bardzo smakowała oby magom.
— Skoczę tylko do łazienki. — powiedziała spokojnie Tai i skierowała się we wspomniane miejsce.
Mężczyzna krótko przytaknął i postanowił zaczekać w obecnym miejscu na powrót przyjaciółki, która zaraz zniknęła za rogiem wąskiego korytarza. Oczywiście nie mógł powstrzymać się od trzymania wzroku na jej ciele, które od tyłu wygląda.. zachęcająco. Ta myśl wywołała u bruneta lekki uśmiech, który dosyć szybko zniknął. Otóż słyszał głos kobiety oraz jakiegoś mężczyzny, który dobiegał z łazienki i nie interesowałby się tym za bardzo, gdyby nie fakt, że głos należał do Taigi. Nathaniel postanowił od razu zareagować i ukradkiem wszedł do damskiej toalety, gdzie zastał obcego faceta, który niebezpiecznie zbliżał się do czarownicy. Mag nie czekał na wyjaśnienia, chwycił oprycha za bluzę i wymierzył mu lewy sierpowy, co skutecznie go ogłuszyło.
— Nic Ci nie zrobił? — spytał elf, patrząc uważnie na przyjaciółkę.
— Nie. Nie zdążył nawet do mnie podejść.. — odpowiedziała i zaraz się uspokoiła — Sama bym go powaliła, Nath.
Ciemnowłosy w odpowiedzi cicho westchnął i spojrzał na oprycha, który ledwo tamował krew z nosa. Wzrostem dorównywał samemu elfowi, lecz był znacznie od niego szerszy, niczym typowy bramkarz w klubach nocnych. Mimo iż obcy chciał skrzywdzić brunetkę, Nath jako strażak musiał udzielić pomocy. Wyrwał kilka listków ręczników papierowych i podał obcemu, który nawet nie spojrzał na elfa.
— A teraz wypad. — powiedział mag — Albo wzywamy policję. — dodał, obserwując mężczyznę.
— Pierdol się. — mruknął przez papier i uczynił rozkaz bruneta.
Po tym zdarzeniu, Nathaniel był zmuszony poinformować kierownica lokalu o zaistniałej sytuacji i żeby uważniej przyglądali się ludziom odwiedzających ich restaurację. Chwilę po tym, para przyjaciół opuściła pizzerie i choć mieli udać się na spacer, woleli wrócić do auta.
— To co. Jutro widzimy się na porannym bieganiu. — spojrzał na kobietę — Pizza sama się nie spali. — dodał, gdy poczuł na sobie spojrzenie ciemnowłosej.
Taiga? Biegamy, nie śpimy.
9.11.2019
Od Taigi CD Nathaniela
W restauracji czekaliśmy cierpliwie na naszą pizzę, gdyż napoje dostaliśmy już po kilku minutach podane w kolorowych szklankach ze zdobieniami.
- W kawiarni - Powtórzyłam - Dobrze, o dziwo nie upadła na ten czas, co mnie nie było - Zaśmiałam się cicho - Chociaż nie ukrywałam, miałam trochę do nadrobienia.
- Domyślam się, jednak to Twój biznes - Przytaknął - Ale widziałem, że mieszkanie wróciło do normy, jednak dałaś radę je uporządkować.
- Co prawda kilka rzeczy musiałam wymienić, ale dałam radę - Potwierdziłam - Swoją drogą, wybrałeś ciekawą knajpkę, czytałam trochę o niej - Rozejrzałam się po wnętrzu, które było bardzo ciekawe. Ściany w jasnych barwach z cytatami o jedzeniu, a także zdjęcia jak miewam ich pizz i makaronów.
- Również, opinię miała bardzo dobre, więc mam nadzieję, że będzie Ci smakować - Złapał za szklankę, przykładając do niej usta - Swoją drogą, nigdy nie mówiłaś, w jakiej kuchni gustujesz. Pizza to Twoje ulubione danie? - Podniósł jedną brew, na co lekko się zaśmiałam.
- Uwielbiam pizze, ale czy to moje ulubione danie, raczej nie. Lubię ostre jedzenie, makarony, różnego rodzaje pierożki, ale nie mam jednej wybranej kuchni, którą mogłabym ubóstwiać, każda ma swoje zalety i wady.
- Dyplomatyczna odpowiedź - Z jego twarzy nie schodził uśmiech, przez co sama nie potrafiłam go pohamować. Po takim pisaniu nawet trochę się cieszyłam, że możemy się spotkać i porozmawiać twarzą w twarz. Temat zszedł na filmy i książki, gdzie również odkryliśmy podobny gust, wiele tytułów oboje znaliśmy, co ułatwiało rozmowę. Po 30 minutach wylądowała przed nami, ciepła i pachnąca pizza. Widać było, że ciasto jest idealnie wypieczone, a składniki świeże. Kiedy wzięłam pierwszy kęs, mimowolnie z moich ust wydobył się krótki dźwięk mmmm. Brakowało mi tak dobrej pizzy, tym bardziej że ostatnio będąc więcej w kawiarni niż w domu, jadłam raczej na szybko jakieś kanapki, jajecznice, coś z paczki czy kebaba, który sprzedają za rogiem.
- Rozumiem, że Ci smakuje - Z uśmiechem wgryzł się w swój kawałek.
- Jest pyszna - Nie zwracając uwagi w sumie na to, że cały czas na mnie patrzy, zajęłam się jedzeniem sporego kawałka.
- Jesteś urocza z takim dużym kawałkiem pizzy - Słysząc jego cicho śmiech, odwróciłam wzrok, przewracając oczami, jednak, pomimo iż w ustach wciąż miałam kawałek pizzy, to kącik delikatnie drgnął mi w górę. Kiedy w końcu go połknęłam, ponownie na niego spojrzałam.
- Czy to było dwuznaczne? - Podniosłam jedną brew, na co się zaśmiał, a ja mogłam zobaczyć w pełni jego uśmiech. Zauważyłam, że nie jest to zbyt częste, raczej jak się uśmiecha to skromnie, na krótko.
- Nie wiem, jakie Ty masz myśli.
- Ja? Lepsze pytanie będzie, jakie Ty je masz - Podniosłam zadziornie kącik ust, po czym zanurzyłam zęby w placku z ciągnącym się serem.
Nath?
Od Nathaniela CD Taigi
Minął tydzień od walki ze strażnikiem, którego ciało rozwiało się wraz z wiosennym podmuchem wiatru, co upewniło elfa, że czarownik już nie wróci. Przez ten czas pilnował Adiela, który z dnia na dzień wyglądał coraz lepiej, co było bardzo dobrym znakiem. Jednakże w pracy nie miał lekko, gdyż jeździł od wezwania do wezwania, nie mając nawet chwili na powrót do bazy w celu uzupełniania resztek piany czy wody. Gdy jednak nastąpił dzień wolny, odetchnął z ulgą, mogąc leżeć do południa w swoim łóżku. Z drugiej strony szybko mu się to znudziło i koło dwunastej opuścił swoją sypialnie udając się do łazienki, w celu przygotowania się na resztę dnia. Po kąpieli zjadł także śniadanie i zajął się obiadem, które było gotowe w niecałą godzinę.
W przeciągu tego tygodnia, relację elfa z czarownicą znacznie się poprawiły, a nawet umocniły do takiego stopnia, że zdarzały się dość dwuznaczne wiadomości. Dla tego też, gdy oby dwoje mieli wolny dzień od pracy, umówili się na pizze, którą wcześniej obiecał Nathaniel. Nim jednak zajechał pod jej mieszkanie, wpadł do pobliskiej kwiaciarni, w której zakupił skromny bukiet czerwonych kwiatów i z tym też wrócił do ciemnowłosej. Delikatnie zapukał do drzwi jej mieszkania, a gdy ta je otworzyła, wkroczył spokojnym krokiem do środka i zwrócił się z kwiatami do brunetki.
— Oh. Piękne chwasty. Dzięki. — rzekła Tai i choć brzmiało to wrednie, na jej twarzy zawitał szeroki uśmiech.
— Gdybym Cię nie znał, obraziłbym się. — powiedział elf z delikatnym uśmiechem — Ale nawet tym byś się nie przejęła. — dodał z teatralnym westchnięciem.
— Widzisz, jak dobrze mnie znasz. — przytaknęła brunetka, która stawiała kwiaty do jednego z wazonów.
Gdy Taiga była gotowa do wyjścia, oby dwoje opuścili jej mieszkanie i udali się do pojazdu mężczyzny, którym dostali się do najlepszej pizzeri w mieście. Duży parking dla samochodów świadczył o wysokim poziomie lokalu, do którego zaraz weszli. Przestrzenne pomieszczenie wyglądało bardzo schludnie, a jednocześnie z pazurem, lecz akurat nie to było teraz ważne. Magowie zajęli jedno z wolnych miejsc w rogu lokalu, a następnie zamówili dużą pizze, której na pewno nie zjedzą.
— Jak Adiel? — spytała zaraz brunetka.
— Jest z nim coraz lepiej. Oberwał mocniej od nas, lecz ma młody organizm, który szybko się regeneruje. — odpowiedział mężczyzna, zerkając na towarzyszkę. — Jednak bardziej martwi mnie to, że nie pamięta części zaklęć lub wypowiada je w połowie, przez co dochodzi do byków magicznych. — dodał opierając się o stolik.
— Traci pamięć? — uniosła jedną brew i uczyniła ten sam ruch to brunet.
— Właśnie nie. Pamięta wszystko, tylko nie zaklęcia. — westchnął — Ale.. o tym lepiej rozmawiać w mniej publicznym miejscu. — dodał i dość przypadkiem nawiązał kontakt z mężczyzną, który siedział przy samych drzwiach lokalu. — Powiedz lepiej, jak tam w kawiarni. — wrócił wzrokiem na towarzyszkę.
Taiga? Ale kamlot. xD
W przeciągu tego tygodnia, relację elfa z czarownicą znacznie się poprawiły, a nawet umocniły do takiego stopnia, że zdarzały się dość dwuznaczne wiadomości. Dla tego też, gdy oby dwoje mieli wolny dzień od pracy, umówili się na pizze, którą wcześniej obiecał Nathaniel. Nim jednak zajechał pod jej mieszkanie, wpadł do pobliskiej kwiaciarni, w której zakupił skromny bukiet czerwonych kwiatów i z tym też wrócił do ciemnowłosej. Delikatnie zapukał do drzwi jej mieszkania, a gdy ta je otworzyła, wkroczył spokojnym krokiem do środka i zwrócił się z kwiatami do brunetki.
— Oh. Piękne chwasty. Dzięki. — rzekła Tai i choć brzmiało to wrednie, na jej twarzy zawitał szeroki uśmiech.
— Gdybym Cię nie znał, obraziłbym się. — powiedział elf z delikatnym uśmiechem — Ale nawet tym byś się nie przejęła. — dodał z teatralnym westchnięciem.
— Widzisz, jak dobrze mnie znasz. — przytaknęła brunetka, która stawiała kwiaty do jednego z wazonów.
Gdy Taiga była gotowa do wyjścia, oby dwoje opuścili jej mieszkanie i udali się do pojazdu mężczyzny, którym dostali się do najlepszej pizzeri w mieście. Duży parking dla samochodów świadczył o wysokim poziomie lokalu, do którego zaraz weszli. Przestrzenne pomieszczenie wyglądało bardzo schludnie, a jednocześnie z pazurem, lecz akurat nie to było teraz ważne. Magowie zajęli jedno z wolnych miejsc w rogu lokalu, a następnie zamówili dużą pizze, której na pewno nie zjedzą.
— Jak Adiel? — spytała zaraz brunetka.
— Jest z nim coraz lepiej. Oberwał mocniej od nas, lecz ma młody organizm, który szybko się regeneruje. — odpowiedział mężczyzna, zerkając na towarzyszkę. — Jednak bardziej martwi mnie to, że nie pamięta części zaklęć lub wypowiada je w połowie, przez co dochodzi do byków magicznych. — dodał opierając się o stolik.
— Traci pamięć? — uniosła jedną brew i uczyniła ten sam ruch to brunet.
— Właśnie nie. Pamięta wszystko, tylko nie zaklęcia. — westchnął — Ale.. o tym lepiej rozmawiać w mniej publicznym miejscu. — dodał i dość przypadkiem nawiązał kontakt z mężczyzną, który siedział przy samych drzwiach lokalu. — Powiedz lepiej, jak tam w kawiarni. — wrócił wzrokiem na towarzyszkę.
Taiga? Ale kamlot. xD
Od Taigi CD Nathaniela
Kiedy znalazłam się w domu elfa, nie mogłam zrozumieć, co się właściwie
stało. Przez dwie godziny chodziłam, czytałam i starałam się opanować
myśli, jednak tego, co się dowiedziałam po ich powrocie, nawet nie
mogłam przewidzieć. Słuchałam bardzo uważnie każdego słowa wypowiadanego
w moim kierunku. Klątwa.... Inna postać... To wszystko było tak zawiłe,
a w głowie miałam mnóstwo pytań.
- Czekaj... Jaka klątwa, skąd, masz ją od urodzenia? - Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam na niego, wyczekując na odpowiedź - Poza tym... Nie miałam pojęcia, że to Ty, oczywiście, że chciałam Cię zabić. - Burknęłam.
- Skąd mogłaś wiedzieć, że to ja - Uśmiechnął się delikatnie, po czym zaraz westchnął - Użyłem zaklęcia zakazanego w moim świecie i oto moja "kara" - Wyjaśnił.
- Jakiego zaklęcia? - Zapytałam od razu, nie dając mu nawet dokończyć.
- Może kiedyś Ci opowiem - Uśmiechnął się delikatnie - Wchłonęłaś jego ogień - Zmienił nagle temat. Chciałam wiedzieć znacznie więcej, ale najwidoczniej dla niego nie był to przyjemny temat. Mogłabym to zrozumieć, ale nie w takiej sytuacji. Co, jeśli również straciłabym przytomność? Skazałby nas wszystkich na śmierć? Gdybym wiedziała, nie byłabym taka lekkomyślna.
- Tak... Tak jakby - Pokręciłam głową - Nie wiem, co się stało dokładnie, ale wyglądało to tak, jakbym po wchłonięciu zmieniła jego ogień na swoją energię. Ciężko powiedzieć, tak czy siak, wciąż w sobie czuje to ciepło.
- Musisz poćwiczyć tę moc, może to nowy żywioł, który uda Ci się opanować - Uśmiechnął się do mnie pocieszająco, na co wręcz zjadłam go wzrokiem.
- Nie zmieniaj tematu! - Wstałam z kanapy, czując rozrywający mnie gniew - Szliśmy razem na pole bitwy, rozumiem, że nie jesteśmy przyjaciółmi, ale nie wydaje Ci się, że fakt, iż zmieniasz się... w inną postać, jest dosyć istotna?! - Wręcz huknęłam na niego.
- Nie sądziłem, że dojdzie do przemiany i...
- I co mnie to! - Przerwałam mu - Co gdybym też leżała, a Ty byś się przemienił, gdybym wiedziała, walczyłabym zupełnie inaczej, bezpieczniej - Zaczęłam, a w moim głosie dało się wyczuć żal. Bez słowa wstał i podszedł do mnie, przyciągając mnie w swoje ramiona. Przytulił mnie, a zapach jego perfum otulił mnie i uspokoił. Bezwładnie oparłam głowę o jego tors, przymykając oczy. Staliśmy tak w ciszy, którą przerwał jego ciepły głos.
- Przepraszam - Szepnął prosto w moje włosy, ciepłe powietrze musnęło mnie po skórze i to chyba dzięki temu cała złość ze mnie opadła.
- Jak kiedyś będziemy razem walczyć to mów mi o takich niespodziankach - Mruknęłam, po czym cicho westchnęłam, wciąż stojąc blisko niego, a raczej się o niego opierając - Muszę się spakować i wrócić do siebie za dużo wam na głowie siedziałam.... I wisisz mi pizze. - Na ostatnie słowa cicho się zaśmiał i zrobił krok w tył, aby na mnie spojrzeć.
- Nikomu nie przeszkadzasz - Zapewnił, ale pokręciłam przecząco głową.
- Nie ma co przeciągać, sama też muszę ogarnąć swoje mieszkanie, wrócić do kawiarni - Wzruszyłam ramionami - Ale tej pizzy Ci nie odpuszczę, nie myśl sobie.
- Napisz, kiedy będziesz mieć czas to się dogadamy - Uśmiechnął się - Pomogę Ci z ubraniami i podrzucę, chociaż pod mieszkanie.
- Nie odmówię - Schowałam dłonie do tylnej kieszeni - A do Ciebie nie zadzwonię - Powiedziałam poważnie, na co podniósł jedną brew - Nie mam Twojego numeru. - Dodałam z lekkim zadziornym uśmiechem.
Nath?
- Czekaj... Jaka klątwa, skąd, masz ją od urodzenia? - Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam na niego, wyczekując na odpowiedź - Poza tym... Nie miałam pojęcia, że to Ty, oczywiście, że chciałam Cię zabić. - Burknęłam.
- Skąd mogłaś wiedzieć, że to ja - Uśmiechnął się delikatnie, po czym zaraz westchnął - Użyłem zaklęcia zakazanego w moim świecie i oto moja "kara" - Wyjaśnił.
- Jakiego zaklęcia? - Zapytałam od razu, nie dając mu nawet dokończyć.
- Może kiedyś Ci opowiem - Uśmiechnął się delikatnie - Wchłonęłaś jego ogień - Zmienił nagle temat. Chciałam wiedzieć znacznie więcej, ale najwidoczniej dla niego nie był to przyjemny temat. Mogłabym to zrozumieć, ale nie w takiej sytuacji. Co, jeśli również straciłabym przytomność? Skazałby nas wszystkich na śmierć? Gdybym wiedziała, nie byłabym taka lekkomyślna.
- Tak... Tak jakby - Pokręciłam głową - Nie wiem, co się stało dokładnie, ale wyglądało to tak, jakbym po wchłonięciu zmieniła jego ogień na swoją energię. Ciężko powiedzieć, tak czy siak, wciąż w sobie czuje to ciepło.
- Musisz poćwiczyć tę moc, może to nowy żywioł, który uda Ci się opanować - Uśmiechnął się do mnie pocieszająco, na co wręcz zjadłam go wzrokiem.
- Nie zmieniaj tematu! - Wstałam z kanapy, czując rozrywający mnie gniew - Szliśmy razem na pole bitwy, rozumiem, że nie jesteśmy przyjaciółmi, ale nie wydaje Ci się, że fakt, iż zmieniasz się... w inną postać, jest dosyć istotna?! - Wręcz huknęłam na niego.
- Nie sądziłem, że dojdzie do przemiany i...
- I co mnie to! - Przerwałam mu - Co gdybym też leżała, a Ty byś się przemienił, gdybym wiedziała, walczyłabym zupełnie inaczej, bezpieczniej - Zaczęłam, a w moim głosie dało się wyczuć żal. Bez słowa wstał i podszedł do mnie, przyciągając mnie w swoje ramiona. Przytulił mnie, a zapach jego perfum otulił mnie i uspokoił. Bezwładnie oparłam głowę o jego tors, przymykając oczy. Staliśmy tak w ciszy, którą przerwał jego ciepły głos.
- Przepraszam - Szepnął prosto w moje włosy, ciepłe powietrze musnęło mnie po skórze i to chyba dzięki temu cała złość ze mnie opadła.
- Jak kiedyś będziemy razem walczyć to mów mi o takich niespodziankach - Mruknęłam, po czym cicho westchnęłam, wciąż stojąc blisko niego, a raczej się o niego opierając - Muszę się spakować i wrócić do siebie za dużo wam na głowie siedziałam.... I wisisz mi pizze. - Na ostatnie słowa cicho się zaśmiał i zrobił krok w tył, aby na mnie spojrzeć.
- Nikomu nie przeszkadzasz - Zapewnił, ale pokręciłam przecząco głową.
- Nie ma co przeciągać, sama też muszę ogarnąć swoje mieszkanie, wrócić do kawiarni - Wzruszyłam ramionami - Ale tej pizzy Ci nie odpuszczę, nie myśl sobie.
- Napisz, kiedy będziesz mieć czas to się dogadamy - Uśmiechnął się - Pomogę Ci z ubraniami i podrzucę, chociaż pod mieszkanie.
- Nie odmówię - Schowałam dłonie do tylnej kieszeni - A do Ciebie nie zadzwonię - Powiedziałam poważnie, na co podniósł jedną brew - Nie mam Twojego numeru. - Dodałam z lekkim zadziornym uśmiechem.
Nath?
Od Nathaniela CD Taigi
Walka ze strażnikiem okazała się być trudna, lecz właśnie to dawało siły Nathanielowi, który poczuł się jak za dawnych czasów. Każde jego zaklęcie było dobrze wypowiedziane, szczególnie gdy do walki wkroczyły enty oraz mroki czarownicy. Adiel, jak na adepta, radził sobie bardzo dobrze i było widać, że mocno skupia się na swoich zaklęciach, których pomylić w żaden sposób nie może. Natomiast czarownik.. on radził sobie aż za dobrze, szczególnie gdy ten zadał cios młodemu elfowi. To zmusiło mężczyznę do przerwania swojej walki i sprawdzenia stanu chłopaka, który okazał się być nieprzytomny. Choć Nathaniel z natury panuję nad sobą, tak w tym momencie wszelka wola walki go opuściła. Podniósł swojego syna na ręce i nerwowo ściskał dłonie na jego ubraniach, wypowiadając przy tym różne elfie zaklęcia w celu przytrzymania go przy życiu. To też spowodowało, że klątwa z łatwością zawładnęła nad magiem, przemieniając jego wygląd w jasną kreaturę. Gdy jednak wstał z ziemi wraz z Adielem na rękach, spotkał się wzrokowo z czarownicą, która wcześniej nie widziała elfa w takiej postaci. To spowodowało, że brunetka przygotowała się do ataku, do którego oczywiście nie doszło. Starszy elf wytworzył portal pod nogami czarownicy, który skierował ją do jego domu, po czym przepaść zniknęła wraz z czarami brunetki. Ciche westchnięcie wydobyło się z białej kreatury, która udała się w całkiem inne miejsce, niż ciemnowłosa. W miejsce, gdzie Adiel szybciej odzyska przytomność.
Po blisko dwóch godzinach, Nathaniel wraz z synem, otworzyli bezpośredni portal do domu, który wprowadził ich od razu do salonu posiadłości. Głośny huk rozszedł się zaraz po zamknięciu szczeliny, co spowodowało, że ciemnowłosa kobieta zjawiła się zaraz u boku dwóch magów.
— Gdzie was wywiało?! — rzuciła na wejściu, patrząc raz na starszego, a raz na młodszego. — Gdzie Ty byłeś, jak Adiel oberwał? — zatrzymała wzrok na wyższym mężczyźnie.
— Byłem cały czas na polu walki. — odpowiedział spokojnie, na co kobieta uniosła jedną brew — Tylko w innej postaci. — dodał, co ciężko przeszło mu przez gardło.
— Jak w innej postaci?
— Usiądźmy może. Nie lubię tłumaczyć się na stojąco. — rzekł elf, który skierował się do salonu.
Tak też wszyscy uczynili, no może oprócz Adiela, który postanowił odpocząć w swoim pokoju. Tak więc na jednej kanapie zasiadła czarownica, natomiast mag zajął fotel obok, aby czuć się komfortowo.
— Wracając do "innej postaci". — zaczął mężczyzną, wygodniej siadając w swoim miejscu — Posiadam pewną klątwę, która przemienia mnie, w najmniej odpowiednich momentach, w jasną kreaturę. Co jakiś czas w myślach wypowiadam zaklęcie, które blokuje klątwę, lecz w momencie, gdy Adiel oberwał, przemiana nastąpił przez nagłe emocje. — wyjaśnił krótko i zerknął na brunetkę — Jednak to jest mało istotne. To Ty chciałaś mnie wtedy zabić. — dodał z udawaną powagą, przez co na jego twarzy zawitał delikatny uśmiech — Dobrze widzieć Cię całą i zdrową. — odetchnął ze spokojem.
Taiga?
Po blisko dwóch godzinach, Nathaniel wraz z synem, otworzyli bezpośredni portal do domu, który wprowadził ich od razu do salonu posiadłości. Głośny huk rozszedł się zaraz po zamknięciu szczeliny, co spowodowało, że ciemnowłosa kobieta zjawiła się zaraz u boku dwóch magów.
— Gdzie was wywiało?! — rzuciła na wejściu, patrząc raz na starszego, a raz na młodszego. — Gdzie Ty byłeś, jak Adiel oberwał? — zatrzymała wzrok na wyższym mężczyźnie.
— Byłem cały czas na polu walki. — odpowiedział spokojnie, na co kobieta uniosła jedną brew — Tylko w innej postaci. — dodał, co ciężko przeszło mu przez gardło.
— Jak w innej postaci?
— Usiądźmy może. Nie lubię tłumaczyć się na stojąco. — rzekł elf, który skierował się do salonu.
Tak też wszyscy uczynili, no może oprócz Adiela, który postanowił odpocząć w swoim pokoju. Tak więc na jednej kanapie zasiadła czarownica, natomiast mag zajął fotel obok, aby czuć się komfortowo.
— Wracając do "innej postaci". — zaczął mężczyzną, wygodniej siadając w swoim miejscu — Posiadam pewną klątwę, która przemienia mnie, w najmniej odpowiednich momentach, w jasną kreaturę. Co jakiś czas w myślach wypowiadam zaklęcie, które blokuje klątwę, lecz w momencie, gdy Adiel oberwał, przemiana nastąpił przez nagłe emocje. — wyjaśnił krótko i zerknął na brunetkę — Jednak to jest mało istotne. To Ty chciałaś mnie wtedy zabić. — dodał z udawaną powagą, przez co na jego twarzy zawitał delikatny uśmiech — Dobrze widzieć Cię całą i zdrową. — odetchnął ze spokojem.
Taiga?
Od Taigi CD Nathaniela
- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? Chodzimy po lesie, jak idioci, nikogo tutaj nie ma - Westchnęłam, siadając na jednym głazie. Byliśmy akurat nieopodal wodospadu, który wydawał przyjemny szum.
- Od czegoś trzeba zacząć - Westchnął, podchodząc do mnie, co jakiś czas rozglądał się po otoczeniu, podczas kiedy ja wzięłam mniejszy patyk i rysowałam coś w mokrej ziemi. Mój rysunek był już prawie gotowy, gdy poczułam energiczne pociągnięcie na prawy bok. Nie wiele brakowało, abym znalazła się na ziemi, przez co chciałam już unieść głos, ale wtedy obok nas przeleciała kula ognia, która po spotkaniu z drzewem została rozproszona. A więc jednak przyszedł... Nie wiem, jak nas znalazł, czy może na nas czekał, wyczuł, czy cokolwiek innego. Uniosłam wzrok w kierunku, gdzie powinien znajdować się ten cały czarodziej. Powoli zbliżał się w naszym kierunku z uśmiechem na ustach. Walczył już z nami, wie, że nasza moc nie powstrzyma jego, podejrzewam, że stąd jego niepohamowana radość na nasz widok.
- W końcu - Rzucił ledwo słyszalnym szeptem. Czekał na nas? Nie mogłam pojąć, jak to możliwe, że z całego miasta uwziął się właśnie na nas, nie jesteśmy jedynymi nadnaturalnymi w tym mieście. A jednak. Przez mi przeszło, że chodzi tutaj tylko i wyłącznie o Nathaniela, a ja dostałam jedynie rykoszetem. Jednak to nie był czas, żeby o tym myśleć. Mieliśmy naprzeciwko siebie potężnego przeciwnika. Kiedy obok mnie stanął syn Nathaniela, podniosłam tylko jedną brew. Byłam tak skupiona na czarodzieju, że nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy mężczyzna otworzył portal, o którym mówił wcześniej. Młody elf wyrzucił kilka słów w nieznanym mi języku, co spotkało się ze śmiechem obcego, który po powiedzeniu trzech słów, ruszył na nas spokojnie. Widziałam, że Nathaniel hamował swojego syna, aby ten nie rzucił się w przypływie emocji na wroga, który nie jest kolesiem spod dyskoteki, którego można pokonać jednym ruchem ręki.
Zrobiłam krok w tył, aby wejść w cień drzewa, który zaraz znalazł się na większej powierzchni mojego ciała. Rozprostowałam palce, gotowa do ataku.
Dłonie czarnowłosego w jednej chwili zaczęły zmieniać swój kolor, wyglądały niczym rozgrzane węgle. Na samo wspomnienie tego bólu, jaki potrafi zadać jednym dotykiem, poczułam dreszcz. Czarodziej najwyraźniej wyczuł, że dla Nathaniela największą słabością jest Adiel, gdyż to do niego pokierował swoje pierwsze ataki. Strażak od razu rzucił się w jego kierunku, przyjmując na swoje ciało, pierwsze ciosy. Widziałam na jego twarzy grymas bólu, jednak mimo to nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zza naszych pleców wysunęły się dwa grube korzenia, które owinęły się wokół czarnowłosego, mając go unieruchomić. Korzystając z okazji, stworzyłam z cienia kilka łańcuchów, które oplotły także jego nogi, jednak zanim dotarły do rąk, ten zdążył dotknąć zieleni, która w sekundę zmieniła się w popiół. Adiel nie czekając na kolejny atak i wysuwając dłoń do przodu, podniósł kilkadziesiąt kamieni, które z powalającą siłą ruszyły na mężczyznę. Nie chcąc stać bezużytecznie, wypuściłam z dłoni cienie, przypominające małe noże, które były równie ostre, jak te z metalu. Po saldzie ataku usłyszeliśmy jedynie śmiech. Czarodziej miał na sobie, jedynie kilka otarć. Nie stało mu się praktycznie nic. Nie wiem, kiedy i jak zdołał to wszystko uniknąć. Wykonując kilka szybkich ruchów nad jego głową, znalazło się kilka małych kuli ognia, które rzucił w naszą stronę. Starałam się nas wszystkich ochronić tarczą mroku, niestety nie wszystko zostało zatrzymane.
Młody elf odleciał kilka metrów w tył, uderzając o konar starego drzewa. Nathaniel nie zwracając uwagi na otoczenie, podbiegł do niego, kucając przy nim. Niestety nasz przeciwnik od razu chciał to wykorzystać. Spojrzałam na rodzinę i przeklęłam pod nosem. Stanęłam pomiędzy nimi a nim, przyjmując na siebie kulę ognia, powtarzając w głowie kilka zaklęć, które zdołałam zapamiętać. O dziwo nie odrzuciło mnie, wręcz przeciwnie poczułam, jakbym dostała zupełnie nową energię, jakbym odblokowała w swoim ciele elementy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Na kilka sekund mnie zamroczyło. Spojrzałam na swoje dłonie, były całe pokryte niebieskim ogniem. Spojrzałam na mężczyznę, który patrzył na mnie z zaskoczeniem.
Tym razem to ja się uśmiechnęłam, a czując w sobie rozrywającą mnie energię, pozwoliłam jej ze mnie wyjść. Czułam jedynie ciepło, a otoczenie wokół mnie zmieniło kolor na niebieski, który mieszał się z mrokiem. Zbliżyłam dłonie, po czym powoli je od siebie odsuwałam, pomiędzy nimi powstawała niebieska kula ognia. Tym razem to ja miałam przewagę. Zaczęłam rzucać tą energią w czarodzieja, nie dając mu czasu na uniki, czy też wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Kiedy leżał na ziemi, a ja opadłam na kolana ze zmęczenia, nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Odwróciłam głowę do chłopaków.
- Chyba się uda.... - Ostatnie słowo utknęło mi w gardle. Widziałam dużą białą postać ze skrzydłami, biel w niektórych miejscach była przerwana krwistą czerwienią, a zamiast twarzy posiadał on coś w rodzaju maski. - Co - Jęknęłam, nie mogłam z siebie wydusić nic więcej, w pierwszej chwili poczułam strach, dopiero co pokonaliśmy jednego wroga, a widzę przed sobą postać, która wydaje się jeszcze potężniejsza. Na dodatek trzymał w swoich ramionach Adela. Szybko zaczęłam rozglądać się za Nathanielem, jednak bezskutecznie.
- Puść go - Wstałam na równe nogi, pomimo iż drżały od wykorzystanej energii. Nie czułam się gotowa do kolejnej walki, ale nie mogłam też zostawić nieprzytomnego chłopaka sama. Korzystając z tego, że wciąż czułam w sobie płomienie, przywołałam je do swoich dłoni, dodatkowo z głębi lasu zaczęły wychodzić cienie, które pełzając po ziemi, zbliżały się do mnie - Nie zawaham się zaatakować, dobrze Ci radzę go zostawić - Przygotowałam się do ataku.
Nath?
Od Nathaniela CD Taigi
Poranna pobudka nastała znacznie wcześniej, niż zwykle, głównie dla tego, że Nathaniel chciał szybciej przygotować wcześniej zapisane notatki o strażniku zagłady. Uczynił to od razu po porannej kąpieli, nie myśląc nawet o śniadaniu, które także powinien przygotować. Po krótszej chwili, do elfa dołączył jego syn, który o dziwo, z chęcią pomagał w rozgryzieniu przeciwnika. Cóż, nastoletni bunt bywa.. dziwny. Czynili to w ciszy, analizując notatki zapisane w elfim języku, gdyż dla ich dwójki to najwygodniejsze rozwiązanie.
Po dłuższej chwili zjawiła się Taiga, która wyglądała jak nowo narodzona, a o tym też świadczył humor, który od wieczora jej nie opuścił.
— W sumie przydałoby się coś zjeść. — przyznał elf i zerknął na syna, który krótko przytaknął.
— A co tam macie? — spytała kobieta, podchodząc do stolika z notatkami.
— Spisaliśmy najistotniejsze informację. — odpowiedział, po czym zerknął na brunetkę, która tylko krótko westchnęła, widząc elfi język. — Wyjaśnię Ci wszystko podczas przygotowania śniadania. — dodał spokojnie, żeby nie rozdrażnić czarownicy.
— Mów więc, co takiego ciekawego masz do powiedzenia. — zaczęła brunetka, która usiadła na krześle przy wysepce.
— Więc. Jak wiemy, strażnik zagłady jest czarownikiem, lecz posługuje się tylko ogniem. — lekko westchnął i zerknął na ciemnowłosą — Nasze zaklęcia będą go tylko osłabiać, a zabić można tylko kontratakiem.
— Jak mamy wykonać kontratak? — spytała od razu kobieta, na co elf cicho westchnął.
— Najlepiej silnym zaklęciem, przez które nie przejdzie siła ognia. — wyjaśnił krótko.
— Albo zamknąć go w kuli, gdy ten będzie atakować. — dodała Tai, na co elf przytaknął.
Gdy posiłek był już gotowy, Nath nałożył go na trzy talerze, a następnie podał do stołu, przy którym zasiadła cała trójka magów. Spożywali śniadanie w ciszy, dzięki czemu elfy mogły się wyciszyć oraz uspokoić, aby podczas walki nie stracić nad sobą kontroli.
— Adiel. — zaczął elf, gdy puste talerze umieścił w zmywarce — Pójdę z Taigą na poszukiwania strażnika, Ty za ten czas zerknij do zwierząt..
— Czemu nie mogę iść z wami? — spytał przerywając starszemu.
— Gdyby doszło do ataku na ten dom, Ty mnie poinformujesz. — odpowiedział spokojnie — Gdy jednak my znajdziemy naszego czarownika, otworzę Tobie portal. — dodał z takim spokojem, że sam Adiel zrezygnował ze swojego buntu i przytaknął na słowa ojca, na co ten lekko się uśmiechnął.
Nathaniel skierował się do swojej sypialni, gdzie miał przygotowane ubranie na dzień dzisiejszy, choć już dawno powinien te ciuchy spalić. Bo jak można się domyślić, elf nie został od razu strażakiem po wkroczeniu do tego świata i skądś musiał mieć pieniądze na taki dom lub też auto. O tym jednak brunet nie rozmawiał i nie miał też zamiaru wracać do tej mrocznej przeszłości. Ubrał więc czarne spodnie oraz szarą koszulkę, na to narzucił skórzaną kurtkę, buty natomiast wybrał także w czarnym odcieniu. Choć były to normalne ciuchy, Nathaniel miał złe wspomnienia z tym związane, jednakże nie chciał się wyróżniać swoimi jaśniejszymi ubraniami.
— Gotowy? — usłyszał nagle głos brunetki, która ukradkiem wkroczyła do jego sypialni.
— Tak. — przytaknął od razu i zerknął na kobietę. — Ja zawsze jestem gotowy. — dodał z lekkim uśmiechem, aby zamaskować złe wspomnienia.
— W takim razie idziemy, bo noc nas zastanie. — rzekła na wyjściu, lecz było słychać, że na jej twarzy widnieje uśmiech.
Dwójka znajomych opuściła dom magów i skierowała się w las, czyli tam, gdzie ostatnio widziano strażnika. Szli w ciszy, nasłuchując otoczenia, które co chwile ulegało zmianie.
Taiga?
Od Taigi CD Nathaniela
Kiedy zamknęłam za sobą drzwi od niewielkiej sypialni, wręcz jak długa
opadłam na łóżko, zakrywając dłońmi twarz. Głupia, jak mogłaś zacząć się
czerwienić, myśl ta chodziła mi po głowie cały czas, dopóki sama nie
postanowiłam się ogarnąć. Nie raz widziałam tors mężczyzny, ba nawet nie
raz takowy dotykałam, więc dlaczego teraz po prostu go nie
zignorowałam? Nie można mu ująć tego, że jest dobrze zbudowany, ale to
tylko i wyłącznie kompan do walki i ewentualny towarzysz do posiłków.
Ułożyłam się wygodnie w łóżku i założyłam słuchawki, pogrążając się w
muzyce i własnych myślach, które zaczęły krążyć wokół nieznajomego,
który na nas poluje. Pytanie, jak można go pokonać, było dla mnie
największą zagadką. Nagle drzwi od pokoju delikatnie się uchyliły, a ja
ściągnęłam słuchawki, aby spojrzeć na Nathaniela.
Jego pytanie było dla mnie zaskakujące, może i nie czułam się
najlepiej, ale nie byłam najgorszą czarownicą, trochę na podleczeniu
również się znałam, a przynajmniej na tyle, żeby przez kilka godzin czuć
się w pełni sił. Taką przynajmniej mam nadzieję.
- Mamy w ogóle jakiś plan? - Usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego, przechylając głowę. Byłam ciekawa, jego koncepcji, w końcu on miał dużo większą wiedzę na temat naszego kochanego przyjaciela, aniżeli ja.
- Próbować go pokonać - Uśmiechnął się delikatnie, na co pokręciłam głową.
- Spróbujmy oblać go wodą, jak będzie używał swojej magi, no w końcu wodą gasicie pożary czyż nie panie strażaku? - Nieco rozbawiona podniosłam jedną brew, w odpowiedzi uniósł głowę i westchnął ni to rozbawiony, ni to załamany. - Ej jestem młodsza, nie ma się co śmiać, mam mniejszą wiedzę - Pokazałam mu koniuszek języka.
- Wypominasz mi, że jestem stary? - Oparł się o jedną z szafek.
- Stary to mało powiedziane, Twój syn jest mniej więcej w moim wieku, to z nim powinnam teraz siedzieć jako by nie patrzeć - Zaśmiałam się.
- Tak w sumie to będzie z 10 lat starszy - Na jego twarzy pojawił się nieznośny uśmiech, co spotkało się z moim grymasem.
- Jadłam kolację ze starcami - Prychnęłam - Jeśli to przeżyjemy, wiszę wam przysługę za nocleg - Złapałam za słuchawkę, żeby móc się nią bawić, nigdy nie byłam dobra w dziękowaniu, a tym bardziej w przepraszaniu.
- Przypuszczasz, że możemy nie przeżyć? - Usiadł na moim łóżku, patrząc na mnie, w jednej chwili zrobiło się poważnie.
- Różnie bywa - Wzruszyłam ramionami - Pierwszy raz będę walczyć z kimś, kto ma w sobie taką moc, sama też nie rozwinęłam swoich umiejętności do końca, mimo wszystko wciąż się uczę, a nawet nie mieliśmy czasu na trening, poznanie swoich mocy nawzajem, ale Ty się nie masz co przejmować, chodzisz po tym świecie ze 100 lat! Jeśli normalny człowiek tyle przeżyje, to pomniki mu się buduje - Zaśmiałam się, żeby skończyć przykry temat śmierci.
- Jeszcze 100 chciałbym pożyć - Posłał w moją stronę miły uśmiech.
- Taki to ma dobrze. W takim razie nie daj się jutro zabić - Wzruszyłam ramionami.
- To samo tyczy się Ciebie.
- Może mały zakład? - Zaproponowałam z szatańskim uśmiechem - Kto padnie pierwszy, ten stawia pizze.
- Jedzenie jest ważniejsze niż życie? - Zaśmiał się, na co nadęłam policzki.
- Bez jedzenia i tak umierasz, więc jest ważniejsze niż życie. Jeśli masz jeden kawałek mięsa i dwóch ludzi co nie jedli 3 dni, to nawet jeśli to przyjaciele to zabiją się nawzajem, za to jedzenie. Dlatego jest ważniejsze niż życie - Pokazałam mu język - Pracuje w gastronomii, nie dyskutuj ze mną.
- Śpij dobrze - Posłał mi jeszcze uśmiech na pożegnanie i wyszedł z pokoju, a ja sama ponownie założyłam słuchawki, żeby móc się jeszcze odprężyć.
Rano wstałam wyjątkowo wcześnie, a co dziwne nie czułam nic. Żadnego strachu, gniewu, żalu, podekscytowania. Był to zwykły poranek. Szybki prysznic, ubranie wygodnych czarnych dżinsów i bluzy, czary-mary przed lustrem dla wzmocnienia organizmu. Stanęłam w salonie, gdzie siedział już Nat ze swoim synem.
- To co, śniadanie i ruszamy na łowy? - Uniosłam rękę i zacisnęłam pięść "chwaląc" się swoimi mięśniami, a także pokazałam rząd białych zębów.
Nath?
- Mamy w ogóle jakiś plan? - Usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego, przechylając głowę. Byłam ciekawa, jego koncepcji, w końcu on miał dużo większą wiedzę na temat naszego kochanego przyjaciela, aniżeli ja.
- Próbować go pokonać - Uśmiechnął się delikatnie, na co pokręciłam głową.
- Spróbujmy oblać go wodą, jak będzie używał swojej magi, no w końcu wodą gasicie pożary czyż nie panie strażaku? - Nieco rozbawiona podniosłam jedną brew, w odpowiedzi uniósł głowę i westchnął ni to rozbawiony, ni to załamany. - Ej jestem młodsza, nie ma się co śmiać, mam mniejszą wiedzę - Pokazałam mu koniuszek języka.
- Wypominasz mi, że jestem stary? - Oparł się o jedną z szafek.
- Stary to mało powiedziane, Twój syn jest mniej więcej w moim wieku, to z nim powinnam teraz siedzieć jako by nie patrzeć - Zaśmiałam się.
- Tak w sumie to będzie z 10 lat starszy - Na jego twarzy pojawił się nieznośny uśmiech, co spotkało się z moim grymasem.
- Jadłam kolację ze starcami - Prychnęłam - Jeśli to przeżyjemy, wiszę wam przysługę za nocleg - Złapałam za słuchawkę, żeby móc się nią bawić, nigdy nie byłam dobra w dziękowaniu, a tym bardziej w przepraszaniu.
- Przypuszczasz, że możemy nie przeżyć? - Usiadł na moim łóżku, patrząc na mnie, w jednej chwili zrobiło się poważnie.
- Różnie bywa - Wzruszyłam ramionami - Pierwszy raz będę walczyć z kimś, kto ma w sobie taką moc, sama też nie rozwinęłam swoich umiejętności do końca, mimo wszystko wciąż się uczę, a nawet nie mieliśmy czasu na trening, poznanie swoich mocy nawzajem, ale Ty się nie masz co przejmować, chodzisz po tym świecie ze 100 lat! Jeśli normalny człowiek tyle przeżyje, to pomniki mu się buduje - Zaśmiałam się, żeby skończyć przykry temat śmierci.
- Jeszcze 100 chciałbym pożyć - Posłał w moją stronę miły uśmiech.
- Taki to ma dobrze. W takim razie nie daj się jutro zabić - Wzruszyłam ramionami.
- To samo tyczy się Ciebie.
- Może mały zakład? - Zaproponowałam z szatańskim uśmiechem - Kto padnie pierwszy, ten stawia pizze.
- Jedzenie jest ważniejsze niż życie? - Zaśmiał się, na co nadęłam policzki.
- Bez jedzenia i tak umierasz, więc jest ważniejsze niż życie. Jeśli masz jeden kawałek mięsa i dwóch ludzi co nie jedli 3 dni, to nawet jeśli to przyjaciele to zabiją się nawzajem, za to jedzenie. Dlatego jest ważniejsze niż życie - Pokazałam mu język - Pracuje w gastronomii, nie dyskutuj ze mną.
- Śpij dobrze - Posłał mi jeszcze uśmiech na pożegnanie i wyszedł z pokoju, a ja sama ponownie założyłam słuchawki, żeby móc się jeszcze odprężyć.
Rano wstałam wyjątkowo wcześnie, a co dziwne nie czułam nic. Żadnego strachu, gniewu, żalu, podekscytowania. Był to zwykły poranek. Szybki prysznic, ubranie wygodnych czarnych dżinsów i bluzy, czary-mary przed lustrem dla wzmocnienia organizmu. Stanęłam w salonie, gdzie siedział już Nat ze swoim synem.
- To co, śniadanie i ruszamy na łowy? - Uniosłam rękę i zacisnęłam pięść "chwaląc" się swoimi mięśniami, a także pokazałam rząd białych zębów.
Nath?
3.11.2019
Od Nathaniela CD Taigi
Gdy rozmowa zeszła na temat posiłku, mężczyzna poczuł się spokojniejszy, co można było rozpoznać po luźniejsze rozmowie z nutką "przyjacielskiego" flirtu. Brunet nie widział nic złego w tego typu zwrotach, jednakże nie mógł sobie za dużo pozwalać ze względu na elficką postawę. Szanuje Taigę i nie chciałby jej skrzywdzić pod względem emocjonalnym oraz fizycznym, oczywiście. Czy coś do niej czuł? Na pewno nie, choć już wcześniej uznał brunetkę za ciekawą kobietę pod kilkoma względami. Jednym z nich jest posługiwanie się podobną magią, co z czasem może pomóc w wielu sytuacjach.
Przy pomocy brunetki, posiłek wyszedł smaczniejszy i bardziej urozmaicony kilkoma przyprawami, dzięki czemu, humor ich dwójki był zdecydowanie lepszy. Jednakże sam syn nie wiedział, co ma myśleć o ojcu oraz obcej mu kobiecie, z która to Nathaniel tak często się uśmiechał. Elfy nie są nauczone posiadania przybranej matki czy ojca, przez co młody czuł się niepewnie, lecz nie chciał niszczyć tego spokojnego klimatu.
— Smakowało? — zapytał po posiłku brunet, który wstał w celu odniesienia talerzy.
— Tak, ale tylko dla tego, że Ci pomogłam. — odpowiedziała z lekkim uśmiechem, co brunet odebrał z humorem.
Mężczyzna pokręcił głową i wstawił naczynia do zmywarki, a gdy podniósł wzrok znak maszyny, zauważył obok siebie Adiela ze znacznym spojrzeniem.
— Coś się stało? — spytał syna, delikatnie unosząc kąciki ust.
— Długo tutaj jeszcze będzie? — zapytał krótko młody elf.
— A co to za pytanie? — zmarszczył brwi — Musi dojść do siebie i pomóc nam ze strażą. — wyjaśnił zachowując wszelki spokój.
— Zawsze dawaliśmy sobie radę, sami. — podkreślił ostatnie słowo.
— Nie Adiel, nie tym razem. — powiedział brunet znacznym tonem.
— Ależ owszem. — odparł młody — Może ona sprawić nam więcej problemów. — dodał zaraz, nieświadomie unosząc ton na ojca.
— Nie tym tonem. — warknął elf — Marsz do siebie i lepiej przemyśl swoje zachowanie. — dodał już spokojniej, nie chcąc budzić swoich negatywnych cech.
Nastolatek nerwowo odetchnął, a następnie skierował się do swojego pokoju, którego drzwi tak mocno trzasnęły, że szyby w oknach delikatnie zadrżały. Gdyby nie brunetka obok, mężczyzna wróciłby się do adepta i zwrócił mu uwagę, jednakże w tym przypadku nie chciał rozpoczynać jakiekolwiek rodzinnej kłótni. Oparł się o blat i głęboko westchnął, chcąc przywrócić swój elfi spokój, który nastał szybciej, niż się spodziewał.
— Wybacz za jego zachowanie. — rzekł mężczyzna kierując słowa do kobiety — Zdarza mu się buntować. — dodał z niewidocznym uśmiechem.
— Jak większość nastolatków. — odparła spoglądając na mówcę. — A.. o co poszło? — spytała zaraz.
— Problemy z przeszłości, ale to nic poważnego. — skłamał dla wspólnego dobra — Jakbyś czegoś potrzebowała, będę u siebie. — dodał chcąc zakończyć wcześniej zaczęty temat.
Ciemnowłosy udał się do swojej sypialni, gdzie pobył dłuższą chwilę, głównie czytając książkę przy lampce wina, co pomogło w rozluźnieniu się. Gdy jednak nastała godzina ósma, mężczyzna udał się do łazienki, gdzie skorzystał z zimnego prysznicu. Nie czuł się za dobrze pod względem posiadanej klątwy i obawiał się, że lada moment może dojść do przemiany, czego raczej by nie chciał. W pewnym momencie usłyszał delikatne pukanie do drzwi łazienki, co wyrwało bruneta z niewygodnych myśli, a gdy usłyszał głos brunetki, spokojnie odetchnął.
— Jasne, wejdź. — odpowiedział na jej pytanie.
Jako, że drzwi kabiny są w połowie zasłonięte białą okleiną, dolnych części ciała mężczyzny były niewidoczne, lecz sam tors wystarczył, żeby kobieta zawiesiła na nim oko, choć przyszła tylko po jedną ważną rzecz.
— Coś jeszcze? — spytał elf z lekkim uśmiechem, spoglądając na swoją towarzyszkę.
— Nie utop się tylko. — odpowiedziała — Martwy nam się nie przydasz. — dodała zaraz, po czym z delikatnym rumieńcem opuściła łazienkę.
Nathaniel uśmiechnął się szeroko, po czym westchnął z nutką śmiechu, co wcześniej się nie zdarzało. Po tych skromnych odwiedzinach w łazience, brunet dokończył swój prysznic, wytarł się do sucha, a następnie ubrał luźniejsze ubranie, po czym posprzątał po sobie i udał się do swojej sypialni. Przygotował sobie jakąś książkę do czytania oraz ubrania na dzień następny, gdyż to jutro przystąpią do wszelkich działań. Nim jednak zasiadł do swojej lektury, wstąpił do sypialni Taigi, która na szczęście nie spała, a słuchała jakiejś muzyki na słuchawkach.
— Mogę zająć chwilę? — spytał stojąc w progu.
— Jeśli chcesz porozmawiać o łazienkowej sytuacji, to nie. — odpowiedziała, na co oby dwoje zareagowali przyjaznym uśmiechem — Jasne, wejdź. — dodała zaraz.
— Chciałbym już jutro podjąć się pierwszych czynności związanych ze strażą. — wyjaśnił opierając się o drewniane zdobienie łóżka — Wiadomo, najpierw omówienie wszystkiego ze świeżymi umysłami, później działanie. Jednakże muszę być pewny, że czujesz się na siłach, by z nami współpracować. — dodał spokojnym tonem, mając nawiązany kontakt wzrokowy z kobietą.
Taiga?
Przy pomocy brunetki, posiłek wyszedł smaczniejszy i bardziej urozmaicony kilkoma przyprawami, dzięki czemu, humor ich dwójki był zdecydowanie lepszy. Jednakże sam syn nie wiedział, co ma myśleć o ojcu oraz obcej mu kobiecie, z która to Nathaniel tak często się uśmiechał. Elfy nie są nauczone posiadania przybranej matki czy ojca, przez co młody czuł się niepewnie, lecz nie chciał niszczyć tego spokojnego klimatu.
— Smakowało? — zapytał po posiłku brunet, który wstał w celu odniesienia talerzy.
— Tak, ale tylko dla tego, że Ci pomogłam. — odpowiedziała z lekkim uśmiechem, co brunet odebrał z humorem.
Mężczyzna pokręcił głową i wstawił naczynia do zmywarki, a gdy podniósł wzrok znak maszyny, zauważył obok siebie Adiela ze znacznym spojrzeniem.
— Coś się stało? — spytał syna, delikatnie unosząc kąciki ust.
— Długo tutaj jeszcze będzie? — zapytał krótko młody elf.
— A co to za pytanie? — zmarszczył brwi — Musi dojść do siebie i pomóc nam ze strażą. — wyjaśnił zachowując wszelki spokój.
— Zawsze dawaliśmy sobie radę, sami. — podkreślił ostatnie słowo.
— Nie Adiel, nie tym razem. — powiedział brunet znacznym tonem.
— Ależ owszem. — odparł młody — Może ona sprawić nam więcej problemów. — dodał zaraz, nieświadomie unosząc ton na ojca.
— Nie tym tonem. — warknął elf — Marsz do siebie i lepiej przemyśl swoje zachowanie. — dodał już spokojniej, nie chcąc budzić swoich negatywnych cech.
Nastolatek nerwowo odetchnął, a następnie skierował się do swojego pokoju, którego drzwi tak mocno trzasnęły, że szyby w oknach delikatnie zadrżały. Gdyby nie brunetka obok, mężczyzna wróciłby się do adepta i zwrócił mu uwagę, jednakże w tym przypadku nie chciał rozpoczynać jakiekolwiek rodzinnej kłótni. Oparł się o blat i głęboko westchnął, chcąc przywrócić swój elfi spokój, który nastał szybciej, niż się spodziewał.
— Wybacz za jego zachowanie. — rzekł mężczyzna kierując słowa do kobiety — Zdarza mu się buntować. — dodał z niewidocznym uśmiechem.
— Jak większość nastolatków. — odparła spoglądając na mówcę. — A.. o co poszło? — spytała zaraz.
— Problemy z przeszłości, ale to nic poważnego. — skłamał dla wspólnego dobra — Jakbyś czegoś potrzebowała, będę u siebie. — dodał chcąc zakończyć wcześniej zaczęty temat.
Ciemnowłosy udał się do swojej sypialni, gdzie pobył dłuższą chwilę, głównie czytając książkę przy lampce wina, co pomogło w rozluźnieniu się. Gdy jednak nastała godzina ósma, mężczyzna udał się do łazienki, gdzie skorzystał z zimnego prysznicu. Nie czuł się za dobrze pod względem posiadanej klątwy i obawiał się, że lada moment może dojść do przemiany, czego raczej by nie chciał. W pewnym momencie usłyszał delikatne pukanie do drzwi łazienki, co wyrwało bruneta z niewygodnych myśli, a gdy usłyszał głos brunetki, spokojnie odetchnął.
— Jasne, wejdź. — odpowiedział na jej pytanie.
Jako, że drzwi kabiny są w połowie zasłonięte białą okleiną, dolnych części ciała mężczyzny były niewidoczne, lecz sam tors wystarczył, żeby kobieta zawiesiła na nim oko, choć przyszła tylko po jedną ważną rzecz.
— Coś jeszcze? — spytał elf z lekkim uśmiechem, spoglądając na swoją towarzyszkę.
— Nie utop się tylko. — odpowiedziała — Martwy nam się nie przydasz. — dodała zaraz, po czym z delikatnym rumieńcem opuściła łazienkę.
Nathaniel uśmiechnął się szeroko, po czym westchnął z nutką śmiechu, co wcześniej się nie zdarzało. Po tych skromnych odwiedzinach w łazience, brunet dokończył swój prysznic, wytarł się do sucha, a następnie ubrał luźniejsze ubranie, po czym posprzątał po sobie i udał się do swojej sypialni. Przygotował sobie jakąś książkę do czytania oraz ubrania na dzień następny, gdyż to jutro przystąpią do wszelkich działań. Nim jednak zasiadł do swojej lektury, wstąpił do sypialni Taigi, która na szczęście nie spała, a słuchała jakiejś muzyki na słuchawkach.
— Mogę zająć chwilę? — spytał stojąc w progu.
— Jeśli chcesz porozmawiać o łazienkowej sytuacji, to nie. — odpowiedziała, na co oby dwoje zareagowali przyjaznym uśmiechem — Jasne, wejdź. — dodała zaraz.
— Chciałbym już jutro podjąć się pierwszych czynności związanych ze strażą. — wyjaśnił opierając się o drewniane zdobienie łóżka — Wiadomo, najpierw omówienie wszystkiego ze świeżymi umysłami, później działanie. Jednakże muszę być pewny, że czujesz się na siłach, by z nami współpracować. — dodał spokojnym tonem, mając nawiązany kontakt wzrokowy z kobietą.
Taiga?
31.10.2019
Od Taigi CD Nathaniela
Słuchałam ich z uwagą, starając się zrozumieć cokolwiek z tego
wszystkiego. Prawda jest taka, że nigdy nie interesowałam się za bardzo
ich światem, cały czas wydawało mi się to zbędne, z jednej strony czułam
ulgę, mając świadomość, że coś już wiemy, a raczej, że oni coś więcej.
No właśnie, to była ta druga strona medalu. Nienawidziłam świadomości,
że czegoś nie wiem, czy też nie rozumiem. Nim zaczęłam zadawać kolejne
pytania, elf zniknął w kuchni, gdzie słychać było już jedynie dźwięk
noża uderzającego o drewnianą tackę. Jego syn, również zrezygnował z
dalszego czytania, odłożył książki na bok i udał się w głąb korytarza,
jak miewam do swojego pokoju. Siedziałam tam jeszcze chwilę, starając
się połapać w tym wszystkim. Ostatecznie wstałam gwałtownie, dzięki
czemu ponownie usiadłam na kanapie. Potrząsnęłam głową i po kilku
głębokich wdech wstałam, aby poczłapać się do kuchni. Czułam się już
znacznie, niż bezpośrednio po wybudzeniu, jednak wciąż nie byłam w pełni
sił. Usiadłam na krześle, które odwróciłam wcześniej tak, aby móc się
przyglądać strażakowi z lekkim podziwiam. Nie często mężczyźni radzą
sobie tak dobrze w kuchni. Oparłam podbródek o oparcie krzesła, które
znajdowało się przede mną, gdyż na samym meblu siedziałam okrakiem.
Kosmyk włosów swobodnie opadał, zasłaniając skrawek policzka.
- Coś nie tak? - Zapytał w końcu, najwidoczniej czując na sobie mój wzrok.
- Nie - Odpowiedziałam krótko - Chociaż może i tak - Dodałam po chwili, nie zmieniając pozycji - Wciąż mało rozumiem z tego, co mówiliście, nie zrozum mnie źle, ale nigdy nie interesowałam się zbytnio waszą rasą, czy też światem - Wymamrotałam, na co tylko uśmiechnął się delikatnie, nie przestając przygotowywać dania.
- Porozmawiamy o tym, jak będziesz w lepszej kondycji - Rzucił mi tylko przelotne spojrzenie, na co przewróciłam oczami.
- Normalnie mam opiekuna na pełen etat. Co gotujesz? Może chociaż pomogę - Zaproponowałam, unosząc się delikatnie, żeby się wyprostować.
- Nie trzeba, radzę sobie. Mam nadzieję, że lubisz makaron w sosie grzybowym z kurczakiem?
- Brzmi dobrze, zobaczymy czy przejdziesz mój casting na kucharza - Uśmiechnęłam się delikatnie. Chyba sama miałam dosyć tego tematu, tej sprawy. Każdy z nas potrzebował chociaż trochę wytchnienia.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że wątpisz w moje możliwości? - Niczym prawdziwy mistrz kuchni podniósł nóż. Widząc go w tej jakże profesjonalnej pozycji z uniesioną brwią i uśmiechem, ciężko mi było nie przyznać, że był zwyczajnie przystojny. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, przez co odwróciłam wzrok.
- Nie wiem, jeszcze nic nie jadłam, co wyszło spod Twojej ręki - Tym razem to ja zadziornie uniosłam jedną brew.
- Więc dzisiaj mamy debiut - Oparł się o blat, a mnie przez chwilę przeszła myśl, że niebezpiecznie zbaczamy na tor flirtu.
- To żeby się nie otruć, to jednak Ci pomogę - Powoli wstałam z krzesła i podeszłam do niego, stanęłam obok, wyprostowana i zasalutowałam, jakbym znalazła się w wojsku - Pomocnik Tai, melduje się na stanowisku, kogo mam posiekać?
- Możesz zająć się pietruszką, skoro aż tak się wyrywasz - podał mi czysty nóż, a także nową tackę, wzięłam z blatu pietruszkę, którą zaczęłam siekać. Dawno już z nikim nie gotowałam, było to zupełnie co innego, niż robienie sobie tostów czy też zamawianie czegoś na dowóz. Było to miłe. Na koniec zajmowałam się mieszaniem sosu, podczas gdy Nathaniel chował brudne naczynia do zmywarki.
- Widzisz, nie ma mi się co opierać i tak zawsze jest po mojemu - Powiedziałam dumnie, unosząc głowę, co najmniej jakbym wygrała z nim jakiś zakład, który trwał miesiącami. Jednak czyż to nie małe zwycięstwa cieszą poniekąd najbardziej?
Nathaniel?
- Coś nie tak? - Zapytał w końcu, najwidoczniej czując na sobie mój wzrok.
- Nie - Odpowiedziałam krótko - Chociaż może i tak - Dodałam po chwili, nie zmieniając pozycji - Wciąż mało rozumiem z tego, co mówiliście, nie zrozum mnie źle, ale nigdy nie interesowałam się zbytnio waszą rasą, czy też światem - Wymamrotałam, na co tylko uśmiechnął się delikatnie, nie przestając przygotowywać dania.
- Porozmawiamy o tym, jak będziesz w lepszej kondycji - Rzucił mi tylko przelotne spojrzenie, na co przewróciłam oczami.
- Normalnie mam opiekuna na pełen etat. Co gotujesz? Może chociaż pomogę - Zaproponowałam, unosząc się delikatnie, żeby się wyprostować.
- Nie trzeba, radzę sobie. Mam nadzieję, że lubisz makaron w sosie grzybowym z kurczakiem?
- Brzmi dobrze, zobaczymy czy przejdziesz mój casting na kucharza - Uśmiechnęłam się delikatnie. Chyba sama miałam dosyć tego tematu, tej sprawy. Każdy z nas potrzebował chociaż trochę wytchnienia.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że wątpisz w moje możliwości? - Niczym prawdziwy mistrz kuchni podniósł nóż. Widząc go w tej jakże profesjonalnej pozycji z uniesioną brwią i uśmiechem, ciężko mi było nie przyznać, że był zwyczajnie przystojny. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, przez co odwróciłam wzrok.
- Nie wiem, jeszcze nic nie jadłam, co wyszło spod Twojej ręki - Tym razem to ja zadziornie uniosłam jedną brew.
- Więc dzisiaj mamy debiut - Oparł się o blat, a mnie przez chwilę przeszła myśl, że niebezpiecznie zbaczamy na tor flirtu.
- To żeby się nie otruć, to jednak Ci pomogę - Powoli wstałam z krzesła i podeszłam do niego, stanęłam obok, wyprostowana i zasalutowałam, jakbym znalazła się w wojsku - Pomocnik Tai, melduje się na stanowisku, kogo mam posiekać?
- Możesz zająć się pietruszką, skoro aż tak się wyrywasz - podał mi czysty nóż, a także nową tackę, wzięłam z blatu pietruszkę, którą zaczęłam siekać. Dawno już z nikim nie gotowałam, było to zupełnie co innego, niż robienie sobie tostów czy też zamawianie czegoś na dowóz. Było to miłe. Na koniec zajmowałam się mieszaniem sosu, podczas gdy Nathaniel chował brudne naczynia do zmywarki.
- Widzisz, nie ma mi się co opierać i tak zawsze jest po mojemu - Powiedziałam dumnie, unosząc głowę, co najmniej jakbym wygrała z nim jakiś zakład, który trwał miesiącami. Jednak czyż to nie małe zwycięstwa cieszą poniekąd najbardziej?
Nathaniel?
29.10.2019
Od Nathaniela CD Taigi
Gdy brunetka wspomniała o rodzinie chochlika, jego umysł na nowo wytworzył obraz walki w elfim świecie, co negatywnie na niego wpłynęło. Nie chciał opowiadać o swojej przeszłości, gdyż bardzo chciał o niej zapomnieć, lecz nie ma też zamiaru wypominać tego ciemnowłosej. Kobieta widząc jego reakcję, zmieniła temat na obecny, co ostudziło elfa i pozwoliło mu przywrócić logiczną myśl.
— Za chwilę do Ciebie dołączę. — odpowiedział mężczyzna — Adiel pomoże Ci w przygotowaniu ksiąg. — dodał, zerkając na chłodny dwór.
Taiga krótko przytaknęła i opuściła garaż, natomiast Nath zamknął wcześniej otwartą bramę i udał się do łazienki. Zimny prysznic całkowicie ostudził zdenerwowanego elfa, a jego umysł powrócił do harmonii, co zdecydowanie pomoże w rozwiązywaniu obecnego problemu.
Gdy mężczyzna doprowadził siebie do normalnego stanu, powrócił do salonu, gdzie siedziała Taiga wraz z synem strażaka. Oby dwoje śledzili tekst w księgach, których większość spoczywała na stoliku oraz kanapie.
Gdy mężczyzna doprowadził siebie do normalnego stanu, powrócił do salonu, gdzie siedziała Taiga wraz z synem strażaka. Oby dwoje śledzili tekst w księgach, których większość spoczywała na stoliku oraz kanapie.
— Macie coś? — spytał brunet, dosiadający się do dwójki.
— To samo, co już wiemy. — odpowiedziała kobieta, zerkając znad książki na strażaka.
— Dobrze. Czyli szukamy dalej.. — westchnął brunet, sięgając po jedną z elfickich ksiąg.
Mijały godziny, a trójka nadludzi nie posiadała żadnych nowych informacji, co zaczęło frustrować młodego elfa. Choć jest on synem jednego z najspokojniejszych elfów, posiadał on kilka nerwowych zachowań, jak błądzenie wzrokiem po suficie, co czynił własnie teraz. Ma to też swoją drugą stronę — skupienie się na swoich myślach. Brunetka mogła odebrać to jako rezygnację młodego, lecz Nath dowiedział wiedział, co on robi. Zerknął na niego kątem oka, a następnie na kobietę, która także spoglądała na Aidela. Młodzieniec nagle podniósł się z kanapy i spojrzał na stertę elfich ksiąg, po czym spokojnym ruchem zaczął szukać tej konkretnej, a gdy ją znalazł, przekartkował ją i zatrzymał na jednej stronie. Straszy elf zamarł, widząc wielki symbol, znajdujący się na wskazanej stronie.
— Też to mam. — odezwała się nagle Taiga, która położyła swoją książkę obok elfiej.
— Strażnik zagłady.. — szepnął mężczyzna — Przecież.. to niemożliwe. — dodał, delikatnie marszcząc brwi.
Strażak sięgnął po obie księgi i przyjrzał się symbolom, a następnie chwycił za szkic Taigi i porównał wszystko ze sobą. Poprosił także Aidela o ukazanie iluzji czarownika, a po wspólnym przeczytaniu opisu straży, połączyli wszystko w całość.
— Strażnik musiał przejść przez jakąś szczelinę do tego świata. — stwierdził Nath, przyglądając się zebranym informacjom.
— Mógł też ją sam sobie wytworzyć. — dodała ciemnowłosa, sprawdzając coś w jednej z ksiąg.
— Jest to prawie niemożliwe. — spojrzał na kobietę — Jedyna taka szczelina powstała... — zamarł, przypominając sobie ten dzień — Gdy Seimur wypowiedział zaklęcie. — dodał pół szeptem.
— Arin gado so iranu. — wyszeptał Adiel — Tak brzmiało zaklęcie. — spojrzał na ojca.
— No tak. — wstał z kanapy — Zaklęcie otworzyło dwie szczeliny naraz, bo Seimur pomylił słowa. — odetchnął głęboko — To wtedy strażnik musiał tutaj trafić, zaczął współpracę z łowcami i tak trafił na nas. — powiedział spokojnie.
— Czekaj, czekaj.. — przerwała myśl kobieta — Kto to jest Seimur i o co chodzi z tym zaklęciem..? — zapytała, przez co mężczyźni spojrzeli po sobie.
— Seimur to mój starszy brat. — zaczął Nath, po czym usiadł na oparciu kanapy — Miałem zostać zabity za użycie zakazanego zaklęcia, które uratowało ponad połowę miasta. Wtedy mój brat otworzył portal i wepchnął nas do niego.. — dodał i smutno się uśmiechnął, opuszczając wzrok na książki. — Mało istotne. — westchnął zaraz i otarł dłonie o uda — Ważne, że wiemy, kim jest ten ognisty mężczyzna i czego chce oraz jak z nim walczyć. Teraz wystarczy się tylko przygotować i nie dać się zabić. — dodał wstając z oparcia — Ale zanim to uczynimy, przydałoby się coś zjeść. — delikatnie uniósł kącik ust i skierował się do kuchni, gdzie zaczął przygotowywanie posiłku.
Taiga?
Strażak sięgnął po obie księgi i przyjrzał się symbolom, a następnie chwycił za szkic Taigi i porównał wszystko ze sobą. Poprosił także Aidela o ukazanie iluzji czarownika, a po wspólnym przeczytaniu opisu straży, połączyli wszystko w całość.
— Strażnik musiał przejść przez jakąś szczelinę do tego świata. — stwierdził Nath, przyglądając się zebranym informacjom.
— Mógł też ją sam sobie wytworzyć. — dodała ciemnowłosa, sprawdzając coś w jednej z ksiąg.
— Jest to prawie niemożliwe. — spojrzał na kobietę — Jedyna taka szczelina powstała... — zamarł, przypominając sobie ten dzień — Gdy Seimur wypowiedział zaklęcie. — dodał pół szeptem.
— Arin gado so iranu. — wyszeptał Adiel — Tak brzmiało zaklęcie. — spojrzał na ojca.
— No tak. — wstał z kanapy — Zaklęcie otworzyło dwie szczeliny naraz, bo Seimur pomylił słowa. — odetchnął głęboko — To wtedy strażnik musiał tutaj trafić, zaczął współpracę z łowcami i tak trafił na nas. — powiedział spokojnie.
— Czekaj, czekaj.. — przerwała myśl kobieta — Kto to jest Seimur i o co chodzi z tym zaklęciem..? — zapytała, przez co mężczyźni spojrzeli po sobie.
— Seimur to mój starszy brat. — zaczął Nath, po czym usiadł na oparciu kanapy — Miałem zostać zabity za użycie zakazanego zaklęcia, które uratowało ponad połowę miasta. Wtedy mój brat otworzył portal i wepchnął nas do niego.. — dodał i smutno się uśmiechnął, opuszczając wzrok na książki. — Mało istotne. — westchnął zaraz i otarł dłonie o uda — Ważne, że wiemy, kim jest ten ognisty mężczyzna i czego chce oraz jak z nim walczyć. Teraz wystarczy się tylko przygotować i nie dać się zabić. — dodał wstając z oparcia — Ale zanim to uczynimy, przydałoby się coś zjeść. — delikatnie uniósł kącik ust i skierował się do kuchni, gdzie zaczął przygotowywanie posiłku.
Taiga?
28.10.2019
Od Taigi CD Nathaniela
"– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...) – Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus."
Uśmiechnęłam się pod nosem, kończąc powieść na momencie, który chyba najbardziej uwielbiałam z całej tej powieści. Nie spodziewałam się, że w domu dwóch elfów znajdę taką literaturę. Spojrzałam na okładkę, po której przejechałam kciukiem, jakbym chciała ją jeszcze bardziej poczuć. Spoglądając na ogród, wypuściłam z ust powietrze, trzymane o kilka sekund za długo. Jego dom, ogród, on sam... Wszystko było wypełnione spokojem, czułam się tutaj wyjątkowo dobrze, nie pamiętam, kiedy ostatnio przebywałam w takim miejscu. Niestety moja natura nie pozwoliła mi na cieszenie się długo tymże spokojem. Nie umiałam siedzieć bezczynnie, wiedząc, że tak blisko nas jest zagrożenie, z którym nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Przypominając sobie sceny z mieszkania, przez moje ciało przechodziły ciarki, po których następowała frustracja, złość, rozgoryczenie. Dałam się podejść jak dziecko, które nie zna swojej mocy i swych możliwości. Nie mogąc usiedzieć na miejscu, pomimo iż na wygodę nie mogłam narzekać, wstałam i wolnym krokiem weszłam ponownie do salonu, jednak była tam pusta. No tak... Sam mówił, że będzie w garażu, więc dlaczego miałby tutaj siedzieć i czekać, aż skończę czytać. Zaczęłam człapać do drewnianej, jednocześnie rozglądając się po ścianach, które mnie otaczały. O dziwo nie widziałam na nich żadnych zdjęć, portretów, czy czegoś, co uwieczniłoby jego rodzinę. Przecież ma syna, nie wyszedł on z dziupli drzewa, no chyba że anatomia elfów wygląda inaczej. Zaczęłam się zastanawiać, co się stało z jego matką, z dziewczyną, a być może nawet i żoną Nathaniela. Rozstali się w pokoju, a może było to burzliwe, czy to on zawinił, czy też ona. Pomimo iż w głębi wiedziałam, że nie jest to moja sprawa, to jakaś cząstka mnie wołała, że muszę się tego dowiedzieć. Oparłam się o futrynę, przyglądając ruchom mężczyzny. Były zdecydowane i przepełnione agresją, czy też irytacją. Cała sytuacja z obcym magiem wpływała na nas oboje i chociaż każde z nas próbowało to ukryć, to wcale nie było to takie proste, miałam wrażenie, że w tym momencie to jemu puściły nerwy. W końcu to on miał więcej do stracenia, to właśnie on miał pod swoją opieką również syna.
- Czemu nie odpoczywasz?- rzucił po krótkiej wymianie kilku słów. Weszłam do środka, siadając powoli i spokojnie na jednym z krzesełek.
- Nie jestem z tych, którzy umieją wysiedzieć dłużej w jednym miejscu - Przyznałam, wciąż mu się przyglądając. Jego mimika nie zdradzała za wiele, ale za to mięśnie już tak. Były napięte, gotowe do kolejnych uderzeń lub do przyjęcia takowych na siebie.
- To bywa nieco kłopotliwe - Spojrzał na mnie z krótkim uśmiechem, na co jedynie odpowiedziałam mu tym samym, wzruszając ramionami.
- Nie mogę Ci też siedzieć na głowie, myślę, że za chwilę wrócę do siebie - Mimowolnie rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Taiga nie jesteś w najlepszym stanie - Oparł się o jeden z przyrządów do ćwiczeń, twarzą do mnie.
- Tai, po prostu mów mi Tai - Machnęłam dłonią - W najlepszym nie, ale w najgorszym znowu również - Po tych słowach zapadła krótka chwila, która o dziwo nie była krępująca - Mogę zadać pytanie?
- Pytaj śmiało - Na jego twarzy zagościł przyjacielski uśmiech, jednak nie miałam pewności, czy był on do końca szczery.
- Nie chce być wścibska, ale nie widziałam na ścianach żadnych zdjęć, wiesz ani Twoich, syna, rodziny - Zaczęłam, ale w sumie nawet niedane mi było dokończyć i zadać pytanie, gdyż w przerwie, kiedy brałam oddech, wszedł mi w zdanie, najwyraźniej uznając, że to było właśnie owo pytanie.
- To nie jest ani miejsce, ani czas, żeby rozmawiać o mojej rodzinie - W jednej sekundzie wcześniejszy uśmiech, zamienił się w powagę, dającą mi do zrozumienia, że nie jest to łatwy temat.
- Jasne, to Twoja sprawa, ja po prostu bywam za ciekawska - Podniosłam się, aby być z nim na równi wzrokowo, a raczej próbowałam, ponieważ z uwagi na fakt, iż byłam sporo niższa i tak musiałam patrzeć w górę. - Jeśli masz czas, możemy przejrzeć kilka ksiąg, może dowiemy się czegoś o mocy naszego nowego nie do końca przyjaciela. Wzięłam też trochę swoich, powinny być w torbie, lepsze to niż czekanie aż sam się zjawi. - Zaproponowałam, aby nie kontynuować wcześniejszego tematu.
Nathaniel?
Uśmiechnęłam się pod nosem, kończąc powieść na momencie, który chyba najbardziej uwielbiałam z całej tej powieści. Nie spodziewałam się, że w domu dwóch elfów znajdę taką literaturę. Spojrzałam na okładkę, po której przejechałam kciukiem, jakbym chciała ją jeszcze bardziej poczuć. Spoglądając na ogród, wypuściłam z ust powietrze, trzymane o kilka sekund za długo. Jego dom, ogród, on sam... Wszystko było wypełnione spokojem, czułam się tutaj wyjątkowo dobrze, nie pamiętam, kiedy ostatnio przebywałam w takim miejscu. Niestety moja natura nie pozwoliła mi na cieszenie się długo tymże spokojem. Nie umiałam siedzieć bezczynnie, wiedząc, że tak blisko nas jest zagrożenie, z którym nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Przypominając sobie sceny z mieszkania, przez moje ciało przechodziły ciarki, po których następowała frustracja, złość, rozgoryczenie. Dałam się podejść jak dziecko, które nie zna swojej mocy i swych możliwości. Nie mogąc usiedzieć na miejscu, pomimo iż na wygodę nie mogłam narzekać, wstałam i wolnym krokiem weszłam ponownie do salonu, jednak była tam pusta. No tak... Sam mówił, że będzie w garażu, więc dlaczego miałby tutaj siedzieć i czekać, aż skończę czytać. Zaczęłam człapać do drewnianej, jednocześnie rozglądając się po ścianach, które mnie otaczały. O dziwo nie widziałam na nich żadnych zdjęć, portretów, czy czegoś, co uwieczniłoby jego rodzinę. Przecież ma syna, nie wyszedł on z dziupli drzewa, no chyba że anatomia elfów wygląda inaczej. Zaczęłam się zastanawiać, co się stało z jego matką, z dziewczyną, a być może nawet i żoną Nathaniela. Rozstali się w pokoju, a może było to burzliwe, czy to on zawinił, czy też ona. Pomimo iż w głębi wiedziałam, że nie jest to moja sprawa, to jakaś cząstka mnie wołała, że muszę się tego dowiedzieć. Oparłam się o futrynę, przyglądając ruchom mężczyzny. Były zdecydowane i przepełnione agresją, czy też irytacją. Cała sytuacja z obcym magiem wpływała na nas oboje i chociaż każde z nas próbowało to ukryć, to wcale nie było to takie proste, miałam wrażenie, że w tym momencie to jemu puściły nerwy. W końcu to on miał więcej do stracenia, to właśnie on miał pod swoją opieką również syna.
- Czemu nie odpoczywasz?- rzucił po krótkiej wymianie kilku słów. Weszłam do środka, siadając powoli i spokojnie na jednym z krzesełek.
- Nie jestem z tych, którzy umieją wysiedzieć dłużej w jednym miejscu - Przyznałam, wciąż mu się przyglądając. Jego mimika nie zdradzała za wiele, ale za to mięśnie już tak. Były napięte, gotowe do kolejnych uderzeń lub do przyjęcia takowych na siebie.
- To bywa nieco kłopotliwe - Spojrzał na mnie z krótkim uśmiechem, na co jedynie odpowiedziałam mu tym samym, wzruszając ramionami.
- Nie mogę Ci też siedzieć na głowie, myślę, że za chwilę wrócę do siebie - Mimowolnie rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Taiga nie jesteś w najlepszym stanie - Oparł się o jeden z przyrządów do ćwiczeń, twarzą do mnie.
- Tai, po prostu mów mi Tai - Machnęłam dłonią - W najlepszym nie, ale w najgorszym znowu również - Po tych słowach zapadła krótka chwila, która o dziwo nie była krępująca - Mogę zadać pytanie?
- Pytaj śmiało - Na jego twarzy zagościł przyjacielski uśmiech, jednak nie miałam pewności, czy był on do końca szczery.
- Nie chce być wścibska, ale nie widziałam na ścianach żadnych zdjęć, wiesz ani Twoich, syna, rodziny - Zaczęłam, ale w sumie nawet niedane mi było dokończyć i zadać pytanie, gdyż w przerwie, kiedy brałam oddech, wszedł mi w zdanie, najwyraźniej uznając, że to było właśnie owo pytanie.
- To nie jest ani miejsce, ani czas, żeby rozmawiać o mojej rodzinie - W jednej sekundzie wcześniejszy uśmiech, zamienił się w powagę, dającą mi do zrozumienia, że nie jest to łatwy temat.
- Jasne, to Twoja sprawa, ja po prostu bywam za ciekawska - Podniosłam się, aby być z nim na równi wzrokowo, a raczej próbowałam, ponieważ z uwagi na fakt, iż byłam sporo niższa i tak musiałam patrzeć w górę. - Jeśli masz czas, możemy przejrzeć kilka ksiąg, może dowiemy się czegoś o mocy naszego nowego nie do końca przyjaciela. Wzięłam też trochę swoich, powinny być w torbie, lepsze to niż czekanie aż sam się zjawi. - Zaproponowałam, aby nie kontynuować wcześniejszego tematu.
Nathaniel?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


